
Myślałam, że ta noc się nigdy nie skończy. Słowo daje, to był najdłuższy, najcięższy i najgorszy dzień w moim życiu. Najpierw to spotkanie w hotelu z Baranowskim, na którym zjawił się nieoczekiwany gość. Potem moje myśli samobójcze i schlanie się nad rzeką. Na koniec jeszcze rewelacje z historii rodziny Baranowskich, z których wynikało, że Sylwia ma niemal pedofilską relację z Pawłem. No i na koniec akcja z bliźniakami. Tego było za wiele.
Karetka przyjechała w miarę szybko. Ratownikom wcale jednak się nie spieszyło. Pozabierali swoje torby i szli do domu powolnym krokiem, przy okazji zerkając na mnie.
— Pani nic się nie stało?
— Nie — odpowiedziałam z lekko wymuszonym uśmiechem na twarzy. Ratownik otaksował mnie wzrokiem. Dopiero po kilku sekundach zrozumiałam, że chłopak chciał mnie po prostu zbadać. No niestety bez fałszywej skromności musiałam spojrzeć prawdzie w oczy. Podobałam się facetom. W moim przypadku trzeba dodać do tego wyrażenia słowa "niestety".
Sylwia, która jeszcze pół godziny temu była kompletnie zalana i bełkotała, teraz siedziała przy Pawle i sprawiała wrażenie, że cały wypity alkohol z niej wyparował. Stres zrobił swoje. Nie mogłam się dziwić. Słowa Piotrka o tym, że "zabił tego lamusa" przyprawiły mnie o zawał, co dopiero matkę. Na szczęście były mocno przesadzone.
Baranowscy zareagowali jak jebane posągi. Patrzyli na Piotrka jak na kosmitę. Tomcio, zamiast od razu ruszyć na górę i sprawdzić sytuację zaczął zadawać najgłupsze pytania w stylu: jak i czym. Przez chwile miałam wrażenie, że był pod wrażeniem tego, co miał rzekomo zrobić jego ukochany synalek i było mu to na rękę.
Ruszyłam od razu na górę. Paweł leżał w swoim pokoju na środku przygnieciony szafką z książkami. Płakał. Ucieszyłam się z tego, bo to znaczyło, że żył. Chciałam natychmiast ruszyć na dół i naprawdę zabić jego brata, ale musiałam się zająć moim uczniem. Ten kretyn zwalił na niego chyba ze trzysta kilogramów. Może faktycznie myślał, że go zabił?
Po chwili dołączyła do mnie Sylwia. Baranowski ze sprawcą tego nieszczęścia dowlekł się na górę na końcu. Praktycznie we dwie odrzuciłyśmy wszystkie książki i szpargały a na końcu sam regał. Paweł trzymał się za nogę. Opuchlizna była już bardzo widoczna. Kończyna ewidentnie była złamana.
— Spokojnie Paweł wszystko będzie dobrze — powiedziałam do niego, uśmiechając się przy tym, jak tylko umiałam, żeby dodać mu otuchy.
— Trzeba go zawieść do szpitala — rzucił Baranowski
— Karetkę wezwać. Przecież jak ze złamaną nogą do samochodu! - zaoponowała matka chłopaka.
— Jaką karetkę? A jak zaczną pytać, kto mu to zrobił? Piotrek nie potrzebuje kłopotów — żachnął się Tomasz, a ja nie wierzyłam w to, co słyszę.
— Dzwoń po pogotowie! — krzyknęłam na niego, nie zważając na jego reakcje i konsekwencje. Miałam je w dupie. Co za debil skończony! Wieść chłopaka w takim stanie autem, bo ukochany synalek mógłby mieć kłopoty. Ten facet naprawdę nie kochał Pawła. Dla niego liczył się tylko ten jebany niedoszły gwałciciel.
Ostatecznie to ja musiałam wezwać pogotowie, które już zdążyło zająć się chłopakiem tak, jak należało. Było mi ogromnie żal Pawła. Płakał z bólu.
— Jedziemy za nim do szpitala — oświadczyła Sylwia.
— Jak jedziemy? Czy ty słyszałaś, co powiedziałem, kiedy wróciłem? Muszę jechać do Niemiec i to natychmiast. Ciotka zaraz umrze.
— Do kurwy nędzy! Twój syn właśnie jedzie do szpitala!
— Widzę i co z tego? Jak mu tam pomogę? - odpowiedział zimnym, pełnym spokoju i zobojętnienia tonem.
Chciałam się na typa rzucić. I pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu mi się podobał. Boże, jak można się pomylić na ludziach.
— Piłam! Edyta też, a taksówka tu raczej o tej porze nie dotrze. Więc przestań pierdolić, tylko odpalaj auto!
Sylwia natychmiast zaczęła się ubierać. Baranowski widząc determinację w oczach żony, pokiwał bezradnie głową, po czym podjął ostatnią próbę.
— Nie zostawimy przecież Piotrka samego w domu. Chyba że Edyta z nim zostanie.
— Nie, Edyta jedzie z nami. Piotrek da sobie rade. Będzie miał czas przemyśleć to, co zrobił i przygotować się na rozmowę po naszym powrocie. Tolerowałam wiele, ale to, co dziś zrobił, przelało czarę goryczy. Twój ukochany synalek zapamięta sobie do końca życia karę, jaką dostanie za to, co zrobił.
— Spokojnie, nie wiemy co się tak naprawdę ...— zaczął biznesmen.
— Co kurwa nie wiemy! Zapomniałeś, że przyznał się, jak tylko zszedł na dół. On myślał, że zabił Pawła i mówił o tym, jakby rozdeptał pająka! Czy ty zawsze musisz go bronić? Tomasz, do ciężkiej cholery, nie mam już siły!
Baranowska była gotowa. Stała przy drzwiach, w przeciwieństwie do swojego męża, który nadal nie miał zamiar opuszczać domu.
— Dobra. Zadzwonię po siostrę. Niech ona z nim zostanie — oświadczyła psycholog, po czym trzęsącą się ręką rozpoczęła połączenie.
Pół godziny później siedziałam już na tylnym siedzeniu BMW, słuchając chcąc nie chcąc krzyków i wzajemnych oskarżeń. Czułam się niezręcznie i zastanawiałam, po co właściwie jadę z nimi. Przecież byłam im zbędna. Dopiero po kilku kilometrach sobie to uświadomiłam. Z drugiej strony tak bardzo bałam się o Pawła, że chciałam jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Naprawdę darzyłam tego chłopaka ogromną sympatią. Przynajmniej miałam nadzieje, że to tylko sympatia. Właśnie w takich chwilach jak ta nasza podświadomość daje o sobie znać i dociera do nas to, co było oczywiste, ale to wypieraliśmy.
Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Paweł był już w gabinecie zabiegowym. Pielęgniarka z SOR uspokoiła Baranowskich, że ich syn jest w dobrych rękach.
Przeszliśmy do poczekalni.
— Edyta! Co ty tu robisz? Skąd wiedziałaś? Nie mogłam się do ciebie dodzwonić!
Początkowo myślałam, że chodzi o kogoś innego. Dopiero po sekundzie zrozumiałam, że te słowa kierowane są do mnie.
To był szok! Na jednym z krzeseł siedziała moja mama. Była zapłakana. Tego się nie spodziewałam. W mig dotarło do mnie, że coś musiało się stać z moją siostrą.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
andkor
Warto było poczekać na dalszą część.