Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Sponsor 22

Sponsor 22     Przegięłyśmy. Kuchnia wyglądała, jakby przeszedł przez nią tajfun. Nie miałam pojęcia, ile czasu minęło, ale czułam, że emocje powoli we mnie opadają.  Im dłużej wpatrywałam się w porozbijane talerze i potłuczone kubki, tym wyraźniej rozumiałam jak głupie i niedojrzałe jesteśmy.

 

     Dwie dorosłe kobiety, prawie wykształcone zdemolowały własną kuchnię. I to tylko dlatego, że pokłóciły się o pewną propozycję. Sprzątanie tego wszystkiego zajmie kilka godzin i będzie dla nas karą, jaką długo zapamiętamy. O ile sama nie będę musiała tego wszystkiego uprzątnąć.

 

     Monika zabarykadowała się w swoim pokoju. Dobrze zrobiła. Gdyby nie ten ruch ta demolka trwałaby pewnie do tej pory. Było naprawdę ostro, ale zacznę od początku.

 

     Przegapiłam moment, w którym moja współlokatorka stała się moją przyjaciółką. Zwykła koleżanka nie czekałaby na mnie do późna i nie martwiła się o wynik spotkania ze sponsorem.

 

     Stała przy drzwiach i nasłuchiwała moich kroków na klatce schodowej. Nie zdążyłam nawet włożyć kluczy do zamka, a już wciągała mnie do środka, pomagając mi się rozebrać. Ani się nie obejrzałam jak na stole stała herbata i gorąca kolacja. Najpierw chciała mnie nakarmić, żebym nie straciła sił w trakcie opowiadania. To mogłoby spowodować, że ominęłabym jakieś szczegóły, a na to moja przyjaciółka nie mogła sobie pozwolić. Ciekawość, a właściwie niepewność tego, jak poszło spotkanie, zdzierało ją do granic.

 

     Nie wróciłam do domu od razu po wizycie w gniazdku. Musiałam zastanowić się, czy mówić w ogóle Monice o propozycji Wojtka. No i chciałam też zapoznać się z moim nowym samochodem.

 

     Bak był zalany do pełna. Wyjeździłam niemal połowę, jeżdżąc tylko po mieście. Zaszalałam, a na obwodnicy postanowiłam sprawdzić moc mojej maszyny. Wyciągał 180 km/ h. Nigdy wcześniej nie jechałam jako kierowca z taką prędkością. Do domu wróciłam dopiero przed północą.

 

     To było zbyt wiele emocji jak na jeden wieczór. Czułam się wyczerpana nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Gorąca herbata i odgrzewane spaghetti wpłynęły na mnie mega pozytywnie. Kiedy ostatni raz, ktoś coś dla mnie ugotował? Nie byłam w stanie sięgnąć pamięcią aż tak daleko. Miałam poczucie, że jestem zaopiekowana, czułam się bezpiecznie. To było dla mnie ogromnie ważne.

 

     Pochłaniając kolejne kęsy gorącego makaronu, przyszło mi do głowy, że oto wzbogaciłam się o kolejną siostrę. Monika stawała się ważną częścią mojego życia. Przynajmniej takie miałam wrażenie.

 

     Największą zaletą mojej współlokatorki była cierpliwość. Spokojnie poczekała, aż zjem, a potem pozwoliła mi spokojnie mówić. Takie zachowanie tylko zachęcało mnie do zwierzeń. Nikt nie lubi być popędzanym w sytuacji, kiedy ma powiedzieć coś ważnego lub trudnego.

 

     Chciałam zacząć z grubej rury i zapytać jakby zareagowała, gdyby dostała propozycję trójkąta z moim sponsorem. Miałam zamiar rozegrać to tak jak w filmie „Niemoralna propozycja”. Scena, kiedy Robert Deniro składa propozycję zapłaty miliona dolarów za jedną noc, przeszła do historii nie tylko kina, ale także psychologi. Zamiast bezpośredniej propozycji pojawia się czysto hipotetyczna, która do niczego nie zmusza, a znacznie zmienia nastawienie odbiorcy.

 

     Zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie byłam gotowa na taki scenariusz. To wymagało żelaznych nerwów i dobrego rozegrania, czego się nieco wystraszyłam. Postanowiłam opowiedzieć Monice wszystko od początku. Szło mi całkiem nieźle, aż do momentu, w którym wspomniałam o samochodzie.

 

     - Pierdolisz - skomentowała krótko, po czym natychmiast wybiegła z mieszkania. Musiała to zrobić. Nie miałyśmy żadnego okna od strony ulicy, gdzie zaparkowałam.

 

     Do mieszkania wróciła po krótkiej chwili, mocno trzaskając drzwiami. Skrzywiłam się, bo naszym sąsiadom takie zachowanie raczej się nie spodoba. Ale to był mały pikuś w porównaniu do tego, co dopiero miało nadejść.

 

     Monika opadła na krzesło w kuchni w akcie pewnego rodzaju bezsilności. Coś w jej wnętrzu się gotowało, ale nie potrafiłam zidentyfikować przyczyny tego zjawiska. Była to najprawdopodobniej złość, ale po chwili przyszło mi do głowy, że jest wymieszana z zazdrością. Była ze swoim sponsorem od dwóch lat, a ja spotykałam się z Wojtkiem zaledwie od kilku miesięcy. Nigdy nie dostawała takich prezentów jak ja. Była obruszona faktem, że przyjęłam auto, ale obie doskonale wiedziałyśmy, że gdyby to na znalazła się w takiej sytuacji, także by go przyjęła.

 

     Nie uwierzyła w moje zapewnienia, że stawałam okoniem przed przyjęciem tego drobiazgu. Chwile zajęło jej przełknięcie faktu, że tak po prostu wzbogaciłam się o ponad sto tysięcy złotych. W końcu wstała z krzesła i poszła do swojego pokoju. Przyniosła butelkę dobrej whisky. Nie miałam pojęcia, skąd ją wytrzasnęła, bo na co dzień stroniła od alkoholu, ale może nie wiedziałam o niej wszystkiego. 

 

     Opiłyśmy mój nowy nabytek. Zrobiło się naprawdę miło. Napięcie zeszło. Ucieszyło mnie to, bo słyszałam o przypadkach, kiedy zazdrosne kobiety bywają naprawdę przykre.

     Monika dalej była zazdrosna, czułam to, ale widziałam po jej zachowaniu, że nie zamierza tego dłużej okazywać. Po pierwszej szklaneczce nalała sobie drugą, którą opróżniła jeszcze szybciej niż pierwszą. Było mi to na rękę. Liczyłam, że alkohol trochę ją uspokoi, a może nawet otumani. W takim stanie łatwiej, a na pewno spokojniej przyjmie to, co za chwile usłyszy.

 

     Zaczęłam delikatnie, oświadczając, że nie zamierzam zrywać kontaktów z Wojtkiem. To było zresztą logiczne. Nie przyjęłabym samochodu, gdybyśmy mieli skończyć nasz układ.

     Monika słuchała mnie uważnie, nalewając sobie już trzecią porcję rudego napoju. Naszła mnie refleksja, że w takim tempie nie dotrwa do gwoździa dzisiejszego wieczoru. Delikatnie odsunęłam na bok butelkę, za co zostałam brutalnie skarcona wzrokiem. Współlokatorka przeszyła mnie swoim zimnym spojrzeniem, a potem z impetem położyła butelkę w pierwotnym miejscu, dając jasny sygnał, że ma tam zostać.

 

     - Wojtek chce trochę urozmaicić a właściwie wynieść na wyższy level nasz związek. Poprosił, żebym zaprosiła cię do trójkąta.

 

     Słowa wypływały z moich ust jak pociski z karabinu. Nie mogłam inaczej. Gdybym choć na chwile przerwała, nie powiedziałabym tego do końca.

 

     Sekunda. Dwie. Trzy. Pięć. Dziesięć.

 

     Obserwowałam ją. Widziałam, jak dociera do jej umysłu to, co powiedziałam, a następnie jest przetrawiane. Oddałabym wszystko, żeby wiedzieć, co tam się dzieje.

 

     Realne wydawały się tylko dwie opcje. W pierwszej z nich współlokatorka zbiera wszystkie siły, żeby mnie ostro zrugać za to, co powiedziałam. W drugiej jest zupełnie odwrotnie i Monika właśnie wyobraża sobie, jak ona również dostaje samochód i inne prezenty od Wojtka.

 

     Nic nie powiedziała. Dopiła kolejną porcję, a potem spojrzała na mnie z groźną miną.

 

     Jak na zwolnionych obrotach widziałam, jak podnosi szklaneczkę, a potem rzuca nią we mnie. Błyszczące szkło przeleciało zaledwie kilka centymetrów od mojego nosa, a sekundę później rozbiło się gdzieś za moimi plecami.

 

     - Czy ciebie kurwa popierdoliło? Dziewczyno, co się z tobą dzieje?

 

     Oniemiałam. Najpierw atak siłowy, a potem werbalny. Spodziewałam się ostrej reakcji, ale nie aż takiej. Nie wiedziałam, jak się zachować. Monika sprawiała wrażenie, jakbym zabiła jej matkę harmonią.

 

     Znieruchomiałam. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Powstrzymywanie jej ruchów wydawało się logiczne, zwłaszcza że dziewczyna zaczynała rzucać we mnie wszystkim, co napotkała na swojej drodze. Zaczęło się skromnie od szklaneczki po whisky, ale zaraz potem w ruch poszły inne rzeczy ze stołu: talerze, kubki, sztućce. Co ciekawe oszczędziła butelkę w jednej trzeciej wypełnioną jeszcze alkoholem.

 

     - Niewiary kurwa godne — krzyknęła, po czym ponownie przeszyła mnie wzrokiem. Podeszła do kuchenki, z której zrzuciła garnek z makaronem. Podobny los dosłownie sekundę później spotkał naczynie z sosem. Ten rozlał się na podłogę, obryzgując ściny i mnie.

 

     - Uspokój się!

 

     Mój głos wydawał się cichy i stłamszony. Jaki miał niby być? Byłam w szoku po tym, jak zareagowała. To przekraczało wszelkie moje wyobrażenia. Może popełniłam błąd, wspominając o propozycji Wojtka? Głos rozsądku odezwał się w mojej głowie, ale był ledwo tlącym się płomieniem przy buchającym przy nim jak gejzer głosie serca. Chciałam jej to zaproponować. Nie dla niej, nie dla siebie, ale dla Wojtka. Chciałam mu się odwdzięczyć za prezent, jaki dostałam.

 

     Manipulacja. Tak to trzeba było nazwać.

 

     Nie. To niemożliwe. Wojtek nie był taki. Nie dałby mi auta po to, żeby przelecieć mnie w towarzystwie innej dziewczyny, na dodatek mojej współlokatorki. Może inni faceci tacy byli, ale nie on.

 

     Czy na pewno? Przecież wykorzystał mnie we Wrocławiu do własnych interesów i na komisariacie do ratowania własnego tyłka. Nie wspominając, że w Warszawie robiłam za „lalkę” do towarzystwa, żeby mógł podnieść swoje notowania u gangsterów, którzy byli jego najlepszymi klientami.

 

     To, co działo się w moim umyśle, stawało się jeszcze gorsze od tego, co działo się w naszej kuchni. Musiałam to przerwać.

 

     Podbiegłam do Moniki i z całych sil chwyciłam ją za ręce. Na szczęście była niewielką figlarną kruszynką, która nie miała siły mi się przeciwstawić. Udało mi się wypchnąć ja z kuchni. Miało to jedną, całkiem sporą zaletę. W przedpokoju nie miała czego tłuc.

 

     - Sama się kurwa uspokój dziewczyno! - zaczęła, kiedy ją puściłam. - Zastanów się, co ty wyprawiasz! Facet robi z tobą, co tylko chce. Manipuluje, uzależnia od kasy, traktuje jak kurwe...

 

     Zabolało. Nawet bardzo. Zniosłabym określenie „dziwka” czy prostytutka, ale to jakiego użyła Monika, zabolało mnie i to mocno.

 

     - Ile razy mam ci tłumaczyć, na czym polega sponsoring? - kontynuowała. - Spotkania! Raz czy dwa w tygodniu w dyskrecji wypłata raz w miesiącu i tyle. To nie jest związek! To tylko czysto biznesowy układ! Ty masz pełny portfel a on puste jaja! Każdy jest zadowolony. Jakim prawem wciągasz w swoje układy mnie? Ile razy mam Ci powtarzać, że dyskrecja to podstawa!

 

     O to chodziło. Nie chciała, żeby Wojtek ją poznał i wiedział, że ona także zajmuje się sponsoringiem.

 

     - To nie tak. On nic o tobie nie wie. Wie tylko, że mieszkam z inną dziewczyną. Zaproponował to, bo wyszedł z założenia, że możesz wiedzieć o naszym układzie i się zgodzić.

 

     Monika parsknęła z niedowierzaniem.

 

     - Mam już swojego sponsora. Nie jestem dziwką i nie daje każdemu, kto o to poprosi! Święta nie jestem, ale trzymam się jednego, czego o tobie powiedzieć nie można! -rzuciła na koniec i zamknęła się w pokoju.

 

     Stałam nieruchomo. Świat zdawał się stanąć w miejscu, czas także. Tylko w moich oczach było coraz więcej łez.

 

     Sama nie wiem, kiedy wróciłam do kuchni. Włóczyłam nogami po klejącym się do podłogi sosie, cicho przy tym szlochając.



     Miała rację. Absolutną rację. Wszystko mi się pomieszało! Nie potrafiłam postawić granic, Wojtek robił ze mną, co tylko mu się żywnie podobało. Pozwalałam mu na to i inkasowałam za to pieniądze. Czułam, że tracę kontrolę nad naszym układem, ale nie potrafiłam tego przed sobą przyznać. Gdyby nie Monika i prawda, jaką zaaplikowała mi prosto w twarz, dalej żyłabym w świecie iluzji i kłamstwa.



     Emocje puściły. Wszystkie łzy z moich oczu powoli zaczęły lać się po moich policzkach. Nie mogłam ich powstrzymać. Tego było za dużo. W ciągu ostatniej doby balansowałam między euforią a depresją. Nie byłam do tego przyzwyczajona.



     Najrozsądniej było zająć się sprzątaniem. I tak nie zasnęłabym tej nocy. Przy robocie zawsze myślało mi się najlepiej. Przez chwile nawet ucieszyłam się z tego, że mam przed sobą kilka godzin szorowania naszej kuchni. Wprawdzie już po chwili dotarło do mnie, że nie obejdzie się bez malowania ścian po sosie, ale to był najmniejszy problem w mojej sytuacji.



     Była czwarta rano, kiedy po umyciu zlewu mogłam powiedzieć sobie fajrant. 



     - Zgadzam się — usłyszałam za swoimi plecami. 



     Odwróciłam się niepewnie, nie wiedząc, czy to zmęczenie, czy faktycznie, ktoś do mnie mówi.



     - Zgadzam się — powtórzyła Monika, stojąc w drzwiach z miną zbitego psa. - Ale mam swoje warunki, na które twój Wojtuś będzie musiała się zgodzić.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.