
Ich wzajemna relacja też się ustabilizowała. Przestali już cokolwiek udawać. Stali się pełnoprawną trójką kochanków, choć w tej skomplikowanej układance wyraźnie widać było pewną asymetrię. Podstawą wszystkiego pozostał związek Zosi i Rafała – ich miłość była oczywista, głęboka i niepodważalna. Rola Basi była jednak równie ważna. Każde z nich pożądało pozostałych dwojga. Basia sama starała się nie nadużywać swojego wpływu. Po tych pierwszych, pamiętnych wieczorach świadomie dawała im maksimum prywatności – często kładła się wcześniej we własnym pokoju, zostawiając im ich sypialnię tylko dla dwojga. Oczywiście zdarzały się wyjątki. Raz Rafał obudził się sam i usłyszał z łazienki ciche jęki – zastał Zosię i Basię zabawiające się pod prysznicem, mokre, splecione, całkowicie pochłonięte sobą. Innym razem, kiedy Zosia poszła na masaż w hotelowym spa, Basia zaciągnęła Rafała do sypialni i dziko, prawie desperacko, ujeżdżała go na środku łóżka. Kiedy Zosia wróciła rozluźniona i pachnąca olejkami, bez słowa dołączyła do nich, śmiejąc się cicho i całując oboje na przemian.
Tydzień minął szybciej, niż się spodziewali. Wrócili do Warszawy wypoczęci, opaleni, z włosami jaśniejszymi od słońca i z lekkim, zadowolonym zmęczeniem w kościach. Byli gotowi stawić czoła nowym wyzwaniom – studiom, pracy, mediom, rodzinie Rafała.
Przekroczyli drzwi warszawskiego apartamentu późnym wieczorem. Walizki wylądowały w kącie holu – żadne z nich nie miało najmniejszej ochoty ich rozpakowywać. W samolocie zachowywali się grzecznie, prawie niewinnie, ale Zosia już od rana zapowiadała półgłosem, z figlarnym błyskiem w oku:
— Wieczorem zamierzam zapewnić ci trochę rozrywki. Porządnej.
Teraz stali w salonie. Rafał zapalił tylko jedną lampę, zostawiając resztę pomieszczenia w przyjemnym półmroku. Zosia zrzuciła buty i opadła na kanapę, przeciągając się jak kot. Basia usiadła po jej lewej stronie, Rafał po prawej. Przez chwilę po prostu siedzieli w milczeniu, czując pod stopami znajomy dywan, a w nosie zapach własnego domu. Zagranica została za nimi. Przed nimi – nowa, wspólna codzienność.
Rafał siedział w milczeniu i po prostu obserwował. Zosia zaplotła sobie skromny, niedbały warkocz, który spoczywał na jednym ramieniu. Biała, cienka bluzeczka obcisnęła jej piersi tak dokładnie, że spod materiału wyraźnie przebijały zarysy sutków. Obcisłe, ciemne spodenki pięknie opinały pośladki i kończyły się dokładnie w połowie ud. Na stopach miała tylko białe skarpetki. Basia wybrała coś zupełnie innego – skromną, pastelowobrązową sukienkę do kolan, luźniejszą, codzienną, prawie niewinną. Rozpuszczone włosy dodawały jej świeżości, a bose stopy idealnie pasowały do domowej atmosfery apartamentu.
Zosia odezwała się cicho, prawie niechętnie wyrywając się z przyjemnego letargu powrotu.
— Jutro… musimy dotrzymać obietnicy. Odwiedzić twoich rodziców.
Rafał kiwnął głową roztargniony, wzrok wciąż błądził po jej udach i po tym, jak bluzeczka napięła się na piersiach przy każdym oddechu.
— Tak. Tak jak planowaliśmy.
Basia dostrzegła jego roztargnienie od razu. Prapuściła oczko do Zosi i wyszeptała wystarczająco głośno, by on też usłyszał:
— Chyba musimy go trochę rozruszać. Prawda?
Wstała i wyciągnęła rękę do starszej siostry. Zosia uśmiechnęła się powoli, prawie drapieżnie, i pozwoliła się podciągnąć. Stanęły naprzeciw siebie, dokładnie na środku salonu, w ciepłym świetle jedynej lampy. Specjalnie dla niego.
Najpierw pocałowały się. Powoli, demonstracyjnie, z pełnym zaangażowaniem. Usta zetknęły się miękko, potem języki splotły się głęboko, mokro. Dłonie od razu zaczęły wędrować – Basia wsunęła ręce pod bluzeczkę Zosi, uniosła ją, odsłaniając nagi brzuch i dolną linię biustonosza. Zosia odpowiedziała tym samym: zsunęła ramiączka sukienki Basi, pozwoliła jej opaść do pasa, odsłaniając małe, jędrne piersi. Całowali się dalej, coraz intensywniej, obmacując się nawzajem bez pośpiechu – dłonie na piersiach, na pośladkach, na udach. Co jakiś czas odrywały się tylko po to, by spojrzeć na Rafała i upewnić się, że patrzy.
Potem zaczęły się rozbierać nawzajem. Zosia ściągnęła bluzeczkę przez głowę i rzuciła ją na kanapę. Basia rozpięła jej spodenki i zsunęła je razem z majteczkami jednym ruchem. Zosia odpłaciła się tym samym – sukienka Basi spadła na podłogę, stringi dołączyły chwilę później. Zostały całkowicie nagie. Stanęły przed nim bokiem, wciąż trzymając się za ręce, piersi uniesione, uda lekko rozchylone, skóra wciąż jeszcze z lekką, turecką opalenizną. Włosy w nieładzie, usta czerwone od pocałunków, oczy ciemne.
Rafał poczuł znajomy, prawie bolesny nacisk w spodniach. Dwie młode, piękne kobiety stały przed nim całkowicie nago – specjalnie dla niego – i czekały.
Obie stały przed nim całkowicie nagie i nagle wybuchnęły śmiechem – lekkim, rozbawionym, prawie dziewczęcym. Zosia otarła łzę z kącika oka i spojrzała na Rafała z czułością.
— Ciągle trudno ci się przyzwyczaić, że masz nas obie dla siebie? — zapytała miękko.
Rafał westchnął, nie odrywając wzroku od ich ciał.
— Cały czas wydaje mi się, że mi się to wszystko śni.
Basia uśmiechnęła się figlarnie, podeszła bliżej, wzięła jego dłoń i bez wahania położyła ją między swoje uda – prosto na już mokrej, gorącej cipce.
— A to też ci się śni?
Rafał odpowiedział czynem. Wsunął w nią trzy palce od razu – głęboko, pewnie. Ścianki objęły je ciasno, wilgotno, z lekkim oporem, który natychmiast ustąpił. Jednocześnie drugą ręką sięgnął do Zosi. Ta rozchyliła uda, pozwalając mu wejść. Trzy palce zniknęły w jej cipce tak samo łatwo – była równie mokra, równie gorąca. Zaczął je penetrując obie jednocześnie. Ruchy były zsynchronizowane: wsuwał palce głęboko, zginał je, szukał tego samego punktu w każdej z nich, wycofywał się prawie całkowicie i znowu wbijał. Kciuki znalazły łechtaczki i krążyły po nich szybkimi, okrężnymi ruchami. Mokre odgłosy wypełniły salon. Basia i Zosia jęczały głośno, biodra same unosiły się naprzeciw jego dłoni, dłonie trzymały się jego ramion, żeby nie stracić równowagi.
— Nawet jeśli to sen… — cedził Rafał przez zęby, nie zwalniając — …to cholernie realistyczny.
Wyjął palce nagle. Zosia zdążyła tylko pisnąć z zawodu, kiedy złapał ją w pasie, przewrócił na kanapę i rozchylił jej uda. Przyssał się ustami do mokrej cipki bez żadnych wstępów. Język wszedł głęboko od razu – płaski, szeroki, penetrujący. Lizał od dołu do góry długimi, wolnymi pociągnięciami, zbierając soki, potem skupił się na łechtaczce: ssał ją rytmicznie, bębnił czubkiem, krążył. Co jakiś czas wracał do wejścia, wsuwał język jak najgłębiej, rozciągał ścianki, smakował. Nos ocierał się o łechtaczkę przy każdym ruchu. Zosia wiła się pod nim, dłonie wpiła w jego włosy, biodra unosiła naprzeciw ust.
Jednocześnie Rafał poczuł, jak ktoś klęka za nim. Dłonie Basi położyły się na jego pośladkach i delikatnie, ale stanowczo je rozchyliły. Chwilę później poczuł wilgotny, gorący język dokładnie na swoim odbycie. Basia lizała z zapałem. Najpierw krążyła płaskim językiem wokół napiętego pierścienia, rozluźniając go. Potem czubkiem naciskała na środek, próbując wcisnąć się do środka. Ssała, całowała, liżła rytmicznie, a kiedy mięśnie trochę ustąpiły – wsunęła język głębiej, poruszając nim w środku, smakując, penetrując. Robiła to z pełnym skupieniem, z rękami mocno trzymającymi jego pośladki, żeby nie mógł się odsunąć. Rafał jęknął prosto w cipkę Zosi, a wibracje jego głosu sprawiły, że starsza siostra jeszcze głośniej odpowiedziała własnym jękiem.
Zosia nie wytrzymała dłużej. Wyrwała się spod języka Rafała, złapała go oburącz za twarz i uniosła ją do siebie. Oczy miała ciemne, usta mokre od własnych soków.
— Kocham cię — wyszeptała prosto w jego usta i pocałowała.
Pocałunek był natychmiast głęboki i głodny. Języki splotły się mokro, przeciągając się po sobie, ssąc, przeplatając. Zosia smakowała na ustach Rafała siebie – słodkawo, intensywnie. On odpowiadał z równą pasją, dłonie wpił w jej włosy. Przez cały ten czas Basia nie odrywała się od jego tyłu. Klęczała za nim, rozchylając pośladki, i liżła dalej – język wsuwał się rytmicznie do środka, krążył, ssał. Rafał jęczał prosto w usta Zosi, a wibracje jego głosu sprawiały, że pocałunek stawał się jeszcze bardziej chaotyczny i intensywny. Trwało to długo – trzy ciała połączone: usta Zosi na ustach Rafała, język Basi w jego odbycie.
W końcu oderwali się od siebie, oboje ciężko oddychając. Zosia spojrzała przez ramię Rafała na młodszą siostrę i parsknęła cichym śmiechem.
— No dość już, analna księżniczko — powiedziała żartobliwie i delikatnie odciągnęła Basię od pupy Rafała.
Obie natychmiast opadły na kolana przed nim. Kutas sterczał tuż przed ich twarzami – twardy, ciemny, lśniący od śliny i soków. Zaczęły pracować razem. Zosia wzięła główkę głęboko do ust, ssąc mocno, a Basia lizała trzon od spodu, od jąder aż po miejsce, gdzie wargi siostry zaciskały się na skórze. Potem zamieniły się. Co kilka ruchów ich usta stykały się bezpośrednio na kutasie – wtedy całowały się namiętnie, mokro, z językami splatającymi się nad lśniącym trzonem, po czym wracały do ssania. Ślina spływała obficie po ich brodach. Dłonie gładziły jego uda i jądra.
Zaczęły się ścigać. Na zmianę starały się nabić go jak najgłębiej. Zosia pierwsza – otworzyła gardło i opuściła się, aż nos dotknął brzucha. Zakrztusiła się, oczy zaszły łzami, ale trzymała. Basia pomogła jej, kładąc dłoń na potylicy i delikatnie dopychając. Kiedy Zosia wycofała się, kaszląc, Basia spróbowała tego samego. Wzięła mniej, ale z ogromnym zapałem – gardło zacisnęło się, łzy popłynęły jej po policzkach. Zosia od razu przytrzymała jej głowę, pomagając zejść jeszcze o centymetr niżej. Na przemian dławiły się, łzy im ciekły, ślina spływała strumieniami, a one tylko się uśmiechały do siebie między kolejnymi głębokimi wzięciami.
Rafał patrzył w dół i prawie nie mógł uwierzyć. Dwie blond głowy – jedna z warkoczem już rozczochranym, druga z rozpuszczonymi włosami – pracowały nad jego kutasem z absolutnym poświęceniem. Mokre usta, zapłakane od wysiłku oczy, spuchnięte wargi, ślina na brodach i piersiach. Widział, jak na zmianę znikają na nim po uszy, jak pomagają sobie nawzajem, jak całują się nad jego penisem między kolejnymi ruchami. Nogi zaczęły mu drżeć. Położył dłonie na ich głowach i gładził je, pozwalając im szaleć.
W końcu nie wytrzymał.
— Dość… — wydusił ochryple, delikatnie odsuwając ich twarze. — Wprawdzie chciałbym zalać wasze słodkie buzie… ale teraz wolę zadbać o was obie.
Rafał odetchnął głęboko, wciąż trzymając obie siostry za brody, i powiedział ochryple:
— Wypnijcie się. Obok siebie. Na kanapie.
Basia i Zosia spojrzały na siebie i jednocześnie parsknęły śmiechem. Zosia szturchnęła siostrę ramieniem.
— Słyszałaś? Pan rozkazuje.
— No to rozkaz to rozkaz — odparła Basia figlarnie.
Obie odwróciły się, oparły dłonie o oparcie kanapy i mocno wypięły pośladki, stając biodrami tuż obok siebie. Rafał stanął za nimi i przez dłuższą chwilę tylko patrzył.
Miał przed sobą dwa idealne, nagie tyłki. Po lewej Zosia – pośladki pełniejsze, okrąglejsze, z wyraźniejszym zagłębieniem, skóra lekko złota od tureckiego słońca. Między nimi lśniąca, już rozwarta cipka o ciemniejszych, opuchniętych wargach. Po prawej Basia – pośladki mniejsze, jędrniejsze, bardziej unoszące się, z węższą linią podziału. Jej cipka była jaśniejsza, delikatniejsza, wciąż jeszcze trochę ciaśniejsza po niedawnym rozdziewiczeniu, ale równie mokra i gotowa. Obie miały uda lekko rozchylone, plecy wygięte w łuk, blond włosy spływające na barki. Stały tak blisko, że ich biodra prawie się stykały. Rafał poczuł, jak kutas drgnął od samego widoku.
Podszedł najpierw do Zosi. Przyłożył szeroką główkę do jej wejścia i powoli, centymetr po centymetrze, wsunął się do środka. Zosia jęknęła głośno, ale Basia natychmiast złapała ją za twarz i zamknęła jej usta głębokim pocałunkiem. Rafał złapał Zosię mocno za biodra i zaczął ją posuwać – długie, twarde pchnięcia od tyłu. Każde wejście wypełniało ją całkowicie, każde wycofanie zostawiało mokry odgłos. Biodra uderzały o jej pośladki, dłonie wbijały się w skórę.
Po kilkunastu mocnych ruchach wycofał się z mokrym dźwiękiem i natychmiast przyłożył kutasa do cipki Basi. Wsunął się wolniej, bo wciąż była ciaśniejsza, ale kiedy wszedł po same jądra, zaczął ją rżnąć tak samo mocno. Basia jęczała prosto w usta Zosi. Po kolejnych kilkunastu pchnięciach Rafał znowu wrócił do starszej siostry. I tak zmieniał – kilka razy, bez pośpiechu, ale bez litości. Za każdym razem, gdy wchodził w jedną, druga czekała z wypiętymi pośladkami, oddychając ciężko i całując się z siostrą.
Kiedy Rafał był akurat w Basi, ta jęknęła i wydusiła między pchnięciami:
— Muszę… sobie znaleźć faceta… z równie wielkim kutasem…
Zosia, której usta właśnie wolne, odparła z rozbawionym, ochrypłym śmiechem:
— Na taką śliczną dupkę jak twoja na pewno znajdzie się wielu chętnych.
Rafał nie zwalniał. Nadal na zmianę wbijał się w obie – raz w Zosię, raz w Basię. Obie jęczały za każdym razem, gdy je brał, biodra cofały naprzeciw jego ruchom, dłonie zaciskały się na oparciu kanapy.
Za dziesiątym razem, kiedy znowu wszedł w Basię, jej ciało nie wytrzymało. Orgazm uderzył nagle i z ogromną siłą. Basia wygięła się w łuk tak mocno, że prawie oderwała dłonie od kanapy. Usta otworzyły się w wysokim, złamanym krzyku. Cipka zaciśnięta na kutasie Rafała zaczęła bić gwałtownymi, rytmicznymi skurczami – głębokimi, długimi, niemal bolesnymi pulsami, które przechodziły przez całe podbrzusze. Uda zadrżały niekontrolowanie, pośladki napięły się, a stopy uniosły się na palcach. Fale szły jedna za drugą, każda tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco silna, by szarpać nią całym ciałem. Przez kilka sekund nie widziała nic, tylko biel, i nie słyszała nic poza własnym tętnem i mokrym odgłosem kutasa pracującego w niej.
Kiedy najsilniejsze spazmy opadły, Basia osunęła się miękko na kanapę, całkowicie wiotka, z drżącymi jeszcze udami. Rafał natychmiast przesunął się do Zosi, złapał ją znowu za biodra i wszedł w nią jednym, pewnym ruchem, kontynuując ostro od tyłu.
Rafał nie zwalniał. Trzymał Zosię mocno za biodra i wbijał się w nią głęboko, ostro, rytmicznie. Zosia była już na samej krawędzi. Orgazm nadszedł nagle i z ogromną siłą. Najpierw całe ciało zesztywniało – plecy wygięły się w wysoki łuk, usta otworzyły się w bezgłośnym krzyku, który chwilę później przeszedł w długi, rozdzierający, łkający dźwięk. Cipka zaczęła bić gwałtownymi, głębokimi skurczami wokół kutasa Rafała – długimi, rytmicznymi pulsami, które przechodziły przez całe podbrzusze aż po kręgosłup. Uda zadrżały tak mocno, że straciła rytm. Paznokcie wbiły się w oparcie kanapy. Fale szły jedna za drugą, każda tylko odrobinę słabsza, ale wciąż wystarczająco silna, by szarpać nią jak szmatką. Przed oczami zatańczyła biel. Trwało to długo. Kiedy najsilniejsze spazmy wreszcie opadły, Zosia osunęła się miękko na kanapę tuż obok Basi, całkowicie wyczerpana, z drżącymi jeszcze udami.
Basia natychmiast przyciągnęła siostrę i pocałowała namiętnie – mokro, głęboko, z resztkami własnego orgazmu wciąż jeszcze w ciele. Zosia przez chwilę tylko oddychała jej w usta, potem zebrała się na tyle, by wyszeptać coś prosto do ucha Basi. Młodsza siostra odsunęła się, spojrzała jej w oczy i entuzjastycznie, prawie podekscytowana, kiwnęła głową.
Zosia uniosła wzrok na Rafała. Głos miała jeszcze ochrypły i miękki.
— Spuść nam się na twarze. Proszę.
Obie zsunęły się na kolana przed nim. Zosia objęła trzon jedną dłonią, Basia drugą. Zaczęły masturbować go wspólnie – szybkie, zsynchronizowane ruchy, kciuki przeciągające się po główce, ślina z wcześniejszego obciągania wciąż jeszcze czyniąca wszystko śliskim. Rafał stał nad nimi, dłonie splątane w ich włosach, oddychając coraz ciężej. W końcu biodra szarpnęły się do przodu.
Pierwsza gęsta struga trafiła prosto na policzek Zosi i spłynęła grubą, białą ścieżką aż po brodę. Druga uderzyła w usta i nos Basi, rozlewając się po górnej wardze i spływając cienką nitką po szyi. Kolejne, nieco słabsze fale pokryły im czoła, powieki, spłynęły po skroniach, zbierały się w kącikach ust i kapały na piersi. Kiedy ostatnie krople wyciekły już tylko leniwie, twarze obu sióstr były całkowicie zalane – lśniące, białe, z gęstymi strugami spływającymi po policzkach, brodach i szyjach. Włosy przykleiły się w kilku miejscach, rzęsy były wilgotne, a oczy wciąż ciemne od podniecenia.
Spojrzały na siebie i bez słowa rzuciły się ku sobie. Zosia przeciągnęła językiem po policzku Basi, zbierając gęstą spermę. Basia zrobiła to samo – lizała brodę siostry, kąciki ust, potem wsunęła język między jej wargi, dzieląc się tym, co zebrała. Całowały się przy tym, mokro i głodnie, zlizując sobie nawzajem każdą kroplę, aż twarze obu były znowu względnie czyste – tylko lekko lśniące od śliny i resztek smaku.
Rafał obserwował je przez chwilę, potem opadł ciężko na kanapę. Przyciągnął najpierw Zosię i pocałował namiętnie – głęboko, z językiem pełnym jeszcze jego własnego smaku. Potem z drugiej strony przyciągnął Basię i pocałował ją równie intensywnie. Usiadł pośrodku, obie siostry wtuliły się w jego boki, nagie, ciepłe, spełnione.
Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, tylko oddychając. W końcu Basia odezwała się cicho, prawie nieśmiało:
— A jak ja… w końcu kogoś poznám dla siebie… to czy nadal będę mogła kochać się z wami dwojgiem?
Rafał pogładził ją po włosach i odpowiedział poważnie, bez cienia żartu:
— Wszystko będzie zależało od ciebie i od Zosi. Ja nie potrafiłbym wam niczego odmówić.
Zosia parsknęła cichym chichotem i wtuliła twarz w ramię Rafała.
— Znając Basię… to pewnie skończy się na tym, że wylądujemy w łóżku we czwórkę.
Rafał pocałował ją w czubek głowy i mruknął z uśmiechem:
— W sumie… skoro ty dzielisz się mną z Basią, to sprawiedliwie byłoby, gdyby Basia dzieliła się swoim chłopakiem z tobą.
Basia uniosła głowę, oczy miała już znowu rozbawione i zdecydowane.
— Zawsze będę się dzieliła wszystkim z siostrą. Absolutnie wszystkim.
Siedzieli nadal nago na kanapie, wtuleni w siebie. Rafał pośrodku, Zosia z prawej, Basia z lewej. Ciepło ich ciał mieszało się, dłonie bezwiednie gładziły skórę – Rafał przeciągał kciukiem po udzie Zosi, Basia opierała policzek o jego ramię. Salon był cichy, tylko gdzieś w tle cicho tykał zegar.
Zosia odezwała się nagle ciszej, prawie niepewnie:
— Ja… bardzo się stresuję tym, że mam poznać twoją rodzinę. Naprawdę.
Rafał odwrócił głowę i pocałował ją w skroń.
— Spokojnie. Na pewno wszyscy cię pokochają. Nie ma szans, żeby było inaczej.
Basia uniosła głowę i dodała z przekonaniem:
— Zosia zawsze szturmem zdobywa serca ludzi. Zawsze tak było. Zobaczysz.
Zosia uśmiechnęła się lekko, ale nie wyglądała na w pełni uspokojoną. Przesunęła się bliżej i poprosiła:
— Opowiedz mi o swoim rodzeństwie. Chcę wiedzieć, kogo spotkam.
Rafał odetchnął i zaczął mówić spokojnym, ciepłym głosem, wciąż gładząc obie po ramionach.
— Młodszy brat jest bardzo podobny do mnie. Wiekowo jest mniej więcej tam, gdzie ty, Zosiu. Ma na imię Maksymilian, ale nikt tak na niego nie mówi – dla wszystkich jest po prostu Maks. Studiuje na uczelni wojskowej. Za rok kończy i wyjdzie jako podporucznik. Taki… konkretny, zdyscyplinowany, ale w gruncie rzeczy dobry chłopak.
Umilkł na moment, potem kontynuował:
— A młodsza siostra jest w wieku Basi. Antonina. Tylko że nikt jej tak nie woła – wszyscy mówią na nią Tośka. Ma rude włosy, jest filigranowa, cała w mamę. Delikatna z wyglądu, ale charakter ma swój.
Basia uniosła brwi z zainteresowaniem.
— A mają kogoś? Chłopaka, dziewczynę?
Rafał wzruszył ramionami.
— Nic mi o tym nie wiadomo. Ale kto wie, co mogło się wydarzyć w ich życiach przez ostatnie tygodnie. Odkąd poznałem was, sam prawie się do nich nie odzywałem.
Zosia spoważniała. Uniosła się trochę na łokciu i spojrzała mu prosto w oczy.
— Rafał… proszę. Nic nie ukrywajmy przed twoją rodziną. Jeśli chodzi o naszą przeszłość – moją i Basi. Nie chcę zaczynać znajomości od kłamstwa. Lepiej od razu, szczerze.
Rafał kiwnął głową poważnie.
— Dobrze. Jak będziesz chciała – powiemy. Albo ty powiesz. Jak ci będzie wygodniej.
Zanim zdążyli kontynuować, w ciszy salonu rozległ się ostry dźwięk telefonu Zosi. Leżał gdzieś na stoliku w holu, między porzuconymi wcześniej rzeczami. Zosia westchnęła, pocałowała Rafała krótko w usta, potem Basię w czoło i poderwała się z kanapy.
— Zaraz wracam.
Wybiegła nago z salonu, zostawiając Basię i Rafała nadal przytulonych do siebie na kanapie. Dźwięk dzwonka ucichł, kiedy podniosła słuchawkę gdzieś w głębi mieszkania.
Basia i Rafał zostali sami na kanapie. Z salonu było słychać przytłumiony głos Zosi – mówiła do kogoś dość długo, ton miała spokojny, ale urywki słów nie pozwalały zrozumieć treści. Basia leżała wtulona w bok Rafała i leniwie, prawie nieświadomie, przesuwała dłoń po jego kutasie – góra, dół, kciuk przeciągający się po główce. Rafał spojrzał na nią z wyraźnym rozbawieniem.
— Ty w ogóle kiedyś bywasz nasycona? — zapytał półgłosem.
Basia wzruszyła tylko ramionami, nie przestając go głaskać.
— Nie zaobserwowałam u siebie czegoś takiego jak nasycenie czy ostateczne zaspokojenie. Ale – uniosła brwi – Zosia też tego nie ma. Więc chyba mamy to w genach.
Rafał przyciągnął ją bliżej, tulił nagie ciało do swojego i przez chwilę milczał, co jakiś czas zerkając nerwowo w kierunku holu, skąd dobiegał głos Zosi. W końcu odezwał się bardzo cicho, prawie niepewnie:
— Basiu… jak myślisz, czy Zosia byłaby gotowa na rozmowę o małżeństwie? Wiem, że to strasznie wcześnie. Ale ja… nie wyobrażam sobie innego życia niż z nią.
Basia najpierw parsknęła cichym śmiechem, potem spoważniała i pogładziła go po piersi.
— Ona na pewno o tym marzy. Tylko… nie śpiesz się. Daj jej kilka miesięcy. Przemycaj czasem jakieś aluzje, delikatnie. Ale nie naciskaj. Zosia potrzebuje przywyknąć do tych wszystkich zmian. Do tego, że nie musi już walczyć o każdy dzień.
Rafał westchnął i kiwnął głową.
— Masz rację. Jak zawsze.
Sięgnął dłonią i zaczął ją łaskotać pod pachą i po bokach. Basia pisnęła, wiła się, próbując uciec, ale on trzymał ją mocno.
— To w takim razie… obiecaj, że pomożesz mi wybrać pierścionek dla niej.
— Obiecuję! Obiecuję, tylko przestań! — wykrztusiła przez śmiech.
Kiedy wreszcie ją puścił, obie uspokoiły oddech. Basia poprawiła włosy i dodała już poważniej:
— A najlepszym momentem na oświadczyny byłyby święta Bożego Narodzenia. Zosia ma do nich olbrzymi sentyment. Zawsze miała. Nawet w najgorszych czasach.
Rafał zapamiętał te słowa, kiedy w salonie rozległy się kroki. Zosia wróciła. Szła powoli, naga, z telefonem w dłoni. Nie wyglądała na zdenerwowaną, ale w oczach miała dziwne połączenie niedowierzania, zakłopotania i czegoś, co przypominało zawstydzenie. Usiadła na skraju kanapy, wyprostowana, i przez chwilę tylko na nich patrzyła.
Rafał i Basia czekali w milczeniu.
— Dzwoniła Ania — powiedziała w końcu Zosia.
Rafał zmarszczył brwi. Dopiero teraz uświadomił sobie, że od wyjazdu do Turcji właściwie w ogóle nie interesowali się tym, jak potoczyła się medialna nagonka i cała kampania wizerunkowa.
Basia uniosła brwi i zapytała wprost:
— No i co Ania mówiła?
Zosia siedziała na skraju kanapy, wciąż naga, i przez chwilę bawiła się telefonem w dłoniach, jakby zbierała się w sobie. W końcu uniosła wzrok – najpierw na Rafała, potem na Basię – i odezwała się z wyraźnym zakłopotaniem.
— Artykuł Wiktorii… spełnił swoją rolę. Media potraktowały nasz związek jako prywatną sprawę. Kilka szczególnie brukowych portali jeszcze drążyło temat, ale i tak wszystko trochę przycichło. — Umilkła, gryząc dolną wargę. — Natomiast skutek uboczny okazał się… zupełnie inny.
Rafał uniósł brwi, czekając. Basia nie wytrzymała pierwszej.
— No mów już, o co chodzi! Nie męcz.
Zosia spojrzała na siostrę z lekkim wyrzutem i westchnęła.
— Wy z Anią… przedobrzyłyście. Profile, które mi założyłyście, stały się niemal kultowe. Każdy ma po kilkadziesiąt tysięcy obserwujących i ta liczba ciągle rośnie. Te fotki, które ty wybrałaś, Basiu, w połączeniu z opisami Ani… stały się wiralem wśród nastolatek.
Basia najpierw otworzyła usta ze zdumienia, potem wybuchnęła głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Zagięła się wpół na kanapie, trzymając się za brzuch. Rafał delikatnie, ale stanowczo położył jej dłoń na ramieniu.
— Ciii… — powiedział spokojnie. — Chcieliśmy anonimowości, nie sławy.
Basia otarła łzy z oczu i wzruszyła nagimi ramionami.
— Byliście naiwni. Przy takiej kasie, jaką dysponujesz, Rafał, być anonimowym to mrzonka. Po prostu.
Zosia przetarła twarz dłońmi, wyglądając na coraz bardziej zdezorientowaną.
— No dobrze… a jak w takim razie mam sobie wyobrazić normalną pracę? I studia? Jak mam funkcjonować, skoro ludzie będą mnie rozpoznawać?
Basia siedziała już spokojniej, z nogą podciągniętą pod siebie, i odpowiedziała zupełnie poważnie:
— Rób swoje. Tych, którzy cię rozpoznają, i tak będzie margines. Większość ludzi ma własne życie i własne problemy. Nie będziesz chodziła z napisem na czole.
Zosia przez chwilę milczała, potem westchnęła ciężko i po prostu wtuliła się w Rafała, chowając twarz w zgięciu jego szyi. On objął ją mocno, gładząc po plecach.
Basia obserwowała ich przez moment, a potem uśmiechnęła się krzywo i wstała z kanapy.
— Wiecie co? Powinniście po prostu zająć się swoim życiem. A najlepiej zrobicie, jak pójdziecie teraz do sypialni i oddacie się rozpuście… we dwoje.
Zosia uniosła głowę, wyraźnie zdumiona.
— Czyli… ty już dzisiaj nie chcesz się z nami kochać?
Basia stanęła przed nimi naga, z rękami na biodrach, i odpowiedziała z udawaną godnością:
— Pragnę was obojga jak zawsze. Ale ten wieczór powinien być tylko wasz. — Uniosła palec. — Zastrzegam jednak, że rano będę potrzebowała solidnej porcji pieszczot. Bo skoro u rodziców Rafała będę musiała być grzeczną młodszą siostrą… to ja potrzebuję orgazmu na zapas. — Umilkła na sekundę i dodała zupełnie poważnym tonem: — W związku z tym muszę sobie kupić wibrator. Żeby zachować chociaż resztki niezależności.
Rafał i Zosia spojrzeli na siebie i jednocześnie parsknęli szczerym, głośnym śmiechem. Basia tylko uniosła dumnie brodę, odwróciła się i odeszła w stronę swojego pokoju, świadomie, zalotnie kręcąc biodrami. Drzwi za nią cicho się domknęły.
Rafał odwrócił się do Zosi. Przez chwilę tylko patrzyli na siebie – nago, blisko, wciąż jeszcze z głodnym śmiechem w oczach. Potem Rafał położył dłoń na jej karku i przyciągnął. Pocałunek, w który się zatopili, był od razu namiętny, głęboki i pełen wszystkiego, co właśnie zostawili za sobą – i wszystkiego, co miało dopiero nadejść.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz