
Oboje siedzieli przez moment na skraju łóżka, wpatrując się w zegarek z niedowierzaniem. Było znacznie później, niż planowali.
— Kurwa mać… — sapnął Rafał, przecierając twarz dłonią. — Jak to w ogóle możliwe?
Zosia już zrywała się na nogi, kompletnie naga, włosy w nieładzie, ciało wciąż jeszcze noszące ślady nocnych pieszczot.
— Nie gadaj, tylko biegniemy!
Wpadli do łazienki prawie jednocześnie. Zosia wskoczyła pod prysznic, odkręcając ciepłą wodę na pełną moc. Strumienie spływały po jej piersiach, brzuchu, udach, zmywając resztki spermy i potu. Szybko namydliła ciało, szczególnie dokładnie między nogami i pośladkami, gdzie wciąż było ślisko i wrażliwie. Rafał w tym czasie stał przy umywalce, pastując zęby, spoglądając na nią przez lustro. Kiedy Zosia wyszła, ociekająca wodą, on wszedł pod prysznic, a ona stanęła przed lustrem. Szybko umyła zęby, potem nałożyła dyskretny makijaż – lekki podkład, odrobina tuszu, delikatny róż i błyszczyk. Włosy przeczesała i zostawiła rozpuszczone.
Umyci i odświeżeni ubierali się w pośpiechu.
Rafał narzucił na siebie eleganckie czarne spodnie i czarną koszulę, wsuwając nogi w skarpety i buty niemal automatycznie.
Ale to Zosia przyciągała cały jego wzrok.
Stała naga na środku sypialni, sięgając po bieliznę. Najpierw wsunęła białe, koronkowe stringi – cienki pasek zniknął między pośladkami, a trójkąt materiału ledwo zakrywał wygoloną cipkę. Potem zapięła biustonosz, który uniósł i wyeksponował jej piersi. Rafał poczuł, jak kutas drgnął w spodniach, kiedy obserwował, jak zakłada cieliste pończochy samonośne – najpierw jedną nogę, potem drugą, zatrzymując koronkę wysoko na udach. Czarna ołówkowa spódnica wsunęła się po biodrach, obcisła, sięgająca do kolan, ale z rozcięciem, które przy każdym ruchu odsłaniało fragment koronkowej pończochy. Biała, rozpinana bluzka została wpuszczona w spódnicę, a górne guziki Zosia zostawiła celowo rozpięte – rowek między piersiami był wyraźnie widoczny, a złoty wisiorek z pantofelkiem spoczywał dokładnie w jego środku. Na stopy wsunęła czarne szpilki na trzynastocentymetrowym obcasie. Włosy spływały swobodnie na ramiona. Mała czarna torebka powędrowała na ramię.
Rafał patrzył na nią i czuł, że robi mu się gorąco.
— Jezu, Zosia… — mruknął ochryple. — Jak ty wyglądasz…
— Spóźnimy się — odparła, ale w głosie miała uśmiech.
Nie było czasu na śniadanie. Zdecydowali, że zjedzą po spotkaniu.
Właśnie mieli wychodzić, kiedy drzwi pokoju Basi otworzyły się i w progu stanęły ich obie siostry – Basia i Tosia. Całkowicie nagie. Ich ciała nosiły wyraźne ślady namiętnej nocy: zaczerwienione, lekko opuchnięte cipki, drobne malinki na szyjach, piersiach i wewnętrznych stronach ud.
Basia zmrużyła oczy, wciąż jeszcze rozespana.
— Wy już… ubrani? Gdzie idziecie?
Zosia mówiła szybko, poprawiając torebkę:
— Mam rozmowę o pracę. U ciotki Rafała. A wy pamiętacie, że jesteście umówione w klinice?
Tosia podeszła pierwsza, przylgnęła nagim ciałem do ubranej Zosi i pocałowała ją lekko w policzek.
— Pamiętamy. Powodzenia.
Basia zaraz po niej uniosła się na palcach i dała Zosi ostrożnego, ale czułego całusa w usta, uważając, by nie zetrzeć błyszczyka.
— Daj im popalić — szepnęła z uśmiechem.
Rafał i Zosia wyszli. Winda zjechała gładko na parking podziemny. Kiedy szli między samochodami, Rafał nagle zapytał:
— Zosiu… a ty masz prawo jazdy?
Zosia spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.
— Nie. Zawsze chciałam zrobić, ale… nigdy nie było mnie stać.Rafał otworzył jej drzwi, ale zanim wsiadła, zatrzymał ją za rękę.
— Zapisz się na kurs. Naprawdę. Uwielbiam być twoim kierowcą, ale warto mieć tę niezależność.
Zosia stanęła na moment, objęła go za szyję i pocałowała namiętnie – głęboko, z wdzięcznością, nie zważając na to, że mogą ich zobaczyć kamery.
— Dziękuję — wyszeptała przy jego ustach. — Że zawsze o wszystkim myślisz.
Wsiedli do samochodu. Rafał odpalił silnik, a jego wzrok na chwilę spoczął na jej kolanach, na rozcięciu spódnicy i koronce pończochy. Ruszył.
Zosia usadowiła się wygodniej na fotelu, poprawiła spódnicę i spojrzała na niego.
— Opowiedz mi coś o ciotce Natalii.
Wyjeżdżając z garażu, Rafał włączył kierunkowskaz i włączył się do ruchu. Przez chwilę jechali w milczeniu, zanim Zosia przypomniała mu o prośbie.
— No… opowiadaj o Natalii.
Rafał westchnął, uśmiechając się lekko, choć wzrok trzymał na drodze.
— Tak naprawdę to wcale nie jest moja prawdziwa ciotka. Brat mojego dziadka dość wcześnie zmarł i zostawił żonę z małym dzieckiem. Młoda wdowa przez jakiś czas była sama, a potem poznała faceta, za którego wyszła. I już prawie po czterdziestce urodziła z nim córkę – właśnie Natalię. Natalia ma teraz trzydzieści pięć lat. Niewiele starsza ode mnie. I wygląda jeszcze młodziej.
Zosia uniosła brew.
— Przy takiej różnicy wieku traktowałeś ją raczej jak kuzynkę niż ciotkę, prawda?
— Dokładnie. — Rafał skinął głową. — A jako nastolatek… trochę się w niej podkochiwałem. Była dla mnie wtedy taka dojrzała. Seksowna. Nieosiągalna.
Zosia uśmiechnęła się bokiem ust.
— W takim razie musi być bardzo ładna.
— Jest. I w tym cały sęk – ona zawsze o tym wiedziała. Kiedy byłem nastolatkiem, nieraz mnie prowokowała. Ubiorem. Zachowaniem. Sposobem, w jaki się poruszała. Ja robiłem się czerwony jak burak i… no, nie zawsze udawało mi się ukryć, że mam erekcję.
Zosia spojrzała na niego z zainteresowaniem.
— Robiła to z rozmysłem?
— Natalia zawsze wszystkich uwodzi z rozmysłem — odparł Rafał. — Nieraz miałem wrażenie, że chciałaby mnie zaciągnąć do łóżka. Tylko że ja byłem wtedy za młody i za bardzo spłoszony, żeby cokolwiek zrobić. Poza…
Zawahał się.
Zosia natychmiast ponagliła go, kładąc dłoń na jego udzie.
— Mów dalej. Nie urywaj.
Rafał przełknął ślinę.
— No więc… któregoś razu, na jakimś rodzinnym zjeździe, Natalia przyszła do mnie do pokoju. Miała wtedy dwadzieścia cztery lata. Usiadła obok mnie na łóżku i zaczęła wypytywać, jak sobie radzę z dziewczynami. Jakie dziewczyny mi się podobają. Ja odpowiadałem szczerze… aż w końcu zapytała wprost, czy ona mi się podoba. I czy mnie podnieca.
Zosia mocniej zacisnęła uda. Jej oddech stał się nieco płytszy.
— I co jej powiedziałeś?
— Zrobiłem się czerwony jak rak, ale przyznałem, że tak. Bardzo. Wtedy położyła moją dłoń na swojej piersi i zapytała, czy kiedykolwiek widziałem nagą kobietę. Powiedziałem, że nie. Wstała, ściągnęła spodnie i bluzkę… została w samej bieliźnie. Była… naprawdę seksowna. Dla mnie, jako nastolatka, wyglądała jak bogini. Potem poprosiła, żebym zdjął jej biustonosz. Ręce mi się pociły, mocowałem się z zapięciem jak idiota. A ona w tym czasie zdjęła majtki. Stanęła przede mną naga. Ja tylko wpatrywałem się… a ona zaczęła rozbierać mnie. Kiedy ściągnęła mi bokserki, aż się zachłysnęła. Pogratulowała mi, że mam takiego wielkiego kutasa. Ja… nie miałem żadnego doświadczenia. Zamknąłem oczy ze wstydu… i poczułem jej usta na sobie. To było moje pierwsze doświadczenie z kobietą. Szybko doszedłem. W jej usta.
Zosia siedziała już wyraźnie spięta, uda mocno zaciśnięte, oddech przyspieszony.
— I co było dalej? — ponagliła go, głos mając nieco ochrypły. — Nie kończ tak!
Rafał rzucił jej szybkie, rozbawione spojrzenie, po czym wrócił wzrokiem na drogę.
— Później, kochanie. Właśnie dojeżdżamy.
Zosia jęknęła cicho z zawodu, ale skinęła głową.
— Dobra… ale chociaż powiedz, jak wygląda. Dokładnie.
Rafał zwolnił, szukając miejsca do parkowania.
— Zawsze była wręcz filigranowa. Szczupła, drobna… ale obdarzona nieprawdopodobnie dużymi piersiami. Długie, naturalnie kruczoczarne włosy. Alabastrowa cera.
Zosia parsknęła cichym śmiechem.
— Nadal cię podnieca, co?
Rafał spojrzał na nią poważnie, choć w kącikach ust drżał uśmiech.
— Kocham tylko ciebie. Ale muszę przyznać… Natalia zawsze działała na mnie jak magnes.
W tym momencie wjechał na wolne miejsce bezpośrednio przed kamienicą, w której mieściła się kancelaria. Zaciągnął hamulec ręczny i zgasił silnik.
Rafał otworzył ciężkie, szklane drzwi i wpuścił Zosię do środka.
Recepcja kancelarii zrobiła na nich wrażenie od progu. Wysokie sufity, jasne marmurowe podłogi, duże przeszklenia i zapach drogiego drewna wymieszany z subtelnymi nutami perfum.
Za szerokim, lakierowanym biurkiem siedziała uśmiechnięta kobieta. Na plakietce miała wypisane imię: Alicja. Była trochę pulchna, o pełnych kształtach – wielkie piersi niemal rozsadzały białą bluzkę, a krągły tyłek i masywne uda wypełniały dopasowane spodnie. Długie blond włosy miała upięte w imponujący, staranny kok. Gdy uniosła wzrok i zobaczyła Rafała, jej twarz rozjaśnił jeszcze szerszy uśmiech.
— Panie Rafale — powiedziała ciepłym, profesjonalnym głosem. — Pani mecenas już na państwa czeka.
Sięgnęła po słuchawkę, wcisnęła jeden z przycisków i po chwili mówiła:
— Pani Natalio, pan Rafał właśnie przyszedł… tak, z towarzyszką. Oczywiście.
Odłożyła słuchawkę, wstała i skinęła na nich.
— Proszę za mną.
Idąc korytarzem wyłożonym grubym, wyciszającym dywanem, Rafał nachylił się do ucha Zosi i wyszeptał:
— Natalia niedawno przeniosła kancelarię. Jestem tu pierwszy raz. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak duża… i tak wystawna. Musi naprawdę dobrze zarabiać.
Alicja, idąca kilka kroków przed nimi, najwyraźniej wszystko usłyszała, bo rzuciła przez ramię z lekkim uśmiechem:
— Pani Natalia zatrudnia obecnie dziesięcioro młodszych partnerów i spory personel pomocniczy. Kancelaria mocno się rozrosła.
Zatrzymała się przed masywnymi, dębowymi drzwiami, otworzyła je i stanęła z boku, wpuszczając ich do środka.
Gabinet Natalii był jeszcze bardziej imponujący niż recepcja. Duże okna, ciężkie zasłony, dębowe biurko o monumentalnych rozmiarach, przy jednej ze ścian skórzana kanapa i fotele w kolorze ciemnego koniaku. Na przeciwległej ścianie dominowało ogromne lustro sięgające od sufitu aż po podłogę – jedynie w jednym rogu stał regał wypełniony kodeksami i grube tomy prawnicze.
Przed biurkiem stała kobieta, która nie wymagała przedstawienia.
Natalia była dokładnie taka, jak opowiadał Rafał: filigranowa, drobna, o alabastrowej cerze. Smoliście czarne, długie włosy spływały jej swobodnie na ramiona. Miała na sobie obcisły komplecik w pastelowym różu – krótka spódniczka ciasno oplatająca biodra i dopasowany żakiet, zapięty w taki sposób, że odsłaniał górną część pełnych piersi. Wyglądało na to, że pod spodem nie ma nic poza skórą. Zgrabne nogi były obleczone cienkimi pończochami lub rajstopami – trudno było to rozróżnić. Od całej jej postaci biła pewność siebie i wyraźny, niedający się zignorować seksapil.
Uśmiechnęła się szeroko na ich widok i podeszła do Rafała. Pocałowała go w policzek, przytrzymując dłoń na jego ramieniu odrobinę dłużej, niż wymagała grzeczność.— Rafałek…
— Cześć, ciociu — odpowiedział automatycznie.
Natalia żartobliwie trzepnęła go w ramię.
— Prosiłam, żebyś mnie tak nie postarzał. Mam wrażenie, że robisz to specjalnie. — Spojrzała na Zosię z otwartą ciekawością. — A teraz przedstaw mi wreszcie to śliczne stworzenie, które ze sobą przyprowadziłeś.
Rafał odchrząknął, kładąc dłoń na talii Zosi.
— To Zosia. Moja dziewczyna.
Natalia nie dała Zosi czasu na reakcję. Porwała ją w ramiona i pocałowała delikatnie, ale zdecydowanie w oba policzki. Zapach jej perfum – ciężki, drogi, z nutą wanilii i czegoś ostrzejszego – otulił Zosię na moment.
— Miło mi poznać — powiedziała Zosia grzecznie. — Pani…
— Natalia — poprawiła ją natychmiast kobieta. — Tylko Natalia. Żadnych pani.
Zosia skinęła głową, czując na sobie uważne, oceniające spojrzenie.
— Dobrze… Natalia.
Natalia wskazała na dwa skórzane fotele stojące przed biurkiem.
— Siadajcie, proszę.
Rafał i Zosia zajęli miejsca. Natalia usiadła po drugiej stronie wielkiego biurka, skrzyżowała nogi i oparła łokcie na blacie. Jej uśmiech stał się odrobinę bardziej biznesowy, choć w oczach wciąż tańczyło zainteresowanie.
— Słyszałam, że chciałabyś u mnie pracować.
Zosia wzięła głęboki oddech, składając ręce na kolanach. Głos miała spokojny, choć w środku wszystko jej drżało.— Tak. Chcę od października zacząć studia prawnicze. Mam tylko średnie wykształcenie, ale jestem gotowa robić wszystko. Nawet parzyć kawę, jeśli zajdzie potrzeba. Wiem, że to, czego nauczę się tutaj przy okazji, będzie bezcenne zarówno na studiach, jak i później. Teoria to jedno… doświadczenie to drugie.
Natalia rozparła się wygodniej w fotelu, badawczo przyglądając się dziewczynie. Palce bębniły lekko o blat biurka.
— Jesteś inteligentna. To widać od razu. I bystra. — Uśmiechnęła się lekko. — Od parzenia kawy mam ludzi. Dla ciebie znalazłabym coś wymagającego większego zaangażowania. Szukam właśnie osobistej asystentki. Pilnowanie kalendarza, towarzyszenie mi na sali sądowej, notatki z rozpraw, umawianie spotkań… — przerwała na moment, mierząc Zosię wzrokiem od stóp do głów. — Twoja uroda też nie jest bez znaczenia. Sama dobrze wiem, jak działa atrakcyjność. A atrakcyjna asystentka tylko podkreśla status.
Zosia poczuła, jak gorąco zalewa jej policzki. Natalia kontynuowała bezlitośnie:
— Nie spodziewaj się jednak sielanki. Nieraz będą nadgodziny. Nieraz będziesz biegać cały dzień z pustym żołądkiem. To nie jest praca dla osób szukających wygody.
— Dam z siebie wszystko — zapewniła Zosia szybko. — Naprawdę. Jestem gotowa na każde wyrzeczenie.
Rafał, który do tej pory milczał, odezwał się z wyraźną dumą:
— Zosia jest pracowita jak pszczółka. Naprawdę.
Natalia zaśmiała się krótko, nisko.
— To widać na pierwszy rzut oka. A ja znam się na ludziach.
Właśnie wtedy Zosi z nerwów wypadła torebka. Spadła na gruby dywan z cichym odgłosem. Dziewczyna odruchowo schyliła się, sięgając pod biurko.
I zobaczyła.
Złączone w kolanach zgrabne nogi Natalii nagle się rozchyliły. Pończochy samonośne kończyły się wysoką koronką, a powyżej… naga, gładko wygolona cipka. Długie, mięsiste wargi były lekko rozchylone, łechtaczka wyraźnie nabrzmiała, a całe wejście lśniło od wilgoci. Natalia siedziała tak celowo, wystawiając się na widok.
Zosia poderwała się tak gwałtownie, że prawie uderzyła głową o blat. Torebkę rzuciła na kolana, policzki płonęły jej żywym ogniem. W cipce poczuła nagłe, gorące pulsowanie – ciało zareagowało szybciej niż rozum.
Rafał, nieświadomy niczego, mówił właśnie:
— Mam nadzieję, że dobrze się nią zaopiekujesz.
Natalia wbiła wzrok prosto w oczy Zosi. Jej głos był spokojny, ale pełen znaczenia:
— Bądź spokojny, Rafałek. Zajmę się twoim skarbem.
To spojrzenie sprawiło, że Zosia poczuła, jak jej majteczki robią się mokre w ciągu sekund.
Nagle zza drzwi dobiegł głośny, wzburzony głos Alicji:
— Pan nie może wejść! Pani mecenas ma gości! Proszę poczekać!
Męski, pogardliwy baryton odparł z wyraźną kpina:
— Nie po to płacę takie pieniądze, żeby siedzieć w poczekalni jak petent. A jak mi umilisz oczekiwanie, blondyneczko… to może nawet poczekam.
Natalia zerwała się na równe nogi. Twarz miała nagle poważną, prawie bladą.
— To niebezpieczni ludzie — rzuciła cicho, ale ostro. — Musicie się schować. Natychmiast.
Rafał rozejrzał się po gabinecie z kompletnie niezrozumiałym wyrazem twarzy. Natalia już była przy regale stojącym przy lustrzanej ścianie. Jednym zdecydowanym ruchem odsunęła go w bok – regał okazał się ukrytymi drzwiami.
— Szybko! — syknęła. — I ani słowa. Cokolwiek się będzie działo, nie dajecie znaku życia.
Rafał nie pytał. Wepchnął Zosię do ciemnego pomieszczenia za ścianą i wszedł zaraz za nią. Natalia zamknęła drzwi z cichym, ale zdecydowanym kliknięciem.
Zosia i Rafał znaleźli się w półmroku.
Pomieszczenie było niewielkie, ale stała w nim szeroka, puchowa kanapa ustawiona dokładnie naprzeciwko ściany, przez którą weszli. Największym szokiem okazało się jednak światło. Ściana, która od strony gabinetu była wielkim lustrem, tutaj działała jak lustro weneckie. Widzieli cały gabinet Natalii z idealną ostrością, jakby oglądali film na wielkim ekranie. Sami pozostawali niewidoczni.
Zamarli.
Drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem.
Natalia zdążyła tylko stanąć przed biurkiem, kiedy do środka wszedł wysoki, barczysty mężczyzna po czterdziestce. Garnitur miał dobrze skrojony, drogi, ale twarz i sylwetka krzyczały „zawodowy bokser”. Szerokie barki, grube przedramiona, krótkie włosy, a po szyi, dłoniach i części twarzy pełzały ciemne tatuaże. Rosyjski akcent był wyraźny, kiedy od progu ryknął:
— Ta głupia pizda w recepcji mówiła, że ktoś u ciebie jest. A tu kurwa pusto. Sama siedzisz.
Natalia oparła się o brzeg biurka, przybierając pozę spokojnej pewności siebie.
— To nie wina Alicji, Ivan. Wyraźnie kazałam jej nikogo nie wpuszczać. A ty przecież wiesz najlepiej – jak się swoim ludziom coś każe, to mają robić, a nie dyskutować.
Jak na zawołanie do gabinetu weszło dwóch mężczyzn. W porównaniu z Ivanem wyglądali jeszcze potężniej – monstrualnie umięśnieni, napakowani, z szyjami grubymi jak uda normalnego człowieka. Obaj w identycznych czarnych, obcisłych T-shirtach, które ledwo trzymały się na ich torsach, i w dżinsach. Stanęli po obu stronach drzwi. Jeden z nich (ten nieco wyższy) starannie je zamknął.
Ivan rzucił się ciężko w fotel i parsknął śmiechem.
— Masz rację. Vlad i Vasyl zabiliby, gdybym kazał. Więc odpuszczę tej tłuściutkiej blondynce małe kłamstewko.
Natalia skrzyżowała ramiona.
— Co cię do mnie sprowadza, Ivan?
Mężczyzna wyciągnął nogi i spojrzał na nią spode łba.
— Prokurator uparł się, żeby mnie deportować. A to by mi kurwa bardzo zaszkodziło w interesach.
Natalia uśmiechnęła się chłodno.
— Tym bardziej, że wtedy nie miałbyś już potrzeby mnie opłacać.Ivan pokiwał głową.
— Wymyśl coś, Natalia. Szybko.
Kobieta mówiła krótko, rzeczowo, jakby omawiała zwykłą sprawę cywilną:
— Bierzesz fikcyjny ślub z Polką, która jest w ciąży. Uznajesz dziecko za swoje. Wtedy możesz się powołać na ochronę życia rodzinnego. Deportacja rozdzieliłaby rodzinę i pozbawiła żonę oraz nienarodzone dziecko środków do życia. Sądy tego nie lubią.
Ivan odwrócił się do swoich ludzi.
— Któraś z panienek w burdelach jest w ciąży?
Vasyl odchrząknął.
— Dwie. Iwona i Gośka.
— Która ładniejsza i lepiej się rucha?
Obaj odpowiedzieli prawie jednocześnie:
— Gośka.
Ivan wzruszył ramionami i spojrzał z powrotem na Natalię.
— To załatwione. I lepiej dla ciebie, żeby to zadziałało.
Vlad zachichotał nisko.
— Szefie, to znaczy, że już nie możemy jebać Gośki? Skoro będzie twoją żoną?
Ivan odwrócił się do niego z pogardliwym uśmiechem.
— A jaka kurwa różnica? Cipa to cipa.
W ukrytym pomieszczeniu Zosia wcisnęła twarz w ramię Rafała. Oddychała płytko, serce biło jej jak oszalałe. Rafał trzymał ją mocno, jedną ręką obejmując jej biodra, drugą przyciskając jej głowę do siebie. Oboje patrzyli przez lustro, nie mogąc oderwać wzroku.
Ivan wstał, podszedł bliżej Natalii i bezceremonialnie rozpiął rozporek.
— Wiesz, co masz robić.
Natalia bez słowa opadła na kolana na gruby dywan. Wyjęła jego kutasa. Był monstrualny – gruby, długi, ciemny od napływu krwi, z wyraźnie zarysowanymi żyłami i szeroką główką. Natalia oblizała pełne usta, otworzyła je szeroko i jednym, wprawnym ruchem nabijała gardło na całą długość jego penisa.
Wersja robocza materiału.