
Jana wyglądała zjawiskowo. Koszula z krótkim rękawem w biało-granatowo-szarą kratę rozpięta lekko pod szyją kontrastowała z dżinsową mini spódniczką. Biały skórzany pasek ze srebrnymi gwiazdkami błyszczał w świetle latarń, a zamszowe, szare botki na wysokie szpilce wydłużały jej smukłe, opalone nogi, nadając każdemu jej krokowi drapieżnej elegancji. Na wierzch narzuciła swoją ulubioną czarną, skórzaną kurtkę, która dodawała całej stylizacji lekko zadziornego charakteru. Ja założyłam moją ulubioną, białą plisowaną mini w czarne wzorki na ramiączkach, na którą założyłam czarną dżinsową kurtkę. Brak stanika pod cienkim materiałem sukienki sprawiał, że czułam chłodniejsze powiewy wiatru na skórze, ale też każde zarejestrowane kątem oka spojrzenie Jany. Moje czarne skórzane kozaki na szpilce ze szpicem, sięgające do kolan, głośno i pewnie stukały o płyty wrocławskiego Rynku.
Wybrałyśmy małą, klimatyczną winiarnię ukrytą w jednej z uliczek odchodzących od Rynku. Wnętrze spowite było miękkim, miodowym światłem świec, a gwar rozmów innych gości tworzył idealne tło dla naszej własnej, prywatnej przestrzeni. Usiadłyśmy przy małym, drewnianym stoliku w kącie sali, pozostając w naszych kurtkach, które uchylone odsłaniały to, co pod spodem. Gdy kelner przyniósł dwa kieliszki wytrawnego czerwonego wina, Jana uśmiechnęła się tym swoim charakterystycznym, delikatnie psotnym uśmiechem. Uniosła szkło, patrząc mi prosto w oczy.
– Za nas, Sylwia – powiedziała szeptem, niska barwa jej głosu sprawiła, że po moim kręgosłupie przebiegł przyjemny dreszcz. – Za nasz pierwszy oficjalny wieczór.
– Za nas – odszepnęłam, stukając się z nią kieliszkiem.
Dla całego świata wokół, dla kelnera, dla pary siedzącej obok, dla ludzi mijających nas za szybą byłyśmy po prostu dwiema ładnymi przyjaciółkami, które wyszły na plotki po zajęciach. Ta świadomość ukrytej tajemnicy działała na mnie jak najmocniejszy afrodyzjak.
Pod stolikiem, gdzie panował głęboki cień, nasze dłonie odnalazły się niemal natychmiast. Jana wsunęła palce między moje, splotła je mocno i zaczęła kciukiem gładzić wierzch mojej dłoni. Czułam ciepło jej skóry i gładkość dopracowanych paznokci. Nagle przesunęła stopę, opierając czubek swojego zamszowego botka o moją łydkę, tuż nad krawędzią skórzanego kozaka. Przesunęła nim wolno w górę.
– O czym myślisz? – zapytała cicho, pochylając się nad stolikiem. Jej wzrok zjechał na moment na moje usta, po czym wrócił do oczu.
– O tym, że wszyscy wokół myślą, że po prostu pijemy wino… – odpowiedziałam, pochylając się w jej stronę tak bardzo, że poczułam słodki zapach jej perfum, wymieszany z nutą owocowego bukietu z winiarni. – A ja mam ochotę złapać cię za rękę i uciec stąd do domu.
Jana przygryzła delikatnie dolną wargę. W jej oczach rozbłysnął ogień. Wolną dłonią sięgnęła pod rozchyloną dżinsową kurtkę i powoli, opuszkami palców, przejechała po moim obojczyku, zatrzymując się na ramiączku białej sukienki.
– Jeszcze chwilę, panno niecierpliwa – wyszeptała, a jej palce opadły niżej, muskając materiał na wysokości mojej piersi. Czułam, jak brodawki napinały się pod plisowaną tkaniną od samego jej spojrzenia. – Pozwól mi się tobą nacieszyć tutaj. Lubię patrzeć, jak na mnie patrzysz, kiedy nikt nie widzi.
Gdy płaciłyśmy rachunek, nasza gra trwała w najlepsze. Jana wstała pierwsza, ostrożnie poprawiając dżinsową mini pod skórzaną kurtką, co sprawiło, że spódniczka podwinęła się o milimetr wyżej, odsłaniając gładką skórę ud. Spojrzała na mnie przez ramię, widząc mój wzrok zakotwiczony na jej biodrach.
– Chodźmy – rzuciła z cichym uśmiechem.
Powrót pieszo przez nocny Wrocław był czystą torturą zmysłów. Nie mogłyśmy utrzymać od siebie rąk. Szłyśmy splecione ramionami, ocierając się o siebie skórzaną i dżinsową tkaniną naszych kurtek. Kiedy skręciłyśmy w cichszą, ciemniejszą uliczkę w stronę Grabiszyna, Jana nagle pociągnęła mnie w cień bramy. Pchnęła mnie lekko na murowaną ścianę. Stukot moich kozaków odbił się od kamieni. Jana przyparła do mnie swoim ciałem. Czułam twardość jej skórzanej kurtki na moich piersiach i ciepło jej ud wciskających się między moje. Jej usta odnalazły moje bez ostrzeżenia. Pocałunek był głęboki, zachłanny, pachnący winem i zimnym powietrzem. Wplotłam palce w jej jasne włosy, przyciągając ją jeszcze mocniej, a moja dłoń wsunęła się pod jej skórzaną kurtkę, prosto na pasek w gwiazdki, zaciskając się na nim z siłą.
– Zmierzch w tym mieście nigdy nie był tak gorący, dopóki nie pokochałam Ciebie – wyszeptała w moje usta, dysząc ciężko.
Gdy w końcu dotarłyśmy pod drzwi naszego mieszkania, zamek kliknął z cicha. Dopiero po przekroczeniu progu w przedpokoju zrzuciłyśmy kurtki. Moja czarna dżinsowa kurtka opadła szeleszcząco na podłogę, a zaraz obok niej wylądowała ciężka, skórzana kurtka Jany. Obie byłyśmy jednak wciąż w naszych wyjściowych kreacjach, Jana w kratkowanej koszuli i dżinsowej mini, ja w plisowanej sukience i w kozakach na wysokich, zmysłowych szpilkach, które stukały o drewnianą podłogę, dodając naszym ruchom niesamowitej dynamiki. W półmroku przedpokoju, tuż przy wielkim lustrze, dopadłyśmy do siebie znowu. Jana odwróciła mnie tyłem do swojej klatki piersiowej i pchnęła lekko w stronę tafli. W odbiciu widziałam nasze rozedrgane sylwetki: mnie w białej, zwiewnej sukience i długich kozakach na szpilce, oraz Janę stojącą tuż za mną, w koszuli, mini i zamszowych botkach, trzymającą moje biodra pewnymi dłońmi. Widziałam jej błyszczące oczy w odbiciu, gdy jej ręce wślizgnęły się pod moją sukienkę, uniosły ją i dotknęły moich białych fig.
– Jesteś taka piękna, Sylwia… – mruknęła do mojego ucha, obserwując w lustrze, jak przymykam oczy z rozkoszy.
Nie wytrzymałyśmy jednak długo w korytarzu. Prowadzone tym samym nieposkromionym głodem, przeszłyśmy do pokoju. Usiadłyśmy naprzeciw siebie na samej krawędzi łóżka, wciąż w ubraniach, wciąż w szpilkach, z kolanami splecionymi tak ciasno, że nie było między nami nawet centymetra wolnej przestrzeni. Jana patrzyła na mnie z drapieżnym wyrazem twarzy, a jej dłoń, powoli, odważnie, spoczęła na moim kolanie, tuż nad krawędzią czarnej cholewki kozaka. Zaczęła powoli przesuwać palce w górę, po moim nagim udzie, wprost pod materiał plisowanej sukienki...
Moje serce uderzyło z siłą młota. Uniosłam lekko biodra, pozwalając jej dłoni wsunąć się głębiej, a sama sięgnęłam do jej koszuli w kratę, powoli rozpinając guzik po guziku...
Namiętność, która narastała w nas przez cały wieczór, w końcu wybuchła z pełną siłą. Całowałyśmy się głęboko, zachłannie, a nasze języki splatały się w gorącym, rozedrganym rytmie. Nie było już ani odrobiny pośpiechu wynikającego z niepewności, była tylko czysta, dojrzała żądza. Moje dłonie wplątały się w jasne włosy Jany, przyciągając jej głowę bliżej, podczas gdy jej ręce wędrowały po moich plecach, muskając materiał plisowanej sukienki. Przesunęłam dłonie niżej, na jej biust. Przez miękki materiał koszuli w kratę i delikatny koronkowy stanik ujęłam jej piersi. Jana odetchnęła głośniej, wyginając plecy w łuk. Przerywając na moment głęboki pocałunek, powoli zjechałam ustami niżej, wprost w jej odsłonięty dekolt. Czułam pod wargami gorącą skórę i szybkie, mocne bicie jej serca. Moje palce sprawnie odnajdywały kolejne guziki koszuli. Rozpinałam je od góry do dołu, odchylając materiał na boki i odsłaniając zmysłową, białą koronkę stanika, spod której wyzierały jej jędrne, uniesione piersi. Jana wyraźnie wypinała biust do moich ust, mrucząc z zachwytu.
– Jesteś taka piękna, Jana… – szeptałam między głodnymi Pocałunkami, składanymi na jej szyi, obojczykach i górnej krawędzi stanika. – Nawet nie wiesz, jak bardzo pragnęłam cię dzisiaj dotknąć, kiedy siedziałyśmy w tamtej winiarni. Chcę cię całej, teraz, bez żadnych hamulców…
– Sylwia… Boże, nie przestawaj… – odpowiedziała rwanym szeptem, wbijając palce w moje ramiona.
Wracałam do jej ust raz za razem, smakujących winem i jej własnym, słodkim zapachem. Korzystając z impetu i tego, że obie wciąż miałyśmy na sobie wysokie szpilki, lekko pchnęłam ją w piersi, przewracając ją na plecy na miękkie łóżko. Jana opadła na poduszki z cichym westchnieniem, jej opalone nogi w zamszowych botkach rozłożyły się miękko, a dżinsowa mini spódniczka podwinęła się jeszcze wyżej, odsłaniając białe, koronkowe figi i gładkie udo niemal do samego biodra. Położyłam się na niej, układając się między jej kolanami w moich czarnych kozakach ze szpicem. Całowałam ją łapczywie, od ust, przez podbródek, po wrażliwą skórę pod uszami, podczas gdy moja dłoń powoli i pieszczotliwie gładziła jej opalone, aksamitne nogi, przesuwając się od zamszowych cholewek botków, przez kolana, aż po samą krawędź skąpej bielizny…
Jana zwinęła palce na mojej talii, pociągając mnie jeszcze mocniej ku sobie.
– Przejmij całą kontrolę, skarbie… – wyszeptała do mojego ucha, a jej biodra lekko uniosły się naprzeciw mojej dłoni.
Moje usta nie odrywały się od jej skóry ani na sekundę. Całowałyśmy się nadal głęboko, powoli i bez tchu, zatracając się w rytmie, który same wyznaczyłyśmy. Czując pod dłonią reagujące, gorące ciało Jany, zeszłam ustami niżej, przez zarys podbródka, szyję, aż po rozpiętą koszulę. Moje palce chwyciły delikatną, białą koronkę jej stanika i ze zręczną precyzją obsunęły materiał w dół. Wyłuskałam z miękkiej miseczki jej pierś pełną, idealnie kształtną i rozgrzaną. Nie czekając ani chwili, zatopiłam w niej usta. Jana wyrzuciła głowę do tyłu na poduszki z głośnym, rwanym westchnieniem, a jej dłonie natychmiast wplotły się w moje włosy, dociskając moją głowę do swojego biustu. Zaczęłam pieścić jej sutek i brodawkę ustami oraz językiem, najpierw delikatnie, szerokimi, wilgotnymi pociągnięciami, by po chwili zacząć ssać mocniej, rytmicznie, wywołując u niej fali dreszczy.
– Aah... Sylwia... – wyrwało się z jej gardła. Jej głos był niski, zachrypnięty od pożądania.
Każdy ruch mojego języka sprawiał, że Jana wyginała plecy w łuk, unosząc klatkę piersiową prosto w moje usta. Jej palce zaciskały się na moich pasmach, to popuszczając uścisk, to znów pociągając mnie z niemą prośbą o więcej. Czułam, jak jej całe ciało drżało pod moim ciężarem. Zamszowe botki na wysokich szpilkach wbijały się głucho o materac, gdy Jana nerwowo rozchylała i ściskała oplotła wokół moich bioder swoje opalone nogi, bezskutecznie szukając oparcia w opływającym ją falowaniu rozkoszy.
– To jest... tak niesamowicie dobre... – wyszeptała pękniętym tchem, a jej dłoń zjechała z moich włosów na moje odsłonięte ramiona, pozostawiając na skórze czerwone ślady od zaciskających się paznokci. – Proszę, nie przestawaj, ssij mocniej...
Przeszłam językiem na drugą pierś, wyswobadzając ją z bielizny z równą dbałością, podczas gdy moją dłoń przesunęłam z jej ud wyżej, prosto na biały pasek ze srebrnymi gwiazdkami, który trzymał dżinsową mini... Ogień między nami buchał coraz mocniej, niszcząc wszelkie bariery. Jana ujęła moją twarz w obie dłonie, gładząc kciukami moje policzki, i pociągnęła mnie w kolejny, niezwykle namiętny, głęboki pocałunek. Jej palce wplątały się w moje włosy, trzymając mnie mocno przy sobie, jakby bała się, że choćby na ułamek sekundy mogę się oddalić. Opadłam miękko na bok tuż obok niej, nie odrywając moich ust od jej warg. Nie przerywając tego drapieżnego rytmu, zarzuciłam moją długą nogę w czarnym skórzanym kozaku na jej opalone uda. Moja dłoń zjechała niżej, wsunęła się pod dżinsową mini spódniczkę i sprawnym ruchem podwinęła sztywny materiał wysoko do góry, aż odsłonił krawędzie paska ze srebrnymi gwiazdkami. Przesunęłam dłoń prosto na jej białe, koronkowe figi. Gdy przyłożyłam płaską dłoń do miękkiego materiału i zaczęłam kolistymi, coraz mocniejszymi ruchami masować jej najwrażliwsze miejsce, Jana aż podskoczyła. Z jej gardła wyrwał się głośny, rwanie oddech. Odrywałyśmy się od siebie na ułamki sekund tylko po to, by w półmroku pokoju spojrzeć sobie prosto w oczy. Widziałam w jej wzroku czysty zachwyt, rozmyte pożądaniem źrenice i uwielbienie. Jej pierś unosiła się w szalonym, nieregularnym tempie.
– Sylwia... – wyszeptała tchem tak gorącym, że opalił moje usta, po czym sama obróciła się na bok.
Teraz leżałyśmy idealnie naprzeciwko siebie, bokiem do siebie, ciasno splecione. Moja noga w kozaku i jej opalone udo w zamszowej szpilce splotły się w mocnym uścisku, zacierając granicę między naszymi ciałami. Ponownie zatopiłyśmy się w zachłannym pocałunku, ale tym razem to dłonie Jany przejęły inicjatywę. Wślizgnęła się rękami pod powiewny materiał mojej białej, plisowanej sukienki. Jej palce natrafiły na moją nagą skórę, brak stanika sprawił, że od razu ujęła moje piersi w dłonie, gładząc zgrubiałe brodawki i mrucząc w moje usta z uciechy. Nasze wolne ręce rozpoczęły szaloną wędrówkę po ciałach. Wplatałyśmy palce we włosy, smukłymi ruchami badałyśmy swoje talie, zjeżdżałyśmy dłońmi na zakrzywienia ud i pośladki, mocno je ściskając i przyciągając się do siebie przy każdym kolejnym pociągnięciu ust. Tarcie skórzanych kozaków, zamszowych botków, koronek i rozgrzanej skóry wywoływało falę dreszczy, która przechodziła przez nas obie.
– Nie chcę, żeby ta noc kiedykolwiek się skończyła… – wymruczała Jana, odrywając się od moich ust, by zacząć składać szybkie, gorące pocałunki na mojej szyi i obojczyku, podczas gdy jej dłoń na moim pośladku zacisnęła się jeszcze mocniej.
Jana z cichym westchnieniem przechyliła się ponownie na plecy, całkowicie oddając mi przestrzeń. Nie czekając ani chwili, ponowiłam atak na jej piersi. Zatopiłam usta w jędrnym ciele, ssąc i liżąc jej nabrzmiały sutek z głodną precyzją. Jana wygięła się w łuk, wplatając palce w moje włosy. Moja dłoń powoli wsunęła się pod podwiniętą dżinsową mini spódniczkę. Najpierw bawiłam się cienką gumką jej białych fig, by po chwili wsunąć palce pod miękki, koronkowy materiał. Dotknęłam jej bezpośrednio. Jej kobiecość była niezwykle gorąca i obficie wilgotna, reagując natychmiast na każdy, nawet najdelikatniejszy nacisk. Oddech Jany gwałtownie przyspieszył, przechodząc w urywane, słodkie mruknięcia.
– Zobacz, jak na mnie reagujesz, skarbie… – wyszeptałam jej prosto w pierś, przerywając na moment pieszczotę ustami. – Jesteś taka mokra… Twoja myszka aż ocieka od samego mojego dotyku. Kocham ten smak i to, jak bardzo mnie pragniesz.
– Sylwia… Boże, nie gadaj, tylko… ahh… – zająknęła się, wbijając paznokcie w moje ramię, gdy zatoczyłam kciukiem mocniejsze koło.
Cofnęłam się o krok na łóżku. Zmysłowym, powolnym ruchem chwyciłam za krawędzie jej białych fig i zsunęłam je w dół po jej idealnie gładkich, opalonych udach, pozostawiając dżinsową mini podciągniętą wysoko do góry. Została przede mną w rozpiętej koszuli, bez bielizny, z bosko odsłoniętym podbrzuszem. Chwyciłam za sznurowadła jej szarych, zamszowych botków i sprawnie zdjęłam je z jej stóp, rzucając na podłogę. Mogłam wreszcie w pełni delektować się jej nogami gładziłam je powolnymi pociągnięciami dłoni od stóp, przez łydki, aż po aksamitne uda. Skóra Jany była niewiarygodnie miękka pod moimi palcami. Zanurkowałam głową pomiędzy jej uda, które Jana sama, z pełną otwartością i zaufaniem, szeroko rozchyliła. Na ułamek sekundy nasze spojrzenia się spotkały.
– Gotowa na prawdziwą ucztę? – zapytałam z figlarnym uśmiechem, patrząc na nią z dołu.
– Nawet nie wiesz jak bardzo… Nie każ mi czekać, panno wybitna aktorko – odszepnęła z zachwytem i uwodzicielskim błyskiem w oku.
Zatopiłam język w jej jedwabistej, wilgotnej kobiecości. Jana drgnęła gwałtownie na łóżku, a z jej ust wyrwał się głośniejszy jęk. Jej emocje natychmiast udzieliły się i mnie, czułam gęstniejącą w powietrzu namiętność, a pod biustem rozpierała mnie duma i ogromna czułość, że to właśnie ja sprawiałam jej taką rozkosz. Jana przymknęła oczy, całkowicie zatracając się w odczuciach. Jedną dłonią ujęła swoją własną, odsłoniętą pierś, pieszcząc ją pociągnięciami palców, zaś drugą dłonią odnalazła moją rękę, która spoczywała na jej udzie, i mocno ją uścisnęła. Jej oddech przyspieszał z każdą sekundą, tworząc rytmiczne, głębokie mruczenie. Obserwowałam ją uważnie, każdy nikły grymas na jej pięknej twarzy, drżenie jej opalonych ud, każde uniesienie bioder. Operowałam językiem czule i rytmicznie, dostosowując tempo do jej reakcji, zataczając powolne kręgi na jej najwrażliwszym punkcie i delektując się unikalnym, słodkim smakiem mojej dziewczyny. Rozkoszowałam się smakiem jej kobiecości ze skupieniem i czystą zachłannością, jakby to była najsłodsza ambrozja. Każde pociągnięcie języka wywoływało w ciele Jany falę drgań. Po chwili powoli zwolniłam rytm, zeszłam ustami niżej i zaczęłam delikatnie, pieszczotliwie lizać i całować wewnętrzną stronę jej gładkich, opalonych ud.
Jana otworzyła oczy, patrząc na mnie z góry z przepełnionym rozkoszą uśmiechem. Uniosłam się lekko, rozpościerając się nad nią. Nasze wolne dłonie spotkały się na materacu, uniosłyśmy je, chwytając się oburącz i ciasno splatając palce. Przesunęłam się wyżej, tuż ku jej ustom, aż nasze nosy się zetknęły, a gorące oddechy pomieszały ze sobą.
– Jesteś niesamowita, Jana… Kocham cię. Kocham każdy milimetr twojego ciała – wyszeptałam z głębi serca, wpatrując się w jej błyszczące oczy.
– I ja cię kocham, Sylwia… Szaleję za tobą. Nigdy nikogo tak bardzo nie pragnęłam – odszepnęła, a w jej głosie słychać było wzruszenie i nieposkromioną namiętność. – Jesteś najpiękniejszą istotą, jaka mi się w życiu przytrafiła.
Po tych słowach wszelka powściągliwość przestała istnieć. Zatopiłyśmy się w łapczywym, głębokim pocałunku. Jana wplotła jedną dłoń w moje włosy, trzymając moją głowę, podczas gdy drugą powoli wodziła po moim boku, od talii aż do ud. Nagle w oczach Jany rozbłysła nowa, drapieżna iskra. Zręcznym ruchem zmieniła pozycję, obracając mnie na plecy. Przewróciłam się na miękki materac, a ona w mgnieniu oka usiadła na mnie okrakiem. Objęłam jej udami biodra, a moje dłonie niemal odruchowo powędrowały na jej nagie, uformowane pośladki, mocno przyciągając ją do swojego podbrzusza.
Jana pochyliła się nad pędzącym ze mną ciałem i dopadła do moich ust. Całowałyśmy się prawie nieustannie, bez tchu. Jana odrywała się od moich warg dosłownie na ułamek sekundy, tylko po to, by obsypać gorącymi, mokrymi pocałunkami moją szyję, płatek ucha i linię żuchwy, po czym natychmiast wracała do moich ust. W pewnym momencie, nie przerywając tej zmysłowej ekspansji, zgrabnie i z niezwykłą gracją chwyciła za dół mojej białej, plisowanej sukienki. Podciągnęła materiał wysoko do góry, odsłaniając moje falujące od oddechu piersi, a następnie sprawnym ruchem zdjęła ją przez moją głowę i odrzuciła na podłogę. Zostałam na łóżku w samych białych figach i długich, czarnych kozakach na szpilkach. Jana spojrzała na mnie z góry z zachwytem, po czym z niewiarygodną gracją dopadła do moich odsłoniętych piersi. Zaczęła je namiętnie pieścić ustami i językiem, skupiając całą swoją uwagę na twardniejących pod wpływem jej ciepłych ust sutkach ssąc je, liżąc i wywołując we mnie dreszcze, które paraliżowały mi dech w piersiach… Usta Jany na moich cyckach działały jak prąd. Kiedy jej język zaczął drażnić mój sutek, z mojego gardła wyrwał się niekontrolowany, niski jęk. Przegięłam się w łuk na materacu, wbijając palce w jej łopatki i przyciągając ją do siebie tak mocno, jak tylko potrafiłam. Piekielne ciepło rozlało się po moim podbrzuszu, wywołując gwałtowne drżenie ud aż po łydki zaklęte w skórzane kozaki.
Nie mogłam jednak pozostać dłużna. Mimo obezwładniającej fali rozkoszy, zebrałam siły i z determinacją uniosłam tułów. Jana zaintrygowana zawisła nade mną z błyskiem w oku. Chwyciłam za krawędzie jej rozpiętej koszuli i zsunęłam ją z jej ramion, a chwilę później wprawnym ruchem rozpięłam zapięcie jej białego, koronkowego stanika. Czysta gładkość jej skóry natychmiast zaprosiła moje usta. Zatopiłam się w pieszczocie jej jędrnych piersi, ssąc i liżąc brodawkę z taką samą drapieżnością, z jaką ona pieściła mnie przed momentem. W tym samym czasie Jana z niezwykłą gracją zsunęła z bioder swoją dżinsową mini spódniczkę i odrzuciła ją daleko na podłogę. Zostałyśmy całkowicie nagie, poza moimi białymi figami i obłędnie zmysłowymi, czarnymi kozakami na szpilkach.
Jana odetchnęła głęboko pod moimi pieszczotami, po czym z cichym mruknięciem delikatnie pchnęła mnie dłońmi z powrotem na poduszki. Położyła się na mnie całkowicie, przykrywając moje ciało swoim ciężarem. Czułam każdy milimetr jej rozgrzanej skóry. Nasze odsłonięte piersi ocierały się o siebie przy każdym wdechu, a jej krocze zmysłowo przesuwało się po moim udzie, wywołując u mnie dreszcze, od których aż zacisnęłam palce na prześcieradle. Zatopiliśmy się w głębokim, bezwstydnym pocałunku. Nasze języki tańczyły w gorącym, pełnym wilgoci rytmie, a ja całkowicie odpływałam w tej bliskości.
Nagle Jana zaczęła obniżać lot. Jej usta, gorące i wilgotne, powoli schodziły po mojej szyi, przez mostek, aż na brzuch. Każde pociągnięcie języka było jak obietnica. Zatrzymała się na moim pępku, składając tam szybki, czuły pocałunek, a potem zeszła niże, ku wewnętrznej stronie moich ud. Gładziła moją skórę ustami i językiem, przesuwając się tuż przy krawędzi białych fig. Mój oddech stał się rwany, płytki, a z piersi wyrywały się ciche, bezbronne mruknięcia. W mojej głowie panował absolutny chaos, istniała tylko Jana, jej słodki zapach i wyczekujący głód mojego ciała.
– Jana... proszę... – wykrztusiłam, wyginając się w jej stronę.
Jana podniosła na mnie wzrok na ułamek sekundy, po czym zmysłowym, pewnym ruchem odsunęła dłonią delikatny materiał moich fig. Koniuszkiem języka dotknęła mojej całkowicie odsłoniętej, rozgrzanej i wilgotnej kobiecości. To wywołało we mnie prawdziwą eksplozję. Mój tułów uniósł się gwałtownie, a z gardła wyrwał się głośniejszy, bezwstydny jęk. Jej pierwsze, pieszczotliwe, powolne liźnięcie spaliło moje ostatnie hamulce. Czułam, jak całe moje ciało napinało się do granic możliwości, biodra same unosiły się naprzeciw jej ustom, a długie kozaki wbijały szpilkami o materac. Jej język operował z niewiarygodne wyczuciem, głaskając mój najwrażliwszy punkt, a myśl, że to właśnie Jana, moja partnerka, moja dziewczyna, delektuje się mną z taką uwagą i pożądaniem, doprowadzała mnie na skraj szaleństwa. Język Jany wirował na moim najwrażliwszym punkcie z wręcz szaleńczą pasją, nie dając mi ani chwili oddechu. Fala czystej, błogiej rozkoszy rozlała się po całym moim ciele, obezwładniając każdy mięsień. Wiłam się na łóżku, a moje ciało falowało w rytm jej powolnych, a po chwili coraz drapieżniejszych i bardziej dynamicznych pociągnięć. Oddech miałam rwany, gwałtowny, a z gardła raz po raz wyrywały się głośne, bezwstydne jęki, których nawet nie próbowałam tłumić. Wplotłam obie dłonie w jasne włosy Jany, trzymając ją przy sobie tak mocno, jakby od tego zależało moje życie. Szczyt nadchodził nieubłaganie, budując gęste, paraliżujące napięcie w moim podbrzuszu. Zaczęłam drżeć na całym ciele, aż wreszcie granica pękła. Gwałtowna potężna ekstaza wstrząsnęła mną od stóp aż po czubek głowy. Mój tułów wygiął się w mocny łuk, oczy zamknęły się samoistnie, a uda odruchowo i mocno zacisnęły się na głowie Jany. Przez serię narastających, rytmicznych drgawek wyjęczałam na cały pokój:
– Kurwa….Jana, o boże! Jesteś w tym nieziemska!
Gdy pierwsza gwałtowna fala opadła, małe drżenia wciąż przemykały po moich udach. Jana powoli wyswobodziła się z uścisku i uniosła głowę. Spojrzałyśmy na siebie przez półmrok pokoju – obie rozedrgane, z rozszerzonymi źrenicami, ale z głębokim, pełnym miłości i zachwytu uśmiechem. Jana, nie śpiesząc się, zaczęła składać kojące, nieprawdopodobnie czułe pocałunki na wewnętrznej stronie moich ud, a potem ujęła moją dłoń i przylgnęła ustami do moich palców. Przesunęła się w górę i położyła się na mnie całkowicie, przykrywając moje nagie ciało swoim ciepłem. Czułam, jak jej serce biło równie szaleńczo jak moje.
– Boże, Sylwia... Nawet nie wiesz, jak ty cudownie smakujesz – wyszeptała mi prosto w usta, pachnąc mną i winem. – Mogłabym tak Cię lizać całą noc.
– A ja mogłabym ci na to pozwalać bez końca… – odparłam bez tchu, wplatając palce w jej kark.
Zatopiłyśmy się w kolejnym, niezwykle namiętnym i czułym pocałunku. Nasze języki tańczyły w niespiesznym, słodkim rytmie. Oplotłam moją długą nogą wokół jej bioder, przyciągając ją jeszcze ciaśniej. Nasze ciała ocierały się o siebie nagą skórą, a my tuliłyśmy się do siebie z całej siły, jakbyśmy chciały zetrzeć jakikolwiek dystans, który kiedykolwiek między nami istniał. Po długich minutach tej słodkiej bliskości przerywałyśmy pocałunek tylko na ułamki sekund, łapiąc oddech i patrząc sobie w oczy z cichym, porozumiewawczym uśmiechem.
– A teraz moja kolej piękna... – wyszeptałam z iskrami w oczach, gładząc jej biodra. – Nie myślałaś chyba, że zostawię cię tylko w roli dawczyni?
– Hm, a co masz na myśli? – zapytała Jana z figlarnym uśmiechem, choć w jej głosie zawibrowało wyraźne pożądanie.
– Usiądź na mnie. Chcę ci się odwdzięczyć dokładnie tak, jak na to zasługujesz.
Jana nie kazała mi powtarzać dwa razy. Z niezwykłą gracją i drapieżną płynnością zmieniła pozycję, unosząc się i usiadła zgrabnie na mojej twarzy. Moje dłonie natychmiast pewnie i mocno objęły jej opalone uda oraz smukłe biodra, przyciągając ją idealnie ku mojemu językowi…Mój język malował pełne pasji wzory na jej rozedrganej, wilgotnej kobiecości. Zatopiona w tym zapachu i doznaniu, delektowałam się Janą tak, jakby na świecie nie istniało nic poza jej cudownym smakiem. Od czasu do czasu unosiłam wzrok w półmroku pokoju nasze oczy spotykały się w porywającym, pełnym porozumienia spojrzeniu. Widok jej rozmytych pożądaniem źrenic dodawał mi jeszcze większej pewności i siły. Ciało Jany zaczęło się powoli, niemal tanecznie wić nad moją twarzą. Z jej gardła wyrywało się głębokie, niskie mruczenie, które wibrowało w powietrzu. Dostosowywałam tempo do każdego, nawet najmniejszego mikro ruchu jej bioder. Raz przyspieszałam, dociskając usta mocniej, by po chwili zwolnić i zatoczyć łagodny krąg na jej najwrażliwszym punkcie. Jana jedną dłonią zaciskała palce na mojej ręce, która mocno trzymała jej opalone udo, a drugą ujęła swoją własną, jędrną pierś, pieszcząc ją w pełnym zatraceniu. Patrzenie na to, jak moja dziewczyna gubiła się w rozkoszy, budziło we mnie niesamowitą dumę i obezwładniającą czułość. Byłam całkowicie dumna z tej bliskości, z tego, że to właśnie moje usta doprowadzają ją do szaleństwa. Jana przymknęła oczy, wyrzucając głowę lekko do tyłu. Jej biodra pracowały w idealnej harmonii z mym językiem, dążąc do nieuchronnego punktu kulminacyjnego. Pieszczota stawała się coraz gęstsza, gwałtowniejsza, a jej oddech zamienił się w urywane, słodkie jęki. Wreszcie pękła ostatnia tama. Jana mocno, niemal zaborczo złapała za moje włosy. Z jej ust wydobył się przeciągły, głośny jęk, który wypełnił cały pokój, a jej całe ciało zadrżało w potężnym, bezwstydnym orgazmie. Czułam, jak falowała nad moją twarzą, uwięziona w potężnej fali obezwładniającej ekstazy.
Czysta fala szczytowania zaczęła powoli opadać, stopniowo zwolniłam ruchy języka, dając jej ciału chwilę na oswojenie się z tą intensywnością, po czym całkowicie przerwałam pieszczotę. Wynurzyłam się z pomiędzy jej ud z głębokim, pełnym satysfakcji uśmiechem, niesamowicie dumna i szczęśliwa ze spełnienia mojej dziewczyny. Jana, wciąż oszołomiona i oddychająca nieregularnie po potężnym szczytowaniu, zsuwała się ze mnie z leniwą gracją. Przesunęła się bliżej wezgłowia łóżka, kładąc się bokiem i zmysłowo wypinając swoje gładkie, opalone pośladki.
Wysunęłam się spod niej sprawnym ruchem, obracając się na brzuch. Widok jej nagiego, apetycznego ciała był nie do odparcia. Pochyliłam się i zaczęłam całować jej pośladki, od czasu do czasu delikatnie, zmysłowo je przygryzając. Jana drgnęła z rozkoszy, wydając z siebie ciche mruknięcie. Przesunęłam się wyżej, układając się tuż obok niej, i wtuliłam twarz w jej ciepłą szyję.
– Jak tam moje kochanie? – zapytałam cicho, a w moim głosie pobrzmiewała nuta figlarności i głębokiej czułości. – Żyjesz jeszcze po tym, co tu się przed chwilą wydarzyło?
– Żyję… chociaż przez moment myślałam, że odlecę na dobre – wyszeptała Jana z powolnym, błogim uśmiechem, odwracając głowę w moją stronę. – Byłaś absolutnie niesamowita, Sylwia. Cały ten wieczór… Rynek, te ukradkowe spojrzenia, a teraz to… Czuję się przy tobie jak w jakimś najpiękniejszym śnie.
– Ja też, skarbie – odparłam, gładząc ją po biodrze. – Patrzenie na ciebie, kiedy tak całkowicie mi się oddajesz, to najlepsze uczucie na świecie. Jesteś moja i absolutnie obłędna.
Tuliłyśmy się do siebie ciasno, wciągając nawzajem swój zapach. Nasze dłonie znów zaczęły leniwie błądzić po rozgrzanej skórze, po talii, łopatkach, aksamitnych udach. Pocałunki, które zaczęły się spokojnie, z każdą sekundą stawały się głębsze, bardziej łapczywe i gęste od powracającej namiętności.
Po dłuższej chwili tego gorącego, niespiesznego splotu, Jana odchyliła lekko głowę, patrząc na mnie spod opadających rzęs z iskrami w oczach.
– Ma pani ochotę na małą dogrywkę? – zapytała cicho, a jej dłoń zjechała z mojej talii prosto na gumkę moich białych fig.
Przygryzłam delikatnie dolną wargę, mierząc ją wzrokiem pełnym żądzy.
– Z tobą? Pytasz, jakbyś nie wiedziała, że nigdy nie mam dość – odparłam z cichym śmiechem. – Rób ze mną, co chcesz.
Jana zmysłowym, pewnym ruchem zsunęła ze mnie białe figi, pozbawiając mnie ostatniego kawałka materiału. Zostałam na łóżku całkowicie naga, wciąż mając na sobie jedynie kozaki na szpilkach. Pociągnięta jej dotykiem, położyłam się płasko na brzuchu, a jedną nogę w kozaku zgięłam i przyciągnęłam wysoko ku sobie, rozwierając uda pod kątem prostym i odsłaniając się przed nią całkowicie. Jana powoli złożyła dłoń na moich plecach, gładząc je od łopatek aż po pośladki miękkim, długim ruchem.
– Jak miło… – wyszeptałam w poduszkę, przymykając oczy z rozkoszy.
– To dopiero początek, kochanie… – odparła szelmowsko prosto do mojego ucha.
Nachyliła się nade mną, pokrywając gorącymi, słodkimi pocałunkami moje ramię, wrażliwą linię szyi i płatek ucha, od którego po moim kręgosłupie natychmiast przebiegł dreszcz. Jej dłonie nieustannie krążyły po całym moim ciele, badając każdy centymetr skóry, by po chwili przesunąć się niżej. Jana pochyliła się jeszcze bardziej i zaczęła czule, pieszczotliwie całować moje pośladki, powoli zbliżając usta do mojego rozgrzanego krocza… Oddychałam nieregularnie, łapiąc chciwie powietrze w poduszkę, podczas gdy dłonie odruchowo zaciskały się na materiale prześcieradła, zadzierając go w palcach. Każde dotknięcie skóry przez Janę wywoływało powracającą falę ciepła. Kiedy jej język zanurzył się w mojej kobiecości, ciałem wstrząsnął dreszcz. Jana działała z pełną pasją i zmysłowością, narzucając płynny, głęboki rytm. Wygięłam lekko kręgosłup, całkowicie poddając się tej pieszczocie. Czucie jej nosa ocierającego się wyżej dodawało całej sytuacji intensywności, od której kręciło mi się w głowie. Po chwili ruch językiem ustał, a w moje wnętrze wsunęły się gładko jej dwa palce. Jednocześnie trzeci palec odnalazł punkt wyżej, doprowadzając napięcie w moim ciele do absolutnego punktu wrzenia. Moje oddechy zamieniły się w głośne, urwane mruknięcia, gdy biodra zaczęły odruchowo pracować w rytm jej precyzyjnych, głębokich pchnięć... Jana sprawnie i zdecydowanie zatapiała palce w moim wnętrzu, równocześnie utrzymując rytmiczny, nieziemsko zmysłowy nacisk na analnym miejscu doznań. Ta podwójna penetracja natychmiast wywołała we mnie szok czystej, skondensowanej rozkoszy. Moje ciało zareagowało niezwykle energicznie, zaczęłam się wić na łóżku, a noga zgięta napięła się do granic możliwości. Czułam, jak ogarniał mnie absolutnie błogi stan, w którym istniał tylko dotyk Jany. Palce mojej dziewczyny stopniowo dynamizowały ruchy, wchodząc głębiej i gładziej, idealnie wyczuwając punkty, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Jęczałam coraz głośniej i bezwstydniej, chowając twarz w poduszce, a moje dłonie w szalonym uścisku zadzierały prześcieradło tak mocno, że aż bielały mi kostki. Mój tułów falował, a biodra same wypychały się w stronę jej dłoni, szukając jeszcze mocniejszego oporu. Ruchy Jany stały się szybkie, precyzyjne i głębokie. Napięcie narosło w ułamku sekundy do rozmiarów eksplozji. Potężny, obezwładniający orgazm wstrząsnął mną z niewiarygodną siłą. Wygięłam kręgosłup, wypinając pośladki mocno w górę, gdy seria falujących drgawek sparaliżowała całe moje ciało.
– O kurwa, Jana! – wykrzyczałam w poduszkę, zatracając się całkowicie w tej wielopoziomowej, nieopisanej rozkoszy...
Moje ciało całkowicie opadło z sił na miękki materac. Leżałam nieruchomo, bezwładna i oszołomiona tą niewiarygodną falą rozkoszy, która przed chwilą przeze mnie przeszła. Jana powoli wysunęła palce, przesunęła się wyżej i zaczęła składać miękkie, kojące i niezwykle czule pocałunki na moich plecach oraz ramionach. Jej jedna dłoń leniwie głaskała moje wrażliwe pośladki, a druga wsunęła się pode mnie, by pieszczotliwie, z wyczuciem gładzić moje rozgrzane piersi. Mój oddech wciąż był ciężki, rwanie powracający do normalnego rytmu. Zbierając powoli resztki sił, obróciłam się na bok, ukradkiem opierając się plecami o biust Jany. Ona natychmiast przyciągnęła mnie jeszcze mocniej do siebie, czule obejmując moje piersi i chowając twarz w mojej szyi. Po chwili obróciłam się do niej przodem. Położyłyśmy się obok siebie na plecach i po prostu patrzyłyśmy sobie w oczy.
W półmroku pokoju widziałam w jej spojrzeniu absolutne, nieskażone niczym szczęście. Przez moje piersi przelała się potężna fala wzruszenia, miłości i spokoju. Wyciągnęłam rękę i zaczęłam czule gładzić jej twarz, wplatając palce w jej jasne, nieco rozczochrane włosy. Jana odpowiadała mi równie miękkim dotykiem. Jej dłoń zjeżdżała gładko od moich ramion i rąk, przez talię, brzuch i piersi, aż po same uda, na których wciąż miałam moje czarne kozaki. Nachyliłyśmy się ku sobie, łącząc usta w czułym, głębokim i namiętnym pocałunku. Nasze języki tańczyły już wolno, niespiesznie, celebrując każdą sekundę tej bliskości.
– To było absolutnie cudowne, skarbie… – wyszeptałam prosto w jej usta, przejeżdżając kciukiem po jej dolnej wardze. – Tak bardzo cię kocham. Każda sekunda z tobą jest czymś nie z tego świata.
Jana uśmiechnęła się miękko, a w jej oczach pojawiły się iskry czystej czułości.
– Ja też cię kocham, Sylwia… Rozpiera mnie duma, kiedy słyszę, jak przy mnie jęczysz. Kocham się z tobą kochać i dawać ci taką rozkosz. Widzieć ciebie w takim stanie… to dla mnie coś niesamowitego.
– A dla mnie widok ciebie, kiedy całkowicie się przy mnie zatracasz, to najpiękniejszy widok na świecie – odparłam, składając szybki pocałunek na jej nosie. – Nigdy z nikim nie czułam się tak bezpiecznie i zarazem tak cholernie grzesznie.
Jana westchnęła cicho i przytuliła policzek do mojego ramienia.
– Wiesz… tak sobie myślę i nie mogę przestać się cieszyć, że tamtego wieczoru wypadki potoczyły się dokładnie tak, jak się potoczyły, że miałyśmy odwagę zrobić ten krok. Jest mi z tobą tak niewiarygodnie dobrze, Sylwia.
Oparłam podbródek na jej głowie, ściskając ją mocniej w pasie.
– Ja też codziennie dziękuję losowi za ten wieczór, Jana. Kiedyś nawet nie odważyłabym się marzyć, że będziemy tu, w tym pokoju, leżeć tak blisko siebie i mówić do siebie „partnerki”. Zmieniłaś mój świat o sto osiemdziesiąt stopni, otworzyłaś we mnie drzwi, o których istnieniu nie miałam pojęcia i nie zamieniłabym tego na absolutnie nic innego.
Jana podniosła na mnie wzrok, a jej uśmiech stał się nieco szelmowski.
– No i powiedzmy sobie szczerze… nigdy przedtem nie czułam się tak niesamowicie szczęśliwa i spełniona w łóżku.
Przygryzłam wargę i spojrzałam na nią z figlarnym błyskiem w oku.
– Oho, w łóżku? A więc moja wysoka nota dotyczy tylko sekcji łóżkowej, tak? A co z naszym występem przy lustrze w przedpokoju?
Jana zaśmiała się cicho, trącając mnie lekko biodrem.
– Oj, dobrze wiesz, o co mi chodzi! W przedpokoju, na łóżku, w winiarni na Rynku… Wszędzie jesteś idealna
– No, teraz odpowiedź jest zadowalająca – podsumowałam z cichym śmiechem, całując ją mocno w usta.
Po chwili obie przycichłyśmy. Zatopione w pełnym ciepła półmroku, wyznawałyśmy sobie bez słów to, co najważniejsze.
– Kocham cię, Sylwia. Jestem z tobą taka szczęśliwa.
– Kocham cię, Jana. Ja też jestem najszczęśliwsza na świecie.
Po jeszcze kilku miękkich, leniwych pocałunkach, wtuliłyśmy się w siebie ciasno. Splotłyśmy nogi, ramiona i palce dłoni, słuchając spowolnionego rytmu swoich serc. Po kilku minutach wciągający, pełen spokoju sen powoli zaciągnął kurtynę nad tym gorącym, niezapomnianym wieczorem...
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Mau
Ostatnio stale opowiadanka o babach pedałach. Faceci próbują czytać, zachwytu u nich to nie budzi. Kobiety opowiadania erotyczne czytają rzadko, a te niespecjalnie heteronormatywne to już zupełnie sporadycznie.
PisarkaMojegoPana
Przecudowne
iskra957
@PisarkaMojegoPana Serdecznie mnie to kontentnuje