
Weszła powoli po schodach, napawając się ciepłym blaskiem, jaki padał na drewnianą balustradę. Już prawie dotarła do pokoju Rafała, kiedy usłyszała cichy, stłumiony szloch. Dobiegał zza drzwi Tosi.
Zosia zawahała się. Potem delikatnie zapukała.
Minęła dłuższa chwila, zanim z wewnątrz odezwał się cichy, zachrypnięty głos:
— Proszę…
Weszła, starannie zamykając drzwi za sobą. Tosia siedziała na łóżku, plecami oparta o wezgłowie. Zdążyła już otrzeć łzy, ale czerwone, opuchnięte kąciki oczu i wilgotne rzęsy nie pozostawiały wątpliwości, że przed chwilą płakała. Rude włosy miała rozczochrane, a na policzkach wciąż widać było ślady.
Zosia usiadła obok niej i delikatnie pogładziła ją po policzku.
— Co się dzieje, Tosia?
Dziewczyna westchnęła ciężko.
— Nic. Po prostu… ja sama jestem beznadziejna.
Zosia zmarszczyła brwi.
— Nie waż się tak mówić. Jesteś mądra, jesteś ładna i naprawdę nie ma w tobie nic beznadziejnego.
Tosia pokręciła głową. Próbowała coś powiedzieć, ale w końcu tylko bezradnie wzruszyła ramionami. W oczach znów zebrały się łzy.
W głowie Zosi zaczęło kiełkować podejrzenie. Odezwała się ciszej, ostrożniej:
— Czy to dlatego, że ja jestem z Rafałem, a wygląda na to, że Basia będzie z Maksem… i tylko ty jak na razie nie masz pary? Bo jeśli tak, to przecież i na ciebie przyjdzie czas. Poznasz kogoś, z kim będziesz chciała być. Jesteś jeszcze taka młoda. Masz przed sobą tyle do przeżycia…
Ku jej całkowitemu zdumieniu Tosia nagle zaniosła się rozpaczliwym, głośnym płaczem. Szlochała tak, że całe ciało jej drżało. Zosia poczuła się bezradna. Naprawdę polubiła tę dziewczynę – i to nie tylko dlatego, że była siostrą Rafała. Przyciągnęła ją mocno do siebie, objęła ramionami i zaczęła gładzić po głowie, po plecach, po rozczochranych rudych włosach.
Siedziały tak dłuższą chwilę. Tosia szlochała w jej ramiona, a Zosia tylko tuliła, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, Tosia uniosła twarz i po prostu pocałowała Zosię w usta.
Zosia zastygła z zaskoczenia. Przez ułamek sekundy jej ciało było sztywne, usta nieruchome. Potem, ku własnemu zdumieniu, odpowiedziała.
Pocałunek eksplodował między nimi z siłą, której żadna się nie spodziewała. Usta Tosi były słone od łez, miękkie i rozchylone. Zosia poczuła, jak język dziewczyny nieśmiało, a potem coraz śmielej wsuwa się między jej wargi. Odpowiedziała tym samym – głębiej, żarliwiej. Ręce Tosi wplotły się w blond włosy Zosi, przyciągając ją bliżej. Zosia objęła Tosię w talii, czując pod dłońmi jej szczupłe, drżące ciało. Całowały się długo, mokro, z rosnącą intensywnością – oddechy mieszały się, ślina, ciche, stłumione dźwięki. To nie był delikatny, siostrzany pocałunek. To było coś głodnego, pełnego stłumionego pożądania i rozpaczy jednocześnie. Zosia czuła, jak jej własne sutki twardnieją, jak między udami robi się ciepło, mimo że jeszcze przed chwilą myślała tylko o pocieszeniu.
W końcu Tosia sama gwałtownie oderwała usta. Odsunęła się o kilka centymetrów i znów zaniosła się jeszcze bardziej rozpaczliwym, niemal histerycznym płaczem, zakrywając twarz dłońmi.
Tosia w końcu uspokoiła się na tyle, że mogła złapać oddech. Wciąż jeszcze drżała, ale łzy płynęły już wolniej. Odsunęła się odrobinę od Zosi, spuszczając wzrok.
— Przepraszam — wyszeptała. — Naprawdę przepraszam. Nie powinnam była cię całować. To moja wina. Całkowicie.
Zosia nie puściła jej. Wciąż trzymała ją w ramionach, gładząc po plecach.
— Nie wydarzyło się nic złego — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Ten pocałunek… też mi sprawił przyjemność.
Tosia uniosła na nią zdumione, zaczerwienione oczy.
— To nie jest takie proste. Ja sama siebie nie rozumiem. I nie wiem, co mam ze sobą dalej zrobić.
Zosia delikatnie uniosła jej podbródek.
— To opowiedz mi wszystko po kolei. Obiecuję, że zostanie tylko między nami.
Tosia przez długą chwilę milczała. Widać było, jak walczy sama ze sobą. W końcu wzięła głęboki, drżący oddech.
— Ja… jestem zboczona. Nienasycona. Nienormalna. Naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje.
Zosia natychmiast jej przerwała, głos miała miękki, ale stanowczy.
— To nieprawda. Ale wyjaśnij mi, co masz na myśli.
Tosia przełknęła ślinę. Mówiła coraz ciszej, jakby bała się własnych słów.
— Uprawiałam seks z Basią. — Zosia uniosła brwi wysoko, ale nic nie powiedziała. — Masturbowałam się, podglądając ciebie i Rafała za stogiem siana. Wyobrażałam sobie, że klęczę obok ciebie i razem z tobą mu obciągam. Non stop myślę o seksie. Z tobą. Z Basią. Z oboma moimi braćmi. Do wczoraj nic takiego we mnie nie było. A od wczoraj… to po prostu we mnie wybuchło i nie umiem tego opanować. — Uśmiechnęła się przez łzy, gorzko. — Dobrze, że przynajmniej nie przystawiam się do rodziców. — Spojrzała Zosi prosto w oczy. — Teraz rozumiesz, dlaczego uważam się za nienormalną?
Zosia przez dłuższą chwilę milczała. Jej dłoń wciąż spoczywała na ramieniu Tosi. W końcu odezwała się bardzo cicho.
— To, co teraz powiem, musi zostać tylko między nami. Dobrze?
Tosia skinęła głową z żarliwością.
— Przysięgam.
Zosia westchnęła i zaczęła mówić.
— Rafał i ja… kochamy się. Nad życie. On jest dla mnie wszystkim. Ale… to nie jest tylko my dwoje. W Turcji, w willi, po raz pierwszy trafiliśmy do łóżka we troje. Ja, Rafał i Basia. Najpierw były pocałunki, potem coraz więcej. Basia… ona też mnie pragnęła. I ja ją. A Rafał… on kocha mnie, ale nie odrzucił tego, co między nami trzema się wydarzyło. Od tamtej nocy bywało, że spaliśmy razem. Czasem tylko ja i Basia. Czasem we troje. To skomplikowane. Czasem czuję się winna, czasem kompletnie zgubiona, ale… kocham Rafała. I kocham też Basię. Inaczej, ale kocham. — Zosia spojrzała Tosi głęboko w oczy. — Sama będąc kochanką własnej siostry nie mam żadnego prawa myśleć o tobie źle. A ten pocałunek przed chwilą… — jej głos stał się jeszcze cichszy — też mnie podniecił. Bardzo.
Tosia słuchała z szeroko otwartymi ustami, nie mrugając nawet. Kiedy Zosia skończyła, przez chwilę panowała absolutna cisza.
Zosia uniosła dłoń, delikatnie zamknęła palcem rozchylone usta Tosi, po czym pochyliła się i czule, powoli pocałowała ją w usta.
Kończąc pocałunek, Zosia odsunęła się odrobinę i uśmiechnęła się ciepło, choć w oczach miała jeszcze cień powagi.
— Widzisz? Nie jesteś nienormalna. Albo… przyjmując inny punkt widzenia – nie tylko ty jesteś nienormalna.
Tosia wciąż była w szoku po wszystkim, co usłyszała. Siedziała na łóżku z rozchylonymi ustami, rude włosy opadały jej na ramiona, a policzki miała mocno zaróżowione.
— To i tak nie zmienia mojego problemu z samą sobą — wyszeptała.
Zosia pogładziła ją po policzku.
— Większy problem będzie z tym, jak to wszystko wytłumaczyć Maksowi, jeżeli on i Basia naprawdę zostaną parą.
— To może być problem… Ale ja… ja nawet nie wiem, jak ugasić to, co we mnie siedzi.
Zosia uśmiechnęła się szerzej, prawie figlarnie.
— Jeżeli samo się nie rozwiąże, kiedy wyjedziemy… to kiedy przyjedziesz do Warszawy na studia, wspólnie coś wymyślimy. Nie jestem pewna, czy Rafał albo Maks będą skłonni zbliżyć się do ciebie w ten sposób. Ale ja… i zapewne też Basia… jesteśmy otwarte.
Tosia spojrzała na nią z niedowierzaniem. Potem, jakby na próbę, pochyliła się i znów pocałowała Zosię – tym razem śmielej. Jednocześnie wsunęła dłoń pod jej bluzkę i zaczęła pieścić pierś przez cienki materiał biustonosza. Zosia odpowiedziała natychmiast. Jej usta zsunęły się z ust Tosi na szyję, gdzie zaczęła składać mokre, ssące pocałunki. Tosia jęknęła głośno, odchylając głowę.
Nie mówiąc już nic, zaczęły się rozbierać nawzajem. Zosia ściągnęła z Tosi bluzkę, potem rozpięła jej biustonosz. Tosia zrobiła to samo z nią. Kiedy obie zostały do pasa nagie, przez moment tylko patrzyły na siebie. Piersi Zosi były pełniejsze, okrągłe, z różowymi sutkami już twardymi. Piersi Tosi mniejsze, jędrniejsze, z jasnoróżowymi, bardzo wrażliwymi czubkami i delikatnymi piegami na dekolcie.
Zosia uniosła obie dłonie i objęła piersi Tosi od spodu, unosząc je lekko. Kciukami przeciągnęła po sutkach – wolno, z naciskiem – i poczuła, jak twardnieją jeszcze bardziej. Potem pochyliła głowę i wzięła lewy sutek w usta, ssąc rytmicznie, jednocześnie krążąc językiem. Prawą ręką ugniatała drugą pierś, szczypiąc sutek między palcami. Tosia z pasją odwzajemniała pieszczoty– jej mniejsze dłonie ściskały piersi Zosi, a usta wędrowały od jednego sutka do drugiego, liżąc, ssąc, przygryzając delikatnie. Obie jęczały cicho, ciała miały już rozpalone.
W pewnym momencie Zosia podjęła decyzję. Zsunęła dłonie niżej, rozpięła szorty Tosi i ściągnęła je razem z majteczkami jednym ruchem. Tosia uniosła biodra, pozwalając się rozebrać do końca. Została całkowicie naga. Zosia popchnęła ją delikatnie na łóżko, tak że Tosia opadła na plecy, i rozchyliła jej uda.
Potem przywarła ustami do jej cipki.
Najpierw tylko musnęła wargi sromowe, zbierając językiem już obecną wilgoć. Potem rozchyliła je kciukami i wsunęła język głęboko do środka, penetrując wolno, kręcąc nim w cieple i ciasnocie. Tosia wygięła się w łuk, wydając z siebie długi, drżący dźwięk. Zosia pracowała systematycznie – na przemian nurkowała językiem jak najgłębiej, a potem wyciągała go, żeby płasko, szybko lizać łechtaczkę. Co jakiś czas obejmowała całą szparkę ustami i ssała delikatnie, jednocześnie wibrując językiem. Jej własna cipka była już mokra, sutki bolały od napięcia, a w głowie miała tylko jeden obraz: rude włosy Tosi rozrzucone na poduszce, jej wygięte ciało, jej niekontrolowane jęki.
Tosia trzymała Zosię za głowę obiema rękami, biodra unosiła naprzeciw jej ust, a z gardła wydobywały się coraz głośniejsze, urywane dźwięki rozkoszy. Zosia nie zwalniała. Lizała ją z rosnącym głodem, smakując każdą kroplę, czując, jak dziewczyna robi się coraz bardziej mokra i otwarta pod jej językiem.
Tosia jęczała głośno, bez żadnej kontroli. Jej nagie ciało wyginało się na łóżku w nieustannym, falującym ruchu. Rude włosy rozrzuciły się po poduszce i pościeli, piegi na policzkach i dekolcie ściemniały od rumieńca. Piersi unosiły się szybko, małe, jędrne sutki były twarde jak kamyczki. Brzuch wciągał się przy każdym głębszym oddechu, a uda drżały, rozwarte szeroko. Stopy wczepiały się w materac, palce kurczyły się i prostowały. Cała była spięta i jednocześnie rozluźniona – jakby każde mięśnie walczyły same ze sobą.
Zosia wkładała w pieszczoty wszystko, co miała. Lizała ją z rosnącym zaangażowaniem, zmieniając tempo i nacisk, słuchając reakcji ciała Tosi. Kiedy dziewczyna unosiła biodra – dociskała mocniej. Kiedy jęk robił się wyższy – skupiała się na łechtaczce. Kiedy oddech stawał się urywany – znów wsuwała język głęboko, kręcąc nim w środku. Chciała dać jej jak najwięcej.
Orgazm Tosi nadszedł nagle.
Najpierw jej uda szarpnęły się do środka, jakby chciały zamknąć się wokół głowy Zosi. Potem całe ciało uniosło się z materaca w mocnym, wygiętym łuku. Z gardła wyrwał się dźwięk, który zaczął się jako niski pomruk, a skończył wysokim, łamiącym się krzykiem. Cipka zadrgała gwałtownymi, rytmicznymi skurczami – silnymi, głębokimi, które szły fala za falą przez całe podbrzusze. Brzuch wciągnął się tak mocno, że widać było zarys żeber. Piersi uniosły się wysoko, a z oczu wypłynęły łzy – nie z bólu, tylko z przepełnienia. Palce u stóp podwinęły się aż do bólu, a dłonie szarpały pościel tak mocno, że usłyszały trzask materiału. Skurcze nie ustawały. Szły jedna po drugiej, coraz intensywniejsze, aż Tosia zaczęła drżeć całym ciałem, jak w gorączce. Trwało to długo – dłużej, niż Zosia się spodziewała. Dopiero kiedy ostatnie, słabsze fale opadły, Tosia osunęła się bezwładnie na materac, ciężko dysząc, z zamkniętymi oczami i rozchylonymi ustami.
Zosia polizała ją jeszcze delikatnie kilka razy, zbierając resztki soków, po czym wspięła się wyżej i położyła obok, mocno przytulając nagie, wciąż drżące ciało.
Tosia odezwała się dopiero po dłuższej chwili, głos miała ochrypły i cichy:
— W przypadku ciebie i Basi to chyba rodzinne… Potraficie doprowadzić mnie aż do takiego orgazmu.
Zosi było naprawdę miło to słyszeć. Uśmiechnęła się, gładząc Tosię po wilgotnych od potu włosach.
— Cieszę się, że ci było dobrze.
Tosia uniosła się na łokciu i sięgnęła do zapięcia szortów Zosi.
— Teraz moja kolej. Chcę się odwdzięczyć.
Zosia złapała jej dłoń i delikatnie, ale stanowczo powstrzymała.
— Mam okres — wyjaśniła spokojnie. — Gdybym nie miała… to tam na łące z miejsca dałabym się Rafałowi zerżnąć.
Tosia parsknęła cichym, zmęczonym śmiechem i opadła z powrotem na poduszkę.
Zosia pogładziła ją po policzku.
— Już ci lepiej?
Tosia przez moment milczała, patrząc w sufit.
— Wciąż nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Ale… przynajmniej wiem, że jest przynajmniej jedna osoba, która mnie za to nie potępia.
Zosia przyciągnęła ją z powrotem w ramiona i mocno przytuliła.
— Chodź. Szybki prysznic. Żeby się odświeżyć.
Basia i Maks wracali do domu nieśpiesznie. Samochód sunął spokojną drogą wśród pól, a w kabinie panowała ciepła, odprężona cisza przerywana tylko cichymi rozmowami. Oboje byli zaspokojeni i szczęśliwi, ale w głowach każdego z nich kołatały się własne, skomplikowane myśli.
Maks trzymał jedną rękę na kierownicy, drugą na udzie Basi. Był szczęśliwy, że zgodziła się zostać jego dziewczyną. Jednocześnie nie dawała mu spokoju myśl o tym, co wydarzyło się między nią a Tosią. Nie miał jej tego za złe – wręcz przeciwnie. Chciał po prostu lepiej ją poznać, zrozumieć. Był ciekawy, czy Basia jest biseksualna. Ta myśl jednocześnie go przytłaczała i – nie ma co ukrywać – mocno podniecała. Wyobrażał sobie, jak obie dziewczyny się całują, jak ich ciała się stykają, i czuł, że znów robi mu się ciasno w spodniach.
Basia siedziała obok, wciąż w szortach moro i zielonej bluzce, z lekko rozczochranym kucykiem. W myślach toczyła zupełnie inną walkę. Jak mu w końcu powiedzieć, że straciła dziewictwo kochając się z jego starszym bratem i z własną siostrą? Epizod z Tosią akurat jej nie kłopotał – przyznała przed sobą, że rówieśniczka nadal ją podnieca. Gorzej było z resztą. Mimo wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich godzin, nie potrafiła zdecydować, czy jest w stanie całkowicie zrezygnować z tego, co łączyło ją z Zosią i Rafałem. Kochała Maksa. Naprawdę. Ale kochała też ich.
Mimo natłoku myśli rozmawiali wesoło. Co chwilę wyznawali sobie miłość – półszeptem, z uśmiechem, jakby sami nie mogli się nadziwić, że to wszystko naprawdę się dzieje.
W końcu Maks skręcił na podjazd przed domem. Zatrzymał samochód, wyłączył silnik. Wysiedli. Basia, licząc się z tym, że ktoś może ich zobaczyć lub usłyszeć z okna, podeszła blisko i pocałowała go delikatnie, prawie niewinnie.
— Dziękuję za wspaniałą przygodę — szepnęła, a potem figlarnie mrugnęła do niego okiem.
Maks westchnął cicho, wciąż trzymając ją za biodra.
— Chyba powinienem sprawdzić, czy tata i Rafał poradzili sobie już z destylacją.
Basia roześmiała się i pocałowała go jeszcze raz – tym razem odrobinę dłużej, z wyraźną obietnicą w ustach.
— Idź. Ja muszę się odświeżyć.
Wbiegła do domu, czując, że między udami wciąż jest wilgotno i że bardzo potrzebuje prysznica. Wbiegała po schodach, kiedy usłyszała cichy szmer dobiegający z pokoju Rafała. Uśmiechnęła się do siebie. Na pewno Zosia tam jest. Chciała od razu jej opowiedzieć wszystko – o strzelnicy, o Maksie, o tym, że mają się ku sobie na poważnie.
Nacisnęła klamkę i weszła bez pukania.
Zatrzymała się w progu jak wryta.
Na łóżku siedziały Zosia i Tosia. Obie z mokrymi włosami, w krótkich satynowych szlafroczkach – różowym i lawendowym. Właśnie się delikatnie, powoli całowały. Na dźwięk otwieranych drzwi odskoczyły od siebie jak oparzone, oczy miały szeroko otwarte, usta czerwone i lekko opuchnięte.
Basia stała w drzwiach, ręka wciąż na klamce, i patrzyła na nie w całkowitym, osłupiałym milczeniu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
3 komentarze
AjenaTasmorden
Już nie mogę się doczekać kolejnego odcinka😀
Pumciak
Robi się bardzo gorąco
PisarkaMojegoPisarza
Ależ budujesz napięcie 🤗😍 orgazm miałam bardzo mocny 🔥
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza zawsze bardzo się cieszę, gdy ktoś może przeżyć trochę przyjemności.