Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 22

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 22Basia stała jeszcze chwilę w progu, z ręką na klamce, zanim w końcu odezwała się głosem, w którym mieszało się zdziwienie z rosnącą irytacją.
— Co tu się w ogóle dzieje?
Zosia uśmiechnęła się krzywo, poprawiając szlafroczek na ramieniu. Mokre blond włosy przylegały jej do szyi.
— Nie zgrywaj niewiniątka, Basiu. Przecież obie nie mogłyśmy się oprzeć Tosi.
Tosia tylko się uśmiechnęła – nieśmiało, ale z wyraźnym błyskiem w oku. Siedziała na łóżku w lawendowym szlafroczku, rude, wilgotne włosy opadały jej na piersi, a policzki miała wciąż zaróżowione.
Basia zamknęła drzwi za sobą starannie, przekręcając klucz w zamku. Oparła się o nie plecami i skrzyżowała ramiona.
— Małpy z was. Obydwie. I teraz mi wszystko wyjaśnijcie. Po kolei.
Zosia spojrzała na Tosię. Tosia wzruszyła ramionami, wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić – najpierw cicho, potem coraz pewniej, jakby zrzucała z siebie ciężar.
— Od wczoraj… coś we mnie pękło. Najpierw z Tobą. Dzisiaj podglądałam Zosię z Rafałem za stogiem. Potem...   już nie mogłam wytrzymać. Czułam się jak nienormalna. Myślałam, że jestem zboczona, nienasycona, że coś ze mną nie tak. Chciałam Rafała. Chciałam Maksa. Chciałam was obie. Ciągle. Non stop. Nie potrafiłam tego ugasić. Masturbowałam się, myśląc o was, i to nic nie dawało. Aż Zosia weszła. I… pocałowałam ją. A ona nie odepchnęła. Potem opowiedziała mi o waszej trójce. O Turcji. O tym, że sypiacie we troje. Że kocha Rafała, ale też ciebie. I nagle… wszystko przestało być takie straszne. Bo nie byłam w tym sama. — Tosia przełknęła ślinę, spoglądając to na Zosię, to na Basię. — Przed chwilą… Zosia i ja kochałyśmy się. Doszłam tak mocno, że myślałam, że umrę. I teraz siedzę tu, wciąż mokra, i nadal nie wiem, co ze sobą zrobić. Chciałabym być na twoim miejscu, Basiu. Albo razem z wami. Z wami wszystkimi. I to mnie przeraża. I jednocześnie… cholernie podnieca.
Basia słuchała w całkowitej ciszy. Czuła, jak między jej udami robi się coraz bardziej mokro. Szorty moro nagle wydały się zbyt obcisłe. Kiedy Tosia skończyła, Basia wepchnęła się między obie dziewczyny na łóżko, siadając ciężko.
— Chyba muszę usiąść…
Przez dłuższą chwilę milczała, wpatrzona w podłogę. Przekalkulowała wszystko, co usłyszała. W końcu uniosła głowę i spojrzała Tosi prosto w oczy.
— Nie bądź głupia. I nie przejmuj się tym aż tak. Naprawdę.
Westchnęła, poprawiła kucyk i zaczęła mówić.
— Maks zabrał mnie na strzelnicę. Najpierw strzelaliśmy – Glock, kałach, Mossberg. Byłam w tym zaskakująco dobra. Potem… no. Skończyło się na stoliku pod wiatą. Zerżnął mnie. Mocno. I… kochamy się. Powiedział, że mnie kocha. Ja jemu też. Zgodziłam się być jego dziewczyną. — Basia uśmiechnęła się krzywo, prawie gorzko. — A teraz siedzę tutaj, wciąż czując go w sobie, i słucham, jak moja siostra i jego siostra właśnie się pieściły. I nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać.
Zapanowała cisza. Trzy dziewczyny siedziały blisko siebie na łóżku – Zosia w różowym szlafroczku, Tosia w lawendowym, Basia wciąż w moro szortach i zielonej bluzce. Powietrze było gęste od napięcia, od zapachu szamponu, od niewypowiedzianych jeszcze rzeczy.
Basia przetarła twarz dłońmi.
— No i jak to wszystko właściwie rozwiązać? Bo jak na razie… to zmierza do totalnego chaosu.
Trzy dziewczyny siedziały blisko siebie na łóżku Rafała. Szlafroczki Zosi i Tosi były już trochę rozchylone, Basia wciąż miała na sobie zieloną bluzkę i szorty moro, ale powietrze między nimi było gęste i ciepłe. Mówiły cicho, prawie szeptem, jakby bały się, że ktoś z dołu je usłyszy.
— Nie możemy jej wykluczyć — powiedziała w końcu Zosia, gładząc Tosię po wilgotnym jeszcze ramieniu. — Po prostu nie możemy.
Basia kiwnęła głową.
— Zgadzam się. Tylko… nie mam zielonego pojęcia, jak Rafał zareaguje. A o Maksie to już w ogóle nie wspomnę. Znam go od wczoraj.
Zosia westchnęła, poprawiając różowy szlafroczek.
— Rafał… jestem pewna, że żadnej z nas nie potępi. Ale własna siostra? Że go pożąda? I nie tylko jego? Tego już nie jestem w stanie przewidzieć.
Tosia siedziała skulona, obejmując kolana. Lawendowy szlafroczek zsunął się jej z jednego uda.
— Ja i tak wszystko spieprzę — wyszeptała. — Przez mnie rozpadną się oba związki. A ja i tak nic z tego nie będę miała. Tylko wstyd.
Zosia spojrzała na nią uważnie.
— A co, jeśli te… kazirodcze zapędy, nazwijmy rzecz po imieniu, udzielą się też braciom? Co jeśli oni też coś takiego w sobie noszą, tylko nigdy tego nie sprawdzili?
Basia nagle parsknęła cichym śmiechem i zakryła usta dłonią.
— Słuchajcie siebie. Coraz bardziej przypominamy sprzysiężenie spiskowców.
Tosia mimo wszystko uśmiechnęła się. Napięcie między nimi rosło z każdą minutą – nie tylko emocjonalne. Każda z nich czuła, że rozmowa sama w sobie je podnieca. Sutki Zosi i Tosi odciskały się już wyraźnie przez cienki satynowy materiał, a Basia co chwilę poprawiała się na łóżku, czując, jak majteczki robią się coraz bardziej wilgotne.
Zosia po chwili odezwała się spokojniej, ale z wyraźnym błyskiem w oku.
— Mam pomysł. Tosia… zacznij ich kokietować. I Maksa, i Rafała. Subtelnie. A my z Basią będziemy obserwować, czy twoje wdzięki na nich działają.
Tosia otworzyła szeroko oczy.
— Co?!
Basia natychmiast skinęła głową.
— Dokładnie. Zosia ma rację. To najprostszy sposób, żeby sprawdzić, jak daleko możemy się posunąć.
Tosia kręciła głową, ale obie dziewczyny patrzyły na nią tak stanowczo, że w końcu opuściła ramiona.
— Nigdy nie byłam dobra w kuszeniu mężczyzn… — wymamrotała.
Basia roześmiała się krótko i szturchnęła ją w ramię.
— Nieprawda. Jesteś chodzącym grzechem. Trzeba tylko trochę dopracować detale.
Zosia potwierdziła z uśmiechem.
— Dokładnie. Po prostu zrobimy z ciebie bóstwo.
Basia wstała z łóżka, poprawiając szorty.
— W takim razie nie ma na co czekać. Prowadź nas do swojego pokoju, Tosiu. Wybierzemy ci takie ciuszki, że nikt się nie oprze. Nawet twoi rodzeni bracia.
Tosia wciąż siedziała na łóżku, bawiąc się rąbkiem lawendowego szlafroczka. Mimo wszystkiego, co usłyszała, nie potrafiła się pozbyć jednego pytania.
— Nie rozumiem… — powiedziała cicho. — Jak to możliwe, że wy dwie… nie czujecie zazdrości? Ani zaborczości? Przecież Rafał jest twój, Zosia. A Maks… no, teraz jest Basi.
Zosia usiadła wygodniej, opierając się o wezgłowie. Blond, wciąż wilgotne włosy opadały jej na ramiona.
— Niedawno czytałam artykuł o czymś, co nazywają obfitością emocjonalną — zaczęła spokojnie. — Chodzi o to, że miłość i pożądanie nie są jak tort, którego jak ktoś dostanie większy kawałek, to tobie zostaje mniej. One mogą się mnożyć. Im więcej dajesz, tym więcej masz. W relacjach seksualnych wygląda to tak, że radość partnera z bliskości z kimś innym nie odbiera ci nic z tego, co macie we dwoje. Czasem wręcz dodaje. Bo widzisz go szczęśliwego. I wiesz, że wraca do ciebie nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że chce. Oczywiście nie u każdego tak działa. Ale u nas… jakoś tak się ułożyło.
Tosia słuchała uważnie, gryząc wargę. W końcu westchnęła i uniosła ręce w geście poddania.
— Dobra. Przegrywam. Róbmy to, co chcecie.
Trzy dziewczyny zerwały się z łóżka. Basia najpierw wyjrzała ostrożnie na korytarz, potem dała znak. Przemykały cicho, na palcach, aż do pokoju Tosi. Drzwi zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem.
W tym samym czasie w ogrodowej szopie, gdzie stał mały alembik, Jakub odebrał telefon. Rozmawiał krótko, marszcząc brwi. Kiedy się rozłączył, odwrócił się do synów.
— Mama utknęła w Lublinie. Samochód się zepsuł. Jadę po nią. — Uśmiechnął się nagle. — I skoro już będę, to może zabiorę ją na kolację. Romantyczną. Wy sobie tu radźcie.
Wyszedł szybko, zostawiając Rafała i Maksa samych przy destylacji. W szopie pachniało alkoholem i drewnem. Rafał sprawdzał temperaturę, Maks stał oparty o stół, dłonie mając w kieszeniach.
Po chwili Maks odezwał się nieśmiało, nie patrząc bratu w oczy.
— Byłem z Basią na randce. — Przełknął ślinę. — Zgodziła się zostać moją dziewczyną. Dzięki tobie ją w ogóle poznałem.
Rafał odwrócił się, uśmiechnął szeroko i poklepał brata po ramieniu.
— Gratuluję. Naprawdę.
Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko cichym bulgotaniem alembiku. Maks uśmiechnął się krzywo.
— Pamiętasz, jak kiedyś wszystkim się dzieliliśmy? Rowerem, grami, nawet dziewczynami…
Rafał parsknął śmiechem, ale zaraz spoważniał. Pamiętał, że Maks wciąż nie wie o tym, co łączyło go z Basią i Zosią.
Rafał parsknął śmiechem, ale zaraz spoważniał. Pamiętał, że Maks wciąż nie wie o tym, co łączyło go z Basią i Zosią.
— W tym wieku już nie wszystkim wypada się dzielić — powiedział ostrożnie. — Na przykład kobietami.
Maks zaśmiał się głośno, odchylając głowę.
— Nie byłbym facetem, gdybym nie doceniał też urody i uroku Zosi. Pofantazjować zawsze można.
Rafał spojrzał na niego z rozbawieniem.
— Coś o tym wiem.
Maks umilkł. Przez dłuższą chwilę patrzył na brata badawczo, jakby ważył słowa. W końcu zdobył się na szczerość.
— A ty… fantazjowałeś o Basi?
Rafał nie odwrócił wzroku. Odpowiedział poważnie, spokojnie.
— Byłoby trudno nie fantazjować, mieszkając z taką piękną i żywiołową dziewczyną.
W głowie Maksa pojawiło się nagłe, ostre podejrzenie, że na samych fantazjach mogło się nie skończyć. Ku własnemu zdziwieniu nie poczuł zazdrości. Raczej coś innego – ciepłe, niepokojące podniecenie, które rozeszło się mu po brzuchu i niżej.
Zosia, Basia i Tosia stały przed otwartą szafą w pokoju Tosi. Szafa była pełna ubrań – od codziennych dżinsów po kilka bardziej wyzywających rzeczy, które dziewczyna zbierała przez ostatnie lata, ale rzadko miała odwagę założyć. Basia wyciągała kolejne rzeczy, przykładała je do Tosi, kręciła nosem i odrzucała na łóżko.
— Za długie. Za luźne. Za niewinne — mruczała. — Musimy coś, co krzyczy „bierzcie mnie”.
Zosia przeglądała wieszaki spokojniej, ale z wyraźnym zainteresowaniem. W końcu jej wzrok padł na białą sukienkę na cienkich ramiączkach, schowaną prawie na samym końcu.
— Ta — powiedziała, wyciągając ją. — Idealna.
Sukienka była z cienkiej, elastycznej tkaniny, która przylegała jak druga skóra. Kiedy Tosia ją przymierzyła, okazało się, że kończy się tak wysoko, że ledwie zasłaniała majteczki. Ramiączka były cienkie jak nitki, dekolt sięgał nisko, a materiał idealnie opinał jej małe, jędrne piersi i wąską talię.
— Bez biustonosza — zdecydowała Basia. — Niech sutki się odznaczają. To dodaje smaczku.
Tosia zarumieniła się, ale posłusznie zdjęła biustonosz. Sukienka natychmiast pokazała zarys jej twardniejących sutków. Do tego założyły jej białe, koronkowe stringi – tak cienkie, że przez sukienkę prawie nie było ich widać – oraz białe, cieniutkie zakolanówki, które kończyły się tuż pod kolanami. Na stopy wsunęła białe trampki. Włosy Basia i Zosia podkręciły jej lokówką, tak że opadały w miękkich falach na ramiona i plecy.
Kiedy Tosia stanęła przed lustrem, Basia gwizdnęła cicho.
— Kurwa, Tosia… Wyglądasz tak seksownie, że sama bym się na ciebie rzuciła. Bez żadnych ceregieli.
Zosia podeszła bliżej, poprawiła jej jedno ramiączko i powiedziała nieco ciszej, ale z wyraźnym ciepłem w głosie:
— Wyglądasz bardzo seksownie. I kusząco. Naprawdę.
Same narzuciły na siebie jasne, letnie sukienki – Zosia pastelowo-różową, Basia błękitną – żeby stanowić kontrast dla białej, prawie nieprzyzwoitej sylwetki Tosi. Sukienki były lekkie, zwiewne, ale i tak w porównaniu z Tosią wyglądały skromnie.
Wyszły do ogrodu. Słońce stało już dość wysoko, powietrze pachniało trawą i rozgrzaną ziemią. Zdziwiły się, że nikogo jeszcze nie było widać – ani przy domu, ani przy szopie.
W tym samym czasie Rafał i Maks skończyli destylację. Wyszli z szopy, otarłszy ręce w stare szmaty, i skierowali się w stronę domu, żeby się odświeżyć. Dopiero po chwili dostrzegli trzy postacie stojące na trawniku.
Maks zwolnił kroku.
— Widzisz je? — zapytał cicho brata. — Jak one wyglądają…
Rafał przytaknął, nie spuszczając wzroku z dziewczyn.
— Każda z nich wygląda niesamowicie. Nawet Tosia. Ciężko uwierzyć, że nasza mała siostrzyczka stała się taką… laską.
Maks nie odpowiedział od razu. Szedł dalej, ale jego oczy wędrowały od jednej do drugiej.
Basia – w błękitnej sukience, która pięknie kontrastowała z jej jasnymi włosami i opaloną skórą. Szorty moro i zielona bluzka z rana już dawno zniknęły, a teraz wyglądała świeżo, żywiołowo, z tą swoją charakterystyczną energią, która zawsze go podniecała. Wiedział, że pod spodem ma te same, już sprawdzone kształty – zgrabne uda, jędrną pupę, piersi, które tak dobrze leżały w jego dłoniach.
Zosia – w pastelowym różu, blond włosy rozpuszczone, postawa pewniejsza, bardziej dojrzała. Sukienka delikatnie opinała jej pełniejsze piersi i wąską talię. Maks nigdy nie ukrywał przed sobą, że uważa ją za wyjątkowo piękną. Teraz, kiedy szła obok Basi, kontrast był jeszcze wyraźniejszy – jedna bardziej dziewczęca i żywiołowa, druga spokojniejsza, ale równie kusząca.
I Tosia. Biała sukienka na ramiączkach, która ledwie zasłaniała jej pośladki. Sutki wyraźnie odznaczały się przez cienki materiał. Białe zakolanówki i trampki dodawały jej niewinnego, a jednocześnie wyzywającego wyglądu. Rude, falujące włosy opadały jej na ramiona. Wyglądała jak ktoś, kogo chciałoby się jednocześnie chronić i zerwać z niej tę sukienkę na miejscu.
Maks czuł, jak w spodniach robi mu się ciasno. Nie rozumiał tego do końca. Jego serce zajmowała Basia – kochał ją, chciał z nią być, dopiero co został jej chłopakiem. A jednak każda z tych trzech dziewczyn działała na niego mocno. Basia – znana, gorąca, jego. Zosia – zakazana piękność brata, która go fascynowała odkąd ją zobaczył. Tosia – nagle dorosła, nagle tak bliska i tak bardzo kusząca, że trudno było oderwać od niej wzrok.
Szedł dalej obok Rafała, a w głowie kołatała mu się jedna, bardzo niebezpieczna myśl: że chciałby zobaczyć je wszystkie razem. Jeszcze bliżej. Jeszcze mniej ubrane.
Dziewczęta zauważyły braci prawie w tej samej chwili, w której oni ich dostrzegli. Zosia uniosła rękę w lekkim geście powitania, a Basia uśmiechnęła się szeroko. Tosia wysforowała się nieco do przodu, biodra kołysały się przy każdym kroku – dyskretnie, ale wystarczająco wyraźnie, by biała sukienka unosiła się odrobinę wyżej na udach.
— Gdzie się podział tata? — zapytała, kiedy podeszły bliżej. Głos miała jasny, prawie niewinny.
Rafał otarł dłonie o spodnie, wciąż jeszcze pachnące alkoholem z szopy.
— Mama utknęła w Lublinie. Samochód się zepsuł. Tata pojechał po nią i… chyba zabierze ją na kolację. Romantyczną.
Zosia podeszła prosto do niego. Stanęła tak blisko, że czuł zapach jej szamponu i ciepłą skórę.
— A ty? Nie nudziłaś się sama? — zapytał, obejmując ją luźno w talii.
Zosia uniosła brwi i uśmiechnęła się w sposób, który Rafał znał aż za dobrze – trochę figlarnie, trochę tajemniczo.
— Tosia zadbała, żeby mi się nie nudziło.
Rafał spojrzał na nią uważniej. W jej głosie było coś rozbawionego, prawie prowokującego. Przez ułamek sekundy przemknęła mu myśl, że te słowa mają drugie dno. Obejrzał się na siostrę – Tosia stała z rękami splecionymi za plecami, biała sukienka opinała jej ciało jak druga skóra, a falujące rude włosy opadały jej na ramiona. Wyglądała… inaczej. Starsza. Kusząca.
Basia klasnęła w dłonie.
— Skoro i tak nie mamy nic pilnego, to usiądźmy na tarasie. Jest jeszcze przyjemnie ciepło.
Przeszli na drewniany taras od strony ogrodu. Tosia szła pierwsza. Z każdym krokiem dyskretnie kręciła biodrami – wystarczająco naturalnie, by wyglądało to niewinnie, a jednocześnie tak, że biała sukienka unosiła się rytmicznie, odsłaniając więcej ud i zarys pośladków. Basia i Zosia szły tuż za nią, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Rafał i Maks szli na końcu. Żaden z nich nie powiedział nic, ale obaj patrzyli.
Usiedli przy stole na tarasie. Słońce padało ukośnie, oświetlając Tosię szczególnie mocno – biała sukienka prawie świeciła, a cienkie zakolanówki podkreślały smukłość jej łydek. Basia usiadła obok Maksa, Zosia przy Rafałe, a Tosia naprzeciwko, z nogą założoną na nogę w sposób, który sprawiał, że sukienka podjechała jeszcze wyżej.
Rozmowa płynęła swobodnie – o destylacji, o tym, że tata pewnie wróci późno, o pogodzie. W pewnym momencie Zosia oparła podbródek na dłoni i spojrzała na Maksa.
— No i jak? Po tej randce z Basią… jesteś zadowolony?
Maks uśmiechnął się szeroko, prawie dumnie.
— Nie mógłbym być bardziej zadowolony.
Basia wybuchnęła śmiechem – głośnym, szczerym, który sprawił, że wszyscy spojrzeli na nią.
— Oj, Maks… — powiedziała tylko, otwierając oczy w udawanym zaskoczeniu.
Rafał zrozumiał od razu. Na wyjeździe musiało dojść do czegoś więcej, niż Maks mu wcześniej powiedział. Poczuł lekkie, nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Zaraz jednak sklął się w myślach. Basia miała prawo robić, co chciała. On był z Zosią. Tylko o nią miałby prawo być zazdrosny. A jednak… wzrok znów mu powędrował w stronę Tosi. Siedziała naprzeciwko, bawiąc się rąbkiem sukienki, a kiedy uniosła rękę, by poprawić włosy, ramiączko zsunęło się jej lekko z ramienia.
Maks też patrzył. Raz czy dwa jego oczy zatrzymały się na siostrze dłużej, niż wypadało. Potem szybko wracał wzrokiem do Basi, ale napięcie w powietrzu było wyczuwalne. Każdy z braci starał się zachowywać normalnie, a jednocześnie żaden nie potrafił do końca oderwać spojrzenia od białej, kuszącej sylwetki Tosi.
Zosia nagle wyprostowała się na krześle, jakby dopiero teraz coś jej zaświtało.
— Ludzie… od śniadania nikt nic nie jadł — powiedziała, rozglądając się po pozostałych. — Nie jesteście głodni?
Basia od razu skinęła głową, Maks przyznał, że faktycznie czuje pustkę w żołądku, a Rafał tylko westchnął z lekkim uśmiechem.
— No to odgrzeję to, co przygotowała Adrianna — zdecydowała Zosia, wstając. — Basiu, pomożesz mi?
Basia poderwała się natychmiast. Tosia też uniosła się z krzesła.
— Ja też mogę…
Zosia spojrzała na nią szybko, prawie ostro, ale z wyraźnym błyskiem w oku.
— Biała sukienka nie za bardzo nadaje się do kuchni, Tosiu. Zostaw to nam.
Tosia usiadła z powrotem. Zrozumiała od razu. Zosia właśnie zostawiła ją samą z braćmi. Celowo.
Zosia i Basia zniknęły w domu, zostawiając za sobą ciche domknięcie drzwi tarasowych. Tosia odprowadziła je wzrokiem, po czym powoli obróciła się do Rafała i Maksa. Siedziała naprzeciwko nich, jedna noga założona na drugą, a krótka biała sukienka podjechała tak wysoko, że widać było początek wewnętrznej strony ud i zarys koronkowych stringów.
— Wiecie… — zaczęła spokojnie, bawiąc się rąbkiem materiału — Zosia i Basia są naprawdę cudowne. Jeżeli któryś z was je w jakiś sposób skrzywdzi… to ja się śmiertelnie obrażę.
Rafał parsknął śmiechem, odchylając się na krześle.
— Zosia owinęła mnie sobie wokół palca tak mocno, że nawet nie ma o czym mówić. Nie masz się o co martwić.
Tosia uśmiechnęła się lekko i usadowiła się jeszcze wygodniej. Przesunęła się na krześle tak, że sukienka podjechała o kolejne centymetry. Białe zakolanówki napięły się na jej łydkach, a cienki materiał sukienki prawie całkowicie odsłonił górną część ud.
Maks przełknął ślinę. Widok był zbyt bliski, zbyt bezpośredni. W głowie natychmiast ożyły wczorajsze odgłosy dobiegające z pokoju Tosi – stłumione jęki, szelest pościeli, wyobrażenie Basi i Tosi splecionych ze sobą. A teraz ta sama Tosia siedziała przed nim w prawie przezroczystej bieli, z sutkami wyraźnie odznaczającymi się pod cienkim materiałem. Poczuł, jak jego penis twardnieje i zaczyna nieprzyjemnie napierać na rozporek.
Rafał nie radził sobie lepiej. Jego wzrok raz po raz spływał na dekolt siostry – na miejsce, gdzie materiał przylegał do piersi i zdradzał każdy szczegół. Czuł rosnące napięcie w spodniach, które starał się ukryć, przesuwając się nieznacznie na krześle. Myślał o Zosi, o tym, że powinien patrzeć tylko na nią, a jednocześnie nie potrafił oderwać oczu od Tosi.
Tosia spojrzała prosto na Rafała i dokończyła spokojnym, prawie niewinnym tonem:
— To dobrze. Że Zosia jest u ciebie na pierwszym miejscu.
Sama czuła ich spojrzenia jak namacalną pieszczotę. Każdy dłuższy moment, w którym czyjś wzrok spoczywał na jej udach, na dekolcie, na ustach, sprawiał, że robiło jej się ciepło między nogami. Podniecało ją to niesamowicie – świadomość, że obaj bracia patrzą, że reagują, że nie potrafią się opanować. Siedziała nieruchomo, tylko od czasu do czasu poprawiała ramiączko albo odgarniała rude pasmo włosów z ramienia, dając im kolejne powody, by spoglądać.
Mimo rosnącego napięcia i tego, jak bardzo obaj byli już podnieceni widokiem młodszej siostry, Rafał i Maks nie potrafili wytrzymać ciszy. Rafał odchrząknął pierwszy, starając się brzmieć swobodnie.
— A tak w ogóle, Tosia… — zaczął, bawiąc się brzegiem szklanki z wodą, której nikt wcześniej nie wypił — masz kogoś? Kogokolwiek? Bo jakoś nigdy o tym nie mówiłaś.
Maks przytaknął, opierając się łokciami o stół.
— No właśnie. Opowiedz coś. Choćby odrobinę.
Tosia uniosła brwi, a na jej ustach pojawił się nieśmiały, ale wyraźnie kokieteryjny uśmiech. Przesunęła się na krześle, pozwalając, by biała sukienka podjechała jeszcze odrobinę wyżej. Białe zakolanówki napięły się na jej smukłych łydkach.
— Nie związałam się z nikim do tej pory — odparła cicho, spuszczając wzrok, a potem znów go unosząc. — Po prostu… nie jest łatwo. Kiedy porównuję każdego poznanego chłopaka do was. Do ideałów męskości, jakimi jesteście wy obaj.
Rafał i Maks wyraźnie się zmieszali. Rafał odwrócił wzrok na chwilę, a Maks przełknął ślinę tak głośno, że było to słychać.
— No… — Rafał odezwał się w końcu, próbując żartować — chyba nasze ego powinno być tym usatysfakcjonowane, co, Maks?
Maks tylko mruknął coś niewyraźnego, nie potrafiąc oderwać oczu od dekoltu siostry, gdzie cienki materiał zdradzał każdy ruch jej piersi przy oddychaniu.
Tosia uśmiechnęła się jeszcze bardziej nieśmiało i subtelnie prężyła ciało – ramiona cofnęły się do tyłu, pierś uniosła, a noga, którą miała założoną na drugą, poruszyła się lekko, odsłaniając więcej wewnętrznej strony uda. Chłonęła ich głodne spojrzenia jak pieszczotę. Czuła, jak robi się jej ciepło między nogami, i wcale tego nie ukrywała.
— Zabawne jest to — kontynuowała, bawiąc się rąbkiem sukienki — że obaj zakochaliście się w dziewczynach, które są siostrami. To takie… symetryczne.
Maks parsknął cichym śmiechem, choć w głosie miał napięcie.
— Jest to dość niezwykłe, fakt.
Rafał skinął głową, wciąż patrząc na nią z ukosa.
— Zawsze mieliśmy podobny gust. A Zosia i Basia są na tyle podobne – szczególnie z charakteru – że to w sumie było nieuniknione.
Tosia nachyliła się trochę do przodu, a szelmowski uśmiech rozjaśnił jej piegowatą twarz.
— No to uważajcie, żeby wam się nie pomyliły. Szczególnie w sypialni.
Niewinna, rzucona jakby od niechcenia uwaga sprawiła, że zarówno Rafał, jak i Maks na moment zamarli. W głowie Maksa natychmiast pojawił się obraz – Basia i Zosia w jednym łóżku, a potem, nieproszona, Tosia dołączająca do nich. Rafał zobaczył coś podobnego: Zosię, Basię i nagle swoją młodszą siostrę w białej sukience, która zaraz znika. Obaj poczuli, jak spodnie stają się jeszcze ciaśniejsze.
Maks odchrząknął głośno
Maks odchrząknął głośno, starając się nie dać po sobie niczego poznać.
— To się nie zdarzy — powiedział tonem, który miał brzmieć stanowczo, ale wyszedł nieco ochryple.
Rafał natomiast uśmiechnął się enigmatycznie, prawie leniwie.
— Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.
Żeby jakoś odwrócić uwagę od niezręcznego tematu, Maks spojrzał na Tosię bardziej otwarcie.
— Wiesz… odkąd dorosłaś, stałaś się naprawdę atrakcyjną dziewczyną. Naprawdę.
Rafał poczuł, jak jego podniecenie rośnie z każdą chwilą. Swobodna kokieteria siostry, jej uśmiechy, sposób, w jaki poruszała się na krześle, jak patrzyła na nich spod rzęs – wszystko to działało na niego mocniej, niż chciał przyznać. Siedzieli we troje na tarasie, słońce grzało coraz mocniej, a powietrze między nimi gęstniało od niewypowiedzianych rzeczy.
W kuchni pachniało już odgrzewanym obiadem. Zosia stała przy kuchence, mieszając w garnku kruche mięso z sosem, które pani Adrianna zostawiła rano. Basia wyjmowała z szafek talerze, sztućce i szklanki, układając je starannie na dużej tacy. Obie miały na sobie lekkie letnie sukienki – różową i błękitną – które delikatnie falowały przy każdym ruchu. Słońce wpadało przez okno, oświetlając ich włosy i odsłonięte ramiona.
Zosia westchnęła cicho, odkładając łyżkę.
— Wiesz… nie do końca dobrze się z tym czuję — powiedziała, nie patrząc na siostrę. — Z tym, że tak manipulujemy Maksem i Rafałem. Że ich… prowokujemy.
Basia zamknęła szafkę biodrem i odwróciła się, opierając dłonie o blat.
Basia zamknęła szafkę biodrem i odwróciła się, opierając dłonie o blat.
— Nikt nikogo do niczego nie zmusza — odparła spokojnie. — Wszystko, co robimy, ma tylko sprawić, żeby spojrzeli na sprawy bardziej otwartym umysłem. Żeby zobaczyli, że da się inaczej. Że nie wszystko musi być czarno-białe.
Zosia zmarszczyła brwi, poprawiając ramiączko sukienki.
— Mimo wszystko… prowokujemy ich do kazirodztwa. Dosłownie. Nie boisz się, że trochę przegięłyśmy?
Basia parsknęła cichym śmiechem i podeszła bliżej, kładąc dłoń na ramieniu siostry.
— Przynajmniej Rafał powinien być otwarty. W końcu nie ma problemu z tym, że my we dwie ze sobą sypiamy. Widział nas. Akceptował. Czasem nawet dołączał.
Zosia przyznała jej rację skinieniem głowy, ale w oczach wciąż miała niepokój.
— Rafała trudno ocenić do końca. A Maksa… jeszcze trudniej. Ledwie go poznałam.
Basia uśmiechnęła się krzywo i wróciła do układania sztućców.
— O Maksa się nie martw. Ja nad nim popracuję. Tak, żeby jego libido było równie rozwinięte jak u Rafała. — Na chwilę umilkła, a jej uśmiech zgasł. — Gorzej z czym innym. Jak i kiedy powiedzieć mu, że straciłam dziewictwo z jego bratem? Że jestem biseksualna? Że sypiam i z własną siostrą, i z jego siostrą?
Zosia odwróciła się od kuchenki, opierając biodro o blat. Spojrzała na Basię uważnie.
Zosia odwróciła się od kuchenki, opierając biodro o blat. Spojrzała na Basię uważnie.
— Skoro jesteście oficjalnie razem… zmienisz swoje życie seksualne? Zrezygnujesz z reszty?
Basia zamilkła na dłuższą chwilę. Przesunęła palcem po brzegu talerza, jakby zbierała myśli.
— Nie wiem. Moje potrzeby są… duże. Byłoby mi ciężko z tego zrezygnować. Dlatego właśnie ta perspektywa z Tosią jest dla mnie ważna. Jeśli Maks choćby realnie rozważy możliwość bycia z nią… to dam mi punkt zaczepienia. Żeby uznać otwarcie związku za coś normalnego. Za coś, co możemy mieć we troje albo we czworo.
Zosia westchnęła głęboko, odgarniając blond pasmo za ucho.
— To wszystko już tak się zagmatwało… Boję się, że skończy się katastrofą.
Basia milczała przez moment, wpatrując się w tacę. W końcu uniosła wzrok i spojrzała siostrze prosto w oczy. Jej głos stał się cichszy, poważniejszy.
— Nawet jeśli Maks odnajdzie się w tym wszystkim… czy ty zauważasz wszystkie konsekwencje?
Zosia zmarszczyła czoło.
— Co masz na myśli? Mów jaśniej.
Basia zrobiła krok bliżej. Zapach jej perfum wymieszał się z zapachem odgrzewanego jedzenia.
— Bierzesz pod uwagę możliwość, że kiedy Maks uświadomi sobie, że ja – jego dziewczyna – uprawiałam i może nadal uprawiam seks z Rafałem… to może zainteresować się tym, żeby samemu nawiązać podobną relację z tobą?
Zosia zastygła. Oczy miała szeroko otwarte. Przez dłuższą chwilę tylko patrzyła na siostrę, a w jej głowie wyraźnie kłębiły się myśli – obrazy, możliwości, konsekwencje. Rumieniec powoli wstępował jej na policzki, a oddech stał się płytszy.
Zosia przez dłuższą chwilę milczała, wpatrując się w garnek, choć już dawno nic w nim nie mieszała. Para unosiła się leniwie, a zapach sosu wypełniał kuchnię. W końcu uniosła wzrok na siostrę.
— Coś mi w tej kwestii świtało — przyznała cicho. — Ale nie analizowałam tego zbyt dokładnie. Po prostu… odsuwałam te myśli na bok.
Basia nie odpuszczała. Oparła się biodrem o blat, skrzyżowała ramiona pod piersiami i spojrzała na Zosię uważnie, prawie badawczo.
— A rozważałaś kiedykolwiek, żeby pójść do łóżka z innym facetem niż Rafał?
Zosia natychmiast się zarumieniła. Rumieniec rozlał się jej po policzkach i zszedł aż na dekolt. Odwróciła wzrok, poprawiła niewidzialny pyłek na rękawie sukienki, po czym westchnęła.
— Zdarzało mi się o tym fantazjować — powiedziała szczerze. — Ale nigdy o kimś konkretnym. To były takie… ogólne obrazy. Ktoś inny. Inne dłonie. Inny głos. Nic więcej.
Basia zrobiła dziwną minę – coś pomiędzy zaskoczeniem a rosnącym zainteresowaniem. Przechyliła głowę.
— W takim razie… nie chciałabyś spróbować z nimi obydwoma równocześnie?
Pytanie zawisło w powietrzu. Zosia otworzyła usta, zamknęła je, znów otworzyła. Wyobraźnia podsunęła jej obraz tak wyraźny, że poczuła nagłe ukłucie ciepła między udami. Rafał i Maks. Ona pośrodku. Dłonie na jej ciele, usta, ciężar, rytm. Kiwnęła tylko głową, jakby nie ufając własnemu głosowi. Po chwili jednak odezwała się, trochę ochryple:
— Twoje fantazje seksualne… mają w ogóle jakąś granicę?
Basia przybrała minę absolutnego niewiniątka. Uniosła ramiona w geście bezradności, ale w oczach tańczyły iskierki.
— Pewnie jakaś granica istnieje — odparła niewinnie. — Tylko ja do tej pory jej nie odkryłam. Mam jeszcze czas. W końcu nie jestem jakąś doświadczoną kochanką. Dopiero się uczę.
Zosia parsknęła cichym śmiechem i potarła czoło.
— Masz rację. Wszystko dzieje się w takim zatrważającym tempie, że ciężko za tym nadążyć. Może gdybym zaczęła życie seksualne w twoim wieku… byłoby łatwiej to wszystko ogarnąć.
Basia uśmiechnęła się szeroko, prawie złośliwie.
— Jak się późno coś zaczyna, to trzeba to szybko nadrabiać.
Powiedziała to z taką miną, że Zosia nie wytrzymała i wybuchnęła szczerym, głośnym śmiechem. Oparła się ręką o blat, żeby się nie zachwiać. Kiedy wreszcie się uspokoiła, otarła kącik oka i spoważniała odrobinę.
— Cokolwiek by się nie działo… jakoś się to ułoży. A co do perspektywy seksu z Maksem… — zawiesiła głos, patrząc siostrze prosto w oczy — wydaje mi się, że jeśli Rafał nie miałby nic przeciwko, to byłoby to dla mnie… ekscytujące przeżycie.
Basia uśmiechnęła się z wyraźną satysfakcją. Podeszła bliżej, prawie dotykając Zosi biodrem.
— Maks jest świetnym kochankiem — powiedziała cicho, prawie szeptem. — Nie byłabym dobrą siostrą, gdybym nie zachęciła cię do wypróbowania zdolności swojego chłopaka.
Zosia spojrzała na nią. W jej oczach było już wyraźne, rosnące podniecenie. Bez słowa uniosła ręce, złapała Basię za biodra i przyciągnęła mocno do siebie. Ich piersi zetknęły się przez cienkie materiały sukienek.
— Jak tak mówisz… — wyszeptała Zosia, usta mając tuż przy ustach siostry — to tylko jeszcze bardziej sprawiasz, że czuję się podniecona.
Rozmowa podnieciła je obie do tego stopnia, że słowa nagle straciły sens. Zosia przyciągnęła Basię jeszcze mocniej i ich usta zderzyły się w szaleńczym, głodnym pocałunku. Nie było w nim nic delikatnego. Języki splotły się natychmiast, wilgotno, zachłannie. Zosia wsunęła dłoń w blond włosy siostry i przycisnęła jej głowę bliżej, pogłębiając pocałunek, aż obie jęknęły w siebie nawzajem. Basia odpowiedziała z taką samą żarliwością – jej ręce wędrowały po plecach Zosi, po biodrach, wsuwając się pod materiał sukienki. Całowały się długo, mokro, z odgłosami, które w cichej kuchni brzmiały prawie obscenicznie. Ślina wymieniała się między nimi, oddechy mieszały się, a ciała przyciskały się do siebie tak mocno, że Zosia czuła twarde sutki Basi przez cienkie tkaniny.
W końcu Zosia niechętnie oderwała się od ust siostry. Oddychała ciężko, usta miała czerwone i opuchnięte.
— Nie mamy czasu — wyszeptała, opierając czoło o czoło Basi.
Basia spojrzała na nią z wyraźnym zawodem. Jej policzki paliły, a oddech był urywany.
— Nie możesz mnie tak zostawić… W tym stanie.
Zosia uśmiechnęła się krzywo i bez słowa wsunęła dłoń pod sukienkę Basi, a potem prosto w majteczki. Palce natychmiast natrafiły na mokre, rozgrzane fałdy.
— Jesteś cała mokra… — mruknęła. — Kilka minut chyba nikogo nie zbawi.
Zaczęła pieścić. Najpierw tylko muskała opuszkami wilgotne wargi, zbierając soki, potem rozchyliła je delikatnie i znalazła łechtaczkę. Krążyła wokół niej szybkimi, precyzyjnymi ruchami, co jakiś czas wsuwając jeden, a potem dwa palce głęboko do środka. Basia oparła się plecami o blat, rozchylając uda szerzej. Jęczała cicho, przygryzając wargę, żeby nie wydać z siebie głośniejszego dźwięku. Jej biodra poruszały się naprzeciw dłoni Zosi, szukając większego nacisku. Zosia przyspieszyła – paliowała łechtaczkę szybko, jednocześnie zaginając palce w środku, szukając tego punktu, który sprawiał, że Basia wzdrygała się mocniej.
Orgazm nadszedł nagle i gwałtownie. Ciało Basi szarpnęło się do przodu, uda zacisnęły się wokół ręki Zosi, a z gardła wyrwał się stłumiony, długi jęk. Cipka zadrgała rytmicznymi, silnymi skurczami wokół palców siostry, soki spłynęły obficie po jej dłoni. Basia trzęsła się przez kilka długich sekund, oczy miała zamknięte, a usta otwarte w niemym krzyku. Dopiero kiedy fale zaczęły słabnąć, osunęła się trochę w dół, ciężko dysząc.
Zosia powoli wyjęła rękę i otarła mokre palce o ręcznik kuchenny. Basia złapała ją za nadgarstek i przyciągnęła z powrotem.
— Dziękuję… — wyszeptała, wciąż jeszcze nierówno oddychając.
Zosia pocałowała ją krótko w usta.
— Od tego ma się siostry. Żeby dbały o siebie nawzajem.
Basia uśmiechnęła się słabo, poprawiając sukienkę.
— Chyba tam wszyscy czekają już głodni.
Obie szybko umyły ręce, załadowały dwie wielkie tace – jedną z talerzami, sztućcami i szklankami, drugą z odgrzanym jedzeniem – i skierowały się w stronę tarasu. Policzki miały jeszcze zaróżowione, a w oczach wciąż tliło się niedopalone podniecenie, kiedy wychodziły na dwór.
Na tarasie rozmowa toczyła się już od kilku minut, ale Rafał i Maks wyraźnie starali się trzymać bezpiecznych tematów. Mówili o pogodzie, o tym, że tata pewnie wróci późno, o tym, czy w okolicy jest jeszcze jakiś dobry sklep z narzędziami. Cokolwiek, byle nie wracać do tego, co wisiało w powietrzu.
Tosia siedziała naprzeciwko nich w tej samej pozycji co wcześniej – noga na nodze, biała sukienka podjechana wysoko, zakolanówki napięte na łydkach. Czuła, że jest już całkiem mokra. Stringi przylegały do niej nieprzyjemnie, a sutki stwardniały tak mocno, że przez cienki materiał sukienki było je widać wyraźnie. Za każdym razem, gdy brała oddech albo poprawiała włosy, zarys piersi stawał się jeszcze wyraźniejszy. Rafał i Maks nie potrafili tego nie zauważyć. Obaj siedzieli sztywniej niż zwykle, co jakiś czas poprawiając się na krzesłach, starając się ukryć rosnące napięcie w spodniach.
Tosia wiedziała, że patrzą. I podniecało ją to jeszcze bardziej. Co jakiś czas unosiła rękę, by odgarnąć rude pasmo z ramienia, albo poprawiała ramiączko, które i tak nie miało zamiaru się zsunąć. Robiła to powoli, świadomie.
Z opresji uratowały ich dopiero Zosia i Basia.
Drzwi tarasowe otworzyły się i obie weszły z tacami. Zosia niosła naczynia i sztućce, Basia cięższą tacę z jedzeniem. Policzki miały jeszcze lekko zaróżowione, a w oczach wciąż tliło się coś niedopalonego, ale starały się wyglądać zwyczajnie.
— Przepraszamy za zwłokę — rzuciła Zosia, stawiając tacę na stole. — Ale już wszystko gotowe.
Zaczęło się rozstawianie talerzy, nalewanie wody, przekazywanie półmisków. Na chwilę atmosfera złagodniała – pojawił się zapach jedzenia, brzęk sztućców, zwykłe „podaj sól” i „weź jeszcze trochę sosu”. A jednak podniecenie wcale nie opadło. Obecność trzech młodych, niesamowicie seksownych dziewczyn w lekkich sukienkach była dla obu braci ciężką próbą opanowania.
Każde z tej piątki starało się skupić na jedzeniu, ale myśli uciekały własnymi torami.
Rafał myślał o Zosi – o tym, jak wyglądała rano, o tym, co mogła robić z Tosią, i jednocześnie nie mógł przestać rzucać okiem na białą sukienkę siostry.

Maks miał w głowie Basię na stoliku strzelnicy, a chwilę później wyobrażał sobie Tosię w tej samej pozycji.

Zosia czuła jeszcze na palcach wilgoć Basi i zastanawiała się, czy Rafał zauważył jej rozognione policzki.

Basia była zadowolona z tego, co wydarzyło się w kuchni, ale już planowała kolejne ruchy.

Tosia siedziała mokra, twarda i coraz bardziej głodna ich spojrzeń.
W pewnym momencie Basia odłożyła widelec i spojrzała na braci z figlarnym uśmiechem.
— Wiecie co… — zaczęła niewinnie — ja i Zosia jesteśmy do siebie tak podobne, że zanim którykolwiek z was klepnie swoją dziewczynę po tyłku, to najpierw powinien dobrze sprawdzić, która jest która. Bo potem może być niezręcznie.
Na tarasie rozległ się wybuch szczerego śmiechu. Nawet Tosia parsknęła, zakrywając usta dłonią. Rafał potrząsnął głową z rozbawieniem, a Maks prawie zakrztusił się łykiem wody.
Śmiech trochę rozładował napięcie, ale tylko na powierzchnię. Pod spodem każde z nich wciąż było pogrążone w swoim podnieceniu – w fantazjach, w niedopowiedzeniach, w tym, co dopiero miało się wydarzyć.
Najedzeni siedzieli jeszcze na tarasie, rozparci w krzesłach. Słońce powoli schodziło ku zachodowi, a powietrze stało się cięższe, niemal lepkie. Talerze były już prawie puste, sztućce odłożone, a rozmowa płynęła leniwie, jakby nikt nie chciał przerywać tej dziwnej, gęstej atmosfery.
— A propos studiów — odezwał się w pewnym momencie Maks, kręcąc pustą szklanką w dłoniach — Tosia zaczyna na tej samej uczelni co Basia, prawda?
Tosia skinęła głową. Siedziała naprzeciwko, wciąż w tej krótkiej białej sukience. Nagle uniosła ramiona wysoko nad głowę i przeciągnęła się długo, powoli, prężąc całe ciało. Materiał sukienki napiął się na piersiach, a dół uniósł się jeszcze wyżej na udach. Rude, falujące włosy spłynęły jej po plecach.
— Tak — odparła, kiedy opuściła ręce. — Medycyna. Jak Basia.
Zosia, która siedziała tuż przy Rafałe, spojrzała na nią uważnie.
— Przemyślałaś już moją propozycję? — zapytała cicho. — Tę o wspólnym mieszkaniu.
Basia natychmiast uniosła brwi.
— Jaka propozycja? Nic mi nie mówiłaś!
Zosia uśmiechnęła się lekko.
— Bo jeszcze nic nie było ustalone. Ale skoro Tosia i tak zaczyna w Warszawie… pomyślałam, że mogłaby zamieszkać z nami. Z Rafałem, ze mną i z tobą.
Basia klasnęła w dłonie, oczy rozbłysły jej entuzjazmem.
— O kurwa, tak! Tosia, musisz. Naprawdę. Będziesz miała mnie i Zosię na codzienne wsparcie, a Rafał i tak ma wystarczająco duże mieszkanie. Będziemy razem dojeżdżać na uczelnię, wspólne gotowanie, wspólne… no, wszystko. Błagam, zgódź się.
Maks parsknął śmiechem, choć w głosie słychać było nutę żalu.
— A ja niestety na rok akademicki wracam do Wrocławia. — Wzruszył ramionami. — Ale będę was odwiedzał, kiedy tylko się da. Co tydzień, co dwa… jak tylko wyrobię się z zajęciami.
Basia spojrzała na niego z udawaną groźbą, marszcząc brwi i wskazując na niego palcem.
— Jak tylko spróbujesz nie przyjechać, kiedy będziesz miał wolne… to ja osobiście się z tobą rozliczę. I nie będzie to miłe rozliczenie.
Wszyscy się zaśmiali. Tosia przez chwilę milczała, bawiąc się rąbkiem sukienki. W końcu uniosła wzrok i uśmiechnęła się nieśmiało, ale zdecydowanie.
— Myślę, że to najlepsze rozwiązanie — powiedziała. — Zamieszkać z wami na czas studiów. Z Rafałem, z Basią i z Zosią. — Spojrzała na brata. — Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
Rafał otworzył usta, by odpowiedzieć, ale w tym momencie Tosia znów się przeciągnęła. Tym razem zrobiła to jeszcze wolniej, jeszcze bardziej świadomie. Uniosła biodra od krzesła, wygięła plecy w łuk, a biała sukienka podjechała tak wysoko, że na ułamek sekundy widać było koronkowy brzeg jej stringów i gładką skórę tuż nad nimi. „Przypadkiem”.
Zosia w tej samej chwili, jakby też przypadkiem, położyła dłoń na udzie Rafała i powoli przesunęła ją wyżej, aż do krocza. Palce musnęły nabrzmiały zarys jego penisa przez materiał spodni. Czuła, jak twardnieje pod jej dotykiem, jak pręży się, domagając się uwagi. Rafał prawie nie drgnął, tylko jego oddech stał się odrobinę głębszy.
— Zrobiło się trochę duszno — mruknął po chwili, odchrząkując.
Wszyscy unieśli wzrok ku niebu.
Jeszcze przed chwilą zachodzące słońce malowało horyzont ciepłymi, złotymi smugami. Teraz jednak od zachodu szybko nadciągały ciężkie, ołowiane chmury. Pęczniały i piętrzyły się jedne na drugich, zasłaniając coraz większą część nieba. Ich spody były prawie czarne, a krawędzie podświetlone jeszcze resztkami dziennego światła na złowieszczy, fioletowo-szary kolor. Powietrze stało się nagle gęstsze, pachniało ozonem i nadchodzącym deszczem. Gdzieś daleko, za lasem, przemknął pierwszy, cichy grzmot. Chmury sunęły szybko, jakby ktoś ciągnął ciemną zasłonę przez całe niebo, gasząc resztki wieczornego blasku.
Zaczęli zbierać wszystko ze stołu w pośpiechu. Talerze, sztućce, półmiski z resztkami – wszystko lądowało na tacach. Wiatr już szarpał serwetkami i poruszał lekkimi sukienkami dziewczyn. Rafał, podnosząc jedną z tac, nagle przypomniał sobie:
— Kurwa… okna. W całym domu są pootwierane.
Burza szalała coraz mocniej. Deszczu jeszcze nie było, ale wiatr wył między drzewami, a pioruny grzmiały coraz bliżej – najpierw dalekie, potem już z wyraźnym, ostrym trzaskiem. Niebo stało się prawie czarne.
— Wchodzimy! — krzyknął Maks.
Wszyscy wbiegli do domu, tace i naczynia lądowały byle gdzie w przedpokoju. Zosia, nieobciążona niczym, natychmiast rzuciła się po schodach na górę.
— Ja pozamykam okna na górze!
Wbiegała po stopniach, kiedy nagle całe światło zgasło. Dosłownie w tej samej sekundzie rozległ się potężny, ogłuszający huk – piorun musiał uderzyć gdzieś bardzo blisko. Dom zadrżał. Zosia zatrzymała się w pół kroku, serce waliło jej jak oszalałe. Po omacku, kierując się tylko bladymi smugami rozproszonego światła z zewnątrz, weszła do pierwszego z brzegu pokoju. Domknęła okno, poczuła, jak wiatr próbuje je wyrwać z rąk. Wyszła z powrotem na korytarz.
Było absolutnie ciemno. Ciemność gęsta, prawie namacalna. Szukała dłonią ściany, potem klamki kolejnego pokoju. Weszła, zamknęła drugie okno. Kiedy wychodziła z powrotem na korytarz, nagle wpadła na kogoś.
Męskie ciało. Szerokie ramiona, zapach…
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy rozległ się najgłośniejszy i najbliższy z dotychczasowych piorunów. Huk był tak silny, że Zosia odruchowo przywarła do tej męskiej piersi, wtuliła twarz w szyję, a potem, przestraszona i szukając jakiegokolwiek oparcia, uniosła głowę i znalazła ustami usta.
Pocałunek eksplodował natychmiast.
Nie było w nim niczego nieśmiałego. Usta Zosi rozchylone, głodne, wślizgnęły się w obce, a jednak znajome usta. Język natychmiast znalazł drugi język – wilgotny, ciepły, odpowiadający z równą żarliwością. Całowali się głęboko, mokro, z narastającą namiętnością. Zosia poczuła dłoń na swoim biodrze, potem drugą na plecach, przyciągającą ją jeszcze bliżej. Jej własne ręce wplotły się w krótkie włosy, przyciskając głowę mężczyzny do siebie. Oddechy mieszały się, ślina wymieniała się między nimi, a ciała przylegały tak mocno, że Zosia czuła twarde, nabrzmiałe krocze napierające na jej brzuch. Całowali się długo – sekundy ciągnęły się jak minuty – w całkowitej ciemności, przy akompaniamencie kolejnych, coraz bliższych grzmotów. Jej sutki stwardniały, a między udami zrobiło się gorąco i mokro.
I nagle, w środku tego pocałunku, coś zaskoczyło.
Zapach. Nie ten, który znała na pamięć.
Zosia oderwała usta odrobinę, wciąż jednak trzymając się blisko.
— Maks…? — wyszeptała prawie bezgłośnie.
Głos, który jej odpowiedział, był równie cichy i ochrypły.
— Tak. Przepraszam… myślałem, że to Basia.
Pocałunek już się wydarzył. I wyzwolił w Zosi falę podniecenia, której nie dało się teraz zatrzymać. Świadomość, że przed chwilą całowała się namiętnie z bratem swojego chłopaka, sprawiła, że jej cipka zadrgała i zrobiła się jeszcze bardziej mokra. Stringi były już całkowicie przesiąknięte.
Odsunęła się o pół kroku, ale kolejny, niemal natychmiastowy grzmot – tak bliski, że powietrze zawibrowało – sprawił, że znów odruchowo wtuliła się w jego ramiona. Maks objął ją automatycznie, mocno, chroniąc.
Po chwili, kiedy huk ucichł, odezwał się szeptem, z lekkim, nerwowym żartem w głosie:
— Przy każdym piorunie dostanę pocałunek?
Zosia, wciąż przestraszona, ale jednocześnie mocno podniecona, uniosła twarz i musnęła jego usta lekkim, krótkim pocałunkiem.
— Zasłużyłeś. Byłeś dla mnie schronieniem.
Maks westchnął cicho. Czuł jej ciało przy swoim, czuł zapach jej włosów i skóry. I sam był już twardy jak kamień.
— Wszystkie okna są już zamknięte — powiedział po chwili. — Chodź. Prowadzę cię do schodów.
Delikatnie objął ją w talii i zaczął prowadzić przez absolutną ciemność korytarza. W myślach kłębiło mu się wszystko naraz. Zakochał się w Basi – naprawdę. A jednak Zosia… Zosia też go bardzo pociągała. I, co przyznawał przed sobą z rosnącym niepokojem, jego własna siostra działała na niego tak samo mocno.
— Zaraz będą schody — ostrzegł szeptem.
Zosia wyciągnęła rękę, szukając po omacku balustrady. Dłoń najpierw musnęła coś miękkiego, a potem – twardy, wyraźny zarys jego penisa przez spodnie. Czuła, jak jest nabrzmiały, gorący. Szybko cofnęła rękę.
— Przepraszam… — wyszeptała, głos miała drżący.
Znalazła wreszcie drewnianą poręcz. Krok po kroku, trzymając się jej mocno, zaczęła schodzić w dół po schodach. Za sobą czuła obecność Maksa – jego oddech, ciepło ciała, delikatny dotyk dłoni na jej biodrze, kiedy asekuracyjnie prowadził ją w całkowitych ciemnościach.
Zosia prawie już zeszła na sam dół, kiedy salon nagle omiotła smuga białego światła. Rafał znalazł latarkę – dużą, solidną – i świecił nią ostrożnie, starając się nie oślepiać nikogo, a jednocześnie dać choć odrobinę orientacji w ciemności.
— Z Zosią pozamykaliśmy wszystkie okna na górze — powiedział, przeczesując światłem kąty salonu.
Z ciemności dobiegł głos Tosi, trochę drżący, ale wyraźny:
— Na dole też już wszystko pozamykane.
Jak na potwierdzenie jej słów w szyby zaczęły bębnić pierwsze, grube krople. W ciągu kilku sekund deszcz zmienił się w prawdziwą ulewę – gwałtowną, hałaśliwą, jakby ktoś wylał wiadra wody prosto na dach i okna. Wiatr wył, a pioruny grzmiały jeden za drugim.
Jak na potwierdzenie jej słów w szyby zaczęły bębnić pierwsze, grube krople. W ciągu kilku sekund deszcz zmienił się w prawdziwą ulewę – gwałtowną, hałaśliwą, jakby ktoś wylał wiadra wody prosto na dach i okna. Wiatr wył, a pioruny grzmiały jedno za drugim.
Słychać było szelest materiału i cichy głos Tosi:
— Rafał… przyświeć mi, proszę.
Smuga latarki znalazła ją przy otwartej komodzie. Tosia klęczała na podłodze, biała sukienka podjechała jej wysoko na uda, a rude włosy spływały jej po ramionach. Przeszukiwała szuflady.
— Mama gdzieś tutaj trzyma świece… — mruczała do siebie. — Wiem, że trzyma.
Po chwili uniosła coś w dłoni.
— Mam! Świece i zapalniczkę.
Rozpaliła pierwszą. Mały płomień zatańczył, rzucając złote, drżące światło na jej twarz i dekolt. Postawiła świecę na komodzie. Drugą zapaliła i umieściła na stoliku przy kanapie. Salon powoli wypełniał się miękkim, migoczącym światłem. Cienie tańczyły po ścianach.
Zosia podeszła do niej i odebrała kolejną świecę. Razem rozstawiły jeszcze kilka – na półkach, na stole, na parapecie. W ciągu kilku minut cały salon tonął w ciepłym, złotawym półmroku. Płomienie chybotały się przy każdym podmuchu przeciągu, a powietrze pachniało woskiem i deszczem.
Z ciemności wyłoniła się Basia. Bez słowa podeszła do Maksa i wtuliła się w niego, obejmując go w talii. Maks odruchowo przyciągnął ją bliżej.
Rafał westchnął, odkładając latarkę na bok.
— Siadajmy i przeczekajmy. Bezpieczniki są w garażu, a nie uśmiecha mi się teraz przedzierać przez tę ulewę.
Tosia uśmiechnęła się lekko w świetle świec.
— Światło już mamy. Więcej nie trzeba.
Ułożyli się na dużej kanapie. Z jednej strony usiadł Rafał, a Zosia natychmiast wskoczyła mu na kolana, wtulając się w jego pierś. Z drugiej strony Maks, a Basia usiadła mu okrakiem na udach, plecami opierając się o jego klatkę. Po samym środku, między dwiema parami, usiadła Tosia – nogi złączone, dłonie na kolanach, biała sukienka wciąż zbyt krótka.
Basia od razu poczuła, że kutas Maksa był już twardy, zanim na niego usiadła. Twardy i gorący nawet przez spodnie. Zaczęła się lekko wiercić, napierając pośladkami na nabrzmiały zarys – niby poprawiając pozycję, a tak naprawdę ocierając się o niego rytmicznie. Maks wciągnął ostro powietrze. Jego dłoń, ukryta w półmroku, wsunęła się pod jej ramię i delikatnie, prawie niewidocznie, gładziła pierś przez cienki materiał sukienki. Palce musnęły sutek. Basia zasysała głośno powietrze, przygryzając wargę, żeby nie jęknąć.
Zosia z każdym kolejnym grzmotem wtulała się mocniej w Rafała. Była podniecona – wciąż czuła na ustach smak pocałunku z Maksem, a teraz ciepło ciała chłopaka i jego dłoń spoczywająca na jej udzie tylko potęgowały to uczucie.
Tosia odezwała się cicho, prawie szeptem:
— Wy też tak się boicie burzy jak ja?
Zosia skinęła głową, twarz wtuloną w szyję Rafała.
— Tak.
Basia natomiast potrząsnęła głową, choć głos miała trochę nierówny.
— Ja nie. Lubię burze.
Kolejny piorun uderzył tak blisko, że szyby zadrżały. Tosia podskoczyła z piskiem i odruchowo rzuciła się w stronę Zosi. Zosia objęła ją jedną ręką, przyciągając do siebie i do Rafała. Rafał, chcąc objąć obie, wyciągnął ramię. W półmroku, przy migoczącym świetle świec, jego dłoń „przypadkiem” musnęła pierś Tosi – dokładnie tam, gdzie pod cienkim materiałem sukienki czaił się twardy sutek.
Tosia zesztywniała na ułamek sekundy. Dotyk był krótki, ale wystarczająco wyraźny. W jednej chwili poczuła, jak jej cipka zalewa się wilgocią, a sutki stwardniały tak mocno, że bolały. Oddychała płytko, wciąż wtulona w Zosię i Rafała, a w głowie miała tylko jedno: że dłoń brata właśnie dotknęła jej piersi i że wcale nie chciała, żeby tę dłoń cofnął.
Rafał zdał sobie sprawę, że jego dłoń spoczywa na piersi Tosi. Czuł pod cienkim materiałem sukienki miękkość i ciepło, a potem – jak sutek twardnieje pod lekkim naciskiem jego dłoni. Wiedzieli, że nie powinien. Że przekracza granicę, której brat i siostra nie powinni przekraczać. Przez ułamek sekundy pomyślał o cofnięciu ręki, ale Tosia siedziała nieruchomo, wtulona w niego i w Zosię, jakby naprawdę nie zauważała tego dotyku. Albo udawała. W chybocącym się świetle świec, w gmatwaninie ciał i cieni, liczył, że Zosia niczego nie dostrzeże. Od kilku godzin nie mógł odpędzić od siebie pragnienia, żeby choć raz dotknąć Tosi – jej piersi, jej ud, jej skóry. I teraz, kiedy już to robił, nie potrafił przestać.
Nagle odezwała się Zosia. Głos miała spokojny, prawie zbyt spokojny w tej burzowej atmosferze.
— Wiesz… ja i Maks mieliśmy małą przygodę przez pomyłkę — powiedziała, wciąż siedząc na kolanach Rafała. — W ciemności na górze wpadłam na kogoś. Pomyślałam, że to ty. Pocałowałam go. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to Maks.
Maks prawie się zachłysnął. Serce zabiło mu mocniej – bał się reakcji Basi. Bał się krzyku, oskarżeń, sceny.
Basia jednak tylko parsknęła cichym, rozbawionym śmiechem. Odwróciła się na kolanach Maksa tak, że siedziała do niego twarzą, wzięła jego twarz w obie dłonie i pocałowała.
Pocałunek był głęboki, wolny i całkowicie bezwstydny. Basia najpierw tylko musnęła jego usta, jakby smakowała, a potem wsunęła język głęboko, kręcąc nim leniwie, mokro, z wyraźną rozkoszą. Jej biodra jednocześnie zaczęły się poruszać – małe, rytmiczne ruchy, które ocierały jej pośladki o twardy kutas Maksa przez warstwy materiału. Całowała go tak, jakby chciała, żeby wszyscy to widzieli: z otwartymi ustami, z cichym, wilgotnym odgłosem, z dłonią wsuwającą się w jego włosy. Trwało to długo. Kiedy wreszcie oderwała się, jej usta były czerwone i błyszczące, a oddech nierówny.
— No i która z nas lepiej całuje? — zapytała z szelmowskim uśmiechem, wciąż siedząc mu na kolanach.
Maks potrzebował sekundy, żeby odzyskać głos. Uśmiechnął się krzywo, choć w spodniach było mu już naprawdę ciasno.
— Mam marne porównanie — odparł ochryple. — Zosia przerwała pocałunek w momencie, kiedy zorientowała się, że to ja.
Basia natychmiast podłapała temat. Oczy jej zabłyszczały.
— No to w takim razie Zosia powinna Cię pocałować jeszcze raz. Żebyś mógł się w końcu zdecydować.
Penis Maksa wyraźnie drgnął pod jej pupą. Spodziewał się śmiechu, żartów, może lekkiego zażenowania. Zamiast tego usłyszał głos Rafała – spokojny, prawie zachęcający:
— No weź, Zosiu. Pokaż mojemu bratu, jaka jest różnica między tobą a Basią.
Basia ochoczo zeskoczyła z kolan Maksa, odwracając się do siostry z szerokim, prowokującym uśmiechem.
— No dawaj. Proszę.
Rafał w tej chwili poczuł, że to może być rozwiązanie wszystkich wątpliwości. Ukrytym ruchem zabrał dłoń z piersi Tosi i przeniósł ją na jej biodro, nadal trzymając ją blisko. Pomyślał szybko, niemal chłodno: jeśli Zosia przekroczy teraz barierę intymności z Maksem, to kiedy Maks w końcu dowie się o tym, co działo się między nim a Basią, wyda mu się to znacznie bardziej naturalne. Nie czuł zazdrości. Czuł tylko rosnące, gorące podniecenie na myśl o tym, że zaraz zobaczy, jak usta jego dziewczyny zatapiają się w ustach brata.
Zosia wstała. Zachęcana spojrzeniami Basi i Rafała. Rafał nawet żartobliwie, ale zdecydowanie klepnął ją w pośladek, kiedy przechodziła obok. Uśmiechnęła się tylko do niego – krótko, porozumiewawczo – i podeszła do Maksa.
Stanęła przed nim. Maks patrzył na nią z dołu, siedząc na kanapie. Widział blond włosy opadające na ramiona, jasną skórę, dekolt pastelowej sukienki, który delikatnie odsłaniał początek piersi. Widział smukłą talię i uda, które sukienka odsłaniała przy każdym ruchu. Była dziewczyną jego brata. Była siostrą jego dziewczyny. I jednocześnie – nie ma co ukrywać – podniecała go mocno. Wyglądała pięknie. Spokojna, pewna siebie, z lekko rozchylonymi ustami i oczami, w których tańczyło coś niebezpiecznego.
Zosia spojrzała mu prosto w oczy i zapytała cicho, niemal szeptem:
— Naprawdę tego chcesz?
Maks otworzył usta, żeby delikatnie odmówić, ale Basia odpowiedziała za niego, zanim zdążył wydobyć z siebie głos.
— Na pewno chce.
Zosia nie czekała dłużej. Usiadła mu okrakiem na kolanach. Sukienka podjechała maksymalnie wysoko, odsłaniając prawie całe uda i zarys białych majteczek. Maks rzucił jeszcze jedno, bezradne spojrzenie na Basię, na Tosię, na Rafała. W ich oczach zobaczył tylko pełne napięcia, podniecone oczekiwanie. Nikt nie żartował. Nikt nie zamierzał tego zatrzymać.
Objął więc Zosię w talii i przyciągnął jej usta do swoich.
Pocałunek był natychmiast głęboki i zachłanny. Zosia rozchyliła usta, a Maks wsunął język bez wahania. Spotkali się mokro, gorąco, z narastającą żarliwością. Ich języki splatały się, krążyły, wciskały się głębiej. Zosia wydała cichy, stłumiony dźwięk prosto w jego usta, a jej biodra zaczęły się lekko poruszać – ocierała się cipką, okrytą tylko cienkimi majteczkami, o twarde, drgające wybrzuszenie w spodniach Maksa. On odpowiedział, przyciskając ją mocniej do siebie, dłonie ściskając jej pośladki przez materiał. Całowali się długo, intensywnie, z odgłosami wilgotnych ust i przyspieszonych oddechów. Penis Maksa wypełniał spodnie do granic możliwości, drgał rytmicznie, jakby chciał się wyrwać, a Zosia tylko mocniej napierała na niego swoją mokrą już szparką.
Rafał patrzył na to wszystko z szeroko otwartymi oczami. Jego własny kutas był twardy jak kamień. Widok Zosi okrakiem na kolanach brata, ich splecionych ust i poruszających się bioder podniecał go bardziej, niż kiedykolwiek by przypuszczał. Dłoń na biodrze Tosi ścisnęła mocniej.
Tosia siedziała między nimi, oddychając płytko. Widziała wszystko z najbliższej odległości – jak język Zosi znika w ustach jej brata, jak biodra siostry jej chłopaka ocierają się o krocze Maksa. Jej własne stringi były już całkowicie mokre, a sutki bolały od napięcia.
Basia stała obok, z rękami splecionymi na piersiach i szerokim, szelmowskim uśmiechem. Patrzyła na swoją siostrę i swojego chłopaka zatopionych w namiętnym pocałunku i czuła, jak fala gorąca rozlewa się jej po brzuchu i niżej. Była wyraźnie, bezwstydnie podniecona tym widokiem.
W końcu oderwali się od siebie. Zosia wciąż siedziała okrakiem na kolanach Maksa, usta miała czerwone i lekko opuchnięte. Oddychała nierówno.
— No i co? — zapytała cicho, z lekkim uśmiechem. — Odpowiesz teraz na pytanie Basi? Która z nas lepiej całuje?
Basia stała obok, ręce na biodrach, i ponagliła go z szerokim uśmiechem:
— Bądź szczery. Naprawdę się nie obrażę, jak coś.
Maks przełknął ślinę. Czuł, jak cipka Zosi wciąż napiera na jego twardego kutasa przez materiał. Nie chciał ryzykować.
— Nie jestem w stanie zdecydować — odparł ochryple. — Naprawdę.
Zosia uśmiechnęła się tylko, jakby spodziewała się takiej odpowiedzi.
— Skoro ty nie potrafisz… to może Rafał okaże się lepszym rozjemcą.
Basia pojęła zamysł natychmiast. Spojrzała jeszcze znad ramienia Zosi prosto w oczy Maksa, przesłała mu w powietrzu całusa i bez wahania wskoczyła okrakiem na kolana Rafała. Tosia odsunęła się odrobinę, robiąc jej miejsce na kanapie.
Rafał spojrzał na brata przez ułamek sekundy. Maks, czując mokre majteczki Zosi ocierające się o jego krocze, ledwie dostrzegalnie skinął głową. Zgodził się.
Rafał objął więc Basię mocno. Jedną ręką złapał ją za pośladek, przyciągając bliżej, a drugą wsunął jej we włosy. Pocałunek, który nastąpił, był gwałtowny i głęboki od pierwszej sekundy. Basia rozchyliła usta z wyraźnym głodem, a Rafał wsunął język natychmiast, kręcąc nim twardo, dominująco. Nie było w tym nic delikatnego – to był pocałunek pełen napięcia, które zbierało się od godzin. Ich zęby niemal się zderzyły, oddechy mieszały się głośno, a Basia wydała stłumiony dźwięk prosto w jego usta. W trakcie pocałunku złapała jego wolną dłoń i zdecydowanym ruchem położyła sobie na piersi. Rafał ścisnął ją przez cienki materiał sukienki, potem zaczął pieścić – ugniatać, przesuwać kciukiem po sutku, który natychmiast stwardniał. Całowali się dalej, coraz mocniej, biodra Basi poruszały się na jego kolanach w małych, nerwowych ruchach.
Kiedy Maks zobaczył, jak brat ściska pierś jego dziewczyny, wyraźnie drgnął. Ciało mu się napięło. Zosia to zauważyła. Bez słowa złapała jego dłoń i położyła sobie na piersi.
Maks zawahał się tylko przez sekundę. Potem zaczął pieścić ją przez materiał – najpierw niepewnie, potem coraz śmielej. Wsunął kciuk pod rąbek dekoltu, znalazł twardy sutek i zaczął nim bawić się, pocierać, lekko ściskać. Zosia westchnęła cicho i naparła piersią na jego dłoń.
Tosia siedziała między nimi, zaciskając kurczowo uda. Widziała wszystko: Zosię na kolanach Maksa, Basię na kolanach Rafała, ręce braci na piersiach obu sióstr. Jej własna cipka paliła, stringi były całkowicie mokre. Bezwiednie uniosła dłoń i zaczęła pieścić swoją pierś przez cienki materiał białej sukienki, ściskając sutek między palcami.
Rafał oderwał się na moment od ust Basi. Głos miał ochrypły, a usta mokre.
— Przez materiał to jej tak dobrze nie popieścisz — rzucił do Maksa.
Maks zawahał się. Potem, z rękami trochę drżącymi, ściągnął ramiączka sukienki Zosi w dół. Jej piersi wyskoczyły wolne – pełne, z twardymi, różowymi sutkami. Rafał w tym czasie wrócił do całowania Basi. Maks spojrzał na odsłonięte piersi Zosi i ścisnął jej sutki opuszkami. Zosia jednak uniosła jedną pierś i podsunęła mu ją prosto pod usta. Maks pochylił się i łapczywie objął sutek wargami, zaczął ssać, lizać, lekko przygryzać.
Basia to zobaczyła. Bez słowa ściągnęła swoją sukienkę z piersi, odsłaniając je całkowicie, i pochylając się, przystawiła twardy sutek prosto do ust Rafała.
Rafał ssał sutek Basi z rosnącą żarliwością, język krążył wokół twardego punkcika, a zęby lekko przygryzały skórę. Maks robił to samo z piersią Zosi – łapczywie, mokro, z odgłosami, które wypełniały salon razem z hukiem deszczu za oknami. Światło świec drżało, rzucając złote cienie na odsłonięte ciała.
Tosia w końcu odezwała się, głos miała trochę drżący, ale pełen rozbawienia:
— No i co? Ustaliliście już, która lepiej całuje?
Rafał oderwał usta od piersi Basi. Oddychał ciężko.
— Ja też nie jestem w stanie zdecydować.
Tosia parsknęła śmiechem i wstała.
— No to w takim razie ja sama będę musiała wybrać.
Podeszła do Zosi, złapała ją za ręce i ściągnęła z kolan Maksa. Stanęły naprzeciw siebie. Sukienka Zosi trzymała się już tylko na biodrach, piersi miała całkowicie nagie, sutki mokre od śliny Maksa. Tosia spojrzała jej w oczy, a potem przyciągnęła ją do siebie.
Pocałunek, który nastąpił, był wolniejszy niż te wcześniejsze, ale równie intensywny. Tosia najpierw tylko musnęła usta Zosi, jakby sprawdzała smak, a potem wsunęła język głęboko, kręcąc nim leniwie, z rosnącą pewnością. Zosia odpowiedziała natychmiast – jej dłonie wplotły się w rude włosy Tosi, przyciągając ją bliżej. Całowały się długo, mokro, z cichymi odgłosami ust. W trakcie pocałunku Zosia sięgnęła w dół i ściągnęła ramiączka białej sukienki Tosi. Materiał zsunął się z piersi, odsłaniając je całkowicie – mniejsze niż u Zosi, ale idealnie zarysowane, z różowymi, twardymi sutkami. Tosia nawet nie drgnęła. Tylko pogłębiła pocałunek, przyciskając swoje nagie piersi do piersi Zosi.
Maks i Rafał patrzyli na odsłonięte piersi siostry z otwartymi ustami. Pożądanie uderzyło ich obu niemal fizycznie. To, co zawsze było zakazane, nagle stało się widoczne i dostępne.
Basia nie wytrzymała. Wstała z kolan Rafała i podeszła do całujących się dziewczyn. Stanęła za Tosią, odgarnęła jej rude włosy i zaczęła całować kark – wolno, mokro, z językiem muszczącym skórę tuż pod uchem. Tosia jęknęła prosto w usta Zosi.
Rafał i Maks siedzieli oniemiali. Widzieli trzy ciała splecione w półmroku: Zosię z nagimi piersiami przyciśniętymi do Tosi, Basię całującą kark młodszej siostry, a potem…
Basia delikatnie odsunęła Tosię od Zosi i sama ją pocałowała. Pocałunek był głębszy, bardziej dominujący. Zosia nie pozostała w tyle – dołączyła, wsuwając twarz między nie. Teraz całowały się we trzy. Usta Basi na ustach Tosi, język Zosi wsuwający się między nie, dłonie błądzące po nagich piersiach, po plecach, po biodrach. Ślina mieszała się, oddechy były głośne i urywane. Tosia znalazła się pośrodku – jedna dłoń Basi ściskała jej pierś, druga Zosi gładziła jej brzuch tuż nad linią sukienki. Całowały się długo, przechodząc usta z ust do ust, czasem wszystkie trzy języki spotykały się jednocześnie w mokrym, chaotycznym splocie. Płomienie świec rzucały drżące światło na ich ciała, na mokre usta, na stwardniałe sutki.
Maks spojrzał na Rafała. Brat był całkowicie zafascynowany widokiem. Maks sam nie potrafił oderwać wzroku – pożądanie mieszało się u niego z niedowierzaniem i rosnącym podnieceniem.
W końcu dziewczyny odsunęły się od siebie. Oddychały ciężko, usta miały czerwone i błyszczące.
Basia otarła kącik ust i uśmiechnęła się szeroko.
— No i wszystko się wyjaśniło. Najlepiej całuje Tosia.
Rafał wyjąkał tylko:
— Jestem w stanie… uwierzyć.
Pożerał oczami nagie piersi siostry. Piersi Basi i Zosi były równie piękne, ale te Tosi zawsze wydawały się zakazane. A teraz były tu, tuż przed nim, z twardymi sutkami i lekkim rumieńcem na skórze.
Tosia stanęła prosto, podparła ręce na biodrach i wcale nie próbowała się zasłonić. Patrzyła na braci spokojnie, prawie wyzywająco.
Zosia odezwała się cicho, ale zdecydowanie:
— Chłopaków też należałoby o tym przekonać.
Tosia nie czekała. Podeszła do Rafała i usiadła mu okrakiem na kolanach. Sukienka zsunęła się jeszcze niżej. Rafał automatycznie cofnął się odrobinę.
— Tosia… jesteśmy rodzeństwem — powiedział ochryple. — Nie powinniśmy…
Zosia przerwała mu, kładąc dłoń na jego ramieniu.
— Przecież nic takiego się nie stanie.
Basia tylko przytaknęła, stojąc obok z odsłoniętymi piersiami i szelmowskim uśmiechem.
Maks patrzył na to wszystko z fascynacją i jawną nadzieją. Jego kutas bolał już od napięcia.
Tosia nie czekała na dalsze protesty. Wzięła twarz brata w obie dłonie i pocałowała go.
Najpierw tylko musnęła jego usta – delikatnie, prawie niepewnie. Potem nacisnęła mocniej. Rafał przez kilka sekund trzymał się sztywno, ręce miał zaciśnięte na jej biodrach, jakby chciał ją odepchnąć. Ale kiedy język Tosi wsunął się między jego wargi, coś w nim pękło. Odwzajemnił pocałunek. Najpierw niepewnie, potem coraz głębiej. Jego język znalazł jej język, splotły się wilgotno, gorąco. Tosia wydała cichy dźwięk zadowolenia i przycisnęła się bliżej, nagie piersi ocierając o jego koszulę. Rafał objął ją mocniej, jedna dłoń zjechała na jej pośladek, druga wsunęła się w rude włosy. Całowali się długo, intensywnie, z narastającą namiętnością – brat i siostra, w świetle świec, na oczach pozostałej trójki. Odgłosy ich ust mieszały się z hukiem deszczu za oknami.
Rafał delikatnie oderwał się od ust młodszej siostry. Oddychał ciężko, usta miał mokre, a w spodniach bolało go już od napięcia. Chciał więcej. Chciał ściągnąć z niej resztę sukienki, położyć ją na kanapie i zanurzyć się w niej całkowicie. Ale wiedział, że to prowadziłoby do totalnej katastrofy. Sam nie rozumiał, dlaczego Zosia i Basia dopuściły do czegoś takiego. Dlaczego on sam się na to zgodził. Serce biło mu jak oszalałe.
Basia odezwała się cicho, prawie szeptem, ale w salonie pełnym deszczu i świec było to wyraźnie słychać:
— Tosia… pamiętaj, że masz dwóch braci.
Tosia nie potrzebowała drugiej zachęty. Energicznie zerwała się z kolan Rafała. Sukienka zsunęła się jej jeszcze niżej, prawie do bioder. Podeszła do Maksa i bez wahania usiadła mu okrakiem na kolanach. Maks nawet się nie bronił. Był tak podniecony, że wszystko inne przestało mieć znaczenie. Przyciągnął twarz siostry do siebie.
Pocałunek, który nastąpił, był inny niż ten z Rafałem. Maks pocałował ją najpierw prawie niepewnie – krótkie, badawcze musnięcie warg. Potem, kiedy Tosia odpowiedziała, otwierając usta, coś w nim pękło. Wsunął język głęboko, kręcąc nim wolno, dokładnie, jakby chciał poznać każdy centymetr jej ust. Jedna dłoń wplotła się w jej rude włosy, przyciągając głowę bliżej, druga zjechała na nagi grzbiet i ścisnęła ją tuż nad pośladkami. Tosia jęknęła prosto w jego usta i przycisnęła nagie piersi do jego koszuli. Całowali się długo, rytmicznie, z narastającą intensywnością. Maks ssał jej dolną wargę, potem znów zagłębiał język, a Tosia odpowiadała z równą żarliwością, biodra lekko poruszając się na jego twardym kutasie. Odgłosy ich ust – wilgotne, miękkie cmoknięcia i stłumione westchnienia – wypełniały salon razem z hukiem ulewy. Kiedy wreszcie się oderwali, oboje oddychali tak głośno, jakby przebiegli długi dystans.
Tosia z żalem zeszła z jego kolan. Stanęła między Zosią a Basią. Trzy dziewczyny – każda z odsłoniętymi piersiami, sutkami wciąż twardymi, skórą zaróżowioną od podniecenia i światła świec. Maks i Rafał patrzyli na nie jak zaczarowani. Nie byli w stanie oderwać wzroku.
Cisza trwała długo. W końcu Tosia przerwała ją nieśmiało, prawie szeptem:
— To było… bardziej podniecające, niż sobie wcześniej wyobrażałam.
Rafał zmarszczył brwi. Głos miał ochrypły.
— Zaraz… dobrze usłyszałem? Fantazjowałaś wcześniej o czymś takim?
Zosia i Basia natychmiast objęły Tosię z obu stron – obronny, prawie siostrzany gest. Zosia spojrzała na obu braci spokojnie, choć policzki miała płonące.
— Gdybyście obaj nie byli ślepi — powiedziała cicho — może zauważylibyście, że w naszym otoczeniu roi się od pożądania i tajemnic.
Maks uniósł brwi.
— Co masz na myśli?
Basia westchnęła, poprawiając sukienkę, która i tak nic już nie zasłaniała.
— Chyba powinniśmy po prostu zaakceptować, że granice naszej intymności właśnie się poszerzają.
Rafał przez chwilę milczał. Potem nagle zrozumiał. Oparł łokcie o kolana i spojrzał na trzy dziewczyny z mieszaniną niedowierzania i czegoś, co wyglądało prawie jak strach.
— Być może… rzeczywiście nie zwracałem uwagi na to, co się dzieje wokół mnie. Ale jak wy to sobie wyobrażacie? Że stworzymy jakąś… komunę? Gdzie każdy będzie się kochał z każdym?
Zapadła cisza. Tylko deszcz bębnił o szyby, a płomienie świec drżały w przeciągu.

1 komentarz

 
  • Użytkownik PisarkaMojegoPisarza

    [komentarz oczekuje na moderacje]

    6 godz. temu