W poszukiwaniu szczęścia - cz - 72

W poszukiwaniu szczęścia - cz - 72**Oczami Gosi**

       Cała obolała wstaje w piękny słoneczny poranek, chyba ani jednej nocy we Włoszech podczas tego wyjazdu nie przespałam w pełni, jak nie wymioty, to bliskie chwile z moim mężem. Na to drugie akurat nie narzekam.
-Skarbie, niestety nie możemy teraz iść do sklepu, mam ważny telefon z pracy – do sypialni, kiedy się przebieram wchodzi Hubert.
- Mogę pójść sama, przecież mieliśmy iść tylko po jakieś owoce – stwierdzam.
- Tylko nie kupuj za dużo, jeśli już tak chcesz iść, żebyś nie dźwigała – poucza mnie i wychodzi na taras żeby dokończyć rozmowę służbową.
        Przebrana w jasno niebieską, luźną, koszulową sukienkę wyruszam w poszukiwaniu przekąsek na dzisiejszy dzień, niestety mam pecha, bo gdy tylko zbliżam się do sklepu, do którego chcę wejść, napotykam na znajomego mężczyznę z lotniska.
-Come va?(Jak się masz?) – pyta od razu, co za…..
Próbując się opanować od jakiejś docinki, wzdycham tylko i grzecznie odpowiadam na jego zagadnięcie.
- Meraviglioso, ma ho fretta, quindi scusami (Cudownie, ale się śpieszę, więc wybacz) – wymijam go i szybkim krokiem wchodzę do sklepu.
Wybieram, co potrzebuje i po raz kolejny stwierdzam w myślach, że mogłabym tu zamieszkać…tyle produktów do kupowania…tyle produktów do próbowania. Hubert rozpieszcza mnie, czuje się nadal jak nastolatka, tylko, że z większymi możliwościami.
Pani przy kasie pomaga mi zapakować produkty i przy okazji wspomina o tym, że facet, który tak mnie zaczepia jest synem, tutejszego założyciela fabryki makaronu i największym podrywaczem w okolicy. Daje mi też do zrozumienia, że chyba nikt się tak mu nie spodobał dawno jak ja. Na to reaguje śmiechem i grzecznie dziękuje za pomoc, życząc udanego dnia.
-Posso aiutarti? (Czy mogę pomóc?) – słyszę nagle głos, gdy otwieram furtkę od posiadłości, w której mieszkamy z Hubertem. Odwracam się i nie jestem nawet zbytnio zaskoczona tym, co widzę. Ten Włoch naprawdę się przypałętał.
-Sono qui con mio marito e ti chiederei di non disturbare la nostra pace. Grazie e arrivederci! (Jestem tu z mężem i prosiłabym, aby nie zakłócał pan naszego spokoju. Dziękuje, do widzenia!) – zbywam go krótko i udaje się do domu.
- Co ten gościu znowu od ciebie chciał!? – gdy przekraczam próg domu Hubert od razu zabiera głos i zabiera zakupy z moich rąk.
- Spokojnie kotku wyjaśniłam mu wszystko, nie powinien się już mnie czepiać, po z tym ponoć to straszny podrywacz, przynajmniej sprzedawczyni tak mówiła.
- Co!? On był jeszcze w tym sklepie, co ty?
- Nie, po prostu zaczepił mnie obok sklepu, ale nie dałam mu za bardzo w obydwu przypadkach dojść do słowa, także zluzuj majty kochanie – śmieje się z niego.
- Będziesz się teraz ze mną przekomarzała skarbie? – mój facet patrzy na mnie wygłodniałym wzrokiem, a ja już wiem, że zaraz zacznie mnie gonić, dlatego już w biegu odpowiadam potwierdzająco na jego pytanie.
- Uciekaj, uciekaj i tak cię dogonię – słyszę jego słowa i wybiegając z domu wskakuje do basenu, który znajduję się obok tarasu.
- I co teraz mój zazdrośniku? – pytam gdy wyłaniam głowę z wody.
- Dostanie pani nauczkę – mówi, po czym widzę jak wskakuje do basenu. Potem dostrzegam jak nurkuje pomiędzy moimi nogami i raptownie wynurza się z wody – nie masz majtek – stwierdza, bliżej do mnie podpływając,
- Zaskoczę pana – szepcze mu na ucho- nie mam też stanika i chyba to teraz widać – kończę.  
Hubert chwilę mi się przypatruje i gdy dostrzega moje stwardniałe sutki od razu reaguje.
- Do sypialni żono, do sypiali – łapię mnie w swoje ręce i wychodzi z basenu, aby pójść prosto do sypialni, a to, co tam wyprawia, chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Gdybym wiedziała wcześniej jak zadziałam na niego, to już dawno wskoczyłabym do tego basenu.
**********************************************
- Nie wierzę, że już wracamy – wzdycham,  gdy jesteśmy już w samolocie w drodze powrotnej do ojczyzny.
- Obiecuję, że niedługo znów tu przylecimy – zapewnia mnie mój mężczyzna, nie jestem tak optymistycznie nastawiona, ale no cóż.
- Jeszcze 5 miesięcy do porodu, plus zanim dojdę do siebie i będziemy mogli wziąć ze sobą maluszka to miną lata.
- Nie sądzę, myślę trochę bardziej optymistycznie – uśmiecha się do mnie, a ja tylko wtulam się w niego bardziej, zapominając o nieprzyjemnym uczuciu podczas startowania.
****************************************
            Świecące słońce, ale i mocny wiatr zdmuchujący liście z drzew uświadamia mi, jak bardzo różni się jesień we Włoszech, od jesieni w Polsce…trochę to smutna rzeczywistość, no, ale w sumie bez przesady, gdybym mieszkała na stałe we Włoszech na pewno mówiłabym tak samo pesymistycznie o urokach tego kraju.
- Twoja mama napisała do mnie, czy już wylądowaliśmy, bo jest u nas i zrobiła dla ciebie obiad – słowa Huberta budzą mnie z chwilowego transu, gdy patrzę na obraz zza szyby auta.
- Raczej dla ciebie ten obiad robi – śmieje się – dla kogo innego jak nie, dla swojego ukochanego zięcia.
- Oj tam – przewraca oczami Hubert- to nie ja jestem w ciąży, pewnie przygotowała dla ciebie cały zestaw zdrowych kanapeczek i zupek papek.
- Już się boje, całe dzieciństwo faszerowała mnie kanapkami nie do zjedzenia…to była masakra, kanapki z pasztetem pomidorowym, pomidorem, ogórkiem, keczupem
- To da się zjeść?
- Powiedzmy, że zajmowałam się hodowlą grzybów w szafce pod moim biurkiem – wyjaśniam.
- Nie chciałbym tego wąchać – krzywi się na moją opowieść.
- Uwierz po kilku tygodniach sobie odpuściłam i powiedziałam wprost mamie, że więcej nie zjem takich kanapek.
- Byłaś i nadal jesteś dzielna – mruga do mnie mój mąż, na chwilę odrywając wzrok od ulicy – miejmy nadzieje, więc, że tym razem obejdzie się bez wyrzucania – stwierdza, po czym oboje wybuchamy śmiechem.
Kocham, gdy pomimo tylu lat znajomości nadal poznajemy się nawzajem.
**************************************************
- Jak tam dobrze cię karmiła ta moja córka? – moja mama wypytuje podczas przygotowanego przez nią posiłku Huberta.
- To raczej ja ją karmiłem i ale nie narzekałem i nie będę narzekać – odpowiada brunet.
- Oj nie wiesz, czy nie będziesz narzekać z tym jej karmieniem, kiedy będziesz musiał o 2 w nocy wychodzić do sklepy po jej żywieniowe zachcianki…
- Już ci współczuje synu – przerywa mojej mamie, tata – ma dziewczyna spust, do tej pory nie wiem, jak to się wyhodowało…wcinała wszystko, co można a nadal z niej szczupła dziewczyna – komentuje. Ten to zawsze jak się odezwie…
- Za szczupła – dodaje swoje 3 grosze Hubert i do razu automatycznie przewracam na jego słowa oczami.
- Zgodzę się, to pewnie, dlatego, że nie chciała jeść moich kanapek – dopowiada mama…nie no czy oni się na mnie uwzięli.
- Nie skomentuje – przewracam oczami tysięczny raz, na co wszyscy wybuchają śmiechem, a ja, co mam zrobić, robię to, co oni.

************************************************

Kochani witam was, jeśli jeszcze ktoś tu jest!  
Powracam z nowym rozdziałem, po bardzo długiej nieobecności…za co przepraszam i  żałuję bo pewnie straciłam wielu czytelników.
Miałam  kryzys weny i brak czasu, aby cokolwiek napisać, ale teraz powracam, kolejny rozdział jeszcze w następnym tygodniu.
Proszę o komentarze i lajki jeśli jeszcze tu ktoś jest, wiele będzie to dla mnie znaczyło po tak długiej przerwie.  
Pozdrawiam <3  
Gocha :) <3

szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1314 słów i 7648 znaków.

3 komentarze

 
  • czarnyrafal

    Gosieńka jak zawsze uroczy rozdzialik , który wreszcie skończyłem. Muszę Tobie że mimo czasu który upłynął od poprzedniego Twe opowiadanie nic nie straciło . Jest wręcz nadal fantastyczne .  Obyy tylko kolejna przerwa nie była tak długa jak obecna. Pozdrawiam :kiss:  <3

  • Gosia123

    Nareszcie powróciłaś 💜 i to w wielkim stylu . Tęskniłam 😂💛

  • szalona123

    @Gosia123 No i takie komentarze najbardziej cieszą, za nimi sie stesknilam 😂❤️

  • Mysza

    Czekam

  • szalona123

    @Mysza Czekaj, miejmy nadzieje ze sie nie zawiedziesz ;)  :help: