Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 12

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 12Rafał przygotował się pierwszy. Wybrał jedną z koszul, które Zosia kupiła mu jeszcze w Warszawie – jasną, idealnie skrojoną, z miękkiej bawełny. Do tego ciemne, eleganckie spodnie i wygodne, ale schludne buty. Zszedł na dół, otworzył lodówkę i wyjął schłodzoną butelkę białego wina. Nalał trzy kieliszki, ustawił je na stoliku i usiadł na kanapie, czekając.
Usłyszał najpierw stukot obcasów na schodach. Potem zobaczył je obie.
Zeszły razem, jedna obok drugiej, i przez moment wyglądały jak dwie młode księżniczki – tylko że księżniczki rzadko kiedy decydują się na aż tak mało stonowane kreacje.
Basia postawiła na minimalizm, który krzyczał głośniej niż najbardziej wyzywająca suknia. Krótka, krwistoczerwona sukienka obcisnęła każde centymetr jej ciała. Nie miała pod spodem biustonosza – sutki wyraźnie rysowały się pod cienkim materiałem. Sukienka była tak delikatna, że w odpowiednim świetle prześwitywała nawet koronkowa linia stringów. Na stopach miała złote sandałki na wysokiej szpilce. Włosy starannie wyprostowała, pozwoliła im spływać swobodnie wokół owalu twarzy. Makijaż był delikatny, tylko podkreślający oczy i usta.
Zosia poszła jeszcze dalej. Biała sukienka – koronkowa góra ciasno opinała jej sprężyste piersi, a brak biustonosza sprawiał, że ciemniejsze sutki przebijały przez materiał przy każdym oddechu. Od pasa w dół sukienka rozlewała się w lekką, postrzępioną falbanę, która przy każdym kroku odsłaniała niemal całą długość jej smukłych ud. Białe sandałki na szpilce wydłużały nogi jeszcze bardziej. Włosy miała tak samo proste jak siostra, ale makijaż był zdecydowanie mocniejszy – drapieżny, z wyraźnie podkreślonymi oczami i ciemniejszymi ustami.
Kiedy stanęły na dole, Rafał dosłownie zaniemówił. Kieliszek zatrzymał się w powietrzu w połowie drogi do ust. Przez dłuższą chwilę tylko patrzył – z lewej na Basię, z prawej na Zosię – i przełykał ślinę.
— Wy… — odezwał się w końcu ochryple — robicie mi to specjalnie, prawda? Żebym nie mógł skupić się absolutnie na niczym.
Zosia podeszła pierwsza. Uśmiechnęła się lekko, prawie niewinnie, po czym wplotła palce w jego włosy i pocałowała namiętnie, głęboko. Jednocześnie jej wolna dłoń zsunęła się w dół i bezceremonialnie, przez materiał spodni, masowała już twardniejącego kutasa. Kiedy się oderwała, usta miała lekko spuchnięte.
— Na wakacjach nie musisz być na niczym skupiony — wyszeptała. — Masz odpoczywać.
Basia podeszła z drugiej strony i cmoknęła go lekko, prawie siostrzanie, w policzek – tylko że jej piersi przycisnęły się na moment do jego ramienia, a czerwona sukienka zaszeleściła bardzo blisko jego dłoni.
— Dokładnie — potwierdziła cicho. — Odpoczynek.
Rafał sięgnął po kieliszki i podał im obu. Wypili duszkiem – szybki, zimny łyk, który miał choć trochę ochłodzić atmosferę. Nie ochłodził.
Wyszli z willi. Rafał bez wahania złapał jedną dłonią dłoń Zosi, drugą – dłoń Basi. Splotł ich palce ze swoimi i poprowadził obie alejką w stronę głównej restauracji. Szpilki stukały o kamienne płyty, sukienki falowały przy każdym kroku, a on szedł między nimi, czując na sobie ciężar ich obecności i ciężar tego, co od rana narastało między nimi trojgiem.
Weszli do głównej restauracji. Mimo że było już po osiemnastej, nadal panował tu ożywiony ruch. Wiele stolików było zajętych, ale w głębi sali i przy przeszkleniach wciąż stały wolne. Szwedzki stół prezentował się imponująco – długie linie półmisków z zimnymi przekąskami, owocami morza na lodzie, kolorowymi sałatkami, serami, pieczywem, a dalej sekcja dań gorących i całkiem sporą wyspa z deserami. W centralnym punkcie, na otwartym grillu, szef kuchni w białym fartuchu piekł właśnie grube steki z kalmara. Tłuszcz skwierczał, a zapach roznosił się po całej sali.
Zosia i Rafał od razu skierowali się w jego stronę. Po chwili na każdym z ich talerzy spoczywał jeszcze syczący, złocisty stek. Rafał dołożył porcję grillowanych warzyw i pachnącego pilawu. Zosia natomiast, wierna nowemu zauroczeniu, nałożyła sobie solidny stos intensywnie zielonych liści rzeżuchy i prawie nic więcej. Znaleźli wolny stolik przy oknie i dopiero wtedy rozejrzeli się za Basią.
Nadchodziła już – z talerzem załadowanym tak hojnie, że wydawało się, iż przeczy prawom grawitacji. Krewetki, kawałek ryby, sałatki, pieczywo, oliwki i jeszcze coś w sosie. Usiadła z wdziękiem, poprawiła czerwoną sukienkę i spojrzała na nich obu z wyzwaniem w oczach.
— Możecie sobie darować komentarze. Jestem głodna jak wilk.
Zosia tylko przewróciła oczami, ale kąciki ust miała uniesione. Rafał oparł się wygodnie i zachował całkowitą powagę.
— Skoro tyle potrzebujesz… to chyba jeszcze rośniesz.
Basia szturchnęła go stopą pod stołem, a wszyscy troje cicho się zaśmiali.
Jedli powoli, napawając się smakami, które naprawdę różniły się od wszystkiego, co znali z Polski. Rozmowa płynęła lekko – o tym, jak ogromny jest teren hotelu, o tym, że turecka kuchnia to znacznie więcej niż kebaby, o idealnej temperaturze wody w basenie. W pewnym momencie Rafał odłożył widelec i spojrzał na dziewczyny z rozbawieniem.
— A propos basenu… mistrzowsko spławiłyście tych dwóch. Naprawdę. Pocałunek był… skuteczny.
Zosia lekko się zarumieniła, a Basia tylko uniosła brwi z udawaną niewinnością. Zanim zdążyły odpowiedzieć, do ich stolika podeszła młoda dziewczyna. Miała najwyżej dwadzieścia lat, szczupła, ciemne włosy, pogodne, nieśmiałe spojrzenie.
— Przepraszam bardzo, że przeszkadzam… — zaczęła po polsku, wyraźnie podekscytowana. — Ale widziałam wasze zdjęcia na portalu plotkarskim. Czy… czy mogłabym sobie z wami zrobić zdjęcie?
Rafał odwrócił się do Zosi z pytaniem w oczach. Zosia przez ułamek sekundy miała ochotę grzecznie odmówić. Dziewczyna mówiła jednak tak szczerze i z taką iskierką w głosie, że nie potrafiła.
— Dobrze — powiedziała w końcu miękko. — Ale proszę, nigdzie tego nie publikuj. Naprawdę.
Dziewczyna kiwnęła głową tak energicznie, że prawie straciła równowagę. Basia od razu wstała.
— Ja zrobię. Dawajcie telefon.
Stanęli we trójkę – Rafał pośrodku, Zosia i dziewczyna po bokach. Basia zrobiła kilka ujęć, potem jeszcze jedno „dla pewności”. Kiedy dziewczyna odzyskała telefon, dziękowała tak gorąco, jakby dostała autograf od gwiazdy, po czym zniknęła między stolikami.
Zosia westchnęła cicho, wracając do rzeżuchy.
— Dziwi mnie to… jak niektórzy reagują, kiedy widzą kogoś, kto tak naprawdę wcale nie dąży do żadnej sławy.
Rafał pokiwał głową, odkładając sztućce.
— Niektórzy ludzie sami bardzo chcieliby być w jakiś sposób rozpoznawalni. A skoro nie mogą – zaspokajają to pragnienie, śledząc życie innych. To dość powszechne.
Basia skwitowała to głośnym westchnieniem i szerokim wzruszeniem ramion, jakby mówiła „ludzie są dziwni i już”.
Kiedy talerze były już puste, Zosia oparła się o krzesło i spojrzała na nich obu.
— No dobrze… a jak spędzimy resztę wieczoru?
Rafał uniósł ręce w geście pokoju.
— Decyzja należy wyłącznie do was. Do ciebie i do Basi.
Zosia zawahała się. Basia zauważyła to od razu i uśmiechnęła się szeroko, prawie zuchwale.
— Ja mam ochotę spróbować wszystkich drinków z karty.
Rafał wybuchnął szczerym śmiechem.
— To jest dość gruba karta, Basiu.
Basia odchyliła się na krześle, czerwona sukienka napięła się niebezpiecznie, i odparła z rozbawieniem:
— A kto mi zabroni spróbować?
Zosia spojrzała na siostrę, potem na Rafała, i w końcu pokiwała głową z lekkim westchnieniem.
— Dobrze. Idziemy. Ale zastrzegam od razu – jak przesadzisz, to ja ciebie taszczyć nie będę. Sama wrócisz na czworaka.
Zgodnie z postanowieniem poszli spacerkiem do baru w lobby. Okazało się, że nie było tam wielu osób – większość gości najwyraźniej wolała bary przy basenie albo te na plaży, gdzie grała głośniejsza muzyka. Tutaj panował półmrok, miękkie światło lamp i cicha, lounge’owa muzyka w tle.
Rafał pozostał wierny ginowi z tonikiem. Zosia, wierna nowemu odkryciu, znowu zamówiła mojito. Basia natomiast od razu wskazała barmanowi dwa drinki – cuba libre i margaritę. Kiedy Rafał i Zosia unieśli brwi, tylko wzruszyła ramionami i zaśmiała się lekko.
— Nie mam zamiaru wstawać co kilka minut. Logistyka.
Znaleźli stolik na uboczu – mały, okrągły, otoczony trzema głębokimi, skórzanymi fotelami. Rafał usiadł, upił solidny łyk i dopiero wtedy pozwolił sobie na dłuższe spojrzenie. Zosia założyła nogę na nogę z naturalnym, prawie nieświadomym wdziękiem. Biała falbana sukienki zsunęła się wyżej, odsłaniając niemal całą długość uda i zarys koronkowej bielizny. Widok był gorący. Rafał poczuł, jak w spodniach robi się wyraźnie ciasno. Odruchowo przeniósł wzrok na Basię. Ta siedziała podobnie – jedna noga na drugiej – tylko że czerwona sukienka podjechała jeszcze wyżej, niemal do linii bioder. Ucisk w spodniach stał się już naprawdę kłopotliwy.
Zosia sięgnęła po drinki siostry i po malutkim łyku każdego z nich pokręciła głową.
— Nie. Mojito nadal wygrywa. Na razie.
Dziewczyny zaczęły rozmawiać o tym, że drinki wcale nie smakują na mocne. Rafał odezwał się półgłosem, wciąż walcząc z własnym ciałem.
— To prawda. W hotelach all inclusive drinki robi się świadomie słabsze. Wygoda obsługi. W końcu każdy musi jakoś dowlec się do swojego pokoju o własnych siłach.
Widok nóg obu sióstr, podkreślony przez absurdalnie krótkie sukienki, bił po oczach. Rafał zauważył dojrzałą parę przechodzącą obok. Mężczyzna tak bardzo zagapił się na odsłonięte uda Zosi i Basi, że potknął się o własne nogi. Jego partnerka złapała go za ramię, cicho, ale ostro zbeształa, obrzuciła obie dziewczyny wściekłym spojrzeniem i czym prędzej odciągnęła faceta w przeciwną stronę.
Rafał westchnął ciężko, nachylił się nad stolikiem i powiedział bardzo cicho:
— Wasza uroda robi zbyt dużo zamieszania. Naprawdę.
Zosia położyła dłoń na jego ręce i pogładziła kciukiem.
— Tak długo byłam niewidoczna… że teraz sprawia mi to przyjemność. Wiem, że przy tobie jestem bezpieczna. Więc po prostu… napawam się tymi spojrzeniami.
Basia odstawiła margaritę i uśmiechnęła się zuchwale.
— A jak coś, to ja odciągnę zbyt nachalnych adoratorów. Przecież i tak jestem wolna.
Zosia spojrzała na nią nagle poważnie, prawie ostro.
— Nie jesteś wolna. I nie ryzykuj żadnych przygodnych znajomości. Słyszysz mnie?
Basia nie spuściła wzroku. Przechyliła głowę i zapytała z wyraźnym, prawie prowokującym błyskiem w oku:
— No to co mam robić, kiedy ty z Rafałem będziecie potrzebowali być sami? Mam siedzieć w pokoju i liczyć owce?
Zosia przez moment milczała. Potem na jej ustach pojawił się wolny, tajemniczy uśmiech. Sięgnęła po mojito, upiła łyk i odpowiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie:
— Pomyślę nad jakimś rozwiązaniem.
Siedzieli w hotelowym barze już dobrych kilka godzin. Czas płynął wolno, a rozmowa stawała się coraz swobodniejsza i wyraźnie pikantniejsza. Rafał obserwował obie dziewczyny uważnie. Były już wyraźnie pijane – oczy Basi błyszczały zbyt mocno, a ruchy Zosi straciły zwykłą precyzję. Nie miał nic przeciwko. Wręcz przeciwnie – cieszył się, że obie są tak odprężone i otwarte.
Zosia od czasu do czasu sięgała po drinki siostry, ale generalnie pozostawała wierna mojito. Basia, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, systematycznie przerabiała kartę. Była już na trzeciej stronie, ale do końca zostało jej jeszcze sporo. Rafał patrzył na nią i wiedział, że dziś już nie da rady dokończyć – była konkretnie wstawiona. Zosia wcale nie była w dużo lepszym stanie. Jej wzrok robił się coraz mniej skoordynowany. Sam też czuł narastający szum w głowie. Seksowne, absurdalnie krótkie sukienki obu sióstr sprawiały, że przez cały wieczór chodził w stanie ciągłego, niskiego podniecenia. A rozmowa, która z każdą kolejną rundą stawała się coraz bardziej bezpośrednia, tylko to podkręcała.
W pewnym momencie Zosia odłożyła szklankę, spojrzała na niego nieco zagmatwanym, ale bardzo poważnym wzrokiem i powiedziała wyraźnie:
— Kocham cię.
Potem pochyliła się przez stolik i pocałowała go namiętnie, głęboko, z całą pasją, jaką dawało długo tłumione podniecenie. Rafał odpowiedział natychmiast – dłonie wplotły się w jej włosy, język wsunął się między jej usta. Całowali się długo, nie zważając na to, że siedzą w półpublicznym miejscu.
Kiedy wreszcie się oderwali, oboje ciężko oddychali. Basia siedziała naprzeciwko z błędnym, ale wyraźnie zafascynowanym i mocno podnieconym spojrzeniem. Zosia odwróciła się do niej. Głos miała już ochrypły i bardzo cichy.
— I ciebie też kocham. Nie tylko jako siostrę.
Rafał, mimo alkoholu, zauważył, jakie wrażenie zrobiły te słowa na Basi. Dziewczyna na moment zaniemówiła. Potem powoli, prawie uroczyście, wzięła dłoń Zosi i położyła ją na swoim odsłoniętym, gładkim udzie. Zosia od razu zaczęła je pieścić – najpierw zewnętrzną stronę, potem coraz wyżej, wsuwając dłoń pod rąbek czerwonej sukienki. Basia zadrżała wyraźnie i cicho jęknęła.
Zosia nagle jakby się ocknęła. Wycofała rękę, wyprostowała się i, starannie cedząc każde słowo, żeby mówić wyraźnie, powiedziała:
— Chcę zobaczyć, jak się całujecie. Ty i Rafał.
W jej głosie była taka żelazna, spokojna determinacja, że żadne z nich nawet nie pomyślało o proteście. Zresztą – oboje od dłuższego czasu mieli na to ochotę. A teraz nie tylko było to możliwe. Było to wręcz zlecone przez Zosię.
Rafał i Basia spojrzeli najpierw na nią, potem na siebie. Ostrożnie, prawie nieśmiało, zbliżyli twarze. Basia przymknęła oczy. Ich usta zetknęły się najpierw lekko – tylko wargi. Zosia wyszeptała zaraz:
— Właśnie tak… właśnie o to chodzi.
Rafał pogłębił pocałunek. Jego język najpierw tylko musnął dolną wargę Basi, potem powoli, zdecydowanie wsunął się do jej ust. Basia odpowiedziała zaskakująco odważnie – jej język splotł się z jego, ręce powędrowały mu na kark. Całowali się coraz intensywniej. Rafał jedną ręką trzymał jej policzek, kciukiem gładząc skórę, drugą spoczął nisko na jej biodrze. Basia, choć nigdy wcześniej nie całowała się z mężczyzną, nadrabiała czystą, głodną pasją – ssała jego język, przygryzała lekko wargę, wydawała ciche, stłumione dźwięki prosto w jego usta. Pocałunek stał się mokry, głęboki i coraz bardziej niekontrolowany.
Zosia siedziała nieruchomo i patrzyła. Jej cipka płonęła żywym ogniem. Nie czuła nawet cienia zazdrości. Wręcz przeciwnie – narastało w niej dziwne, intensywne uniesienie na widok dwóch najbliższych sobie osób splecionych w tak namiętnym pocałunku. Uda zacisnęła tak mocno, że aż zabolały ją mięśnie.
W końcu Rafał i Basia oderwali się od siebie. Oboje mieli spuchnięte usta i ciemne, zamglone oczy. Rafał rozejrzał się szybko po barze i nagle do niego dotarło, gdzie nadal są.
— Chyba… lepiej przenieść się do willi — powiedział ochryple.
Basia od razu zaprotestowała, sięgając po kolejny kieliszek.
— Jest jeszcze masa drinków do spróbowania…
Zosia położyła dłoń na jej udzie i pogładziła czule, uspokajająco.
— Dzisiaj i tak nie dasz rady wszystkiego wypić. A w willi też jest co pić. Obiecuję.
Basia przez moment patrzyła na nią poważnie, potem powoli skinęła głową. Chwilę później wyrwało jej się głośne, zupełnie niekontrolowane czknięcie. Zarumieniła się, ale wstała. Zosia też. Rafał wstał jako ostatni, objął obie w talii – jedną ręką Zosię, drugą Basię – i powoli, starając się nadawać im jako tako stabilny kierunek, poprowadził je w stronę wyjścia z baru i dalej, alejką, do willi.
Szli – w ich własnym mniemaniu – całkiem prosto. W rzeczywistości trasa prowadziła ich od jednej krawędzi alejki do drugiej, z lekkim zataczeniem i cichym chichotem za każdym razem, gdy któraś z dziewczyn musnęła ramieniem Rafała albo drugą. Dotarli jednak do willi. Rafał czuł już wyraźnie, że jest bardziej wstawiony, niż sądził jeszcze kwadrans wcześniej. Drzwi zamknął za nimi z lekkim hukiem i przekręcił zamek.
W holu Basia i Zosia niemal jednocześnie zrzuciły szpilki. Westchnęły z ulgą, kiedy bose stopy dotknęły chłodnych płytek. Weszli do salonu. Światło było przyciemnione, tylko lampy stojące rzucały ciepłe, złote plamy.
Basia nie dała Zosi nawet dojść do kanapy. Zarzuciła jej ręce na kark i przyciągnęła do siebie mocno, prawie brutalnie. Ich usta zderzyły się w pocałunku, który od pierwszej sekundy był mokry, głęboki i całkowicie pozbawiony zahamowań. Języki splotły się natychmiast. Basia ssała dolną wargę Zosi, Zosia odpowiadała tym samym, przygryzając lekko, wydając ciche, stłumione dźwięki prosto w usta siostry. Dłonie Basi zjechały najpierw po plecach Zosi, potem niżej – objęły pośladki przez cienką, białą falbanę i ścisnęły mocno. Zosia odpowiedziała tym samym: jej ręce wsunęły się pod czerwoną sukienkę Basi, znalazły nagą skórę ud, a potem uniosły się wyżej, aż palce musnęły koronkę stringów.
Całowali się tak długo, że oddech obu stał się płytki i urywany. Rafał stał kilka kroków dalej i patrzył. W pewnym momencie dostrzegł wyraźny, prawie stalowy błysk w oku Zosi. Wiedział, że właśnie podjęła ostateczną decyzję. Jakby na potwierdzenie, jej dłonie przeszły z pośladków Basi na ramiączka czerwonej sukienki. Złapała je i jednym, zdecydowanym ruchem zsunęła w dół. Materiał opadł najpierw z ramion, potem z piersi – sutki Basi, już twarde, pojawiły się w ciepłym świetle. Sukienka zsunęła się dalej, po biodrach, i opadła na podłogę. Basia nawet nie drgnęła, tylko jeszcze mocniej wplotła język w usta Zosi.
Nie została dłużna. Jej ręce znalazły zamek białej sukienki Zosi na plecach, ściągnęły go w dół, potem zsunęły koronkową górę z piersi siostry. Sprężyste, pełniejsze piersi Zosi uwolniły się z materiałem. Basia nie przerywając pocałunku uniosła sukienkę wyżej, przeciągnęła ją przez głowę Zosi i rzuciła na podłogę. Teraz obie stały naprzeciw siebie tylko w majteczkach – Zosia w białych, delikatnych stringach, Basia w czerwonych, koronkowych.
Pocałunek trwał dalej. Dłonie wędrowały już swobodnie po nagiej skórze. Basia ściskała piersi Zosi, przeciągała kciukami po sutkach, aż starsza siostra jęknęła jej w usta. Zosia odpowiedziała tym samym – objęła piersi Basi, uniosła je, ścisnęła, potem zsunęła dłonie na jej talię i dalej, na pośladki, wsuwając palce pod cienki materiał stringów. Przyciskały się do siebie piersiami, brzuchami, udami. Biodra wykonywały małe, nieświadome ruchy, ocierając się o siebie. Włosy obu były już w nieładzie, usta czerwone i mokre, policzki spłonięte. Były pijane – ruchy miały w sobie lekką nieporadność alkoholu – ale każda z nich była w pełni świadoma tego, co robi. Każda chciała dokładnie tego, co się działo.
W końcu, po bardzo długiej chwili, pocałunek się urwał. Oderwały się od siebie tylko na tyle, by móc złapać oddech. Stojąc tak blisko, prawie czoło w czoło, nagle obie jednocześnie odwróciły głowy i spojrzały prosto na Rafała.
Stał nieruchomo. Kutas bolał go już naprawdę mocno, napięty do granic w ciemnych spodniach. Patrzał na nie.
Obie zostały tylko w majteczkach. Zosia – nieco wyższa, z pełniejszymi, sprężystymi piersiami o ciemniejszych sutkach, węższą talią i wyraźniej zarysowanymi biodrami. Skóra miała lekko złoty odcień po całym dniu słońca. Białe stringi były już wyraźnie wilgotne z przodu. Basia – delikatniejsza, drobniejsza w ramionach, z mniejszymi, ale idealnie okrągłymi piersiami i bardzo jasnymi, zaróżowionymi sutkami. Brzuch zupełnie płaski, biodra węższe, nogi dłuższe w proporcji do reszty ciała. Czerwone, koronkowe stringi obcisnęły ją tak, że widać było zarys warg. Obie miały rozczochrane blond włosy, spuchnięte od pocałunków usta i ten sam ciemny, wyczekujący wzrok skierowany teraz wyłącznie na niego.
Zosia podeszła do Rafała powoli, nie spuszczając z niego wzroku. Wzięła jego dłoń i bez wahania położyła ją na swojej nagiej piersi. Rafał ścisnął delikatnie – ciepło, miękkość, twardniejący sutek pod palcami. Zosia zadrżała wyraźnie i wciągnęła powietrze.
— Podoba ci się to, co widzisz? — zapytała cicho, prawie szeptem, wciąż patrząc mu prosto w oczy.
Jego odpowiedź była niemal bezgłośna, ale wyraźna:
— Tak.
Zosia odwróciła głowę w stronę Basi i skinęła na nią zachęcająco. Basia, podniecona tak mocno, że nogi lekko jej się trzęsły, podeszła bliżej. Stała teraz tuż obok nich, patrząc to na siostrę, to na Rafała, z szeroko otwartymi, ciemnymi oczyma. Zosia złapała drugą rękę Rafała i powoli, uroczyście, położyła ją na nagiej piersi młodszej siostry. Rafał ścisnął tak samo – delikatnie, ale pewnie. Sutek Basi stwardniał natychmiast pod jego dłonią. Dziewczyna cicho jęknęła.
Stali tak przez dłuższą chwilę – Rafał z dłońmi pełnymi obu piersi, obie siostry oddychające płytko. Potem Zosia uniosła dłoń, złapała Basię za brodę i delikatnie przybliżyła jej twarz do ust Rafała. Ich wargi zetknęły się. Pocałunek zaczął się ostrożnie, ale szybko stał się namiętny – język Rafała wsunął się między usta Basi, ona odpowiedziała z głodną pasją.
Zosia nie pozostała tylko obserwatorką. Pochyliła się i dołączyła. Najpierw jej usta musnęły kącik ust Rafała, potem kącik ust Basi, a chwilę później wszystkie trzy pary warg znalazły się razem. Trzy języki splotły się w mokrym, chaotycznym, niesamowicie zmysłowym tańcu. Rafał czuł jednocześnie język Zosi i język Basi – różniące się odrobinę, ale równie chciwe. Zosia liżąc, ssała, przeplatała się z obojgiem. Basia, zupełnie już pogrążona w doznaniu, wydawała ciche, stłumione dźwięki prosto w ich wspólny pocałunek. Dłonie wędrowały swobodnie – czyjeś palce w włosach, czyjaś dłoń na karku, czyjeś ciało przyciśnięte do drugiego. Pocałunek trwał długo, mokro, z przerywanym oddechem i coraz większym głodem. Kiedy wreszcie się oderwali, nitka śliny na ułamek sekundy połączyła jeszcze usta Basi i Rafała.
Basia oddychała ciężko. Nagle parsknęła cichym, pijanym chichotem i spojrzała na siostrę.
— Nie wiem czemu… tylko my jesteśmy nagie.
Zosia roześmiała się nisko, prawie drapieżnie.
— Pora to naprawić.
Obie, wciąż chichocząc nerwowo i podniecone, rzuciły się do rozbierania Rafała. Zosia stanęła z przodu, Basia z tyłu. Najpierw Zosia rozpięła guziki jego koszuli – jeden po drugim, wolno, całując każdy nowo odsłonięty fragment skóry. Basia od tyłu ściągnęła materiał z jego ramion, przejeżdżając dłońmi po plecach i całując go między łopatkami. Kiedy koszula spadła na podłogę, Zosia już klękała, by rozpiąć pasek. Basia pomagała ściągać spodnie w dół. Rafał uniósł stopy, żeby mogły je zdjąć razem z butami i skarpetkami. Został tylko w czarnych bokserkach, przez które jego kutas odciskał się wyraźnie, mokry już na czubku.
Zosia spojrzała siostrze w oczy i razem, jednocześnie, zsunęły bokserki w dół. Kutas Rafała poderwał się wolny – gruby, ciężki, ciemny od napływu krwi, z widocznymi żyłami i lśniącą główką.
Basia zobaczyła męski penis na żywo po raz pierwszy. Myśli rozleciały jej się w drobny pył. Był… duży. Znacznie większy, niż wyobrażała sobie, kiedy tylko wyczuwała go przez materiał. Gruby u nasady, lekko wygięty ku górze, z ciężkimi jądrami u spodu. Pachniał skórą, podnieceniem i odrobiną mydła. Wyobrażenie, że coś takiego ma zaraz być w jej ustach albo w jej ciele, sprawiło, że kolana ugięły się jej lekko. Z ust wyrwało się ciche, prawie nabożne:
— Wow…
Zosia roześmiała się miękko i spojrzała Rafałowi w oczy.
— To naprawdę się dzieje.
Basia wciąż nie mogła oderwać wzroku od jego kutasa. Zosia wzięła młodszą siostrę za rękę.
— Chodź — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Twoja starsza siostra nauczy cię, jak wykorzystać tak wspaniały okaz mężczyzny.
Nagie, tylko w majteczkach, poprowadziły go do szerokiej kanapy. Nawet się nie umawiając, obie jednocześnie lekko popchnęły go w klatkę piersiową. Rafał opadł na siedzisko. Wtedy, jak na komendę, obie wsunęły kciuki pod paseczki swoich stringów i zsunęły je w dół nóg. Odrzuciły je na bok. Dwie cipki – obie już wyraźnie mokre, lśniące, rozchylone – znalazły się na wysokości jego oczu.
Zosia stanęła prosto, prawie mentorsko, i spojrzała na Basię.
— Patrz uważnie. I ucz się. Bo zaraz będziesz musiała wszystko powtórzyć.
Basia kiwnęła głową entuzjastycznie, oczy mając ogromne i ciemne. Zosia, całkowicie naga, powoli opadła na kolana dokładnie przed twardym, pulsującym kutasem Rafała.
Zosia otworzyła usta szeroko i powoli, z pełnym skupieniem, nabijała je na grubego kutasa Rafała. Najpierw objęła wargami samą główkę, potem zsunęła się niżej, centymetr po centymetrze, aż czubek dotknął tylnej ściany jej gardła. Zatrzymała się na moment, oddychając przez nos, i dopiero wtedy zaczęła się poruszać.
Basia kucała tuż obok, z policzkiem opartym o twardy brzuch Rafała, i patrzyła z absolutną, niemal nabożną fascynacją. Widziała wszystko z najbliższej możliwej odległości. Widziała, jak usta starszej siostry rozciągają się wokół ciemnego trzonu, jak ślina zbiera się w kącikach i spływa cienką nitką w dół. Widziała, jak policzki Zosi zapadają się przy każdym ssaniu, jak jej język pracuje od spodu, liżąc żyłę, która pulsowała tuż przy powierzchni. Zosia brała go głęboko – tak głęboko, że nos co chwilę dotykał brzucha Rafała, a jej gardło zaciskało się wokół żołędzi. Czasem wycofywała się prawie całkowicie, zostawiając tylko główkę między wargami, i wtedy Basia widziała, jak język krąży wokół napierścienia, zbierając pojawiające się krople. Potem znowu opadała w dół, szybko, rytmicznie, z miękkim, mokrym odgłosem. Blond włosy Zosi spływały jej na twarz, więc Basia odruchowo odgarnęła je siostrze za ucho, żeby nic nie zasłaniało jej widoku. Serce biło jej jak oszalałe. Cipka była tak mokra, że czuła wilgoć na własnych udach.
Rafał miał głowę odchyloną na oparcie kanapy. Czucie było znakomite – gorące, ciasne gardło Zosi, rytmiczne ssanie, język, który znał już każde jego wrażliwe miejsce. Jedną rękę położył na głowie Zosi, nie naciskając naprawdę, tylko przytrzymując, bo i tak brała go najgłębiej, jak potrafiła. Drugą dłonią zsunął się na włosy Basi i zaczął je wolno przeczesywać, bawiąc się kosmykami, gładząc skórę głowy. Basia mruknęła cicho z zadowolenia, wciąż nie odrywając wzroku od tego, jak kutas znika i pojawia się znowu między ustami siostry.
Po dłuższej chwili Zosia z nieukrywanym żalem powoli zdjęła usta z kutasa. Nitka śliny połączyła jeszcze jej dolną wargę z lśniącą główką. Odetchnęła głęboko i spojrzała na Basię.
— Teraz ty.
Basia poczuła, jak całe ciało przechodzi dreszcz. Pragnęła tego tak mocno, że bolało. A jednocześnie…
— Zosiu… jesteś pewna? — zapytała cicho, serio. — Naprawdę pewna? Nie chcę… nie chcę stać się przyczyną żadnych zawirowań między wami.
Zosia uniosła dłoń i pogładziła młodszą siostrę po policzku. Głos miała spokojny i absolutnie stanowczy.
— Naszej relacji nic nie jest w stanie zmienić. Absolutnie nic. A teraz… pokaż, czego się nauczyłaś od starszej siostry.
Basia nie potrzebowała więcej zachęty. Przesunęła się na kolanach dokładnie przed Rafałem, objęła jego kutasa u nasady drżącą dłonią i pochyliła głowę. Najpierw tylko musnęła ustami główkę – ostrożnie, prawie nieśmiało. Potem otworzyła usta szerzej i wzięła go do środka. Po raz pierwszy w życiu czuła męski penis na języku. Był gorący, twardy, lekko słony i gładki. Zaczęła się poruszać niezdarnie, ale z ogromnym zapałem. Brała tylko do połowy, bo bała się zakrztusić, ale ssała mocno, rytmicznie, starając się naśladować to, co widziała przed chwilą. Język krążył nieporadnie, czasem za mocno, czasem za delikatnie. Ślina spływała jej po brodzie. Co jakiś czas zdejmowała usta, liżąc całą długość od spodu, od jąder aż po czubek, i znowu nabijała się ustami. Ręką, której nie używała do podtrzymywania trzonu, trzymała się uda Rafała, jakby bała się, że inaczej straci równowagę. Była całkowicie pochłonięta – oczy miała przymknięte, brwi lekko zmarszczone z koncentracji, a biodra co jakiś czas wykonywały małe, nieświadome ruchy.
Zosia klęczała z boku i patrzyła z jawnym, prawie matczynym zachwytem. Widok młodszej siostry z kutasem jej chłopaka w ustach był jednym z najbardziej podniecających rzeczy, jakie kiedykolwiek widziała. Pochyliła się wyżej, złapała Rafała za twarz i pocałowała go namiętnie – mokro, głęboko, z całym językiem. Rafał odpowiadał na pocałunek z równą intensywnością, a jego dłoń przez cały czas spoczywała na głowie Basi, gładząc ją, delikatnie prowadząc, kiedy dziewczyna coraz śmielej brała go głębiej.
Basia całkowicie się zatraciła. Klęczała naga między rozchylonymi udami Rafała, a świat skurczył się do jednego, pulsującego punktu. Mokre sny, które miewała przez ostatnie noce – te, w których wstydziła się sama przed sobą – właśnie stawały się rzeczywistością. Starała się brać go jak najgłębiej. Za każdym razem, kiedy czubek kutasa dotykał tylnej ściany jej gardła, oczy zachodziły jej łzami, ale nie cofała się. Ślina spływała jej po brodzie i kapała na piersi. Jedna ręka trzymała go u nasady, druga bezwiednie zjechała między własne uda. Palce znalazły mokrą, rozdygotaną szparkę i wsunęły się do środka. Cipka zacisnęła się wokół nich natychmiast, gorąca i wymagająca. Pieściła się intensywnie, w tym samym rytmie, w jakim ssała.
Zosia przez chwilę tylko patrzyła, sama mocno podniecona. Potem delikatnie, ale stanowczo uniosła głowę Basi, zdejmując jej usta z kutasa. Basia wydusiła z siebie ciche, zawiedzione westchnienie, ale zaraz zamilkła – bo usta siostry znalazły się na jej ustach. Pocałunek nad lśniącym od śliny kutasem Rafała był mokry, głęboki i pełen wspólnego głodu. Języki splotły się dokładnie nad jego napierścieniem. Kiedy się oderwały, obie jednocześnie pochyliły się z powrotem.
Zaczęły obciągać mu razem.
Zosia wzięła główkę do ust, ssąc mocno i krążąc językiem, podczas gdy Basia lizała całą długość trzonu od spodu, od jąder aż po miejsce, gdzie wargi siostry zaciskały się na skórze. Potem zamieniły się – Basia objęła ustami czubek, a Zosia przejęła dolną część, liżąc, ssąc jądra, przeciągając językiem po wrażliwej skórze. Co jakiś czas ich języki stykały się bezpośrednio na jego kutasie – śliskie, gorące, wspólne. Dłonie też nie próżnowały. Zosia jedną ręką przytrzymywała trzon, drugą zjechała między nogi Basi i wsunęła dwa palce w jej już rozciągniętą, mokrą cipkę. Basia odpowiedziała tym samym – jej drżące palce znalazły łechtaczkę Zosi i zaczęły ją pocierać szybkimi, okrężnymi ruchami. Klęczały bokiem do siebie, piersi ocierały się o uda Rafała, a ich biodra poruszały się naprzeciw cudzych dłoni. Mokre odgłosy ssania mieszały się z cichymi, stłumionymi jękami i pluskiem palców w cipkach. Rafał oddychał coraz głośniej, coraz głębiej. Dłonie miał splątane w blond włosach obu dziewczyn.
W pewnym momencie Zosia odsunęła się pierwsza. Otarła usta wierzchem dłoni i powiedziała ochryple, ale stanowczo:
— Jeszcze nie. Noc dopiero się zaczyna.
Sięgnęła w bok i dała Basi siarczystego, dźwięcznego klapsa w pośladek. Basia pisnęła, ale w oczach miała tylko rozbawienie i jeszcze większy ogień.
— W sypialni będzie nam wygodniej.
Wstali. Rafał najpierw złapał Zosię za kark i pocałował ją długo, namiętnie, smakując na jej języku siebie i odrobinę Basi. Potem obrócił się do młodszej siostry i pocałował ją z równą intensywnością – głęboko, z językiem, z ręką na jej piersi. Kiedy się oderwał, wziął obie za ręce i poprowadził przez salon, potem schodami, do sypialni, którą dzielił z Zosią.
Łóżko było pięknie, hotelowo zasłane. Zosia nie dała Basi nawet chwili na rozglądanie się. Popchnęła ją na środek materaca. Basia opadła na plecy z cichym wydechem. Zosia od razu rozchyliła jej uda szeroko i położyła się między nimi.
Zaczęła lizać.
Nie było w tym pośpiechu ani technicznej precyzji – była tylko czysta, skupiona chciwość. Najpierw przeciągnęła płaskim językiem całą długość szparki, od samego dołu aż po napęczniałą łechtaczkę, zbierając gęsty, słodkawy sok. Potem skupiła się na wargach – ssała je na przemian, wciągała do ust, puszczała, znowu ssała. Kiedy Basia uniosła biodra z niecierpliwości, Zosia unieruchomiła je dłońmi i przywarła ustami bezpośrednio do łechtaczki. Zaczęła ssać ją rytmicznie, jednocześnie bębniąc czubkiem języka po spodniej stronie. Co jakiś czas schodziła niżej, wsuwała język głęboko do środka, rozciągając ciasne ścianki, i znowu wracała do pączka, liżąc go teraz szybkimi, punktowymi ruchami. Twarz miała już całą mokrą od soków siostry.
Rafał tymczasem położył się obok Basi. Pochylił się nad jej piersią i wziął jasny, zaróżowiony sutek do ust. Ssał delikatnie, potem mocniej, przygryzając lekko zębami, przeciągając językiem wokół. Druga dłoń ściskała drugą pierś, kciuk przetaczał sutek w kółko. Co jakiś czas zmieniał strony – liżąc, ssąc, zostawiając mokre ślady.
Basia leżała rozłożona na białej pościeli jak ofiara i jak bogini jednocześnie. Blond włosy rozlane po poduszkach, usta otwarte, oczy półprzymknięte i całkowicie nieobecne. Pierś unosiła się gwałtownie pod ustami Rafała. Brzuch wciągał się i wypychał w krótkich, spazmatycznych ruchach. Uda drżały niekontrolowanie po obu stronach głowy Zosi. Palce stóp kurczowo zaciskały się i rozluźniały. Z gardła wydobywał się ciągły, niski, łkający jęk, który co jakiś czas przechodził w wyższy, bardziej rozpaczliwy dźwięk, kiedy język Zosi trafiał w szczególnie wrażliwe miejsce. Całe jej ciało było napięte jak struna – mokre, gorące i całkowicie oddane dwojgu ust, które jednocześnie ją pieściły.
Basia wiła się na pościeli, rozrywana pomiędzy językiem Zosi a ustami Rafała. Każdy ruch bioder tylko pogłębiał kontakt. W pewnym momencie jej drżąca dłoń znalazła twardego kutasa Rafała. Oplotła go palcami i pociągnęła w stronę swoich ust, nie przestając jęczeć.
— Proszę… włóż mi go… do ust… — błagała urywanym, zachrypniętym głosem.
Rafał natychmiast się przesunął. Klęknął przy jej głowie i podstawił niemożliwie twardy, lśniący od wcześniejszej śliny kutas dokładnie pod jej rozchylone usta. Basia wzięła go chciwie. Teraz była jednocześnie lizana i napełniana. Zosia nie zwalniała – wręcz przeciwnie, widząc, jak jej chłopak zaczyna powoli, rytmicznie posuwać usta młodszej siostry, uśmiechnęła się prosto w mokrą cipkę Basi i zabrała się do pracy z nowym, prawie złośliwym zapałem. Język wbijał się głębiej, ssał mocniej, krążył szybciej. Basia dławiła się od czasu do czasu, kiedy Rafał wchodził za głęboko, ale za każdym razem, gdy się cofał, goniła go ustami, nie chcąc oddać ani centymetra. Łzy spływały jej po skroniach, a biodra unosiły się naprzeciw języka Zosi w zupełnie niekontrolowanym rytmie.
Po dłuższej chwili Zosia oderwała usta. Oparła się na łokciach, oddychając ciężko, z ustami i brodą lśniącymi od soków siostry.
— Teraz ja — powiedziała nisko, prawie rozkazująco. — Potrzebuję was obojga.
Basia i Rafał posłuchali natychmiast. Wspólnie przewrócili Zosię na plecy i zaczęli całować i pieścić jej ciało – usta na szyi, na piersiach, na brzuchu, dłonie wszędzie. Zosia nie wytrzymała długo. Odepchnęła ich wystarczająco, by móc uklęknąć, a potem okraczyła głowę Basi, ustawiając swoją mokrą, rozdygotaną cipkę dokładnie nad jej ustami.
— Liż — wyszeptała.
Basia wzięła się do pracy z niemal desperackim zapałem. Chciała oddać wszystko, co przed chwilą dostała. Najpierw przeciągnęła językiem całą długość szparki, zbierając gęsty sok. Potem objęła ustami łechtaczkę Zosi i zaczęła ssać ją rytmicznie, jednocześnie bębniąc czubkiem języka. Wsuwała język głęboko do środka, rozciągając ścianki, wracała do pączka, liżąc go teraz płasko i szeroko, potem znowu punktowo. Dłonie trzymała na pośladkach siostry, przyciągając ją jeszcze mocniej do swoich ust. Twarz miała już całą mokrą.
Rafał klęczał z boku i całował Zosię namiętnie – głęboko, z językiem, z ręką splątaną w jej włosach. Przy zmianie pozycji jego kutas przypadkiem musnął rozwartą, mokrą cipkę Basi. Dziewczyna głośno, długo jęknęła prosto w srom siostry, ale nie przerwała lizania ani na sekundę.
Rafał delikatnie, ale stanowczo nacisnął dłonią na kark Zosi, zmuszając ją, by pochyliła się do przodu. Zosia zrozumiała od razu. Ułożyła się nad Basią w klasycznej pozycji 69 – jej usta znalazły się z powrotem między udami młodszej siostry, a cipka nadal mocno przylegała do ust Basi. Obie zaczęły lizać się nawzajem jednocześnie, głodno, rytmicznie, z cichymi, stłumionymi odgłosami.
Rafał odsunął się o pół kroku i przez dłuższą chwilę po prostu patrzył. Widok był oszałamiający. Dwa smukłe, opalone ciała splecione na białej pościeli. Blond włosy obu dziewczyn wymieszane ze sobą. Zosia od góry – jej pośladki uniesione, cipka rozwarta i lśniąca, a poniżej twarz Basi, której usta i nos prawie tonęły w siostrze. Jednocześnie język Zosi pracował między udami Basi, a biodra młodszej dziewczyny unosiły się naprzeciw. Mokre odgłosy, ciche jęki, zapach seksu i skóry. Rafał czuł, że kutas boli go już prawie nie do zniesienia.
Nie wytrzymał dłużej. Klęknął za wypiętą cipką Zosi. Basia, wciąż liżąc siostrę, sięgnęła ręką do tyłu, znalazła jego kutasa i pociągnęła go bliżej. Na moment oderwała usta od cipki Zosi, dokładnie, wolno obliznęła szeroką główkę – zbierając własne soki i jego preejakulat – i cicho jęknęła, bo właśnie wtedy język Zosi trafił w szczególnie wrażliwe miejsce. Potem, z pełną, świadomą premedytacją, przyłożyła śliską główkę kutasa Rafała dokładnie do rozwartego, mokrego wejścia starszej siostry.
Rafał przyłożył główkę i zaczął powoli, milimetr po milimetrze, wciskać się w Zosię. Basia miała na to idealny widok – leżała dokładnie pod nimi, usta tuż przy miejscu, w którym ciała się łączyły. Widziała wszystko.
Najpierw rozchylone, mokre, lekko opuchnięte wargi starszej siostry. Potem ciemną, lśniącą od śliny i soków główkę, która naciskała na różowe wejście. Wargi rozciągnęły się wokół niego, powoli, niechętnie, jakby chciały najpierw poczuć każdy szczegół. Główka zniknęła. Potem pojawił się trzon – gruby, żyłowany, błyszczący. Basia widziała, jak ścianki cipki Zosi zaciskają się na nim, jak skóra wokół wejścia napina się i bieleje od rozciągnięcia. Rafał wchodził wolno, dając jej siostrze czas. Basia nie mogła się powstrzymać – wysunęła język i lizała jednocześnie miejsce, w którym kutas znikał w Zosi, zbierając spływające soki i ślinę. Czuła na języku i pulsowanie penisa, i drżenie mięśni siostry. Kiedy Rafał w końcu doszedł do końca, aż po same jądra, Basia zobaczyła, jak brzuch Zosi wciąga się gwałtownie, a jej wargi zaciskają się u nasady kutasa tak mocno, że prawie bieleją.
Zosia jęknęła głośno, długo, z wyraźną ulgą i rozkoszą.
Rafał złapał ją mocno za biodra i zaczął się poruszać. Głębokie, miarowe pchnięcia. Za każdym razem, gdy się cofał, Basia widziała, jak kutas wychodzi lśniący, ciągnąc za sobą nitki soków, a kiedy wbijał się z powrotem – jak cała długość znika w siostrze. Zosia i Basia nie przestały się lizać. Wręcz przeciwnie – robiły to teraz zaciekle, głodnie, jakby chciały pożerać się nawzajem. Język Zosi wbijał się głęboko w Basię, ssał, krążył. Język Basi pracował zarówno na łechtaczce siostry, jak i na poruszającym się tuż obok kutasie Rafała.
Widok był niemal nierealny. Na dole leżała Basia – blond włosy rozrzucone, usta i broda całkowicie mokre, oczy półprzymknięte z rozkoszy. Nad nią Zosia na czworakach – piersi kołyszące się przy każdym pchnięciu, plecy wygięte, pośladki uniesione. A za nią Rafał – spocony, z zaciśniętymi szczękami, dłonie wbite w biodra Zosi, kutas regularnie pojawiający się i znikający między jej udami. Mokre odgłosy seksu, ciche i głośniejsze jęki, zapach skóry i podniecenia wypełniały całą sypialnię.
Basia czuła, że orgazm zbliża się nieubłaganie. Język Zosi penetrował ją coraz głębiej, coraz szybciej. Wiedziała, że kiedy fala przyjdzie, straci kontrolę nad wszystkim – nad ustami, nad rękami, nad oddechem. Dlatego teraz, dopóki jeszcze mogła, lizała z całych sił. Lizała cipkę siostry, lizała kutasa Rafała za każdym razem, gdy się cofał, starała się zapamiętać każdy detal.
Orgazm przyszedł nagle i z siłą, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyła.
To nie przypominało niczego, co dawała sobie sama. Zaczęło się od głębokiego, prawie bolesnego skurczu nisko w brzuchu. Potem fala rozlała się na wszystkie strony jednocześnie. Uda zesztywniały i zaczęły gwałtownie drżeć. Cipka zaciśnięta na języku Zosi pulsowała długimi, rytmicznymi, niemal bolesnymi skurczami – jeden za drugim, bez przerwy, jakby ciało chciało wydusić z siebie wszystko. Plecy wygięły się w wysoki łuk, usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, a potem dźwięk jednak się wyrwał – wysoki, łkający, złamany. Palce stóp skurczyły się tak mocno, że zabolały. Przed oczami zatańczyły białe plamy. Fale nie chciały się skończyć – każda kolejna była tylko odrobinę słabsza od poprzedniej, ale wciąż wystarczająco silna, by szarpać całym ciałem. Trwało to długo. Dłużej niż kiedykolwiek przy masturbacji. Kiedy wreszcie najsilniejsze spazmy opadły, Basia została leżeć płasko, całkowicie wiotka, z drżącymi jeszcze udami i ciężkim, urywanym oddechem.
Nie miała już siły lizać. Mogła tylko patrzeć z dołu, zamglonym wzrokiem, jak gruby, mokry kutas Rafała wciąż rytmicznie, głęboko wchodzi i wychodzi z cipki jej starszej siostry.
Basia, ledwie odzyskawszy oddech, nie dała sobie dłuższej chwili wytchnienia. Uniosła głowę i znowu przywarła ustami do cipki Zosi – liżąc, ssąc, zbierając soki, a kiedy Rafał się cofał, starała się dosięgnąć językiem także jego kutasa i ciężkich jąder. Robiła to chciwie, prawie desperacko, jakby chciała nadrobić te kilkadziesiąt sekund, w których leżała bezwładna.
Zosia czuła wszystko naraz i było tego zdecydowanie za dużo jak na jeden ludzki organizm. Z tyłu Rafał wbijał się w nią już naprawdę mocno – głębokie, twarde, rytmiczne pchnięcia, które za każdym razem uderzały w najczulsze miejsce w środku. Z dołu język Basi pracował nieustannie: ssał jej łechtaczkę, wsuwał się obok kutasa, liżąc jednocześnie ją i jego. A przed samymi oczami, tak blisko, że czuła zapach, miała mokrą, wciąż jeszcze drżącą, zalaną sokami cipkę młodszej siostry. Widziała każdą fałdkę, każdą kroplę, która spływała po wewnętrznej stronie uda Basi. Sama wciąż lizała – wolniej, mniej precyzyjnie, bo koncentracja uciekała jej z każdą sekundą – ale nie potrafiła przestać. Jej własne wnętrze zaczęło się zaciskać. Najpierw delikatnie, potem coraz mocniej, w nieregularnych, coraz częstszych skurczach wokół grubego trzonu Rafała. Każdy skurcz potęgował kolejne pchnięcie, każde pchnięcie potęgowało język Basi.
Orgazm przyszedł jak eksplozja.
Zosia najpierw zesztywniała całkowicie – plecy wygięły się w łuk, usta odeszły od cipki Basi w niemym krzyku. Potem całe ciało szarpnęło się w serii gwałtownych, niekontrolowanych spazmów. Cipka zaciśnięta na kutasie Rafała pulsowała tak mocno, że czuła każdy centymetr jego kształtu z bolesną precyzją. Uda zadrżały tak gwałtownie, że Basia musiała przytrzymać je dłońmi. Piersi kołysały się przy każdym skurczu. Z gardła wyrwał się długi, złamany, prawie szlochający dźwięk, który przeszedł w serię krótszych, wysokich jęków. Fale szły jedna za drugą – głębokie, rozdzierające, rozlewające się od macicy aż po czubki palców u stóp i po skórę głowy. Przez kilka sekund nie widziała nic, tylko biel. Język Basi na jej łechtaczce i kutas Rafała w środku sprawiały, że orgazm nie chciał się skończyć – każda kolejna fala była tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco silna, by szarpać nią jak szmatką.
Rafał poczuł te skurcze natychmiast. Cipka Zosi zacisnęła się na nim jak gorąca, rytmiczna pięść. Jednocześnie wciąż czuł wilgotny, ruchliwy język Basi na jądrach i na trzonie za każdym razem, gdy się cofał. To wystarczyło. Wbił się po same jądra, zaryczał nisko, prawie zwierzęco, i zaczął się spuszczać. Każdy puls był intensywny, długi, prawie bolesny w swojej sile. Czuł, jak gęsta sperma wyrzuca się z niego falami – raz, drugi, trzeci, czwarty – głęboko do środka Zosi. Rozkosz była tak ostra, że przez moment stracił poczucie wszystkiego poza tym, jak ciasno i gorąco otacza go ciało ukochanej i jak język jej siostry wciąż liże go od spodu.
Kiedy ostatnie drżenia ustały, wycofał się wolno, z wyraźnym, niemal fizycznym żalem. Kutas wyszedł z Zosi mokry, lśniący, wciąż półtwardy. Za nim, gęstą, białą strużką, spłynęła jego sperma – najpierw między wargi cipki Zosi, potem dalej, prosto na usta, policzek i brodę Basi, która leżała dokładnie pod nimi i wciąż jeszcze łapała oddech po własnym orgazmie.
Basia leżała nieruchomo, wciąż jeszcze drżąc po własnym orgazmie, i patrzyła z dołu. Cipka Zosi była tuż nad jej twarzą – rozchylona, opuchnięta, lśniąca od mieszaniny ich soków i gęstej, białej spermy Rafała. Nasienie sączyło się powoli z różowego wejścia, najpierw jako gęsta, kremowa kropla między wargami, potem szerszą, lepką strużką spływało w dół, po wewnętrznej stronie uda, zostawiając błyszczącą ścieżkę. Wargi były zaczerwienione, lekko rozwarte, a w środku widać było, jak kolejne porcje białego płynu powoli wypływają na zewnątrz. Basia przełknęła ślinę, czując smak tego, co już wcześniej trafiło jej na usta i brodę.
Zosia, wciąż ciężko oddychając, przetoczyła się na bok. Rafał od razu przyciągnął ją do siebie, objął mocno i pocałował – głęboko, mokro, z niesamowitym głodem. Ich ciała stykały się na całej długości, spocone, gorące. Basia przez chwilę tylko obserwowała. Otarła wierzchem dłoni resztki spermy z policzka i powoli, prawie ostrożnie, przełknęła to, co jeszcze zostało jej na ustach. Smak był słony, gęsty, obcy i jednocześnie niesamowicie podniecający.
Nie chciała im przeszkadzać. Przysunęła się bliżej na kolanach i bez słowa pochyliła głowę. Najpierw skupiła się na Zosi. Język wyciągnął się powoli i przeciągnął po wewnętrznej stronie uda, zbierając lepką ścieżkę. Potem uniósł się wyżej – delikatnie, prawie nabożnie oblizywał opuchnięte wargi, wsuwał się między nie, zbierając każdą kroplę, która jeszcze sączyła się z środka. Lizała dokładnie, wolno, jakby chciała nie zostawić ani śladu. Przesunęła się do Rafała. Jego kutas, wciąż półtwardy, lśnił od mieszaniny. Basia wzięła go do ręki, uniosła i zaczęła czyścić ustami – od nasady aż po główkę, zbierając resztki spermy i soków Zosi. Język krążył wokół żołędzi, ssał delikatnie, liżąc każdą żyłę. Wróciła do siostry, znowu do Rafała, potem znowu do Zosi – rytmicznie, skupiona, całkowicie zatopiona w smaku i zapachu ich wspólnego spełnienia. Robiła to tak długo, aż skóra obojga była czysta, tylko lekko wilgotna od jej śliny.
Kiedy skończyła, uniosła twarz. Zosia i Rafał wciąż się całowali, ale poczuli jej obecność. Basia wsunęła się między nich. Jej usta najpierw musnęły kącik ust Zosi, potem kącik ust Rafała, a chwilę później wszystkie trzy pary warg znalazły się razem. Pocałunek był nieporadny od alkoholu – języki splatały się chaotycznie, ślina mieszała się, oddechy były gorące i nierówne. Rafał trzymał jedną ręką kark Zosi, drugą – kark Basi. Dziewczyny całowały się nawzajem i jego na zmianę, mokro, głęboko, z cichymi westchnieniami. Trwało to długo, aż w końcu, z lekkim żalem, oderwali się od siebie.
Rafał obiema rękami objął obie siostry. Zosia wtuliła się w jego prawy bok, Basia w lewy. Nagie, ciepłe, wciąż trochę wilgotne ciała przylegały do niego. Basia przez chwilę milczała, bawiąc się nerwowo brzegiem pościeli. W końcu odezwała się cicho, nieśmiało:
— Zosiu… Rafał… co… co właściwie się stało? Czy my…?
Zosia uniosła dłoń i położyła ją na policzku młodszej siostry, gładząc kciukiem.
— Cii… — wyszeptała czule. — Nie teraz. Przyjdzie na to właściwa pora. Teraz po prostu… bądź z nami.
Basia kiwnęła głową i wtuliła się mocniej. Rafał pocałował najpierw czoło Zosi, potem czoło Basi. W salonie willi było cicho, tylko z oddali dobiegał szum morza. Zmęczenie, alkohol i spełnienie zrobiły swoje. Zosia zasnęła pierwsza, z ustami lekko rozchylonymi i dłonią na piersi Rafała. Basia chwilę później, z twarzą schowaną w zgięciu jego ramienia. Rafał jeszcze przez moment leżał z otwartymi oczyma, czując ciężar obu ciał, ich oddech i ciepło. Potem i on zamknął oczy. Zasnęli we trójkę – on pośrodku, obie siostry mocno przytulone do jego boków, nagie, splecione i całkowicie wyczerpane.

Dodaj komentarz