
Rafał zatrzymał SUVa dokładnie przed szerokimi, kamiennymi schodami prowadzącymi do drzwi. Wyłączył silnik. Przez chwilę panowała cisza.
— No… jesteśmy — powiedział cicho.
Wysiedli wszyscy troje. Zosia odruchowo złapała Rafała za rękę. Jej dłoń była lekko spocona. On ścisnął ją uspokajająco, kciukiem gładząc grzbiet jej dłoni.
Drzwi wejściowe otworzyły się, zanim zdążyli dojść do schodów. Na progu stanęli rodzice Rafała.
Tata – Jakub – był lekko po sześćdziesiątce, ale wyglądał na młodszego. Szczupły, wysportowany, z prostą żołnierską postawą. Blond włosy miał już mocno posiwiałe, prawie białe przy skroniach. Twarz – wyraźnie starsza, bardziej pogodzona z wiekiem wersja twarzy Rafała. Te same rysy, ten sam kształt szczęki, te same jasne oczy. Mama – Adrianna – była kilka lat młodsza od męża. Szczupła, zgrabna, z blondrudymi włosami starannie ułożonymi, wyraźnie farbowanymi – jakby nie mogła do końca pogodzić się z siwieniem. Oboje ubrani byli elegancko, ale wygodnie: on w jasnej koszuli i ciemnych spodniach, ona w lekkiej, lnianej sukience w odcieniu beżu. Z ich twarzy biło zaciekawienie, łagodne zainteresowanie i coś w rodzaju ciepłego oczekiwania.
Rafał podszedł pierwszy.
— Mamo, tato… to Zosia. — Odwrócił się lekko. — Zosiu, to moi rodzice – Jakub i Adrianna.
Zosia uśmiechnęła się nieśmiało, ale szczerze.
— Bardzo mi miło.
Adrianna od razu zrobiła krok do przodu i pocałowała Zosię w oba policzki.
— Witaj, kochana. Naprawdę miło cię poznać.
Jakub ujął dłoń Zosi i z lekkim, staroświeckim ukłonem ucałował ją.
— Witamy w naszym domu.
Rafał dodał od razu:
— A to Basia – młodsza siostra Zosi.
Basia uśmiechnęła się szeroko, choć w oczach miała odrobinę niepewności. Adrianna pocałowała i ją w policzki, Jakub powtórzył gest z dłonią.
— Chodźcie, chodźcie do środka — powiedziała Adrianna, robiąc miejsce w drzwiach. — Na pewno jesteście zmęczeni po drodze. Zaplanowałam wczesną kolację, ale może najpierw coś przekąsicie? Kawa, herbata, coś słodkiego?
Weszli do domu. Hol był jasny, z wysokim sufitem i jasnym drewnem na podłodze. Stamtąd Adrianna poprowadziła ich prosto do dużego salonu.
Salon urządzony był w stylu modern classic – połączenie klasyki z nowoczesną prostotą. Wysokie okna zasłonięte lekkimi, lnianymi firanami, przez które wpadało miękkie popołudniowe światło. Na środku stały dwie głębokie, beżowe kanapy i dwa olbrzymie fotele w tym samym odcieniu, ustawione wokół niskiego, prostokątnego stolika z ciemnego drewna i szkła. Na ścianach wisiały stonowane obrazy – pejzaże i abstrakcje w ciepłych tonacjach. W rogu stał wysoki regał z książkami i kilkoma rodzinnymi zdjęciami. Podłoga z jasnego dębu, na niej duży, miękki dywan w odcieniu złamanej bieli. Wszystko było schludne, drogie i jednocześnie bardzo domowe.
Usiedli. Jakub i Adrianna zajęli jedną kanapę. Rafał i Zosia usiedli na drugiej – blisko siebie, prawie stykać się biodrami. Basia zajęła fotel po prawej stronie, skromnie składając ręce na kolanach. Niski stolik znalazł się dokładnie pośrodku ich kręgu.
Rafał rozejrzał się po salonie i zapytał naturalnie:
— A gdzie Maks i Tosia?
Jakub uśmiechnął się krzywo i odparł:
— Maks dojedzie później. Na kolację powinien zdążyć, obiecał. A Tosia… — tu zaśmiał się cicho — jak to ona. Cały dzień łaziła w rozciągniętym dresie, a w momencie, kiedy podjechaliście pod dom, stwierdziła, że „w takim stanie nie pokaże się dziewczynie brata” i uciekła się przebrać.
Rafał potrząsnął głową z rozbawieniem.
— Cała Tosia.
Adrianna zwróciła się do Zosi, spoglądając na jej sukienkę z wyraźną aprobatą.
— Muszę ci powiedzieć, że ta sukienka jest ci bardzo do twarzy. Naprawdę ładnie wyglądasz.
Zosia zarumieniła się lekko i podziękowała cicho. Zanim zdążyła cokolwiek dodać, z piętra dobiegł szybki tupot stóp i po schodach zbiegła Tosia.
Burza jasnych, rudych, lekko pofalowanych włosów spływała jej aż do połowy pleców. Miała drobną, filigranową sylwetkę – wąskie ramiona, cienką talię, delikatne nadgarstki – ale była zbudowana proporcjonalnie, bez wrażenia kruchości. Twarz miała okrągławą, z małym, piegowatym noskiem i dużymi, jasnoniebieskimi oczami, które teraz błyszczały podekscytowaniem. Ubrana była w luźną, pastelowozieloną sukienkę na cienkich ramiączkach, która kończyła się powyżej kolan i podkreślała jej dziewczęcą figurę. Na stopach miała proste, białe baleriny. Wyglądała świeżo, młodo i pełna energii.
Z głośnym piskiem rzuciła się Rafałowi na szyję, obejmując go mocno.
— Braciszek! Wreszcie jesteś!
Potem odsunęła się, spojrzała na Zosię i Basię i z szerokim uśmiechem zapytała:
— No dobra… kto jest kto?
Rafał parsknął śmiechem i zaczął przedstawiać.
— Tosia, to Zosia – moja dziewczyna. A to Basia, jej młodsza siostra. Dziewczyny – to Antonina, dla wszystkich po prostu Tosia. Moja młodsza siostra.
Tosia nie dała im nawet dokończyć. Rzuciła się najpierw Zosi, potem Basi, obejmując obie po kolei z prawdziwym entuzjazmem.
— Jesteście takie ładne! Naprawdę! Dobrze, że Rafał w końcu kogoś ma, bo już myślałam, że umrze starym kawalerem. I super, że zabraliście Basię, będzie weselej. Ja wam wszystko pokażę, zaplanuję jakieś wyjścia, możemy pojechać nad zalew, albo do Lublina na lody, albo…
— Tosia — odezwała się spokojnie, ale stanowczo Adrianna. — Usiądź, kochanie. Chcielibyśmy w końcu spokojnie się poznać.
Tosia zrobiła minę „oj, już, już” i usiadła w drugim fotelu, naprzeciwko Basi, wciąż uśmiechnięta i wyraźnie podekscytowana obecnością obu dziewczyn.
Jakub odchrząknął i zwrócił się do Zosi uprzejmym, ciepłym tonem:
— Zosiu, jeśli wolno zapytać… skąd pochodzisz? I czym się zajmujesz?
Zosia przez chwilę milczała. Spojrzała kolejno w twarze Jakuba, Adrianny i Tosi. Potem na Rafała, który delikatnie ścisnął jej dłoń. Wzięła głęboki, powolny wdech i odezwała się cicho, ale bardzo wyraźnie:
— Chciałabym wam powiedzieć o sobie coś… na co nie wiem, jak zareagujecie. Ale bardzo kocham Rafała. I nie wyobrażam sobie, żeby przed wami to ukrywać.
Zosia wzięła jeszcze jeden głęboki wdech. Dłonie miała splecione na kolanach tak mocno, że knykcie pobielały. Patrzyła w podłogę, potem uniosła wzrok i zaczęła mówić – cicho, prawie szeptem, jakby bała się, że głos jej się złamie.
— Urodziłam się pod Warszawą. Mieliśmy normalny dom, rodziców… byliśmy szczęśliwi. Kiedy miałam szesnaście lat, a Basia jedenaście, rodzice wracali z kolacji. W ich samochód uderzył ktoś, kto jechał dużo za szybko. Zginęli oboje. — Umilkła na moment, przełykając ślinę. — Nikt z rodziny nie chciał się nami zająć. Trafiłyśmy do domu dziecka. Byłyśmy tam razem. To było… trudne. Ale miałyśmy siebie.
Podniosła wzrok na Adriannę, potem na Jakuba.
— Kiedy skończyłam osiemnaście lat, musiałam opuścić dom dziecka. Próbowałam radzić sobie sama. Pracowałam, gdzie się dało. Nie zawsze wychodziło. Ludzie… bywali różni. Kiedy Basia też wyszła z domu dziecka, starałam się ją utrzymać. Wynajmowałyśmy pokój. Potem straciłam pracę. A potem… straciłyśmy i ten pokój. — Głos jej drżał. — Przez kilka miesięcy mieszkałyśmy na ulicy. Próbowałam znaleźć coś, cokolwiek. Było zimno. Było głodno. Bałam się o Basię bardziej niż o siebie.
Zosia zacisnęła dłonie jeszcze mocniej.
— Pewnego wieczoru Rafał… po prostu mnie zauważył. Na przystanku. Zabrał mnie do siebie. Dał jeść, dał miejsce do spania. Kiedy Basia zachorowała… bardzo ciężko… to on znów pomógł. Zabrał nas do szpitala. Zajął się wszystkim. — Uniosła oczy pełne łez. — Zakochaliśmy się w sobie. On zaopiekował się nami obiema. Dał nam dom. Bezpieczeństwo. Szansę na normalne życie.
Zarumieniła się intensywnie i spuściła wzrok.
— Wiem, że nie mam mu nic do zaoferowania. Przychodzę znikąd. Nie mam majątku, nie mam rodziny, nie mam nawet normalnej przeszłości, którą mogłabym się pochwalić. Ale bardzo go kocham. Naprawdę. I… proszę was. Pozwólcie mi go kochać. Mimo tego, kim jestem.
Skończyła. W salonie zapadła cisza tak gęsta, że słychać było tylko tykanie zegara.
Adrianna pierwsza się poruszyła. Wstała, podeszła do Zosi i bez słowa objęła ją mocno, przyciskając do siebie. Potem sięgnęła też po Basię i przytuliła obie dziewczyny naraz.
— Nie wyobrażam sobie, co naprawdę przeżyłyście — powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie. — Absolutnie nic z tego, co usłyszałam, nie ma znaczenia. Ważne jest tylko to, że kochasz mojego syna. I że to widać. A skoro Rafał jest w tobie zakochany… to dla mnie jako matki nie ma już nic ważniejszego.
Jakub nie wstał. Siedział prosto, z rękami splecionymi na kolanach, i odezwał się spokojnym, niskim głosem:
— Sam wiem, jak to jest zaczynać bez niczego. Od zera. Najważniejsze, że wszystko zaczyna się wam układać. Reszta się stopniowo jakoś sama rozwiąże.
Tosia, która przez całą opowieść siedziała z szeroko otwartymi oczyma, nagle parsknęła krótkim, prawie oburzonym śmiechem i spojrzała na Zosię z udawanym wyrzutem.
— No nie rozumiem, czym ty się tak stresowałaś! Po prostu musisz zaakceptować fakt, że skoro trafiłaś do tej rodziny… to nikt cię tu nie skrzywdzi. Absolutnie nikt. Masz nas. Koniec tematu.
Zosia siedziała między Adrianną a Basią, z twarzą mokrą od łez, i patrzyła na nich wszystkich z niedowierzaniem. Głos miała tak cichy, że prawie go nie było słychać.
— Teraz… rozumiem, dlaczego Rafał jest taki wyjątkowy.
Adrianna potrząsnęła głową z lekkim, matczynym zniecierpliwieniem i pogładziła Zosię po ramieniu.
— Kochanie, naprawdę niepotrzebnie się tym wszystkim stresowałaś. Życie bywa trudne. To, że miałaś ciężko, absolutnie nic nie zmienia. — Uniosła palec w ostrzegawczym geście. — I nie pozwolę ci się czymkolwiek przejmować. Mój syn ma wystarczająco dużo pieniędzy, żebyście razem mogli prowadzić zupełnie normalne, spokojne życie. A nawet więcej niż normalne.
Jakub siedział prosto, z rękami splecionymi na kolanach, i spojrzał na Zosię poważnie, ale ciepło.
— Pieniądze są sprawą drugorzędną. Naprawdę. Ważniejsze jest to, że jesteś mądrą i bystrą dziewczyną. W dzisiejszych czasach o pieniądze jest dużo łatwiej niż o zdrowy rozsądek. A ty najwyraźniej ten rozsądek masz.
Zosia siedziała z lekko otwartymi ustami, wciąż jeszcze z obecnymi łzami w oczach, i nie potrafiła znaleźć słów. Rafał ścisnął jej dłoń mocniej.
Tosia, która przez całą rozmowę wierciła się w fotelu, nagle poderwała się na równe nogi i złapała Basię za rękę.
— No dobra, dość tych poważnych rozmów. My dwie jesteśmy w tym samym wieku, więc chyba powinnyśmy się lepiej poznać. Chodź, pokażę ci mój pokój.
Basia spojrzała pytająco na Zosię. Starsza siostra tylko uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. Tosia pociągnęła Basię w stronę schodów.
Szły jedna za drugą po jasnych, drewnianych stopniach. Basia, idąc z tyłu, mimowolnie zerknęła niżej. Pastelowozielona sukienka Tosi przy każdym kroku lekko unosiła się i opadała, odsłaniając zgrabne, jędrne pośladki. Basia parsknęła cichym śmiechem.
— Masz niezłą pupę, wiesz?
Tosia odwróciła się przez ramię z szerokim, rozbawionym uśmiechem i demonstracyjnie, prawie teatralnie, wypięła się w stronę Basi, kręcąc biodrami.
— Tę? — zapytała figlarnie.
Basia nie wytrzymała. Sięgnęła do przodu i dała jej lekkiego, ale wyraźnego klapsa w prawy pośladek. Obie wybuchnęły śmiechem – głośnym, dziewczęcym, który odbił się echem od ścian klatki schodowej.
Pokój Tosi był na piętrze, na końcu korytarza. Jasny, przestronny, z dużym oknem wychodzącym na ogród i las. Ściany w odcieniu delikatnej mięty, białe meble, duże łóżko z wieloma poduszkami, regał pełen książek i figurek, na biurku laptop i kilka notesów. Na ścianie wisiały zdjęcia – rodzinne i z przyjaciółmi.
Tosia rzuciła się na łóżko na brzuch, a Basia usiadła po turecku obok niej. Przez dłuższą chwilę po prostu plotkowały i wygłupiały się – o szkole, o Lublinie, o tym, jak Tosia nienawidzi wczesnych wstawek, a Basia o tym, jak dziwnie jest nagle mieć dom i spokój. Okazało się, że obie lubią te same seriale, obie czytały te same książki fantasy, obie miały słabość do słonych przekąsek i obie uważały, że większość chłopaków w ich wieku jest niepoważna. Śmiały się coraz swobodniej, szturchały się ramionami, a napięcie, które Basia czuła jeszcze godzinę wcześniej, powoli topniało.
Basia i Tosia siedziały na łóżku naprzeciw siebie, coraz bardziej rozluźnione. Rozmowa, która zaczęła się od seriali i szkoły, naturalnie zeszła na tematy bardziej intymne. Tosia siedziała po turecku, pastelowozielona sukienka podjechała jej wysoko na uda, rude włosy spływały jej na ramiona. Basia oparła się o oparcie łóżka, obserwując nową koleżankę z rosnącym zainteresowaniem.
Tosia westchnęła i odezwała się półgłosem, bawiąc się frędzlem poduszki:
— Wiesz… w szkole nigdy nie miałam odwagi pójść na całość z żadnym chłopakiem. Parę razy coś tam było na imprezach, ale… — zarumieniła się lekko — dwa razy zdarzyło mi się komuś obciągnąć. I tyle. — Uniosła wzrok na Basię. — A ty? Jesteś jeszcze dziewicą?
Basia uśmiechnęła się krzywo, przeciągając dłonią po własnym udzie.
— W sumie… od niedawna już nie. Ale nie będę wchodzić w szczegóły. Ani z kim, ani w jakich okolicznościach.
Tosia nachyliła się bliżej, oczy miała już wyraźnie ciemniejsze.
— No dobra… a jakie to w ogóle uczucie? Mieć w cipce kutasa?
Basia przez chwilę milczała, zbierając wspomnienia. Potem zaczęła mówić wolno, prawie szeptem, jakby sama wracała myślami do tamtej chwili:
— Na początku… jest dziwnie. Twardy, gorący, rozpycha cię od środka. Najpierw tylko główka – naciska, rozchyla wargi, wchodzi powoli. Czujesz, jak ścianki ustępują, jak coś dużego i obcego wypełnia cię centymetr po centymetrze. Jest pełnia. Taka… intensywna pełnia, której wcześniej nie znałaś. Potem schodzi głębiej. Czasem boli odrobinę, zwłaszcza na początku, kiedy błona pęka albo kiedy jest naprawdę gruby. Ale ten ból szybko miesza się z czymś innym. Z ciepłem, które rozlewa się po brzuchu. Z tym, że każda żyłka, każda wypukłość trzonu ociera się o twoje ścianki. Kiedy zaczyna się ruszać… to już jest coś zupełnie innego. Wsuwa się, wycofuje, znowu wbija. Mokre odgłosy, tarcie, pulsowanie. Czasem trafia w takie miejsce, że iskry lecą ci przed oczami. Czujesz go wszędzie – w środku, w biodrach, nawet w udach. I ta świadomość, że jesteś nabita, że ktoś jest w tobie… to jest uzależniające. Im dłużej trwa, tym bardziej chcesz więcej. Głębiej. Mocniej.
Tosia słuchała z otwartymi ustami, oddychając płyciej. Policzki miała zaróżowione, a w oczach wyraźne podniecenie.
— Jezu… — wyszeptała. — Opowiadasz to tak… seksownie. Naprawdę.
Basia uśmiechnęła się lekko i zapytała z ciekawością:
— A ty? Masz już kogoś, z kim chciałabyś się pozbyć błonki?
Tosia najpierw otworzyła szeroko oczy, potem wybuchnęła głośnym, szczerym śmiechem. Zatrzęsła się na łóżku, zasłaniając usta dłonią. Kiedy wreszcie się uspokoiła, otarła łzy z kącików oczu i spojrzała na Basię z figlarnym błyskiem.
— Po mojej błonce… już dawno nie ma śladu.
Basia uniosła brwi, wyraźnie zdumiona.
— Jak to? W jaki sposób?
Tosia zmrużyła oczy, puściła do niej oczko i sięgnęła pod poduszkę. Wyjęła stamtąd coś długiego, ciężkiego i czarnego. Położyła to na łóżku między nimi.
Dildo było imponujące. Czarne, błyszczące, wykonane z gładkiego, realistycznego silikonu. Miało solidną długość – zdecydowanie ponad dwadzieścia centymetrów – i sporą grubość, z wyraźnie zaznaczonymi żyłami i szeroką, zaokrągloną główką. U nasady znajdowało się solidne jądra, a całość wyglądała ciężko i nieprzejednanie. Leżało na jasnej pościeli jak jawna prowokacja.
Basia wpatrywała się w nie, czując, jak między udami robi się coraz cieplej i wilgotniej. Podniecenie narastało powoli, ale nieubłaganie. Spojrzała na Tosię – na jej rude włosy, na zaróżowione policzki, na sposób, w jaki trzymała dildo w dłoni – i przełknęła ślinę.
Basia uniosła wzrok z dilda na twarz Tosi. Głos miała cichy, ale zdecydowany.
— Mogę… je obejrzeć?
Tosia tylko kiwnęła głową, usta lekko rozchylone. Basia sięgnęła po czarne, ciężkie dildo. Wzięła je w obie dłonie, obróciła, zbadała palcami – gładki silikon, wypukłe żyły, szeroka główka. Przez chwilę ważyła je, potem uniosła do twarzy. Spojrzała Tosi prosto w oczy i powoli, demonstracyjnie, objęła ustami główkę. Język musnął silikon, oblizując go dookoła. Nagle zmarszczyła brwi i odsunęła się odrobinę.
— Pod językiem… czuję wilgoć — powiedziała zaskoczona.
Tosia parsknęła cichym, zawstydzonym śmiechem i zasłoniła twarz dłonią na sekundę.
— No właśnie dlatego się spóźniłam na wasze przywitanie — przyznała. — Musiałam… trochę się uspokoić.
Basia patrzyła na nią zafascynowana. Twarz Tosi była blisko – jasna cera usiana delikatnymi piegami na nosek i policzkach, duże niebieskie oczy już ciemniejsze od podniecenia, pełne usta lekko zaróżowione, rude, pofalowane włosy opadające na ramiona. Oddychała płyciej, pierś unosiła się szybciej pod cienkim materiałem sukienki. Wyglądała jednocześnie niewinnie i na całkowicie gotową.
Basia nie wytrzymała. Powoli przysunęła twarz bliżej. Ich usta znalazły się kilka centymetrów od siebie. Patrzyły sobie w oczy. Potem Tosia przechyliła głowę i przywarła ustami do ust Basi.
Pocałunek zaczął się ostrożnie – miękkie zetknięcie warg, prawie nieśmiałe. Chwilę później stał się głębszy. Tosia otworzyła usta, Basia odpowiedziała tym samym. Języki splotły się wolno, mokro, przeciągając się po sobie, ssąc, przeplatając. Smak był słodki, oddech gorący. Basia wsunęła dłoń w rude włosy Tosi, przyciągając ją bliżej. Tosia oplotła ręce wokół jej szyi. Całowali się coraz intensywniej – z cichymi westchnieniami, z odchyleniem głów, z językami coraz śmielszymi.
Ich dłonie nie pozostały bierne. Basia zsunęła jedną rękę na biodro Tosi, gładząc cienki materiał sukienki, potem wyżej – po talii, po żebrach, aż palce musnęły dolną linię piersi. Tosia odpowiedziała tym samym: dłoń wsunęła się pod ramiączko sukienki Basi, przeciągnęła po nagim ramieniu, potem zjechała na pierś i delikatnie ścisnęła ją przez materiał. Druga ręka Tosi znalazła się na udzie Basi, wsuwając się pod spódniczkę, gładząc wewnętrzną stronę uda. Basia jęknęła prosto w jej usta i odwzajemniła pieszczotę – dłoń zjechała na pośladki Tosi, ściskając je przez cienką tkaninę, przyciągając biodra bliżej.
Siedziały na łóżku, splecione, sukienki podjechały wyżej, włosy mieszały się – blond z rudym. Oddychały coraz ciężej, pocałunek stawał się chaotyczny i głodny, a dłonie wędrowały coraz śmielej po ubranych ciałach, odkrywając kształty, ciepło i rosnące napięcie.
Tosia i Basia nie odrywały ust od siebie ani na moment. Całując się dalej, zaczęły zdejmować z siebie nawzajem ubrania. Basia pierwsza sięgnęła do cienkich ramiączek pastelowozielonej sukienki Tosi i zsunęła je z ramion. Materiał opadł do pasa, odsłaniając mały, biały biustonosz. Basia rozpięła go z tyłu jednym ruchem, zdjęła i odrzuciła na podłogę. Potem wsunęła dłonie pod spódnicę sukienki, złapała za majteczki i zsunęła je razem z resztą materiału w dół nóg. Tosia stanęła na jednej nodze, potem na drugiej, pomagając. Wzamian Tosia złapała za ramiączka różowej sukienki Basi, ściągnęła ją przez głowę, potem rozpięła biustonosz i zsunęła stringi. Obie zostały całkowicie nagie w ciągu kilkudziesięciu sekund, wciąż całując się i gładząc odkrywaną skórę.
Basia odsunęła się odrobinę, żeby spojrzeć.
Tosia stała przed nią naga, oświetlona popołudniowym światłem wpadającym przez okno. Nogi miała smukłe, długie w proporcji do drobnej sylwetki, z gładkimi udami i delikatnymi kolanami. Piersi – małe, jędrne, idealnie okrągłe, z jasnoróżowymi, już twardymi sutkami. Brzuch zupełnie płaski, biodra wąskie. Między udami majaczyła jasna, prawie bez włosków cipka – wargi delikatne, lekko różowe, już lśniące od wilgoci. Kiedy Tosia odwróciła się lekko bokiem, Basia zobaczyła zgrabne, napięte pośladki i wąską, ciemniejszą linię odbytu schowaną między nimi. Cała była piegowata w miejscach, gdzie słońce częściej dochodziło – na ramionach, na dekolcie, na udach. Wyglądała krucho i jednocześnie całkowicie gotowa.
Stanęły naprzeciw siebie. Tosia wyciągnęła dłonie i zaczęła badać ciało Basi, mówiąc półgłosem, prawie szeptem:
— Masz takie gładkie ramiona… — palce przeciągnęły się po skórze. — Piersi pełniejsze ode mnie… ciężkie w dłoni… — ścisnęła delikatnie, kciuk przetoczył się po sutku. — Brzuch twardszy… — dłoń zjechała niżej. — Biodra szersze… — obie ręce objęły je. Potem jedna dłoń wsunęła się między uda Basi. — A tu… już mokra. Ciepła. Miękka.
Kiedy palce Tosi musnęły bezpośrednio cipkę Basi, ta drgnęła całym ciałem, wciągając ostro powietrze. Uda zadrżały.
Basia nie wytrzymała. Przyciągnęła Tosię z powrotem do pocałunku. Złączone ustami, dłonie wciąż na ciałach, opadły razem na łóżko. Materac ugiął się pod nimi. Całowali się dalej, nogi splotły się, piersi przycisnęły do piersi.
Kiedy wreszcie oderwały się od siebie, oddychając ciężko, Tosia spojrzała Basi prosto w oczy i powiedziała z szerokim, prawie rozbawionym uśmiechem:
— Jesteś najlepszym prezentem, jaki Rafał mógł mi przywieźć.
Basia parsknęła cichym śmiechem, wciąż jeszcze z residualnym drżeniem w udach.
— W takim razie… chętnie będę twoją zabawką.
Tosia nie odpowiedziała słowami. Gwałtownie rozchyliła uda Basi szeroko i bez żadnych wstępów przywarła ustami prosto do jej mokrej cipki.
Najpierw tylko oddychała na nią – gorący, wilgotny oddech sprawił, że Basia drgnęła. Potem język przeciągnął się płasko od samego dołu szparki aż po łechtaczkę, zbierając już obfitą wilgoć. Tosia ssała delikatne wargi na przemian, wciągała je do ust, puszczała, znowu ssała. Kiedy Basia uniosła biodra, Tosia unieruchomiła je dłońmi i skupiła się na napęczniałym pączku – rytmiczne ssanie połączone z szybkimi, punktowymi uderzeniami czubka języka. Co jakiś czas schodziła niżej, wsuwała język głęboko do środka, rozciągając ciasne ścianki, kręcąc nim w środku, smakując. Robiła to z rosnącym zapałem, nos ocierał się o łechtaczkę przy każdym głębszym ruchu, a z gardła wydobywały się ciche, zadowolone dźwięki.
Basia wiła się pod nią, biodra sama nadziewała na usta Tosi, dłonie wpiła w rude włosy. Jęki stawały się coraz głośniejsze. W końcu nie wytrzymała – złapała Tosię pod ramiona i przyciągnęła do siebie. Pocałowały się namiętnie, mokro, z smakiem Basi wciąż jeszcze na języku Tosi. Basia zsunęła usta niżej – na szyję, na obojczyk, potem objęła ustami małą, piegowatą pierś. Ssała sutek rytmicznie, przygryzając lekko, jednocześnie drugą ręką ściskając drugą pierś.
— Uwielbiam twoje piegowate cycuszki — mruknęła prosto w skórę Tosi.
Tosia parsknęła cichym śmiechem, który przeszedł w westchnienie, kiedy Basia przygryzła mocniej. Potem gwałtownie przewróciła Basię na plecy i okraczyła jej twarz udami. Uklęknęła nad nią, rozchylając kolana szeroko, i opuściła biodra, podstawiając swoją już lśniącą cipkę prosto do ust Basi.
Patrzyła z góry.
Widziała blond włosy Basi rozrzucone na poduszce, zaróżowione policzki, oczy ciemne od podniecenia. Widziała, jak Basia najpierw tylko musnęła ustami jej wargi, potem przeciągnęła językiem dokładnie tam, gdzie Tosia była najbardziej wrażliwa. Widziała, jak język znika między jej własnymi wargami, jak Basia ssie, liże, wsuwa się głębiej. Widziała własne uda drżące po obu stronach głowy Basi i to, jak blondynka unosi podbródek, żeby dosięgnąć lepiej.
Tosia czuła wszystko intensywnie. Język Basi był ciepły, zwinny i natarczywy. Najpierw krążył wokół łechtaczki, potem spłaszczał się i przeciągał długimi pociągnięciami. Kiedy wsunął się do środka – rozciągnął ją od środka, poruszał się, smakował. Fale przyjemności rozchodziły się po podbrzuszu, uda zaciskały się mimowolnie wokół głowy Basi. Tosia oddychała coraz ciężej, dłonie oparła o wezgłowie łóżka, biodra sama zaczęła lekko kręcić naprzeciw ust.
Nagle, nie odrywając się całkowicie, obróciła się nad Basią – w klasyczną pozycję 69. Pochyliła się do przodu, rude włosy opadły na uda Basi, i dosięgnęła językiem z powrotem do jej cipki, wracając do lizania dokładnie w tym samym momencie, w którym Basia wciąż pracowała nad nią.
Leżały splecione w tej pozycji na jasnej pościeli. Tosia na górze, rude włosy spływające na uda Basi, Basia pod nią z blond włosami rozrzuconymi na poduszce. Obie były całkowicie pochłonięte sobą.
Tosia lizała z rosnącym głodem. Język przeciągał się płasko po całej długości szparki Basi, zbierając soki, potem skupiał się na łechtaczce – szybkie, punktowe uderzenia na przemian z rytmicznym ssaniem. Co kilka ruchów wsuwała język głęboko do środka, kręcąc nim, rozciągając ścianki, smakując. Jednocześnie Basia pracowała pod nią równie intensywnie. Jej język wnikał między delikatne wargi Tosi, ssał pączek, wsuwał się głęboko, a nos ocierał się o łechtaczkę przy każdym ruchu. Obie jęczały prosto w cipki siebie nawzajem, wibracje głosów potęgując doznania. Dłonie zaciskały się na udach, pośladkach, przyciągając biodra bliżej ust.
Widok był intensywny. Dwa nagie, młode ciała splecione odwrotnie – blade, piegowate uda Tosi po obu stronach głowy Basi, a pod nią gładkie, pełniejsze uda drugiej dziewczyny. Piersi Tosi zwisały lekko, sutki twarde, piegi na dekolcie i ramionach. Pośladki obu były napięte, rozchylone, odsłaniając miejsca, w które wnikały języki. Blond i rude włosy mieszały się na pościeli, skóra lśniła od potu i śliny, a mokre odgłosy lizania wypełniały pokój razem z urywanymi westchnieniami.
W pewnym momencie Tosia sięgnęła ręką na bok, nie odrywając ust od cipki Basi. Palce znalazły porzucone czarne dildo. Uniosła je, oblizała główkę dla poślizgu, potem z namaszczeniem przyłożyła do wejścia Basi. Powoli, centymetr po centymetrze, zaczęła je wsuwać.
Basia poczuła najpierw zimny, twardy nacisk na wargi. Potem główka rozchyliła ją i wniknęła do środka. Silikon był grubszy niż się spodziewała – rozciągał ścianki równomiernie, wypełniał ją coraz głębiej. Czuła każdą wypukłość żył, każdą zmianę średnicy. Kiedy Tosia wsunęła je prawie całkowicie, pełnia stała się niemal nie do zniesienia. Gorąco i rozciągnięcie mieszały się z ciągłym ruchem języka na łechtaczce. Basia jęknęła głośno prosto w cipkę Tosi, biodra uniosły się naprzeciw dilda.
Tosia zaczęła nim pracować – długie, pewne pchnięcia na przemian z szybkim ssaniem łechtaczki. Basia nie wytrzymała długo.
Orgazm uderzył nagle i z ogromną siłą. Ciało wygięło się w łuk pod Tosią, uda zadrżały niekontrolowanie, stopy wbiły się w materac. Cipka pulsowała gwałtownymi, głębokimi skurczami wokół dilda – długimi, rytmicznymi falami, które szarpały całym podbrzuszem. Przed oczyma zatańczyła biel, a z gardła wyrwał się stłumiony, łkający krzyk. Fale szły jedna za drugą, każda tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco silna, by wstrząsać nią od środka. Trwało to długo. Kiedy najsilniejsze spazmy wreszcie opadły, Basia osunęła się na pościel całkowicie wiotka, z drżącymi jeszcze udami i ciężkim, urywanym oddechem.
Tosia powoli wyjęła dildo, odłożyła je na bok i obróciła się. Położyła się na Basi i pocałowała ją. Pocałunek był wolny, głęboki i pełen residualnej czułości. Usta Tosi smakowały Basia – słodkawo, intensywnie. Języki splotły się miękko, przeciągając się po sobie bez pośpiechu. Dłonie Tosi gładziły policzki, włosy, ramiona Basi. Oddychały sobą nawzajem, ciała wciąż jeszcze drżące, skóra wilgotna, a pocałunek ciągnął się długo, jakby żadna nie chciała jeszcze wracać do rzeczywistości poza tym łóżkiem.
Basia leżała jeszcze chwilę z zamkniętymi oczyma, łapiąc oddech. Serce biło jej mocno, uda wciąż lekko drżały po własnym orgazmie. W końcu otworzyła oczy, spojrzała na Tosię i parsknęła cichym, ochrypłym śmiechem.
— Jesteś małpą — wydusiła. — Tak ostro mnie wyruchałaś tym… czymś.
Tosia uśmiechnęła się szeroko, wciąż jeszcze z residualnym błyskiem w oku. Basia nagle wybuchnęła głośniejszym śmiechem, przewracając się na bok i chowając twarz w poduszce na sekundę.
— Będziemy najlepszymi przyjaciółkami — powiedziała, kiedy się uspokoiła. — Naprawdę. Nigdy nie miałam prawdziwej przyjaciółki. No, nie licząc Zosi… ale to zupełnie co innego.
Tosia pochyliła się i pocałowała ją krótko, ale czule w usta.
— Wiesz… nigdy nie podejrzewałam u siebie pociągu do innych dziewczyn. Ale przy tobie… po prostu nie mogłam się powstrzymać.
Basia znów parsknęła śmiechem, potem nagle stała się poważniejsza – w drapieżny sposób. Gwałtownie rozchyliła uda Tosi szeroko i opadła twarzą prosto między nie.
Zaczęła lizać mocno, prawie brutalnie. Język pracował szybko i natarczywie – długie, zdecydowane pociągnięcia od samego dołu aż po łechtaczkę, potem rytmiczne, twarde ssanie pączka. Jednocześnie wsunęła dwa, potem trzy palce głęboko do środka i zaczęła nimi ostro penetrować – zginała je, szukała punktu, wbijała rytmicznie, podczas gdy usta nie przestawały ssać i lizać. Ślina mieszała się z sokami Tosi, mokre odgłosy wypełniały pokój. Basia nie dawała chwili odpoczynku – kiedy Tosia unosiła biodra, przyciskała ją mocniej do materaca, kiedy wiła się – tylko przyspieszała.
Tosia nie wytrzymała długo. Orgazm nadszedł gwałtownie i z ogromną siłą. Ciało wygięło się w wysoki łuk, uda zacisnęły się wokół głowy Basi jak w imadle. Usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, który chwilę później przeszedł w długi, złamany, łkający dźwięk. Cipka pulsowała silnymi, mocnymi skurczami wokół palców Basi – falami, które szarpały całym podbrzuszem. Piersi uniosły się wysoko, stopy wbiły się w pościel, a rude włosy rozrzuciły się na poduszce. Fale szły jedna za drugą, każda tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco intensywna, by trząść nią od środka. Trwało to długo. Kiedy najsilniejsze spazmy wreszcie opadły, Tosia osunęła się całkowicie wiotka, z drżącymi udami i ciężkim, urywanym oddechem.
Basia powoli wyjęła palce, oblizała je i położyła się obok. Dziewczyny przytuliły się mocno – skóra do skóry, piersi do piersi – i pocałowały się namiętnie, wolno, z residualną czułością i smakiem siebie nawzajem na ustach.
Tosia odetchnęła głęboko i wyszeptała prosto w usta Basi:
— Dziękuję. Naprawdę… to było niesamowite.
Potem uniosła się trochę na łokciu, a w oczach pojawił się figlarny błysk.
— Wiesz… uważam, że Zosia też jest niesamowicie seksowna. Szkoda, że nie mogę mieć was obu w łóżku.
Basia uśmiechnęła się tajemniczo i pogładziła ją po policzku.
— Nigdy niczego nie wykluczaj.
Tosia już otwierała usta, żeby zapytać, co to znaczy, kiedy z dołu dobiegły głośniejsze rozmowy i męski głos. Obie zamarły.
— To Maks! — wyszeptała Tosia podekscytowana. — Na pewno wrócił.
Basia poderwała się do siadu.
— Musimy się ogarnąć. Szybko.
Zerwały się z łóżka. Naprędce pomagały sobie nawzajem – Basia podawała Tosi biustonosz i sukienkę, Tosia pomagała Basi wciągnąć stringi i poprawić różową sukienkę. Włosy poprawiły w lustrze, policzki miały wciąż mocno zaróżowione, usta lekko spuchnięte. Wyglądały niemal niewinnie – gdyby nie te wielkie, zdradliwe rumieńce i lekko wilgotne spojrzenia.
Kiedy były gotowe, Tosia złapała Basię za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.
— Chodź. Pokażę ci brata.
Zeszły po schodach, starając się wyglądać jak najbardziej zwyczajnie, i weszły z powrotem do salonu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Pumciak
No prosze znalazł się atrament czekam na jeszcze