Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Tam Gdzie Zostawiam Kurz III: Brakujący Element

Tam Gdzie Zostawiam Kurz III: Brakujący ElementSiedząc w autobusie powrotnym od Martyny, kolejny piątek zakończony zmysłowymi doznaniami, czułam, jak moje ciało wciąż pulsowało tamtym głębokim, nasyconym migdałami i pasją orgazmem. Przejechała palcem po dolnej wardze, która wciąż była lekko tkliwa od łapczywych pocałunków mężatki. W mojej głowie zaczął układać się fascynujący, intymny bilans ostatnich tygodni.

Zaczynałam rozumieć, że wkraczałam w zupełnie nowy rozdział swojego życia, a moja praca jako pomocy domowej stała się idealną przepustką do ukrytych, pełnych napięcia światów zamożnych kobiet. Każda z moich dotychczasowych partnerek była inna, a te kontrasty rozpalały wyobraźnię do czerwoności. Regina była jak dojrzałe, ekskluzywne wino. Jej dotyk miał w sobie dostojeństwo, elegancję i pewną powściągliwość, która pękała dopiero za zamkniętymi drzwiami sypialni. Romans z nią opierał się na sekretnych, gęstych od emocji spotkaniach, w których czułam dreszcz dotykania kobiety z wyższych sfer, dotąd niedostępnej. Martyna z kolei okazała się żywym, nieokiełznanym ogniem. Jej filigranowe, drobne i opalone ciało reagowało na każdy bodziec z drapieżną, wręcz bezwstydną pasją. Zazdrość o męża i frustracja przekształciły się w czyste pożądanie, w którym zatarły się wszelkie granice zawodowe, a wspólny seks tylko przypieczętowała ten układ.

Te lesbijskie doświadczenia utwierdzały mnie w głębokim przekonaniu, że kobieca zmysłowość nie ma sobie równych. Brakowało w niej męskiej, często szorstkiej dominacji; zamiast tego była niesamowita intuicja, aksamitna gładkość skóry, zapach luksusowych kosmetyków i zrozumienie potrzeb drugiej kobiety. Czułam, że odnalazłam swoją własną drogę i na razie nie zamierzałam z niej zbaczać. Wręcz przeciwnie, pragnęłam więcej.

Płynne przejście do kolejnego zlecenia przyniosło jednak zupełnie nową dynamikę. Zostałam zatrudniona przez Zosię i Milenę, parę z wieloletnim stażem, mieszkającą w pięknym, nowoczesnym domu z ogromnym, nienagannie zaprojektowanym ogrodem. Już pierwszego dnia z fascynacją obserwowałam obie kobiety, które różniły się od siebie niczym ogień i woda, tworząc jednocześnie niezwykle harmonijną całość. Milena miała 45 lat, ale jej zjawiskowa uroda i niesamowicie wysportowana sylwetka sprawiały, że wyglądała na co najmniej dziesięć lat młodszą. Jako kobieta sukcesu z branży handlowej, była uosobieniem biznesowego szyku. Zazwyczaj nosiła idealnie skrojone garsonki, dopasowane spódniczki, eleganckie bluzki i wysokie szpilki, które nieziemsko podkreślały jej zjawiskowe, długie nogi. Jej błękitne oczy biły chłodną inteligencją, a burza szatynowych włosów zawsze była perfekcyjnie ułożona. Zosia była o dziesięć lat młodsza i pracowała jako projektantka ogrodów. Część obowiązków wykonywała zdalnie z domu, a część w terenie. Była oszałamiająco piękną brunetką z gęstą, zmysłową grzywką opadającą na bok. Miała hipnotyzujące, zielone oczy i boską, niesamowicie seksowną figurę z pięknie kształtnym biustem, a jej skóra miała stały, złocisty odcień od pracy na słońcu. W przeciwieństwie do Mileny, Zosia preferowała styl, który natychmiast określiłabym jako „sportową elegancję”. Nosiła luźniejsze kreacje, zwiewne spódniczki, szorty i dopasowane topy, łącząc wygodę z subtelnym seksapilem. To właśnie Zosia od samego początku zawróciła mi w głowie. Gdy Milena wyjeżdżała do biura, dom cichł, a między mną, a projektantką zaczynało gęstnieć niewidzialne napięcie. Rozochocona sukcesami z Reginą i Martyną, postanowiłam powoli, ale stanowczo zacząć działać.

Podczas gdy Zosia siedziała przy dużym stole w salonie, przeglądając na laptopie projekty nowych nasadzeń, krzątałam się w pobliżu. Ubrana w krótkie spodenki, dbała o to, by każdy jej ruch był płynny i przyciągający wzrok. Zaczęło się od spojrzeń. Co chwilę rzucałam Zosi długie, głębokie błyski spod rzęs, na które starsza brunetka początkowo odpowiadała uprzejmym, a z czasem coraz bardziej nieśmiałym i zaintrygowanym uśmiechem. Szukałam każdej okazji do zbliżenia. Polerując szklane witryny tuż obok biurka Zosi, rzuciłam zmysłowym głosem:
— Masz niesamowite wyczucie przestrzeni, Zosiu, ale szczerze mówiąc, najpiękniejszym elementem tego salonu i tak jesteś ty. Twój profil na tle tego okna jest po prostu idealny.
Zosia uniosła wzrok znad ekranu, a na jej opalone policzki wpłynął delikatny rumieniec.
— Dziękuję, Gabi… To miłe, ale skup się lepiej na pracy, bo Milena jest dość wymagająca — odpowiedziała z lekkim rozbawieniem, choć w jej zielonych oczach pojawiło się wyraźne zmieszanie.

Nie zamierzałam jednak poprzestać na słowach. Chwilę później, podając Zosi świeżą wodę z cytryną, celowo przesunęłam swoimi ciepłymi palcami po jej dłoni. To „przypadkowe” dotknięcie trwało o ułamek sekundy za długo. Zosia drgnęła delikatnie, ale nie cofnęła ręki natychmiast, patrząc na mnie z rosnącym niepokojem i fascynacją. W końcu uznałam, że czas postawić wszystko na jedną kartę. Gdy Zosia zrobiła sobie przerwę i poszła do kuchni zaparzyć kawę, odłożyłam ściereczkę i ruszyłam za nią. Stanęła przy kuchennej wyspie, patrząc, jak brunetka opiera się o blat z parującym kubkiem w dłoniach.
— Zosiu… — zaczęłam cicho, skracając dystans między nimi. — Muszę ci coś powiedzieć, bo dłużej już nie dam rady tego w sobie dusić.
Zosia spojrzała na nią z zaskoczeniem, unosząc brwi.
— O co chodzi? Coś się stało?
— Tak, stało się — odpowiedziałam, patrząc jej prosto w te głębokie, zielone oczy. — Od pierwszego dnia, gdy tu weszłam, kompletnie straciłam głowę. Zauroczyłam się w tobie, Zosiu. Nawet nie wiesz, jak niesamowicie na mnie działasz. Jestem pod ogromnym wrażeniem twojej urody, twojego głosu, tego, jak się poruszasz… Kiedy sprzątam, moje myśli krążą tylko wokół ciebie.
Zosia zamarła. Na chwilę w kuchni zapadła absolutna cisza, przerywana jedynie cichym szumem ekspresu do kawy. Projektantka odstawiła kubek na blat, a jej dłonie lekko drżały. Była w wyraźnym szoku.
— Gabi… ja… — Zosia wzięła głęboki oddech, przyglądając się młodej dziewczynie z mieszaniną podziwu i lęku. — Jesteś przepiękną dziewczyną, naprawdę. Masz niesamowite ciało, bije od ciebie taki magnetyzm, że trudno cię ignorować. I nie będę kłamać… bardzo mi się podobasz. Schlebia mi to, jak na mnie patrzysz. Ale… ja nie mogę. – Zosia spuściła na chwilę wzrok, po czym spojrzała na mnie  z ogromną powagą. — Kocham Milenę. Jesteśmy razem od lat, zbudowałyśmy tu całe wspólne życie. Nie mogę dać się ponieść tej nagłej fascynacji, choćby nie wiem jak była kusząca. To byłoby nie fair wobec niej.

Jednak poczułam, że słowa o tym, że się podobam Zosi, są dla niej zielonym światłem. Zrobiła jeszcze jeden krok, zmniejszając odległość do zera. Położyłam dłoń na gładkim ramieniu brunetki, pochyliła się i spróbowałam ją pocałować. Moje wargi na ułamek sekundy musnęły miękkie, ciepłe usta Zosi, przesyłając przez ciała obu kobiet elektryzujący impuls. Zosia przez moment uległa temu dotykowi, ale po chwili ocknęła się i delikatnie, lecz stanowczo odsunęła głowę, kładąc dłoń na mojej piersi.
— Nie, Gabi, proszę… — powiedziała cicho, a jej głos lekko drżał. Zielone oczy były pełne tęsknoty, ale i niezłomnej decyzji. — Chciałabym, naprawdę przez chwilę bardzo bym chciała… ale nie mogę tego zrobić Milenie. Przepraszam cię. Proszę, dokończ swoje dzisiejsze obowiązki i… zostawmy to tak, jak jest.
W moim sercu zagościł nagły, chłodny smutek. To był jej pierwszy zawód, pierwsza kobieta, która potrafiła postawić granicę w imię miłości.
— Dobrze, rozumiem. Przepraszam, jeśli przekroczyłam granicę — odpowiedziałam znacznie cichszym, posmutniałym głosem.

Wycofała się z kuchni z poczuciem lekkiej porażki. Przez resztę dnia pracowała w milczeniu, mechanicznie wycierając kurze i odkurzając podłogi, podczas gdy Zosia zamknęła się w swoim gabinecie. Gdy minęły godziny pracy, spakowałam swoje rzeczy, pożegnałam się krótkim, formalnym skinieniem głowy i z ciężkim sercem wróciłam autobusem do domu, po raz pierwszy rozmyślając o tym, że ogień, który w sobie nosi, nie zawsze jest w stanie spalić cudze lojalne serce.

Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi mojego mieszkania, poczułam ogromną potrzebę zmycia z siebie całego tego dnia. Wskoczyłam pod prysznic, a potem nalałam do wanny gorącej wody, chcąc po prostu utonąć w cieple i odciąć się od natrętnych myśli. Leżąc w pianie, nie potrafiłam jednak uciec od tego, co się stało. Moja głowa pracowała na najwyższych obrotach. Wspomniałam Reginę i jej dojrzałą, dystyngowaną namiętność, potem Martynę i ten dziki, migdałowy ogień, który gasiłyśmy w łóżku zaledwie wczoraj. Były moje, oddane, nienasycone. A Zosia? Zosia mi odmówiła. I to bolało najbardziej. Choć przyznała, że jej się podobam, jej lojalność wobec Mileny okazała się murem nie do przebicia. Ta odrzucenie, zamiast mnie zgasić, podziałało jak najsilniejszy afrodyzjak.

Wspomnienie zielonych oczu Zosi, jej opalonego ciała i widoku jej zmysłowych ust, które musnęłam tylko na ułamki sekundy, sprawiło, że w podbrzuszu poczułam znajome, gęste parowanie. Westchnęłam cicho. Moje dłonie, pokryte pachnącą pianą, zaczęły bezwiednie błądzić po moim własnym ciele. Przesunęłam palcami od szyi, przez piersi, lekko ściskając sutki, aż po talię i biodra. Moja prawa ręka zsunęła się niżej, zanurzając się w gorącej wodzie i odnajdując moją kobiecość. Zaczęłam pieścić się koliście, powoli, zamykając oczy i wyobrażając sobie, że to dłoń Zosi w końcu przełamuje opór. Wyobrażałam sobie jej gęstą grzywkę opadającą mi na twarz, jej zapach... Byłam już tak blisko, oddech mi przyspieszył, gdy nagle z pokoju dobiegł głośny, natarczywy dźwięk dzwonka telefonu.
— Cholera… — warknęłam pod nosem, gwałtownie przerywając pieszczotę.
Wytarłam naprędce dłonie w ręcznik i z sercem w gardle wyszłam z wanny. Na ekranie wyświetlił się numer, którego kompletnie się nie spodziewałam. Milena. Zadrżałam. Czy Zosia jej jednak powiedziała? Czy zaraz dostanę zjebę życia? Odebrałam, starając się opanować drżenie głosu.
— Halo? Dzień dobry, pani Mileno.  
— Witaj, Gabi — w słuchawce odezwał się jej głęboki, niezwykle spokojny i jak zawsze elegancki głos. — Przepraszam, że niepokoję cię wieczorem. Chciałabym spotkać się z tobą jutro na kawie. Musimy porozmawiać w cztery oczy. Moje serce zabiło mocniej, a żołądek skręcił się w supeł.  
— O… oczywiście. Stało się coś złego? — wykrztusiłam, siląc się na niewinność.  
— Porozmawiamy jutro. Będę o jedenastej w tej małej kawiarni blisko twojego bloku. Do zobaczenia.
Rozłączyła się. Całą noc spędziłam na przewracaniu się z boku na bok, przekonana, że to koniec mojej kariery w ich domu.


Kolejnego dnia o jedenastej rano siedziałam już przy stoliku w rogu kawiarni. Milena weszła punktualnie. Wyglądała olśniewająco, idealnie skrojona, szara spódniczka przed kolano, biała koszula i wysokie szpilki, które stukały o kafelki, ściągając spojrzenia wszystkich facetów. Jej błękitne oczy były nieprzeniknione. Usiadła naprzeciwko mnie, zamówiła espresso i oparła dłonie o blat.
— Gabi, przejdźmy od razu do rzeczy — zaczęła, a ja niemal przestałam oddychać. — Wczoraj wróciłam do domu trochę wcześniej. Byłam w gabinecie obok kuchni i słyszałam całą waszą rozmowę. Twoje wyznanie, odmowę Zosi… i to, jak próbowałaś ją pocałować.
Zrobiło mi się potwornie gorąco. Otworzyłam usta, żeby zacząć się gęsto tłumaczyć, ale Milena uniosła lekko dłoń, uciszając mnie.
— Czekaj, daj mi skończyć. Wieczorem Zosia była bardzo niespokojna. Powiedziała mi, że uważa, iż powinnyśmy cię zwolnić, bo „nie sprzątasz dość dokładnie”. Oczywiście wiem, dlaczego to zrobiła. Chciała chronić nasz związek, bała się własnej fascynacji tobą, bo nie skłamała, naprawdę niesamowicie wpadłaś jej w oko, Gabi.
Siedziałam w totalnym, absolutnym szoku. Moje myśli zawirowały. Spodziewałam się awantury, a Milena mówiła o tym z lodowatym, biznesowym spokojem.
— I co… pani teraz zrobi? Zwolni mnie pani? — wykrztusiłam w końcu.
Milena uśmiechnęła się subtelnie, a w jej błękitnych oczach błysnęła iskra, której zupełnie się nie spodziewałam. To była iskra czystego, wyrafinowanego pożądania.
— Zaprotestowałam. Powiedziałam Zosi, że jesteś świetną pracownicą i nie ma mowy o zwalnianiu, ale nie powiedziałam jej, że wiem o waszej scenie w kuchni. Zamiast tego… wpadłam na pewien pomysł. Niespodziankę.
Pochyliła się nad stolikiem, zmniejszając dystans, a zmysłowy zapach jej drogich perfum uderzył mnie w nodrza.
— Jesteśmy z Zosią razem od lat. Kochamy się nad życie, ale rutyna potrafi dopaść każdego. Pomyślałam, że mogłabyś dołączyć do naszego życia intymnego. Jednorazowo… a może okazjonalnie, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Co ty na to?
Moja szczęka dosłownie opadła. Ja, Gabi, pewna siebie kochanka mężatek, zamarłam jak porażona prądem. Patrzyłam na tę elegancką, 45-letnią kobietę sukcesu i nie wierzyłam własnym uszom.
— Ja… pani Mileno, ja nie wiem, co powiedzieć… Ja nie chciałam zniszczyć… — bąkałam chaotycznie, kompletnie tracąc rezon.
Milena cicho się zaśmiała, a ten dźwięk był niezwykle zmysłowy. Przesunęła dłonią po blacie i na ułamek sekundy dotknęła moich zmarzniętych z nerwów palców.
— Spokojnie, Gabi. Pomogę ci. Nic nie niszczysz, wręcz przeciwnie. Zosia cię pragnie, ale jej moralność nie pozwoli jej na zdradę. Jeśli jednak to ja dam jej ciebie w prezencie… wszystko się zmieni. Moja propozycja jest prosta. Jutro zabieram Zosię na niezwykle romantyczną randkę do teatru i na kolację. Wrócimy późno, podgrzane winem i atmosferą. Ty w tym czasie przyjdziesz do naszego domu. Masz przecież klucze.
Serce waliło mi jak szalone. Słuchałam jej planu z zapartym tchem.
— Masz czekać na nas w naszej sypialni. Zupełnie naga, w łóżku. Kiedy podjedziemy pod dom, dam ci znać sms-em, żebyś była gotowa. Wejdziemy, Zosia nie będzie miała pojęcia, co na nią czeka, dopóki nie otworzy drzwi sypialni. A wtedy… we trójkę napiszemy nowy scenariusz tego wieczoru. Weźmiesz w tym udział, Gabi?
Moje ciało, mimo początkowego szoku, natychmiast zareagowało na tę wizję. Wyobraziłam sobie zielonooką Zosię, uwięzioną między moimi pragnieniami a aprobatą jej własnej, zjawiskowej partnerki. Milenę, dominującą, pewną siebie bizneswoman, kontrolującą całą sytuację w szpilkach i bieliźnie… To było tak chore, tak odważne i tak nieziemsko podniecające, że aż zakręciło mi się w głowie.
Wzięłam głęboki oddech, patrząc prosto w błękitne oczy Mileny. Moje oszołomienie powoli ustępowało miejsca tej drapieżnej ekscytacji, którą tak dobrze znałam.
— Zgadzam się — szepnęłam, a na moje usta wrócił ten zuchwały uśmiech. — Będę tam czekać. Dokładnie tak, jak pani chce.
Milena skinęła głową z satysfakcją, dopiła espresso i wstała, zostawiając na stoliku banknot. — Cudownie. W takim razie do jutra, Gabi. Bądź gotowa na ogień.  



Dzień niespodzianki zaczął się dla mnie w stanie najwyższego napięcia emocjonalnego. Ekscytacja wręcz we mnie buzowała. Nim jednak nadszedł wieczór, czekało mnie zaplanowane wcześniej sprzątanie u Martyny. Wizyta u filigranowej mężatki szybko zboczyła z toru porządków. Martyna, wciąż nienasycona po naszych poprzednich spotkaniach, natychmiast przyciągnęła mnie do siebie. Krótka, ale niesamowicie intensywna chwila uniesienia na kanapie w salonie, wypełniona zapachami migdałowych perfum, łapczywymi pocałunkami i drapieżnymi jękami, była dla mnie idealną rozgrzewką. Martyna odprawiła mnie ze zmysłowym uśmiechem i obietnicą szybkiego powtórzenia, a ja ze skórą wciąż rozgrzaną do granic udałam się bezpośrednio pod adres Zosi i Mileny. Użyłam swojego klucza, a cichy klik zamka oznajmił, że dom jest pusty. Wchodząc do środka, czułam, jak moje serce wali w piersi niczym młot. Zamiast po prostu położyć się w łóżku, postanowiłam przejąć inicjatywę i zadbać o oprawę. Weszłam do przestronnej sypialni i zaczęłam ją przygotowywać. Zapaliłam kilkanaście świec o zapachu wanilii i drewna sandałowego, które rzucały na ściany ciepłe, tańczące cienie. Na małym stoliku obok łóżka ustawiłam kubełek z lodem, drogi szampan oraz trzy kryształowe kieliszki. Podłogę wokół wielkiego łoża posypałam delikatnymi płatkami czerwonych róż, które znalazłam w wazonie w salonie.
Gdy wszystko było gotowe, poszłam do łazienki i wzięłam szybki, gorący prysznic, by odświeżyć ciało po wizycie u Martyny.

Milena w kawiarni wyraźnie prosiła, bym czekała całkowicie naga, ale miałam w sobie zbyt wiele przekory. Chciałam budować napięcie krok po kroku. Zamiast leżeć zupełnie bezbronna, założyłam śnieżnobiałą, jedwabną halkę, niezwykle kusą, sięgającą zaledwie za pośladki, z głębokim dekoltem wykończonym koronką, przez którą wyraźnie prześwitywały moje nabrzmiałe sutki. Do tego włożyłam czarne, wysokie sandałkowe szpilki z cienkimi paskami, które nieziemsko wydłużały moje nogi i podkreślały zgrabne łydki. Emocje sięgały zenitu. Chodziłam po miękkim dywanie, a stukanie moich szpilek mieszało się z cichym szumem mojego własnego, przyspieszonego oddechu. „Co Zosia zrobi? Czy ucieknie? Czy przeważy pożądanie? A Milena... jak bardzo zamierza w tym uczestniczyć?” – myśli krążyły w mojej głowie jak szalone.

Nagle na podjeździe błysnęły reflektory. Usłyszałam cichy mruk silnika, a ułamek sekundy później mój telefon wibracją zasygnalizował wiadomość od Mileny: „Jesteśmy. Bądź gotowa.”

Natychmiast zeszłam z dywanu, podeszłam do szerokiego łoża i ułożyłam się zmysłowo na boku. Jedną nogę ugięłam lekko w kolanie, eksponując czarną szpilkę i odrobinę pośladka wyłaniającego się spod białego jedwabiu, a głowę oparłam na dłoni, wpatrując się w drzwi. Po chwili w przedpokoju rozległ się dźwięk otwieranych drzwi i cichy, zmysłowy śmiech obu kobiet. Wstrzymałam oddech. Słyszałam ich kroki i prowadzony głębokimi, podgrzanymi winem głosami dialog.
— Milena, to był przepiękny wieczór… — mówiła Zosia, a w jej głosie słychać było niesamowitą miękkość i miłość. — Ten teatr, ta restauracja… Dziękuję ci. Kocham cię tak bardzo.
— Ja ciebie też, kochanie — odpowiedział głęboki, pewny głos Mileny. — Nawet nie wiesz, jak bardzo byłam cię dziś spragniona. Patrzyłam na ciebie przy stoliku i miałam ochotę zabrać cię stamtąd natychmiast.
— Ja na ciebie też… Od rana miałam na ciebie ogromną ochotę — zaśmiała się cicho Zosia. — Wejdźmy już do sypialni.
— Czekaj… — wstrzymała ją Milena tuż przed drzwiami. — Mam dla ciebie wyjątkową niespodziankę w sypialni. Zamknij oczy i nie otwieraj, dopóki ci nie pozwolę.
— Niespodziankę? Milena, co ty wymyśliłaś? — pytała rozbawiona, nieco zaskoczona Zosia. — Dobrze, mam zamknięte.

Cichy skrzyp drzwi rozdarł ciszę. Do pokoju rozświetlonego jedynie blaskiem świec weszła najpierw Milena. Wyglądała obłędnie, miała na sobie czarną, dopasowaną sukienkę nad kolano na cienkich ramiączkach, która podkreślała jej wysportowaną figurę, a jej błękitne oczy natychmiast odnalazły mnie na łóżku. W ręku trzymała dłoń Zosi. Zosia wyglądała zjawiskowo. Ubrana w kusą, różową sukienkę wiązaną na szyi, odsłaniającą jej opalone ramiona i wyeksponowane plecy, szła niepewnie z całkowicie zamkniętymi oczami, a na jej ustach błąkał się uśmiech pełen ciekawości.
Poczułam, jak fala pożądania i stresu uderzała mi do głowy. Spojrzenia moje i Mileny spotkały się w półmroku. W oczach starszej bizneswoman błysnęła dzika satysfakcja na widok białej halki, szpilek, płatków róż i przygotowanego szampana. Milena skinęła głową z uznaniem, po czym obróciła Zosię przodem do łóżka, stanęła za nią i ujęła ją delikatnie za biodra.
Pochyliła się do jej ucha i wyszeptała zmysłowym, nieznoszącym sprzeciwu głosem:
— A teraz, Zosiu… otwórz oczy.
Zosia otworzyła oczy i w ułamku sekundy jej twarz zastygła. Szok i niedowierzanie przemknęły przez jej rysy z siłą uderzenia pioruna, a z jej ust, szeroko rozwartych ze zdumienia, uciekł cały oddech. Spoglądała to na lekko oświetlone blaskiem świec łóżko, to na Milenę, nie mogąc złożyć myśli w całość.
— Milena… Gabi…? Co… co to ma być? — wykrztusiła w końcu Zosia, oddychając niespokojnie, ale na jej twarzy powoli zaczął pojawiać się nieśmiały, zszokowany uśmiech.
Zamiast jednak cofnąć się czy uciec, wzięła głęboki oddech i powolnym ruchem podeszła w stronę stolika, na którym chłodził się szampan. Czułam na sobie ten wzrok. Zosia patrzyła na mnie w sposób, który dosłownie porażał, jej zielone oczy pożerały, rozbierały i pragnęły każdego centymetra mojego ciała w białej halce i czarnych szpilkach. Czułam się w tej chwili jak najdroższa, zdobyta nagroda, z której zaraz zsunie się wstęga.
— Słyszałam waszą rozmowę w kuchni tamtego dnia, kochanie — odezwała się pewnym, niesamowicie zmysłowym głosem Milena, podchodząc bliżej ukochanej i kładąc dłoń na jej smukłym pasie. — Doceniam twoją wierność i to, jak bardzo chciałaś chronić nasz związek, ale pomyślałam… dlaczego miałybyśmy odmówić sobie tego ognia? Uznałam, że możemy wprowadzić trochę pikanterii do naszej sypialni. Dodatkowy, piękny pierwiastek.
Zosia pokręciła głową, przygryzając usta.  
— Ja… ja po prostu nie wiem, co powiedzieć… zszokowałaś mnie, Milena.
W tym momencie postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Zrezygnowałam z leżenia, uniosłam się i stanęłam wyprostowana na kolanach na skraju wielkiego łoża. Z wdziękiem sprawnie otworzyłam szampana, strzelając cicho korkiem, nalałam złocisty płyn do trzech kryształowych kieliszków i podałam dwa z nich partnerkom, a sama ujęłam trzeci.
— Nie musisz nic mówić, Zosiu — powiedziała niskim, aksamitnym tonem, patrząc jej prosto w oczy. — Po prostu ciesz się tą chwilą.

Zosia zerknęła jeszcze na Milenę z niemym pytaniem. Starsza bizneswoman odpowiedziała jej głębokim, ciepłym uśmiechem i subtelnym skinieniem głowy, dając pełen gest aprobaty i zachęty. Wszelkie opory Zosi w tym ułamku sekundy pękły.

Powoli zeszłam z łóżka i stanęłam tuż przed nimi w swoich wysmuklających nogi szpilkach, podczas gdy Milena i Zosia położyły się wygodnie na miękkim materacu, opierając się o poduszki z kieliszkami w dłoniach i uśmiechami pełnymi oczekiwania. W sypialni panowała gęsta, elektryzująca cisza, przerywana jedynie cichym strzelaniem iskier w świecach. Zamknęłam na ułamek sekundy oczy, złapałam rytm i zaczęłam powoli kołysać biodrami. To nie był zwykły taniec, to był wyrafinowany, hipnotyzujący spektakl pożądania. Powoli obkręcałam się wokół własnej osi, sprawiając, że kusa jedwabna halka falowała przy każdym moim ruchu. Zmysłowo wypinałam biodra, podkreślając linię pośladków i ud zakrytych jedynie cieniutkim materiałem. Moje dłonie powoli wędrowały po moim własnym ciele, przesuwały się od ud, przez brzuch, po drapieżnie uwypuklający się dekolt. Bawiłam się ramiączkami halki, lekko je zsuwając i podciągając z powrotem, tańczyłam palcami po dolnej krawędzi materiału, drażniąc wzrok leżących kobiet.
— Boże, Gabi… jesteś absolutnie obłędna — wyszeptała Zosia, nie potrafiąc oderwać wzroku od mojego tańczącego ciała. Przyłożyła kieliszek do ust, nie spuszczając ze mnie oka.
— Mówiłam Ci, kochanie — mruknęła Milena, pochylając się nad Zosią i muskając krótko jej usta zmysłowym pocałunkiem, po czym obie znów wpiły wzrok we mnie. — Jej ciało to dzieło sztuki.

Czułam, jak ogień rozlewał się po moich żyłach pod wpływem tych spojrzeń i słów. Zwolniłam tempo tańca, zatrzymując się tuż przed Zosią. Złapałam za ramiączka białej halki i z uśmiechem wyzwania na ustach zaczęłam powoli zsuwać je w dół ramion. Materiał delikatnie osunął się po mojej skórze, odsłaniając krągłości i twarde, nabrzmiałe sutki. Zosia patrzyła na to z absolutnie zapartym tchem. Wyglądała, jakby za chwilę miała spłonąć z nadmiaru bodźców. Nie wytrzymała, odstawiła kieliszek na szafkę i jako pierwsza niecierpliwie wyciągnęła dłonie ku mnie, by w końcu móc dotknąć mojego spragnionego od dawna ciała. Niewiele myśląc, weszłam na wielkie łoże. Stanęłam na kolanach, klęcząc wyprostowana tuż przed nią w samych czarnych szpilkach i halki zsunętej do pasa. Zosia nie marnowała ani sekundy. Będąc wciąż spragniona mojego ciała, pochyliła się i zatopiła usta w moich piersiach. Zaczęła chciwie, z niesamowitą pasją pieścić je językiem, lizać wokół brodawek i mocno ssać stwardniałe sutki. Przechyliłam głowę do tyłu, wplatając palce w jej gęstą grzywkę, a z moich ust uciekł głośny, rwanie się jęk rozkoszy.

W tym samym ułamku sekundy do gry postanowiła włączyć się Milena. Dystyngowana, elegancka bizneswoman uniosła się i usiadła tuż obok mnie. Chwyciła mnie za kark i delikatnie, lecz stanowczo obróciła moją twarz w swoją stronę. Spojrzałam w jej błękitne, płonące oczy, po czym Milena wpiła się w moje usta głębokim, pewnym siebie pocałunkiem. Odwzajemniałam go z rosnącą zachłannością, czując, jak ogień trawienia zakrywał całą moją świadomość.  

Moje myśli wirowały w całkowitym szaleństwie. „Boże, to się dzieje naprawdę” — mknęło mi przez głowę, gdy czułam, jak usta Zosi doprowadzają moje piersi do szaleństwa, a język Mileny przejmuje władzę nad moimi ustami. Czułam się jak w jakimś nierealnym, zmysłowym śnie. Byłam w centrum uwagi dwóch pięknych, luksusowych kobiet z jednej strony spragniona mnie, gorąca Zosia, z drugiej dominująca, pełna klasy Milena, która sama zaaranżowała całe to szaleństwo. Dwie kobiety jednocześnie całowały mnie, dotykały i chłonęły mój zapach. Zapomniałam o całym świecie, oddając się tej podwójnej, niebiańskiej pieszczocie bez żadnych oporów.

Zdejmując z Zosi tę różową sukienkę, czułam, jak moje dłonie delikatnie drżały z podniecenia. Paskowe wiązanie na szyi uległo pod naporem moich palców, a płynny materiał spłynął po jej opalonym ciele, zostawiając ją jedynie w cieniutkich, różowych stringach. Zosia wydała z siebie cichy, zmysłowy mruk i położyła się na plecach na miękkim materacu, bezbronna i całkowicie otwarta na to, co miało nadejść. Nie dałam jej ani chwili na złapanie oddechu. Natychmiast dopadłam do jej aksamitnego ciała, odurzona zapachami wanilii, świec i jej własnych perfum. Zacząłem znaczyć gorącymi, wilgotnymi pocałunkami każdy skrawek jej skóry. Zeszłam ustami od szyi, przez wyeksponowane obojczyki, płaski brzuch, aż po biodra, wywołując na jej opalonej skórze gęstą gęsią skórkę. W tym samym czasie Milena pochyliła się nad ukochaną, przejmując góra jej ciała. Błękitnooka bizneswoman wpijała się w usta Zosi głębokimi, drapieżnymi pocałunkami, a jej dłonie zmysłowo gładziły jej gęste, ciemne włosy. Kiedy Milena przesunęła się wyżej, zatracając się w namiętnym splotach ust z Zosią, ja przeniosłam uwagę na piękny, kształtny biust projektantki. Pochyliłam się i ujęłam w usta jedną z jej piersi. Zaczęłam zachłannie ssać i lizać twardniejący sutek, krążąc wokół niego językiem z rosnącą pasją. Zosia wygięła się w łuk, a jej pocałunek z Mileną stał się jeszcze bardziej chaotyczny i rwany. Nie przestając pieścić jej piersi, zsunęłam dłoń niżej. Moje palce odnalazły gorące, wyraźnie już wilgotne miejsce między jej udami. Zaczęłam powoli, koliście masować jej kobiecość przez cienki, gładki materiał różowych stringów. Zosia zadrżała gwałtownie pod podwójnym naporem naszych pieszczot, a z jej drapieżnie rozchylonych ust wyrwał się cichy, głęboki jęk rozkoszy, który utonął w ustach Mileny.  Zsunęłam różowe stringi Zosi w dół jej gładkich, opalonych ud i zwinnie zanurkowałam między nie. Zapach jej podniecenia zadziałał na mnie jak najsilniejszy afrodyzjak. Nie czekając ani sekundy, mój język od razu rozpoczął intensywną, zmysłową pieszczotę jej mocno już wilgotnej kobiecości. Wkładałam w ten dotyk całą swoją pasję, ale i precyzję oraz doświadczenie, które zdobyłam podczas upojnych chwil z Reginą i Martyną. Wiedziałam dokładnie, z jaką siłą zataczać koła wokół jej łechtaczki, jak zmieniać tempo i z jaką delikatnością muskać najczulsze miejsca. Byłam jej tak potwornie spragniona, że każdy ruch mojego języka był przepełniony dziką, skumulowaną energią. Kątem oka, w ciepłym blasku świec, z fascynacją obserwowałam reakcje Zosi. Projektantka całkowicie oddawała się namiętnym pocałunkom z Mileną. Kobiety mocno się obejmowały, ich dłonie błądziły po swoich plecach i pośladkach, a usta i języki szalały w bezlitosnym, namiętnym rytmie. Patrzenie na nie budziło we mnie niemal mistyczne poczucie dumy i podniecenia. Stałam się katalizatorem ich nowej, potężnej fali pożądania.

W pewnym momencie Milena na chwilę przerwała ten głęboki pocałunek. Jednym płynnym, niezwykle zgrabnym ruchem zsunęła ze swojego wysportowanego ciała czarną sukienkę oraz koronkowe stringi, zostając całkowicie naga. Gdy tylko wróciła do Zosi, ta natychmiast wplątała dłoń w jej szatynowe włosy, przyciągając ją do siebie. Zosia wyraźnie pragnęła jej ciała, jej usta natychmiast przeniosły się na jędrne piersi Mileny. Zaczęła zachłannie je pieścić, lizać i mocno ssać stwardniałe sutki partnerki. Atmosfera w sypialni robiła się gęsta od gorąca i zapachu pożądania. Byłam uwięziona w samym środku tego zmysłowego trójkąta, czując, jak ciało Zosi pod moim językiem drży coraz mocniej, a jęki obu kobiet mieszają się ze sobą w jeden nieziemski koncert rozkoszy.

Milena i Zosia były całkowicie pochłonięte sobą, gubiąc się w gęstej fali dotyku i głębokich pocałunków. Starsza bizneswoman co chwilę odrywała się od warg partnerki, by zmysłowo pieścić całe jej opalone ciało, jej usta wędrowały po jędrnych piersiach Zosi, płaskim brzuchu, udach, a nawet łydkach i stopach. Gdy Milena wracała do jej warg, Zosia nie zostawała dłużna; powoli skierowała dłoń niżej, odnajdując aksamitną kobiecość Mileny i zaczynając ją rytmicznie masować. Ja wciąż pozostawałam głęboko zanurzona między udami Zosi. Czując jej narastające napięcie, postanowiłam wejść szczebel wyżej. Zmysłowo wsunęłam w jej rozgrzane, ociekające wilgocią wnętrze dwa paluszki. Zaczęłam nimi sprawnie, zwinne operować, podczas gdy mój język nieprzerwanie skupiał się wokół jej mocno nabrzmiałej łechtaczki, która lśniła w blasku świec niczym rozpalony koralik. Zosia wygięła się w łuk, a jej ciało zadrżało w skurczu czystej rozkoszy.

Nagle poczułam chłodny, gładki dotyk na swoich pośladkach. To Milena przesunęła po nich dłonią, gładząc mnie pieszczotliwie i stanowczo zarazem. Chwilę później chwyciła mnie delikatnie za podbródek, wyciągając moją głowę zza ud Zosi. Na moment nasze oczy się spotkały, po czym Milena wpiła się w moje usta namiętnym, łapczywym pocałunkiem. Odpowiedziałam na niego natychmiast, splatając nasz oddech i zatracając się w jej gorącym smaku. Trójkąt naszych zmysłów w końcu zamknął się w idealną, grzeszną całość. Leżałam na skraju materaca, z ustami uwięzionymi w drapieżnym pocałunku Mileny, podczas gdy moje palce pracowały głęboko we wnętrzu Zosi. Zosia w tym samym czasie zawirowała dłonią na kobiecości Mileny, a gdy tylko Milena odsunęła się ode mnie na centymetr, obie partnerki znów połączyły się w bezlitosnym, spragnionym splotu warg. Moje serce waliło jak oszalałe, a przez głowę przemykała tylko jedna myśl: to był absolutny szczyt zmysłowości. Byłam nie tylko świadkiem ich potężnej miłości, ale stałam się jej żywym, niezbędnym elementem. Czułam, jak ogień trawiący każdą z nas, a obezwładniająca ekstaza była już tylko o uderzenie serca stąd. Ciało Zosi zaczęło się wić z potężną siłą, a jej biodra falowały tak szaleńczo, że zupełnie straciła panowanie nad dłonią i musiała przerwać pieszczotę kobiecości Mileny. Znałam ten stan bezbłędnie wiedziałam, że Zosia stała już na samym skraju przepaści. Nie zamierzałam jej tam trzymać ani sekundy dłużej. Zwiększyłam tempo, zacząłem penetrować jej wnętrze mocniej i dynamiczniej, a usta powróciły prosto na jej nabrzmiałą, lśniącą łechtaczkę. Zosia, unosząc cały tułów w porywie czystej rozkoszy, mocno wtuliła się w Milenę. Starsza bizneswoman natychmiast dała ukochanej oparcie, oparła ją o swój pociągły biust i mocno objęła ramionami, a Zosia aż wgryzała się z bezsilności w jej gładkie ramię, próbując tłumić nadciągający krzyk. Nie trwało to długo. Całym ciałem Zosi zawładnęły potężne, niepowstrzymane skurcze, a niebiańska ekstaza wypełniła każdą jej cząstkę. Z jej piersi wyrywał się długi, przeciągły jęk, podczas gdy jej gorące wnętrze zacieśniało się rytmicznie i szaleńczo wokół moich palców. Wygięta w łuk, jeszcze mocniej wtuliła się w Milenę, ale drugą ręką sięgnęła po mnie, opętana przyciągnęła mnie do siebie, intuicyjnie kierując moją głowę na swoją pierś. Z ogromną rozkoszą powróciłam do jej smaku, powoli ssąc jej sutek, gdy ona trzymała nas obie w potężnym, drżącym uścisku, dzieląc się swoją fali ekstazy.

Gdy najsilniejsze spazmy w końcu zaczęły opadać, powoli uniosłam głowę. Leżałyśmy blisko siebie, złączone ciałami i oddechami. We trzy spoglądałyśmy na siebie z obezwładniającymi, szczęśliwymi uśmiechami, wymieniamy krótki, filuterny szept.
— I jak, Zosiu… opłacało się zrezygnować ze zwalniania naszej pomocy domowej? — mruknęła cicho Milena z figlarną błyskiem w błękitnym oku.
— Boże… Milena, jesteś genialna… Gabi, ty jesteś niebezpieczna — wyszeptała tchem Zosia, wciąż lekko oszołomiona.
— Po prostu staram się idealnie sprzątać każdy zakamarek — odpowiedziałam z zadziornym, szelmowskim uśmiechem, nie spuszczając z niej wzroku.

Zosia odwróciła się i najpierw z głęboką miłością pocałowała w usta Milenę, dziękując jej bez słów za ten prezent. Chwilę później skierowała całą uwagę na mnie. Zanurkowała w moje usta, zatapiając się w długim, namiętnym i nienasyconym pocałunku. To było dokładnie to, czego tak potwornie pragnęłam od pierwszych dni, gdy tylko przekroczyłam próg ich domu. Nasze języki tańczyły w dzikim splocie, oddając cały nagromadzony przez tygodnie powściągliwości ciężar pożądania. Obejmowałyśmy się gładząc nawzajem gładką, opaloną skórę na plecach i biodrach, podczas gdy Milena na moment zupełnie nie ingerowała, leżała obok, oparta na łokciu, z dumą i niesamowitą satysfakcją obserwując ten zmysłowy spektakl.

Nasz pocałunek z Zosią stawał się coraz bardziej nienasycony, a nasze dłonie wędrowały bezładnie po rozgrzanych ciałach, wywołując raz po raz gęsią skórkę. Milena nie wytrzymała długo w roli jedynie obserwatorki, przysunęła się bliżej i płynnie dołączyła do tego miłosnego splotu. Przez dłuższą chwilę całowałyśmy się we trzy naraz lub naprzemiennie w parach, mieszając oddechy, smaki i słodki zapach waniliowych świec. W końcu, kierowane instynktem i czystym pożądaniem, zaczęłyśmy szukać dla siebie nowej, jeszcze wygodniejszej pozycji. Milena powoli położyła się na plecach na środku wielkiego łoża, lekko rozchylając uda. Zosia natychmiast pochyliła się nad swoją partnerką. Ich usta złączyły się w głębokim, drapieżnym pocałunku, a opalone dłonie Zosi powędrowały w dół, odnajdując gorącą, wilgotną kobiecość Mileny. Najpierw masowała ją koliście z niesamowitym wyczuciem, by po chwili zsunąć dwa palce w jej ciasne, rozpalone wnętrze, wywołując u starszej bizneswoman głośne, głębokie westchnienie. Ja również nie zamierzałam próżnować. Widząc, jak Zosia klęczała nad Mileną, wykorzystałam tę idealną okazję. Wślizgnęłam się zwinne pod obfite biodra Zosi i położyłam płasko na plecach tak, że moja twarz znalazła się dokładnie pod jej obnażoną kobiecością. Złapałam Zosię mocno za pośladki, przyciągając ją do swojej twarzy, i bez cienia wahania po raz kolejny zatopiłam język w jej gorącym, ociekającym sokami wnętrzu. Zosia wydała z siebie cichy, rwący się okrzyk i niemal straciła równowagę nad Mileną, gdy znowu zaczęłam ze smakowitym zachwytem lizać i ssać jej najczulszy punkt. Układ był perfekcyjny: ja piłam rozkosz z Zosi, Zosia penetrowała i całowała Milenę, a cała nasza trójka płynęła w jednej, rytmicznej fali czystego szaleństwa. Leżąc pod Zosią, słyszałam wyraźnie każdy namiętny dźwięk, głośny oddech, kląskanie łapczywych pocałunków oraz szelest pościeli pod wijącym się ciałem Mileny. Świadomość, że uczestniczę w absolutnym szczycie ich bliskości, wywoływała we mnie ogromną falę ekscytacji i satysfakcji.

Układ zmienił jednak ułożenie. Sprawnie obróciłam się na brzuch, wślizgując się głębiej między uda Mileny. Moje usta i język zastąpiły palce Zosi. Zatapiając się w wilgotnej kobiecości Mileny, zaczęłam rytmicznie i zachłannie ją pieścić, poznając jej intensywny, gorący smak. Zosia, nachylona nad moim grzbietem, nie przerywała pocałunków z Mileną. Jednocześnie jej dłonie powędrowały po moim ciele obejmowała moje boki, aż w końcu sięgnęła pod spód, ujmując moje piersi i delikatnie, rytmicznie je ściskając, co wywoływało we mnie dodatkowe dreszcze. Ciało Mileny reagowało z ogromną siłą. Jej nogi naprzemiennie rozchylały się szerzej i zaciskały wokół mojej głowy, a oddech stawał się gwałtowny i rwący. Z jej piersi wyrywały się głośne mruki rozkoszy. Odgarniała moje włosy z twarzy, by po chwili dłońmi mocno zaciskać się na moich pasmach, przyciągając moją twarz jeszcze bliżej. Zosia co jakiś czas pieczętowała usta Mileny kolejnym głębokim pocałunkiem, tłumiąc jej narastające jęki w własnych wargach.  W sypialni panował absolutny chaos namiętności. Gęste powietrze przesiąknięte było zapachami świec, róż i naszych rozpalonych ciał. Oddechy stawały się coraz bardziej rwące i szybsze, a każdy dotyk wywoływał falę dreszczy i całkowitą utratę kontroli nad czasem.  

Wszystkie trzy uniosłyśmy się z materaca, szukając swoich ust. Pocałunki mieszały się bez przerwy, chwilę całowałyśmy się we trzy, by zaraz Zosia zatopiła się w moich wargach, a po ułamku sekundy odpowiadałam na łapczywy spływ ust Mileny. Znajdując się w samym centrum tego zmysłowego wiru, sięgnęłam dłońmi w dół. Jednocześnie masowałam i delikatnie pocierałam gorące kobiecości obu kobiet. Przez moją głowę przemykała czysta, obezwładniająca ekscytacja, poczucie, że miałam pełny wpływ na rozkosz tak pięknych kobiet i że jestem przez nie obie absolutnie pożądana, doprowadzało mnie do granic wytrzymałości. Ponownie zanurkowałam między gładkie uda Mileny. Tym razem z dziką, skumulowaną intensywnością zaczęłam pieścić językiem jej nabrzmiałą łechtaczkę. Milena reagowała natychmiastowo, jej oddech zamienił się w gwałtowny świst, z gardła wyrywały się coraz głośniejsze jęki, a całe ciało wyginało się i wiło na pościeli. Zosia, leżąc tuż obok, gładziła moje plecy i pośladki oraz opalony brzuch Mileny, stanowiąc czuły, ale niezwykle podniecający doping. Uniosłam jedną dłoń i ujęłam jędrną pierś Mileny, ściskając ją lekko, podczas gdy ona ponownie wplątała palce w moje włosy, przytrzymując moją twarz przy sobie. Nagle zaczęłam precyzyjnie i szybciej pocierać palcami łechtaczkę Mileny. Zosia natychmiast dołączyła do stymulacji, zanurzyła dwa palce głęboko w gorącym wnętrzu swojej partnerki. Doskonale ze sobą współpracowałyśmy, zwinne zwiększając dynamikę ruchów. Nie trwało to długo. Ciałem Mileny wstrząsnęła głęboka, niepowstrzymana ekstaza. Jej biodra uniosły się wysoko, a potężne spazmy orgazmu przejęły nad nią całkowitą władzę. Zosia natychmiast przytuliła ją do siebie, osłaniając i czule całując w skroń i usta, by dać jej oparcie w tej najsilniejszej fali rozkoszy.

Gdy najsilniejsze skurcze u Mileny zaczęły delikatnie łagodnieć. Wciąż spocona i rozpalona, łapczywie sięgnęła po mnie. Przyciągnęła mnie do góry i wpiła się w moje usta drapieżnym, pełnym wdzięczności i nienasycenia pocałunkiem. Odpowiadałam na niego z równą siłą, czując w ustach smak naszej wspólnej rozkoszy. Zalała mnie fala absolutnego triumfu i dławiącego podniecenia wiedziałam, że ten wieczór zmienił wszystko, a granice między nami przestały istnieć.

W tej całej chaotycznej namiętności Zosia położyła się na plecach, a ja dopadłam do niej, kładąc się bezpośrednio na niej. Nasze ciała ocierały się o siebie bez żadnych przeszkód, a gorące kobiecości zetknęły ze sobą, wywołując kolejną falę iskier. Całowałam się z Zosią tak łapczywie, jakby zależało od tego moje życie, by po chwili przenieść się niżej i zacząć chaotycznie, z zachłanną pasją pieścić ustami jej piersi. Zosia głęboko wplątywała ręce w moje włosy, trzymając mnie blisko siebie i jęcząc przy każdym ruchu moich warg. W pewnym momencie Milena pochyliła się, a wręcz położyła całą sobą na moich plecach. Czułam ciepło jej ciała i miękkość jej piersi ocierających się o moje łopatki. Milena naprzemiennie składała gorące pocałunki na moim ramieniu albo sięgała ustami do Zosi, dzieląc się z nią wargami ponad moją głową. Po chwili Milena złapała mnie mocno za biodra i pociągnęła do góry, do pozycji prostej. Klęczałyśmy obie wyprostowane na materacu, złączone ciałami. Dłonie Mileny nieprzerwanie pieściły i gładziły moje skroniowe, rozgrzane ciało, skupiając się z zachłanną czułością na moich piersiach, które delikatnie ugniatała i ściskała. Jej usta zatopiły się w mojej szyi, znacząc ją wilgotnymi, głębokimi pocałunkami, które przyprawiały mnie o dreszcze. Nie przerywając tej zmysłowej bliskości z Mileną, sięgnęłam dłonią niżej, do leżącej pod nami Zosi. Zanurzyłam palce głęboko w jej rozgrzanym wnętrzu. Ciało Zosi natychmiast zareagowało, wygięła się w łuk i zaczęła się znów gwałtownie wić, zatracając w niepowstrzymanym rytmie moich ruchów.  Chaos i temperatura w sypialni rosły z każdą sekundą. Czułam, jak zatracałam się w tej potężnej fali dotyku, a moje serce waliło jak oszalałe od nadmiaru emocji. Byłam kompletnie odurzona zapachami, bliskością i obezwładniającym poczuciem, że stałam się obiektem pożądania tych dwóch niezwykłych kobiet. Moje ciało płonęło. Milena z tyłu ściśle przylegała swoimi jędrnymi piersiami do moich pleców, obejmowała mnie ciasno w pasie i dłońmi gładziła moją skórę, nie przerywając ani na chwilę znaczenia gorącymi, namiętnymi pocałunkami mojej szyi. W tej samej chwili penetrowałam palcami Zosię z coraz większą dynamiką i pasją. Jej opalone ciało falowało gwałtownie pod moim dotykiem, biodra unosiły się szaleńczo, aż w końcu wstrząsnął nią potężny, głęboki orgazm. Poczułam, jak jej gorące wnętrze ciasno i rytmicznie zaciskało się na moich palcach, a obfita wilgoć spływa po moich dłoniach.  

Po chwili znów zapanował zmysłowy chaos. Milena przemieściła się sprawnie po materacu, pochyliła nad wciąż drżącą Zosią i zatopiła w jej ustach łapczywym, pełnym dziękczynienia pocałunku. Trwało to dłuższą chwilę, po czym obie przeniosły całą swoją uwagę na mnie. Zosia i Milena zaczęły naprzemiennie i jednocześnie całować moje usta, policzki i szyję, delikatnie popychając mnie na miękkie poduszki. Położyły mnie na plecach, a moje ciało zadrżało w oczekiwaniu. Zosia bez chwili wahania zanurkowała głęboko między moje uda, a jej ciepły, sprawny język natychmiast zaczął zachłannie i precyzyjnie pieścić moją mocno już rozpaloną kobiecość. W tym samym czasie Milena położyła się tuż obok mnie. Przytuliła się do mojego boku, wplątała palce w moje włosy i wpiła się w moje usta w głębokim, nasyconym pocałunku. Nasze języki tańczyły w dzikim, zmysłowym rytmie, podczas gdy pieszczota Zosi na dole spychała mnie prosto w przepaść obezwładniającej rozkoszy. Byłam już tak bezgranicznie rozpalona i podniecona, że błoga fala rozkoszy narastała we mnie w zastraszającym tempie. Moje ciało falowało rytmicznie na pościeli w niespokojnym, pożądliwym odruchu. Całą sobą odpowiadałam na głębokie, dojrzałe pocałunki Mileny, podczas gdy wolną dłonią wplątałam palce w gęste włosy Zosi, przytrzymując jej głowę przy sobie. Język Zosi operował między moimi udami z nieprawdopodobną pasją, precyzją i drapieżną żądzą, wypijając ze mnie każdą kroplę podniecenia. Skumulowane emocje, zapach waniliowych świec, ciepło dwóch ciał i świadomość, że obie kobiety skupiały całą swoją uwagę na mojej przyjemności, stworzyły mieszankę wybuchową. Nie byłam w stanie dłużej się powstrzymywać. Moim ciałem gwałtownie wstrząsnął potężny, niezwykle mocny orgazm. Cała się wygięłam, biodra uniosły się wysoko w górę, a ciało zaczęło się wić i drżeć w bezwolnych, szalonych skurczach. Z moich ust, zatopionych na zmianę w wargach Mileny i chwytających rwany oddech, wyrywały się ciche, stłumione jęki czystej ekstazy. Czułam, jak całe napięcie zebrane z całego dnia uchodziło ze mnie w tym jednym, niekończącym się porywie rozkoszy.

Burza najsilniejszych skurczów wreszcie ustała, Zosia uniosła głowę i wślizgnęła się na górę materaca, dołączając do nas. Leżałyśmy ciasno złączone, dziewczyny ułożyły się po moich bokach, a chwilami opierały się całym swoim ciężarem na moim ciele. Namiętność nie wygasła, jedynie zmieniła swój rytm na spokojniejszy, bardziej czuły. Przez dłuższą chwilę całkowicie zatraciłyśmy się w bezsłownym splotów warg: całowałam się z Zosią, czując na plecach ciepłą dłoń Mileny, by po chwili odwrócić głowę i zatopić usta w dojrzałych, aksamitnych wargach bizneswoman, podczas gdy Zosia składała miękkie pocałunki na moich obojczykach i szyi.

Po długim czasie tych nasyconych bliskością pieszczot, Milena wsparła się na łokciu. Jej opalone dłonie nie przestały jednak wędrować, jedną dłonią delikatnie gładziła udo Zosi, a drugą powoli przesuwała po moim brzuchu, kreśląc na nim leniwe okręgi. Na jej twarzy błąkał się niezwykle urokliwy, pełen satysfakcji uśmiech.
— I jak, kochanie? — odezwała się Milena, patrząc na Zosię głębokim, ciepłym wzrokiem, w którym wciąż tliły się iskry powstrzymanego ognia. — Niespodzianka spełniła twoje oczekiwania?
Zosia odetchnęła głęboko, przytulając się mocniej do mojego boku. Wyglądała na całkowicie oszołomioną, rozleniwioną i do granic możliwości ukontentowaną.
— Milena… ja wciąż nie do końca wierzę w to, co się właśnie wydarzyło — odparła Zosia z cichym, niezwykle zmysłowym śmiechem. — Przygotowałaś to genialnie. Jestem absolutnie zachwycona… i chyba po raz pierwszy w życiu zupełnie pozbawiona słów.
Zosia obróciła głowę w moją stronę, wspierając brodę na mojej piersi. Jej zielone oczy, rozświetlone blaskiem dogasających świec, wpatrywały się we mnie z niesamowitą czułością i ciekawością.
— A ty, Gabi? Jak twoje samopoczucie? Nie przytłoczyłyśmy cię tym wszystkim?
Uśmiechnęłam się szeroko, odgarniając kosmyk ciemnych włosów z jej czoła.
— Przytłoczyłyście? Zosiu, ja pragnęłam cię od pierwszego dnia, kiedy tylko przekroczyłam próg waszego domu — wyznałam szczerze, a w moim głosie pobrzmiewała aksamitna nuta rozkoszy. — Patrzyłam na ciebie w ogrodzie, w salonie… i za każdym razem musiałam gryźć się w język. Dzisiejsza noc była spełnieniem moich najskrytszych fantazji. Jesteś niesamowita.
Spojrzałam w stronę Mileny, przesyłając jej gorące, pełne podziwu spojrzenie.
— A tebie, Mileno, jestem ogromnie wdzięczna za ten wieczór — dodałam, czując, jak dłoń jej na moim brzuchu lekko się zaciskała w odpowiedzi. — Pokazałaś dzisiaj potężny ogień. Zaaranżowanie tego wszystkiego, ta odwaga i pewność siebie… po prostu zwalają z nóg.
Milena zaśmiała się cicho, pochylając się nad nami obiema.
— Wiedziałam, co robię, Gabi — mruknęła z dumnym uśmiechem, muskając najpierw moje usta, a potem usta Zosi. — Kiedy zobaczyłam, jak na siebie patrzycie, rozdzielanie was byłoby grzechem przeciwko zmysłom. Nasza sypialnia zyskała idealny, piękny pierwiastek. I coś mi mówi, że ten wieczór to dopiero początek naszej nowej tradycji.
— Jeśli tak wyglądają twoje nowe tradycje, kochanie, to zamierzam brać w nich udział bez żadnych zastrzeżeń — odpowiedziała Zosia, przygryzając figlarnie dolną wargę i patrząc na nas obie.

Po tym długim, wypełnionym uśmiechami i czułym dotykiem dialogu, nastała błoga cisza. Połączyłyśmy się jeszcze w jednym, wspólnym, powolnym pocałunku, po czym zmęczenie i obezwładniające odprężenie wreszcie wzięły górę. Milena i Zosia ułożyły się wygodnie bezpośrednio na mnie. Znalazłam się w samym centrum ich świata, Zosia wtuliła głowę w moją pierś, opierając nogę na moich udach, a Milena przytuliła się z drugiej strony, składając ostatni pocałunek na moim ramieniu. Objęłam je obie mocno ramionami, czując miarowe uderzenia ich serc i ciepło spoconych ciał. W tak szczelnym, zmysłowym uścisku, otoczona zapachami wanilii i naszej wspólnej rozkoszy, powoli odpłynęłam w głęboki, spokojny sen.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Jakub

    No proszę, takiego obrotu spraw się nie spodziewałem!  Najpierw spodobała mi się postawa Zosi, która mimo zauroczenia potrafiła postawić granicę w imię miłości. A potem Milena zaskoczyła chyba wszystkich!  Widać, że nawet przy najlepszych intencjach uczucia potrafią wymknąć się spod kontroli. Bardzo wciągająca część.

    11 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @Jakub Cieszę się, że zaskoczyłam :*

    6 godz. temu