
Nocą Rafał ocknął się nagle. Coś było nie tak. Przez chwilę leżał nieruchomo, nasłuchując. Potem usłyszał cichy, tłumiony szloch. Zosia leżała tyłem do niego, skulona, i płakała tak, żeby go nie obudzić. Rafał natychmiast się przesunął, objął ją mocno od tyłu i przycisnął do swojej piersi.
— Shhh… jestem tu — wyszeptał jej we włosy.
Odwrócił ją delikatnie ku sobie. W ciemności pocałował mokre ścieżki łez na jej policzkach, na skroniach, na powiekach. Nie pytał o nic. Po prostu tulił, głaskał po plecach, całował każdą łzę, aż jej oddech się uspokoił, a ciało rozluźniło. Trzymał ją tak długo, aż znowu zapadła w sen – tym razem głębszy, spokojniejszy. Sam zasnął dopiero wtedy, kiedy był pewien, że już nie płacze.
Rano Zosia obudziła się pierwsza. Rafał spał jeszcze głęboko, z ręką rzuconą na jej talii. Ostrożnie wysunęła się z łóżka, narzuciła jego koszulę i wymknęła się do kuchni. Przygotowała śniadanie z prawie czułą starannością: jajecznica z szczypiorkiem, awokado, świeże pieczywo, sok, kawa. Kiedy wszystko było gotowe, wróciła do sypialni, uklękła przy łóżku i zaczęła budzić go pocałunkami – najpierw w ramię, potem w szyję, w kącik ust, w koniec w pełne usta.
Rafał zamruczał, otworzył oczy i uśmiechnął się senne.
— To najlepszy budzik, jaki miałem w życiu.
— Śniadanie czeka — wyszeptała. — Basi nie budzimy. Niech śpi ile chce.
Jedli w kuchni, blisko siebie, cicho rozmawiając o niczym i o wszystkim. Atmosfera była miękka, intymna. Rafał co chwilę sięgał przez stół, żeby musnąć jej dłoń albo poprawić kosmyk włosów. Zosia czuła, jak pod stołem jego noga ociera się o jej. Napięcie erotyczne było obecne, ale stonowane – jak żar pod popiołem.
Nagle zadzwonił telefon Rafała. Uniósł brwi, spojrzał na wyświetlacz i odebrał.
— Słucham… Tak. Rozumiem. Nie, dam radę przyjechać. Dajcie mi godzinę. — Rozłączył się i westchnął. — Muszę wpaść do firmy na kilka godzin. Kilka decyzji wymaga mojego podpisu. Nie da się tego załatwić zdalnie.
Zosia spuściła wzrok na talerz. Smutek odbił się jej na twarzy zanim zdążyła go ukryć.
— Czyli… będziemy musieli spędzić te kilka godzin osobno.
Rafał pochylił się ku niej.
— Albo nie. Jedź ze mną.
Oczy Zosi rozjaśniły się natychmiast.
— Naprawdę? Mogę?
— Nie tylko możesz. Chcę, żebyś pojechała.
Ubierała się z ledwie skrywaną radością. Wybrała elegancką, dopasowaną sukienkę w kolorze ciemnej zieleni, która podkreślała jej szczupłą sylwetkę i kończyła się tuż nad kolanami. Do tego beżowe szpilki na niskim obcasie i delikatny złoty wisiorek z pantofelkiem, który dostała od Rafała. Włosy spięła w niski, schludny kok. Na stole w kuchni zostawiła karteczkę:
„Basiu, pojechaliśmy z Rafalem do jego firmy. Wrócimy po południu. Śniadanie w lodówce. Nie martw się. Buziaki, Zosia”.
W samochodzie Rafał prowadził jedną ręką, drugą trzymając jej dłoń na swojej udzie. Co jakiś czas przeciągał kciukiem po jej skórze, a Zosia czuła, jak to proste dotknięcie rozpala ją od środka.
Siedziba firmy zajmowała cały nowoczesny biurowiec w innej, bardziej biznesowej dzielnicy. Szklana fasada lśniła w porannym słońcu. Rafał zaparkował w podziemnym garażu i w windzie, zanim drzwi się otworzyły, przycisnął ją na moment do ściany i pocałował głęboko, żądnie.
— Żebyś pamiętała, do kogo wrócisz po tych kilku godzinach — mruknął jej w usta.
Firma okazała się ogromna. Rafał wyjaśnił jej w drodze na najwyższe piętro:
— Mamy oddziały w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. Za pół roku otwieramy filię w Berlinie. To będzie pierwszy zagraniczny krok.
Zosia słuchała z otwartymi oczami, wyraźnie zafascynowana.
Na recepcji dyrektorskiej czekała już asystentka. Elwira. Dwadzieścia sześć lat, wysoka, zadbana, w eleganckim kostiumie. Uśmiechnęła się profesjonalnie, kiedy Rafał ją przedstawił.
— Elwira, to Zosia. Zosia – Elwira. Elwira oprowadzi cię trochę, jak będę zajęty podpisami.
Elwira była miła, kompetentna i bardzo uprzejma. Prowadziła Zosię po kolejnych działach, tłumaczyła, uśmiechała się. Ale Zosia nie była naiwna. Widziała, jak asystentka zerka na Rafała, kiedy myślała, że nikt nie patrzy. Widziała ten cień czegoś więcej niż zwykła lojalność służbowa. W jej własnej piersi odezwała się ostra, nieprzyjemna zazdrość. Starała się jej nie pokazywać. Uśmiechała się, zadawała pytania, zachowywała spokój. Ale za każdym razem, gdy Elwira stawała zbyt blisko Rafała albo śmiała się odrobinę zbyt ciepło, Zosia czuła, jak coś w niej się zaciska.
A jednocześnie, kiedy Rafał przechodził obok i kładł jej dłoń na dolnej części pleców – właścicielsko, naturalnie – całe napięcie erotyczne między nimi wracało jak fala. Jeden dotyk wystarczał, żeby zapomniała o asystentce, o spojrzeniach pracowników i o wszystkim innym.
Wizyta w firmie upłynęła szybciej, niż Zosia się spodziewała. Rafał zniknął w sali konferencyjnej z plikiem dokumentów i dwoma dyrektorami, a Elwira natychmiast przejęła opiekę nad dziewczyną. Była profesjonalna, uprzejma i – jak Zosia szybko zauważyła – bardzo uważna.
Po kwadransie Zosia odezwała się spokojnie:
— Elwira… możesz mówić mi po imieniu. Jeśli nie masz nic przeciwko.
Asystentka na moment się zawahała, po czym uśmiechnęła się nieco cieplej.
— Dobrze. Zosia.
Oprowadziła ją po kolejnych piętrach. Pokazała open space programistów, gdzie panował kontrolowany chaos monitów i cichego stukania w klawiatury. Potem dział HR, marketing, finanse. Zosia zadawała pytania – konkretne, celne, czasem zaskakująco złożone. Elwira odpowiadała, a w pewnym momencie sama zaczęła patrzeć na dziewczynę z rosnącym zainteresowaniem.
Rafał skończył podpisywać dokumenty później, niż planował. Wyszedł z sali konferencyjnej, rozpiął nieco kołnierzyk koszuli i ruszył szukać Zosi. Znalazł je w dziale kadr. Stanął w przejściu, opierając ramię o framugę, i przez dłuższą chwilę po prostu obserwował.
Zosia siedziała na skraju biurka, pochylona lekko do przodu, i wypytywała Elwirę o politykę awansów, o system benefitów, o to, jak firma radzi sobie z rotacją. Mówiła swobodnie, precyzyjnie, z elokwencją, której nikt by się nie spodziewał po kimś, kto jeszcze niedawno spał w pustostanie. Rafał czuł, jak coś ciepłego i dumnego rozlewa mu się w piersi. A jednocześnie – jak za każdym razem, gdy na nią patrzył – narastało w nim pożądanie. Ciemnozielona sukienka obcisnęła jej talię i biodra, złoty pantofelek błyszczał na szyi, a kiedy gestykulowała, sukienka lekko unosiła się na udach.
W końcu podszedł. Zosia poczuła jego obecność jeszcze zanim się odezwał. Odwróciła się. Rafał nie powiedział nic. Po prostu objął ją w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował – czule najpierw, potem coraz głębiej, coraz namiętniej. Na oczach całego działu. Kilka osób zaczęło się uśmiechać. Ktoś zagwizdał przyjaźnie, ktoś inny klasnął. Rafał był lubiany, więc nikt nie protestował – przeciwnie, atmosfera stała się od razu cieplejsza.
Zosia spłonęła rumieńcem aż po dekolt, ale nie odsunęła się. Kiedy pocałunek się skończył, wtuliła twarz w jego ramię, ukrywając uśmiech.
Elwira stała z boku. Uśmiechała się profesjonalnie, ale w jej oczach Zosia dostrzegła coś, czego nie dało się ukryć: zazdrość zmieszaną z rezygnacją. Wiedziała już, że przegrała walkę, której nawet nie zdążyła oficjalnie rozpocząć.
Wyszli z biurowca chwilę później. W samochodzie Rafał zamiast jechać prosto do domu, skręcił w stronę centrum.
— Jest jedna rzecz, którą chciałbym zrobić — powiedział. — Zanim wrócimy.
Zatrzymali się przed dużą, elegancką księgarnią. Rafał wziął Zosię za rękę i wprowadził ją między wysokie regały.
— Wybierz sobie coś. Cokolwiek. Ile chcesz. Nie patrz na ceny.
Zosia najpierw opierała się odruchowo, ale Rafał był nieugięty. Chodzili między półkami, zaglądając sobie przez ramię, wymieniając się książkami, śmiejąc się cicho. Ona wybierała literaturę piękną i psychologię, on – reportaże i fantastykę. W pewnym momencie, w wąskim przejściu między regałami z poezją, Rafał przycisnął ją do półek i pocałował znowu. Tym razem wolniej, głębiej, z ręką wsuwającą się pod jej sukienkę na wysokość uda. Zosia jęknęła mu w usta, wplatając palce w jego włosy. Pachniało papierem, nowymi książkami i ich wzajemnym pożądaniem.
Kiedy w końcu wyszli z pełną torbą książek, oboje byli wyraźnie rozgrzani. Rafał otworzył jej drzwi samochodu, a zanim usiadła, musnął ustami jej nadgarstek.
— Jedziemy do domu — powiedział nisko. — Bo jeśli jeszcze raz cię pocałuję w miejscu publicznym, to nie ręczę za siebie.
Basia obudziła się sama. Słońce stało już wysoko, a mieszkanie tonęło w ciszy. Przez chwilę leżała nieruchomo, wpatrując się w biały sufit, zanim przypomniała sobie, gdzie jest. Wstała boso i zaczęła chodzić po apartamencie jak po obcym królestwie.
Sześć sypialni. Cztery łazienki. Ogromny salon z widokiem na miasto, jadalnia z długim stołem, kuchnia jak z katalogu, biblioteka pełna półek, nawet jakieś małe składziki i garderoby. Wszystko pachniało czystością, nowością i pieniędzmi. Basia otwierała kolejne drzwi z mieszaniną niedowierzania i dziecięcej ciekawości.
W kuchni na stole znalazła karteczkę. Pismo Zosi:
„Basiu, pojechaliśmy z Rafalem do jego firmy. Wrócimy po południu. Śniadanie w lodówce. Nie martw się. Buziaki, Zosia”.
Uśmiechnęła się. Zjadła pozostawione śniadanie w milczeniu, siedząc na wysokim stołku przy wyspie. Potem postanowiła wziąć kąpiel.
Łazienka przy jej pokoju była jasna i przestronna. Namówiła wannę prawie po brzegi, dodała płyn, który znalazła na półce, i weszła do gorącej wody z głośnym westchnieniem. Oparła głowę o brzeg i zamknęła oczy.
Najpierw pojawił się Rafał. W wyobraźni stał nad wanną, nagi, z tym swoim absurdalnie dużym, twardym kutasem. Schylał się, całował ją, brał w ramiona. Basia poczuła, jak między udami zbiera się ciepło. Powoli spuściła dłoń pod wodę. Najpierw gładziła wewnętrzną stronę ud, potem delikatnie rozchyliła wargi i zaczęła krążyć palcem wokół łechtaczki.
Wyobrażała sobie, jak Rafał wchodzi do wanny za nią, jak rozchyla jej nogi i wsuwa się w nią jednym długim ruchem. Jęknęła cicho. Palce pracowały coraz szybciej, dwa wsunęły się do środka, podczas gdy kciuk naciskał na napęczniały pączek. Woda pluskała rytmicznie.
Potem obraz się zmienił. Rafał zniknął, a na jego miejscu pojawiła się Zosia. Starsza siostra – naga, mokra, z rozpuszczonymi blond włosami – pochylała się nad nią i całowała ją w usta. W wyobraźni Basi ich piersi stykały się, dłonie Zosi zastępowały jej własne, język siostry lizał jej szyję, a potem schodził niżej. Basia wygięła się w wannie, rozchylając uda szerzej. Teraz już nie wiedziała, kogo pragnie bardziej. Wizje mieszały się: raz to Rafał brał ją od tyłu, trzymając za biodra, raz to Zosia klęczała między jej nogami i lizała ją powoli, patrzyła jej w oczy. Czasem byli oboje naraz – Rafał w jej ustach, Zosia między udami.
Masturbowała się bez litości. Trzy palce wchodziły i wychodziły mokrym, głośnym odgłosem, kciuk bezlitośnie tarł łechtaczkę, druga ręka ściskała własną pierś, szczypiąc sutek. Woda chlapała na podłogę. Oddychała coraz szybciej, coraz głośniej, aż w końcu całe ciało spięło się w łuk.
Orgazm nadszedł nagle i z siłą, która prawie ją przestraszyła. Uda zaczęły gwałtownie drżeć, cipka zaciśnięta na palcach pulsowała w długich, rytmicznych skurczach, a z gardła wyrwał się stłumiony, przeciągły krzyk. Fale przyjemności przechodziły jedna po drugiej – gorące, mokre, niekontrolowane. Przez kilka sekund widziała tylko białe błyski pod powiekami, a mięśnie brzucha i ud kurczyły się tak mocno, że bolały. Kiedy wreszcie opadła z powrotem do wody, cała drżała, a między nogami czuła intensywne, słodkie pulsowanie.
Leżała tak długo, aż oddech wrócił do normy. Potem wstała, spuściła wodę i stanęła przed dużym lustrem. Otarła parę dłonią. Przyglądała się swojemu nagiemu ciału: szczupłemu, prawie dziewczęcemu, z małymi, jędrnymi piersiami, wąską talią, wystającymi biodrami i gładkim, jasnym trójkątem między udami. Dotknęła jeszcze wrażliwej łechtaczki i wzdrygnęła się.
Ubierała się wygodnie i domowo: miękkie szare legginsy, oversize’ową koszulkę Rafała, którą znalazła w pralce, i grube skarpetki. Włosy związała w niedbały kok.
W kuchni otworzyła lodówkę i postanowiła zrobić obiad. Nie umiała gotować prawie nic, więc wyjęła telefon i wpisała w wyszukiwarkę „proste spaghetti bolognese”. Przez następną godzinę walczyła z mięsem mielonym, pomidorami, cebulą i makaronem, mając na rękach mąkę i sos. W końcu jednak na stole stanęły trzy talerze dymiącego spaghetti, sałatka i pieczywo.
Właśnie ścierała blaty, kiedy usłyszała odgłos otwieranych drzwi wejściowych i znajome głosy Rafała i Zosi na korytarzu.
Basia usłyszała odgłos drzwi i prawie wybiegła na korytarz. Kiedy Rafał i Zosia pojawili się w progu, rzuciła się najpierw na siostrę, potem na niego, obejmując ich oboje na raz mocno, prawie desperacko.
— Wróciliście! — pisnęła. — Zrobiłam wam obiad. Chodźcie, zanim wystygnie.
Zosia uniosła brwi z udawaną trwogą.
— O Boże. Może od razu zadzwonić po pogotowie?
Rafał zaśmiał się nisko i pogładził Basię po włosach.
— Ja jestem naprawdę głodny. Ryzykuję.
Usiedli przy stole w kuchni. Basia z dumą nakładała spaghetti na talerze, obserwując ich bacznie, jeszcze sama nie próbując. Rafał i Zosia wymienili krótkie, porozumiewawcze spojrzenie nad stołem. Pierwszy kęs powiedział im wszystko – danie było wyraźnie, mocno przesolone. Sos miał dobry smak, mięso było w porządku, ale sól dominowała bezlitośnie. Mimo to oboje jedli dzielnie, łykając duże łyki soku po każdym kęsie, uśmiechając się do Basi i chwaląc.
— Całkiem nieźle — skłamał Rafał z pełnymi ustami.
— Naprawdę się postarałaś — dodała Zosia, choć oczy jej łzawiły od soli.
Basia w końcu usiadła i wzięła swój pierwszy kęs. Przez sekundę jej twarz była spokojna. Potem oczy zrobiły się wielkie, a usta wykrzywiły się w grymasie. Odstawiła widelec z hukiem i wybiegła z kuchni z głośnym szlochem.
Zosia zerwała się natychmiast i pobiegła za nią. Zastała siostrę w jej pokoju, siedzącą na skraju łóżka z twarzą w dłoniach.
— Basia…
— Chciałam coś dla was zrobić! — szlochała dziewczyna. — Pierwszy raz w życiu próbowałam ugotować coś porządnego i wyszła katastrofa. Jestem beznadziejna.
Zosia usiadła obok i objęła ją mocno.
— Hej. Spójrz na mnie. Nie miałaś kiedy i gdzie się nauczyć. Nikt cię tego nie uczył. To normalne, że za pierwszym razem wyszło za słono. Rafał i ja zjedliśmy prawie wszystko, bo wiedzieliśmy, że się starałaś. To się liczy. Naprawdę.
Basia długo się opierała, ale w końcu dała się przekonać. Otarła oczy, pociągnęła nosem i nagle, bez żadnego ostrzeżenia, pochyliła się i pocałowała Zosię prosto w usta. Pocałunek był krótki, miękki, ale zdecydowanie nie siostrzany. Zosia w pierwszym odruchu drgnęła z zaskoczenia, lecz niemal natychmiast przeszła nad tym do porządku dziennego – uznała to za emocjonalny wybuch młodszej siostry, za potrzebę bliskości po porażce.
— Chodź — powiedziała tylko, wstając i pociągając Basię za rękę. — Rafał pewnie już coś wymyślił.
W kuchni Rafał stał przy blacie z telefonem w dłoni.
— Zamówiłem pizzę. Dużą. Różne smaki. Za dwadzieścia minut będą.
Usiedli we trójkę przy stole, czekając. Basia stopniowo odzyskiwała humor, rzucając żarty z samej siebie, Rafał dokuczał jej lekko, a Zosia śmiała się razem z nimi. Atmosfera znowu stała się lekka.
A jednak Zosia nie potrafiła całkiem wypuścić z głowy tego pocałunku. Czuła jeszcze na ustach ciepło warg Basi – miękkich, słonych od łez. I wbrew sobie, wbrew wszystkiemu, co uważała za normalne, między jej udami zbierało się powolne, niepokojące ciepło. Podniecenie. Ciche, niechciane, ale wyraźne. Zerknęła na siostrę, potem na Rafała, i poczuła, jak napięcie między całą trójką gęstnieje w powietrzu.
Pizza przyjechała punktualnie. Basia poderwała się z krzesła, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać.
— Ja odbiorę!
Wybiegła na korytarz i otworzyła drzwi. Dostawca był naprawdę młody – może osiemnaście, dziewiętnaście lat – wysoki, z ciemnymi włosami i całkiem przystojną twarzą. W pierwszym momencie jego oczy wyraźnie się rozjaśniły na widok szczupłej blondynki w legginsach i oversize’owej koszulce. Zainteresowanie było oczywiste. Potem jednak wzrok chłopaka prześlizgnął się po luksusowym holu, po drzwiach apartamentu zajmującego całe piętro, i coś w jego minie się zmieniło. Basia zobaczyła to wyraźnie: wziął ją za rozpuszczoną, bogatą pannicę, która od zawsze mieszkała w takim miejscu i pewnie nawet nie wie, ile kosztuje normalna pizza.
Wkurzyło ją to bardziej, niż się spodziewała. Uśmiech zniknął jej z twarzy.
— Dziękuję — powiedziała oschle, odbierając pudełka. — Reszta dla pana.
Zatrzasnęła drzwi, zanim dostawca zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
Wróciła do kuchni z miną, która jasno mówiła, że nie chce rozmawiać o tym, co się stało. Rafał i Zosia nie dopytywali. Otworzyli pudełka, rozłożyli serwetki i zaczęli jeść, żartując o wszystkim i o niczym. Basia szybko odzyskała humor i znowu zaczęła ich czepiać, a atmosfera stała się lekka, prawie rodzinna.
A jednak napięcie między Zosią a Rafalem było tak gęste, że aż namacalne. Nie mogli oderwać od siebie wzroku. Każde spojrzenie trwało odrobinę za długo, każde przypadkowe musnięcie dłoni pod stołem kończyło się dłuższym zatrzymaniem. W pewnym momencie Zosia nachyliła się nad kawałkiem pizzy i sos spłynął jej cienką ścieżką po policzku. Zanim zdążyła sięgnąć po serwetkę, Rafał pochylił się ku niej, objął dłonią jej kark, pocałował w usta, a potem wolno, bardzo świadomie, zlizał sos z jej skóry. Język przeciągnął się po policzku aż do kącika ust. Zosia zamknęła oczy i cicho westchnęła.
Basia odłożyła kawałek pizzy i uniosła brwi.
— Słuchajcie… może powinnam pójść na dłuższy spacer? Żebyście mogli zostać sami i wreszcie się ze sobą ułożyć, zanim eksplodujecie.
Zosia spłonęła rumieńcem aż po dekolt. Rafał odsunął się odrobinę, choć ręka wciąż spoczywała na jej udzie.
— Może trochę przesadziłem z okazywaniem uczuć — powiedział poważnie. — Przepraszam, jeśli było niezręcznie.
Basia przewróciła oczami, ale uśmiechała się.
— Oj, dajcie spokój. Jestem na tyle dorosła, żeby wiedzieć, że oboje macie ochotę zerwać z siebie nawzajem ubranie i nie wyjść z sypialni do rana. Jak będziecie chcieli zostać sami, to wystarczy powiedzieć. Zajmę się sobą. — Umilkła na sekundę, a w jej oczach pojawił się błysk czegoś bardziej intensywnego. — Chociaż… muszę przyznać, że oglądanie was w takich momentach jest dość podniecające.
Zapadła krótka, gęsta cisza. Rafał poczuł, jak coś w nim się zaciska. Miał ochotę wstać, wziąć Zosię na ręce i zabrać do sypialni natychmiast – rozebrać ją, położyć na łóżku i kochać się z nią tak wolno i dokładnie, żeby zapamiętała każdy centymetr tego pierwszego razu do końca życia. Jednocześnie wiedział, że chce, aby ten moment był wyjątkowy. Bez słuchania, czy Basia chodzi po korytarzu. Bez oglądania się na to, co młodsza siostra może usłyszeć albo pomyśleć. W dodatku nie był nawet pewien, czy Basia wie, że Zosia wciąż jest dziewicą. Odgonił te myśli z wysiłkiem i tylko pogładził Zosię po zewnętrznej stronie dłoni, splatając z nią palce.
Basia, jakby wyczuwając zmianę atmosfery, wstała i zaczęła sprzątać. Zebrała pudełka po pizzy, talerze po swoim nieudanym spaghetti, wytarła blaty i nastawiła zmywarkę. Robiła to szybko, prawie nerwowo, jak ktoś, kto potrzebuje zajęcia.
Kiedy skończyła, cała trójka przeniosła się do salonu. Rafał usiadł na dużej sofie, a Zosia natychmiast wtuliła się w niego, opierając głowę na jego ramieniu i kładąc dłoń na jego piersi. Basia z kolei umościła sobie wygodne gniazdko w szerokim fotelu naprzeciwko – podkurczone nogi, koc, poduszka. Z pozoru wyglądali jak zwykła, spokojna trójka domowników. Pod spodem jednak powietrze wciąż wibrowało od niedopowiedzianych pragnień, od spojrzeń, które trwały za długo, i od świadomości, że między nimi trojgiem dzieje się coś, czego nikt jeszcze nie nazwał wprost.
Siedzieli w salonie w wygodnej, prawie domowej ciszy. Rafał miał ramię zarzucone na oparcie sofy tuż za plecami Zosi, a ona siedziała tak blisko, że jej udo stykało się z jego na całej długości. Basia w fotelu naprzeciwko co jakiś czas zerkała na nich spod rzęs, udając, że przewija coś w nowym telefonie. Powietrze wciąż było gęste od wcześniejszego napięcia – od zlizanego sosu, od słów Basi o zrywaniu ubrań, od niedopowiedzianych pragnień.
Rafał odezwał się nagle, nieco poważniejszym tonem:
— Zosiu, Basia… już z Zosią rozmawialiśmy o studiach. Dla was obu.
Basia uniosła głowę, wyraźnie zaskoczona.
— Studiach? Teraz?
— Wasze wyniki matury są imponujące — kontynuował Rafał. — Naprawdę. Sto procent, dziewięćdziesiąt sześć… to nie są wyniki, które się marnuje. Jest dopiero początek lipca, ale jeśli chodzi o rekrutację, to prawie ostatni dzwonek. Chcę, żebyście pomyślały. Na jakim kierunku widzicie swoją przyszłość?
Zosia odwróciła się do niego, a jej dłoń nieświadomie spoczęła na jego kolanie.
— Przypominam ci, o czym się umówiliśmy — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Ja sama zapłacę za swoje studia. Tak obiecałeś.
Rafał spojrzał na nią długo, z namysłem. Jego kciuk zaczął powoli gładzić zewnętrzną stronę jej uda przez dżinsy – ledwie zauważalny ruch, który jednak sprawił, że Zosia poczuła dreszcz.
— Skoro obiecałem, to dotrzymam słowa — odparł spokojnie. — Pracy też nie braknie, więc o to się nie martw. Ale w tej chwili nie myśl o pieniądzach. Pomyśl, co naprawdę chciałabyś robić w życiu. Co cię kręci. Co daje ci poczucie sensu.
Basia odłożyła telefon i niespodziewanie odezwała się pierwsza, prawie nieśmiało:
— Ja… chciałabym spróbować medycyny. Wiem, że to trudne, że długo, że ciężkie studia. Ale… zawsze mnie to ciągnęło. Pomagać ludziom. Naprawiać to, co zepsute.
Rafał uśmiechnął się do niej ciepło, z wyraźną dumą.
— Świetny wybór. Naprawdę. Medycyna wymaga charakteru a Ty masz go w nadmiarze.
Potem jednak znowu spojrzał na Zosię. Czekająco. Cierpliwie. Jego dłoń na jej udzie stała się odrobinę cięższa, bardziej obecna. Zosia czuła ciepło jego dłoni przez materiał i jednocześnie ciężar oczekiwań. Przez chwilę milczała, gryząc dolną wargę. Basia obserwowała ich oboje z intensywnością, której nie dało się ukryć – zazdrość mieszała się w niej z ekscytacją na widok tej bliskości.
W końcu Zosia odetchnęła głęboko.
— Chcę być prawnikiem — powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie. — Wiem, że studia prawnicze, zwłaszcza zaoczne, to nie jest łatwa sprawa. Dużo pracy, mało snu, jeszcze mniej życia. Ale… — spojrzała najpierw na Basię, potem na Rafała — …chcę kiedyś mieć narzędzia, żeby dopilnować, by ludzie tacy jak ten chłopak, który zabił naszych rodziców, dostawali dokładnie to, na co zasłużyli. Żeby nie kończyło się na zawiasach albo śmiesznych wyrokach. Chcę mieć na to wpływ.
Rafał patrzył na nią przez dłuższą chwilę w milczeniu. W jego oczach było zaskoczenie, podziw i coś głębszego – prawie pożądanie wobec tej dojrzałości, którą właśnie zobaczył.
— To… bardzo dojrzały wybór — powiedział w końcu nisko. — I bardzo twój.
Jego dłoń uniosła się z jej uda i przejechała powoli po zewnętrznej stronie jej ramienia, aż do karku. Zosia odchyliła głowę w stronę jego dotyku. Basia przełknęła ślinę, obserwując ten gest z mieszaniną tęsknoty i podniecenia.
— Jutro skompletujemy dokumentację i złożymy papiery — oznajmił Rafał. — Na najlepsze możliwe uczelnie. Oba kierunki.
Nie powiedział im, że zamierza jeszcze tego samego wieczoru wykonać kilka dyskretnych telefonów do rektorów. Nie po to, by cokolwiek ułatwiać przy samym przyjęciu – ich wyniki i tak dawały niemal gwarancję miejsca na czołowych uczelniach – ale po to, by nagiąć terminy, które formalnie były już na wykończeniu.
Basia uśmiechnęła się szeroko.
— Dziękuję. Naprawdę.
Zosia też podziękowała, ale w jej głosie i w oczach był cień smutku. Rafał zauważył to od razu. Przyciągnął ją bliżej, aż prawie siedziała mu na kolanach, i pocałował w skroń. Basia odwróciła wzrok, ale nie na tyle szybko, by nie zobaczyć, jak Zosia zamyka oczy i wtula się w niego, jak ich ciała znowu znajdują się w tej niebezpiecznie intymnej bliskości. Napięcie między trójką znowu zgęstniało – erotyczne, czułe i pełne niedopowiedzeń.
Wieczór upłynął im leniwie i niemal domowo. Siedzieli w salonie, czasem rozmawiając, czasem po prostu milcząc przy włączonym telewizorze. Zosia i Rafał kleili się do siebie bez przerwy – ona z nogami przerzuconymi przez jego uda, on z ręką pod jej bluzką, gładząc nago skórę pleców. Basia co jakiś czas zerkała na nich, ale już nie żartowała. Wydawała się pogodzona z tym widokiem, a może nawet odrobinę nim zaabsorbowana.
W końcu młodsza siostra przeciągnęła się demonstracyjnie i ziewnęła szeroko.
— Ja spadam. Idę spać. Dobranoc, zakochane gołąbki.
Pocałowała Zosię w policzek, Rafałowi machnęła ręką i zniknęła w swoim pokoju, zamykając drzwi wyraźnie głośniej niż zwykle.
Zosia i Rafał wymienili krótkie spojrzenie. Bez słowa wstali i przemknęli korytarzem do sypialni. Rafał liczył, że zdążą się jeszcze popieścić przed snem – powoli, czule, może doprowadzić ją do orgazmu ustami albo palcami. Zosia miała jednak zupełnie inne plany.
Jak zwykle najpierw wzięli wspólną kąpiel. Wanna była pełna ciepłej, pachnącej wody. Namydlali się nawzajem bez pośpiechu. Rafał poświęcił długie minuty jej piersiom – ślizgał namydlonymi dłońmi po ich pełnych kształtach, przeciągał kciukami po twardniejących sutkach, aż Zosia zaczęła się wijać i cicho jęczeć. Ona odwdzięczała się tym samym: namydliła jego tors, brzuch, a potem obie dłonie owinęła wokół jego już twardego, grubego kutasa, powoli suwając nim w górę i w dół, aż z piersi Rafała wydobył się niski, ostrzegawczy dźwięk.
Kiedy wyszli z wanny i otarli się tylko pobieżnie, przeszli do sypialni wciąż nadzy i wilgotni. Stanęli przy łóżku. Pocałunek, który się wtedy zaczynał, był od razu namiętny, głęboki, pełen głodu. Rafał wsunął dłonie pod jej pośladki, unosząc ją lekko, a Zosia oplatała jego szyję rękami, ocierając się mokrym łonem o jego erekcję.
Nagle Zosia zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Oderwała się od jego ust, mocno popchnęła go w klatkę piersiową i przewróciła na łóżko. Rafał zdążył tylko syknąć z zaskoczenia, kiedy ona już szybkim ruchem odwróciła się i okraczyła jego głowę, klękając nad nim tyłem. Jej mokra, napęczniała cipka znalazła się tuż nad jego ustami. Rafał nie potrzebował zachęty. Chwycił ją za biodra, przyciągnął niżej i przyssał się do niej z głodnym jękiem.
Jego język od razu znalazł łechtaczkę. Lizał ją szeroko, płasko, potem krążył czubkiem wokół napęczniałego pączka, ssał go delikatnie, wsuwał język głęboko między wargi, smakując jej intensywną, słodkawą wilgoć. Zosia jęknęła głośno i nachyliła się do przodu, chwytając w dłonie jego grubego, żyłowanego kutasa. Najpierw oblizała całą długość od nasady aż po ciemną, lśniącą główkę, zbierając już pojawiające się krople preejakulatu. Potem rozchyliła szeroko usta i wzięła go głęboko, tak głęboko, jak tylko mogła. Ssąc, poruszała głową w wolnym, rytmicznym tempie, a jedną ręką mocno pracowała u nasady, tam gdzie jej usta nie sięgały. Ślina spływała jej po brodzie i kapała na jego brzuch.
Rafał odpowiadał tym samym natężeniem. Jego język nie przestawał pracować – teraz już szybciej, bardziej wymagająco. Ssał jej łechtaczkę, jednocześnie wsuwając jeden, potem dwa grube palce do środka, zaginając je w górę w poszukiwaniu tego konkretnego punktu. Zosia poczuła, jak jej cipka zalewa się sokami, jak wszystko staje się mokre, gorące i pulsujące. Orgazm zbliżał się szybko, nieubłaganie. Uda zaczęły jej drżeć, biodra same ocierały się o jego usta.
W ostatniej chwili, tuż przed szczytem, oderwała się od niego z głośnym westchnieniem. Zsunęła się w dół jego ciała i przytuliła się mocno, twarzą wtuloną w zagłębienie jego szyi. Oboje dyszeli. Rafał owijał ją ramionami, czując, jak jego kutas drga między ich brzuchami, wciąż mokry od jej śliny.
Zosia uniosła głowę i wyszeptała mu prosto do ucha, głosem drżącym od niespełnionego podniecenia:
— Chcę teraz stać się w pełni twoją kobietą.
Rafał zamarł. Odsunął się odrobinę, żeby spojrzeć jej w oczy. Był wyraźnie zaskoczony.
— Zosiu… planowałem to zrobić inaczej. W bardziej romantycznej oprawie. Świece, czas, zero pośpiechu. Chciałem, żeby wszystko było idealne.
Ona przejechała palcami po jego policzku i uśmiechnęła się delikatnie, choć w oczach miała czysty, zdecydowany ogień.
— Dla mnie nie ma nic bardziej romantycznego niż nasza własna sypialnia. Tu. Teraz. Z tobą.
Zosia położyła się na wznak pośrodku szerokiego łóżka. Blond włosy rozlały się po poduszkach, piersi unosiły się szybko od płytkiego oddechu. Rafał klęknął między jej rozchylonymi nogami i przez dłuższą chwilę po prostu patrzył. Potem pochylił się i zaczął składać nabożne, wolne pocałunki na wewnętrznej stronie jej ud – najpierw prawe, potem lewe, coraz wyżej, coraz bliżej miejsca, które już pulsowało z niecierpliwości.
Kiedy jego usta wreszcie wróciły między jej nogi, Zosia wygięła się w łuk. Rafał lizał ją wolno i dokładnie, jakby chciał zapamiętać każdy fałdek, każdą kroplę wilgoci. Język krążył wokół łechtaczki, spłaszczał się i przeciągał całą długość szparki, wsuwał się do środka tak głęboko, jak tylko mógł. Zosia wiła się pod nim, wplatając palce w jego włosy, unosząc biodra naprzeciw jego ust, cicho, urywanie jęcząc.
W końcu Rafał oderwał się od niej. Oparł się na rękach i spojrzał w dół. Leżąca przed nim Zosia była przepiękna w swojej całkowitej otwartości – mokre, napęczniałe wargi cipki, twardy, różowy pączek łechtaczki, płaski brzuch drżący od oddechu, piersi z mocno ściągniętymi sutkami, twarz zaróżowiona i pełna oczekiwania.
Przesunął się wyżej. Ujął swojego ciężkiego, grubego kutasa u nasady i przyłożył ciemną, lśniącą główkę do jej wejścia. Przez chwilę tylko muskał nią mokre wargi, smarując się jej sokami. Potem zaczął powoli, milimetr po milimetrze, wsuwać się do środka.
Zosia jęknęła długo i nisko. Było to zupełnie nowe uczucie – rozpierające, gorące, obce. Jej ciasne, dziewicze ścianki rozciągały się wokół jego grubości z oporem, który był jednocześnie nieprzyjemny i ekscytujący. Rafał wchodził bardzo wolno, dając jej czas, obserwując każdy grymas na jej twarzy. Kiedy wszedł na tyle głęboko, że napotkał wyraźny, sprężysty opór błony, zatrzymał się.
Pochylił się nad nią, oparł się na przedramionach i pocałował ją długo, głęboko. Gdy oderwał usta, powiedział ochryple:
— Teraz już nie będzie odwrotu, Zosiu. Jeśli chcesz, żebym przestał…
Ona potrząsnęła głową gwałtownie, prawie rozpaczliwie. Dłonie zacisnęła na jego ramionach.
— Zrób to — wyszeptała spazmatycznie. — Proszę. Już. Chcę być twoja.
Rafał spojrzał jej prosto w oczy, a potem jednym, potężnym, zdecydowanym pchnięciem wbijał się w nią do końca.
Błona pękła z wyraźnym, wewnętrznym oporem. Zosia krzyknęła – krótko, ostro, z czystego bólu. Łzy napłynęły jej do oczu, a paznokcie wbiły się w jego plecy. Rafał natychmiast przestał się ruszać. Pozostał wbity w nią po same jądra, wypełniając ją całkowicie, i całował jej twarz, usta, powieki, słone ścieżki łez.
— Shhh… już… już jestem cały w tobie — mruczał. — Oddychaj. Jestem tu.
Minęła długa chwila. Zosia oddychała płytko, przyzwyczajając się do uczucia pełności i do ostrego, piekącego bólu głęboko w środku. Potem, bardzo cicho, prawie niedosłyszalnie, szepnęła:
— Mija… ból mija.
Rafał pocałował ją jeszcze raz i dopiero wtedy zaczął się poruszać. Delikatnie. Płytko na początku. Wycofywał się tylko o kilka centymetrów i znowu wsuwał, pozwalając jej ściankom przyzwyczaić się do jego rozmiaru. Cały czas całowali się – mokro, głęboko, jakby pocałunek miał za zadanie znieść resztę dyskomfortu.
Dla Zosi każde pchnięcie było lawiną nowych doznań. Najpierw dominowało rozpieranie – jej cipka była rozciągnięta do granic możliwości wokół jego grubego trzonu, a każdy ruch wywoływał tępe, głębokie pieczenie w miejscu, gdzie przed chwilą pękła błona. Czuła go wszędzie: jak główka muska jej najgłębsze punkty, jak żyły na jego kutasie tarły o jej wrażliwe ścianki, jak jego jądra uderzały o jej pośladki przy głębszych pchnięciach. Wilgoć – jej własne soki zmieszane z odrobiną krwi – sprawiała, że ruchy stawały się coraz gładsze. Powoli, bardzo powoli, ostry ból zaczynał ustępować miejsca czemuś innemu: ciężkiej, narastającej pełności, która z każdym kolejnym pchnięciem stawała się coraz bardziej przyjemna. Łechtaczka, przyciśnięta między ich ciałami, dostawała pośredniej stymulacji przy każdym ruchu bioder Rafała. Zosia zaczęła nieświadomie unosić biodra naprzeciw niego, szukając więcej tego nowego, słodkiego tarcia.
Oddychała mu w usta, wplatając nogi wokół jego bioder, i po raz pierwszy od momentu przeniknięcia pozwoliła sobie na cichy, przeciągły jęk, który nie miał już w sobie bólu – tylko rosnącą, nieśmiałą jeszcze rozkosz.
Rafał i Zosia kochali się intensywnie, bez pośpiechu, ale z rosnącym głodem. On poruszał się w niej głębokimi, miarowymi pchnięciami, ona unosiła biodra naprzeciw każdego z nich, wplatając nogi mocniej wokół jego talii. Ich ciała były już mokre od potu, od jej soków, od wcześniejszej krwi. Całowali się bez przerwy – mokro, głęboko, jakby chcieli połknąć nawzajem swoje języki.
W pewnym momencie Zosia oderwała usta od jego i wyszeptała urywanie:
— Zmieńmy… proszę. Chcę być na tobie.
Rafał bez słowa przetoczył się na plecy, wciąż pozostając w niej, i pomógł jej przełożyć nogę. Zosia usiadła okrakiem na jego biodrach, twarzą w twarz. Powoli, z cichym jękiem, opuściła się na niego aż do końca. Jego gruby kutas wypełnił ją jeszcze głębiej w tej pozycji. Oparła dłonie na jego piersi i zaczęła się poruszać – najpierw wolno, testując, potem coraz pewniej. Ujeżdżała go, przywierając całym ciałem, piersi ocierały się o jego tors, a usta nie odrywały się od jego ust. Całowali się namiętnie, podczas gdy jej biodra pracowały w płynnym, falującym rytmie.
Orgazm nadszedł nagle i z ogromną siłą. Zosia poderwała się, wygięła w łuk, a jej cipka zaczęła gwałtownie, rytmicznie pulsować wokół jego kutasa – ciasne, mokre skurcze jedna po drugiej. Uda zadrżały niekontrolowanie, brzuch wciągnął się, a z gardła wyrwał się długi, stłumiony krzyk. Paznokcie wbiły się w jego klatkę piersiową, a całe ciało przeszły dreszcze, które nie chciały się skończyć. Przez kilka sekund tylko drżała, spięta, zalana falami rozkoszy, zanim z miękkim westchnieniem opadła mu na pierś.
Rafał owinął ramiona wokół niej i tulił mocno, poruszając się w niej tylko delikatnie, prawie niedostrzegalnie – krótkie, płytkie ruchy, które przedłużały jej rozkosz, ale nie pozwalały mu jeszcze dojść. Oddychał ciężko jej we włosy.
— Jestem bardzo blisko — wyszeptał. — Cholernie blisko.
Zosia uniosła głowę, pocałowała go i kiwnęła.
— Chcę poczuć cię na sobie znowu.
Przetoczyli się z powrotem do klasycznej pozycji. Rafał oparł się na przedramionach i zaczął posuwać ją mocniej, głębiej, z rosnącą intensywnością. Odgłosy ich ciał – mokre, rytmiczne – wypełniały sypialnię. Zosia unosiła biodra, wplatała nogi wysoko na jego plecach i jęczała coraz głośniej przy każdym pchnięciu.
— Skończ we mnie — wyszeptała nagle, patrząc mu prosto w oczy. — Proszę. Jestem tuż przed okresem. Chcę cię poczuć.
Rafał syknął przez zęby i przyspieszył. Jego pchnięcia stały się twardsze, głębsze, prawie zwierzęce. Zosia odpowiadała tym samym – wyginała się, szukała jeszcze większego tarcia, a jej jęki przeszły w głośne, urywane krzyki rozkoszy.
Orgazm przyszedł im niemal jednocześnie.
Zosia pierwsza – ciało znowu wyprężyło się w łuk, cipka zaciśnięta na jego kutasie zaczęła gwałtownie, długo pulsować, falując w silnych, rytmicznych skurczach. Paznokcie wpiły się w jego pośladki, a z ust wyrwał się przeciągły, drżący dźwięk. W tej samej chwili Rafał wbił się w nią po same jądra i z niskim, głuchym jękiem zaczął dochodzić. Zosia poczuła to wyraźnie – najpierw silne, gorące drżenie jego kutasa głęboko w środku, potem kolejne, intensywne fale gęstej spermy uderzające w jej ścianki. Czuła, jak wypełnia ją od środka, jak ciepło rozlewa się coraz głębiej, jak przy każdym kolejnym pulsowaniu jego członka przybywa jej w środku mokrego, lepkiego ciepła. Jej własna cipka zaciskała się na nim w odpowiedzi, jakby chciała wyssać z niego wszystko do ostatniej kropli.
Kiedy ostatnie drżenia ustały, Rafał opadł na nią ciężko, a potem przetoczył się lekko w bok, nie wychodząc z niej od razu. Leżeli spleceni, mokrzy, dyszący, wciąż połączeni. Całowali się powoli, namiętnie, bez pośpiechu – słone od potu usta, miękkie westchnienia.
— Kocham cię — wyszeptał Rafał, gładząc jej mokre włosy.
— Ja ciebie kocham najmocniej na świecie — odpowiedziała Zosia, tuląc się jeszcze bliżej.
Leżeli tak długo, aż oddech wrócił do normy. Rozmawiali cicho o tym, co właśnie przeżyli – o bólu, który minął, o rozkoszy, która przyszła potem, o tym, jak bardzo czuli się połączeni. Głosy stawały się coraz cichsze, coraz bardziej senne. W końcu, wciąż spleceni ciałami, wciąż pełni siebie nawzajem, zasnęli.
Basia leżała w swoim pokoju z otwartymi oczami i udawała senność, której nie czuła. Demonstracyjne ziewnięcie i głośne zamknięcie drzwi były tylko teatrem. W rzeczywistości ciało miała spięte, a między udami zbierało się znajome, niepokojące ciepło już od momentu, gdy widziała, jak Zosia i Rafał kleją się do siebie na sofie.
Minęło może trzydzieści minut, kiedy usłyszała pierwsze stłumione dźwięki.
Wstała jak najciszej, boso, w samej koszulce i majteczkach, i na palcach przeszła korytarzem. Stanęła tuż przy drzwiach sypialni Rafała i Zosi. Przyłożyła ucho do drewna.
Słyszała wszystko z przerażającą wyraźnością.
Najpierw mokre, rytmiczne odgłosy pocałunków. Potem niski, ochrypły jęk Rafała. zaraz po nim wyższy, bardziej zaskoczony dźwięk Zosi – jakby coś ją rozerwało od środka. Krótki, ostry krzyk bólu, który szybko przeszedł w długie, drżące westchnienie. Potem już tylko mokre, miarowe odgłosy ciał: charakterystyczny, wilgotny plusk przy każdym pchnięciu, ciche mlaskanie skóry o skórę, coraz głośniejsze jęki siostry. Słyszała, jak Zosia prosi o zmianę pozycji, jak łóżko cicho skrzypi, gdy się przekładają. Słyszała mokre, ssące odgłosy, gdy Zosia ujeżdżała go twarzą w twarz, i jej przeciągły, stłumiony krzyk orgazmu. Potem znowu klasyczne pchnięcia – mocniejsze, głębsze – i głos Zosi, błagający:
„Skończ we mnie… proszę…”
Basia stała oparta czołem o drzwi, oddychając płytko. Jej majteczki były już całkowicie mokre. Bezwiednie wsunęła dłoń pod gumkę, przeciągnęła palcami po śliskiej, napęczniałej szparce i jęknęła bezgłośnie.
Zaczęła się masturbować stojąc.
Najpierw tylko krążyła dwoma palcami wokół twardej, wystającej łechtaczki, smarując ją własnymi sokami. Potem wsunęła te same dwa palce głęboko do środka i zaczęła nimi mocno, rytmicznie pracować, jednocześnie kciukiem bezlitośnie trąc pączek. Uda miała rozchylone, kolana lekko ugięte, a druga ręka uniosła koszulkę i ściskała małą, jędrną pierś, szczypiąc sutek aż do bólu. Słuchała każdego mokrego odgłosu dobiegającego z sypialni i wyobrażała sobie, że to ona jest teraz pod Rafalem – albo że to Zosia klęczy między jej nogami i liże ją tak, jak wcześniej słyszała. Palce wchodziły i wychodziły coraz szybciej, coraz głośniej (choć starała się tłumić nawet te dźwięki), a biodra same zaczęły się poruszać naprzeciw własnej dłoni.
Orgazm nadszedł gwałtownie i z ogromną siłą.
Basia przycisnęła wolną dłoń do ust, żeby stłumić krzyk. Całe ciało wyprężyło się w sztywną linię. Uda zadrżały tak mocno, że prawie straciła równowagę. Cipka zaciśnięta na jej własnych palcach zaczęła bić intensywnymi, długimi skurczami – fala za falą, mokre, rytmiczne pulsowanie, które zdawało się nie mieć końca. Brzuch wciągnął się, pośladki napięły, a z oczu wypłynęły jej łzy rozkoszy. Przez kilka sekund stała tak, spięta i drżąca, z palcami wciąż głęboko w sobie, aż ostatnie skurcze osłabły i musiała oprzeć się całym ciężarem o framugę drzwi, żeby nie opaść na podłogę.
Właśnie wtedy z sypialni dobiegł niski, głuchy jęk Rafała i jednoczesny, przeciągły krzyk Zosi. Słyszała, jak oboje dochodzą razem – mokre, intensywne odgłosy, ciężki oddech, potem ciche, namiętne całowanie i szeptane „kocham cię”.
Basia powoli wyjęła mokre palce, otarła je o wewnętrzną stronę uda i jak najciszej, na drżących nogach, wróciła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi, wsunęła się pod kołdrę i zamknęła oczy.
Sen nie przychodził. Wyobraźnia bezlitośnie podsuwała jej wszystko, co właśnie usłyszała: krzyk Zosi w chwili pęknięcia błony, mokre odgłosy pchnięć, błaganie „skończ we mnie”, wspólny orgazm. Między jej udami znowu zbierało się ciepło, a ciało wciąż jeszcze lekko drżało po własnym spełnieniu. Leżała w ciemności, patrząc w sufit, i wiedziała, że tej nocy już nie zaśnie łatwo.
Basia rzeczywiście nie zasnęła łatwo. Przez resztę nocy jej ciało nie dawało jej spokoju. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, wracały odgłosy dobiegające wcześniej z sypialni: krzyk Zosi, mokre pchnięcia, błaganie „skończ we mnie”, wspólny orgazm. Ręka sama wracała między jej nogi.
Masturbowała się kolejne razy, już bez żadnej ostrożności. Leżała na plecach z szeroko rozchylonymi udami, trzy palce wbijała w siebie po same knykcie i pracowała nimi twardo, szybko, prawie agresywnie. Wyobrażała sobie Rafała – jak wchodzi w nią tym swoim ogromnym kutasem, jak trzyma ją za biodra i posuwa bez litości. Potem obraz się zmieniał: to Zosia klęczała między jej nogami, lizała ją, wsuwała język głęboko, patrzyła jej w oczy. Jeszcze później pojawiali się oboje naraz – Rafał brał ją od tyłu, a ona jednocześnie całowała siostrę, ssała jej piersi, czuła smak jej cipki na języku. Każda wizja kończyła się kolejnym, coraz bardziej wyczerpującym orgazmem. Cipka bolała już od ciągłego tarcia, wargi były opuchnięte i nadwrażliwe, a mimo to Basia nie potrafiła przestać. Dopiero gdy sam dotyk palców zaczął sprawiać wyraźny, piekący ból, a mięśnie ud drżały z wyczerpania, w końcu opadła na poduszki. Nad ranem, całkowicie oschlana i pozbawiona sił, zapadła w ciężki, kamienny sen.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Pumciak
Masz wspaniałą wyobraznie pisz dalej.