W poszukiwaniu szczęścia cz - 42

W poszukiwaniu szczęścia cz - 42**Oczami  Gosi**

         Hubert musiał pojechać przed wczoraj do swojej babci, bo poprosiła go o pomoc w przeprowadzce, chciałam z nim pojechać, ale stwierdził, że nie mam po co i tylko się zmęczę. Nie za bardzo chciało mi się kłócić, stwierdził, że zdąży wrócić do moich urodzin, ale wszystko zmieniło się gdy wczoraj wieczorem dostałam krótkiego sms-a o treści, w której było jasno napisane, że jednak się nie wyrobi. I oto jest pierwszy lipca dzień moich urodzin.

         Od rana mój telefon „ pika „ , bo przychodzą na niego życzenia urodzinowe. Moi rodzice odwiedzili mnie około 10.00 i złożyli jak zawsze życzenia prosto z serca. Nawet mój już wkraczający w dorosłość brat, odwiedził mnie i podarował róże. Chyba dla takich momentów warto żyć.  Nacia ma przyjść z Piotrkiem o 16.00 więc mam jeszcze jakieś pół godziny, żeby ogarnąć się, czyli wreszcie zrzucić z siebie piżamę i umyć się.

       Idealnie przed 16.00 zdążyłam się umyć i wskoczyć w jakieś „ po domowe „ ciuszki. Słyszę pukanie więc to oznaka że moi przyjaciele już przyjechali.

- Sto lat! Sto lat! – wrzeszczą od samego progu.

- Dobra, dobra, bo sąsiadów wystraszycie swoimi krzykami – śmieje się, a Nacia już mnie tuli do siebie wraz ze swoim ukochanym, chwilę wcześniej dając opakowane w złoty papier dwa pudła  – zapraszam do salonu.

- Z chęcią! Co upichciłaś? – pyta Nacia.

- A co ty taka głodna?

- Nie tylko ona głodna – śmieje się do mnie Piotrek i wszyscy wybuchamy śmiechem.

- No dobra to daje już ten torcik – mrugam do nich.

- Przejmujesz się Hubertem? – pyta nagle Piotrek, a ja się lekko wzdrygam.

- Ważne żeby wrócił cały i zdrowy - odpowiadam krótko.

- No tak, ale pewnie ci go brakuje w twoje urodziny – uśmiecha się niepewnie moja przyjaciółka.

- To prawda, ale widocznie tak musiało być, chciałam mu pomóc z tą przeprowadzką jego babci, ale mówił, że się wyrobi. Nie mógł przewidzieć obrotu sprawy – tłumacze.

- Masz rację, w takim razie to my w tym roku w jakimś sensie umilimy ci czas. Zgadzasz się? – pyta Piotrek.

- No jasne! To jakie plany?

- No jak na razie to musisz się przebrać, a prezent od nas jest idealny na dzisiaj, więc wskakuj szybko do wanny i wkładaj na siebie wdzianko! – dyktuje mi Nacia, a ja się tylko patrzę na nią – No już, już! Szybko wstawaj i za chwilę widzę cię tu gotową!

- Tak jest! – śmieje się i idę szybko do toalety, znów się umyć tak na wszelki wypadek, owinięta w ręcznik po umyciu wkraczam do mojego pokoju i rozpakowuje z papieru prezent od moich przyjaciół. Nie mogę uwierzyć swoim oczom widząc przepiękne, wysokie szpilki z granatowego zamszu – chyba się w nich zabije, ale są cudowne. Otwierając kolejne pudełko jeszcze bardziej się zachwycam, mam przed sobą przepiękną, granatową sukienkę. Jest idealna, na cienkich ramiączkach z trójkątnym głębokim, ale bez przesady dekoltem. Jest mega sexowna dzięki satynie z jakiej jest i krótkości, bo sięga do połowy uda,

        Mam ochotę zaszaleć w dobrym tego słowa znaczeniu, dlatego zakładam komplet granatowej bielizny, no bo skoro wszystko dzisiaj granatowe to nawet małe szczegóły mogą być. Delikatnie się maluje bo tak jak zawsze, tylko tusz do rzęs i bezbarwna nawilżając pomadka, włosy rozpuszczam bo i tak czy tak się napuszą i po dziesięciu minutach jestem już  gotowa, powoli wychodzę z pomieszczenia.

- O słodki Hubercie! – krzyczy Piotrek wcześniej wystukując coś na swojej komórce, widząc mnie w drzwiach sypialni. Nacia odwraca się w moją stronę i opada jej szczęka.

- Nie wymawiaj imienia mojego chłopaka bez potrzeby – śmieje się z Piotrka.

- No kochana, aż zaniemówiłam – wzdycha moja przyjaciółka – ślicznie wyglądasz i to mega sexownie! Muszę pilnować mojego narzeczonego, bo zaraz mi tu ucieknie do ciebie.

- Oj przestań…ale że co!? Narzeczony!? – krzyczę, a raczej wydzieram się, Nacia nie ma się o co bać bo to moja reakcja ze szczęścia.

- Tak wyszło – uśmiecha się i unosi dłoń, pokazując pierścionek.

- Och ty małpo!! Dopiero teraz przypadkiem się dowiedziałam!

- Tak wyszło – śmieje się tym razem Hubert.

- No kurde jacy zgodni.

- No widzisz – uśmiecha się Piotrek i obejmuje Nacie.

- Ale kochana gratuluje! Gratuluje bardzo szczerze! – całuje ich w policzki i idę po mój telefon, który dzwoni.

- Halo? – odzywam się pierwsza.

- Dzień dobry kochanie!

- Dzień dobry proszę pani! – witam się z mamą Huberta.

- Och słoneczko tyle razy mówiłam ci żebyś mówiła do mnie „ mama „

- Przepraszam

- Dobrze, dobrze, ale ja nie po to dzwonię kochanie, chciałam ci w raz z moim mężem życzyć wszystkiego najlepszego, żeby wam się z Hubertem przede wszystkim ułożyło i  żebyście byli oboje szczęśliwi – mama Huberta z radością składa mi życzenia.

- Dziękuje bardzo mamo – uśmiecham się do telefonu, ta kobieta jest…

- Jakie masz plany na dzisiaj słoneczko? – pyta.

- Przyjaciele zabierają mnie gdzieś, chyba do jakiegoś klubu. Tylko szkoda, że Huberta nie ma – wzdycham ze smutkiem.

- Och kochanie, nie przejmuj się, na pewno chciał być z tobą w tym dniu – pociesza mnie – a może tak byś do nas na chwilę wstąpiła, przed wyjściem do klubu z przyjaciółmi,  mamy dla ciebie mały prezent od nas, Co ty na to? – pyta. Jak ja uwielbiam tą kobietę, jest cudowna.

- Jeżeli chce pani…znaczy mamo – poprawiam się.

- Och słoneczko chcę, chcę! To co przyjedziesz? - śmieje się.

- No jasne, dziękuje jeszcze raz za życzenia i do zobaczenia, będę za jakieś 10 minut.

- Czekamy, pa kochanie! – słyszę tylko głos kobiety i się rozłączam pakując komórkę do małej torebki i podążając w stronę moich przyjaciół.

- Kochani zawieziecie mnie na chwilę tylko do rodziców Huberta? Jego mama dzwoniła i składała życzenia, przy okazji wspomniała, że ma coś dla mnie, więc głupio mi było trochę odmówić, jest taka kochana! – spoglądam na ich oboje.

- Nie ma sprawy, to co do samochodu moje dziewczynki – śmieje się Piotrek.

- Tak jest – cmoka go Nacia w usta i opuszczamy dom.

- Nacia naprawdę bardzo się cieszę, że się zaręczyliście jesteście tacy wspaniali – mówię już w drodze.

- Wiem kochana, ja zawsze marzyłam o kimś takim jak Piotrek – uśmiecha się do swojego narzeczonego, który prowadzi.

- A ja marzyłem o niej – na chwilę odrywa wzrok od jezdni, brunet i też patrzy na Natalkę.

- Jak ja was kocham! – wzdycham i po raz kolejny tego dnia myślę o Hubercie. Tak bardzo mi go brakuje tego dnia. Co prawda nie jest to jakiś super szczególny dzień, ale jednak szkoda, że go nie ma.

- Już jesteśmy – uśmiecha się Piotrek.

- Okey, dzięki zaraz wracam – otwieram drzwi i dosłownie wyskakuje w szpilkach z samochodu.

- Tsa tsa – śmieje się moja przyjaciółka.

                Pukam do drzwi, mieszkania rodziców Huberta.

-  Dzień dobry kochanie! – kobieta wita mnie w drzwiach i przytula do siebie.

- Dzień dobry mamo – oddaję uścisk.

- Dzień dobry Gosiu, wszystkiego najlepszego – widzę tatę Huberta, który też szykuję się do uścisku.

- Dzień dobry proszę pana, dziękuje bardzo za życzenia – przytulam się tym razem do niego.

- Ślicznotko w pokoju Huberta jest prezent weź go sobie, mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa – kobieta uśmiecha się promiennie i zakłada żakiet.

- Dziękuje bardzo, ale nie trzeba było…

- Trzeba było – mówi – no już zmykaj słoneczko.

          Otwieram drzwi, starego pokoju Huberta i kiedy widzę, co znajduje się w nim…po prostu zamieram, cała zamieram. A jednak  niektóre sytuacje się powtarzają. Pokój jest ozdobiony wszystkimi, wspólnymi zdjęciami moimi i Huberta. Zdjęcia i całe pomieszczenie oświetlają tylko świece, rozstawione po całym pokoju…tak jak..5 lat temu. I tak jak wtedy jest cudownie, a nawet jeszcze bardziej. Otrząsam się po kilku minutach, gdy słyszę zatrzaskiwane drzwi główne. Dopiero teraz dostrzegam pana mojego całego świata. Kocham go i nie tylko dlatego, że potrafi mnie uszczęśliwić. Kocham go i nie mam na to żadnego usprawiedliwienia.

         Patrzy na mnie i już wiem dlaczego tu jestem…jestem tu żeby go kochać…istnieję żeby być przy nim…u jego boku…żyć w szczęściu.

         To on jest tym szczęściem, którego tak poszukiwałam.

- Hubert – podchodzę do niego, wstrzymując łzy, które czuje pod powiekami…moje soczewki zaraz wypłyną wraz z łzami szczęścia.

**Oczami Huberta**

        Wchodzi do pokoju…wreszcie wchodzi do mojego starego pokoju…który wygląda prawie tak samo jak 5 lat temu, ale w sumie to różni się ważnymi szczegółami,  jest więcej naszych wspólnych zdjęć…a najważniejsze jest to że jesteśmy już dorośli i kochający się nawzajem z dużym doświadczeniem zapisanym w naszych sercach.

       Spogląda na to, co ją otacza i oprócz jej pięknie ubranego ciała dostrzegam szklane, szare oczy. Budzą ją do życia dźwięki zamykanych drzwi, co jest oznaką, że moi rodzice wyszli już z domu i wrócą dopiero jutro wieczorem.

        Spogląda na mnie i zbliża się wyszeptując moje imię, dokładnie jak wtedy.

- Gosiu – odpowiadam jej.

- A jednak to co zdarza się po raz kolejny daję mi jeszcze większą przyjemność – mówi na jednym wydechu i całuje mnie lekko w usta.

- Zatańczysz? – pytam.

- Z tobą zawsze i wszędzie – odpowiada znów bez zawahania.

           Szybko włączam wieże i wracam do niej, stoimy oboje na środku pokoju i spoglądamy na siebie.

- Zmieniłaś się, ale czy ta piosenka nie przypomina ci czegoś? – łapię ją za drobne ręce i w tej chwili rozbrzmiewa głos Kendji Giraca tak samo jak kilka lat temu, gdy dopiero, co się ooznawaliśmy.

„Andaluzyjka

Przychodzisz nocą, przy dźwiękach gitar tańczysz z mocą
Poruszasz się, twoje czarne włosy, czerwone usta twe
Kołyszesz się. a reszta bez znaczenia jest
Jak słońce palisz mnie i budzisz mnie  
Jest w Twych oczach czar, południe,ogień, żar
Ja mam w sercu Cię

Tańcz Tańcz Oh!

Ty, ty moja piękna Andaluzyjko, tak piękna jak i zazdrosna,
Gdy tańczysz staje w miejscu czas, ja tracę południe i tracę głowę  
Ty moja piękna Hiszpanko, gdy wznosisz swoje ramiona
Nic już nie widzę, tylko ją, miłość... być może to jest to.

Melodie orientalne, uśmiech i serce, co pali mnie
Oczy hebanowe, twe ruchy godne są królowej
Faluje ciało twe , już moje myśli kłębią się
Jak światła snop, umiesz rozproszyć mej duszy mrok,  
Słychać w głosie twym dzień i chłody zim
Ja mam w sercu Cię  

Tańcz Tańcz Eh!

Ty, ty moja piękna Andaluzyjko, tak piękna jak i zazdrosna,
Gdy tańczysz staje w miejscu czas, ja tracę głowę raz po raz
Ty moja piękna Hiszpanko, gdy wznosisz swoje ramiona
Nic już nie widzę, tylko ją, miłość... być może to jest to.

O ye ye ye O o, o o
O ye ye ye O o, o o,
O ye ye ye O o, o o (piękna Andaluzyjko ma...)
O ye ye ye O o (raz, dwa, trzy, tańcz)

Ty, ty moja piękna Andaluzyjko, tak piękna jak i zazdrosna,
Gdy tańczysz staje w miejscu czas, ja tracę głowę raz po raz
Ty moja piękna Hiszpanko, gdy wznosisz swoje ramiona
Nic już nie widzę, tylko ją, miłość... być może to jest to.

Ty, ty moja piękna Andaluzyjko, tak piękna jak i zazdrosna,
Gdy tańczysz staje w miejscu czas, ja tracę głowę raz po raz
Ty moja piękna Hiszpanko, gdy wznosisz swoje ramiona
Nic już nie widzę, tylko ją, miłość... być może to jest to.”

     Piosenka kończy się, a my nadal poruszamy się w tańcu, wolnym...Nie tak jak 5 lat temu. Przegrywam ciszę spowodowaną zakończeniem piosenki i zaczynam bez wahania mówić do miłości mojego życia:
- Aniele, w moim świecie, nie mam ci tak wiele do zaoferowania  jak zapewnie inni mężczyźni tego całego świata...Ale mogę ci dać to co znaczy dla mnie samego wiele, szczęście i miłość. Mogę dac ci siebie, a z resztą dałem już dawno. Teraz to wszystko może być zapieczentowane. Nie chcę wygłaszać tej samej formułki co inni. Wiem, że nie za bardzo przepadasz za sukienkami,wiem że nie lubisz aż tak bardzo elegancji, zbędnego planowania w niektórych momentach.Wiem też że będę cię błagał do końca życia, jeśli nie zgodzisz się w tym momencie, wyjść za  mnie, po jutrze i podkreślić moje szczęście, że posiadam cię już jako żonę. Więc co ty na to aniele? - klękam przed nią z wyciągnietym w dłoni pierścionkiem. To wszystko, co powiedziałem przed chwilą nie było zapisane na kartce, nie ćwiczyłem tego. Po prostu powiedziałem to od siebie, prosto z mojego serca wypełnionego tą szarooką kobietą. Spoglądam na nią i nie wiem, co bym mógł odczytać z jej twarzy i postawy. Pomagają mi w tym jej słowa skierowane do mnie.
- Skoro czytałam te "bzdurne" romansidła i beczałam jakby padał deszcz i prosiłam o dobre zakończenie to jeśli ty w moim prawdziwym życiu, oświadczasz mi się i proponujesz te szczęśliwe zakończenie, to czemu mam nie beczeć jakby ulewa była i się nie zgodzić. Tym razem będę mówić formułką - Gosia śmieje się przez łzy, a raczej faktycznie ulewe, jak to nazwała - Hubercie, tak. Tak, wyjdę za ciebie.
     Nagle rzuca się na mnie i celowo przewraca mnie na miękki dywan, całując tak żarliwie iż się rozstapiam.
Tak bardzo się cieszę i to jest dopiero przedsmak przed naszym ślubem, który już po jutrze.
- Kocham cię i to nie dlatego że to wszystko zrobiłeś - dziewczyna odrywa się ode mnie i leżąc oboje na dywanie pokazuje cały pokój - Kocham cię, bo przemierzałam cały mój mały świat w poszukiwaniu szczęścia i odnalazłam je w tobie.
- Go...  
- Cii - ucisza mnie - I wiesz, co ci jeszcze powiem? Jednak dobrze że wierzyłam w te "bzdurne" romansidła. Właśnie jestem w jednym z nich - śmieje się i jednocześnie płacze, ale są to łzy szczęścia.
- Dlatego warto żyć i iść dalej tą drogą w poszukiwaniu szczęścia. Ja też znalazłem je w tobie!

- Kochanie? - pyta mnie już moja narzeczona, gdy leżymy już w moim starym, na szczęście dużym łóżku.
- Tak? - głaszczę jej nagie ramię.
- W przeciągu tych kilku dni załatwiłeś wszystko? Ślub? Wesele?
- Planowałem to już przed twoim powrotem z Krakowa, ale ostatecznie te kilka ostatnich dni było bardzo ważnych. Między innymi, dlatego że wybierałem ci suknię - śmieje się.
- O Jezu Hubert! Nie wierzę! - kładzie się momentalnie na mnie i spogląda na mnie tymi swoimi zaszklonymi oczami.
- Uwierz, wybrałem dokładnie suknię twoich marzeń. Jest idealna taka jak ty...taka o jakiej marzyłaś. A wesele no cóż, będzie takie jakie najbardziej ci się podoba, trochę huczne, ale bez przesady.
- Skoro mój narzeczony tak bardzo się starał i za pewne jest zmęczony takimi sprawami to może zajmiemy się innymi? - całuje moją szyję.
- Przystaje na każdą twoją propozycję moją narzeczono - znowu rozpływam się gdy mnie całuje, gdy daje mi siebie.
- W takim przypadku postarajmy się o to żeby nasz ród nie wyginął - zatapiamy się w szczęśliwym tańcu naszych ciał.

******************************************************************
Dobry wieczór kochani!  
O to nowa część, która wiele wnosi do opowiadania i jego zakończenia.
Nie odpowiem wam na pytanie, ile jeszcze części,bo nie jestem pewna czy 2 czy 1. Tak samo nie powiem wam kiedy dodam następną...z tym to jeszcze trudniej. Zdaje się na mój czas i wene też.  
Proszę was też już i pod tą częścią żebyście bacznie śledzili notatki pod rozdziałami. Nastepna notatka prawdopodobnie będzie o wielu rzeczach decydowała.
Proszę was o komentarze na temat tej części...czy nie zepsułam, czy się podoba Itp.
Buziaki dla was <3
Gocha <3

3 943 czyt.
100%169
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2898 słów i 15870 znaków.

9 komentarzy

 
  • Lovcia

    Lovcia · 8 paź 2016

    Kiedy next?

  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 2 paź 2016

    Na powrót znalazłem Ciebie z Twoim opowiadaniem. Odcinek jak i wszystkie pozostałe - r e w e l k a. Szkoda że już tak niewiele do końca. Mam nadzieję że to nie ostatnie Twoje opowiadanie.   

  • niejestempiekna

    niejestempiekna · 17 wrz 2016 · 193487174

    Chce jeszcze!  

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 14 wrz 2016

    Kurde nwm co powiedzieć piękne

  • Natusik

    Natusik · 14 wrz 2016

    Naj

  • Justys20

    Justys20 · 13 wrz 2016

    Nic nie zepsułaś...ta część jest najlepsza    

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 13 wrz 2016

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością   będę czekać niecierpliwie.

  • kaay~

    kaay~ · 13 wrz 2016 · 204032414

    Super!!!

  • Czicza

    Czicza · 13 wrz 2016

    Nic do Ciebie nie mam, ale jak będziesz tworzyć kolejne opowiadanie to przed wstawieniem na stronkę, upewnij się, czy ktoś nie uprzedził Cię z tytułem