Korepetytorka 4

Korepetytorka 4Po kilku deszczowych dniach dzień, w którym miałam zacząć pracę, był piękny i słoneczny. Nigdy nie wierzyłam w przesądy, ani tego typu podobne rzeczy, ale czułam, że tym razem jest to zwiastun czegoś dobrego. Byłam lekko poddenerwowana, ale to chyba normalne, zwłaszcza po wczorajszej rozmowie z Sylwią i wcześniejszej z jej mężem. Na początku miałam obawy czy sobie poradzę, ale kiedy wczoraj cały wieczór analizowałam sytuacje, uznałam, że będzie dobrze. W głowie utkwiły mi słowa Baranowskiej, jakie skierowała pod adresem jej małżonka. Nie sądziłam, że ten facet może oglądać się za innymi kobietami, ale świadomość, że mogę być kolejną z nich i będę przez niego być może podrywana, był dla mnie bardzo ekscytujący. Bałam się tylko, że to jakaś intryga a ja zostanę wrobiona w romans tylko po to, by pomóc Sylwii w podziale majątku przy ewentualnym rozwodzie. O takich rzeczach do tej pory słyszałam tylko w telewizji, ale czasy są, jakie są. Nie wydawało mi się jednak, by Sylwia chciała mnie użyć jako narzędzia. Zapewne przesadza i jej podejrzenia są na wyrost. Baranowski nie wygląda na kobieciarza, ale kto go tam wie. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.
Drogę do Baranowskich przemierzałam pieszo. Niedawno wybudowali w wiosce chodnik. Mieszkańcy walczyli o to bezskutecznie kilka lat. Ciekawiło mnie, czy fakt, że przeprowadził się do wioski tak bogaty, i wpływowy człowiek jak Tomasz miał na to jakiś wpływ. Wglądał na człowieka, który wie jak rozmawiać z ludźmi, także politykami. W każdym razie miło z ich strony, że w końcu zrealizowali tę inwestycję, ponieważ białe szpilki, jakie założyłam tego dnia, źle zniosłyby nierówne pobocze. Na sobie miałam jeszcze kwiatową sukienkę do kolan. Pod nią założyłam biały stanik, który lekko przebijał, no ale przecież byłam tylko biedną nauczycielką, która niechcący musi eksponować swoje walory, by zachęcić swoich uczniów do pilnej nauki. Kiedy obejrzałam się w domu, w lustrze wyglądałam po prostu dobrze.  
Baranowska podobnie jak wczoraj powitała mnie uśmiechem. Zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego, w którym zaplanowała naszą pierwszą, jak na razie wspólną lekcję. Po obu stronach stołu siedzieli już moi uczniowie. Nigdy wcześniej ich nie widziałam, oni mnie także. Tego drugiego tak naprawdę nie mogłam być pewna, ale liczyłam na to, że mimo wszystko nie grzebali po moim profilu na facebooku. Nie było tam nic zdrożnego, ale zdjęcia nie pasowały do obrazu przykładnej nauczycielki. Czasem z koleżankami lubiłyśmy robić selfie w dziwnych miejscach.
Piotrek i Paweł, choć byli bliźniakami, nie byli do siebie łudząco podobni. Od razu wiedziałam, który jest który. Paweł siedział z zaciekawioną mina spokojnie przy stole. Piotrek bawił się telefonem i nawet widok jego matki z nauczycielką wchodzącą do pokoju nie zrobił na nim większego wrażenia. Nie raczył nawet powiedzieć dzień dobry, co jednak zrobił Paweł. Piotrek oderwał na chwile wzrok od telefonu i spojrzał na mnie. Przejechał wzrokiem po moim ciele z dołu do góry i uśmiechnął się, po czym z powrotem skupił się na telefonie.
- To jest Edyta, wasza nowa nauczycielka — powiedziała pani Sylwia.- Zostawiam was z nią i błagam, nie naróbcie nam z ojcem wstydu. Przynajmniej raz.
Baranowska wyszła z pokoju, co spowodowało lekką konsternację. Paweł chyba nie wiedział, czy ma wstać i się przywitać, czy dalej siedzieć za stołem. Czułam, że chciałby to zrobić, ale jego nieśmiałość i strach mu to uniemożliwiają.
Piotrek z kolei łaskawie odłożył telefon i po raz kolejny otaksował mnie wzrokiem. Moje ciało musiało go bardzo zainteresować. Nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle, ale po wczorajszej rozmowie z Baranowską byłam na to przygotowana. By zakończyć tę niezręczną ciszę, postanowiłam sama zacząć od przedstawienia swojej osoby.
- Jak już wasza mama powiedziała mam na imię Edyta. Nie powiem ile mam lat, ale jestem niewiele starsza od was. Wasi rodzice zatrudnili mnie, bym nauczyła was posługiwać się w stopniu komunikatywnym językiem niemieckim. Liczę, że nie będziecie złośliwi i pozwolicie mi na dobre wykonanie powierzonej pracy.
To przemówienie w zamyśle miało być luźne i zbliżyć nas do siebie, ale wyszło strasznie oficjalnie. Wybaczyłam sobie to szybko i postanowiłam skupić się na tym co przede mną, a nie na tym co za mną. Usiadłam przy stole i zaproponowałam, by oni coś o sobie opowiedzieli.
- Znając naszych rodziców, to zapewne wprowadzili już panią w klimat, jaki panuje w tym domu i relacje między nami. Nie widzę sensu, byśmy strzępili język po próżnicy — powiedział opryskliwie Piotrek.
Nie zaskoczył mnie tym. Dopiero w tym momencie tak naprawdę doceniłam rozmowę, jaką wczoraj odbyłam z Sylwią i nastawienie do sprawy, jakie we mnie zaszczepiła. Gdybym nie była na to przygotowana, zapewne byłabym teraz w pierwszym dołku z powodu przeświadczenia, że nie dam rady tego chłopaka niczego nauczyć.
- Ciekawe. A może ty masz inne zdanie w tej kwestii? - zapytałam, kierując wzrok na Pawła.
- Ten przygłup zawsze ma inne zdanie — powiedział Piotrek.
- Nie no chłopaki proszę was. Jesteście prawie dorośli, dajcie sobie spokój i skupcie się na tym, by w spokoju i dobrej atmosferze nauczyć się nowego języka. Chyba nie chcecie wyjść przed ciocią na nieuków?
- Ta ciotka nawet nas nie zna, ani my jej. Nauka języka, by zadowolić jakąś starą babę z Niemiec to głupota — powiedział Piotrek.
- Nie mów tak, ona bardzo pomogła naszemu tacie — odezwał się w końcu Paweł.
- Zamknij ryj maminsynku!
- Chłopaki prosiłam o coś. Piotrek! - powiedziałam lekko podniesionym tonem, co chyba bardziej przeraziło mnie niż moich rozmówców.
- Proszę nie zwracać na niego uwagi, on tak zawsze — powiedział Paweł.
- Przestań wygadywać głupoty, bo zaraz osobiście zamknę ci te paszczę ! — powiedział Piotrek, po czym wstał od stołu. Zanim się nie obejrzałam, trzymał już brata za koszulkę i zrzucił z krzesła. Paweł uderzył z impetem o ziemię. Wiedziałam, że jeśli zaraz czegoś nie zrobię, to się pozabijają.
Sama nie wiem, skąd wzięłam w sobie tyle siły i odwagi, ale chwyciłam od tyłu Piotrka i odciągnęłam go od Pawła.
Postawiłam go pod ścianą.
- Wow! Tak na chama? A gra wstępna to gdzie? - zapytał rozbawiony.  
Faktycznie trochę miał rację. Gdyby ktoś teraz wszedł, nie znając kontekstu, mógłby dojść do wniosku, że chce go zgwałcić. Poczułam jego zapach. Przez chwilę nawet mnie zamroczyło. To nie były silne perfumy, ani zapach ubrań. To był zapach młodego faceta. Poczułam się ogromnie przyjemnie móc być tak blisko niego. Poczułam chęć, aby go pocałować, a może nawet na coś więcej. Nie miałam pojęcia, skąd to się wzięło. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczałam. Opamiętałam się. Puściłam go i podeszłam do Pawła. Nic mu się nie stało, nie miał siniaków ani skaleczeń.
- Nie spodziewałam się po tobie takiego zachowania — powiedziałam do Piotrka.
- To ten idiota mnie sprowokował!
- Dosyć! - krzyknęłam, żeby pokazać, że nie mam ochoty na zbędne dyskusje.
Siadajcie do stołu. Dzisiejszą lekcję dociągniemy jakoś do końca, a od jutra spotykać będziemy się indywidualnie.
- Zabrzmiało zachęcająco — powiedział Piotrek.
Doceniłam jego dowcip, ale nie chciałam w żaden sposób go komentować.
Podyktowałam im słówka do nauki. Wymieniłam wszystkie części ciała i podałam ich niemieckie odpowiedniki. W planach miałam coś innego, ale stwierdziłam, że za takie zachowanie zwłaszcza Piotrkowi przyda się nauczka. Jak posiedzi cały wieczór i wykuje na blachę trzydzieści nazw, to może następnym razem będzie lepiej.
- A co będzie, jak się nie nauczę? - zapytał Piotrek.
- Nie uczysz się na ocenę ani dla mnie, tylko dla siebie.
- Jasne — powiedział z głupim uśmieszkiem na twarzy.
Znów nastała niezręczna cisza. Pawła także zaciekawiła perspektywa jakiejś nagrody za pracę nad wyuczeniem się nowych słów z niemieckiego.
- Dobra. Coś wymyślę, ale na razie jest to gadanie o gruszkach na wierzbie. Nauczcie się słówek, a potem pomyślimy o nagrodzie.
- Umówmy się, że podzieli pani te słowa na pięć pakietów po sześć. Jeśli odpowiem prawidłowo na wszystkie sześć pytań o części ciała z danego pakietu, to w zamian zdejmie pani jakąś część ubrania i powie po niemiecku, jak się nazywa.
Byłam w szoku. Nie spodziewałam się takiej bezpośredniości z jego strony. Gdyby jeszcze zaproponował to tylko w mojej obecności to jeszcze, ale powiedział to przy Pawle. Widziałam, że zawstydził się tym, co zaproponował jego brat.
- Uznam, że tego nie słyszałam — powiedziałam.
- Szkoda. A już miałem ochotę na wieczorną naukę, a tak to nici.
Zrozumiałam, że ten gówniarz zaczyna sobie pogrywać. Pamiętałam, co doradzała mi Sylwia. Przewidziała dokładnie, że swoją seksualnością będę mogła zmotywować go do działania. Zgodziłabym się nawet, ale obecność świadka takiej deklaracji nie ułatwiała mi zadania.
- A ja jaką nagrodę dostanę, jak nauczę się wszystkiego?— zapytał Paweł. Miałam wrażenie, że zrozumiał moją sytuację i chciał tylko zmienić temat.
- A ty masz jakieś propozycje? - zapytałam chłopaka z uśmiechem na twarzy. Chciałam go ośmielić i przy okazji pokazać, że śmieję się z propozycji jego brata, by nie traktował tego na serio.
- Nie mam pojęcia — powiedział spokojnie.
- Dobra. Posłuchajcie. Tu jest mój mail. Od jutra pracujemy indywidualnie. Napiszcie mi wieczorem wiadomość, jakiej nagrody oczekujecie w zamian za perfekcyjne opanowanie zadanego materiału, a ja obiecuje dąć wam szybko odpowiedź w tej sprawie. Czy tak może być?
- Bracia pokiwali głowami i zanotowali mój adres.
Cieszyłam się, że ta lekcja się skończyła. Wracając do domu, miałam tysiąc myśli w głowie.
Zastanawiałam się ciągle nad sytuacją kiedy podnieciła mnie bliskość Piotrka. Nawet jego propozycja nagrody nie zaczepiła mi się tak mocno w głowie jak to. On mnie po prostu podniecił. Wieczorem zajrzałam na maila. Chłopak powtórzył propozycje. Zgodziłam się, ale zastrzegłam, że buty także wchodzą w grę, a granicą bezwzględną jest bielizna. Odpisał tylko „ok”. Wiadomości od Pawła nie dostałam.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 1899 słów i 10598 znaków, zaktualizował 29 maj o 14:37. Tagi: #nauczycielka #lekcje #bielizna #dotyk

1 komentarz

 
  • Beata12

    Ciekawa historia. W przeciwieństwie do Edyty, ja zawsze wolałam uczniów takich jak Paweł. Chojraczek to zaraz pobiegnie wygada wszystko swoim koleżkom. A z chłopcem nieśmiałym to zawsze jest relacja: trochę nauczycielka, trochę przyjaciółka. Płonące oczka gdy usłyszy z moich ust komplement. Uśmiech gdy położę mu na ramieniu dłoń. Kwestia priorytetów (kto ważniejszy: koledzy czy pierwsza miłość).
    Kilka uwag od byłej już korepetytorki. Buty? Rodziny raczej proponują kapcie i tutaj to obuwie się zmienia. Rodzice są z wyższych sfer i rozumiem jest to elegancki dom? Nagie nogi odpadają, faux pas, rajstopy albo pończochy. Łączone lekcje to rzadkość i zmiana na zajęcia indywidualne to dobra decyzja, choć nigdy nie miałam bliźniaków to tutaj mogę się mylić. Chętnie przeczytałabym opis pokoju w którym chłopiec mieszka, szczególnie Pawełek, to są jednak rzeczy na które kobieta zwraca uwagę. Ucząc języka obcego łatwo można przełamać nieśmiałość pytając właśnie o rzeczy którymi uczeń się interesuje, oczywiście w języku obcym. Pozdrawiam.