Królewna Śniezka i siedmiu... cz. 8.

     Samantha obserwowała, co jej pokazuje Arnold. Nie bardzo znała się na mapach, szczególnie wojskowych, a ta wyglądała na taką. Czy naprawdę wierzyła, że uda im się tam dostać i spotkać olbrzymów? Może to wyglądało na dziecięcą fantazję, ale ona czuła, że właśnie tak się stanie. Trudności, jakie widzieli w tej akcji, wcale jej nie zniechęcały. Wyczuwała, że blondyn nie do końca tego wszystkiego chce, czyli wyglądało, że również nie do końca wierzy w powodzenie. Jedno wiedział. Zrobi wszystko dla tej dziewczyny. Czuł do niej miłość, wiedział, że jest zakochany. Nie oddałby tego, co czuł za wszystkie skarby świata.  

     Właśnie, kiedy poczuł to zniewalające uczucie, chciał się ustatkować, założyć z nią rodzinę i mieć dzieci, jeśli by je chciała. I wówczas porwano Laurę. Większość ludzi, a w zasadzie wszyscy czekaliby na to, co zrobią do tego powołane służby i z pewnością by się martwili. Brunetka kochała swoją przybraną mamę, ale nie cierpiała z powodu jej porwania. Jeżeli, to nie w ten sposób co inni. Prawdopodobnie już Arnold więcej się martwił, czy mamie jego ukochanej nic nie będzie. Zawsze istniało niebezpieczeństwo, że porywacze po otrzymaniu okupu mogą ją zabić. Arnold też miał przeczucia. Sądził, że przestępstwa zostało tak przygotowane, że żona Waltera z pewnością nie zobaczy twarzy porywaczy. Gdyby się tak stało, byłby dodatkowy powód, żeby ją pozbawić życia.

– Czyli do Pakistanu dotrzemy bez problemu, bo mówisz, że dostaniemy fałszywe dokumenty i wizy?
– Tak, otrzymamy. Bardzo rzadko zdarza się blondyn wśród muzułmanów, ale ja będę miał dokumenty świadczące, że urodziłem się w rodzinie muzułmańskiej. Ty jesteś brunetką i już nikt nie będzie sprawdzał, Fatimy Salam-Haddadi. To twoje panieńskie nazwisko, bo zgodnie z dokumentami jesteś żoną Ahmeda Fahdi-Amejniego, czyli mnie.
– Służby na lotnisku w Islamabadzie nie będą sprawdzać? – spojrzała mu w oczy.
– Tak jak każde. Rozważałem z przyjaciółmi czy i do Pakistanu dostać się nielegalnie, ale wybraliśmy takie rozwiązanie. Musisz rozumieć, że to nie Stany Zjednoczone. Lepiej, jeśli tam przylecimy legalnie, niż mielibyśmy inaczej.
– Skąd pochodzisz, według dokumentów?
– Z Albanii – uśmiechnął się miło. – Jest trochę blondynów wierzących w Allaha spośród europejskich ras. Inni to konwertyci. Według paszportu mój ojciec przybył z Bułgarii. To państwo graniczy z Turcją, a to kraj gdzie mieszka sporo muzułmanów. Ty pochodzisz z Turcji. Pakistan ma bardzo dobre stosunki z Turcją. Po przylocie do Islamabadu mamy lot do Quette. Stamtąd przedostaniemy się samochodem do Charman, to jest już przy granicy z Afganistanem. Tam znajomi ludzie dadzą nam broń. Dwa karabiny typu kałasznikow, czyli AK-47 i nowszy AK-74 oba z nabojami i pistolety. Prawdopodobnie Glocki. Być może dostaniesz inny karabin M-16  amerykański, nieco lżejszy niż AK-74. Dostaniemy też noże i kamizelki kuloodporne. Pierwszym problemem będzie przekroczenie granicy. Nie zrobimy tego w Charman, bo jest tamtejsze przejście jest bardzo silnie strzeżone, co prawda nie chcą nielegalnych imigrantów a Afganistanu, ale dostać się do tego kraju jest prawie niemożliwe nawet legalnie, a już z pewnością z bronią. Rozważaliśmy sprowokować incydent z bojówkami Tehrak-e Taliban Pakistan, ale ostatecznie spróbujemy przekroczyć granicę dwadzieścia kilometrów na południe od Charam. Cała granica jest silnie kontrolowana przez wojsko. Są fizyczne zapory, druty żyletkowe, drony i czujniki termiczne. Będzie trudno. Cała ta akcja jest samobójcza, mój przyjaciel Amir tak to nazwał.

– Amir? Imię brzmi arabsko.
– Tak, jest z Iraku. Rodzice przeprowadzili się do Stanów jeszcze po pierwszej wojnie z Irakiem. Służyłem z nim w Afganistanie. Nasz drugi kolega zginął podczas sławnego zamachu. Wspominałem ci, że tajemniczy głos mnie uratował. Amir był na szczęście daleko od miejsca eksplozji.
– Kiedy ruszamy? – Arnold wiedział, że takie pytanie w końcu padnie.
– Pojutrze lub jutro. Chcesz zobaczyć ojca przed wyjazdem?  
– Co myślisz o tym pomyśle? Kiedy znikniemy z twojego domu, tutejsze służby będą w alercie. Jego dom jest również chroniony, więc będzie kolejny kłopot.
– W porównaniu z tym, co nas czeka, to pikuś – uśmiechnął się krótko.
– Dam ci odpowiedź, czy przed wyjazdem odwiedzę ojca, dobrze? – pogładziła mu tors.

     Mimo całej sytuacji wciąż panowało między nimi silne pragnienie. Samantha nie czuła całkowicie, jak Arnold to odczuwa, chociaż wiedziała, że u niego jest podobnie. Ona go i kochała i pragnęła. Wciąż w tyle głowy miała to, co miało się zdarzyć, jeśli dotrą do Anu, a raczej on ich w jakiś sposób znajdzie. Z jednej strony wierzyła, że tak się stanie, z drugiej jej fizyczna strona połączona z rozsądkiem podszeptywała, że to się nie uda. Jednak nie dzieliła się tym z umiłowanym. Nigdy wcześniej nie musiała o tym myśleć. Jak odczuje kontakt fizyczny z inną istotą niż Arnold. Pocieszała się faktem, że tak rozwinięte osobniki nie mogą po prostu chcieć się kochać. Z drugiej strony przekaz tamtej kobiety niczego innego nie mówił. Wiele razy ją to nachodziło i za każdym razem to oddalała. Zdawała sobie sprawę, że myślenie na wyrost nic nie da. Podejmie decyzje na miejscu. Zastanawiało ją i intrygowało, dlaczego Anu chciał i Arnolda. Nie wystarczało jej wytłumaczenie, że tamten wie, że samotna kobieta byłaby od razu obiektem ataku każdego mężczyzny, a nie tylko uzbrojonych ludzi w tym kraju.

     Gdyby Walter wiedział, co planują, nigdy by się na to nie zgodził. Nie oceniała go za jego tchórzostwo, wiedziała, że ją kocha jak ojciec i wizja, że może stracić i ją, pewnie by go kompletnie załamała. I tak to się stanie, kiedy służby mu doniosą o ich zniknięciu, jednak gdyby wiedział, gdzie jadą, byłoby może nawet gorzej. Cóż, nigdy nie jest w tym życiu łatwo. Do tej pory żyli we trójkę niejako w cudownej bańce, a tylko lekki strach przed porwaniem był nieco negatywny. Nigdy nie przyszło jej do głowy, by mu powiedzieć, że powinien pozbyć się interesu i żyć jak zwykły człowiek. Co prawda i tak zawsze istniała szansa, że ktoś go znajdzie i porwie jego, żonę czy ją. Przecież nie pozbyłby się całej fortuny, a nawet gdyby to zrobił oficjalnie, to nikt by nie uwierzył, że miliarder oddał wszystkie pieniądze tylko dlatego, że obawiał się porwania. Jest mnóstwo bardzo bogatych ludzi i nikt ich nie porywa. Ta jedna myśl upewniała Samanthę, że ktoś to zrobił nie tak dla pieniędzy, jak osobistej zemsty. Nie chciała jednak teraz rozmawiać o tym z ojcem, czy może ma jakiegoś wroga, który aż tak bardzo chciałby się na nim zemścić.  

     Dziewczyna mimo młodego wieku miała mądrość i wiedziała, że niektórzy ludzie są na tyle chorzy, że robią coś bardzo złego z drobnych powodów. Rozumiała jedno. Jeżeli spotka Anu i pozostałych olbrzymów, otrzyma moc i znajdzie winnych. Nie miała w zwyczaju myśleć na zapas i dlatego nawet nie chciała teraz, gdybać co zrobi, kiedy uratuje Laurę. To, że się tak stanie, było sprawą, która napędzała całe jej postępowanie. Dotychczasowe życie świadczyło, że ma prawo ufać w coś, co inni by nazwali cudem.
Samantha nadal go pragnęła, ale potrafiła to kontrolować. Obserwowała Arnolda i wiedziała, że on odczuwa podobnie. W pewnych kulturach, kiedy wojownicy szykowali się do walki, w przeddzień, nie współżyli ze swoimi żonami. Podobnie stało się i u nich. Położyli się spać, ale tylko się przytulili i zasnęli. Po porannych czynnościach i śniadaniu byli gotowi do wyjazdu.

– Nie powinniśmy ulotnić się w nocy? – zapytała, zanim wyszli
– To będzie nasze pierwsze wyzwanie. Przecież to wszystko, co na czeka później, będzie trudniejsze.

     Spakowali małe torby. Spojrzała na niego z miłością, zresztą od przyjazdu do jego domu inaczej na niego nie patrzyła. Czuł to i sprawiało mu to swoistą rozkosz. Nie musiał jej odwzajemniać się podobnym spojrzeniami. Wiedział, że Samantha dokładnie wie i czuje, co on ma w sercu. Ubrali się jak najbardziej pospolicie i tak w odpowiednim miejscu, gdzie brunetka być może pozna jego przyjaciół, dostaną odpowiednie ubranie, broń i inne potrzebne akcesoria.

– Muszę odwrócić ich uwagę. Kiedy wracałem, zostawiłem mały ładunek C-4, widzisz ten budynek? – wskazał róg domu, który widzieli z okna.
– Nikomu się nic nie stanie? – zapytała, rzucając mu pytające spojrzenie.
– Dlatego umieściłem to w miejscu, które mogę obserwować. Siedzą w tamtym wozie. Z pewnością są znudzeni i klną swoją robotę, to trochę im ją urozmaicę. – Wyjął swoją komórkę i po chwili nacisnął ekran.

     Ładunek prawdopodobnie uszkodził częściowo ścianę, zniszczył właściwie klomb na trawniku, bo tam został umieszczony. Ich strażnicy zareagowali po sekundach. Szybko opuścili SUV i pobiegli w kierunku wybuchu.
Dziewczyna wybiegła z blondynem wyjściem od ogródka, prawie po przeciwnej stronie pułapki. Po kilku minutach byli już pięćdziesiąt jardów od domu.

– Złapiemy taksówkę i pojedziemy do mojego znajomego. – Nie biegli, ale szli dość szybkim marszem.

     Samantha nie musiała pytać, wiedziała, że agenci zaraz po sprawdzeniu miejsca wybuchu od razu udadzą się do domu Arnolda i odkryją, kto to spowodował. Z pewnością zawiadomią zwierzchników.
Kiedy po dziesięciu minutach już jechali w znane tylko jemu miejsce, bo adres, który wymienił, nic jej nie mówił, uznała, że nie jest dobrze by teraz o cokolwiek pytać, dlatego tylko delikatnie wtuliła się w bok kochanka. Kierowcą okazał się mężczyzna w wieku jej ojca. Przyszła jej naturalna konkluzja, że w innych warunkach właśnie ten mężczyzna mógłby być jej ojcem. Nie myślała o adopcji a o naturalnym urodzeniu, bo taksówkarzowi raczej ciężko by było adoptować dziecko ze względu na niedostateczną ilość pieniędzy. Dojechali po czterdziestu minutach. Niemiec zapłacił i po chwili taksówka odjechała.

– To tamten – wskazał głową dom wyglądający jak każdy w okolicy.
– Walczyliście razem? – zapytała
– Nie. Jest dobrym znajomym mojego przyjaciela, z którym służyłem.

     Samantha nie miała żadnych odczuć i nie zamierzała kwestionować wyborów Niemca. Ufała mu całkowicie i w związku z tym ufała ludziom, na których on polegał.
Po wyjściu z taksówki i od razu podeszli do wejściowych drzwi. Arnold nacisnął przycisk dzwonka i po kilku chwilach otworzył im wejście postawny szatyn, prawdopodobnie kilka lat starszy od Arnolda.

– Witaj Arnoldzie. To jak rozumiem, jest Samantha – podał dłoń dziewczynie, a na jego twarzy zapanował krótki uśmiech.
– Jestem Dawid – powiedział uprzejmie – usiądźcie wygodnie – wskazał ręką drogę do salonu.
Dziewczyna rzuciła okiem na pokój. Prawdopodobnie mieszkał sam, bo nie dostrzegła żadnego drobiazgu wskazującego, że przebywa tu z kobietą.
– Co podać do picia? Może jesteście głodni? – pytał nadal uprzejmie i brunetka nie wyczuła sztuczności w głosie gospodarza.
– Dla mnie woda – poprosiła.
– To samo – odezwał się Arnold.

     Szatyn zniknął w kuchni, a dwójka wymieniła spojrzenia.

– Ma dla nas dokumenty. Przesłałem mu dwa dni wcześniej zdjęcie twojej twarzy – Samantha wyczuła na twarzy blondyna nieznacznie zakłopotanie – może powinienem ci wcześniej powiedzieć – dodał ciszej.
Samnatha nic nie odpowiedziała. Gospodarz przyniósł na tacy trzy szklanki wody.
– Zaraz przyniosę dokumenty, bilety są w systemie na lotnisku.
Zdołali wypić kilka łyków, a już Dawid przyniósł paszporty.
Samantha otworzyła swój.
– Czyli Fatima Salam-Haddadi jest ode mnie trzy lata starsza – posłała Arnoldowi miły uśmiech.
– Wyglądasz poważniej niż na siedemnaście – odwzajemnił jej uśmiech.
– Musicie uważać w Pakistanie, nie jest tam zbyt bezpiecznie – wtrącił się Dawid.
– Też to słyszałam, ale przy Arnoldzie czuję się bezpieczna – powiedziała spokojnie.
– Mówiłem Arnoldowi, że Turcja jest dużo bardziej spokojna i piękniejsza do zwiedzania, ale podobno chcecie tam jechać. Nie pytam czemu pod fałszywymi nazwiskami.

     Brunetka od razu zrozumiała, że Dawid nic nie wie o ich wyprawie do Afganistanu i nie zamierzała go wyprowadzać z błędu. Tam spotkają Amira i może kogoś jeszcze a sam Amir już wie, gdzie jadą. Z pewnością Arnold nie poinformował przyjaciela o celu misji.

– Do Turcji polecimy innym razem, a może i w drodze powrotnej. O wszystkim decyduje Arnold.

     Tak jak się spodziewała, Dawid rzucił spojrzenie Niemcowi. Pewnie sobie coś pomyślał. Brunetka spojrzała na twarz blondyna, by z kolei się przekonać czy zachowa pokerową twarz. Tylko oni wiedzieli, że raczej on robi, co ona chce, niż odwrotnie. Niemiec już dawno podjął decyzję, że zrobi wszystko dla niej bez względu czy się z tym zgadza, co dziewczyna planuje, czy nie.

– To będziemy lecieć – rzekł blondyn.
– Rozumiem, że potrzebujecie podwózki na lotnisko – rzekł szatyn.
– Byłoby miło – blondyn spojrzał na znajomego i przeniósł wzrok na dziewczynę.
– Podróżować z małym bagażem jest najwygodniej – rzucił okiem na dwie małe torby.

     Po minucie już jechali Toyotą Tundrą Dawida na międzynarodowe lotnisko w LA. Arnold tak to zorganizował, żeby jak najszybciej opuścili miasto. Nie byli przestępcami i istniała mała szansa, że będą ich sprawdzać na lotnisku przy pomocy monitorowania twarzy. Arnold zarejestrował, że dziewczyna zdecydowała się nie dzwonić do ojca. Po niespełna godzinie dotarli na lotnisko. Mieli samolot do Islamabadu za dwie godziny. Samantha przed wejściem do odprawy narzuciła chustę na głowę. (Salwar kameez, dupatta) Arnold zamierzał kupić w Istambule dla Samanthy tradycyjny strój dla kobiet o nazwie salwar kameez i szal, dupatta. Dla siebie również planował kupić odpowiedni ubiór. Dopiero w Quetta dostaną broń od Amira i ubranie. Islamabad jest bardziej nowoczesnym i dużo bezpiecznym miastem w porównaniu z ogromnym Karaczi. Co prawda w całym Pakistanie nie ma nakazu noszenia burki lub okrywania włosów przez kobiety, poza obiektami kultu religijnego, ale z pewnością nikomu to nie będzie przeszkadzało. Arnold spodziewała się bardziej, że ludzie będą zwracać uwagę na jego kolor włosów, dlatego zamierzał ostrzyc włosy do gołej skóry. Wspomniał Sam, że nie będzie golił twarzy. I tak prawdopodobnie nie spotkają drugiego blondyna, chyba że będą to turyści z Niemiec lub Szwecji, na co specjalnie nie liczyli. Przy spotkaniu z Talibami w Afganistanie nie będzie znaczenia, jak będą wyglądać.

     Odprawa paszportowa poszła dobrze, to znaczy dokumenty wyglądały na autentyczne. Pewnie dopiero na lotnisku w Islamabadzie zostaną zapytani o cel wizyty. Więcej problemów spodziewali się w Quetta, ale o tym Arnold zamierzał powiedzieć dziewczynie podczas lotu do Pakistanu. Mieli przesiadkę w Istambule. Po czterech godzinach oczekiwania w Istambule mieli lot do Islamabadu. Na lotnisku w Turcji Arnold zamierzał kupić dla siebie i Samanthy odpowiednie ubrania. Ich właściwe kłopoty zaczną się przy nielegalnym przekraczaniu granicy z Afganistanem.

     Wylecieli z dziesięciominutowym opóźnieniem.

– Nie zadzwoniłaś do Waltera? – właściwie stwierdził, bardziej niż zapytał.
– Uznałam, że tak będzie lepiej. W razie pytań musiałabym kłamać, a już jedno kłamstwo wystarczyło.
– Ludzie kłamią – Arnold się uśmiechnął.
– Wiem, jednak starałam się tego nie robić.
– Według Biblii tylko Bóg nie kłamie – dodał blondyn.
– Wiem. Pewnie zwróciłeś uwagę, że powiedziałam słowo ,,starałam się” to raczej nazwałabym wyborem.
– Jesteś wyjątkowa. W środku duszy odkryłem to już, kiedy cię poznałem, ale... – nie skończył, bo brunetka mu przerwała.
– Czy kiedyś myślałeś o tym, że możesz mnie pokochać? – spojrzała mu w oczy.
Przez kilka sekund spoglądał w jej oczy.
– Nigdy o tym nie myślałem, przynajmniej świadomie. Nie jestem zbokiem... – zmienił nieco wyraz twarzy.
– Nie pytam, czy miałeś na mnie ochotę, kiedy mnie poznałeś – powiedziała to zupełnie naturalnie – raczej nie mogłeś wyczuć, że ja mam ochotę na ciebie od dłuższego czasu.
– Powiem ci coś, skarbie. Może cię to zdziwi. Od dwóch lat czasem o tym myślałem. Myślę, że stworzyłem w sobie ochronę. Pewnie obawiałam się, żeby cię pokochać. Twoje fizyczne odczucia uznawałem za młodzieńcze zafascynowanie. Wiesz, co mnie zdziwiło? – zapytał, a dziewczyna dostrzegła delikatną zmianę na jego twarzy i dlatego odczuła naturę pytania.
– Czuję, o czym chcesz mówić – odrzekła z lekkim rumieńcem.
– O! Naprawdę masz dodatkowe zmysły.
– Może, ale powiedz. Chcę to usłyszeć i zobaczyć jak ta wypowiedź zmieni ci wyraz twarzy.

     Arnold przełknął ślinę. Gdyby nie jej reakcja i przeświadczenie, że wie, co chce jej powiedzieć, z pewnością powiedziałby to bardziej naturalnie. W tej chwili poczuł, że żałuje, iż zapytał, ale nie miał wyboru i musiał to zrobić.

     – Twoja reakcja na moje ciało, kiedy zaczęliśmy... – powiedział cicho.

     Powiedział to w najłagodniejszy sposób, ale i tak poszło mu to z małą trudnością. Odpowiedź dziewczyny mocno go zdziwiła. Z pewnością się takiej nie spodziewał.

– Pewnie moje ciało jest takie, by być gotową na spotkanie z olbrzymami.

     Otworzył usta i patrzył na nią przez kilka sekund w milczeniu.

– To nie jest możliwe. Nie widzę powiązań. Wolałbym o tym nie mówić.
– Wówczas to będzie w tobie. Powiedziałam ci, że nie sądzę, że oni chcą tylko tego.

     Mówili cicho, a i tak używali słów tak dobranych, by siedzący obok pasażerowie nie usłyszeli pewnych słów.

– Nie bardzo wiem, jak na to zareaguję. Wiem, że mnie kochasz.
– To musi ci wystarczyć. Po co myślisz na zapas? Nie jestem ze stali. Nie zrobię niczego przeciw tobie – dotknęła mu dłoni.

     Arnold przez kilka minut milczał, a Samantha czekała, bo wiedziała, że jest to dla niego ważne.

– Sam, ty nie mówisz niczego ot tak. Proszę, wytłumacz mi, co miały znaczyć twoje słowa.

     Brunetka wiedziała, do czego odnosi się jego wypowiedź.

– Wspominałam ci, że często myślałam, czemu tu jestem. Zobacz! Nie znam matki ani ojca. Zostałam adoptowana przez miliardera. Poznałam ciebie a właśnie ty opowiedziałeś mi te niecodzienną historię. Moja konkluzja jest taka: Co jeśli to wszystko zostało zaplanowanie dawno, dawno temu?
Arnold spojrzał inaczej na śliczną twarz.
– Co masz na myśli? Porwanie Laury?
– Nie, coś ważniejszego. Nie jestem osobą, która mniema. Wiem, kiedy mam wiedzieć. Żeby ci coś dać, powiem tylko to, że może nie do końca jestem z Ziemi.

     Ponownie się uśmiechnął.

– Już to mówiłaś i wiesz, co powiedziałem. Jesteś piękna jak gwiazda na niebie.

     Samantha się roześmiała głośno, lecz tylko przez sekundę, bo zasłoniła usta dłonią.

– To Laura jest taka. Ja jestem od niej piękniejsza tysiąc razy.  
– Czytałem oryginał braci Grimm. Tam nie ma nic o gwiazdach.
– To prawda. Ty wspomniałeś niedawno, że jestem nieziemsko piękna. Ja oceniałam się bardziej skromnie i wiedziałam, że nie jestem brzydka. Zawsze, jak daleko pamiętam, uważałam, że przepiękna jest Laura.
– Jest ładna, ale nie ma się co równać tobie – wtrącił blondyn.
– Nie przerywaj, kochanie – ponownie dotknęła mu dłoni. – Po tym, jak Walter jej powiedział, co się zdarzyło dwa lata temu, ona użyła słów z opowiadania o Śnieżce i wówczas powiedziała o gwiazdach. Przeczytałam ten kawałek po angielsku i sięgnęłam do oryginału. Tam lustro powiedziało matce, że Śnieżka jest od niej tysiąc razy piękniejsza. Użyłam IA, bo chciałam się dowiedzieć czy gdzieś, w jakimś przekładzie jest coś o gwiazdach. I znalazłam w polskim przekłdzie. Tam się rymowało: Gwiazda na niebie, piękniejsza od ciebie.  

     Samantha powiedziała to po polsku.

– Znasz ten język? Niemcy graniczą z Polską.
– Nie znam, po prostu nauczyłam się, by ci to zacytować. Mam pewnie odczucia, ale nie chcę mówić na zapas. Piękno gwiazdy jest z pewnością przenośnią, natomiast czuję, że nie do końca jestem z Ziemi. To przeczucie i nie pytaj. Przyjdzie czas, że się dowiemy.

     Arnold po raz kolejny odczuł fizycznie, że osoba siedząca obok jest wyjątkowa. Nie z powodu, że jest piękna, ani wyjątkowo mądra jak na swój wiek. Poczuł głowę na ramieniu.

– Będzie dobrze. Nie lękaj się umiłowany – usłyszał jej szept.

     Lecieli Tureckimi liniami. Był w Turcji, chociaż tylko tydzień. Pamiętał niezliczone ilości restauracji w Istambule. Wspomniał też, jak Turcy traktują koty. Wszędzie są mile widziane i nikt ich nie przegania.
Lot upłynął im spokojnie. Starał się drzemać, ale nie za bardzo mu się to udało. Zgodnie z planem zakupił dla niej i siebie ubrania bardziej muzułmańskie. Po dwudziestu godzinach samolot wylądował najpierw w Istambule, gdzie kupili ubrania a potem wylądowali w Islamabadzie.

     Wojskowy podczas odprawy zadał pytanie po angielsku, a Arnold odpowiedział w języku Urdu.
To wyraźnie ucieszyło urzędnika. Arnold odpowiedział, że przylecieli w celach turystycznych. Samantha musiała być niezwykle zdolna albo się nauczyła tych kilku słow, bo również odpowiedziała wojskowemu w języku Urdu, a wcześniej, czego nawet nie powiedział blondyn, wypowiedziała popularne słowo na powitanie po arabsku: Selam aleykum, na co urzędnik odrzekł: Wa alaykum assalam dopiero potem zapytał: Dure ka masad, co po urdyjsku znaczy: Cel wizyty.

     Kiedy wyszli na zewnątrz, Arnold zapytał, skąd zna te słowa.

– Trochę sobie patrzyłam. Znam kilka słow w języku Pashto, jeśli chcesz wiedzieć kochanie.
Ilekroć słyszał to słowo, czuł ciepło w okolicy serca. Był naprawdę szczęśliwy, że kochał Samanthę.  
– Powietrze pachnie inaczej – powiedziała Samantha.

     Dziewczyna wyglądała nadal bardzo ładnie w tradycyjnym ubiorze tego rejonu.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 3865 słów i 22623 znaków, zaktualizował 4 sie o 9:53.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Jammer106

    AK 47, podobnie jak AK 74 nie strzela nabojami 39. Owe 39 to długość łuski. Kaliber owej broni to 7,62mm AK 47, 5,45 mm. AK 74. Wg nomenklatury amerykańskiej to 0,300 cala, oraz 0,22cala (w ostatnim przypadku to dokładnie 5,56 mm.)
    Nie ma koszulek kuloodpornych, są kamizelki.
    Sporo literówek w tekście. Obce (arabskie wtrącenia) sugeruje pisać w cudzysłowach lub kursywą.
    Pozdrawiam  

    7 godz. temu

  • Użytkownik Sapphire77

    @Jammer106 Dziękuję. Może poprawię, ale nie tak jutro. Coś tam sprawdzałem o tych nabojach i widocznie przeoczyłem istotne wielkości. Zwykle sprawdzam kilka razy, ale chciałem wrzucić, bo sporo czasu minęło od ostatniego odcinka.

    6 godz. temu