Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Królewna Śnieżka i siedmiu... cz. 7.

     Laura wyjechała swoim Mercedesem i towarzyszył jej tylko jeden wóz z czteroma ochroniarzami. Brakowało może cztery kilometry do miejsca spotkania w domu jednej z przyjaciółek, kiedy nagle czarne Tahoe musiało gwałtownie hamować, bo spory truck wyjechał nagle z bocznej ulicy. Wszystko stało się tak szybko, że Laura nie zdołała nawet zauważyć. Szybko podjechał srebrny Mercedes, bliźniaczy do jej. Z wielkiego trucka ktoś wystrzelił małą rakietnicę i czarny Tahoe został, trafiły, a siła wybuchu odrzuciła jej wóz o kilka metrów. Kiedy oprzytomniała zrozumiała, że została porwana. Siedziała gdzieś, najprawdopodobniej na krześle, ale nie wiedziała na pewno. Na głowie miała worek a ręce skrepowano sznurem.

– Ratunku – zawołała napełniona strachem.

     Najczarniejsza wizja Waltera właśnie się spełniła.
,,To kara, za to, jak postąpiłam z Samanthą” – gorzka myśl rozwiercała jej głowę.

     Po kilku chwilach usłyszała, że ktoś otwiera drzwi i zaraz potem ktoś zdjął worek z głowy.

     Osoba, która stała przy niej miała maskę.

– Rozumiesz, że jesteś porwana. Nikt nie ocalał z twoich ochroniarzy – osoba musiała mówić przez mikser, bo głos był mocno zniekształcony.

– Chcę pić i muszę do toalety.

Porywacz rozwiązał jej dłonie.

– To na razie twój nowy dom. Czuj się jak u siebie.

     Wyszedł i zamknął drzwi. Dopiero teraz zobaczyła stolik obok ze szklanką wody. Rozejrzała się wkoło. Wstała i doszła do drzwi, które okazały się wejściem do łazienki. W dole drzwi, którymi wyszedł porywacz, dostrzegła małe wejście. Domyśliła się, że tamtędy będzie otrzymywać posiłki. Nie miała pojęcia, gdzie jest.  
     Porywacze ubrali ją w nowe rzeczy. Z pewnością zniszczyli komórkę, więc nikt nie mógł jej zlokalizować. Zaczęła się zastanawiać czy dowie się czegoś więcej. Ile mogli żądać? Pół miliarda, miliard? To spora suma więc odpadała kwestia gotówki.  
     Czekała, bo nie mogła więcej nic zrobić. W celi nie było okien, ale działała klimatyzacja i nie było zimno. Zapamiętała, że osoba w masce klauna miała około sześciu stóp wzrostu. Prawdopodobnie był mężczyzną.
     
     Wkrótce po porwaniu, dokładnie dziesięć minut później, zadzwoniła komórka Waltera. Policja powiadomiła go o tym, co się stało. Nie mógł uwierzyć. Kilka minut później pojawiły się policyjne wozy na jego terenie. Rozmawiał z gościem, który przedstawił się jako agent Corwilins i pokazał legitymacje, że jest z FBI. Rozmawiali w otoczeniu trzech mężczyzn w różnym wieku i jednej kobiety. Wszyscy okazali dokumenty Biura Federalnego. Agent Corwilins przekazał, że badają ślady i powiadomią go, jeśli coś ustalą.  
     Walter był załamany. Podobnie jak Laura jego pierwszą myślą było to, że los go skarał za zło, które uczynił córce. Wizyta agentów trwała około czterdziestu minut.  
     Mniej więcej w tym samym czasie inna, mniejsza grupa agentów odwiedziła mieszkanie Glassa. Zarówno Arnold, jak i Sam byli w szoku. W głębi serca nie wierzyli, że coś podobnego mogło się zdarzyć. Ludzie z FBI obiecali ochronę całodobową i polecili Arnoldowi nie opuszczać domu. Musieli wiedzieć, że córka Brooka jest u niego. Zapytali Samanthy, czy woli być tutaj, czy w domu ojca. Dziewczyna wyraziła chęć pozostania w domu Arnolda. Agenci, na zadawane pytania dawali wymijające odpowiedzi. Obiecali informować. Po ich wyjściu Walter zadzwonił do Samanthy, ponieważ cały czas miała ze sobą komórkę. Prawdopodobnie obie grupy agentów pozostawały w kontakcie.

– Kochanie, już wiesz – głos wskazywał, że jest kompletnie przybity.
– Tak, byli agenci FBI. Zostanę u Arnolda. Prosili, byśmy nigdzie nie wychodzili i mamy ochronę całodobową.
– To dobrze. Skarbie... powiedziałem mamie. Miała jutro do ciebie dzwonić i poprosić byś wróciła. Jest mi strasznie przykro, że okazałem się tchórzem.
– Czy po rozmowie nic się między wami nie zmieniło? – zapytała spokojnie.
– Nie. Jest lepiej niż dwa lata temu. Proszę, wybacz mi – głos wskazywał, że jest bliski płaczu.
– Jest w porządku. Bałeś się. Ja to rozumiem. Nie mam żalu ani do ciebie, ani do mamy. Niestety nie może się cieszyć waszym szczęściem. Czy porywacze się z tobą skontaktowali?
– Jeszcze nie. Będą żądać pieniądze. Zapłacę każdą cenę...
– Dziękuje, że zadzwoniłeś.  
     Arnold ma wciąż swoje kontakty. Spróbuje coś się dowiedzieć. Bądź dzielny i dobrej myśli. Kocham cię, tatku.

– Ja ciebie, też córeczko. Chyba nie zrobią jej krzywdy?
– To byłoby nielogiczne. Pytanie, kto to zrobił. Dzwoń, jak się czegoś dowiesz. Do usłyszenia.

     Przerwała połączenie. Spojrzała na Arnolda.

– Wiesz, co można zrobić? – opatrywała się z nadzieją w oczy blondyna.

     Milczał przez chwilę i po chwili zaczął opowiadać. Nadal miał znajomości, ale na razie z nikim nie rozmawiał. Samantha robiła wrażenie spokojnej, Wiedziała, że panika, smutek czy zdenerwowanie w niczym nie pomoże.
     Przez następne trzy dni nic się nie zmieniło. Porywacze nie dali śladu życia, a policja i służby nie mogły znaleźć niczego. Ustalono tylko, że strzelano z amerykańskiej broni. O porwanie mogli być podejrzani wszyscy, a szczególnie ci, którzy wiedzieli, kim jest Walter Brook. Przeprowadzono rozmowy z członkami zarządu GazTex. Co, ale nie dały wiele.  
     Najgorsze było milczenie ze strony porywaczy. Stawało się jasne, że ten, kto to zorganizował, musi się znać na robocie. Zarówno Walter, jak i Arnold meli przemyślenia czy nie jest w to zamieszana służba. CIA a może też FBI. Wszyscy czekali na jakiś znak od złoczyńców. W sobotę po południu do sieci FBI weszła wiadomość z nieznanego mocno zaszyfrowanego źródła, że porywacze żądają miliarda dolarów. O informacjach gdzie pieniądze mają być przesłane, mieli zawiadomić później. Mimo wysiłków wielu fachowców nie udało się ustalić kto i skąd wysłał wiadomość. Odkryty numer IP okazał się fałszywy. Wyglądało na robotę profesjonalistów wysokiej klasy.
     Przez następny tydzień nic się nie posunęło do przodu. Jakby porywacze zapadli się pod ziemię.

     Laura nie widziała nikogo. Dostarczano jej jedzenie. W łazience miała mydło, ręcznik i ciepłą wodę. Trzymała się dzielnie, ale z kolejnymi dniami zaczęła się załamywać. Nie obawiała się o życie. Chciała zobaczyć córkę, męża i Arnolda. Czuła, że Samantha jest z Niemcem. Martwiła się, jak Walter znosi to psychicznie. Nic więcej nie mogła zrobić.

     Przyszła niedziela rano. Od wiadomości o porwaniu Samantha nie miała zbliżenia z Arnoldem. Kochali się w sercach, ale ze zrozumiałych powodów pragnienie ciał odeszło. Zrobiła z nim śniadanie i potem je zjedli.

– Czy nic nie można zrobić? – Samantha patrzyła na blondyna, oczekując chyba cudu. – Mimo zatrudnienia najlepszych ludzi nic nie posunęło się do przodu. Kto mógł to zrobić i dlaczego?

     Arnold pewnie nie czuł takiego smutku i bólu jak Samantha. Trochę się dziwił. Laura bardzo ją skrzywdziła, a jednak dziewczyna jakby o tym nie pamiętała. Arnold próbował zrozumieć postępowanie Waltera. Dlaczego tak postąpił? Czy był aż takim tchórzem?

– Myślę, że ten ktoś chce dokuczyć Walterowi. Ponieważ twój ojciec jest bardzo bogaty, zażądano takich pieniędzy.

     Sam słuchała swojego umiłowanego. Chciała zadać pytanie, ale wyglądało, że tym razem Glass ją wyczuł.

– Zastanawiasz się, czy kiedy zostaną zapłacone pieniądze, Laurę puszczą?
– Właśnie. Na razie ten ktoś tylko raz się odezwał. Policja ani służby nie mają pojęcia, kto to zrobił, ale i gdzie jest mama. Może być w Los Angeles, ale równie dobrze po drugiej stronie globu.
– Tak, masz rację. Jeśli jest, jak myślę, ten ktoś lub grupa, ale myślę, że dowodzi jedna osoba, weźmie pieniądze i może skrzywdzić Laurę – Arnold nie chciał użyć słowa: zabije, jednak Sam dokładnie zrozumiała.

– Obawiam się najgorszego.

     Blondyn chwilę na nią patrzył, jakby wyczuwał.

– Mogę cię o coś zapytać? – wziął jej dłoń i delikatnie uścisnął.
– Oczywiście, z wyrazu twarzy wnioskuję, co to będzie za pytanie.
– Skoro wiesz, to odpowiedz. – Blondyn chciał wiedzieć, czy nie czuje żalu do matki, bo z jej odruchów wynikało, że wcale nie pamięta o krzywdzie i niesprawiedliwości.
– Więcej zawinił Walter, ale i jego usprawiedliwiam. Bał się, że utraci, co odzyskał. Mogłam powiedzieć prawdę, ale wyczułam, że gdybym to zrobiła, wszystko by wróciło do stanu jak od dwóch lat, a może by się pogorszyło. On mógł powiedzieć, jak czuł, wówczas nie musiałabym kłamać. Zrobiłam to po raz pierwszy. Pewnie obydwoje uważają, że los ich pokarał za to, jak mnie potraktowali, ale przecież ja na tym skorzystałam. Dzięki temu jesteśmy razem. Czy jest coś, co można zrobić? Zrobię wszystko by ją uwolnić. Wiem, że to brzmi słabo, ale ja naprawdę jestem gotowa na całkowite poświęcenie. Niestety nie miałam wizji odnośnie do tej sprawy i jestem nieco zła o to. Czemu miałam o sprawach mniej ważnych, a o tym nie?

     Arnold, słysząc je słowa, pomyślał o czymś. Nie sądził, że kiedykolwiek powie o tym Sam, ale w tej sytuacji co mieli do starzenia?

– Jest coś, czego ci nigdy nie mówiłem – wyraz jego twarzy zelektryzował Samanthę i poczuła, że włoski na przedramionach i karku się unoszą.
– Powiedz – prawie szepnęła.
– Sprawa dotyczy wojny w Afganistanie. Żeby to lepiej zrozumieć, muszę cię wprowadzić w tak zwane teorie spiskowe. Jak pewnie słyszałaś lub wiesz, niektóre po czasie okazują się prawdą. Są ludzie, którzy myślą i nie przyjmuję ot tak wiadomości z gazet i telewizji.

     Zaczął ją wprowadzać w sprawy, o których mogła nawet nie słyszeć i z tego powodu o nich nie myślała. Sprawa zaczęła się wcześniej niż wojna w Afganistanie, ta ostatnia, bo poprzednio działali tam Rosjanie, kiedy jeszcze istniał Związek Radziecki. Dlaczego zaczęła się wojna w Iraku? Oficjalny powód był taki, że podobno Irak i reżim Saddama Husajna miał w posiadaniu broń masowego rażenia. Nigdy tego nie udowodniono. Wówczas inni, a może większość uznali, że chodziło o ropę. I taką teorię przyjęto jako bardziej prawdziwą. Arnold jednak powiedział Sam coś nowego. Rząd Stanów Zjednoczonych chciał dostać pewne artefakty związane z legendarnym Gilgameszem, chodziło również o wiedzę starożytnego Sumeru. Gdyby Irak nie został zdobyty, pewne siły nie mógłby działać tak otwarcie. Dziewczyna słuchała i nie przerywała.  

     Wówczas Arnold opowiedział pewne zdarzenie, które miało miejsce w 2002 roku w pobliżu miasta Kandahar. Grupa amerykańskich żołnierzy natknęła się w górach, w rejonie jaskiń na stwora. Wyglądał jak człowiek, ale miał prawie cztery i pół metra wzrostu. Prawdopodobnie ze strachu zaatakował jednego z żołnierzy i przebił go wielką dzidą. Wówczas cały oddział zaczął strzelać z broni automatycznej i dopiero po prawie trzydziestu sekundach olbrzym został zabity. Śmierdział podobno jak rozkładające się mięso i ważył prawie pół tony. Miał po sześć palców u stóp i a dłoniach, dodatkowo posiadał dwa rzędy zębów. Co dziwne informacja o sześciu palcach i gigantach pojawiła się w Starym Testamencie. Dawid, drugi król Izraela zabił Goliata, który był olbrzymem i zgodnie ze Starym Testamentem też miał po sześć palców u nóg i rąk.  
     Brunetka nie widziała związku z niby faktem, który jednak nigdy nie został potwierdzony oficjalnie. Ponieważ było zbyt dużo dokładnych informacji, to nie mogła nie być jakaś zmyśloną informacja, natomiast decyzja Departamentu Obrony USA była jak najbardziej typowa. Większość prawdziwych a nietypowych zdarzeń jest ukrywana. Samantha zapytała, co to ma do rzeczy z wojną w Iraku i Afganistanie, a najważniejsze, co to ma pomóc w sprawie porwania Laury. Blondyn tylko się uśmiechnął i kontynuował.  
     Opowiedział ukochanej następną jeszcze dziwniejszą historię. Słyszał ją i wielu żołnierzy o tym wiedziało, ale ze zrozumiałych względów i to opowiadano jako plotkę.  
     Kilka lat po zabiciu olbrzyma pewna kobieta afgańska miała innego rodzaju zdarzenie. Właśnie w tamtym rejonie. Podróżowali jeepem z mężem i bratem męża, kiedy zostali napadnięci przez większą grupę Talibanów. Mężczyzn zabito, a ona miała pewność, że sześciu uzbrojonych ludzi ją zgwałci, a potem zabije. Kiedy pogodziła się z losem, nagle pojawiło się bardzo jasne światło. Ponieważ niebo było bezchmurne i świeciło mocno słońce, to ją bardzo wystraszyło, że nawet zapomniała na kilka sekund o horrorze. Kiedy tajemnicze światło zniknęło, jej oprawców nie było i pozostała sama, ale tylko przez kilka chwil. Potem pojawił się olbrzym, z jej opisu miał prawie cztery metry wysokości.  
     Kobieta wcześniej słyszała historię z zabitym olbrzymem, ale z jej późniejszego opowiadania wynikało, że olbrzym był bardzo przystojny i pachniał wonnymi olejkami. Ubrany był po królewsku. Być może wpłynął na nią psychicznie, bo przestała się bać. Nagle znalazła się gdzieś w środku góry. W ogromnej komnacie z ociosanego granitu lub innego kamienia znajdowała się sprzęty, jakie są w domach, ale dwa razy większe. Olbrzym oznajmił kobiecie, że jeśli spełni jego prośbę i jego sześciu kompanów, których jednak nie widziała, wówczas posiądzie moc, by spełniły jej się trzy życzenia. Kobieta zapytała, czego dotyczy prośba, wówczas olbrzym powiedział, że chodzi o intymny kontakt. Kobieta po namyśle się zgodziła.  
     Tę historię opowiedziała w szpitalu w Kabulu, gdzie się potem znalazła. Jej psychika nie działała całkiem naturalnie i nie pomyślała, że skoro stwór jest dwa razy większy to i jego wszystkie części ciała są odpowiednio większe. Odbyła z nim stosunek, ale doznała pewnych obrażeń, mimo że jak twierdziła, olbrzym starał się być delikatny. Nawet nie chciała słyszeć o następnym jego kompanie, a cóż dopiero wszystkich sześciu. Zaraz po niefortunnym zbliżeniu znalazła się w szpitalu. Czyli została cudownie tam przeniesiona.

     Samantha patrzyła długo na blondyna.

– Wierzysz w tę historię?
– Do sprawy z porwaniem twojej przybranej matki nie wierzyłem, ale od kilku dni coś we mnie jakby mnie przekonywało.
– Jesteśmy razem i mamy do siebie uczucie – powiedziała bez gniewu.
– Wiem. Powiedziałaś, że zrobisz wszystko.
– Jak byś się czuł potem? – ponownie na niego spojrzała nieco inaczej.
– Nie musisz wierzyć jak ja, a jeśli uwierzysz i tak jest kwestia znalezienia tych olbrzymów. Z opowiadania kobiet wynikało, że olbrzym był niezwykle dobrze ułożony. Dodatkowo nie pamiętała, jak się znalazła w szpitalu i nikt nie widział, jak pojawiła się od razu na sali, gdzie lekarze pracowali. Oczywiście wielu ludzi szukało w tym rejonie spotkania z tą istotą, ale nikomu się nie udało go spotkać.

     Sam nie wierzyła w opowiedzianą historię i zastanawiała się, czemu Arnold jej to opowiedział i już miała o tm całkiem zapomnieć, kiedy usłyszała w środku głos. Nie otrzymała wizji, tylko coś, co bliźniaczo przypominało doświadczenia Niemca. Aż podskoczyła na krześle.
Kiedy Arnold zaniepokojony zapytał, co się stało, opowiedziała.

– Przed chwilą usłyszałam wyraźny głos, że mam się udać z tobą w rejon Kandaharu i tam spotkamy tego olbrzyma. Powiedział mi, że nazywa się Anu i odpowie na wiele moich pytań.

– Masz takie? – zainteresowała się blondyn.
– Całe dorosłe życie zastanawiam się, po co tu jestem, czasem mam wrażenie, że nie pochodzę z Ziemi.

     Arnold się uśmiechnął i powiedział, że z tym akurat się zgadza, bo według niego jest nieziemsko piękna. Zaczęli poważnie o tym myśleć i wspólnie się zastanawiali, dlaczego głos powiedział jej, że ma przybyć z Arnoldem. Blondyn dał jej do zrozumienia, że samej by jej nie puścił, szczególnie do Afganistanu. Od czasu rządów Talibanów, to jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc do cudzoziemców, a już z pewnością dla kobiet. Doszli do konkluzji, że jeszcze się zastanowią, bo być może nastąpi postęp i uwolnią Laurę.

– Może wydać się to szalone, ale najlepiej będzie, jeśli przedostaniemy się nielegalnie z Pakistanu. Postaram się załatwić dla nas fałszywe dokumenty. Nie tylko, że będziemy figurować jako małżeństwo, ale również jako muzułmanie. Na szczęście znam nieco język arabski i paszto. Jednak to na wszelki wypadek. Idealnym rozwiązaniem pozostaje, jeśli nikt nas nie zatrzyma. Będziemy musieli mieć broń. W wypadku, jeśli wpadniemy w ręce kogokolwiek, będzie to akcja samobójcza.

– Nadal wierzę we wstawiennictwo tego Anu.
– Przecież to nie bóg! – Arnold nieznacznie podniósł głos.
– Z tego, co opowiadałeś, być może jest nim w pewnym sensie. Tylko w całej twojej historii nie mogę umieścić zabitego olbrzyma.
– Wiem, że możesz tak myśleć. Być może poznamy prawdę lub nie. Nie martwi cię coś innego?

     Samantha wiedziała, co Niemiec ma na myśli. Owszem powiedziała, że zrobi wszystko by uratować matkę, ale w swoim jestestwie wolałaby zginąć niż spać z innym mężczyzną, choćby nawet był pół-bogiem. Co wyglądało na prawie niemożliwe, była dobrej myśli i z pewnością nie wynikało to z naiwności. Czuła, że się uda, chociaż nie miała żadnych literalnych atutów.

     Czas płynął, a w sprawie porwania Laury nic nie posunęło się do przodu ani trochę.

– Wiesz, Ar – dotknęła delikatnie jego torsu – to wszystko wygląda, jakby jakaś wyższa siła chciała, bym tam pojechała. Czy masz jakiś plan?

     Niemiec otworzył księgę z mapami Afganistanu.

– Najlepiej, chociaż i najgorzej będzie przedostać się z terenu Pakistanu. Ponieważ jest wojna między tymi państwami zamknięto przejście graniczne w Chaman. Prowadzi tamtędy droga NH37 przechodząca AH7. Afganistan jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów do podróży, a już szczególnie dla kobiety. To wygląda na horror! Musimy mieć broń, ale jeśli nas złapią, nie mamy szans. Żałuję, że ci powiedziałem.

     Sam chwyciła go za ramiona.

– W tym szaleństwie jest metoda. Pomyśl. Ty mi opowiedziałeś niezwykłą, wyglądającą na zmyśloną historię. Zwykle coś trudnego nie przychodzi łatwo. Gdyby nie głos, dawno bym zapomniała i szukała z tobą innego rozwiązania. Ponieważ widzimy same problemy, to pewnie jest jedyna droga.
– Nie boisz się wcale? – patrzył w jej oczy.
– Nie myślę o tym. Samej byś mnie nie puścił. Anu się włączył, wszedł w moją świadomość. Jak to wytłumaczysz? Jak ta kobieta mogła znaleźć się w szpitalu?

     Arnold milczał, ale czuła, że wróci do najważniejszej kwestii.

– Zrobiłabyś to z siedmioma olbrzymami, żeby ratować matkę?
– Posłuchaj, kochanie. Wiem, jak to wygląda, ale uwierz kobiecej intuicji. Istoty o takim poziomie mocy chciałaby po prostu seksu? To się nie trzyma kupy.
– Kobieta miała uszkodzenia w intymnym rejonie.
– Nie kwestionuję niczego, mówię ci, co podszeptuje mi moja intuicja. Powiem ci, jak się to odbędzie. Prawie nam się uda i wówczas zostaniemy złapani przez bandę, gorszą niż Talibanowie.
– Nie wiem, czy coś może być gorszego. Mnie zabiją, a ciebie zgwałcą. Może najpierw karzą mi patrzeć, jak cierpisz.
– Przestań. Jeśli nas złapią, a Anu nas nie uratuje, będziemy walczyć i zginiemy. Żaden Taliban lub inny mężczyzna mnie nie dotknie.
– Nie mogę na to się zgodzić – Samantha jeszcze nigdy nie widziała blondyna w takim stanie.
– To po co na miłość boską mi to opowiedziałeś!
– Nie wiem. To nie to samo co sprawa z tym piwem. Coś mi kazało powiedzieć.
– A widzisz. Nie jestem dzieckiem i zdaję sobie sprawę, że to nie będzie wyprawa w ciemnym lesie. Właściwie wolałabym sama tam jechać, ale ta istota chciała, byś również przybył.
– Sama?
– To zrozumiałe. Zależy mi na twoim życiu.
– O tak! A nie myślisz, jak ja bym się czuł, gdybyś zginęła? Co mi po życiu bez ciebie. Kocham cię. Nikogo nie kochałem i więcej nikogo nie pokocham.
– Właśnie! Zaczynasz mówić z sensem. Wszystko dobrze się skończy. Laura i Walter to wiedzą. Cokolwiek postanowię zrobić, kończy się sukcesem. Moja ludzka część jest pełna obaw. Szepcze mi: Zostań. Ta druga osoba we mnie karze mi jechać.
– Druga osoba w tobie?
– Tak. Do tej pory siedziała cicho. Podświadomie czuje, że dostane odpowiedzi na moje pytania. Kim jestem i po co tu jestem?
– Dobrze, zacznę czynić przygotowania. Sądzisz, że tutejsze służby nas puszczą?
– Wiesz, że nie. Musisz się postarać. Masz nadal zaufanych ludzi?
– Tak. Ludzie mnie cenili. Pomogą. Czemu ci cholerni Amerykanie opuścili Afganistan? – uniósł nieco głos.
– Może to wszystko było z góry przewidziane, albo lepiej stało się, bo musiało. Czy gdzieś jeszcze słyszano o olbrzymach?
– Wszędzie! Yeti, Wielka Stopa. Z pewnością są doniesienia z wysp Salomona. Te olbrzymy starają się żyć w niedostępnych miejscach. Są może silne i szybkie, ale nie mają broni i wiedzą, że zginą. Wygląda na to, że ten, którego spotkała ta kobieta, był kimś innym. Sam mówiłeś. Pachniał ładnie, był przystojny, znalazła się w jakimś pałacu.
– Powiem ci, co sobie przypomniałem. Istnieją inne legendy, które mogą mieć w sobie ułamek prawdy. Mam na myśli dzieje starożytnej Indii. Jest długi epos o wojnie między dwoma rodami. Chodziło o najpiękniejszą kobietę tamtych czasów. Nie tylko piękną, ale i czystą. Nazywała się Draupadi. Niektórzy badacze twierdzą, że tamci ludzie też byli olbrzymami.
– O co chodzi z tą Drauapdi? – zainteresowała się brunetka.
– Jeden z bohaterów znalazł ją w lesie. Nazywał się Arjun. Był wielkim wojownikiem. Powiedział o tym matce, a ona nie wiedząc, o co chodzi, poleciła się podzielić tym z braćmi. I tak Draupadi została żoną pięciu mężczyzn. Członkowie drugiego klanu uznali, że jest dziwką i chcieli ją rozebrać przed królami. Draupadi była czysta i Krishna nie pozwolił, aby to zrobili. Odwijali z niej sukna, a ona wciąż pozostawała ubrana.
– Interesujące. Czy ten Gilgamesz też był olbrzymem?
– Najprawdopodobniej.
– Jestem gotowa. Powtarzam. Gdyby nie to, że ten Anu do mnie przemówił, nigdy bym się nie zgodziła. Teraz jestem pewna, że to dobra droga.
– Powiesz ojcu?
– Nikomu. Ty załatwiaj, co możesz, ale niech inni wiedzą, że lecimy do Pakistanu. Ani słowa o Afganistanie.

     Arnold zaczął się zastanawiać nad Samanthą. Już nawet nie myślał o tym, o co każdy zakochany mężczyzna by się obawiał. Wiedział, że dziewczyna go kocha i z pewnością nie jest zainteresowana mieć intymny kontakt z kimkolwiek, włączając to pół–bogów, bo tak ich wolał określać. Wierzył, że historia, którą opowiedział, była prawdziwa.
Sam wyglądała na rozluźnioną i zaczęła przygotowywać posiłek, natomiast Arnold zaczął dzwonić do różnych osób.
     
     W nocy postanowił wyjść, bo nie wszystko mógł załatwić przez telefon. Uznał, że ma na to większe szanse podczas ciemności niż za dnia. Zresztą ludzie, którzy ich pilnowali, zwracali bardziej uwagę na to, czy ktoś nie przyjdzie z zewnątrz. Niemiec liczył się z trudnościami związanymi z powrotem, ale miał już gotowy plan. Po prostu postawi ich przed faktem dokonanym, że wyszedł z domu. Nawet nie planował zakładać koszulki kuloodpornej.
Mieli szóstą po południu i do wieczora brakowało więcej niż dwie godziny.

– Przez sprawę z mamą mamy zaległości. Wcześniej nie mogłam...

     Spojrzał na nią krótko.

– O ile pamiętam, masz początek cyklu. Nie mówiłaś, ale przez trzy dni miałaś przypadłość.
– Dobrze zauważyłeś. Mam i to dobre, że trwa trzy dni i przechodzi bezboleśnie. Pozostaje kwestia czy chcesz mnie jeszcze.

     Wziął ją w ramiona.

– Co znaczy to pytanie? Kocham cię i pragnę. Nic się nie zmieniło od pierwszego razu. Wróć! Kocham cię tak samo mocno, ale pragnę bardziej.

     Podarowała mu uśmiech.

– Miło słyszeć, czyli jesteśmy i w tym na tym samym poziomie.  

     Nie mogę się doczekać... Zaczęli szybko pozbywać się ubrań. Po chwili całowali się bardzo namiętnie.

– Ząbki – mruknęła – wówczas nie miałeś tego na myśli, ale teraz ja mam. Lubię z tobą wszystko.
– Nie robimy wszystkiego...
– Ty łotrze! Nie wystarczy ci, co mamy?
– Ależ źle mnie zrozumiałaś! Tylko stwierdziłem.
– W porządku. Pogadamy o tym później. Jestem całkiem usatysfakcjonowana, jednak nie jestem dziewczynką z pensjonatu. Jak masz brudne myśli, możesz powiedzieć.
– Sam, nie jestem zbokiem.
– Ty nie, ale ja może tak
Otworzył szeroko oczy.
– Nie jest ci dobrze? – Zaczęła gładzić mu policzek.
– Dałeś się nabrać. Zresztą nie wiem, co pomyślałeś. Idziemy umyć ząbki, nie chcę mieć resztek obiadu w niektórych rejonach.
– Sam!
– No co? Na ogół chodzi o higienę. Samo to nie jest całkowicie naturalne, ale ponieważ jest miłe, to się dzieje.

     Poszli do łazienki. Po kilku minutach zaczęli podsycać ogień, który przez rozmowę nieco przygasł.
Arnold ubrał się w czarny strój. Dochodziła pierwsza w nocy.

– Wrócisz rano? – zapytała.

     Leżała nadal bez ubrania, tylko okryta cienkim szlafrokiem z bawełny.

– Planuję około dziewiątej. Zadzwonię, jeśli coś się zmieni.
– Czyli nastawiam budzik na dziewiątą.
– Martwisz się o mamę?
– Bardziej o ojca. Może to zabrzmi źle, ale co by to dało? Po prostu myślę o nich. Zmartwienie powoduje tylko to, że nie myśli się klarownie.
– Dziwne. Jesteś uczuciowa, a potrafisz tym sterować. Czy miłość do mnie też sprawia, że nie myślisz jasno?
– Przeciwnie. Kochanie ciebie bardzo mi pomaga. Czy kochasz mnie, kiedy się kochamy? – Zdziwił się nieco tym pytaniem, ale kiedy się zastanowił, zrozumiał.
– Może podczas samego szczytu zapominam na kilka sekund.
– To trwa dłużej niż kilka sekund – ponownie się uśmiechnęła.
– Prawda, a u ciebie?
– Może nie uwierzysz, ale najbardziej cię kocham, kiedy mam rozkosz. Nie umiem tego opisać. Wcześniej, zanim to się stało, zastanawiałam się jak to będzie. Miałam trzy razy sama, kiedy marzyłam o tobie, ale to, co mam z tobą nie da się porównać. Jednak jestem całkowicie świadoma podczas szczytu, tylko nie potrafię ci opisać co się ze mną dzieje. Chyba wówczas ta druga ja jest świadoma.
– Porozmawiamy o tym później. Jesteś wyjątkowa. Muszę iść – pocałował ją krótko w usta.

     Po chwili wyszedł. Samantha odczekała kilka minut. Potem już miała pewność, że Arnold odszedł niezauważony. Pewnie wziął dalej taksówkę lub ktoś na niego miał czekać. Nie pytała. Przepłukała buzię, jeszcze raz umyła ząbki. Przypomniała sobie miłe chwile z Arnoldem i weszła w objęcia snu.

___________________________________________________________________

     Walter od kilku dni nie spal dobrze. Miał trudności z zaśnięciem, potem kiedy sen go zmorzył, budził się kilka razy w nocy. W odróżnieniu od Samanthy zamartwiał się i to bardzo. Przez te kilka dni postarzał się o kilka lat. Nadal się obwiniał, chociaż realnie sądził, że nie ma nic takiego jak kara boska.

     Laura popadła w pewnego rodzaju odrętwienie. Po dniach zamartwień uznała, że to nic nie da. Chciała być wolna, ale nie mogła nic z tym zrobić. Po kilku dniach zaczęła ćwiczyć po trzydzieści minut. Dostawała regularnie jedzenie. Posiłki nie były wykwintne, ale z pewnością nie fast food. Poza jedzeniem dostała nowe ubrania i świeży ręcznik. Nadal nie widziała nikogo, poza pierwszym razem.

     Ludzie, którzy ją pilnowali, a było ich pięciu, nawet nie mieli pojęcia, dla kogo pracują. Dostali dokładne instrukcje i już otrzymali połowę wypłaty, która była bardzo wysoka. Laura przebywała w San Francisco, o czym oczywiście nie miała pojęcia. Szef odpowiedzialny za porwanie miał znajomości w wysokich szczeblach służb wewnętrznych. Oczywiście nikt z jego znajomych nie wiedział, że porwał Laurę Brook. Ten człowiek wykonywał zadanie, które dostał od kogoś, kogo nie znał osobiście, ale pracował dla tej osoby już trzeci raz. Za poprzednie zlecenia otrzymał odpowiednio dwadzieścia i trzydzieści milionów. W jednym wypadku chodziło o porwanie znanego pracodawcy. W drugim doprowadził do dymisji członka kongresu i wówczas zarobił prawie trzydzieści dwa miliony. Za porwanie Laury spodziewał się dostać sześćdziesiąt milionów. W głowie powstał mu plan, że skoro osoba zlecająca ma dostać miliard, on powinien otrzymać ze trzy razy więcej. Trudność polegała na znalezieniu swojego szefa. Pracował w tej sprawie bardzo wolno, ale powoli zaczął widzieć szanse na odkrycie, kim jest jego zleceniodawca.

     Arnold wrócił o dziewiątej trzydzieści i jego nocna wyprawa nie została odkryta.

– Czyli nie pilnują nas dobrze – skwitowała tę wiadomość brunetka.
– Człowiek zawsze powinien liczyć na siebie, skarbie.
– Czy nie ma w tym wyjątków – zapytała, całując mu usta.
– Wiesz, że są.
– Zaraz coś przyrządzę do jedzonka. Jesteś głodny?

     Po jego oczach dostrzegła, że owszem, ale ma na myśli inne jedzonko.

– Bardzo – zamruczał miło.
– Źle się sprawiłam, skarbie? – ponownie go pocałowała.
– Nie wiem, jak to nazwać, ale im bardziej jesteśmy blisko, tym bardziej cię chcę.

     Spojrzała krótko w oczy.

– Jesteś taki cholernie przystojny, mój miły. Myślę, że to jest całkiem zrozumiałe, przynajmniej dla mnie. Wciąż mam na ciebie ochotę. Co prawda spałam dobrze, ale zaraz, kiedy się obudziłam, pomyślałam właśnie o tym.
– Sam. Wiesz, że zabezpieczenie miałem tylko na początku? Chcesz mieć ze mną dziecko?
– Oczywiście. Może i w to nie uwierzysz, ale czuję, kiedy możemy. Cykl mówi, że jest duża szansa, a ja wiem, że nie. Najpierw uwolnię Laurę, potem pomyślimy o małym Glassie, chociaż czuję, że to będzie dziewczynka.

     Oczy Arnolda się uśmiechnęły.

– Ciekawe, jaka będzie. Oczy odziedziczy po mamie czy tacie. Tak samo włosy.
– Jak będę wiedziała, powiem – po raz trzeci dostał buziaka.

     Sam weszła do kuchni i zaczęła robić śniadanie. Miała na sobie majteczki i jego białą koszulę. Uznał, że wygląda bardzo seksownie. Dziewczyna to wyczuł, że się gapi na jej tyłek i posłała mu uśmiech.

– Wolisz, żebym była tak, czy tylko w samej koszuli?
Poczuł delikatne mrowienie.
– W takiej sytuacji nie jestem pewny, czy zdołamy zjeść śniadanie.
– Mam wakacje. Kto powiedział, że trzeba jeść z zegarkiem na ręku.  
     
     Wolno ściągnęła majtki, rzuciła je w kąt kuchni i nadal przygotowywała śniadanie. Arnold był tylko człowiekiem. Porwał ją na ręce i zaniósł do sypialni. Po chwili oddali się rozkoszy.

– Bardzo to miłe co robimy, ale czas zacząć misję. – szepnęła kiedy skończyli. – Coś mi szepcze, że inaczej mamusia nie zostanie uwolniona, nie sądzisz? – spojrzała na blondyna.
  
     Arnold przyznał jej rację. Ubrała się w ciuchy, w których przyjechała. Podczas kiedy oddawali się przyjemnościom, Arnold wrzucił wszystko do pralki i potem wysuszył. Uznała, że jeśli zacznie nadal chodzić po domu w tym, co ostatnio to znowu wylądują w łóżku. Nie przestała ani trochę mieć na to ochotę, ale chciała, by ich zamiary uwolnienia matki przeistoczyły się w czyny.

– Im bardziej o tym myślę, tym wydaje się to być prawie niemożliwe.
– Nie myśl o tym. Gdyby nie supernaturalna ingerencja Anu i ja bym tak sądziła. Chyba specjalnie mamy przed sobą same problemy.

     Przez twarz Niemca przeszedł grymas niezadowolenia.

– Skoro tak, to czemu nas nie przeniesie stąd?
– Może to dla nas próba? Podobno Bóg poddawał tym swoich wybranych.
– Anu to nie bóg – powiedział Arnold.
– Być może nie, ale sam mówiłeś o tej kobiecie. To się nie zdarza często.
– Raczej nigdy. Dobrze, mam już plan. Boże! Ryzykujemy życie!

     Podeszła do niego i zaczęła gładzić mu włosy.

– Kochanie! Wygląda, że tylko tak uwolnimy Laurę. Zaczynam w to wierzyć.
– Policja i służby nic nie wiedzą.
– Właśnie! To mów, jaki jest twój plan.

     Arnold wyjął mapy rejonu. Planował przy pomocy przyjaciół, żeby dostać się z Samanthą na teren Afganistanu z Pakistanu. Zaczął opowiadać...  

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 5719 słów i 32991 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.