
– Tym razem musisz poogarniać też sprawy organizacyjne i techniczne – mówił szef – załatw konferencyjną salę multimedialną, wiesz, tą lepszą, z oknami od zachodu. Tylko sprawdź, czy wszystko w niej działa, bo to różnie bywa. Nie ma opcji żeby klimatyzacja nie działała, bo wiesz, w tym projekcie mamy partnerów z powiedzmy, no wiesz, półki wyższo-średniej, współpraca zagraniczna, nie mogą wyjechać zniesmaczeni. Załatw to z administratorką budynku. To na początek. I potem jeszcze kilka zadań będzie…
Lubił swoją pracę w niewielkim zespole z luźną atmosferą i dużą swobodą samodzielnego określania harmonogramu pracy. Pracował w startupie na styku badań rozwojowych i biznesu, cenił kreatywność i wyzwania. Siedziba mieściła się w parku innowacyjno-technologicznym – dawnym obiekcie pofabrycznym, który w ramach rewitalizacji stał się tym czym jest: kompleksem nowoczesnych budynków zapewniającym miejsca dla startupów, projektów, itp. Paweł lubił to miejsce, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że zapis z oficjalnej strony internetowej „W tak nowoczesnej i otwartej przestrzeni wypracowywanie innowacji i dzielenie się nimi przez przedsiębiorców, projektantów, naukowców i pasjonatów jest czystą przyjemnością” to tylko taka firmowa gadka szmatka. Zawsze coś jest nie tak, zawsze coś nie zadziała, zawsze trafisz na kogoś z kim współpraca nie jest przyjemnością. W realizowanym właśnie projekcie miał bardzo dużo pracy przy merytoryce i był już tuż przed deadline’ami. Wolałby nie łazić za kluczami do sal, nie sprawdzać, czy projektory działają itd.
– OK, z administratorką. OK, zrobi się.
Administratorka…. Mimo, że pracował już od dłuższego czasu w tym obiekcie, to nie kojarzył, jak wygląda ta osoba. Część pracy wykonywał zresztą zdalnie. Nawet karty wjazdu na parking nie musiał u administratorki załatwiać osobiście, wtedy szef załatwił dla wszystkich. Pewnie jakaś służbistka w garsonce – pomyślał – i na pewno powie: nie, w umowie najmu pomieszczeń w parku technologiczno-innowacyjnym nie macie zagwarantowanej tej sali… Albo powie, że coś niestety nie działa, pracujemy nad rozwiązaniem problemu itd.
Po przyjechaniu do pracy i szybkim ogarnięciu najważniejszych spraw, udał się na poszukiwanie administratorki, sprawdziwszy wcześniej w necie, gdzie ona urzęduje. OK: imię Monika, nazwisko... numer pomieszczenia. Sprawdził w której to części budynku. Zamknął swoją pracownię na klucz i odbył kilkuminutowy spacer korytarzami. Pokój administratorki był, jak łatwo było się domyślić, w pobliżu wejścia. Zapukał, zza drzwi dobiegło miłe „Proszę!”.
***
Wysoka brunetka, między 35 a 40, ubrana dość nieformalnie: luźne dżinsy rozszerzające się u dołu i letnia luźna bluzka. Okulary. Włosy rozpuszczone. Urzędowała w nowocześnie urządzonym biurze: ciemne meble, laptop, absolutny standard. Patrzyła na Pawła neutralnym, urzędowym wzrokiem.
– Dzień dobry – przedstawił się i podał skąd przychodzi.
– Czym mogę pomóc?
– Potrzebna jest nam sala multimedialna, ta od zachodu.
– To jest tak zwana sala premium – administratorka po raz pierwszy uśmiechnęła się lekko – A na kiedy?
Paweł podał termin i dodał:
– I zostałem zobowiązany, by sprawdzić, czy w niej wszystko działa, wie pani: projektor, mikrofony, rolety itd. Mamy wkrótce ważny miting z ważnymi partnerami.
Administratorka otworzyła duże elegancki terminarz.
– Ten termin jest wolny, rezerwuję dla panów. Na cały dzień, tak? Ale co do sprawdzania, dzisiaj nie mogę się tam z panem przejść, dziś zarobiona jestem.
– Ale rozumiem, że w najbliższym czasie znajdzie pani czas?
– Tak, nawet jutro – spojrzała znów do terminarza – ale tak na koniec. Szesnasta może być?
– Super, dziękuję, to będę o szesnastej tam pod salą.
Podniosła głowę i spojrzała na niego jeszcze raz z lekkim uśmiechem.
– Niech pan zajrzy najpierw tutaj, mogę być zajęta.
Nawet całkiem fajna babeczka, pomyślał po wyjściu z jej biura. Chyba już kojarzę, jeździ czerwonym mini, widziałem ją chyba na parkingu… Znów pogrążył się na kilka godzin w intensywnej pracy nad meritum zadania.
***
Następnego dnia rano sporządził listę spraw co do sali: projektor, rolety, mikrofony, nagłośnienie. Nic specjalnego. Wrócił do pracy nad swoimi głównymi zadaniami. Po jakimś czasie mu się zwizualizowała administratorka budynku. Może załatwianie z nią spraw nie będzie nieprzyjemne… O 11.54 sprawdził czy wszystkie efekty pracy są na pewno zapisane, zamknął komputer i wyszedł do biura administratorki.
Biuro wyglądało tak samo, ale administratorka inaczej: Ciemnoszara lniana sukienka, świetnie eksponująca nogi, ale wysoko zawiązana pod szyją – znał ten model, wiedział, że nazywa się „halter”. I koturny.
– O już pan jest, panie Pawle? Gotowy na inspekcję sali?
– Gotowy. Miło, że pamiętała pani moje imię, pani Moniko.
– Personalne podejście do partnerów to nasza dewiza…
Szli razem korytarzem, nikogo nie mijając ani nie spotykając. Administratorka szła – raczej paradowała – z dużą gracją. Długie opalone nogi błyszczały i migały w półcieniu, koturny stukały, a sukienka odsłaniała całkiem spory kawałek pleców. W prawej ręce niosła komplet kluczy, lekko nim podzwaniając, w lewej miała niewielką torebkę, wyglądającą jednocześnie elegancko i służbowo.
***
Monika otworzyła drzwi i wpuściła Pawła do środka. Sama stanęła przy drzwiach, oparła się plecami o ścianę, ugięła jedną nogę w kolanie unosząc ją do góry.
– Oto nasza sala premium: ergonomiczne meble, intuicyjne systemy multimedialne, nowoczesny look. To od czego zaczniemy? – zapytała – zakładam, że chce pan zobaczyć wszystko?
Sala wyglądała naprawdę nowocześnie i atrakcyjnie. Odsłonięte kawałki ceglanego muru nadawały lekkiej surowości. Zharmonizowana neutralna kolorystyka, meble w dobrym designie, wszystko promieniowało wysoką jakością i gustem. Ale wszystko to coraz bardziej stawało się tylko tłem dla Moniki.
– Tak, wszystko. Może pani zdecyduje od czego zacząć.?
– To może od rolet, panie Pawle? – przeszła kilka kroków, zgrabnie wyginając dłoń, w której trzymała klucze. Jednym z nich otworzyła panel – Tu jest panel sterowania roletami. Te rolety zapewniają odpowiednie oświetlenie, eliminują refleksy… materiał ma wysoką gramaturę… zapewnia najlepsze warunki do prezentacji multimedialnych… A przede wszystkim zapewniają pełną dyskrecję… – mówiła monotonnym, ale coraz bardziej zmysłowym głosem.
– Dyskrecję, mówi pani?
– No wie pan, żeby nikt nie wykradł wam tajemnic handlowych… albo technologicznych. Proszę sprawdzić… Nacisnęła przycisk, rolety cicho zaczęły osuwać się w dół. W sali zapanował półmrok.
– A projektor?
Monika usiadła na blacie obok panelu. Założyła nogę na nogę.
– Tym samym panelem uruchamia pan projekcję… źródłem projekcji może być laptop albo komputer stacjonarny. Nasz projektor ma najwyższej klasy jasność i rozdzielczość. Włączyła komputer stacjonarny, na wielkim ekranie pojawił się logotyp Parku, a z niewidocznych głośników popłynął nienachalny podkład muzyczny.
– Słyszy pan dźwięk?
– To wszystko jest naprawdę super, ale zostały jeszcze mikrofony, pani Moniko… i klimatyzacja.
– Ach tak, mikrofony… jest pan bardzo skrupulatny… Rozumiem, że chciałby pan także przetestować? Nie dają pogłosów, a obsługuje się je bardzo intuicyjnie… – nagle odeszła od stołu, podeszła do drzwi i przekręciła klucz.
– Czemu pani zamyka drzwi?
Nie odpowiedziała na to pytanie, lecz ponownie usiadła na stole i założyła nogę na nogę.
– Nasza sala zapewnia dynamiczną przestrzeń inspirującą do nieszablonowego myślenia – deklamowała tym samym monotonnym głosem.
– Też tak myślę… zareagował na to Paweł. – Klimatyzacja chyba działa, ale…
– Ach, klimatyzacja… chyba działa idealnie, prawda? Mi ten klimat bardzo odpowiada… mam nadzieję, że nie chce pan go ochłodzić? – Monika lekko poprawiła włosy
– Ochłodzić nie, nawet bym nieco zwiększył temperaturę… – nie do końca wierzył, że to się dzieje naprawdę, ale zaczął mieć nadzieje, że naprawdę się dzieje.
– Ale tu będzie obowiązywać także prowizja… To jest sala premium – usłyszał.
– Nie słyszałem dotąd o żadnych prowizjach… w kontrakcie tego nie ma. Pani Moniko…
– Oczywiście że w kontrakcie tego nie ma, panie Pawełku. Bo to są takie prowizje pozakontraktowe… Chyba może pan pomyśleć nieszablonowo i kreatywnie… dla dobra swojego projektu…
– Jeśli dla dobra projektu, to oczywiście…
– No świetnie, że pan to pojmuje. Bo zamierzam od pana taką prowizję wyegzekwować. Tu i teraz.
– Ale ja tu nie mam karty firmowej…
– I nie musi pan mieć. W tych prowizjach rozliczenie jest nie tylko bezgotówkowe, ale i bezwalutowe.
Odsunęła jedno z krzeseł od stołu i wskazała je Pawłowi. Lekkim skinieniem głowy nakazała, by usiadł. Paweł coraz bardziej poddawał się rozwojowi wydarzeń. Czuł już oczywiście pożądanie przenikające całe jego ciało, miał erekcję. Monika wydawała mu się zjawiskowa, silna i gorąca. Zapach jej perfum, wcześniej nieodczuwany, teraz działał na niego dodatkowo zwiększając pożądanie.
– Ach ta praca biurowa… wciąż na siedząco… ale nawet na krześle można coś mieć z tego dla siebie… – wyszeptała Monika. Postawiła nogę na krześle, lekko dotykając krocza Pawła. On dotknął jej łydki, delektując się jej smukłością, zsunął rękę na stopę. Czuł, że to ten moment, kiedy instynkt zaczyna go prowadzić, kiedy całe ciało się spręża, kiedy impulsy krążą po nim, kiedy naprężony członek staje się najważniejszą częścią ciała. Kobieta rozpięła mu górny guzik koszulki polo i szybkim wprawnym ruchem ściągnęła mu koszulkę przez głowę. Przesunęła ręką po klatce piersiowej Pawła.
– Prowizja… chyba będę nią usatysfakcjonowana…
Paweł, choć bardziej pracowało mu już ciało niż umysł, a i język rwał się do innych czynności niż słówka, podjął jeszcze grę:
– Jak to jest w materiałach promocyjnych naszego parku: „wypracowywanie innowacji i dzielenie się nimi to czysta przyjemność”?… widzę, pani Moniko, że to prawda….
– To prawda, panie Pawełku… to może wprowadźmy szybko jedną innowację: mówmy sobie po imieniu…
– Dobrze, Moniko, moja Administratorko…
– Ale prowizję muszę wyegzekwować… nawet jak jesteśmy już na ty.
– Egzekwuj…
– Nie bój się, te krzesła są naprawdę bardzo ergonomiczne… – w tym momencie manipulowała już przy pasku i guziku od Pawła dżinsów.
Paweł lekko uniósł pośladki i błyskawicznie zsunął dżinsy razem z bokserkami. Penis, twardy i naprężony, uwolniony, unosił się bez przeszkód w górę. Wsunął ręce pod sukienkę Moniki, wyczuł koronkowe stringi na jędrnych pośladkach, zaczął je ściągać w dół. Ona uniosła na przemian obie nogi, tak, że seksowne majteczki opadły na podłogę. Nogi miała zgrabne, ale silne, skórę gładką, ciało zadbane w duchu fitness. Stringi były czarne, ale widział to tylko kątem oka, bo Monika wysunęła język i zbliżyła do jego twarzy, jednocześnie siadając na Pawle okrakiem. Penis łatwo wszedł w jej wnętrze, ciepłe, ciasne i wilgotne. Oboje wiedzieli, co robić, błyskawicznie złapali rytm, choć to ona wyraźnie była osobą prowadzącą. Języki się splatały, dłonie wpijały w plecy i karki drugiej osoby. Czuł się ujeżdżany, czuł, że pracują mu tętnice, mięśnie, ścięgna i kości całego ciała, czuł przelatujące z błyskawiczną prędkością impulsy, czuł, że jego penis suwa się jak dobrze dopasowany mechanizm. Od niej promieniowało rozpalenie i eksplodująca żądza. Oboje osiągnęli apogeum w tym samym momencie. Zeszła z niego spokojnie, chwilę oddychali głęboko. Znów słyszał ambientową muzykę, którą ona wcześniej włączyła, gdy pokazywała multimedia. Teraz oparła się o ścianę. Wyjęła chusteczkę, poprawiła sukienkę. Paweł wstał, pasek dżinsów lekko brzęknął. Podniósł stringi z ziemi, podniósł do ust, na oczach Moniki pocałował, i wsunął do kieszeni spodni. Popatrzyła na to z wyzywającym uśmiechem. Wysunęła język i jeszcze na chwilę zbliżyła się do ust Pawła, on też wysunął, na chwilę spletli się językami.
– No i jak oceniasz ergonomię sali? – zapytała po chwili milczenia
– A ty jak oceniasz prowizję?
– Prowizja całkiem całkiem…
– Ergonomia też… – nadal oddychał głęboko, ale czuł, że stygnie, że zaczyna szybko wracać do standardowego funkcjonowania organizmu.
– Zmykaj już do swojego projektu. Ja ogarnę salę. Ale pamiętaj: prowizje pozakontraktowe są poufne. Tylko między mną a tobą.
– A podlegają negocjacjom?
– Być może… no idź już.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz