Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

W blasku Sygnetów XVII

W blasku Sygnetów XVIIUtwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci oraz zdarzenia są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze biorące udział w czynnościach seksualnych mają ukończone 18 rok życia. Miłego czytania!

     Krystyna od popołudnia nie mogła przestać myśleć o tym, w jaki sposób powinna porozmawiać z córką. Między kolejnymi masażami zerkała na telefon i zauważyła kilka nieodebranych połączeń od znajomej, która uczyła w szkole Aurelii. Oddzwoniła i z rosnącym niepokojem dowiedziała się, że jej córka, która zawsze była pilną uczennicą, nigdy wcześniej nie wagarowała, nie pojawiła się na kilku ostatnich lekcjach.
     Zaniepokojona próbowała dodzwonić się do Aurelii, lecz telefon był poza zasięgiem. Udało jej się natomiast połączyć z Jadwigą, która spokojnie poinformowała ją, że jej siostra miała spotkać się po szkole z chłopakiem i prawdopodobnie urwała się z lekcji, żeby się z nim wcześniej zobaczyć.
     Krystyna nie potrafiła się uspokoić. Nie wierzyła, że Aurelia mogłaby tak po prostu wyłączyć telefon i narażać się na niebezpieczeństwo. W głowie układała kolejne scenariusze rozmowy, od spokojnego, matczynego pouczenia po ostrą, zdecydowaną reprymendę. Podczas masowania kolejnych klientek wciąż wracała myślami do córki, wyobrażając sobie, jak udziela jej surowej lekcji o podstawowym bezpieczeństwie, o tym, że świat nie jest taki bezpieczny, jak się młodej dziewczynie wydaje.
     Gdy usłyszała, że ktoś wrócił do domu, w myślach modliła się, żeby to była Aurelia. Zerknęła na zegar, jeszcze niecałe pół godziny do końca ostatniego masażu. Uśmiechnęła się do siebie kwaśno, z mieszanką irytacji i troski. Musiała dokończyć masaż, zanim będzie mogła pójść na górę i poważnie porozmawiać z córką.
     Gdy klientka w końcu się ubrała i wyszła, Krystyna szybko zamknęła za nią drzwi na klucz i opuściła gabinet. Serce biło jej szybciej niż zwykle. Miała niecałe pół godziny przed następną klientką. Wchodząc po schodach, już układała w głowie pierwsze słowa, które powie Aurelii.
     Jednak gdy docierała na górę, Krystyna uświadomiła sobie, że wszystkie starannie przygotowane scenariusze rozmowy z Aurelią mogą pójść na marne. To nie Aurelia wróciła do domu lecz Jadwiga. Korzystając z okazji, postanowiła jednak porozmawiać ze starszą córką. Może dowie się czegoś więcej o tym, gdzie jest Aurelia i przede wszystkim, z kim.
     Uchyliła przymknięte drzwi do pokoju Jadwigi, delikatnie pukając w framugę.
     – Cześć Jadziu… – powiedziała miękko, starając się, by głos brzmiał spokojnie.
     Jadwiga odwróciła się od lustra, na którym właśnie poprawiała włosy i uśmiechnęła się szeroko na widok matki. Radość wręcz emanowała z jej twarzy i tonu głosu.
     – Cześć mamo… co tam?
     Krystyna weszła do środka, zamykając za sobą drzwi.
     – Ciągle nie mogę się dodzwonić do Aurelii. Może wiesz, gdzie ona teraz jest?
     Jadwiga na moment spoważniała, choć na jej ustach wciąż błąkał się lekki uśmiech.
     – Nie mam bladego pojęcia – odparła, wzruszając ramionami.
     – Może chociaż powiesz mi z kim? – Krystyna wciąż usiłowała wyciągnąć z córki jakieś informacje, starając się, by jej głos brzmiał spokojnie, choć coraz trudniej jej to przychodziło.
Jadwiga pokręciła powoli głową, po czym sięgnęła po swoją torbę i zaczęła wyjmować z niej notatki.
     – Nie powiedziała ci, z kim ma zamiar się spotkać? – zapytała Krystyna, w jej głosie wyraźnie słychać było rosnące zaniepokojenie.
     – Powiedziała – odparła Jadwiga z powagą, nie podnosząc wzroku znad zeszytów. – Ale nie mam zamiaru zdradzać jej zaufania.
     – Nie boisz się o swoją siostrę? Coś przecież może jej się stać? – Krystyna była bliska paniki, głos jej drżał.
     Jadwiga parsknęła cichym, rozbawionym śmiechem.
     – Powinnaś się bardziej martwić o tego chłopaka. Przecież Aurelka jest większym zagrożeniem dla niego niż on dla niej…
     – Co masz na myśli? – Krystyna zmarszczyła brwi.
     – Jak myślisz, jak wygląda idealna randka według Aurelii? – Jadwiga uśmiechnęła się szeroko, prawie figlarnie. – Lodziarnia, cukiernia, kebabownia albo jakaś restauracja. Ona jeszcze potrafi rozkoszować się jednym daniem, ale ludzie jedzący w jej towarzystwie są w poważnym niebezpieczeństwie.
     – Nie żartuj sobie…
     – Jeżeli ich randka się przeciągła, mogła się zakończyć na gastrologii.
     Krystyna wiedziała, że w słowach Jadwigi jest sporo prawdy, ale nie wiedziała, co jej odpowiedzieć. Szukając odpowiednich słów, błądziła wzrokiem po pokoju córki. Nagle jej spojrzenie zatrzymało się na regale obok biurka, na dwóch sylikonowych dildach o dość pokaźnych rozmiarach. Około szesnaście centymetrów każdy, realistycznie wykonany, z widocznymi żyłami i żołędziami. Była zszokowana tym odkryciem. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, lecz Jadwiga pierwsza przerwała ciszę, prostując się i odwracając w kierunku matki.
     – Mamo, musisz mieć do niej zaufanie. Wiem, że to ciągle twoja mała dziewczynka, ale musisz mieć na uwadze, że jest to też już dorosła kobieta, która musi być sama za siebie odpowiedzialna.
     Telefon Krystyny zawibrował. Zerknęła na ekran i westchnęła ciężko.
     – Dokończymy naszą rozmowę później, klientka czeka przed wejściem do salonu.
     Odwróciła się, chwyciła za klamkę i szybko wyszła z pokoju Jadwigi. Schodząc po schodach, wciąż miała przed oczami te dwa dilda. Zastanawiała się, czy powinna była zwrócić córce uwagę. Zapytać, czy ich używa. Przynajmniej powiedzieć, żeby nie trzymała ich w widocznym miejscu. Ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu.
     Jednak im niżej schodziła, tym bardziej natrętna stawała się jedna myśl: czy jej mąż ma takiego samego rozmiaru przyrodzenie jak, zabawki jej córki? A może to jakiś fikuśny prezent od przyjaciółek? Ale po co jej dwa identyczne? Krystyna nigdy nie używała erotycznych zabawek, a wszystko wskazywało na to, że jej starsza córka nie tylko ich używa, ale robi to z dwiema imitacjami sztywnych kutasów naraz.
     Potrząsnęła głową, próbując odegnać te obrazy, ale one nie chciały zniknąć. Z każdym krokiem czuła coraz większe ciepło na policzkach i dziwne, nieprzyjemne mrowienie w podbrzuszu.

***

     Podczas gdy miała godzinną przerwę między klientkami, Krystyna nie odważyła się wrócić na górę, by dokończyć rozmowę z Jadwigą. Zdawało jej się, że zamiast jednej trudnej rozmowy z Aurelią, teraz będzie musiała odbyć dwie. Zamiast tego zajęła się przygotowaniem obiadu. Ręce mechanicznie kroiły warzywa, a w głowie układała scenariusze.
     Pierwszy – jak poważnie i spokojnie porozmawiać z Aurelią o podejmowaniu rozważnych decyzji, jeśli chodzi o spotykanie się z mężczyznami. Drugi – jak delikatnie, ale stanowczo zwrócić Jadwidze uwagę na używanie zabawek erotycznych i przechowywanie ich w taki sposób, aby nie było to takie oczywiste dla każdego, kto wejdzie do jej pokoju.
     Im dłużej myślała, tym bardziej czuła się zagubiona. Jeszcze kilka godzin temu jej córki były dla niej małymi dziewczynkami. A teraz… jedna z nich prawdopodobnie była gdzieś z chłopakiem, a druga miała na regale dwa realistyczne, spore dilda.
     Westchnęła ciężko, krojąc marchewkę z nieco większą siłą niż to było konieczne. Ostrze uderzało o deskę głośniej niż zwykle.

***

     Gdy Krystyna wróciła do salonu masażu, by dokończyć zabiegi z pozostałymi klientkami umówionymi na ten dzień, dyskretnie zostawiła drzwi uchylone, aby nie przeoczyć powrotu Aurelii do domu.
     Była mniej więcej w połowie masowania ciała nagiej kobiety, przykrytej jedynie dwoma niewielkimi ręcznikami, gdy usłyszała charakterystyczne otwieranie zamka frontowych drzwi i ciche trzaśnięcie.
     – Już jestem! – dobiegł z korytarza radosny głos młodszej córki. – Nie będę jadła obiadu, jadłam na mieście!
     Krystyna zamarła na chwilę, zerknąwszy na zegarek. Miała jeszcze dwadzieścia minut, zanim będzie mogła opuścić salon. W duchu modliła się, żeby chłopak, z którym spotkała się Aurelia, nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Przynajmniej na to wskazywał jej radosny, lekki ton głosu – niemal zbyt radosny.
     Mimo to niepokój nie chciał jej opuścić. Coś w tym głosie brzmiało… inaczej. Jakby Aurelia próbowała ukryć coś więcej niż tylko wagary.

***

     Zamykając drzwi za ostatnią klientką, Krystyna wręcz nie mogła się doczekać, by zrugać Aurelię za wyłączenie telefonu i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności, gdy poszła na spotkanie z chłopakiem.
     Weszła po schodach na górę, starając się narobić jak najmniej hałasu. Mijając drzwi do pokoju Jadwigi, zza których dochodziła ożywiona, przyciszona rozmowa, udała się prosto do pokoju Aurelii. Zapukała nieśmiało w drewnianą futrynę, ale nie słysząc odpowiedzi, odczekała chwilę i ponowiła pukanie. W końcu nieśmiało nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi.
     We wnętrzu pokoju córki zastała tylko zamszową torebkę leżącą na łóżku oraz sandałki na wysokiej koturnie, rzucone niedbale na podłogę.
     Nagle ją oświeciło.
     Rozmowa dochodząca z pokoju Jadwigi najwidoczniej nie była rozmową przez telefon, a rozmową między siostrami.
     Krystyna delikatnie zamknęła za sobą drzwi pokoju Aurelii i przez chwilę stała na korytarzu, wahając się. Bała się wejść do Jadwigi i przy niej upominać młodszą córkę – była niemal pewna, że starsza siostra natychmiast stanie w obronie Aurelii, a ona straci całą siłę przebicia. Jednak ciekawość była silniejsza. Dyskretnie zbliżyła się do drzwi pokoju Jadwigi, zza których dochodziła cicha, ożywiona rozmowa.
     – Powiedziałaś mu to tak po prostu? – usłyszała zdziwiony głos Jadwigi.
     – Jakoś tak się rozmowa potoczyła… – odpowiedziała Aurelia.
     – I od razu się zgodził?
     – Kazał wybrać mi trzy liczby i rzucić kostką. Jak wybrałam, to powiedział, że jak wypadnie pierwsza z liczb, które wybrałam, to pocałujemy się w trakcie gotowania i będziemy się całować, jak zjemy posiłek. Jak wypadnie druga – to tylko krótko w trakcie gotowania, a jak trzecia – to dopiero po zjedzonym posiłku.
     Słuchając tego wyznania, Krystyna zdała sobie sprawę, że skoro Aurelia razem z chłopakiem gotowali, musiała udać się na pierwszą randkę prosto do jego domu. Serce zabiło jej szybciej, a w gardle pojawiła się suchość.
     – I co wypadło? – usłyszała głos Jadwigi.
     – Siódemka – odpowiedziała młodsza z jej córek.
     – Czyli?
     – Czyli pierwsza z liczb, które wybrałam.
     Krystyna przeniosła ciężar ciała z nogi na nogę, starając się nie hałasować.
     – I to na kostce z dwudziestoma ścianami już drugi raz ci się poszczęściło?
     Tym razem nie usłyszała odpowiedzi. Domyśliła się, że Aurelia po prostu skinęła głową.
     W głowie Krystyny wirowały usłyszane przed chwilą słowa. Analizowała je gorączkowo i z rozmowy mogła wywnioskować mniej więcej tyle, że to Aurelii bardzo zależało na tym, by całować się z chłopakiem, z którym się spotkała, on zaś bezczelnie kazał jej rzucać kością, oddając decyzję w ręce losu.
     – I jak smakował? – usłyszała podekscytowane pytanie Jadwigi.
     – Oszałamiająco – odpowiedziała Aurelia z westchnieniem pełnym rozmarzenia. – Jak wszystkie najlepsze rzeczy, jakie miałam do tej pory okazję próbować… i było w nim coś jeszcze. Coś, czego nie potrafię nawet opisać.
     – Ale w jaki sposób się całowaliście – Jadwiga wyraźnie była podekscytowana – opisz to tak, abym mogła sobie was wyobrazić.
     – Hmm… Siedziałam na blacie, a on dłońmi rozchylił moje kolana, wszedł między nie i przyciągnął mnie do siebie, tak że tyłkiem znalazłam się na krawędzi, tuż przy jego biodrach. Zarzuciłam mu ramiona za szyję i zatopiłam się w jego ustach. Całował tak dobrze, że momentami odchodziłam od zmysłów, nie wiedząc, co się dookoła mnie dzieje.
     Krystyna, zmęczona staniem bez podparcia, ostrożnie oparła się plecami o ścianę tuż przy drzwiach. Z rumieńcami na policzkach kontynuowała podsłuchiwanie własnych córek. Serce biło jej coraz szybciej, a w głowie pojawiały się obrazy, których absolutnie nie powinna sobie wyobrażać, a jednak nie potrafiła ich powstrzymać.
     – Jak zjedliście te żeberka, to całowaliście się na kanapie, tak? – zapytała zaciekawiona Jadwiga.
     – Nie tak prędko – odparła Aurelia z westchnieniem. – Gdy się całowaliśmy, byłam tak cholernie podniecona, że jak w końcu się odsunął, to między moimi majtkami a jego kroczem rozciągała się długa, lepka nić moich soków. On zebrał ją na palec i umieścił w swoich ustach. Następnie uniosłam pośladki z blatu, a on ściągnął mi majtki i położył je obok mnie, mówiąc, że później je przepierze. Były dosłownie całe mokre od moich soków.
     – Wylizał cię tam na dole? – zapytała Jadwiga z wyraźnym podnieceniem.
     W tym momencie Krystynie zupełnie zmiękły kolana. Plecami powoli sunęła po ścianie, aż osunęła się bezwładnie, lądując pośladkami na zimnej podłodze korytarza. Serce waliło jej jak oszalałe, a w głowie szumiało.
     – Miałam taką nadzieję, rozkładając przed nim nogi, ale stwierdził, że może później.
     – Poważnie?
     Krystyna była załamana. Jej mała, słodka córeczka nie dość, że pozwoliła jakiemuś chłopakowi zdjąć sobie majtki, to jeszcze rozkładała przed nim nogi niczym napalona suka. Złączyła kolana, mocno zaciskając uda, czując niepokojące, gorące mrowienie i wilgoć między nimi. Podniecenie, którego absolutnie nie powinna czuć, rozlewało się po jej ciele, podczas gdy słuchała wyznań własnej córki.
     – On jednak po zamieszaniu w garnku wszedł pomiędzy moje uda, chwycił mnie mocno za pośladki i przyciągnął do siebie… a potem namiętnie pocałował.
     – I co było dalej? – zapytała Jadwiga, nie mogąc się doczekać kontynuacji.
     – Potem zjedliśmy wspaniały obiad. Nie pamiętam, abym kiedyś jadła tak dobrze przyrządzone żeberka.
     – Lepiej powiedz, co robiliście, jak skończyliście jeść – upomniała ją siostra.
     – Po posiłku przenieśliśmy się na kanapę. On usiadł pierwszy, rozpościerając ramiona na oparciu, a ja usiadłam obok i wtuliłam się w jego umięśniony tors. Następnie wciągnął mnie na siebie, tak że siedziałam na nim okrakiem.
     – Poważnie?
     – Byłam tak podniecona, że nie byłam w stanie powstrzymać bioder od bujania i ocierania się o niego. Gdy rozmawialiśmy, rozpinałam mu koszulę, a po chwili zarówno moja sukienka, jak i jego koszula wylądowały na końcu kanapy. Tak półnadzy całowaliśmy się namiętnie, badając dłońmi swoje ciała.
     Dłoń Krystyny mimowolnie powędrowała między jej uda. Nieświadomie, powoli zaczęła drażnić swoją kobiecość przez cienki materiał majtek, czując, jak wilgoć szybko się rozlewa.
     – Jak to półnadzy? Miałaś na sobie przecież tylko buty…
     – I stanik – poprawiła ją Aurelia. – Ale nie na długo. Stwierdził, że to niesprawiedliwe, że ja widzę jego nagą klatkę piersiową i zsunął najpierw jedno ramiączko stanika, wywracając miseczkę na drugą stronę. Po czym zaczął lizać i ssać moją pierś, a po chwili zsunął drugie ramiączko i zaczął w ten sam sposób pieścić drugą.
     – Cholera dziewczyno, przez ciebie moje majtki są całe mokre – powiedziała Jadwiga z wyraźnym rozbawieniem w głosie.
     – A nawet nie jestem w połowie – odparła Aurelia z figlarnym uśmiechem.
     – Nie gadaj, że…
     – Zrobiłam tak, jak ćwiczyłyśmy… po prostu powiedziałam, że chciałabym skosztować, jak smakuje tam na dole…
     – Jaki był? – zapytała Jadwiga, wyraźnie podekscytowana.
     – Doszłam robiąc mu loda, ale to chyba nie jest żaden wyznacznik, bo wcześniej doszłam na blacie, całując się z nim, a potem na jego torsie.
     – Nie udawaj głupiej, pytam o jego rozmiar.
     – Hmm… Przyznam, że początkowo byłam w szoku i nie wiedziałam, jak się do niego zabrać.
     – Przecież ćwiczyłyśmy…
     – Tak, ale on ma o połowę dłuższego i około połowę szerszego niż to, co kupiłaś. Przy jego… sprzęcie – powiedziała Aurelia półszeptem, jakby bała się, że ktoś je usłyszy – to naprawdę niewinne zabaweczki.
     – Ale te niewinne zabaweczki mają po szesnaście centymetrów długości… on był taki? – Jadwiga zdawała się być na tyle zszokowana, że już zupełnie nie przejmowała się tym, czy ktoś je usłyszy.
     – Tak.
     – Przecież to będzie około dwadzieścia cztery centymetry…
     Krystyna zrobiła wielkie oczy, gdy to usłyszała. Wcześniej sądziła, że te realistyczne dilda, które widziała na regale Jadwigi, były już ponadprzeciętnie duże, ale teraz dowiadywała się, że chłopak jej młodszej córki miał jeszcze o połowę większe przyrodzenie.
     Lewą dłonią mocno ścisnęła swoją pierś przez bluzkę, czując, jak sutek natychmiast twardnieje. Prawą rękę wsunęła pod materiał majtek, nie mogąc się powstrzymać. Dwa palce od razu zanurzyły się w jej przemoczonej, gorącej cipce.
     – Jak sobie z nim poradziłaś? – zapytała Jadwiga.
     – Aleks mi pomógł – stwierdziła Aurelia. – Rozgniótł połowę rurki z kremem i rozprowadził powstałą maź po całym… penisie, nawet po… jądrach. Powiedział, abym najpierw dokładnie wylizała jego dłoń, a następnie zrobiła to samo z jego… no wiesz…
     Uda Krystyny rozchyliły się szerzej, dając więcej miejsca dłoni. Dwa palce poruszały się coraz szybciej w jej śliskiej cipce, wydając ciche, mokre, nieprzyzwoite dźwięki.
     – Wylizałaś go dokładnie? I co dalej?
     – Chciałam jeszcze. Zrobił to samo co wcześniej, ale po tym jak go wylizałam, nie wiem czemu, ale spróbowałam wziąć go do gardła.
     – Poważnie?
     – Tak. I co najdziwniejsze, udało mi się. A gdy doszedł gdy był głęboko w moim gardle, też dostałam orgazmu. Odzyskałam gdy trzymał mnie skuloną swoich ramionach.
     – Stwierdził, że czuje się zobowiązany, aby mi się odwdzięczyć – kontynuowała Aurelia. – Zaproponował, że wyliże mnie tam na dole. Gdy się zgodziłam, wstał, trzymając mnie w ramionach i zaniósł do sypialni. Przy łóżku miał wielkie panoramiczne lustro. Obrócił mnie w ramionach i podtrzymując pod kolanami, powoli opuścił tak, że moja cipka znalazła się na jego twardym trzonie. Powoli poruszał biodrami, rozsmarowując moją wilgoć po całej długości kutasa. Wyglądałam jak w jakimś filmie porno, tylko bez penetracji, ale ze sobą w roli głównej. Całe moje ciało lśniło od potu, a jego kutas… cały był pokryty moimi sokami.
     Krystyna coraz szybciej pracowała palcami w swojej wygłodniałej cipce. Oczami wyobraźni widziała umięśnionego chłopaka córki, który trzymał w silnych dłoniach drobne, bezbronne ciało jej niewinnej Aurelii.
     – Ej, przestań! – Aurelia upomniała starszą siostrę. – Przestań się dotykać!
     Dłoń Krystyny zamarła w bezruchu. Serce podskoczyło jej do gardła – przez chwilę była pewna, że córka przyłapała właśnie ją.
     – Jak nie jesteś ciekawa, to nie muszę kończyć! – obruszyła się Aurelia.
     – Dobrze, dobrze. Widzisz? Mam rączki na tutaj – odparła Jadwiga z rozbawieniem. – Nic na to nie poradzę, że bardzo mnie to podnieca.
     Krystyna ostrożnie wyciągnęła dłoń z majtek. Była cała mokra, lśniąca. Z wahaniem podniosła palce do twarzy, by sprawdzić, jak pachnie jej własna wilgoć. Po chwili, nie mogąc się powstrzymać, wsunęła je do ust i dokładnie wylizała, czując słony, słodkawy smak.
     – Potem ułożył mnie na plecach i dokładnie wylizał moją cipkę – kontynuowała Aurelia. – Nigdy nie wyobrażałam sobie, że kiedyś przeżyję tyle orgazmów jednego dnia… niemal jeden po drugim.
     Przeczuwając, że rozmowa sióstr powoli dobiega końca, Krystyna uznała, że lepiej będzie, jeśli już odejdzie spod drzwi. Ostrożnie wstała na chwiejnych, miękkich nogach, podpierając się dłonią o ścianę. Kolana wciąż jej drżały, a między udami czuła nieprzyjemną, gorącą wilgoć, która przesiąkła przez majtki. Wyprostowała się z trudem, wzięła głęboki oddech i starając się nie narobić hałasu, ruszyła w stronę schodów.
     Schodząc powoli, zerknęła na telefon. Odblokowała ekran i przeczytała wiadomość od męża: „Wrócę około północy, nie czekaj z kolacją”. Westchnęła ciężko, czując ukłucie rozczarowania. Właśnie teraz, gdy tak bardzo go potrzebowała – gdy całe jej ciało płonęło, a cipka pulsowała z nienasyconego podniecenia – jego nie będzie w domu.
     Udała się prosto do swojej łazienki, zamykając za sobą drzwi nieco zbyt głośno. Oparła się plecami o chłodną powierzchnię i przez chwilę stała nieruchomo, próbując uspokoić oddech. Nie udało się. Podniecenie nie chciało ustąpić.
     Gdy nieco odetchnęła, rozebrała się do naga, wrzucając ubrania do kosza na bieliznę i weszła do kabiny prysznicowej. Włączyła deszczownicę, wyregulowała temperaturę wody, a potem nabrała na dłonie sporą ilość żelu pod prysznic. Zaczęła namydlać ramiona i tors, poświęcając nieco zbyt dużą uwagę swoim dużym, wciąż kształtnych piersiom. Gdy jej dłonie zjechały niżej, oparła się plecami o chłodne płytki. Lewa dłoń powędrowała z powrotem ku piersi, mocno ją ściskając, a palce prawej dłoni wdarły się pomiędzy nabrzmiałe, śliskie fałdy jej cipki.
     Ugniatając pierś i coraz szybciej poruszając palcami w swojej przemoczonej szparce, oczami wyobraźni widziała, jak przystojny, umięśniony młodzieniec unosi w ramionach jej córkę. Podtrzymując ją pod kolanami, powoli opuszczał ją na swojego wielkiego kutasa. Jednak nie doszło do penetracji. Z coraz silniej rosnącym podnieceniem wyobrażała sobie, jak kutas – zbyt wielki, by od razu spenetrować niewinność Aurelii – zaczyna stawiać opór pod jej ciężarem. Wargi cipki jej córki rozchyliły się lubieżnie, obejmując gruby trzon. Po chwili kutas cofnął się pod nią, by zaraz wrócić z głośnym, mokrym plaśnięciem bioder uderzających o pośladki Aurelii. Kutas młodzieńca coraz bardziej lśnił od jej soków, a ruchy stawały się coraz szybsze, brutalniejsze.
     Aurelia coraz głośniej wzdychała, jej oddech stawał się urywany i rozedrgany.
     Krystyna, z palcami głęboko w swojej przemoczonej cipce, wyobrażała sobie, jak wodzi wzrokiem coraz wyżej – po płaskim, lśniącym od potu brzuchu córki, po jej jędrnych, falujących piersiach. W końcu spojrzała jej prosto w oczy, gdy ta miała przeżyć swój własny, potężny orgazm.
     Gdy sama była już na krawędzi, z ciekawości zerknęła w bok, pragnąc ujrzeć twarz młodzieńca, który trzymał w ramionach jej córkę.
     Zszokowana otworzyła szeroko oczy.
     Zamiast anonimowego chłopaka ujrzała niedbale zmierzwione włosy, pod którymi kryło się oblicze bratanka jej męża,Aleksandra. Patrzył prosto na nią zza prostokątnych okularów, unosząc kącik ust w drapieżnym, półuśmiechu, odsłaniającym zęby.
     Tego było już za wiele.
     Wyobrażając sobie, jak jej córka jest zaspokajana w tak brutalnie zwierzęcy sposób przez własnego kuzyna, Krystyna dochodziła, widząc w wyobraźni jego twarz.
     Omal nie upadła, gdy potężna fala rozkoszy uderzyła w nią z całą siłą. Nogi ugięły się pod nią, uda rozedrgały gwałtownie, a całe ciało przeszył dreszcz tak mocny, że musiała oprzeć się ręką o ścianę kabiny, by nie osunąć się na podłogę. Jednak za nic nie chciała wysunąć palców z wnętrza swojej cipki – bała się, że orgazm straci na intensywności. Dopiero gdy fala zaczęła słabnąć, pozwoliła sobie powoli osunąć się na dno brodzika, składając kolana do środka i lądując miękko na pośladkach. Nawet wtedy jej cipka wciąż agresywnie zaciskała się na palcach, wysyłając przez ciało kolejne, coraz słabsze, ale wciąż rozkoszne skurcze.
     Gdy największe impulsy rozkoszy minęły, puściła pierś i oparła dłoń na dnie brodzika. Podpierając się na lewym ramieniu, nieznacznie uniosła biodra i znów poruszyła dłonią, penetrując swoje wnętrze palcami, chcąc wycisnąć z siebie resztki orgazmu do samego końca.

***
     Krystyna nie pamiętała, jak się tutaj znalazła.
     Stała w środku lustrzanego pomieszczenia, którego wszystkie cztery ściany odbijały jej postać w nieskończoność. Nie pamiętała też, kiedy i dlaczego założyła elegancki, czarny płaszcz, który otulał jej ciało ciężkim, chłodnym materiałem. Zdezorientowana powoli obracała się wokół własnej osi, próbując znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, cokolwiek, co pomogłoby jej zrozumieć, gdzie właściwie jest.
     Jej uwagę przykuła jedna ze ścian, na której widoczna była wąska, pionowa przerwa między lustrami, dokładnie na środku. Po prawej stronie dostrzegła lśniący, srebrny panel z przyciskami. W tym samym momencie jeden z nich zgasł z cichym, ledwo słyszalnym kliknięciem. Rozległ się łagodny, melodyjny sygnał, a ściana z sykiem rozsunęła się na boki, ukazując korytarz.
     Dopiero teraz Krystyna zdała sobie sprawę, że całe pomieszczenie, w którym się znajdowała, było windą.
     Powoli podeszła bliżej lustra i zmierzyła swoje odbicie. Wyglądała… inaczej. Elegancko. Zmysłowo. Czarny płaszcz sięgał jej do połowy uda, a na stopach miała lakierowane czółenka na bardzo wysokim, cienkim obcasie, które wydłużały jej nogi i nadawały postawie pewną, prowokującą grację. Krystyna nigdy nie nosiła takich butów. A przynajmniej nie pamiętała, żeby kiedykolwiek je zakładała.
     Patrzyła na siebie, na rumieńce na policzkach, na lekko rozchylone usta, na piersi unoszące się w przyspieszonym oddechu pod materiałem płaszcza i czuła dziwny, niepokojący dreszcz podniecenia pomieszany ze wstydem.
     Wykonała niepewny krok, wychodząc z windy i stając na lśniącej, ciemnej marmurowej podłodze szerokiego korytarza. Drzwi windy zaszumiały cicho za jej plecami i zamknęły się z ledwo słyszalnym kliknięciem, odcinając ją od jedynego znanego punktu odniesienia.
     Rozejrzała się dookoła z rosnącym niepokojem. Sztukateria na śnieżno-białych ścianach, delikatne, ciepłe światło wydobywające się zarówno z listew przypodłogowych, jak i eleganckich kinkietów, potęgowało wrażenie, że znajduje się w bardzo luksusowym, niemal nierealnym miejscu. Wszystko było perfekcyjne, czyste, drogie i kompletnie obce.
     Wciąż nie miała pojęcia, jak się tu znalazła.
     Na końcu korytarza dostrzegła masywne, ciemne drzwi, najpewniej wejście do czyjegoś apartamentu. Uznała, że najprościej będzie do nich zapukać i zapytać, gdzie właściwie jest.
     Zdezorientowana ruszyła przed siebie.
     Każdemu jej krokowi towarzyszył wyraźny, stukot obcasów, który odbijał się echem po pustym korytarzu. Ten dźwięk powodował u niej dziwny, nieprzyjemny dyskomfort, jakby była intruzem, który nie powinien przebywać w tym miejscu. Przyspieszyła kroku, chcąc mieć to już za sobą.
     W końcu stanęła przed masywnymi, dębowymi drzwiami. Serce biło jej szybko i nieregularnie. Uniosła dłoń, zawahała się przez krótką chwilę, po czym zapukała, najpierw delikatnie, potem nieco mocniej.
     Po dłuższej chwili oczekiwania zauważyła elegancki, mosiężny dzwonek przy drzwiach. Uniosła dłoń i niepewnie nacisnęła przycisk. Za drzwiami rozległa się stonowana, głęboka melodia dzwonka, która zabrzmiała w korytarzu jak echo z innego świata.
     Czekała, czując, jak serce bije jej coraz szybciej. W końcu usłyszała cichy metaliczny dźwięk przekręcanego zamka. Mosiężna klamka opadła powoli, a ciężkie dębowe drzwi rozchyliły się bezszelestnie.
     W progu stanęła wysoka, męska sylwetka. Mężczyzna miał na sobie czarny, satynowy szlafrok luźno przepasany w talii, spod którego wystawały nogawki czarnych, satynowych spodni piżamy. Na stopach nosił eleganckie, skórzane japonki. Krystyna powoli uniosła wzrok, szukając ratunku w obliczu nieznajomego.
     Gdy ich spojrzenia się spotkały, zaniemówiła.
     To był Aleksander.
     Bratanek jej męża. Kuzyn jej córek.
     Cofnęła się o krok, chwiejąc się na wysokich obcasach. Kolana ugięły się pod nią, a serce uderzyło tak mocno, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Przez chwilę nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa.
     Aleksander uniósł brew, na jego ustach pojawił się chytry, lekko rozbawiony uśmiech.
     – Cześć. Co cię tutaj sprowadza? – zapytał spokojnie, jakby jej obecność o tej porze była czymś zupełnie normalnym.
     Krystyna przełknęła ślinę. Z początku planowała zapytać, gdzie się znajduje, ale widząc go przed sobą, wszystko stało się jasne. To musiał być apartamentowiec Zamoyskich – jedna z Kryształowych Bliźniaczek. Teraz, gdy stała tuż przed nim, miała okazję zweryfikować, czy to ten sam Aleksander, o którym opowiadała Aurelia.
     – Cześć… – wydusiła w końcu, starając się, by jej głos nie drżał. – Chciałam się dowiedzieć, czy umawiasz się z Aurelią.
     Aleksander zmarszczył brwi, patrząc na nią z wyraźnym zaskoczeniem.
     – Skąd taki pomysł? Powiedziała ci o tym? – zapytał, a jego głos momentalnie stał się chłodniejszy. – Obiecała, że zachowa to w tajemnicy przed rodzicami.
     W tym momencie Krystyna uświadomiła sobie z całą mocą, że Aleksander, o którym opowiadała Aurelia, to rzeczywiście jej kuzyn. Nie mogła się powstrzymać – zmierzyła go wzrokiem jeszcze raz, zatrzymując spojrzenie nieco zbyt długo na wysokości jego krocza. Zastanawiała się, co kryje lśniący materiał szlafroka. Czy jego kutas naprawdę jest tak wielki, jak opisywała to córka? Nieświadomie przygryzła dolną wargę, czując, jak ciepło rozlewa się po jej policzkach.
     Gdy poczuła lekki ból, szybko wróciła spojrzeniem do jego oczu, skrytych za prostokątnymi okularami.
     – To nieistotne – powiedziała, wykonując krok naprzód. – Proszę… daj jej spokój.
     Sięgnęła dłonią do jego kroku. Serce zabiło jej szybciej, niemal boleśnie, gdy pod palcami poczuła masywne, ciężkie przyrodzenie. Nawet w spoczynku było imponujące, grube, ciepłe, z wyraźnie wyczuwalnymi żyłami pod cienkim materiałem szlafroka i spodni od piżamy.  
     – Zrobię wszystko, żebyś tylko ją zostawił i nie wyrządził jej krzywdy – powiedziała Krystyna drżącym, ale zdecydowanym głosem, wciąż czując w dłoni ciężar i ciepło jego przyrodzenia.
     Aleksander zrobił krok naprzód, zmniejszając dystans między nimi niemal do zera. Położył dużą, ciepłą dłoń na jej krzyżu i przyciągnął ją mocno do siebie, wciskając jej pełne piersi w swój twardy tors. Nachylił się nisko, muskając ustami jej ucho. Zaciągnął się głęboko jej zapachem – mieszanką drogich perfum, stresu i rosnącego, zdradzieckiego podniecenia.
     – Nigdy moją intencją nie było wyrządzenie im krzywdy – szepnął niskim, spokojnym głosem, który sprawił, że ciarki przeszły jej po plecach.
     Krystyna zadrżała. Nie rozumiała, dlaczego mówi w liczbie mnogiej. Chodziło jej tylko o Aurelię.
     Jej serce zabiło jeszcze szybciej, gdy powoli do niej docierało.
     – Pomagam twoim córkom w realizacji ich pragnień – dodał śmiertelnie poważnym tonem. – Nie robię niczego, czego same by nie chciały.
     Aleksander zdjął dłoń z jej pleców. Zszokowana Krystyna cofnęła swoją dłoń z jego przyrodzenia i zrobiła dwa niepewne kroki w tył, czując, jak kolana lekko się pod nią uginają.
     – Poza tym nie jesteś w stanie zaoferować mi tego samego, co one – zakończył wyraźnie rozbawiony.
     Po czym zniknął za drzwiami, zamykając je cicho, ale stanowczo przed jej nosem.
     Skonsternowana Krystyna nie mogła uwierzyć, jak została przed chwilą potraktowana. Stała przez chwilę nieruchomo, opierając lewą dłoń o chłodną ścianę tuż obok dzwonka, próbując uspokoić chaotyczny oddech i zebrać rozbiegane myśli. Nie mogła tego tak zostawić. Musiała dokończyć tę rozmowę w taki sposób, by ostatecznie odwieść Aleksandra od spotykania się z jej córkami.
     Wahała się jeszcze przez sekundę, czy ponownie nacisnąć dzwonek, gdy nagle zdała sobie sprawę, że po zamknięciu drzwi Aleksander nie przekręcił zamka. Dla pewności ostrożnie nacisnęła klamkę. Drzwi ustąpiły bez oporu.
     Powoli, starając się nie hałasować, weszła do wnętrza apartamentu. Panował tu półmrok, rozświetlony jedynie delikatnym, ciepłym blaskiem listew przypodłogowych, które odbijały się od marmurowej podłogi i wielkich luster. Światło tańczyło miękkim, miodowym blaskiem na ścianach pokrytych sztukaterią, sprawiając, że całe wnętrze wyglądało nie tylko luksusowo, ale wręcz magicznie, niczym z innego świata.
     Ostrożnie stawiała kroki, starając się wyciszyć stukot szpilek na marmurze. Z głębi apartamentu dobiegała cicha, kojąca melodia, a w jej tle co jakiś czas słyszała przytłumione, mokre mlaśnięcia i pomruki.
     Serce waliło jej coraz mocniej.
     Weszła do salonu, który był znacznie jaśniejszy, rozświetlony ciepłym, migotliwym blaskiem grubych woskowych świec umieszczonych w masywnych świecznikach, rozstawionych wokół dużej kanapy. Na niej,na środku, z rozpostartymi ramionami na oparciu, siedział Aleksander odwrócony do niej tyłem.
     Jej spojrzenie zostało przyciągnięte przez ogromne okno rozpościerające się na całą ścianę. Lecz za nim nie ujrzała znajomej panoramy Warszawy. Zamiast tego, niemal po horyzont rozciągały się pagórki porośnięte gęstymi, ciemnymi lasami i szerokie, zielone równiny usiane kwiatami. Nad koronami drzew przelatywały barwne ptaki z długimi, rozwianymi ogonami, a daleko na skraju horyzontu, gdzie majaczyło pasmo gór, dostrzegła trzy majestatyczne kształty, jakby smoki, leniwie goniące się w powietrzu.
     Ale to, co było najdziwniejsze, to niebo. Zamiast jednego żółtego słońca, na firmamencie płonęły aż dwa, jedno intensywne, głębokie niebieskie, a drugie delikatne, różowe, zalewając cały krajobraz niezwykłą, baśniową poświatą.
     Krystyna otworzyła szerzej oczy, czując, jak serce podskakuje jej w piersi.
     W jednej chwili wszystko zrozumiała.
     Przypomniała sobie, jak późnym popołudniem podsłuchiwała ożywioną, intymną rozmowę córek. To musiało głęboko poruszyć jej wyobraźnię. Pamiętała też jak kładła się do łóżka. To, czego teraz doświadcza, to bardzo realistyczny sen. Tak realistyczny, że niemal nie do odróżnienia od jawy.
     Wiedziała, że sny są odbiciem zarówno skrytych obaw, jak i głęboko tłumionych pragnień. Natomiast uświadamiając sobie, że śni, sen stał się świadomy, mogła w nim zrobić absolutnie wszystko, czego tylko zapragnie.
     Zastanawiała się tylko, czego właściwie pragnęła.
     Porozmawiać z Aleksandrem? Skonfrontować się z nim? A może… po prostu ujrzeć jego wielkie, twarde przyrodzenie?
     Krystyna miała świadomość, że Aurelia mówiła o Aleksie, ale jak to mówią: nie jednemu psu na imię Burek. Zastanawiała się więc, dlaczego właśnie jego osadziła w roli posiadacza tego ogromnego, imponującego przyrodzenia.
     Z zamyślenia wyrwało ją ciche, mokre mlaskanie, przeplatane dziewczęcym śmiechem i szeptami, które wydawały jej się dziwnie znajome. Zbliżyła się ostrożnie do kanapy, serce bijące jej coraz szybciej.
     I wtedy zobaczyła.
     Między szeroko rozłożonymi nogami Aleksandra klęczały dwie młode dziewczyny, drocząc się ze sobą i na zmianę robiąc mu dobrze ustami. Brunetka z determinacją próbowała wepchnąć tego potwora jak najgłębiej do gardła, lecz bezskutecznie. Za każdym razem musiała się cofnąć, dysząc i śliniąc. Gdy tylko wyjmowała go z ust, blondynka natychmiast chwytała go w drobną dłoń i jednym płynnym, łapczywym ruchem pochłaniała go w całości, aż po same jaja, wbijając nos w podbrzusze Aleksandra. Robiła coś, co wydawało się fizycznie niemożliwe.
     Krystyna poczuła, jak gorąco rozlewa się po jej podbrzuszu. Rozwiązała sznur oplatający jej płaszcz i rozchyliła poły. Rozstawiła nieco szerzej nogi i wsunęła prawą dłoń w majtki, odkrywając, że ma na sobie fioletowy, koronkowy komplet bielizny, seksowny i wyzywający.
     Zaciekawiona, kim są te dwie dziewczyny u stóp Aleksandra, zbliżyła się jeszcze odrobinę, a serce waliło jej jak oszalałe.
     Dostrzegła, że blondynka miała na sobie biały, koronkowy komplet bielizny, zaś brunetka – czarny, równie wyzywający i delikatny. Blondynka, z ustami nabitymi na twardego kutasa, zdawała się bawić, smyrając nosem po jego podbrzuszu i starając się wytrzymać z nim w gardle jak najdłużej. Brunetka przyglądała się jej uważnie, z podziwem, oblizując własne wargi.
     Dłoń blondynki przesunęła się po torsie Aleksandra w górę, na krótką chwilę wbijając palce w jego muskularną pierś, po czym powoli powędrowała w dół, by zapierając się nią odsunąć twarz od jego podbrzusza, powoli, centymetr po centymetrze, wydobywając z gardła sztywnego, lśniącego kutasa. Gdy w końcu odsunęła się całkowicie, między jej opuchniętymi, zaczerwienionymi ustami, a nabrzmiałą żołędzią rozciągnęły się długie, gęste, srebrzące się nici śliny.
     W tym samym momencie Krystyna przeżyła prawdziwy, paraliżujący szok.
     W twarzy blondynki rozpoznała Aurelię, swoją młodszą córkę, która z zadowoleniem i błyskiem w oczach spoglądała w oczy Aleksandra, jakby właśnie wygrała jakąś perwersyjną grę. Następnie przeniosła wzrok na brunetkę.
     To była Jadwiga.
     Starsza z jej córek.
     Krystyna poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Serce waliło jej tak mocno, że prawie słyszała je w uszach. Szok mieszał się z czymś znacznie bardziej niebezpiecznym, gorącym, zakazanym podnieceniem, które rozlewało się po jej ciele jak lawa.
     Krystyna była o krok od osiągnięcia orgazmu, lecz jej ręka nagle zamarła w majtkach. Przeżywała silny, bolesny wewnętrzny konflikt. Nie potrafiła pojąć, czy podświadomie pragnęła ujrzeć, jak jej obie córki zaspokajają własnego kuzyna – tak bezwstydnie, tak łapczywie i z takim oddaniem.
     – Teraz ty spróbuj – powiedziała Aurelia do siostry, uśmiechając się do niej figlarnie, z lekkim wyzwaniem w głosie. – To nie jest takie trudne.
     – Nie musisz go brać głęboko do gardła – odezwał się Aleksander niskim, spokojnym głosem, pełnym rozbawienia. – Możesz robić inne rzeczy z podobnym zaangażowaniem.
     Jadwiga chwyciła przyrodzenie u samej podstawy, spojrzała Aleksandrowi prosto w oczy i soczyście pocałowała go od spodu, tuż pod żołędzią. Jej usta były miękkie, wilgotne, a pocałunek głośny i mokry. Potem zaczęła powoli wędrować pocałunkami w dół, po całej długości twardego trzonu, muskając go wargami, językiem i gorącym oddechem.
     – O tym właśnie mówiłem – mruknął z aprobatą Aleksander, gdy Jadwiga dotarła niżej, obsypując pocałunkami jego ciężkie jądra.
     Gdy Jadwiga zassała jedno z jąder Aleksandra do ust, Aurelia natychmiast do niej dołączyła, umieszczając swoje soczyste, pełne usta na czubku jego przyrodzenia i z oddaniem złożyła na nim długi, wilgotny pocałunek. Potem pocałowała nieco niżej, a następnie przeciągnęła językiem od wędzidełka aż po sam czubek żołędzi – powoli, z lubością, jakby smakowała najdroższy przysmak. Po kilku takich długich, leniwych liźnięciach uwinęła usta wokół nabrzmiałej, pulsującej głowy i zaczęła ssać ją intensywnie, zachłannie, z cichymi mokrymi mlaśnięciami.
     – O tak… – westchnął Aleksander głęboko, z wyraźną przyjemnością w głosie. – Świetna praca zespołowa.
     Krystyna wbrew sobie wznowiła ruchy dłonią w majtkach. Palce ślizgały się po jej przemoczonej cipce, zataczając coraz szybsze kręgi wokół łechtaczki. Wtedy nagle Aleksander obrócił głowę w jej kierunku i spojrzał prosto na nią swymi ciemnymi, rozbawionymi oczami.
     – Widzę, że tobie też podoba się ich zaangażowanie.
     Obie dziewczyny oderwały usta od kutasa Aleksandra, lecz wciąż trzymały go w dłoniach, masując go powoli i rytmicznie. Spoglądały wprost na zaczerwienioną ze wstydu twarz swojej matki, nie mogąc powstrzymać się od figlarnych, nieco zawstydzonych uśmiechów.
     – Jak lubisz patrzeć, to możesz podejść bliżej – powiedział Aleksander niskim, kuszącym głosem. – A jak chcesz czegoś więcej… możesz dołączyć do swoich córek.
     Na te słowa dziewczęta rozsunęły się na boki, wtulając się bardziej w uda Aleksandra i robiąc między sobą miejsce.
     – Chodź, mamo… – powiedziała uprzejmie Aurelia, uśmiechając się do niej zachęcająco, niemal niewinnie.
     – Pokaż nam, co potrafisz – dodała Jadwiga prowokująco, z figlarnym błyskiem w oku.
     Krystyna przez chwilę stała nieruchomo, czując, jak serce wali jej w piersi tak mocno, że niemal słyszała je w uszach. Powoli wyciągnęła dłoń z majtek, palce lśniły od jej własnych soków. Zawahała się, ale w końcu zsunęła z ramion czarny płaszcz, pozwalając mu opaść na podłogę.
     Niepewnym, drżącym krokiem okrążyła kanapę. Wzrok uśmiechniętych córek cały czas podążał za nią, pełen ciekawości, podniecenia i lekkiego wyzwania.
     Gdy w końcu znalazła się tuż za nimi, Jadwiga poklepała podłogę między sobą, a siostrą.
     Krystyna nie mogła się powstrzymać od spojrzenia na nogi córek. Obie miały na sobie seksowne, cienkie pończochy przypięte podwiązkami do pasa oraz lakierowane, wysokie szpilki, Aurelia w białych, Jadwiga w czarnych. Z ciekawości zerknęła na swoje stopy. Czarna szpilki, które wcześniej miała na nogach, nagle zmieniły kolor na głęboki, lśniący fiolet.
     Odetchnęła głęboko, uświadamiając sobie, że to kolejny znak, że to tylko sen. Bardzo realistyczny, bardzo zakazany sen.
     Serce niemal jej pękało z rozpaczy, ale musiała sama przed sobą przyznać, że mimo iż nigdy pod tym kątem nie spoglądała na własne córki, obie wyglądały bardzo seksownie – kusząco, bezwstydnie i zaskakująco pięknie w swojej koronkowej bieliźnie.
     Ostrożnie, nie będąc pewna, czy poradzi sobie w tak wysokich butach, uklęknęła najpierw na jednym kolanie, następnie na drugim i przysiadła na piętach pomiędzy córkami. Kolana zapadły się lekko w miękki dywan.
     Spojrzała najpierw na Aurelię, potem na Jadwigę, by na samym końcu przenieść wzrok na wielkie, lśniące przyrodzenie Aleksandra, które sterczało dumnie tuż przed jej twarzą. Nad nim widziała jego spokojny, lekko rozbawiony uśmiech.
     Delikatnie, ledwo muskając go opuszkami palców, przeciągnęła dłonią niepewnie po całej jego długości, od nasady aż po nabrzmiałą żołądź. Skóra była gorąca, napięta, żyły pulsowały pod jej dotykiem. Bała się, że odważniejszy ruch może sprawić, że straci resztki kontroli.
     – Nigdy… nie miałam styczności… z czymś tak wielkim – wyszeptała drżącym, ledwo słyszalnym głosem.
     – Ja do wczoraj też nie miałam – odparła Aurelia z lekkim, figlarnym uśmiechem, oblizując wargi. – A dzisiaj spokojnie mieszczę go całego w gardle.
     Krystyna spojrzała na młodszą córkę zaskoczona. W jej głowie pojawiła się absurdalna, niemal śmieszna myśl, że zanim całkowicie podda się swoim pragnieniom, może chociaż przećwiczyć poważną, matczyną rozmowę z Aurelią.
     – Możesz mi powiedzieć, dlaczego poszłaś na wagary i dlaczego wyłączyłaś telefon? – zapytała, starając się, by jej głos brzmiał stanowczo, choć zdradzał lekkie drżenie.
     Blondynka uśmiechnęła się niewinnie do matki, wciąż trzymając w drobnej dłoni nabrzmiałego kutasa Aleksandra.
     – Nie mogłam się doczekać spotkania z Aleksem – odpowiedziała lekkim, beztroskim tonem, kiwając głową w kierunku kuzyna.
     – A telefon?
     – Wyłączyłam go na zajęcia i zapomniałam włączyć – przyznała Aurelia bez cienia skruchy. – Miałam czym innym zajętą głowę.
     Krystyna musiała przyznać, że to dość proste i logiczne wytłumaczenie. Nieświadomie owinęła palce mocniej wokół podstawy przyrodzenia Aleksandra, gdy obracała twarz w kierunku starszej córki.
     – Na twoim regale zauważyłam dwie takie same zabawki erotyczne… – zaczęła ostrożnie, starannie dobierając słowa, jakby bała się, że jedno nieostrożne zdanie może ją zdradzić. – Robisz sobie… nimi… dobrze?
     Jadwiga pokręciła głową na boki, na jej ustach pojawił się lekki, figlarny uśmiech.
     – Ćwiczyłyśmy z Aurelią robienie loda – wyjaśniła Jadwiga swobodnie, jakby rozmawiały o czymś zupełnie zwyczajnym. – Ale i tak niepotrzebnie, bo to i tak nas nie przygotowało na to, że będzie taki wielki.
     Krystyna przekręciła głowę w kierunku młodszej córki, która właśnie przeciągała językiem po całej długości kutasa, trzymając go w drobnej dłoni.
     – Po co chciałyście ćwiczyć robienie loda? – zapytała, starając się, by jej głos brzmiał spokojnie, choć w środku wszystko w niej wrzało z mieszanki szoku, wstydu i niechcianego podniecenia.
     Aurelia dokończyła długie, mokre liźnięcie, po czym oderwała język od przyrodzenia Aleksandra i spojrzała na matkę z niewinnym, niemal dziecięcym uśmiechem.
     – To wszystko przez Jadwigę.
     Krystyna zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc, o co chodzi.
     – Ukradła Aleksowi pocałunek i mówiła, że smakuje wyśmienicie – wyjaśniła Aurelia, oblizując wargi.
     – I co? Nie kłamałam… – odpowiedziała Jadwiga z figlarnym uśmiechem, wciąż trzymając kutasa w dłoni i delikatnie go masując.
     – Nie, miałaś rację – przyznała Aurelia z lekkim, beztroskim uśmiechem.
     Krystyna nie mogła uwierzyć, jak lekko i swobodnie przychodzi im mówienie o takich rzeczach. Przez chwilę czuła się kompletnie zagubiona, jakby to nie jej córki siedziały przed nią. Ale po chwili przypomniała sobie, że to tylko sen. Pamiętała też, jak podsłuchiwała ich rozmowę, wtedy też rozmawiały o Aleksandrze z taką samą beztroską i podnieceniem.
     – Ale skąd pomysł, żeby od całowania przejść do robienia loda? – zapytała, starając się zachować resztki autorytetu matki.
     – Pomyślałam, że jeżeli rzeczywiście jego usta będą takie smaczne, to fajnie będzie go posmakować i gdzie indziej – odparła Aurelia szczerze, jakby to było najlogiczniejsze wyjaśnienie na świecie.
     – Dziecko, czy ty siebie słyszysz? – Krystyna nieznacznie uniosła głos, czując mieszankę szoku, bezsilności i dziwnego, palącego ciepła w podbrzuszu.
     Aurelia nagle spoważniała, jej wielkie oczy zrobiły się jeszcze większe, niemal dziecięce.
     – Jak nie wierzysz, to sama skosztuj, a nie osądzaj – zrugała ją Jadwiga.
     – Przepraszam, skarbie… – szepnęła Krystyna, spoglądając w pełne nadziei oczy Aurelii.
     Dziewczyna natychmiast się uśmiechnęła, jakby te słowa wystarczyły, by wszystko było w porządku.
     Krystyna przeniosła wzrok na przyrodzenie Aleksandra. Może rzeczywiście warto było spróbować, skoro jej córki były takie zadowolone? Jej dłoń również zaczęła pieścić twarde jak skała przyrodzenie, dołączając do dłoni córek. Palce drżały jej lekko, gdy wędrowały wzdłuż grubego, gorącego trzonu.
     Jednak ponownie zmarszczyła brwi.
     – Ale dlaczego zrobiłyście to z własnym kuzynem? Przecież to wasza bliska rodzina, macie nawet tak samo na nazwisko – zapytała Krystyna, starając się zachować choć odrobinę matczynego autorytetu, choć jej głos wyraźnie drżał.
     – Nie poznałam nikogo… lepszego... – zaczęła Aurelia cicho, z lekkim rumieńcem na policzkach.
     – Od zawsze mi się podobał... – dodała Jadwiga szczerze. – Odkąd tylko zaczęłam interesować się chłopakami, Aleksander był dla mnie wzorem ideału...
     – Ale to ciągle wasza rodzina… wasi ojcowie to bracia…
     – Pokrewieństwo w czwartego stopnia – tym razem odezwał się Aleksander, patrząc na nią z lekkim, pewnym siebie uśmiechem. – Prawnie nie jest to zakazane… – dodał, puszczając do niej oko. – Natomiast z tobą nie jestem w ogóle spokrewniony, więc nie wiem skąd twe opory.
     Krystyna wysunęła język, gotowa sama poznać jego smak. Niepewnie przyłożyła go do trzonu w połowie długości i powoli przeciągnęła w górę, aż do żołędzi. Przez całe jej ciało przebiegł obezwładniający, gorący dreszcz przyjemności – począwszy od języka, nasilając się na sutkach i koncentrując się głęboko w cipce, skąd rozlał się falą na całe ciało. Oczy wywróciły się jej do tyłu, a przez krótką, oszałamiającą chwilę myślała, że z ogromu rozkoszy straci przytomność. Wzięła głęboki, drżący wdech i ostrożnie wypuściła powietrze z płuc, cała drżąc, usiłując zapanować nad swoim ciałem.
     – Widzisz, mamo? A tylko go polizałaś – powiedziała rozbawiona Aurelia, z figlarnym uśmiechem na ustach.
      Pomyśl tylko, jakby to było mieć go w sobie – dodała Jadwiga prowokująco, z figlarnym uśmiechem.
     Te słowa uderzyły Krystynę jak prąd. W jej umyśle natychmiast pojawiła się wizja – ona sama, wdrapująca się na Aleksandra, powoli napierająca cipką na ten wielki, twardy kutas, czując, jak rozciąga ją do granic możliwości. Przełknęła ślinę, czując, jak jej własna cipka zaciska się boleśnie z podniecenia.
     – Szczerze mówiąc, ja się tego trochę boję – przyznała Aurelia cicho, wciąż trzymając kutasa w drobnej dłoni.
     – Czego niby? – prowokowała ją siostra, unosząc brew.
     – Tego, że ten gruby kutas rozerwie na strzępy moją ciasną cipkę…
     – Ja za to nie będę się wahała – powiedziała Jadwiga bez cienia wstydu, patrząc matce prosto w oczy. – Przy pierwszej lepszej okazji będę go chciała poczuć głęboko w sobie…
     Krystyna nie była w stanie dłużej zwracać uwagi na przekomarzanie się córek. Musiała go poczuć w sobie. Powoli uniosła się z kolan i wdrapała na Aleksandra, siadając mu okrakiem na udach.
     Jej córki zabrały dłonie z kutasa, przyglądając się z mieszanką zaskoczenia, ciekawości i rosnącego podniecenia, co wyczynia ich matka. Krystyna usiadła na jego udach, czując przez cienki materiał bielizny jego twardą, gorącą męskość, która pulsowała i napierała prosto na jej przemoczoną, pulsującą z pożądania cipkę.
     Położyła drżące dłonie na jego klatce piersiowej i spojrzała mu prosto w oczy. Nie mogła już znieść tego narastającego napięcia i milczenia między nimi. Pamiętając, że to tylko sen – bardzo realistyczny, zakazany sen – zbliżyła swoje usta do jego twarzy i zatraciła się w namiętnym, głodnym pocałunku. Język wślizgnął się głęboko, szukając jego języka, smakując go zachłannie.
     Po chwili poczuła jego duże, silne dłonie na swoim tyłku. Zacisnął palce na jej pośladkach, wbijając je w miękkie ciało, i zaczął zmuszać jej biodra do powolnego, rytmicznego ruchu, ocierając jej gorącą, mokrą cipkę o twardego kutasa przez cienki materiał majtek.
     W momencie, gdy przerwała pocałunek, by złapać oddech, poczuła, jak z obu jej stron kanapa ugina się pod ciężarem córek, które chciały się bliżej przyjrzeć temu, co wyprawia ich matka.
     Gdy jej biodra odnalazły własny, coraz szybszy rytm, Aleksander chwycił materiał jej majtek, delikatnie naciągnął go i owinął wokół swojego kutasa w taki sposób, by cienki, koronkowy materiał, zamiast ich oddzielać, mocno przyciskał jego twardego, pulsującego kutasa do jej rozgrzanej, przemoczonej cipki. Gorący, gruby trzon sunął teraz bezpośrednio po jej nabrzmiałych wargach, drażniąc łechtaczkę przy każdym ruchu bioder.
     – O cholera… – wysapała Jadwiga, odchylając na bok nogę i wsuwając dłoń w swoje majteczki. – Nie wiedziałam, że jesteś taka zboczona, mamo.
     – Ja myślałam, że się na niego nadzieje – dodała Aurelia, oblizując wargi z widocznym podnieceniem, nie odrywając wzroku od miejsca, gdzie kutas Aleksandra ocierał się o cipkę ich matki.
     – To… tylko sen, to tylko… sen – powtarzała do siebie Krystyna drżącym, urywanym głosem, ocierając się cipką o kutasa Aleksandra. Rozprowadzała po nim swoją gorącą, gęstą wilgoć coraz szybszymi, desperackimi ruchami bioder.
     Aleksander uniósł kącik ust w szyderczym, dominującym uśmiechu. Obiema dłońmi ściągnął ramiączka z jej ramion, po czym naciągnął materiał miseczek stanika, wyłuskując na wierzch jej pełne, ciężkie piersi.
     – Skoro to tylko sen… – mruknął niskim, kuszącym głosem, ściskając jej piersi mocno w dłoniach i zaczynając je ugniatać z władczą siłą – to wszystko, co się w nim dzieje, jest podyktowane twoimi pragnieniami… ukrytymi głęboko w twojej podświadomości?
     Na koniec uszczypnął mocno jej twarde, wrażliwe sutki. Krystyna westchnęła głęboko, odchylając głowę do tyłu, a z jej ust wyrwał się długi, rozkoszny, niemal zwierzęcy jęk. Całe jej ciało zadrżało gwałtownie, biodra przyspieszyły, ocierając się coraz agresywniej o jego pulsującego kutasa.
     Nagle Krystyna uświadomiła sobie, że nie chce, aby tak to się skończyło. Nie chciała dojść tylko ocierając się o niego. Skoro to był sen – bardzo realistyczny, zakazany sen – pragnęła poczuć go głęboko w swoim wnętrzu. Chciała sprawdzić, jak to jest mieć w sobie tak wielkiego, grubego kutasa, jak rozciągnie ją do granic możliwości.
     Ze wszystkich sił starała się spowolnić ruchy bioder, co z trudem jej się udało. Patrząc Aleksandrowi prosto w oczy, głęboko, urywanie oddychała, starając się zapanować nad sobą i powstrzymać nadchodzący orgazm. Bała się, że gdy tylko dojdzie, sen się skończy, a ona obudzi się rozpalona i niezaspokojona.
     Aleksander rozłożył szeroko ramiona. Jak na zawołanie, w jego boki wtuliły się Aurelia i Jadwiga. Opuścił ręce i powoli sunął dłońmi po ich brzuchach, by w końcu wsunąć palce w ich majtki i zacząć je pieścić, zataczając drobne, precyzyjne kółeczka wokół ich cipek.
     – Waszej mamie chyba przeszła ochota – powiedział Aleksander z lekkim, prowokującym uśmiechem, patrząc prosto w oczy Krystyny.
     – Nie – zaprotestowała szybko, usiłując złapać oddech. – Po prostu… chcę to zrobić inaczej.
     Uniosła biodra wyżej i zerknęła na obie córki. Aurelia i Jadwiga były zbyt pochłonięte własnymi doznaniami, by zwracać na nią większą uwagę. Krystyna sięgnęła jedną ręką do swojego krocza, drżącymi palcami odsuwając na bok mokry, koronkowy materiał majtek, a drugą chwyciła za twardy, gorący trzon kutasa, nakierowując nabrzmiałą, lśniącą żołądź prosto na swoją cipkę.
     – Patrz, jakie są wilgotne – powiedział Aleksander, wyciągając dłoń z majtek Jadwigi. Między jego palcami ciągnęły się długie, gęste, srebrzyste nici soków.
     Wystawił język i lubieżnie oblizał jeden z palców, smakując ją z widoczną przyjemnością.
     – Chcesz spróbować? – zapytał, patrząc na Krystynę.
     – Ja chcę – sapnęła Jadwiga, rozchylając szeroko usta i wystawiając język, patrząc na matkę z mieszanką podniecenia i wyzwania.
     Krystyna opuściła biodra, napierając cipką na grubego, pulsującego kutasa. Jednocześnie przyglądała się, jak Aleksander umieszcza w ustach Jadwigi palce, które przed chwilą trzymał w jej majtkach. Jadwiga z wyraźną satysfakcją oblizywała swoją własną wilgoć z jego palców – lubieżnie, zachłannie, ssąc je głęboko i patrząc matce prosto w oczy.
     Krystyna, czując wyraźny opór, przygotowywała się na ból, który za chwilę miała poczuć. Poprawiła pozycję, wzięła głęboki, drżący wdech i gwałtownie opuściła biodra w dół.
     Ale nie napotkała bólu, którego się spodziewała.
     Przez krótką, dezorientującą chwilę była zdezorientowana nagłą zmianą pozycji oraz ciemnością, która nagle ją otoczyła. Po chwili zdała sobie sprawę, że właśnie się przebudziła. W miejscu, w którym spodziewała się poczuć gorącego, grubego kutasa Aleksandra, czuła tylko rozpaczliwą, bolesną pustkę.
     Wypuściła z płuc powietrze drżącym, urywanym wydechem, jakby zaraz miała się rozpłakać.
     Miarowe, ciche chrapanie tuż obok niej uświadomiło jej, że mąż zdążył wrócić do domu i położyć się spać. Sięgnęła po telefon leżący na szafce nocnej, by sprawdzić godzinę. Było kilkanaście minut po czwartej nad ranem.
     Była zbyt napalona, aby spokojnie zasnąć. Wciąż czuła między udami gorącą, pulsującą pustkę i lepką wilgoć, która nie chciała ustąpić. Jej cipka wciąż drżała, spragniona, obolała od niedosytu. Ostrożnie, starając się nie obudzić męża, wstała z łóżka i na palcach udała się do łazienki, pragnąc znaleźć tam ujście dla swojego szalejącego podniecenia.

***

     Krystyna obudziła się kilka minut po piątej z dziwnym, nieznanym dotąd wrażeniem. Czuła się wypoczęta jak nigdy wcześniej, czuła się lekko, była spokojna, a jednocześnie głęboko, niemal grzesznie spełniona. W jej ciele wciąż rozbrzmiewało echo rozkoszy ze snu, ciepłe, leniwe mrowienie, które nie chciało całkowicie ustąpić.
     Wstała cicho z łóżka, przebrała się w luźne dresy i zeszła do kuchni.
     Widząc pozmywane naczynia, mogła stwierdzić, że obiad, który wczoraj przygotowała, zjedli wszyscy oprócz niej. Wieczorem była zbyt przejęta wagarami Aurelii, by w ogóle odczuwać głód. Zajrzała do lodówki i odnalazła tam porcję przygotowaną specjalnie dla niej oraz trzy owsianki na zimno, które najprawdopodobniej Aurelia przygotowała je wieczorem na dzisiejsze śniadanie.
     Krystyna wyciągnęła trzy naczynia i ustawiła je na blacie, by nieco się ociepliły, zanim córki zejdą. Wstawiła wodę herbatę i naszykowała kubki. Po chwili usłyszała delikatny trzask jednych drzwi na piętrze, ciche pukanie i trzask kolejnych.
     Cieszyło ją, że jej córki odnajdują wspólny język i potrafią tak otwarcie ze sobą rozmawiać, jednak nieco niepokoiły ją tematy, na jakie rozmawiały, szczególnie biorąc pod uwagę podsłuchaną poprzedniego dnia rozmowę pod drzwiami pokoju Jadwigi.
     Czuła ulgę, że córki nie mogły wiedzieć, o czym śniła. Że one również, oprócz Aleksandra, były obecne w jej śnie. Uśmiechnęła się pod nosem, uświadamiając sobie, że nie musiały wymieniać imienia kuzyna. W końcu nie jednemu psu Burek na imię.
     Choć zastanawiała się, dlaczego właśnie o nim pomyślała, gdy usłyszała to imię. Może podświadomie pragnęła przeżyć romans z bratankiem swojego męża? Zaczerwieniła się gwałtownie i przygryzła delikatnie dolną wargę, na myśl o tym, do czego się posunęła w swoim śnie… i do czego jeszcze byłaby w stanie się posunąć.
     Z rozmyślań wyrwało ją gwizdanie czajnika. Krystyna wyłączyła gaz i zalała herbatę w kubkach. Gdy się odwróciła, ujrzała Aurelię wchodzącą do kuchni, a tuż za nią Jadwigę.
     – Dzień dobry, mamo – powiedziały obie niemal jednocześnie, z identycznymi, promiennymi uśmiechami na twarzach, siadając przed naczyniami z owsianką.
     – Dzień dobry – odpowiedziała, sięgając do szuflady po łyżki i podając je córkom.
     Siostry wymieniły szybkie, porozumiewawcze spojrzenie, kiwając w jej stronę głowami i unosząc brwi. W końcu Jadwiga przewróciła oczami.
     – Wyspałaś się dzisiaj, mamo? – zapytała z niewinnym, ale lekko figlarnym uśmiechem.
     – A dziękuję, nie narzekam – odparła Krystyna, siadając przed swoją miseczką.
     Siostry spojrzały na siebie z wymalowanymi szerokimi, porozumiewawczymi uśmiechami na twarzach.
     Krystyna miała wrażenie, że jej córki wiedzą o czymś, o czym wiedzieć nie powinny.
     – Śniło ci się coś przyjemnego? – zapytała Aurelia, wsuwając łyżkę z owsianką do ust i uważnie obserwując reakcję matki.
     – Chyba tak… dokładnie nie pamiętam – skłamała Krystyna, czując, jak gorący rumieniec wpełza jej na policzki.
     Nie chciała przyznać się córkom, o czym naprawdę śniła, mimo że pamiętała każdy najdrobniejszy, najbardziej nieprzyzwoity szczegół. Skupiła się na swojej porcji owsianki, unikając ich spojrzeń.
     – Dziwne… – mruknęła Jadwiga, mrużąc oczy i wymieniając znaczące spojrzenie z siostrą.
     Krystyna czuła się osaczona. W duchu modliła się, żeby odpuściły i nie drążyły tematu.
     – Podrzucisz mnie dzisiaj do szkoły? – Aurelia przerwała ciszę, kierując pytanie do Jadwigi.
     – Jasne, tylko pojedziemy jeszcze zgarnąć przy okazji Agatę.
     Dziewczyny szybko skończyły jeść, wzięły po łyku gorącej herbaty i uciekły na górę, szykować się do wyjścia.
     Krystyna została sama przy stole. Zastanawiała się, czy jakimś sposobem jej córki mogły się dowiedzieć, o czym śniła. Po chwili jednak potrząsnęła głową, starając się uspokoić. To przecież niemożliwe.
     Umieściła naczynia w zlewie i odkręciła wodę. Ciepły strumień spływał po jej dłoniach, ale nie był w stanie zmyć gorących, natrętnych obrazów, które wciąż krążyły jej po głowie. Wizji jej córek klęczących przed Aleksandrem, jej własnej dłoni na jego grubym kutasie, smaku jego skóry na języku.
     Musiała oczyścić umysł przed pracą. Za około godzinę powinna pojawić się pierwsza klientka.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Piszesz tak jakbyś malowała obrazy brawo czekam na jeszcze piękniejsze opisy .

    5 godz. temu