W poszukiwaniu szczęścia - cz.32

W poszukiwaniu szczęścia - cz.32#1 sierpnia - dzień wyjazdu dziewczyn z obozu w Nowej Rudzie#  

**Oczami Natalki**  

      Jedziemy już chyba 5 godzin, jest równo 20.00, czyli za godzinę będziemy...CZYTAJ: BĘDE W OBJĘCIACH PIOTRKA!
      Czas, który spędzam w autokarze umilają mi SMS-y od mojego chłopaka...nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę i wtulę się w niego. Cieszę się, że przed wyjazdem udało mi się poprosić rodziców, żeby Piotrek nocował u mnie kilka nocy, łącznie z tą, kiedy wreszcie wrócę do domu z obozu. Tata nie był zachwycony, ale mama mnie poparła i cóż musiał pogodzić się z tym, że jego córka chce spędzić trochę czasu ze swoim chłopakiem.
* Piotrek: Za ile będziesz? <3
* Ja: Za godzinę   
* Piotrek: To idę do twoich rodziców :0 Może twój tata mnie podwiezie
* Ja: Uważaj na niego
* Piotrek: Mam się bać własnego teścia? :/
* Ja: Jak już to przyszłego mój drogi   
* Piotrek: Równie dobrze mogę już teraz tak na niego mówić, bo i tak będziesz moja i jesteś Kochanie idę już Jakby, co to pisz
* Ja: No dobra...Pa
      Gosia, która sierdzi obok mnie jest pochłonięta słuchaniem muzyki. Jest jakaś nieobecna przez całą drogę...nawet, kiedy rozmawiałyśmy ze sobą i tak była jakby gdzie indziej. Mam nadzieję, że niczym się nie przejmuję, bo moja przyjaciółka należy do osób, które są bardzo wrażliwe. Gocha przeżyła dużą przemianę podczas gimnazjum...jest wrażliwa, ale szalona...naprawdę przeszła wiele...Mati, oj broniła go, uwielbiała, kochała...a on cóż krzywdził ją pisząc do niej, choć i tak miał zamiar to wszystko skończyć. Tak dużo ich łączyło, tak wiele mieli wspomnień...a on ją zranił i dobrze wiem, że Gosia pomimo tego, iż poznała Huberta nadal trzyma zadrę w postaci wspomnień o facecie, który nie był jej wart.
- Dziewczyny, jednak będziemy później, jakiś wypadek na drodze i to dosyć poważny, więc pewnie jeszcze godzinę się dodatkowo zejdzie. Powiadomcie rodziców, że będziemy na miejscu dopiero za około 2 godziny! - z głośników rozbrzmiewa głos trenera...a ja no cóż jestem wściekła, bo chce jak najszybciej mieć przy sobie rodziców, Jasia i Piotrka.
* Ja: Miałam powiadomić rodziców, ale wiem, że pewnie już jesteś u mnie w domu, więc pozwolę sobie z tego skorzystać: Będę za 2 godziny!
      Czekając na odzew ze strony mojego chłopaka, muszę powiedzieć przyjaciółce, która nadal słucha muzyki o tym, że mamy małe opóźnienie.
- Gocha - szturcham ją w ramię, a ona zdejmuję swoje złote słuchawki z głowy, przyglądając mi się.
- Coś cię stało? - pyta.
- Będziemy dopiero za dwie godziny, jest jakiś wypadek na drodze.
- Aha, dzięki za info Nacia - mówi beznamiętnie.
- Nie ma, za co - odpowiadam i po tej wymianie zdań Gosia, znów zakłada słuchawki i wystukuje coś w komórce, po czym zamyka oczy, na ekranie jej telefonu widnieje piosenka Avicii'go o tytule Hey Brother więc domyślam się, że coś faktycznie zaprząta myśli mojej przyjaciółki - ta piosenka wiąże się ze wspomnieniami o Mateuszu, był taki czas, że ta piosenka podbijała listy przebojów i ogólnie wszędzie była puszczana, wtedy Gocha zawsze roniła łzy. Przypominając sobie o łzach w jej oczach, które gościły przy usłyszeniu tej piosenki kiedyś, teraz też spoglądam na jej twarz i choć ma zamknięte oczy i nie wie, że się jej przyglądam...widzę łzy, które spływają po jej policzku i kończą swoją podróż albo na koszulce, a innym razem na czerwonych ustach mojej przyjaciółki.
      Wycieram łzy Gosi, a ta otwiera swoje szare oczy i patrzy na mnie, jakby miała zaraz wybuchnąć jeszcze większym płaczem i tak się właśnie dzieje i nie pozostaje mi wyboru jak przytulić ją do siebie, żeby, choć na chwilę zapomniała...po prostu zapomniała.

**Oczami Gosi**

       Nie chce wracać...nie chce wracać....zbyt dużo wspomnieć, zdarzeń, które nie powinny mieć nigdy miejsca. Wrócę i znów dopadną mnie jeszcze większe wspomnienia, a może go spotkam nawet...i co kurna! Niby się już wyleczyłam od niego za sprawą Huberta, ale jednak zostało to wszystko, tylko jeszcze głębiej.
      Odrywam się od mojej kochanej Naci, która wspiera mnie, choć nie raz dałam jej w kość. Będę dziękować jej zawsze i wszędzie...bo wspiera mnie, gdy inni by się już odwrócili i zostawili mnie samą z tymi przerażającymi myślami.
- Dziękuję - szepcze.
- Wiesz, że nie masz, za co - posyła mi uśmiech, nie za bardzo jej się udaję, pewnie nadal martwi się moim stanem.
- Mam, za co. Piotrek ma wielkie szczęście mając cię - mówię.
- Słodzisz, a to mój chłopak ma takie zadanie, z resztą chyba o wilku mowa - Nacia wyciąga komórkę z kieszeni spodni.
- Zakochana - mruczę.
- Ty też jesteś tylko jeszcze o tym do końca, nie wiesz - zwraca się do mnie, kończąc naszą konwersację tym zdaniem.  
       Wiem, że jestem zakochana i to w Hubercie, tylko problem jest w mojej głowie - wspomnieniach.
* Hubert:  No aniele gdzie jesteś?
* Ja: No aniele jestem w niebie.
* Hubert: Ej to niebo ma dużo kilosów kwadratowych :/ jak ja cię znajdę
* Ja: No wiesz nie wiadomo czy to niebo jest kwadratowe
* Hubert: Hahaha oj dobra pisz gdzie jesteś bo musi cię ktoś odebrać, a tym kimś to ja jestem
* Ja: Rycerzu twoja warta już dawno się skończyła, odbiorą mnie rodzice, bo wracam dopiero za dwie godziny :0  
* Hubert: A mówiłaś już o tym rodzicom i prosiłaś ich, żeby cię odebrali? ;/
* Ja: No właśnie jeszcze nie miałam okazji
* Hubert: Dobra to się w miarę ok składa jestem obok twojego bloku, więc ich powiadomię o tym, a ty nie będziesz musiała dzwonić. :()
* Ja: Byłabym wdzięczna, powiedz im, żeby przyjechali za 2 godziny pod halę   
* Hubert: Dobrze, tylko już nie dzwoń ja się wszystkim zajmę <3 Całusy i do zobaczenia może jutro
* Ja: Dziękuje :0 Pa dobranoc <3
      Szkoda, że dopiero jutro się z nim może zobaczę, ale nie chcę, żeby widział mnie w stanie załamki, a najważniejsze, żeby nie jeździł po nocy tylko się wyspał.  
  
#około 2 godzin później - już na miejscu#

- Kurde nie ma moich rodziców - zwracam się do Naci.
- Może zaraz przyjadą - mówi, po czym rzuca się w objęcia Piotrka. Słodziutko, choć można pomyśleć, że zawsze z moją przyjaciółką śmiałyśmy się z zakochanych par, gdy za bardzo pokazywały swoje uczucia publicznie...teraz a szczególnie u tych dwoje nie przeszkadza mi to zupełnie. Witam się z rodzicami Naci i Piotrkiem, a potem żegnam z całą czwórką, czekam na rodziców.
- Dobry wieczór, czy zamawiała pani rycerza? - czuje lekki powiew spowodowany cichym szeptem osoby, która stoi za mną, ten leciutki szept muska delikatnie moją szyję.
- Nikogo nie zamawiałam, a tym bardziej jakiegoś średniowiecznego, nudnego rycerza - odpowiadam na zaczepkę znanej mi osoby, która nadal stoi za mną. Po tych słowach raptownie odwraca mnie w swoją stronę i już po chwili wiszę na szyi Huberta.
- Jezu jak ja tęskniłem - szepcze po raz kolejny w moją szyje, brunet.
- No weź, jestem kobietą, a z tego, co wiem to nie zmieniałam płci i nie jestem Bogiem - uśmiecham się do Hubcia.
- No dobra, dobra spadamy stąd - zaczyna iść do swojego samochodu, nadal mając mnie uwieszoną na jego ciele.
- Puść mnie, po pierwsze to muszę wziąć walizkę, po drugie chce pomóc trenerowi w rozpakowaniu sprzętu, który został jeszcze w autokarze, a po trzecie... - nie kończę swojej wypowiedzi, bo mój kumpel zaczyna swoją.
- Oj miejmy to już za sobą, pomogę ci z walizką, a potem pomożemy oboje w rozpakowaniu tego sprzętu - mówi patrząc mi w oczy i pomimo tego, że jest dość ciemno jak na noc przystało to i tak stwierdzam, że tęskniłam za jego oczami, za nim całym...kocham, kocham, kocham tego człowieka.
- Zgadzam się - wyduszam z siebie - tylko musisz mnie puścić - na te słowa on delikatnie stawia mnie na chodnik, asekuruje mnie normalnie jak na boisku, kiedy każdy punkt jest ważny.
- Proszę, a teraz chodź - porusza zabawnie brwiami jakby wskazując nimi autokar.
      Kiedy pomogliśmy już ze sprzętem, muszę jeszcze pożegnać się z trenerem. Po nieszczęsnych 5 minutach znajduję go, razem z Hubertem, który włóczy się za mną.
- Trenerze, bardzo dziękuje za ten obóz, chciałam się  też już pożegnać - mówię.
- Nie masz za co, mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy na treningach dochodzeniowych i na drugim obozie. A cóż to za pan? - zwraca się do mnie trener.
- Dobry wieczór, jestem Hubert, chłopa...- zaczyna, ale nie kończy
- To Hubert mój chłopak - dokańczam jego wypowiedź.
- No, no nasza atakująca się wreszcie zakochała - wzdycha trener - trzymaj ją lepiej, bo to urwis jakich mało - śmieje się do mojego przyjacielo - chłopaka.
- Będę - zaczyna się śmiać Hubert - a teraz pozwoli Pan, że zabiorę już ją do domu - uśmiecha się życzliwie do mojego trenera.
- Odpoczywajcie, do zobaczenia - odpowiada trener.
- Jeszcze raz dziękuje i do zobaczenia - zwracam się ostatni raz do trenera, a on już tylko kiwa głową, gdy udajemy się w stronę samochodu.
- Jedź ostrożnie, nie chce żeby coś ci się stało, gdy jedziemy o tej porze - zwracam się do mojego przyjaciela.
- Spokojnie na pewno nam się nic nie stanie - na chwilę Hubert odrywa wzrok od jezdni, żeby posłać mi swój uśmiech.
- Jak będziesz się tak uśmiechał to na pewno zejdę tu w samochodzie, zanim dojedziemy do mojego domu - karcę go, choć szczerze powiedziawszy bardziej mnie to bawi.
- Możesz zejść tylko nie zachodź - śmieje się ze mnie.
- Hubercie, oświadczam, że jesteś zboczonym chłopakiem.
- Ja? - pyta mnie prześmiewczo, jednocześnie, znów zaczynając kolejne zdanie - Mogę się tylko przyznać, że jestem chłopakiem i to twoim chłopakiem.
- Nawet nie wiesz jak ja za tym wszystkim tęskniłam! - wybucham nagle śmiechem.
- Tym wszystkim dla ciebie, jestem ja? - znów kieruję kolejne pytanie do mnie.
- Rozmowy, przytulasy, wspólnie spędzony czas, żarty, nasze " zboczoności " - wymieniam - i nie wiem co dalej wymieniać, nie mam do tego chyba już dzisiaj głowy.
- No mogłabyś dodać jeszcze wiele ciekawych rzeczy, w tym te pocałunki - wzdycha Hubert.
Czy mi się tylko wydaję, że przez ten mój wyjazd staliśmy się bardziej odważni, w stosunku do siebie? Bardzo ciekawie się zapowiada.
- Pocałunki? Oh zapomniałam - udaję wzruszenie.
- Małpa - mruczy mój przyjaciel.
- Ah tak?  
- Ah tak i pomyśleć, że muszę z tobą spędzić tą noc - porusza brwiami, ale nie odwraca swojego wzroku od jezdni, nadal jest skupiony.
- Śpisz na kanapie mój drogi panie! Zabrzmiało to dwuznacznie, a po za tym nie musisz tylko jak już to chcesz u mnie nocować! - udaję wściekłą i raczej mi to wychodzi, bo Hubert od razu spogląda na mnie z przestraszoną miną.
- Przepraszam, nie to miałem na myśli - kładzie rękę na moim kolanie, a ja zaczynam się śmiać.
- Nabrałeś się!! - mój głos brzmi jakbym wyszła za jakiejś ukrytej kamery, która ma nagrywać śmieszna sytuacje
- To jednak nie śpię na kanapie? - pyta rozbawiony.
- Na to wygląda, że nie.
- No właśnie wyglądało na to, że tak.
- No to teraz już nie - teraz ja kładę rękę na jego kolanie.
- Dojeżdżamy już - powiadamia mnie.
- Dobrze, dziękuje, a nocujesz dzisiaj u mnie tak? - pytam jeszcze, żeby się upewnić, bo z nim to nic nie jest nigdy wiadome.
- Tak nocuje, nie ma innej opcji, teraz jesteś na mnie skazana - parkuje samochodem pod moim blokiem.
- W takim razie poddaje się - szepcze mu do ucha, a on dostaję gęsiej skórki, za sprawą moich słów.
       Wychodząc z samochodu mojego przyjaciela, wyciągam walizkę, a przynajmniej próbowałam, bo ktoś po chwili wykonał to zadanie za mnie.
- Umiem sama - mówię.
- Wiem, ale to ja tu odwalam brudną robotę - Hubert posyła mi tzw. buziaka w powietrzu.
- Sądzisz, że moja walizka jest brudna? - klepie go w plecy.
- Gosia i jej walizka - śmieje się, ze mnie.
- Chyba jednak śpisz na tej kanapie - uśmiecham się cwaniacko.
- Jeszcze zmienisz zdanie - mówi i całuje mnie w czoło.
No i chyba faktycznie, już zmieniłam zdanie.
       Wchodzimy do domu, a mnie od progu witają rodzice, stęsknieni rodzice.
- Jakaś ty opalona! - przytula mnie mama, jeśli można tak nazwać jej szczelny uścisk, czasami myślę, że z tej tęsknoty mogłaby mnie udusić.
- Urosłaś - teraz przytula mnie tata - dobrze, że bezpiecznie do nas dojechaliście, nie wybaczył bym ci - zwraca się do Huberta - gdybyście nie dojechali do domu bezpiecznie.
- Tato! - karcę go.
- No co martwiłem się o was - spogląda na Huberta i na mnie.
- Dobra, dobra - wzdycham i znów wtulam się w mamę korzystając z okazji szepczę jej na ucho - jestem głodna, może znalazłoby się coś dla mnie w lodówce.
- Moja maleńka jest głodna - mama od razu mówi na głos, wyraźnie zadowolona moimi słowami, no i nici z dyskrecji.
- Głodomor - szepczę mi na ucho Hubert, kiedy go mijam.
- Ty też będziesz głodny, jak zobaczysz, co moja mama dla mnie upichciła - odgryzam się na przyjacielu.
        No i po 20 minutach miałam rację. Hubert gdy zobaczył zapiekanki, które zrobiła dla mnie moja mama, posłał mi zawiedzione spojrzenie, dlatego dobra ja, zlitowałam się nad moim pachołkiem i poprosiłam mamę, żeby zrobiła zapiekanki i dla niego. Jak to chłopak, zanim ja zjadłam posiłek, on już dawno na mnie czekał, mając przed sobą pusty talerz, który gdy żegnaliśmy się z moimi rodzicami od razu wsadził do zmywarki, tak samo jak ja to zrobiłam. Kolejne dwadzieścia minut wystarczyło nam na prysznic. Gdy tak leżałam już na swoim łóżku, ubrana w świeżą piżamę do pokoju wszedł wreszcie Hubert.
- Już skończyłeś nakładać na siebie te wszystkie mazidła? - posłałam mu kpiący uśmieszek.
- Małpa, moja małpa - rzucił się na moje łóżko, tym samym sprawiając, że podskoczyłam aż do góry.
- Rozpędzasz się Hubercie - powiedziałam poważnie, a przynajmniej próbowałam, bo jak to na mnie przystało musiałam wybuchnąć śmiechem hieny.  
Śmieje się zawsze jak opętana i mam strasznie dużo " rodzajów " śmiechu. Taka już bywam.

**Oczami Huberta**

      Kiedy, nasze oddechy uspokoiły się od naszego wybuchu śmiechu, nie mogę już dalej czekać i pytam się mojej przyjaciółki - jak na razie.
- Jesteś moją dziewczyną? – mówię i siadam delikatnie na niej okrakiem w miejscu, gdzie ma kolana, patrzę na jej twarz.
- C...oo? A okey, przepraszam, że powiedziałam tak przy trenerze, ale...chciałam wybrnąć z tej głupiej sytuacji - jąka się trochę.
- Ta sytuacja nie była głupia, nawet tak nie mów. A po za tym nie o to pytałem.
- Niech ci będzie, a o co ci chodziło? - dopytuje mnie Gosia.
- Jesteś moja? – tym razem to ja zadaje pytania i nie spocznę dopóki nie odpowie mi na wszystkie z nich.
- Jestem, ale o co ci chodzi? - o nie tak się nie bawimy, to ja tu zadaję pytania, a nie ty Gosiu.
- Tylko moja?
- T..ak -  odpowiada niepewnie, pewnie dlatego, że nadal nie wie do czego zmierzam.
- Tylko moja? - jeszcze raz zadaję pytanie, muszę mieć od niej odpowiedź, którą wypowie bez nuty wątpliwości.  
- Tak, Hubercie.
- Więc bądź dla mnie moim szczęściem? -  proszę ją, błagam, z całego serca tego pragnę.
- Szczęściem? -  bez tych pytań chyba nie spocznie.
- Tak, bądź moim osobistym, jedynym, promykiem szczęścia.
- Chcesz żebym była twoją dziewczy..ną?  
- Tak, tego właśnie pragnę od dłuższego czasu - zaczynam - myślałem, że wiesz co czuję.
- Hubert, związki jeśli już mają powstawać to opierają się na miłości - mówi tak, jakby chciała mi uświadomić to co już wiem.
- Miłość - kładę się ostrożnie na niej, zbliżam swoją twarz do jej – to właśnie czuję do ciebie.
- Co ty gadasz? – dopiero teraz spogląda na mnie szarooka.
- Miłość i czuję też szczęście odkąd jesteś blisko mnie, czuje to i nie zamierzam pozbyć się tych uczuć już nigdy – wyznaję i chyba pierwszy raz od tych kilku minut naszej rozmowy, Gosia nie ma nic do powiedzenia.
        Ciemny, nieoświetlony pokój, przepełnia głucha cisza, nawet ja się już nie odzywam od kilku minut, raczej czekam na podjęcie rozmowy z jej strony.  
- To siedzi jeszcze we mnie…on siedzi jeszcze gdzieś w moim umyśle, mogło mi się wydawać, że jest już po wszystkim bo poznałam ciebie, ale nadal w jakimś sensie jestem prześladowana przez Mateusza.  Nawet możesz sobie nie zdawać sprawy z tego jak bardzo to jest przytłaczające. Odnalazłam szczęście, już wtedy chyba gdy na ciebie wpadłam, to tak głupio brzmi...ale prawda jest taka, że gdy pierwszy raz cię zobaczyłam, odnalazłam chęć do zmiany w sobie. Uwierz, nie chce już wspominać, wiem, że te wspomnienia zostaną, ale ja chcę ciebie…tylko ciebie, nic innego nie chce.
Nie przerywałem jej nawet, chciałem, żeby wypowiedziała się całkowicie. Nie chce jej ograniczać, lepiej aby wszystko co myśli na ten temat mi powiedziała, a nie ukrywała w sobie.  
- Prosiłaś mnie w swoje urodziny abym zapomniał o tym, że coś do ciebie czuję… - zaczynam, ale ona natychmiast mi przerywa.
- Co? Kiedy!?  
- W twoje urodziny, gdy tańczyliśmy przy twojej ulubionej piosence, powiedziałem ci, że cię kocham, a ty tak po prostu powiedziałaś mi, że mam o tym zapomnieć i w dodatku się z tego śmiałaś, z resztą mówiliśmy to sobie kilka razy po tym wszystkim…Gosia ja cię kocham – wyjaśniam szarookiej.
- Ale ja jestem głucha, ale ja jestem niezdarą!! – Gosia wrzeszczy sama do siebie po czym delikatnie strąca mnie z siebie i wstaje z łóżka.
- O co ci chodzi? – siadam na krawędzi łóżka i wpatruję się w to jak Gosia chodzi po pokoju.
- Nie słyszałam jak mi powiedziałeś wtedy co czujesz, to przez upadek nie wiem, czy pamiętasz, ale potknęłam się w trakcie, kiedy chyba ty powiedziałeś mi o swoich uczuciach. Chciałam żebyś zapomniał o tym, że się potknęłam i dlatego się śmiałam. A gdy mówiłeś mi to później to myślałam, że chodzi ci o naszą przyjaźń. Hubert błagam wybacz mi -  nagle klęka przede mną i patrzy w moje oczy, a ja zaczynam łączyć wszystkie fakty.
- Wstań, proszę cię wstań  - błagam ją, jej oczy stają się czerwone i zanim wstaje tak jak ją o to prosiłem z jej szarych oczu wypływają łzy.
- Proszę wybacz mi! – teraz stoi przede mną i już nie potrafi powstrzymać łez.
- Gosia… - wstaję, co sprawia, że teraz mam ją przed sobą.
- Kocham cię Hubercie - szepcze.
- Marzyłem abyś kiedyś wypowiedziała te słowa – teraz to z moich oczu wypływają łzy.
- Więc teraz mogę ci je mówić tyle, ile twoja dusza zapragnie, a zapewniam, że będą one najszczerszymi słowami, które kiedykolwiek wypłyną z moich ust – kładzie rękę na moim ramieniu.
- Kocham cię – łapię za jej dłoń i przyciągam do swojego mokrego od łez policzka.
- Więc kochaj mnie, bo ja będę to czyniła – patrzy w moje oczy -  każdego dnia Hubercie – mówi, a ja jeszcze bardziej wzruszam się na jej słowa i nie mogę już czekać po prostu wbijam się w jej usta.
        Czekałem tak długo…
        …czekałem i się doczekałem…
        ….moje szczęście jest tutaj...
        ….ona jest moim szczęściem.

##6 LAT PÓŹNIEJ – WRZESIEŃ##

**Oczami Piotrka**

       - Złożyłaś już wszystkie papiery na uczelnie? – pytam mojej ukochanej,  która obecnie sprawdza coś na laptopie, popijając kawę, którą jej przed chwilą zrobiłem.
- Tak, szczerze to nie mogę doczekać się już pierwszego dnia wykładów – mówi z ekscytacją, a ja siadam z uśmiechem obok niej.
- Wiem, wiem…tak długo na to czekałaś – zaczynam – podziwiam cię.
- Niby czemu? – pyta i odwraca swój wzrok od laptopa, zamykając go i odkładając obok siebie na kanapę, na której oboje siedzimy.
- Jesteś taka ambitna, mądra, inteligentna, ładna, piękna, idealna słodka – wymieniam.
- Coś ode mnie chcesz? – pyta mnie z kpiną w oczach Natalka.
- Czy muszę coś chcieć? Obecnie nie chce nic innego tylko ciebie…na razie mi to wystarczy… - marzę, a ona z zaciekawieniem spogląda na mnie.
- Co masz na myśli mówiąc „ na razie ‘’?  
- No wiesz…
- No właśnie nie mam pojęcia – moja dziewczyna nadal drąży temat.
- Kocham cię, więc chyba wiadomo, że kiedyś będzie pora na dziecko, dzieci – uśmiecham się sam do siebie w myślach, Tak, właśnie o tym marze, no i jeszcze o jednym, ale to już niedługo…
- Hola, hola! Jakie dzieci? Człowieku! – karci mnie Natalka – przecież wiesz, że nawet nie marzyłam tak do końca o tym, aby ktoś mnie pokochał, a ty mówisz mi tu o dzieciach?  
- A ja cię pokochałem i kochać będę – mówię niewzruszony jej poprzednim zdaniem – będę też marzył.
- Kocham cię Piotrek – łapie w ręce mój podbródek i patrzy głęboko w oczy.  
- Też cię kocham i nie pozwolę ci odejść – odpowiadam, przyciągać ją do siebie i zachłannie wpijając się w jej usta.
        Tak właśnie jest. Kochamy się, zakochujemy się w sobie codziennie od nowa.

**Oczami Huberta**

       Tak, tak to ja obchodzę dzisiaj swoje 23 urodziny. Tak wiele wydarzyło się przez te kilka lat…  
Filip i jego dziewczyna Patrycja spodziewają się dziecka i jak na razie czekają do porodu, aby się pobrać, są szczęśliwi.
Alan za to nadal spotyka się z jakimiś dziewczynami, ale nie chce, żadnej na stałe, sam wybrał takie życie i chyba naprawdę nikt go nie zmieni.
Piotrek i Natalka kochają się jeszcze bardziej niż na początku swojej znajomości, życzę im aby zostało tak już na zawsze…
A ja?  
Dzisiaj mija 6 lat odkąd znam miłość mojego życia. Dokładnie 6 lat temu szukałem szczęścia, a to szczęście mieszka ze mną od roku w naszym wspólnym mieszkaniu.
      Mieszkamy w bloku, który znajduje się w centrum naszego rodzinnego miasta. Nasze mieszkanie znajduje się na 4 piętrze, nie jest za duże, ale za to takie jakie oboje chcieliśmy, 3 pokojowe, urządzone nowocześnie, ale i przytulnie. Jest ostoją dla nas obojga.
      Prawie nic się nie zmieniło w moich uczuciach do Gosi, mając na myśli „prawie’’ oznacza to iż kocham ją jeszcze bardziej, a gdy pomyśle o tym, że…
No właśnie.
Siedzę teraz w naszej sypialni na łóżku, trzymając w dłoniach pojedynczą kartkę, którą znalazłem pomiędzy ubraniami mojej dziewczyny. Kartka jest mniejsza od mojej dłoni…zdjęcie USG. Nie ma na nim żadnych pisemnych informacji oprócz małej kropeczki na ciemnym tle.
      Cieszę się, zdaję sobie sprawę, że będę ojcem i chciałem doświadczyć tego. Teraz choć pewnie każdy człowiek kiedyś był taki zachwycony jak ja, ale to moja chwila, w której mogę powiedzieć:
- Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! – wrzeszczę na całe mieszkanie.
- Co tak krzyczysz? – słyszę głos wydobywający się z przed pokoju. Moje kochanie chyba wróciło już z treningu. Tak się cieszę z tego czego się dowiedziałem z tej małej karteczki, ale szybko chowam, ten papier w miejsce gdzie wcześniej był. Chce usłyszeć te radosne słowa od mojej szarookiej.
- A nic. Jak było na treningu? – pytam, a Gosia za chwilę wyłania się zza drzwi.
- Dobrze – krótko odpowiada, siadając na łóżku obok mnie.
- Jesteś głodna? Może zrobię ci kolacje? – łapię za jej dłoń, chcąc odwrócić jej uwagę od białej ściany naszej sypialni i wiedząc, że w czasie ciąży kobieta musi się dobrze odżywiać,
- Zjadłabym coś, jestem głodna, po tym treningu – wreszcie spogląda w moje oczy.
- Już się robi aniele – całuję ją w policzek, po czym wstaję z naszego wspólnego łóżka – umyj się przez ten czas, a ja coś dla ciebie przygotuje.
- Dobrze to przyjdę do kuchni jak już się umyje – blado się uśmiecha, widać, że jest zmęczona po treningu no i jeszcze wiadomo, że jest w ciąży…o kurde no właśnie, czy to jej nie przeszkadza. Chyba nie powinna w swoim stanie uczęszczać na treningi…porozmawiam z nią o tym jak już osobiście powiadomi mnie o istnieniu naszego dziecka, które rozwija się w jej łonie.
- Będę czekał, kochanie – mówię i idę do kuchni, żeby przyrządzić jej coś wartościowego. Od tej chwili muszę dbać o nią jeszcze bardziej i o naszą kruszynkę też.
        Kiedy naleśniki z dżemem i czekoladą leżą już na talerzu, szarooka wreszcie przychodzi do kuchni, otulona cienkim bordowym szlafroczkiem.
- Naleśniki – mówi z entuzjazmem.
- Dla mojej ukochanej – dodaję.
- Dzięki – siada do stołu, biorąc się od razu do pałaszowania naleśnika z dżemem.
- Nie ma, za co kochanie – siadam naprzeciwko niej przy stole.
        Uwielbiam na nią patrzeć, cokolwiek by nie robiła interesuję się tym.
- Pyszota – szepcze do mojego ucha, kiedy zdążyła już zjeść kolacje – dziękuje Hubercie.
- W takim razie to ja dziękuję, że zjadłaś coś…zwykle nic nie jadasz po treningach.
- Tak jakoś mam apetyt – stwierdza. Oj ja już wiem, od czego ma ten apetyt.
- Idziemy spać ? Ja już jestem umyty ty też więc, na co czekamy? – uśmiecham się do Gosi, a ona natychmiast pozbywa się szlafroka, który opada na podłogę w kuchni. Szarooka stoi przede mną w samej seksownej czarnej koronkowej bieliźnie…nie jest ona wcale wyuzdana, jest w sam raz, żeby wyczulić moje zmysły.
- Idziemy? – pyta się Gosia z niezwykłym uśmieszkiem na twarzy, gdy widzi, jak pożeram ją wzrokiem.
- Ta…ak – jąkam się, wprawiając siebie w osłupienie, bo tylko ona potrafi mnie tak zaskoczyć…tylko ją kocham…no i oczywiście dziecko, nie zapominajmy, że kocham  te dwie kruszynki.
     Podążam za nią do naszej sypialni. Szczerze powiedziawszy mam niesamowite widoki nawet z tej pozycji. Uśmiecham się do siebie jak głupek, po raz kolejny tego dnia. Gdy tylko zamykam drzwi do pokoju, bez żadnego uprzedzenia Gosia przyciąga mnie do siebie, oplatając swoje dłonie wokół mojej szyi. Całuje mnie zachłannie, a ja nie stawiam oporu, też tego chce, chce ją kochać. Nasze języki wirują w tańcu zakochanych. W tym samym czasie ona próbuje pozbyć się mojej koszuli, ciągnąc ja do góry, na chwilę odrywamy się od siebie, ale tylko po to, żeby zdjąć moją koszulkę i rzucić w kąt. Przejeżdża wzrokiem, a potem swoimi palcami po moim nagim torsie, jej dotyk pobudza mnie jeszcze bardziej. Moje dłonie wędrują po jej plecach, kreśląc znaczki, a już po chwili odpinając jej stanik. Teraz tylko dolna część bielizny okrywa jej ciało, tak samo jak moje, bo mam na sobie tylko bokserki. Szarooka pozbywa się ostatniego skrawka materiału z mojego ciała, nie czekam długo, a ona sama zdejmuje z siebie ostatnią część garderoby. Podnoszę ją delikatnie i lądujemy oboje na łóżku całując się coraz bardziej żarliwie.
- Doprowadzasz mnie do obłędu aniele – szepczę w jej usta.
Moje wargi zjeżdżają wzdłuż jej szyi, aby po tym rozkoszować się jej piersiami. Zaraz po bawieniu się jej piersiami, mój język ląduje na jej kobiecości. Sam już nie panuję nad tym co wyprawiam z jej skarbem…pochłania mnie od chłoń namiętności.
- Zrób to – słyszę jęk wydobywający się z ust szarookiej.
- Kocham cię – mówię i nie pozostaje mi wyboru, a tylko wbić się w nią i rozkoszować jej bliskością, naszymi rozgrzanymi z pożądania i miłości ciałami. Poruszam się w niej, zagłębiając się w niej jeszcze bardziej.
Słysząc przeciągnięty jęk z jej ust nie trudno się domyśleć, że mój anioł doszedł, a tak samo ja po niej,
- Jesteś niesamowita kochanie – wzdycham gdy z niej wychodzę i całuję lekko w czoło.
- Idźmy spać – tylko te słowa wypowiada i przykrywa nas kołdrą.
- Dobrze - odwracam się jeszcze bardziej w jej stronę, aby zatopić się w jej spojrzeniu.
- Dobra…noc Hubercie – jąka się trochę.
- Dobranoc aniele. Kocham cię – mówię i przyciskam ją do siebie jeszcze bardziej niż przed chwilą. Bronię ją swoim ciałem, mój świat bez niej nie istnieje.
         Budzę się rano, ale szarookiej nie ma obok…szkoda. Zwijam się szybciutko z łóżka, do mojej ukochanej. Pewnie szykuje dla mnie śniadanie, a to ja powinienem i to ja zdecydowanie częściej od niej to robię.  
        Gosia siedzi na fotelu w salonie, trzymając swoją twarz w dłoniach, widać, iż nad czymś poważnie rozmyśla. Może o ciąży, może chce mi powiedzieć tą radosną nowinę? Kiedy zauważa, jak przyglądam się jej, ona nagle wstaje.
Stoimy oboje w salonie, dzieli nas niewielka przestrzeń. Gosia nadal nic nie mówi, patrzy na mnie…chyba boi się mojej reakcji spowodowanej ciążą, nie musi się bać, kocham tą istotę i ją też od samego początku, kiedy przez przypadek się o tym dowiedziałem.
Już nie wytrzymuje, muszę coś powiedzieć.
- Zakochałem się.
- Wyjeżdżam Hubert – mówi, a ja zamieram, nie wiem co się dzieje wokół mnie, teraz czuję się jakbym był duchem i przenikał przez wszystko, nie mając wpływ na zdarzenia, które widnieją w moich oczach.
      Dopiero po paru sekundach zauważam, że szarooka podążą w stronę drzwi wyjściowych, łapie za walizkę, która stoi obok i po prostu wychodzi.
Co!!!???
- Kurwa pozwoliłem jej odejść!!! – dopiero po 20 minutach uświadamiam to sobie. Zdaje sobie też sprawę, że nie ruszyłem się nawet z miejsca, nie walczyłem.
      Chcę zastąpić te dwa słowa na słowa, które słyszałem codziennie od mojej Gosi „ Kocham cię Hubercie’’ – chciałbym i wolałbym usłyszeć te słowa od niej, a nie sucho wypowiedziane „Wyjeżdżam Hubert” – od już nie mojej Gosi.
- Wyjechała – szepczę i upadam na podłogę, tracę przytomność, tracę chęć do życia, straciłem szczęście, straciłem moją  szarooką.

_________________________________________________________________________________________

Dobry wieczór kochani!
Jestem wreszcie tak jak i nowa część opowiadania.
Jest dłuższa od wszystkich poprzednich ( 13 stron na Wordzie ), chyba zauważyliście no i więcej się dzieje.
Obiecałam wam wielkie „BUM!” no i jest!
Trudno mi było pisać mały wątek erotyczny i jest to mój pierwszy tego typu wątek więc proszę o zrozumienie i skomentowanie tego, będzie to pomocne, przy następnych częściach
Może wam się spodoba.
Błagam komentujcie, to bardzo ważne <3
POZDRAWIAM  I CAŁUJE  <3

5 217 czyt.
100%2423
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 5666 słów i 30599 znaków.

23 komentarze

 
  • ❤czarnadama❤

    ❤czarnadama❤ · 5 cze 2016 · 386300645

    Kiedy następna??  

  • mysza

    mysza · 2 cze 2016 · 270354678

    Hej, hej, hej. Czy nie nadszedł już czas na dalszy ciąg opowiadania?

  • NataliaO

    NataliaO · 27 maj 2016

    Śliczne. Cudownie się czytało.    

  • lunetka96

    lunetka96 · 7 maj 2016

    Kiedy kolejna?   
    bo się stęskniłam za tym opowiadaniem :(

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 4 maj 2016

    Czekam na dalszy rozwój opowiadania

  • ~cukiereczek

    ~cukiereczek · 4 maj 2016 · 193159208

    Czekam na kolejną część

  • mysza

    mysza · 3 maj 2016 · 201442556

    Myślałam że naprawdę go kochała.

  • kadia

    kadia · 3 maj 2016 · 201433590

    Wróciła pewnie do mateusza i to jego dziecko.

  • Justys20

    Justys20 · 30 kwi 2016

    Oni muszą być razem, to nie może się tak skończyć

  • Czekoladowytorcik

    Czekoladowytorcik · 30 kwi 2016

    Wtf?!?!  
    Was na serio pogieło..  
    Nie chce z nim być ?! Ma to dziecko z innym ?!
    Kiedy możemy spodziewać się kolejnej części??

  • MichaelPL

    MichaelPL · 30 kwi 2016

    I co dalej?? O matko... Już nie mogę się doczekać kolejnej części  

  • Lili797

    Lili797 · 30 kwi 2016

    Ciekawe ❤  mam podejrzenia dlaczego wyjechała, ale zostawię je dla siebie powiem Ci że niecierpliwie czekam na kolejną część

  • Myszunia

    Myszunia · 30 kwi 2016

    Ze co?!?!?!?!?!?!

  • andzelika

    andzelika · 30 kwi 2016 · 201436549

    Boże dlaczego ona od niego odeszła :( mam nadzieję ze wrócą do siebie tak nie może być  

  • juliq07

    juliq07 · 30 kwi 2016

    Oni muszą być razem !!!!#

  • Krolewna

    Krolewna · 30 kwi 2016

  • Vinyl3

    Vinyl3 · 29 kwi 2016

    Kurcze bylam juz taka szczesliwa czytajac a tu taka bomba

  • Urwisek

    Urwisek · 29 kwi 2016

    Jest cudownie    

  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 29 kwi 2016

    Przepiękny choć narazie nie wiadomo dlaczego tak tragicznie zakończony odcinek. Wspaniale opisane uczucia wszystkich a wątka erotycznego wcale nie musisz się wstydzić,wręcz cieszyć tak  jest piekny.Wzruszyłem się dogłębnie a to nieczęsto się zdarza.

  • teddy123

    teddy123 · 29 kwi 2016

    ♡♡♡

  • Ewcia:D

    Ewcia:D · 29 kwi 2016 · 196225904

    Ej? Co ona zrobiła?! :(

  • wariatka69

    wariatka69 · 29 kwi 2016

    Jeszcze lepsza niż poprzednie długo czekałam na tą część no i w końcu jest    Mam nadzieję że Gosia wróci do Huberta

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 29 kwi 2016

    Niech to będzie sen ! Cudo *-* ona nie może wyjechać