
Po kwadransie przypomnieli sobie o mojej obecności. Wojtek usiadł na łóżku i zaczął mnie delikatnie dotykać po twarzy. Ostentacyjnie odwróciłam głowę, co niezbyt mu się podobało. Miałam to gdzieś. Jedyne czego chciałam to nie jego zadowolenie z mojej postawy, ale prawda o tym, jaka naprawdę łączyła go relacja z Moniką i po co tak naprawdę ja byłam potrzebna w tym całym układzie.
Monika usiadła w fotelu, poprawiając swoje włosy. Wymienili kilka spojrzeń. Ewidentnie nie byli zadowoleni z mojej obronnej postawy. Pewnie liczyli, że będę z uśmiechem i zaciekawieniem czekać, aż opowiedzą mi o tym, jak mnie ograli. Nic z tych rzeczy.
— Dobrze, myślę, że czas zacząć — rozpoczął sponsor. — Jak doskonale zdajesz sobie sprawę, w moim zawodzie spotykam się z różnymi ludźmi. Połowa z nich to przeciętni zjadacze chleba, ale druga połowa to biznesmeni, przestępcy, oszuści a czasem nawet gangsterzy. Kilku z nich miałaś zresztą okazję poznać w trakcie naszego wyjazdu do Warszawy.
No tak. To się zgadzało. Jak na razie mówił prawdę. W willi pod Warszawą na własne oczy widziałem gości latających z bronią, w drogich autach, na które nikogo normalnie i uczciwie pracującego nie byłoby stać przez wiele lat.
— Problem w tym, że ci z pierwszej grupy nie mają aż tak wielkich problemów, jak ci drudzy i co za tym idzie nie da się nich tyle zarobić.
Kasa. Jedna z najważniejszych wartości w życiu Wojtka.
— O wiele bardziej opłaca się wziąć jedną sprawę od gangstera niż dziesięć od zwykłych obywateli. Ale żeby taką sprawę zdobyć, trzeba najpierw zapracować na ich zaufanie. Oni ufają tylko ludziom podobnym do nich, takim, którzy jeżdżą drogimi autami i mają w pobliżu piękne kochanki.
Kochanka. Po raz pierwszy z jego ust padło to określenie. Właściwie zawsze mówił do mnie po imieniu. Dziwnie poczułam się, słysząc to słowo. Zawsze kojarzyło mi się z kobietą, która rozwala cudze małżeństwa. Czy byłam kimś takim? Według zapewnień mojego sponsora z żoną łączyły go tylko wspólne interesy.
— Nie jestem twoją kochanką, tylko utrzymanką — odgryzłam się.
Monika i Wojtek spojrzeli na siebie, ale nie skomentowali tego, co powiedziałam. Widziałam w jego oczach, że nawet mu się to spodobało. Nie spodziewał się po mnie takiej kąśliwej uwagi.
— W każdym razie to była jedna z funkcji, jaką pełniłaś. Wydałem na ciebie około dwustu tysięcy, licząc z samochodem, a zarobiłem około bańki.
Zatkało mnie. Wiedziałam, że dzięki mnie podpisał kilka umów, ale przecież jasno mi powiedział, kiedy byliśmy we Wrocławiu. Tam też odegrałam niezłą maskaradę, żeby ułatwić mu interesy. W Warszawie miałam tylko mu towarzyszyć i postękać trochę w pokoju, żeby jego znajomi myśleli, że potrafi mnie porządnie wyruchać i żeby mógł urosnąć w ich oczach. Najwidoczniej wszystko było półprawdą.
— Podobnie było we Wrocławiu. Ci faceci wcale nie byli moimi kolegami. Wszystko było ustawione. Wydawało ci się, że ty odgrywasz jakąś rolę, a tak naprawdę to oni grali przed tobą i całkiem nieźle się bawili. Pochwaliłem się w trakcie jednego spotkania moją nową zdobyczą, a oni zapragnęli seksu z tobą. Oferowali całkiem niezłą stawkę.
— Słucham? — zapytałam z niedowierzaniem.
— Czego nie rozumiesz? — odparowała Monika. Zabawił się w stręczyciela i tyle. Ty dałaś dupy, on wziął za to kasę, za którą potem kupił ci auto, kilka prezentów i płacił co miesiąc. Kolesie poruchali, ty zarobiłaś, Wojtek przyoszczędził. Każdy jest zadowolony.
Jej słowa były jak nóż. Lekkość, z jaką o tym mówiła była nie do zniesienia. Zachowywała się, jakby to było najnormalniejsze w świecie.
— Nie jestem stręczycielem, ale w tym wypadku trochę wcieliłem się w jego rolę. Wybacz mi to, ale tak jak wspomniała Monika, wszyscy na tym skorzystali.
Powiedział to tonem tak zimnym i pozbawionym jakichkolwiek emocji, że jego słowa sprawiły mi chyba jeszcze większy ból, niż te Moniki. Nie wierzyłam w to, co słyszę. Gdzie się podział tamten Wojtek, którego znałam? To nie był ten sam człowiek. Udawał. Tylko pytanie, czy robił to teraz, czy wtedy? Znałam odpowiedź, ale chciałam się łudzić.
— Jedyne, o czym mogę cię zapewnić, że nie było zaplanowane to akcja na weselu i to, co stało się na komisariacie. Nie chciałem tego, ale dzięki tej sytuacji sporo przemyślałem i postanowiłem przyspieszyć pewne kroki.
Milczałam. Mieli rację, że mnie przywiązali. Gdyby nie to już dawno opuściłabym tamto mieszkanie i uciekła gdzieś najlepiej na koniec świata.
— Pokazałaś, że jesteś nie tylko inteligentna i piękna, ale masz także odpowiedni charakter. Kiedy Monika powiedziała mi o tobie, byłem sceptyczny czy zacząć cię testować, ale postanowiłem dać ci szanse. Dziś wiem, że moja naganiaczka miała rację.
Nazwał Monikę naganiaczką. Ale czego? Kogo? Do czego?
— Nie lubię, kiedy tak o mnie mówisz. Jestem twoją asystentką Wojtek — skontrowała go moja współlokatorka, w której głosie faktycznie wyczułam lekkie oburzenie.
— Dobrze. Niech będzie. Wchodzisz w środowisko studentek i wybierasz dla takich ludzi jak ja najlepsze okazy.
Chwila milczenia. Chyba po to, żebym była w stanie przetrawić prawdę, jaką usłyszałam.
— To, że Monika z tobą mieszka to przypadek. Aż tak głęboko się zazwyczaj nie posuwamy. Po prostu opowiedziałaś jej o swoich problemach, pomogła ci się zarejestrować na stronie dla dziewczyn szukających sponsoringu i dograła wszystko tak, żebyś trafiła do mnie. Potem się wycofała, ale w chwili kiedy miałaś kryzys, manipulowała tobą, żebyś wróciła do mnie i nie zniweczyła wielu miesięcy naszych wysiłków.
Spojrzałam na nią ukradkiem. Taka wersja znacznie bardziej jej się podobała. Ta suka była dumna z tego, że pochwalił jej umiejętności manipulowania ludźmi. Boże, jak mogłam się tak na niej pomylić.
— No i tym samym sprawdziliśmy cię na wszystkie możliwe sposoby. Teraz wiem, że jesteś w stanie znieść wiele, potrafisz rozmawiać z ludźmi, dobrze dajesz dupy... Po prostu jesteś idealna do tego, żeby zaproponować ci współpracę jako mojej agentki do zadań specjalnych.
Spojrzałam na niego tak, żeby wiedział, że ma mówić dalej.
— Będziesz robiła to, co dotychczas, tylko z kimś innym.
— Słucham? — zapytałam, choć wcale tego nie chciałam. Sama nie wiem jakim cudem głos wydobył się z mojego gardła.
Moi oprawcy, bo chyba od tego momentu powinnam tak ich nazywać, spojrzeli na siebie. Być może dla nich wszystko było jasne i proste, ale nie dla mnie.
— Jest jeden gość, który, powiedzmy, że jest w moim zainteresowaniu. Także prawnik. Chciałbym przejąć kilku jego klientów. Zakręcisz się wokół niego i zostaniesz jego kochanką. Będziesz miała kasę i od niego i ode mnie. W zamian będziesz mnie informować o tym, z kim się spotyka, co mówi, może uda ci się zdobyć jakieś dokumenty...
— Mam być szpiegiem?
Wojtek pokiwał z uznaniem.
— No muszę przyznać, że sam bym tego lepiej nie nazwał.
Przez chwile nikt z nas się nie odzywał. Oni obserwowali moje zachowanie, ja trawiłam w myślach to, co właśnie usłyszałam.
Monika wstała z fotela i podeszła do łóżka. Odwiązała mnie. Jak najszybciej wstałam i udałam się do łazienki. Przemyłam twarz wodą. Rozpłakałam się. Nie byłam w stanie ukryć emocji. Jak mogłam przez tak długi czas dać się wykorzystywać? Nie mogłam znieść myśli, że zostałam potraktowana jak zabawka i to nie tylko seksualna.
Z sypialni przenieśli się do salonu. Dołączyłam do nich. Najchętniej wydarłabym stamtąd jak najszybciej, ale nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, że rozmowa nie jest zakończona. Po tym, co usłyszałam, nie pozwoliliby mi tak po prostu sobie pójść.
— Więc co teraz będzie?
— To zależy od ciebie — odpowiedział szybko i z nieukrywaną pewnością siebie sponsor. — Jeśli chcesz, możemy kontynuować nasz układ, ale musisz zaakceptować, że będę spotykał się raz z tobą, raz z Moniką. Ona tolerowała to, że sypiam z tobą, więc oczekuje tego samego z drugiej strony. Kolejna opcja zakłada, że zgadzasz się na moją propozycję i od jutra robimy przygotowania, żeby wprowadzić cię jako moją agentkę do środowiska mojego konkurenta. Mam już nawet kilka pomysłów jak to ogarnąć.
Kolejna cisza tym razem o wiele dłuższa. Kilka głębokich oddechów i jedno kontrolne uszczypnięcie, nadzieja na to, że to jednak sen.
— A co jeśli opowiem to wszystko na policji albo w radzie adwokackiej.
Wkurwił się. Spodziewał się tego, ale nie podobało mu się, że z tym wyjechałam. Dla niego byłam tylko głupią dziwką, która wiele mu zawdzięcza i powinna być posłuszna jego rozkazom.
— I co im powiesz? — usłyszałam z ust Moniki — Zastanów się. Przecież to wszystko jest tak irracjonalne, że aż niemożliwe. Opowiesz im o Warszawie, Wrocławiu, weselu? O tym, co tutaj usłyszałaś?
Monika zaśmiała się pod nosem, patrząc na mnie z politowaniem.
— Dziewczynko, kto ci w to uwierzy? — zapytała, po czym oboje patrząc mi prosto w oczy zanieśli się śmiechem.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
BjornJarnsida
I jest jeszcze Ciekawiej niż się spodziewałem … brawo