Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Królewna Śnieżka i siedmiu... cz. 2

Ta część nie zawiera opisów erotyki, ale opowiadnie jest fantasy i erotyczne. Piszę o tym, bo ktoś w komentarzu zwrócił na to uwagę. Jeśli czytelnik szuka w opowiadaniu tylko takich rzeczy, to proponuję czytać inne opowiadania. Pozdrawiam wszystkich innych, którzy są ciekawi jak potoczą się losy Samanthy Brook, mojej królewny Śnieżki.

__________________________________________

     Walter raz czy dwa spojrzła na Laurę, odrywając wzrok od książki z przedstawionymi i częściowo omówionymi grami szachowych mistrzów. Z pewnością rozmyślał o tym, dlaczego dany szachista zrobi taki, a nie inny ruch, ale w tyle głowy zastanawiał się również, nad czymś bardziej realnym, co dotykało jego samego i Laury. Częściowo zdawał sobie sprawę, co spowodowało kryzys w ich związku, ale z drugiej strony rozpaczliwie próbował szukać przyczyny gdzieś indziej. Nie wiedział, że to samo absorbuje od wielu tygodni jego śliczną córkę. Pokerowa twarz okryta delikatnym uśmiechem doskonale maskowała prawdę, o czym naprawdę rozmyślała Samantha.
     Dziewczyna od niedawna wiedziała, że jest adoptowana. Nie zmieniło to w żadnym stopniu jej nastawienia uczuciowego do Waltera i Laury. Kochała ich jak prawdziwych rodziców lecz serce dziewczyny biło mocniej dla kogoś jeszcze. Od więcej niż dwóch lat, prawdopodobnie od początku, kiedy zobaczyła ideał mężczyzny w osobie Arnolda Glassa. Osiemnaście lat różnicy? Dla niej nie stanowiło to żadnego problemu.  
     Nigdy mu nie powiedziała o swoim uczuciu. Czy wiedział? Miała nadzieje, że tak. Umiała odłączyć kobiecość, kiedy poprawiał pozycję jej ciała, czy robili sparring. Co prawda wówczas zakładali rękawice i ochronne kaski, ale przecież niejednokrotnie ich spocone ciała się stykały, szczególnie podczas walki w parterze.  
Wiedziała, że ją oszczędza. Ważył dwadzieścia pięć kilogramów więcej i nie miała z nim szans. Była szybka, co go zdziwiło, ale nawet w walce na noże by nie podołała. Próbowali w ochraniaczach ze specjalnymi atrapami. Miał doświadczenie i coś, czego nie potrafiła odgadnąć nawet w przybliżeniu. Zmysł przewidywania? Nie, to było coś innego. Czy odrzucało ją, że zabił ludzi? Nie, ale również nie czyniło go kimś większym w jej oczach. Do tej pory tylko raz nieco się uniósł i to dzisiaj, kiedy jak głupi szczeniak się zapomniała.

Pamiętała tę noc. Najpierw nie chciał o tym mówić a co dopiero robić...

15 grudnia 2023 roku.

– Dziwię się, że się zgodził – powiedziała, patrząc na blondyna.
     Właściciel naftowych pól, zarabiający miliardy zezwolił, aby jego nieletnia córka spędziła noc z jego szoferem. Glass miał bogatą przeszłość, ale Walter mu ufał. Chodziło o jakiś specjalny rodzaj treningu w ciemnościach. Arnold miał jechać z Samanthą do lasu, kiedy zrobi się już zupełnie ciemno.
     Większość ludzi uznałaby taki pomysł za nie do przyjęcia. Co prawda Arnold był sporo starszy od adoptowanej córki państwa Brook, ale Walter nie zastanawiał się nad zgodą nawet minuty.  
     Dziewczyna nigdy nie sprawiała problemów. Była prymusem w prywatnej szkole, do której uczęszczała, ale rodzice nie zauważyli, aby miała jakichś przyjaciół. Właściwie, jeśli spędzała z kimś wolny czas poza domem, to właśnie z przystojnym Niemcem. Laura kiedyś zapytała wprost męża, czemu tak ufa swojemu kierowcy, lecz zarazem przyjacielowi. Odrzekł jej z uśmiechem.

– Jeśli miałbym wybierać, komu bardziej ufam, sobie czy jemu, bez wahania wybrałbym jego.

     Pani Brook nie mogła uwierzyć, co słyszy, więc przypomniała mężowi, o kogo chodzi. Pomimo to spojrzał na nią i odparł, że właśnie o tym doskonale pamięta. Blondynka jednak uznała, że Walter musi mieć wyjątkowo wykwintne poczucie humoru.

______________________________________________

– Ma do ciebie słabość. – Arnold starał się aby jego odpowiedź wypadła jak najbardziej naturalnie.
     
     Nawet nie prosił swojego szefa. Po prostu zapytał, czy nie ma nic przeciwko temu, by Samantha została na noc. Wyjaśnił, że po zwykłym, zaczną specjalny trening godzinę po zachodzie słońca i będą to robić w odległości czterdziestu pięciu minut jazdy, za miastem, gdzie zaczyna się gęsty las.

– Musi ci bezgranicznie ufać – nadal miała utkwiony wzrok w jego błękity.

     Atletycznie zbudowany blondyn dostrzegł w spojrzeniu nastolatki coś niezwykłego. Nie spodziewał się tego. W końcu znał ją prawie dwa lata i sądził, że traktuje go jak dobrego, zaufanego rodzicom wujka. Och! Gdyby wiedział, że tak się sprawy mają... ale właściwie to nie zmieniało niczego. Dla niego Sam pozostawała dzieckiem. Fakt, że była bardzo dorosła jak na swój wiek, wiele nie zmieniał. W Stanach piętnastolatki wciąż byłby nieprzewidywalne i często szalone. Spędził trochę czasu w krajach bliskiego wschodu, tam dziewczyna w jej wieku czasem zostawała matką. Co prawda nie zawsze ze swojej woli, a w zasadzie prawie nigdy. Niestety świat był taki.
     ,,Cholera! Ja jej się podobam. Tej smarkuli ” – pomyślał szybko i zrobił wszystko, by jego twarz go nie zdradziła.
Zachowywał się nadal naturalnie, ale w środku cały się sprężył. Byłoby katastrofą, gdyby w jakiś sposób odkryła, że on to wie.

– A ty? – spojrzał gdzieś w głąb salonu.

     Może niepotrzebnie zadał takie pytanie, ale chciał ją czymś zaskoczyć, by zaczęła się zastanawiać nad odpowiedzią, a nie poświęcała uwagi na studiowaniu jego twarzy.

– Ja? Po co pytasz, chyba wiesz. Nie jesteś gejem? – nie spodziewał się tak szybkiej odpowiedzi i takiego pytania!

Zakrztusił się sokiem, który właśnie zamierzał wypić ze szklanki, bo weszli do kuchni. Ona nadal trzymała swój antałek w lewej dłoni.

– Co ty pleciesz, Sam! – musiał przez chwilę stracić kontrolę nad ich rozmową.

Wiedział, że jest dorosła na swój wiek, ale takie pytanie?

– Pytałam tatę, czy masz kogoś. Zwracałam też uwagę, jak patrzysz na moją mamę, więc raczej nie sądzę, że preferujesz mężczyzn, ale wolałbym mieć pewność.

     Pierwsze co naturalnie nasunęło się na myśl, to pytanie: Po co? Tylko że odpowiedź waliła mocno, jakby ktoś mu przyłożył patelnią w czoło.
– Nie jestem gejem. Co za pytanie! – chciał nawet wybuchnąć, ale w porę się opanował.
– Każde pytanie jest dobre. Jest powiedzenie: Nie zadawaj głupich pytań. To nonsens. Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi.
– Twoje nie było najmądrzejsze – lekko się uśmiechnął, pragnąc doprowadzić powstałą sytuację do normy.
– Wolę wiedzieć – powtórzyła.

     Arnold nie chciał pytać dlaczego. Znał ją już trochę i w zaistniałej sytuacji, kiedy odkrył, że nie jest jej obojętny, wolał nie pytać. Tylko naturalnie powstało w jego wnętrzu pytanie. Dlaczego tak jest! Jak piętnastolatka może w tak dorosły sposób podchodzić do bardzo poważnych rzeczy.

– To już wiesz. Sprawiłaś się dobrze. Masz zmysł. Nie próbowałaś widzieć, prawda? – ponownie postanowił spowodować by przenieść dość krępującą dla niego rozmowę na inne tory.  
     Zwykle jej nie chwalił, a jeżeli to w sucho i bez emocji. Wiedział, że pierwszym wrogiem młodego wojownika jest przeświadczenie, że już coś umie. A to zwykle przynosiło same problemy.

– Patrzyłam, ale było ciemno jak w cholernym piekle. – Rozmawiała z nim jak równy z równym i odpowiadała na kolejne pytania z taką łatwością, jakby miała przygotowane gotowe odpowiedzi.
– Sam!
– No co? Cholera to nie takie przekleństwo.  
(Was dark as in dumn hell. Dumn jest czasem tłumaczone jako cholernie, cholera. Nie jest to ciężkie przekleństwo jak fuck, prick, cunt, motherfucker)

– Cała idea dzisiejszego treningu miała na rzeczy obudzić w tobie alternatywne zmysły.
– Czyli dałam radę? Jestem zuchem? – wyszczerzyła swoje ładne ząbki i zdawała się mówić: No pochwal mnie tak, jak na to zasługuję, a nie jak to zwykle czynisz.
Odczuł w ułamku chwili, że od momentu, kiedy odkrył, że się jej podoba, zaczął obawiać się spojrzenia wprost. Tylko dlaczego?

– Jesteś.
     Musiała się zadowolić tym, co zwykle. Nie była kapryśna, nigdy nie kwestionowała tego, co powiedział. Miał przez krótki czas szkołę samoobrony. W porównaniu z poprzednimi adeptami z pewnością należałaby do jego najlepszych uczniów. Dziewczyna, a o sercu urodzonego wojownika. Piękna mimo młodego wieku. Pewnie wszyscy chłopcy z jej szkoły za nią wodzili wzrokiem, a on wybrała starego dziada. Tak sobie teraz pomyślał.  

Nastolatka rozwiązała sznurówkę i ponownie ją zawiązała.
     – Bałeś się podczas wojny? – patrzyła na swój but, kiedy o to zapytała.

     Rozgryzła go, o czym nie wiedział. Dostrzegła to, co próbował ukryć za wszelką cenę. Odkrył, że mu się podoba, a ona to zobaczyła! Ot co!  
Teraz będzie odgrywał bardziej zasadniczego i srogiego niż zwykle.  
     Samantha urodziła się inna, oczywiście pojęła to później. Do czasu poznania Arnolda nie interesowała się ani chłopcami, ani dziewczynami. Zgłębiała wiedzę jak działać w życiu. Zaczęła szukać swojego miejsca i często zadawała sobie pytanie: W jakim celu tu jest? Na tej Ziemi. Teraz, kiedy już trochę poznała przystojnego blondyna, te rozważania nadal istniały, ale coraz częściej przebijało się na zewnątrz działanie czegoś, co nauka nazywa hormonami. Poczuła zew i musiała nawet z tym nieco walczyć. Wiedziała, jak ją odbiera i dlatego postępowała rozważnie. Nie mogła mu nawet na chwilę dać odczuć, że jest młodą i nieodpowiedzialną nastolatką. Przeciwnie, chciała, żeby coraz mocniej się utwierdzał w przekonaniu, że jest pełnowartościowym partnerem.

– Czasami. Ne chcę o tym mówić. – Zaczął się zastanawiać, dlaczego o to zapytała. Nie chciał wracać pamięcią do czasu, jak sam określał najbardziej mrocznego w swoim życiu.

– Jasne, nie ma sprawy. Mój ojciec jest równy, prawda? – ponownie z łatwością przeskoczyła na inny temat.
     Lubił z nią rozmawiać. Z Walterem tylko chwilami zamieniał kilka zdań podczas jazdy. W pozostałym czasie nie rozmawiał z innymi ludźmi, chyba że coś kupował w sklepie lub zamawiał w restauracji.

– To bardzo uczciwy i porządny człowiek. Bardzo się cieszę, że dla niego pracuję – odpowiedział zupełnie szczerze.
     
     Z całą pewnością wolał rozmawiać o jej ojcu niż o sobie. Stracił ojca w młodym wieku. Matce trudno było wychować dwójkę. Miał brata o dwa lata starego. Miał. Niestety Wolfgang poszedł złą drogą i zginął w młodym wieku podczas napadu na sklep. W czasie gdy Arnold wstąpił do armii, matka wyszła ponownie za mąż i jak powiedziała podczas jednej z przepustek, chciała sobie ułożyć na nowo życie. Poczuł się odrzucony, ale był już na tyle silny, że przyjął to bez żalu. Może dlatego unikał podświadomie kontaktu z kobietami i ograniczał do minimum swoje męskie potrzeby.

– Ja też się cieszę, że cię zatrudnił. Co robisz, kiedy masz wolne? Skoro nie masz dziewczyny ani chłopaka, coś musisz robić, prawda?
     Trochę się zaniepokoił. Ponownie nakierowała rozmowę na jego temat. Nie było w tym nic złego. Do tej pory raczej pytała tylko o sprawy związane z treningiem.

– Nic takiego. Myje samochód twojego taty – powiedział to i z miejsca uznał, że to odpowiedź na pograniczu drwiny. Nie za bardzo chciał opowiadać o sobie, ale daleki był od powiedzenia jej, aby zmieniła temat.
     – Jestem młoda, ale nie taka głupia. Wiesz, o co mi chodzi. Nie wyglądasz na faceta, co chodzi na bilard albo do kina na melodramaty.
Ma za swoje! Dobrze go skasowała. Musiał jej powiedzieć prawdę, bo wiedział, że nie kupi naprędce wymyślonej odpowiedzi na odczepne.

– Czasem wstępuję do baru.
– O teraz lepiej odpowiedziałeś. Ojciec ma koniak za piętnaście tysięcy, ale spróbował dopiero raz. Mama podobno ma słabą głowę i wystarczy jej pół kieliszka szampana, żeby gadała bzdury lub potem żałowała swojego postępowania. Masz mocną głowę?

Zdziwił się nieco. Po co chciała to wiedzieć? Uchodził za twardziela w wielu aspektach. Miał twardy łeb do picia, to wiedział na pewno.

– Podobno.
– Aha, czyli nigdy się nie upiłeś, tak?
– Tego nie powiedziałem. Czy sądzisz, że to odpowiedni temat, żeby rozmawiać z piętnastolatką? Jest już prawie północ i powinniśmy iść spać.
Musiał jej to powiedzieć. Może zrozumie podtekst. Jest między nimi różnica wieku i powinna o tym pamiętać.

– To łażenie po ciemku było ekscytujące. Naprawdę nie sądziłeś, że cię znajdę, co? – ponownie zmieniła temat.

Dał jej wprost do zrozumienia, że powinni zakończyć rozmowy, a ona jakby tego nie przyjęła. Nie chciał jej urazić, dlatego odpowiedział grzecznie na jej pytanie.

– Nie liczyłem na to. Dlatego twierdzę, że masz zdolności. Zgubić się nie mogłaś, bo w ubraniu miałaś czip a ja lokalizator.
– O! Nie mówiłeś!
– Czasem nie wszystko trzeba mówić.

To było głębokie, ale prawdziwe. Przez ułamek sekundy pomyślał, że nie powinien tego powiedzieć, bo stanowczo nie chciał zaczynać filozoficznej dyskusji z piętnastolatką w środku nocy.

– Dobra, z tym się zgodzę. Wracając do picia, nigdy nie próbowałam alkoholu.
– I dobrze. To zgubny nałóg.
– Wiem, znaczy, słyszałam to stwierdzenie. Czy scena z ,,Indiana Jones" jak ta babka pije z facetem, jest realna?
– Raczej nie. Mężczyźni mają mocniejsze głowy.
– Myślę, że waga ma też znaczenie – odrzekła jakby od niechcenia.

,,Gaduła z ciebie Sam, dziwne, że dopiero teraz to odkryłem. Co cię skłoniło, że tak bardzo chcesz ze mną rozmawiać.” – pomyślał, zanim odpowiedział.

– Wszystko ma. Co zjadłaś, jak mocny masz zmysł równowagi i najważniejsze jak twój organizm reaguje na alkohol.
– Ile byś dał radę wypić pięćdziesiątek i nie spaść z taboretu, jak ten na którym siedzisz? – Jednak chyba uznała, że może o tym z nim rozmawiać, czyli gadanie o alkoholu z piętnastolatką jest dla niej całkiem do przyjęcia.
     Nie miał pewności czy tak po prostu się rozgadała, czy raczej do czegoś zmierza. Być może była podekscytowana treningiem, tym, że dobrze wypadła i nie chce jej się spać. On również czuł się nieźle, chociaż nie miałby nic przeciwko, gdyby wskoczył do łożka. Co prawda już była sobota i mógł nieco dłużej pospać, bo jego szef nie pracował w weekendy.

– Sporo...
– Robiłeś to! W wojsku?
– Raz na przepustce. Głupota.
– Ile?
– Dwadzieścia jeden.
– O rety! Ponad litr!
– Potem wymiotowałem, to okropne uczucie tyle wypić od razu.
– Możemy spróbować? – spojrzała na niego krótko, ale wiedział, że nie żartuje.
     Oczywiście, że zrozumiał, ale ponownie udał, że nie. Spojrzał na dziewczynę jak na ufoludka.

– Co chcesz spróbować?
– Zrobić taki zakład ja na tym filmie.
– Masz piętnaście lat. Chcesz umrzeć?
Jej propozycja wydała mu się tak absurdalna, że nawet nie warta dyskusji.

– Czuję, że mam mocniejszą głowę od ciebie. – Delikatnie uniosła brodę do góry i spojrzała w unikalny sposób.
     Robiła to tylko wówczas, kiedy miała absolutna pewność, że wie coś na pewno.
Tym razem musiał ją wyprowadzić z błędu. Nie podejrzewał jej o postradanie zmysłów, ale co przed chwilą powiedziała, nie miało najmniejszych podstaw logiki.

– Nonsens! Jest kilka spraw, za które Walter by mnie wyrzucił, a bardzo go lubię i cenię, więc bym nie chciał stracić pracy.
– Nie myślisz o tym...– Samantha spojrzała na niego tak inaczej.

     No tym to przegięła! Nie spodziewał się, że podobne zdanie może wyjść z jej ust. Musiał zareagować odpowiednio. Została dobrze wychowana, ale ta wypowiedź nie mogła być tolerowana.

– Sam, uprzedzam cię! Nie jesteś twoim kolegą – powiedział ostro, ale nie podniósł głosu.
– Nie mam kolegów. Nie dlatego, że nie mogłabym mieć. Nie chcę. Co do ciebie, uważam cię za przyjaciela i mam do ciebie zaufanie większe niż mój ojciec. Inaczej bym nie chciała nic. Strzelania, walki, niczego. – Ponownie przekazała to z całą powagą.
     Tym go nieco rozbroiła. Powiedziała coś, co świadczyło, że jest dla niej ważny. Nie wiedział, jak się ustosunkować do tak szczerej wypowiedzi.

– Jesteś dziwna. Bez obrazy.
– Wiem, że jestem inna. Nikt się nie dowie. Nie umrę i rano będę się czuła dobrze.
Ona naprawdę tego chciała! To było dla niego nie do pojęcia.
Wstał gwałtownie.

– Wybij sobie z głowy! Nie wypijesz setki. – Zamiast kategorycznie odmówić, właśnie pobudził w niej wojownika.
     Zobaczył to w jej oczach. Miała pewność! Gdyby jej już trochę nie znał, uznałby, że to młodzieńczy wybryk. Tylko już wiedział, jaka jest.  

     Do tej pory w niczym nie zawiodła. Walczyli i wiedziała, że nie ma szans wygrać, kiedy pojedynak przypominał MMA. Był dużo silniejszy, doświadczony i cięższy. Ona była nieco szybsza, ale to nie mogło przeważyć nad jego doświadczeniem. Miała na myśli walkę wręcz. W walce na noże oczywiście używali miękkich, bezpiecznych atrap, mogła mieć szanse. Jednak teraz rozmawiali o czymś, co wiedział. Ma mocny łeb i kilka razy wygrywał z facetami o połowę cięższymi. Nigdy się nie zastanawiał, co sprawia, że ktoś łatwo i szybko się upija, a inny nie.

– Zakład? Nie, że wypiję setkę. Zakład, że wygram. Boisz się?
– Zaczynasz mnie irytować – dotknęła męskiego ego.
– Bo traktujesz mnie jak małą dziewczynkę. Jestem drobniejsza i oczywiście jestem młoda, ale kilka razy mi mówiłeś, że jak chcę się nauczyć walczyć, muszę inaczej myśleć. Nie będziemy robić przerw. Maksymalnie trzy sekundy.
– Nie. Nie jestem idiotą, żeby z tobą pić, kto więcej wytrzyma.
– Masz słaba pamięć.
– Co! Co ty pleciesz. Mam dobrą.
– Pamiętasz, co powiedziałam, zanim zaczęliśmy zabawę w chowanego?
Arnold poczuł się dziwnie. Niemożliwe by miała to w planie. 
,,Czy zrobisz wszystko, o co poproszę jak cię znajdę?” – o to zapytała, a on się wówczas zgodził.

– To szantaż!
– Nic podobnego. Nie proszę o nic innego. O takie rzeczy się nie prosi.
Znowu to spojrzenie. Miał nadzieję, że miała na myśli najwyżej pocałunek. Akurat w tym się nie mylił. Samantha właśnie to pomyślała.

– Czyli to jest twoja prośba?
– Tak. Nie wiem jak ty, ale ja stawiam sobie zadania. Zwykle trudne. To wyszło przypadkiem. Czasem myślę, że przyszłam na świat w jakimś celu. Dobrym celu. Stwórca dał mi urodę, głupia nie jestem, mam odwagę. Bogatych rodziców, którzy kochają siebie i mnie. Mimo to czuję, że jestem specjalna. Nie próbuję się wywyższać. Nie próbuję, prawda?

Musiał przyznać, że to, co mówi, ma sens. Tylko sam pomysł pojedynku kto spadnie pierwszy ze stołka, jest idiotyczny.

– Wiem, co myślisz. Przyrznałeś mi rację w duchu, lecz sądzisz, że to jest strasznie głupie, czego chcę. Dla mnie to wyzwanie. Nigdy nie próbowałam wierzyć, że zacznę od razu celniej strzelać niż ty. Nie próbuję walczyć o to, co nierealne. Proszę!
– Możesz umrzeć!
– Facet wypił z gwinta całą dwulitrową butelkę rumu. Pobił rekord i umarła. Wiem, że będę w porządku. Ty też. Tylko przegrasz.
– Bzdura! – tym razem zachował spokój.
– Miewam wizje. Widziałam to.
– Co! Widziałaś, że pijemy i ja spadłem pierwszy?
– Tak. Rok temu. Jeszcze nigdy nie byłam u ciebie. Masz tam wódkę. Wiem, że wolisz szkocką – wskazała drzwi szafki obok zlewu.
Arnold wiedział, że nie mogła tego sprawdzić. Dwie ponad litrowe butelki wódki stały tam od kilku lat.

– Co jeszcze widziałaś? Z pewnością widziałaś – patrzył na nią tak po raz pierwszy.
– Nie mogę powiedzieć. Jeśli powiem, to się nie stanie i będzie potem bardzo źle...między nami.
     Nie planował niczego z nią i ,, między nami” zabrzmiało śmiesznie, niemal infantylnie, ale nie chciał o tym zaczynać rozmowy.

– Aha! Świat się skończy, tak?
– Przestań drwić. Mam piętnaście lat i jestem inna. Czy w to wierzysz, czy nie!
– Nie wypijesz więcej niż szklanki. Od razu palce w grało i wymiotujesz. Co ja gadam! – chciał zakląć, ale się opanował.

     Miał o wszystkim zapomnieć, kiedy usłyszał jakby głos ze środka. ,,Zgódź się. Ona jest wyjątkową.”

     Poczuł, że włosy na przedramionach i karku się unoszą. Miał już raz tak. Wówczas kiedy był ten atak w Kabulu. Taki sam głos, o takim samym brzmieniu. Gdyby nie posłuchał, już by go tu nie było. Wówczas, kilka sekund wcześniej stał obok kumpla, którego potem rozerwało na strzępy. Tajemniczy głos kazał mu natychmiast odejść z tamtego miejsca o dwadzieścia kroków.

     Podszedł do szafki i wyjął dwie butelki. Po chwili postawił na stole dwa małe antałki mieszczące trochę więcej niż pięćdziesiąt mililitrów. Bez słowa otworzył butelki. Jednak był idiotą...

     Wszystko odbywało się jak w zwolnionym filmie. Przez pierwsze chwile jeszcze działała w nim świadomość i rozum. Walter go zabije, czyli wywali na zbity pysk i ciężko mu będzie potem znaleźć tak dobrą pracę. Wiedział, że Brook nie zawiadomi policji.  

     A potem się stało. Pierwszy kieliszek. Setka, dwie setki. Pili szybko i nalewali od razu. W połowie butelki poczuł, że alkohol robi swoje. Potem jakby wszystko zwolniło. Pamiętał, że coś jeszcze zostało na dnie. Ona wypiła pierwsza i czuł jej wzrok... Urwał mu się film...
     Obudził się w środku nocy. W głowie trwała karuzela, ale kojarzył. Co z Samanthą? Niepokój. Panika. Zobaczył, ją siedzącą na dywanie przy nim. Leżał na łożku w samych spodniach.

– Jak się czujesz? – zapytał.
– Zmarnowaliśmy więcej niż dwa litry wódki. Nie byłam pijana, może trochę. To nie było normalne, ale spowodowałam wymioty, tak dla pewności. Wróciłam do kuchni. Z tobą miałam kłopot. Jesteś ciężki. Dociągnęłam cię do łazienki i wsadziłam trzy palce do gardła. Co ty wcześniej jadłeś? Pizza, makaron?

– To nie jest możliwe! Pamiętam, że zostało niewiele...
– Zostawiłam, możesz sprawdzić. Myślę, że mogłabym wypić resztę, ale po co? Wódka ma ohydny smak. To było głupie, ale musiałam.
– Sam, nikt nie może się o tym dowiedzieć. Obiecaj mi nie zastawiać na mnie pułapek. Jesteś wyjątkową. Wszystko, co ci pokazuje, łapiesz natychmiast. Nigdy nikogo podobnego nie widziałem ani nie słyszałem o kimś z takimi umiejętnościami. Pamiętasz, jak nauczyłem cię rozkładać Glocka? Potem złożyłaś go z zawiązanymi oczami. Po pierwszym razie! Czasami cieszę się, że nie jesteś moim wrogiem.
– Nie powiem nikomu. Mogę tylko rodzicom, bo z nikim więcej nie rozmawiam.

Samantha jeszcze nie wiedziała, że jest adoptowana i nie stała się ta wyjątkowa rzecz.  

     Patrzyła na niego i przypomniała sobie wszystko, a właściwie wcale nie chciała tego zapomnieć. Spędziła przy nim trzy godziny, bo zegar wskazywał prawie trzecią trzydzieści, kiedy się obudził. Mruczał coś pod nosem, kiedy ciągnęła go do łazienki. Posadziła i uniosła korpus nad sedesem i spowodowała wymioty. Potem powiedział coś w nieznanym języku. Zdjęła z niego lekko zabrudzoną koszulę, zmoczyła gąbkę i przetarła mu brodę, szyję i tors. Zaciągnęła do sypialni.  
     Pewnie mogłaby w normalnych warunkach nieść go przewieszonego przez barki, ale nie chciała ryzykować ponownych wymiotów. Ułożyła na łóżku. Już nic nie mamrotał, tylko głęboko zasnął. Oddychał głośno a z ust wydobywał się mocny zapach alkoholu. Sama czuła się dziwnie, ale z pewnością niepijana i to odebrała jako niezwykłe. Wypiła litr wódki po męczącym dniu! Wróciła do łazienki i spowodowała wymioty. Pierwszą porcję stanowiła praktycznie czysta wódka.

,,Jesteś skończoną kretynką, Sam” – przemknęło jej przez głowę.

     Wypłukała usta i twarz. Zerknęła w lustro i wytarła twarz ręcznikiem. Wróciła do sypialni. Powinna spać, ale nie mogła, a przede wszystkim nie chciała. Usiadła na łóżku obok niego i najpierw obserwowała. Chwilę gładziła włosy na głowie, potem przejechała dłonią szyję i zjechała na tors. Mruknął jej imię... Zdrętwiała. Bardzo chciała go pocałować, ale kiedy zbliżyła usta, poczuła alkohol i inny, bardziej nieprzyjemny zapach i to w zasadzie ją pohamowało.

,, Stać cię na coś lepszego i jeszcze nie czas” – pomyślała.

Potem spojrzała na jeansy i poczuła dziwny prąd.
,, Nie, tego ci nie wolno” – skarciła się w duchu.
     Miała unikalna możliwość, więc korzystała. Mogła patrzeć i dotykać. Co jakiś czas gładziła policzki, ponownie złote włosy na głowie i znowu na torsie. W końcu uspokoiła zmysły i tylko wpatrywała się w twarz śpiącego anioła.  

_____________________________________

– Zrobiło się późno. Już zaszło słońce? Kiedy – Laura spojrzała przez okno.
– To chyba nie zdołamy zagrać partii – Walter krótko spojrzał na blondyna.
– Obiecałem – odrzekł spokojnie Arnold.
– Przebiorę się, bo mamy się jeszcze przejechać – powiedziała brunetka.
Walter szybko ustawił figury i zaczęli.
A tak się przygotowywał! Partia trwał mniej niż kwadrans.

– Och nie! Taki głupi błąd!
Dopiero dostrzegli Samanthę.
,,Czemu się przebrała na jazdę” – pomyślała Laura.
     Arnold też zarejestrował. Walter robił wrażenie załamanego, że przegrał i nawet chyba nie zwrócił uwagi jak ładną sukienkę założyła Samantha. Ciemnozielona ze złotymi punktami, sięgała lekko przed kolana. Założyła też lekkie sandały z jasnej skóry.

– To jedziemy? Zajmę ci Arnoldzie trzydzieści pięć minut.
– Dalszego trzydzieści pięć? – zapytała Laura.
– Będziemy jechać trzydzieści a pięć, bo pokażę co mam pod maską – powiedziała to z miłym uśmiechem.
Tylko ona wiedziała, co znaczą te słowa.  

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 4535 słów i 26296 znaków, zaktualizował 11 cze o 6:18.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Pumciak

    Ciekawe choć troszke przegadane czekam na jeszcze

    8 godz. temu

  • Użytkownik Sapphire77

    @Pumciak Niestety taki mam styl. Dzięki za wpis.

    7 godz. temu