Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 13

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 13Zosia obudziła się powoli. Głowa ciążyła jej jak ołów – efekt wczorajszego szampana, drinków i wszystkiego, co przyszło potem. Leżała naga, przytulona do szerokiej piersi Rafała. Jego oddech był równy, głęboki. Otworzyła oczy i od razu zobaczyła drugą twarz – Basię, która z drugiej strony wtulała się w tę samą pierś, blond włosy rozlane po skórze Rafała, usta lekko rozchylone w śnie.
Przez dłuższą chwilę Zosia tylko patrzyła. Serce wypełniło się ciepłem tak intensywnym, że aż zabolało. Miała przy sobie dwie osoby, które kochała najmocniej na świecie. Nie czuła zazdrości. Ani odrobiny. To, co wydarzyło się w nocy, w jej odczuciu musiało się wydarzyć – wcześniej czy później. Nie dałoby się żyć w ciągłym napięciu, tłumiąc pragnienia, udając, że ich nie ma. Gdzieś głęboko wiedziała, że złamali wszystkie normy, wszystkie zasady, które społeczeństwo uznaje za oczywiste. Ale każde z nich tego chciało. Świadomie. Głodnie.
Jakby wyczuwając jej myśli, Basia poruszyła się i otworzyła oczy. Przez sekundę patrzyła nieobecnym wzrokiem, potem sytuacja dotarła do niej w pełni: leży naga, przytulona do nagiego chłopaka swojej siostry, a siostra – również naga – uśmiecha się do niej czule. Basia poderwała się do siadu tak gwałtownie, że świat zawirował jej przed oczyma. Jęknęła cicho, łapiąc się za skronie.
Zosia delikatnie wysunęła się z objęć Rafała, starając się go nie obudzić. Przysunęła się bliżej siostry.
— Przepraszam — wyszeptała Basia z przestrachem, głos miała ściśnięty. — Dałam się ponieść. Nie panowałam nad sobą. Naprawdę przepraszam…
Zosia położyła dłoń na jej ramieniu i odpowiedziała tak samo szeptem:
— Nie zaszło nic, czego któreś z nas by nie pragnęło. Żadne z nas. — Umilkła na moment, zbierając się w sobie. — Wiem, że jestem pewnie porządnie zboczona, skoro pragnę własnej młodszej siostry… ale nie żałuję niczego. Ani jednej chwili. I w głębi duszy… bardzo liczę, że to nie był koniec.
Basia spojrzała na nią szeroko otwartymi oczyma. Policzki spłonęły jej rumieńcem, ale głos miała szczery:
— Ja… tak samo jak ty mnie pragniesz, ja pragnę ciebie. Od dawna. Ale nie chcę brnąć dalej, jeśli miałoby to cokolwiek zepsuć między tobą a Rafałem. Nie zniosłabym tego.
Zosia uśmiechnęła się miękko i pogładziła ją po włosach.
— Jestem pewna Rafała bardziej niż samej siebie. Kocham go. Wiem, jak bardzo jest zaangażowany. Nie musisz się tym martwić bardziej, niż trzeba.
Basia spuściła wzrok, a na jej twarzy pojawił się lekki cień smutku.
— Nie bój się nigdy o to — szepnęła. — Do Rafała czuję głęboką przyjaźń. Podziw. I… ogromny pociąg fizyczny. Ale go nie kocham. Nie w ten sposób. Nie myślę o nim jako o partnerze na całe życie. To jesteś ty.
Zosia nachyliła się bliżej, a jej uśmiech stał się szerszy, prawie szelmowski.
— Wiem o tym doskonale. I cokolwiek wydarzy się dalej… będzie tylko tym, na co zgodzimy się we trójkę. Niczym więcej i niczym mniej.
Basia uniosła na nią mokre od wzruszenia oczy.
— Jesteś najcudowniejszą starszą siostrą na całym świecie.
Zosia wstała z łóżka. Basia zrobiła to samo. Stanęły naprzeciw siebie w porannym świetle filtrującym przez półprzezroczyste zasłony.
Obie były całkowicie nagie. Zosia – odrobinę wyższa, z pełniejszymi, sprężystymi piersiami, których sutki wciąż były lekko ciemniejsze i wrażliwe po nocy. Talię miała wyraźnie zarysowaną, biodra szersze, uda gładkie, a między nimi widać było delikatne zaczerwienienie i wilgoć. Blond włosy spływały jej w nieładzie na ramiona. Basia – drobniejsza, delikatniejsza w ramionach, z mniejszymi, idealnie okrągłymi piersiami i bardzo jasnymi, zaróżowionymi sutkami. Brzuch zupełnie płaski, biodra węższe, nogi dłuższe w proporcji. Między udami skóra lśniła lekko od porannej wilgoci. Obie miały ślady po całowaniu na szyjach i piersiach, rozczochrane włosy i ten sam ciemny, pełen napięcia błysk w oczach.
Basia pierwsza zrobiła krok. Objęła Zosię w pasie i przyciągnęła do siebie. Ich piersi zetknęły się – miękkie, ciepłe, sutki musnęły się o siebie. Usta Basi znalazły usta siostry.
Pocałunek zaczął się wolno, prawie nieśmiało – tylko wargi, delikatne muśnięcie. Potem Basia nacisnęła mocniej. Język wsunął się między rozchylone usta Zosi, najpierw ostrożnie, potem z rosnącym głodem. Zosia odpowiedziała natychmiast. Ich języki splotły się głęboko, mokro, przeciągając się po sobie, ssąc, przeplatając. Basia wplotła palce w włosy Zosi, przyciągając ją jeszcze bliżej. Zosia objęła twarz młodszej siostry obiema dłońmi, kciuki gładziły policzki. Pocałunek stawał się coraz intensywniejszy – oddechy mieszały się, ślina spływała cienką nitką, ciała przyciskały się mocniej. Piersi tarły o siebie przy każdym ruchu, brzuchy stykały się, a biodra wykonywały małe, nieświadome ruchy do przodu. Całowały się długo, głodnie, z cichymi westchnieniami, które ginęły w ustach drugiej. Kiedy wreszcie się oderwały, obie miały spuchnięte, lśniące usta i ciemniejsze niż przed chwilą spojrzenia.
Zosia odwróciła głowę w stronę łóżka. Rafał spał nadal, na plecach, z jedną ręką zarzuconą za głowę. Jego kutas, twardy od porannej erekcji, leżał ciężko na brzuchu. Zosia uśmiechnęła się szelmowsko.
— Chyba pora go obudzić.
Basia spojrzała w dół, na ten sam widok, i przełknęła ślinę. Kąciki ust uniosły się w figlarnym półuśmiechu.
— Chyba wiem, jaką metodą…
Zosia kiwnęła głową z entuzjazmem, oczy miała już ciemne od pożądania.
— Właśnie o to mi chodziło — wyszeptała.
Basia usiadła z prawej strony śpiącego Rafała, Zosia z lewej. Materac ugiął się lekko pod ich ciężarem. Rafał nawet nie drgnął – spał głęboko, z jedną ręką zarzuconą za głowę, kutas twardy i ciężki leżący na brzuchu.
Zosia sięgnęła po niego delikatnie. W jej drobnej dłoni penis wyglądał na absurdalnie duży – gruby, ciemny od napływu krwi, z wyraźnie zarysowanymi żyłami. Uniosła go i skierowała główkę w stronę ust Basi. Młodsza siostra najpierw powoli obliznęła własne wargi, potem pochyliła się i delikatnie objęła ustami sam czubek. Nie używając rąk, tylko ruchem warg i języka, ściągnęła napletek w dół, odsłaniając całą, wrażliwą główkę. Zaczęła ją ślinić – obficie, wolno, przeciągając językiem wokół napierścienia, zbierając pojawiające się już krople. Kiedy odsunęła się, główka lśniła od śliny, mokra i ciemniejsza.
Teraz kolej Zosi. Otworzyła usta szeroko i zaczęła opuszczać się na trzon. Był tak gruby, że policzki rozciągnęły się maksymalnie. Próbowała wziąć go jak najgłębiej. Za pierwszym razem zakrztusiła się lekko, kiedy czubek uderzył o tylną ścianę gardła. Odetchnęła przez nos i spróbowała ponownie – tym razem wolniej, kontrolując odruch. Kutas wszedł głębiej, aż poczuła go już w gardle. Zatrzymała się na kilka sekund, oczy lekko zapłakane z wysiłku, po czym z niechęcią uniosła głowę. Nitka śliny połączyła jej dolną wargę z lśniącą główką.
Basia natychmiast spróbowała powtórzyć wyczyn. Otworzyła usta maksymalnie i zaczęła nabijać się na kutasa, starając się zejść tak nisko jak siostra. Udało jej się mniej więcej do dwóch trzecich – dalej gardło zacisnęło się odruchowo. Wycofała się, kaszląc cicho, i skupiła się wyłącznie na główce. Ssała ją rytmicznie, krążąc językiem, przygryzając delikatnie, zbierając każdą nową kroplę.
W końcu obie pochyliły się jednocześnie. Ich usta spotkały się na kutasie Rafała.
Zaczęły pracować razem. Zosia objęła ustami lewą stronę trzonu, liżąc od nasady w górę długimi, wolnymi pociągnięciami. Basia zrobiła to samo z prawej. Ich języki stykały się przy główce – śliskie, gorące, przeplatające się. Potem Zosia wzięła czubek głęboko do ust, a Basia zsunęła się niżej, liżąc i ssąc jądra, przeciągając językiem po wrażliwej skórze między nimi. Zamieniły się rolami bez słowa – Basia ssała główkę, Zosia pracowała od spodu. Ślina spływała obficie, czyniąc wszystko mokrym i błyszczącym. Co kilka ruchów ich usta stykały się bezpośrednio na penisie – całowały się wtedy krótko, mokro, z językiem, po czym wracały do lizania i ssania. Dłonie też nie próżnowały: jedna przytrzymywała trzon u nasady, druga gładziła brzuch Rafała albo uda.
Rafał zaczął coś niezrozumiale mruczeć przez sen. Niskie, ochrypłe dźwięki wydobywały się z jego gardła, biodra lekko uniosły się naprzeciw ich ust. Te pomruki podziałały na obie siostry jak iskry. Nowa, dziksza pasja ogarnęła je jednocześnie. Zaczęły obciągać szybciej, głębiej, prawie desperacko – ssały na zmianę, lizały wspólnie, a między kolejnymi ruchami całowały się namiętnie nad jego kutasem, języki splatając się w mokrym, głodnym tańcu. Ślina spływała im po brodach, piersi tarły o jego uda, a ciche, stłumione jęki mieszały się z odgłosami ssania.
Rafał wyłaniał się ze snu powoli, jakby ktoś ciągnął go delikatnie za rękę ku powierzchni. Najpierw poczuł tylko przyjemność – ciepłą, wilgotną, rytmiczną. Gorące usta na jego penisie. Ale coś się nie zgadzało. Języków było dwa. Oba ruchliwe, czułe, pracujące jednocześnie w innym rytmie. Otworzył oczy.
Zobaczył dwie blond głowy nachylone nad swoim krocze. Włosy Zosi i Basi mieszały się ze sobą, spadając na jego brzuch i uda. Usta obu dziewczyn były zajęte jego kutasem – jedna ssała główkę, druga lizała trzon od spodu, potem zamieniały się bez słowa. Ślina spływała obficie, czyniąc wszystko mokrym i błyszczącym. Kiedy uniósł lekko głowę, obie jednocześnie poderwały wzrok, nie odrywając warg od niego. Ciemne, podniecone oczy patrzyły prosto w jego. Usta rozciągnięte wokół ciemnego, lśniącego penisa, policzki zapadnięte od ssania, ślina w kącikach. Widok był tak erotyczny, że Rafał głośno westchnął.
— Takiej pobudki… się nie spodziewałem — wydusił ochryple. — W takim razie wszystko, co wydarzyło się wczoraj… nie było tylko snem napalonego faceta.
Zosia uniosła głowę na moment, nitka śliny wciąż łączyła jej dolną wargę z główką.
— Kochanie — powiedziała z lekkim uśmiechem, głos miała już ochrypły. — Za dużo gadasz. Nie pozwalasz nam się skupić.
Rafał uśmiechnął się krzywo i opadł z powrotem na poduszki.
— Już będę cicho. Tylko… nie przerywajcie.
Siostry zabrały się do roboty z nową, prawie złośliwą werwą. Tym razem starały się dać mu również widowisko. Zosia klęczała bokiem, tak by widział profil jej twarzy i sposób, w jaki policzki zapadały się przy każdym głębokim wzięciu. Basia ułożyła się z drugiej strony, świadomie unosząc biodra i piersi, by miał pełny widok. Ssały na zmianę – najpierw Zosia brała go głęboko, aż nos dotykał brzucha, potem Basia skupiała się tylko na główce, krążąc językiem i ssąc mocno. Co kilka ruchów stykały się ustami dokładnie na czubku jego kutasa, całując się krótko i mokro, po czym wracały do lizania. Dłonie gładziły jego uda, brzuch, jądra. Ślina spływała po ich brodach i kapała na jego skórę.
Rafał czuł, że granica jest blisko. Oddychał coraz ciężej, biodra zaczęły się unosić naprzeciw ich ust.
— Dziewczyny… — wyszeptał ostrzegawczo. — Już zaraz…
Jakby tylko na to czekały, obie przyspieszyły. Języki pracowały szybciej, usta zaciskały się mocniej, ręce masowały trzon u nasady. Chciały go doprowadzić jak najszybciej.
Orgazm przyszedł gwałtownie. Rafał wbił się biodrami w górę, z niskim, przeciągłym jękiem, i zaczął tryskać. Pierwsza gęsta struga trafiła prosto między ich złączone usta, druga na policzek Zosi, trzecia na usta i nos Basi. Kolejne, słabsze już fale spływały po ich brodach i kapały na jego brzuch. Kutas drgał w ich dłoniach, pompując resztki, aż w końcu ostatnie krople wyciekły na język Zosi.
Kiedy skończył, obie siostry uniosły twarze. Były całkowicie zalane. Biała, gęsta sperma spływała po policzku Zosi, zbierała się w kąciku jej ust i spływała po brodzie. U Basi pokrywała górną wargę, nos i spływała cienką strużką po szyi, aż po piersi. Włosy obu przykleiły się w kilku miejscach, rzęsy były wilgotne, a oczy wciąż ciemne od podniecenia. Wyglądały jak dwie młode boginie seksu, świeżo ofiarowane.
Spojrzały na siebie i jednocześnie parsknęły śmiechem. Rzuciły się ku sobie. Zosia pierwsza przeciągnęła językiem po policzku Basi, zbierając gęstą spermę. Basia odpowiedziała tym samym – lizała brodę siostry, kąciki ust, potem wsunęła język między jej wargi, dzieląc się tym, co zebrała. Całowały się przy tym, mokro i głodnie, zlizując sobie nawzajem każdą kroplę. Palce wplotły się we włosy, ciała przycisnęły się do siebie. Robiły to tak długo, aż twarze obu były znowu względnie czyste – tylko lekko lśniące od śliny i resztek smaku.
Kiedy skończyły, każda z nich pochyliła się nad Rafałem i pocałowała go namiętnie – najpierw Zosia, głęboko, z językiem pełnym jeszcze jego smaku, potem Basia, równie intensywnie.
Rafał parsknął cichym, niskim śmiechem, wciąż ciężko oddychając.
— Do takich pobudek… to można się bardzo łatwo przyzwyczaić.
Basia i Zosia roześmiały się jednocześnie – cicho, prawie dziewczęco, ale z wyraźnym błyskiem w oczach. Basia otarła resztkę śliny z kącika ust i spojrzała na Rafała.
— Od czasu do czasu możesz liczyć na takie pobudki — powiedziała z lekkim, figlarnym uśmiechem.
Rafał uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Zosia oparła się na łokciu i oświadczyła spokojnie:
— Już zdążyłyśmy sobie z Basią wszystko wyjaśnić.
Basia spoważniała. Przesunęła się bliżej, siadając po turecku na pościeli, całkowicie naga, z włosami wciąż w nieładzie. Głos miała cichy, ale bardzo wyraźny.
— Jeśli nie masz nic przeciwko… to ja pragnę was obojga. Nie będę w żadnym wypadku rywalizować z Zosią. Nie stanę między wami. Nigdy. Ale… za jej zgodą… chciałabym od czasu do czasu dołączać do was w sypialni.
Rafał patrzył na nie na przemian, a kąciki ust zaczęły mu drgać od rozbawienia.
— A ja — zapytał z udawaną powagą — to nie mam nic do gadania?
Zosia nie odpowiedziała słowami. Zamiast tego odwróciła się do Basi, złapała ją za kark i pociągnęła do siebie. Ich usta zderzyły się w pocałunku, który od pierwszej sekundy był głęboki i głodny. Języki splotły się natychmiast – mokre, natarczywe, przeciągające się po sobie. Basia wplotła palce w włosy Zosi, Zosia objęła twarz młodszej siostry obiema dłońmi. Jednocześnie ich wolne ręce zaczęły wędrować. Dłoń Zosi zsunęła się między uda Basi i znalazła już wilgotną, ciepłą szparkę – dwa palce wsunęły się do środka bez oporu, kciuk znalazł łechtaczkę. Basia odpowiedziała tym samym: jej dłoń objęła pierś Zosi, ścisnęła, przetoczyła sutek, potem zjechała niżej i wsunęła się między jej uda. Palce obu dziewczyn pracowały rytmicznie, mokro, podczas gdy usta nie odrywały się od siebie ani na chwilę. Piersi tarły o siebie, biodra unosiły się naprzeciw cudzych dłoni, a ciche, stłumione jęki ginęły w pocałunku. Trwało to długo – wystarczająco długo, by Rafał poczuł, jak jego kutas znowu zaczyna twardnieć mimo dopiero co przeżytego orgazmu.
W końcu Zosia oderwała się od Basi. Obie miały spuchnięte usta i ciemne, zamglone oczy. Zosia odwróciła się do Rafała, wciąż trzymając dłoń na udzie siostry, i powiedziała spokojnie, prawie niewinnie:
— Ty nie masz nic a nic do gadania. Ale szczerze wątpię, żeby mając dwie rozpalone dziewczyny na wyciągnięcie ręki… miał ochotę protestować.
Rafał wybuchnął szczerym, niskim śmiechem. Potrząsnął głową, wciąż rozbawiony i wyraźnie podniecony.
— Jestem tylko słabym mężczyzną — przyznał. — I byłbym kompletnym idiotą, gdyby taka sytuacja mnie nie pobudzała.
Zosia uśmiechnęła się zadowolona. Przesunęła się bliżej i ułożyła się wzdłuż jego prawego boku, przytulając się mocno, naga skóra do nagiej skóry. Rafał odruchowo objął ją ramieniem, dłoń spoczęła na jej biodrze. Basia przez chwilę tylko patrzyła na nich – na sposób, w jaki siostra wtula się w mężczyznę, którego kocha. Potem, bez słowa, położyła się z drugiej strony. Jej ciało przycisnęło się do lewego boku Rafała – piersi, brzuch, udo. Rafał drugą ręką objął i ją. Teraz leżał pośrodku, z dwiema nagimi blondynkami przytulonymi do siebie z obu stron. Jego dłonie powoli, prawie nieświadomie, gładziły ich skórę – jedną po plecach Zosi, drugą po biodrze Basi.
Westchnął ciężko i zamknął oczy na sekundę.
— Jednak chyba nadal mi się to śni…
Leżeli tak przez dłuższą chwilę, wtuleni w siebie we trójkę, w zupełnej ciszy. Poranne światło sączyło się przez zasłony, kładąc złote pasy na nagich ciałach. Rafał gładził powoli skórę obu sióstr – jedną dłonią plecy Zosi, drugą biodro Basi – i dopiero po kilku minutach odezwał się cicho:
— No dobrze… a jak macie ochotę spędzić dzisiejszy dzień?
Basia uniosła głowę z jego piersi. Uśmiech, jaki pojawił się na jej ustach, był wyraźnie łakomy.
— Właściwie… to miałabym ogromną ochotę w ogóle nie wychodzić z łóżka. A najlepiej… — zawiesiła głos na moment — …w końcu pozbyć się swojej dziewiczej błonki.
Rafał dosłownie się zachłysnął. Myśl, że miałby rozdziewiczyć także Basię, uderzyła go tak mocno, że kutas drgnął wyraźnie pod jej dłonią. Zosia jednak od razu się odezwała – głos miała spokojny, prawie starszosiostrzany, choć wciąż niski od porannego podniecenia.
— Basiu… z tym lepiej poczekać na wieczór. Po pierwsze atmosfera oczekiwania tylko cię bardziej pobudzi. A po drugie… z własnego doświadczenia wiem, że po przebiciu błonki będzie bolało. Nie ma sensu męczyć się potem przez cały dzień na upale.
Basia przez chwilę milczała, gryząc dolną wargę. Jej dłoń, która od dłuższego czasu bezwiednie spoczywała na kutasie Rafała, zaczęła go powoli, delikatnie masować. Czując, jak znowu twardnieje pod jej palcami, westchnęła i skinęła głową.
— Masz rację. Jak zawsze. — Odwróciła się do Rafała i spojrzała mu prosto w oczy. Głos miała już zupełnie poważny. — W sumie… nawet cię nie zapytałam. Po prostu założyłam. Ale… czy mógłbyś i ze mnie uczynić kobietę?
Rafał przez moment nie odpowiadał. Patrzył najpierw na Basię, potem na Zosię, która leżała spokojnie, z lekkim, pełnym akceptacji uśmiechem. Dopiero wtedy odezwał się nisko, ochryple:
— Skoro Zosia nie ma nic przeciwko… to będzie dla mnie zaszczytem, że to właśnie ja będę mógł to zrobić.
Basia uśmiechnęła się szeroko, prawie promiennie. Pocałowała go krótko w usta, po czym odwróciła się do siostry.
— W takim razie… to ty powinnaś teraz zadbać o Rafała.
Zosia uniosła się na łokciu, oczy miała już zupełnie ciemne. Kiwnęła głową z jawnym entuzjazmem.
— Moja cipka ma właśnie ogromną ochotę na porządne, solidne rżnięcie.
Basia parsknęła cichym śmiechem i oparła się wygodniej o poduszki, nie przestając gładzić kutasa Rafała.
— Nie będę wam przeszkadzać — powiedziała z figlarnym błyskiem w oku. — Ale chętnie popatrzę.
Zosia pochyliła się i z figlarnym uśmiechem złożyła mokry, głośny pocałunek dokładnie na czubku kutasa Rafała. Potem uniosła się na kolanach, rozchyliła uda i ustawiła się nad nim. Basia od razu sięgnęła ręką, złapała twardy trzon u nasady i przytrzymała go stabilnie, celując główką prosto w rozwartą, już lśniącą szparkę siostry.
Zosia zaczęła opadać. Najpierw poczuła gorący nacisk – szeroka, wilgotna żołądź rozchylała jej wargi od środka, powoli, nieubłaganie. Ciało ustępowało centymetr po centymetrze. Ścianki rozciągały się wokół grubego kształtu, wciągając go w siebie z mokrym, cieplutkim oporem. Każdy kolejny fragment trzonu wypełniał ją głębiej, tworzył uczucie pełności, które rozchodziło się po podbrzuszu i spływało aż do kolan. Kiedy wreszcie usiadła całkowicie, aż po same jądra, wydusiła z siebie długi, drżący wydech. Była nabita po brzegi.
Zaczęła się poruszać. Najpierw wolno – unosiła biodra, aż prawie wypuszczała go z siebie, potem opadała z powrotem, biorąc całą długość. Rytm stopniowo przyspieszał. Blond włosy spływały jej po plecach i piersiach, brzuch napinał się przy każdym ruchu, a piersi kołysały się swobodnie. Skóra na udach lśniła od lekkiego potu. Z każdym opadnięciem słychać było mokry, miękki odgłos. Twarz miała skupioną, usta lekko otwarte, oczy półprzymknięte – wyglądała jak ktoś, kto całkowicie oddał się doznaniu.
Basia siedziała z boku, z nogami szeroko rozchylonymi, i chłonęła ten widok jak hipnotyzujący spektakl. Jedna dłoń zjechała między jej własne uda. Palce najpierw tylko musnęły już śliskie wargi, potem rozchyliły je i znalazły napęczniałą łechtaczkę. Zaczęła pocierać ją okrężnymi, coraz szybszymi ruchami, co jakiś czas wsuwając dwa palce głęboko do środka. Druga ręka uniosła się do piersi – ściskała ją, przetaczała jasny sutek między kciukiem a wskazującym, szczypała lekko, aż sutek stwardniał i zaróżowił się jeszcze bardziej. Biodra Basi unosiły się naprzeciw własnej dłoni, oddech stał się płytki, a oczy nie odrywały się ani na sekundę od miejsca, w którym kutas Rafała znikał i pojawiał się znowu w siostrze.
Zosia przyspieszyła. Sam fakt, że ujeżdżała go tak otwarcie, podniecał ją niemal do granic. A widok Basi – naga, z palcami w cipce, z drugą ręką na piersi, z wzrokiem pełnym pożądania – działał jak dodatkowy, niemal wybuchowy bodziec. Rafał uniósł dłonie i objął jej piersi. Palce zacisnęły się delikatnie na sutkach, przetoczyły je, ścisnęły mocniej. Zosia jęknęła głośniej. Jej ruchy stały się krótsze, bardziej desperackie. Cipka zaczęła się zaciskać rytmicznie wokół niego. Była już bardzo blisko.
Zanim Zosia zdążyła dojść, ciało Basi poddało się pierwsze. Intensywna, niemal brutalna masturbacja przyniosła efekt. Orgazm uderzył ją znienacka i z ogromną siłą. Basia wygięła się w łuk, usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, a potem wyrwał się z niej długi, łkający dźwięk. Uda zesztywniały i zaczęły gwałtownie drżeć, palce stóp skurczyły się kurczowo. Cipka zaciśnięta na jej własnych palcach pulsowała głębokimi, rytmicznymi skurczami – jeden za drugim, jakby chciała wyssać z dłoni wszystko. Brzuch wciągał się i wypychał w krótkich, niekontrolowanych falach, piersi unosiły się gwałtownie. Przez cały czas nie oderwała wzroku od Zosi – patrzyła, jak siostra unosi się i opada na kutasie Rafała, i ta wizja tylko potęgowała każdą kolejną falę. Kiedy najsilniejsze spazmy wreszcie opadły, Basia osunęła się na bok, całkowicie wiotka, i wtuliła twarz w pierś Rafała, obejmując ustami jego sutek i ssąc go delikatnie, jakby szukała ukojenia.
Widok orgazmu młodszej siostry i jej ciche, wciąż jeszcze drżące ciało tuż obok podziałały na Zosię jak ostatni impuls. Przyspieszyła do granic. Biodra pracowały krótko, mocno, desperacko. Orgazm rozerwał ją od środka. Najpierw wszystko w niej zamiera na ułamek sekundy, potem eksploduje. Cipka zaczyna bić gwałtownymi, głębokimi skurczami wokół kutasa Rafała – długimi, niemal bolesnymi pulsami, które przechodzą przez całe podbrzusze aż po kręgosłup. Plecy wyginają się w wysoki łuk, usta otwierają się w wysokim, złamanym krzyku. Uda drżą tak mocno, że traci rytm. Paznokcie wbijają się w jego klatkę piersiową. Fale idą jedna za drugą, każda tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco silna, by szarpać nią jak szmatką. Przez kilka sekund nie widzi nic, tylko biel, i nie słyszy nic poza własnym tętnem.
Kiedy najsilniejsze skurcze zaczynają opadać, Zosia opada na Rafała całym ciężarem i całuje go namiętnie, mokro, z wszechogarniającym głodem. Rafał korzysta z chwili – złapał ją za biodra i przyspiesza własne ruchy, wbijając się krótko i głęboko w wciąż jeszcze pulsującą cipkę. Orgazm przychodzi szybko. Zaryczał nisko, prawie zwierzęco, i zaczął tryskać. Mimo że rano już dochodził, spermy jest zaskakująco dużo. Każdy puls jest intensywny, długi – gorące, gęste fale wypełniają Zosię od środka, rozlewają się głęboko, mieszają z jej własnymi sokami. Czuje, jak jej ścianki zaciskają się wokół niego przy każdym kolejnym wytrysku, jakby chciały zatrzymać w sobie wszystko. Trwa to dłużej niż zwykle – kilka mocnych, rytmicznych uderzeń, aż w końcu ostatnie krople wyciekają już tylko leniwie.
Zosia z niechęcią unosi się i zsuwa z niego. Kutas wychodzi mokry, lśniący, wciąż półtwardy. Natychmiast wracają do całowania się – wolniej, głębiej, z residualną czułością. Basia, która do tej pory leżała przytulona, nagle się podrywa. Klęka między ich rozchylonymi udami i patrzy.
Cipka Zosi jest tuż przed jej twarzą – rozchylona, opuchnięta, zaczerwieniona, całkowicie zalana. Gęsta, biała sperma sączy się z różowego wejścia, spływa po wargach i tworzy lepką ścieżkę na wewnętrznej stronie uda. Wargi są lśniące, lekko rozwarte, a w środku widać, jak kolejne porcje nasienia powoli wypływają na zewnątrz. Basia nie czeka ani sekundy. Pochyla się i zaczyna lizać z prawdziwym zapałem – zbiera każdą kroplę, wsuwa język głęboko, ssie, przełyka. Robi to dokładnie, prawie nabożnie, aż skóra siostry jest znowu czysta, tylko lekko wilgotna od jej śliny.
Kiedy przełyka ostatnią kroplę, przytula się do nich obu – jedną ręką obejmuje Zosię, drugą kładzie na piersi Rafała. Rafał westchnął ciężko, wciąż jeszcze łapiąc oddech, i powiedział półgłosem, niemal do siebie:
— Co ja mam z wami obiema zrobić…?
Basia uniosła głowę. Głos miała nagle zupełnie poważny, prawie dojrzały.
— Zawsze kochaj Zosię. A nas obie pieprz, kiedy tylko zechcesz. Naprawdę… więcej nie trzeba.
Zosia uśmiechnęła się ciepło, wplotła palce w rozczochrane włosy młodszej siostry i zmierzwiła je czule.
— A teraz… nawet ja zgłodniałam. Chyba pora się w końcu ogarnąć.
Zosia i Rafał skierowali się prosto pod prysznic. Basia przez moment stała w drzwiach sypialni, wyraźnie mając ochotę dołączyć, ale w głębi duszy wiedziała, że nie może narzucać się non stop. Potrzebowali odrobiny przestrzeni tylko we dwoje. Uśmiechnęła się do nich krótko i poszła do swojego pokoju.
Pod strumieniami ciepłej wody Zosia i Rafał najpierw długo się całowali – mokro, leniwie, z rękami błądzącymi po mokrej skórze. Palce Rafała ślizgały się po jej piersiach i biodrach, jej dłonie po jego plecach i pośladkach. W końcu jednak oboje stwierdzili śmiechem, że jeśli tak dalej pójdzie, to nigdy nie wyjdą z łazienki.
— Myjemy się. Naprawdę — mruknął Rafał, sięgając po żel.
Pomagali sobie nawzajem. Zosia namydliła mu klatkę piersiową i ramiona, on dokładnie umył jej włosy, potem plecy, potem delikatnie, prawie służbowo, spłukał resztki nocy spomiędzy jej ud. Kiedy skończyli, wyszli ociekający wodą, otarli się wielkimi, białymi ręcznikami i zaczęli się ubierać.
Rafał był gotowy w niecałą minutę – zwykły czarny T-shirt, ciemne szorty, klapki. Zosia ubrała się zupełnie inaczej niż zwykle. Nałożyła wąski, biały top na cienkich ramiączkach, który ledwo zakrywał piersi i idealnie odsłaniał cały gładki brzuszek oraz ramiona. Do tego bardzo obcisłe, czarne spodenki – tak krótkie, że ledwo zasłaniały pośladki i odsłaniały całe uda. Białe skarpetki i białe trampki dopełniły całości. Wyglądała świeżo, młodo i jednocześnie rażąco seksownie.
Zeszli po schodach do salonu. Basia już na nich czekała. Ubrała się podobnie jak siostra – ten sam krój wąskiego topu (u niej w jasnoróżowym kolorze), a do tego mikroskopijną, czarną spódniczkę, która przy najmniejszym ruchu podjeżdżała tak wysoko, że widać było koronkę majteczek. Białe skarpetki i czarne sneakersy. Włosy miała niedbale związane w wysoki kucyk.
Rafał dosłownie zagwizdał.
— Jezu…
I ze szczerym zdumieniem poczuł, jak jego kutas znowu zaczyna twardnieć – mimo że zdążył się już dwa razy spuścić. Westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią.
— Chyba będę potrzebował jakiegoś wspomagania, jeśli macie zamiar kusić mnie tak całymi dniami.
Zosia podeszła bliżej, stanęła na palcach i pocałowała go krótko w usta.
— Po prostu musisz się przyzwyczaić — powiedziała miękko. — Że masz mnie na stałe. A dodatkowo… że Basia nieraz też się dołączy.
Basia wyszczerzyła się szeroko i poprawiła spódniczkę, która i tak nic nie poprawiała.
— Ja dopiero się uczę — dodała z udawaną skromnością. — Więc nie będę jakoś szczególnie wymagającą kochanką.
Zosia rzuciła siostrze figlarne spojrzenie i uzupełniła:
— A nawet jakbyś już naprawdę nie miał sił… to wystarczy, że tylko powiesz. My zajmiemy się sobą nawzajem.
Rafał potrząsnął głową z szerokim, bezradnym uśmiechem. Objął obie dziewczyny w pasie – jedną ręką Zosię, drugą Basię – i powiedział nisko:
— Ja już przepadłem. I po namyśle… dobrze mi z tym.
Wyszli z willi w poranne, już gorące powietrze. Szukali najbliższej restauracji, w której mogliby zjeść mocno spóźnione śniadanie – trzy osoby, które właśnie na nowo ułożyły swoje granice i wcale nie zamierzały ich cofać.
Główne restauracje były o tej porze już zamknięte po śniadaniu, ale na terenie hotelu znaleźli niewielki bar, w którym wciąż serwowano gorące placki gözleme. Zamówili po dwa – z serem i ze szpinakiem – i zjedli z prawdziwym apetytem. Po porannych „zabawach” byli naprawdę głodni. Kiedy ostatnie kęsy zniknęły, zgodnie stwierdzili, że pora wreszcie ruszyć na miasto.
Wyszli przez główną bramę hotelu i skierowali się w stronę historycznego centrum Side. Szli powoli, chłonąc wszystko: wąskie uliczki, białe kamienne mury, zapach morza mieszający się z zapachem przypraw i pyłu, minarety w oddali, turystów w kapeluszach i lokalnych sprzedawców. Rafał szedł pośrodku, trzymając jedną ręką dłoń Zosi, drugą – dłoń Basi. Widział wiele spojrzeń. Szczególnie miejscowi mężczyźni patrzyli długo i bezceremonialnie – obsesja na punkcie jasnych włosów była tu wyraźna. Ale i niejednemu zachodniemu turyście zdarzało się zawiesić wzrok na dwóch zgrabnych, młodych, kuso ubranych blondynkach idących po obu stronach wysokiego mężczyzny.
Dotarli do rzymskich ruin. Starożytne kolumny, resztki amfiteatru, kamienne łuki na tle intensywnie błękitnego nieba. Telefon Basi poszedł w ruch natychmiast. Cykała zdjęcie za zdjęciem: Zosia i Rafał idący między kolumnami, Rafał wskazujący coś na murze, Zosia śmiejąca się z głową opartą o jego ramię, oboje całujący się nad brzegiem morza, które majaczyło w tle. Rafał od czasu do czasu odbierał telefon i robił zdjęcia obu dziewczynom – osobno i razem.
W pewnym momencie, stojąc na kamiennym tarasie z widokiem na zatokę, uśmiechnął się krzywo i powiedział:
— A teraz pocałujcie się. Dla mnie.
Basia i Zosia spojrzały na siebie tylko przez ułamek sekundy. Potem jednocześnie zrobiły krok ku sobie. Objęły się w pasie i przywarły ustami. Pocałunek od razu stał się głęboki i głodny. Języki splotły się wilgotno, przeciągając się po sobie, ssąc, przeplatając. Basia wplotła palce w włosy Zosi, przyciągając ją jeszcze bliżej. Zosia objęła twarz młodszej siostry obiema dłońmi. Jednocześnie ich wolne ręce zaczęły wędrować. Dłoń Zosi zsunęła się na pośladek Basi i wsunęła pod mikroskopijną spódniczkę, ściskając nagą skórę tuż nad majteczkami. Basia odpowiedziała tym samym – jej dłoń wsunęła się pod obcisłe spodenki Zosi i przeciągnęła paznokciami po dolnej linii pośladków. Piersi przyciskały się do siebie przez cienkie topy, biodra wykonywały małe, nieświadome ruchy do przodu. Całowali się długo, mokro, z cichymi westchnieniami, które ginęły w szumie morza i rozmowach innych turystów. Rafał robił zdjęcie za zdjęciem, nie odrywając oka od wizjera.
Kiedy wreszcie się oderwały, obie miały lekko spuchnięte usta i ciemniejsze spojrzenia. Natychmiast podbiegły do Rafała, żeby zobaczyć efekty.
Basia przewijała galerię z szerokim uśmiechem.
— Kurczę… wyglądałyśmy naprawdę gorąco.
Zosia kiwnęła głową, ale spoważniała.
— Tak. Ale te zdjęcia nigdy, przenigdy nie mogą ujrzeć światła dziennego.
Rafał schował telefon do kieszeni i skinął poważnie.
— Zrobimy sobie specjalny album. Tylko na takie ujęcia. I zamkniemy go w skarbcu.
Basia spojrzała na nich obu z lekkim zdziwieniem, nic nie rozumiejąc. Zosia od razu złapała ją za rękę.
— Jak wrócimy do domu, wszystko ci pokażę. Obiecuję.
Nagle obie pisnęły jednocześnie – Rafał, korzystając z chwili nieuwagi, sprzedał każdej z nich siarczystego, dźwięcznego klapsa w pośladek. Zosia podskoczyła, Basia złapała się za spódniczkę, a potem wszyscy troje wybuchnęli śmiechem. Rafał złapał je znowu za ręce i pociągnął dalej między rzymskie kolumny.
— No co? — rzucił rozbawiony. — Zwiedzamy dalej. Side samo się nie zobaczy.
Zwiedzając dalej, trafili w końcu w ustronny zakątek – wąski, kamienny zaułek między ruinami, osłonięty od głównego szlaku gęstymi krzewami i starym drzewem o szerokim pniu. Mało kto tu zaglądał. Basia rozejrzała się szybko, uśmiechnęła się figlarnie i uniosła telefon.
— Wiecie co? Ten specjalny album można by trochę wzbogacić. O naprawdę niegrzeczne fotki.
Zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, już ustawiała Zosię.
— Stań tu. Oprzyj się o drzewo. I wypnij się.
Zosia posłusznie położyła dłonie na pniu, wygięła plecy i mocno wypięła pośladki. Basia cyknęła kilka ujęć.
— Teraz zsuń spodenki. Tylko z pupy.
Zosia wsunęła kciuki pod materiał i ściągnęła obcisłe czarne spodenki w dół, aż znalazły się w połowie ud. Białe stringi nadal zasłaniały wszystko. Basia zrobiła kolejne zdjęcia.
— Majteczki też. Do końca.
Zosia posłuchała. Stringi zsunęły się wraz ze spodenkami. Teraz stała wypięta, z nagimi pośladkami skierowanymi prosto w obiektyw. Gładka, lekko opalona skóra, głęboka linia podziału, a między udami – już lekko wilgotna, różowa szparka. Basia przełknęła ślinę i pstryknęła serię ujęć.
— Rafał. Chodź. Złap ją za pośladki. Rozszerz je.
Rafał podszedł, położył dłonie na elastycznych pośladkach Zosi i powoli je rozchylił. Widok był wyraźny: różowa, już lśniąca cipka z delikatnie rozchylonymi wargami oraz mały, zaciskający się odbyt tuż powyżej. Basia zrobiła kilka zbliżeń, oddychając coraz płyciej.
Nagle zauważyła, jak mocno napięły się spodenki Rafała.
— Wyjmij go — rzuciła ochryple. — Przystaw do niej.
Rafał rozpiął szorty, wyjął już całkowicie twardego kutasa i przyłożył szeroką główkę do mokrego wejścia Zosi. Wsunął się odrobinę – tylko kilka centymetrów. Zosia jęknęła cicho, nisko. Basia uwieczniła wszystko: główkę znikającą między wargami, dłonie Rafała trzymające pośladki, wygięte plecy Zosi.
— A teraz na kolana — powiedziała do Zosi. — Bierz go do buzi.
Zosia odwróciła się, opadła na kolana na kamieniach i bez wahania objęła ustami kutasa Rafała. Wzięła go głęboko, policzki zapadły się, ślina spłynęła. Basia robiła zdjęcie za zdjęciem – profil Zosi z rozciągniętymi ustami, ręka Rafała w jej włosach, ślina na brodzie.
Po kilku minutach Zosia z żalem odsunęła się, otarła usta i zabrała telefon siostrze.
— Teraz wy.
Ustawiała ich tak samo bezwzględnie. Basia wypięta o drzewo, spódniczka podniesiona, majteczki ściągnięte. Rafał z kutasem przyłożonym do jej jeszcze dziewiczej, ciasnej szparki. Potem Basia na kolanach, biorąca go do ust po raz pierwszy w świetle dziennym – niezdarnie, ale z ogromnym zapałem. Zosia cykała bezlitośnie.
W końcu Rafał nie wytrzymał. Odsunął się gwałtownie, kutasa miał ciemnego, pulsującego, mokrefo od śliny obu dziewczyn.
— Dość — wydusił ochryple. — Długo już tak nie pociągnę. — Sięgnął najpierw między nogi Zosi, potem Basi, i tylko krótko, mocno masnął ich mokre cipki palcami. — Ubierajcie się. Szybko.
Żadna z nich nie była zadowolona – obie miały ciemne oczy i nierówny oddech – ale Rafał spoważniał.
— To jednak kraj muzułmański. Lepiej nie kusić losu bardziej, niż już skusiliśmy.
Posłuchały. Podciągnęły majteczki i spodenki, poprawiły topy. Rafał schował kutasa z wyraźnym trudem. Kilka minut zajęło im dojście do względnego porządku. Włosy miały w nieładzie, policzki spłonięte, usta czerwone. Rozgrzani sesją, wciąż mocno podnieceni, ruszyli dalej między rzymskie ruiny – teraz już ostrożniej, ale z uśmiechami, których nie dało się ukryć.
Pospacerowali jeszcze dobrą godzinę wśród ruin i wąskich uliczek, ale w końcu głód dał o sobie znać znowu. Wrócili do hotelu wesoło rozmawiając – o zdjęciach, o upale, o tym, jak bardzo miejscowi mężczyźni wpatrywali się w ich blond włosy. Prosto z bramy skierowali się do najbliższej otwartej restauracji.
Basia, zgodnie z tradycją, wróciła do stolika z talerzem, na którym góra jedzenia groziła zawaleniem. Zosia i Rafał wybrali skromniej – po porcji grillowanej ryby, sałatce i sporą ilością rzeżuchy, która Zosi wciąż smakowała najbardziej. Kiedy usiedli, Zosia rzuciła okiem na talerz siostry i parsknęła śmiechem.
— Basiu, ty kiedyś pękniesz. Naprawdę.
Basia nabrała solidny kęs i odparła z pełnymi ustami, zupełnie poważnie:
— To wina Rafała.
Rafał uniósł obie ręce w obronnym geście.
— Ja? Co znowu zrobiłem?
Basia przełknęła i spojrzała mu prosto w oczy z figlarnym błyskiem.
— Jak mam ci się dać porządnie zerżnąć, to muszę mieć na to siły. Logiczne.
Rafał uniósł brwi.
— Przypominam tylko, że to ty tego chcesz.
Zosia oparła się o krzesło i stanęła po stronie siostry, wciąż się śmiejąc.
— A ty na pewno nie będziesz na tym stratny. Ani odrobinę.
Rafał pokiwał powoli głową z uznaniem, a kąciki ust uniosły mu się w krzywym uśmiechu. W myślach jednak odpłynął na moment.
Siedział naprzeciwko nich obu i po prostu patrzył. Zosia – odrobinę wyższa, bardziej kobietą w każdym calu. Biały top obcisnął jej piersi tak, że widać było wyraźny zarys sutków, a nagi brzuszek był gładki, lekko umięśniony, z delikatną linią prowadzącą w dół do obcisłych czarnych spodenek. Uda miała pełniejsze, mocniejsze, a kiedy siedziała z nogą założoną na nogę, materiał wciągał się między pośladki, podkreślając ich kształt. Twarz – dojrzała już piękność, z pełniejszymi ustami i spojrzeniem, które potrafiło być jednocześnie czułe i drapieżne. Włosy spływały jej swobodnie na ramiona, lekko pofalowane od wilgoci i wiatru.
Basia – siedząca tuż obok – była jak jej młodsza, bardziej krucha wersja. Różowy top obcisnął mniejsze, ale idealnie okrągłe piersi, a mikroskopijna czarna spódniczka przy każdym ruchu odsłaniała kolejne centymetry gładkich, smuklejszych ud. Nogi miała dłuższe w proporcji do reszty ciała, kolana delikatniejsze, kostki cieńsze. Twarz wciąż zachowywała coś dziewczęcego – większe oczy, delikatniejszą linię szczęki, usta mniej pełne, ale niesamowicie ekspresyjne. Kiedy się śmiała, pojawiały się dołeczki, których Zosia nie miała. Włosy związane w niedbały kucyk odsłaniały smukłą szyję i drobne obojczyki.
Rafał porównywał je bez wstydu. Zosia była pełniejsza, bardziej zmysłowa, jej ciało już znało rozkosz i umiało jej żądać. Basia była świeższa, napiętsza, jeszcze nietknięta w środku – i właśnie ta czystość sprawiała, że patrzył na nią z rosnącym, prawie bolesnym napięciem. Kochał Zosię nad życie. Uwielbiał też Basię – za ten wdzięk, za bezpośredniość, za sposób, w jaki patrzyła na niego i na siostrę jednocześnie. To, że była młodszą siostrą jego ukochanej, dodawało całej sytuacji ostrego, zakazanego smaku. W myślach już widział, jak wieczorem rozciąga ją na sobie, jak jej dziewicza cipka po raz pierwszy przyjmuje go do końca. Czuł, jak w szortach znowu robi się ciasno.
Uśmiechnął się pod nosem i sięgnął po widelec.
Jeszcze kilka godzin. Potem noc będzie należała do nich trojga.
Najedzeni wyszli z restauracji i skierowali się prosto na plażę. Zdjęli buty i skarpetki, wzięli je do rąk i poszli bosymi stopami wzdłuż linii wody. Fale regularnie obmywały im kostki, a czasem sięgały wyżej, chłodząc rozgrzaną słońcem skórę. Szli powoli, rozmawiając – najpierw o ruinach, o upale, o tym, jak bardzo różni się Side od wszystkiego, co znali z Polski. Atmosfera zrobiła się nieco poważniejsza, kiedy Rafał odezwał się półgłosem:
— Po powrocie… musimy w końcu pojechać do moich rodziców.
Basia od razu spuściła wzrok na własne stopy, które zostawiały mokre ślady na piasku.
— No tak. Mojej obecności tam raczej nikt się nie spodziewa.
Rafał złapał ją mocniej za dłoń i ścisnął.
— Moi rodzice przyjmą cię bardzo mile. Naprawdę. Nie musisz się martwić.
Zosia parsknęła cichym śmiechem i szturchnęła siostrę ramieniem.
— Będziesz musiała tylko udawać grzeczną młodszą siostrę. Taki mały teatrzyk.
Basia natychmiast przybrała przesadnie niewinną minę, złożyła ręce jak do modlitwy i odezwała się celowo sepleniąc:
— Będę baaardzo grzeczna. Bo wiem, że jak wrócimy do Warszawy… to będę mogła być bardzo niegrzeczna.
Zosia i Rafał wybuchnęli śmiechem jednocześnie. Rafał aż musiał się zatrzymać, żeby złapać oddech.
Szli dalej, wciąż rozbawieni, kiedy Zosia nagle potknęła się o ukryty pod wodą kamień. Straciła równowagę i w odruchu złapała Rafała za ramię. Oboje runęli w płytką falę z głośnym pluskiem. Woda chlusnęła im na twarze, topy i spodenki przemokły w sekundę. Basia stanęła nad nimi i zaśmiała się głośno, wskazując palcem.
— Piękna para! Na kolanach przed morzem!
Podała jednak rękę Zosi, oferując pomoc. Zosia złapała ją mocno… i zamiast się podciągnąć, szarpnęła siostrę ku sobie. Basia pisnęła i runęła prosto na Rafała. Teraz leżeli we trójkę w płytkiej wodzie, fale obmywały im plecy i uda. Rafał nie zastanawiał się ani chwili. Objął Basię w pasie, przyciągnął bliżej i pocałował – głęboko, mokro, nie zważając na słoną wodę, która spływała im po twarzach. Basia odpowiedziała natychmiast, wplatając palce w jego mokre włosy. Chwilę później usta Zosi dołączyły do nich. Trzy pary warg znalazły się razem – solone, mokre, głodne. Języki splatały się chaotycznie: Rafał całował na przemian obie, Zosia i Basia całowały się nawzajem i jego, ślina mieszała się z wodą morską. Dłonie wędrowały po mokrych plecach, biodrach, pośladkach. Fale regularnie zalewały ich do połowy, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Całowali się długo, z cichymi westchnieniami, które ginęły w szumie morza, aż w końcu brak powietrza zmusił ich do oderwania się.
Podnieśli się ze śmiechem, ociekający wodą, piasek przykleił się im do skóry i ubrań. Rafał stanął stabilniej i po prostu spojrzał.
Zosia stała przed nim z mokrymi, ciemniejszymi od wody włosami przyklejonymi do policzków i szyi. Biały top oblepiał piersi tak mocno, że sutki rysowały się wyraźnie, prawie prowokująco. Spodenki wciągnęły się między pośladki i uda, podkreślając każdy kształt. Krople spływały jej po brzuchu i znikały za paskiem. Basia wyglądała jeszcze bardziej rozbierająco – różowy top stał się prawie przezroczysty, piersi i ciemniejsze sutki były doskonale widoczne. Mikroskopijna czarna spódniczka oblepiała biodra i unosiła się przy każdym ruchu, odsłaniając mokrą koronkę majteczek. Włosy miała w całkowitym nieładzie, usta czerwone od pocałunków, a w oczach ten sam ciemny, rozbawiony ogień co u siostry. Obie oddychały głębiej niż zwykle, obie lśniły od wody i słońca, obie patrzyły na niego z oczekiwaniem.
Rafał przełknął ślinę.

Jeszcze kilka godzin do wieczora. I wiedział już, że będą najdłuższymi godzinami w jego życiu.
Wyszli z wody powoli, pozwalając, by upalne powietrze samo osuszało im skórę i ubrania. Piasek kleił się do stóp, krople spływały po plecach i udach, a mokre materiały oblepiały ciała jeszcze bardziej niż przed chwilą. Szli w milczeniu przez dłuższą chwilę, aż Basia nagle przygryzła dolną wargę i odezwała się cicho, prawie niepewnie:
— Jak to w ogóle możliwe…? Że traktujecie mnie i moje pragnienia w taki naturalny sposób? Bo w sumie… to jest nienaturalne. Prawda?
Rafał zwolnił kroku i spojrzał na nią poważnie. Głos miał niski, ale całkowicie szczery.
— Jesteś młodą, atrakcyjną, inteligentną i bardzo seksowną kobietą. Nie byłbym facetem, gdybyś na mnie nie działała. Erotycznie. A skoro Zosia postrzega cię dokładnie tak samo… to chyba lepiej mówić i robić wszystko otwarcie. Bez udawania.
Zosia parsknęła cichym śmiechem i oplotła ramieniem talię siostry.
— Skoro jestem na tyle zboczona, że kręci mnie własna młodsza siostra… to po pierwsze byłabym hipokrytką, gdybym trzymała Rafała od ciebie z daleka. A po drugie – nikt nikomu tu nie robi krzywdy. I to chyba jest najważniejsze.
Basia zatrzymała się, objęła ich oboje mocno – jedną ręką Rafała, drugą Zosię – i schowała twarz na moment między nimi.
— Jesteście najcudowniejszymi ludźmi na świecie — wyszeptała. — Naprawdę.
Ruszyli dalej, już luźniej rozmawiając, pozwalając, by słońce dokończyło osuszania. Po kilkunastu minutach ścieżka między skałami skręciła i nagle znaleźli się w małej, całkowicie osłoniętej zatoczce. Z trzech stron otaczały ją wysokie, jasne skały, od strony morza rozciągał się tylko wąski pas złotego piasku. Nikogo nie było. Cisza, szum fal i intensywne słońce.
Rafał rozejrzał się uważnie, potem spojrzał najpierw na Zosię, potem na Basię. Uśmiechnął się krzywo.
— Nie wiem jak wy… ale ja mam ogromną ochotę wykąpać się nago.
Zosia roześmiała się nisko i już ściągała mokry top przez głowę.
— Tam gdzie ty – tam i ja.
Basia tylko wzruszyła ramionami, a w oczach miała już figlarny błysk.
— Ja nie przepuszczę okazji, żeby choć na chwilę paradować nago. Logiczne.
Rozebrali się w pośpiechu. Topy, spodenki, spódniczka, majteczki i szorty wylądowały na kamieniu w nieładzie. Rafał złapał jedną ręką dłoń Zosi, drugą – dłoń Basi. We trójkę, całkowicie nadzy, weszli w ciepłe, przejrzyste fale Morza Śródziemnego.
Stojąc w wodzie po pas, przez dłuższą chwilę tylko się pluskali – rzucali w siebie garściami wody, śmiali się, wygłupiali jak dzieci. Słońce prażyło, morze było ciepłe i przejrzyste. Kiedy kolejna struga trafiła prosto w nagie piersi Basi, jej sutki natychmiast stwardniały i ściągnęły się w małe, ciemniejsze punkty.
Rafał podpłynął bliżej. Bez słowa uniósł dłoń i delikatnie, prawie badawczo, ścisnął jeden z nich między kciukiem a wskazującym. Zosia była jeszcze szybsza – przypadła ustami do drugiego sutka, wzięła go między wargi i lekko przygryzła, jednocześnie wsuwając rękę pod wodę. Palce znalazły już śliską cipkę Basi i zaczęły ją pieścić intensywnie – dwa palce w środku, kciuk na łechtaczce. Rafał przesunął usta na jej szyję, liżąc i ssąc słoną skórę tuż pod uchem.
Basia jęczała głośno, odchylając głowę do tyłu. Biodra poruszały się naprzeciw dłoni Zosi, piersi napierały na usta i palce. Po kilkudziesięciu sekundach wyrwała się im jednak z wyraźnym żalem, oddychając ciężko.
— Przestańcie… proszę — wyszeptała, głos miała złamany. — Jak się nie opanujecie, to ja po prostu stracę panowanie nad sobą. A tak bardzo chcę poczekać do wieczora. Chcę… poczuć go w sobie. Naprawdę.
Zosia spoważniała. Podeszła do niej twarzą w twarz, wzięła jej twarz w obie dłonie i pocałowała delikatnie, prawie czule.
— Dzisiaj ty jesteś najważniejsza — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Oboje z Rafałem zadbamy o twoją przyjemność. Obiecuję.
W tym samym momencie Rafał stanął za Basią i przycisnął się do jej pleców. Objął ją w pasie, całując kark i ramiona. Jego kutas, już całkowicie twardy, naciskał dokładnie między jej pośladki. Przy kolejnym ruchu fali główka wślizgnęła się głębiej w szparę i oparła się prosto o jej odbyt. Basia jęknęła przeciągle, nisko – dźwięk był inny niż dotychczas, pełen zaskoczenia i nagłego, ostrego podniecenia.
Zosia odsunęła się o pół kroku, zaniepokojona.
— Co się stało? Coś ci jest?
Rafał uśmiechnął się półgębkiem, wciąż trzymając Basię.
— To chyba moja wina — przyznał z przekorą. — Główka… oparła się o jej tyłek.
Basia zarumieniła się intensywnie, ale nie odsunęła się. Głos miała cichy i trochę zawstydzony:
— To prawda. Kiedy go poczułam… tam… to zalało mnie podniecenie jeszcze większe niż do tej pory. Nie spodziewałam się.
Zosia parsknęła cichym, rozbawionym śmiechem i pogładziła siostrę po mokrym policzku.
— Doskonale to rozumiem. W sumie… mamy w planach spróbować kiedyś analnie. We dwoje.
Rafał skinął głową, wciąż trzymając Basię blisko.
— Tak. Kiedyś.
Basia odwróciła się w jego ramionach, oczy miała ogromne i pełne nagłego zainteresowania.
— A ja… też mogłabym spróbować?
Rafał spoważniał całkowicie.
— Jeżeli będziesz tego naprawdę chciała – tak. Ale Zosia ma absolutne pierwszeństwo.
Basia spojrzała na siostrę z figlarnym, a jednocześnie poważnym błyskiem.
— Będę mogła popatrzeć? I jak zobaczę, że tobie jest przyjemnie… to wtedy zdecyduję, czy sama chcę.
Zosia wybuchnęła szczerym śmiechem, objęła młodszą siostrę mocno i wtuliła twarz w jej mokrą szyję.
— Ty jeszcze nie miałaś kutasa w cipce… a już myślisz o tym, jak się na niego nadziać dupką. Jesteś niemożliwa.
Popluskali się jeszcze kilka minut, pozwalając, by woda i słońce trochę ochłodziły napięcie. W końcu wyszli na małą, osłoniętą plażę zatoczki. Piasek był gorący, skały rzucały krótki cień. Zosia otarła mokre włosy z twarzy i spojrzała na Basię poważniej.
— Mam ochotę czegoś spróbować — powiedziała cicho. — O ile mi zaufasz.
Basia nawet się nie zawahała. Spojrzała siostrze prosto w oczy.
— Zawsze ci ufałam. I zawsze będę.
Zosia skinęła głową.
— W takim razie… wypnij się. Na czworaka.
Basia posłusznie opadła na kolana, potem na dłonie, i mocno wygięła plecy, wypinając pośladki wysoko. Była całkowicie naga. Gładkie, lekko opalone pośladki napięły się, głęboka linia podziału odsłoniła wszystko. Między nimi, tuż nad zaciskającą się, różową cipką, majaczył mały, ciemniejszy, ściągnięty odbyt – czysty, wrażliwy, jeszcze nigdy niepieszczony. Basia oddychała płytko, czekając.
Zosia uklęknęła za nią. Najpierw tylko gładziła dłonie po elastycznych pośladkach, rozchylając je powoli. Basię przeszedł wyraźny dreszcz. Rafał stał kilka kroków dalej, kutas miał już tak twardy, że bolał – sterczał ku górze, ciemny, żyłowany, z lśniącą główką. Nie odrywał wzroku.
Zosia delikatnie jeszcze bardziej rozszerzyła pośladki siostry i badawczo, ledwie musając, przejechała opuszkiem palca po zaciśniętym otworze. Basia jęknęła rozdzierająco – dźwięk był wysoki, zaskoczony i pełen nagłej, ostrej przyjemności. Widząc tę reakcję, Zosia nie wahła się dłużej. Pochyliła się i przywarła ustami prosto do odbytu młodszej siostry.
Zaczęła lizać żarliwie. Najpierw płaskim językiem krążyła wokół, rozluźniając napięty pierścień. Potem czubkiem naciskała na środek, próbując wcisnąć się do środka. Basia wiła się, biodra cofały się naprzeciw ust siostry, z gardła wydobywały się ciągłe, łkające jęki. Zosia ssała, lizała, całowała, a kiedy pierścień trochę ustąpił – wsunęła język jak najgłębiej, poruszając nim w środku, smakując, rozciągając. Robiła to rytmicznie, głodnie, z rękami mocno trzymającymi pośladki Basi, żeby nie mogła się odsunąć. Basia drżała całym ciałem – uda się trzęsły, plecy falowały, a cipka, całkowicie pominięta, lśniła od płynących z niej soków.
Liżąc, Zosia poczuła nagle dłonie Rafała na własnym ciele. Gładził jej plecy, biodra, sięgał pod spód i przeciągał palcami po jej własnej, już mokrej szparce. Nie przerywała jednak. Kontynuowała, aż Basia w końcu, z rozpaczą w głosie, wyszeptała:
— Zosiu… przestań… proszę… zaraz dojdę… a nie chcę jeszcze…
Zosia odsunęła się powoli, z ustami i brodą lśniącymi. Basia odwróciła się na kolanach, rzuciła się jej w ramiona i pocałowała głęboko, smakując siebie na języku siostry.
— To było… odlotowe — wydyszała. — Naprawdę. Dziękuję.
Rafał podszedł bliżej, wciąż z twardym kutasem, i uśmiechnął się krzywo.
— Jak będziecie chciały… mogę zrobić to wam obu. Wyglądałyście przy tym cholernie gorąco.
Cała trójka zaczęła się powoli ubierać. Ubrania zdążyły już wyschnąć na kamieniu. Zosia i Basia wciągnęły majteczki, spodenki i spódniczkę, poprawiły topy. Rafał miał wyraźny problem – kutas wciąż sterczał, nie chciał opaść, i wciągnięcie go w szorty graniczyło z niemożliwością. Zosia podeszła bliżej z figlarnym uśmiechem.
— Mogę pomóc?
Rafał rzucił okiem na jej pośladki idealnie opięte czarnymi spodenkami i uniósł rękę w ostrzegawczym geście.
— Ani kroku bliżej. Żadna z was. Bo jak któraś się teraz zbliży… to tych spodenek już nigdy nie zapnę.
Basia i Zosia wybuchnęły jednocześnie perlistym, głośnym śmiechem, który odbił się echem od skał zatoczki.
Wracali plażą w kierunku hotelu. Słońce stało już niżej, kładąc długie, złote cienie na piasku. Basia i Zosia szły z przodu, trzymając się za ręce, i wesoło, prawie konspiracyjnie rozmawiały o seksie – o tym, jak dziwnie i jednocześnie naturalnie jest być siostrami, a przy tym kochankami. Śmiały się cicho, szturchały się ramionami, co jakiś czas rzucały przez ramię spojrzenie na Rafała.
On został kilka kroków z tyłu i po prostu patrzył.
Miał przed oczami dwie pary długich, zgrabnych nóg. U Zosi uda były pełniejsze, bardziej kobiece, a obcisłe czarne spodenki wciągały się między pośladki przy każdym kroku, podkreślając ich okrągły, jędrny kształt. Materiał tak mocno oblepiał pupę, że widać było dokładnie linię stringów. U Basi nogi były smuklejsze, dłuższe w proporcji, a mikroskopijna czarna spódniczka podskakiwała przy każdym kroku, odsłaniając coraz więcej gładkiej skóry. Czasem, kiedy wiatr uniósł rąbek, Rafał dostrzegał błysk nagich pośladków – majteczek najwyraźniej już nie miała. Obie miały wąskie talie, lekko kołyszące się biodra i ten sam pewny, prawie prowokujący sposób chodzenia. Słońce odbijało się od ich opalonej skóry, a blond włosy – u Zosi rozpuszczone, u Basi w kucyku – lśniły. Rafał czuł, jak kutas znowu twardnieje w szortach. Miał przed sobą dwie młode, skąpo ubrane, seksowne dziewczyny, które jeszcze kilka godzin wcześniej lizały się nawzajem i ssały go na plaży. I obie były jego.
Nie wytrzymał. Podbiegł, wcisnął się między nie i objął obie w pasie. Dłonie od razu zjechały niżej – jedną położył na obcisłych spodenkach Zosi, drugą pod spódniczkę Basi. Pieścił ich pośladki otwarcie, idąc dalej, ściskając, gładząc, wsuwając czasem palce w szparę między nimi.
Po chwili nachylił się do ucha Basi.
— A gdzie masz majteczki?
Basia uśmiechnęła się szeroko i uniosła zaciśniętą pięść. W środku, zmięte i wyraźnie wilgotne, leżały jej czarne stringi.
Zosia nie wytrzymała. Zadarła siostrze spódniczkę z tyłu i spojrzała. Cipka Basi była całkowicie naga, wargi lekko opuchnięte, lśniące od ciągłej wilgoci, która zbierała się od rana.
— Dobrze, że została już tylko kolacja — westchnęła Zosia. — Bo mnie od rana skręca z podniecenia.
Rafał przejechał dwoma palcami po mokrej szparce Basi, zbierając gęsty śluz, po czym podniósł dłoń do ust Zosi. Ta bez wahania otworzyła usta, wzięła jego palce głęboko i zaczęła je oblizywać i ssać – powoli, dokładnie, delektując się smakiem cipki siostry. Oczy miała przymknięte z przyjemności.
Basia obserwowała to z lekkim niedowierzaniem.
— Nadal nie mogę uwierzyć, że moja starsza siostra… zawsze taka poważna, obowiązkowa… stała się takim demonem seksu.
Rafał parsknął cichym śmiechem i szturchnął Basię biodrem.
— A ty niby jesteś lepsza?
Basia wzruszyła ramionami, wciąż uśmiechnięta.
— W końcu mamy te same geny. — Spojrzała na niego z przekorą. — A ciebie w takim razie jak określić?
Rafał westchnął teatralnie, wciąż trzymając obie za pośladki.
— Jestem tylko zwykłym facetem w szponach dwóch nimfomanek. — Umilkł na sekundę i dodał już poważniej, z ciepłym błyskiem w oku: — I nie mógłbym marzyć o niczym innym.
Dotarli do hotelu już o zmierzchu. Nie zatrzymując się w willi, poszli prosto do głównej restauracji. Basia, jak zawsze, wróciła do stolika z talerzem załadowanym ponad miarę – góra makaronu, sałatek, pieczywa i owoców morza. Tym razem nikt nawet nie skomentował. Rafał siedział naprzeciwko i po prostu patrzył. Odsłonięte nogi obu sióstr – długie, gładkie, opalone – zajmowały całą jego uwagę. U Zosi obcisłe czarne spodenki wciągały się przy każdym ruchu, u Basi mikroskopijna spódniczka przy najmniejszym przełożeniu nogi groziła całkowitym odsłonięciem.
Jedli w półmroku, przy cichej muzyce i szumie rozmów innych gości. W pewnym momencie Basia, zupełnie naturalnym gestem, przełożyła nogę na nogę. Materiał spódniczki uniósł się na ułamek sekundy za wysoko. Rozległ się ogłuszający brzęk metalu i porcelany. Cała trójka odwróciła się gwałtownie. Młody kelner – najwyżej dwudziestoparoletni – stał nad rozsypanymi talerzami i sztućcami, starając się je pozbierać. Ręce mu się trzęsły, a wzrok miał cały czas utkwiony w Basi. Robił to niemal po omacku.
Basia nachyliła się do stolika i szepnęła z lekkim, zadowolonym uśmiechem:
— Biedaczek. Obserwował mnie przez całą kolację… więc pozwoliłam mu zauważyć, że pod spódniczką nie mam absolutnie nic.
Zosia parsknęła cichym śmiechem, zasłaniając usta dłonią.
— Jesteś wredna. Naprawdę. Tak go prowokować…
Rafał odstawił kieliszek i pokręcił głową z krzywym uśmiechem.
— Na jego miejscu nie zareagowałbym ani odrobinę inaczej. Gwarantuję.
Kelner w końcu pozbierał wszystko i zniknął między stolikami, wciąż czerwony na twarzy. Resztę kolacji zjedli już spokojniej, choć napięcie przy ich stoliku było gęste jak przed burzą. Rafał co jakiś czas muskał stopą nogę Zosi albo Basi pod stołem. Dziewczyny odpowiadały tym samym.
Kiedy talerze były puste, Zosia odłożyła serwetkę i spojrzała siostrze prosto w oczy. Głos miała bardzo cichy, prawie intymny.
— Jesteś gotowa? Na to, co ma się wydarzyć?
Basia nie spuściła wzroku. Przełknęła ślinę i tylko kiwnęła głową – raz, zdecydowanie.
— Tak.
Wstali. Rafał podał rękę najpierw Zosi, potem Basi. We trójkę, trzymając się za ręce, wyszli z restauracji i skierowali się powoli, prawie uroczyście, w stronę willi. Nocne powietrze było ciepłe, z oddali dobiegał szum morza, a przed nimi czekała sypialnia i wszystko to, na co Basia czekała od rana – a może i dłużej.

1 komentarz

 
  • Użytkownik PisarkaMojegoPisarza

    Mega mocno doszłam 😈 pisz dalej o tym obłędnym trójkącie i to szybko 🤭🤭

    6 godz. temu