W poszukiwaniu szczęścia - cz - 63

W poszukiwaniu szczęścia - cz - 63**Oczami Gosi**

    Leżeć, leżeć i tylko leżeć to zadanie każdego lenia, ale nie ciężarnych kobiet! Bo bez przesady! Jak niby usiedzieć w domu 24 godziny na dobę? Jako zawodniczka kochałam wręcz położyć się po męczących treningach oraz meczach i leżeć tak do końca dnia, ale teraz jest to dla mnie udręką. W dodatku Hubert jest w pracy i są jeszcze większe nudy. Po prostu nudy na pudy! Nawet moja ulubiona książka, po którą sięgam po tysiące razy, nudzi mnie do tego stopnia, że ledwo nie zasypiam. Niestety jeśli teraz zasnę, a dochodzi dopiero szesnasta to nie będę mogła spać w nocy. Logika.
     Jedyną aktywnością jaka mi pozostała i sprawia mi przyjemność jest jedzenie. Jest jeden problem. Mam wrażenie, że od tego, iż jestem wyczulona na zapachy oraz czuje podwójnie to zejdę tu, bo mdli mnie gdy pojawia się obok mnie cokolwiek do zjedzenia. Tak więc krótko mówiąc: przesrane.
     Po głębokim rozmyślaniu nad słoikiem majonezu, wreszcie postanawiam go skosztować, ale obiecuje sobie, że nie zjem dużo. Jakże się myliłam, bo gdy tylko spróbowałam łyżeczkę majonezu, zaczęłam jeść z takim zapałem, że myślę iż wygrałabym konkurs jedzenia na czas. Gdy jestem totalnie umazana majonezem, który swoją drogą był pełny, a teraz jest na wykończeniu dzwoni telefon. Niezła chwila na rozmowę z moim małżonkiem.
- Cześć, coś się stało że znów dzwonisz? - pytam od razu, bo dzwonił do mnie po wyjściu do pracy jakieś pięć razy.
- Hej kochanie, jak się czujesz? - znowu słyszę to samo pytanie, co we wcześniejszych rozmowach.
- Jest dobrze, nie musisz się martwić. Nic ciekawego nie robię, nudzę się - mówię rozsmakowując się kolejną łyżeczką majonezu.
- Co znowu jesz? - pyta. Tak pyta, bo to co jem ciągle kontroluje.
- Skąd te przypuszczenie, że jem? - uśmiecham się do majonezu jak głupia.
- Słyszałem zmianę w twoim głosie kochanie - tłumaczy kąśliwie i tak samo znowu mnie wypytuje - to co tak jesz?
- Majonez - mówię krótko.
- Masz to odłożyć i to natychmiast! - warczy do telefonu, nie jest to dla mnie zrozumiałe.
- Niby czemu, co? Dobry jest - wzdycham i znowu zajadam się pysznym przysmakiem.
- A masz to w swoim jadłospisie? Może ci to zaszkodzić!  
- Może nie mam tego w jadłospisie, ale też nie jest tam napisane, że nie mogę tego jeść. Tak w ogóle kiedy wracasz?  
- Dokończymy rozmowę w domu, widzimy się za 30 minut - mówi krótko i przerywa rozmowę.
- Dobra - mówię już do ciszy.
    Gdy po rozmowie patrzę na słoik majonezu stwierdzam, że jest trochę jeszcze na dnie, ale nie mam ochoty już na niego. Za to mam chęć na kaszkę malinową, taką jaką jadłam gdy byłam niemowlakiem. Zakładam na siebie niebieskie dresy, jeszcze moje klubowe, gdyż cały dzień paradowałam w niebieskiej, koronkowej bieliźnie i do tego zakładam cienką kurtkę. Opuszczam dom i idę do najbliższego sklepu na czym niestety się zawiodłam, bo nie mają tam kaszki. Jestem zmuszona pójść kilometr dale do innego sklepuj, zajmie mi to, co prawda trochę dłużej, ale za to będę miała moją upragnioną kaszkę.
- Jest może kaszka malinowa dla niemowląt? – pytam od razu po wejściu do małego sklepiku, gdzie siedzi starsza pani za ladą.
- Zaraz poszukamy – uśmiecha się do mnie przyjaźnie i prowadzi mnie do jakiegoś regału z produktami – ma pani szczęście, ostatnia malinowa.
- Jak dobrze! Już myślałam, że nie znajdę jej nigdzie w tym mieście – wracamy obie do kasy.
- A ile miesięcy ma pani dzieciątko? – pyta mnie starsza pani.
- Oj przepraszam! To dla mnie, trzeci miesiąc niedługo, a ja mam takie zachcianki, że ledwo nad sobą panuję – tłumaczę.
- Rozumiem, miałam tak samo – śmieje się  pod nosem.
- Dziękuję bardzo za pomoc i miłego wieczoru! – mówię i zwijam się do domu. Nie wiem ile mi to zajęło czasu, ale jestem pewna, że zdążę przed powrotem Huberta.
        No i po mnie. Próbuje otworzyć drzwi, ale mi nie wychodzi, czyli Hubert jest w domu i zamknął od środka drzwi.
- Zawiodłem się na tobie – mówi gdy tylko otwiera mi drzwi.
- Przepraszam, ale miałam ochotę na kaszkę – wyjaśniam, gdy on pomaga mi zdjąć kurtkę.
- Zawiodłem się, naprawdę się zawiodłem. Mogło się wam coś stać – odwraca się ode mnie i idzie do kuchni z moimi zakupami.
- Przepraszam. Nie musisz być taki opiekuńczy, też jestem pełnoletnia – jeśli tak chcę przede mną teraz uciekać to ja będę go gonić.

*****************************************************************************

WAŻNA NOTATKA!

Witam!
Ja już po egzaminach!
Uprzedzam was kochani, że kończę po woli te opowiadanie ( przewiduje jeszcze 3 części max ) i nie zamierzam dalej pisać. Nie jestem w stanie już opisywać losów Huberta i Gosi, widać to chyba po dzisiejszej części, czyli jej długości, boli mnie wręcz opisywanie.
Także mam nadzieję, iż większość z was to przeczytało i cóż szykujcie się na koniec tej opowieśći.
Pozdrawiam Gosia <3

2 481 czyt.
100%196
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 930 słów i 5067 znaków.

6 komentarzy

 
  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 27 kwi 2017

    Gośka po tak pięknym opowiadaniu które jak sama piszesz - nie za długo kończysz ja spodziewam się następnego równie wspaniałego opowiadania. Plisss   

  • Czekoladowytorcik

    Czekoladowytorcik · 23 kwi 2017

    Szkoda, że już niedługo zakończenie. Przywiązałam się troszkę. Hehe. :( czekamy na kolejne i ostatnie zarazem. Pozdrawiam, Czekoladka.

  • nastolaka

    nastolaka · 22 kwi 2017

    Cudowne tak tęskniłam​ za twoim opowiadaniem szkoda że to już koniec. Kiedy next ?

  • Mysza

    Mysza · 22 kwi 2017 · 201442686

    Ah ta jego troska

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 22 kwi 2017

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością

  • Caryca

    Caryca · 22 kwi 2017 · 201439579

    Mimo bolączki pisania ,rewelacja  pytanie czy Hubert dotrwa w cierpliwości do porodu Gosi przy zdrowych zmysłach ,poza tym ok