Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 29

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 29Zosia wyszła z kliniki, a ciało wciąż jeszcze pamiętało każdą sekundę spędzoną z Sandrą.
Palce, język, głowica, dildo – wszystko zostawiło po sobie wyraźny, przyjemny ślad. Między udami czuła nieustającą wilgoć, a pośladki delikatnie piekły od intensywnych pchnięć. Była zrelaksowana, głęboko zaspokojona i… zdecydowana. Pieszczoty Sandry zmusiły ją do spojrzenia prawdzie w oczy. Nie chciała już udawać, że pewne rzeczy ją omijają. Podjęła decyzję.
Po drodze wstąpiła na chwilę do apteki. Kupiła to, co było potrzebne – bez zbędnych słów, z lekkim rumieńcem na policzkach. Potem, prawie automatycznie, skręciła w stronę seks-shopu. Weszła, rozejrzała się i po kilku minutach wyszła z torbą, w której znajdowało się kilka starannie wybranych gadżetów.
W budynku apartamentowym winda uniosła ją na najwyższe piętro. Otworzyła drzwi, zdjęła beżowe botki i odwiesiła płaszcz. Z kuchni dobiegały dziewczęce chichoty i zapach świeżo zaparzonej kawy.
Weszła.
Basia siedziała na blacie, bose stopy wymachiwały w powietrzu. Miała na sobie obcisły biały top, który podkreślał jej małe, sprężyste piersi, i szare spodnie dresowe opadające nisko na biodrach. Tosia stała przy ekspresie, ubrana w jasnozielone legginsy, które oblepiały jej zgrabne uda i pośladki, oraz żółty, krótki top odsłaniający płaski brzuch. Obie były rozczochrane po nocy i wyglądały na kompletnie rozluźnione.
— Zosia! — krzyknęła Basia z uśmiechem. — Rafał pojechał do firmy. Miał ci napisać.
Tosia skinęła głową, przełykając łyk kawy.
— Ponoć coś pilnego wypadło.
Zosia odruchowo sięgnęła po telefon. Rzeczywiście – wiadomość od Rafała:
„Kochanie, wrócę dopiero wieczorem. Wyszło coś, co wymaga mojej obecności. Całuję.”
Uśmiechnęła się lekko i schowała telefon. Wtedy wzrok Basi padł na torby, które wciąż trzymała w rękach.
— Ooo… a co to za zakupy? — zapytała filuternie, unosząc brew.
Zosia poczuła, jak policzki robią się cieplejsze.
— Eee… różne rzeczy — odparła wymijająco. — A propos… zapisałam was obie jutro do ginekologa. Tak czy siak, prowadząc życie seksualne, trzeba mieć wszystko pod kontrolą.
Tosia uniosła brwi.
— Dzięki za troskę, ale byłam u ginekologa miesiąc temu.
Zosia uśmiechnęła się zagadkowo.
— A robiłaś wtedy USG?
— Nie…
— No to właśnie. — Zosia zaśmiała się cicho. — W takim razie obie powinnyście pójść jak najszybciej. Zapisałam was na jutro rano. Nie dziękujcie.
Basia zmrużyła oczy, wciąż wpatrując się w torby.
— Ty się starasz uniknąć odpowiedzi na temat tego, co kupiłaś.
— To tajemnica — odparła Zosia, próbując brzmieć niewinnie.
Basia nie dała się zbyć.
Wyskoczyła z blatu i w jednej chwili dopadła starszą siostrę, wbijając palce w jej boki.
— A nie powiesz?! — zawołała, łaskocząc bezlitośnie.
Zosia pisnęła i zaczęła się bronić, śmiejąc się mimo woli.
— Basia! Przestań! To nie fair!
Tosia, widząc okazję, dołączyła z drugiej strony. Jej palce znalazły wrażliwe miejsca pod żebrami Zosi.
— No dawaj, przyznaj się! — chichotała. — Co jest w tych torbach?!
Zosia wiła się między nimi, próbując odepchnąć obie, ale śmiech odbierał jej siły. Łaskotki były bezlitosne – Basia celowała w boki, Tosia w brzuch i pod pachami. Zapach kawy mieszał się z zapachem ich ciał i wciąż obecnym, słodkawym śladem ananasowego żelu, który wciąż unosił się gdzieś na skórze Zosi.
— Przestańcie… błagam…! — krzyczała przez śmiech, próbując się wykręcić.
Obie dziewczyny nie odpuszczały.
Palce wędrowały, śmiech wypełniał kuchnię, a Zosia w końcu, czerwona na twarzy i całkowicie bezradna, krzyknęła:
— Poddaję się! Poddaję się!
Basia i Tosia natychmiast przerwały łaskotanie, kiedy usłyszały, że Zosia się poddaje.
Obie odsunęły się, śmiejąc się jeszcze, ale Basia szybko przybrała udawaną groźną minę. Przechyliła głowę, zmrużyła oczy i wskazała palcem na torby.
— No dobrze, kapitulacja przyjęta. Ale teraz pokazujesz, co kupiłaś. Bez ściemy.
Tosia przytaknęła z uśmiechem, siadając po turecku na podłodze kuchni.
— No dawaj, Zosia. Już nas wystarczająco zamęczyłaś tajemnicami.
Zosia poprawiła rozczochrane włosy i westchnęła, wciąż jeszcze rozpalona od łaskotek i residualnego podniecenia po wizycie u Sandry.
— Dobrze, dobrze… pokażę. Ale wolę to zrobić gdzie indziej. Nie na środku kuchni.
Basia natychmiast podskoczyła.
— Mój pokój. Chodźcie.
Przeszły korytarzem. W pokoju Basi było jasno – poranne światło wpadało przez półprzymknięte rolety, kładąc złote pasy na białej pościeli i jasnych meblach. Pachniało lekko wanilią z dyfuzora i świeżym praniem. Trzy dziewczyny rozsiadły się na szerokim łóżku. Zosia usiadła po turecku, sukienka uniosła się wysoko na udach.
Basia i Tosia zauważyły to niemal jednocześnie.
Między rozchylonymi nogami Zosi widać było białe koronkowe stringi – wyraźnie mokre, przylegające do cipki, ciemniejsze w środku od wilgoci. Zapach był subtelny, ale wyraźny: mieszanka intensywnego ananasowego żelu, jej własnych soków i lekkiego, kobiecego aromatu podniecenia.
Prawie jak na komendę obie sięgnęły dłonią.
Basia położyła dłoń na udzie Zosi, a potem przesunęła ją wyżej, masując cipkę przez cienki, mokry materiał. Tosia zrobiła to samo z drugiej strony – delikatnie, ale zdecydowanie, kciukiem przeciągając po wargach sromowych przez koronkę. Zosia wciągnęła powietrze, biodra uniosły się odruchowo. Ciepło ich dłoni, lekki nacisk, wilgoć rozchodząca się pod palcami – wszystko sprawiało, że jej oddech przyspieszył.
— Mmm… — westchnęła cicho, przymykając oczy.
Ale po chwili złapała obie za nadgarstki i delikatnie odsunęła.
— Chyba… chciałyście coś zobaczyć — powiedziała z lekkim, drżącym uśmiechem. — Nie tylko to.
Basia zabiera rękę niechętnie, wciąż patrząc na mokre majteczki. Tosia zatrzymała dłoń chwilę dłużej, wyraźnie mając ochotę kontynuować, ale w końcu też odsunęła się, liżąc wargę.
Zosia sięgnęła do jednej z toreb i wyjęła czarne, matowe pudełko bez żadnych nadruków. Otworzyła je powoli, prezentując zawartość na dłoni.
W środku leżały trzy stalowe korki analne. Błyszczące, ciężkie, idealnie gładkie. Najmniejszy był delikatny, średni już solidny, a największy – wielkości pięści, z szeroką podstawą zakończoną dużym, przejrzystym kryształkiem, który łapał światło i rozszczepiał je na drobne tęcze. Metal był chłodny w dotyku, a kryształki migotały w porannym świetle.
Oczy Basi błyszczały fascynacją. Tosia otworzyła usta w niemym zachwycie.
— Boże… — wyszeptała Tosia. — Mogłabym… wypróbować?
Basia skinęła energicznie głową.
— Ja też. Ale… — spojrzała podejrzliwie na torbę — to nie wszystko, prawda?
Zosia uśmiechnęła się łobuzersko i sięgnęła głębiej. Wyjęła kolejne opakowanie. Kiedy je otworzyła, obie dziewczyny pisnęły jednocześnie.
Było to wielkie, dwustronne dildo – długie, grube, z realistycznymi główkami na obu końcach. Cielisty kolor, wyraźne żyłki, solidna waga. Leżało ciężko na dłoniach Zosi, lśniąc lekko.
— Kurwa… — sapnęła Basia, nie mogąc oderwać wzroku.
Tosia przełknęła ślinę, oczy szeroko otwarte.
— Zosia… — zapytała cicho, już wyraźnie podniecona — co jeszcze kupiłaś?
Zosia przyznała z lekkim uśmiechem:
— To jeszcze nie wszystko.
Basia i Tosia niemal jednocześnie pochyliły się bliżej.
— No to pokazuj! — ponagliła Basia, oczy miała już wyraźnie błyszczące.
— Nie męcz nas — dodała Tosia, liżąc wargę. — Chcemy zobaczyć resztę.
Zosia sięgnęła głębiej do torby. Wyjęła czarną, solidną uprząż z przymocowanym do niej straponem. Sztuczny penis był duży – bardzo duży – i niesamowicie realistyczny. Cielisty, z wyraźnie zaznaczonymi żyłkami, grzybkowatą główką i lekkim wygięciem. Materiał był miękki w dotyku, a jednocześnie twardy. W porannym świetle lśnił lekko, jakby pokryty cienką warstwą wilgoci.
Basia aż uniosła głowę i westchnęła z zachwytem.
— Kurwa… jaki gruby…
Złapała za uprząż, przyłożyła ją do swojego krocza i uniosła biodra, udając, że ma prawdziwego penisa. Zaśmiała się głośno, a potem bez ceremonii złapała Tosię za tył głowy i przeciągnęła jej usta do końcówki sztucznego kutasa.
— No dalej, spróbuj…
Tosia opierała się na niby, kręcąc głową i chichocząc, ale po sekundzie otworzyła usta i z wyraźną ochotą nabiła się na główkę. Mokry dźwięk ssania wypełnił pokój. Język Tosii oblizywał silikon, policzki zapadły się, a z kącika ust spłynęła cienka nitka śliny. Zapach silikonu mieszał się z zapachem kawy, który wciąż unosił się z kuchni, i lekkim, kobiecym aromatem podniecenia, które już unosiło się nad łóżkiem.
Zosia patrzyła na nie z rozbawieniem, opierając się na rękach.
— Skoro już tak dobrze się bawicie… to może wcale nie będę wam pokazywać, co jeszcze kupiłam.
Tosia natychmiast odsunęła usta od straponu z głośnym, mokrym odgłosem. Basia szybko odłożyła uprząż i obie usiadły grzecznie prosto, dłonie na kolanach, twarze pełne udawanej niewinności.
— Będziemy grzeczne — zapewniła Basia szybko. — Naprawdę. Jeszcze przez chwilę.
— Możemy — dodała Tosia, oblizując wargi. — Tylko pokaż.
Zosia pokiwała głową z uśmiechem, ale jej głos był śmiertelnie poważny.
— Nie wierzę wam ani na jotę.
Mimo to sięgnęła z powrotem do torby. Wyjęła kolejny gadżet i położyła go przed nimi.
Był to stalowy korek analny zakończony długim, rudym ogonkiem imitującym koci ogon. Włosie było miękkie, puszyste, opadało ciężko na pościel. Po chwili Zosia wyjęła jeszcze dwa. Drugi miał ogon lisa – krótszy, gęstszy, w odcieniu rudo-brązowym. Trzeci kończył się jak ogon lwa: gruby, ciemnozłoty, z dużym, puszystym frędzlem na końcu, który przy najmniejszym ruchu falował.
Metalowe części korków błyszczały w świetle wpadającym przez rolety. Kryształki u podstawy łapały promienie i rzucały drobne, kolorowe refleksy na białe prześcieradło.
Basia i Tosia patrzyły na leżące przed nimi zabawki z wyraźnym szokiem. Usta miały lekko otwarte, oddech przyspieszony.
W końcu Basia uniosła wzrok na starszą siostrę.
— Zosia… — zapytała cicho, głosem już wyraźnie ochrypłym od podniecenia — po co to wszystko?
Zosia tylko uśmiechnęła się zagadkowo.
Tosia i Basia nie odpuszczały.
— No mów! — nalegała Tosia, opierając się dłonią o udo Zosi. — Po co ci to wszystko? Nie będziemy spokojne, dopóki nie powiesz.
Basia przytaknęła energicznie, oczy miała już ciemne od ciekawości i rosnącego podniecenia.
— Dokładnie. Gadaj, siostro. Te ogony, te korki, ten strapon… coś kombinujesz.
Zosia przez chwilę wzbraniała się, poprawiając sukienkę i unikając ich wzroku. Poranne światło padało ukośnie na łóżko, podkreślając błysk stalowych zabawek i wilgotne ślady na jej majteczkach. W powietrzu unosił się już wyraźny zapach podniecenia – słodkawy, kobiecy, mieszający się z wanilią z dyfuzora.
W końcu westchnęła i podniosła wzrok.
— Od pewnego czasu… nie mogę przestać myśleć o seksie analnym — przyznała cicho. — Postanowiłam, że już nie będę tego odwlekać. Przy najbliższej okazji oddam swój tyłeczek Rafałowi. A te gadżety… są po to, żeby oswoić pupę z obecnością czegoś w środku. Bo rozmiar penisa Rafała jest naprawdę imponujący. Bez przygotowania takie zabawy byłyby niebezpieczne dla mojej… dziewiczej pupy.
Tosia uśmiechnęła się szeroko, liżąc wargę.
— Brawo ty. Fantazje trzeba realizować. — Przesunęła dłonią po własnym udzie. — Mnie też się zdarza pieścić swoją pupę. Czasem wkładam tam wibrator. To… intensywne.
Basia nachyliła się bliżej, głos miała już ochrypły.
— A jak zamierzasz się przygotować?
Zosia wzruszyła ramionami, choć policzki jej się zarumieniły.
— Po prostu zamierzam pochodzić przez całe popołudnie z korkiem w pupie. Ewentualnie po jakimś czasie wymienić na większy rozmiar.
Tosia przygryzła dolną wargę, a w jej oczach pojawił się wyraźny błysk pożądania.
— Mogę ci go włożyć? — zapytała niemal szeptem. — Proszę…
Basia wybuchnęła cichym śmiechem i odepchnęła Tosię lekko biodrem.
— Ej, pierwszeństwo mam ja. To w końcu moja starsza siostra. A jeśli tak bardzo chcesz komuś coś włożyć… to możesz włożyć mnie.
Widać było, że Basia jest strasznie podniecona – sutki wyraźnie odciskały się przez biały top, a w szarych spodniach dresowych pojawiła się już ciemniejsza plamka wilgoci.
Zosia spojrzała na obie i zaczęła się śmiać – głośno, szczerze, z rozbawieniem i czułością.
— Strasznie z was wyuzdane małpy…
Po chwili jednak wyciągnęła ramiona i przyciągnęła obie mocno do siebie. Przytuliła je, wciągając zapach ich skóry i włosów.
— Uwielbiam was obie. Naprawdę.
Basia natychmiast skorzystała z okazji – dłonie zsunęły się pod sukienkę Zosi i złapały za koronkowe stringi, próbując je zedrzeć jednym ruchem.
— No dawaj, zdejmijmy to…
Zosia złapała ją za nadgarstki i uspokoiła delikatnie, choć jej własny oddech już przyspieszył.
— Spokojnie. Z tego, co czytałam… do zabaw analnych najpierw należy się przygotować.
Mówiąc to, sięgnęła z powrotem do torby i wyjęła trzy kompletne zestawy do lewatywy. Białe opakowania, gumowe gruszki, końcówki – wszystko starannie zapakowane. Położyła je na pościeli obok korków i ogonów.
Tosia uniosła brwi.
— Aż trzy?
Basia spojrzała na starszą siostrę i uśmiechnęła się wolno, ze zrozumieniem.
— Ty przewidziałaś… że ani ja, ani Tosia nie odpuścimy okazji do nowych eksperymentów.
Zosia skinęła głową poważnie, choć w kącikach ust drżał uśmiech.
— Dokładnie tak sobie pomyślałam
Basia klasnęła w dłonie i spojrzała na obie z błyskiem w oku.
— No to co, laseczki? Nie ma na co czekać. Musimy wszystko wypróbować. Dzisiaj. Teraz.
Zosia uniosła brwi, choć uśmiech już drżał jej w kącikach ust.
— Może być trochę… niekomfortowe na początku — odezwała się ostrożnie. — Nie jestem pewna, czy od razu…
Tosia położyła dłoń na jej udzie, tuż nad koronką pończochy, i zaczęła gładzić skórę wolnymi, okrężnymi ruchami. Ciepło jej dłoni przenikało przez cienki materiał.
— Kogo jak kogo, ale nas dwóch to nie musisz się krępować — powiedziała miękko. — Naprawdę.
Basia przysunęła się bliżej, głos miała już cichy i ochrypły.
— Razem będzie łatwiej. Obiecuję.
Zosia spojrzała na nie obie – na rozpalone policzki, na sutki wyraźnie odciskające się pod topami, na ciemniejsze plamki wilgoci na spodniach – i westchnęła z rezygnacją pełną pożądania.
— No dobrze… — skinęła głową w stronę drzwi łazienki przylegającej do pokoju. — Możemy u ciebie?
Basia aż podskoczyła.
— Jasne!
Jakby na potwierdzenie, zaczęła się rozbierać.
Najpierw złapała dolną krawędź białego topu i powoli, prawie demonstracyjnie, przeciągnęła go w górę. Materiał uniósł się, odsłaniając płaski, napięty brzuch, potem dolne łuki piersi, a wreszcie całe, małe, sprężyste piersi z różowymi, już twardymi sutkami. Top poleciał na podłogę. Basia wsunęła kciuki pod gumkę szarych spodni dresowych i zsunęła je wraz z majteczkami jednym płynnym ruchem. Spodnie opadły na kostki, a ona wykroczyła z nich naga. Jej cipka była całkowicie wygolona, wargi sromowe już lekko rozchylone i lśniące. Pośladki miała okrągłe, jędrne, a między nimi widać było ciasny, różowy odbyt.
Tosia nie czekała, aż Basia skończy.
Wstała i złapała za żółty top. Przeciągnęła go przez głowę, odsłaniając pełniejsze piersi o jasnoróżowych sutkach. Top spadł na łóżko. Potem wsunęła dłonie pod pasek jasnozielonych legginsów i zsunęła je powoli, wyginając biodra. Legginsy oblepiały jej uda, a kiedy wreszcie zsunęły się na podłogę, Tosia została tylko w cienkich, białych stringach. Zamiast je zdjąć od razu, odwróciła się tyłem, złapała za gumkę i zsunęła je bardzo powoli, odsłaniając najpierw górę pośladków, potem całą, zgrabną pupę i wreszcie wygoloną, już wyraźnie mokrą cipkę. Stringi poleciały na stertę ubrań.
Obie stały teraz nagie, piersi unoszące się szybciej, skóra lśniąca w porannym świetle. Spojrzały na Zosię, która wciąż siedziała ubrana.
— Hej… — zdziwiła się Basia. — A ty?
Zosia zarumieniła się, ale nie odwróciła wzroku.
— Zagapiłam się na wasze seksowne ciałka — przyznała szczerze.
Tosia zaśmiała się cicho, przechodząc dłonią po własnej piersi.
— A ty też jesteś bardzo seksowną laseczką. I teraz ja sobie chętnie popatrzę, jak ty się rozbierasz.
Basia przytaknęła, już nie ukrywając pożądania.
— Dawaj. Powoli.
Zosia wstała.
Najpierw złapała za ramiączka lawendowej sukienki i zsunęła je z ramion. Materiał opadł, odsłaniając koronkowy biustonosz w kolorze kości słoniowej. Rozpięła go z tyłu, piersi wysunęły się swobodnie – pełne, sprężyste, z ciemniejszymi sutkami, które już stwardniały. Biustonosz spadł na podłogę. Potem wsunęła dłonie pod spódnicę sukienki i zsunęła koronkowe stringi wraz z nią. Sukienka i majteczki opadły na podłogę. Została tylko w pończochach. Zdjęła najpierw jedną, potem drugą, zsuwając je powoli po udach, kolanach i łydkach. Kiedy wstała całkowicie naga, jej cipka była wyraźnie mokra, wargi lśniące, a między nimi widać było kroplę wilgoci.
Basia nie wytrzymała.
Sięgnęła dłonią i delikatnie dotknęła mokrej cipki starszej siostry, masując lekko wejście do pochwy opuszkami palców. Zosia odchyliła głowę do tyłu i cicho pojęknęła, biodra same napierając na dłoń Basi.
Po chwili jednak złapała obie za ręce i pociągnęła za sobą.
— Chodźcie…
Weszły do łazienki. Białe kafelki, duże lustro, przeszklona kabina prysznicowa. Tosia podeszła do baterii i odkręciła wodę. Strumień uderzył o brodzik z głośnym szumem, a para zaczęła się unosić.
Basia rozłożyła instrukcję zestawu do lewatywy na blacie umywalki i zaczęła czytać na głos, głosem wyraźnie podekscytowanym:
— Napełnić gruszkę letnią wodą… nałożyć końcówkę… wprowadzić delikatnie… wpuścić wodę… przytrzymać… i wypuścić. Powtarzać aż woda będzie czysta.
Zosia weszła pod prysznic. Ciepła woda spłynęła po jej ciele, spłukując resztki podniecenia i zapach seksu. Napełniła gruszkę, nałożyła końcówkę i, opierając się jedną ręką o kafelki, drugą delikatnie wprowadziła końcówkę do odbytu. Poczula chłodne tworzywo, potem powoli wpuszczała wodę. Brzuch wypełnił się ciepłem i uczuciem pełności. Przytrzymała kilka sekund, a potem wypuściła. Woda spłynęła po jej udach. Powtórzyła czynność jeszcze dwa razy. Za trzecim razem woda była już całkowicie czysta. Zosia wyszła spod prysznica, owinęła się ręcznikiem i starannie wytarła, szczególnie dokładnie osuszając pupę.
Na jej miejsce wskoczyła Tosia.
Powtórzyła tę samą procedurę – napełniła gruszkę, wprowadziła końcówkę, wpuściła wodę, przytrzymała, wypuściła. Jej twarz wyrażała skupienie i rosnące podniecenie. Kiedy woda stała się czysta, wyszła i sięgnęła po ręcznik.
Basia weszła jako ostatnia.
Wykonała wszystko sprawnie, choć przy drugim powtórzeniu sapnęła cicho z uczucia pełności. Kiedy skończyła i wytarła się, stanęła naga przed lustrem, odwróciła się bokiem i klepnęła się w pośladek.
— No i co? — zaśmiała się. — Teraz to każda z nas ma już gotową, czystą dupkę.
Zosia uległa nastrojowi. Wyszła z łazienki i położyła się na łóżku Basi, wciąż naga, skóra lekko wilgotna, piersi unoszące się spokojniej. Tosia i Basia wbiegły za nią i rzuciły się na materac z obu stron, przytulając się ciasno. Ciepło ich ciał otoczyło Zosię.
Basia pochyliła głowę i delikatnie objęła ustami sutek starszej siostry. Język zakręcił się wokół niego, wciągnął go do środka, ssał wolno i czule. Zosia westchnęła z przyjemności, odchylając głowę.
Tosia nie pozwoliła jej jednak na głośniejsze dźwięki – pochyliła się i zamknęła jej usta głębokim, mokrym pocałunkiem. Języki splotły się, oddech zmieszał. Kiedy Tosia w końcu się oderwała, Zosia wyszeptała, wciąż jeszcze dysząc:
— Jesteście obie… niemożliwe.
Basia na sekundę oderwała usta od piersi i uśmiechnęła się filuternie.
— Po prostu urodziłyśmy się z odpowiednimi genami.
Wybuch powszechnego śmiechu wypełnił pokój. Trzy nagie ciała drżały od chichotu, piersi podskakiwały, pośladki ocierały się o siebie.
Kiedy śmiech ucichł, Basia odsunęła się od piersi Zosi i sięgnęła po korki.
— Chyba pora cię przygotować na przyjęcie koreczka.
Złapała za największy – ten wielkości pięści, z wielkim kryształkiem. Zosia spojrzała na niego z wyraźnym przerażeniem. Basia zaśmiała się głośno.
— Tylko żartowałam.
Odkładając największy, wzięła najmniejszy. Stal była chłodna w dłoni.
— Jest zimny…
Tosia tymczasem poprosiła miękko:
— Wypnij się dla mnie, Zosia.
Zosia posłusznie przetoczyła się na brzuch, uniosła biodra i mocno wypięła pupę. Pośladki rozchyliły się, odsłaniając ciasny, różowy odbyt.
Tosia nie czekając przywarła ustami dokładnie do niego.
Język najpierw tylko musnął zwieracz – ciepły, mokry, delikatny. Potem zaczął krążyć wokół niego, oblizywać, naciskać czubkiem. Tosia lizała powoli, dokładnie, jakby chciała rozmiękczyć i nawilżyć każde zagłębienie. Ślina spływała po kroczu Zosi, a język wnikał coraz odważniej, próbując wsunąć się do środka. Zosia jęczała głośno, biodra same napierając na usta młodszej dziewczyny. Smak był czysty, lekko słodkawy po lewatywie, a dźwięki mokrego lizania wypełniały pokój.
Basia przez chwilę przyglądała się, a potem stwierdziła ochryple:
— Już jest gotowa.
Tosia oderwała się niechętnie, usta miała lśniące od śliny.
Basia przyłożyła chłodną, stalową główkę najmniejszego korka do rozluźnionego już odbytu Zosi. Nacisnęła delikatnie. Zwieracz ustąpił powoli, centymetr po centymetrze. Zosia poczuła najpierw zimno metalu, potem rozciąganie – nie bolesne, ale wyraźne, obce, pełne. Korek wsuwał się gładko dzięki ślinie Tosi, wypełniając ją coraz głębiej, aż szeroka podstawa z kryształkiem przywarła do pośladków. Wewnątrz czuła twardą, nieustępliwą obecność, która sprawiała, że jej cipka zacisnęła się odruchowo i spłynęła kolejna fala wilgoci.
Kiedy korek był już całkowicie na swoim miejscu, Zosia głośno westchnęła.
Zosia odprężyła się, czując pełne, obce wypełnienie w sobie.
Korek siedział solidnie, metal chłodził od środka, a każdy najmniejszy ruch bioder sprawiał, że przesuwał się lekko, drażniąc wrażliwe ścianki. Tosia i Basia nachyliły się nad nią niemal jednocześnie.
— No jak? — zapytała Tosia, oczy szeroko otwarte. — Jakie to uczucie?
— Mów, mów! — dopowiedziała Basia, niecierpliwie gryząc wargę.
Zosia uśmiechnęła się i powoli usiadła. W momencie, gdy zmieniała pozycję, korek przesunął się w jej pupie – głębiej, mocniej – i z gardła wyrwał jej się cichy, długi jęk.
— Czuję… pełnię — zaczęła powoli, głosem już trochę ochrypłym. — Jakby ktoś trzymał mnie od środka. Nie boli, ale jest bardzo wyraźnie. Za każdym razem, kiedy ruszam biodrami, metal ociera się o mnie… i wtedy cipka sama się zaciska. Jest zimny na początku, a potem robi się ciepły od mojego ciała. I ciągle o nim pamiętam. Nie da się zapomnieć, że coś tam jest.
Basia i Tosia spojrzały na siebie z rosnącą fascynacją.
— My też chcemy spróbować — powiedziała Tosia niemal błagalnie.
— Ja pierwsza! — dopowiedziała Basia.
Zosia wzięła do ręki dwa korki z ogonkami – lisi i koci – i skinęła na nie.
— To się wypnijcie.
Obie dziewczyny szybko przetoczyły się na brzuchy, uniosły biodra i mocno wypięły pośladki. Śmiały się przy tym nerwowo.
— Zaraz będziemy miały ogonki… — chichotała Tosia.
— Ja będę liskiem, a ty kotkiem — odparła Basia.
Zosia uklęknęła za nimi.
Jedną dłonią zaczęła masować pupę Basi – gładziła okrągłe pośladki, rozchylała je, kciukiem krążyła wokół ciasnego, różowego zwieracza, delikatnie naciskając, rozluźniając. Jednocześnie pochyliła się nad Tosią i przywarła ustami do jej odbytu. Język przesunął się wolno po zwieraczu, oblizując, nawilżając, wnikając czubkiem do środka. Smak był czysty, lekko słodkawy po lewatywie. Tosia jęknęła głośno, biodra same napierając na usta Zosi. Basia wzdychała przy każdym ruchu kciuka na swoim odbycie, pośladki napinały się i rozluźniały pod dłonią starszej siostry.
Nie przerywając pieszczenia Basi, Zosia sięgnęła po korek z lisim ogonkiem i przyłożyła chłodną, stalową główkę do rozluźnionego już wejścia Tosi. Nacisnęła powoli. Zwieracz ustąpił, metal wsunął się centymetr po centymetrze. Tosia poczuła najpierw zimno, potem rosnące rozciąganie – obce, pełne, niepokojąco przyjemne. Kiedy szeroka podstawa przywarła do jej pośladków, a rudy ogon opadł ciężko na uda, Tosia wyprężyła się cała, wydając z siebie długi, drżący jęk. Wewnątrz czuła twardą, nieustępliwą obecność, która sprawiała, że jej cipka pulsowała i spływała wilgocią.
Zosia natychmiast przeniosła usta na pupę Basi.
Przywarła mocno, język pracował szybko, mokro, żądnie – oblizywał, wnikał, ssał lekko zwieracz. Basia krzyknęła głośno, dłonie zaciskając na pościeli. Po chwili Zosia wzięła korek z kocim ogonkiem i delikatnie, ale zdecydowanie wcisnęła go w rozluźnioną już pupę młodszej siostry. Basia poczuła zimny metal rozpychający ją od środka – wolno, nieubłaganie, aż po samą podstawę. Wypełnienie było intensywne, obce, a jednocześnie tak ekscytujące, że jej uda zaczęły drżeć. Rudy, puszysty ogon opadł między jej nogi, łaskocząc skórę.
Tosia usiadła bokiem do dużego lustra stojącego przy ścianie i odwróciła głowę, podziwiając swoją pupę z wystającym z niej lisim ogonkiem. Ogon falował przy każdym ruchu.
Zosia pogłaskała ją po rudawych włosach i uśmiechnęła się.
— Pasuje ci. Prawie jakbyś urodziła się z tym ogonkiem.
Basia tymczasem weszła w rolę.
Uklęknęła na łóżku, wygięła plecy w łuk, uniosła pupę z kocim ogonkiem i zaczęła się łasić. Ocierała się piersiami o udo Tosi, potem o bok Zosi, miaucząc cicho i przeciągle. Głowa ocierała się o ich ramiona, pośladki z ogonkiem wymachiwały w powietrzu, a ona sama mruczała niskim, zadowolonym dźwiękiem, jak prawdziwy kot domagający się pieszczot. Co chwilę odwracała się tyłem, prezentując ogon, i znowu przywierała ciałem do którejś z nich, ocierając sutkami o skórę.
Zosia i Tosia spojrzały na siebie i wybuchły głośnym, swobodnym śmiechem.
Basia, nadal w roli kotka, pochyliła głowę i przygryzła sutek Zosi – nie za mocno, ale wystarczająco, by przez ciało starszej siostry przeszedł ostry dreszcz mieszanki bólu i nagłej, intensywnej rozkoszy. Zosia jęknęła głośno, plecy wygięły się w łuk.
Tosia wybuchnęła śmiechem i bez wahania uderzyła kilka razy otwartą dłonią w pośladki Basi. Ogon koci podskakiwał przy każdym klaśnięciu.
— Niedobry kotek! — zawołała wesoło. — Nie gryzie się pani domu!
Basia tylko miauknęła przeciągle i, wciąż mrucząc, popchnęła Zosię na plecy. W jednej chwili rozchyliła jej uda i przywarła ustami do mokrej cipki. Język wszedł głęboko, lizał, ssał, oblizywał wargi sromowe, krążył wokół łechtaczki. Tosia natychmiast pochyliła się z drugiej strony i objęła ustami piersi Zosi – ssała sutki na przemian, przygryzała lekko, wciągała je głęboko do ust.
Basia lizała żarłocznie, mokro, z pełnym oddaniem. Jej język wnikał do środka, potem wracał do łechtaczki, ssąc ją rytmicznie, podczas gdy koci ogonek falował za nią przy każdym ruchu bioder. Tosia pieściła piersi Zosi z równą namiętnością – język krążył, usta ssały, zęby delikatnie drażniły wrażliwe sutki. Zapach podniecenia unosił się gęsto nad łóżkiem, mieszając się z lekkim metalicznym zapachem stali i słodkawym aromatem czystej skóry po prysznicu.
Dla Zosi było to jak podwójna fala rozkoszy.
Język Basi na cipce był gorący, zwinny, nieustępliwy – każde pociągnięcie sprawiało, że biodra unosiły się same, a korek w pupie przesuwał się przy każdym ruchu, dodając kolejną warstwę intensywnych wrażeń. Jednocześnie usta Tosii na piersiach wysyłały dreszcze prosto do brzucha. Sutki były wrażliwe, spuchnięte od pieszczot, a każde ssanie i lekkie ugryzienie wywoływało kolejny jęk. Zosia wzdychała głośno, jęczała bez kontroli, dłonie wplatając to we włosy Basi, to w włosy Tosii.
Po chwili Tosia oderwała się od piersi Zosi.
Wstała z łóżka i sięgnęła po czarną uprząż ze straponem. Najpierw przełożyła nogi przez paski, potem uniosła uprząż i zapięła solidne klamry na biodrach. Pociągnęła mocno, dopasowując, aż sztuczny penis wystawał sztywno do przodu. Jeszcze raz sprawdziła zapięcia, poprawiła ułożenie i odwróciła się.
Zosia, wciąż pieściona przez Basię, otworzyła oczy i spojrzała.
Naga Tosia stała przed nią z przypiętym, dużym, realistycznym straponem. Sztuczny kutas wyglądał prawie groźnie – gruby, żyłkowany, z wyraźną główką – a jednocześnie niezwykle seksownie na tle jej zgrabnego, kobiecego ciała. Piersi Tosii unosiły się szybko, sutki twarde, brzuch napięty, a między udami, tuż pod podstawą straponu, widać było jej własną, mokrą cipkę. Lisi ogon wystający z jej pupy tylko dopełniał obrazu.
Tosia uśmiechnęła się drapieżnie, złapała strapon dłonią i uklęknęła za wypiętą Basią, która nadal intensywnie lizała cipkę Zosi.
Zosia głośno jęczała i wiła się pod ustami Basi, ale wzroku z Tosi nie spuszczała ani na sekundę. Widziała dokładnie, jak młodsza dziewczyna ustawia się za wypiętą siostrą, jak chwyta strapon dłonią i kieruje główkę prosto między rozchylone wargi sromowe Basi.
Tosia nacisnęła delikatnie.
Sztuczny kutas wsunął się powoli. Basia, nie odrywając ust od cipki Zosi, poczuła najpierw rozciąganie – grube, nieustępliwe wypełnienie, które centymetr po centymetrze zajmowało jej wnętrze. Silikon był ciepły od jej własnych soków, gładki, a jednocześnie tak duży, że ścianki pochwy musiały się mocno rozciągnąć. Każdy kolejny centymetr wywoływał u niej głuche, stłumione jęki wciąż wibrujące przeciwko łechtaczce Zosi. Kiedy Tosia dobiła do samego końca, Basia oderwała usta na ułamek sekundy i zawyła głośno z czystej rozkoszy, zanim znowu przywarła do mokrej cipki starszej siostry.
Tosia położyła obie dłonie na biodrach Basi i zaczęła się poruszać.
Długie, głębokie pchnięcia. Basia czuła, jak strapon wychodzi prawie całkowicie, a potem wbija się z powrotem po same biodra. Każde pchnięcie rozpychało ją od środka, ocierało o przednią ściankę, a korek w pupie przesuwał się jednocześnie, tworząc podwójne, oszałamiające wypełnienie. Rozkosz była gęsta, mokra, nieubłagana. Biodra same cofały się naprzeciw ruchom Tosi, pośladki klaskały o biodra młodszej dziewczyny.
Im mocniej Tosia ją rżnęła, tym bardziej chaotycznie Basia lizała Zosię.
Język już nie krążył precyzyjnie – teraz był dziki, mokry, niecierpliwy. Ssał łechtaczkę, wnikał głęboko, oblizywał wargi sromowe, a jej własna ślina i soki Zosi spływały jej po brodzie. Dla Zosi było to jak przypływ, fala po fali. Usta Basi były gorące, żarłoczne, a świadomość, że jej młodsza siostra jest właśnie rżnięta straponem tuż obok, tylko potęgowała każde doznanie. Cipka pulsowała, soki spływały obficie prosto w usta Basi, a korek w jej własnej pupie przypominał o sobie przy każdym drżeniu ciała.
Tosia, nie zwalniając rytmu, sięgnęła jedną ręką i złapała za koci ogonek wystający z pupy Basi. Pociągnęła lekko, potem zakręciła, poruszając korkiem w środku.
Basia krzyknęła w cipkę Zosi. Teraz czuła wszystko naraz – grube pchnięcia straponu rozciągające pochwę i jednoczesne, okrężne ruchy metalowego korka w odbycie. Dwa rodzaje wypełnienia nakładały się na siebie, tworzyły ciągłą, pulsującą rozkosz, która sprawiała, że jej uda drżały, a soki spływały po udach.
Zosia nie wytrzymała.
Orgazm nadszedł nagle i z ogromną siłą. Ciało szarpnęło się, plecy uniosły wysoko, uda zacisnęły się wokół głowy Basi. Cipka skurczyła się w potężnych, rytmicznych skurczach, zalewając usta młodszej siostry obfitą falą soków. Zosia krzyknęła długo, głosem zachrypniętym od rozkoszy, a fale przechodziły przez nią jedna za drugą, przedłużane przez nieustanne, chaotyczne lizanie Basi. Korek w pupie wydawał się jeszcze większy, jeszcze bardziej obecny, dodając każdej fali dodatkowej intensywności.
Kiedy ostatnie drżenie minęło, Zosia opadła bezwładnie na pościel, dysząc ciężko, oczy półprzymknięte, ciało całkowicie miękkie i rozluźnione.
Basia też nie wytrzymała długo.
Intensywne, głębokie pchnięcia straponu i jednoczesne ruchy korka w pupie doprowadziły ją do granicy. Orgazm eksplodował w niej nagle i z ogromną siłą. Ciało szarpnęło się gwałtownie – uda zaczęły drżeć niekontrolowanie, cipka zacisnęła się wokół sztucznego kutasa w potężnych, rytmicznych skurczach, a z gardła wyrwał się długi, prawie zwierzęcy krzyk. Fale przechodziły przez nią jedna za drugą, każde pchnięcie Tosi przedłużało je, a korek w odbycie dodawał kolejnej warstwy intensywności. Basia trzęsła się długo, mokra, spięta, całkowicie oddana rozkoszy, zanim wreszcie siły ją opuściły.
Bezwładnie opadła naprzód, prosto na leżącą Zosię, ześlizgując się przy tym ze strapona. Sztuczny kutas wyszedł z niej z mokrym dźwiękiem. Zosia natychmiast oplotła ramionami młodszą siostrę i przyciągnęła jej usta do swoich.
Pocałunek był głęboki, mokry, pełen nieskrywanej rozkoszy. Języki splotły się natychmiast, ssały, domagały się więcej. Basia wciąż jeszcze drżała od spazmów, a każdy drżenie przenosiło się prosto w usta Zosi. Całowały się długo, żarłocznie, wymieniając smak soków Zosi, które wciąż jeszcze lśniły na ustach Basi, i własną ślinę. Dłonie Zosi wędrowały po spoconych plecach siostry, po pośladkach, po ogonku wystającym z jej pupy.
Tosia stała na kolanach, sapała głośno, piersi unosiły się szybko.
— Kurwa… — wysapała z uśmiechem. — Faceci to jednak muszą się czasem namęczyć. To nie jest takie lekkie, jak wygląda.
Basia i Zosia przerwały pocałunek i wybuchnęły perlistym, swobodnym śmiechem, wciąż jeszcze przytulone do siebie.
Potem obie sięgnęły po Tosię.
Zosia rozpięła jedną klamrę uprzęży, Basia drugą. Zdejmowały pasek powoli, jednocześnie pieszcząc ciało Tosi – dłonie wędrowały po jej biodrach, po brzuchu, po piersiach, kciuki drażniły sutki. Kiedy uprząż wreszcie spadła na podłogę, sztuczny kutas odłączył się z miękkim dźwiękiem, a Tosia westchnęła z ulgą i rosnącym oczekiwaniem.
Basia sięgnęła po dwustronne dildo.
— Połóż się — rozkazała krótko.
Tosia posłusznie ułożyła się na plecach, rozchylając uda. Basia przyłożyła jedną z główek do jej mokrej cipki i zaczęła wciskać. Gruby silikon rozpychał wargi sromowe, wnikał centymetr po centymetrze. Tosia jęknęła głośno, czując, jak jej pochwa jest wypełniana – mocno, dokładnie, aż do połowy długości zabawki. Widok był niezwykle erotyczny: lśniące od soków dildo znikało w niej, a drugi koniec sterczał sztywno w górę.
Kiedy dildo tkwiło już w Tosi do połowy, Zosia przysunęła się.
Tosia uniosła jedną nogę. Zosia uklęknęła nad nią, rozchyliła własne wargi sromowe i powoli, z długim westchnieniem, nadziała się cipką na wystający koniec. Silikon wsunął się w nią gładko, wypełniając ją do samego końca. Zosia przełożyła nogi tak, że jej uda okraczały ciało Tosi z obu stron. Kiedy dobiła do końca, ich cipki zetknęły się – mokre, rozpalone, nabite na to samo grube dildo. Wargi sromowe ocierały się o siebie, łechtaczki niemal stykały.
W tej pozycji klasycznych nożyc zaczęły się poruszać.
Biodra obu dziewczyn pracowały synchronicznie – kiedy jedna cofała się, druga napierała, pocierając cipkami o siebie przy każdym ruchu. Dildo przesuwało się w nich obu jednocześnie, a ich mokre wargi sromowe tarły o siebie, rozprowadzając soki, drażniąc łechtaczki. Odgłosy były mokre, rytmiczne, coraz głośniejsze. Zapach seksu unosił się gęsto nad łóżkiem.
Basia pochyliła się nad nimi i zaczęła całować ich splecione ciała – najpierw uda Zosi, potem brzuch Tosi, potem miejsce, w którym ich cipki stykały się na wspólnym dildzie.
Tosia i Zosia pocierały się cipkami coraz mocniej, coraz bardziej niecierpliwie.
Grube dwustronne dildo tkwiło w obu jednocześnie, a każde poruszenie bioder sprawiało, że silikon przesuwał się w nich głębiej lub płyciej, potęgując uczucie penetracji. Ich mokre wargi sromowe tarły o siebie rytmicznie – łechtaczki ocierały się, soki mieszały, a odgłosy były głośne, mokre, niemal obsceniczne. Zosia czuła, jak ścianki jej pochwy zaciskają się wokół zabawki przy każdym ruchu, a jednocześnie łechtaczka Tosi drażni jej własną. Tosia jęczała nisko, biodra pracowały szybciej, jakby chciała wetrzeć się jeszcze mocniej. Pełnia była podwójna – dildo w środku i gorące, śliskie ciało drugiej dziewczyny na zewnątrz.
Basia nie pozostawała bierna.
Pochylała się nad nimi, całując, liżąc, gryząc delikatnie. Jej usta wędrowały po wewnętrznej stronie ud Zosi, potem po brzuchu Tosii, potem znowu niżej – język muskał miejsce, w którym ich cipki stykały się na wspólnym dildzie. Dłonie Basi ugniatały piersi obu, szczypały sutki, wędrowały po pośladkach, ciągnęły lekko za ogonki wystające z ich pup. Pieściła je intensywnie, żarłocznie, jakby chciała smakować każdą ich reakcję.
Orgazm dopadł je jednocześnie.
Ciało Zosi szarpnęło się pierwsze – uda drżały, cipka zacisnęła się w potężnych skurczach wokół dilda, a z gardła wyrwał się długi, zachrypnięty krzyk. W tej samej chwili Tosia doszła z jeszcze głośniejszym, prawie szlochającym dźwiękiem. Jej pochwa pulsowała mocno, soki trysnęły obficie, a biodra szarpały się naprzeciw Zosi, przedłużając wspólną falę. Obie trzęsły się długo, splecione, mokre, całkowicie oddane rozkoszy, dildo wciąż łączące je ze sobą.
Kiedy ostatnie drżenia minęły, opadły na łóżko wyczerpane, wciąż nabite na zabawkę. Basia siedziała obok z szerokim, zadowolonym uśmiechem.
— Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak gorąco i seksownie wyglądałyście tak splecione — powiedziała ochryple. — Aż mi szkoda było przerywać.
Zosia złapała oddech i westchnęła z uśmiechem.
— To był jeden z moich najlepszych orgazmów… Chyba zasługa tego koreczka. Każdy ruch sprawia, że on się we mnie przemieszcza i dodaje kolejną warstwę.
Tosia przytaknęła, wciąż jeszcze dysząc.
— Masz rację. Jak tak dobrze jest z korkiem… to prawdziwa penetracja tyłeczka musi być jeszcze lepsza.
Obie spróbowały zsunąć się z dilda, ale były zbyt miękkie i zmęczone. Basia zaśmiała się radośnie.
— Pozwólcie — powiedziała i złapała zabawkę pośrodku. Jednym spokojnym ruchem pomogła im się zsunąć. Dildo wyszło z mokrym, głośnym odgłosem.
Wszystkie trzy legły obok siebie na zmiętą pościel, spocone, pachnące seksem, z koreczkami wciąż wystającymi z pup.
Po chwili Basia odwróciła głowę do starszej siostry.
— Przyzwyczaiłaś się już do koreczka?
Zosia skinęła głową entuzjastycznie.
— Tak. Już prawie o nim nie myślę… a jednocześnie ciągle go czuję.
Tosia uniosła się na łokciu.
— To może wymienimy na większy?
Zosia bez słowa przetoczyła się na brzuch i lekko wypięła pupę. Basia usiadła za nią, złapała za podstawę małego korka i powoli, bardzo delikatnie zaczęła go wyjmować.
Zosia poczuła najpierw lekkie ssanie, potem powolne rozciąganie w drugą stronę. Metal wysuwał się centymetr po centymetrze, a kiedy wreszcie wyszedł całkowicie, jej odbyt został pusty, lekko rozluźniony, wciąż jeszcze lekko otwarty. Poczucie pustki było zaskakująco intensywne – jakby nagle zabrakło czegoś, do czego zdążyła się przyzwyczaić.
Widok był wyraźny: różowy, lekko rozwarty odbyt Zosi, lśniący od śliny i naturalnej wilgoci, otoczony gładką skórą pośladków.
Tosia sięgnęła po średni korek – nieco grubszy, dłuższy, z większym kryształkiem. Przyłożyła chłodną główkę do rozluźnionego wejścia i zaczęła wciskać.
Zosia sapnęła. Tym razem rozciąganie było wyraźniejsze, pełniejsze. Metal wchodził wolniej, ścianki odbytu musiały się bardziej rozsunąć. Poczucie wypełnienia wróciło mocniejsze, głębsze. Kiedy szeroka podstawa przywarła do pośladków, Zosia wydała długi, drżący jęk. Nowy korek siedział solidniej, mocniej, a każdy najmniejszy ruch bioder przypominał o jego obecności.
Przyzwyczajając się do większego rozmiaru, Zosia legła na brzuchu, policzek na poduszce, i tylko słuchała cichej, podekscytowanej paplaniny Basi i Tosii. Była zmęczona, wypełniona i głęboko zaspokojona.

Dodaj komentarz