Historia z Martą 2

Tekst ten publikuję za zgodą tolerancyjnej pani Profesor.
* * * * * * *  
     Pani profesor Marta spojrzała przeciągle.
– Ja… – zniżyła głos – …muszę jeszcze dojść do siebie. I chyba się przebrać.
Romek uśmiechnął się szeroko, bezczelnie.
– To do następnego razu, pani profesor.
– Nie bądź taki pewny!
Odwróciła się na pięcie i odeszła szybkim krokiem, lekko chwiejąc się na wysokich obcasach. Jej pupa, jak zawsze, kręciła się kusząco. Romek przez chwilę chciał ją zatrzymać, ale uprzedziła jego myśli.  
– Muszę się doprowadzić do porządku, mam dziś spotkanie z dyrektorem w sprawie stałego etatu.
Zniknęła za drzwiami.  
Chłopak odczekał chwilę i też ruszył w stronę drzwi. W prezbiterium widać było kilka osób w modnych wśród młodzieży wojskowych kurtkach, zajętych rozmową z duchownym. Pochłonięci swoimi sprawami nie zwrócili uwagi na ruch w drugim końcu kościoła.  

Marta właśnie wsiadała do autobusu. Za szybą było widać grupę młodych ludzi biegnących przez park w stronę liceum.
Na najbliższej przerwie chłopcy dyskretnie szukali nauczycielki . Dopiero na dużej przerwie, jeden z Muszkieterów ją zauważył, jak wchodziła do gabinetu dyrektora. Oczywiście byli bardzo ciekawi czy z nimi zostanie, więc na różne sposoby próbowali podsłuchiwać. Darek wszedł z jakimś wymyślonym na prędce problemem do sekretariatu, a Piotrek bezczelnie podciągnął puszkę na śmieci pod okno gabinetu i wspiął się pod parapet. Romek czekał na korytarzu, na wprost pokoju nauczycielskiego. Gdy zobaczył ją wychodzącą, serce mu się ścisnęło. Blada twarz i szkliste oczy nie dawały nadziei. A kobieta jeżeli nawet zauważyła Romka, to nie dała nic po sobie poznać i skierowała się prosto do wyjścia ze szkoły. Chciał za nią pobiec ale dzwonek unicestwił ten pomysł. Po drodze do klasy dołączyli koledzy, ich miny potwierdzały złe wieści. Wymiana informacji musiała trochę poczekać bo fizyk nie tolerował konkurencji na zajęciach. Na kolejnych przerwach też nie dało się spokojnie porozmawiać. Dopiero po lekcjach Darek rzucił – idziemy do mnie, musimy porozmawiać.
Chłopcy wymienili informacje i ocenili rozmiar nieszczęścia. Jednak w ich naturze rozpacz i marazm nie znajdowały sobie miejsca. Trzeba było działać. Do  wieczora plan miał już zarysy. Teraz należało pozyskać i wtajemniczyć głównych aktorów. Najbliższa lekcja historii przebiegła spokojnie i bez napięć. Nauczycielka była zamyślona i unikała wzroku swojego kochanka. Ubrana była skromniej niż zwykle, ale nadal atrakcyjnie. Uczeń, znając już styl ubierania się Historyczki, domyślał co znaczą prawie niewidoczne zniekształcenia na spódnicy. Gapił się też bez skrępowania, nie uciekając wzrokiem. Zniknął co prawda ironiczny uśmieszek ale widać było, że czuje przewagę. Gdy po dzwonku w klasie zostali Muszkieterowie, nauczycielka zaprotestowała – chłopcy, nie dzisiaj! Za kwadrans mam kolejne zajęcia. – Podejrzewała, że to niewiele da i zaczęła się zastanawiać jak wytłumaczy spóźnienie na kolejną lekcję. Ku jej zdziwieniu chłopcy grzecznie usiedli w ławkach. A kilku kolejnych wróciło z korytarza. Romek wziął wdech i zaczął – wiemy co się dzieje, podsłuchiwaliśmy pod gabinetem dyrektora. Jeżeli się zgodzisz to załatwimy to po swojemu, a ty zostaniesz w tej szkole.  
Zaskoczona nie zaprotestowała gdy zwrócił się do niej po imieniu. Jej zaskoczenie wzrosło jeszcze bardziej gdy usłyszała jakie mają plany. Tym razem jej sprzeciw był twardy – nie możecie wtrącać się w moje sprawy! Nic z tego nie będzie! Co sobie wyobrażacie? A poza tym zbyt dużo ryzykujecie! – w jej głosie słychać było autentyczny gniew. A przynajmniej tak miało wyglądać.
– Marta, my i tak to zrobimy! Z tobą lub bez, chcemy dokuczyć temu capowi. Chodzi tylko o to, czy nam pomożesz? – to spokojny Darek podsumował jej złość – chyba, że wolisz się poddać. Wtedy najwięcej stracisz, i to we własnych oczach.
Kobieta złagodziła wyraz twarzy – chcecie dla mnie zaryzykować? Jesteście przemili, ale czy warto? – spojrzała Romkowi w oczy – Przecież macie mnie za dziwkę. Warto dla takiej narażać się?  
Zaryzykowała bo bardzo chciała usłyszeć zaprzeczenie. A może coś więcej?  
Chłopak uśmiechnął się najmilej jak potrafił – NIKT tu o tobie nawet tak nie pomyślał – skłamał gładko, głośniej artykułując pierwsze słowo. Przekaz był jasny i dotarł do adresatów. Pomyślał też, że jak plan się powiedzie, to będzie musiała naprawdę się postarać dla niego jak najlepsza dziwka.  
Kobieta spojrzała po twarzach pozostałych młodzieniaszków, szukając drwiących uśmieszków czy obleśnych min. Zobaczyła same szczere uśmiechy. Przyjęła więc deklarację za dobrą monetę.
– Dobra Muszkieterowie, musimy pogadać w bezpiecznym miejscu. Tu nawet nie ważcie się myśleć o tej sprawie. Spotkamy się u dziś mnie, powiedzmy o osiemnastej?
– Tak pani profesor! – odkrzyknęli zgodnie – prosimy o adres!
Nauczycielka uśmiechnęła się drwiąco – Naprawdę? Czy chłopiec w kurtce moro, który odprowadzał mnie dyskretnie do domu nie zapamiętał adresu? Ale chyba jednak zapamiętał, bo inny młody człowiek w podobnej kurtce nie miał problemu z dotarciem pod mój dom? Szykowaliście coś na mnie?
Zagrała va banque, ale trafiła. Chłopcy tylko poprawili postawione na sztorc kołnierze swoich kurtek – no, to jesteśmy umówieni.

     Nawet bystry obserwator nie zauważył by nic niepokojącego. W kilkuminutowych odstępach z tłumu podążającego ulicą odrywała się pojedyncza postać i wchodziła do bramy. Wyjątkiem była parka, czule przytulona do siebie. Ot, ludzie wracają do domów.
Wszyscy spiskowcy zameldowali się u nauczycielki . Oprócz muszkieterów była też nieznana jej młoda dziewczyna i jeszcze jeden chłopak. Marta spojrzała zdezorientowana, ale Romek ją uspokoił  – to moja siostra Basia i jej facet, Tomek. Jest studentem, więc poza zasięgiem władz oświatowych. Pomogą.
Potem obejrzeli mieszkanie i uznali, że nadaje się do akcji. Patrzyła na nich mocno zaskoczona. Młodzieńcza brawura połączona z kreatywnością i odwagą – Kolumbowie, rocznik 66? Romek zamknął okno, mrugając porozumiewawczo – lepiej żeby nikt nie podsłuchał  – potem wskazał na Piotrka – zasuwaj!
Piotrek oparł się o ścianę zaczął opowiadać wskazując na kolejnych uczestników.
– Baśka dzwonisz i umawiasz się na korepetycje w swoim domu, bo masz nogę w gipsie. Mówisz, że musisz leżeć i otworzy siostra.
–Pani profesor odsuwa w czasie decyzję i zwodzi dyrektora, ale tak by nie stracić jego zainteresowania. Gdy Baśka ustali termin korepetycji, zgadza się pani na warunki dyra.
– W dniu akcji Darek opóźnia korepetytorkę gdyby ruszyła za wcześnie. Gdy dam sygnał z rogu ulicy musisz ją zatrzymać jeszcze z pięć minut.
– Marta daje sygnał do akcji zamykając okno.  
– Trzeba też dopilnować by dyro nie dotarł za wcześnie, bo narazimy panią Martę.
Romek słuchał uważnie czy kolega nie popełnia jakiegoś błędu. Powtórzyli jeszcze role i spotkanie zostało zakończone. Baska z kolegą wyszła pierwsza.
Zostali tylko Muszkieterowie. Ich miny nie wróżyły nic dobrego. Postanowiła uprzedzić atak:
– Co łobuzy? Myślicie, że za to będziecie mnie mogli obracać do woli? Nic z tego, wara zboczeńcy!  
Jej głos nie brzmiał stanowczo, ale młodzieńcy nie byli natarczywi.  

     Mimo słonecznego dnia młody człowiek idący wzdłuż żywopłotu miał na sobie kurtkę z założonym na głowę kapturem, okulary i rękawiczki. Miał też ortalionową torbę z zakupami. Gdy doszedł do końca ogrodzenia rozejrzał się i widać nic nie zwróciło jego uwagi bo podbiegł do stojącego w zaułku auta. Szybko odkręcił antenę i jej cieńszy koniec wsunął między szybę tylnych drzwi a uszczelkę. Chwilę poruszał nią wzdłuż szyby o potem podniósł pręt w ponownie nacisnął. Plastikowy kołeczek w drzwiach uniósł się sygnalizując odblokowanie zamka. Rzucił anteną jak nożem, wbijając ją w ziemię. Teraz podbiegł do przodu auta i z zakupowej torby wyjął srebrny pojemnik z dużą czarną dyszą. Poprawił rękawiczki, wprowadził dyszę pod zderzak i odkręcił pokrętło. Śniegowa gaśnica syknęła i zaczęła napełniać komorę silnika płatkami śniegu zestalonego ze wilgoci i dwutlenku węgla. Postać w kapturze rozejrzała się i uspokojona otworzyła tylne drzwi auta a następnie sięgając przez fotel otworzyła drzwi kierowcy. Rachityczny dźwięk skutego lodem alarmowego klaksonu nie zwrócił niczyjej uwagi. Szybki manewr pod kierownicą, zatrzaśniecie auta i koniec akcji.
     To był jeden z tych pięknych jesiennych dni i nic nie mogło go zepsuć. Dyrektor wyszedł z pracy celowo wcześniej by zaskoczyć kobietę. Nawet tu chciał podkreślić dominację. Żona ma jakąś fuchę i wróci później, to nie będzie dociekliwych pytań. Srebrny Polonez, jego oczko w głowie i przedmiot zazdrości innych stał obok w zaułku. Zdziwiło go, że brakuje anteny. Po chwili zobaczył ją wbitą w trawnik przed autem. Nie wyglądała na uszkodzoną więc oczyścił ja z ziemi i wkręcił na miejsce. Pomyślał o gówniarskich żartach i że chętnie zaprosiłby na dywanik sprawcę tego haniebnego czynu. Zaskoczenie przyszło gdy przekręcił kluczyk. Rozrusznik zakręcił sprawnie ale silnik nie zaskoczył. Kolejne próby nic nie zmieniły. Miał do wyboru szukać przyczyny lub pójść do tramwaju. Pomyślał, że zapas czasu się przyda. Zresztą dziwka na pewno nie odważy się odwołać spotkania z powodu małego spóźnienia. Zbyt długo się zastanawiała, zależy jej.  

Mężczyzna wysiadł z tramwaju i odszukał bramę z zapamiętanym numerem. Był tylko kilka minut spóźniony. Kobieta przywitała go z bladą twarzą i opuszczonymi oczami. Widać było, że się bała się – o to chodziło! Poczuł falę podniecenia. Zaprosiła go do sypialni, zamknęła okno i podkręciła wzmacniacz. Głośniki odpowiedziały głębokim dźwiękiem.
– Lepiej żeby nikt nie podsłuchiwał, prawda? – powiedziała drżącym głosem, trzymając bluzkę tuż pod kołnierzykiem jakby broniąc dostępu. Ewidentnie okazywała strach. To było to! Podniecenie mężczyzny dawało o sobie znać, głos mu się zmienił gdy krzyknął – rozbieraj się kurwo! No już ździro, bo ci pomogę!
Twarz kobiety zmieniła się – proszę pana, ale obiecuje pan…
– Masz do mnie mówić PANIE DYREKTORZE! Jestem twoim szefem! Załóż to – rzucił w jej stronę granatowy ciuszek z białą koronką. Był to nie zakrywający niczego fartuszek pokojówki.  
– Tak, panie dyrektorze! Czy dostanę etat, gdy zrobię co pan każe?
– Zrobisz co ci każę i bez obietnic – wysapał i przyciągnął jej rękę do swojego krocza – ale znaj dobre serce, dostaniesz etat. Przyda mi się dobra kurwa pod ręką.  
Zza rogu ulicy, wyszła kobieta w bordowym płaszczu z Telimeny i kapeluszu w podobnym kolorze. Patrzyła raz w kalendarzyk, raz na numery domów. Jej zachowanie zdradzało nieznajomość terenu. Dotarła jednak na miejsce i weszła do klatki schodowej, znalazła właściwe drzwi i nacisnęła dzwonek. Stłumiony dźwięk nie miał prawa zwrócić uwagi domowników i już podniosła rękę by zapukać gdy drzwi otworzyła młoda dziewczyna.
– Dzień dobry, pani pewnie do siostry na korepetycje? Proszę dalej. Siostra czeka w tamtym pokoju, ja już muszę iść – dziewczyna zniknęła jeszcze szybciej niż się pojawiła.

Marta z rozbawieniem skonstatowała, że członek dyrektora wcale nie był twardy. Czuła też, że i z nią się coś dzieje. Obelgi i wizja przemocy uwolniła skryte pragnienie, by ją posiadł wbrew woli, chciała być ofiarą. Łzy popłynęły jej po policzkach, gdy drżącymi rękami rozpinała bluzkę i spódniczkę. Stała przed nim w bieliźnie i pończochach umocowanych podwiązkami. Położyła rękę na podwiązce i spojrzała pytająco na czerwoną z podniecenia twarz mężczyzny. Pokręcił głową – to zostaw, zdejmij resztę. Załóż fartuszek. Już!  
Patrzył na nią, trzymając ciągle jeszcze nieco wiotkie prącie w dłoni. Speszona dziewczyna zasłoniła swoją nagość krzesłem. W innych warunkach strój pokojówki byłby ciekawym dodatkiem. Nawet myślała o tym. Donośne szuranie zagłuszyło na chwilę inne dźwięki.  Gdy drzwi sypialni otworzyły niespodziewanie Marta zakryła twarz dłonią i przywarła do swego pryncypała, jakby oczekiwała jego obrony. Do sypialni weszła kobieta bordowym płaszczu. To co zobaczyła wprawiło ją w osłupienie, a jej twarz pokrył grymas wściekłości – Andrzej!? –wrzasnęła całą mocą. Efekt potężnego krzyku spotęgowała seria błysków flesza nad jej ramieniem, oślepiając fotografowanych. To młody człowiek, ukrywając twarz za aparatem robił zdjęcia przytulonej parze.
Zanim mu się przyjrzeli zniknął. Wybiegł z mieszkania, krzycząc na pożegnanie – kopię taśmy z nagraniem i fotki podrzucę jutro. Pozdrowienia od muszkieterów, stary capie!  
Dyrektor milczał zszokowany. Przybyła kobieta zaczęła przejmować inicjatywę.  
– Do pani wiadomości: jestem żoną tego pana. Kim jest pani nie chcę wiedzieć, zresztą strój a w zasadzie jego brak pozwala się domyślić – to mówiąc położyła na stole kilka banknotów – Jednak trochę czasu pani poświęciła.
Trzask drzwi oznajmił Marcie, że jest już po wszystkim.  Napięcie trochę opadło i rozpłakała się. Obcy facet widział ją nago, nawet ubrała się specjalnie dla niego. Wiedziała dlaczego to robi, choć liczyła, że do niczego nie dojdzie. Albo właśnie, że dojdzie wbrew jej woli. Podejrzewała, że gdyby nie uczniowie uległa by dyrektorowi. A na koniec dostała pieniądze jak zwykła prostytutka. W głębi duszy tkwiło coś czego najbardziej się bała, żal za utraconym doznaniem.
Z letargu wyrwało ją pukanie do drzwi. Otworzyła tak ja stała, w pończochach i fartuszku, podświadomie zerkając w lustro czy jej ciało dobrze się prezentuje. Za drzwiami stał Romek i jego dwóch kolegów. Patrzyli na nią z pożądaniem, które mogło by się jej spodobać. Odrzuciła tę myśl – co się gapicie, widzieliście mnie już nago!
– Tak pani profesor, ale dotąd nie rozbierała się pani sama, musieliśmy pomagać – zaśmiali się chłopcy. Śmiech był zaraźliwy, kobieta czuła się coraz lepiej i czarne myśli odpływały. Sielankę przerwał Romek – no mów mała, zdążył cię zerżnąć?  
Postanowiła ich sprowokować – niestety nie, nawet nie zdążył mu stanąć.  
Bardzo ci szkoda, że cię nie zgwałcił? – zapytał  Piotrek. Zauważyła, że pierwszy raz odezwał się do niej w sprawach erotycznych.
– Młody, nie pozwalaj sobie! Romek, ogarnij ich!
– Martusiu, dziś nie mam władzy. Obiecałem, że jak się uda to nie będę się wtrącał.  
– Chyba żartujecie! Nikt nie będzie za mnie decydował! Nie boję się was, spierdalajcie!
W ciemnej stronie jej umysłu znów pojawiła się ta myśl. Przerażająca obietnica niezwykłych przeżyć. Zadrżała ze strachu i pożądania. W oczach pojawiły się łzy, a z gardła wydarł się zdławiony przez rozpacz dźwięk. Dziewczyna czuła, że jej ciało oczekuje tego co obiecał jej umysł. Pokój zawirował gdy chwycili ją i przełożyli przez wezgłowie kanapy. Wycharczała tylko – Romek, pudełko.  
Chłopiec dostrzegł stojąca na stole szkatułkę, której odkryte wieczko ukazywało błyszczące pakieciki z napisem Stomil. Spojrzał na kolegów, którzy przymierzali się do wypiętej pupy kobiety.  
– Panowie, dziwki rucha się w gumkach. Zakładać i robimy jej kolejarza.  
Wiedziała,  że tym razem nie uniknie  przeznaczenia. W głębi duszy poczuła ulgę, że to już. Poczuła ucisk i nagłe pchnięcie w pochwie. Krzyknęła z bólu, choć chciała tego bardzo. Kolejne pchnięcia, mimo pulsującego jeszcze bólu, zaczęły dawać jej przyjemność. Napastnik nagle cofnął się i zaatakował odbyt. Kolejna fala bólu pomieszanego z rozkoszą przeszła przez jej ciało. Napięcie w dole jej brzucha wzrastało do nieznanego wcześniej poziomu. Chłopak skończył i jego miejsce zajął kolejny. Wszedł w nią bez zbędnych ceregieli. Pracował mocno i szybko. Bardziej domyśliła się niż poczuła jak skończył. Teraz coś się zmieniło i ręce które ją mocno przyciskały do kanapy puściły ją. Korzystając ze swobody obejrzała się. Za nią stał obnażony Romek – no postaraj się teraz, malutka!
Wypięła pupę  najbardziej jak potrafiła. Zaraz tego trochę pożałowała, gdyż penis chłopaka był największym w tej kolejce. Ale już po chwili przyjemność zaczęła górować nad bólem. Krzyczała wtórując każdemu pchnięciu. Gdy w końcu nagroda nadeszła nie miała już siły krzyczeć i tylko jęczała. Jej kochanek jeszcze przez chwilę pracował zawzięcie i w końcu poczuła pulsowanie i wytrysk. Zawirowało jej w głowie i opadła na kanapę. Nie założył! Tak naprawdę to właśnie tego chciała. Chciała czuć pulsowanie i spermę uderzającą w ścianę pochwy!
Muszkieterowie już wyszli i został tylko Romek. Siedzieli przytuleni na kanapie, która jeszcze niedawno była świadkiem niezwykłych zdarzeń. Nauczycielka już nie płakała. Ufnie podniosła twarz do chłopca, pocałowała go w usta  –  teraz już na pewno masz mnie za zwykłą dziwkę? Chłopiec rzucił bez zastanowienia – nieprawda, jesteś niezwykła!

RomeT

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 3062 słów i 17738 znaków.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Historyczka

    Gdy to czytam... wczuwam się w opowiadanie, jakbym dokładnie była tam na miejscu...

    9 godz. temu

  • Użytkownik RomeT

    @Historyczka Co za przypadek ...

    5 godz. temu

  • Użytkownik rotmistrz

    do historyczki .pani marto czy wobec pani uzylem wswoich wpisach wulgarnych słów. aczy nie ciekawi pani  skad znam pani nazwisko .powiem to ale jak sie spotkamy .prosze o odpowiedz ikomentarz.

    4 godz. temu