
Zasnęła wieczorem dość szybko – zmęczona wszystkim, co wydarzyło się wcześniej – ale obudziła się punktualnie po czwartej. Pokój był cichy, tylko cienka smuga światła zza zasłon kładła się na podłodze. Przewróciła się na bok, potem na drugi, potem znów na plecy. Kołdra stała się nagle zbyt ciężka, prześcieradło wręcz topiło się pod nią. Przesunęła nogę, potem drugą, wplotła stopy w pościel, wyplątała je. Westchnęła cicho. Znów się przewróciła, tym razem na brzuch, wtulając twarz w poduszkę. Nic nie pomagało. Myśli nie chciały ucichnąć.
Rozmyślała o wczorajszym wieczorze.
Było to dla niej coś niesamowitego – wszystkie te rozpalone ciała, usta, dłonie, zapachy skóry i potu, dźwięki. Wspomnienie tego wszystkiego rozpalało ją na nowo. Powinna była być spokojna. W końcu zaspokoiła swoje zakazane pragnienia. I po części rzeczywiście je zaspokoiła. O dziwo przemożne pragnienie intymności, które odczuwała wobec braci, przycichło. Nie zniknęło całkiem – nadal gdzieś tliło się pod powierzchnią – ale przestało palić. Jakby wczorajsze spełnienie fantazji ugasiło najgorętszą fazę tej gorączki.
A jednak leżała teraz i była rozpalona.
Bezosobowo. Po prostu ciałem. Czuła, że jej cipka jest niesamowicie mokra – wilgoć zbierała się między udami, kleiła skórę. Oddychała coraz głębiej. Pot zaczął spływać jej po skroniach, po szyi, po dolinie między piersiami. W końcu zdecydowanym ruchem odrzuciła kołdrę. Powietrze w pokoju było chłodniejsze, ale jej skóra paliła.
Sięgnęła do koszulki nocnej i ściągnęła ją jednym ruchem przez głowę. Materiał przykleił się na chwilę do spoconej skóry, potem zsunął się. Zaraz potem uniosła biodra i zsunęła majteczki – już całkowicie przemoczone – w dół nóg i odrzuciła je na podłogę.
Leżała naga.
Ciało lśniło od potu w półmroku. Piersi unosiły się i opadały przy każdym głębszym oddechu, sutki były twarde, ciemniejsze od reszty skóry. Brzuch płaski, lekko drżący. Uda rozchylone, a między nimi – cipka, która lśniła od własnych soków. Zapach podniecenia był wyraźny, intensywny, mieszający się z zapachem czystego potu. Tosia przejechała dłonią po własnym brzuchu, potem niżej.
Palce najpierw tylko musnęły zewnętrzne wargi. Były opuchnięte, gorące, śliskie. Rozchyliła je delikatnie i wsunęła opuszkę środkowego palca między nie. Wilgoć była gęsta, ciągnąca się. Przesunęła palcem w górę, znalazła łechtaczkę – twardą, wrażliwą – i okrążyła ją raz, drugi. Westchnęła głośniej. Wsunęła ten sam palec głębiej, poczuła, jak jej własne ścianki zaciskają się wokół niego. Dodała drugi. Poruszała nimi powoli, spiralnie, zbierając soki, które spływały po nadgarstku.
— Za mało… — wyszeptała do pustego pokoju.
Z rozmysłem i całkowitą premedytacją zaczęła się masturbować delikatniej, dokładniej.
Palce krążyły wokół łechtaczki, potem wsuwały się do środka, potem znów wracały. Rytm był wolny, niemal leniwy, ale konsekwentny. Biodra unosiły się lekko naprzeciw ruchów dłoni. Oddychała otwartymi ustami, westchnienia stawały się coraz dłuższe. Drugą ręką sięgnęła do piersi. Najpierw tylko pogładziła, potem ścisnęła, znalazła sutek i przetoczyła go między palcami. Pociągnęła delikatnie, potem mocniej. Jednocześnie palce w cipce przyspieszyły – teraz trzy, wsuwające się głęboko, wyginające się, szukające tego miejsca, które zawsze sprawiało, że traciła oddech.
Pot spływał jej po skroniach, po szyi, po piersiach. Zapach jej własnego podniecenia wypełniał powietrze. Włosy przykleiły się do spoconego czoła. Tosia wiła się na pościeli, nogi rozchylone szeroko, stopy wpięte w prześcieradło. Masturbowała się i pieściła piersi jednocześnie – jedna dłoń pracowała między udami, druga ugniatała, szczypała, ciągnęła. Jęki stawały się głośniejsze, choć starała się je tłumić.
W pewnym momencie otworzyła oczy i spojrzała w ciemność sufitu.
To było za mało.
Palce, własne dłonie, własny oddech… wszystko to dawało przyjemność, ale nie wystarczało. Chciała kogoś. Kogokolwiek. Ust, ciężaru ciała, głosu. Westchnęła głośno i rozczarowanie zmieszało się z wciąż narastającym podnieceniem.
Tosia nie przestawała.
Palce pracowały między jej udami coraz pewniej, mokre odgłosy wypełniały półmrok pokoju. Była tak rozpalona, że każde lekkie otarcie o łechtaczkę wysyłało iskry wzdłuż kręgosłupa. Westchnęła głośno i zamknęła oczy, próbując dać swojej wyobraźni wolną rękę.
Najpierw pojawił się Rafał.
Widziała siebie na kolanach przed nim, biorącą jego grubego kutasa głęboko do gardła, ślinę spływającą po brodzie. Potem już leżała na plecach, a on wbijał się w nią mocno, trzymając jej uda szeroko rozchylone. W następnej chwili była na brzuchu, twarzą w poduszce, a Rafał brał ją od tyłu, biodra uderzały o jej pośladki, a ona tylko jęczała i prosiła o więcej. Sceny mieszały się, nakładały na siebie – raz ssała go, raz była rżnięta na stole, raz on liżąc jej cipkę, a ona wiła się pod jego językiem. W każdym obrazie oddawała mu się całkowicie, brała wszystko, co jej dawał, i prosiła o jeszcze. Jej własne palce przyspieszyły, naśladując te wyobrażone pchnięcia. Pot spływał jej po skroniach, po piersiach, a cipka chlupotała głośno.
Westchnienie.
Głęboki oddech.
I nagle twarz Rafała zniknęła. Zastąpiła ją twarz Maksa.
Tosia jęknęła głośniej.
Teraz wyobrażała sobie, że jest na dworze, oparta o szorstki pień drzewa. Maks stoi za nią, sukienka podciągnięta do pasa, stringi ściągnięte na jedno kolano. Wchodzi w nią ostro, jednym ruchem, aż po nasadę. Trzyma ją mocno za biodra i rżnie – szybko, głęboko, bezlitośnie. Każde pchnięcie sprawia, że jej piersi ocierają się o korę, a ona tylko wypina się bardziej, biorąc go jeszcze głębiej. Słyszy mokre odgłosy, słyszy jego ciężki oddech przy swoim uchu, czuje, jak jego jądra uderzają o jej cipkę. W fantazji Maks pochyla się, gryzie jej kark, a druga ręka sięga do przodu i zaciska na jej łechtaczce. Tosia w rzeczywistości wiła się na łóżku, trzy palce wbijały się w nią głęboko, kciuk tarł łechtaczkę, a druga dłoń ściskała sutek prawie do bólu. Zapach jej własnego podniecenia był intensywny, wilgoć spływała już po pośladkach i wsiąkała w prześcieradło.
Inne obrazy mieszały się z tą główną sceną:
Maks biorący ją na stojąco przy ścianie, jej nogi owinięte wokół jego bioder.
Maks kładący ją na stole w kuchni i rżnący tak mocno, że talerze brzęczą.
Maks trzymający ją za włosy, podczas gdy ona ssie go na kolanach, a potem on znowu wchodzi w nią od tyłu.
Każda wizja sprawiała, że jej ruchy stawały się szybsze, bardziej chaotyczne. Oddychała otwartymi ustami, pot spływał jej po całym ciele, a biodra unosiły się naprzeciw własnej dłoni.
W pewnym momencie twarz Maksa zaczęła się rozmazywać.
Na jej miejscu pojawiła się twarz Basi.
Tosia leżała z zamkniętymi oczami, a wyobraźnia podsuwała kolejny obraz.
Widziała siebie przywiązaną do łóżka.
Nadgarstki uniesione nad głową i mocno związane miękkimi, czarnymi szarfami do wezgłowia. Kostki rozchylone szeroko i przymocowane do nóg łóżka tak, że nie mogła ich zsunąć. Leżała całkowicie naga, ciało wygięte, piersi uniesione, brzuch drżący. Pościel pod nią była już wilgotna. Nie mogła się ruszyć, mogła tylko czekać i brać. W fantazji jej własna cipka pulsowała tak mocno, że czuła każde uderzenie serca między udami. Była bezbronna, wystawiona, i właśnie to podniecało ją najbardziej.
Nad nią pojawiła się Basia.
W wyobraźni Basia klęczała między jej rozchylonymi nogami i żarłocznie, bez żadnej delikatności, wbiła twarz w jej cipkę. Język lizał szeroko, zbierał soki, ssał łechtaczkę, potem wsuwał się głęboko do środka. Jednocześnie dwa cienkie palce wcisnęły się w jej cipkę, a kolejny – wilgotny od śliny – powoli, centymetr po centymetrze, wszedł w odbyt. Basia liżąc, pieprzyła ją palcami w oba otwory naraz, a drugą ręką ugniatała jej piersi, szczypiąc sutki. Potem uniosła się wyżej i zaczęła lizać całe ciało Tosi – brzuch, piersi, pachy, szyję, wracając za każdym razem do cipki i tyłka. Tosia w fantazji wiła się w więzach, jęczała, błagała o więcej, a w rzeczywistości jej własne palce pracowały już ostro i chaotycznie.
Masturbowała się teraz naprawdę mocno.
Trzy, potem cztery palce wbijały się w nią głęboko, szybko, mokro. Kciuk tarł łechtaczkę bezlitośnie. Druga dłoń ściskała pierś tak mocno, że paznokcie zostawiały ślady. Biodra unosiły się wysoko naprzeciw ruchów dłoni, pościeradło pod nią było już całkowicie mokre. Pot spływał strumieniami po skroniach, po szyi, po piersiach, spływał między pośladkami. Cipka pulsowała tak intensywnie, że czuła każdy skurcz wokół własnych palców. Oddychała otwartymi ustami, krótkimi, urywanymi westchnieniami. Światło wpadające przez szparę w zasłonach kładło się na jej spoconym brzuchu i lśniących udach.
Twarz Basi rozmazała się.
Na jej miejscu pojawiła się Zosia.
W nowej wizji Zosia stała na czworaka przed nią, mocno wypięta, pośladki uniesione. Tosia klęczała z tyłu i wbiła twarz między nie. Lizała najpierw szeroko, od cipki aż po odbyt, zbierając soki. Potem skupiła się wyłącznie na zwieraczu – krążyła czubkiem języka, naciskała, wsuwała go do środka, rozluźniała, ssała. Jednocześnie dłonie ugniatały pośladki Zosi, rozchylały je jeszcze bardziej. W fantazji słyszała jęki starszej dziewczyny, czuła zapach jej skóry i podniecenia, a sama w rzeczywistości rżnęła się własnymi palcami coraz szybciej, coraz głębiej.
Inne urywki mieszały się z tą sceną:
Zosia siedząca jej na twarzy.
Basia i Zosia jednocześnie liżące jej piersi.
Ktoś niewidoczny trzymający jej głowę, podczas gdy ona ssie.
Tosia otworzyła oczy.
Była tak rozpalona, że prawie bolało. Cipka pulsowała niekontrolowanie, soki spływały już po pośladkach. Sięgnęła ręką do szuflady nocnego stolika i pociągnęła za uchwyt.
Wewnątrz, wśród kilku innych zabawek, leżał duży, ciężki, stalowy korek analny. Był chłodny w dotyku, gładki, o wyraźnie stożkowatym kształcie, z szeroką podstawą, która miała go utrzymać w środku. Tosia wzięła go w dłoń, poczuła jego wagę i przez chwilę tylko patrzyła. Potem uniosła biodra, rozchyliła pośladki jedną ręką i przyłożyła chłodny czubek do swojego zwieracza.
Wcisnęła.
Najpierw tylko czubek – opór był wyraźny, mięśnie zacisnęły się odruchowo. Tosia wzięła głęboki oddech, rozluźniła się na siłę i nacisnęła mocniej. Stalowy trzon wsunął się centymetr po centymetrze, rozciągając ją bezlitośnie. Pieczenie mieszło się z ostrą, intensywną przyjemnością. Kiedy najszersza część przeszła przez pierścień mięśni, korek wsunął się do końca z wyraźnym, mokrym dźwiękiem. Szeroka podstawa oparła się o jej pośladki, a ona poczuła, jak jej tyłek jest całkowicie, solidnie wypełniony.
Jęknęła głośno.
Uczucie było przytłaczające.
Ciężki, twardy metal rozpierał ją od środka, naciskał na każdą ściankę, sprawiał, że czuła każde najmniejsze poruszenie. Kiedy zacisnęła mięśnie, korek wydawał się jeszcze większy. Kiedy rozluźniła – nadal był tam, nieustępliwy, obecny. Wyobraziła sobie, że to nie zabawka, tylko ktoś – jakiś anonimowy mężczyzna – wbija w nią kutasa brutalnie, bez przygotowania, trzymając ją za biodra. W fantazji jęczała i brała, a w rzeczywistości jej własne ciało drżało od wypełnienia.
Nie przestała się masturbować.
Teraz, z korkiem w pupie, wszystko było intensywniejsze. Palce wbijały się w cipkę głęboko, szybko, mokro, a każdy ruch sprawiał, że metalowy trzon w tyłku przesuwał się nieznacznie, naciskając od środka. Kciuk tarł łechtaczkę bezlitośnie. Biodra unosiły się i opadały, pościeradło pod nią było już całkowicie przemoczone. Pot spływał strumieniami po całym ciele – po skroniach, po piersiach, po brzuchu, spływał między pośladkami wokół podstawy korka. Jęczała otwartymi ustami, krótkie, urywane dźwięki mieszały się z dłuższymi westchnieniami.
Wyobraźnia nie dawała jej spokoju.
Widziała siebie na kolanach w ciemnej piwnicy, biorącą dwóch nieznajomych naraz.
Widziała siebie przywiązaną do krzesła, podczas gdy ktoś rżnie jej gardło, a ktoś inny wchodzi od tyłu.
Widziała siebie leżącą na stole w klubie, nogi szeroko rozchylone, a kolejka mężczyzn korzysta z niej jeden po drugim.
Widziała Basię siedzącą jej na twarzy, podczas gdy Rafał wbija się w nią od tyłu.
Widziała Zosię trzymającą jej głowę, podczas gdy Maks rżnie jej tyłek.
Sceny nakładały się na siebie, mieszały, nie miały logiki – tylko czyste, surowe pożądanie. Tosia rżnęła się własnymi palcami coraz szybciej, korek w pupie pracował przy każdym ruchu, a ona tylko brała i prosiła o więcej w myślach.
W pewnym momencie sięgnęła z powrotem do szuflady.
Wyjęła z szuflady długie, bardzo grube dildo.
Było ciężkie, wykonane z twardego, realistycznego silikonu w kolorze cielistym. Żyły wypukłe, główka szeroka i wyraźnie zarysowana, trzon gruby jak nadgarstek. Długość sprawiała, że gdy trzymała je w dłoni, wyglądało niemal nieproporcjonalnie. Powierzchnia była lekko chropowata w miejscach żył, a u podstawy znajdowała się solidna stopka, dzięki której mogła je stabilnie trzymać. Tosia przejechała po nim palcami, poczuła jego wagę i ciepło własnej dłoni, które szybko przeniknęło do materiału.
Zamknęła oczy.
Wyobraziła sobie, że leży na brzuchu, a dwóch mężczyzn bierze ją jednocześnie. Jeden leży pod nią między jej rozchylonymi udami i wbija się w cipkę, drugi – za nią – wsuwa się w tyłek obok korka, rozciągając ją jeszcze bardziej. W fantazji czuła oba kutasy naraz: jeden pulsujący w pochwie, drugi rozpychający odbyt. Ruszali się w przeciwtakcie – kiedy jeden wychodził, drugi wchodził. Tosia w wizji krzyczała, brała, prosiła o mocniej. Sok i ślina spływały po jej udach, a ona tylko wypinała się bardziej, biorąc wszystko, co jej dawali.
W rzeczywistości uniosła biodra, rozchyliła wargi sromowe i przyłożyła szeroką główkę dilda do mokrego wejścia.
Wcisnęła.
Najpierw tylko czubek – nawet przy całej wilgoci opór był wyraźny. Dildo było grubsze niż kutasy braci, dłuższe, nieustępliwe. Tosia wzięła głęboki oddech i nacisnęła mocniej. Główka wsunęła się z głośnym, mokrym dźwiękiem, a potem trzon zaczął wchodzić centymetr po centymetrze. Rozciągało ją bezlitośnie. Czuła, jak ścianki pochwy rozchodzą się, jak wypełnia ją coraz bardziej, aż w końcu wsunęła je prawie do końca. Kiedy dildo znalazło się w środku, a korek nadal wypełniał jej tyłek, uczucie było absolutne – obie dziurki pełne, rozciągnięte, pulsujące. Soki spływały już swobodnie po pośladkach i wsiąkały w prześcieradło. Zapach jej podniecenia wypełniał cały pokój.
Zaczęła się ruszać.
Wyjmowała dildo prawie do główki i wbijała z powrotem – mocno, głęboko, rytmicznie. Każde pchnięcie sprawiało, że korek w pupie przesuwał się, naciskał, potęgował wrażenia. Mokre odgłosy były głośne, obsceniczne. Pot spływał jej po całym ciele, włosy przykleiły się do czoła i szyi. Jęczała przy każdym ruchu, biodra unosiły się naprzeciw dildu.
Wyobraźnia znów się przełączyła.
Teraz była z powrotem w szkole. Leżała na biurku nauczyciela, spódnica podciągnięta do pasa, majtki ściągnięte do kolan. Cała klasa patrzyła. Nauczyciel stał między jej nogami i rżnął ją ostro, trzymając za uda. Słyszała szepty, śmiechy, dźwięk uderzających ciał. W fantazji nie protestowała – tylko brała, patrzyła w sufit i jęczała, podczas gdy on wbijał się coraz mocniej. W rzeczywistości Tosia rżnęła się dildem coraz szybciej, coraz głębiej, soki chlupotały, a obie dziurki były tak pełne, że czuła każdy ruch podwójnie.
Kolejna wizja nałożyła się na poprzednią:
Kilku mężczyzn stoi nad jej nagim ciałem. Trzymają kutasy w dłoniach i masturbują się, patrząc na nią. Tosia leży z rozchylonymi nogami, dildo w cipce, korek w pupie, i czeka, aż pierwszy z nich skończy na jej piersiach, twarzy, brzuchu…
Tosia rżnęła się bezlitośnie.
Dildo wchodziło i wychodziło w szybkim, brutalnym rytmie. Trzymała je oburącz i wbijała głęboko, aż szeroka główka uderzała o najdalszy punkt, a jej biodra unosiły się naprzeciw każdemu pchnięciu. Mokre, głośne odgłosy chlupotania wypełniały pokój. Korek w pupie pracował przy każdym ruchu – przesuwał się, naciskał, rozciągał. Soki spływały już swobodnie po pośladkach, po udach, wsiąkały w zmiętą pościel. Pot lał się z niej strumieniami. Oddychała otwartymi ustami, krótkimi, urywanymi westchnieniami, które co chwilę przechodziły w głośniejsze jęki.
W wyobraźni mężczyźni stojący nad nią zaczęli dochodzić.
Pierwszy trysnął prosto na jej piersi – gęste, gorące strugi spłynęły między nimi, po brzuchu. Drugi celował w twarz; sperma trafiła ją w usta, w policzki, w zamknięte powieki. Trzeci skończył na jej otwartej, rżniętej dildem cipce, mieszając się z jej własnymi sokami. Kolejni dołączali – biała, gęsta masa pokrywała jej ciało warstwą po warstwie: piersi, brzuch, uda, włosy. W fantazji Tosia leżała i brała to wszystko, otwierała usta, przełykała, prosiła o więcej. W rzeczywistości jej ruchy stały się jeszcze dziksze, jeszcze głębsze.
Orgazm nadszedł nagle i zmiotł ją całkowicie.
Ciało szarpnęło się do przodu, potem zesztywniało. Cipka zacisnęła się wokół dilda w gwałtownych, rytmicznych skurczach tak silnych, że prawie je wypychała. Jednocześnie odbyt zacisnął się na korku, potęgując wrażenie. Tosia krzyknęła – długi, zachrypnięty, niekontrolowany dźwięk, który przeszedł w serię szlochających westchnień. Fale przechodziły przez nią jedna za drugą: gorąco, drżenie, rozluźnienie i znów skurcz. Soki trysnęły wokół dilda. Plecy wygięły się w łuk, paznokcie wpiły się w prześcieradło, a ona tylko brała i brała, aż w końcu siły ją opuściły.
Oddychała jeszcze chwilę płytko, chaotycznie.
Potem powoli, bardzo powoli, ciało całkiem zwiotczało. Dildo pozostało w niej głęboko, korek nadal wypełniał tyłek. Tosia nie miała już siły ich wyjąć. Powieki opadły. Oddech zwolnił, spłaszczył się.
Leżała naga na zmiętym, całkowicie mokrym prześcieradle.
Włosy przyklejone do spoconego czoła i szyi, usta lekko rozchylone, policzki zaróżowione. Piersi unosiły się i opadały w spokojnym już rytmie. Między rozchylonymi udami lśniło dildo, a u podstawy pośladków widać było szeroką stopkę korka. Pot nadal jeszcze spływał cienkimi strużkami po skroniach i dolinie między piersiami. Wyglądała na całkowicie wyczerpaną i jednocześnie głęboko, spokojnie śpiącą.
Zasnęła.
Tosia obudziła się, gdy pokój był już cały zalany porannym światłem.
Słońce wpadało szerokimi pasami przez niedomknięte zasłony, kładło się na zmiętym prześcieradle, na podłodze, na jej nagim ciele. Kurz tańczył w promieniach. Powietrze pachniało jeszcze nocą – potem, sokami, metalem i silikonem – ale już mieszało się z świeżością dnia. Tosia przeciągnęła się powoli, czując przyjemne, głębokie zaspokojenie w każdym mięśniu. Była wypoczęta. Spełniona. Po raz pierwszy od wielu dni nie czuła tego ciągłego, gorączkowego niedosytu.
Dildo wysunęło się z niej w trakcie snu i leżało teraz między jej udami, lśniące i wilgotne. Korek natomiast nadal tkwił w pupie – ciężki, obecny, przypominający o wszystkim, co zrobiła.
Tosia uniosła biodra, sięgnęła dłońmi między pośladki i powoli, centymetr po centymetrze, zaczęła go wyjmować.
Najpierw poczuła, jak mięśnie zaciskają się odruchowo wokół metalu. Potem, kiedy pociągnęła mocniej, najszersza część minęła zwieracz z wyraźnym, mokrym oporem. Uczucie było intensywne – mieszanka ulgi, lekkiego pieczenia i dziwnej pustki, która pojawiła się natychmiast, gdy korek wreszcie wyszedł całkowicie. Zwieracz drgał jeszcze chwilę, jakby nie mógł się przyzwyczaić do braku wypełnienia. Tosia westchnęła cicho, trzymając chłodny, lśniący od soków korek w dłoni.
Zerwała się z łóżka.
Zabrała dildo i korek i prawie pobiegła do łazienki. Odkręciła prysznic na pełną moc.
Woda runęła na nią gorącym, gęstym strumieniem.
Spływała po włosach, po ramionach, po piersiach, zbierała się w dolinie między nimi i spływała dalej po brzuchu, po udach, po łydkach. Krople odbijały się od skóry, tworzyły małe kałuże u jej stóp. Para unosiła się wokół niej, wypełniając całą kabinę wilgocią i ciepłem. Tosia stanęła pod samym strumieniem, pozwoliła wodzie zmyć z siebie wszystko – pot, soki, resztki nocy.
Najpierw starannie umyła zabawki.
Wzięła żel pod prysznic, namydliła dildo dokładnie, przecierając każdy centymetr, każdą żyłę, każdą wypukłość. Potem korek – chłodny metal pokryła pianą, szorowała go dłonią, spłukiwała, znów myła, aż lśnił czystością. Odstawiła je na półkę.
Dopiero wtedy zajęła się sobą.
Namydliła piersi, brzuch, uda, dokładnie umyła cipkę, wsuwając palce między wargi, spłukując resztki wilgoci. Potem pośladki, odbyt – delikatnie, dokładnie. Woda spływała po niej czysta już, a ona czuła, jak ciało staje się lekkie, świeże, zaspokojone. Zapach żelu wymieszał się z parą, z zapachem czystej skóry.
Wyszła z prysznica, wytarła się szybko i wróciła naga do pokoju.
Otworzyła szafę.
Najpierw wsunęła sportowe, białe stringi – obcisłe, minimalne. Potem elastyczne, czarne spodenki, które ledwo zakrywały pośladki i mocno opinały biodra. Na górę założyła cienką, elastyczną bluzeczkę na ramiączkach, która ściśle przylegała do ciała, podkreślając piersi i talię. Czarne skarpetki, białe trampki. Włosy starannie związała w wysoki kucyk.
Schowała czyste już dildo i korek z powrotem do szuflady, domknęła ją cicho.
Stanęła na środku pokoju, jeszcze przez chwilę czując w ciele przyjemne echo nocy i świeżość poranka. Potem otworzyła drzwi i wymknęła się z pokoju.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
PisarkaMojegoPisarza
[komentarz oczekuje na moderacje]