Na barana przez życie ( część 9)

Światło przeciskające się przez zasłony zmusiło mnie do otwarcia oczu. Po chwili poczułam coś ciężkiego — coś, co przygniatało, a raczej trzymało moją rękę. Zamarłam.  

Przez sekundę spanikowałam, ale postanowiłam nie krzyczeć. Zakryłam oczy dłonią i powoli, bardzo powoli uniosłam się na łokciu. Delikatnie rozchyliłam palce.  

I wtedy go zobaczyłam.  

Śpiącego Aleksa.  

Myślałam, że przez niego dostanę zawału. Leżał — a właściwie półsiedział — na podłodze. Głowę miał opartą na mojej ręce i ściskał ją tak mocno, jakby bał się, że mu ucieknę. Nawet nie wziął sobie koca, a przecież w nocy było strasznie zimno.  

Postanowiłam więc delikatnie i ostrożnie przykryć go swoją kołdrą. Choć bałam się, że mogę go obudzić to sądziłam, że i tak śpi jak zabity, więc nie ma szans, żebym go obudziła.  

Sięgnęłam po książkę z szafki nocnej i zaczęłam czytać. Tak się wciągnęłam, że gdy spojrzałam na zegarek dochodziła trzynasta a on dalej spał.  

Po chwili zaczęło mi się robić niewygodnie w tej pozycji, zwłaszcza że moja ręka zaczynała już odmawiać mi posłuszeństwa i czułam, jak powoli drętwieje.  

Postanowiłam więc podjąć misję ratunkową dla swojej kończyny. Chciałam jednym szybkim ruchem wyrwać rękę, która prawie przestała już należeć do mnie.  

I wtedy nagle z jego ust padły słowa:  

— Kocham cię, Sabrino — mruknął przez sen.  

Zastygłam.  

Po chwili upewniłam się, czy na pewno śpi. Pomachałam mu ręką przed twarzą, ale nie było żadnej reakcji. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co przed chwilą się wydarzyło. Byłam w ogromnym szoku, ale jednocześnie miałam ochotę skakać z radości — niestety nie mogłam. I wtedy przemkła mi myśl przez głowę.  

Może to jedyna szansa? —  Skoro śpi…  

— Ja ciebie…  

I w tym momencie się obudził. Nagle otworzył oczy i zaczął je przecierać. I ten mój strach w oczach, ponieważ centralnie byłam z nim twarzą w twarz. Szybko się odsunęłam.  

A moja odwaga wyparowała niczym dziurowa dętka. Aż z tego strachu dostałam czkawki.  

— Co ty mnie…? I dzień dobry tak w ogóle — wymamrotał zaspany.  

— Dzień dobry. I już nic, nieważne.  

— Oj, no weź, powiedz.  

— Okej… Ja ciebie dziś nie planuję zabić.  

— I to właśnie chciałaś powiedzieć? — Patrzył na mnie jak na wariata.  

— Tak. Zadowolony?  

No cóż, musiałam coś wymyślić, ale jednocześnie się nie wkopać. A to, że to, co powiedziałam, nie miało sensu, to tylko drobny szczegół.  

— Może ja ci podam wodę, bo zaraz się udusisz od tej czkawki.  

— Poproszę.  

Aleks wstał. Poszedł do komody i podał mi szklankę z wodą.  

— Proszę — powiedział śmiejąc się z mojej czkawki.  

Wypiłam ją szybkim duszkiem. Od razu poczułam ulgę jak ręką odjął. Ale myślałam, że zapadnę się pod ziemię.  

—A ty z czego rżysz?  

— No z ciebie?  

— Haha zabawne normalnie koń by się uśmiał.  

— Jakaś dziwna jesteś z rana?  

—  Ja? A może to ty jesteś dziwny?  

— Okej, niech ci będzie.  

— A tak z innej beczki… co ty tu właściwie robisz?  

— No śpię, a co nie widać?  

— No tak, geniuszu, ale to nie twój pokój.  

— Wiem, ale przecież doskonale wiesz, że jestem cykorem i boję się ciemności — mruknął, patrząc na mnie spod zmierzwionej grzywki.  

— Domyśliłam się po ostatnim razie. A mój pokój to hotel według ciebie?  

— Wiesz co? — uniósł się na łokciu i spojrzał na mnie z udawaną powagą. — Upierałbym się, że to jednak bardziej schronisko niż pensjonat czy hotel.  

— Aleks, ja cię proszę.  

— A o co prosisz?  

— Przestań cwaniakować.  

— No co? Mówię, jak jest. — Wzruszył ramionami i uśmiechnął się bezczelnie.  

— Idź, bo jak cię trzepnę, to zlecisz z tego łóżka z powrotem na podłogę.  

— Auć. To by bolało. — Cofnął się odruchowo. — Wolę nie ryzykować.  

— I bardzo dobrze.  

— Oj, widzę, że załączył ci się ten tryb… — zmrużył oczy i przyjrzał mi się podejrzliwie.  

— Jaki znowu tryb? — uniosłam brew.  

— No ten wściekłego szopa. Ten sam, co wczoraj.  

Zamilkłam, a w myślach miałam ochotę go udusić. Jednak powtarzałam sobie: „Spokojnie, Sabrino, tylko spokój cię uratuje”.  

— Hahaha zabawne.  

— Oj wiesz, że lubię cię wkurzać.  

— Wiem i strasznie tego nie lubię.  

— Właściwie to nie wkurzać, lecz droczyć się.  

— No co ty nie powiesz.  

— Oj faktycznie wstałaś lewą nogą.  

— Czy ja wiem.  

— Ale ja wiem i to mi wystarczy.  

— Może jak bym rano nie dostała zawału przez pewnego gościa hotelowego byłabym szczęśliwa.  

— Oj no weź, jak miałam ci powiedzieć, że zostaje na noc, skoro zasnęłaś jak śpiąca królewna.  

— Mogłeś mnie uprzedzić przed nocowaniem.  

— No tak zapomniałem.  I nie sądziłem też, że nasza śpiąca królewna zaśnie w drodze do domu.  

— Dobrze, że nie zapomnisz, gdzie masz głowę.  

— Hahaha mów za siebie.  

— Mówię.  

— Nie zapominaj, że ty też masz sklerozę.  

— Ja nigdy w życiu. Nie wymyślaj.  

—— A no tak. Ale ej, nie odwracaj kota ogonem — mowa jest teraz o tobie, nie o mnie. A co było tego dnia jak zapomniałaś śniadania?  

— Oj no dobrze mała „Mi”.  

— Ale i tak dziękuję za bal i za przeniesienie mnie do pokoju. I nie gniewam się na ciebie nawet nie jestem zła.  

— To co nie masz humoru?  

— Można tak powiedzieć.  

Przecież nie mogę mu powiedzieć tego co mówił przez sen. Totalnie bym się skompromitowała.  

— To co śniadanie? — Zapytał uśmiechnięty.  

— Zgoda.  

— To poczekaj idę już do pani Jadzi.  

— Zgoda. Ej tylko się przebierz zanim tam pójdziesz, bo wszyscy się domyślą.  

— Masz rację dobra myśl. Nikt nie może mnie zobaczyć w tym stroju.  

Aleks wyszedł, a ja mogłam wreszcie zebrać emocje do kupy. Nadal przed oczami miałam ten słodki i uroczy obrazek śpiącego Aleksa i to co powiedział. Tak się rozmarzyłam, że prawie zapomniałam o porannym prysznicu. W końcu powiedziałam do siebie:  

— Sabrino, przestań śnić na jawie i się ogarnij.  

Po czym poklepałam się dwa razy po twarzy i poszłam w kierunku łazienki. Zahaczyłam jeszcze o lustro w moim pokoju. Wyglądałam okropnie — aż sama się siebie przestraszyłam.  

— Jezu… to jestem ja? Teraz to na serio wyglądam jak narzeczona klauna. Jak ja mogłam się tak pokazać Aleksowi? Chociaż… widział mnie jeszcze w gorszym stanie. Lepiej nie pytajcie.  

Nagle poczułam obrzydliwy smród. Chuchnęłam sobie w rękę. To były moje zęby. Złapałam się za głowę.  

— O fuj, dziewczyno! Tym oddechem możesz zabić nawet skunksa. Naprawdę dziwię się, że Aleks tego nie poczuł.  

Po krótkiej dyskusji samej ze sobą w lustrze szybko zdecydowałam się w końcu skorzystać z łazienki.  

Po wyjściu z łazienki poczułam się jak młody bóg — a raczej bogini.  Szybko się przebrałam i umyłam te nieszczęsne, capiące zęby. I akurat w samą porę, bo Aleks przyniósł śniadanie. Jedyne, czego nie zdążyłam zrobić, to wysuszyć włosów, więc wyszłam do niego w turbanie jak egipska mumia.  

Chyba się mnie przestraszył, bo prawie wypuścił tacę z jedzeniem.  

— O, już jesteś?  

— Tak.  

— Co dziś dobrego jemy?  

— Zgadnij.  

— Hmm… płatki z mlekiem?  

— Ej, skąd wiedziałaś?  

— Czytałam menu przed balem.  

— Nie bawię się tak.  

— Plus jest taki, że przyznałam się bez bicia.  

— Chociaż tyle dobrego.  

— A teraz siadajmy.  

Aleks postawił tacę i wręczył mi miseczkę płatków śniadaniowych.  

— Proszę.  

— Smacznego.  

— Dziękuję. A ty siadaj, nie jedz na stojąco jak podróżny.  

Zabrałam rzeczy z fotela i zrobiłam mu miejsce. I jakimś fartem z całej sterty ubrań akurat musiały wypaść moje brudne skarpetki. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Szybko je podniosłam i wrzuciłam pod łóżko. A raczej kopnęłam.  

— Proszę, siadaj.  

— To teraz wiem, skąd pod twoim łóżkiem znajdują się skarpetki.  

— Oj tam, oj tam. Jedz, bo wystygnie ci mleko.  

Aleks usiadł i oboje zjedliśmy nasze śniadanie.  

Po tak dobrym posiłku przyszedł czas na moje obowiązki. Bardzo nie lubiłam robić prania, ale to był właśnie ten dzień, w którym mój kosz aż kipiał od nadmiaru brudnych rzeczy. A z racji tego, że noga nadal trochę mnie bolała i nie bardzo potrafiłam jeszcze na niej stawać, miałam drobny interes do Aleksa.  

— Aleks, mam pytanie.  

— No dawaj.  

— Pomożesz mi, proszę?  

— A z czym?  

— Z praniem.  

— No ale wiesz… ja i pralka to trochę kiepski pomysł.  

— Czemu?  

— Bo ja i ona niezbyt się lubimy.  

— Co?  

— No tak… Pamiętasz, jak w zeszłym tygodniu pani dyrektor wzywała wszystkich, bo ktoś zepsuł pralkę?  

— Pamiętam… — zmrużyłam oczy. — Nie mów, że to byłeś ty.  

— Tak.  

— Aleks…  

— No co?  

— Jak można zepsuć pralkę w pięć minut?  

— No co… to był wypadek.  

— Wypadek? Aleks, pralka to nie samochód.  

— No dobra… może trochę za mocno nacisnąłem przyciski.  

— Trochę?  

— No dobra… bardzo.  

Westchnęłam ciężko, bo dokładnie pamiętałam tamten dzień.  

W zeszłym tygodniu wszyscy zostaliśmy wezwani przez naszą kochaną panią dyrektor do stołówki, bo ktoś zepsuł pralkę. Oczywiście nikt się nie przyznał. Pamiętam jednak, że tego dnia Aleks robił pranie, bo sam mi o tym mówił.  

Nie chciałam jednak kapować na swojego najlepszego przyjaciela, więc siedziałam cicho jak mysz pod miotłą.  

Miranda już nie była taka lojalna. Tego samego dnia również robiła pranie i żeby kryć swoje cztery litery, wspomniała też o Aleksie.  

A ja, żeby go ratować, powiedziałam, że był cały dzień ze mną w ogrodzie i się uczyliśmy.  

Na szczęście sprawa ostatecznie rozeszła się po kościach.  

Ale kiedy przyszedł mechanik… wtedy dopiero zaczęło się przedstawienie.  

Okazało się, że guziki w pralce były tak wciśnięte, że wpadły do środka panelu. Mechanik patrzył na to przez chwilę w milczeniu, po czym złapał się za głowę.  

Potem zaczął rozkręcać całą pralkę.  

I wyzywać.  

Głośno.  

Bardzo głośno.  

Spędził w naszej pralni prawie cały dzień, a kiedy skończył, wyglądał, jakby właśnie wrócił z wojny.  

Oczywiście zgarnął też pokaźną kwotę za naprawę.  

Do dziś zastanawiam się, jak Aleks zdołał to zrobić.  

Ale z dwojga złego… chyba wolę tego nie wiedzieć.  

  

A co do naszej kochanej Mirandy — nikt jej nie lubi w naszym sierocińcu, ponieważ jest strasznie zarozumiała, a do tego niezły z niej kapuś. Prawie wcale nie ma przyjaciół, poza oczywiście dorosłymi z naszego sierocińca. Mówimy na nią „pupilek pani dyrektor”, bo ciągle lata do jej gabinetu.  

Ma jednak też swoją ciemną stronę — pali papierosy. A skąd to wiem? Sama widziałam na własne oczy, jak paczka papierosów wypadła jej z kieszeni. Akurat zrobiłam jej zdjęcie, gdy je podnosiła. Nie wiadomo, do czego jeszcze może mi się ono przydać.  

  

Po zjedzeniu śniadania miałam jeszcze dla Aleksa jedno zadanie bojowe — wysuszenie włosów.  

— Aleks? — powiedziałam swoim uroczym głosem.  
— Słucham?  
— Wysuszysz mi włosy?  
— No dobrze, skoro nie mam innego wyjścia.  

— A co do prania, pójdę z tobą, żeby mieć pewność, że pralka nie zginie.  
— Zgoda.  

Wręczyłam w jego dłonie jedyną cenną rzecz, za którą oddałabym życie — moją ukochaną suszarkę, bez której byłabym jak bez ręki. Bo wiecie, przy moich włosach taka suszarka to naprawdę jak sztabka złota. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby się zepsuła.  

— Masz. Tylko jej nie zepsuj — powiedziałam podejrzliwie, patrząc mu prosto w oczy.  

— Ej, nie rób już ze mnie takiego paralityka.  

— A dziwisz mi się?  

— W sumie… nie.  

— No właśnie. — Wskazałam na suszarkę. — To przestań paplać i do roboty, zanim zmienię zdanie.  

Aleks westchnął ciężko, jakby właśnie dostał najtrudniejsze zadanie świata.  

— No dobra, dobra… tylko pamiętaj, że jeśli wybuchnie, to była twoja suszarka, nie moja.  

— Aleks!  

— No co? Lepiej uprzedzić.  

Usiadłam na krześle i odchyliłam głowę do tyłu. Aleks przystąpił do pracy. Nie powiem — kilka razy prawie mnie usmażył tą suszarką, bo najwyraźniej uznał, że moja głowa potrzebuje temperatury jak w piekarniku.  

Prawdziwy dramat zaczął się jednak przy rozczesywaniu włosów. W pewnym momencie szczotka nagle utkwiła w nich tak mocno, że wyglądało to, jakby została tam na zawsze.  

Aleks najpierw próbował sam ją wyciągnąć. Szarpał delikatnie… potem trochę mniej delikatnie… aż w końcu spojrzał na mnie z miną człowieka, który właśnie zdał sobie sprawę, że popełnił ogromny błąd.  

— Chyba mamy mały problem… — mruknął.  

— Mały? — uniosłam brew.  

W końcu musiałam wkroczyć ja. Przez dobre dziesięć minut walczyłam ze szczotką, próbując ją wydostać z tej katastrofy na mojej głowie.  

Na szczęście w końcu się udało.  

Aleks spojrzał na szczotkę, potem na moje włosy i westchnął z ulgą, jakby właśnie uniknął poważnej tragedii.  

Gdy tak suszył moje włosy, przyglądałam mu się uważnie. Było widać, że jest trochę zestresowany, bo co chwilę nerwowo połykał ślinę i bardzo skupiał się na tym, co robi.  

W pewnym momencie nasze oczy się spotkały. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w zupełnej ciszy, jakby czas nagle zwolnił.  

I właśnie wtedy Aleks kompletnie zapomniał o tym, co robi.  

Po chwili poczułam na głowie bardzo gorące powietrze.  

— Aleks… — mruknęłam ostrzegawczo.  

Ale było już prawie za późno. Jeszcze moment, a spaliłby mi włosy.  

— Ej! — odsunęłam się szybko. — Czy ty próbujesz mnie usmażyć jak kurczaka w piekarniku?  

Aleks zamrugał, jakby dopiero wrócił na ziemię.  

— Co? Ja? Nie… ja tylko…  

— Taa… jasne — prychnęłam. — Następnym razem ustaw temperaturę na „człowiek”, a nie „grill”.  

— Tak zrobię.  

—Wracaj tu, bo nie skończyłem.  

— Już naprawdę nie trzeba reszta doschnie sama.  

— Na pewno.  

— Na pewno.  

Aleks ładnie złożył mój cenny skarb i oddał z powrotem w moje ręce.  

— I widzisz nic się nie stało.  

— Powiedzmy, że nic niech ci będzie.  

— To co idziemy do pralni.  

— Zgoda, ale moje pranie też zrobisz? —Powiedział niepewnym głosem.  

— Zgoda.  

Aleks zaniósł mnie prosto do pralni znajdującej się w piwnicy — dosłownie w piwnicy. Oprócz pralki i suszarki stała tam masa śmieci oraz niepotrzebnych gratów.  

Już miał mnie postawić na podłodze, kiedy usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk pracującej pralki.  

Zamarłam.  

— Słyszałeś to? — szepnęłam, ściskając jego koszulkę.  

Aleks rozejrzał się dookoła.  

— No… coś tam działa. Pewnie pralka.  

— Sama? — uniosłam brew. — Bo jakoś nikogo tu nie widzę…  

Spojrzeliśmy w stronę pralek. Jedna z nich rzeczywiście była włączona, a jej drzwiczki były uchylone. Aleks odstawił mnie na ziemię.  

Oboje spojrzeliśmy na siebie.  

Nie powiem — ze mnie też jest lekki cykor.  

Aleks podszedł bliżej pralki.  

I nagle wyłoniła się Miranda trzymająca stertę ubrań. Twarz miała dziwnie białą.  

— Aaaaa! — wydarliśmy się jednocześnie.  

Miranda z tego wrażenia aż wypuściła z rąk ubrania.  

— Czego się wydzieracie. Jezu wariaci.  

— Po prostu się wystraszyliśmy.  

— Serio myśleliście, że jestem duchem? — uniosła brew.  

— Nie — odpowiedziałam szybko. — Po prostu… ktoś tu wyglądał jak widmo.  

Aleks parsknął śmiechem.  

— Wypraszam sobie.  

— No co to nie nasza wina, że wyglądasz jak zjawa.  

— Zgadzam się z Sabriną. To nie nasza wina, że wyglądasz jak biała zjawa.  

— O co wam chodzi?  

— Oj ktoś się w lustrze dziś nie widział.  

—Oj tak.  

Wyciągnęłam z kieszeni telefon.  Włączyłam aparat i nakierowałam go na Mirandę. Cała jej twarz była biała i to dosłownie jakby sobie właśnie ją wysmarowała farbą lub kredą. Teraz wiecie przynajmniej skąd te wrzaski przez nią prawie ja i Aleks narobiliśmy w spodnie.  

— Chwila co ja mam do ciężkiego licha na tej twarzy?  

— A skąd my mamy to wiedzieć.  

Stała tak przez chwilę zastanawiając się co się stało z jej twarzą aż nagle dostała olśnienia. Wybiegła z pralni jak poparzona mamrocząc zostawiając w całym tym amoku pranie.  Słyszeliśmy tylko jak mówiła.  

— No nie zabije te bachory dwa!  

Później się okazało, że to sprawka naszych dwóch małych diabełków. Dosypali jej do pudru trochę kredy.  

I tym sposobem zostaliśmy sami z Aleksem w pralni. Po wyjściu Mirandy przystąpiliśmy do naszej misji — prania.  

Aleks wyciągnął wszystkie swoje rzeczy z kosza i za jednym zamachem, nie patrząc, czy to ciemne, jasne czy czerwone, wrzucił wszystko do pralki. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wszystko było już w środku.  

— Możesz ją już nastawić, bo ja się do niej nie dotykam — odpowiedział Aleks.  

— Jesteś tego pewny? — zapytałam.  

— Tak, a czemu pytasz? — zapytał zdziwiony.  

— Już nic. Skoro jesteś pewny, to okej.  

Pewnie zapytacie, dlaczego go nie powstrzymałam? Cóż, Aleks niezbyt przepada za moimi „mądrymi radami”.  

Kiedyś powiedziałam mu, żeby zawiązał sznurówki, bo się wywróci. I wiecie co? Nie posłuchał mnie. Powiedział tylko, że jest „pro” i nie musi.  

I wiecie co? Taki z niego był „pro”, że wywalił się na żwirze. Od tamtej pory postanowiłam nie dawać mu dobrych rad. Bo i tak mnie nie posłucha.  

— I gotowe.  

— To co teraz robimy?  

— No nie wiem… Chyba czekamy.  

— A może się trochę rozejrzymy?  

— No nie wiem…  

— No chodź, będzie fajnie. Zobacz, ile tu rzeczy!  

— No zgoda.  

Nie mogłam dłużej opierać się jego propozycji.  

Jak już wspominałam, nasza pralnia to była czysta graciarnia i masa śmieci. Było tam mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, które tylko się walały.  

Postanowiliśmy więc z Aleksem, z nudów, trochę poszperać — a nuż znajdzie się coś ciekawego.  

Aleks przesunął stertę starych kartonów, aż coś metalowego z hukiem spadło na podłogę.  

— Okej… tego się nie spodziewałem — mruknął.  

  
— Podeszłam bliżej i zobaczyłam piękny puchar. Tego kompletnie się nie spodziewałam — z daleka wyglądał jak kupa złomu, ale z bliska prezentował się już znacznie lepiej.  

Aleks go podniósł, a ja przetarłam tabliczkę. Naszym oczom ukazał się napis:  

„Walcz do końca, nigdy się nie poddawaj.”  

— Patrz — powiedziałam do Aleksa.  

— Widzę — odpowiedział.  

— Trochę dziwny napis.  

— Trochę tak.  

— Zazwyczaj na pucharach jest wyryta liga, nazwa turnieju albo chociaż jakaś data.  

— Dziwne i to bardzo.  

Nagle usłyszeliśmy, że ktoś schodzi po schodach na dół. Aleks szybko ukrył puchar, a my oboje usiedliśmy na ławce, jakby nigdy nic.  

Na szczęście była to tylko Miranda, która tym razem chyba jednak przyszła zrobić pranie. Dobrze, że Aleks schował nasze znalezisko w porę, bo zapewne wylądowalibyśmy już na dywaniku u naszej kochanej pani dyrektor.  

Gdy weszła, od razu zrobiło się jakoś zimniej. Powietrze stało się gęste i dało się wyczuć, że coś wisi w powietrzu — i że zaraz będzie awantura.  

Oczywiście jak to ona — wiecznie niezadowolona, z miną, która mówiła wszystko. Hm… skądś znam ten typ. A no tak, przypomina mi trochę Amandę. Wiecie którą.  

Na całe szczęście pranie Aleksa już się skończyło i mogłam w końcu wstawić swoje. I tak pewnie posiedzimy tu dłużej, przecież pewnie powiecie, że druga pralka była wolna.  

I tu was zaskoczę — nasza „uciekinierka” zostawiła pranie w pralce. Więc i tak byliśmy uziemieni, ale przynajmniej nie nudziliśmy się.  

  

Aleks zaczął wyciągać pranie i… no, sami wiecie — jego mina mówiła wszystko. Prawie wszystkie jego rzeczy były różowe.  

I kto by się spodziewał, że winne są jego nowe czerwone skarpetki, które wrzucił razem z białym, ciemnym i jasnym praniem. Powiem jedno — typowy mężczyzna.  

— No nie… Ty widzisz, co się stało?  

— Powiem jedno: brawo, geniuszu. Widać, że prania nie robisz za często.  

— No ale ja zawsze tak robię.  

— Że co?  

— No tak, zawsze tak wstawiam pranie.  

— Te czerwone skarpetki są nowe?  

— Tak. Skąd wiesz?  

— No to masz winowajcę.  

— No ale dlaczego?  

— To są nowe skarpetki, więc mogą farbować pranie.  

— Naprawdę?  

— No widzę, że nadal nie dowierzasz.  

— Nie…  

— To niech w końcu do ciebie dotrze — nowe rzeczy się sprawdza.  

— Teraz to wiem.  

Aleks spojrzał na swoje rzeczy, potem na mnie, a na końcu z powrotem na pralkę, jakby właśnie próbował zrozumieć sens życia.  

— Czyli… chcesz mi powiedzieć, że moje ulubione białe koszulki już nigdy nie będą białe?  

— Powiem tak: można je uratować, ale będzie ciężko.  

— Naprawdę?  

— Tak…, ale nie mam pewności, więc daję ci tylko nadzieję.  

— To koniec… — westchnął dramatycznie i oparł się o pralkę. — Moje życie legło w gruzach.  

— Oj, nie przesadzaj.  

— Nie przesadzam! — uniósł ręce do góry. — To była idealna garderoba! Teraz będę wyglądać jak wata cukrowa!  

Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.  

— No wiesz… zawsze mogło być gorzej.  

— Gorzej?! — spojrzał na mnie oburzony. — Co, mogłem jeszcze zrobić tęczę?!  

— Nie, aż tak to nie.  

— Przecież kolor różowy to dla bab!  

— Nie przesadzaj. A „baby” to masz w nosie.  

— Sama masz.  

— Mam i co? A ty teraz przynajmniej będziesz stylowy.  

— Stylowy? — prychnął. — Jeśli ktoś mnie teraz zobaczy, pomyśli, że uciekłem z przedszkola.  

Zaczęłam się śmiać — już nie mogłam wytrzymać.  

— Haha, przepraszam, ale nie dam rady.  

— Super, ty się śmiejesz z mojego nieszczęścia, a ja tu przeżywam dramat.  

— Już mówiłam ci, że prawdopodobnie da się je uratować.  

— Prawdopodobnie…  

— Oj, dawaj te koszulki i już o tym nie myśl. Gorzej z tobą niż z kobietą w ciąży.  

— Oj tam, oj tam. A z tobą gorzej niż z mężczyzną, gdy jest chory, o tak ci powiem.  

Zabrałam te koszulki i włożyłam je z powrotem do jego miski. Gdy pralka była nareszcie pusta, mogłam wstawić swoje pranie. Kiedy to już zrobiłam, znów nastała nuda i niezręczna cisza. A ja miałam wrażenie, że to trwa w nieskończoność.  

Siedzieliśmy tak z Aleksem przez następną godzinę patrząc w sufit i licząc pająki na ścianach. Gdy usłyszałam dźwięk pralki, poczułam ulgę. Jak najszybciej wyciągnęłam swoje pranie i ulotniliśmy się jak najdalej od pralni i Mirandy. To było straszne — siedzieć z nią w jednym pomieszczeniu. Na całe szczęście nie doszło do awantury choć atmosfera była gęsta.  

Aleks odstawił mnie i moje pranie prosto do pokoju, i wtedy nasze drogi się rozeszły.  

Zamknęłam drzwi, wzięłam suszarkę do prania i zaczęłam wieszać ubrania. Było i ich strasznie dużo i miałam wrażenie, że one się nie kończą.  Gdy skończyłam, byłam kompletnie padnięta. Położyłam się na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym, co Aleks powiedział przez sen. Nadal miałam przed oczami ten uroczy obrazek a w moich nadal uszach słyszałam słowo „Kocham Cię”. W brzuchu miałam motylki. Myślałam też o sprawie pucharu. Na pewno jeszcze wrócimy tam z Aleksem — nie zostawimy tego tak. Ta sprawa również nie dawała mi spokoju i bardzo mnie to zaciekawiło.  

Tak rozmyślałam, aż w końcu zasnęłam…  

Fan fact:  
Scena z pralką wydarzyła się naprawdę — mój przyszły teść naprawdę wcisnął przyciski do środka pralki. To stąd wziął się pomysł na tę scenę.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Pumciak

    Twoje opowiadaie czyta się bardzo przyjemnie to taka odskocznia od tych wszystkich zdrad i innych ekscesów erotycznych

    19 godz. temu