Tekst ten publikuję za zgodą bohaterki opowiadania i dzięki jej nieocenionej współpracy. Ponieważ jak mniemam, jest nadal czynna zawodowo, celowo pomijam niektóre szczegóły i miejsce akcji. Nie mogę jednak pozostałym uczestnikom zdarzeń narzucić swojej woli. Opis przedstawionych zdarzeń jest subiektywny, więc nie koniecznie w pełni zgodny z prawdą.
Marta niezwykle starannie przygotowuje się na zajęcia. Nie tylko układając sobie w głowie materiał. Nawet ćwiczy przed lustrem to, jakie zdania, polecenia wypowiada do klasy. I ilekroć to robi, przed oczami staje jej ten wysoki blondyn.
Nawet, gdy zakłada spódnicę i wygładza ją przed lustrem, obserwując jak układa się na pupie, wyobraża sobie, że to on będzie śledził wzrokiem jej ruchy w klasie.
"Kurcze... ten gnojek zaczarował mnie... czy co... Marta, opamiętaj się, to tylko uczeń."
Romek obudził się z niemiłym przeświadczeniem, że o czymś zapomniał. Póki co postanowił spędzić miło parę chwil. Może natrętna myśl to tylko mrzonka? Jednak gdy skończył uparta myśl nadal świdrowała. No tak! Klasa od końca zeszłego roku nie miała stałego nauczyciela historii, a jedynie zastępstwa. Nowa damulka od historii załatwiła w dyrekcji dodatkową godzinę zajęć w poniedziałki na zerówce.. Chce dogonić materiał. Po co się tak przejmuje? Miło się na nią patrzy, zwłaszcza jak wchodzi do pracowni i idzie od drzwi przez całe pomieszczenie w stronę biurka. I ogólnie mogło by być miło, ale nie! Ona się przygotowuje do lekcji to uczniowie też muszą! Starsza raptem o kilka lat, a sadzi się jak dyrektorka. Pewnie pindrzy się przed lustrem, ćwicząc przy okazji gesty i sposób wypowiedzi. Wszystko jest u niej takie dopracowane. Na pewno ma wielkie lustro ze skrzydłami, aby móc zobaczyć się jak wygląda z każdej strony. Młoda jest, to dobrze wygląda. Dość myślenia o babce! Chłopak kalkulował czy lepiej lecieć na złamanie karku czy spokojnie spóźnić się gdy już padną pierwsze ofiary pytania i nauczycielka przejdzie do tematu lekcji. Szybko obmył krocze z resztek potu i spermy, opłukał też twarz i pachy. Błyskawiczne psiknięcie Warsem, gotowość do sprintu. Postanowił zdążyć. Po co drażnić perfekcjonistkę? Może z czasem trochę jej przejdzie? No i trzeba też popatrzeć na tyłek, nawet jak baba wredna. Co raz to w innej spódnicy. Jak nie rozcięta prawie do majtek to króciutka. Pewnie znów będzie chciała ułowić jego wzrok. Niedoczekanie!
Marta miała sporą tremę przed lekcjami, a już zwłaszcza przed tymi z długowłosym blondynem. Starała się nadrabiać miną, ale wcale jej to dobrze nie wychodziło. Natomiast udawało jej się często uśmiechać do uczniów. Wydawało jej się, że za uśmiechem ukryje brak pewności. Z tego samego powodu często przechadzała się po klasie. Towarzyszyło temu zazwyczaj stukanie jej obcasów, bo zawsze przychodziła do szkoły w eleganckich szpileczkach, bądź kozaczkach na wysokim obcasiku.
Dziewczyny szybko oceniły ją, nie bez przekąsu, jako najbardziej “odstawioną” elegantkę spośród nauczycielek, zaś chłopcy dodawali, siląc się na głupawe uśmieszki - “największą cycatkę w budzie”.
Nauczycielka zdawała sobie sprawę ze swych atutów, toteż nierzadko podkreślała je, zakładając dość obcisłe bluzki. Męczyła też bardziej chłopaków, by nie pomyśleli sobie czegoś.
No to Romek, gazem do szkoły! Winda oczywiście zajęta. Trudno, siedem pięter w dół na nogach to 40 sekund. Nawet oszczędzi parę chwil. Na dole szybkie spojrzenie wzdłuż ulicy. Tramwaj zbliża się do przystanku. Zdąży się dobiec. Teraz spokojnie, może przeczytać w tramwaju co Historyca zadała?
Nauczycielka weszła do klasy tuż po nim. Czyżby się spóźniła? Jako pierwszy wstał, gdy usłyszał zgrzyt drzwi. Taki obowiązywał u niego w domu savoir-vivre, gdy wchodziła kobieta. Szkolna tradycja też tego wymagała. Teraz chwila przyjemności, gdy obcisła spódniczka i takaż bluzka, w ścisłej kooperacji i asyście stukotu szpilek płynęły przez klasę. 3, 2, 1, dość! Uczeń patrzył już na godło wiszące nad tablicą. Pani profesor znów go nie przyłapała. Odwróciła się więc do całej klasy i powiedziała – dzień dobry, siadajcie. Uczeń powoli opuścił wzrok, podświadomie taksując, ile piersi dziś widać. W myśli ocenił, że najlepiej by było widać, gdyby stał obok siedzącej przy biurku nauczycielki. Padło sakramentalne – czy są ochotnicy?
Zależy do czego, pomyślał nasz bohater przewrotnie. Niestety w głowie miał pustkę i nie należało występować o nagrodę w postaci możliwości patrzenia z bliska w dekolt. Lepiej było liczyć na łut szczęścia, więc zamarł. Zdawał sobie sprawę z manifestacji w spodniach i kolorze twarzy, wywołanym co prawda porannym pospiechem, ale też z nie dających się uniknąć skojarzeń. Podsumowując, stojący chuj i czerwona gęba nie pozwalały na zwracanie na siebie uwagi. Niestety, tydzień nie miał się zacząć po jego myśli. Pani Marta rzuciła okiem na notatki i przeniosła wzrok szukając wybrańca w zamarłej grupie. Lasciate ogni speranza – Romek zobaczył wzrok nauczycielki koncentrujący się na nim – Może pan J. opowie nam o zmianie myślenia politycznego i gospodarczego na ziemiach polskich, w drugiej połowie XIX wieku? Musiała się przemóc, żeby wywołać Romka. Krępowała się. Tym bardziej, że jej się podobał. Mimo to chciała tego. Chciała, żeby stanął przy niej i mógł wtedy z góry spoglądać w jej dekolt. Założyła dziś czarny stanik i widziała, że czasem koronki miseczek delikatnie wyłaniały się spod bluzki. To też ją krępowało.
Ale o wiele silniejsza była chęć bycia kuszącą… Choćby tylko w swojej podświadomości…Lubiła słuchać, jak Romek mówi. Podobała jej się barwa jego głosu i sposób mówienia. Nawet gdy go na przerwie mijała na korytarzu, już było jej przyjemnie. Czuła, że jej serce bije szybciej. Była kobietą o stanowczo wybujałej wyobraźni, lubiącej fantazjować. “Ciekawe chłoptasiu, co masz w rozporku…?” Nawet, gdy przechadzała się po klasie, wyobrażała sobie, że jego męski instrument jest w fazie wzwodu… i jest bardzo twardy…
Dlatego teraz z uśmiechem go przywołała: - Zapraszam pod tablicę.
Klasa odetchnęła z ulgą. Temat był obszerny i jeżeli odpowiadający się nie spali, to nie będzie dzisiaj drugiej ofiary. Uśmiech i wzrok kobiety mówiły jasno: mam cię, albo wstaniesz i pokażesz swoje myśli, albo poddaj się na siedząco. Chłopiec liczył, że będzie odpowiadał z ławki. Już wstał opierając ręce na postawionym na sztorc podręczniku, ukrywając w ten sposób stan swego przyrodzenia. Niestety pomysł spalił na panewce a odmówić nie było jak. Idąc do tablicy zabrał poukładanej koleżance książkę. Tak jak liczył w jej egzemplarzu tkwiły zakładki. Spojrzał hardo na nauczycielkę i zaczął zbierać myśli. W głowie przesuwały się kolejne slajdy: Wiosna Ludów, Powstanie Styczniowe, zmierzch romantyzmu, pozytywizm, zmiany gospodarcze, praca u podstaw, Rewolucja 1905. Coś też podpowiadało się z lekcji literatury. Ruszył w stronę tablicy i mapy pokazując podręcznik – będę chciał coś zacytować. Brak reakcji ze strony nauczycielki uznał za zgodę. Jedną ręką operował na mapie, druga zasłaniała książką spodnie. Poczuł się swobodniej i zaczął mówić. Nauczycielka wstała, wzięła podręcznik od dziewczyny z pierwszej ławki i usiadła z przodu biurka, nieco bokiem. Widziała, że teraz osiągnie cel. Wzrok odpowiadającego chłopca bezwiednie ślizgał się po jej udach. Mówił jeszcze składnie ale nad jego myślami zaczął już panować już inny organ. Przerwała wypowiedź ucznia – otwórz proszę, podręcznik na stronie .. i przeczytaj nam drugi akapit.
Cios był celny. Romek nie mógł już wiele zrobić. W przypływie ekshibicjonizmu uniósł podręcznik i zaczął czytać. Teraz już się nie wstydził. Twarz kobiety rozjaśnił uśmiech, gdy nadal siedząc na biurku podwinęła nieco nogi. Patrząc mu w oczy powiedziała – gdybyś od razu tak zaczął, to już byś miał ocenę a ja nie byłabym mokra od tego wodolejstwa.
Młodzież już się zorientowała, że nie bierze udziału w zwykłej lekcji historii. Panowała cisza jeszcze głębsza niż przy szukaniu ochotnika do odpowiedzi. Dziewczyny pierwsze poczuły, że są świadkami siłowania się pary Alfa. Ich młode i niewinne serduszka szczerze znienawidziły aspirującą do ich samca konkurentkę.
Nauczycielka przesiadła się na fotel. W jej głowie kłębiły się myśli. "Ta nasza wymiana zdań wyglądała z boku jak siłowanie... A to wszystko wynika z tej mojej tremy i niepewności... Które tak maskuję na potęgę...
Przecież ja to siłowanie z nim absolutnie chcę przegrać... to ja chcę być tą pokonaną..."
- Romku... Natomiast muszę cię przy klasie pochwalić za umiejętność wyciągania niezwykle analitycznych wniosków. Wielu studentów nie potrafiłoby tak jak ty.
Mówiąc to, historyczka wierciła się na fotelu. Tym samym jej spódniczka, i tak nader kusa, podwijała się jeszcze wyżej.
"Czy on dostrzeże, że mam pończochy...?
Marta te pończochy zdobyła niemałym trudem, po znajomościach, przez koleżankę. Zagraniczne, beżowe, ze szwem z tyłu, jakby nawiązanie do lat pięćdziesiątych. Była z nich cholernie dumna, w jej szkole żadna z nauczycielek nie miała podobnych.
No i czuła się w nich niezwykle kobieco, czasem wyobrażała sobie, że idzie w nich na randkę.
Teraz celowo kobieta wierciła się na fotelu, specjalnie by jej spódniczka okazała się łaskawą dla odpowiadającego ucznia.
"Chłopak ewidentnie ma wzwód... Wiadomo, że udam, że tego nie widzę... Ciekawe, jak zachowa się klasa...?"
Marta wciąż biła się z myślami.
"Nie powinnam tak miłego i sympatycznego chłopca narażać na takie konfuzje... Ale..."
Kilku klasowych wesołków parsknęło śmiechem, gdy uczeń przy tablicy uniósł książkę. Zostali natychmiast zgaszeni przez Muszkieterów. Tak ich nazwała chyba właśnie pani Marta. Żeńska część klasy patrzyła nieskromnie raz na spodnie chłopaka, raz na poprawiającą się na siedzeniu nauczycielkę. Na szczęście temat pytania został wyczerpany. Mimo stresu Romek zobaczył poniżej spódniczki coś, jakby materiał w innym kolorze? Nie od razu domyślił się co widzi. Dopiero kolejny ruch kobiety ukazał mu prawdę. Kobieta miała na sobie pończochy! Rzecz rzadka w tych biednych czasach, i jeszcze rzadsza do zobaczenia w szkole.
Lekcja dobiegała do końca. Nauczycielka przypomniała, że dzisiaj jako ostatnia jest jeszcze planowa godzina historii. Choć wszyscy o tym wiedzieli, to odpowiedział jej tradycyjny jęk. Romek spojrzał na Piotrka i Darka wskazując drzwi. Potaknęli dyskretnie. Gdy ich kolega ociągał się z wyjściem, pozostali Muszkieterowie błyskawicznie zagarnęli klasę w stronę drzwi. Po chwili w pomieszczeniu były tylko dwie osoby. Nauczycielka chyba się przestraszyła i ruszyła w stronę wyjścia, ale zaszedł jej drogę – pani profesor pozwoli, że to ja zamknę drzwi na zamek? Było to nieco bezczelne, ale jasno pokazał, że przejmuje inicjatywę. Zablokowanie drzwi zajęło tylko kilka sekund. Policzki pani Marty płonęły, próbowała jeszcze wybiegu – spóźnisz się na lekcję – powiedziała cicho, nie jak nauczyciel. –To co? Higienistka pewnie już wie, że wyszedłem z domu bez śniadania, spiesząc się na zerówkę i zakręciło mi się w głowie. Higienistka to ciotka Darka. A na lekcji powie to Jola, prymuska i ulubienica geograficy. Mamy czas.
Pocałował kobietę w usta i sięgnął ręką pod spódnicę.
Historyczka poczuła się, jakby uderzył w nią grom z jasnego nieba. W najmniejszym stopniu nie spodziewała się po chłopcu takiej reakcji. Nie, że ją pocałuje, a co dopiero mówić o włożeniu ręki pod spódnicę… Marta od jakiegoś czasu wiedziała, ale kompletnie nie potrafiła tego sobie samej wytłumaczyć, dlaczego takie stanowcze, wręcz brutalne zachowania mężczyzn, niezwykle ją podniecają. Dokładnie jak na ostatnim weselu koleżanki, kiedy jakiś podtatusiały wujek wepchnął jej łapę pod sukienkę…
Teraz aż zaniemówiła z wrażenia. Nie wiedziała, jak się zachować. Zaświtało jej, że właściwą reakcją byłoby spoliczkowanie gagatka… Ale nie miała na to ani odwagi, ani siły, ani… chęci...
Wprost przeciwnie… Przez myśl przeszło jej: “Przecież ja tego ancymonka sama sprowokowałam… Wypinałam dekolt… specjalnie przyszłam w zbyt krótkiej spódnicy jak dla nauczycielki… prowokowałam pończochami… Sama jestem sobie winna…”
Wobec chłopca nie była stanowcza.
Cicho zaprotestowała - Ależ, co ty robisz… nie… nie… tak nie można…
Pomyślała natomiast: “Nawet ta spódnica, którą założyłam, jest jak na obiecującą, bardziej romantyczną randkę… Obcisła na pupie, a rozkloszowana na dole, jakby sama zapraszała swawolne dłonie…”
Romek był już zdecydowany. Gdy zamknął drzwi wiedział czego chce i że to zrobi. Kobieta zaczęła się cofać dotykając dłonią kolejnych ławek, jak by chciała nimi przeciąć drogę napastnikowi. Cofała się w stronę stojącego w rogu klasy biurka. Może liczyła, że doda jej powagi i pozwoli odzyskać utraconą przewagę? Chłopak z zadowoleniem przyjął ten ruch. Sama kierowała się w stronę pułapki. No i nie będzie musiał jej szarpać i ciągnąć do jedynego mebla w klasie, mogącego znieść to co miało nastąpić. Nauczycielka wpadła tyłem na katedrę i zacisnęła dłonie na krawędzi blatu. Nie na wiele to się zdało. Ręce straciły oparcie gdy chłopak zadarł jej spódnicę i bez wysiłku posadził ją na blacie. Poczuł jej drżenie gdy przesuwał dłonie wzdłuż jej ud. Aż tak była przerażona? Musiał jeszcze pokonać lekki opór rozchylając jej uda. Gdy rozpinał spodnie nie spojrzała w dół.
Co, już cię to nie interesuje? Masz ostatnią chwilę na ucieczkę – pomyślał.
Gdy stanął między jej nogami odruchowo przytrzymała koronki majteczek aby nie dało się ich zdjąć. Napalony młodzieniec nawet o tym nie pomyślał, po prostu odsunął materiał, rozszerzył palcami wargi i przyłożył prącie, przez chwilę manewrował po czym objął ją jedną ręką w pasie i pchnął. Nie przejął się jej okrzykiem. Chyba chciał ją objąć i przytulić ale odchyliła się i oparła rękami o blat, więc położył jej dłoń na ustach. W głowie kłębiły się nagromadzone od dawna emocje – dobrze się bawiłaś na lekcji? Taka gra wstępna, co?
Poczuł ugryzienie na dłoni. Nic jednak nie mówił. Nie chciał być ordynarny, a tylko to podpowiadało mu podniecenie.
Lęk, złość, nienawiść i pożądanie walczyły w nim o lepsze. Z każdym pchnięciem uzmysławiał sobie jak bardzo jej pragnął. Uderzał jednak z całej siły, jakby chciał ja ukarać. Kobieta uwolniła już usta, ale nie krzyczała. Powoli dotarło do niego, że jej biodra podjęły grę. Mając wolne ręce sięgnął pod bluzkę rozpiął stanik i zaczął rozpinać guziki. Ledwo się powstrzymał przed ich zerwaniem. Gdy uwolnione piersi błysnęły przed jego oczami, zaczął je głaskać i całować. Robił to naprawdę z czułością. Dziewczyna doceniła pieszczotę, położyła się na plecach i wciągnęła chłopca na siebie. Młodzieniec zdał sobie sprawę, że nawet gdyby chciał przestać, to jest spętany przez wszystkie kończyny kobiety. Poddał się chwili. Kolejne fale orgazmu wyrzucały z niego lęk, złość i nienawiść. Pozostała tylko miłość…
Marta nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę…
Gdy cofała się w stronę biurka, czuła się jak osaczona zwierzyna. I szalenie ją to podniecało…
Ekscytowalo ją i to, że czuje się bezbronna, i to, że rozochocony napastnik napiera na nią w jednym celu, by ją posiąść…
To było tak podobne uczucie, jak wtedy gdy ten wujek na weselu dobierał się do niej…
Teraz tak bardzo chciała być zdobywaną… zwłaszcza przez tego chłopca, jej ucznia… I zadziało się to tak błyskawicznie…
Została zniewolona na jej własnym biurku… jej własnym miejscu pracy…
A już moment, gdy jej spódnica została zadarta. W jednej chwili poczuła się obnażona… Momentalnie ogarnęła ją fala wstydu… połączona z jeszcze silniejszym podnieceniem… Jeszcze większym, gdy rozchylał jej uda, czy gdy rozpinał spodnie.
Czuła specyficzny rodzaj uniesienia, kiedy trzymała się z koronkę majteczek, jakby symbolicznie chcąc uchronić swą cześć niewieścią… z góry będąc skazaną na niepowodzenie tego kroku.
Tak bardzo tego chciała. Żeby ją posiadł. Pragnęła poczuć w sobie jego młodzieńczy, twardy człon… Pragnęła jak cholera.
Oczywiście nie zamierzała z tym się zdradzać, więc jej usta cichutko powtarzały słowo: “nie”...
Ale nie mogła powstrzymać jęku, gdy już w nią wtargnął, gdy wypełnił ciasną przestrzeń.
Właśnie tego chciała. By w ten, brutalny sposób okazał jej swoje władztwo.
Czuła jego żwawe ruchy, działał jakby w amoku. I to upajało ją do granic.
Oto ten młodzieniec, o którym myślała każdego dnia i który nawiedzał ją w snach każdej niemal nocy, posiadł ją.
Marta odbierała te silne pchnięcia, jako demonstrację władzy, ale też rodzaj rewanżu na nauczycielce, za przepytywanie pod tablicą.
Podobnie odczuwała to na swoich piersiach, zrazu delikatnie pieszczone... gładzone... potem coraz mocniej ściskane... wreszcie miętoszone.
"Gówniarz chyba wyczuł, że mam tak wrażliwe cycki... Ależ ich używa..."
Chłopakowi istotnie bardzo podobały się, jak to wspólnie z pozostałymi członkami paczki Muszkieterskiej komentowali - "bimbały" historyczki. Nieraz na przerwie zastanawiali się, jakie one są.
Teraz nie musiał się zastanawiać.
Nauczycielka podczas tych pchnięć, podczas brutalnych pieszczot piersi, jęczała lubieżnie.
- Aaaa... aaaaaa... aaaaaachhhh...
Im silniejsze były ruchy posuwisto-zwrotne, tym głośniej jęczała.
Nie zdawała sobie sprawy, że jeśli pod drzwiami ktoś by czuwał, na przykład grupa Muszkieterów... zostałaby usłyszana.
Mimo takiej sytuacji, zastanawiała się, co ten chłopak sobie o niej myśli...? Jak odbiera to, że jej szparka jest taka ciasna...
Nadal był opleciony rękami nauczycielki i ciągle jeszcze tkwił w niej a biodra pod nim delikatnie się poruszały, zachęcając do dalszych igraszek. Pochwa była teraz troszkę luźniejsza a może po prostu lepiej nawilżona? Pani Marta całowała go i gładziła po plecach. Chciała mu się przypodobać czy też miała ochotę na więcej? Może to były przeprosiny? Nie był jeszcze gotowy na analizę. Małomówny z natury, wolał działać niż gadać. Zsunął się niżej i dotknął piersi. Zrobił to chyba za mocno bo drgnęła. A może były teraz bardziej tkliwe? Przyssał się do jednej piersi a drugą lekko ścisnął. Stłumiony krzyk był odpowiedzią. Nie przejmował się, że dźwięki przyciągną czyjąś uwagę. Pod drzwiami na pewno stała warta, która spławi ciekawską woźną lub ostrzeże stuknięciem w drzwi. Na pewno tam są, by móc podsłuchiwać. Zostawił pierś i wsunął rękę pod koronkę majtek. Chwilę poznawał teren, po czym wsunął do pochwy dwa palce a kciukiem przykrył łechtaczkę. Brzuch dziewczyny zafalował i zaczęła jęczeć. Pomyślał, że może dołożyć pozostałe palce i już nie będzie taka ciasna? I odechce się jej kręcenia dupą na krześle! Zrezygnował jednak z tego pomysłu, nie chciał jej przecież skrzywdzić. Raczej nie. Jednak było w niej coś prowokującego, budzącego żądze. Zapragnął czegoś więcej. Ale jeszcze nie teraz. Teraz chciał sprawić by jej ciało znów zadrżało w cudowny sposób. Łagodny orgazm był bardzo przyjemny i kobieta zapragnęła odwzajemnić się chłopcu.
– Co mam teraz zrobić? – zapytała łagodnie i chwyciła penisa – rany! TO było we mnie? Jakim cudem?
Chłopak zaczął obracać ją na brzuch. Kokietowała go czy naprawdę zrobił na niej wrażenie? Kutas, jak kutas. Raz tylko jedna dziewczyna, po obejrzeniu jego przyrodzenia sama zaproponowała francuza. W głowie pojawiła się jeszcze jedna myśl – dobrze, że nie zdemolowałem jej cipy. Na fisting przyjdzie czas.
Z satysfakcją patrzył jak dziewczyna zwinnie zmienia pozycję i wypina pupę.
– Bądź delikatny, jest dosyć duży – usłyszał jeszcze. Akurat! Jej los był już przypieczętowany. Była jego, posłuszna i gotowa. Z trudem powstrzymał się, by nie dać jej solidnego klapsa. Wszedł w nią z całej siły, aż krzyknęła. Potem już tylko cichutko jęczała. Coś ty taka delikatna? – pomyślał – powinnaś być odprężona i luźna. Cnotka? Niemożliwe.
Jego orgazm był silny i czuł się doskonale wlewając w Historyczkę kolejne porcje spermy. I tylko to się liczyło. Dziewczyna odwróciła twarz w jego stronę. Mimo widocznych łez, odezwała się przyjaźnie – zadowolony?
Romek patrzył na doprowadzającą się do porządku Martę. Nie była skrępowana. A atrakcyjna była niewątpliwie. Miło było nareszcie popatrzeć na nagie ciało nauczycielki. Duże piersi, wcięcie w talii i idealna pupa. Żartobliwie pomyślał, że nie ma to jak ciało nauczycielskie. Zachowywała się jakby byli blisko od dawna. Wytarła krocze chusteczką, poprawiła majtki i wygładziła spódnicę. Obróciła się plecami by zapiął jej biustonosz.
– Panie J. liczę na dyskrecję!
– Pani profesor, proszę mi mówić po imieniu. Ja oczywiście nic nie powiem i moi koledzy, też. Nie chcemy aby skończyła pani jako nauczycielka PNOS’u w jakiejś Wólce Pierdziszewskiej. Prawda? – dodał głośniej. Od strony drzwi dobiegł jakiś dźwięk – Spadać! – warknął. Odpowiedział mu cichnący rechot.
– Oni tu…
– Tak, ubezpieczali nas!
Marta nie mogła sama uwierzyć w to jak się zachowała. Zwykle nie była spontaniczna. Wprost przeciwnie. Arcyzachowawcza. A już zwłaszcza w stosunku do mężczyzn.
Nie na darmo nosiła miano, nadawane za jej plecami - “cnotka-niewydymka”. Zdarzało się, że czasem lubiła prowokować mężczyzn swoim powabnym strojem, swoim subtelnym flirtowaniem z rzucaniem półsłówek z drugim dnem, swoim kuszącym zachowaniem… Po to, żeby potem dać im kosza… Bywało, że przerywała ich zaloty w najbardziej dla nich nieodpowiednim momencie. Sama nie wiedziała dlaczego to robi.
Tym razem było zgoła inaczej…
“Ale przecież ja nie zakochałam się w tym Romku… Chyba… Ale dlaczego stroiłam się tak właśnie na lekcje z nim…? Dlaczego lubiłam fantazjować o tym, jak bezczelnie zadziera mi spódnicę…? A on skąd wiedział, że mam takie myśli?”
Historyczka poprawiając spódnicę oraz włosy, nieco skonsternowana, potwierdzała: - Romku… nie wiem, jak to się stało, że tak się zachowywałam… Dlatego tak bardzo proszę o dyskrecję…
Gdy byli już gotowi do wyjścia, nauczycielka zwlekała. Może bała się co zobaczy na korytarzu?
– Mam do ciebie, do Was sprawę. Poświęć mi jeszcze chwilę, opłaci się. Chwilę jeszcze porozmawiali. Potem pani cmoknęła go w usta. Uczeń chwycił swoje rzeczy i wyjrzał z klasy.
– Droga wolna pani profesor! Znikam.
Chłopak pobiegł w stronę dalszych schodów, te bliższe były po stronie pokoju nauczycielskiego. Lepiej nie kusić losu. Gdy na dużej przerwie stali we trójkę, podeszła do nich Historyczka.
– Romuald, Muszkieterowie. Musimy porozmawiać. Po ostatniej lekcji, w gabinecie dyrektorki.
Romek nie wierzył. Co ona? Zwariowała? Nauczycielka przez sekundę napawała się chwilą, albo uczniom tak się tylko wydawało.
– Ależ panowie! Spokojnie ! Dyrektorka idzie dziś zebranie i zostawiła mi klucze.
Ulga! Jako pierwszy, głos odzyskał Romek. Zaczął się domyślać, ale wolał się upewnić
– Ale jak? Dzisiaj?
Miny pozostałych Muszkieterów pokazywały przemożną chęć zaspokojenia ciekawości.
Marta z szelmowską miną zwróciła się do łajdaków – każdy może mieć w szkole ciocię. Nieprawdaż? Tam pogadamy spokojnie i bez ciekawskich. Kolega coś wam opowie.
Dopiero teraz dotarło do nich, że w dwuczłonowym nazwisku wicedyrki, jedna część jest identyczna z nazwiskiem Historyczki. Chłopcy spojrzeli po sobie i bez ociągania skinęli głowami. Każdy nauczyciel, który znał ich dłużej zaniepokoił by się. W ostatnich latach zdarzyło się już zaklinowanie profesorskiego samochodu między drzewami, zablokowanie głównego wejścia do szkoły wielkimi kulami śniegu czy fałszywa epidemia grypy. Jeżeli coś zaniepokoiło nauczycielkę, to nie dała po sobie nic poznać.
Po ostatniej lekcji poszła do pokoju nauczycielskiego, zostawiła dziennik i zabrała swoje rzeczy. Pod gabinetem spotkała trzy postacie z opuszczonymi głowami. Niewtajemniczeni widzieli trzech nieszczęśników oczekujący na rozprawę przed obliczem władzy. Nie było w tym nic podejrzanego, zwłaszcza że ci trzej nie byli tu rzadkimi gośćmi. Muszkieterowie patrzyli jak otwierają się wrota piekieł, a kobieta uprzejmie zaprasza ich do środka. Spojrzeli po sobie, to była ta chwila, po której już nie ma odwrotu. W środku stała kanapa znana wszystkim szkolnym rozrabiakom, kilka krzeseł oraz biurko za którego padały kazania. Tym razem miało być inaczej. Nauczycielka powiesiła swój płaszczyk i torebkę na wieszaku i gdy się odwróciła naprawdę się przestraszyła. Była odcięta i w zasięgu rąk trzech młodych byczków. Skuliła się jakby coś ją ukłuło w dole brzucha. Dopadli do niej. Trzask pękających nici i grzechot spadających guzików był bardzo sugestywny. Bluzka była już na straty. Chłopiec, którego obdarzyła tak wielkim zaufaniem grzecznie zdjął z niej spódnicę i odłożył na oparcie krzesła. Uśmiechnął się do niej i zanim zdążyła odwzajemnić grymas zerwał jej majtki. Prute koronki wydały żałosny dźwięk i osunęły się na podłogę. Inne ręce pozbawiły ją biustonosza. Nie mogła nic zrobić i choćby zasłonić się, bo trzymali mocno. Rzucili ją na kanapę twarzą w dół i unieruchomili. Romek dał jej solidnego klapsa, aż popłynęły łzy. Chciała krzyczeć ale to co usłyszała zacisnęło jej krtań.
– Bądź cicho, bo wywalimy cię z gołą dupą na korytarz! Otworzysz japę tylko w jednym celu i wtedy jak ci każemy!
Kręciła głową jakby chciała zaprzeczyć temu co się działo, albo szukała wzroku Romka? Piotrek trzymał jej ręce a Darek podłożył pod biodra wałek z kanapy. I wtedy wszystko ustało.
– Do widzenia pani profesor, to my już pójdziemy.
– Ej, chłopcy możecie zostać…
– Umawialiśmy się tylko na usiłowanie, bez gwałtu. Nasz dziewczyny czekają. Resztę zróbcie sami.
Piotrek otworzył drzwi. W tle było widać jak z parapetów zeskakują dwie postacie i podbiegają ciekawie zaglądając do środka. Dwaj napastnicy wzięli swoje torby i dyskretnie wyszli na korytarz. Trzeci podszedł do niej i zapytał niewinnie – jak się podobało przedstawienie?
Chlipnęła a na jej twarzy zagościło zadowolenie.
– Szkoda, że poszli. Ładnie się zapowiadało. Dobrze i w dodatku szybko się zorganizowaliście. Z gołą dupą i w podartej bluzce naprawdę wyglądam na ofiarę. Ale jak mi przylałeś i naprawdę zabolało to zaczęłam się bać. Ale i tak szkoda, że już po wszystkim. Żerżnij mnie, potem pogadamy!
– Ale twoja pochwa… mówiłaś…
– Fakt, nie jest przyzwyczajona do częstych wizyt ponadwymiarowych obiektów. Ale druga dziurka jest do dyspozycji. Takie gwałty też się zdarzają.
Uczeń rzucił się na nauczycielkę. Wykręcił jej rękę i przyłożył kolejnego klapsa. Potem zaczął drążyć odbyt. Ofiara zapłakała – proszę… przestań… ja tylko chciałam… Aaaa….aaaaaa... aaaaaachhhh.
Gwałciciel nie dał się zwieść błaganiom i wykonywał swą zadanie rzetelnie. Szloch i protesty kobiety brzmiały bardzo naturalnie, ale ciało wysyłało inne sygnały.
– Nieee! Nie w dupę! Kurwaa…aaa! Aaaa…!
Spazm uzmysłowił uczniowi, że spełnił swoje zadanie. W myśli zastanowił się na jaką ocenę zasłużył. Ocena pojawiła się jak na zawołanie.
– Ty zboczony gnojku, obyś tylko nie uczynił z gwałcenia historyczek swego powołania.
– A czemu nie? Wydupczyć ciało nauczycielskie to jednak sukces!
– Zboczeniec!
– Historyczka!
– Ty, Romuald! Ale jak zrobiłeś, że Muszkieterki się zgodziły? Ich faceci, prawie na ich oczach z inną babą, której nie lubią…
– No i odkryłaś słowo klucz. Po prostu powiedziałem im, że cię zgwałcimy! I nic nam nie zrobisz, bo wcześniej rypałaś się ze mną i sama nas zaprosiłaś. Takich słów użyłem i to je przekonało. Myślisz, że czekały zazdrosne o swoich menów? Pilnowały aby nikt nam nie przeszkodził cię upokorzyć. W samych pończochach i podartej bluzce byłaś bardzo przekonywująca. Kupiły to, będą się trochę bały i dadzą ci spokój. A może nawet będą ci współczuły. W końcu zostałaś zgwałcona. Ale nie miej żalu, chciałaś być upokorzona. Wszyscy spełnili swoje marzenia.
– Uprzedzano mnie przed tą klasą. Wasze dziewczyny są gorsze niż mafia!
– Martusiu przyznaj, że capo di tutti capi jest bardzo atrakcyjny i w twoim typie.
– I co dalej? U mnie nie można, nikt nie uwierzy w codzienne korepetycje z historii. W szkole to nawet nie chcę myśleć. W parku, w lesie? Zima idzie.
Marta była oszołomiona, nie wierzyła ani w to co się wydarzyło, ani w to, co teraz mówi... A jednak... cholernie zależało jej, żeby spotykać się z Romualdem. Choćby i w lesie...
"Ależ mnie zerżnął... Jeszcze nigdy nikt przedtem nie dał mi tak popalić... Tyle, że co ja tam miałam za doświadczenie...
A ten przeorał mi cipkę i dupę, jak jakiś rozbuchany odyniec pole w poszukiwaniu kartofli... Przyzwoita kobieta nie powinna nawet mieć takich wspomnień. Co będzie, jak się rozswawoli i codziennie będzie mnie tak grzmocił... Jak codziennie? Kobieto, o czym ty myślisz?"
Marta patrzyła chłopcu prosto w oczy. - Wiesz, że oni tu zawsze nazywali mnie “cnotka-niewydymka”, że miałam nienaganną reputację… A ty tak najpierw sam mnie przeleciałeś… a potem niemal z kolegami… A wiesz, że zależy mi na mojej opinii. Ale wiesz co… ja często rano zachodziłam do kościoła. To by nikogo nie zdziwiło… A przeważnie tam nikogutko rano nie było. Zazwyczaj sama klęczałam w lewej nawie… Czyż to nie najbardziej stosowne miejsce dla tak cnotliwej panny?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Maciek12
No co jest Ty i Historyczka się znacie ...opowiadacie swoje przeżycia jeżeli jest inaczej wyprowadź mnie z błędu...super opowiadanie
RomeT
@Maciek12 Czy się znamy... Przez próżność nie zaprzeczę, a z szacunku nie potwierdzę. Ale jedno jest pewne, chętnie pogłębił bym tę znajomość ...