Walter chyba już się pogodził z porażką, bo jego twarz przyjęła bardziej pogodny wyraz. Zagadnął do Arnolda, by może zrezygnował z przejażdżki z jego córką, ale blondyn się uśmiechnął i odparł, że nie będzie już nigdzie potem jechać i naprawdę kilka minut spędzonych z Samanthą mu nie przeszkadza. Na te słowa brunetka potwierdziła ojcu, że nie zamierza zabierać jego kierowcy dużo czasu. Ku małemu zaskoczeniu obydwojga rodziców, wzięła Niemca za rękę i wyszli na dwór, ale tylko, kiedy przekroczyli próg domu, puściła dłoń.
Czuć było chłodny powiew od oceanu. Ponieważ niebo było bezchmurne, na firmamencie iskrzyły się nieprzeliczone punkciki migoczących gwiazd.
– Pięknie jest, nie sądzisz? – Samantha spojrzała na blondyna.
Musiał to dostrzec, bo wciąż znajdowali się w polu lamp oświetlających dom. Po jej słowach zrozumiał, czemu opuścili dom wejściowymi drzwiami. Pierwszy raz odczuł, że wojownicza dusza Sam jest również romantyczna. Weszli do garażu i trochę się zdziwił, że otworzyła drzwi pasażera w swoim samochodzie.
– Będę jechać dwanaście minut, a tobie powrót zajmie osiemnaście – powiedziała to i dopiero wsiadła od strony kierowcy.
– Opracowałaś trasę? – zapytał, ale tylko po to, aby się upewnić.
Samantha zastanawiała się, czy przypadkowo postawił Srebrny Cień po przeciwnej stronie wyjazdu z garażu. W przeciwnym razie musiałby przestawiać Rolls Royce ojca, żeby mogła wyjechać Barracudą.
– Będziesz trzymać się przepisów? – zapytał ponownie, tylko aby dowiedzieć się prawdy.
– Niezupełnie – posłała Niemcowi miły uśmiech.
Tak jakby wiedział. Do wyjazdowej bramy jechała wolno. Podobnie do pierwszego stopu. Potem...
Nie próbował jej hamować, a nawet strofować. Zanim wcisnęła mocniej gaz, spojrzała. Znał ten wzrok. Zawsze, kiedy dostrzegł coś takiego w jej oczach, budziła się w niej inna Samantha. A może ta na co dzień była tą inną? Z uwagi na noc, nie napotkali wielu samochodów, jednak w większości mijanych, kierowcy trąbili. Raczej nikt nie miał szans zrobić zdjęcia komórką, zresztą co na co by się taka fotka przydała? Używanie komórki podczas jazdy jest niedozwolone. Ciemność lub brak dostatecznego oświetlenia ma to do siebie, że kierowca nie widzi wyraźnie pieszych, ale o to Arnold się nie martwił. Od znamiennego treningu w kompletnej ciemności w lesie, blondyn wiedział, że dziewczyna widzi jak nocny drapieżnik, równie dobrze w dzień, jak i w kompletnej ciemności.
Przejechała trzy stopy bez najmniejszego zmniejszenia prędkości, a co dopiero przepisowego zatrzymania się na trzy sekundy. Momentami przekraczała o trzydzieści mil dozwoloną prędkość. Dziwne, że nie spotkali policyjnego wozu. Wybrała chyba trasę bez kamer, z wyjątkiem jednej. W końcu zatrzymała wóz.
– Jesteś szalona – powiedział tak, ale od dawna nie potrafił być na nią nawet zły.
– Dopiero teraz to zauważyłeś? – chyba ucieszyła ją ta uwaga.
– Z tym też miałaś wizję? – przypomniał sobie idiotyczny pojedynek, kto pierwszy spadnie ze stołka.
– Tylko częściowo. Minęłam jedną kamerę pomiaru szybkości. Widziałam wcześniej, że funkcjonariusz wylał colę na konsole i system był odłączony na dwie minuty. Wątpię, aby sprawdzali back–up. Możesz nie wierzyć.
– Uwierzę, jeśli nie dostaniesz mandatu pocztą.
Tylko pokręciła głową, co mógł różnie odebrać. Gdyby sam nie miał, już dwa razy ponadnaturalnych doświadczeń z głosem ze środka ciała z pewnością, nie dałby wiary w jej wizje. Cóż, miał więcej, bardziej realnych dowodów, że młoda brunetka jest rzeczywiście inna niż większość.
– Cudda jest cała twoja – pokazała swoje nienaganne uzębienie.
Spojrzał na swoją Omegę.
,,Dwanaście minut. Czy tę rozmowę też skalkulowała” – pomyślał i ruszył.
Nawet nie musiał sprawdzać. Powrotna jazda zajęła osiemnaście minut.
Poprosiła, aby zatrzymał wóz za linią świateł. Nie byłby sobą, gdyby nie zapytał o przyczynę prośby, ale usłyszał tylko, że go o to prosi. Chyba miał do niej słabość, nie pamiętał, aby w czymkolwiek jej odmówił. Owszem, czasem stawiał nawet gwałtowny sprzeciw, ale umiała go przekabacić i finalnie wychodziło po jej myśli.
Zrobił to. Dom był oświetlony. Kamery obejmowały całą posesję.
Arnold nie zastanawiał się, dlaczego prosiła, aby tu zatrzymał maszynę.
Całkiem się inaczej prowadziło niż Rolls Royce, oczywiście spodziewał się, że wóz Samanthy nie jest ani cichy, ani tak wygodny. Cokolwiek by prowadził, było i tak bardziej komfortowe niż to, czym jeździł w NASCAR, a o bolidach z F–1 nawet nie myślał.
– Ładna noc – spojrzała w górę.
– Tak – przytaknął.
Obydwoje pamiętali, że już o tym mówili.
Odczekał chwilę. Z pewnością nie zapomniała, że miała mu pokazać samochód. Konkretnie powiedziała, że pokaże, co ma pod maską.
– Niczego nie dostrzegłeś? – poczuł, że wzięła jego prawą dłoń.
– Co miałem zauważyć? – nie próbował zabrać ręki.
– Wiem, kiedy kłamiesz – usłyszał.
Nie wiedział, jak się to stało. Z pewnością nie zrobiła tego szybko. Jakaś część, w nim mogą to powstrzymać. Poczuł usta na swoich. Nie powinien dopuścić. Stanowczo ... Wilgoć, usta, język. Kiedy już chciał zrobić, co powinien dawno, uświadomił sobie, że palce prawej dłoni dotykają coś ciepłego i wilgotnego. Zabrał dłoń z tamtego miejsca i przerwał pocałunek.
– Co robisz! Chcesz, żebyśmy skończyli nasza znajomość? Masz siedemnaście lat, a twój ojciec jest moim przyjacielem!
– To był mój present urodzinowy – powiedziała wcale nie zawstydzona ani niezbita z tropu.
Chciał zapytać, czy to także widziała w wizji, ale zamilkł.
Bez słowa zaczął iść do Srebrnego Cienia. Myśli krążyły mu w głowie jak oszalałe. Wiedział, dlaczego to zrobiła, ale poczuł się oszukany i nieco wykorzystany. Fakt, gdyby wspomniała lub poprosiła, z pewnością by odmówił. O dotykaniu intymności nawet nie myślał. To miał dostrzec? Nie miała majtek i stanika, co uświadomił sobie po skradzionym pocałunku. Nie mógł tego zobaczyć. Owszem był bystry, ale przecież jej sylwetka była ostatnią rzeczą, na którą zwykle patrzył. Zerkał w oczy, to musiał robić przynajmniej raz na jakiś czas, bo nie jest w dobrym tonie z kimś rozmawiać i nie patrzeć na taką osobę.
– Przyjedziesz jutro w południe? – usłyszał.
– Będę – wyczuła smutek w jego głosie.
Wszedł do wozu, zastartował i powoli odjechał spokojnie, ale myślał tylko o jednym. Aż tak głupi nie był, by zrozumieć, że to był znak od niej. Samantha nie należała do osób, które zadowalały się okruchami ze stołu. Z pewnością wiedziała, że jej nie odepchnie, a potem nie zrobi awantury. Powiedział tak, bo musiał. Jak bardzo potrafiła ukrywać swoje pożądanie, skoro wcale nic nie wyczuł ani dzisiaj, ani kilka dni wcześniej! Nigdy. Uspokoił się zupełnie. Wiedział, że zrobiła to tylko raz. Teraz będzie czekać na niego, na odruch z jego strony. Uśmiechnął się krótko. Cóż, poczeka i to długo. Arnold nie chciał rozbudzać w sobie pragnienia. Najważniejsze jednak było co innego. Jeszcze jej nie kochał. Była mu najbliższą osobą na świecie, ale brakowało tego najważniejszego. Nie próbował myśleć, kiedy to nastąpi. Może jutro a może za rok.
,,Jestem okropna” – pomyślała.
Czy znowu go zmusiła? Może... Skalkulowała na zimno. Gdyby nie przyjechał jutro, Walter lub Laura by zapytali. Postanowiła, że zrobiła to pierwszy i ostatni raz. Ojciec jej nie odmówi, aby za niego wyszła. Nie teraz. Dopiero za rok. Zresztą widziała to w wizji. On i ona. Długi biały welon. Tego się nie bała, bo tego pragnęła. Obawiała się czegoś pomiędzy tym pocałunkiem a obrazem siebie w sukni ślubnej. Tylko miejsce, gdzie się to działo nie przypominała niczego, co znała. Czuła, że to coś dziwnego, ale nie widziała jak to zrozumieć. Nie wiedziała i nie rozumiała. Jakby tajemnicza siła specjalnie ukryła najważniejsze.
Wolno weszła do domu. Walter siedział po jednej stronie kanapy, matka po drugiej. Przeglądał książkę o szachach, ona magazyn Vogue. Gdzie podziało się ich uczucie? Tamto wydarzenie nie mogło mieć na to wpływ. A jeśli?
– Jak jazda – brunet podniósł wzrok znad książki.
– Wóz trzyma się dobrze szosy. Chyba spodobał się Arnoldowi.
– Jechałaś przepisowo? – zapytała Laura.
– Coś ty, mamusiu – uśmiechnęła się tak, że Laura pomyślała, iż Samantha żartuje.
Zawsze zapominała, że córka nigdy nie kłamie.
– Zrobiło się późno. Pójdę do siebie. – Potrzebowała trochę czasu, aby jeszcze raz przemyśleć swoje postępowanie.
Rozważała wielokrotnie, jak jej wybrany może przyjąć to, co zaaranżował i brała pod uwagę, że właśnie tak zareaguje, jednak, kiedy odczuła smutek w ostatnim zdaniu, jakie wypowiedział, zanim odjechał, zrobiło jej się żal. Nawet w tak małym stopniu nie chciała ranić mu serca.
Podeszła do mamy i pocałowała czoło, potem ojcu policzek i poszła do swojej sypialni. Zdjęła sukienkę.
Celowo nie założyła bielizny i w jakiś sposób wiedziała, że jej przybrani rodzice tego nie zauważą. Poszła nago do pistacjowej łazienki. Kafle na podłodze i do wysokości oczu miały jasnozielonkawy kolor, żeby nie wyglądało zbyt mdło, co siódmy, wstawiono złoty kafelek, oczywiście w kolorze, a nie z tego drogiego metalu. Armatura podobnie jak w różowej łazience zrobiono z mosiądzu.
Samantha planowała poleżeć w pianie, ale ostatecznie wzięła krótki prysznic. Miała kabinę, ale teraz stała w wannie za przezroczystą kotarą. Kiedy skończyła, wytarła ciało zielonym ręcznikiem, owinęła talię i tak weszła do sypialni. Założyła cienką, bawełnianą koszulkę i po chwili położyła się na łóżku. Cztery drewniane kolumny sprawiały majestatyczne wrażenie. Gładkie o grubszych na dole, oddzielone kulami z tego samego rodzaju drewna, przechodziły w węższe walce i na samej górze zakończone nieco mniejszymi kulami o wielkości pięści. Łoże było szerokie, że mogła z powodzeniem spać w nim w poprzek.
Nakryła się cienką kołdrą.
,,Ma takie ciepłe dłonie” – pomyślała.
Czasem nachodziło ją zwątpienie. Owszem, te wizje się sprawdzały, ale co z tego? Ona chciała go już teraz, nie chce czekać rok. A może to nie był rok? Może dwa, może nigdy...
Odstawiła swoje szczęście na bok. Koniecznie musi zrozumieć, co się stało w związku przybranych rodziców. Wiedziała, że to nie jej sprawa, ale musiała się tym zająć. Coś jej mówiło w środku, że tak powinna postąpić. Była bardzo odważna, ale nie w tym jednym. A jeśli to przez to? Czas się w zasadzie zgadzał. Wcześniej zauważała między nimi dotyki dłoni, subtelne otarcia. Jeszcze nie zaczęła być kobietą, ale już rozumiała i odczuwała, czego jest to sygnałem. Nigdy nie widziała, że się całują, ale czuła tę atmosferę. Nie chciała wiedzieć, ale coś jej szeptało, że wieczorem w ich sypialni można było słyszeć szepty, westchnienia i inne bardziej intymne odgłosy. Potrafiła to odczuwać, a jednocześnie nie czuć podniecenia. To rezerwowała dla kogoś innego. Anioła o błękitnych oczach.
Tak! Właśnie wówczas to się stało. Nie powinien wchodzić, nawet jeżeli ona zapomniała zamknąć drzwi. Chyba nie myślał, że otworzyła je dla niego! Nie miała na myśli tylko drzwi. Tak. Musi zrobić wszystko by wiedzieć. Być może Arnold coś wie. Wozi ojca dwa razy dziennie i mógł coś usłyszeć... Nie, jego nie zapyta. Walter? O nie!
Jeżeli ktoś jej powie to Laura. Tylko jak zacząć? Nie może postępować podstępnie. Dość tego. Nie zaproponuje jej szampana i doprowadzi do tego, że znowu popadnie w niekontrolowany śmiech i pojedyncze słowa, bez ładu i składu. Czuła podświadomie, że się dowie. Musi czekać na znak. Sygnał. Nie chce tego znać z wizji.
Zasnęła.
Zwykle w weekendy siedzieli w domu. Po śniadaniu pomogła pozmywać i powycierać talerze i sztućce. W wyposażeniu posiadali cichą i bardzo szybką zmywarkę, ale dla kilku rzeczy nie włączali. Zmywanie w zlewie traktowali jako formę relaksu. Zagadnęła do Waltera. Nadal nie mógł zapomnieć, że przegrał tak szybko, a przecież sądziła, że jest pogodzony z porażką. Szkoda, że nie widzi innych niedoskonałości. A może wie i nie potrafi z tym nic zrobić?
____________________________________________________________________________
Brunetka tylko trochę się niepokoiła jak będzie wyglądać dzisiejszy trening. Z pewnością nie wspomni słowem. Będzie bardziej wyczulony, ostrożny. Zraniła go? Zraniła. Zniszczyła pewne zaufanie. Dobre jest to, że wie. Wie, że jest jego. Tylko jego. Czy wie?
Czekała już przebrana w ubiór do ćwiczeń. Nie był zwolennikiem żelaznych zasad, dlatego nie ćwiczyli w kimonach, zresztą to, czego ją uczył, nie było karate, kendo, kraft magą, ani aikido, przypominało raczej trening członków ochrony rządu. Tamci uczyli się jak najszybciej obezwładnić, usunąć zagrożenie. Niestety czasem, zabić.
Pociągało ją to, czego się uczy, chociaż nigdy nie myślała, że sama może kogoś pozbawić życia. Kiedyś rozmawiali. Ten jedyny raz nieco się otworzył. To, co usłyszała, wystarczyło. Potem powzięła jedną decyzję. O ile wszystko się dobrze ułoży i będą razem, zrobi wszystko, co w jej mocy, by zapomniał o swoich koszmarach. Mówił, że czasem przed zaśnięciem widzi twarze tych, których zabił w bezpośrednim starciu.
Och! To było tak nierealne! Nie chodziło, że Walter się nie zgodzi albo Laura. Chodziło o niego. Będzie z nim tylko w jednym wypadku. Jeśli ją pokocha i sam niczego innego nie będzie chciał. Jak na teraz wiedziała jedno. Mógłby być z każdą kobietą, ale nie z nią! Dalszego tak? Dlaczego? To wyglądało na niemożliwe, a jednak miała nieodparte przeświadczenie, że to się stanie i będą razem.
Przyjechał punktualnie. W drodze do domu nie odzywał się wiele, ale nie czuła napięcia. Dojechali i zaraz po wejściu, zaczęli.
Trenowali, jakby nic się nie stało. Pewnie wiedział, że nigdy ona więcej nie spróbuje. Gdyby zapytał, powiedziałaby to. Wiedział, że ona nie kłamie. On to wiedział i pamiętał.
_____________________________________________________________________________
Dostrzegała kolegów w szkole. W jej wieku, starszych i młodszych. Czasem na jedną chwilę zatrzymywała wzrok na kimś wybranymi i wówczas widziała ją czy jego z tą, a nie inną osobą. Mogła nawet określić, kiedy to się stanie. Mogła podejść i powiedzieć. Tylko po co? Uznaliby ja za dziwadło. I tak czuła, że myślą o niej inaczej. Ona nie była ładna. Nawet piękna, to za mało. Jedyną niedoskonałością w jej urodzie były nieco żylaste dłonie. Poza tym była przepiękna. Czy też dlatego jej unikali?
Zawsze przygotowana, znała prawidłowe odpowiedzi. Gotowa udzielić pomocy. Pewnie jednak czuli, że jest inna. Do tego bogata. Nikt nie wiedział jak bardzo, ale wystarczyło, że przyjeżdżał po nią Rolls Royce. Poprzednio szaro czarny Srebrna Chmura, teraz granatowy Srebrny Cień. Zawsze miła. Uprzejma. Może jednak to oni wybrali, że nie miała przyjaciół? Może. Gdyby chcieli? Tak, przyjęłaby ich. Jego, ją, lecz tylko jedna osoba mogła posiąść jej serce, co do tego nie miała wątpliwości. Tylko czy on zechce? Nie z przymusu, nie z litości, nie z wyboru. Tylko z miłości. Z tak wielkiej miłości, jakiej jeszcze nie znał świat cały. Tego pragnęła. Tylko tego.
– Musisz nauczyć się jeszcze jednego. Pokonywać ból. Nie mogę cię tego nauczyć. Można trenować. Uderzać w kamień lub kością łydki w metalowy pręt. Jednak nie chodzi o to. Tobie wszystko wychodzi, dostajesz, co zechcesz, ale życie jest ciężkie. Nieprzewidywalne. Życie to zawistna suka. I jest jeszcze jedno. Śmierć. Zabiera jednodniowe dziecko, a nie chce stuletniego starca, który od dekady chce umrzeć. Nie mówię o sztucznej eutanazji. Nie mówię o niesprawiedliwym, głupim i nieodpowiedzialnym usuwaniu ciąży. Wiesz, o czym mówię. Czasem się zastanawiam, kim jesteś, ile masz naprawdę lat i dlaczego los dał mi cię poznać. Może tego nie zrozumiesz i sprawi ci to ból, ale czasem się ciebie boję.
– Jak wczoraj? – tym razem odczuła lekki strach.
– Niezupełnie. Nie wiem. Nie potrafię opisać. Jesteś wspaniałą osobą. Twoja matka, myślę o Laurze, jest piękna, ale ty...
– To nie moja wina, że taka się urodziłam. Uroda przemija. Z pewnością widzisz we mnie coś jeszcze.
– Nie rozumiesz! Jest pewnie wiele bardziej wartościowych ludzi. Dobrych, sprawiedliwych, i bardziej uczciwych niż ja...
– Znowu myślisz o tym, że zabijałeś? Nie mogę być z motylem. Nawet pszczoły nie wpuszczają trutni do ula. Inne giną, zanim zapłodnią królową, a ten, któremu się to w końcu uda, bo potrafi wzlecieć wyżej niż inne, umiera po akcie. Ja tego tak nie wymyśliłam. Nie zabijałeś dobrych ludzi.
– Zabiłem tylko kilku złych, a stali się tacy przez sytuację.
– Przestań albo cię znowu pocałuję. Tylko wiesz co? Nie mogę. Nie powiem ci, czego pragnę, bo wiesz to w środku. Jeżeli chcesz mnie zniechęcić do siebie, to tracisz czas. Masz wybór. Zwolnij się z pracy dla ojca. Jeśli możesz, przestań mnie uczyć. Odejdź. Ja i tak nie przestanę...
Arnold położył dwa palce na jej ustach.
– Przepraszam. To się nie powtórzy. Spotykamy się w czwartek.
Powiedział to! Z jej strony to nie była żadną grą, ale to jedno słowo mówiło za tysiąc. Już jest jej! Tylko jej. Pozostaje tylko kwestią czasu kiedy zgodzi się, a nawet zapragnie jej ciała, bo serce i duszę już chronił i w najbardziej świętym miejscu, swojego jestestwa.
– Dobrze, nauczycielu – delikatnie skinęła głową – przetrenuję kilka spraw. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze sporo się muszę nauczyć. Mam też coś równie ważnego albo ważniejszego do zrobienia.
Nie zapytał, lecz ona wyczuła na sekundę, że chyba wie, o czym mówi. Takie przynajmniej odniosła wrażenie. Podała mu dłoń i poszła do samochodu. Po chwili wszedł również i ruszyli.
Po drodze rozmawiali o wszystkim i o niczym, jednak Samantha cieszyła się z tego, że jego minorowy nastrój powoli znika, jak poranna mgła w pierwszych promieniach słońca.
Srebrny Cień sunął bezgłośnie. To jeden z najcichszych samochodów. Owszem elektryczne pojazdy nie dają szumu silnika spalinowego, ale w miarę zwiększania prędkości rośnie hałas z powodu tarcia opon, a także słychać szumu powietrza. Ten wóz, którym jechali, nie jest tak cichy, jak Rolls Royce Phantom. Walter wybrał jednak ten model, bo nie potrzebował mieć najcichszego samochodu na świecie.
Dla Arnolda komfort prowadzenia nie miał kompletnie znaczenia, w końcu kilka lat jeździł na wyścigach. Ponieważ próbował w F–1 wiedział, że nie ma chyba nic głośniejszego niż te maszyny. Wolał już wozy z NASCAR. Teraz jednak potrzebował ciszy. Na tylnym siedzeniu siedział jego problem.
Co ma począć! Nie chciał myśleć, czy Walter mu ją odda za żonę. Oczywiście nie teraz. Dziewczyna musi zrozumieć, że jest za młoda na ożenek. Czy chodzi jej o seks? O, z pewnością, lecz miał nadzieję, że nie tylko. Pomyślał o czymś i subtelnie się uśmiechnął. Miał kilka razy bliższy, erotyczny kontakt z kobietami i zawsze pierwsza ich reakcja, była podobna. Zawsze był delikatny. Z powodu daru natury musiał taki być.
Czy to możliwe? Dlaczego akurat w tej jednej chwili musiała spojrzeć w tylne lusterko, przecież jeszcze kilka sekund wcześniej patrzyła przez przyciemnione szyby na zewnątrz.
– O czym miłym myślałeś? – usłyszał.
– O niczym szczególnym. Ładny mamy dzień.
– Nie ściemniaj, Arnold – zobaczył ten błysk w jej oczach.
– Myślałem o kimś, kto próbuje wywrócić mój świat do góry nogami.
– To już lepiej. Nie jestem zołzą i nie będę wypytywać. I milisz się bardzo. Niczego nie wywracam. Po prostu cię kocham. Tyle i tylko tyle.
Tym stwierdzeniem zamknęła mu usta i częściowo umysł. Kocha? No tak, to nie jest szczenięca miłość, która czasem przechodzi. Wiedział, że brunetka nie spodziewa się usłyszeć podobnego słowa od niego. Nie mógł kłamać. Czuł coś do niej, ale nie mógł tego nazwać miłością. Czytał gdzieś, że miłość potrafi zmienić wszystko. Czy do tej pory był szczęśliwy? Raczej nigdy o tym nie myślał. Wiedział z całą pewnością, że praca dla Waltera Brooka jest lepsza niż jazda w wyścigach. O doświadczeniach na polu walki nawet nie chciał pamiętać, niestety to one siedziały w nim najgłębiej.
– Proszę cię, jeżeli będziesz jeździć sama, nie szalej.
– Sama? Walter nigdy mi nie pozwoli jeździć samej, a nie jestem taka, żeby chłopakom z ochrony robić kłopoty.
Wyczuła, że brakuje mu z nią rozmowy, dlatego chętnie kontynuowała konwersację.
Zgodzi się z tym, że należy uznać za cud, że ojciec pozwolił jej jechać tylko z nim, bez ochrony, potem przeszedł na bardziej osobisty dla niej temat i zapytał, jak przyjęła prawdę. Oczywiście od razu się domyśliła, że chodzi mu o to, że kilka dni temu dowiedziała się, że jest adoptowana. Odpowiedziała mu, że najpierw ją to zaskoczyło, ale w żadnym stopniu nie zmieniło uczuciowego nastawienia do nich. Przewidziała następne pytanie i się nie pomyliła. Zapytał, czy chciałaby odnaleźć prawdziwą matkę, ale odpowiedziała mu, że skoro oni a w zasadzie ojciec zrobił wszystko i mu się nie udało, jak jej się powiedzie. W głębi serca nie czuła takiej potrzeby. Pomyślała tylko, że pewnie naturalna matka nie dostała od losu wyboru.
Samantha mieszkała w bardzo bogatym domu, ale przecież zdawała sobie sprawę, że większość ludzi na świecie cierpi biedę a datki i fundacje jej przybranego ojca i jemu podobnych, tego nie zmieni. W końcu przyznała, że ma teraz ważniejsze sprawy. Arnold nie miał specjalnie wysokiego zdania o sobie, ale z naturalnych powodów sądził, że chodzi o niego i zdziwił się, że jest w błędzie. Prowadził wóz i siedział z przodu a ona z tyłu, więc nie mogła widzieć jego twarzy i dostrzec zawodu, ale i tak próbował udać, że ta wiadomość nie specjalnie go zmartwiła. Samantha nie litowała się nad sobą, bardziej nad innymi, ale w tym momencie nie okazała tego w stosunku do blondyna. Wprost sprowadziła go na ziemię, informując, że są jeszcze inni. Przyjął to gładko i od razu się domyślił, że w takim razie musi mieć na myśli swoich rodziców. Ucieszyła się nawet, że tak szybko odgadł, o kogo chodzi. Brunetka sądziła, że skoro Ar, czasem go tak nazywała, co bardzo lubił, jest kierowcą Waltera, tamten musiał mu coś powiedzieć. Nie jako kierowcy, tylko przyjacielowi.
Zaczęła odkrywać przed nim swoje przemyślenia. Opowiadała, że już jako siedmiolatka, zdała sobie sprawę, że jest bardziej poważna niż jej rówieśnicy, ale dopiero całkiem po dorosłemu zaczęła odczuwać, kiedy sama dojrzała, a to stało się według jej słow bardzo wcześnie, bo w wieku lat dwunastu.
Odkryła przed nim, że zgodnie z jej obserwacją coś między Laurą i Walterem zaczęło się psuć dwa lata temu i z pewnością to zauważył. Blondyn w obawie, że zdradzi tajemnicę, jaką mu przekazał jego szef ostatnio na temat problemów w swoim małżeństwie, skłamał i powiedział, że uważa ich za świetną parę i niczego nie dostrzegł. Sam przed sobą się usprawiedliwił, że faktycznie, gdyby Walter o tym nie wspomniał, z pewnością by niczego nie zauważył.
Często tak jest w sprawach międzyludzkich, że mamy prawdę przed oczami, ale jej nie dostrzegamy, jednak wystarczy, że ktoś zwróci uwagę na mały szczegół i miraż rozpryskuje się, jak mydlana bańka.
Samantha nadal prowadziła z nim o tym dyskusję i objawiła mu, że chce pomóc naprawić związek jej przybranych rodziców. Na początku chciał ją od tego odwieźć, bo słusznie zauważył, że to nie jej sprawa. Przekonała go, że się myli. Skoro oni sami nie potrafili tego naprawić, ktoś inny musiał. A mogła tylko ona.
Blondyn pomyślał, że dziewczyna ma dobre serce i z pewnością ma altruistyczną duszę. Nie wiedział jednego. On nie mógł pomóc, bo nie został do tego upoważniony. Walter mu tylko wspomniał, a nie wprowadził w szczegóły i nie poprosił o pomoc. Jednak Samantha nie tylko z powodu troski i dobrego serca chciała to zrobić. Czuła, że być może jest tego przyczyną. Tylko ona i Walter o tym mogli wiedzieć. Sprawa była niezwykle delikatna i ona wcześniej nie była gotowa, by w to wejść, a Walter się po prostu bał. Brunetka nie miała całkowitej pewności, czy rzeczywiście może mieć w tym udział, ale postanowiła to rozwiązać. Przygotowała plan, jak zresztą we wszystkim, co robiła, najpierw wielokrotnie o tym myślała. Brała pod uwagę za i przeciw. Rozważała konsekwencje. Dlatego postanowiła najpierw rozmawiać z Laurą, a dopiero potem z Walterem. Zdawała sobie sprawę, że obydwoje, kiedy dowiedzą się, o czym chce rozmawiać, mogą odmówić i jak Arnold powiedzieć jej, że to nie jej sprawa.
Kiedy Niemiec o tym usłyszał, chociaż nie dowiedział się żadnych szczegółów, dał jej dobrą radę. Nie wiedział, czy mądra nastolatka to wie. Objawił Sam gorzką prawdę o ludziach. Czy myślał negatywnie? Pewnie nie, Z pewnością znał życie lepiej niż ona z racji wieku. Na koniec również wspomniał, że z miłością jest tak, iż kiedy odchodzi, raczej nie wraca. Sam była innego zdania, jeśli chodzi o jej rodziców. Wierzyła, że się uda. Wówczas Arnold stwierdził, że, ludzie nie zawsze doceniają poświęcenie innych. Samantha wierzyła jednak w największą siłę. Powiedziała mu, że wystarczy jej, że ich miłość ponownie rozkwitnie. Nie spodziewała się laurów za okazaną pomoc.
Skoro to usłyszał, podjął temat i zaczęli rozmawiać o miłości. Zapytał, czy ma w tym doświadczenie, a przecież wiedział, że nie. Rozmawiał o tym i jakby zapomniał, że dziewczyna z pewnością albo go kocha, albo jest tego bliska. Wyznała mu co prawda miłość, ale mogło się jej tylko tak wydawać.
Wiedział, że jej posunięcie w piątkowy wieczór nie wynikało z samego pożądania cielesnego. Bez pytania przyznał, że też nigdy nie kochał. Bardzo ogólnie wspomniał o swoich kontaktach z kobietami. Opowiedział, że armia to nie miejsce na amory. Ona wówczas zapytała, jak później się u niego działo. Nadmieniła, że ścigał się w NASCAR i pewnie miał fanki. Wyprowadził ją z błędu. Dał do zrozumienia, że nie za bardzo go to interesowało. Nie był z dziewczyną na tyle blisko, by jej powiedzieć, że prawdziwą tego przyczyną była jego matka. Oczywiście nie wspomniał, że Sam jest pierwszą, którą spowodowała pewne zmiany w jego sercu.
Dyskusja toczyła się gładko. Zaczęli analizować ewentualne przyczyny kryzysu u jej rodziców. Wspólnie się zgodzili, że Walter nie ma nikogo. Gdyby tak się zdarzyło, Arnold by o tym wiedział. Wówczas przeszli na temat Laury. Niemiec szczerze przyznał, że blondynka jest piękną kobietą i pewnie podoba się wszystkim. Dodał jednak, że nie zwrócił uwagi, aby kiedykolwiek nawet patrzyła na innego mężczyznę. Sam znowu wyprowadziła go z błędu, wskazując, że właśnie często zerka na niego. Nie poczuł się zaskoczony, lecz szybko stwierdził, iż sądzi, że Laura traktuje go jak brata i nie wyczuwa w jej spojrzeniach nawet cienia czegoś związanego z intymnością. Samantha przyznała mu rację. Gdy poczuł się rozluźniony, zapytała wprost, czy Walter mu coś wspominał. Już raz skłamał i nie chciał ponownie. Ścisnął mocniej kierownicę i wyczekiwał. Na szczęści dziewczyna, miała wyczucie. Zrozumiała, że on pewnie coś wie, ale bez detali. Uspokoiła Arnolda, że i tak zna lepiej Waltera niż on, z czym musiał się zgodzić. Podziękował jej w duchu, że nie musiał odpowiadać. Brunetka wówczas pomyślała, jak dobrze jest mówić prawdę. To bardzo ułatwia, tylko aby to robić trzeba mieć odwagę. Dziewczyna mimo siedemnastu lat wiedziała, że głównym powodem ludzkich kłamstw jest strach. Ponieważ dojeżdżali, zapytała mimochodem, czy nie ma ochoty spędzić z nią niedzieli. Odmówił.
Nic nie odpowiedziała. Arnold przypomniał sobie wczorajszy wieczór, a dokładnie chwilę, kiedy przyjechali z testowania Barracudy. ,,Ma tupet” pomyślał. Szybko pozbył się myśli z tym związanych. Swoje przeżył po powrocie do domu. W jakiś sposób czuł pewność, że faktycznie nigdy się to więcej nie powtórzy. Bardzo chciał, ale nie mógł nie myśleć o Sam. Nie mógł.
Dojechali.
Arnold chciał pokazać, że też jest dżentelmenem i otworzył jej drzwi. Kiedy się ucieszyła i lekko zdziwiła, przyznał, że często planował tak zrobić, ale zawsze wysiadała zbyt szybko. Nie wiedział, że dzisiaj go wyczuła i dlatego nie otwierała drzwi. Odprowadził ją wzrokiem do wejścia, a kiedy zniknęła, ruszył do domu. Czuł co się z nim dzieje i obiecał sobie, że nie da się tak łatwo. Będzie się bronił przed uczuciem, jak długo zdoła. Najmocniejszym atutem był argument, że jest dla niej stanowczo za stary. Arnold nawet nie brał pod uwagę tego, że Walter by mu jej nigdy nie dał z powodu, że blondyn nie należy do ludzi bogatych.
Weszła do domu, zobaczyła mamę. Dowiedziała się, że ojciec jest w swoim gabinecie i pracuje. Laura wyglądała, że ma dobry humor i nawet zapytała, czy nie zaproponowała Arnoldowi spędzenia wspólnej niedzieli. Dziewczyna odpowiedziała zgodnie z prawdą, że owszem, ale Niemiec odmówił. Czy półprawda jest kłamstwem? Samantha nie zaznaczyła, że pytała go o spędzenie czasu we dwoje. Nie obawiała się, że mama będzie drążyć temat, ale dodała, że wiadomo też, co by na to powiedział Walter. Gdyby podjęli taką decyzję, uważałby, że powinni to ustalić wspólnie. Pierwszym jego argumentem przeciw byłoby stwierdzenie, że Arnold ma swoje życie i chociaż w niedziele powinien mieć wolne. W sobotę trenował z córką.
Samantha poczyniła przygotowania do przyszłej rozmowy i próbował skłonić blondynkę do wyjawienia czegokolwiek. Pierwsze co usłyszała, że Laura czasem nienawidzi jego pracy. Czy rzeczywiście czas, jaki poświęcał, aby prowadzić interes po ojcu, mógł mieć wpływ na kryzys w ich związku? Samantha wątpiła, ale nakłoniła matkę, żeby o tym coś więcej powiedziała. Z jej słów nie wynikało jednak, że to jest powodem kłopotów. Potem wspólnie poruszyły sprawę ochrony. Zarówno Laura, jak i brunetka uważały zgodnie, że w tym Walter przesadza, a nawet ich bezpieczeństwo jest jego obsesją. Ponownie rozmowa przeszła na tematy interesu ojca. Samantha słusznie zauważyła, że plusem jest to, że są bogaci, właściwie wskazała centralnie, że Laura ma wszystko. Blondynka nie zrozumiała do końca jej wypowiedzi. Brunetka chciała powiedzieć, że jako żona ma zapewnioną połowę, gdyby się coś stało. Ona sama może tylko liczyć na to, że majątek zostanie jej przepisany. Nigdy nie zwracała uwagę na to, że jest bogata. W zasadzie nie posiadała fortuny, a tylko mieszkała z bogatymi rodzicami.
Właśnie to było jednym z powodów, że ludzie ze szkoły trochę się od niej odsuwali. Pewnie uważali, niesłusznie zresztą, że bogata dziewczyna myśli o sobie, że jest kimś lepszym. Samantha praktycznie nie miała wad, ale nigdy w swoim sercu nie uważała się za kogoś lepszego. Mądrze skierowała rozmowę tak, by usłyszeć od Laury, jak sama się czuje, będąc żoną miliardera. Dziewczyna wiedziała, że jej przybrana mama prowadzi dom jak zwykła żona. Nie ma specjalnie drogiej biżuterii. Mieszka w ładnym domu i ma do dyspozycji samochód, na który jednak stać ludzi po prostu bogatych. Do tego, żeby jeździć Mercedesem klasy G, nie trzeba być miliarderem. Kiedy naprowadziła Laurę w odpowiednie miejsce, usłyszała.
– Wolałabym... – blondynka nie dokończyła w nadziei, że jej adoptowana córka nie załapie.
Niestety, Samantha odgadła, co Laura chciała przekazać. To świadczyło tylko o jednym, że rdzeń kryzysu tkwi bardziej w nim, niż niej. Dziewczyna podświadomie zanotowała, że zbiera informacje. Poprzednio polegała na przeczuciach, a od kilku dni łączyła fakty, pojedyncze słowa, gesty.
– Pójdę do niego. Czy coś planujemy na niedzielę?
– Raczej nie. Spędzimy razem dzień.
Nagle brunetka postąpiła wbrew sobie.
– A gdybyśmy razem gdzieś poszli? Do restauracji.
– Razem? Masz na myśli naszą rodzinę?
Samantha spojrzała na matkę z lekko przekrzywioną głową. Nie spodziewała się takiej błyskotliwości po matce, bo w odpowiedzi usłyszała, czy ma jeszcze kogoś innego na myśli, nie tylko ich trójkę. Po chwili przyszła konkluzja ze strony Sam. Laura była kobietą, a jako taka z pewnością została obdarowana przeczuciami. Tym kobiety różnią się od mężczyzn, że myślą mniej bardziej duchowo. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich kobiet.
– Właściwie miałam też na myśli Arnolda.
Teraz z kolei Laura na nią spojrzała nieco inaczej.
– Zaskoczyłaś mnie wczoraj z tą sukienką. Dziwiłam się, że jadłaś obiad w jeansach i bluzce, a na jazdę włożyłaś dość ładną sukienkę.
Laura chciała zapytać, czy Sam nie miała stanika, ale ugryzła się w język. Dostrzegła brak górnej części bielizny, ale taka uwaga mogłaby być niewłaściwa. Od jakiegoś czasu widziała dłuższe spojrzenia córki w kierunku Arnolda.
– Chciałam zobaczyć czy zwróci uwagę – nie mogła skłamać.
– I co? Zauważył?
– Nie dał poznać. Wiesz, on mnie nieco inaczej traktuje i nie chodzi tylko o mój wiek. – Brunetka mogła to powiedzieć, bo sądziła, że matka i tak pewnie coś dostrzega, co jest między nimi.
– Masz innych przyjaciół? – po raz kolejny Laura ją nieco zaskoczyła.
– Mogłabym mieć, ale wydaje mi się, że ludzie ze szkoły źle mnie oceniają. Przecież bym ich nie zjadła. – I w o tym przyznała uczciwie. Raczej nie podejrzewała, że Laura sądzi, iż Sam w szkole zadziera nos.
– Och, więc to tak! Sądziłam, że ty sama nie czujesz potrzeby mieć przyjaciół w swoim wieku? – brunetka zrozumiała, że matka nie zna jej tak dobrze jak sądziła.
Postanowiła dokładniej wyjaśnić.
– Aż tak bardzo tego nie potrzebuję, aczkolwiek gdyby ktoś zrobił kilka kroków do mnie, nie odrzuciłabym tego.
Samantha słusznie przeczuwała, że pytania matki są preludium do rozmowy na temat blondyna. Najbardziej znamiennym wydarzeniem było, że Sam wzięła blondyna za rękę i zrobiła to wiedząc, że oni zauważą.
Laura rozważała w swoim jestestwie odpowiednie pytanie odnośnie do Arnolda, ale dziewczyna klepnęła jej udo i oznajmiła, że idzie do gabinetu ojca. Matka w pierwszej chwili chciała ją zatrzymać na jeszcze chwilę, ale ostatecznie zrezygnowała. Miała resztę dnia, a potem cały poniedziałek aż do przyjazdu męża, żeby o tym porozmawiać.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
Bardzo spokojne tempo tego opowiadania zaczyna nabierać rumieńców fajnie się to czyta
Sapphire77
@Pumciak Chyba nie jest przegadana? Wiem, że dużo komentujesz inne i z tego co czytam robisz to w miły sposób, ale czy masz inne uwagi? Pozytywne i negatywne.
Pumciak
@Sapphire77 wszystkie twoje opowiadania napisane są w ulubionym przeze mnie klimacie
Sapphire77
@Pumciak Miło słyszeć. Postarałem się unikać zbyt wielu dialogów, a jak wyszło ocenią inni.