Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 28

Historia Kopciuszka po warszawsku cz. 28Ta część historii jak zauważycie jest typowym crossoverem. Stanowi jednocześnie hołd dla niezwykłej wyobraźni AjenyTasmorden. Zapytałem ją kiedyś, czy nie miałaby nic przeciwko gdybym wplótł gościnnie postać przypominającą Sandrę w któreś z moich opowiadań. Jako, że nie miała nic przeciwko ten dzień nastąpił i popłynąłem. Wiem, że nie byłem w stanie oddać w zupełności nieobliczalnego charakteru Sandry ale starałem się. AjenoTasmorden mam nadzieję, że przede wszystkim Tobie się spodoba.

Wszystkich gorąco odsyłam do opowiadań AjenyTasmorden i zapewniam, że sprowokują Was do wielu intensywnych orgazmów. A teraz zapraszam do lektury.

Rozstania nigdy nie bywają łatwe.
Poranek w rodzinnym domu Rafała był ciężki. Basia i Maks zniknęli na dłużej w ogrodzie; kiedy wrócili, oboje mieli zaczerwienione oczy i usta jeszcze wilgotne od pocałunków. Rodzice Rafała przytulili Zosię i Basię dłużej niż zwykle, mama pocałowała obie w policzki i powiedziała, że mają wracać, kiedy tylko zechcą. Tosia była jedyną, która nie smuciła się – z entuzjazmem wciągnęła dwie walizki do bagażnika, usiadła z tyłu obok Basi i przez całą drogę do Warszawy obie paplały bez przerwy, śmiejąc się i planując wspólne wyjścia.
Teraz, w sypialni warszawskiego apartamentu, poranne światło wpadało przez półprzymknięte rolety, kładąc złote pasy na pościeli i na nagim ciele Zosi.
Otworzyła oczy i zobaczyła Rafała. Leżał na boku, oparty na łokciu, i patrzył na nią z taką czułością, że serce zabiło jej mocniej. Uśmiechnęła się senna.
— Dzień dobry — wyszeptała.
— Dzień dobry, kochana — odparł cicho.
Przysunęli się do siebie. Pocałunek zaczął się delikatnie – tylko usta przy ustach, ciepły oddech, lekkie musnięcie warg. Potem pogłębił się. Rafał wsunął dłoń pod jej kark, przyciągając bliżej, a druga ręka powędrowała po jej boku, po biodrze, po zewnętrznej stronie uda. Język Zosi odpowiedział natychmiast, splatając się z jego, smakując, domagając się więcej. Całowali się długo, powoli, z rosnącą namiętnością. Rafał przejechał kciukiem po jej sutku, Zosia westchnęła prosto w jego usta, biodra uniosły się odruchowo. Kiedy w końcu oderwali się, oboje oddychali szybciej.
Zosia spojrzała mu głęboko w oczy.
— Mam straszną ochotę kochać się z tobą teraz… ale mam umówioną wizytę u ginekologa na przedpołudnie. Nic złego się nie dzieje, po prostu… dotychczasowe życie nie pozwalało mi zadbać o siebie tak, jak powinnam.
Rafał pogładził ją po policzku, uśmiechając się wyrozumiale.
— Mogę poczekać do wieczora. Chcesz, żebym cię zawiózł?
— Nie — odpowiedziała zdecydowanie, choć z czułością. — Muszę uczyć się samodzielności. Klinika jest ledwie dwie przecznice stąd.
Rafał westchnął, ale skinął głową.
— Dobrze. Tylko uważaj na siebie.
Zosia uśmiechnęła się filuternie. Jej dłoń zsunęła się pod kołdrę i objęła jego twardego penisa. Był już w pełni gotowy – gruby, ciężki, gorący w jej dłoni. Przesunęła kciukiem po główce, zbierając kroplę soku.
— Wybieram się do ginekologa, nie do dentysty — żartobliwie oświadczyła, ściskając go delikatnie.
Rafał zachichotał, a potem jęknął, kiedy ścisnęła mocniej.
— Ty zawsze potrafisz mnie zaskoczyć…
Zosia zsunęła się niżej.
Poranne światło padało na jej blond włosy i na jego ciało. Przyjrzała się jego kutasowi z bliska – taki duży, żyły wyraźnie zarysowane, główka ciemniejsza, lśniąca. Fascynował ją za każdym razem. Pocałowała najpierw delikatnie czubek, smakując słonawą kroplę. Potem otworzyła usta i powoli, bardzo powoli, nabiła się na niego.
Wargi objęły główkę, język zakręcił się wokół niej, zbierając smak. Zsunęła się niżej, biorąc go głębiej, centymetr po centymetrze. Ślina spłynęła po trzonie. Rafał westchnął głośno, dłoń spoczęła na jej głowie, ale nie naciskał – tylko gładził włosy. Zosia uniosła wzrok, patrząc mu w oczy, i zaczęła się poruszać. Powoli na początku – w górę, prawie do końca, potem znów w dół, biorąc coraz więcej. Policzki zapadały się, kiedy ssała, język pracował po spodniej stronie.
Wewnętrzny monolog Zosi był prosty i gorący: Kocham go. Kocham ten smak, tę twardość, to jak wypełnia mi usta. Chcę dać mu wszystko, zanim wyjdę…
Przyspieszyła trochę, mokre odgłosy wypełniły sypialnię. Co kilka ruchów schodziła aż po nasadę, krztusząc się lekko, ale nie odrywając. Ślina spływała po jej brodzie, po jego jądrach. Rafał jęczał coraz głośniej, biodra unosiły się naprzeciw jej ust.
W końcu Zosia wzięła głęboki oddech przez nos i nabijała się jak najgłębiej – gardło rozluźniło się, kutas wsunął się aż po nasadę, nos oparł się o jego brzuch. Została tak przez kilka sekund, patrząc mu w oczy, całkowicie oddana.
Zosia nie zwolniła.
Wręcz przeciwnie – od momentu, w którym wzięła go najgłębiej, jej ruchy stały się szybsze, bardziej zdecydowane. Lekko się krztusiła przy każdym głębszym zejściu, ale nie odrywała ust. Ślina spływała obficie po trzonie, po jego jądrach, po jej brodzie. Dłonią objęła nasadę, ściskając i masując w rytm ruchów ust, a drugą ręką delikatnie ugniatała jego jądra, kciukiem przeciągając po delikatnej skórze. Co jakiś czas odrywała się na sekundę, by oblizać główkę szerokim, płaskim językiem, zbierając każdą kroplę, a potem znów nabijała się aż po gardło. Mokre, ssące odgłosy wypełniały sypialnię, mieszając się z coraz głośniejszymi westchnieniami Rafała.
Dla Rafała było to jak powolne topienie się w rozkoszy.
Każde zejście jej ust było gorące, mokre, ciasne. Czubek jej języka po spodniej stronie, lekkie drżenie gardła, kiedy brała go najgłębiej, delikatne ściskanie jąder – wszystko składało się na narastającą falę. Napięcie zbierało się nisko w brzuchu, coraz cięższe, coraz bardziej nieuchronne. Biodra unosiły się naprzeciw jej ruchom, dłonie wplotły się w jej blond włosy, ale wciąż nie naciskał – tylko trzymał, gładził, dając jej pełną kontrolę. Oddychał coraz szybciej, coraz głośniej.
— Zosiu… zaraz… — ostrzegł ochryple. — Zaraz wytrysnę…
Ona tylko uniosła wzrok. Spojrzenie miała pełne oczekiwania i determinacji. Nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie – wzięła go jeszcze głębiej, policzki mocno zapadnięte, i ssała intensywniej, jakby chciała wyciągnąć z niego wszystko.
Rafał doszedł z głośnym, niskim jękiem.
Pierwsza struga trafiła prosto w jej gardło – gorąca, gęsta, pulsująca. Kolejne fale pompowały się rytmicznie, wypełniając jej usta. Czuł, jak jej język pracuje, jak przełyka, jak ścianki jej ust i gardła zaciskają się wokół niego przy każdym kolejnym wytrysku. Rozkosz była tak intensywna, że przez chwilę nic innego nie istniało – tylko ciepło jej ust, rytm jego orgazmu i jej całkowite oddanie.
Zosia przyjęła wszystko.
Pierwsza fala była intensywna – słonawy, gęsty smak wypełnił jej usta, spłynął do gardła. Przełknęła odruchowo, potem świadomie, biorąc każdą kolejną strugę. Czuła, jak ciepło rozlewa się w niej, jak jego kutas drży między jej wargami. Nie odsunęła się, dopóki nie ustały ostatnie, słabsze pulsy. Dopiero wtedy powoli uniosła głowę, oblizując wargi. Na kąciku ust została cienka, biała smuga – starła ją kciukiem i wsunęła do ust.
Spojrzała na niego tryumfalnie, z lekkim, zadowolonym uśmiechem.
Rafał nie dał jej nawet sekundy.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował głęboko, smakując siebie na jej języku. Całowali się długo, mokro, z niesłabnącym pożądaniem, dłonie błądziły po wciąż nagich ciałach.
Kiedy w końcu się oderwali, oboje oddychali ciężko.
— Prysznic — wyszeptała Zosia z uśmiechem. — Zanim spóźnię się do kliniki.
Rafał zaśmiał się cicho, pocałował ją jeszcze raz w czoło i razem, nadal nadzy, skierowali się do łazienki.
Rafał ubierał się powoli, wciąż rozluźniony i odświeżony po prysznicu. Włosy miał jeszcze lekko wilgotne, na policzkach residualny rumieniec. Stał przy szafie i patrzył, jak Zosia dobiera ubrania.
Za oknem było szaro i chłodno. Drobny deszcz bębnił o szyby, a wiatr poruszał gałęziami drzew na podwórku. Zosia wyciągnęła z szuflady białe, koronkowe stringi – cienkie, prawie przezroczyste – i wsunęła je powoli. Potem sięgnęła po kaszmirową sukienkę w kolorze lawendy. Była luźna, miękka, sięgała do połowy uda. Założyła ją przez głowę, poprawiła dekolt. Nie chciała borykać się u lekarza z rajstopami, więc wybrała cieliste pończoszki samonośne. Przeciągnęła je po nogach, zatrzymując koronkę wysoko na udach. Na stopy wsunęła beżowe botki na niskim obcasie. Włosy związała w luźny kucyk, na twarz nałożyła tylko odrobinę kremu i balsamu do ust.
— Wyglądasz… spokojnie i pięknie jednocześnie — powiedział Rafał, podchodząc i całując ją w skroń.
Zosia uśmiechnęła się.
— Mam nadzieję, że pani doktor też tak uzna.
Zjedli śniadanie we dwoje w kuchni. Basia i Tosia jeszcze spały – drzwi do ich pokoi były zamknięte, cisza absolutna. Rafał zrobił jajecznicę, Zosia przygotowała kawę i tosty. Jedli powoli, rozmawiając cicho o niczym ważnym – o pogodzie, o tym, że muszą wreszcie kupić nowe ręczniki, o tym, jak Tosia wczoraj planowała już wspólne wyjście do kina. Atmosfera była domowa, ciepła, mimo deszczu za oknem.
Kiedy skończyli, Zosia wstała, poprawiła sukienkę i pocałowała Rafała długo, czule.
— Wracam jak najszybciej — wyszeptała.
— Będę czekał.
Wyszła z mieszkania.
Deszcz był drobny, ale uporczywy. Ulice błyszczały, kałuże odbijały szare niebo. Zosia szła szybko, wtulając dłonie w kieszenie lekkiego płaszcza. Minęła piekarnię, z której unosił się zapach świeżego chleba, potem aptekę, potem mały skwer z mokrymi ławkami. Klinika znajdowała się w nowoczesnym, szklanym budynku – czyste linie, duże okna, dyskretne logo. Weszła do środka. W holu pachniało środkami dezynfekcyjnymi i kawą z ekspresu. Recepcjonistka uśmiechnęła się profesjonalnie i skierowała ją na pierwsze piętro.
Zosia zdała sobie sprawę, że naprawdę dawno nie była u ginekologa. W brzuchu zebrał się lekki niepokój – nie strach, raczej niepewność. Co jeśli coś jest nie tak? Co jeśli te wszystkie miesiące na ulicy, stres, niedojadanie zostawiły jakiś ślad?
Gabinet był jasny, sterylny. Pani doktor – kobieta po czterdziestce, spokojna, o ciepłym głosie – zbadała ją dokładnie. Badanie było profesjonalne, bez zbędnego pośpiechu.
— Wszystko wygląda w porządku — powiedziała w końcu, zdejmując rękawiczki. — Błona śluzowa zdrowa, żadnych niepokojących zmian. Ale na wszelki wypadek zalecam USG narządów rodnych. Dla pełnego obrazu.
Zosia skinęła głową, czując ulgę.
— Nasza stała operatorka jest na urlopie — kontynuowała lekarka — ale mamy zastępstwo z filii w Gdańsku. Bardzo dobra pani. Poczeka pani chwilę na korytarzu?
Zosia wyszła z gabinetu i usiadła na skórzanym fotelu przed drzwiami z napisem „USG”. Korytarz był cichy, oświetlony chłodnym, białym światłem. W dłoniach ściskała skierowanie. Serce biło trochę szybciej – nie ze strachu już, raczej z niepewności i oczekiwania.
Zosia siedziała na skórzanym fotelu na korytarzu, kiedy usłyszała, jak otwierają się drzwi.
Głos, który się odezwał, sprawił, że przeszły ją ciarki.
— Pani Zofia? — odezwała się kobieta.
Głos był niski, aksamitny, przesycony erotyzmem tak gęstym, że aż lubieżnym. Nuty w nim drżały, jakby każda sylaba była pieszczotą.
Zosia podniosła głowę.
— To o mnie chodzi.
Dziewczyna, która stała w progu, wyglądała, jakby właśnie wyszła z czyjejś najskrytszej fantazji. Była bardzo niska – najwyżej sto pięćdziesiąt pięć centymetrów – i niesamowicie drobna. Szczupła talia, krągłe biodra, a mimo to piersi, które przyciągały wzrok jak magnes: ogromne, pełne, zdecydowanie rozmiar F, wyglądające na chirurgicznie powiększone, sprężyste i wysoko uniesione. Jasne, prawie białe włosy miała krótkie – z tyłu i po bokach podgolone, z przodu dłuższe, opadające na czoło zawadiacką, bujną grzywką. Twarz dziewczęca, o delikatnych rysach, z pełnymi ustami i jasnymi oczami, które właśnie promieniały szerokim, pewnym siebie uśmiechem.
Ubrana była w miękkie, białe medyczne buty. Na sobie miała rozpinany z przodu fartuch w delikatnym odcieniu różu. Był rozpięty na tyle, że widać było głęboki dekolt i górną część ogromnego biustu. Fartuch był krótki – tak krótki, że ledwie zakrywał miejsca intymne, a przy każdym ruchu odsłaniał smukłe uda.
— Nazywam się Sandra — przedstawiła się, wciąż uśmiechając się. — Zapraszam do gabinetu.
Weszły do środka.
Gabinet USG był jasny, sterylny, ale jednocześnie miękko oświetlony ciepłym światłem lamp sufitowych. Na środku stał fotel ginekologiczny z szeroko rozstawionymi uchwytami na nogi. Obok – nowoczesna aparatura ultrasonograficzna z dużym monitorem. Pachniało środkami dezynfekcyjnymi, lekkim zapachem lateksu i czymś jeszcze – subtelnymi, słodkawymi perfumami Sandry.
Sandra przejrzała skierowanie, potem uniosła wzrok.
— Proszę zająć miejsce na fotelu. I… możemy mówić sobie po imieniu?
Zosia skinęła głową bez wahania.
— Oczywiście. Zosia.
Po raz pierwszy poczuła wyraźne podniecenie w stosunku do całkowicie obcej dziewczyny. Cipka zrobiła się mokra niemal natychmiast – wilgoć przesączyła się przez koronkowe stringi, klejąc materiał do skóry. Sandra była seksowna i niesamowicie pewna siebie. Każdy jej ruch, każde spojrzenie niosło ze sobą obietnicę.
— Przygotuj się proszę do badania — powiedziała Sandra, wskazując parawan. — Możesz zostawić pończochy, to wygodniejsze.
Zosia uśmiechnęła się lekko. Zamiast iść za parawan, sięgnęła pod sukienkę, zsunęła białe koronkowe stringi jednym płynnym ruchem i odłożyła je na leżankę.
— W takim razie… już jestem gotowa.
Sandra pokiwała głową, a w jej oczach błysnęło rozbawienie.
— Pończochy są rzeczywiście najpraktyczniejsze w takich przypadkach — powiedziała wesoło, a potem dodała filuternie: — I nie tylko w takich. Sprawdzają się w wielu… innych sytuacjach.
Poprosiła Zosię na fotel.
Zosia wdrapała się na niego, podciągnęła lawendową sukienkę wysoko na biodra i ułożyła nogi na uchwytach. Pończochy napięły się na udach, koronka odcinała się wyraźnie od nagiej skóry. Była całkowicie odsłonięta od pasa w dół.
Sandra zajmowała się jeszcze aparaturą, ale kiedy zobaczyła, że Zosia jest już gotowa, przysunęła sobie obrotowy stołeczek i usiadła dokładnie pomiędzy jej rozłożonymi nogami. Twarz miała na wysokości cipki Zosi.
Przez chwilę tylko patrzyła.
Potem przygryzła dolną wargę i powiedziała cicho, prawie szeptem:
— Ja też zawsze w takiej pozycji czuję się… podniecona.
Zosia zarumieniła się mocno.
Poczuła, jak jej cipka produkuje coraz więcej soków – wilgoć zbierała się między wargami, spływała lekko w dół, a powietrze w gabinecie wydało się nagle gęstsze, cieplejsze.
Zosia siedziała w fotelu ginekologicznym, nogi miała szeroko rozłożone na uchwytach, i czuła, jak wszystko zaczyna wirować jej w głowie.
Serce biło mocno, policzki płonęły, a między nogami było już tak mokro, że bała się, iż Sandra to zauważy. Nie myliła się.
Sandra przyglądała się jej uważnie zza monochromatycznych oczu, a potem uśmiechnęła się łagodnie.
— Nie musisz się wstydzić — powiedziała cicho, prawie czule. — Widzę, że jesteś podniecona. Ja też zawsze tak reaguję, kiedy leżę tak rozłożona. To zupełnie normalne.
Zosia zachichotała nerwowo, próbując zamaskować zawstydzenie.
— Zazwyczaj… reaguję tak w zupełnie innych sytuacjach.
Sandra przechyliła głowę, wciąż uśmiechnięta z wyrozumiałością.
— Krępujesz się tego, że twoje ciało tak reaguje w obecności innej kobiety?
Zosia potrząsnęła głową, choć rumieniec pogłębił się.
— Nie… to nie chodzi o płeć. — Zawahała się, potem dodała ciszej: — Kobiety działają na mnie tak samo jak mężczyźni. Po prostu nie spodziewałam się, że podniecę się… właśnie tutaj. W takiej sytuacji.
Sandra uśmiechnęła się zawadiacko, a w jej oczach błysnęło coś drapieżnego.
— Jeśli to ma ci pomóc… to musisz wiedzieć, że ja w tej chwili jestem tak samo mokra i podniecona.
Zosia spojrzała na nią z wielkim zdziwieniem.
— Mówisz serio?
— Jak najbardziej serio.
Sandra wstała.
Powoli, bez pośpiechu, rozpięła różowy fartuch i zsunęła go z ramion. Odkładając go na bok, stanęła naga przed Zosią.
Zosia chłonęła wzrokiem jej ciało.
Sandra była jeszcze mniejsza, niż się wydawało w ubraniu – drobna, o bardzo wąskiej talii i smukłych, zgrabnych nogach. Uda miała gładkie, biodra wąskie, brzuch płaski i napięty. Ale piersi… piersi były ogromne. Pełne, ciężkie, idealnie okrągłe, z ciemniejszymi sutkami, które już stwardniały. Wydawały się niemal zbyt duże jak na tak delikatną sylwetkę, a mimo to wyglądały naturalnie sprężyste. Niżej, między udami, widać było całkowicie wygoloną cipkę – wargi sromowe były już lekko rozchylone i wyraźnie lśniące od wilgoci.
Sandra uniosła jedną nogę i oparła stopę o stołek.
Przeciągnęła dwoma palcami po swojej cipce – wolno, demonstracyjnie – a kiedy uniosła dłoń, palce były pokryte gęstym, przezroczystym śluzem, który ciągnął się nitkami.
— Widzisz? — powiedziała cicho. — Właśnie tak jestem podniecona. Więc nie jesteś w tym osamotniona.
Na chwilę jej twarz przybrała bardziej profesjonalny wyraz.
— A teraz… może w końcu pora przeprowadzić badanie.
Siadła z powrotem na obrotowym stołku dokładnie między rozłożonymi nogami Zosi. Wzięła tubkę żelu i wycisnęła sporą ilość na palce. W całym pomieszczeniu natychmiast uniósł się intensywny, słodki zapach ananasa.
— Badanie USG narządów rodnych polega na tym, że wprowadzam do pochwy specjalną głowicę – wyjaśniła spokojnie, smarując końcówkę aparatu. – Dzięki temu mogę zobaczyć na monitorze macicę, jajniki i całą okolicę. Jest to badanie całkowicie bezbolesne, choć czasem trochę… intensywne w odczuciach.
Kolejną porcję żelu wycisnęła na dłoń.
— Jak widać na załączonym obrazku — dodała z lekkim uśmiechem, spoglądając na już mokrą cipkę Zosi — nie potrzebujesz dodatkowego nawilżenia. Ale ja tak uwielbiam ten zapach, że nie mogłabym sobie tego darować.
Następnie delikatnie przyłożyła palce pokryte chłodnym, ananasowym żelem do warg sromowych Zosi.
Przesunęła je powoli w górę, musnął łechtaczkę, rozprowadzając żel.
Zosia wciągnęła powietrze i starała się stłumić westchnienie, które mimo wszystko wydostało się jej z gardła jako cichy, drżący dźwięk.
Sandra uniosła wzrok, usłyszawszy stłumione westchnienie Zosi.
Uśmiechnęła się miękko, niemal uwodzicielsko.
— Nie musisz się powstrzymywać — powiedziała aksamitnym głosem. — Naprawdę.
Zosia wzięła głębszy oddech, odzyskując trochę rezonu.
— To nie na miejscu… Nie powinnam stawiać cię w takiej sytuacji.
Sandra nie wyjęła palców. Delikatnie, powoli rozprowadzała ananasowy żel po wargach sromowych i wokół łechtaczki Zosi, krążąc opuszkami.
— Jeśli o mnie chodzi — odparła spokojnie — to jestem stuprocentowo zadowolona, kiedy pacjentkom jest przyjemnie. Jeśli masz ochotę, możesz wzdychać… możesz nawet jęczeć. — Uśmiechnęła się szerzej. — Sama bym sobie chętnie pojęczała.
Zosia przez chwilę milczała, a potem westchnęła z rezygnacją i jednocześnie ulgą.
— Niech tam… co będzie, to będzie.
Sandra wsunęła dwa palce pokryte chłodnym żelem głęboko w cipkę Zosi.
Ruchy były powolne, dokładne, rozmazujące żel po ściankach. Zosia jęknęła głośno, biodra uniosły się odruchowo. Uniosła głowę i zobaczyła, że Sandra ma przymknięte oczy, a drugą ręką intensywnie pociera własną, wciąż mokrą cipkę.
Zosia zaśmiała się krótko, trochę ochryple.
— Miło popatrzeć na kogoś, kto tak uwielbia swoją pracę.
Sandra otworzyła oczy i uśmiechnęła się drapieżnie.
— Uwielbienie to za mało powiedziane.
Zaśmiały się obie.
Sandra wzięła do ręki głowicę aparatu USG – długą, gładką, lekko zakrzywioną.
— Na początku może być zimno — ostrzegła. — Ale jeśli to pomoże… wyobraź sobie, że to wielki, gorący kutas.
Cipka Zosi zareagowała natychmiast – kolejna fala wilgoci spłynęła po jej udach. Zaśmiała się cicho.
— Właśnie z uwagi na te badania musiałam rano odpuścić sobie właśnie takiego… grubego i gorącego kutasa.
Sandra zaśmiała się zmysłowo i delikatnie wprowadziła głowicę.
Zosia poczuła najpierw chłód, a potem pełność. Głowica była grubsza niż dwa palce, gładka, śliska od żelu. Wsuwała się centymetr po centymetrze, rozpychając ją, wypełniając. Kiedy Sandra zaczęła nią powoli poruszać – obracać, lekko wysuwać i wsuwać z powrotem – rozkosz rozlała się po całym dole brzucha. Każdy ruch ocierał się o przednią ściankę, o miejsca, które sprawiały, że Zosia zaciskała powieki i jęczała coraz głośniej. Ciepło żelu mieszało się z jej własnymi sokami, a zapach ananasa unosił się gęsto w powietrzu. Biodra same napinały się naprzeciw ruchom głowicy, jakby chciały wziąć ją jeszcze głębiej.
Sandra śledziła obraz na monitorze.
— Wszystko wygląda w porządku — powiedziała spokojnie, a potem dodała z zaskakującą bezpośredniością: — Chociaż… widać delikatne otarcia. Miałaś intensywne dni?
Zosia jęknęła, kiedy głowica znów się poruszyła.
— Owszem… ostatnie dni były bardzo intensywne. A mój chłopak ma naprawdę dużego i grubego penisa. Otarcia są… zrozumiałe.
Sandra zauważyła, że uda Zosi napinają się, jakby chciała je zacisnąć. Położyła wolną dłoń na okrytym pończochą udzie i pogładziła je powoli, od kolana aż po koronkę.
— Za chwilę skończymy — powiedziała miękko.
Zosia przełknęła ślinę.
— Przepraszam… już się opanuję. To badanie jest dla mnie tak intensywne, że jeszcze trochę i… dostanę orgazmu.
Sandra zaśmiała się cicho, nie przestając poruszać głowicą.
— Nie musisz się opanowywać. Poczekaj chwilę… a jeśli zechcesz, to ja zadbam o twój orgazm.
Zosia przygryzła dolną wargę. Przez moment milczała, patrząc Sandrze prosto w oczy.
— Czy to też refunduje NFZ? — zapytała cicho, z drżeniem w głosie.
Sandra wybuchnęła śmiechem.
— Nie refunduje. Ale ja z chęcią ci to zafunduję… o ile zechcesz.
Zosia zawahała się tylko przez sekundę.
Potem powiedziała jasno i wyraźnie:
— Chcę.
Sandra jeszcze przez chwilę poruszała głowicą w środku Zosi.
Ruchy były wolne, głębokie, prawie leniwe – wysuwała ją niemal do końca, a potem wsuwała z powrotem, obracając lekko, dociskając do przedniej ścianki. Zosia nie powstrzymywała już niczego. Jęczała głośno, otwarcie, głowa odchylona do tyłu, dłonie zaciskające się na brzegach fotela. Każdy ruch głowicy rozpychał ją, wypełniał, ocierał o najbardziej wrażliwe miejsca. Ciepło żelu mieszało się z jej sokami, a pełność była tak intensywna, że miała wrażenie, iż zaraz rozpłynie się w fotelu. Jednocześnie dłoń Sandry gładziła jej udo przez cienką pończochę – powoli, od kolana w górę, kciukiem przeciągając po koronce, potem z powrotem w dół. Dotyk był delikatny, prawie czuły, a jednocześnie prowokujący. Pończocha pod palcami Sandry szeleszczała cicho, a Zosia czuła każdy ruch jak dodatkowy impuls, który sprawiał, że jej cipka zaciskała się wokół głowicy jeszcze mocniej.
Sandra w końcu wyjęła głowicę delikatnie, powoli.
Zosia westchnęła zawiedziona, biodra uniosły się za aparatem, jakby chciały go zatrzymać.
— Szkoda… że to już koniec — wyszeptała.
Sandra starannie odłożyła głowicę na tacę i uśmiechnęła się szeroko, drapieżnie.
— To nie koniec. Przecież coś ci obiecałam.
Zosia przygryzła dolną wargę, spojrzała na nią spod półprzymkniętych powiek.
— W takim razie… oddaję się w twoje ręce.
Sandra zaśmiała się cicho, nisko.
— Ręce owszem będą… ale najpierw to…
Pochyliła się i przywarła ustami do cipki Zosi.
Język Sandry był gorący, zwinny, żarłoczny. Najpierw tylko musnął wargi sromowe, zbierając mieszaninę żelu i soków – smak ananasa mieszał się ze słodkawym, intensywnym smakiem Zosi. Potem wsunął się głębiej, rozchylając ją, nurkując do środka. Sandra lizała z pełnym zaangażowaniem – długie, wolne pociągnięcia od samego dołu aż po łechtaczkę, potem szybkie, punktowe ruchy czubkiem języka wokół niej, potem znowu głębokie wniknięcia. Ssąc, mlaskając cicho, wydając zadowolone, prawie zwierzęce dźwięki. Była całkowicie oddana tej pieszczocie, jakby nic innego w tym momencie nie istniało.
Dla Zosi było to jak eksplozja.
Język Sandry był wszędzie naraz – mokry, gorący, nieustępliwy. Każde pociągnięcie sprawiało, że biodra unosiły się naprzeciw, a z gardła wydobywały się coraz głośniejsze, coraz mniej kontrolowane jęki. Rozkosz była gęsta, wilgotna, pulsująca. Czół języka na łechtaczce było tak intensywne, że Zosia zaciskała powieki i szarpała się w fotelu, nie potrafiąc utrzymać ciała w bezruchu.
W końcu Sandra oderwała się, usta lśniące, oddech urywany.
— Przenieśmy się na leżankę — powiedziała ochryple. — Będzie wygodniej.
Zosia zeszła z fotela na drżących nogach. Stanęły naprzeciw siebie. Sandra nie czekała – złapała rąbek lawendowej sukieni i ściągnęła ją jej przez głowę. Sukienka opadła na podłogę. Teraz obie były nagie – Sandra tylko w białych medycznych butach, Zosia w pończochach i botkach.
Zaczęły się gładzić.
Dłonie Zosi powędrowały najpierw po ogromnych piersiach Sandry – ugniatając je, ważąc w dłoniach, kciukami przeciągając po twardych sutkach. Potem zsunęły się niżej, po wąskiej talii, po biodrach, po pośladkach. Sandra odpowiadała tym samym – jej małe, zwinne dłonie wędrowały po piersiach Zosi, po brzuchu, po zewnętrznej stronie ud, po koronce pończoch, a potem mocno ścisnęły jej pośladki, rozchylając je lekko. Gładziły się powoli, dokładnie, poznając się dotykiem, oddychając coraz ciężej.
W końcu Zosia pochyliła się i pocałowała Sandrę.
Pocałunek był natychmiastowy i wręcz wyuzdany. Sandra otworzyła usta szeroko, język wsunął się głęboko, kręcąc, ssąc, domagając się. Całowała mokro, głośno, z pełnym oddaniem, jakby chciała pożreć Zosię od środka. Dłonie obu dziewczyn zacisnęły się mocniej na pośladkach, ściskając, ugniatając, przyciągając ciała jeszcze bliżej. Piersi Sandry przywarły do piersi Zosi, sutki ocierały się o siebie. Całowały się długo, żarłocznie, z odgłosami mokrych ust i coraz głośniejszymi westchnieniami.
Kiedy w końcu się oderwały, Sandra przysunęła usta do ucha Zosi i wyszeptała, głosem jeszcze niższym, jeszcze bardziej ochrypłym:
— Dla takich właśnie momentów… kocham tę robotę.
Sandra nie traciła czasu.
Złapała Zosię za nadgarstki i prawie zaciągnęła ją na leżankę, popychając ją do tyłu. Zosia opadła na miękki materac plecami, automatycznie szeroko rozkładając nogi. Sandra natychmiast wbiła w nią trzy palce – głęboko, mocno, bez ceregieli. Druga dłoń zacisnęła się na jej piersi, ugniatając ją, szczypiąc sutek. Zaczęła pieprzyć ją palcami ostro, szybko, z mokrym, głośnym chlupotaniem. Zosia jęczała już bez żadnej kontroli, biodra unosiły się naprzeciw ruchom, głowa szarpała się na poduszce. Sandra była wyraźnie rozpalona do granic – oczy miała szkliste, oddech urywany, a ruchy dłoni coraz bardziej wymagające, jakby chciała wydobyć z Zosi każdy możliwy dźwięk rozkoszy. Zosia oddawała się temu całkowicie, z rosnącą ekstazą, pozwalając, by palce Sandry rozpychały ją, wypełniały, doprowadzały do drżenia.
Nie przerywając ostrego rytmu w cipce, Sandra pochyliła się i przywarła ustami do piersi Zosi.
Język najpierw tylko musnął sutek, potem objął go i wessał mocno. Ssała rytmicznie, głęboko, co jakiś czas przygryzając lekko zębami, ciągnąc, puszczając, znów ssąc. Przechodziła z jednej piersi na drugą, zostawiając mokre ślady, czerwone ślady zębów, a Zosia krzyczała już prawie, wyginała się, dłonie wplatając w krótkie, białe włosy Sandry.
— Lubisz to… — szeptała Sandra między pociągnięciami ust. — Widzę, jak lubisz… Jęczysz tak pięknie, kiedy cię gryzę…
Zosia tylko kiwała głową, niezdolna do słów, gdy nagle orgazm eksplodował w niej jak fala uderzeniowa.
Ciało szarpnęło się gwałtownie – plecy uniosły się wysoko, uda zaczęły drżeć niekontrolowanie, cipka zacisnęła się wokół palców Sandry w potężnych, rytmicznych skurczach. Soki trysnęły obficie, spływając po nadgarstku Sandry. Zosia krzyknęła – długi, zachrypnięty, prawie szlochający dźwięk – i trzęsła się długo, falami, które przechodziły od brzucha aż po czubki palców. Sandra nie odpuściła ani na sekundę. Przez cały orgazm pieprzyła ją dalej, nie zwalniając tempa, i ssała sutki jeszcze mocniej, wydłużając każdą falę, wyciągając z niej kolejne spazmy, aż Zosia zaczęła łapać powietrze jak po długim biegu.
Kiedy w końcu odzyskała oddech, Zosia wyszeptała ochryple:
— Tak… lubię to. Kocham to…
W jednym ruchu przewróciła Sandrę na plecy.
Teraz to ona pochyliła się między jej rozłożonymi udami i przywarła ustami do wygolonej, mokrej cipki. Smak był intensywny, słodkawy, mieszający się z wszechobecnym zapachem ananasowego żelu. Zosia lizała żarłocznie – długie pociągnięcia, ssanie łechtaczki, język wnikający głęboko do środka. Sandra natychmiast zareagowała głośnymi, niekontrolowanymi jękami i przekleństwami.
— Kurwa… tak… właśnie tak… nie przestawaj…!
Jej małe dłonie zacisnęły się na własnych ogromnych piersiach – ugniatała je, szczypała sutki, przyciągała do ust, żeby sama je ssać, podczas gdy biodra szarpały się naprzeciw ust Zosi. Była całkowicie wyuzdana, zapomniana, oddana tylko rozkoszy.
W końcu, już niemal krzycząc, Sandra wysapała:
— Palce… włóż mi palce w dupę… proszę… pieprz mnie tam… błagam…!
Zosia nie oderwała ust od cipki Sandry.
Język pracował dalej – ssał, wnikał – a jednocześnie bez wahania uniosła dłoń i przyłożyła mokry od soków palec do jej odbytu. Nacisnęła delikatnie, a kiedy zwieracz ustąpił, wsunęła go do środka. Sandra krzyknęła głośno, biodra uniosły się wysoko.
— Tak… kurwa… właśnie tak… pieprz mnie…!
Po sekundzie Zosia dołożyła drugi palec. Oba weszły łatwo, prawie bez oporu. Zwieracze Sandry były zaskakująco elastyczne, miękkie, wyraźnie przyzwyczajone do takiego traktowania – otwierały się chętnie, obejmując palce ciepłem i wilgocią. Zosia zaczęła poruszać nimi rytmicznie, wsuwając i wysuwając, jednocześnie nie przestając lizać cipki. Język krążył wokół łechtaczki, a palce w dupie przyspieszały. Sandra wiła się pod nią, jęczała coraz głośniej, przeklinała urywanymi, chaotycznymi słowami:
— Głębiej… mocniej… nie przestawaj… pieprz mnie w dupę…!
Zosia poczuła, jak odbyt Sandry zaczyna pracować wokół jej palców – napina się i rozluźnia, prawie zasysając. Dołożyła trzeci, potem czwarty. Cztery palce znikały teraz w niej po same knykcie, a Sandra krzyczała już bez opamiętania, rzucając się na leżance. Cipka pod ustami Zosi pulsowała mocno, soki spływały obficie po brodzie.
— Całą dłoń… — wysapała Sandra, głosem niemal histerycznym. — Włóż mi całą dłoń… błagam… chcę czuć całą twoją rękę…
Zosia zawahała się tylko ułamek sekundy.
Dołączyła kciuk, złożyła dłoń w wąski stożek i powoli, ale zdecydowanie wsunęła ją do środka. Zwieracze ustąpiły, objął ją gorący, ciasny uścisk. Weszła aż po nadgarstek. Poczula, jak wnętrze Sandry zaciska się wokół całej dłoni, jak mięśnie pracują, jakby chciały ją wciągnąć jeszcze głębiej. Zosia zaczęła poruszać ręką – powoli na początku, potem coraz odważniej – jednocześnie liżąc cipkę z jeszcze większym zapałem. Sandra była w ekstazie. Uwielbiała to. Każdy ruch dłoni w jej dupie wywoływał u niej głośniejsze krzyki, głośniejsze przekleństwa, coraz bardziej wyuzdane błagania. Rozkoszowała się brutalnością, pełnością, uczuciem bycia całkowicie wypełnioną. Jej ogromne piersi unosiły się i opadały w szybkim rytmie, dłonie zaciskały się na nich, szczypiąc sutki aż do bólu.
Orgazm Sandry był jak wybuch.
Ciało szarpnęło się tak gwałtownie, że Zosia musiała przytrzymać ją biodrami. Zwieracze zacisnęły się wokół jej dłoni z siłą, która niemal bolała – rytmiczne, potężne skurcze miażdżyły rękę, pulsowały, nie chciały puścić. Sandra krzyczała, przeklinała, rzucała się na leżance, głowa szarpała się na boki, piersi podskakiwały. Fale przechodziły przez nią jedna za drugą, coraz silniejsze, aż w końcu jej ciało zesztywniało na długie sekundy, a potem opadło prawie bezwładnie. Oddychała płytko, chaotycznie, oczy miała zamknięte, usta otwarte. Wyglądała, jakby zaraz zemdleć z rozkoszy. Zosia nigdy wcześniej nie widziała tak wybuchowego, tak totalnego orgazmu.
Powoli, bardzo ostrożnie, zaczęła wyjmować dłoń.
Zwierała się jeszcze wokół niej, ale w końcu puściła. Kiedy ręka wynurzyła się całkowicie, Zosia ze zdziwieniem stwierdziła, że jest idealnie czysta – tylko lśniąca od wilgoci. Wiedziona nieprzepartym instynktem uniosła ją do ust i oblizała jeden palec.
Smak był słodki.
Intensywnie ananasowy.
Spojrzała na Sandrę z szeroko otwartymi oczami, wciąż jeszcze dysząc.
— Jak to możliwe… — wyszeptała zdumiona — że smakujesz tam ananasem?
Sandra uniosła lekko przymknięte powieki.
Była jeszcze całkowicie zdyszana, piersi unosiły się szybko, a na skórze lśnił pot. Przyciągnęła Zosię do siebie mocno, złapała jej dłoń – tę samą, którą przed chwilą miała tak głęboko w sobie – i z wyraźną euforią zaczęła ją wylizywać. Język przesuwał się wolno, dokładnie, zbierając każdą resztkę wilgoci, oblizując stawy palców, wnikając między nie. Robiła to z taką samą żarłocznością, z jaką wcześniej oddawała się orgazmowi.
Pomiędzy liźnięciami wyszeptała:
— Często aplikuję sobie ananasowy lubrykant… w obie dziurki. Żeby być gotowa na bzykanko przy każdej okazji.
Zosia zaśmiała się cicho, czując, jak mokry, gorący język Sandry łaskocze jej skórę.
— W takim razie musisz mieć naprawdę dużo przygód…
Sandra w końcu przerwała, uniosła głowę i pocałowała Zosię lekko, prawie czule, w usta. Smak ananasa i jej własnych soków wymieszał się między ich językami.
— Odkąd przyjechałam na zastępstwo do Warszawy… a było to trzy dni temu… jesteś pierwszą pacjentką i w ogóle pierwszą osobą w tym mieście, która zareagowała na moje uwodzenie.
Zosia uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona.
— To dziwne… Bo ja zrobiłam się mokra na sam dźwięk twojego głosu, kiedy usłyszałam go w poczekalni.
Sandra przytuliła się do niej mocniej, ogromne piersi przywarły do piersi Zosi, sutki wciąż twarde.
— Mam nadzieję, że uda mi się poszaleć w Warszawie. U siebie w Gdańsku mam wielu znajomych, z którymi mogę się rżnąć tak, jak lubię… No i przede wszystkim nie jestem sama. Moja dziewczyna, Wiktoria, jest taką samą nimfomanką jak ja. — Przerwała na chwilę, patrząc Zosi uważnie w oczy. — Nie jestem chyba pierwszą dziewczyną, z którą uprawiasz seks?
Zosia odwróciła wzrok na sekundę, potem przyznała cicho:
— Trzecią.
Sandra uśmiechnęła się szeroko.
— Jestem fanatyczką wielkich kutasów.
— Rozumiem — odparła Zosia bez wahania. — Mój chłopak ma grubego, dwudziestopięciocentymetrowego penisa. Nie wyobrażam sobie, żeby seks mógł być lepszy.
Sandra zaśmiała się nisko, zmysłowo.
— W takim razie doskonale mnie rozumiesz. Masz porównanie.
Zosia zarumieniła się lekko, ale nie odwróciła wzroku.
— Jeszcze miesiąc temu byłam dziewicą. Jedyny penis, jaki miałam w sobie oprócz jego… był podobnych rozmiarów.
Sandra uniosła brwi, wyraźnie zdziwiona.
— Myślałam, że jesteś bardziej doświadczona…
— Moje doświadczenie od momentu, kiedy straciłam dziewictwo ze swoim chłopakiem, ogranicza się do dwóch mężczyzn i dwóch dziewczyn — przyznała Zosia.
Sandra wybuchnęła cichym śmiechem.
— Poszłaś w tango, dziewczyno.
Zosia pokręciła głową.
— To nie tak. Wszystko odbywało się za zgodą i… w obecności mojego chłopaka. Kocham go bezgranicznie. Ale jesteśmy dość otwartą parą.
Sandra milczała przez moment, a potem westchnęła z wyraźną zazdrością w głosie.
— Zazdroszczę ci takiego faceta. Wiktoria ma podobne zapatrywania. Nawet… — uśmiechnęła się filuternie — wspólnie rżnęłyśmy się kiedyś z trzydziestoma kajakarzami. Było… cudownie.
Oczy Zosi zrobiły się ogromne.
— Trzy… trzydziestu? — jąknęła.
Sandra zaśmiała się głośniej, drapieżnie.
— A jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.
Spojrzała na zegar na ścianie, potem z powrotem na Zosię. Jej dłoń powędrowała po biodrze Zosi, gładząc skórę tuż nad pończochą.
— Do następnej pacjentki jest jeszcze trochę czasu. Jeśli masz ochotę… mogłabym ci pokazać jeszcze jedną zabawę.
Zosia pokiwała głową entuzjastycznie, już znowu podniecona.
— Co takiego jeszcze masz w zanadrzu?
Sandra przysunęła usta do jej ucha i wyszeptała, głosem pełnym obietnicy:
— Jeszcze sekunda… i sama zrozumiesz.
Sandra wstała z leżanki i przykucnęła przy dużej, skórzanej torebce stojącej na podłodze. Przez chwilę grzebała w niej, a potem wyjęła coś, co sprawiło, że Zosia otworzyła usta w niemym zdziwieniu.
Było to olbrzymie, dwustronne dildo.
Długie – na oko dobre sześćdziesiąt centymetrów – i grube jak solidny nadgarstek. Oba końce miały realistycznie ukształtowane główki z wyraźnie zaznaczoną koroną i delikatnym żebrowaniem. Materiał był miękki w dotyku, a jednocześnie na tyle sztywny, by nie giął się pod naciskiem. Kolor cielisty, z lekkim połyskiem. Całość wyglądała jak dwa potężne kutasy zrośnięte ze sobą trzonami.
— To jest dopiero okaz… — wyszeptała Zosia, nie mogąc oderwać wzroku.
Sandra zaśmiała się cicho, drapieżnie.
Sandra zaśmiała się cicho, drapieżnie.
— Prawda? A teraz… wypnij się dla mnie.
Zosia posłusznie odwróciła się na leżance, klęknęła na czworaka i mocno wypięła biodra, odsłaniając mokrą, lśniącą cipkę i ciasny, różowy odbyt. Sandra położyła dłoń na jej pośladku, pogładziła, potem zsunęła się niżej – najpierw po wargach sromowych, potem po zwieraczu. Zosia mruknęła zmysłowo, poddając się dotykowi.
— W cipkę czy w dupkę? — zapytała Sandra cicho.
— W cipkę… — odparła Zosia. — Jeszcze nigdy nie miałam nic w pupie.
Sandra przeciągnęła kciukiem po jej odbycie, krążąc delikatnie.
— Nie chcesz spróbować teraz?
Zosia potrząsnęła głową, choć biodra drgnęły.
— Pierwszy raz… chciałabym ze swoim chłopakiem.
— Rozumiem — powiedziała Sandra bez cienia zawodu. — W takim razie…
Przyłożyła główkę dilda do wejścia Zosi i powoli, centymetr po centymetrze, zaczęła ją wsuwać.
Zosia jęknęła głośno.
Wypełnienie było natychmiastowe i przytłaczające. Dildo było grubsze niż cokolwiek, co miała w sobie do tej pory – rozpychało ją, wypełniało, ocierało się o każdą ściankę. Kiedy Sandra wsunęła je głębiej, Zosia poczuła, jak rozciąga ją od środka, jak ciepły, gładki materiał wciska się coraz dalej. Biodra same cofnęły się, biorąc więcej. Jęczała przy każdym kolejnym centymetrze, dłonie zaciskając na prześcieradle.
Sandra weszła na leżankę za nią i opadła na czworaka tyłem do Zosi, tak że ich pośladki niemal się stykały. Złapała za wystający koniec dilda i powoli, z głośnym westchnieniem, zaczęła się na niego nadziewać.
Zosia poczuła mocne, głębokie pchnięcie w sobie, kiedy Sandra wzięła go w siebie. Widziała kątem oka, jak grube dildo znika w cipce Sandry – centymetr po centymetrze, aż pośladki obu dziewczyn prawie się zetknęły. Sandra jęknęła nisko, z wyraźną rozkoszą.
— Kurwa… jakie to grube…
Zaczęła poruszać się do przodu i do tyłu.
Zosia zrozumiała mechanizm natychmiast. Kiedy Sandra cofała biodra, dildo wsuwało się głębiej w nią; kiedy Zosia robiła to samo – wypełniało Sandrę. Zsynchronizowały się szybko. Rytm stał się płynny, mocny, mokry. Obie jęczały głośno, odgłosy skóry o skórę i chlupotanie mieszały się w powietrzu. Sandra przeklinała przy każdym głębszym pchnięciu, głos miała już całkowicie ochrypły.
— Tak… rżnijmy się… mocniej…
Zapach seksu, ananasowego żelu i potu unosił się gęsto. Zosia czuła, jak napięcie zbiera się nisko w brzuchu – coraz cięższe, coraz bardziej nieuchronne. Każde pchnięcie dilda ocierało się o jej najbardziej wrażliwe miejsce, a świadomość, że po drugiej stronie tej samej zabawki Sandra przeżywa to samo, tylko potęgowała rozkosz.
Orgazm narastał.
Powoli, ale nieubłaganie.
Zosia i Sandra nabijały się na dwustronne dildo coraz mocniej, coraz głębiej.
Pośladki uderzały o siebie z głośnym, mokrym plaśnięciem przy każdym zsynchronizowanym ruchu. Gruby, długi silikon znikał na przemian w obu cipkach – kiedy jedna cofała biodra, druga brała go po samą nasadę. Obie były już całkowicie mokre, soki spływały po udach, po dildzie, kapały na leżankę. Jęczały głośno, rytmicznie, odgłosy skóry o skórę mieszały się z chlupotaniem i ciężkim oddechem.
Orgazm przyszedł jednocześnie, jak podwójna eksplozja.
Ciało Zosi szarpnęło się gwałtownie – uda zaczęły drżeć niekontrolowanie, cipka zacisnęła się wokół dilda w potężnych, rytmicznych skurczach, które przechodziły falami przez cały brzuch. Krzyknęła długo, zachrypnięcie, biodra szarpały się naprzeciw, biorąc jeszcze więcej, nawet kiedy już nie mogła złapać powietrza. W tej samej chwili Sandra doszła z jeszcze głośniejszym, prawie zwierzęcym krzykiem. Jej ścianki zacisnęły się tak mocno, że dildo zostało uwięzione między nimi. Ogromne piersi podskakiwały przy każdym spazmie, głowa szarpała się do tyłu, a z ust wydobywały się urywane, chaotyczne przekleństwa. Obie nie odpuściły. Nawet w trakcie orgazmu kontynuowały ruchy – wolniejsze, chaotyczne, ale wciąż nabijały się na siebie, przedłużając fale, wyciągając z ciał każdą możliwą resztkę rozkoszy. Trzęsły się długo, mokre, spocone, całkowicie oddane.
W końcu opadły na leżankę, dysząc ciężko, piersi unoszące się w szybkim rytmie. Zapach seksu, ananasowego żelu i potu wypełniał cały gabinet.
Sandra odwróciła głowę, wciąż jeszcze łapiąc oddech.
— Kurwa… nigdy mi się to nie znudzi.
Zosia z wysiłkiem usiadła, zwieszając nogi z leżanki. Włosy miała rozczochrane, policzki płonące.
— Na jak długo masz tu zastępstwo?
Sandra podniosła się i zaczęła nakładać różowy fartuch, zapinając guziki jeden po drugim.
— Jeszcze dwa tygodnie. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Zosia naciągnęła na siebie lawendową sukienkę.
— Może się uda to zaaranżować. Nie będę ukrywać… było mi bardzo dobrze.
Sandra uśmiechnęła się szeroko.
— Wymieńmy się numerami.
Zosia podyktowała swój. Sandra od razu puściła sygnał. Obie zapisały numery, uśmiechając się do siebie.
Zosia wciągnęła koronkowe stringi, poprawiła sukienkę i podeszła do Sandry, żeby się pożegnać. Chciała tylko lekko pocałować ją w usta, ale Sandra złapała ją za kark i przyssała się do niej z pełną namiętnością.
Pocałunek był głęboki, mokry, żarłoczny. Języki splatały się, ssały, domagały się więcej. Dłonie Sandry zsunęły się pod sukienkę Zosi, ścisnęły pośladki przez stringi, potem powędrowały wyżej, pod biust. Zosia odpowiedziała tym samym – ugniatała ogromne piersi Sandry przez cienki materiał fartucha, kciukami znajdując stwardniałe sutki. Całowały się długo, obmacując się nawzajem przez ubrania i pod nimi, aż oddech obu stał się znowu urywany.
Kiedy w końcu się oderwały, Zosia podeszła do drzwi. Położyła dłoń na klamce i odwróciła się.
— A… mogę przysłać na badanie swoją młodszą siostrę i siostrę mojego chłopaka?
Sandra uniosła brwi, uśmiechając się drapieżnie.
— Jak najbardziej. A… mam szansę uwieść je tak samo, jak ciebie?
Zosia uśmiechnęła się łobuzersko.
— Przecież ci mówiłam… że przed dzisiejszą wizytą uprawiałam seks tylko z dwoma dziewczynami.
Oczy Sandry zrobiły się ogromne. Usta otworzyły się w niemym zdumieniu.
Zosia posłała jej w powietrzu całusa i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Na korytarzu, tuż pod gabinetem, czekała już następna pacjentka – młoda, drobna brunetka o wyraźnie orientalnych rysach twarzy, w zaawansowanej ciąży. Brzuszek był okrągły, wypięty, a ona mimo to wyglądała niezwykle seksownie: pełne usta, ciemne oczy, obcisła sukienka podkreślająca piersi i biodra. Zosia poczuła lekkie, rozchodzące się na ciele podniecenie na jej widok.
W myślach życzyła Sandrze miłej zabawy i dziarsko ruszyła do wyjścia, już rozmyślając, jaka będzie reakcja Rafała, kiedy opowie mu o całym dzisiejszym dniu.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Ciekawy jestem jaj Zosia wytłumaczy się z tej zdrady Rafałowi

    10 godz. temu