W poszukiwaniu szczęścia - cz - 62

W poszukiwaniu szczęścia - cz - 62**Oczami Huberta**

     Następny dzień, a my idziemy jak burza z organizacją naszej już pełnej przeprowadzki do nowego domu. Dochodzi południe, a ja już ogarnąłem z moimi przyjaciółmi ustawienie mebli. Spieszyło się im wszystkim do domów, dlatego teraz skupiam się nad robieniem obiadu, oczywiście zgodnego z zaleceniami lekarza. Muszę stwierdzić, że nie jest tak źle z tymi posiłkami, ważne aby Gosi smakowało i naszemu dzieciątku.
    No właśnie, a co do mojej żony, to śpi, jak aniołek. Obudziła się o drugiej w nocy, zgrzana i źle się czuła. Wystraszyłem się nie na żarty, więc obiecałem sobie, iż jeśli Gosia dziś nie będzie czuła się lepiej, to będę gotów znowu wziąć ją na badania do szpitala. Mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić.
   Zupa już w pełni gotowa, więc niestety, ale będę musiał obudzić już moją kruszynkę, żeby zjadła ciepły obiad. Po wejściu do sypialni od razu stwierdzam, że nic się nie zmieniło, bo Gosia śpi przykryta aż pod sam nos i rozłożona na całym łóżku. Choć obecnie jest lato jej zawsze jest zimno i odkąd pamiętam, potrafi nawet siedząc na dworze, w hamaku zabrać ze sobą nie koc, a kołdrę. Moją żonę trzeba obudzić, bo gdybym miał ją tak cały czas podziwiać, to upłynęło by zbyt dużo czasu. Gdy już siedzę na łóżku, to dotykając lekko jej policzka próbuje ją rozbudzić, udaje mi się to już po kilku sekundach, gdy pod moim dotykiem szarooka zaczyna się przeciągać. Wystawia swoje chudziutkie ręce za kołdrę, sprawiając jednocześnie, że nakrycie opada znacznie w dół, ukazując jej odkryte piersi i połowę brzucha. Gdyby nie to, że w nocy źle się czuła i obiad na nas czeka, przywitałbym ją innym sposobem.
- Cześć kochanie - mruczy nadal się przeciągając.
- Cześć aniołku, jak się czujesz? - całuje ją w czółko. Na szczęście nie ma go już tak rozgrzanego jak wcześniej.
- A już lepiej, mogłabym przenosić góry - chichocze.
- Góry poczekają, a zaraz zjesz obiad - posyłam jej uśmiech.
- Co dzisiaj?  
- Zupa i drugie danie - puszczam jej oczko.
- No to akurat wiem - posyła mi karcące spojrzenie - zdążę się umyć przed obiadem - siada na łóżku, a ja muszę zapanować nad swoimi myślami, które obierają inny kierunek niż obiad.
- Najpierw zjemy zupę, a potem ja dokończę drugie danie, a ty pójdziesz się myć. Pasuje ci? - pytam i pomagam wstać Gosi z łóżka.
- Dobra, tylko założę coś na siebie, a ty już szykuj zupę.
- Kochanie? - przystaje jeszcze na chwilę, odwracając się do niej. Muszę się upewnić jeszcze raz - na pewno dobrze się czujesz?  
- Tak, myślę że mi przeszło. W sumie to cieszę się, że nie zbierało mi się na mdłości w nocy. Leki muszą działać - uśmiecha się.
- Moje obiadki też działają - śmieje się i opuszczam sypialnie.
- Jak najbardziej - słyszę już tylko śmiech Gosi.
     Gdy moja ukochana wchodzi do kuchni ma już na sobie leciutki granatowy szlafroczek, a jej twarz przy ozdabia uśmiech.
- Czyżby zupa kalafiorowa? - pyta się, podchodząc do stołu.
- Skąd wiesz?  
- Kobiety w ciąży mają ponoć wyostrzony węch, nie wiem na ile w tym prawdy, ale możliwe że dlatego wiem.
- W takim razie smacznej zupy kalafiorowej - stawiam przed nią miskę i sam zasiadam do stołu.
- Smacznego mój ty szefie kuchni.
      Gosia pochłania momentalnie zupę z uśmiechem na twarzy, z czego się cieszę, bo to znak, że z moją kuchnią nie jest tak źle.
- Widzę, że uporaliście się z meblami, przepraszam, że nie pomogłam i leniłam się w łóżku - zabiera głos, po skończeniu pierwszego dania.
- Kochanie dobrze wiesz, że nie możesz się przemęczać w swoim stanie, a nawet gdyby nie przez swój stan to i tak bym ci na to nie pozwolił - tłumaczę.
- Oj tam, nie bądź taki! Na siłowni większe ciężary podnosiłam - bąkneła pod nosem.
- No właśnie i widzisz do czego doszło - przypominam jej w jakim stanie się znalazła - zmęczenie spowodowane siłownią też dołożyło dużo do wyczerpania twojego organizmu. Jesteś tak ambitna i pracowita, nie wspomnę już o napaleniu, że twój organizm sobie z tym nie radzi - tłumaczę.
- Zawsze musisz mieć argumenty nie do podważenia? - pyta.
- Nigdy nie jestem nie będę nie omylny, ale dobrze, że wiesz, iż w tej sprawie mam rację - wstaję z krzesła, ale tylko po to aby wziąć szarooką na ręce i położyć się z nią choć na chwilę na kanapie – Aniele kocham cię i zapamiętaj, że nie pozwolę aby coś wam się stało.
- Mówić  też zawsze musisz tak, że się wzruszam – wyciera łzy, które napłynęły jej do oczu.  
No właśnie, moja żona stała się jeszcze bardziej uczuciowa niż zawsze i chyba przeżywa wszystko cztery razy bardziej – co najmniej.
- Teraz grzecznie pójdziesz do łazienki i wrócisz na drugie, dobrze? – pytam.
- Tak jest! – odpowiada jak na komendę i składając szybkiego całusa na moich wargach ucieka do łazienki.
     Szczerze dziwię się, że jeszcze nie spaliłem kuchni, ale to dobra wróżba na przyszłość, bo dopiero od niedawna gotuje obiady dla naszej trójki. Nakładając moje dzieło na talerz, no cóż tu mówić jestem z siebie dumny.
- O matko, Hubert! Jak pięknie pachnie! – słyszę za sobą głos mojej szarookiej.  
- Zdecydowanie lepszym zapachem, jest zapach twojej skóry aniele – chrząkam znacząco, nadal zajmując się przygotowaniem ryżu.
- E tam! Co tam szykujesz? – otacza mnie od tyłu uściskiem.
- Risotto z brązowego ryżu do tego gotowana pierś z kurczaka i brokuły. Pasuje ci? – pytam.
- Zdecydowanie skarbie, chyba będziesz gotował obiady, gdy już nasz maluszek się urodzi. Doskonale ci wychodzą te potrawy.
- W takim razie się cieszę, myślałem, ze będzie gorzej, ale słysząc od ciebie takie pochwały podniosłaś moje ego – śmieje się w raz z nią – puścisz mnie na chwilę? Muszę nałożyć nam to wszystko na talerze.  
- Nie ma sprawy. – szepcze mi do ucha i słyszę jak siada do stołu.
- Mam nadzieję, że moje risotto nie będzie takie złe w porównaniu do tego co jadłaś we Włoszech – kontynuuje rozmowę.
- Wujek Jacek robił wspaniałe risotto i ogólnie jego kuchnia to mistrzostwo świata, ale pomimo tego i tak wolę to cokolwiek mi byś nie przygotował – tłumaczy Gosia.
- Myślisz, że uda nam się polecieć do Włoch jak będziemy już we trójkę? – uśmiecham się sam do siebie na wspomnienie gdy razem z Gosią polecieliśmy kiedyś na dwutygodniowy odpoczynek, choć warto wspomnieć, że raczej targała mnie ze sobą, chyba do wszystkich możliwych muzeów i świątyń. Narobiłem wtedy tyle zdjęć, ż e trudno było mi je potem wgrywać na pendrive, ale było warto i nigdy tych dwóch tygodni nie zapomnę.
- Może nie od razu po porodzie, ale na pewno się na to skuszę – odpowiada z zachwytem moja żona, gdy kładę przed nią talerz z posiłkiem.
- Smacznego maleńka.
- Dzięki i nawzajem – uśmiecha się do mnie – pachnie pięknie i jestem pewna, że rozpłynę się gdy to spróbuję.
- Tylko mi się tutaj nie rozpływaj – śmieje się z jej określenia – jedz.
        Wszystko dzieję się tak szybko, że ledwo kontaktuje. Widzę tylko jak szarooka częstuję się brokułami , a potem jak biegnie do toalety. A już myślałem, ze z jej mdłościami mamy spokój – wzdycham tylko i udaję się za nią do toalety, muszę jej pomóc.
- Przepraszam Hubert, nie chciałam – wyjąkuje moja żona, gdy uspokaja już oddech i myję zęby.
- Aniele to zrozumiałe przecież, nie masz za co przepraszać, wymioty w twoim stanie są zrozumiałe, a mogliśmy się oboje domyślać, że po ciężkiej nocy nie będziesz czuła się najlepiej – staram się jej wytłumaczyć, ale boję się trochę o nią, jest taka krucha.
- W sumie jest w tym wiele prawdy – mruczy i widać po niej, iż jeszcze nie doszła do siebie.
- Jesteś w stanie zjeść choć trochę? Nie chcę żebyś w siebie wmuszała, ale warto abyś choć trochę zjadła i nie leżała głodna.
- Naprawdę z chęcią zjem – uśmiecha się do mnie i wtula w moje ciało.
- Potem położymy się oboje do łóżka i pooglądamy coś, jeśli oczywiście będziesz miała na to siłę, bo możemy od razu pójść spać – mocniej ją obejmuje.
- Nie jestem z porcelany Hubert – przypomina mi.
- Jesteś równie krucha, jak porcelana i w dodatku nadal taka drobna i blada.
- Oj nie czepiaj się, chciałabym się kiedyś w końcu opalić, a nie być takim białasem jak zawsze – wykrztusza z siebie.
- Ja tam cię kocham jaką byś nie była aniele, a teraz idziemy coś zjeść i do łóżka moja droga – nie mija sekunda, a biorę ją na ręce i zanoszę do stołu, gdzie obiad jemu już bez przeszkód.
           Dobrze, że pomimo nadchodzącej jesieni jest jeszcze ciepło, bo miło spędzać czas na słońcu wraz z moją żoną. Obecnie leży oparta o mnie plecami i czyta książkę, a ja no cóż odprężam się i układam sobie plany na kolejny tydzień, bo dziś już niedziela, a ja muszę wrócić do pracy, choć trochę lżejszej, bo Michał mi pomaga, ale jednak do pracy. Szczerze to już się boje o moją kruszynkę, żeby sobie nic nie zrobiła podczas mojej nieobecności. Ona też musi sobie jakoś ułożyć te studia, po porodzie, choć myślę, że przytrzymam ją dość długo w domu, aby doszła całkowicie do siebie. Moje rozmyślania przerywa, dotyk, który czuje na jeansach, owszem jest przyjemny, ale co moja ukochana znów knuje, bo tylko ona jest do tego zdolna.
- Znowu? – pytam kąśliwie.
- No – odpowiada krótko, a ja wybucham śmiechem…jest niemożliwa.
- A ty kochanie moje nie czułaś się źle dzisiaj w nocy? Wiesz, że nie możemy szaleć.
- Pytałam przecież lekarza – robi naburmuszoną minę i wierci się na mnie bardziej.
- Tak, ale to nie zmienia postaci rzeczy, że musisz na siebie uważać, a ty byś tylko ze mną igraszkowała – stwierdzam.
- A co ja poradzę na to! Mam chcice to mam! Mam męża to mam! – wybucha, a mi nie pozostaje nic jak się tylko roześmiać.
- Kocham cię!- przyciągam ją do swojego ciała i tulę, jest jak mała naburmuszona dziewczynka, która nie dostała swojej lalki marzeń.
- Jesteś niereformowalny! Mógłbyś rozpiąć ten rozporek i po prostu mnie zadowolić, a ty gwiazdorzysz –bąka.
- Jesteśmy w ogrodzie – przypominam.
- A ja jestem bez majtek! – krzyczy mi do ucha – No co tak milczysz!? Byś w końcu mnie zadowolił i tak długo czekam – tłumaczy.
- Jesteś niemożliwa, ale kocham cię kruszynko – całuję ją w skroń – mamy szczęście, że nasz ogród nie jest na widoku. Spełnię twoje oczekiwania.
- No nareszcie! – wykrzykuje, a potem zachowuje się jak napalona nastolatka. Jeśli tak ma wyglądać początek jej ciąży, to ja nie wiem, co będzie się działo potem.  Wiem tylko, ze kocham tą szaloną dziewczynę.
**************************************************************
Hejka kochani!  
Jak tam wam mija weekend, a raczej już niestety końcówka?
Ja jak widać przybywam do was z nową częścią! Wreszcie! <3
Mam nadzieję, że jeszcze tutaj jesteście bo ostatnio robię dosyć długie przerwy pomiędzy częściami. Niestety tak upływa mi czas, ze rzadko co mogę dla was zacząć pisać, ale myślę, że wakacje już naprawdę niedługo i części coraz częściej będą się pojawiały. Ze względu na to że od 19 do 23 mam egzaminy, nie liczcie na części przed tymi datami 
Całuję
Gocha ! <3

2 280 czyt.
100%205
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2168 słów i 11558 znaków.

5 komentarzy

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 22 maj 2017

    Powodzenia na egzaminach.

  • Urwisek

    Urwisek · 7 kwi 2017

    Opowiadanie cudowne   udało mi się przeczytać zaległości imienniczko jest boooomba

  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 2 kwi 2017

    Fajnie że jest następna część a jeszcze fajniej że taka "fajowa " że aż się chętnie przeczytało. Jak tak dalej będziesz opisywała ten okres życia  Szarookiej i Huberta to z radością będę czekał/mam nadzieję że nie tylko ja / na kolejne odcinki.   

  • nastolaka

    nastolaka · 2 kwi 2017

    Wspaniałe ale ja się stęskniłam za twoim opowiadanie​m i to był​ taki szok jak weszlam na lola a tu twoje opowiadanie czekam z niecierpliwością na kolejną część masz mega talent powodzenia na egzaminach !!!

  • Caryca

    Caryca · 2 kwi 2017 · 193487209

    Rewelacja