
— Weź prysznic na dole. I zaczekaj na nas nago na kanapie.
Rafał wiedział, że Zosia dokładnie zaplanowała ten wieczór specjalnie dla Basi. Nie miał żadnych obiekcji. Skinął tylko głową.
— Jak sobie życzysz.
Dziewczyny ruszyły po schodach na piętro, świadomie, zalotnie kręcąc biodrami. Rafał przez moment patrzył za nimi, po czym skierował się do łazienki na parterze. Wziął szybki, chłodniejszy prysznic, starannie się umył i wytarł. Wrócił do salonu całkowicie nagi. Na stoliku przygotował schłodzoną butelkę szampana i trzy wysokie kieliszki. Usiadł na szerokiej kanapie i czekał.
Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Oczekiwanie i narastające podniecenie sprawiały, że jego kutas sterczał cały czas na baczność – twardy, ciężki, przylegający do brzucha. Co jakiś czas słyszał z góry ciche szmery, otwierane szafy, śmiech. W końcu na górze schodów pojawiły się dwie sylwetki.
Schodziły powoli, napawając się jego reakcją.
Zosia wyglądała drapieżnie. Miała na sobie czarny komplecik: skąpe stringi i krótciutką, przezroczystą koszulkę nocną, która mimo transparentności mocno opinała piersi, eksponując ich kształt, a poniżej spływała luźno, odsłaniając całe majteczki i dolną linię pośladków. Czarne pończochy samonośne z szeroką czerwoną koronką kończyły się wysoko na udach. Na stopach – czerwone szpilki. Włosy rozpuszczone, lekko pofalowane.
Basia wybrała biel. Białe, koronkowe stringi, białe pończochy samonośne z delikatną różową koronką i krótki, koronkowy gorsecik, który kończył się tuż pod piersiami, odsłaniając nagi brzuch i pępek, ale całkowicie zasłaniając biust. Białe szpilki. Włosy również rozpuszczone, spływające na ramiona. Wyglądała jednocześnie niewinnie i prowokująco.
Stanęły przed nim i zachichotały cicho, prawie nerwowo. Potem usiadły po obu jego stronach na kanapie i mocno się do niego przytuliły – naga skóra do nagiej skóry, pończochy szeleszczące przy każdym ruchu.
Zosia położyła dłoń na jego piersi i zapytała miękko:
— No? Jak ci się podoba to, co widzisz?
Rafał przełknął ślinę. Głos miał ochrypły.
— Wyglądacie obie… obłędnie. Naprawdę
Basia wtuliła twarz w jego ramię i szepnęła, trochę niepewnie:
— Bardzo chcę tego, co ma się wydarzyć… ale jednocześnie strasznie się boję.
Rafał położył dłoń na jej udzie, tuż nad koronką pończochy, i pogładził uspokajająco.
— Oboje z Zosią postaramy się, żeby nie było w tym absolutnie niczego, czego trzeba by się bać. Obiecuję.
Zosia uśmiechnęła się i bez wahania położyła dłoń na jego twardym kutasie. Chwilę później Basia dołączyła – jej delikatniejsze palce oplotły trzon tuż obok dłoni siostry. Obie zaczęły go powoli, czule masować. Jednocześnie odwróciły twarze ku sobie i pocałowały się namiętnie – mokro, głęboko, z językami – tuż przed oczami Rafała, wciąż nie przestając głaskać jego penisa.
Rafał westchnął ciężko.
— Może… kieliszek szampana? Zanim… wszystko się zacznie.
Sięgnął po butelkę, sprawnie napełnił trzy kieliszki i podał dziewczynom. Uniósł swój.
— Za dwie wyjątkowe kobiety — powiedział nisko. — Najpiękniejsze, jakie znam.
Sączyli szampana powoli, kieliszek po kieliszku. Dłonie wędrowały swobodnie – Rafał gładził uda obu sióstr przez cienkie pończochy, Zosia przeciągała palcami po jego piersi i brzuchu, Basia trzymała dłoń na jego udzie, coraz bliżej twardego kutasa. Kiedy ostatnie krople zniknęły z kieliszków, Zosia odstawiła swój i wstała.
— Zaniesiesz ją? — poprosiła cicho.
Rafał pocałował ją krótko, ale namiętnie, po czym wstał i bez wysiłku uniósł Basię w ramionach. Dziewczyna pisnęła z zaskoczenia, potem roześmiała się, owijając ręce wokół jego szyi. Zosia poszła pierwsza po schodach, świadomie, zalotnie kręcąc biodrami w krótkiej przezroczystej koszulce. Rafał niósł Basię za nią, czując, jak jej pończochy szeleszczą o jego nagą skórę.
W sypialni panował półmrok. Jedynym źródłem światła był blask księżyca sfiltrujący przez półprzezroczyste zasłony – srebrzysty, miękki, kładący się na białej pościeli. Rafał delikatnie położył Basię na środku szerokiego łóżka. Zosia od razu pochyliła się nad jej twarzą, pocałowała długo, mokro, i wyszeptała prosto do ucha:
— Zajmiemy się tobą, kochanie. Całkowicie.
Rafał uklęknął przy brzegu materaca i powoli, prawie uroczyście, ściągnął białe stringi w dół nóg Basi. Razem z Zosią przez chwilę tylko patrzyli.
Dziewicza cipka Basi była niewielka, bardzo różowa, z delikatnymi, jeszcze nie do końca rozwiniętymi wargami. Łechtaczka schowana, ledwie widoczna. Wejście ciasne, zamknięte, z ledwie zauważalną, cienką błonką w głębi. Całość lśniła już od wilgoci, która zbierała się od godzin. Wyglądała krucho, nietknięcie i jednocześnie gotowa.
Zosia delikatnie rozchyliła uda siostry szerzej. Rafał pochylił się i z pełnym namaszczeniem położył usta na jej cipce. Zaczął wolno – najpierw tylko ciepły oddech, potem płaski język przeciągający się od samego dołu aż po łechtaczkę. Lizał delikatnie, badawczo, zbierając słodkawy smak. Stopniowo ruchy stawały się pewniejsze: ssał wargi na przemian, krążył wokół pączka, przyciskał się mocniej. Zosia klęczała z boku i patrzyła. Widok jej chłopaka z twarzą między udami młodszej siostry podniecał ją niemal boleśnie. Uda zaciskała rytmicznie, oddech miała płytki, a dłoń bezwiednie wędrowała pod własną koszulkę, ściskając pierś.
Język Rafała stawał się coraz natarczywszy. W końcu zaczął po prostu pieprzyć Basię nim – wsuwał głęboko, rozciągał ciasne ścianki, wycofywał się, znowu wbijał, jednocześnie kciukiem pocierając łechtaczkę. Zosia gładziła pończochy Basi, potem wsunęła obie ręce pod koronkowy gorsecik i znalazła twarde, wrażliwe sutki. Ścisnęła je, przetoczyła, szczypnęła lekko.
To wystarczyło.
Basia wygięła się w łuk tak gwałtownie, że prawie oderwała się od materaca. Orgazm uderzył ją z siłą, jakiej nigdy nie doświadczyła nawet przy najintensywniejszej masturbacji. Najpierw wszystko w środku zacisnęło się w jeden, bolesny punkt, potem eksplodowało na zewnątrz. Cipka pulsowała gwałtownymi, głębokimi skurczami wokół języka Rafała – długimi, rytmicznymi falami, które szarpały całym podbrzuszem. Uda zadrżały niekontrolowanie, stopy w białych szpilkach wbiły się w pościel. Z gardła wyrwał się wysoki, złamany krzyk, który przeszedł w serię krótkich, łkających dźwięków. Przed oczami zatańczyły białe plamy, a każda kolejna fala wydawała się silniejsza od poprzedniej. Trwało to długo – dłużej niż potrafiła policzyć – aż w końcu opadła całkowicie wiotka, z drżącymi jeszcze udami i ciężkim, urywanym oddechem.
Zosia natychmiast pochyliła się i pocałowała ją namiętnie, głęboko, smakując resztki rozkoszy na jej ustach. Potem uniosła się, spojrzała Rafałowi prosto w oczy – wciąż jeszcze lśniące od soków Basi – i powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie:
— Zrób z mojej małej siostrzyczki kobietę.
Rafał uklęknął pomiędzy rozchylonymi, odzianymi w białe pończochy nogami Basi. Zosia bez słowa sięgnęła po jego twardy, ciemny od napięcia kutas, uniosła go i delikatnie przyłożyła szeroką główkę dokładnie do mokrego, dziewiczego wejścia siostry. Rafał spojrzał najpierw na Basię – leżała ciężko oddychając, oczy miała ogromne, pełne pragnienia, strachu i czystego oczekiwania. Potem na Zosię. W jej spojrzeniu było nie mniejsze pożądanie, ale przede wszystkim głęboka, spokojna miłość.
Nachylił się trochę i zapytał cicho, bardzo poważnie:
— Basiu… jesteś pewna? Bo jak wejdę… to już nie będzie odwrotu.
Basia nie zawahała się ani sekundy. Kiwnęła głową i odszepnęła zdecydowanie:
— Tak. Chcę.
Rafał zaczął powoli naciskać. Basia poczuła najpierw gorący, twardy nacisk na najbardziej intymne miejsce. Główka rozchylała jej wargi od środka – centymetr po centymetrze, nieubłaganie. Było to uczucie dziwne, wypełniające, prawie zbyt duże. Ścianki rozciągały się wokół niego, wciągając obcy, twardy kształt do środka. Każdy kolejny milimetr potęgował wrażenie pełności. Podniecenie mieszało się z lekkim dyskomfortem, ale pragnienie było silniejsze. Czuła, jak jej własne soki ułatwiają mu drogę, jak ciało mimo wszystko otwiera się na niego. Serce biło jej tak mocno, że słyszała je w uszach. To się naprawdę działo. On wchodził w nią.
Napotkał opór. Cienka, elastyczna przeszkoda zatrzymała go. Rafał uniósł wzrok i jeszcze raz spojrzał Basi prosto w oczy. Ona tylko nieznacznie, ale bardzo wyraźnie kiwnęła głową.
Pchnął.
Jednym, pewnym ruchem przebił błonę i wsunął się na całą długość – aż po same jądra.
Rafał poczuł, jak cienka przeszkoda ustępuje z lekkim, prawie nieuchwytnym oporem, a potem otacza go najciaśniejsze, najgorętsze ciepło, jakie kiedykolwiek czuł. Cipka Basi zacisnęła się wokół niego jak aksamitna pięść – wąska, pulsująca, jeszcze nieprzyzwyczajona. Ścianki drgały, próbując dostosować się do jego grubości. Było w tym coś pierwotnego, intensywnego i jednocześnie niezwykle czułego. Musiał zacisnąć zęby, żeby nie dojść od razu.
Basia krzyknęła. Ostry, krótki jęk bólu wyrwał się z jej gardła, kiedy błona pękła i gruby kutas wypełnił ją całkowicie. Piekło. Rozciągało od środka tak mocno, że przez moment myślała, że pęknie. Łzy napłynęły jej do oczu. Zosia natychmiast przycisnęła się do niej, objęła mocno, całowała mokre policzki, skronie, usta.
— Ciii… kochanie… zaraz przestanie boleć — szeptała gorączkowo. — Zaraz będzie tylko dobrze. Oddychaj. Jestem tu. Oboje jesteśmy.
Minęła minuta, może dwie. Ból powoli, niechętnie ustępował, zostawiając po sobie tylko tępe, pełne uczucie. Basia odetchnęła głębiej i wyszeptała, już ciszej:
— Możesz… możesz się ruszać. Posiądź mnie do końca.
Rafał zaczął poruszać się delikatnie – krótkie, ostrożne ruchy. Na jego kutasie cipka Basi była niesamowicie ciasna. Każde wycofanie sprawiało, że ścianki kurczyły się za nim, jakby nie chciały go wypuścić. Każde pchnięcie rozciągało je na nowo. Była mokra, gorąca i tak wąska, że czuł każdy swój własny puls odbity w jej ciele. Musiał iść wolno, bo inaczej skończyłby w kilka sekund.
Zosia wciąż przytulona do siostry patrzyła na Rafała wzrokiem pełnym miłości i jednocześnie czystej żądzy. Widziała jego skupienie, napięte ramiona, sposób, w jaki gryzł wargę, żeby się kontrolować. Pogładziła go po twardych mięśniach barków, po piersi. Potem delikatnie odchyliła koronkowy gorsecik Basi, odsłaniając małą, twardą pierś, i przyssała się do sutka – ssąc, liżąc, przygryzając lekko – dokładnie wtedy, gdy Rafał wykonywał kolejne, coraz pewniejsze pchnięcie.
Basia coraz bardziej traciła poczucie wszystkiego poza tym, co działo się między jej udami. Ból zszedł już całkowicie na dalszy plan, zastąpiony przez rosnącą, głęboką falę rozkoszy. Nie leżała już biernie. Jej biodra same zaczęły unosić się naprzeciw każdemu pchnięciu Rafała, przyjmując go głębiej, chciwiej. Uda oplotły jego talię mocno, pięty w białych szpilkach wbiły się w jego pośladki, przyciągając go jeszcze bliżej. Każde wejście wypełniało ją po brzegi, każde wycofanie zostawiało za sobą tęsknotę za tą pełnością.
Język Zosi nie przestawał pracować na jej sutkach – ssał, krążył, przygryzał delikatnie. Potem starsza siostra uniosła głowę i pocałowała ją. Basia odpowiedziała całym ciałem. Pocałunek był mokry, głęboki, pełen wszystkiego, czego nie potrafiły powiedzieć słowami. Języki splatały się dokładnie w tym samym rytmie, w jakim Rafał poruszał się w niej. Kiedy Zosia wreszcie oderwała się, Rafał natychmiast pochylił się i przejął jej usta. Nie przerywając penetracji ani na moment, pocałował Basię namiętnie – z językiem, z oddechem, z ręką splątaną w jej włosach.
Basia tonęła. Czuła grubego, twardego kutasa rozciągającego ją od środka, uderzającego w miejsce, które sprawiało, że iskry rozchodziły się po całym podbrzuszu. Jednocześnie usta Rafała na jej ustach, jego język, jego smak. A jeszcze chwilę wcześniej usta Zosi. Była otoczona nimi obojgiem – ich ciałami, ich oddechami, ich miłością i pożądaniem. Każde pchnięcie wysyłało falę ciepła w górę kręgosłupa, każde muśnięcie języka na jej sutku albo w jej ustach potęgowało tę falę. Nie potrafiła już myśleć. Potrafiła tylko czuć – pełnię, mokrość, rytm i to dziwne, piękne poczucie, że właśnie staje się kobietą w ramionach dwojga ludzi, których kocha najbardziej na świecie.
Zosia klęczała tuż obok i patrzyła. Zachwyt mieszał się w niej z tak intensywnym pożądaniem, że bolało. Widziała, jak jej ukochany – mężczyzna, którego kochała nad życie – kocha się z jej młodszą siostrą. Widziała napięte mięśnie jego pleców, sposób, w jaki biodra pracowały między udami Basi, jak dłoń gładziła jej udo w pończosze. Widziała twarz Basi – zaróżowioną, z otwartymi ustami, z oczami pełnymi czystej rozkoszy. Kochała ich obu. Pożądała ich obu. Widok ich splecionych ciał nie budził w niej nawet cienia zazdrości – tylko ogromną, prawie religijną czułość i jednocześnie dziką chęć, by zaraz potem być wziętą tak samo mocno. Jej własna cipka pulsowała w rytm ich ruchów, majteczki były już całkowicie przemoczone. Gładziła Basię po włosach, czasem nachylała się, by pocałować jej ramię albo ramię Rafała, i po prostu patrzyła – chłonąc każdy detal tej chwili.
Rafał poczuł, że Basia jest już całkowicie gotowa – luźniejsza, mokrzejsza, odpowiadająca mu biodrami. Przyspieszył. Pchnięcia stały się dłuższe, pewniejsze, głębsze. Mokry odgłos ich ciał wypełnił sypialnię razem z coraz głośniejszymi jękami Basi.
Rafał posuwał Basię coraz mocniej – głębokie, rytmiczne pchnięcia, które wypełniały sypialnię mokrym odgłosem ciał. Basia jęczała bez przerwy, biodra sama wychodziła mu naprzeciw, paznokcie wpięte w jego ramiona.
Zosia nie wytrzymała dłużej. Wsunęła kciuki pod paski czarnych stringów i zsunęła je w dół nóg, odrzucając na podłogę. Usiadła po turecku tuż obok nich, rozchyliła uda i wsunęła dłoń między nie. Była już tak mokra, że palce weszły bez najmniejszego oporu. Zaczęła się pieścić otwarcie – dwa palce wsuwała głęboko, kciuk krążył po napęczniałej łechtaczce szybkimi, okrężnymi ruchami. Druga ręka ściskała własną pierś przez przezroczystą koszulkę, szczypiąc sutek. Nie odrywała wzroku od miejsca, w którym kutas Rafała znikał i pojawiał się znowu w siostrze. Widok ich splecionych ciał, dźwięk mokrych uderzeń, jęki Basi – wszystko to podkręcało ją niemal do granic. Biodra same unosiły się naprzeciw własnej dłoni, oddech stał się płytki, a oczy ciemne i szkliste.
Nagle ciało Basi eksplodowało.
Nikt się tego nie spodziewał – ani Rafał, ani Zosia. Orgazm przyszedł z siłą, która prawie przeraziła. Basia wygięła się w tak wysoki łuk, że tylko łopatki i pośladki dotykały materaca. Usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, który chwilę później przeszedł w długi, rozdzierający, łkający dźwięk. Cipka zaciśnięta na kutasie Rafała pulsowała gwałtownymi, głębokimi, niemal bolesnymi skurczami – jeden za drugim, bez przerwy, jakby chciała wyssać z niego duszę. Uda zadrżały tak mocno, że Rafał musiał przytrzymać je dłońmi. Stopy w szpilkach wbiły się w jego pośladki. Fale szły fala za falą, każda silniejsza od poprzedniej, rozlewając się od macicy aż po czubki palców i skórę głowy. Przed oczami miała tylko biel. Czegoś takiego nigdy nie doświadczyła – nawet przy najintensywniejszej masturbacji. To było głębsze, pełniejsze, prawie niszczące. Trwało długo. Kiedy najsilniejsze spazmy wreszcie zaczęły opadać, opadła na materac całkowicie wiotka, z drżącymi jeszcze udami i ciężkim, urywanym szlochem rozkoszy.
Rafał powoli, ostrożnie wycofał się z niej. Kutas wyszedł mokry, lśniący. Z cipki Basi – wciąż lekko rozwartej, opuchniętej, zaczerwienionej – spłynęła gęsta, biała sperma zmieszana z cienką strużką świeżej, jasnoczerwonej krwi. Ślady dziewictwa. Wargi były lśniące, wejście delikatnie rozciągnięte, a mieszanina soków, nasienia i krwi spływała powoli po wewnętrznej stronie uda, zostawiając różowawą ścieżkę na białej pościeli.
Zosia nie wahła się ani sekundy. Pochyliła się między uda siostry i przywarła ustami do jej cipki. Zaczęła lizać dokładnie, prawie nabożnie – zbierała każdą kroplę spermy, każdą nitkę krwi, wsuwała język głęboko, ssąc, przełykając. Lizała wargi, łechtaczkę, wejście, aż skóra Basi była znowu czysta, tylko lekko wilgotna od jej śliny. Robiła to wolno, czule, z rękami spokojnie przytrzymującymi drżące uda siostry.
Kiedy uniosła głowę, Basia nagle zaczęła płakać.
Rafał zamarł. Przez moment był przekonany, że zrobił Basi krzywdę – że brał ją za mocno, że coś się stało. Natychmiast przyciągnął ją do siebie. Zosia zrobiła to samo z drugiej strony. Oboje otulili ją nagimi ciałami, tulili, całowali po mokrych policzkach, po skroniach, po włosach. Pytania padały jedno przez drugie, szeptem, pełne strachu:
— Co się stało?
— Bolało?
— Zrobiłem ci krzywdę?
— Basiu, mów do nas…
Basia przez dłuższą chwilę tylko szlochała, wtulona między nich. W końcu oddech się uspokoił na tyle, że mogła wyszeptać:
— To… ze szczęścia. I z poczucia bezpieczeństwa.
Zosia przycisnęła policzek do jej policzka.
— Rozumiem — odszepnęła miękko. — Naprawdę rozumiem.
Basia przełknęła ślinę. Głos miała cichy, kruchy, ale zdecydowała się mówić dalej.
— Te pięć lat… kiedy ty odeszłaś z domu dziecka, a ja zostałam… to było piekło. Bez ciebie. Bez twojej ochrony. Każdy był tam tylko zabawką w rękach innych. Codziennie musiałam się bronić. Przed chłopakami. Przed starszymi dziewczynami. Raz… prawie mnie zgwałcili. Starszy chłopak. Uciekłam przez okno na parterze, w samej koszulce, w środku nocy. Wychowawcy też… czasem dotykali nie tak, jak powinni. Ręce za długo, spojrzenia, „przypadkowe” muśnięcia.
Zosia zesztywniała. Oczy miała szeroko otwarte, pełne szoku i narastającego bólu. Rafał czuł, jak wściekłość rośnie w nim jak fala – gorąca, bezradna, bezsilna. Dłonie zacisnęły mu się w pięści na pościeli.
— Czemu… czemu mi nie mówiłaś? — zapytała Zosia łamiącym się głosem. — Kiedy się widywałyśmy…
Basia uśmiechnęła się smutno, przez łzy.
— Bo widziałam, jak tobie jest ciężko. Jak walczysz o byle kąt i byle jedzenie. Wiedziałam, że te lody, które mi kupowałaś… oznaczały, że ty pójdziesz spać głodna. Nie mogłam dokładać ci jeszcze tego. Broniłam się sama. Jak umiałam. I przetrwałam. — Umilkła na moment, potem dodała ciszej: — Dlatego teraz płakałam. Bo już nie muszę się bronić. Bo mogę pragnąć. I pożądać. Bez żadnych haczyków. Bez strachu.
Rafał przycisnął usta do jej skroni i wyszeptał ochryple:
— Jesteście obie… niezwykłe. Dzielne. Ja nigdy do końca nie zrozumiem, ile was to kosztowało, żeby mimo wszystko zostać sobą.
Pochylił się i delikatnie pocałował jej usta. Zosia zrobiła to samo z drugiej strony. Pocałunek szybko przestał być tylko pocieszający. Trzy pary warg znalazły się razem – najpierw ostrożnie, potem z rosnącą potrzebą bliskości. Języki splotły się wolno, miękko, przeplatając się w wilgotnym, czułym tańcu. Rafał całował na przemian obie, Zosia i Basia całowały się nawzajem i jego. Dłonie gładziły plecy, włosy, policzki. Nie było w tym jeszcze pożądania – było ciepło, ulga i ogromna czułość. Ślina mieszała się, oddechy łączyły, a łzy Basi powoli wysychały na ich wspólnych ustach. Trwało to długo, aż smutek naprawdę ustąpił.
Basia nagle pociągnęła nosem, otarła oczy wierzchem dłoni i… uśmiechnęła się. Najpierw nieśmiało, potem coraz szerzej, z powracającą iskrą w oku.
— No dobrze — powiedziała już prawie wesoło, choć głos wciąż miał lekką chrypkę. — Zosia też zasługuje na przyjemność. A skoro ja już jestem… zaspokojona… to może we dwie postawiłybyśmy tego twojego bohatera z powrotem do pionu?
Spojrzała znacząco w dół, tam gdzie kutas Rafała, wciąż jeszcze mokry, leżał półtwardy na jego udzie.
Basia uśmiechnęła się szeroko, złapała twardniejącego kutasa Rafała u nasady i zamiast brać go do ust, skierowała główkę prosto w stronę Zosi.
— Ty masz pierwszeństwo — powiedziała miękko. — To w końcu twój facet.
Zosia nie potrzebowała drugiej zachęty. Pochyliła się, otworzyła usta szeroko i powoli nabijała je na gruby trzon. Najpierw objęła wargami samą główkę, potem zsuwała się niżej, centymetr po centymetrze. Kiedy czubek uderzył o tylną ścianę gardła, odruch wymiotny odezwał się natychmiast – gardło zacisnęło się, oczy zaszły łzami, a z nosa wydobył się krótki, stłumiony dźwięk. Nie poddała się. Wzięła jeszcze głębszy oddech przez nos i zmusiła się do dalszego opadania. Kutas wszedł całkowicie – aż nos dotknął brzucha Rafała, a jądra spoczęły jej na brodzie. Trzymała go tak, całą długość zatopioną w gardle, mimo że ciało protestowało. Ślina spływała obficie po brodzie i kapała na pościel. Gardło pulsowało wokół niego w konwulsyjnych skurczach, płuca paliły z braku powietrza, a przed oczami tańczyły czarne plamy. Czuła każdy szczegół – grubość rozciągającą jej wargi i gardło, pulsowanie żył na języku, gorąco i słony smak. Trwało to tak długo, jak tylko potrafiła wytrzymać. W końcu, z desperackim ruchem, uniosła głowę. Kutas wysunął się z mokrym odgłosem. Zosia opadła na ręce, łapiąc powietrze spazmatycznymi, głębokimi wdechami, kaszląc cicho, z łzami na policzkach i śliną spływającą po brodzie.
Z ust Basi wyrwało się ciche, pełne podziwu:
— Wow…
Rafał patrzył na Zosię z otwartymi ustami, wyraźnie wstrząśnięty.
— Nie spodziewałem się… że jesteś w stanie coś takiego zrobić — wydusił ochryple.
Zosia otarła usta wierzchem dłoni, uniosła na niego mokre oczy i uśmiechnęła się krzywo, wciąż jeszcze ciężko oddychając.
— Nawet nie zdajesz sobie sprawy, co jestem w stanie dla ciebie zrobić.
Basia sięgnęła po kutasa, wciąż lśniącego od śliny siostry, i wzięła go delikatnie do ust.
— Ja się nie odważę powtórzyć twojego wyczynu — zastrzegła z lekkim uśmiechem, zanim objęła wargami główkę. Ssała wolno, ostrożnie, krążąc językiem, nie schodząc zbyt głęboko. Kutas Rafała w ciągu kilku ruchów stał się znowu całkowicie twardy, ciemny i pulsujący.
Zosia dołączyła. Obie pochyliły się nad nim jednocześnie. Zaczęły pracować razem – Zosia wzięła główkę głęboko, ssąc mocno, a Basia lizała trzon od spodu, od jąder aż po miejsce, gdzie wargi siostry zaciskały się na skórze. Potem zamieniły się: Basia ssała czubek, Zosia przejęła dolną część, przeciągając językiem po wrażliwej skórze, ssąc jądra na przemian. Co kilka sekund ich usta stykały się bezpośrednio na kutasie – wtedy całowały się namiętnie, mokro, z językami splatającymi się nad lśniącym trzonem, po czym wracały do lizania i ssania. Ślina spływała obficie, czyniąc wszystko śliskim. Dłonie gładziły jego uda, brzuch, czasem stykały się ze sobą na jego skórze. Rytm był wspólny, głodny, pełen wzajemnego pożądania. Rafał leżał z odchyloną głową, dłonie splątane w blond włosach obu dziewczyn, oddychając coraz ciężej.
W końcu obie jednocześnie odsunęły się. Nitki śliny łączyły jeszcze ich usta z jego kutasem. Zosia odwróciła się na czworaka, mocno wypięła pośladki i spojrzała przez ramię. Basia natychmiast uklęknęła za nią. Dłońmi rozchyliła elastyczne pośladki siostry szeroko, odsłaniając mały, ściągnięty odbyt i lśniącą już cipkę poniżej. Pochyliła się i przywarła ustami prosto do ciemniejszego otworu.
Zaczęła lizać. Najpierw płaskim, szerokim językiem krążyła wokół napiętego pierścienia, rozluźniając go. Potem czubkiem naciskała na środek, próbując wcisnąć się do środka. Ssała, całowała, lizała rytmicznie, a kiedy mięśnie trochę ustąpiły – wsunęła język jak najgłębiej, poruszając nim w środku, smakując, rozciągając. Robiła to z zapałem, z rękami mocno trzymającymi pośladki Zosi, żeby nie mogła się odsunąć. Zosia jęczała nisko, biodra cofały się naprzeciw ust siostry, a cipka, całkowicie pominięta, pulsowała i sączyła soki po wewnętrznej stronie ud.
Rafał klęczał z tyłu, kutas twardy jak kamień, lśniący od ich wspólnej śliny, i czekał. Czekał, aż będzie mógł wbić się w mokrą, rozdygotaną cipkę Zosi.
Basia oderwała usta od odbytu starszej siostry. Otarła wilgotne wargi wierzchem dłoni, spojrzała na Rafała i uroczyście, prawie ceremonialnie, rozchyliła jeszcze szerzej pośladki Zosi.
— Proszę — powiedziała cicho, z figlarnym, a jednocześnie pełnym pożądania błyskiem w oku. — Zerżnij swoją ukochaną.
Rafał nie potrzebował drugiej zachęty. Uklęknął za Zosią, przyłożył szeroką, lśniącą od śliny główkę do jej rozwartego, już mokrego wejścia i zaczął powoli naciskać. Pierwszy kontakt był gorący i miękki. Wargi cipki rozsunęły się wokół niego, wciągając żołądź centymetr po centymetrze. Ścianki objęły go aksamitnym, wilgotnym uściskiem – znajomym, a jednocześnie za każdym razem tak samo intensywnym. Czuł, jak jej ciało ustępuje, jak ciepło rozlewa się po całym trzonie, jak drobne, rytmiczne skurcze wciągają go coraz głębiej. Kiedy wreszcie wszedł po same jądra, przez moment po prostu trwał w tej pełności, oddychając ciężko, pozwalając sobie poczuć każdy szczegół ciasnego, pulsującego wnętrza.
Potem położył dłonie na biodrach Zosi – mocno, pewnie – i zaczął ją rżnąć ostro. Długie, twarde pchnięcia, które za każdym razem uderzały aż do końca. Zosia jęknęła głośno już przy pierwszym mocniejszym ruchu. Rozkosz zalała ją natychmiast. Każde wbicie rozciągało ją od środka, uderzało w najczulsze miejsce, wysyłało iskry wzdłuż kręgosłupa. Oddawała się całkowicie – biodra sama cofała naprzeciw jego ruchom, plecy wygięte w łuk, pośladki napięte, głowa opuszczona między ramionami. Jęki wydobywały się z niej bez kontroli, niskie, przeciągłe, pełne czystego oddania. Czuła jego ręce na biodrach, jego kutas pracujący w niej bezlitośnie, i tonęła w tym uczuciu bez reszty.
Basia nie pozostała bierna. Klęczała z boku i całowała ich obu – najpierw wilgotne, spocone plecy Rafała, potem linię kręgosłupa Zosi, potem zjeżdżała niżej. Język przeciągał się po miejscu, w którym ich ciała łączyły się, liżąc na przemian skórę Rafała u nasady kutasa i napięte pośladki siostry. Sięgała ustami do piersi Zosi zwisających pod nią, ssała sutki, kiedy tylko mogła dosięgnąć. Dłonie wędrowały po udach obu, po pończochach, po nagiej skórze. Dostarczała dodatkowych, mokrych, nieoczekiwanych bodźców, które tylko potęgowały wszystko.
Widok był oszałamiający. Zosia na czworaka – czarna, przezroczysta koszulka nocna zjechała jej na barki, odsłaniając plecy, czarne pończochy z czerwoną koronką napięte na udach, czerwone szpilki wpięte w pościel. Basia klęczała obok w białym koronkowych gorseciku, białych pończochach z różową koronką i białych szpilkach, z rozczochranymi włosami i ustami lśniącymi od śliny. Rafał za Zosią – nagi, spocony, z dłońmi wbitymi w jej biodra, kutas rytmicznie pojawiający się i znikający między jej pośladkami. Mokre odgłosy seksu, głośne jęki Zosi i ciche, zachwycone westchnienia Basi wypełniały sypialnię zalewaną srebrzystym światłem księżyca.
Zosia tonęła. Każde pchnięcie Rafała rozrywało ją od środka falą rozkoszy tak intensywną, że nie potrafiła już zbierać myśli. Błagała go urywanym, ochrypłym głosem:
— Bierz mnie… jak chcesz… mocniej… należę tylko do ciebie… tylko do ciebie…
Rafał trzymał jej biodra w żelaznym uścisku i rżnął bez litości – głęboko, twardo, rytmicznie. Oboje byli już na samej krawędzi.
Orgazm przyszedł jednocześnie i z taką siłą, że Basia, klęcząca tuż obok, aż wciągnęła powietrze z wrażenia.
Najpierw zobaczyła, jak ciało Zosi zesztywniało. Plecy wygięły się w wysoki, napięty łuk, usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, który chwilę później przeszedł w długi, rozdzierający, łkający dźwięk. Uda zadrżały tak gwałtownie, że Rafał musiał przytrzymać je mocniej. Cipka Zosi zaczęła bić rytmicznymi, głębokimi skurczami wokół jego kutasa – Basia widziała, jak mięśnie brzucha siostry wciągają się i wypychają w krótkich, niekontrolowanych falach, jak piersi kołyszą się przy każdym spazmie, jak stopy w czerwonych szpilkach wbijają się w pościel. Zosia trzęsła się całym ciałem, fale szły jedna za drugą, każda tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco silna, by szarpać nią jak szmatką.
W tej samej sekundzie Rafał wbił się po same jądra i zaryczał nisko, prawie zwierzęco. Basia widziała, jak jego mięśnie pleców napinają się do granic, jak biodra szarpią się w krótkich, konwulsyjnych ruchach, pompując spermę głęboko do środka Zosi. Każdy puls był wyraźny – ciało Rafała drgało, dłonie wbijały się w biodra ukochanej, a z gardła wydobywał się ciągły, niski dźwięk czystej rozkoszy. Trwało to długo. Kiedy ostatnie drżenia ustały, oboje opadli na materac całkowicie wyczerpani, wciąż spleceni, ciężko oddychając.
Przez chwilę tylko leżeli, całując się wolno, mokro, z czułością. Basia przyglądała się im w milczeniu – dwóm ludziom, których kochała najbardziej na świecie, spełnionym i spokojnym. Potem przesunęła się bliżej i wtuliła się w nich obu, jedną ręką obejmując Zosię, drugą kładąc na piersi Rafała.
— Dziękuję — wyszeptała. — Że pozwalacie mi być częścią tego wszystkiego. Że sprawiacie, że czuję się… wolna. I bezpieczna.
Zosia odwróciła się i pocałowała ją delikatnie w czoło, potem w usta. Rafał przyciągnął Basię bliżej drugą ręką i pogładził po włosach.
— Zawsze możesz być z nami — powiedział nisko. — Zawsze.
Leżeli tak przez dłuższą chwilę, gładząc się nawzajem, wymieniając ciche, czułe słowa. W pewnym momencie Basia uniosła głowę i zapytała nieśmiało:
— Mogę… jeszcze dzisiaj spać z wami?
Zosia uśmiechnęła się ciepło, wciąż mając zamglone od rozkoszy oczy.
— Nasza sypialnia zawsze będzie dla ciebie otwarta. Zawsze.
Rafał parsknął cichym, zmęczonym śmiechem i dodał z przekorą:
— Tylko uprzedzam… zaspokojenie was obu to nie lada wyzwanie. Ale jakoś dam radę.
Basia i Zosia zaśmiały się cicho. Przysunęły się jeszcze bliżej. Rafał pośrodku, obie siostry wtulone w jego boki, nagie, ciepłe, splecione. Księżycowe światło kładło się na ich ciałach. Zmęczenie, spełnienie i poczucie bezpieczeństwa zrobiły swoje. Zasnęli we trójkę – oddychając równo, przytuleni do siebie, jakby świat za oknami willi na chwilę przestał istnieć.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
PisarkaMojegoPisarza
Cudo 🔥😈😍 mam nadzieję, że Basia trochę podominuje Zosię i niech ten obłędny trójkąt trwa w nieskończoność. A jak dziewczyny będą wychodziły z Rafałem to niech zrobią mu prezent jak ja swojemu Pisarzowi i wyjdą z nim bez majteczek, w sukniach z nagimi plecaki etc.... ewentualnie niech kobiety z biura Rafała uwodzą ale tylko strojem Zosię i niech ona później ze szczegółami opowiada o tym Basi i Rafałowi 😈♥️ ale nigdy proszę nie rozdzielać tego trójkąta bo to ma trwać jak napisałam wyżej 🔥i czekam niecierpliwie na kolejne części
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza się rozpisałaś, coś z tego o co prosisz nastąpi. Nie wszystko ale mam nadzieję, że to co zaplanowałem Ci się również spodoba
PisarkaMojegoPisarza
@Bisexwaw Dziękuję 🤗