
Powietrze pachniało świeżo parzoną kawą, tostami i czymś słodkim – chyba cynamonem. Mama Rafała stała przy blacie w fartuchu, właśnie przekładała jajecznicę na talerz. Odwróciła się na ich widok i uśmiechnęła szeroko.
— Dzień dobry, śpiochy — powiedziała ciepło. — Myślałam, że będziecie spać do południa.
— Dzień dobry — odparła Zosia, podchodząc bliżej. — Jak pani się czuje po wczorajszym dyżurze? Rafał mówił, że był pani ciężki dzień w szpitalu.
Mama westchnęła, ale uśmiech nie zniknął z twarzy.
— Oh, standard. Trzy przyjęcia, jedna operacja w trybie pilnym i na dodatek samochód padł mi w połowie drogi do domu. Całkowita katastrofa. Musiałam wzywać pomoc drogową o jedenastej wieczorem.
Rafał zmarszczył brwi.
— Mamo, może Ci pomożemy.
— Wiedziałam, że macie swój czas — odparła, machając ręką. — I tak już wszystko załatwione. Ale dziękuję, że pytacie.
Zosia chciała pomóc chociaż nakrywać do stołu, ale mama natychmiast ją wypędziła.
— Won stąd, oboje. Śniadanie podam na tarasie, jak będzie gotowe. Idźcie odetchnąć świeżym powietrzem.
Rafał wziął Zosię za rękę i wyprowadził ją na taras.
Poranny chłód był przyjemny, powietrze pachniało trawą i wilgotną ziemią. Stanęli przy balustradzie. Rafał przyciągnął ją do siebie i pocałował.
Pocałunek był powolny, delikatny.
Najpierw tylko musnął jej usta, jakby sprawdzał, czy jeszcze ma na to ochotę. Potem pogłębił go – wargi przesuwały się miękko, język wsunął się ostrożnie, krążąc, smakując. Zosia odpowiedziała tym samym spokojem, dłonie wplotła w jego włosy. Całowali się długo, bez pośpiechu, ciesząc się bliskością i ciszą ogrodu.
Kiedy się oderwali, Rafał usiadł w szerokim fotelu, a Zosia natychmiast usiadła mu na kolanach, mocno się przytulając. Wtuliła twarz w jego szyję.
— Wcale nie mam ochoty wracać wieczorem do Warszawy — powiedziała cicho, nieśmiało. — Tu jest tak cicho… spokojnie.
Rafał pogładził ją po plecach.
— Będziemy przyjeżdżać często. Ale pora wracać do swojego życia. Trochę je poukładać.
Zosia westchnęła i przyznała mu rację.
— Chciałabym jak najszybciej zacząć pracę. Momentami mam poczucie, że jestem bezużyteczna.
Rafał zaśmiał się lekko i pocałował ją w skroń.
— Różnie można cię nazwać, kochanie. Ale na pewno nie bezużyteczną.
Zosia uniosła głowę, figlarnie mrużąc oczy.
— A jakbyś mnie określił?
Rafał patrzył jej prosto w oczy i zaczął mówić czułym, niskim głosem, pomiędzy każdym słowem składając pocałunki:
— Piękna… — pocałował ją w ucho.
— Cudowna… — w powiekę.
— Dobra… — w nosek.
— Mądra… — w usta.
— Seksowna… — w szyję.
— Gorąca… — znów w usta, dłużej.
Zosia zaśmiała się cicho, czerwieniąc się.
— Rozpieszczasz mnie.
Rafał wzruszył lekko ramionami, wciąż trzymając ją blisko.
— Chyba po to jesteśmy razem.
Rozmowę przerwała Tosia.
Weszła ostrożnie na taras, w tej samej czarnej bluzce i krótkich spodenkach, w których wyszła z pokoju. Przywitała się ładnie, a oni odpowiedzieli. Rozejrzała się dookoła, po czym podeszła bliżej, pocałowała Rafała w policzek, a Zosię – delikatnie, ale wyraźnie – w usta.
— Dziękuję — powiedziała cicho, ale mocno. — Za wczorajszy wieczór.
Rafał zrobił się czerwony jak burak. Zosia tylko uśmiechnęła się ciepło.
— Dla każdego było to niezapomniane przeżycie — odparła cicho. — Ale teraz lepiej o tym nie rozmawiać.
Tosia przysiadła na poręczy fotela.
— Nie chcę, żebyście wyjeżdżali. Będę tęskniła. Z rodzicami jest miło, ale… nudzi mi się tu po prostu.
Rafał, odzyskawszy już rezon, spojrzał na nią.
— To może pojechałabyś z nami? Poznałabyś trochę miasto, pozwiedzała. I tak niedługo masz z nami zamieszkać.
Tosia popatrzyła na nich oboje z namysłem.
— Rozważę to.
Właśnie wtedy usłyszeli rumor, jaki mogła zrobić tylko Basia.
Wpadła na taras jak burza, ciągnąc za rękę Maksa. Była cała roześmiana – oczy świetliste, policzki zaróżowione, usta rozciągnięte w szerokim, zaraźliwym uśmiechu, który pokazywał równe zęby. Włosy miała jeszcze trochę rozczochrane, a cała postawa emanowała energią i radością.
Maks zaproponował spacer zaraz po śniadaniu, kiedy jeszcze na tarasie unosił się zapach kawy i tostów. Rafał od razu objął Zosię w talii, przyciągając ją bliżej. Maks chwycił Basię za rękę, a Tosia ze śmiechem wcisnęła się między siostry, obejmując obie za ramiona.
— No to ruszamy — powiedziała wesoło. — Zanim mama znów każe nam coś zmywać.
Las przyjmował ich powoli, jakby nie chciał od razu oddać całej swojej ciszy. Ścieżka wiła się między wysokimi sosnami, których igły tworzyły miękki, pachnący dywan. Powietrze było chłodne i wilgotne, pachniało żywicą, mchem i świeżą ziemią po nocnym deszczu. Gdzieś w oddali stuknął dzięcioł, a pod nogami chrzęściły drobne gałązki. Słońce przebijało się przez korony drzew nierównymi smugami, malując na ziemi złote plamy.
Weszli głębiej. Rozmowa płynęła swobodnie, ale pod każdym zdaniem czuć było ciężar poprzedniego wieczoru. Śmiechy były trochę głośniejsze niż zwykle, spojrzenia dłuższe, cisze pełniejsze. W końcu Zosia zatrzymała się, odwróciła do reszty i powiedziała spokojnie:
— Skoro jesteśmy tylko we własnym gronie… możemy porozmawiać o tym, co się wczoraj wydarzyło. Nie ma sensu udawać, że nic nie było.
Maks przetarł kark dłonią, spojrzał najpierw na Basię, potem na pozostałych.
— Nie ma co ukrywać. Podobało mi się. Było… niezapomniane. Naprawdę. Nie spodziewałem się, że coś takiego może być aż tak intensywne.
Tosia stała trochę z boku, dłonie schowane w kieszeniach bluzki. Głos miała cichy, prawie nieśmiały.
— To ja mam najwięcej do podziękowania. Spełniliście moją fantazję. Było dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam… a nawet lepiej. Ale teraz… czuję się spełniona. Nie mam parcia, żeby od razu to powtarzać. Jakby coś we mnie się uspokoiło.
Zosia uśmiechnęła się ciepło, choć w oczach widać było ciekawość.
— A kiedy chciałabyś to powtórzyć?
Tosia wzruszyła ramionami, spoglądając na drzewa.
— Nieprędko. Zaczęłam swoją aktywność seksualną z naprawdę wielkim hukiem. Pora poszukać własnych doświadczeń. Ale… jak coś, to nie krępujcie się. Chętnie popatrzę.
Rafał słuchał w milczeniu. W duchu odetchnął z ulgą. Seks z własną siostrą był dla niego niezwykle podniecający – ciało pamiętało każdy szczegół – ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że związek z Zosią był jeszcze świeży, delikatny. Zbyt częste powroty do tego, co się wydarzyło, mogłyby go nadwyrężyć. I tak wszystko było już wystarczająco pogmatwane.
Basia natomiast westchnęła głośno, z charakterystyczną dla siebie bezpośredniością.
— Szkoda. Bo mi się te grupowe zabawy bardzo podobały. Naprawdę.
Tosia uśmiechnęła się do niej.
— To nie znaczy, że nigdy więcej. Tylko na razie mi wystarczy. A jakbyś ty albo Zosia miały ochotę na same babskie pieszczoty… to zapraszam. Zawsze.
Maks uniósł brwi z udawanym oburzeniem i spojrzał na Rafała.
— A my, faceci? Nie jesteśmy przypadkiem dyskryminowani?
Rafał zaśmiał się, mocniej przytulając Zosię.
— Jak coś, to ona ma wszystko, czego mi potrzeba.
Zosia odwróciła się w jego ramionach, spojrzała mu prosto w oczy i pocałowała.
Pocałunek zaczął się delikatnie, prawie nieśmiało – tylko usta przy ustach, ciepły oddech, lekkie musnięcie. Potem pogłębił się. Język Rafała wsunął się powoli, smakując ją, domagając się odpowiedzi. Zosia westchnęła prosto w jego usta, dłonie wplotła w jego włosy. Rafał objął ją mocniej. Jedna dłoń zsunęła się po jej plecach, druga – niżej. Palce znalazły brzeg sukienki i uniosły ją powoli, odsłaniając uda, potem pośladki. Dłonie Rafała spoczęły na nagiej skórze, ugniatając, masując, rozchylając lekko. Sukienka unosiła się i opadała z każdym ruchem jego rąk. Całowali się coraz namiętniej – mokro, głęboko, z cichymi westchnieniami, które ginęły między drzewami.
Maks patrzył.
Nie mógł oderwać wzroku. Pośladki Zosi – pełne, jędrne, lekko zaróżowione od porannego chłodu – wypełniały dłonie Rafała. Skóra lśniła w plamach słońca. Każde ugniecenie sprawiało, że mięśnie napinały się i rozluźniały, a cienki materiał sukienki unosił się wystarczająco wysoko, by widać było linię stringów i dolną część krągłości. Rafał masował je powoli, dokładnie, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr. Maks poczuł, jak w dole brzucha zbiera się znajome ciepło. Odwrócił wzrok na chwilę, ale i tak wrócił do tego widoku.
W końcu Zosia i Rafał oderwali się od siebie. Oddychali głęboko, czoła prawie się stykały, usta jeszcze wilgotne. Sukienka opadła z powrotem, zakrywając to, co przed chwilą było odsłonięte.
Basia spojrzała na Tosię z szerokim, figlarnym uśmiechem, wciąż trzymając Maksa za rękę.
— Jak oni będą się dalej tak zachowywać — rzuciła żartobliwie, kiwając głową w stronę Zosi i Rafała — to z pewnością niebawem będziesz miała okazję poobserwować ich w akcji. I to z pierwszej rzędu.
Nie dokończyła.
Poczuła, jak dłoń Maksa powoli, prawie nieśmiało, wślizguje się pod brzeg jej sukienki. Palce najpierw musnęły wewnętrzną stronę uda, potem wspięły się wyżej, aż znalazły cienki materiał majteczek. Basia wciągnęła powietrze. Cipka zareagowała natychmiast. Wilgoć zbierała się szybko, gęsto, jakby ktoś otworzył ukryty kran. Soki spływały po wargach sromowych, wsiąkały w koronkę, kleiły materiał do skóry. Czuła, jak każda fałdka staje się śliska, jak pulsowanie narasta z każdym uderzeniem serca. Uda zacisnęły się odruchowo wokół dłoni Maksa, a ona musiała przygryźć dolną wargę, żeby nie jęknąć na głos. Podniecenie rozlewało się po brzuchu, po piersiach, aż po końce palców.
Tosia obserwowała ich wszystkich z lekkim, znającym uśmiechem.
— Jak coś — powiedziała spokojnie — to znam miejsce, gdzie będziecie mogli się swobodnie pobawić. Bez pośpiechu i bez strachu, że ktoś wpadnie.
Wyczuwała napięcie tak wyraźnie, jakby unosiło się w powietrzu razem z zapachem żywicy. Między Zosią a Rafałem iskrzyło się niemal namacalnie. Między Basią a Maksem — to samo, tylko bardziej surowe, młodsze.
Rafał odwrócił się do Zosi, spojrzał jej w oczy i zapytał cicho, ale wyraźnie:
— Chciałabyś się kochać tu, na łonie natury? W dodatku… na oczach pozostałych?
Zosia uśmiechnęła się zagadkowo. Nie odpowiedziała słowami. Zamiast tego złapała jego dłoń i powoli, zdecydowanie, poprowadziła ją pod sukienkę, pomiędzy swoje uda. Rafał poczuł najpierw ciepło skóry, potem wilgoć. Majteczki były kompletnie przemoczone — materiał kleił się do cipki, soki przesączały się przez koronkę i zbierały na jego opuszku. Kiedy delikatnie nacisnął, poczuł, jak ciepło i śliskość otaczają palec. Wilgoć była gęsta, ciągnąca się, pulsująca. Przesunął opuszką wzdłuż szparki i poczuł, jak kolejne krople spływają po jego skórze. Cipka Zosi była tak mokra, że prawie słychać było ciche, mokre odgłosy przy najmniejszym ruchu.
Zosia nachyliła się do jego ucha.
— To ci wystarczy? — zapytała szeptem, głosem drżącym od podniecenia.
Tymczasem Basia już nie wytrzymywała. Odwróciła się do Maksa i pocałowała go namiętnie — głęboko, z językiem, z cichym westchnieniem, które zginęło między drzewami. Jego dłoń wciąż była pod jej sukienką, a ona napierała biodrami naprzeciw jego palców.
Tosia westchnęła głośno, prawie z rozbawieniem.
— Dobra, dość tego. Poprowadzę was, zanim ktoś z was eksploduje tu na ścieżce.
Ruszyli za nią.
Las stawał się coraz jaśniejszy. Między pniami pojawiały się coraz szersze prześwity słońca. Igliwie chrzęściło pod stopami, gdzieś w oddali zakrzyczała sójka, a powietrze pachniało wilgotnym mchem i rozgrzaną żywicą. Napięcie szło z nimi — gęste, namacalne, pełne oczekiwania.
W końcu drzewa rozstąpiły się.
Wyszli na polanę.
Polana otworzyła się przed nimi nagle, jakby las postanowił na chwilę odsłonić swoje najskrytsze serce. Była rozległa, niemal okrągła, otoczona gęstym pierścieniem sosen i brzóz. Trawa rosła tu bujnie, miękka, gęsta, o intensywnie zielonym kolorze, który w pełnym słońcu nabierał złotawego połysku. Każde źdźbło było jeszcze lekko wilgotne od porannej rosy, a kiedy wiatr przeciągał po niej, falowała jak spokojne morze. Tu i ówdzie wyrastały drobne, białe stokrotki i fioletowe dzwonki, a powietrze pachniało rozgrzaną ziemią, słodkim nektarem i żywicą. Słońce lało się bez przeszkód, ogrzewając skórę, a gdzieś wysoko nad koronami drzew śpiewał skowronek. Cisza była prawie zupełna – tylko szum liści i ciche brzęczenie owadów.
Basia nie wytrzymała ani chwili.
Złapała Zosię i Tosię za ręce i ze śmiechem pociągnęła je w sam środek rozsłonecznionej trawy.
— Chodźcie! — krzyknęła wesoło. — Tu jest idealnie!
W słońcu obie dziewczyny mocno przytuliły Tosię. Trzy ciała zlały się na moment w jedno – jasne włosy Basi mieszały się z blondem Zosi i ciemniejszymi kosmykami Tosi. Tosia roześmiała się głośno, obejmując je obie.
— Hej, bracia! — zawołała w stronę Rafała i Maksa. — Mam wasze skarby i zaraz je rozpakuję!
Stały obok siebie, trzy różne, a jednak podobne.
Tosia smukła, o ostrzejszych rysach, ciemniejszych oczach i włosach spiętych w kucyk; w czarnych, obcisłych spodenkach i topie wyglądała sportowo, drapieżnie. Basia najmłodsza z wyglądu, delikatniejsza w talii, z pełniejszymi piersiami i wiecznie rozbawionym wyrazem twarzy; biała sukienka powiewała jej wokół ud. Zosia najwyższa z nich, o klasycznych, miękkich krągłościach, jasnych włosach spływających luźno i spojrzeniu pełnym ciepła i pożądania; pastelowa sukienka podkreślała każdy ruch bioder.
Rafał podszedł do Zosi i objął ją mocno, twarzą wtulając się w jej włosy.
— Kocham cię — wyszeptał.
Basia tymczasem rozpędem wskoczyła na Maksa. Oplotła jego biodra udami, zawisła mu na szyi i pocałowała.
Pocałunek był głodny i pełen śmiechu jednocześnie.
Usta Basi otworzyły się od razu, język wsunął się głęboko, kręcąc, ssąc, domagając się odpowiedzi. Maks złapał ją pod pośladki, podtrzymując, a ona przycisnęła się mocniej, piersi ugniatając o jego klatkę. Całowali się stojąc, ona wciąż owinięta wokół niego, włosy opadały im na twarze, a ciche, mokre odgłosy mieszały się z jej urywanym śmiechem. Kiedy na chwilę oderwali się, by złapać oddech, Basia przygryzła mu dolną wargę i znów się wessała, biodra wykonując małe, prowokujące ruchy.
Tymczasem Rafał stanął za Zosią.
Palce znalazły zamek sukienki. Zsunął go powoli, centymetr po centymetrze, jednocześnie składając pocałunki na odsłanianej skórze. Najpierw kark, potem ramiona, potem linię kręgosłupa. Sukienka opadała jak płatki kwiatu – najpierw z ramion, potem z piersi, w końcu zsunęła się po biodrach i upadła na trawę. Rafał nie przestawał. Dłonie wędrowały po jej brzuchu, po bokach, po zewnętrznej stronie ud, a usta całowały każdy nowo odsłonięty fragment – łopatki, dołek w krzyżu, górną część pośladków. Zosia westchnęła, odchylając głowę do tyłu.
Basia zeskoczyła z Maksa na miękką trawę.
Natychmiast złapała brzeg jego koszulki i ściągnęła ją przez głowę. Potem uklękła, rozpięła pasek, zsunęła szorty razem z bokserkami. Całowała przy tym wszystko, co odsłaniała – pierś, brzuch, linię bioder, wewnętrzną stronę ud. Kiedy kutas Maksa wyskoczył wolny i twardy, Basia musnęła go wargami, ale nie wzięła jeszcze do ust. Wstała, oplotła go rękami i znów pocałowała, tym razem stojąc na ziemi.
Tosia stała kilka kroków dalej, oczy szeroko otwarte.
Jedna dłoń wsunęła się pod spodenki. Palce znalazły już mokrą, gorącą cipkę i zaczęły powoli, delikatnie krążyć wokół łechtaczki. Patrzyła, jak Rafał pieści nagą Zosię, jak Basia rozbiera Maksa. Oddychała coraz głębiej, biodra wykonując małe, niekontrolowane ruchy naprzeciw własnej dłoni. Soki zbierały się szybko, wilgoć kleiła materiał do skóry.
Zosia odwróciła się do Rafała.
Uśmiechnęła się i sięgnęła po brzeg jego koszulki, zaczynając go rozbierać.
Zosia stała przed Rafałem w samych majteczkach – cienkich, białych, już wyraźnie wilgotnych. Słońce padało na jej skórę, podkreślając każdą krągłość. Sięgnęła po jego koszulkę i ściągnęła ją powoli, całując przy tym odsłanianą klatkę piersiową. Usta przesuwały się po skórze, język zostawiał wilgotne ślady. Rafał pomógł jej, unosząc ramiona, a potem sam zajął się jej ciałem – dłonie wędrowały po plecach, po biodrach, po pośladkach, ugniatając je przez cienki materiał. Całowali się bez przerwy, głęboko, z językami, które splatały się i przepychały. Zosia rozpięła mu pasek, zsunęła spodnie razem z bokserkami. Kiedy kutas wyskoczył wolny i twardy, oplotła go dłonią i powoli przesunęła w górę i w dół, nie odrywając ust od jego ust. Rafał westchnął prosto w jej usta, dłonie zacisnęły się mocniej na jej pośladkach.
Kilka kroków dalej Basia już klęczała na miękkiej trawie przed nagim Maksem.
Wzięła jego kutasa obiema dłońmi, przybliżyła usta i wessała główkę głęboko, z wyraźną pasją. Język krążył, policzki zapadały się, a ona opuszczała głowę coraz niżej, biorąc go aż po nasadę. Ślina spływała po trzonie, po jej brodzie, kapała na trawę. Maks wplotł dłonie w jej jasne włosy, nie naciskając, tylko gładząc, przytrzymując. Basia obciągała rytmicznie, mokro, z cichymi, zadowolonymi dźwiękami, które wibrowały wokół jego kutasa. Od czasu do czasu odrywała się, by złapać oddech, oblizywała wargi i znów się nabijała, tym razem jeszcze głębiej.
Tosia stała z boku, oczy szeroko otwarte.
Dłoń wciąż pracowała pod spodenkami. Palce wsunęły się głębiej, znalazły mokre wejście i zaczęły powoli, spiralnie poruszać się w środku. Kciuk tarł łechtaczkę lekkimi, okrężnymi ruchami. Biodra unosiły się naprzeciw dłoni, a ona oddychała coraz głębiej, nie odrywając wzroku od obu par. Soki zbierały się szybko, wilgoć kleiła materiał do skóry, a każdy ruch palców sprawiał, że kolana robiły się miękkie.
Rafał zsunął z Zosi majteczki jednym płynnym ruchem.
Pocałował ją jeszcze raz, a potem delikatnie położył na trawie. Uklęknął nad nią i zaczął całować – najpierw piersi, ssąc sutki, potem brzuch, linię bioder, wewnętrzną stronę ud. Zosia rozchyliła nogi bez słowa. Rafał położył się między nimi i przyłożył usta do jej cipki.
Lizał powoli, dokładnie.
Najpierw długie, płaskie pociągnięcia od dołu aż po łechtaczkę, zbierając soki. Potem skupił się na wargach sromowych, rozchylając je językami, wsuwając czubek do środka. Kiedy Zosia uniosła biodra, ssał łechtaczkę rytmicznie, jednocześnie wsuwając dwa palce i poruszając nimi wolno. Językiem kreślił ósemki, liżąc, ssąc, nurkując głębiej. Zosia jęczała cicho, dłonie wplotła w jego włosy, przyciskając go mocniej. Zapach jej podniecenia mieszał się z zapachem trawy i żywicy.
Tosia miała dość.
Zsunęła spodenki razem z majteczkami jednym ruchem i odrzuciła je na bok. Stanęła bliżej Basi i Maksa, nogi lekko rozchylone, i znów wsunęła dłoń między uda. Tym razem bez przeszkód. Palce wsunęły się głęboko, kciuk pracował na łechtaczce, a ona patrzyła, jak Basia obciąga Maksa z pełnym oddaniem. Słońce grzało jej nagą skórę, wiatr muskał piersi, a ona masturbowała się otwarcie, nie odrywając wzroku od pary przed sobą.
Maks nie wytrzymał dłużej.
Podniósł Basię z kolan jednym płynnym ruchem, jakby nic nie ważyła. Sukienka zsunęła się z niej prawie sama – on tylko pomógł, ściągając materiał przez głowę i odrzucając go na trawę. Natychmiast przyssał się do jej piersi. Usta objęły sutek, język krążył, ssał mocno, rytmicznie, przechodząc z jednej piersi na drugą. Basia wygięła się w łuk, głowa odchylona do tyłu, głośne, niekontrolowane jęki wyrwały się jej z gardła.
— Maks… kurwa… nie przestawaj…
Jego dłoń wsunęła się między jej uda bez żadnych ceregieli. Palce znalazły już mokre, rozwarte wargi i wbiły się do środka – dwa, potem trzy – szybko, głęboko, z głośnym, mokrym odgłosem. Poruszał nimi ostro, wyginając, szukając tego miejsca, które sprawiało, że Basia aż piszczała. Jednocześnie nie przestawał ssać jej piersi, przygryzając lekko sutki, liżąc, wciągając je głęboko do ust. Basia trzymała się jego ramion, biodra napierały naprzeciw jego dłoni, a soki spływały już po jego nadgarstku i kapały na trawę.
Kilka metrów dalej Rafał wciąż miał twarz między udami Zosi.
Lizał ją wolno, dokładnie, zbierając każdą kroplę, ssąc łechtaczkę, wsuwając język jak najgłębiej. Zosia wiła się pod nim, dłonie w jego włosach.
— Rafał… daj mi ciebie… proszę… chcę cię też pieścić…
Rafał posłuchał. Nie odrywając ust od jej cipki, przesunął się wyżej, aż ukląkł nad jej twarzą. Jego twardy, gruby kutas zawisł tuż nad jej ustami. Zosia uniosła głowę i wzięła go od razu – głęboko, namiętnie, aż policzki zapadły się, a ślina spłynęła po brodzie. Obciągała go z pełnym oddaniem, co chwilę biorąc aż po nasadę, krztusząc się lekko, ale nie przestając. Rafał jęknął w jej cipkę, wibracje głosu sprawiły, że Zosia uniosła biodra jeszcze wyżej. Całowali się ciałami – on liżąc ją żarłocznie, ona ssąc go głęboko, mokro, z miłością i głodem jednocześnie. Ich ruchy były zsynchronizowane, pełne czułości i pożądania.
Tosia stała między nimi, nie wiedząc, gdzie patrzeć.
Wzrok skakał z pary na parę. Basia jęcząca w ramionach Maksa, Zosia z kutasem Rafała głęboko w gardle. Tosia nie wytrzymywała. Palce wbijały się w jej cipkę ostro, mocno, cztery naraz, poruszając się szybko, mokro, z głośnym chlupotaniem. Kciuk tarł łechtaczkę bezlitośnie. Biodra szarpały się naprzeciw własnej dłoni, piersi unosiły się i opadały w szybkim rytmie. Pot spływał jej po skroniach, po szyi, po brzuchu. Jęczała otwarcie, już nie starając się tłumić dźwięków.
— O boże… o boże…
Orgazm nadszedł nagle i zmiotł ją z nóg.
Ciało szarpnęło się do przodu, kolana ugięły. Cipka zacisnęła się wokół palców w gwałtownych, rytmicznych skurczach, soki trysnęły po udach. Tosia krzyknęła – długi, zachrypnięty dźwięk, który rozniósł się po polanie. Fale przechodziły przez nią jedna za drugą, nogi drżały niekontrolowanie, a ona tylko stała, zgięta wpół, trzymając się własnej dłoni, aż w końcu skurcze osłabły.
Oddychała jeszcze długo, płytko, chaotycznie.
Powoli oddech zaczął cichnąć, stawać się głębszy, spokojniejszy. Wciąż stała naga na trawie, dłoń mokra od własnych soków, i patrzyła na obie pary, które nie przestawały się kochać.
Basia popchnęła Maksa ze śmiechem na miękką trawę. On również się zaśmiał, kładąc się na wznak, ręce założone pod głowę, kutas sterczący wysoko, twardy i lśniący od śliny. Czekał na nią z wyraźną niecierpliwością, biodra już lekko uniesione.
Basia stanęła nad nim w rozkroku. Powoli, prawie teatralnie, przykucnęła.
Palcami objęła jego kutasa, przytrzymała go pionowo i zaczęła opuszczać biodra. Główka najpierw tylko musnęła wargi sromowe – gorąca, twarda, pulsująca. Potem wsunęła się do środka. Basia czuła, jak rozpycha ją centymetr po centymetrze, jak ścianki pochwy rozchodzą się, obejmując go ciasno, mokro, głodnie. Kiedy opadła całkowicie, cała długość wypełniła ją aż po nasadę. Westchnęła głośno, oczy przymknięte. Uczucie było pełne, głębokie, jakby ktoś wlał w nią płynny ogień. Pulsowanie jego kutasa mieszało się z jej własnym biciem serca.
Zaczęła się ruszać.
Unosiła się powoli, prawie do końca, i opadała z powrotem, biorąc go głęboko. Co kilka ruchów pochylała się nisko, by pocałować go w usta – długo, mokro, z językiem. Maks leżał pod nią, dłonie wędrowały po jej biodrach, po talii, po piersiach. Ugniatał je, szczypał sutki, przyciągał ją bliżej. Basia ujeżdżała go z rosnącą pasją, pośladki unosiły się i opadały w rytmicznym, hipnotyzującym tańcu. Od tyłu widać było jej pełną, jędrną pupę – skóra lśniąca od potu, mięśnie napinające się przy każdym ruchu, a między pośladkami – miejsce, gdzie jego kutas znikał w niej i pojawiał się znowu, mokry, lśniący.
Kilka kroków dalej Rafał i Zosia leżeli objęci.
On na górze, twarz głęboko między jej udami, lizał ją z zapałem – długie, wolne pociągnięcia, ssanie łechtaczki, język wnikający jak najgłębiej. Ona pod nim obciągała go namiętnie, biorąc głęboko, ślina spływała po brodzie, dłonie trzymały jego pośladki, przyciągając go bliżej. Kochali się ustami z całkowitym oddaniem – każde westchnienie, każdy ruch był pełen miłości i głodu jednocześnie.
Tosia stała między nimi, oczy szeroko otwarte, usta lekko rozchylone.
Poprzedni orgazm wcale jej nie uspokoił – wręcz przeciwnie. Dłoń znów znalazła się między udami. Palce wsunęły się w cipkę jeszcze wrażliwą, rozpaloną, i zaczęły poruszać się ostro, szybko. Drugą ręką sięgnęła do tyłu, opuszek znalazł wejście do pupy i masował je delikatnie, krążąc, naciskając. Jęczała głośno, biodra szarpały się naprzeciw obu dłoni, a wzrok skakał z pary na parę. Widok Basi ujeżdżającej Maksa i Zosi z kutasem Rafała głęboko w gardle doprowadzał ją do szaleństwa.
Zosia nagle wyjęła kutasa Rafała z ust.
Pochyliła się niżej, rozchyliła jego pośladki i przyłożyła język do zwieracza. Najpierw tylko krążyła wokół, potem nacisnęła, wsunęła czubek do środka. Lizała go coraz intensywniej, starając się wejść jak najgłębiej. Rafał jęknął głośno, biodra szarpnęły się do przodu.
— Zosiu… nigdy… nigdy czegoś takiego nie czułem…
Ona nie przestawała. Język pracował żarłocznie, mokro, podczas gdy on jeszcze mocniej wessał się w jej cipkę, liżąc, ssąc, nurkując. Oddawali się sobie całkowicie – każde z nich dawało drugiemu wszystko, co miało.
W końcu Zosia odsunęła się, oddech nierówny, usta lśniące.
— Wejdź we mnie — poprosiła cicho, ale zdecydowanie. — Proszę… teraz.
Tosia stała na skraju polany, nogi szeroko rozstawione, i masturbowała się już bez żadnych zahamowań.
Jedna dłoń wbijała się w cipkę ostro, szybko, cztery palce znikały w niej po same knykcie, mokre odgłosy chlupotania rozlegały się wyraźnie nawet wśród szumu drzew. Druga ręka pracowała z tyłu – trzy palce wsunęła sobie do pupy i poruszała nimi w tym samym rytmie, rozciągając, wnikając głęboko. Biodra szarpały się naprzeciw obu dłoni, piersi unosiły się i opadały w szybkim, chaotycznym oddechu. Pot spływał jej po całym ciele, ściekał między piersiami, po brzuchu, po udach. Jęczała głośno, otwarcie, już nie starając się niczego tłumić. Widok obu par doprowadzał ją do szaleństwa – każda scena, każdy ruch, każdy jęk był jak dodatkowy impuls, który sprawiał, że jej ruchy stawały się jeszcze dziksze, jeszcze głębsze. Cipka pulsowała, zwieracz zaciskał się wokół palców, a ona tylko brała i brała, głodna, rozpalona, nie potrafiąc przestać.
Rafał usłyszał prośbę Zosi.
Powoli odsunął się od niej, pozwalając jej zmienić pozycję. Zosia sprawnie przetoczyła się na kolana i dłonie, mocno wypięła biodra, odsłaniając mokrą, lśniącą cipkę. Rafał klęknął za nią. Przyłożył główkę kutasa do wejścia i zaczął wsuwać się centymetr po centymetrze.
Dla niego było to jak zanurzanie się w gorącym, jedwabistym uścisku. Ścianki pochwy obejmowały go ciasno, mokro, pulsująco, rozchodząc się pod naciskiem jego trzonu. Każdy kolejny centymetr dawał nowe, intensywniejsze wrażenie – ciepło, śliskość, delikatny opór, który ustępował tylko po to, by objąć go jeszcze mocniej. Kiedy wszedł do końca, poczuł, jak jego jądra opierają się o jej wargi sromowe. Westchnął głęboko.
Położył dłonie na jej biodrach i zaczął poruszać się powoli, delikatnie.
Wychodził prawie do końca i wsuwał z powrotem, miarowo, czule. Zosia jęczała przy każdym pchnięciu, biodra cofały się naprzeciw niego, biorąc go jak najgłębiej. Rozkosz rozlewała się po niej falami – pełność, tarcie, ciepło, miłość. Każdy ruch Rafała sprawiał, że jej cipka zaciskała się odruchowo, soki spływały po jej udach i kapały na trawę. Trzymała się dłoni, głowa opuszczona, włosy spływały na trawę, a ona tylko szeptała jego imię pomiędzy jękami.
Basia obserwowała ich przez chwilę, wciąż siedząc na Maksie.
Potem uniosła się, pozwalając jego kutasowi wysunąć się z niej z mokrym dźwiękiem. Spojrzała na Maksa z rozpalonymi oczami.
— Zróbmy tak samo — powiedziała ochryple. — Chcę czuć cię od tyłu.
Maks przyciągnął ją do pocałunku – głębokiego, mokrego – a potem pomógł jej uklęknąć obok Zosi. Basia wypięła się, a on klęknął za nią. Przyłożył kutasa do jej mokrego wejścia i wsunął się delikatnie, centymetr po centymetrze.
Basia poczuła, jak rozpycha ją od nowa – gorący, twardy, znajomy. Ścianki pochwy przyjęły go chętnie, mokro, z lekkim, przyjemnym pieczeniem rozciągnięcia. Kiedy wszedł do końca, wydała długi, zadowolony jęk. Maks położył dłonie na jej biodrach i zaczął posuwać ją miarowo, głęboko.
Obok siebie, na miękkiej trawie, klęczały dwie blondynki.
Zosia i Basia – obie na czworaka, biodra uniesione, pośladki lśniące od potu i soków. Rafał wbijał się w Zosię, Maks w Basię. Ruchy były prawie zsynchronizowane – wchodzili i wychodzili w podobnym rytmie, dłonie trzymały biodra dziewczyn, a mokre odgłosy seksu mieszały się z ich jękami i szumem lasu. Od tyłu widać było, jak kutasy znikają w obu cipkach i pojawiają się z powrotem, lśniące, mokre. Pośladki dziewczyn drżały przy każdym pchnięciu, piersi kołysały się w rytmie.
Tosia patrzyła na to wszystko z otwartymi ustami, wciąż pieprząc się własnymi palcami.
Widok obu par obok siebie doprowadzał ją do białej gorączki. W końcu nie wytrzymała. Odeszła od miejsca, w którym stała, podeszła bliżej i położyła się na trawie tuż przed twarzami Zosi i Basi. Rozłożyła nogi jak najszerzej, odsłaniając mokrą, rozpaloną cipkę i wciąż pracujące w niej palce.
Polana tętniła seksem.
Maks klęczał za Basią, dłonie mocno osadzone na jej biodrach, i wbijał się w nią miarowo, głęboko. Każde pchnięcie było pełne, zdecydowane. Kutas wchodził po samą nasadę, rozpychając ciasną, mokrą pochwę, a przy wycofywaniu wychodził niemal całkowicie, lśniący od jej soków. Chlupotanie było głośne, obsceniczne, rytmiczne – mokre uderzenia ciała o ciało mieszały się z jękami Basi.
Basia klęczała na czworaka, plecy wygięte w łuk, pośladki uniesione wysoko. Piersi kołysały się swobodnie przy każdym ruchu, sutki twarde, ciemniejsze od reszty skóry, ocierały się o miękką trawę. Pot spływał jej po karku, po łopatkach, zbierał się w dołku krzyża i spływał dalej między pośladkami. Uda drżały, mięśnie napinały się i rozluźniały. Jęczała głośno, otwarcie, bez wstydu:
— Maks… tak… głębiej… nie przestawaj…
Jej cipka była tak mokra, że soki spływały już po wewnętrznej stronie ud i kapały na trawę. Za każdym razem, gdy Maks wchodził do końca, czuła, jak jego jądra uderzają o jej wargi sromowe, a ona cofała biodra, biorąc go jeszcze głębiej.
Obok, prawie ramię w ramię, Rafał posuwał Zosię.
Jego ruchy były nieco wolniejsze, ale równie głębokie. Kutas – gruby, twardy jak stal – rozpychał ją centymetr po centymetrze, wypełniając całkowicie. Zosia starała się wychodzić mu naprzeciw, biodra cofały się w rytm jego pchnięć, pośladki uderzały o jego biodra z miękkim, mokrym dźwiękiem. Czuła, jak rozciąga ją od środka, jak każda żyła na jego trzonie ociera się o jej ścianki. Rozkosz była gęsta, ciężka, rozlewała się od cipki aż po końce palców.
Zosia była piękna w swojej uległości – długie, jasne włosy spływały na trawę, plecy gładkie, wygięte, piersi pełne, kołyszące się w tym samym rytmie co u siostry. Pot lśnił na jej skórze, podkreślając każdą krągłość. Jęczała ciszej niż Basia, ale głębiej, z większym napięciem:
— Rafał… czuję cię całego… tak mocno…
Tuż przed ich twarzami leżała Tosia.
Nogi rozłożone najszerzej, jak tylko potrafiła, cipka całkowicie odsłonięta, lśniąca, zaróżowiona. Palce wbijały się w nią ostro, szybko, cztery naraz, mokre odgłosy towarzyszyły każdemu ruchowi. Druga dłoń wciąż pracowała z tyłu – trzy palce znikały w pupie po same knykcie. Tosia patrzyła na obie pary z szeroko otwartymi oczami, usta rozchylone, oddech urywany. Widok sióstr pieprzonych obok siebie, ich kołyszących się piersi, napiętych ud, mokrych cipek, w które wchodziły twarde kutasy, doprowadzał ją do szaleństwa. Jęczała głośno, już nie kontrolując głosu:
— O boże… patrzcie na siebie… jakie jesteście piękne…
Zapach seksu unosił się nad całą polaną – intensywny, słodkawy, mieszający się z zapachem trawy, żywicy i potu. Odgłosy były nieustanne: mokre chlupotanie, uderzenia skóry o skórę, jęki, westchnienia, ciche przekleństwa.
Maks przyspieszył nieznacznie, dłonie zacisnęły się mocniej na biodrach Basi. Rafał wciąż utrzymywał miarowy, głęboki rytm, ale Zosia już nie wytrzymywała.
Odwróciła głowę przez ramię, spojrzała na Rafała spoconymi, rozpalonymi oczami i wyszeptała:
— Przyspiesz… proszę… bierz mnie mocniej…
Zosia czuła, że orgazm nadchodzi nieuchronnie.
Każde pchnięcie Rafała rozpychało ją coraz mocniej. Gruby, twardy kutas wchodził głęboko, ocierał się o przednią ściankę, wypełniał ją tak całkowicie, że miała wrażenie, iż zaraz pęknie z przepełnienia. Rozkosz zbierała się nisko w brzuchu – najpierw jako ciepły, ciężki ucisk, potem jako coraz gęstsze, pulsujące napięcie. Cipka zaciskała się wokół niego odruchowo, falami, jakby chciała go zatrzymać w sobie na zawsze. Soki spływały obficie po jej udach, mieszając się z potem. Oddychała urywanymi, wysokimi westchnieniami, biodra cofały się naprzeciw każdemu ruchowi, a ona szeptała bezładnie:
— Rafał… czuję… zaraz… zaraz…
Tosia leżała tuż przed nimi, nogi szeroko rozłożone, i masturbowała się bez opamiętania.
Wzrok miała wbity w twarze obu sióstr.
Twarz Zosi była wykrzywiona rozkoszą – usta otwarte, dolna warga przygryziona, oczy półprzymknięte, wilgotne, spojrzenie rozmazane. Policzki płonęły, pot spływał jej po skroniach i spływał po szyi. Co chwilę wydawała z siebie wysoki, drżący dźwięk.
Obok twarz Basi była bardziej drapieżna – usta rozciągnięte w niemal uśmiechu, oczy szeroko otwarte, spojrzenie szkliste i głodne. Jęczała głośniej, bardziej zwierzęco, a każdy jęk kończył się krótkim, zachrypniętym „tak”. Pot lśnił na jej czole, włosy przykleiły się do skroni, a ona patrzyła prosto przed siebie, jakby chciała wchłonąć każdy szczegół tego, co się działo.
Zosia doszła.
Orgazm uderzył ją jak fala przypływu. Ciało najpierw zesztywniało, potem szarpnęło się gwałtownymi, niekontrolowanymi spazmami. Cipka zacisnęła się wokół kutasa Rafała w rytmicznych, silnych skurczach, które przechodziły przez cały brzuch, przez uda, aż po czubki palców u stóp. Plecy wygięły się w głęboki łuk, piersi uniosły się wysoko, sutki twarde jak kamienie. Zosia krzyknęła – długi, zachrypnięty, prawie szlochający dźwięk – i trzęsła się długo, falami, które nie chciały ustąpić. Soki trysnęły wokół kutasa Rafała, spływając po jego jądrach i kapiąc na trawę. Jeszcze długo po szczycie jej ciało drżało drobnymi, residualnymi skurczami.
Maks obserwował to wszystko, nie przestając posuwać Basi.
Widok Zosi w orgazmie – jej wygięte ciało, drżące uda, mokra, zaciskająca się cipka, w którą wbijał się jego brat – podniecał go niemal tak samo jak ciasnota Basi wokół jego własnego kutasa. Basia wypinała się coraz mocniej, biodra cofały się naprzeciw jego pchnięciom z rosnącą desperacją. Maks czuł, jak jej pochwa staje się jeszcze bardziej śliska, jeszcze bardziej wymagająca. Każde wejście było jak zanurzanie się w gorącym, pulsującym jedwabiu. Dłonie zacisnął mocniej na jej biodrach, przyspieszył, a zapach jej soków i potu wypełniał mu nozdrza.
Tosia doszła po raz drugi.
Basia, wciąż na czworaka, podniosła głowę i zobaczyła, jak Tosia wygina się na trawie. Nogi Tosi były rozrzucone szeroko, biodra unosiły się wysoko, a z cipki tryskały soki przy każdym skurczu. Twarz miała wykrzywioną w niemal bolesnej rozkoszy – usta otwarte w milczącym krzyku, oczy zamknięte, całe ciało drżące niekontrolowanymi falami. Palce wciąż pracowały w obu otworach, choć ruchy stały się chaotyczne i nierówne. Pot lśnił na jej skórze, piersi unosiły się w szybkich, płytkich oddechach.
Basia poczuła, że i ona jest blisko.
Napięcie zbierało się nisko, ciężko, nieuchronnie. Cipka zaczynała zaciskać się wokół kutasa Maksa coraz częściej, coraz mocniej. Westchnęła głośno, wypięła się jeszcze bardziej i wyszeptała:
— Maks… ja też… zaraz…
Basia doszła jak eksplozja.
Orgazm nie narastał – uderzył nagle, z siłą, która prawie uniosła ją z trawy. Cipka zacisnęła się wokół kutasa Maksa w gwałtownych, rytmicznych skurczach tak silnych, że czuła każdy centymetr jego trzonu osobno. Fale przechodziły przez nią od samego środka brzucha aż po czubki palców u stóp. Plecy wygięły się w głęboki łuk, piersi uniosły się wysoko, sutki twarde i wrażliwe ocierały się o trawę. Basia krzyknęła – długi, zachrypnięty, prawie zwierzęcy dźwięk – i trzęsła się niekontrolowanie, biodra szarpiąc się naprzeciw pchnięciom Maksa nawet wtedy, gdy już nie mogła złapać oddechu. Soki trysnęły wokół jego kutasa, spływając po jej udach i kapiąc na ziemię. Jeszcze długo po szczycie jej ciało drżało drobnymi, residualnymi skurczami, a ona tylko leżała na przedramionach, dysząc.
Widok i uczucie jej orgazmu zepchnęły Maksa przez krawędź.
Wbił się po samą nasadę i zastygnął, pompując. Basia poczuła, jak gorące, gęste strugi wypełniają ją od środka – pulsujące, obfite, rozlewające się głęboko w pochwie. Każdy kolejny wytrysk był jak dodatkowa fala ciepła, która mieszała się z jej własnymi sokami. Czuła, jak jej cipka zaciska się odruchowo, jakby chciała zatrzymać w sobie każdą kroplę. Maks jęknął nisko, biodra drżały, a ona tylko wypięła się jeszcze mocniej, biorąc wszystko.
Rafał nie mógł już wytrzymać.
Widok Zosi wciąż drżącej po własnym orgazmie, mokrej, otwartej, i jednocześnie widok brata spuszczającego się w Basię, doprowadził go do szczytu. Przyspieszył ostatnie, głębokie pchnięcia i wbił się do końca. Wytrysk nadszedł gwałtownie – grube, gorące strugi pompowały się w cipkę Zosi rytmicznie, mocno. Rafał czuł, jak jej ścianki obejmują go, jak ciepło jego spermy miesza się z jej sokami, jak każdy puls jego kutasa rozlewa się głęboko w niej. Jęknął głośno, dłonie zacisnęły się na jej biodrach, a on trząsł się nad nią, oddając jej wszystko, co miał.
W końcu wszyscy opadli na trawę.
Oddychali ciężko, chaotycznie. Pot lśnił na ich ciałach, zapach seksu – intensywny, słodkawy, mieszający się z zapachem trawy i żywicy – unosił się nad całą polaną. Mokre odgłosy ustały, zostały tylko westchnienia i ciche, zadowolone pomruki.
Tosia, wciąż leżąc z rozłożonymi nogami, uśmiechnęła się szeroko.
— Wszyscy wyglądaliście… niesamowicie. Naprawdę.
Basia odwróciła głowę, puściła do niej oczko, wciąż dysząc.
— A ty dałaś niezły popis. Myślałam, że zaraz zemdlejesz.
Zosia przetoczyła się na bok, wtulając się w Rafała. Przez chwilę milczała, potem powiedziała cicho, prawie do siebie:
— W sumie… nie mam ochoty wracać do Warszawy.
Maks przyciągnął Basię bliżej i pocałował ją mocno, długo, wciąż jeszcze w niej.
— Nie chcę się z tobą rozstawać — wyszeptał jej w usta.
Basia pogładziła go po policzku, uśmiechając się mimo zmęczenia.
— Będę na ciebie czekała. Przecież to nie koniec.
Pocałował ją jeszcze raz, delikatniej.
Powoli zaczęli się ubierać.
Ruchy były ociężałe, leniwe. Sukienki, spodenki, koszulki wracały na ciała wciąż lśniące od potu. Rafał poprawił włosy Zosi, Maks pomógł Basi zapiąć ramiączko. Tosia znalazła swoje rzeczy jako ostatnia.
— Po takim weekendzie… przykro wracać do rzeczywistości.
Ruszyli powoli z powrotem w stronę domu, ścieżką między drzewami.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Pumciak
Moim zdaniem masz wspaniałą wyobraznie pisz jak najwięcej
PisarkaMojegoPisarza1
Opowiadanie jak zwykle więcej niż obłędne ale Maxowi już dziękujemy 🫠🤭 teraz już tylko i wyłącznie Zosię, Basię i Tosię może rżnąć wyłącznie Rafał 🔥😈 i w "tajemnicy Ci powiem 🤭 że jesteś poza moim Pisarzem jedynym którego z naszą przyjaciólką wzięłabym i zniewoliłam 🔥 w tym klubie 🤭
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza1 miło mi to słyszeć. A co do zniewolenia to: Homo sum: humani nihil a me alienum puto😉
PisarkaMojegoPisarza1
@Bisexwaw byłbyś w śrosku jak w kanapce 😈🔥 nasz rodzynku 🤭
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza1 nie kuś za bardzo bo mam zbyt bujną wyobraźnię😘
PisarkaMojegoPisarza1
@Bisexwaw a będę 🤭😈zrobiłabym z Wami taką lokomotywę 🤭🔥😍 na początku nasza pisarka od gangbangów potem Ty i na koncu ja za Tobą 🔥🔥
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza1 aż się prosi aby napisać to w formie opowiadania 😘
PisarkaMojegoPisarza1
@Bisexwaw jak naprawię (mam nadzieję już niedługo) swój profil to Ci podpowiem to i owo 🤭🔥
Bisexwaw
@PisarkaMojegoPisarza1 czekam z niecierpliwością 😘