Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Instynkt (Braku) Kontroli V

Złość przyszła dopiero rano.

Kiedy zmywałam z siebie pod gorącym prysznicem resztki wczorajszego upokorzenia i lepkiego nasienia, czułam, jak moja wrodzona duma powraca ze zdwojoną siłą. Odezwę się do ciebie. Bądź grzeczna i na mnie czekaj. Powtarzałam te słowa w myślach, a krew dosłownie gotowała mi się w żyłach. Kim on, kurwa, myślał, że jest? Że rzuci jedno władcze polecenie jak psu, a ja będę warować pod jego drzwiami, posłusznie wypatrując, aż pan i władca łaskawie znajdzie dla mnie czas?

Niedoczekanie.

Kolejne dni minęły mi na celowym, ostentacyjnym ignorowaniu faktu, że w ogóle mieszkamy obok siebie. Funkcjonowałam w trybie buntu. W piątek wieczorem postanowiłam zagrać w otwarte karty. Jeśli Tomasz uważał, że po jednym akcie uległości zamknę się w domu, to grubo się pomylił.

Umówiłam się z dziewczynami z roku na wyjście. Wyciągnęłam z szafy obcisłą, czerwoną sukienkę, która kończyła się w połowie uda i bezwstydnie eksponowała dekolt. Do tego czarne, wysokie szpilki i wyrazisty makijaż. Wyglądałam wyzywająco, seksownie i miałam zamiar z tego skorzystać.

Impreza była głośna, muzyka zajebista. Tańczyłam, śmiałam się, pozwalałam, by inni faceci obrzucali mnie wygłodniałymi spojrzeniami. Chciałam udowodnić samej sobie, że nadal mam kontrolę. Ale prawda była okrutna – żaden z nich nie miał w sobie ułamka tej męskiej energii, którą emanował mój sąsiad.

Każde spojrzenie rzucone zza baru tylko uświadamiał mi, jak bardzo pragnęłam wrócić na Ochotę. Z każdą upływającą godziną buzowała we mnie coraz większa adrenalina, napędzana myślą o tym, co zrobię, gdy wrócę pod drzwi z numerem trzynaście.

Po drugiej w nocy taksówka wysadziła mnie pod kamienicą. Weszłam na klatkę schodową, nawet nie siląc się na ciszę. Moje szpilki uderzały o stopnie z głośnym echem. Stuk. Stuk. Stuk. Każdy krok był jawną prowokacją. Dotarłam na nasze piętro, nucąc pod nosem piosenkę z klubu.

Podeszłam do swoich drzwi. Zamiast wejść do środka, celowo zaczęłam głośno grzebać kluczami w torebce. Upuściłam je z metalicznym brzękiem na posadzkę, dokładnie pomiędzy naszymi drzwiami. Schyliłam się powoli, wypinając biodra w obcisłej sukience prosto w stronę drzwi Tomasza.

Nie zdążyłam nawet wyprostować pleców.

Zamek za moimi plecami zgrzytnął ostro. Ułamek sekundy później poczułam potężną, twardą dłoń zaciskającą się na ramieniu. Zostałam szarpnięta w tył z taką siłą, że szpilki z piskiem zaszurały po kafelkach. Zanim zdążyłam krzyknąć, wylądowałam w ciemnym przedpokoju, a drzwi zatrzasnęły się z ogłuszającym hukiem.

Ciężkie ciało mężczyzny natychmiast docisnęło mnie do chłodnego drewna. Był w samych szarych, dresowych spodniach. Bijące od niego gorąco i zapach wściekłości momentalnie wyparły z płuc resztki klubowego powietrza. Jego oczy w półmroku płonęły czystą furią, a na ostrej żuchwie wyraźnie pulsował mięsień.

– Co ci powiedziałem ostatnim razem? – warknął, a jego głos wibrował od gniewu.
– Żebym czekała – odparłam z bezczelnym, choć zdradziecko drżącym uśmiechem, kładąc dłonie na jego gorącej klatce piersiowej. – Ale strasznie mi się nudziło, sąsiedzie. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.
Wciągnął głośno powietrze przez nos.
– Buntujesz się, Natalio. – Jego głos spadł do lodowatego szeptu, który przyprawił mnie o dreszcz. – Bardzo zła decyzja.

Jednym, błyskawicznym ruchem złapał za materiał mojej czerwonej sukienki tuż przy dekolcie. Zanim zdołałam zareagować, pociągnął mocno w dół. Cienki materiał pękł z głośnym trzaskiem, obnażając całkowicie biust. Pisnęłam zszokowana, ale on tylko wsunął szorstką dłoń pod podarty materiał na udach, chwycił pasek koronkowych majtek i rozerwał go bez wysiłku.

Jego palce brutalnie wbiły się w cipkę.

Z jękiem wygięłam się w łuk. Byłam obrzydliwie mokra. Pomimo mojego buntu, ciało zdradziło mnie natychmiast, reagując na jego dominację czystym pożądaniem.

– Spójrz na to – wyszeptał chropowato prosto do ucha, przyszpilając mnie do ściany. – Ubierasz się jak dziwka dla innych, ale jesteś mokra tylko dla mnie.
– Tomek... – wydusiłam, szukając jego ust, chcąc go pocałować, ale on gwałtownie odchylił głowę, odmawiając mi tego.

Wyciągnął palce z mojego wnętrza. Jednym sprawnym ruchem zsunął dresy wraz z bokserkami poniżej ud. Ogromny, twardy jak skała kutas uderzył o mój brzuch. Odruchowo rozchyliłam szerzej nogi, gotowa na to, by w końcu brutalnie mnie wypełnił. Chciałam tego bólu, tej pełni i ostatecznego wyzwolenia.

Ale on się zatrzymał.

Kutas jedynie otarł się o wilgotne, nabrzmiałe wargi sromowe, po czym Tomasz odsunął biodra w tył.

– Myślałaś, że zrobisz z siebie widowisko na klatce, wypniesz się w korytarzu, a ja po prostu dam ci to, czego chcesz? – zakpił cicho, patrząc na mnie z góry, a w jego głosie brzmiała karcąca nuta. – Zbyt łatwo by ci poszło. Najpierw przypomnisz sobie, do kogo należysz.

Złapał mnie mocno za kark. Zanim zdążyłam wziąć kolejny, urywany oddech, nacisnął na mnie z bezlitosną siłą, zmuszając do uległości. Moje nogi ugięły się natychmiast. Z głuchym stukotem szpilek opadłam na kolana prosto na chłodne kafelki przedpokoju. Resztki podartej sukienki zsunęły się niżej na brzuch i biodra, zostawiając mnie całkowicie bezbronną u jego stóp.

Zadarłam głowę. Tomasz górował nade mną w półmroku. Jego ogromny, napięty do granic możliwości kutas znajdował się na wysokości mojej twarzy, emanując żarem, który czułam na policzkach. Pulsował lekko, a gruba siatka żył odznaczała się pod naprężoną skórą.

– Otwórz usta – rozkazał cicho, a jego palce mocniej wplotły się we włosy. – Pokaż mi, jak bardzo tego chcesz.

Nie wahałam się ani sekundy. Drżącymi dłońmi objęłam tył jego ud, rozchyliłam wargi i wysunęłam język, by powoli zlizać wilgoć z nabrzmiałej, gładkiej żołędzi. Smakował mocno, słono i męsko. Gdy tylko wzięłam go do ust, Tomasz wydał niski, gardłowy pomruk, a jego dłoń na potylicy zacisnęła się mocniej.

Ledwo udało mi się wziąć parę centymetrów, a już czułam, jak kąciki moich ust boleśnie się rozciągają. Mięśnie szczęki napięły się natychmiast, a gardło odruchowo się zacisnęło. Spróbowałam zejść głębiej, ale zakrztusiłam się i cofnęłam głowę.

Tomasz nie pozwolił mi uciec.

Jego duża dłoń przytrzymała mnie mocno. Pchnął biodra do przodu, wbijając kutasa z powrotem między moje wargi. Tym razem mocniej. Poczułam, jak wypełnia mi usta do granic możliwości – nawet nie połowę, ale i tak miałam wrażenie, że zaraz się uduszę. Łzy napłynęły mi do oczu.

– Właśnie tak – mruknął niskim głosem.

Zaczął poruszać biodrami, rżnąc mi usta brutalnie. Za każdym razem wbijał się głębiej, niż byłam przekonana, że jestem w stanie go wziąć, uderzając o tył gardła. Dławiłam się głośno, mokro, ślina spływała mi po brodzie, a łzy ciekły po policzkach. Nie mogłam go wziąć całego – fizycznie nie byłam w stanie – ale to go wcale nie powstrzymywało.
Po prostu brał to, co mu dawałam, i brał więcej, niż mogłam mu dać. A co gorsze – cholernie mnie to podniecało.

Każde mocne pchnięcie sprawiało, że zakrztuszałam się i charczałam, a cipka pulsowała z podniecenia. Byłam tak mokra, że czułam, jak wilgoć spływa mi po wewnętrznej stronie ud. Im bardziej się dławiłam, im bardziej mi oczy łzawiły, tym bardziej byłam napalona. Podobało mi się, że nie ma dla mnie litości. Że bierze moje usta tak, jak chce – bez względu na to, czy sobie radzę.

Jego druga ręka złapała mnie za włosy od góry, tworząc sobie wygodny uchwyt. Rżnął mnie teraz równym, mocnym rytmem – wbijając się do oporu w gardło, cofając tylko na chwilę, bym mogła złapać oddech, i znowu wciskając gruby trzon między rozciągnięte wargi. Z moich ust wydobywały się żałosne, zduszone odgłosy – mokre gulgotanie, charczenie, rozpaczliwe próby nabrania powietrza.

Byłam totalnie zalana łzami, śliną i upokorzeniem, które jednocześnie sprawiało mi ogromną przyjemność. Gardło paliło, szczęka bolała, a cipka pulsowała tak mocno, że prawie mogłabym dojść tylko od tarcia ud o siebie.

Tomasz nagle przyspieszył, wbijając się jeszcze bardziej bezlitośnie, jakby chciał sprawdzić, jak głęboko naprawdę jestem w stanie go przyjąć. Zakrztusiłam się gwałtownie, całe ciało mi zadrżało, ale on tylko trzymał moją głowę mocniej i rżnął dalej.

Nagle, gdy byłam już całkowicie zalana łzami i brakowało mi tlenu, Tomasz gwałtownie wyciągnął kutasa z moich ust. Zakrztusiłam się, łapiąc łapczywie powietrze i opierając dłonie o podłogę. Od warg ciągnęła się błyszcząca stróżka śliny.

– Wstawaj – warknął, łapiąc mnie za przedramię i szarpiąc w górę z taką siłą, że ledwie utrzymałam równowagę na wysokich obcasach.

Nie dał mi czasu na protest. Pociągnął mnie za sobą w głąb mieszkania, prosto do ciemnego salonu, gdzie stała dobrze mi już znana kanapa. Tomasz popchnął mnie na nią. Opadłam ciężko na plecy, a podarty materiał sukienki zsunął się całkowicie, obnażając pełny biust, który wznosił się i opadał w rytm urywanego oddechu.

Oparł kolana na kanapie, po obu stronach moich bioder, górując nade mną niczym drapieżnik. Spojrzał na moje piersi, a w jego oczach błysnęła samcza satysfakcja.

– Jesteś za bardzo wygadana i zbyt pewna siebie, Natalio – mruknął, nachylając się nade mną. – Trzeba z ciebie wycisnąć tę niepokorność.

Jego duże dłonie chwyciły nagie piersi. Ścisnął je mocno, aż z moich ust wyrwał się krótki pisk. Złapał je brutalnie razem, tworząc między nimi głęboki, ciasny rowek. Następnie poprawił pozycję i jednym, zdecydowanym ruchem wsunął gorącego, twardego kutasa prosto w tę wąską przestrzeń.

Żołądek podszedł mi do gardła. Gruba żołądź otarła się o wrażliwą skórę, docierając aż do ust. Tomasz zacisnął dłonie na moich piersiach, formując z nich idealną, miękką pułapkę dla męskości, i zaczął pchać biodrami.

Z początku robił to powoli. Tarł napiętą skórą trzonu o moje piersi, zmuszając mnie, bym patrzyła. Gorąco bijące od jego przyrodzenia doprowadzało mnie do obłędu.

– Podoba ci się to, prawda? – wyszeptał chropowato, przyspieszając tempo. – Podoba ci się, jak cię używam.
– Tak... – jęknęłam, odrzucając głowę do tyłu, wbijając paznokcie w skórzane obicie kanapy. – Tak, kurwa, tak...

Rżnął moje piersi coraz szybciej i mocniej. Jego mięśnie brzucha napinały się z każdym uderzeniem, a mokry, plaskający dźwięk zderzających się ciał wypełniał puste pomieszczenie.  

Czułam się jak zabawka. Jak coś, co po prostu używa do swojej przyjemności. Jego gruby, gorący kutas ślizgał się brutalnie między ściśniętymi piersiami, raz po raz uderzając żołędzią o dolną wargę. Za każdym razem, gdy wychodził do przodu, zostawiał na skórze smugę jego preejakulatu i mojej śliny, robiąc wszystko jeszcze bardziej śliskim i obscenicznym.

Tomasz ściskał piersi tak mocno, że aż bolało, ale ten ból tylko potęgował podniecenie. Jego biodra pracowały ciężko, rytmicznie, uderzając o dolną część piersi z głośnym plaśnięciem. Każde pchnięcie sprawiało, że biust falował i podskakiwał, a ja mogłam tylko patrzeć, jak ten ogromny, nabrzmiały kutas znika między nimi i wyłania się tuż przy mojej twarzy.

– Kurwa, jakie masz piękne, miękkie cycki – warknął, patrząc w dół. – Idealnie do rżnięcia.

Przyspieszył jeszcze bardziej. Ruchy stały się krótsze, bardziej agresywne. Żołądź raz po raz uderzała o moje usta. Otworzyłam je odruchowo i wysunęłam język, liżąc go za każdym razem, gdy się zbliżał. To chyba go jeszcze bardziej nakręciło, bo jęknął nisko i zaczął wbijać się mocniej, prawie jakby chciał przebić się przez rowek między piersiami.

Byłam cała mokra – ślina spływała mi po brodzie, po szyi, między cycki. Cipka pulsowała boleśnie, pusta i zazdrosna o to, co dostawały piersi. Próbowałam zacisnąć uda, szukając jakiejkolwiek ulgi, ale to tylko pogarszało sytuację.

Tomasz nagle puścił jedną z piersi i złapał mnie za szczękę. Mocno, zmuszając, żebym patrzyła mu prosto w oczy, podczas gdy drugą ręką nadal ściskał biust i rżnął go bez opamiętania.

– Patrz na mnie – rozkazał chrapliwie.

Jego ruchy stały się jeszcze bardziej zwierzęce. Złapał ponownie za obie piersi i pieprzył je szybko, mocno, głęboko – żołądź co chwilę wciskała mi się między wargi, a ja lizałam ją łapczywie, kiedy tylko mogłam. Całe moje ciało trzęsło się od siły jego pchnięć. Piersi paliły mnie od tarcia, sutki były twarde jak kamienie, a między nogami robiło mi się coraz bardziej mokro.

Czułam, że jest coraz bliżej. Jego oddech stał się cięższy, urywany, a mięśnie brzucha napięły się jak postronki. Chciałam, żeby doszedł. Chciałam poczuć, jak gorące, gęste strzały lądują na mojej twarzy, na szyi, na obolałych piersiach.

Nagle przestał. Jego oddech był ciężki, chrapliwy. Wyciągnął gorącego, śliskiego kutasa spośród moich zaczerwienionych piersi i odsunął się na moment. Zanim mój zdezorientowany umysł zdążył przetworzyć brak tego obezwładniającego tarcia, Tomasz złapał mnie za biodra i jednym, bezlitosnym ruchem odwrócił na brzuch.

– Wypnij się – warknął, a jego duża dłoń z głośnym, palącym plaśnięciem wylądowała na moim pośladku.

Skóra zapiekła z bólu, a z ust wyrwał mi się zduszony jęk. Instynktownie podciągnęłam kolana pod siebie, opierając dłonie i przedramiona na chłodnym obiciu skórzanej kanapy. Wypięłam tyłek, całkowicie wystawiając się na jego łaskę. Moje uda drżały, a cipka pulsowała histerycznie, obrzydliwie mokra.

Tomasz nie bawił się już w żadne ostrzeżenia ani drażnienie. Rozchylił mocno pośladki, ułożył grubą żołądź u samego wejścia i jednym, potężnym pchnięciem wbił się we mnie.
Krzyknęłam na cały głos, odrzucając głowę w tył. Wypełnił mnie już jednym ruchem, mimo faktu, że nie wszedł do końca. To uczucie, o którym marzyłam od kilku dni, właśnie stało się rzeczywistością.

I było lepsze, niż mogłam sobie wymarzyć.

– Tak, kurwa – wycharczał z głębi gardła, zaciskając dłonie na moich biodrach niczym stalowe imadła. – Zobacz, jak gładko mnie przyjmujesz, kiedy przestajesz pyskować.

Zaczął mnie rżnąć. Szybko, głęboko, bez krzty litości. Każde jego uderzenie wbijało mnie do przodu w skórzaną kanapę, a głośny, mokry dźwięk zderzających się ciał niósł się bezwstydnym echem po pustym salonie. Moje uwięzione pod spodem piersi ocierały się o obicie z każdym pchnięciem, a włosy opadały mi na twarz w całkowitym chaosie. Ból potężnego rozciągania bardzo szybko ustąpił miejsca czystej, palącej, zwierzęcej ekstazie.
Tomasz chwycił mnie za włosy na karku, pociągając głowę do tyłu i zmuszając do wygięcia pleców w idealny, wklęsły łuk.

– Jesteś moja – warknął, wbijając się we mnie tak głęboko, że czułam jego wielkość niemal w żołądku. – Tylko moja. Słyszysz?
– Tak! Twoja! – szlochałam głośno, całkowicie poddana, odrzucając resztki dumy i żałosnego buntu. Złamał mnie. – Błagam, mocniej! Nie przestawaj!

Nie musiał słyszeć tego dwa razy. Jego pchnięcia stały się wręcz sadystycznie mocne. Mój środek płonął żywym ogniem. Napięcie, które budowało się we mnie od wyjścia do klubu, od upokorzenia w przedpokoju, przez karygodne pieszczoty moich piersi, teraz skondensowało się w jednym punkcie. Czułam, jak tracę władzę nad własnym ciałem.

Orgazm uderzył z tak potworną siłą, że aż pociemniało mi przed oczami.

Pisnęłam wysokim, łamiącym się głosem. Cipka zacisnęła się konwulsyjnie wokół wielkiego, twardego kutasa, pieszcząc go dodatkowo w serii silnych niekontrolowanych skurczów. Ręce ostatecznie odmówiły mi posłuszeństwa – opadłam prosto na kanapę, drżąc histerycznie pod każdym kolejnym uderzeniem jego miednicy.

Cały świat zniknął. Byłam tylko ja, moja rozciągnięta do granic bólu i przyjemności cipka oraz jego potężny kutas. Krzyczała, jęczałam, wbijałam palce w kanapę – nie kontaktowałam za grosz z rzeczywistością.

W którymś momencie, wciąż mnie pieprząc, Tomasz wrzasnął głucho, zaciskając palce na biodrach tak mocno, że wiedziałam, że jutro obudzę się z sińcami. Pchnął jeszcze kilka razy – wpierw płytko, desperacko, a potem do samego, bolesnego końca, dobijając miednicą do moich pośladków z głośnym, mokrym trzaskiem.

Zamarł. Wbił się we mnie tak głęboko, jak to tylko fizycznie możliwe, i zaczął szczytować.
Poczułam uderzenie parzącego gorąca. Gęste, wrzące nasienie zaczęło pulsować prosto do mojego wnętrza, zalewając mnie z ogromną, męską siłą. Raz, drugi, trzeci, czwarty... Wypuszczał z siebie wszystko to, co zbierało się w nim od dni, całkowicie wypełniając cipkę aż po same brzegi. Gorąca sperma natychmiast wymieszała się z moimi własnymi sokami, a ja jęczałam cicho, czując każde dygnięcie jego kutasa uwalniającego kolejne fale w środku.

Dopiero gdy całkowicie się opróżnił, jego ciężar opadł na moje plecy. Przycisnął mnie swoim spoconym, szerokim ciałem do zimnej skóry kanapy, dysząc ciężko i nierówno tuż przy moim uchu. Nie wysuwał się.

Leżałam pod nim bezwładnie, zniszczona, zalana łzami i całkowicie wypruta z jakichkolwiek myśli o ucieczce. Wygrał. Zerżnął mnie jak sukę, udowadniając z brutalną skutecznością, że od dzisiejszej nocy moje ciało było w pełni i bezwarunkowo uzależnione od niego.

Dodaj komentarz