Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 7

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 7Wczesnym rankiem sypialnię wypełnił ostry, nieprzerwany dzwonek telefonu Rafała. Aparat wibrował na szafce nocnej jak oszalały. Zosia i Rafał ocknęli się powoli, wciąż spleceni ciałami pod lekką kołdrą. Dzwonek ucichł na sekundę, po czym zaczął znowu – jeszcze bardziej natarczywie.
Rafał westchnął z irytacją, sięgnął po telefon i spojrzał na wyświetlacz. Brwi uniosły mu się wysoko.
— Elwira — mruknął do Zosi, wciąż ochrypły od snu. — O tej porze? Coś musi być nie tak.
Odbiornik przełączył na głośnomówiący i położył telefon na piersi.
— Słucham.
— Szefie… — głos asystentki był spięty i wyraźnie niewyspany. — Czy oglądał pan dziś jakieś serwisy informacyjne?
Rafał przetarł twarz dłonią, a drugą ręką odruchowo przyciągnął Zosię bliżej, żeby jej naga skóra wciąż przylegała do jego boku.
— Jeszcze spaliśmy, Elwira. Co się stało?
— Pan i… pani Zofia jesteście newsem na wszystkich portalach. Zwłaszcza na tych plotkarskich. Wszędzie.
Rafał zamilkł na moment. Potem powiedział krótko:
— Dziękuję. Zaraz przejrzę i oddzwonię.
Rozłączył się. Spojrzeli na siebie. Zosia miała oczy jeszcze zamglone snem, ale już pełne niepokoju. Rafał odblokował telefon, ona zrobiła to samo. Wystarczyło otworzyć dowolną stronę.
Na głównych stronach, tuż pod paskami breaking news, wisiały zdjęcia. Ostre, wyraźne, zrobione profesjonalnym obiektywem. Rafał i Zosia stojący przed tajską restauracją, wtuleni w siebie, zatopieni w namiętnym pocałunku. Jej dłoń na jego karku, jego ręka nisko na jej talii, różowa sukienka, złoty pantofelek na szyi – wszystko idealnie uchwycone.
Tytuły krzyczały:
„Czy miliarder się zakochał?”
„Tajemnicza blondynka usidliła najlepszą partię w kraju”
„Kim jest kochanka Rafała P.?”
„Czy szykuje się ślub dekady?”
Artykuły były długie i łakome sensacji. Szczegółowo podsumowywały majątek Rafała, jego drogę od studenckiej aplikacji do imperium, wyceniały kolejne spółki, przypominały wcześniejsze plotki o jego życiu prywatnym. Ale największą frustrację dziennikarzy budziło to, że o Zosi nie wiedzieli absolutnie nic. Podkreślali, że dziewczyna jest całkowicie nieobecna w social mediach, że nikt z warszawskiego światka towarzyskiego nie potrafił jej nawet nazwać po imieniu. Pojawiały się spekulacje, że może nie jest Polką, że może to jakaś zagraniczna modelka, że może to ustawka, a nawet że to może być ktoś podstawiony przez konkurencję.
Zosia przewijała kolejne teksty z coraz bardziej skołowaną miną. Kołdra zsunęła się jej do pasa, odsłaniając piersi, ale nawet nie zauważyła. Rafał obserwował ją kątem oka, jednocześnie już wybierając numer Elwiry.
— Elwira. Na dziesiątą zwołaj zebranie całego zespołu do spraw kontaktów z mediami. Pełny skład. Chcę opcje, scenariusze i propozycje oświadczeń. Wszystko.
— Rozumiem, szefie. Przygotuję.
Po rozłączeniu zapadła cisza. Rafał odłożył telefon i odwrócił się do Zosi. Pociągnięciem dłoni przyciągnął ją z powrotem do siebie, aż znowu leżeli skóra przy skórze. Pogładził ją po policzku, potem po ramieniu, jakby chciał przypomnieć jej, że w tej chwili liczy się tylko to, co jest między nimi.
— Co teraz będzie? — zapytała cicho, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami.
Rafał pocałował ją w czoło, potem w usta – powoli, uspokajająco, ale z tą samą czułą intensywnością co zawsze.
— Jakoś to ogarniemy — powiedział nisko, przyciskając jej dłoń do swojej piersi. — Wspólnie. Nic i nikt nam tu nie wejdzie z butami. Obiecuję.
Ogarnęli się na tyle, na ile pozwalała sytuacja. Rafał narzucił szlafrok, Zosia wzięła jego drugą koszulę, która sięgała jej do połowy ud. Wyszli do kuchni bosymi stopami. Na blacie stały już trzy gorące kubki z kawą – Basia najwyraźniej wstała wcześniej. Siedziała na wysokim stołku w samym dużym t-shircie Rafała i białych majteczkach, z nogami założonymi na krzyż, gryząc tosta i intensywnie przewijając coś w telefonie.
Kiedy uniosła wzrok i zobaczyła ich w progu, oczy rozbłysły jej podekscytowaniem.
— O kurwa, wy dwoje jesteście wszędzie! — wykrzyknęła, odwracając telefon ekranem do nich. — Na wszystkich portalach, na głównych stronach, nawet na tych poważniejszych już się pojawiacie. „Tajemnicza blondynka”, „ślub dekady”, „miliarder usidlony”… Totalny odlot!
Miny Zosi i Rafała były dalekie od zadowolenia. Zosia podeszła do blatu, wzięła kubek w dłonie, ale nie napiła się. Najpierw burknęła ze złością:
— To nic dobrego. Wcale.
Potem westchnęła, przetarła twarz dłonią i spojrzała na siostrę już łagodniej.
— Przepraszam, że tak warknęłam. Po prostu… do tej pory miałam anonimowość. Dzięki niej mogłam jakoś spokojnie ogarniać to nowe życie. Uczyć się, jak się tu poruszać, jak oddychać normalnie. A teraz nagle mam być rozrywką dla tłumów. Nie chcę tego. I boję się, że to może odbić się też na firmie Rafała. Na wynikach, na wizerunku…
Rafał stanął za nią i objął ją w pasie, przyciskając jej plecy do swojej piersi. Pocałował w skroń, a jego dłoń spoczęła na jej brzuchu, tuż pod biustem, w geście jednocześnie ochronnym i właścicielskim.
— Najpierw zadbamy o naszą prywatność — powiedział spokojnie. — O ciebie. O to, żeby odwrócić od ciebie uwagę mediów. Ja już raz czy dwa byłem na celowniku tych portali. Da się to jakoś ogarnąć. Coś wymyślimy. Razem.
Zosia kiwnęła głową, ale apetytu nie miała żadnego. Odstawiła nietkniętą kawę.
— Pójdę się umyć i ubrać… — mruknęła i wyszła z kuchni, zostawiając za sobą tylko zapach jego koszuli i lekki szelest nóg.
W kuchni zostali we dwoje. Basia odłożyła telefon i przez chwilę przyglądała się Rafałowi uważnie. T-shirt zsunął się jej z jednego ramienia, odsłaniając gładką skórę, a majteczki ledwo zasłaniały to, co najważniejsze, kiedy siedziała z podkulonymi nogami.
— A nasza przeszłość? — zapytała cicho. — Dom dziecka. Ulica. To może być obciążenie?
Rafał oparł się o blat naprzeciwko niej, krzyżując ramiona. Spojrzenie miał poważne, ale ciepłe.
— Nie powinno tak wyglądać. Wasze życie – twoje i Zosi – w żadnym wypadku nie jest powodem do wstydu. Wręcz przeciwnie. Ale… — westchnął — …dziennikarze i internetowe trolle będą szukać sensacji. Drugiego dna. Brudów. Nawet jeśli ich nie ma. Tak to działa.
Basia spuściła wzrok na swoje kolana i cicho westchnęła.
— Na ulicy wszystko było prostsze — powiedziała prawie szeptem. — Wiedziało się, kto jest zagrożeniem, a kto nie. Nikt nie robił ci zdjęć z ukrycia i nie spekulował, czy jesteś wystarczająco głodna.
Rafał spojrzał na nią dłużej. Na rozczochrane blond włosy, na odsłonięte udo, na sposób, w jaki gryzła dolną wargę. W powietrzu między nimi znowu pojawiło się to ciche, skomplikowane napięcie – ochronne z jego strony, pełne podziwu i czegoś bardziej niebezpiecznego z jej. Basia uniosła na niego wzrok i przez ułamek sekundy ich spojrzenia zatrzymały się na sobie dłużej, niż powinny.
Zosia wróciła do kuchni już umyta, uczesana i ubrana. Stanęła w progu i na moment zapadła absolutna cisza.
Miała na sobie elegancki kostium w kolorze bladego, pudrowego różu. Spódniczka była krótka – sięgała dokładnie do połowy ud – i miała po lewej stronie delikatne, ledwie zauważalne rozcięcie. Żakiet był króciutki, obcisły, rozpięty, a spod spodu wyglądała biała, przylegająca do ciała bluzeczka z subtelnie wyciętym dekoltem, który odsłaniał początek rowka między piersiami. Na szyi spoczywał złoty naszyjnik z pantofelkiem. Nogi obleczone w cieliste, samonośne pończochy prężyły się smukle i gładko; koronka u góry majaczyła tylko wtedy, gdy Zosia zrobiła krok i rozcięcie spódniczki na ułamek sekundy odsłoniło skórę. Na stopach miała pastelowe, różowe szpilki na wysokim obcasie. Blond włosy spływały w delikatnych, miękkich falach aż po łopatki. Makijaż był prawie niewidoczny – tylko lekko podkreślone oczy i naturalny róż na ustach, który sprawiał, że cera wyglądała na jeszcze świeższą.
Rafał dosłownie zaniemówił. Kubek z kawą zatrzymał się w powietrzu w połowie drogi do ust. Basia siedziała na stołku z otwartymi ustami i patrzyła na starszą siostrę tak, jakby widziała ją po raz pierwszy w życiu – nie jako bezdomną dziewczynę z pustostanu, tylko jako kobietę, która mogła zatrzymać w bezruchu salę pełną ludzi.
Rafał odstawił kawę, podszedł do Zosi w trzech długich krokach i bez słowa przyklęknął przed nią na jedno kolano. Objął ją w pasie i przytulił twarz do jej brzucha, tuż nad linią spódniczki. Głos miał stłumiony materiałem żakietu:
— Urodziłaś się po to, żebym mógł oddać ci swoje serce. Tylko tobie.
Zosia położyła dłonie na jego włosach i delikatnie je pogładziła. Uśmiechnęła się ciepło, choć w oczach miała stalową determinację.
— Skoro świat postanowił ruszyć przeciwko nam… to ja nie poddam się bez walki.
Rafał uniósł głowę i pocałował ją bardzo ostrożnie – ledwie muskając usta, żeby nie zniszczyć makijażu. Potem wstał, wciąż trzymając ją za talię.
— Poczekaj chwilę. Ja też się ogarnę. Chociaż… — rzucił okiem na jej nogi w pończochach i na rozcięcie spódniczki — …to i tak nie ma większego sensu. Nawet gdybym ubrał złotą zbroję, przy tobie i tak nikt na mnie nie spojrzy.
Jeszcze raz musnął ustami jej policzek i wyszedł z kuchni w stronę sypialni.
Zosia odwróciła się do Basi. Przez moment wyglądała na niepewną.
— Nie przesadziłam? — zapytała cicho. — Za bardzo… różowo? Za krótko?
Basia zsunęła się ze stołka i podeszła bliżej. Oceniła siostrę od stóp do głów z jawnym podziwem i czymś jeszcze – cieniem pożądania, którego nie próbowała ukrywać.
— Przesadziłaś. Chyba chcesz zostać modelką i nas wszystkich tu zagasić — zażartowała, ale zaraz spoważniała. — Szczerze? Chciałabym być świadkiem, jak sobie poradzisz w tym medialnym szumie. Według mnie żaden pismak nie ma z tobą najmniejszych szans. Zero.
Zosia uśmiechnęła się z ulgą i przytuliła młodszą siostrę mocno, uważając tylko, żeby nie pognieść kostiumu.
— Dziękuję. Naprawdę. Trzymaj za mnie kciuki.
Jechali do siedziby firmy w prawie całkowitej ciszy. Rafał trzymał jedną rękę na kierownicy, drugą na udzie Zosi, kciukiem powoli gładząc materiał pudroworóżowej spódniczki. Co jakiś czas zerkali na siebie – poważni, skupieni, ale wciąż pełni tej cichej, elektrycznej bliskości, która nie opuszczała ich od rana. Oboje w myślach przewijali możliwe scenariusze: jak uciszyć medialny szum, jak ochronić to, co dopiero zaczęli budować.
Kiedy wjechali na parking podziemny i wyszli z samochodu, Rafał od razu splotł swoje palce z jej. Weszli do holu trzymając się za ręce. Już przy recepcji czekała Elwira – dopracowana jak zawsze, w ciemnym kostiumie, z tabletem w dłoni.
— Szefie, pani Zofio. Cały zespół prasowy jest już w sali konferencyjnej na dwunastym piętrze. Wszystko gotowe.
Poprowadziła ich windą, a potem długim korytarzem. Drzwi sali otworzyły się automatycznie. Wewnątrz przy długim, czarnym stole siedziało kilkanaście osób. Na widok Rafała i Zosi wszyscy wstali jak jeden mąż.
Rafał podszedł do szczytu stołu, nie puszczając dłoni Zosi. Stanął prosto, a ona tuż u jego boku – w pudrowym kostiumie, z rozpuszczonymi falami blond włosów i złotym pantofelkiem na szyi.
— Dzień dobry — powiedział spokojnie. — To Zofia. Moja partnerka. Od dziś będziecie mieli z nią do czynienia równie często jak ze mną.
Po kolei przedstawiał jej członków zespołu: specjalistów od social mediów, crisis managementu, relacji z prasą codzienną i kolorową. Zosia każdemu podawała rękę i bacznie się przyglądała. Większość była młoda – kobiety i mężczyźni w wieku dwudziestu kilku, trzydziestu lat. Jedna osoba przykuła jej uwagę szczególnie: Ania. Dziewczyna o nieco alternatywnym wyglądzie – ciemne włosy z fioletowym refleksem, dyskretny piercing w nosie, czarny golf pod marynarką, ale spojrzenie miała niezwykle skupione i inteligentne.
Rafał odsunął swój fotel prezesa i lekko popchnął Zosię w jego stronę.
— Siadaj. Prowadzisz ze mną.
Zosia usiadła, a on pozostał przy niej na stojąco, opierając dłoń o oparcie fotela tuż za jej ramieniem. Zaczął spotkanie bez zbędnych wstępów.
Zosia usiadła, a on pozostał przy niej na stojąco, opierając dłoń o oparcie fotela tuż za jej ramieniem. Zaczął spotkanie bez zbędnych wstępów.
— Nasze prywatne życie musi zostać wolne od ingerencji mediów. Nie proszę o cud. Proszę o pomysły, jak zaradzić temu niezdrowemu zainteresowaniu. Słucham.
Padły różne propozycje. Ktoś sugerował totalną ofensywę – wywiady, wspólne wyjścia, zdjęcia na Instagramie, żeby „przejąć narrację”. Ktoś inny proponował zupełną izolację: zero komentarzy, zero pojawiania się publicznie przez kilka miesięcy. Kolejna osoba mówiła o kontrolowanym przecieku informacji przez zaprzyjaźnione media.
W końcu nieśmiało uniosła rękę Ania.
— Ja… mam inny pomysł — odezwała się spokojnie. — Wydajemy bardzo krótkie, rzeczowe oświadczenie w jednej szanowanej rubryce towarzyskiej. Rafał i Zofia potwierdzają jedynie, że pozostają prywatnie w związku. Proszą media o powstrzymanie się od nadmiernego zainteresowania ich relacją i o czas, żeby w spokoju mogli tę relację budować. Zero szczegółów. Zero historii. Potem budujemy profesjonalne, oficjalne profile Zofii na kluczowych portalach społecznościowych. Dajemy mediom niewielki, całkowicie kontrolowany zasób informacji – zdjęcia, podstawowe fakty. To na jakiś czas zaspokoi ich głód sensacji i pozwoli nam dyktować tempo.
Zosia patrzyła na Anię z rosnącym szacunkiem. W tej propozycji było coś dojrzałego i precyzyjnego.
— Aniu — powiedziała wyraźnie. — Proszę, zrealizuj ten scenariusz. Jak najszybciej.
Ania skinęła głową bez cienia zdenerwowania.
— Jestem w stanie umówić krótki, kontrolowany wywiad najpóźniej za dwie godziny. W szanowanym tytule. Tekst oświadczenia mogę mieć gotowy w trzydzieści minut.
Rafał położył dłoń na ramieniu Zosi i ścisnął je lekko.
— Popieram wybór Zofii. Dziękuję wszystkim za zaangażowanie i szybkie stawienie się tutaj. To wszystko na teraz.
Pracownicy zaczęli wstawać. Wielu podchodziło, żeby uścisnąć dłoń Rafałowi i Zosi, gratulując im związku szczerze i z sympatią. Atmosfera była ciepła, prawie rodzinna. Kiedy sala się prawie opróżniła, Zosia uniosła wzrok na Anię, która zbierała już swoje notatki.
— Aniu… zostań jeszcze chwilę. Proszę.
Kiedy ostatni pracownicy opuścili salę konferencyjną, Zosia odwróciła się do Ani i wskazała wolne krzesło obok swojego fotela.
— Aniu, usiądź proszę. Chciałabym z tobą chwilę porozmawiać. Na osobności… no, prawie.
Ania usiadła prosto, z notesem wciąż w dłoni, ale bez służbowego napięcia. Rafał pozostał za fotelem Zosi. Położył obie dłonie na oparciu, tuż za jej ramionami, a kciukiem delikatnie musnął jej kark – cichy gest wsparcia, który Zosia poczuła od razu. Spojrzała na niego przez moment, zebrała oddech i zaczęła mówić.
— Chcę, żebyś wiedziała, z kim naprawdę pracujesz. Straciłam rodziców, kiedy miałam szesnaście lat. Wypadek. Potem dom dziecka. Kiedy skończyłam osiemnaście, wypchnięto mnie stamtąd z teczką papierów i prawie niczym więcej. Próbowałam radzić sobie sama. Pracowałam, gdzie się dało. Mam jeszcze młodszą siostrę, która wyszła z domu dziecka trzy miesiące temu. Obie skończyłyśmy na ulicy. Kilka tygodni temu Rafał znalazł mnie na przystanku. Głodną, brudną, bez perspektyw. Zabrał do siebie. Dał jedzenie, dach nad głową, bezpieczeństwo. A potem… pokochaliśmy się. Mimo że między nami była przepaść społeczna, której ja sama nie potrafiłam przeskoczyć. On przeskoczył za nas oboje.
Zosia umilkła na chwilę. Rafał przejechał dłonią po jej ramieniu, przypominając, że jest tuż obok.
Zosia umilkła na chwilę. Rafał przejechał dłonią po jej ramieniu, przypominając, że jest tuż obok.
— Proszę, zachowaj to dla siebie — dodała cicho. — Nie chcę, żeby media zrobiły z tego cyrk.
Ania przez dłuższą chwilę siedziała w milczeniu. Potem odezwała się oficjalnym tonem:
— Pani Zofio, mogę zapewnić…
— Aniu — przerwała jej Zosia miękko. — Bądźmy po imieniu. Proszę.
Ania uśmiechnęła się nieznacznie i skinęła głową.
— Dobrze, Zosiu. Obiecuję absolutną dyskrecję. To, co usłyszałam… jestem pod ogromnym wrażeniem. Brzmi jak historia z Hollywood, tylko prawdziwa. I w pełni rozumiem, dlaczego nie chcecie, żeby media to rozdmuchały. Nie rozdmuchają. Nie przeze mnie.
Zosia odetchnęła z widoczną ulgą. Rafał wciąż stał za nią, a jego obecność była jak ciepła tarcza.
— Muszę ci jeszcze coś powiedzieć — kontynuowała Zosia. — Nic nie rozumiem ze świata social mediów. Absolutnie nic. Jeśli mamy budować mój wizerunek… chciałabym, żebyś to ty się tym zajęła. Całkowicie.
Ania odchyliła się lekko w krześle.
— Oczywiście. Jestem do twojej dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeśli zajdzie potrzeba. Profile, treści, moderacja, strategia – wszystko.
Potem spojrzała na Rafała i uśmiechnęła się szerzej, z nutą rozbawienia.
— A panu Szefie… gratuluję. Naprawdę wyjątkowa ukochana. Szczerze? Tylko ogromny szacunek wobec pana powstrzymuje mnie przed próbą odbicia mu Zosi.
Zosia uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona. Ania zaśmiała się cicho i uniosła obie ręce w uspokajającym geście.
— Jestem lesbijką — wyjaśniła prosto. — I jestem głęboko wdzięczna, że Rafał pozwala mi robić karierę w tej firmie, nie kierując się żadnymi uprzedzeniami. To nie jest wcale takie oczywiste na rynku.
Rafał tylko skinął głową z lekkim uśmiechem, a jego dłoń znowu spoczęła na ramieniu Zosi – tym razem dłużej, bardziej opiekuńczo.
Ania spojrzała na zegarek i wstała.
— Muszę już lecieć. Wywiad i oświadczenie nie napiszą się same. Za dwie godziny mam mieć wszystko gotowe.
Zosia wstała razem z nią i wyciągnęła rękę.
— Oczywiście, nie zatrzymuję cię. Ale mam nadzieję, że będziemy miały jeszcze dużo okazji, żeby porozmawiać. Naprawdę.
Ania uścisnęła jej dłoń mocno i ciepło.
— Na pewno będziemy. Do zobaczenia wkrótce, Zosiu.
Gdy tylko ostatnie kroki Ani ucichły za progiem, Zosia podeszła szybkim krokiem do drzwi i przekręciła klucz. Odwróciła się. Rafał stał jeszcze przy stole, zaskoczony jej nagłym ruchem. Nie dała mu czasu na pytanie. Podbiegła, chwyciła go za marynarkę i pocałowała z taką namiętnością, że oboje cofnęli się o krok. Rafał od razu odpowiedział – ręce zjechały na jej pośladki, przycisnął ją do siebie, a język wsunął głęboko między jej usta. Całowali się długo, chciwie, aż w końcu oderwał się, trzymając jej twarz w dłoniach.
— Byłaś absolutnie wspaniała — powiedział ochryple. — Zdecydowana. Pewna siebie. Jakbyś prowadziła takie spotkania od lat.
Zosia spuściła rzęsy, a po szyi rozlał się lekki rumieniec.
— Nawet nie wiesz, ile mnie to kosztowało… — wyszeptała. — Nogi mi się trzęsły pod spodem.
Rafał uśmiechnął się krzywo i musnął ustami jej czoło.
— Przy takim występie to ty powinnaś prowadzić firmę, nie ja.
Żartowali jeszcze chwilę, cicho, prawie szeptem, aż Rafał spoważniał.
— Mówię serio, Zosiu. Widziałbym dla ciebie dużą rolę w tym wszystkim. Naprawdę dużą.
Zosia potrząsnęła głową, kładąc mu palec na ustach.
— Za daleko wybiegasz w przyszłość…
To mówiąc, mocno popchnęła go w klatkę piersiową. Rafał opadł na fotel prezesa. Zosia chwyciła jego dłoń i bez wahania wsunięła ją pod spódniczkę, prosto na wilgotny materiał stringów. Rafał syknął zaskoczony. Była mokra. Tak mokra, że majteczki kleiły się do skóry, a jego palce od razu poczuły intensywne ciepło.
— Jezu, Zosiu…
Sam był twardy jak kamień – kutas napierał na rozporek tak mocno, że bolało. Zosia nie czekała. Prawie brutalnie rozpięła mu pasek, potem rozporek, i jednym ruchem ściągnęła spodnie razem z bokserkami aż do kostek. Jego kutas poderwał się gruby, ciemny, żyłowany. Zosia podwinęła spódniczkę do pasa, odciągnęła stringi na bok i okraczyła jego biodra twarzą do twarzy. Ujęła go u nasady i zaczęła opuszczać się powoli.
Kiedy główka wcisnęła się między jej wargi, Zosia poczuła wyraźne, rozpierające ciśnienie – jakby jej ciało najpierw stawiało opór, a potem nagle ustępowało, wciągając go głębiej. Każdy kolejny centymetr wypełniał ją ciężkim, gorącym ciężarem, rozciągając ścianki od wewnątrz w sposób, który był jednocześnie obcy i uzależniający. Czuła, jak jej własne soki ułatwiają mu drogę, jak pulsowanie jego kutasa odbija się echem w całym podbrzuszu. Kiedy usiadła na nim całkowicie, aż do nasady, wyrwało się jej stłumione, drżące westchnienie.
Zaczęła się poruszać od razu – dziko, pośpiesznie, bez żadnej gracji. Biodra pracowały szybko, niemal nerwowo, świadoma, że w każdej chwili ktoś może zapukać. Starali się być cicho, ale mokre odgłosy ich ciał i urywane jęki i tak wypełniały salę. Rafał chwycił ją za kark i przyciągnął do namiętnego pocałunku, tłumiąc jej dźwięki swoimi ustami. Zosia ujeżdżała go bez wytchnienia, spódniczka zmiętą bryłą między nimi, pończochy szeleszczące przy każdym ruchu.
Orgazm uderzył nagle i z ogromną siłą.
Zosia przygryzła jego ramię, żeby nie krzyknąć. Całe ciało przeszły gwałtowne, falujące skurcze – mięśnie ud zadrgały tak mocno, że stopy w szpilkach oderwały się od podłogi, plecy wygięły się w sztywny łuk, a cipka zaczęła rytmicznie, mocno zaciskać się na jego kutasie, jakby chciała go zatrzymać w sobie na zawsze. Oddech uwięzł jej w gardle, a powieki zadrżały. Przez kilka sekund tylko drżała na nim, spięta i mokra, starając się nie wydać żadnego głośniejszego dźwięku.
Mimo wyczerpania nie zwolniła. Kontynuowała ruchy, już trochę mniej skoordynowane, ale wciąż intensywne. Rafał złapał ją mocniej za biodra. Jego orgazm nadszedł chwilę później – najpierw poczuł, jak wszystko w dole brzucha zbiera się w jeden, nieunikniony punkt, potem kutas zadrżał w niej gwałtownie i zaczął pompować gorące, gęste fale spermy. Każdy puls był silny, długotrwały, a widok Zosi wciąż jeszcze drżącej po własnym spełnieniu tylko potęgował intensywność. Szczęki zacisnął, żeby stłumić jęk, i wypuścił powietrze przez nos, wbijając się w nią po same jądra.
Przez chwilę jeszcze siedzieli spleceni, całując się wolniej, głębiej, aż oddech trochę się uspokoił. Zosia uniosła się powoli, czując jak jego nasienie zaczyna spływać po wewnętrznej stronie uda. Oboje pomagali sobie nawzajem – ona podciągnęła mu bokserki i spodnie, on poprawił jej stringi i spódniczkę, otrzepał żakiet. Zdążyli niemal idealnie.
Ledwie Zosia odsunęła się od fotela i poprawiła włosy, rozległo się delikatne, grzeczne pukanie do drzwi.
Zosia podeszła do drzwi, przekręciła klucz i otworzyła je szeroko. Na progu stała Ania z tabletem i kilkoma wydrukowanymi kartkami. Weszła, a Zosia zamknęła za nią drzwi. Rafał wciąż stał przy fotelu, poprawiając krawat, a Zosia miała lekko spierzchnięte usta i zbyt intensywny rumieniec na policzkach. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo – dokładnie jak para uczniów przyłapanych przez nauczycielkę na obmacywaniu się w szkolnej toalecie.
Ania przez dobre trzy sekundy nie rozumiała, co się dzieje. Potem jej wzrok prześlizgnął się po lekko potarganych włosach Zosi, po zmiętym żakiecie, po tym, jak Rafał zbyt starannie poprawiał pasek. Na jej twarzy pojawiło się nagłe zrozumienie, które natychmiast skwitowała szelmowskim, prawie wilczym uśmiechem.
— No proszę — mruknęła rozbawiona. — Szybko idziecie naprzód.
Zaraz jednak spoważniała i uniosła kartki.
— Przyniosłam treść oświadczenia. Krótkie, rzeczowe, dokładnie tak, jak ustaliliśmy.
Rafał podszedł do Zosi, położył dłoń na jej biodrze i pocałował ją czule w skroń.
— Zosia samodzielnie się tym zajmie. Ja mam jeszcze kilka dokumentów do przejrzenia i podpisu. — Spojrzał na nią ciepło. — Dam radę, kochana?
Zosia kiwnęła tylko głową. Rafał wyszedł, zamykając drzwi za sobą.
Zosia wyciągnęła rękę po kartkę, ale Ania cofnęła ją o krok i zmierzyła ją od stóp do głów krytycznym wzrokiem.
— Niezależnie od tego, jak bardzo daliście się ponieść z szefem… za chwilę będą tu dziennikarze. Trzeba cię trochę ogarnąć.
— Przecież się ogarnęłam — zaprotestowała Zosia, poprawiając żakiet.
Ania parsknęła szczerym śmiechem.
— Jasne. Stań prosto.
Podeszła blisko. Najpierw wprawnymi, szybkimi ruchami ułożyła potargane blond fale, potem wygładziła marynarkę i spódniczkę, pociągając materiał tak, żeby zniknęły ostatnie zagniecenia. W końcu, bez cienia zażenowania, wyjęła z kieszeni czystą chusteczkę higieniczną, uklękła na jedno kolano i jednym zdecydowanym ruchem wytarła wewnętrzną stronę uda Zosi – tam, gdzie wciąż błyszczała cienka, wilgotna ścieżka spermy Rafała.
Zosia spłonęła rumieńcem aż po dekolt.
— Ania…
— Marudzę, bo wy dwoje zachowujecie się jak dzieci we mgle — mruknęła asystentka, wstając i wyrzucając chusteczkę do kosza. — Ale nie pozwolę, żeby cokolwiek zniszczyło efekt, który chcemy osiągnąć. Gotowa?
Dopiero wtedy podała Zosi kartkę. Zosia przeczytała tekst uważnie, dwa razy.
— To jest dokładnie to, co chciałabym powiedzieć światu — stwierdziła cicho. — Tylko jedną drobną rzecz zmienię.
Wzięła długopis z stołu i przekreśliła fragment. Zamiast „pragną prywatności potrzebnej do umacniania związku” wpisała: „potrzebują chwili oddechu, by zmierzyć się z codziennością, która została w tyle za łączącym ich uczuciem”.
Ania przeczytała poprawioną wersję i uniosła brwi z wyraźnym uznaniem.
— Nowa wersja jest jeszcze lepsza. Bardziej ludzka. Zostawiamy.
Potem sięgnęła po tablet.
— Musimy też ruszyć z profilami. Oficjalnymi.
Zosia zmarszczyła nos.
— Nie mam o tym zielonego pojęcia. I proszę… nie epatuj zdjęciami z naszego życia prywatnego. Naprawdę.
— Rozumiem — odparła Ania spokojnie. — Potrzebuję tylko odrobinę materiału na start. Kilka zdjęć, z których będę mogła wyjść.
Zosia zastanowiła się chwilę.
— Moja siostra, Basia, robi sporo fotek. Mnie, Rafała… i nas razem. Dam ci jej numer. Poproszę, żeby ci coś wrzuciła.
Wymieniły się numerami. Właśnie wtedy drzwi otworzyły się i wrócił Rafał. Na twarzy miał już znowu poważny, biznesowy wyraz.
— Z recepcji dzwonili. Dziennikarze są na dole.
Ania natychmiast się wyprostowała.
— Proponuję, żeby wywiad odbył się w pani gabinecie, szefie. Kameralnie, pod kontrolą. Ja po nich zejdę.
Wyszła szybkim krokiem. Rafał podszedł do Zosi, poprawił jej jeszcze raz kosmyk włosów i podał rękę.
— Gotowa?
— Z tobą zawsze — odpowiedziała cicho.
Razem wyszli z sali konferencyjnej i skierowali się w stronę jego gabinetu.
Gabinet Rafała wypełnił się szybkim stukotem obcasów i szelestem sprzętu. Ania weszła pierwsza, a zaraz za nią pani Wiktoria – kobieta po trzydziestce, elegancka, ale praktyczna: ciemna sukienka w sam raz do biura, proste włosy spięte w niski kucyk, zero zbędnej biżuterii. Towarzyszył jej fotoreporter z dwoma aparatami na szyi i torbą pełną obiektywów.
Przywitali się krótko. Wiktoria uścisnęła dłoń najpierw Rafałowi, potem Zosi i od razu usiadła naprzeciwko nich, włączając dyktafon.
— Rozumiem intencje — powiedziała prosto. — Prywatność, zero sensacji, konkret. Trafiam na materiał sezonu, ale nie zamierzam wnikać głębiej, niż sami pozwolicie. Proponuję jednak do oświadczenia dołączyć krótki, kontrolowany wywiad. Kilka pytań, żadnych haczyków. Zgoda?
Rafał spojrzał na Zosię. Ona delikatnie kiwnęła głową. On zrobił to samo.
— Zgoda — potwierdził.
Pierwsze pytanie padło od razu.
— Jaka jest formalna strona waszej relacji?
Rafał odpowiedział spokojnie, kładąc dłoń na oparciu fotela tuż za plecami Zosi:
— Zosia jest moją oficjalną partnerką.
Zosia dodała miękko, ale stanowczo:
— W wielu aspektach dopiero się poznajemy. To wciąż bardzo świeże.
Wiktoria notowała.
— A w jaki sposób się państwo poznali?
Rafał już otwierał usta, lecz Zosia delikatnie położyła mu dłoń na przedramieniu i przejęła głos.
— Pragniemy, aby okoliczności nawiązania znajomości pozostały naszą prywatną sprawą. Dla mnie to wspomnienie jest na tyle magiczne, że chcę je pielęgnować wyłącznie we własnym sercu.
Dziennikarka uniosła brwi z wyraźnym szacunkiem i przeszła dalej.
— Czy planujecie jakieś istotne zmiany w formie łączącej was relacji?
Rafał uśmiechnął się lekko, ale oczy miał poważne.
— Jesteśmy razem i kochamy się. Wszystko, co z tego wyniknie, i tak będzie szeroko komentowane. Dlatego proszę o wyrozumiałość – nie składam jeszcze pewnych deklaracji publicznie.
Kolejne pytanie było nieco bardziej zaskakujące.
— Czym zajmuje się pani Zofia?
Zosia nie spuściła wzroku.
— Aktualnie skupiam się na uporządkowaniu swojego życia po zmianach, które przyniósł związek z Rafałem. Mam też konkretne plany, ale jest zdecydowanie za wcześnie, by je ogłaszać. Proszę tylko o trzymanie kciuków za ich powodzenie.
Padło jeszcze kilka ostrożniejszych pytań – o hobby, o gusta kulinarne, o to, czy lubią spędzać wieczory w domu. Rafał i Zosia odpowiadali krótko, czasem żartobliwie, a przez cały czas ich kolana stykały się pod biurkiem, a spojrzenia co chwilę się krzyżowały, pełne cichego, gorącego porozumienia.
W końcu Wiktoria skinęła na fotografa.
— Proszę o kilka zdjęć.
Fotograf pracował szybko i profesjonalnie. Najpierw ustawiał ich przy oknie, potem przy biurku, w lekkich, naturalnych pozach. Na koniec, kiedy wydawało się, że skończył, nagle zaproponował:
— Jeszcze jedno. Pan usiądzie w fotelu, a pani… na kolanach. Naturalnie. Jak w domu.
Rafał usiadł w swoim dużym, skórzanym fotelu prezesa. Zosia bez wahania usiadła mu na kolanach, objęła go za szyję, a on położył dłoń na jej biodrze, dokładnie tak, jak robił to zawsze, gdy byli sami. Spojrzeli sobie w oczy. Na ułamek sekundy zapomnieli o aparacie, o dziennikarce, o całym świecie. Fotograf wykonał serię cichych zdjęć i dopiero potem opuścił aparat.
Odwrócił się do Wiktorii i powiedział z nietypową dla siebie stanowczością:
— Zazwyczaj się nie wtrącam. Ale jeśli nie dodasz do artykułu zdjęcia z fotela – rezygnuję z tej roboty. To jest kadr.
Wiktoria zaśmiała się krótko i pokiwała głową.
— Zostanie.
Podziękowała im obojgu za czas i nagle spoważniała.
— Mogę zapytać o coś prywatnie? Poza dyktafonem.
Rafał i Zosia wymienili krótkie spojrzenie i zgodzili się.
Wiktoria uśmiechnęła się pobłażliwie, ale w oczach miała profesjonalny błysk.
— Będzie z tego towarzyski materiał dekady. Dopilnuję, żeby ukazało się tylko to, co uzgodniliśmy. A w związku z tym mam jedną prośbę.
— Jaką? — zapytała Zosia, już czując, dokąd to zmierza.
— Chciałabym mieć wyłączność na relację z waszego ślubu.
Zosia poczuła, jak intensywny rumieniec zalewa jej policzki i szyję. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Była wyraźnie zszokowana. Rafał natomiast zachował całkowity spokój. Położył dłoń na jej udzie i spojrzał na dziennikarkę.
— Będziemy o pani pamiętać — powiedział tylko.
Wiktoria i fotograf pożegnali się uprzejmie i wyszli, zamykając drzwi za sobą. W gabinecie została tylko Ania, Rafał i Zosia. Cisza była gęsta od tego, co właśnie padło, i od tego, co wciąż unosiło się między nimi – niedopowiedziane, gorące i bardzo realne.
Ania odłożyła tablet na biurko i oparła się o frezowaną krawędź.
— Łatwiejszą część zadania mamy już za sobą.
Zosia uniosła brwi, wciąż jeszcze rozgrzana po zdjęciach i po słowie „ślub”, które zawisło w powietrzu jak niedopowiedziana obietnica.
— Łatwiejszą? — powtórzyła z niedowierzaniem. — Przed chwilą musiałam się spiąć na wyżyny swojej odwagi. Każde pytanie było jak chodzenie po linie.
Ania uśmiechnęła się krzywo, prawie siostrzanie.
— Wiem. I poradziłaś sobie rewelacyjnie. Ale teraz zaczyna się naprawdę trudna część. Czekanie. Najpierw na ukazanie się artykułu. Potem na reakcje innych mediów. Pojawią się spekulacje, domysły, teorie spiskowe, memy, komentarze trolli. Temat stanie się wszechobecny na kilka dni, może nawet na tydzień. Dopiero potem zacznie stopniowo ucichać. To jest moment, w którym najłatwiej o błąd. O nieprzemyślany komentarz. O zdjęcie, które ktoś zrobi wam pod sklepem.
Rafał skinął głową z wyraźnym zrozumieniem. Stał tuż za fotelem Zosi, a jego dłoń spoczywała na jej ramieniu, kciukiem powoli gładząc skórę tuż pod żakietem.
— Masz rację — potwierdził nisko.
Ania spojrzała na nich oboje uważnie.
— Dlatego mam propozycję. Zniknijcie z Warszawy na jakiś tydzień. Wyjedźcie. Im mniej was będzie widać na ulicach stolicy, tym szybciej fala opadnie.
Zosia odwróciła się do Rafała, wyraźnie zdezorientowana.
— Zniknąć? Dokąd?
Rafał pochylił się i pocałował ją w skroń, tuż przy linii włosów.
— Zrobimy tak — powiedział spokojnie. — Zaufaj mi.
Ania jeszcze raz sprawdziła coś w telefonie i uniosła wzrok.
— I nie zapomnij o kontakcie z Basią w sprawie zdjęć. Potrzebuję ich jak najszybciej, żeby profile wyglądały naturalnie, a nie jakbyśmy je wczoraj wymyślili.
— Zaraz do niej napiszę.
Ania zebrała swoje rzeczy, uśmiechnęła się do nich obojga z wyraźną satysfakcją i wyszła, zamykając drzwi za sobą. W gabinecie zapanowała nagle gęsta, intymna cisza.
Zosia odwróciła się w fotelu tak, że znalazła się twarzą w twarz z Rafalem. Jej pudroworóżowa spódniczka uniosła się nieznacznie, odsłaniając koronkę pończoch.
— Co miałeś na myśli, mówiąc, że znikniemy?
Rafał nie odpowiedział od razu. Zamiast tego nachylił się, wziął jej twarz w dłonie i pocałował – wolno, głęboko, z tą samą czułą intensywnością, która zawsze sprawiała, że Zosia na moment zapominała, jak się oddycha. Kiedy się oderwał, przytrzymał jej dolną wargę zębami jeszcze przez ułamek sekundy.
— Byłaś kiedyś na prawdziwych wakacjach? — zapytał cicho.
Zosia zmrużyła oczy, próbując czytać w jego spojrzeniu.
— Jak żyli rodzice… tak. Nad morzem, na Mazurach. W domu dziecka tylko kolonie nad Zalewem Zegrzyńskim. O co chodzi, Rafał?
On uśmiechnął się tajemniczo i pogładził kciukiem jej policzek.
— Wszystko wyjaśnię w domu. Ale lepiej od razu omówić to razem z Basią. Jej też będzie to dotyczyło.
Zosia otworzyła usta, żeby drążyć temat, ale po chwili tylko westchnęła i potrząsnęła głową, pokonana jego spokojem.
— Dobra. Zaczekam. Ale jak mnie zmęczysz ciekawością, to sama będziesz winny.
Rafał parsknął cichym śmiechem, podał jej rękę i pomógł wstać. Jego dłoń znowu znalazła się na dolnej części jej pleców – nisko, prawie na pośladkach – kiedy prowadzał ją przez korytarz. W windzie stał tuż za nią, tak blisko, że Zosia czuła ciepło jego ciała przez materiał żakietu. Na parkingu otworzył jej drzwi, a zanim usiadła, musnął ustami jej nadgarstek, dokładnie w miejscu, gdzie biło tętno.
Wsiedli do samochodu. Rafał odpalił silnik, ale jeszcze przez moment nie ruszył – tylko spojrzał na nią bokiem, z tym charakterystycznym błyskiem w oku, który oznaczał, że ma już wszystko zaplanowane i że Zosia zaraz znowu straci grunt pod nogami.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Twoje opowiadanie nabiera smaku jest coraz ciekawsze pozdrawiam i czekam na cd.

    1 godz. temu