
Rafał napisał w międzyczasie, że zje w biurze, więc nawet nie zająknęła się o kolacji. Rozłożyła się na kanapie w salonie razem z Basią i Tosią. Na telewizorze leciał jakiś film na Netflixie – komedia romantyczna, której fabuły prawie nie śledziła. Ekran był tylko tłem. Całą uwagę pochłaniał korek, który tkwił w jej pupie. Średni rozmiar wypełniał ją solidnie, a każdy najmniejszy ruch bioder sprawiał, że metal przesuwał się w środku, przypominając o swojej obecności. Cipka była wilgotna niemal bez przerwy.
W końcu Basia i Tosia wymknęły się cicho do któregoś z pokoi, zostawiając ją samą. Zosia zgasila telewizor i zapadła w marzenia.
Zamknęła oczy. Wyobraziła sobie silne, ciepłe dłonie Rafała wędrujące po jej ciele – po piersiach, po brzuchu, po wewnętrznej stronie ud. Poczula w myślach jego usta na swoich, głęboki, wolny pocałunek, smak jego języka. Potem jego penisa ocierającego się o jej wargi sromowe, a chwilę później gruby, twardy trzon wsuwający się w nią centymetr po centymetrze. W wyobraźni słyszała jego oddech na karku, kiedy brał ją od tyłu, czuła ciężar jego ciała, a na końcu ciepłe, gęste strugi spermy wypełniające jej wnętrze.
Dłoń sama zsunęła się pod sukienkę, a potem pod majteczki. Były już kompletnie mokre, przyklejone do cipki. Zosia westchnęła cicho i zaczęła się pieścić.
Najpierw powoli – opuszkami palców muskała łechtaczkę, krążyła wokół niej, rozprowadzała soki po wargach sromowych. Korek w pupie pracował razem z nią: przy każdym uniesieniu bioder metal przesuwał się, drażnił, potęgował wrażenia. Potem ruchy stały się szybsze, bardziej zdecydowane. Wsunęła dwa palce do środka, podczas gdy kciuk nadal pracował na łechtaczce. Oddech stał się urywany, piersi unosiły się szybko, a z ust wydobywały się ciche, stłumione jęki. Marzyła o Rafale tak intensywnie, że prawie czuła jego zapach, smak jego skóry, ciepło jego spermy.
Z otchłani rozkoszy brutalnie wyrwał ją dźwięk telefonu.
Zosia otworzyła oczy, sięgnęła po komórkę drżącą ręką. Wiadomość od Rafała:
„Wychodzę z biura. Za pół godziny będę.”
Za oknami robiło się już ciemno. Zosia zerwała się na równe nogi, bliska paniki. Przecież zaplanowała, że przygotuje się dokładnie, że będzie gotowa, kiedy on przekroczy próg.
Pobiegła do sypialni. Zerwała z siebie sukienkę i majteczki. Naga, z korkiem wciąż w pupie, złapała największy korek – ten wielkości pięści, z wielkim kryształkiem – i pobiegła do łazienki.
Odkręciła wodę. Ciepły strumień spłynął po jej ciele. Zosia sięgnęła po żel pod prysznic o zapachu białej piwonii i zaczęła się myć dokładnie, powoli, z pełną świadomością.
Najpierw namydliła ramiona i piersi, dłonie długo krążyły po sutkach, które natychmiast stwardniały. Potem brzuch, biodra, wewnętrzną stronę ud. Kiedy dłonie zsunęły się między nogi, cipka była już znowu mokra – tym razem od wody i własnych soków. Umyła się starannie, rozchylając wargi sromowe, spłukując każdą fałdkę. Następnie odwróciła się tyłem do strumienia i namydliła pośladki, pozwalając wodzie spływać po kryształku średniego korka.
Powoli, bardzo powoli, złapała za podstawę i zaczęła wyjmować korek.
Poczucie było intensywne. Zwieracz rozciągnął się w drugą stronę, metal wysuwał się centymetr po centymetrze, a kiedy wreszcie wyszedł całkowicie, Zosia sapnęła. Pustka, która po nim została, była zaskakująco dotkliwa – jakby nagle zabrakło czegoś, do czego ciało zdążyło się przyzwyczaić. Jej tyłeczek pulsował lekko, wciąż jeszcze rozluźniony.
Nie czekając, aż uczucie minie, Zosia sięgnęła po największy korek. Namydliła go dokładnie, potem przyłożyła szeroką, chłodną główkę do swojego tylnego wejścia. Nacisnęła.
Tym razem rozciąganie było znacznie mocniejsze. Zwieracz musiał ustąpić przed znacznie większym obwodem. Metal wchodził wolno, nieubłaganie, wypełniając ją coraz głębiej. Zosia oddychała przez usta, jedna ręka oparta o kafelki, druga prowadząca zabawkę. Kiedy najszersza część minęła zwieracz, a podstawa z wielkim kryształkiem przywarła do pośladków, wydała długi, drżący jęk. Wypełnienie było ogromne, ciężkie, prawie na granicy dyskomfortu – a jednocześnie tak ekscytujące, że cipka zacisnęła się i spłynęła kolejna fala wilgoci.
Zakręciła wodę.
Sięgnęła po duży, miękki ręcznik i starannie wytarła całe ciało – piersi, brzuch, uda, pośladki wokół kryształka. Potem, wciąż naga, z największym korkiem głęboko w sobie, wróciła do sypialni.
Nago pozbierała rzeczy, które przed chwilą w pośpiechu zrzuciła z siebie, i wrzuciła je do kosza na pranie. Potem stanęła przed lustrem i starannie rozczesała długie blond włosy. Zdecydowała, że najlepiej będą wyglądały rozpuszczone – miękkie fale opadały jej na ramiona i plecy. Każdy ruch, każdy najmniejszy krok przypominał o korku, który tkwił w niej głęboko. Metal był ciężki, nieustępliwy, a kryształek u podstawy lekko ocierał się o pośladki przy każdym poruszeniu.
Otworzyła szafę i sięgnęła do szuflady z bielizną.
Wyjęła czarne koronkowe stringi – tak mikroskopijne, że właściwie składały się z trzech cienkich pasków i małego trójkąta materiału z przodu. Wsunęła w nie stopy i powoli przeciągnęła je w górę, aż koronka obcisnęła biodra, a tył zniknął między pośladkami, odsłaniając kryształek. Potem wzięła czarny koronkowy biustonosz. Zapięła go z tyłu, poprawiła miseczki – piersi uniosły się pięknie, sutki ledwie przebijały przez delikatny wzór. Na koniec usiadła na skraju łóżka i wciągnęła czarne pończochy samonośne zakończone u góry szeroką, czerwoną koronką. Materiał obcisnął uda, a czerwona koronka podkreśliła kontrast z białą skórą.
Owinęła się delikatnym, jedwabnym czarnym szlafrokiem. Materiał był chłodny i śliski, ledwie zasłaniał stringi, a gdy zawiązała pasek niedbale, dekolt otworzył się głęboko, odsłaniając dolne łuki piersi. Poprawiła jeszcze włosy, nałożyła odrobinę tuszu i błyszczyka. Odetchnęła głęboko. Była gotowa. I była rozpalona – cipka pulsowała, a korek w pupie dawał o sobie znać przy każdym oddechu.
Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.
Nie mogła się doczekać. Wybiegła z sypialni i omal nie zwaliła Rafała z nóg, rzucając mu się na szyję. Jej usta znalazły jego w ułamku sekundy.
Pocałunek był gorączkowy, głęboki, pełen tęsknoty skondensowanej w jednej chwili. Zosia wpiła się w jego usta jak ktoś, kto zbyt długo był spragniony. Język wsunął się odważnie, ssał, domagał się odpowiedzi. Rafał odpowiedział z równą żarliwością – jego ręce oplotły jej talię, przycisnęły ją mocno do siebie, a usta otworzyły się, pozwalając jej brać, ile chciała. Smakowali się nawzajem: ona czuła lekki posmak kawy i miętowej gumy, on – błyszczyk i czystą, kobiecą słodycz. Oddychali przez nos, nie chcąc tracić kontaktu warg, a ich ciała przylegały tak ciasno, że Zosia czuła, jak jego kutas twardnieje wbijając się w jej brzuch.
W trakcie pocałunku szeptali sobie gorączkowo, ledwie odrywając wargi:
— Kocham cię… — wyszeptała Zosia.
— Ja ciebie… tak bardzo — odparł, głosem już ochrypłym.
— Tęskniłam…
— Ja też. Cały dzień…
W końcu oderwali się od siebie, dysząc. Rafał odsunął ją delikatnie na odległość ramion i spojrzał. Aż gwizdnął cicho z zachwytu.
— Jezu, Zosia… — powiedział powoli, wzrokiem pożerając czarny szlafrok, głęboki dekolt, czerwoną koronkę pończoch i zarys stringów. — Jesteś… piekielnie piękna. I seksowna. Aż nie wiem, czy mogę cię teraz dotknąć, bo zaraz stracę nad sobą kontrolę.
Zosia ucieszona jego aprobatą uśmiechnęła się drapieżnie, złapała go za krawędź koszuli i pociągnęła za sobą w stronę sypialni. Całą drogę całowała go – w usta, w szczękę, w szyję – nie pozwalając mu nawet porządnie iść. Jeszcze na korytarzu, tuż przed drzwiami sypialni, zdarła z niego koszulę. Guziki nie miały szans – materiał rozerwał się z cichym trzaskiem. Kiedy przekroczyli próg i zamknęli za sobą drzwi, koszula opadła na podłogę korytarza w ułamku sekundy.
Zamknąwszy za sobą drzwi sypialni, Zosia i Rafał zatopili się w namiętnym pocałunku.
Stali w półmroku sypialni, oświetleni tylko lampką nocną, która rzucała ciepłe, złotawe światło na ich ciała. Usta Zosi otworzyły się natychmiast, wciągając dolną wargę Rafała, ssąc ją wolno, a potem wpuszczając jego język głęboko. Całowali się intensywnie, jakby chcieli nadrobić cały dzień rozłąki w jednej chwili. Dłonie Rafała wsunęły się pod jedwabny szlafrok, ugniatając jej pośladki, wyczuwając kryształek korka, który wystawał między nimi. Dłonie Zosi wędrowały po jego torsie, po plecach, po napiętych mięśniach brzucha, a potem niżej – do rozporka, gdzie twardy penis już wyraźnie odciskał się przez materiał. Pocałunek był mokry, głęboki, pełen westchnień i cichych pomruków. Smakowali się nawzajem: ona czuła resztki miętowej gumy i lekki posmak kawy, on – błyszczyk i czystą, kobiecą słodycz jej ust. Ich oddechy mieszały się, a ciała przylegały tak ciasno, że Zosia czuła każde bicie jego serca.
W końcu Rafał oderwał usta od jej warg, ale pozostał tak blisko, że ich nosy niemal się stykały. Spojrzał jej prosto w oczy.
— Kocham cię — powiedział cicho, ale z ogromną pewnością. — Ten dzień ciągnął się jak wieczność. Bez ciebie wszystko było… puste. — Uśmiechnął się nonszalancko, przeciągając kciukiem po jej dolnej wardze. — I czuję się też cholernie wyposzczony.
Zosia zaśmiała się cicho i położyła dłoń na wyraźnym zarysie jego penisa przez spodnie, gładząc go powoli, czując jak twardnieje jeszcze bardziej pod jej dotykiem.
— Ja też jestem spragniona — wyszeptała. — Szczególnie czegoś bardzo twardego…
Rafał roześmiał się nisko.
— Nudziłaś się dzisiaj?
Zosia uśmiechnęła się filuternie, wciąż gładząc go przez materiał.
— Nasze siostry zadbały o mnie pod każdym względem.
Rafał wybuchnął cichym śmiechem, potrząsając głową.
— W tym gronie to wszystko jest możliwe…
Zosia przygryzła wargę. Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy od razu powiedzieć mu o Sandrze… ale uznała, że poczeka. Chciała najpierw mieć go tylko dla siebie.
Zamiast tego rozpięła mu rozporek i opadła przed nim na kolana. Rafał pomógł jej, unosząc biodra, a ona zsunęła spodnie razem z bokserkami w dół. Kiedy materiał opadł, jego kutas wyskoczył natychmiast – twardy, naprężony, gruby – i uderzył ją lekko w nos. Zosia pisnęła z zaskoczenia i udawanego bólu, a Rafał zaśmiał się ciepło, gładząc czule jej włosy.
Klęcząc przed nim na miękkim dywanie, wzięła delikatnie trzon w dłoń i przybliżyła usta do główki. Najpierw tylko musnęła ją wargami, potem wysunęła język i oblizała czubek wolnym, okrężnym ruchem. Smak był lekko słony, czysty, męski. Rafał jęknął nisko, dłonie wplatając w jej blond włosy. Zosia otworzyła usta szerzej i objęła główkę, ssąc ją miękko, podczas gdy język pracował od spodu. Potem zsunęła się niżej, biorąc coraz więcej, aż poczuła, jak gruba żyła pulsowała na jej języku. Ślina spłynęła po trzonie, a ona zaczęła poruszać głową rytmicznie – wolno na początku, potem coraz pewniej, głębiej. Jedną ręką masowała to, czego nie mogła wziąć do ust, drugą delikatnie ugniatała jądra. Odgłosy były mokre, rytmiczne, pełne oddania.
Rafał odchylił głowę do tyłu i westchnął z czystej rozkoszy.
— Takie powroty do domu… — wyszeptał ochryple — to coś naprawdę niesamowitego.
Zosia w dalszym ciągu obciągała Rafałowi z pełnym oddaniem.
Głowa poruszała się rytmicznie, usta ciasno otulały gruby trzon, a język pracował od spodu, oblizując pulsującą żyłę. Ślina spływała po jego kutasie, a ona ssała coraz głębiej, biorąc go prawie do gardła. Rafał westchnął ciężko i sięgnął dłońmi do jej ramion. Delikatnie zsunął jedwabny szlafroczek. Materiał ześlizgnął się po jej skórze i opadł bezszelestnie na dywan. Zosia nawet na moment nie przerwała pieszczot – wręcz przeciwnie, wzięła go jeszcze głębiej, jakby chciała nagrodzić go za ten gest.
Rafał pochylił się nad nią.
Palce odnalazły zapięcie biustonosza na plecach, rozpięły je wprawnym ruchem i zsunęły ramiączka z jej ramion. Czarna koronka opadła na podłogę. Zosia została tylko w mikroskopijnych stringach i pończochach z czerwoną koronką. Jej piersi, wolne już od materiału, unosiły się szybko przy każdym oddechu.
Rafał nie wytrzymał dłużej.
Delikatnie, ale stanowczo uniósł ją z kolan. Przyciągnął do siebie i zatopił się w jej ustach. Pocałunek był głęboki, mokry, pełen głodu. Języki splotły się natychmiast, ssały, domagały się więcej. Rafał jedną ręką ścisnął jej pierś, kciukiem drażniąc twardy sutek, drugą zsunął niżej i objął pośladek. Pocałunek trwał długo – oddychali przez nos, nie chcąc tracić kontaktu, a ich ciała przylegały tak mocno, że Zosia czuła jak jego twardy kutas pulsuje przyciśnięty do jej brzucha. Smak jej śliny mieszał się z jego, a zapach podniecenia unosił się między nimi.
Podczas pocałunku palce Rafała przesunęły się między jej pośladki i natrafiły na twardy, gładki kryształek. Zatrzymał się. Oderwał usta od jej warg i spojrzał jej w oczy, jednocześnie delikatnie poruszając korkiem w jej pupie.
— Co ty tu schowałaś, hm? — zapytał ochryple, z mieszaniną zdziwienia i rosnącego podniecenia.
Zosia zarumieniła się intensywnie, ale nie odwróciła wzroku.
— Chciałam… zrobić ci małą niespodziankę — wyznała cicho.
Rafał przyciągnął ją mocno do siebie, tuląc twarz w jej włosach.
— Niespodzianka jest rzeczywiście… zaskakująca — mruknął z uśmiechem. — I cholernie podniecająca.
Podniósł ją łatwo i położył na wznak na łóżku. Pochylił się nad nią i zaczął całować jej brzuch – wolno, dokładnie, schodząc coraz niżej. Usta muskały skórę tuż nad pępkiem, potem niżej, w kierunku bioder. Jednocześnie palce wsunęły się pod paski stringów i zaczęły je zsuwać. Całując miękką skórę brzucha, ściągał majteczki centymetr po centymetrze. Koronka ześlizgiwała się po udach, odsłaniając wygoloną, już lśniącą od wilgoci cipkę. Kiedy stringi wreszcie zsunęły się z kostek, Rafał odłożył je na bok i wrócił ustami do jej ciała.
Całował wewnętrzną stronę ud – najpierw prawe, potem lewe – wolnymi, mokrymi pocałunkami. Język muskał delikatną skórę, zbliżając się do pachwin. Tam spędził dłuższą chwilę, oblizując, ssąc lekko, wdychając intensywny, kobiecy zapach jej podniecenia. Wreszcie uniósł się nieco i złożył pierwszy, bardzo delikatny pocałunek dokładnie na jej łechtaczce.
Zosia przeciągle jęknęła:
— O taaak!!!
Słysząc przeciągły jęk Zosi, Rafał tylko uśmiechnął się w jej mokrą skórę i nie odrywając ust od cipki, zaczął lizać ją delikatnie, jednocześnie jedną ręką lekko poruszając koreczkiem tkwiącym głęboko w jej pupie.
Język przesuwał się wolno od dołu warg sromowych aż do łechtaczki, oblizując, smakując obfite soki, które już spływały po jej udach. Jednocześnie kciuk i palec wskazujący delikatnie obracały kryształkową podstawę korka, wprawiając metal w powolne, okrężne ruchy. Zosia czuła podwójną stymulację – miękki, mokry język na najbardziej wrażliwym miejscu i twarde, obce wypełnienie poruszające się w tyłeczku. Jęczała głośno, biodra unosiły się naprzeciw jego ust, a dłonie wplotły się w jego włosy, dociskając twarz mocniej do swojej cipki.
Rafał sapnął z zaskoczenia i zadowolenia, a potem zabrał się do rzeczy na serio.
Język stał się energiczny, żądny, nieustępliwy. Wbijał się głęboko między wargi sromowe, penetrując ją tak, jak robił to penis, potem wracał do łechtaczki i ssał ją rytmicznie, mocno, prawie do bólu. Zlizywał soki, które spływały niczym wodospad – słodkawo-słone, obfite, pachnące czystym podnieceniem. Odgłosy były głośne, mokre, niemal obsceniczne. Zosia wiła się pod nim, uda drżały, a korek w pupie przesuwał się przy każdym jej ruchu, dodając kolejnej warstwy rozkoszy.
— Rafał… proszę… — jęczała urywanym głosem. — Wejdź we mnie już… nie wytrzymam… chcę cię poczuć… teraz…
Rafał posłuchał.
Powoli przesuwał się wyżej, całując jej brzuch, piersi, sutki, aż wreszcie jego usta znalazły jej usta. Pocałował ją głęboko, pozwalając jej smakować własne soki na swoim języku. Gruby, twardy kutas już opierał się o rozpaloną, mokrą cipkę. Zosia sięgnęła ręką między ich ciała, złapała go za trzon i sama przyłożyła główkę do swojego wejścia.
Rafał wsunął się w nią powoli, centymetr po centymetrze.
— Jesteś niecierpliwa… — mruknął ochryple, wchodząc coraz głębiej. — I to mi się cholernie podoba.
Dla Zosi było to oszałamiające.
Gruby penis Rafała rozpychał jej pochwę, wypełniając ją całkowicie, a jednocześnie przez cienką ściankę czuła twardy metal korka w pupie. Dwa rodzaje wypełnienia – żywy, pulsujący kutas z przodu i twardy, nieustępliwy korek z tyłu – tworzyły intensywne, prawie nie do zniesienia, wrażenie bycia całkowicie napełnioną. Każdy kolejny centymetr sprawiał, że jęczała głośniej, paznokcie wbijając w jego plecy.
Rafał wchodził w nią, czując coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył.
Jej cipka była ciasna, mokra, rozpalona, ale przez cienką przegrodę wyczuwał wyraźnie twardy, gładki kształt korka. Przy każdym pchnięciu metal ocierał się o jego kutasa od spodu, tworząc dziwne, niezwykle podniecające tarcia. Było ciaśniej niż zwykle, intensywniej, jakby ktoś dodatkowo ściskał go od środka.
Kiedy wreszcie dobił do samego końca, jądra przylegając do jej pośladków, Zosia z długim, drżącym jękiem wyszeptała:
— W końcu… wszystko jest na swoim miejscu…
Rafał, nie przestając namiętnie całować Zosi, zaczął poruszać biodrami.
Powoli na początku – długie, głębokie pchnięcia, które sprawiały, że jego kutas ocierał się o korek przez cienką ściankę. Zosia jęczała prosto w jego usta, dźwięki tłumiąc pocałunkiem. Każde wejście wypełniało ją podwójnie: żywy, pulsujący penis z przodu i twardy metal z tyłu. Biodra unosiły się naprzeciw jego ruchów, paznokcie wbijały się w jego plecy, a jej nogi oplatały go ciasno. Ciepłe światło lampki nocnej rzucało złotawe refleksy na ich splecione ciała, a zapach pożądania unosił się gęsto nad łóżkiem.
Rafał delikatnie przyspieszył, wciąż całując jej szyję i szepcząc prosto do ucha:
— Musisz mnie tym koreczkiem… żebym w końcu zerżnął twój tyłeczek.
Zosia, czując jak jego gruby kutas mocno pracuje w jej pochwie, odszeptała drżącym głosem:
— Od początku o to mi chodziło… przecież już dawno tego chciałam…
Rafał uśmiechnął się przeciwko jej skórze i zaczął szeptać jeszcze bardziej sprośne słowa, jednocześnie rżnąc ją coraz mocniej.
— Zerżnę twoją cipkę… a potem zaleję ci obie dziurki… najpierw tę mokrą, a potem tę ciasną, dziewiczą…
Pchnięcia stały się głębsze, szybsze, bardziej intensywne.
Biodra Rafała uderzały o jej uda z mokrym, rytmicznym odgłosem. Korek w pupie Zosi przesuwał się przy każdym ruchu, potęgując wrażenie bycia całkowicie wypełnioną. Zosia jęczała głośno, coraz bardziej nakręcona jego słowami. Cipka zaciskała się wokół niego przy każdym pchnięciu, soki spływały po pośladkach, a oddech stawał się urywany, prawie szlochający.
— Najpierw zerżnę twoją cipkę… — szepnął ochryple, przyspieszając jeszcze bardziej — a potem twoją dupkę.
Zosia krzyknęła z rozkoszy, biodra szarpiąc się naprzeciw jego.
— Zrób to… proszę… zrób to… — jęczała. — Już dzisiaj ktoś chciał zerżnąć mój tyłeczek…
Rafał na ułamek sekundy zwolnił, a potem przyspieszył z nową, niemal dziką siłą. W głosie pojawiło się wyraźne ukłucie zazdrości, kiedy wyszeptał prosto do jej ucha:
— Kto…? Kto chciał się do ciebie dobrać?
Nie pozwalając Rafałowi nawet na chwilę zwolnić, Zosia zaczęła opowiadać.
Głos miała urywany, przerywany głośnymi jękami, ale nie przestawała.
— Byłam… aaah… w jej gabinecie… Sandra… ona od razu… o boże… od razu zaczęła… — musiała przerwać, bo kolejne głębokie pchnięcie wyrwało jej z gardła długi krzyk. — Zaczęła mnie uwodzić… mówiła takie rzeczy… a potem… jej ręce… jej usta… doprowadziła mnie do orgazmu… dwa razy… może trzy… nie pamiętam już…
Rafał słuchał, a zazdrość, która jeszcze przed chwilą kłuła go od środka, powoli ustępowała miejsca czystemu, dzikiemu podnieceniu. Opowieść Zosi działała na niego jak afrodyzjak. Biodra pracowały mocniej, głębiej, bez litości.
Kutas Rafała wbijał się w jej mokrą, ciasną cipkę z coraz większą siłą. Przy każdym pchnięciu ocierał się o korek przez cienką ściankę, a odgłosy były głośne, mokre, rytmiczne. Zosia jęczała pod nim, paznokcie wbijając w pościel, a jej soki spływały po jego jądrach. Rafał rżnął ją solidnie, jakby chciał wbić się jeszcze głębiej, jeszcze mocniej, napędzany obrazami, które malowała mu jej historia.
— Ta Sandra… — mruknął z lekkim uśmiechem, nie zwalniając tempa — musi być niezłą seksowną bestyjką.
— Taaak… — jęknęła Zosia. — Jest…
Rafał nagle wyciągnął się z niej, złapał ją za biodra i jednym ruchem przewrócił na brzuch. Przyciągnął jej pupę do siebie i znowu wbijał się w cipkę – tym razem od tyłu.
Teraz widział wszystko.
Kryształek korka błyszczał między jej pośladkami, a jego kutas znikał w mokrej, zaczerwienionej cipce. Rżnął ją głęboko, biodra uderzając o jej uda z głośnym klaskaniem. Jedną ręką trzymał ją za biodro, drugą co jakiś czas poruszał korkiem, potęgując wrażenia. Zosia krzyczała w poduszkę, biodra cofając się naprzeciw każdego pchnięcia.
Orgazm dopadł ich jednocześnie.
Ciało Zosi szarpnęło się gwałtownie – uda zaczęły drżeć, cipka zacisnęła się wokół niego w potężnych, rytmicznych skurczach, a z gardła wyrwał się długi, prawie szlochający krzyk. W tej samej chwili Rafał dobił do samego końca i zaczął tryskać. Gęste, gorące strugi spermy wypełniały jej wnętrze fala po fali. Zosia czuła każdy puls, każde dodatkowe pchnięcie, które wpychało nasienie jeszcze głębiej. Rafał natomiast czuł, jak jej pochwa ściska go nieubłaganie – ciasne, mokre skurcze wyciskające z niego wszystko, co miał.
Oboje opadli na pościel, dysząc ciężko, ale Rafał nie wyciągnął się z niej. Delikatnie, powoli poruszał się dalej w jej zalanej spermą cipce, jakby nie chciał tracić tego uczucia.
— Opowiedz mi jeszcze o tej Sandrze… — wyszeptał ochryple przy jej uchu. — Jak wygląda?
Rafał nadal poruszał się w zalanej spermą cipce Zosi, nawet na moment nie mięknąc. Jego kutas pozostał twardy, gruby i wymagający, a każde powolne, głębokie pchnięcie rozprowadzało gęste nasienie jeszcze dalej. Zosia czuła, jak bardzo jej wyznanie go podnieciło. Słabym, wciąż drżącym po orgazmie głosem zaczęła opowiadać, raz po raz przerywaną własnymi jękami i pytaniami Rafała.
— Sandra… — wyszeptała. — Jest bardzo niska… najwyżej metr pięćdziesiąt pięć… i strasznie drobna. Szczupła talia, wąskie biodra… a piersi… Rafał, piersi ma ogromne. Rozmiar, chyba F… wyglądają jakby były robione, sprężyste, wysoko uniesione… — musiała przerwać, bo Rafał wbił się w nią mocniej i wyrwał jej głośny jęk. — Włosy prawie białe… krótkie, z tyłu i po bokach podgolone, a z przodu taka zawadiacka, bujna grzywka. Twarz ma dziewczęcą… delikatną… pełne usta i jasne oczy. Kiedy stanęła w progu gabinetu… miała na sobie różowy fartuch… rozpięty tak, że widać było cały ten ogromny biust… a fartuch był tak krótki, że ledwie zakrywał jej cipkę…
Rafał sapnął ciężko i przyspieszył nieco.
— I co zrobiła? — zapytał ochryple.
— Robiła mi USG… — Zosia jęknęła przeciągle. — Ale głowicą manewrowała tak… żeby mnie podniecić… przyciskała ją dokładnie tam gdzie trzeba… prowokowała… mówiła, że jestem spięta… że muszę się rozluźnić… a potem… rozpięła ten fartuch… i zobaczyłam, że pod spodem nie ma nic… tylko te ogromne piersi i wygolona cipka… Pocałowała mnie… a potem zeszła niżej… i zaczęła mnie lizać… tak dokładnie… że doszłam… mocno…
Rafał wbił się w nią jeszcze głębiej.
— A ty? — zapytał ochryple.
— Ja… wsunęłam rękę w jej pupę… najpierw jeden palec… potem dwa… a ona tak mocno się zaciskała… że sama doszła… tylko od tego… — Zosia musiała przerwać, bo kolejne pchnięcie wyrwało jej krzyk. — A na końcu… wyjęła dwustronne dildo… i obie się na nie nabijałyśmy… zderzając się pupami…
Im więcej szczegółów Zosia dodawała, tym bardziej Rafał tracił kontrolę. W końcu wysunął się z niej z mokrym, głośnym odgłosem. Zosia natychmiast jeszcze bardziej wypięła tyłeczek, prezentując mu mokre, zaczerwienione wejście i kryształek korka.
Rafał złapał delikatnie za podstawę zabawki i zaczął ją wyjmować bardzo powoli.
Zosia poczuła najpierw lekkie, ssące wrażenie, potem stopniowe, nieubłagane rozciąganie zwieracza w drugą stronę. Metal wysuwał się centymetr po centymetrze. Kiedy najgrubsza część minęła najciaśniejszy punkt, jej dupka została nagle pusta. Pustka była dotkliwa i prawie bolesna – ciało zdążyło się przyzwyczaić do stałego wypełnienia. Zwieracz pulsował, lekko się otwierał i zamykał, a Zosia sapnęła głośno, biodra drżąc.
Rafał nie dał jej chwili.
Palcami zaczął delikatnie masować rozluźniony, wciąż lekko rozwarty odbyt. Najpierw krążył opuszkami wokół zwieracza, potem wsunął kciuk pokryty gęstą, ciepłą spermą, którą właśnie nabrał z jej cipki. Rozsmarowywał nasienie dokładnie – po brzegu, do środka, po wewnętrznej stronie pośladków. Smary, mokre, ciepłe. Wsuwał kciuk coraz głębiej, rozciągając ją dodatkowo. Zosia jęczała w poduszkę, pośladki napinając się i rozluźniając pod jego dotykiem.
Wreszcie Rafał przyłożył grubą, lśniącą od soków i nasienia główkę do jej tylnej bramy i nacisnął delikatnie.
Zosia poczuła ogromny nacisk – znacznie większą niż przy jakimkolwiek korku. Główka rozpychała zwieracz wolno i nieubłaganie. Pieczenie było ostre, ale niemal natychmiast mieszało się z intensywną, mroczną rozkoszą. Oddychała głęboko przez usta, starając się rozluźnić. Centymetr po centymetrze gruba główka wnikała coraz głębiej. Kiedy wreszcie minęła najciaśniejszy punkt, Rafał położył obie dłonie na jej biodrach i jednym mocnym, zdecydowanym pchnięciem wszedł na całą długość.
Zosia krzyknęła głośno – dźwięk pełen ostrego bólu i przede wszystkim czystej, oszałamiającej rozkoszy.
Gdy Rafał wepchnął swojego kutasa na całą długość w pupę Zosi, zamarł na moment. Oddychał ciężko, czoło oparte o jej kark, dłonie mocno trzymające jej biodra. Przez kilka sekund nie poruszał się wcale, dając jej czas na przyzwyczajenie.
— Wszystko w porządku? — zapytał szeptem, głosem ochrypłym od napięcia. — Mów mi, kochanie…
Zosia wydusiła z siebie drżący jęk. Jej ciało wciąż jeszcze drżało po gwałtownym wejściu.
— Tro… trochę bolało… — wyszeptała urywanym głosem. — Ale już… już jest dobrze. To jest… strasznie podniecające. Uwielbiam czuć, jak mnie wypełniasz… tak głęboko…
Rafał westchnął z ulgą i delikatnie pocałował jej kark, potem miejsce za uchem, potem ramię. Dopiero wtedy zaczął się poruszać – bardzo powoli, prawie nieśmiało.
Dla Zosi to było coś zupełnie nowego.
Gruby, twardy kutas Rafała rozpychał jej odbyt w sposób, jakiego żaden korek nie był w stanie oddać. Przy każdym milimetrowym ruchu czuła, jak zwieracz jest rozciągany od środka, jak ciepłe, żywe ciało wciska się coraz głębiej, wypełniając ją całkowicie. Było ciaśniej niż w pochwie, intensywniej, bardziej dominująco. Pieczenie powoli ustępowało miejsca dziwnemu, mrocznemu ciepło, które rozlewało się po całym podbrzuszu. Każde powolne wycofanie sprawiało, że czuła każdy grzbiet żyły, każdą zmianę grubości, a każde ponowne pchnięcie wypełniało ją na nowo, aż po same jądra. Oddychała przez usta, dłonie kurczowo ściskając pościel, a biodra mimo woli zaczynały się cofać naprzeciw jego ruchów.
Dla Rafała to również był pierwszy raz.
Nigdy wcześniej nie uprawiał seksu analnego. Teraz, będąc w środku dziewczyny, którą kochał nad życie, czuł coś, czego nie potrafił porównać z niczym innym. Jej dupcia była niesamowicie ciasna – znacznie ciaśniejsza niż cipka – i otulała go gorącym, pulsującym uściskiem. Przy każdym ruchu wyczuwał, jak mięśnie pracują wokół niego, jak starają się go wciągnąć i jednocześnie odepchnąć. Było mokro od spermy i śliny, ale wciąż wystarczająco oporne, żeby każde pchnięcie wymagało kontroli. Patrzył w dół i widział, jak jego gruby trzon znika między jej pośladkami, tam gdzie kryształek korka jeszcze niedawno zajmował to miejsce, a on się wbijał. Miłość mieszała się z dzikim pożądaniem tak mocno, że musiał zaciskać zęby, żeby nie przyspieszyć zbyt wcześnie.
Poruszał się dalej powoli, głęboko, rytmicznie.
— Jest ci dobrze? — zapytał cicho, całując jej łopatkę. — Mów do mnie…
Zosia jęczała głośno, głos już prawie nieposłuszny.
— Cudownie… — wydusiła. — Jest… aaah… cudownie. Jestem taka szczęśliwa… że znowu przeżywam z tobą coś po raz pierwszy… Kocham czuć cię w sobie… tak… właśnie tak…
Rafał przełknął ślinę, dłonie mocniej zaciskając na jej biodrach.
— Mogę… przyspieszyć?
Zosia szarpnęła biodrami do tyłu, wbijając się na niego jeszcze głębiej, i spazmatycznie, prawie błagalnie wyszeptała:
— Tak… proszę… zrób to… szybciej…
Zachęcony błagalnymi prośbami Zosi Rafał przestał się hamować.
Chwycił ją mocniej za biodra i zaczął posuwać naprawdę intensywnie. Biodra uderzały o jej pośladki z głośnym, mokrym klaskaniem. Każde pchnięcie było głębokie, zdecydowane, niemal brutalne. Gruby kutas wnikał aż po same jądra, a przy wycofaniu ciągnął za sobą jej rozciągnięty zwieracz, tylko po to, by natychmiast wbić się znowu.
Dla Zosi to było jak fala, która nie miała zamiaru opaść.
Pierwszy raz w życiu czuła tak intensywną penetrację analną i jej ciało reagowało na wszystko z ogromną siłą. Przy każdym mocnym pchnięciu pieczenie mieszało się z ostrą, prawie elektryczną rozkoszą, która rozchodziła się od odbytu aż po czubki palców. Wydawało jej się, że jest rozciągana od środka bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – że grubość Rafała zajmuje każdą możliwą przestrzeń, że nie ma już miejsca na powietrze, na myśl, na cokolwiek poza tym wypełnieniem. Kiedy się cofał, czuła nagłą, rozdzierającą pustkę, a kiedy wracał – uderzenie pełności było tak silne, że krzyczała w poduszkę. Biodra sama cofała naprzeciw jego ruchów, jakby chciała wziąć jeszcze więcej, jeszcze głębiej. Jęki przechodziły w głośne, niekontrolowane krzyki.
— Tak… mocniej… nie przestawaj… — darła się, głos już całkowicie ochrypły. — Rżnij mnie… właśnie tak…
W pewnym momencie oboje usłyszeli cichy sygnał przychodzącej wiadomości na telefonie Zosi leżącym gdzieś na szafce. Dźwięk dotarł do nich tylko podświadomie – żaden z nich nie miał siły ani ochoty nawet odwrócić głowy.
Rafał przyspieszył jeszcze bardziej, prawie traciąc rytm z intensywności. Zosia nagle sztywniała pod nim.
Orgazm uderzył w nią z taką siłą, że na moment przestawiło jej oddech. Całe ciało szarpnęło się w gwałtownych, niekontrolowanych skurczach. Uda zaczęły drżeć tak mocno, że aż stukały o materac. Jej dupcia zacisnęła się na jego kutasie w potężnych, rytmicznych falach – raz za razem ściskała go z siłą, jakiej Rafał nigdy wcześniej nie doświadczył. Zosia krzyczała długo, wysokim, załamanym głosem, a jej pośladki napinały się i rozluźniały w dzikim tańcu. Soki z cipki spływały po udach, a ona wiła się i rzucała pod nim, nie mogąc złapać powietrza.
Rafał czuł każdy skurcz jak osobne uderzenie.
Jej pupa doiła go nieubłaganie – ciasna, gorąca, mokra od spermy i śliny, zaciskająca się wokół niego w mocnych, pulsujących falach. Każdy skurcz wyciągał z niego oddech, każdy kolejny przybliżał go do granicy. Patrzył, jak jej ciało drży, jak kręgosłup wyginają się w łuk, jak dłonie kurczowo szarpią pościel, i wiedział, że dłużej nie wytrzyma.
Jeszcze zanim Zosia zdążyła opaść po orgazmie, Rafał dobił do samego końca i eksplodował.
Wytrysk był gwałtowny i długotrwały. Czuł, jak fala za falą gorącego nasienia wylewa się z niego prosto w jej wnętrze. Każdy puls był intensywny, prawie bolesny z przyjemności – jądra kurczyły się mocno, a kutas drgał głęboko w jej ciasnym tyłeczku, pompując wszystko, co miał. Trzymał ją mocno za biodra, dociskając się aż do oporu, jakby chciał, żeby ani kropla nie wypłynęła.
Dla Zosi wrażenie było oszałamiające.
Poczuła najpierw wyraźne, rytmiczne drgania jego penisa, a potem ciepło – gęste, gorące strugi wypełniające ją od środka. Było ich dużo, więcej niż się spodziewała. Każda kolejna porcja rozpychała ją dodatkowo, a ona wciąż jeszcze drżała po własnym orgazmie, więc skurcze jej dupki wyciskały z niego resztki. Czuła, jak nasienie zbiera się głęboko, jak robi się mokro i ślisko, jak przy najmniejszym ruchu Rafała coś zaczyna powoli wypływać.
W końcu oboje stracili siły.
Rafał osunął się na nią ciężko, wciąż jeszcze w środku, a Zosia zapadła twarzą w poduszkę, dysząc tak głośno, jakby właśnie przebiegła maraton. Leżeli tak, spleceni, spoceni, kompletnie wyczerpani, nie będąc w stanie wypowiedzieć nawet słowa.
Leżąc ciężko na Zosi, Rafał przez dłuższą chwilę zbierał siły. Oddychał głęboko, czoło oparte o jej łopatkę, ciało wciąż jeszcze drżące po orgazmie. Wreszcie powoli uniósł się na rękach i zaczął delikatnie wyjmować penisa z jej pupy.
Dla Zosi to było wrażenie niemal tak intensywne jak samo wejście.
Gruby, wciąż jeszcze twardy kutas wysuwał się centymetr po centymetrze, ciągnąc za sobą ścianki jej rozciągniętej dupki. Czula, jak zwieracz kurczy się za nim, próbując zatrzymać to, co właśnie tracił. Kiedy najszersza część główki minęła najciaśniejszy punkt, nastąpiło nagłe, prawie słyszalne „wyjście” – a potem ostra, dotkliwa pustka. Ciepłe, gęste nasienie zaczęło natychmiast wypływać, spływając po jej wargach sromowych i udach. Zosia sapnęła cicho, biodra drżąc, a odbyt jeszcze przez kilka sekund otwierał się i zamykał w bezradnych, pulsujących ruchach, jakby nie mógł uwierzyć, że został pusty.
Rafał położył się obok niej i mocno przyciągnął do siebie. Zosia wtuliła twarz w jego pierś, wciąż jeszcze dysząc. Po chwili uniosła głowę i nieśmiało uśmiechnęła się do niego.
— Podobało ci się…? — zapytała cicho.
Rafał pogładził ją po włosach i delikatnie pocałował w usta.
— Lepiej niż mógłbym sobie wymarzyć — wyznał ochryple. — Naprawdę. Było… niesamowite.
Zosia zaczęła całować go raz po raz – krótkie, miękkie pocałunki w usta, w brodę, w kącik warg – jednocześnie tuląc się do niego jeszcze mocniej.
— Nie gniewasz się na mnie… za tę przygodę z Sandrą?
Rafał zaśmiał się cicho i przyciągnął jej twarz do siebie. Pocałował ją długo i namiętnie. Usta otworzyły się natychmiast, języki splotły się wolno, smakując siebie nawzajem – sól potu, resztki śliny, metaliczny posmak intensywnego seksu. Dłonie Rafała wędrowały po jej plecach, po pośladkach, przyciągając ją bliżej, a Zosia mruczała cicho w pocałunek, całkowicie rozluźniona i szczęśliwa.
Kiedy wreszcie oderwał się od jej ust, zapytał z lekkim uśmiechem:
— A tobie… było z nią przyjemnie?
Zosia zarumieniła się i nieśmiało skinęła głową.
— Tak…
Rafał pocałował ją w nosek.
— Nie ma na świecie nic, co mogłoby sprawić, że byłbym na ciebie zły — powiedział czule. — Naprawdę nic.
— Naprawdę? — zapytała jeszcze raz, jakby potrzebowała potwierdzenia.
— Naprawdę. — Przycisnął usta do jej czoła. — Jedyny żal, jaki mam, to to, że nie widziałem tego na własne oczy.
Zosia roześmiała się cicho i pocałowała go znowu, tym razem dłużej, pełna czułości i ulgi.
Po chwili uniosła się trochę na łokciu i spojrzała na niego z szelmowskim błyskiem w oku.
— Umówiłam Basię i Tosię na wizytę w klinice… — powiedziała. — Będzie też badanie USG. U Sandry.
Rafał najpierw spojrzał na nią z niedowierzaniem, a potem wybuchnął śmiechem, jednocześnie jęknąwszy.
— O nie… te dwie niewyżyte małolaty zamęczą biedną Sandrę…
Zosia wtuliła się z powrotem w jego ramiona i mruknęła z rozbawieniem:
— Nie jestem pewna, kto kogo zamęczy…
Rafał nagle przypomniał sobie o sygnale wiadomości, który usłyszeli w trakcie seksu.
— Zaraz… na twój telefon coś przyszło.
Zosia również sobie przypomniała. Sięgnęła po telefon leżący na szafce, odblokowała ekran i po chwili wybuchnęła szczerym śmiechem.
— O wilku mowa…
— Co tam jest? — zapytał Rafał, zdezorientowany.
Zosia bez słowa podała mu telefon. Rafał spojrzał na ekran.
Nad zdjęciem widniał krótki tekst:
„w końcu Warszawa godnie mnie powitała”
Pod spodem – wyraźne, ostre zdjęcie: ospermiona, zaczerwieniona cipka Sandry, z której właśnie wypływała kolejna, gęsta porcja białej spermy.
Rafał przez sekundę wpatrywał się w ekran, a potem również zaczął się śmiać.
Rafał w końcu uspokoił się na tyle, że mógł mówić bez śmiechu. Spojrzał na Zosię z figlarnym błyskiem w oku.
— Skoro koleżanka się chwali… — powiedział żartobliwie — to Ty nie możesz być gorsza. Rozłóż nogi, kochanie. Pokaż ładnie cipkę i pupę.
Zosia natychmiast zrozumiała jego intencję. Uśmiechnęła się szeroko, prawie z dumą, i posłusznie przetoczyła się na brzuch, a potem uniosła biodra, klękając w pozycji, która maksymalnie eksponowała wszystko. Rozłożyła uda szeroko, wypięła pośladki i jedną ręką delikatnie rozchyliła wargi sromowe, żeby nic nie było zasłonięte.
Rafał uniósł telefon Zosi i zrobił zdjęcie.
To, co uwiecznił obiektyw, było bardzo wyraźne i intymne.
Cipka Zosi była zaczerwieniona, lekko opuchnięta po intensywnym seksie, a z jej wnętrza powoli wypływały gęste, białe strugi spermy, które spływały po wargach sromowych i zbierały się u nasady ud. Jeszcze bardziej przyciągał wzrok otwór tyłeczka– rozluźniony, lekko rozwarty, lśniący od nasienia. Z jego środka również sączyła się sperma, gęsta i obfita, spływająca cienką strużką w dół, mieszając się z tą, która wypływała z cipki. Cały obszar między pośladkami był mokry, błyszczący, pokryty białymi śladami, które świadczyły o tym, jak dokładnie i głęboko została wypełniona.
Rafał podał jej telefon. Zosia przez chwilę przyglądała się zdjęciu, a potem z zadowolonym uśmiechem dopisała krótki tekst i wysłała.
„ja też nie mam się czego wstydzić”
Oboje wybuchnęli śmiechem.
— Ta cała Sandra musi być naprawdę żywiołową i seksowną dziewczyną — stwierdził Rafał, kiedy się uspokoili. — Chętnie bym ją poznał.
Zosia uniosła brew i zapytała z udawaną niewinnością:
— Poznał… czy przeleciał?
Rafał spojrzał jej prosto w oczy, tym razem już poważniej.
— A miałabyś coś przeciwko?
Zosia uśmiechnęła się wolno, prawie drapieżnie.
— Jedyny warunek — powiedziała miękko. — Żebyśmy wtedy kochali się z nią we troje. Tylko tak.
Rafał nie odpowiedział słowami. Przyciągnął ją do siebie i pocałował mocno, namiętnie. Usta otworzyły się natychmiast, języki splotły się głęboko, smakując resztki soli i słodyczy. Jedną ręką ściskał jej pierś, kciukiem drażniąc sutek, drugą obejmował ją w talii, przyciągając bliżej. Pocałunek trwał długo – mokry, intensywny, pełen obietnicy.
Kiedy wreszcie oderwał się od jej ust, coś sobie przypomniał. Zosia zauważyła zmianę w jego twarzy.
— O co chodzi?
— Rozmawiałem ze swoją ciotką Natalią — wyjaśnił. — Właściwie to przyszywana ciotka. Prowadzi kancelarię prawną. Wspomniałem jej o tobie… o pracy. Nic z góry nie obiecała, ale jutro chętnie się z nami spotka w kancelarii.
Zosia uniosła się na łokciu, oczy mając szeroko otwarte.
— Co to właściwie znaczy?
— To znaczy — Rafał pocałował ją w czoło — że jutro masz rozmowę o pracę.
Zosia krzyknęła z radości i rzuciła się na niego, całując gorąco, raz za razem, dziękując między pocałunkami.
— Dziękuję… dziękuję ci… naprawdę…
Po chwili jednak zamarła i spojrzała na niego z udawaną pretensją.
— Ja nawet nie wiem, co na siebie włożę! To wszystko twoja wina, że dopiero teraz mi mówisz!
Rafał zaśmiał się i uniósł ręce w geście obrony.
— Skoro rzuciłaś się na mnie już od progu, to nie dziw się, że zapomniałem o całym świecie.
Zosia wtuliła się z powrotem w jego ramiona, głos mając już miękki i czuły.
— Jesteś najcudowniejszym mężczyzną pod Słońcem…
Rafał pocałował ją delikatnie w skroń.
— Nie wiem, czy najcudowniejszym… ale przede wszystkim należę do ciebie.
Zosia uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy.
— A ja należę do ciebie.
Pytanie do czytelników.
Wolicie teraz kolejną część o wizycie Tosi i Basi w gabinecie Sandry (cz. 28) czy o rozmowie Zosi o pracę? Mam rozpoczęte obydwie a nie wiem na której się skupić. Tak czy inaczej pojawią się w końcu obie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
5 komentarzy
Czytelnik3
[komentarz oczekuje na moderacje]
Bisexwaw
@Czytelnik3 czeski błąd, już naprawiam
Pumciak
Super odcinek ale co tam z domem Zosi i Basi
Bisexwaw
@Pumciak nadejdzie i na to pora ale jeszcze nie teraz. Pamiętam o tym. Spec Rafała do zadań specjalnych znajdzie to i owo za uszami wujka.
TakiJeden
A może ciotka Natalia (zwłaszcza, że przyszywana) mogłaby dołączyć do tej wesołej gromadki.
Bisexwaw
@TakiJeden nie zdradzę zbyt wcześnie co będzie dalej. Na pewno nie powiem czy będzie coś pomiędzy nią a moimi bohaterami ale mogę zdradzić, że będzie miała ogromne libido.
emila17
Ostro i romantycznie. Jakbyś nadawał tytuły to mogłoby być jak u Jane Austen tylko, że "Analna i romantyczna". W sumie wyszedł mi z tego tytuł jak z niemieckiej kinematografii.
muscle99
Odjazdowo. Serio!