
— Na początek dobrze byłoby przenieść się na górę. Nie wiadomo, kiedy wrócą rodzice. A jak zastaną nas tu półnagich… to mogą być trochę zszokowani.
Maks uniósł brwi.
— O co chodzi?
Basia otarła dłoń o udo i spojrzała na niego prosto.
— Powinniśmy wszyscy razem porozmawiać. Pora chyba skończyć z tajemnicami w tym gronie.
Maks spojrzał pytająco to na nią, to na Zosię, to na Tosię. Tosia odezwała się pierwsza, głosem cichym, ale stanowczym:
— W moim pokoju jest najwięcej miejsca. Lepiej będzie porozmawiać tam.
Rafał otworzył usta, jakby chciał zaprotestować i zażądać natychmiastowych wyjaśnień. Zobaczył jednak determinację w oczach wszystkich trzech dziewczyn – tę samą, spokojną pewność – i tylko skinął głową.
Zabrali świece. Płomienie chybotały się przy każdym kroku. Dziewczyny nawet nie próbowały zasłaniać piersi. Maszerowały po schodach dumnie, z sutkami wciąż twardymi i wystającymi, sukienkami zsuwającymi się coraz niżej. Maks i Rafał szli za nimi, milcząc, wzrok mieli przyklejony do ich pleców i pośladków.
Weszli do pokoju Tosi. Było tam przestronnie – duże łóżko, biurko, szafa, okno zasłonięte już wcześniej. Rozstawili świece na komodzie, na parapecie, na nocnym stoliku. Światło stało się złote i miękkie.
Basia klasnęła w dłonie.
— Siadajcie na łóżku. Wszyscy.
Tosia rozciągnęła się wzdłuż poduszek, rude włosy rozrzucone, piersi całkowicie odsłonięte. Basia położyła się obok i oparła głowę na jej udach. Maks usiadł tak, że stopy Basi spoczęły mu na kolanach. Zosia wyciągnęła się pośrodku łóżka na brzuchu, sukienka podjechała jej wysoko, odsłaniając pośladki. Rafał usiadł przy niej i bezwiednie zaczął gładzić jej pupę przez cienki materiał – powoli, okrężnymi ruchami.
Maks w końcu nie wytrzymał.
— No to co w końcu takiego chciałyście przedyskutować?
Tosia uniosła się trochę na łokciach. Spojrzała najpierw na Maksa, potem na Rafała.
— Najlepiej, żebym to ja zaczęła.
Wzięła głęboki oddech.
— Wczoraj, kiedy wy troje przyjechaliście… zaciągnęłam Basię tutaj, do swojego pokoju. I kochałyśmy się ze sobą.
Maks uśmiechnął się krzywo, prawie z rozbawieniem.
— Do tego to już sam doszedłem. Akurat wtedy wróciłem. I wcale nie byłyście tak cicho, jak wam się wydawało.
Basia poderwała głowę z ud Tosi, oczy szeroko otwarte.
— Dlaczego nic nie mówiłeś?!
Maks wzruszył ramionami, gładząc jej stopę kciukiem.
— Nie miałem nic przeciwko. A zresztą… nie wiedziałem nawet, jak zacząć taką rozmowę.
Tosia przeszła nad tym do porządku dziennego. Kontynuowała spokojnie:
— A dzisiaj, wcześniej… kochałyśmy się też ja z Zosią.
Brwi Rafała uniosły się wysoko. Dłoń na pośladku Zosi na moment zamarła.
Zosia odwróciła głowę, wciąż leżąc na brzuchu, i dodała cicho:
— Właściwie to było efektem tego, o czym tak naprawdę trzeba porozmawiać.
Rafał spojrzał na nią.
— O czym konkretnie?
Tosia usiadła trochę wyżej, piersi swobodnie opadły, sutki wciąż stwardniałe. Spojrzała najpierw na Rafała, potem na Maksa, i powiedziała spokojnie, prawie bez emocji:
— Właśnie o tym, co ja czuję do was obu. I czego od was obu chcę.
Maks zmrużył oczy podejrzliwie. Głos miał ochrypły.
— Czego ty właściwie oczekujesz, Tosiu?
Tosia usiadła prosto na łóżku. Rude włosy spłynęły jej po nagich ramionach, piersi uniosły się przy głębszym oddechu. Spojrzała najpierw na Maksa, potem na Rafała, potem na Basię i Zosię. Jej wzrok był spokojny, pewny siebie, prawie wyzywający.
Uniosła rękę i wskazała palcem prosto na wyraźne wybrzuszenie pod spodniami Maksa.
— Chcę tego.
Przeniosła dłoń i wskazała na równie twarde wybrzuszenie pod spodniami Rafała.
— I tego też chcę.
Potem sięgnęła pod sukienkę Basi. Dłoń wsunęła się bez wahania między jej uda i położyła się na majteczkach. Basia wciągnęła ostro powietrze, ale nie odsunęła się.
— I tego też chcę — powiedziała Tosia cicho.
Przesunęła rękę dalej, pod sukienkę Zosi. Palce znalazły wilgotny materiał majteczek i przycisnęły się do cipki siostry Basi. Zosia jęknęła cicho, biodra lekko uniosły się naprzeciw dłoni.
— I tego też.
Maks i Rafał patrzyli na nią w milczeniu. Przez długą chwilę w pokoju było słychać tylko deszcz za oknem i miarowe oddychanie pięciorga ludzi.
W końcu Rafał odezwał się, głos miał niski i napięty:
— Tosia… zdajesz sobie sprawę, jak bardzo to byłoby wbrew wszelkim zasadom?
Tosia skinęła głową. Nie spuściła wzroku.
— Zasady zasadami. Ale ja mam swoje potrzeby. I nie zamierzam ich dłużej udawać, że nie istnieją.
Maks przeciągnął dłonią po twarzy.
— Mogłabyś sobie znaleźć chłopaka. Kogoś spoza… tego wszystkiego.
Tosia uśmiechnęła się lekko, prawie smutno.
— Może kiedyś poznam kogoś odpowiedniego. Ale teraz… nie potrafię przestać myśleć o tym, żeby oddać się wam. Swoim braciom.
Rafał spojrzał błagalnie na Zosię i Basię.
— Powiedzcie coś. Cokolwiek. Żeby zmieniła zdanie.
Basia tylko pokręciła głową. Leżała wciąż z głową na udach Tosi, naga pierś unosiła się miarowo.
Zosia uniosła się na łokciach. Spojrzała na Rafała spokojnie, choć policzki miała płonące.
— Już o tym z Tosią rozmawiałyśmy. I ja jestem jak najbardziej za tym, żeby mogła poczuć się kobietą… w waszych objęciach.
Basia odezwała się dopiero po chwili. Uniosła głowę i spojrzała prosto w oczy Maksa.
— A ty przede wszystkim powinieneś wiedzieć jeszcze jedno. — Wzięła głęboki oddech. — Ja już uprawiałam seks zarówno z Zosią, jak i z Rafałem. Kocham cię. Naprawdę. I jeśli zażądasz, żebym z tym skończyła… skończę. Od razu.
Maks milczał długo. Patrzył na swoją dziewczynę, na jej odsłonięte piersi, na dłoń Tosi, która wciąż spoczywała na jej udzie. W końcu westchnął ciężko.
— Nie mam do ciebie pretensji. Naprawdę nie. Ale jeśli chodzi o przyszłość… potrzebuję trochę czasu. Żeby to wszystko przemyśleć.
Rafał nagle wstał. Sukienka Zosi zsunęła mu się z dłoni.
— Muszę porozmawiać z Maksem. Na osobności.
Dziewczyny spojrzały na niego ze zdziwieniem. Rafał uniósł ręce w uspokajającym geście.
— Wy sobie wszystko uzgodniłyście. Ale my jako bracia też musimy sobie coś wyjaśnić.
Maks wstał natychmiast, jakby tylko na to czekał. Skinął głową.
Obaj wyszli z pokoju, zamykając za sobą drzwi. W środku zostały tylko trzy dziewczyny – półnagie, rozpalone, w świetle migoczących świec – i cisza, w której każdy oddech brzmiał zbyt głośno.
Po wyjściu Maksa i Rafała drzwi domknęły się z cichym kliknięciem. W pokoju zostało tylko migoczące światło świec i zapach wosku. Tosia siedziała naga od pasa w górę, sukienka zsuwała się jej już prawie z bioder. Spojrzała niepewnie to na Basię, to na Zosię.
— Jak myślicie… — zaczęła cicho — jakie decyzje podejmą?
Basia parsknęła cichym, prawie ciepłym śmiechem. Przesunęła się bliżej i oparła głowę na ramieniu Tosi.
— Są naprawdę wspaniałymi mężczyznami — powiedziała. — Ale ciągle mężczyznami. Zapewne skorzystają z tego, że mogą mieć trzy napalone dziewczyny na wyciągnięcie ręki.
Zosia westchnęła, bawiąc się rąbkiem swojej sukienki.
— Masz rację. Tylko… zastanawiam się, czy trochę nie przegięłyśmy z tą determinacją. Czy oni nie poczują się… zmuszeni.
Basia uniosła brwi i uśmiechnęła się szelmowsko.
— To mogłybyśmy im trochę osłodzić decyzję.
Tosia spojrzała na nią pytająco.
— W jaki sposób?
Basia usiadła prosto. Jej piersi uniosły się przy ruchu.
— Na początek mogłybyśmy im zaprezentować, co mogą zyskać na takim układzie.
Zosia zmrużyła oczy.
— Co masz na myśli?
Basia uśmiechnęła się szerzej.
— Pora, żebyśmy wszystkie wyskoczyły z ciuszków.
Tosia nie zastanawiała się ani sekundy. Wstała, złapała za rąbek białej sukienki i jednym ruchem ściągnęła ją przez głowę. Stringi zsunęła chwilę później. Stanęła naga – smukła, z rudymi włosami spływającymi na piersi, z gładką cipką i jasnymi piegami na ramionach.
Basia natychmiast poszła w jej ślady. Sukienka i majteczki wylądowały na podłodze. Została naga, z nogami lekko rozchylonymi, sutkami wciąż twardymi.
Zosia zawahała się. Spojrzała na drzwi do łazienki przylegającej do pokoju.
— Muszę… sprawdzić coś — mruknęła, rumieniąc się lekko. — Okres. Zawsze miałam mało obfite, ale…
Wyszła do łazienki. Drzwi domknęły się za nią. Minęła może minuta, może dwie. Kiedy wróciła, była równie naga jak pozostałe dwie. Uśmiechnęła się nieśmiało, ale bez wstydu.
— Tylko lekkie plamienia — powiedziała. — Nie sądzę, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie.
Trzy nagie dziewczyny stanęły blisko siebie na środku pokoju. Najpierw tylko się przytuliły – skóra do skóry, piersi do piersi, uda stykające się lekko. Dłonie zaczęły wędrować powoli: Basia gładziła plecy Tosi, Zosia przesuwała dłoń po biodrze Basi, Tosia sięgała do pośladków Zosi. Pieszczoty były delikatne, czułe, a jednocześnie coraz bardziej świadome.
Basia pochyliła głowę i spojrzała na piersi Tosi. Bez słowa nachyliła się i objął ustami jeden z jej sutków. Zaczęła ssać wolno, mokro, z językiem krążącym wokół twardego punkcika. Zosia nie pozostała w tyle – pochyliła się z drugiej strony i wzięła do ust drugi sutek Tosi. Ssała równie łapczywie, przygryzając lekko, wciągając powietrze nosem.
Tosia wygięła się w łuk. Głośny, niekontrolowany jęk wyrwał się jej z gardła. Ręce wplotły się w blond włosy obu sióstr, przyciskając ich głowy mocniej do swoich piersi. Oczy miała zamknięte, usta otwarte, a całe ciało drżało od narastającego podniecenia.
Rafał z Maksem przeszli korytarzem w całkowitej ciszy. Deszcz wciąż bębnił o dach, a dom tonął w półmroku rozjaśnianym tylko przez wąskie smugi światła wydostające się spod drzwi pokoju Tosi. Weszli do pokoju Rafała. Rafał domknął drzwi starannie, prawie bezszelestnie, i oparł się o nie na chwilę, jakby zbierał myśli.
Maks usiadł na skraju łóżka. Rozparł się, ale napięcie w jego ramionach było wyraźne. Uniósł wzrok na stojącego brata.
— No i co my mamy, do cholery, z tym wszystkim zrobić?
Rafał westchnął ciężko. Przeszedł kilka kroków, przetarł twarz dłońmi i usiadł naprzeciwko, na biurkowym krześle.
— Najpierw… — zaczął cicho — chciałbym wyjaśnić jedną rzecz. Gdybym wiedział, że zakochasz się w Basi i że zostaniecie parą… nigdy nie poszedłbym z nią do łóżka.
Maks uniósł rękę, przerywając mu.
— Nie mam do ciebie pretensji. Nikt nie mógł przewidzieć, co się wydarzy. — Zrobił pauzę, przełknął ślinę. — Owszem, świadomość, że mój starszy brat uprawiał seks z moją dziewczyną… zanim ja… jest trochę bolesna dla mojego męskiego ego. Ale z drugiej strony… — uśmiechnął się krzywo — jest też cholernie podniecająca.
Rafał parsknął cichym śmiechem i pokręcił głową.
— Po występie Zosi na kanapie zaczynam doskonale rozumieć, o czym mówisz.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Wiatr uderzał w okiennicę, a gdzieś daleko przetoczył się kolejny grzmot.
— A jak to jest… — odezwał się w końcu Maks, głos miał niższy — być w łóżku z nimi obiema naraz?
Rafał uniósł brwi.
— Z Basią i Zosią?
— Tak.
Rafał odchylił się trochę do tyłu, wspominając.
— To jak przebywanie w oku cyklonu — powiedział powoli. — Wszystko wiruje wokół ciebie, a ty jesteś w samym środku i ledwo łapiesz oddech. Intensywnie. Chaotycznie. I cholernie uzależniająco.
Maks przyglądał mu się uważnie.
— Aż tak?
— Aż tak. — Rafał skinął głową. — Jeśli zgodzimy się na to, co wymyśliły… sam będziesz miał okazję się przekonać.
Maks milczał chwilę, bębniąc palcami o kolano.
— To kuszące — przyznał w końcu. — Strasznie kuszące.
Po chwili jednak spoważniał.
— Tylko że to nie rozwiązuje problemu, który postawiła przed nami Tosia.
Rafał skinął głową ze zrozumieniem.
— Nie rozwiązuje. Chociaż… — zawahał się — Tosia zrobiła się bardzo seksowna, odkąd wydoroślała.
Maks spojrzał na niego ostro.
— Ty też czujesz się podniecony w jej obecności?
Rafał nie uciekał wzrokiem.
— Tak. Dzisiaj było mi naprawdę ciężko udawać obojętność na to, jak nas kokietowała. Na tę sukienkę. Na te spojrzenia. Na to, jak się przeciągała.
Maks westchnął i potarł kark.
— One to ukartowały. Wszystkie trzy. I cokolwiek zdecydujemy… nie będzie idealnie.
Rafał uśmiechnął się nagle nostalgicznie.
— Pamiętasz tę imprezę? Dwa lata temu? Kiedy wylądowaliśmy we trójkę w jednym łóżku z tą dziewczyną z architektury… Wtedy kiedy wpadłeś do mnie do Warszawy.
Maks parsknął śmiechem.
— Jasne, że pamiętam. Ledwo wyszliśmy z tego w jednym kawałku.
Zrobił pauzę, a jego wzrok stał się bardziej odległy.
— Zastanawiam się, jakby to było… gdybyśmy naprawdę wylądowali razem nie tylko ze swoimi dziewczynami, ale i z Tosią.
Rafał uciął te domysły ruchem ręki, choć w głosie miał napięcie.
— Z Tosi jest taka mała bestyjka, że moglibyśmy tego nie przetrwać.
Maks przez chwilę milczał. Potem odezwał się cicho, prawie bezemocjonalnie:
— Tak naprawdę… mam ochotę wbić w nią kutasa. W jej cipkę.
Rafał spojrzał na niego długo.
— Ja też. — Przyznał wzychając. — I jeśli teraz ją odtrącimy… będąc w takim stanie, tak rozbudzoną… może trafić w ramiona kogoś, kto ją wykorzysta.
Maks skinął głową powoli.
— To racja. Ale z drugiej strony… jeśli my obaj zaczniemy z nią sypiać, to też można będzie to nazwać wykorzystaniem.
Rafał potwierdził cichym mruknięciem.
— Można. Ale żaden z nas jej nie skrzywdzi. Tego jestem pewien.
Zapadła dłuższa cisza. Deszcz bębnił miarowo. W końcu Maks zapytał wprost:
— No to co w końcu z tym robimy?
Rafał uniósł wzrok.
— Albo obaj wchodzimy w ten układ. Albo obaj się nie zgadzamy. Trzeciego wyjścia nie ma.
Maks przez chwilę wpatrywał się w podłogę. Potem westchnął.
— W sumie… nikt nikogo do niczego nie zmusza.
Rafał skinął głową.
— Nie zmusza. I może… naprawdę wyjdzie z tego coś dobrego.
Maks wstał. Poprawił spodnie, w których wciąż było mu ciasno.
— Wracamy do dziewczyn?
Rafał również się podniósł. Spojrzał na drzwi, za którymi czekały trzy rozpalone kobiety.
— Chyba najwyższa na to pora.
Rafał i Maks otworzyli drzwi cicho, prawie bezszelestnie. Światło świec w pokoju Tosi było miękkie, złotawe, a powietrze gęste od zapachu wosku, deszczu i rozpalonych ciał.
Ich oczom ukazał się widok, który na moment zamroził obu braci w progu.
Trzy nagie dziewczyny leżały splecione na środku dużego łóżka. Basia, Tosia i Zosia przytulały się do siebie, dłonie wędrowały po skórze, usta muskały ramiona, szyje, piersi. Maks patrzył na to wszystko z szeroko otwartymi oczami, jakby po raz pierwszy naprawdę widział.
Po raz pierwszy widział Tosię całkowicie nago.
Jego młodsza siostra była smuklejsza od pozostałych, z wąską talią, wysokimi, małymi ale idealnie zarysowanymi piersiami i jasnymi, różowymi sutkami. Rude, falujące włosy spływały jej po plecach i ramionach, a między udami miała gładką, delikatną szparkę, która już teraz błyszczała od wilgoci. Piegowata skóra na ramionach i dekolcie kontrastowała z mleczną bielą reszty ciała. Wyglądała jednocześnie krucha i dziko kusząca.
Zosia – po raz pierwszy w pełni naga przed jego oczami – była nieco pełniejsza w biodrach, z większymi, cięższymi piersiami o ciemniejszych sutkach. Blond włosy miały rozrzucone po poduszkach, a jej pośladki były okrągłe i jędrne. Między udami miała wyraźniejszy zarys warg, już rozchylonych i mokrych.
Basia, którą znał najlepiej, leżała pośrodku – podobna do Zosi, ale szczuplejsza, z dłuższymi nogami i piersiami średniej wielkości, które idealnie wypełniały dłoń. Jej skóra była gładka, prawie bez skazy, a cipka, którą już wcześniej smakował, teraz była całkowicie odsłonięta i lśniąca.
W umyśle Maksa trzy ciała układały się w jedno, niemożliwe porównanie: Tosia – zakazana, delikatna, ostra jak ogień; Zosia – dojrzała, zmysłowa, o pełnych kształtach; Basia – jego, a jednocześnie dzielona, z tą samą urodą co Zosia. Wszystkie trzy były mokre, rozpalone i całkowicie dostępne.
Kiedy dziewczyny zauważyły, że drzwi się otworzyły, powoli oderwały się od siebie. Trzy pary oczu spojrzały na braci wyczekująco. Nikt nie mówił. Tylko deszcz bębnił o okno.
W końcu Zosia odezwała się cicho, prawie szeptem:
— Co zdecydowaliście?
Maks i Rafał spojrzeli na siebie. Wymiana trwała tylko ułamek sekundy, ale wystarczyła. Rafał, jako starszy, odezwał się pierwszy. Głos miał niski i pewny.
— Skoro tego chciałyście… macie nas obu. Możecie z nami zrobić, co zechcecie.
Basia i Tosia poderwały się jednocześnie, piszcząc z uciechy – krótkie, dziewczęce dźwięki, które w tym kontekście brzmiały prawie obscenicznie. Zosia natomiast wstała spokojniej. Podeszła najpierw do Rafała, stanęła przed nim naga i pocałowała go namiętnie – głęboko, z językiem, z rękami wplecionymi w jego włosy. Potem odsunęła się i podeszła do Maksa.
Maks zesztywniał, kiedy nagie ciało Zosi przywarło do niego. Czuł jej piersi, jej brzuch, jej biodra. Przez chwilę stał nieruchomo. Potem coś w nim pękło. Objął ją mocno, dłonie zjechały na nagie pośladki i ścisnął je, przyciskając ją do swojego twardego kutasa. Zosia jęknęła prosto w jego usta.
Kiedy wreszcie się oderwała, miała już inne plany. Zaczęła go rozbierać – najpierw koszulę, potem pasek, potem spodnie. W tym samym czasie Basia podeszła do Rafała i robiła to samo: rozpinała guziki, ściągała materiał, odsłaniając jego ciało centymetr po centymetrze. Tosia siedziała na łóżku, naga, z nogami lekko rozchylonymi, i chłonęła ten widok z szeroko otwartymi oczami. Jej dłoń powędrowała między uda i zaczęła powoli, rytmicznie pieścić własną, już zupełnie mokrą cipkę.
Kiedy obaj bracia byli już nadzy, ich kutasy stały twarde, ciężkie i wyraźnie pulsujące. Maks aż jęknął, kiedy dłoń Zosi zacisnęła się wokół trzonu jego penisa – ciepła, pewna, ściskająca dokładnie tak, jak trzeba. Spojrzał na leżącą na łóżku Tosię. Jej wzrok przeskakiwał z jednego brata na drugiego, a palce pracowały coraz szybciej między jej wargami sromowymi.
Basia odwróciła głowę i spojrzała na młodszą dziewczynę z lekkim, szelmowskim uśmiechem.
— No i co, Tosia… tak właśnie wyobrażałaś sobie swoich braci?
Tosia zamarła, słysząc pytanie Basi. Ręka, która jeszcze przed chwilą chlupotała w jej niemożliwie mokrej cipce, zatrzymała się w bezruchu. Palce miała lśniące od soków. Przez kilka sekund tylko patrzyła na nagich braci, na ich twarde, sterczące penisy, a potem odezwała się cicho, prawie szeptem:
— Są… tacy duzi. Nigdy nie przypuszczałam, że moi bracia mają aż tak wielkie kutasy.
Basia roześmiała się nisko, zmysłowo, i potrząsnęła głową.
— Ja znam tylko te dwa — powiedziała — ale one wystarczą za wszystkie inne na świecie. Chodź bliżej.
Tosia posłusznie wstała z łóżka. Podeszła powoli, naga, z rudymi włosami spływającymi na piersi i piegowatymi ramionami. Stanęła prosto przed braćmi. Ich penisy sterczały wycelowane w nią – ciężkie, pulsujące, z nabiegłymi krwią główkami. Rafał oddychał głęboko, Maks miał dłonie zaciśnięte w pięści, jakby bał się, że jeśli ich nie kontroluje, to natychmiast jej dotknie.
Tosia nieśmiało wyciągnęła prawą dłoń i najpierw tylko musnęła opuszkami trzon Rafała. Rafał wciągnął powietrze tak ostro, że aż zadrżał. Dreszcz przebiegł mu po całym ciele – od krocza aż po kark. Tosia ujęła jego kutasa pewniej, owinęła palce wokół grubego trzonu i zaczęła powoli, rytmicznie poruszać dłonią w górę i w dół. Drugą ręką sięgnęła po Maksa. Złapała go tak samo – ciepło, pewnie – i zaczęła masturbować obu jednocześnie.
Zosia i Basia podeszły bliżej. Delikatnie, ale stanowczo położyły dłonie na ramionach Tosi i nacisnęły w dół. Tosia poddała się bez oporu. Uklękła na podłodze, na miękkim dywanie. Teraz miała na wysokości twarzy oba kutasy – tuż przed ustami, tak blisko, że czuła ich ciepło i lekki, męski zapach.
Patrzyła na nie z bliska, porównując.
Kutas Rafała był odrobinę dłuższy, gruby u nasady, z wyraźnie zarysowanymi żyłami i ciemniejszą, szeroką główką, która już lśniła od preejakulatu. Wyglądał potężnie, prawie groźnie w swojej twardości.
Kutas Maksa był nieco krótszy, ale grubszy w środkowej części, z jaśniejszą skórą i bardziej zaokrągloną główką. Pulsował mocniej, jakby każde bicie serca było w nim wyraźniej widoczne. Oba były ciężkie, gorące i całkowicie sztywne.
Tosia nachyliła się najpierw do Rafała. Całowała główkę delikatnie, mokro, zostawiając wilgotny ślad. Potem przeniosła usta na Maksa i zrobiła to samo – krótkie, czułe całusy na czułym punkcie. W końcu otworzyła usta szerzej i wzięła kutasa Rafała do środka.
Smak uderzył ją od razu. Był słony, lekko metaliczny, z nutą czegoś gorącego i zwierzęcego. Główka była aksamitna na języku, a skóra trzonu gładka i napięta. Tosia poczuła, jak ślina zbiera jej się w ustach, mieszając się z jego preejakulatem. Wciągnęła powietrze nosem i zsunęła usta głębiej, aż poczuła, że główka dotyka podniebienia.
Po chwili wyjęła go z buzi z cichym, wilgotnym odgłosem i przeniosła się na Maksa. Wzięła go tak samo – najpierw tylko główkę, potem coraz głębiej. Smak był podobny, ale odrobinę inny: mniej intensywny, bardziej czysty, z delikatniejszą nutą skóry. Maks jęknął głośno, kiedy jej język zaczął krążyć wokół rowka pod główką.
I wtedy zaczęła na serio.
Tosia obciągała ich na zmianę z rosnącą pewnością. Najpierw brała Rafała głęboko, ssąc mocno, policzki zapadnięte, język płaski przy dolnej stronie trzonu. Ślina spływała jej po brodzie i kapała na piersi. Po kilku ruchach wyjmowała go, zostawiając nitkę śliny łączącą usta z główką, i natychmiast nabijała się na kutasa Maksa. Ssąc go, jedną ręką masturbowała Rafała, drugą – kiedy była przy Rafale – pracowała na Maksie. Rytm był nierówny, głodny, prawie chaotyczny. Czasem brała obu jednocześnie – główki ściskane obok siebie w jej małych ustach, język krążący między nimi. Czasem skupiała się na jednym, ssąc tak mocno, że słychać było głośne, mokre odgłosy, a drugi tylko gładziła dłonią. Jej rude włosy padały jej na twarz, piersi kołysały się przy każdym ruchu, a między udami spływała już wyraźna strużka soków.
Obaj bracia stali nad nią, oddychając ciężko, dłonie mając splecione w jej włosach, ale nie naciskając – pozwalając jej brać tyle, ile chciała.
Coraz głośniejsze dźwięki kochanków mieszały się ze sobą w rozkosznej, wilgotnej kakofonii. Mokre odgłosy ssania, ciche jęki, ciężkie oddechy i okazjonalne, stłumione przekleństwa wypełniały pokój razem z hukiem deszczu za oknem. Rafał patrzył w dół na rude włosy swojej siostry i miał ogromny problem z uwierzeniem, że tej zakazanej, intensywnej rozkoszy dostarcza mu właśnie ona – Tosia. Maks natomiast był przekonany, że spełniają się właśnie wszystkie najgorsze, najbrudniejsze fantazje, jakie może mieć jakikolwiek mężczyzna.
Tosia pracowała zaciekle. Jej głowa poruszała się szybko, policzki zapadały się przy każdym ssaniu, a ślina spływała jej po brodzie i kapała na piersi. W pewnym momencie Maks spod półprzymkniętych powiek zobaczył ruch. Zosia opadła na kolana tuż obok Tosi. W chwili, gdy Tosia zamknęła wilgotne usta wokół kutasa Rafała, Zosia bez wahania wzięła kutasa Maksa głęboko do gardła.
Maks spojrzał na to z nową, niemal oszołamiającą fascynacją. Oto dziewczyna jego brata – Zosia – nabijała się gardłem na jego penisa. Czuł, jak jej język pracuje, jak gardło zaciska się wokół główki. Spojrzał jeszcze na Basię. Basia widziała wszystko. Posłała mu w powietrzu całusa, bezgłośnie uformowała ustami „kocham cię”, a potem opadła na kolana po drugiej stronie Tosi. Kiedy Tosia wyjęła kutasa Rafała z ust, Basia natychmiast wzięła go głęboko, ssąc z wprawą i głodem.
Dziewczyny zsynchronizowały się idealnie.
Zosia i Tosia naprzemiennie obciągały Maksa – jedna brała go głęboko, druga w tym czasie liżała jądra albo gładziła trzon dłonią, potem zamieniały się bez słowa.
Tosia i Basia robiły to samo z Rafałem – ich usta przechodziły z jednego na drugiego w płynnym, mokrym rytmie, czasem całując się przy główce, zanim któraś znów go połknęła.
Rafał patrzył w dół i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Widział dwie blond i jedną rudą głowę pracujące przy ich kutasach. Widział, jak usta Basi rozciągają się wokół jego trzonu, jak ślina Tosi łączy się ze śliną Zosi na kutasie Maksa, jak piersi wszystkich trzech kołyszą się przy każdym ruchu. Widział mokre, lśniące wargi, zapadnięte policzki, oczy półprzymknięte z koncentracją i rozkoszą. To był widok, który powinien był istnieć tylko w najbrudniejszych snach.
Maks w tym czasie tonął w wrażeniach. Kiedy Tosia brała go do ust, czuł jej mniejszą, cieplejszą buzię, bardziej niepewną, ale za to niezwykle żarliwą. Kiedy zamieniała się z Zosią, gardło Zosi było głębsze, pewniejsze, bardziej wprawione – zasysała go mocno, aż czuł, że zaraz straci kontrolę. Naprzemienność była zabójcza. Jedna usta odstępowały, drugie natychmiast je zastępowały, nie dając mu nawet sekundy na złapanie oddechu. Jego biodra zaczęły drżeć.
Rafał nagle wciągnął głośno powietrze i prawie wyrwał się z ust Basi.
— Kurwa… jeśli nie chcecie, żebym teraz skończył… to lepiej trochę zwolnijcie.
Wszystkie trzy dziewczyny uniosły wzrok. Spojrzały po sobie i uśmiechnęły się – szeroko, szelmowsko, z błyszczącymi od śliny ustami. Zosia podniosła się pierwsza, potem Tosia, na końcu Basia. Stały nago, piersi unosiły się przy ciężkim oddychaniu, sutki twarde, uda lśniące od wilgoci.
Basia otarła kącik ust grzbietem dłoni i spojrzała na obu braci z rozbawieniem.
— Nie ważcie się kończyć tak szybko — powiedziała. — Macie jeszcze trzy cipki do obsłużenia.
Tosia cofnęła się o krok. Bez słowa wspięła się na łóżko i demonstracyjnie opadła na czworaka. Podparła się na łokciach, wygięła plecy w głęboki łuk i wypięła pośladki wysoko. Rude włosy spłynęły jej na poduszki. Z tej pozycji było widać wszystko: okrągłe, jędrne pośladki, wąską talię, a między udami – całkowicie odsłoniętą, gładką, lśniącą od soków cipkę. Wargi sromowe były już rozchylone, różowe i mokre, a w środku widać było ciemniejszy, pulsujący otwór. Tosia odwróciła głowę przez ramię i spojrzała na braci z wyrazem czystego, niecierpliwego oczekiwania.
Zosia podeszła do Rafała, stanęła tuż przed nim naga i spojrzała mu prosto w oczy z przekornym uśmiechem.
— No i co? Podoba wam się to, co się dzieje?
Rafał tylko mruknął coś niskim, ochrypłym głosem – coś, co brzmiało jak potwierdzenie. Maks natomiast pokiwał głową żywiołowo, prawie żarliwie, nie potrafiąc oderwać wzroku od wypiętej Tosi.
Zosia i Basia spojrzały na siebie porozumiewawczo. Zosia podeszła bliżej Rafała, Basia – do Maksa. Jednocześnie nachyliły się i pocałowały swoich mężczyzn. Pocałunki były głębokie, namiętne, bardzo zmysłowe. Języki splatały się wolno, wilgotno. Każdy z braci poczuł w ustach swojej kobiety wyraźny, obcy smak – smak drugiego kutasa, który jeszcze przed chwilą był w tych samych ustach. To tylko jeszcze bardziej ich rozpaliło.
Kiedy Zosia oderwała się od Rafała, miała już inne plany. Głos miała cichy, ale stanowczy.
— Tosia czeka na swoich braci.
Wzięła Rafała za rękę i poprowadziła go do łóżka, do wypiętej młodszej siostry. Stanęła z boku, złapała jego twardego penisa i powoli, precyzyjnie przyłożyła główkę do rozchylonych, mokrych warg Tosi. Tosia zadrżała całym ciałem, kiedy poczuła gorące, aksamitne dotknięcie główki na swojej cipce.
Z drugiej strony Basia uśmiechnęła się szelmowsko i poprowadziła Maksa. Maks zrozumiał natychmiast. Ukląkł przed twarzą Tosi i podstawił jej swojego twardego kutasa pod usta. Tosia odruchowo rozchyliła wargi.
Basia spojrzała na Zosię. Zosia lekko skinęła głową.
Zosia położyła dłoń na pośladku Rafała i lekko go popchnęła.
Kutas Rafała z głośnym, mokrym mlaśnięciem zaczął powoli zagłębiać się w cipce Tosi.
Tosia nigdy wcześniej nie miała w sobie prawdziwego penisa. Pierwszy raz. I to był penis jej starszego brata.
Najpierw poczuła tylko nacisk – szeroką, gorącą główkę, która rozchylała jej ciasne, dziewicze wargi. Było mokro, bardzo mokro, ale i tak opór był wyraźny. Skóra rozciągała się, piekła lekko, a jednocześnie fala rozkoszy rozlała się od krocza aż po brzuch. Rafał wchodził centymetr po centymetrze. Tosia czuła, jak każda żyłka na jego trzonie otwiera ją od środka, jak jej ścianki zaciskają się wokół niego w panice i jednocześnie w głodzie. Kiedy główka minęła najciaśniejsze miejsce, coś w niej pękło – nie błona, bo tej już nie było od wcześniejszych pieszczot, ale ostatnia bariera oporu. Rafał wsunął się głębiej. Tosia wydała długi, drżący dźwięk prosto w kutasa Maksa. Czuła się wypełniona w sposób, którego nie potrafiła wcześniej sobie wyobrazić – pełna, rozciągnięta, pulsująca. Każdy milimetr jego penisa palił i jednocześnie sprawiał, że jej cipka zaciskała się rytmicznie, jakby chciała go wciągnąć jeszcze głębiej.
W tym samym momencie Maks naparł biodrami. Jego kutas wsunął się głęboko w usta Tosi, aż główka dotknęła tylnej ściany gardła. Tosia zakrztusiła się lekko, ale nie cofnęła się. Była nabita z dwóch stron – kutas brata w cipce, kutas drugiego brata w gardle.
Rafał dobił do końca. Położył obie dłonie na jej biodrach, ścisnął mocno i zaczął poruszać się delikatnie – wolne, głębokie ruchy w tył i w przód. Każde pchnięcie Rafała w jej mokrą, ciasną cipkę wpychało usta Tosi jeszcze głębiej na kutasa Maksa. Każde pchnięcie Maksa w jej gardło powodowało, że jej biodra cofały się, nabijając cipkę jeszcze mocniej na penisa Rafała. Rytm był wspólny, nieubłagany, jak wahadło.
Basia podeszła do Zosi. Stanęły naprzeciw siebie, nagie, piersi stykające się. Obserwowały, jak ich mężczyźni posuwają młodszą siostrę – Rafał od tyłu, Maks od przodu. Zosia bez słowa wsunęła dłoń między uda Basi. Cipka Basi była bardzo mokra, rozpalona, wargi już rozchylone. Zosia nie bawiła się we wstępy. Od razu wsunęła trzy palce głęboko, aż po knykcie, i zaczęła nimi poruszać. Basia jęknęła głośno, prawie krzyknęła, opierając czoło o ramię Zosi.
Maks i Rafał zsynchronizowali się idealnie. Ich biodra pracowały w tym samym rytmie – kiedy Rafał wbijał się głęboko w cipkę Tosi, Maks jednocześnie wpychał kutasa jeszcze dalej w jej gardło. Kiedy jeden się cofał, drugi napierał. Tosia stała się tylko punktem, w którym spotykały się dwa twarde, pulsujące penisy.
Widok był niemal obsceniczny w swojej intensywności.
Tosia na czworakach, rude włosy rozrzucone po pościeli, plecy wygięte w głęboki łuk. Jej pośladki były czerwone od uderzeń bioder Rafała, a przy każdym pchnięciu widać było, jak ciasna, różowa cipka rozciąga się wokół grubego trzonu starszego brata, wciągając go aż po jądra. Z przodu Maks klęczał, dłonie wplecione w jej włosy, i rytmicznie nabijał jej usta. Ślina spływała jej po brodzie szerokimi strużkami, kapiała na piersi i na pościel. Policzki Tosi były zapadnięte, oczy łzawiły, a za każdym razem, gdy Maks dobijał do końca, wydawała stłumiony, krztuszący dźwięk. Jej ciało kołysało się między braćmi jak wahadło – do przodu na kutasa Maksa, do tyłu na kutasa Rafała.
Tosia czuła się całkowicie wypełniona, prawie rozdarta na dwoje.
W cipce miała gruby, gorący trzon Rafała – każde pchnięcie rozcierało jej ścianki, ocierało o łechtaczkę od środka, sprawiało, że mięśnie brzucha drżały. Było mokro, głośno, piekło i jednocześnie sprawiało rozkosz tak ostrą, że aż kręciło się w głowie. W ustach i gardle miała kutasa Maksa – słonego, twardego, nieustępliwego. Za każdym razem, gdy Rafał wpychał ją do przodu, Maks korzystał z okazji i wchodził jeszcze głębiej, aż główka blokowała jej oddech. Tosia starała się oddać im wszystko. Rozluźniała gardło, ile tylko mogła, ssała, kiedy Maks się cofał, a biodrami napierała naprzeciwko Rafała, jakby chciała wciągnąć go jeszcze głębiej. Łzy spływały jej po policzkach, ale nie z bólu – z nadmiaru. Oddychała tylko w tych krótkich momentach, kiedy Maks pozwalał jej złapać powietrze. Cała istniała tylko po to, żeby być używana przez swoich braci.
Obok nich Zosia niemal gwałciła Basię palcami. Trzy palce wchodziły i wychodziły z głośnym, mokrym chlupotaniem. Cipka Basi była tak mokra, że soki spływały Zosi po nadgarstku. Basia w końcu nie wytrzymała. Wyjęła rękę Zosi ze swojej cipki, mocno pchnęła ją na łóżko tak, że Zosia upadła na plecy tuż obok pieprzonej Tosi, i natychmiast okraczyła jej głowę.
Basia usiadła Zosi na twarzy, cipką prosto na usta, a sama opadła do przodu, aż jej własne usta znalazły się między udami Zosi. Zaczęły lizać się nawzajem z szaleńczą intensywnością.
Basia klęczała nad twarzą Zosi, pośladki uniesione, uda rozchylone. Zosia leżała na plecach, dłonie ściskające biodra Basi, i wbijała język jak najgłębiej w jej rozchyloną, chlupoczącą cipkę. Basia w tym samym czasie ssała łechtaczkę Zosi, wsuwała język głęboko, kręciła nim, przygryzała delikatnie wargi sromowe. Ich ciała tworzyły zamknięty krąg – blond włosy Basi spływały na brzuch Zosi, piersi Zosi ugniatały się pod ciężarem Basi, a obie cipki były czerwone, mokre i całkowicie wystawione. Słychać było tylko głośne, wilgotne odgłosy lizania, cmokania i stłumione jęki, które obie wydawały prosto w siebie nawzajem.
Pokój wypełniała kakofonia.
Jęki całej piątki. Głośne, rytmiczne klaskanie, kiedy biodra Rafała uderzały o mokre pośladki Tosi. Odgłosy krztuszenia się Tosi za każdym razem, gdy Maks wpychał się zbyt głęboko. Mokre chlupotanie języków Zosi i Basi.
I wtedy Tosia doszła.
Orgazm uderzył ją z taką siłą, że całe ciało wygięło się w łuk. Cipka zaciśnięta wokół kutasa Rafała zaczęła drgać w gwałtownych, rytmicznych skurczach – tak mocnych, że Rafał musiał przytrzymać ją biodrami, żeby nie zsunęła się z niego. Gardło zacisnęło się wokół penisa Maksa, a z ust Tosi wydobył się długi, stłumiony, prawie zwierzęcy dźwięk. Oczy przewróciły się jej do tyłu, uda zadrżały niekontrolowanie, a soki trysnęły wzdłuż trzonu Rafała, spływając po jego jądrach. Skurcze przechodziły falami – jedna za drugą, coraz silniejsze, aż Tosia zaczęła szlochać z nadmiaru, wciąż nabijana z obu stron, niezdolna nawet do złapania oddechu.
Tosia, całkowicie zdekoncentrowana orgazmem, opadła prawie bez sił na pościel. Jej ciało zsunęło się z obu kutasów jednocześnie – z penisa Rafała i z penisa Maksa – z głośnym, mokrym odgłosem. Leżała na brzuchu, oddychając płytko, rude włosy rozrzucone, uda wciąż drżące, a z cipki spływała gruba strużka soków.
Basia uniosła głowę znad cipki Zosi. Usta miała lśniące, a na twarzy szeroki, rozbawiony uśmiech.
— To się dopiero nazywa orgazm — powiedziała ochryple. Potem uniosła wzrok jeszcze wyżej, na Maksa i Rafała. — Ale to nie koniec. Ja i Zosia też potrzebujemy was poczuć.
Rafał skinął głową, wciąż ciężko oddychając, kutas lśniący od soków Tosi.
Maks spojrzał na brata. Głos miał cichy, prawie ostrożny.
— Moglibyśmy się… wymienić dziewczynami?
Rafał przez chwilę milczał. Potem skinął głową z powagą.
— Tak. Nawet powinno tak być.
Basia zeszła z twarzy Zosi. Zosia wydała cichy dźwięk zawodu – cipka siostry nagle zniknęła spod jej języka i zostawiła ją głodną. Basia odwróciła się do Rafała.
— Połóż się.
Rafał posłusznie opadł na plecy tuż obok Zosi. Basia natychmiast okraczyła go nogami, twarzą do jego twarzy. Złapała jego kutasa, przyłożyła główkę do swojej rozchylonej, mokrej cipki i bez wahania opadła w dół. Głośny, długi jęk wyrwał się jej z gardła, kiedy wzięła go całego.
W tym samym czasie Maks podszedł do Zosi. Klęknął między jej rozchylonymi nogami i zaczął delikatnie gładzić wewnętrzną stronę jej ud, przesuwając dłonie coraz wyżej, coraz bliżej lśniącej cipki. Tosia, wciąż jeszcze oszołomiona, uniosła głowę i z rosnącym zainteresowaniem przyglądała się wszystkiemu.
Maks złapał Zosię mocno za uda, rozchylił je szeroko i stanowczo. Przyłożył główkę swojego penisa do jej wejścia. Zosia zadrżała. Spojrzała w bok – prosto na leżącego obok Rafała, na którego właśnie nabijała się Basia. Czuła radosne, prawie ekscytujące oczekiwanie. Za chwilę na oczach swojego chłopaka miała zostać zerżnięta przez jego brata. Wydawało się to niestosowne, niemal skandaliczne… ale nie tu i nie teraz. Teraz było tylko pożądanie i dziwna, gorąca radość z tego, że wszyscy w tym uczestniczą.
Basia opadła cipką aż do końca na kutasa Rafała i jęknęła głośno.
I wtedy Zosia poczuła, jak Maks w nią wchodzi.
Było to zupełnie nowe i jednocześnie cholernie podniecające.
Główka Maksa była grubsza niż Rafała, bardziej zaokrąglona. Rozchyliła jej wargi sromowe z lekkim oporem, mimo że była mokra jak nigdy. Zosia poczuła, jak centymetr po centymetrze jej ścianki rozciągają się wokół obcego trzonu. Inny kąt. Inna grubość. Inny rytm bicia serca, które czuła w jego penisie. Rafał był w niej już dziesiątki razy – znała każdy milimetr jego kształtu. Maks był nowy. Wchodził wolno, ale nieubłaganie, aż jądra dotknęły jej pośladków. Zosia wygięła się w łuk, dłonie zacisnęły się na pościeli, a z ust wyrwał się długi, drżący jęk. Czuła, jak jej cipka zaciska się wokół niego w panice i jednocześnie w czystym głodzie. Była wypełniona obcym kutasem, a jej chłopak leżał pół metra dalej i na to patrzył.
Rafał patrzył.
Widział, jak kutas jego brata znika w cipce Zosi – tej samej cipce, którą kochał, którą lizał, w której spędzał noce. Widział, jak wargi Zosi rozciągają się wokół obcego trzonu, jak jej brzuch drży, jak oczy zamykają się z rozkoszy. Czuł zazdrość – ostrą, kłującą, prawdziwą. Kochał ją do szaleństwa. A mimo to właśnie pieprzył Basię i pozwalał, by Maks wbijał się w Zosię na jego oczach. To było szalone. Absurdalne. I jednocześnie… czuł się z tym dobrze. Podniecenie było silniejsze niż zazdrość. Widok Zosi biorącej kutasa jego brata sprawiał, że jego własny penis w cipce Basi twardniał jeszcze bardziej.
Basia zaczęła ujeżdżać Rafała gorączkowo, szybko, dziko. Unosiła się prawie całkowicie, aż tylko główka zostawała w niej, i opadała z całej siły, nabijając się na całą długość. Przy każdym ruchu czuła, jak jego gruby kutas rozpycha ją od środka, rozciera ścianki, uderza w najgłębszy punkt. Jęczała głośno, rytmicznie, biodra pracowały jak tłok.
Maks poruszał się w cipce Zosi wolniej, niemal niedowierzająco. Sam nie mógł uwierzyć, że właśnie posuwa dziewczynę swojego brata – i to na jego oczach. Przez chwilę to go nawet przytłaczało. Aż zobaczył, co robi Basia.
Jego dziewczyna. Ta, w której dopiero co się zakochał. Ta, która zgodziła się być z nim parą.
Teraz unosiła się i opadała na kutasie jego brata w szaleńczym, nieokiełznanym tańcu.
Widok był hipnotyzujący.
Widok był hipnotyzujący.
Maks patrzył, jak uda Basi zaciskają się mocno na biodrach Rafała, jak jej plecy prężą się w łuk przy każdym uniesieniu, jak piersi podskakują, a pośladki uderzają o uda brata z głośnym, mokrym klaskaniem. Widział, jak jej cipka wciąga i wypycha gruby trzon Rafała, lśniąca od soków, rozciągnięta do granic. Powinien był czuć zazdrość. Zamiast tego czuł tylko podniecenie i dziwny, gorący podziw. Widział, ile czystej radości i przyjemności sprawia jej ten akt – i nie potrafił tego nienawidzić.
Spojrzał w dół na Zosię. Było jej wyraźnie dobrze. Czuł, jak jej cipka rytmicznie zaciska się wokół niego, słyszał jej urywane, wysokie jęki.
Głos Rafała przebił się przez wszystkie odgłosy:
— Pieprz ją mocniej, Maks. Ona lubi ostrzej.
Zosia, jęcząc, wydyszała potwierdzenie:
— Tak… tak, naprawdę lubię…
Maks przyspieszył. Biodra uderzały teraz mocniej, głębiej, z wyraźnym klaskaniem.
Tosia pozbierała się na tyle, że poczuła nowe, natarczywe mrowienie między udami. Nie wahając się długo, okraczyła głowę Rafała i opuściła swoją mokrą, wciąż drgającą cipkę prosto na jego usta. Naprzeciw swojej twarzy zobaczyła twarz Basi – półprzymknięte powieki, rozchylone, czerwone usta, ciało unoszące się i opadające w szaleńczym rytmie. Basia wyglądała pięknie. Prawie dziko.
Tosia poczuła pierwsze, delikatne liźnięcie języka Rafała. Potem drugie. Gorąco rozlało się jej po brzuchu. Rafał, widząc nad sobą cipkę młodszej siostry, uznał, że niezależnie od tego, jak niemoralne to było, nie sposób oprzeć się tej energii, która z niej biła. Liznął ją dokładnie, potem drugi raz, a kiedy Tosia naparła mocniej, po prostu usztywnił język i wbił go jak najgłębiej w jej rozchyloną szparę. Tosia krzyknęła z rozkoszy.
Wciąż lizana – wręcz pieprzona językiem – przez Rafała, Tosia gorączkowo przyciągnęła do siebie twarz Basi. Ich usta zderzyły się.
Pocałunek był mokry, niechlujny i całkowicie pozbawiony zahamowań.
Tosia wsunęła język głęboko, kręcąc nim żarliwie, a Basia odpowiedziała tym samym – ssała jej wargi, przygryzała, wymieniała ślinę. Całowały się tak, jakby chciały pożreć się nawzajem. Dłonie wędrowały jednocześnie: Tosia ściskała piersi Basi, ugniatała sutki, Basia robiła to samo z piersiami Tosi. Ich oddechy mieszały się, jęki przechodziły prosto z ust do ust, a ciała kołysały się w tym samym rytmie – jedna nabita na kutasa, druga z językiem brata w cipce.
Zosia w tym czasie zatracała się całkowicie.
Kochała Rafała. Uwielbiała go. Ale w głębi serca już od kilku dni domyślała się, że potrzebuje więcej. Jeszcze niedawno była dziewicą. Dzisiaj wiedziała, że seks może być nie tylko przyjemny – może być uzależniający. Mogłaby wymusić na sobie wierność. Mogłaby wymusić ją na Rafale. Tylko po co? Po to, żeby tłumić własną naturę? Przecież mogli robić to, co sprawia im przyjemność, nie raniąc się nawzajem. Oddawać siebie nawzajem komuś innemu. Być braną na oczach ukochanego. Patrzeć, jak on pieprzy inne. To było niesamowite. I w tej właśnie chwili Zosia zrozumiała, że ich związek nigdy nie będzie taki jak inne. Zawsze będą się kochać. I zawsze będą szukać nowych podniet, nowych wrażeń.
Skupiła się więc tylko na uczuciu.
Maks posuwał ją ostro.
Każde pchnięcie było mocne, głębokie, nieubłagane. Jego grubszy kutas rozcierał jej ścianki pod innym kątem niż Rafał, uderzał w nieco inne miejsca, sprawiał, że łechtaczka ocierała się o nasadę trzonu przy każdym ruchu. Cipka chlupotała głośno, soki spływały po jej pośladkach i po jego jądrach. Zosia czuła, jak jej mięśnie zaciskają się rytmicznie, jak fala ciepła narasta od dołu brzucha, jak sutki bolą od napięcia. Była wypełniona obcym penisem, a jej chłopak leżał tuż obok, pieprzony przez Basię, i patrzył. To podwójne poczucie – bycia braną i bycia oglądaną – sprawiało, że rozkosz była jeszcze ostrzejsza, jeszcze bardziej uzależniająca.
Maks ostro posuwał Zosię. Biodra uderzały o jej uda z głośnym, mokrym klaskaniem, a każdy ruch był głęboki i bezlitosny. Zosia jęczała coraz głośniej, coraz wyżej. Uwielbiała to uczucie – kiedy kutas zagłębiał się w niej gwałtownie, kiedy nie było miejsca na delikatność. Czuła się wtedy najbardziej podniecona. Kochała poczucie, że jest używana.
Z Rafałem było inaczej. Rafał kochał ją. Nawet kiedy brał ją mocno, w jego ruchach zawsze była czułość, uczucie, miłość. Kochała go za to. Ale czasem – właśnie teraz – potrzebowała ostrego, niemal brutalnego rżnięcia. I Maks właśnie jej to dawał. Jego dłonie bawiły się jej piersiami natarczywie: ściskały, ugniatały, pociągały za sutki, czasem aż za mocno. Zosia wygięła się w łuk, przyjmując każde pchnięcie z otwartymi ustami i zamkniętymi oczami. Radość z bycia penetrowaną była niemal fizyczna – fala za falą rozlewała się od cipki aż po sutki, sprawiając, że całe ciało drżało w oczekiwaniu na więcej.
Basia ujeżdżała Rafała coraz szybciej, coraz bardziej dziko. Uwielbiała tę wielość doznań: gruby kutas Rafała drążył jej cipkę, a Tosia całowała ją namiętnie i ściskała jej piersi. Soki spływały z niej tak obficie, że cipka po prostu ślizgała się po jego trzonie. Rafał był wielki – czuła to przy każdym opadnięciu – ale była tak mokra, że nie stawiała prawie żadnego oporu. Tylko mokre, rytmiczne mlaśnięcia i jej własne, urywane jęki.
Rafał w tym czasie sumiennie lizał cipkę Tosi. Zatracał się w jej smaku – słodkawym, intensywnym, młodszym niż smak Zosi czy Basi. Język przesuwał się po każdej fałdce warg sromowych, zbierał soki, krążył wokół łechtaczki. W pewnym momencie zjechał wyżej. Poczuł zaciśnięty, różowy zwieracz odbytu. Bez wahania wbił w niego usztywniony język.
Tosia zawyła.
Do tej pory tylko czasem, sama, delikatnie muskała tę dziurkę palcem. Teraz czuła, jak język starszego brata przełamuje opór i zagłębia się w niej.
Rafał pieścił jej odbyt z rosnącą żarliwością. Najpierw tylko krążył czubkiem języka wokół zaciśniętego pierścienia, zwilżając go, rozluźniając. Potem nacisnął mocniej. Język wsunął się do środka – najpierw tylko czubek, potem coraz głębiej. Tosia szarpała się nad nim, ale nie odsuwała. Rafał kręcił językiem wewnątrz, rozciągał zwieracz, cofał się i znów wbijał, tym razem jeszcze głębiej. Ślina spływała mu po brodzie, a Tosia wydawała długie, zaskoczone, prawie zwierzęce dźwięki. Jej biodra napierały na jego twarz, jakby chciała wziąć język jeszcze dalej. Rafał nie przestawał. Lizał, ssał, wbijał się usztywnionym językiem w rytm, w jakim Basia ujeżdżała jego kutasa.
Zosia czuła, że orgazm jest już bardzo blisko.
— Mocniej… — błagała urywanym, prawie szlochającym głosem. — Pierdol mnie mocniej, Maks… proszę…
Maks posłuchał. Zaczął wbijać się w nią niczym młot pneumatyczny – mocno, szybko, zdecydowanie, aż łóżko dudniło. Każde pchnięcie wydobywało z Zosi głośny, wysoki dźwięk.
I wtedy świat zawirował.
Orgazm uderzył ją z taką siłą, że na moment straciła orientację.
Ciało wygięło się w niemożliwy łuk, cipka zaciśnięta wokół kutasa Maksa zaczęła drgać w gwałtownych, niekontrolowanych skurczach – tak mocnych, że Maks musiał przytrzymać ją biodrami. Fale przechodziły jedna za drugą, coraz silniejsze, aż Zosia zaczęła szlochać z nadmiaru. Była szczęśliwa. Szczęśliwa, że jest pieprzona mocno i zdecydowanie. Szczęśliwa, że jest używana. Szczęśliwa, że może się tak całkowicie oddać, bez czułości, bez hamulców, tylko czysta, surowa rozkosz. Skurcze wstrząsały nią długo, aż uda zaczęły jej drżeć niekontrolowanie, a z ust wydobywał się tylko bezładny, radosny bełkot.
Maks patrzył na Zosię z czystym podziwem. Takiego orgazmu nie widział u żadnej dziewczyny wcześniej. Jej ciało wciąż drżało w drobnych, opóźnionych skurczach, uda miała mokre, a z cipki spływała gruba strużka soków po jego wciąż wbitym kutasie. Oddychała płytko, z otwartymi ustami, jakby dopiero wracała z bardzo daleka.
Basia ujeżdżała Rafała coraz szybciej, coraz bardziej nierówno. Zbliżała się już od dłuższego czasu – czuła, jak fala narasta, jak mięśnie brzucha twardnieją, jak cipka zaczyna drżeć wokół grubego trzonu. I wtedy Tosia nachyliła się i mocno, prawie boleśnie przygryzła jej sutek.
Wszystko eksplodowało.
Orgazm Basi był przede wszystkim głośny.
Krzyknęła tak, że głos załamał się jej w połowie. Przeklinała – krótkie, urywane, prawie zwierzęce słowa – i błagała jednocześnie:
— Nie przestawaj… kurwa, nie przestawajcie… Tosia… Rafał… proszę…
Ciało rzucało nią na wszystkie strony. Biodra szarpały się niekontrolowanie, piersi podskakiwały, a cipka zaciskała się wokół kutasa Rafała w tak gwałtownych skurczach, że aż bolało. Soki trysnęły wzdłuż trzonu, spływając po jego jądrach i udach. Basia wygięła się do tyłu, potem do przodu, chwyciła Tosię za włosy i przycisnęła jej usta do swoich piersi, wciąż krzycząc i drżąc. Orgazm trwał długo – fala za falą, aż w końcu osunęła się do przodu, na piersi Rafała, całkowicie wyczerpana.
Zosia w tym czasie powoli wracała do siebie, wciąż rytmicznie posuwana przez Maksa. Świadomość ledwo zarejestrowała krzyk Basi. Kiedy Basia wreszcie ucichła, Zosia odwróciła głowę przez ramię i wydyszała:
— Weź mnie od tyłu…
Maks wycofał się z niej. Zosia błyskawicznie obróciła się na brzuch, uniosła biodra wysoko i wypięła tyłek. Była tak mokra, że Maks nie potrzebował nawet celować – po prostu wbił się aż po nasadę jednym, płynnym ruchem. Zosia jęknęła głośno. Maks położył obie dłonie na jej biodrach i zaczął nabijać jej cipkę na swojego kutasa mocnymi, głębokimi pchnięciami. Ich ciała klaskały o siebie przy każdym zetknięciu – mokro, głośno, rytmicznie.
W pewnym momencie Maks uniósł dłoń i dał jej siarczystego klapsa w pośladek.
Zosia poczuła ostry ból… i natychmiast dreszcz czystej rozkoszy. Cipka zacisnęła się wokół niego.
— Tak! — krzyknęła. — Właśnie tak chcę! Tego chcę!
Maks posłuchał. Posuwał ją mocno, a jednocześnie okładał jej pupę głośnymi, wyraźnymi klapsami. Każdy klaps sprawiał, że cipka Zosi zaciskała się jeszcze mocniej, prawie ssąc jego kutasa.
Rafał czuł się przytłoczony. Miał przed oczami tylko cipkę i odbyt Tosi – nadal lizał ją, kiedy Basia orgazmowała nad nim. Czuł, jak Basia osuwa się z jego kutasa, mokra i drżąca. Chwilę później Tosia sprawnie przeskoczyła na jej miejsce. Okraczyła go nogami, złapała jego lśniący od soków penis i zaczęła powoli opuszczać się na niego.
Młodsza siostra była nieprawdopodobnie ciasna. Mokre ścianki zaciskały się wokół niego jak gorąca, aksamitna rękawiczka. Tosia opadła aż do końca, usiadła mu na udach i przez chwilę tylko oddychała, przyzwyczajając się. Miał przed oczami jej płaski brzuszek, małe, piegowate piersi z twardymi sutkami i rozchylone, czerwone usta. Potem zaczęła się poruszać – najpierw powoli, testując, potem coraz szybciej, coraz pewniej, ujeżdżając go z rosnącą żarliwością.
Basia pozbierała się po orgazmie. Wstała na drżących nogach i podeszła do Maksa. Maks właśnie ostro posuwał Zosię od tyłu i dawał jej kolejne klapsy. Basia stanęła za nim, zaczęła muskać palcami jego plecy, potem pośladki. Całowała go w kark, w ucho, a szeptem, gorąco, mówiła:
— Pieprz moją siostrzyczkę… zerżnij jej tę mokrą cipkę… bij ją po tej ładnej dupce…
Maks był już na skraju. Dłonie Basi gładziły jego pośladki coraz śmielej, coraz głębiej zapuszczając się w rowek między nimi.
Tosia ujeżdżała Rafała coraz szybciej, niemal szaleńczo. Unosiła się i opadała z całej siły, a każdy ruch sprawiał, że gruby kutas brata rozpychał jej wąską cipkę do granic. Czuła go każdym centymetrem – od rozciągniętych warg sromowych aż po najgłębszy punkt. Była tak mokra, że słychać było głośne, rytmiczne mlaśnięcia. Orgazm zbliżał się wielkimi krokami.
I nagle eksplodowała.
Opadła do przodu, prosto na piersi Rafała, całe ciało szarpane gwałtownymi spazmami. Cipka zaciskała się wokół niego w niekontrolowanych, rytmicznych skurczach. Rafał złapał jej twarz i pocałował – głęboko, mokro, pożerająco. Tosia jęczała prosto w jego usta, drżąc, aż fala wreszcie zaczęła opadać.
Kiedy świadomość trochę wróciła, wyszeptała mu prosto w usta, głosem drżącym i jednocześnie błagalnym:
— Spuść się we mnie… proszę… zawsze chciałam poczuć, jak sperma zalewa mnie od środka… zalej mnie, braciszku… zalej swoją siostrę…
Rafał, pobudzony jej prośbami, złapał ją mocno za biodra i zaczął wbijać się od dołu – szybko, mocno, głęboko. Kilka ostatnich, gwałtownych pchnięć i spełnił jej życzenie.
Tosia poczuła to natychmiast.
Najpierw silne, gorące uderzenie – pierwsza salwa spermy trysnęła prosto w najgłębszy punkt jej cipki. Potem druga, trzecia, czwarta… gęste, pulsujące strzały wypełniały ją coraz bardziej. Czuła, jak ciepło rozlewa się w niej, jak jej ścianki są zalewane od środka nasieniem własnego brata. To było zakazane, brudne i jednocześnie najbardziej podniecające uczucie, jakiego doświadczyła. Cipka zaciskała się odruchowo, jakby chciała zatrzymać w sobie każdą kroplę. Sperma było jej tak dużo, że w końcu znalazła ujście – zaczęła wypływać wokół trzonu Rafała, spływając po jego jądrach i po jej udach. Tosia szlochała z rozkoszy, wtulona w niego, powtarzając tylko:
— Tak… tak… właśnie tak…
W tym samym czasie Maks wciąż ostro posuwał Zosię od tyłu. Basia stała za nim, całowała go po karku i szeptała do ucha brudne zachęty, a jej palce coraz śmielej bawiły się jego odbytem. Maks widział orgazm Tosi, słyszał jej błagania, widział, jak Rafał spuszcza się w młodszą siostrę. To wszystko było już na granicy.
I wtedy Basia gwałtownie wbiła w niego palec wskazujący – głęboko, aż po knykcie.
Maks poczuł to całym ciałem.
Palec w odbycie, cipka Zosi zaciskająca się wokół niego, głos Basi w uchu, widok Tosi zalewanej spermą brata… tego było za dużo. Ryk wydobył się mu z gardła, biodra szarpnęły do przodu i zaczął się spuszczać.
Orgazm był niemal bolesny w swojej intensywności.
Każdy strzał spermy był silniejszy przez palec Basi, który poruszał się w nim rytmicznie. Czuł, jak jądra kurczą się, jak fala za falą wypycha nasienie prosto w głąb cipki Zosi. Palec w tyłku sprawiał, że skurcze były głębsze, dłuższe, niemal rozsadzające. Maks wbijał się do końca przy każdym wytrysku, rycząc, drżąc, całkowicie tracąc kontrolę.
Zosia poczuła pierwsze gorące salwy w sobie i natychmiast dostała kolejnego orgazmu.
Słabszego niż poprzedni, ale dłuższego, ciągnącego się falami. Cipka drgała wokół pulsującego kutasa Maksa, przyjmując każdą porcję spermy, a ona sama tylko jęczała w poduszkę, szczęśliwa, użyta, pełna.
Wszyscy opadli na łóżko, nie mając już sił na nic.
Oddychali ciężko, ciała lśniące od potu i soków. Wymieniali tylko gorączkowe, leniwe pocałunki.
Zosia przywarła całym ciałem do Rafała – z jej cipki wolno wyciekała gęsta sperma Maksa, spływając po udzie.
Maks legł obok Basi, obejmując ją jedną ręką.
A naga Tosia położyła się w poprzek na wszystkich – rude włosy rozrzucone, małe piersi przyciśnięte do czyjegoś brzucha. Z jej cipki sączyła się jeszcze sperma Rafała, kapiąc powoli prosto na kutasa Maksa.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
3 komentarze
PisarkaMojegoPisarza
[komentarz oczekuje na moderacje]
Anonim96
[komentarz oczekuje na moderacje]
Wombat
[komentarz oczekuje na moderacje]
Bisexwaw
@Wombat ot moja własna fantazja, nie musi ale chciałem żeby to robiła, ot i cała zagadka ale dla uspokojenia dodam, że równie często będzie to robiła sam na sam z Rafałem