Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

O królewnie, która nie mogła spać (część 10)

O królewnie, która nie mogła spać (część 10)  Drodzy Czytelnicy,
   Zapraszam na kolejną część. Na końcu znajduje się słowniczek. Miłego czytania!
   Ilustracje wygenerowane przez AI.


    
Rozdział 21

   Tego ranka mistrz królewskiej kuchni zarządził odświeżenie blatów.
   Juanita ściągnęła drewniane wieko z kotła stojącego na krawędzi jednego z rusztów. Zanurzyła twarz w gorącej parze i głęboko wciągnęła powietrze. W bursztynowym wywarze pomiędzy gałązkami rozmarynu pływało mnóstwo okruchów cynamonu.
   Zamoczyła lniane płótno, dokładnie wycisnęła i zaczęła przemywać pierwszy blat. Świeża woń błyskawicznie rozeszła się po kuchni.
   Zawsze czuła się nieswojo, używając takiego bogactwa tylko po to, by pięknie pachniało. Carlos twierdził jednak, że powietrze w kuchni jest ważne dla zdrowia całego dworu. Poza tym tłumaczył, że drogocenna przyprawa była już wcześniej kilka razy gotowana z białym winem i zachowała jedynie resztki królewskiego aromatu.
   I tak czuła się nieswojo.
   Przy drugim blacie myśli służącej pobiegły do wczorajszego dnia, kiedy ze świecznikiem pilnowała kapitana. Uśmiechnęła się na wspomnienie rozbawionej królewny. A jak oczy jej błyszczały! Zresztą trudno się dziwić – na przystojnego stajennego zawsze było miło popatrzeć, a co dopiero teraz!
   „Do twarzy mu w gwardyjskim dublecie.”  
   – Por la mierda, gdzie te ścierki?! – Krzyk Dolores wyrwał ją z zamyślenia.
   Juanita spojrzała w stronę masywnej kucharki, stojącej przy otwartym kredensie.
   – Wzięłam ostatnią, señora Dolores – wyjaśniła łagodnie. – Przyniosę więcej, tylko skończę z tym blatem.
   Kobieta wbiła w nią wściekły wzrok i ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do składu.
   – Sama pójdę – mruknęła, przechodząc obok.
   Kiedy wyszła, z przeciwnej strony dobiegł głos strażnika.
   – Ruda? Tak, chyba w kuchni… Jest zajęta, przyjdźcie później… Ech, no dobrze, byle szybko.
   Juanita przerwała pracę i odwróciła się w stronę głównego wejścia do kuchni. Ciężkie drzwi zgrzytnęły i stanął w nich stary mężczyzna w znoszonej ciemnej opończy. Spojrzał na nią przenikliwie.
   Zmarszczyła brwi.
   – W czym mogę służyć, señor?
   Nie odpowiedział. Wszedł do środka, kulejąc, i zamknął za sobą drzwi. Zmrużone oczy błyszczały, jakby trawiła go jakaś gorączka.
   – Witaj, señorita. Ja… Nie znasz mnie. Jestem stolarzem… O, te regały robiłem – zaśmiał się sztucznie, wskazując palcem. – Dawno to było, oj dawno. Kasztan znakomity. Dobrze służą?
   – Tak. – Obejrzała się na meble przelotnie. – Bardzo dobrze…
   Kiedy znów popatrzyła na mężczyznę, stał już bliżej. Wyprostowała się i mocniej ścisnęła tkaninę w dłoni.
   – Ale o co właściwie chodzi? Czy zawołać mistrza kuchni?
   – Nie, nie! Ja właśnie do señority przyszedłem.
   Zrobił kolejny krok w jej stronę.
   – Do mnie? Ależ…
   Serce przyspieszyło.
   – Tak, tak. Mam prezent dla Jej Wysokości Królewny Blanki. Chciałem prosić o przekazanie.
   Wsunął dłoń pod opończę.
   Jego oczy zwęziły się. Nagłe zimno w spojrzeniu sprawiło, że wszystkie włosy służącej stanęły na karku.
   – Prezent? – spytała niepewnie, czując dziwne napięcie w całym ciele. – Jaki…?
   Czarne ostrze błysnęło spod płaszcza.
   Z piskiem odskoczyła, o włos unikając pchnięcia.
   Rzuciła ścierką w starca. Plasnęło. Uciekła na drugą stronę stołu.
   Stolarz zerwał z twarzy mokry materiał. Z wściekłym grymasem ruszył za nią.
   Trzasnęły drzwi składu.
   – Co tu się dzieje, por la puta madre?! – zagrzmiała Dolores.
   Juanita poczuła ulgę, słysząc za plecami potężny głos.
   – To szaleniec! – Wskazała mężczyznę, cofając się. – Zaatakował mnie!
   Masywna kucharka złapała służącą za ramię i przesunęła za siebie. Sięgnęła po patelnię.
   Tę największą.
   – Fuera! – ryknęła, biorąc potężny zamach.
   Starzec zatrzymał się i skulił. Gorączka zniknęła z szeroko otwartych oczu. Uniósł otwartą dłoń w obronnym geście.
   – Ja t-tylko… ja…
   Dolores zawahała się. Zmarszczyła brwi i opuściła patelnię.
   Stolarz przyskoczył i wbił ostrze w jej przedramię!
   – Carajo! – wrzasnęła i szarpnęła rękę do tyłu.
   Juanita zasłoniła usta drżącą dłonią. Sztylet upadł na posadzkę z nienaturalnie głuchym odgłosem.
   Starzec rzucił się, by go podnieść, ale w tym momencie patelnia zadzwoniła o siwą głowę. Wrzasnął, zatoczył się i upadł.
   – Maldito bastardo, coño de tu madre! – klęła pod nosem, oglądając płytką ranę. – Co…?! Co się…? – W głosie Dolores zabrzmiał niepokój. – Dlaczego to tak…?
   Stolarz jęczał. Trzymając się za głowę, próbował wstać.
   W drzwiach stanął strażnik.
   – Co tu się wyprawia!? – Wyciągnął miecz.
   Nagle otworzył szeroko oczy. Broń skierował w stronę rosłej kucharki.
   – Nie! – krzyknęła Juanita. – To przecież ten stolarz…!
   Urwała, widząc przerażenie w twarzy strażnika. Miecz w jego ręku zadrżał. Obejrzała się i zamarła.
   Oczy starszej kobiety stały się jak dwie kule absolutnej ciemności. Błyszczały złośliwie w beznamiętnej twarzy.
   – Señora Dolores? – Służąca cofnęła się gwałtownie. – Co z tobą?!
   Zwalista postać ze sztyletem w jednej dłoni i patelnią w drugiej nie zwróciła na nią uwagi. Ruszyła w stronę drzwi.
    
  
    
   – Stój! W imię króla! – krzyknął strażnik, unosząc miecz. – Rzuć…!
   Dolores poruszyła się z zabójczą prędkością. Patelnia rąbnęła o hełm, aż skry poleciały.
   Mężczyzna sapnął i padł jak kłoda. W nieruchomych oczach zastygło przerażenie.
   Juanita nie mogła przestać patrzeć, czekając, aż mrugnie.
   „Luis…”
   Nie mrugnął. Serce ścisnęło się mocniej, a śniadanie nagle podeszło do gardła.
   Ogromna kucharka przeszła nad ciałem i ruszyła w stronę schodów. Krew kapała z żeliwnego naczynia, znacząc czerwony ślad na posadzce.
   Przez przerażenie przebiła się myśl:
   „Czarne oczy! Tak mówili o Bernardino!”
   Oprzytomniała, uświadomiwszy sobie, że opętana kucharka idzie do królewny. Spróbowała pobiec na schody, ale drogę zastąpił stolarz. Zdążył się podnieść, a w ręku trzymał miecz strażnika.
   – Stój! – Wycelował w nią broń. – Nie waż się krzyczeć.
   Zrobiła krok do tyłu. Rozejrzała się.
   „Okno? A potem na górę…”
   – Co się dzieje w mojej kuchni? – usłyszała głos zbliżającego się Carlosa. – Dlaczego Dolores poszła na górę?
   – Uwaga, señor Rodriguez! – krzyknęła Juanita ostrzegawczo.
   Zdumiony mistrz kuchni stanął w drzwiach. Szaleniec obrócił się w stronę przybyłego. Carlos zamarł, widząc broń. Kątem oka spojrzał na nieruchome ciało strażnika.
   – Nita – powiedział powoli, unosząc dłonie w uspokajającym geście. – Idź do składu i zamknij za sobą rygiel.
   Służąca krok po kroku cofała się. Carlos nabrał głęboko powietrza i zaczął krzyczeć:  
   – Straaże! Do kuchni! Straa…!!!
   Starzec pchnął mieczem.
   Carlos uskoczył, ale zbyt wolno. Ostrze trafiło w udo. Z krzykiem upadł na posadzkę, a spomiędzy zaciśniętych na ranie palców pociekła jasna krew.
   Szaleniec, kulejąc, rzucił się do ucieczki. Upuszczony miecz szczęknął na kamieniach posadzki.
   – Válgame Dios! – krzyknęła Juanita i podbiegła do leżącego.
   Przez chwilę gładziła go po bladej twarzy.
    – Carlito, por mi alma… Carlito…
   Krew płynęła coraz szybciej.
   – Dziabnął mnie, kulawy cabrón – jęknął mężczyzna. – Taki stary, a taki szybki!
   – Nic nie mów! – Zerwała się, przyniosła ścierkę.
   Carlos skrzywił się, kiedy ucisnęła ranę. Głowa mu opadła, a oczy zamknęły się.
   Juanita, powstrzymując napływające łzy, zaczęła krzyczeć najgłośniej, jak potrafiła:
   – Ayudadme, por favor! Ayuda!!!
    
   *****
    
   Blanca stała przed lustrem i próbowała poprawić rękaw żółtej sukni.
   Poranne słońce wpadało przez otwarte okno, tworząc jasny prostokąt na podłodze. Ciepły zapach wosku i drewna wypełniał komnatę królewny.
   Westchnęła. Mimo wielu prób rękaw wciąż leżał krzywo.
   Dziś znów musiała sama dokończyć ubieranie. Ile bowiem można wysłuchiwać złośliwej paplaniny Valerii i Marceli? Długo ignorowała ich narzekania na służbę, ale później znalazły sobie nowy temat. Zaczęły się przechwalać, jak to nowy kapitan straży się nimi zainteresował. Zaciskała zęby, choć nie wierzyła w ani jedno słowo. W końcu nawet pokłóciły się, którą z nich bardziej próbował oczarować!
   Po prostu musiała je odprawić.
   Szczęśliwie, zanim wyszły z obrażonymi minami, zdążyły zawiązać letnią faldillę. Ostatnio, kiedy zrobiła to sama, nierówne warstwy lnu boleśnie otarły ją w talii.
   Został tylko ten rękaw. Zacisnęła usta i szarpnęła nieposłuszny materiał. Szew puścił z trzaskiem.
   – Och! – jęknęła z frustracją.
   Ręce jej opadły. Patrząc na wystające na ramieniu nitki, pomyślała o Juanicie. Mogła po nią posłać, ale tego dnia ulubiona służąca od rana pracowała w kuchni. Nie chciała jej narażać na gniew Carlosa.
   „Nita musi zostać damą dworu.” – Zmrużyła oczy.
   Postanowiła, że nie będzie czekać, aż królowa to załatwi. Po spacerze sama pójdzie do króla, prosić o tytuł i ziemię dla dziewczyny.
   „Będę go przekonywać, dopóki się nie zgodzi.”
   Wzrok królewny padł na stojący przy łożu świecznik i tkwiącą w nim świecę. Na policzkach natychmiast poczuła ciepło. Odegnała wspomnienia – teraz, w świetle dnia napawały ją zbyt dużym wstydem. Spojrzała na wizjer w drzwiach i pokręciła głową.
   „Czas na spacer.”
   Odetchnąwszy głęboko, podeszła do stolika i sięgnęła po przygotowane rękawiczki i nożyk do zbierania ziół.
   Nagle z korytarza dobiegły odgłosy poruszenia.
   Zamarła w pół ruchu.
   – Ejże, gdzie idziesz!? – usłyszała. – Głucha jesteś?!
   Na ostry dźwięk dobywanych mieczy przeszedł ją dreszcz. Serce zabiło mocniej.
   – Stój, mówię! Zobacz na jej…! Co?! Co ty ro…!?
   Krzyk urwał się na odgłos uderzenia jakby dzwonu. Głuchy łoskot upadającego ciała.
   Blanca z przerażeniem spojrzała na drzwi, za którymi wybuchła walka.
    
*****
    
   Roberto przeciągnął się i aż zamruczał. Całe ciało wydawało się lekkie i wypoczęte jak nigdy. Miękkość łoża kusiła, by jeszcze pospać.
   Przewrócił się na drugi bok i z westchnieniem wtulił głowę w poduszkę. Umysł na powrót zanurzył się w mglistych oparach cudownego snu o cieple otulającym palec.
   Zaraz… Ciepło ust na palcu?
   Otworzył szeroko oczy, gdy nagle wróciły wspomnienia własnej śmiałości. Czy on naprawdę sięgnął w wizjer królewny?
   „Jesteś głupcem! Jesteś skończonym…!”
   Myśli przerwały podniesione głosy z korytarza. Usiadł, nasłuchując.
   Usłyszał stłumione dźwięki gongu, a potem krzyki!
   „Blanca!”
   Zerwał się na równe nogi. Chwycił wiszący na stołku pas z mieczem i w samej koszuli nocnej pobiegł w stronę drzwi.
   Krzyki stały się głośniejsze i pełne przerażenia:
   – A las armas! Armas!!!
   Wypadł na korytarz.
   Serce na moment przestało mu bić. Pod komnatą królewny leżały trzy nieruchome ciała. Niebieskie dublety plamiła czerwień. Trzech pozostałych strażników wołało o pomoc i cofało się przed górującą nad nimi… kucharką? W jednej ręce miała zakrwawioną patelnię, a w drugiej coś ciemnego.
   „Ten sztylet!”
   Panika ścisnęła za gardło. Rzucił się pędem.
   W biegu wyszarpnął miecz z pochwy. Odrzuciwszy ją, sięgnął w głąb siebie.
   „Jest!”
   Energii było niewiele, ale dość, by zaczerpnąć.
   Natychmiast poczuł, jak ciało przyśpiesza, a ruchy strażników zwalniają.
    
  

    
   Kucharka obejrzała się przez ramię. Przez ułamek sekundy wpatrywała się w niego, po czym zaatakowała.
   Błyskawicznym ciosem patelni zmiażdżyła hełm wraz z głową. Zanim pierwsze martwe ciało opadło, żeliwne naczynie zatoczyło łuk. Krawędź uderzyła w szyję następnego gwardzisty. Przeraźliwy trzask.  
   Dwa ciała powoli osuwały się na kamienną posadzkę.  
   Już tylko jeden strażnik bronił dostępu do królewny. Jego miecz unosił się przeraźliwie wolno.
   „Javier!” – rozpoznał go Roberto.
   Próbował przyśpieszyć, ale energii było zbyt mało. Kiedy chciał wziąć więcej – wymykała mu się, jak woda przeciekająca przez palce.
   Kucharka zaatakowała. Sierżant nie miał szans na blok. Czy to jednak było szczęście, czy wyszkolenie – zdołał umieścić ostrze tak, że Dolores zadając cios, sama nadziała się nadgarstkiem na klingę.
   Chlusnęła czarna krew, ale patelnia z odciętą dłonią leciała dalej. Rąbnęła Javiera w twarz. Zalał się czerwienią i powoli leciał do tyłu. Spojrzenie miał pełne bólu, ale wciąż przytomne – w uderzeniu nie było już nadludzkiej siły odciętego ramienia.
   Roberto biegł szybko jak wiatr, a jednak czuł, że to nie wystarczy.
   „Nie zdążę!” – uświadomił sobie straszliwą prawdę.
   Zaciskając zęby do bólu, raz jeszcze sięgnął po moc.  
   Nie zdołał przyśpieszyć.
   Kucharka znów spojrzała na niego. W ciemnych oczach błysnęło coś na kształt triumfu.
   Kikutem pchnęła drzwi i unosząc sztylet w drugiej dłoni, zniknęła w komnacie królewny.
    
*****
    
   Blanca nasłuchiwała i coraz bardziej bladła. W krzykach zabrzmiało pierwotne przerażenie. Po każdym z koszmarnych uderzeń jeden głos się urywał.
   Drżąc, krok za krokiem odsuwała się jak najdalej od drzwi, aż oparła się o przeciwległą ścianę.
   „Roberto jeszcze nie ma!” – uświadomiła sobie i poczuła mdłości.
   Spojrzała w stronę sekretnego przejścia, ale było po drugiej stronie komnaty.  
   W tym momencie drzwi otwarły się z impetem.
   – Dolores?!
   Ciężkie skrzydło odbiło się od ściany i zatrzasnęło.  
   W beznamiętnej twarzy czarne oczy lśniły głodem. Z kikuta brakującej dłoni kapała krew.
   – Czego… czego ty chcesz?
   Ręce Blanki sięgnęły do tyłu, rozpaczliwie szukając czegokolwiek do walki. Natrafiła na gobelin. Szarpnęła go, przypomniawszy sobie, że wisi na drążku.
   Ani drgnął.
   Sztylet poprzecinany szkarłatnymi wzorami wzniósł się do ciosu.
   – Dolores! Proszę!
   Ręka kucharki opadła.
   Królewna przestała myśleć. Instynktownie sięgnęła w siebie jak we śnie. Natrafiła na morze energii! Aż się zachłysnęła! Wzięła wszystko na raz.
   Opadające ostrze zwolniło.
   Wyciągnęła rękę przed siebie.
    
  
    
   – Precz!!! – Pchnęła całą siłą woli.
   Kucharka zniknęła jak zdmuchnięta.
   Potworny trzask rozdarł powietrze. Drzwi i szyby w oknach eksplodowały niemal jednocześnie. Przez moment patrzyła, jak małe kawałki szkła, wyrwane z ołowianych ramek tańczą w słońcu.
   Uderzył ją huk, głośniejszy od wszystkich gromów. Złapała się za uszy, a jej krzyk zniknął w hałasie.
   Chmura drzazg i pyłu z roztrzaskanych drzwi wypełniła komnatę.
   Rozległ się głuchy łoskot. Podłoga i ściany zadygotały.
   Świat zawirował i Blanca osunęła się na deski podłogi.
    
*****
    
   Roberto biegł.  
   Jeszcze trzy kroki. Oddech z trudem przechodził przez zaciśnięte gardło. Wyciągnął rękę do zakrwawionej klamki.
   Dwa kroki. Mocniej zacisnął dłoń na rękojeści miecza.  
   Jeszcze tylko krok!
   W ogłuszającym huku drzwi przestały istnieć!
   Coś ciężkiego uderzyło w nie z tak potworną siłą, że wyrwane z zawiasów skrzydła złożyły się i uderzywszy w siebie, roztrzaskały się na tysiące drobnych igiełek.
   Podmuch zatrzymał rozpędzonego kapitana w miejscu.
   Mimo że czas wciąż płynął wolniej, Roberto ledwie zauważył to, co zniszczyło drzwi. Zmiażdżone ciało Dolores mignęło tylko i z łoskotem rąbnęło w ścianę.  
   Cały korytarz się zatrząsł.
   Kilka kamieni wypchniętych z uderzonej ściany powoli opadało na zewnątrz. Przez powstałe dziury słońce oświetlało wirujące odłamki drzwi.  
   Roberto stał osłupiały. Ledwie czuł ukłucia, kiedy drzazgi uderzały w skórę.
   Nagle wbiło się w niego coś innego. Ostry ból przeszył ramię.
   Spojrzał w dół.
   Trzy czarno-czerwone kawałki drewna tkwiły głęboko. Krew wokół nich ciemniała.
   Podniósł wzrok na to, co kiedyś było Dolores. Z resztek martwej dłoni wysunęła się rękojeść sztyletu.
   Ostrze zniknęło. Rozbiło się na kamiennej ścianie w drobne odłamki.
   Przełknął ślinę. Dziwne mrowienie rozeszło się po skórze ręki. Coś ciemnego sięgnęło w jego wnętrze – szybko i pewnie. Zanim zareagował, to coś wyrwało z niego resztki energii.
   Czas znów przyśpieszył.  
   Roberto, nagle słaby i zmęczony, zatoczył się i zakaszlał. Opanowała go ciężka senność.
   Opadł na kolana, miecz wypadł mu z dłoni.
   Zasnął, zanim głowa uderzyła w posadzkę.
    
*****
    
   Anselmo szedł ulicą tak szybko, jak tylko był w stanie bez wzbudzania podejrzeń.
   „Udało się!”
   Uśmiech jednak zniknął, kiedy przypomniał sobie, że odkrył swoją tożsamość. Ale to przecież nie będzie miało znaczenia, gdy Matka będzie wolna.
   Obejrzał się przez ramię. Nigdzie nie widział strażników, ale na wszelki wypadek skręcił w wąską uliczkę. Ukrył się za stosem skrzyń, by odpocząć. Bolały go wszystkie mięśnie i uderzona patelnią głowa.
   Matka milczała. Czuł tylko jej napięcie i skupienie, jak wtedy, gdy Bernardino walczył na dziedzińcu. Popatrzył na swoje pomarszczone ręce. Trzęsły się. Starł kroplę zaschniętej krwi.
   Skrzywił się, wspomniawszy, jak niezgrabnie zaatakował rudowłosą służącą.
   „Na szczęście ta wielka chyba nawet lepsza.” – Zamknął na chwilę oczy. – „Nawet pastuch jej nie powstrzyma.”
   Poczuł falę pewności siebie, niemal triumfu.
   Uśmiechnął się, bo to nie były jego emocje. Zrozumiał, że plan Matki się powiódł.
   Nareszcie stanie się wolna i…
   Eksplozja bólu!
   „Niee!”
   Padł na bruk. Nie mógł oddychać. Konwulsje były jeszcze silniejsze niż ostatnio. Nogi w spazmach uderzały w stos skrzyń.  
   Dusił się. Odruchowo paznokciami rozdrapywał szyję, by złapać powietrze.
   Gniew i cierpienie Matki szalały w nim jak burza.
   Nagle pojawiło się coś nowego. Coś, do czego nie sądził, że była zdolna.
   Rozpacz.
   Łzy pociekły mu po twarzy. Chciał umrzeć. Jak na złość właśnie wtedy złapał oddech.  
           Użyła mocy… Sztylet przepadł…
   Szlochając, zasłonił twarz. Zrozumiał, że królewna czegoś się nauczyła i że teraz będzie o wiele trudniej…
   Emocje zniknęły gwałtownie. Zupełnie jakby Matka niespodziewanie zauważyła jakąś nową możliwość i skupiła się na czymś innym. Albo na kimś innym.
   „Pastuch?”
   Umysł stolarza nie wytrzymał. Zakręciło mu się w głowie i stracił przytomność.
   Kiedy ją odzyskał, z daleka dobiegały nawoływania gwardzistów.
   Wstał z trudem i wytarł mokrą twarz. Rany na szyi piekły. Zasłonił je opończą.
   „Szukają mnie!”
   Ruszył w stronę domu. Za piecem miał ukryte niewielkie pomieszczenie, w którym mógłby przeczekać kilka dni. Klucząc bocznymi alejkami, zastanawiał się, na jak długo starczy mu żywności.
   Kiedy wyszedł zza rogu ulicy, przy której mieszkał, natychmiast się cofnął.
   Niebieskie stroje strażników były wszędzie!
   W panice zawrócił. Nie był pewny, czy ktoś go zobaczył.
   Rozejrzał się. Tawerna „La Dulce Abundancia”. Szybko wszedł do środka.
   Gorąco, zapach jedzenia i taniego wina. Wpadł na krągłą kelnerkę.
   – Joder! – przeklęła, a kubek wina roztrzaskał się o podłogę. – Uważaj, człowieku!
   – Wybacz, proszę! – kłaniał się, a w głosie brzmiała rozpacz.
   Kobieta spojrzała na niego, złagodniała i machnęła ręką.
   Przepchnął się na zaplecze. Do kuchni? Nie. Schody w dół!
   Sztywna noga rozbolała jeszcze bardziej. Zacisnął zęby.
   Pchnął drzwi do piwnicy. Owionął go chłód. Pachniało kurzem, winem i… nieczystościami.
   Półmrok rozświetlały dwa wąskie okienka na poziomie ulicy. Minął ogromne beczki i skrzynie z zapasami, szukając kryjówki.
   „Znajdą mnie!”
   Matka milczała, skupiona na czymś. Przynajmniej już nie rozpaczała.
   Z boku ściany zamajaczyły niskie drzwiczki. Schylił się i otworzył je.
   Z otworu buchnął smród. Skrzywił się, ale wczołgał do środka.
   Cuchnąca, zimna woda płynęła w wąskim kamiennym tunelu.
   Zamknął za sobą wejście i podniósł się. Uderzył głową w sufit. Zgarbiony, wytarł dłonie w opończę i rozejrzał się.
   Na odległym końcu korytarza, w kierunku gdzie spływała woda, majaczyło światło.
   „Płynie do rzeki.”
   Już miał iść w tym kierunku, gdy uświadomił sobie, że tam też mogą go szukać.
   Obrócił się w drugą stronę. Tu tunel znikał w ciemności, a z jego wnętrza ciągnął chłód. W powietrzu wyczuł coś szczególnego – zapach czegoś bardzo starego. Wydawał się dziwnie znajomy.
   Zgięty wpół ruszył w mrok.

Rozdział 22

   Blanca skrzywiła się. Ciągły pisk wwiercał się w głowę. Otworzyła oczy. To nie był jej sufit!
   Usiadła szybko i rozejrzała się. Była w komnacie matki. Ta stała przy oknie.  
   Usłyszawszy szelest, odwróciła się. Ulga i radość zagościły na królewskiej twarzy.
   – Jak się czujesz, preciosa?
   Słowa królowej brzmiały dziwnie. Z jednej strony były stłumione, z drugiej nieprzyjemnie głośne.
   – Matko, ja… Uszy mnie bolą i… Co się właściwie stało?
   Ana Lucía podeszła bliżej. Uśmiech wydawał się odrobinę zbyt łagodny.
   – Wszystko jest już dobrze. Jesteś bezpieczna.
   – Ale co się stało?! Nie pamiętam… Chciałam wyjść do ogrodu i…
   Królowa odetchnęła głęboko i wzięła ją za ręce.
   – Spokojnie, córko. Wygląda na to, że Roberto powstrzymał kolejny zamach. Ty po prostu zemdlałaś.
   – Roberto?
   – Tak, to najpewniej on cię ocalił. Nie wiemy dokładnie, jak to zrobił, ale wiemy, kto za tym wszystkim stał. Pamiętasz starego stolarza Anselmo? – Blanca pokiwała głową. – Juanita widziała, jak użył czarnego sztyletu, którym opętał Dolores. Uciekł, ale uwierz mi, znajdziemy go. A wtedy bardzo pożałuje. – Królowa spoważniała, a w jej głosie zabrzmiała stal. – Dowiemy się, kto i dlaczego zlecił mu ataki.
   Na chwilę zapadła cisza. Królewna usiłowała się skupić, ale drażniący pisk w uszach utrudniał przypomnienie, co dokładnie się wydarzyło.
   Zmarszczyła brwi.
   – Roberto… On przecież nie miał wtedy warty. Ja… słyszałam krzyki. Strażnicy! Co z nimi?
   – Przykro mi, amada. Walczyli dzielnie. Dzięki ich ofierze kapitan zdążył przybiec.
   Blanca poczuła lodowate zimno.  
   „Wszyscy ci mężczyźni… Jak wtedy na dziedzińcu…” – Puściła matkę i zasłoniła usta. „Nie zasługuję na to!”  
   Królowa mówiła dalej:
   – Nie znamy szczegółów tego, co się stało. Kucharka…
   – Dolores! – Przypomniała sobie. – Miała sztylet!
   – Już dobrze, Blanca. Ona nie żyje. No cóż, nawet trudno było ją rozpoznać. Wygląda na to, że magia sztyletu spowodowała jakiś wybuch. Myślę, że kapitan go zniszczył. Została z niego tylko rękojeść.
   „Nie, to nie było tak.” – Królewna potarła skroń, ale nie odezwała się.
   – Twoja komnata wymaga napraw. Przez kilka nocy będziesz spała tutaj.
   Blanca skinęła głową.
   – Dobrze, ale gdzie jest Roberto?
   Królowa uśmiechnęła się uspokajająco.
   – W swojej komnacie. Javier też ocalał, a Carlosa ranił stolarz. Niegroźnie. Leżą w infirmerii.
   Królewna wypuściła powietrze z ulgą.
   – Czy możesz wezwać kapitana?
   Ana Lucía nie odpowiedziała od razu, a jej usta na chwilę lekko się zacisnęły.
   – To chyba nie jest…
   – Matko, proszę. Chcę porozmawiać z Roberto.
   Królowa znowu wzięła córkę za rękę.
   – Posłuchaj, on śpi. Nie możemy go obudzić. Być może odniósł jakąś ranę. Ten wybuch… Medycy mówią coś o drzazgach sztyletu.
   Brzuch królewny ścisnął się i podszedł aż do gardła.
   – Muszę go zobaczyć! – Wyrwała dłoń i zaczęła wstawać.
   – Blanca, przede wszystkim musisz odpocząć…
   – Nic mi nie jest. Chcę zobaczyć swojego obrońcę. Natychmiast.
   Ana Lucía westchnęła z rezygnacją.
   – Dobrze. Leży w swojej komnacie. – Obróciła się do strażnika przy wejściu. – Pedro! Pójdziesz z nią.
   – Wasza Wysokość. – Ukłonił się i otworzył drzwi.
   Blanca szła przodem, strażnik ledwo za nią nadążał. Przypominała sobie kolejne szczegóły, a serce biło coraz szybciej. Wróciło do niej uczucie, kiedy w panice sięgnęła w głąb siebie i pchnęła.
   „Użyłam magii!” – Jeszcze przyśpieszyła. – „Ten wybuch… To ja!”
   Z trudem przełknęła ślinę.
   „Ale jak? Ale jak to możliwe?!”
   Ostrożnie skupiła się na sobie. Nic. Zupełny brak jakiejkolwiek energii. Potrząsnęła głową.
   Pchnęła drzwi komnaty i stanęła w nich bez ruchu. W powietrzu unosił się ziołowy zapach. Kapitan leżał z zamkniętymi oczami. Promienie letniego słońca padały wprost na jego twarz.
   Był bledszy niż lniana pościel.
    
  
    
   Pochylony nad śpiącym medyk spojrzał w jej stronę.
   – Wasza Wysokość. – Ukłonił się głęboko, po czym odłożył trzymaną w ręku ściereczkę do miski z brązowym płynem.
   Blanca weszła głębiej.  
   – Co z nim? – zapytała, z trudem panując nad głosem.
   – Nie jesteśmy pewni, Wasza Wysokość. Próbowaliśmy wszystkiego. Usunęliśmy okruchy sztyletu, ale… Nie da się go obudzić. – Rozłożył ręce.
   „To moja wina.”
   – A może musi tylko odpocząć po walce? – zapytała cicho.
   Pod powiekami poczuła delikatne igiełki. Zamrugała, by się ich pozbyć.
   Sędziwy uzdrowiciel spojrzał uważnie.
   – Tak, to możliwe – powiedział bez przekonania. – Trzeba poczekać.
   Pierś kapitana unosiła się miarowo. Królewna zacisnęła pięści.
   – Zostawcie mnie z nim.
   – Jak sobie życzysz, Wasza Wysokość.
   Kiedy Pedro pomagał medykowi zbierać przyrządy, Blanca myślała gorączkowo.
   „Magiczny sen… Roberto śpi, jak wtedy wszyscy. Ale dlaczego teraz tylko on? Nieważne! Ważne, że…”
   Wyprostowała się powoli.
   „On w końcu znalazł sposób. Obudził mnie! Być może… być może ja też mogę. W ten sam sposób! Tylko… czy potrafię?”
   Medyk przeszedł koło niej, a strażnik otworzył mu drzwi. Z ostrożnie niesionej miski unosił się zapach rumianku.
   – Pedro?
   – Tak, Señora?
   – Przyprowadź mi Juanitę Suárez. Śpiesz się. To sprawa wielkiej wagi.
   W tonie królewny było coś takiego, że Pedro po raz pierwszy w życiu ruszył biegiem.
   Podeszła bliżej łoża. Z bliska patrzyła w przystojną twarz, a w głowie przypominała sobie wszystkie szczegóły.
   „Ręka, policzek, usta i… niżej.”  
   Ale co dokładnie Roberto robił? Pamiętała, że było cudownie, ale jak zrobić, by dla niego było tak samo? Po prostu pocałować?  
   Tam?!
   Potarła dłonie, które zrobiły się zimne ze zdenerwowania.
   Z zamyślenia wyrwało ją skrzypnięcie drzwi. Spojrzała w kierunku wyjścia. Widok Juanity dodał otuchy.
   Strażnik usiłował wejść za nią do środka.
   – Pedro! – Zamarł i wyprostował się. – Zostań tam. Na końcu korytarza. Pilnuj, by nikt nam nie przeszkadzał. Będziemy… Będziemy się modlić. Długo.
   – Wasza Wysokość. – Ukłonił się i wyszedł.
   – Señorita? – Dziewczyna dygnęła. – Wzywałaś mnie.
   – Tak. Cudownie cię widzieć. – Spróbowała się uśmiechnąć. – Zamknij drzwi na klucz. Przekręć dwa razy.
   Juanita chwilę walczyła z ciężkim kluczem. Kiedy zamek szczęknął drugi raz, podeszła do królewny, zerkając na śpiącego w łożu kapitana.
   Blanca położyła jej dłoń na ramieniu.
   – Nita, bardzo potrzebuję twojej pomocy.
   – Oczywiście, Señorita. Co mogę zrobić?
   Królewna zastanawiała się, jak właściwie zacząć, kiedy zauważyła, że oczy służącej są czerwone i wciąż błyszczące od niedawnych łez.
   „Płakała… No tak! Javier jest ranny!”
   – Och, querida! Nie martw się! Rany Javiera nie są groźne. Dopilnuję, by miał najlepszą opiekę!
   Twarz dziewczyny na moment wypełniła się radością, ale uśmiech niemal natychmiast zgasł, a urocze brwi zmarszczyły się w zdumieniu.
   – Señorita? – Cofnęła się o krok. – Ale… Dlaczego Wasza Wysokość mówi o Javierze? Dlaczego ja miałabym się…?
   „Ona nie wie, że ja wiem!” – uświadomiła sobie Blanca, krzywiąc się.
   – To nic złego, Nita. To wspaniały młodzieniec…
   Juanita zrobiła kolejny krok do tyłu, teraz wyraźnie już przestraszona.
   – Ale ja przecież… Czy Wasza Wysokość coś…?
   Królewna przełknęła ślinę.
   – Tak, Nita. Wiem o was – powiedziała uspokajająco. – Nikomu nie powiem! – Dodała szybko, patrząc na coraz szersze oczy służącej.
   – Ale… – Juanita kręciła głową. – Jak? Skąd?
   Blanca podeszła i wzięła ją za ręce.
   – To teraz nieważne. Naprawdę, to nic…
   – Co dokładnie Wasza Wysokość słyszała?
   Królewna westchnęła.  
   „Nie czas na to…” – Obejrzała się przez ramię na Roberto. „Ale nie czas też na kolejne sekrety i kłamstwa!”
   Ścisnęła mocniej dłonie Juanity i wpatrzyła się w nią.
   – Posłuchaj Nita… Widziałam was w stajni. – Służąca otworzyła usta. Szarpnęła się do tyłu, ale Blanca trzymała mocno. – Posłuchaj mnie! Przecież to nic…
   Juanita zbladła. W oczach pełnych niemego wyrzutu zalśniła wilgoć. Ból na drobnej twarzy był tak silny, że Blanca poczuła jego echo we własnej piersi.
   – Wasza Wysokość, wybacz! – Służąca zacisnęła powieki i osunęła się na kolana, potrząsając opuszczoną głową. Po policzkach popłynęły łzy. – Nie odsyłaj mnie, błagam! To się nigdy nie powtórzy! Nigdy!
   Królewna uklękła przed nią. Jedną ręką wciąż ściskała dłoń służącej, drugą pogładziła jej twarz.
   – Querida, to ja ciebie proszę o wybaczenie! Nigdy nie powinnam tak podglądać, ale… Opowiem ci wszystko, wyjaśnię, dlaczego tak się stało. Obiecuję, ale teraz nie ma na to czasu.
   – Wasza Wysokość, tak strasznie mi wstyd! – Juanita zasłoniła oczy ręką, a blade policzki pociemniały od czerwieni. – Te wszystkie rzeczy…
   – Nie, Nita. To było…! Ja nie wiedziałam co się dzieje, a potem… Potem już nie mogłam oderwać od was oczu. Nawet oddychać mi było trudno! Ten ogień… – Służąca spojrzała spomiędzy palców i zaczęła uważnie słuchać.
   Królewna mówiła dalej:
   – Proszę cię, nie masz się czego wstydzić. Zabraniam ci. – Ściągnąwszy w dół ramię Juanity, odsłoniła jej twarz. Mocno ścisnęła szczupłe dłonie. – Tylko ja powinnam się wstydzić! Próbowałam przestać, ale… byłaś taka śliczna! Pierwszy raz widziałam, jak cudownie może być z kimś… Moja krew krążyła tak szybko, jakby wasz żar przeszedł na mnie! – Przyłożyła rękę do piersi.
   Służąca przechyliła głowę i patrzyła nieodgadnionym wzrokiem. Rude brwi na zmianę marszczyły się i unosiły.
   – Señorita, ja nie rozumiem…
   Blanca odetchnęła i otarła łzy z piegowatych policzków.
   – Nie ma czasu, Nita. Kapitan! On śpi, ale to nie jest zwykły sen. Twoje doświadczenie może uratować mu życie.
   – Moje doświadczenie?
   – Słuchaj mnie teraz uważnie i nie przerywaj.
    
  
    
   Królewna opowiedziała wszystkie szczegóły, w jaki sposób stajenny obudził ją z przeklętego snu. Mówiła szybko, a oczy Juanity jeszcze nigdy nie były tak okrągłe. Usta musiała zasłaniać obiema dłońmi.
   Kiedy opowieść dobiegła końca, dwie młode kobiety wstały z klęczek.
   – Rozumiem, Señorita. – Otarła resztki wilgoci z twarzy. – Pokażę, co wiem. – Spojrzała z determinacją na kapitana. – Zrobię wszystko, co trzeba!
   Blanca uściskała ją i pociągnęła w stronę szerokiego łoża. Podeszły do niego z dwóch stron. Służąca przyklękła i ujęła dłoń śpiącego. Królewna usiadła na brzegu i uniósłszy jego drugą rękę, pogładziła ją. Skóra była zimniejsza niż własne drżące palce.
   Skinęły do siebie głowami.
   Gdy tylko Juanita zbliżyła usta do dłoni kapitana, Blanca pochyliła się i pocałowała tę, którą ona trzymała.
   Zamknęła oczy i skupiła się.  
   „Obudź się, Roberto” – powtórzyła kilkakrotnie w myślach. – „Proszę!”
   Kiedy wyprostowała się i uniosła powieki, nic się nie zmieniło. Po drugiej stronie służąca przyciskała usta raz za razem.
   Zimno w brzuchu zaciążyło mocniej.
   Znów się pochyliła. Pokryła drobnymi pocałunkami cały wierzch dłoni, po czym obróciła ją. Tu skóra była silna i twarda, cała pokryta odciskami. Nagle uświadomiła sobie, jak droga jest jej ta dłoń, ten uśmiech, te niesforne włosy.
   Całowała mocniej. Kiedy usta dotarły do palca wskazującego, wypełniło ją wspomnienie poprzedniej nocy. Pozwoliła, by tęsknota nią pokierowała. Przywarła wargami i lekko je rozchyliwszy, dotknęła językiem opuszka – tego, który wczoraj tak śmiało wtargnął przez wizjer.
   – Señorita, to działa! – usłyszała radosny szept.
   Podniosła się. Kapitan wyraźnie oddychał szybciej. Jego wargi kilkukrotnie drgnęły.
   Poczuła falę ciepła. Z ulgą spojrzała na Juanitę.
   – Gracias a Dios! – szepnęła z uśmiechem.
   „Jest już bezpieczny!” – pomyślała.
   Bryła lodu w brzuchu topniała szybko. Pamiętała doskonale, że już pierwszy pocałunek Roberto dał jej siłę, by we śnie przeciwstawić się ciemności. Największe niebezpieczeństwo już minęło! Teraz tylko trzeba dać mu tej energii tak dużo, by obudził się do końca.
   Służąca wspięła się na łoże i klęknęła tuż przy głowie. Wygładziła spódnicę, nachyliła się i przycisnęła wargi do bladego policzka.
   Letnie słońce rozbłysło w rudych włosach, ale radość Blanki przygasła.
   Na widok pocałunków Juanity zbliżających się do ust Roberto, coś w środku zabolało, ścisnęło i podeszło do gardła. Królewna z dziwną niechęcią zauważyła, jak bardzo śliczna służąca pasowała do kapitana. Dłonie same zwinęły się w pięści.
   – Poczekaj, Nita. – sięgnęła i odepchnęła Juanitę delikatnie, ale stanowczo. – To jeszcze umiem. Powinnam sama.
   Służąca spojrzała pytająco.
   – Ależ ja za Señoritę zrobię wszystko! Przecież…
   – Jestem mu to winna.
   – Señorita jest królewną. Nic nikomu…
   – Nita!
   Widząc szeroko otwarte oczy, Blanca natychmiast pożałowała ostrzejszego tonu.
   „Co się ze mną dzieje?”
   – Oczywiście, Wasza Wysokość. – Juanita ukłoniła się.
   – Przepraszam, querida. Wiem, że chcesz dobrze. Nie ma czasu na tłumaczenie. To dla mnie ważne, bym i ja coś zrobiła dla mojego obrońcy.
   – Rozumiem, Wasza Wysokość.
   Służąca odsunęła się na brzeg łoża.
   Blanca odetchnęła głęboko. Klęknęła na pościeli po drugiej stronie Roberto. Czy nie powinna jednak pozwolić zrobić tego Juanicie?
   „Nie.”
   Ujęła bladą twarz w dłonie i przycisnęła usta do jego ust.
   Był miękki i smakował rumiankiem, wargi były jednak chłodne i nieruchome.
   Nie poddawała się. Pochylona czuła uderzenia serca aż w gardle.
   Jeszcze przez chwilę nic się nie działo, a potem oddech śpiącego przyśpieszył.
   Mocniej przywarła. Usta królewny poruszały się uparcie, coraz mocniej rozchylone. Wyobraziła sobie, że w ten sposób oddaje mu swoje ciepło.
   Drgnął!
   Zalały ją ulga i radość. Natychmiast włożyła je w pocałunek. Wargi obojga przyspieszały. Wilgotne dźwięki rozbrzmiały w ciszy komnaty.
   Zrobiło jej się cieplej – miłe gorąco rozlewało się po całym ciele, topiąc resztki chłodu.
   – Señorita!...
   Czy to było zaskoczenie, czy podziw w głosie służącej? Nieważne! Blanca była zajęta – gładziła policzki, całowała całą sobą, a usta Roberto z entuzjazmem przyjmowały już nie tylko wargi, ale i język.
   – To coraz lepiej działa. Naprawdę działa i… Och!
   Coś w głosie Juanity sprawiło, że królewna przerwała i podążyła za wzrokiem służącej w dół łoża.
   – Och! – zawtórowała tym samym tonem.
   Kołdra unosiła się wysoko.
   Jeszcze chwilę patrzyły jak zahipnotyzowane, potem spojrzały na siebie. W oczach Juanity błysnęły wesołe iskry.
   – Gratuluję, Señorita. Ta część kapitana jest już całkiem obudzona.
   Blanca otarła usta.
   – Rzeczywiście.
   – Czy teraz…?
   – Tak, Nita. Dalej już nie umiem. Chociaż… Spróbujmy razem. Nauczysz mnie?
   Służąca przytaknęła. Ściągnęła kołdrę, a królewna uniosła koszulę nocną.
   Uwolniona męskość zakołysała się.
   Blanca spojrzała z ciekawością. Niemal wbrew woli porównała z tym, co widziała u sierżanta w stajni.
   „Niby to samo, a tak inne.”
   Wydawał się większy, choć może to przez światło. Miał w sobie jakiś nieodparty urok – był gładszy, z bardziej aksamitnym połyskiem. Nie skręcał też w bok jak u sierżanta – unosił się całkiem prosto. Królewna powstrzymała uśmiech na widok uroczej, rozświetlonej słońcem gęstwiny włosów.
   „Potargana jak na głowie.”
   Wyraźnie zaczerwieniona Juanita przez chwilę tarła dłonie o siebie, po czym ostrożnie ujęła go w połowie. Kapitan drgnął.
   Na moment jeszcze zęby Blanki się zacisnęły. Miłe ciepło jednak tak szybko ją wypełniało, że nieprzyjemny skurcz zniknął.
   – Czy Wasza Wysokość pamięta, jak opowiadałam o ubijaniu masła? Wystarczy po prostu robić tak.
   Służąca poruszyła ręką w górę i w dół.  
   Roberto westchnął głęboko i wyraźnie się poruszył. Jego twarz szybko nabierała koloru.
   Królewna uniosła brwi. Zafascynowana pochyliła się, by dobrze widzieć, jak luźna skóra przesuwa się razem z dłonią.
   “Dość łatwe, tylko ta niestosowność…”
   Juanita spojrzała, jakby uświadomiła sobie to samo.
   – Dios mio, Señorita! Gdyby królowa się dowiedziała…
   – Spokojnie, Nita, nie dowie się. – Królewna przysunęła się bliżej. – Daj, teraz ja spróbuję.
   Blanca ujęła dłonią.
   „Gorący!”
   Oddech przyśpieszył. Jakże to było inne w dotyku od wszystkiego, co Blanca znała. Aksamitnie miękkie, a jednak tuż pod skórą prężyła się twardość.
   Świadomość tego co trzyma, na chwilę ją sparaliżowała.
   „To ratunek.”
   Przełknęła ślinę i ścisnęła. Odpowiedział! Napiął się mocniej, pod palcami poczuła bicie serca!  
   Roberto wciągnął powietrze głęboko i poruszył ustami. Czy jej się zdawało, czy w wydechu usłyszała „Tak…”?
   Spojrzała na Juanitę. Ta skinęła głową.
   Królewna zaczęła naśladować zaobserwowany wcześniej ruch w górę i w dół. Przez chwilę szło jej niezdarnie.
   – Może trochę wolniej, Señorita i… dłoń mniej spięta?
   Wyćwiczona w grze na lutni ręka złapała rytm. Nagle przypomniała sobie wszystkie uwagi nauczyciela – luźny nadgarstek, w dół mocniej, delikatność i precyzja, a nie siła.
   Odprężyła się, ruchy stały się płynne, jak wtedy, gdy uderzała piórkiem po strunach.
   – Doskonale, Señorita! – Służąca uśmiechnęła się.
   Policzki królewny zapiekły mocniej, a oddech jeszcze przyśpieszył. Zafascynowana, czuła jak ciepły atłas przesuwa się i pieści na raz wnętrze dłoni i twarde sploty pod spodem.
   Gdy zobaczyła cień radości na twarzy Roberto, przygryzła wargę. W brzuchu – tam, gdzie niedawno był lodowaty uścisk – płonął już miły żar.  
   Nabrała śmiałości, a jej ruchy rozmachu.
   – Tu ostrożnie! – szepnęła Juanita, gdy palce królewny dotarły do główki.
   Niepotrzebnie. U góry nie był tak twardy i Blanca intuicyjnie rozluźniała dłoń.
   Całe ciało kapitana zdawało się reagować. W drobnych ruchach widziała potwierdzenie, że daje mu jednocześnie przyjemność i moc do walki we śnie. Sprawiła, że był bezpieczny, ale czy uda się go obudzić?
   Na samym końcu męskości pojawiła się mała kropla.
   Blanca obserwowała, jak rośnie i błyszczy w promieniach słońca. W końcu stała się tak duża i ciężka, że leniwie popłynęła w dół. Dotarła do poruszających się palców.
   Królewna poczuła miłe, śliskie ciepło. Gdzieś na dole jej wnętrze odpowiedziało własną wilgocią.
   Dłoń w końcu rozbolała. Spróbowała lewą, ale ta nie była taka wprawna. Z niechęcią pozwoliła, by Juanita przejęła rytmiczne zadanie.
   Masując rękę, obserwowała jak służąca kołysze się w rytmie i uważnie wpatruje w twarz Roberto. Zielone oczy błyszczały coraz mocniej.
   Blanca zmarszczyła brwi, widząc o wiele większe oddanie, niż się spodziewała.
   Juanita spojrzała na królewnę.
   – Señorita wspomniała, że trzeba użyć ust? – zapytała szeptem, nie przerywając.
   Blanca skinęła głową.
   – Dopóki on ich nie użył, mocy było za mało, by pokonać ciemność.
   – No dobrze. Skoro trzeba to trzeba. – Juanita wzięła głęboki oddech. – Najbardziej lubią, kiedy bierze się… znaczy, ich torre… po prostu do... – Królewna odruchowo przełknęła ślinę i dotknęła warg. – Tylko musimy uważać, bo... są tam naprawdę wrażliwi… a zęby… no… nie można nawet musnąć! U kapitana to będzie trudne, bo jest taki… taki… – Gestem dłoni odmierzyła rozmiar.
   „Dobrze mi się wydawało!” – pomyślała Blanca z dziwną satysfakcją.
   Juanita spojrzała na swoją dłoń. Nie przerywając rytmicznego ruchu, mówiła dalej:
   – Jeśli się nie zmieści, trzeba skupić się tutaj. – Wskazała miejsce na spodzie główki. – Tu nasz język i wargi… – Uśmiechnęła się. – …zupełnie odbierają im rozum. Najwięcej mocy z tego będzie. Ręka cały czas nadaje rytm. Aha, musi być mokro – im bardziej, tym lepiej.
   Blanca odgarnęła włosy z gorących policzków.
   – To wiele… Ja nie wiem, czy… – Westchnęła ciężko. – Chyba będziesz musiała pokazać.
   – Oczywiście. Czy Señorita może na chwilę? – Juanita spojrzała wymownie.
   Królewna skinęła głową i przejęła rytmiczne dostarczanie mocy. Coraz wyraźniej czuła wilgotną tęsknotę między udami.
   Służąca uniosła najpierw jedną nogę śpiącego, potem drugą. Rozłożywszy je na boki, klęknęła między nimi. Poprawiła włosy, zbliżyła się i pochyliła. Oblizała wargi kilkukrotnie, aż zaczęły błyszczeć. Dała znak i dłonie kobiet znowu zamieniły się miejscami.  
   Pociągnęła luźny aksamit mocniej w dół, ustami przywarła do odsłoniętej główki.
   Roberto jęknął i uniósł biodra.
   Blanca przechyliła głowę. Skupiła się, ignorując kolejną nieprzyjemną falę w brzuchu.
   Ręka Juanity przyśpieszyła. Jej wilgotne wargi rozsunęły się, pomiędzy nimi pojawił się język. Królewna obserwowała, jak zatacza małe kółka. Bezwiednie zaczęła naśladować te ruchy, masując swoje podniebienie.
   Służąca oderwała się i zerknęła na królewnę.
   – Teraz będzie trudniej. – Juanita mówiła z niepasującą do sytuacji ekscytacją. – Tego niech Señorita lepiej nie próbuje, dobrze?
   Blanca przytaknęła.
   Juanita przysunęła się bliżej i otworzyła usta bardzo szeroko. Wysunęła język, kładąc go jak poduszkę na dolnej wardze.
   Królewna wstrzymała oddech, kiedy służąca powoli opuszczała się w dół. Cal po calu cały napięty wierzchołek wsuwał się w błyszczące usta. Kiedy zniknął, rude włosy zaczęły poruszać się w jednym rytmie z dłonią poniżej. Język pozostał lekko wysunięty.
   Blancę przebiegł dreszcz. Całą sobą chłonęła nierealną scenę. Nigdy nie spodziewała się, że mężczyzna może być w kobiecie, w tym miejscu! A teraz widziała każdy szczegół tego pięknego zjawiska – przymknięte w skupieniu oczy, zarys ukrytego w ustach kształtu na piegowatym policzku, błyszczące krople śliny płynące po palcach. Całe łoże poruszało się w hipnotycznym rytmie głowy Juanity. Czuła rytm na własnych udach i pośladkach, a bezwstydnie wilgotne odgłosy wypełniły całą komnatę.
   Królewna otarła wilgoć z czoła. Suknia nagle wydała się o wiele za ciasna i za ciepła. Niżej, między nogami coś jednocześnie miło napinało się i rozluźniało. Chciała odepchnąć służącą by zająć jej miejsce, ale chciała też bez końca patrzeć na to co robi.
   Kapitan cały drżał. Nagle poruszył ręką i szepnął coś.
   „Budzi się!” – Ucieszyła się Blanca. – „Ale… to ona go obudzi” – Spoważniała.
   – Nita, moja kolej.
   Juanita otworzyła oczy. Przerwała z niemal niezauważalnym ociąganiem. Dysząc, otarła usta i brodę.
   – Oczywiście, Señorita.
   Przełknęła ślinę i zrobiła miejsce królewnie.
   Roberto wydawał się teraz dużo twardszy. Nabrzmiały ciemnofioletowy czubek cały błyszczał wilgocią.
   Blanca chwyciła i nadała własny rytm. Pochyliła się, wciągnęła aromat rumianku. Złożyła usta do pocałunku i dotknęła miejsca, które wcześniej służąca wskazała jako najważniejsze.
   Miękkimi wargami wyraźniej poczuła, jak był napięty i gorący.
   Biodra kapitana szarpnęły się górę. Zgubiła rytm. Przełknęła ślinę i spróbowała jeszcze raz. Przywarła ustami mocniej. Po chwili, rozchyliła je i sięgnęła językiem.
   W ziołowym smaku rumianku było coś jeszcze.
   „Cynamon?”
   Aromat mocno kojarzył się z Juanitą. Na moment wróciła dziwna złość. Królewna szybko jednak uświadomiła sobie, gdzie są jej usta i o co poprosiła służącą, która pomogła bez wahania.
   „Jest kochana, a ja denerwuję się bez powodu!”
   Zdusiła gniew. Spłynęło na nią ciepłe poczucie więzi. Zaczęła naśladować koliste ruchy języka. Włożyła w nie cały płonący w niej żar.
   – Blanca… – usłyszała jęk Roberto.
   Nie odrywając ust, uniosła brwi.
   – Skąd on…? – szepnęła zdziwiona Juanita.
   Serce królewny zabiło mocniej. Oderwała się, by przysunąć się bliżej. Oblizała mocno wargi.
   – Señorita? Nie wiem, czy to dobry…
   – Przestań, Nita. Dam radę. Czuję, że dopiero to go obudzi.
   Podpatrzonym ruchem położyła język na wardze i spróbowała wziąć do środka.
   Twarde gorąco nie chciało się zmieścić. Szerzej rozwarła wargi i mocniej opuściła się w dół. Po kilku podejściach najszersze miejsce wślizgnęło się do środka!
   Rumianek z cynamonem wypełnił usta.
   Zaczęła naśladować ruchy głową Juanity. Krótkie i szybkie. Góra i dół. Wilgoć ściekała aż na rękę.  
   „Im bardziej mokro, tym lepiej.”
   Biodra Roberto zaczęły się poruszać. Blanca zakrztusiła się, gdy przez przypadek wsunął się za głęboko. Służąca przytrzymała kapitana.
   Królewna znów znalazła rytm. Ignorowała narastające zmęczenie policzków i pleców.  
   Potrzeba między udami stała się dojmująca. Zacisnęła nogi. Miłe doznanie przeszyło podbrzusze. O ile lepiej byłoby, żeby Roberto zamiast ust wypełnił wnętrze właśnie tam, na dole! Zastanowiła się, czy gdyby nie Juanita, właśnie tak spróbowałaby budzić kapitana. Natychmiast zganiła się za tę myśl.
   Przyśpieszyła. W głowie pojawiły się zawroty. Twardość pod palcami zaczęła drżeć.
   Nie wiadomo dlaczego, na myśl przyszedł jej alembik widziany podczas destylacji. Naczynie podobnie trzęsło się od zgromadzonych oparów gotującej się wody.
   Jej dłonie były jak żar, usta jak płomień. Każdy ruch wzmagał rozkosz.  
   Poczuła energię!
   Całe jej kaskady wlewały się strumieniem w Roberto. Moc aż szczypała w język i kropla po kropli wnikała też w królewnę. Otworzyła oczy szeroko, ale nie przerywała.
   – Señorita… Zapomniałam o najważniejszym…
   Blanca mocniej otuliła wargami. Kapitan cały się spiął.
   „Tak! Obudzę go!” – pomyślała, czując falę ulgi i radości.
   – Señorita, pod koniec trzeba uważać…
   Juanita pociągnęła ją za ramię.
   Królewna zrzuciła jej rękę.  
   To przecież nie czas na uważność! Roberto w jej ustach stawał się coraz bardziej pełen życia. Czuła pod palcami, jak pręży się i nabrzmiewa. Energia płynęła już rzeką.
   – Señorita! – Służąca jeszcze raz spróbowała oderwać Blankę.
   Było za późno. Roberto szarpnął się. W jednej chwili całe usta królewny wypełnił gorący gęsty płyn.
   Zdumiona zastygła. Był zupełnie jak natillas – kremowy deser, który jadła dziś po śniadaniu – tylko jakby do aksamitnej słodyczy ktoś sypnął soli i zbyt mocno podgrzał.
   Kapitan jęknął. Przebiegł go drugi wstrząs. Kolejna obfita porcja nie zmieściła w ustach. Pociekło jej po brodzie. Odskoczyła, łapiąc powietrze.
   Gorący strumień uderzył ją w policzek.
   Juanita złapała i odchyliła kolejne strugi bezpiecznie w bok. Dłoń służącej przywróciła rytm oniemiałym palcom królewny.
   Blanca mrugała oszołomiona. Dotknęła ciepła ściekającego po twarzy.
   Na widok unoszących się powiek Roberto zapomniała o zdziwieniu. Ulga, która rozlała się w sercu, była gorętsza niż dziwny deser.
   Spojrzał na nią. Choć wciąż był trochę nieprzytomny, rozpromienił się.
   Uśmiechnęła się ostrożnie.
   Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, kiedy dotarło do niego, co się stało.
   Popatrzył w dół – na dłonie dwóch kobiet zaciśniętych na jego męskości. Błękitne oczy wypełniły się grozą.
   Obie puściły.
   Siadając, odskoczył jak oparzony. Zasłonił nagość.
   – Dzień dobry, kapitanie – powiedziała Juanita wesoło. Zabrała lnianą ścierkę z szafki i szybko wytarła twarz królewny.
   Roberto zaczął mówić:
   – Wybacz, Wasza Wysokość! Biegłem, ale nie zdążyłem… Jak dobrze, że Waszej Wysokości nic się nie stało! Ten sztylet… – Spojrzał na bandaż na przedramieniu. – Ta ciemność we śnie… Wasza Wysokość mnie… uratowała? – Podniósł pełen niedowierzania wzrok na Blankę.
   Juanita zachichotała. Skończyła wycierać palce swojej pani i zabrała się za wilgoć na własnych dłoniach.
   Królewna wzruszyła ramionami.
   – Zrobiłam… Razem zrobiłyśmy tylko to, co trzeba, by ocalić kapitana mojej straży.
   Zdezorientowany spojrzał na służącą. Ukłonił się.
   – Dziękuję z całego serca! – Jedną ręką chwycił się za głowę, drugą zasłaniał. – Moja wdzięczność… Ale, to przecież…! Przepraszam za… – Wskazał czysty już policzek. – Ja nigdy bym… ! Ale… co właściwie się stało?
   Blanca wstała.
   – Zostałeś ranny, don Roberto. Odpocznij teraz. Porozmawiamy później.
   – Nie wiem, co powiedzieć. Zupełnie…
   – To chyba pierwszy raz. – Królewna uśmiechnęła się. – Miła odmiana.
   – Ja…  
   – Nie mów nic. Nikomu. Nigdy.
   – Tak jest, Wasza Wysokość! – przytaknął gwałtownie.
   Juanita przykryła mężczyznę kołdrą, a Blanca podeszła do drzwi. Obróciła się:
   – Do zobaczenia, kapitanie. Kiedy wyjdziemy, udawaj, że śpisz. Potem obudzisz się sam. Jeszcze jedno – nie pamiętasz, co się stało.
   – Oczywiście, Wasza Wysokość. – Ukłonił się.
   Królewna przyłożyła palec do ust, nakazując ciszę i wyjrzała na korytarz. Dała znak służącej. Ta szybkim krokiem wyszła za nią z komnaty.
   Strażnik stał na końcu korytarza. Na dźwięk zamykanych drzwi spojrzał i ruszył w ich stronę.
   – Pedro, idź do królowej i przekaż, że udałam się do infirmerii.
   – Wasza Wysokość, nie powinienem…
   – Natychmiast.
   – Tak, Wasza Wysokość. – Ukłonił się.
   Patrząc, jak odchodzi, złapała Juanitę za rękę. W głowie powtarzała:
   „Obudził się! Obudził!”
   Kiedy zniknął na schodach, powstrzymała ochotę, by podskoczyć. Zamiast tego przyciągnęła służącą i przytuliła, prawie ją przewracając.
   – Querida! – szeptała jej do ucha, ściskając z całych sił. – Udało się! Jestem ci tak bardzo wdzięczna!
   Juanita nie opierała się. Cała przylgnęła do królewny.
   – Señorita, tak się cieszę!... Ja zawsze, wszystko!...
   Blanca czuła, jak ulga miesza się z żarem rozpalonego ciała. Odsłoniła rude włosy i przycisnęła usta do policzka służącej, wciągając zapach cynamonu. Ta drgnęła i znieruchomiała, po czym jej ramiona jeszcze mocniej objęły królewnę.
   – Señorita…
   Dwie suknie zaszeleściły razem. Błyszczące, przetykane złotą nicią fałdy zmieszały się z prostym granatowym płótnem. Wśród miękkości i ciepła drobnej służącej Blanca poczuła jej zaskakującą siłę.
   W końcu odsunęła się i położyła ręce na ramionach Juanity. Spoważniała.
   – Nita. To, co zrobiłyśmy… Pamiętaj, musiałyśmy. Kapitan zginąłby… albo gorzej! Stałby się jak Dolores. Nie wiem, nie chcę o tym myśleć.
   – Oczywiście, Señorita. Ja… po prostu zapomnę.
   Blanca skinęła głową. Sama nigdy nie chciałaby zapomnieć żadnego szczegółu. Nawet ból policzków wydawał się dziwnie miły. Delikatnie pomasowała nadwyrężone mięśnie, na co służąca parsknęła śmiechem.
   – Nita! – skarciła ją.
   – Przepraszam, Señorita. – Dygnęła.
   – Idziemy do infirmerii. – Królewna ruszyła korytarzem. – Zajmiemy się Javierem. Obiecuję ci, że będzie miał najlepszą opiekę w zamku.
   Juanita dogoniła swoją panią i szła obok.
   – Dziękuję, Señorita… Tylko… Chodzi o to…
   – Tak?
   – Czy… Czy Carlos też mógłby mieć taką… najlepszą opiekę?
   Blanca spojrzała ze zdumieniem.
    
   Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przeczytali tę część.
    
    
   SŁOWNICZEK:
    
   a las armas                              – do broni
   amada                                     – ukochana
   ayuda / ayúdadme, por favor – pomocy / pomóżcie mi, proszę
   preciosa                                  – droga
   querida                                   – kochana
   cabrón                                    – (dosł. kozioł) skurwiel, drań
   carajo                                     – cholera!
   coño de tu madre                  – bardzo wulgarne przekleństwo uderzające w matkę adresata
   faldilla                                    – rodzaj halki, spódnicy spodniej, część dawnego stroju kobiecego
   fuera                                      – precz
   joder                                      – wulgarne przekleństwo
   maldito bastardo                   – przeklęty bękart.
   natillas                                   – kremowy deser na bazie mleka, żółtek, cukru i cynamonu (jeśli kogoś stać)
   por la mierda                         – jasna cholera, do diabła
   por la puta madre                 – bardzo wulgarne przekleństwo
   por mi alma                           – na moją duszę.
   señor / señora / señorita       – pan / pani / panienka.
   torre                                       – wieża
   válgame Dios!                        – dobry Boże! / ratuj, Boże!

2 komentarze

 
  • Użytkownik Marigold

    Co tu się zadziało! Jaka akcja i... akcja! Pochłonęłam tekst na raz.  
    Dobrze, że Roberto został uratowany i to w baaaardzo interesujący sposób!  
    Niecierpliwie czekam na kolejne części królewny! :)

    1 godz. temu

  • Użytkownik Pumciak

    Bardzo podoba mi się to opowiadanie czekam na kolejną część

    3 godz. temu