Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Królewna Śnieżka i siedmiu... cz. 5

– Skąd to wiesz, kochanie? – Laura chyba uwierzyła, że może być znowu szczęśliwa.

     Czy to być może? Od tak długiego czasu Walter wydawała się taki chłodny... Niby wszystko wyglądało normalnie. Rozmawiali, czasami, chociaż bardzo rzadko byli nieco bliżej. A chciała tego tak bardzo!  
     Czy dlatego tak zareagowała? Czuła się tak rozluźniona, a dłonie Samanthy były tak ciepłe i gładkie. Może się zapomniała? Nie! Dokładnie pamiętała ten moment.  
     Po rozmowie z córką uznała, że to było głupie. Złe? Dziwne, że tak nie odczuwała. Dlaczego? Coś, co większość ludzi uważała za jedno z najgorszych zboczeń. Czy to wszystko wina Waltera? Powinna z nim mówić, przynajmniej zapytać.  
Tylko że ona taka nie była. Uważała, że mąż jest tak dobrze ułożony i zawsze nienaganny. Chciała go, cały czas nie stracił dla niej nic na atrakcyjności. Dobrze zbudowany i sprawny. Czy bardziej przystojny od Arnolda? Chyba tak. Niemiec jest także przystojny, jednak Walter nadal nie miał sobie równych, przynajmniej w jej oczach..

– Wiem. Skąd? Nie wiem. Wiem, że się nie mylę.

     Laura przyglądała się córce. Jest taka piękna! Nie jest typem dawnego wzoru kobiecości. To zresztą zmieniało się przez stulecia. Samantha jest silna, chociaż nie wygląda jak kobiety, które trenują kulturystykę. O nie! Ma idealne ciało, przynajmniej w jej ocenie. Ten masaż był taki profesjonalny, trudno uwierzyć, ale Laura zaczęła uważać, że nawet Gal nigdy tak jej nie zrelaksowała.

     – Czy zrobisz mi jeszcze kiedyś masaż? – zapytała naturalnie.
,,Och, po co o to zapytałam. Pewnie spaliłam wszystkie mosty” – pomyślała.
     Na twarzy córki nie dostrzegła żadnego gniewu, a nawet grymasu niezadowolenia.

– Być może. Nie będziesz już niegrzeczna, prawda? – Samantha się uśmiechnęła.

     Kolejna fala wstydu owładnęła jej jestestwem. Na szczęście nie uzewnętrzniła tego nawet różem policzków. Z pewnością się to nie powtórzy!

– Och! Chyba długo będę o tym pamiętać. Naprawdę nie ma nic, co musisz mi wybaczyć?

     Laura patrzyła na córkę, jakby chciała ją przejrzeć na wskroś. Naprawdę nie ma do niej najmniejszego żalu?

– Nie. Jesteś małym głuptaskiem i popełniłaś błąd. Moje słowa były zbyt ostre, ale wierz mi, że takie coś niszczy. Wyobraź sobie, że Walter by tak chciał.

     Te słowa podziałały na nią jak elektryczny szok. Samantha i Walter! Nigdy! Walter należy do niej! Tylko do niej. Jest głupia! Nie potrafiła poradzić sobie z prostym zadaniem. Powinna go zapytać, czemu jej nie kocha jak wcześniej. Dlaczego ich zbliżenia są tak rzadko, a jeżeli już do nich dochodzi, wyglądają, jak obowiązek i do tego bardzo chłodny. Połozy się, wejdzie w nią i po kilku ruchach, koniec. Och!

– Boże! Nie!
– A widzisz. Teraz rozumiesz. Wybaczyłabyś mu, gdyby cię zdradził z inną kobietą, ale gdyby mnie dotknął, nigdy. Prawda?
– Nie chciałbym go znać. Nie jestem agresywna, więc nie powiem, żebym go zabiła. Straciłby wszystko w moich oczach, mimo że go kocham.

     Tak łatwo to wyznała córce. O jak dawno nie słyszała tych słów od męża. Dobrze, że chociaż w tym pozostał szczery. Tylko że... Samantha uważa, że ich miłość nadal trwa. Czyli Walter ją kocha, a to, że jej nie mówi tych słów, o niczym nie świadczy.

     – On ciebie też kocha. Zobaczysz, że wszystko się uda. Wszystko znowu będzie dobrze.

     Słowa Sam ponownie podziałały na nią jak balsam. Czemu córka to wie, a ona tego nie czuje? Laura poczuła się lepiej. Już to, co się stało kilka minut wcześniej, tak mocno jej nie afektowało. Postanowiła powiedzieć, co dawno już leżało jej na sercu. Ta sytuacja z masażem miała też dobre strony. Sam mówiła o czymś niezwykle intymnym, więc i Laura uznała, że może o takich sprawach rozmawiać.

– Był okres, chociaż krótki, że martwiłam się, czy nie jesteś zainteresowana kobietami. Teraz wiem, że podoba ci się jedna osoba.
– Próbowałam ukryć, ale pewnie mi się nie udało. On wie, ale uważa, że jestem nim zafascynowana. Oczywiście najważniejszy problem dla niego to wiek.
– Tak. Walter chyba też o tym wie, że lubisz Arnolda.
– Ja go nie lubię. Ja go kocham i to od czterech lat, od początku.
– Jak to możliwe? Miałaś trzynaście lat, kiedy się w nim zakochałaś?
– Na to wygląda. To dla niego trudne. Teraz jednak mam ważniejszą sprawę do załatwienia.

     Laura wiedziała, o czym córka mówi. Chce pomóc. Jest naprawdę dobrą osobą. Rozumie, że ona nie jest w stanie sobie pomóc, sobie i ich związkowi. Tylko jak Sam to załatwi. Obiecała i pewnie jej nie zdradzi i nie ujawni, co ona chciała zrobić. Z pewnością jest w mocy, by to zrobić. Laura po raz kolejny uświadomiła sobie jak odważna i mądra jest jej córka. Aż trudno uwierzyć, że ta osoba ma tylko siedemnaście lat.

– Może ja porozmawiam z Walterem? – Laura odważyła się to powiedzieć, chociaż tak naprawdę wiedział, że nie jest na to gotowa.
– Ty? Nie zrobiłaś tego dwa lata, a teraz uczynisz? – Sam wiedział, że matka tylko tak powiedziała, nawet w to nie wierząc.
– Pewnie masz rację. Nie potrafię. Boję się, że ci się nie uda i może wówczas między mną a nim się jeszcze popsuje. Tylko... skoro mówisz... Ty raczej nie popełniasz pomyłek i jak coś postanowisz, to ci się udaje. Wiem, że jesteś do tego zdolna. Podziwiam cię za wszystko. Naprawdę piłaś wódkę z Arnoldem i przegrał?

     Laura tyle powiedziała i Sam zastanawiała się, na co najpierw odpowiedzieć. Zignorowała jej wątpliwości. Miała przekonanie, że wszystko skończy się dobrze. Nie skończy się, a raczej wskoczy z powrotem na prawidłowe tory. Mieli ze sobą dobry czas i będę mieć ponownie. Może lepszy. Uznała, że swobodnie może porozmawiać z matką na temat tamtego picia.

– Mam mocny łeb. Jestem bardzo twarda. Wątpię, czy coś by mnie złamało. Jednak nie jestem pyszna. Nie jestem osobą pewna siebie, w tym normalnym znaczeniu. Nie uważam, że jestem narcyzem. Wiem natomiast, że jestem wyjątkowa. Może kiedyś się dowiem, dlaczego taka jestem.
     Laura patrzyła na córkę jak na boginię. Nie rozumiała, jak mogła tamtego zapragnąć. To wspomnienie już nie bolało i nie powodowało zawstydzenia ani poniżenia. Wiedziała, że już nigdy czegoś takiego nie zapragnie. Pierwszy raz odczuła, że Samantha jest bardzo piękna. Nie tylko fizycznie, ale głównie duchowo. Poczuła nawet delikatną zazdrość z tego powodu. Zapragnęła być taka. Mocna, pewna. Stanowcza, wierząca w swoje postanowienia i pewna, że udadzą się jej wszystkie zamierzenia.

– Jesteś piękna, kochanie. Jesteś piękna Śnieżko!
Dziewczyna spojrzała na matkę i ujęła jej policzki, a pocałowała czoło.
– Tyś królowo piękna jak gwiazda na niebie. Nie ma na świecie piękniejszej od ciebie.
Laura się uśmiechnęła. Poczuła się silniejsza. Uwierzyła, że córka da radę i ich miłość wróci.
– Ubiorę się, przecież nie będę cały czas paradowała w szlafroku.
– Mamusi, teraz wiesz, że możesz mi ufać. Jesteś dorosła i mądra, ale jeśli będziesz miała kłopot, zawsze możesz mi o tym powiedzieć.
Laura patrzyła na córkę i dwie wielkie łzy szczęścia spłynęły po policzkach.

     Walter przyjechał o zwykłej porze. Nie widziały Arnolda. Chociaż brunetka się tego spodziewała, poczuła lekką tęsknotę. Brunet był bardziej rozmowny niż zwykle. Sam obserwowała ukradkiem ich twarze. Liczyła na cud. Nie powiedziała Laurze wszystkiego. Miała prawie pewność, że zdarzenie sprzed dwóch lat wpłynęło na to, że miłość jej przybranych rodziców zaczęła się sypać. I to ją trochę niepokoiło, bo nie wiedziała. Już postanowiła, kiedy przeprowadzi tę najważniejszą rozmowę. Podczas środowego spotkania Laury ze swoimi przyjaciółkami. Wówczas będzie miała komfort, bo w domu zostanie tylko ona i ojciec.

     W środę około piątej widziała krótko Arnolda. Wyszła, kiedy Rolls Royce podjechał. W takiej sytuacji przystojny Niemiec nie mógł jej zbyć.

– Hej, Sam – wyszedł z wozu i podał dłoń brunetce.
– Hej. Nie wpadniesz?
– Wiesz, jak to odbieram. Przypuszczam, że Walter coś odczuwa.
– Ojciec wie, że jesteś dla mnie ważny. Nie wie, że najważniejszy.
– Sam. Jesteś młoda. Poznasz kogoś w odpowiednim wieku.
– Jeszcze słowo i stanie się coś złego – powiedziała, udając zagniewaną.
– Och! Tylko tak mówię. Mógłbym być twoim ojcem.
– Na szczęście nie jesteś. Pokochałam cię na początku. Od razu. Pierwszego dnia. W pierwszej chwili. Ty to dostrzegłeś bardzo późno. Kiedy ćwiczyliśmy szukanie po ciemku, pamiętasz?
– Masz pamięć, Sam!
– Dobra, to uciekaj. Spotykamy się w sobotę w południe?
– Tak. Wybacz, że wczorajszy trening mieliśmy odwołać.
– Nic się nie stało. Ćwiczyłam sama – krótko go przytuliła i odwróciła się w kierunku domu.
Patrzył za nią chwilkę, a kiedy miał już pewność, że się nie odwróci, wsiadł do wozu i odjechał.


     Zjedli obiad i Laura zaczęła się zbierać. Za bramą już czekały dwa Tahoe.
Srebrny Mercedes wyjechał wolno. Sam odprowadziła SUV wzrokiem do bramy i odeszła od okna. Walter już zniknął w swoim gabinecie. Czasami grali w coś podczas nieobecności Laury. Rzadziej czytali razem w salonie, oczywiście inne książki. Czy spodziewał się tej rozmowy dzisiaj? Z pewnością nie.
     Drzwi do gabinetu były uchylone tak jak do jej pokoju, dwa lata temu. Zapukała.

– Wejdź, Sam – usłyszała spokojny głos Waltera.
– Musimy porozmawiać – powiedziała od progu.
Siedział za biurkiem z ciemnego orzecha i coś przeglądał. Pewnie jakieś papiery związane z pracą.
– Czujesz się tu komfortowo, tato? – zapytała.
Czarne brwi się zbiegły i pokazały, że jest zdziwiony pytaniem.
– Nie rozumiem...
– Możesz iść ze mną do mojego pokoju?
– Mogę... Czy coś się stało?
– Dziwne, że nie zauważyłeś.

     Bez słowa wstał i poszedł za nią. Po chwili weszli do pokoju brunetki. Pokazała mu fotel za skóry, na którym usiadł. Ona usiadła na swoim łóżku. Było nieco mniejsze niż ich małżeńskie łoże. Tej samej wielkości co Laury i jego.
– Sprawę alkoholu uważam za zamkniętą. O tym, że masz nastawienie uczuciowe do Arnolda, też wiem – wyczuła, że mówi to nieco asekuracyjnie.
Czyżby coś przeczuwał?
– Nie wiesz, o czym chcę rozmawiać? – zapytała dla formalności.
– Nie mam pojęcia – odparł z pewnością szczerze.
– Od dłuższego czasu was obserwuje. Wasza relacja się ochłodziła. Miłość między wami się tli.
Spojrzała na nią z pozycji ojca. Wiedziała, co powie.
– To nie jest twoja sprawa córko. Dziękuję, że wspominasz, ale to jest nasza prywatna sprawa. Poza tym jesteś w błędzie. Wszystko między nami jest w porządku.
– Kto nauczył cię kłamać, Walterze Brook! – podniosła głos, jednak nie był to krzyk.
– Co! Jak możesz tak do mnie mówić!
– Ja nie kłamię i nie dlatego, że mnie tego uczyliście. Chcę wiedzieć, jaka jest tego przyczyna?
– Że nie kłamiesz? – rżnął głupa, co mu się nigdy jeszcze nie zdarzyło.
– Ojcze! Litości! Masz mnie za idiotkę? Chcę wiedzieć, czy TAMTO miało na to wpływ.
Walter otworzył usta, jakby chciał zaczerpnąć nagle powietrza, a następnie się skulił. Wiedziała, że ponownie skłamie.
– Nie rozumiem, o czym mówisz, kochanie... – to zabrzmiało nieomal błagalnie.
– Wiesz dobrze. Chcę wiedzieć.
Wziął głowę w dłonie i spuścił wzrok. Dała mu czas. To trwało z dobra minutę.
– Tak – powiedział cicho.

,,Czyli jednak" – pomyślała.

– Powiesz mi wszystko i ja powiem wszystko. Postanowiłam rozbudzić waszą miłość. Nie mogę patrzeć, jak Laura usycha. Więdnie jak kwiat. Nie zniosę dłużej waszego wspólnego czytania magazynów w salonie. Twoich doskonałych manier. Mów!

– Przecież wiesz – powiedział to tak cicho, że musiała wytężyć słuch.
– Wiem, co się stało, a nie co to spowodowało. Obiecuję ci, że złamię ci rękę, jeśli nie powiesz mi wszystkiego. Nie wiesz jak mi trudno o tym mówić. Oboje popełniliśmy błąd, ale twój przyniósł ogromne konsekwencje.          ____________________________________________________________________________________

Dwa lata wcześniej. Koniec sierpnia, rok 2024. Środa po południu. 7:30 PM.


     Laura spędzała czas ze swoimi przyjaciółkami. Walter siedział w swoim gabinecie, a Samatha brała prysznic po treningu. Wytarła ciało ręcznikiem i założyła zielony szlafrok z jedwabiu. Obok swojej sypialni miała łazienkę. Pistacjową. Wszystko było utrzymane w jasnym kolorze zieleni, czasem na podłodze położono białe kafle z marmuru. Tak jak w pozostałych łazienkach armatura miła kolor mosiądzu. Weszła do sypialni. Spojrzała na swoje jeansy i bluzkę z bawełny. Wspomniała Arnolda. Poczuła przypływ miłych prądów.
,,On nic nie widzi” – pomyślała.

     Położyła się na łóżku i zaczęła sobie przypominać ostatni trening. Zapamiętała każdy dotyk silnych dłoni. Wspomniała zapach spoconego ciała. Coraz mocniej czuła prądy w dole brzucha. Rozchyliła poły szlafroka i zaczęła błądzić palcami w okolicy brzucha.
,,To już trzeci raz w tym miesiącu i trzeci w życiu” – pomyślała.
     Pierwszy był dwa tygodnie temu. Zaczął się miło, potem bolała, a po trzydziestu minutach ponownie przyniosło rozkosz. Drugi raz był od razu wspaniały, bo już ciało było przygotowane.  
     Postanowiła skończyć z tym, ale dzisiaj o tym zapomniała. Za zamkniętymi powiekami zaczęły rozgrywać się coraz bardziej intymne sceny. Tym razem wyobrażała sobie, że ją rozbiera z cienkiej jedwabnej sukni, pod którą nic nie ma. Całuje usta, a potem usta schodzą niżej. Na piersi, brzuch i w końcu tam, gdzie jest wejście do rajskiego ogrodu. Arnold jest delikatny, czuje jego mocne dłonie na biodrach. Popycha ją na łóżko i rozchyla uda. Czuje jego oddech w bardzo intymnym rejonie. Samantha zatraca się w rozkoszy. Palce zastępują usta przystojnego blondyna, potem jego dłonie i w końcu męskość. Sypialnię brunetki napełniły ciche jęki rozkoszy.  
     Usłyszała cichy dźwięk pochodzący z naciśniętej klepki z podłogi. Otworzyła oczy i zobaczyła Waltera, który stał w drzwiach.
Nie zareagowała krzykiem, nie poczuła skurczu. Nie czuła niczego innego, tylko odchodzącą rozkosz. Zniknął.
,,Musiałam nie zamknąć drzwi. Powinien pukać” – pomyślała tylko.
     Ubrała się szybko, nie zwracając uwagi, na pozostawioną wilgoć. Usiadła na łóżku i zebrała myśli
,,Iść i zrobić mu awanturę? Przeprosić? Tylko za co” – przeszła jej tylko taka myśl.

     Nie zrobiła nic. Dla niej to straciło ważność. Coraz mocniej kochała i pragnęła Arnolda. Już nigdy więcej nie chciała zastąpić prawdy ułudą.



Środa początek lipca 2026 roku.

– Wiem, że ci też jest trudno, ale musisz powiedzieć – powiedziała cicho, mając pewność, że usłyszał.
– Wybacz. Tysiąc razy o tym myślałem. W biurze, w domu. Podczas obiadu, kiedy Arnold wiezie mnie do pracy lub kiedy wracamy. Jednak najmocniej, kiedy zasypiam. Dlatego to się stało. Czuję się winny. Jeśli już jestem z nią, to jest mechaniczne. Nie ma rozkoszy. Przynosi ból i mnie i jej.
– Dalszego wówczas przyszedłeś? – czuła spokój.
– Wyszedłem z gabinetu, żeby napić się soku. Pomyślałem co u ciebie. Kiedy zbliżyłem się do twojej sypialni, usłyszałem... Pamiętam, że miałem myśl, by wrócić. Dlaczego poszedłem dalej? Nie wiem. Otworzyłem szerzej drzwi i zacząłem patrzeć. Wybacz.
Samantha nie miała myśli, by go nazwać zboczeńcem, by na niego krzyczeć. A jednak zapytała.
– Czy miałeś potem myśli? Nie muszę mówić jakie. Nie zabiję cię, ale powiedz prawdę.
– Nie! – prawie krzyknął.

     Spojrzała mu w oczy i wchodziła w jego wnętrze. Mówił prawdę. Nie chciała rozważać, co by się stało, gdyby kłamał.

– Jak wspomniałam, to trochę moja wina. Co nie znaczy, że powinieneś podejść a co dopiero otworzyć szerzej drzwi i się gapić!
Widziała, że robi się biały jak kreda. Wytrzymał jej wzrok, nie uciekł z oczami.
– Jak widzisz, nic mi się nie stało. W najmniejszym stopniu. Może, ponieważ jestem inna. Stało się jednak coś złego z wami. Co możemy teraz zrobić?
– My?
– Tak. Obserwuję mamę, czuję, jak usycha. Nie fizycznie, bardziej w duchu.
– Jest dobrą osobą, ale wszystko akceptuje. Nigdy nie walczy.
– Dość! Nie próbuj jej winić. Możesz mnie, ale nie ją. Nie wiem, co zrobisz, ale jesteś już wolny. Wiesz, że nie czuję żalu, nie uważam cię za zboka. Kocham Arnolda. Jest jednak dla mnie równie ważne wasze szczęście. Przemóc się i zacznij ją kochać. Mocniej niż wcześniej. Dostrzegaj ją, rozmawiaj. Trzymaj za dłonie. A wieczorem? Ona jest ogniem a ty idiotą, który tego nie odkrył. Pięść ją i zatrać się w niej całkowicie. Nie wiesz jaki raj prawie straciłeś. Ona się zmieniła. Będzie mówić, ale i ty mów. Pamiętaj, że miłość to wspólnota. Nie próbuj zaspakajać swoich pragnień czy fantazji. Odnajdźcie wspólne, wpadnijcie w rozkosz swojej miłości. Chcę to zobaczyć. Możesz mi to obiecać?
Samantha zauważyła łzy na twarzy Waltera.
– Zrobię wszystko, co będę mógł. Ten pierwszy raz będzie trudny.
– Nie musisz robić wszystkiego. Powiedz jej o tym i zacznij ją z powrotem kochać i pragnąć. To wszysto. Masz to w środku. To nie umarło! Zrób to! Dzisiaj! Nie czekaj. Nie musisz nic mówić, nie musisz się jej tłumaczyć. Kobieta czasem tego potrzebuje, ale ważne są dla niej czyny. Chce być centrum. I jutro kup kwiaty. Dużo kwiatów.
Wstała i skierowała kroki do drzwi
– A jeśli nie zdołam? Jeśli się nie uda?
Brunetka odwróciła się wolno.
– To ci urwę łeb. Najpierw ten mniejszy.

     Zobaczyła największe zdziwienie, jakie do tej pory dostrzegła u kogokolwiek. Zostawiła go z otwartymi ustami i zamknęła drzwi. Siedział w jej pokoju, jej sanktuarium, które dwa lata temu zanieczyścił, ale mu wybaczyła. Teraz odczuł powiew wolności. Wstał i wyszedł z jej pokoju.

     Walter dotrzymał tajemnicy. Sam uwierzyła mu, ale około jedenastej podkradła się pod ich wspólną sypialnię. Usłyszała ją. Uśmiechnęła się do siebie i wróciła do swojego łóżka.
     Następnego dnia brunet przyniósł wieniec różnych kwiatów, które lubiła Laura. Miłość wróciła. Nie cicho, ale jak huragan. Rozbiła milczenie i smutek poprzednich miesięcy jak taran.  
     Następnego wieczoru już nie musiała podchodzić aż tak blisko by słyszeć jęki rozkoszy z ust Laury. Nie mogła jednak przypuszczać co stanie się za kilka dni.

     W najbliższy poniedziałek zaczęła dzień jak co dzień. Wczoraj dostrzegła, że Laura nie jest z czegoś zadowolona. O nie! Z Walterem było wszystko lepiej niż super. Widziała ich spojrzenia, przypadkowe otarcia ciała, chociaż przez ubranie. W piątek wycofała się z salonu, bo dostrzegła, że się całują. Dłoń Waltera spoczywała tam u Laury, gdzie kilka dni temu Sam wsunęła dłoń Arnolda.
Po porannym treningu weszła do kuchni.

– Hej mamusiu. Jak spałaś? – zapytała miło.
– Dobrze – blondynka nawet na nią nie spojrzała.
– Co się stało? – brunetka stanęła przed nią i zobaczyła chmurę burzową na jej obliczu.
– Dziękuję, że mam go z powrotem. Nie wiedziałam jednak, czemu, a raczej komu zawdzięczałam dwa lata suchoty.
– Nie rozumiem – Sam naprawdę nie rozumiała.
– Coś postanowiłam. Przyjedzie godzinę wcześniej i porozmawiamy, a właściwie ci oświadczymy, bo tak postanowiłam.
Sam nigdy się niczego nie bała. Teraz też nie. Odczuła jednak, że stało się coś złego. I wiedziała, kto zawinił. Nie ona, nie matka. Walter. Nie byłaby Samanthą Brook, gdyby nie przekonała się na własne uszy.
– Dobrze. Powiecie mi po powrocie ojca.

     Przez wspólne godziny Laura unikała jej spojrzenia, odpowiadała zdawkowo lub wcale. Brunetka nie naciskała. Czekała. Nawet nie jadły obiadu. Zerknęła tylko przez okno. Arnold otworzył okno, dlatego dostrzegła twarz. Wyglądało, że wiedział, że chce go zobaczyć. Niestety zaraz odjechał.
– Porozmawiamy w salonie – powiedziała Laura, kiedy Walter wszedł do domu.
,,Och! Zdaje się, że ona zaczęła nosić spodnie” – pomyślał brunetka.
Usiedli na kanapie, a ją poprosili, aby zajęła miejsce na skórzanym fotelu naprzeciw. Laura wywaliła bez konwenansów.
– Chciałaś go uwieść! Jak mogłaś! I to dwa lata temu! – błyskawice ciskały się z pięknego oblicza blondynki.
Samantha pojęła w mig. Nie musiała nic mówić. Nie musiała się dziwić albo stwierdzać, że nic nie rozumie.
– Tak jej to przedstawiłeś? – zapytała ojca.
– Przecież tak było – robił wszystko, by wyglądało, że mówi prawdę.

     Dziewczyna w ułamku sekundy podjęła decyzję. Wiedziała jaka była prawda, lecz również miała świadomość, że jeśli to powie, może zniweczy swoje starania i tym razem ich miłość rozleci się jak domek z kart, którego już nikt nie ustawi z powrotem. Zdecydowała się pierwszy raz w życiu skłamać. Zanim otworzyła usta, przypomniała sobie bajkę o wężu i człowieku, który go uratował. Za to wąż go chciał ugryźć i zabić. Powiedział zdziwionemu człowiekowi: To nie wiesz, że za dobro odpłaca się złem?

– Dobrze, tak było – powiedziała gładko. Wolała tak odpowiedzieć, chociaż nawet nie pytała co dokładnie Laurze powiedział ojciec.
– Dziwka! Nie dość, że sobie dogadzałaś, to jeszcze zostawiłaś otwarte drzwi. Żałuję, że cię adoptowałam. Pójdziesz precz z domu!
– Dokąd mam pójść mamo?
– Nie mów tak do mnie. Fałszywa! Nie chcę cię widzieć. I tylko dlatego, że jesteś ode mnie piękniejsza? Masz rację. Pytałam lustra w łazience i wiesz, co mi powiedziało: Tyś królowo piękna jak gwiazda na niebie, ale Śnieżka jest tysiąc razy piękniejsza od ciebie. Wynoś się i przepadnij!
Wzburzona Laura wyszła z salonu.
Sam smutno spojrzała na Waltera.
– Wybacz mi! – padł na kolana i złapał ją za kostki od nóg.
– Rozumiem twoje postępowanie. Opowiedziałeś jej zajście, ale bałeś się, że ciebie uzna za zboczeńca, dlatego wolałeś zwalić winę na mnie. Wybaczam ci. Pojadę moją Barracudą do Arnolda. On zna moje serce. Wie, że jest z kryształu. Może jej przejdzie, a może dowie się od ciebie kiedyś prawdy. Wiem, że nie teraz, bo nie jesteś jeszcze gotowy.
– Córeczko! – zapłakał.

     Samantha nic nie brała ze sobą. Wzięła tylko kluczyki i weszła do garażu. Dziwne, że zapomniał, by wezwać ochronę. Dla niej to nie miało znaczenia. Miała przed chwilą wizję, która odgoniła cały smutek. Widziała siebie i Arnolda. W miłosnym splocie.
Laura stała w oknie i widział, jak córka odjeżdża. Weszła do salonu.

– Postąpiłam właściwie, prawda? Nie mówię, że nigdy jej już nie chce widzieć, ale na razie tak. Pokaż mi, że ja jestem tą, którą pragniesz. Udowodnij mi, że ja jestem dla ciebie najpiękniejsza.
– Przecież wiesz, że tak jest. To był jej młodzieńczy błąd, burza hormonów. Z pewnością bym jej nigdy nie dotknął.
– Wiem, może niepotrzebnie się uniosłam. Jednak na razie nie chce jej widzieć. Zgadzasz się na to, prawda?
– Tak, kochanie – powiedział to dość sucho.
– To nie zabrzmiało szczerze. Zróbmy to tutaj. Już wiesz, co bym chciała i ja wiem, co ty byś chciał. Nie sądziłam, że jesteś takim niegrzecznym chłopcem. Wcześniej bywałeś tylko w jednej jamce, a zawsze pragnąłeś być w trzech?
– Tak, najdroższa. Bałem ci się to powiedzieć.
– Mój głuptasek. Zawsze pragnęłam być potraktowana jak bardzo niegrzeczna dziewczynka. I nie martw się, że bateryjka się może wyczerpać szybciej, chociaż chyba na dobre ci wyszła ta wstrzemięźliwość. Wiesz już, że lubię twoje paluszki. I wiesz już wiele, ale twoja kicia zdradzi ci jeszcze kilka sekretów w trakcie, może polubisz.
– Z pewnością – wzrastające podniecenie przyćmiło na chwilę poczucie niesprawiedliwości, jakiego się dopuścił w stosunku do córki.
     Miał nadzieję, że któregoś dnia powie Laurze, jak naprawdę było, a może ona sama to wie, tylko chwilowy napływ zazdrości o urodę córki zamieszał w jej głowie i sercu.

     Dziewczyna jechała spokojnie. Może powiedziała zbyt dosadnie. Wówczas i zawsze myślała tylko o Arnoldzie. Walter był zbyt prawy, żeby ją dotknąć. A gdyby to zrobił? To niemożliwe, ale gdyby jednak? Zabiłaby bez zastanowienia.

     Samantha nawet nie dzwoniła do swojego mistrza, nauczyciela i ukochanego. Zatrzymała wóz przed domem i zastukała do drzwi. Arnold miał kilka kamer i pewnie się zdziwił, widząc ją na ekranie.

– Co tu robisz, Sam?
– Mogę wejść? – zapytała.
– Oczywiście. Coś się stało?
Weszła do środka.
– Powiem ci wszystko, ale najpierw zaspokoję głód.
– Jesteś głodna? Zaraz coś przygotuję.
Złapała go za rękę.
– Nie chodziło mi o jedzenie. Laura wywaliła mnie z domu, a Walter się zgodził. Nie miałam dokąd iść i pomyślałam o tobie.
– Co! Jak to! Dlaczego!
– Ufasz mi, prawda?
– Jasne. Jesteś wyjątkowa.
– Nie chcę ci skraść pocałunku. Obiecałem sobie, że nigdy więcej. Zrobiłam coś dobrego i otrzymałam za to zło. Opowiem później z najmniejszymi drobiazgami. Jeżeli masz do mnie uczucie, a wiem, że tak jest, ukój mój ból. A możesz zrobić to tylko w jeden sposób. Chcę cię i to bardzo. Kocham od czterech lat, a pragnę od więcej niż trzech. Weź mnie, proszę.
Arnold patrzyła na nią i wiedział, że nie ma zbyt wiele czasu. Znał ją, a ona jego. Uśmiechała się i już wiedziała, że jej marzenie za chwilę się spełni.
– Jestem tam raczej spory. Może zaboleć. Z pewnością zaboli. Poczekaj, wezmę zabezpieczenie.
– Daj sobie spokój. Jestem w końcu cyklu. Zamknij dobrze okna. A czy zaboli, to nie miałbym pewności. Nie wiesz jeszcze, do czego jest zdolna zakochana kobieta.
– Sam, jesteś absolutnie pewna, że chcesz faceta osiemnaście lat starszego?
– Nie mam wielkich szans, ale jeszcze słowo i ci przywalę. Wiesz, że jestem szybka.
– Chodź, umyjemy ząbki, ty może nie musisz, ale ja powinienem.
– Aha! Już wiem, co tam myślisz pod złotymi włosami. Dobra, idziemy. Chcesz powiedzieć, że liczyłeś na to, że wpadnę i kupiłeś mi szczoteczkę?
– Skąd wiedziałaś? Miałaś wizję?
– Owszem, ale dotyczącą czegoś innego. Ciekawe jak dokładna była – spojrzała wymownie na jego jeansy w okolicy kieszeni.
Weszli do łazienki i zaczęli myć zęby.
,,Przyjął to tak lekko, że przyszłam” – przeszło jej przez głowę.

     Stała obok i szorował ząbki. Inteligencja podpowiadała jej, co mógł mieć na myśli, mówiąc: ja powinienem. Mogło mu chodzić o zwykłą higienę, ale coś jej szeptało, że jednak to, co powiedział, miało świadczyć o czymś miłym, co planował lub brał pod uwagę, że może zaistnieć.
     W głębi serca odczuwała smutek, że Walter tak postąpił, jednak jego jeszcze jakoś rozumiała. Od razu odczuła, że się wystraszył, a późniejsza rozmowa tylko ją w tym upewniła. Dlaczego Laura to zrobiła? Czy tak łatwo zapomniała o swojej wpadce, gdzie tylko właściwa decyzja córki uratowała ich przed popełnieniem czegoś niewłaściwego? Czy naprawdę nie miało dla blondynki znaczenia, że Sam obiecała naprawić ich związek i to się powiodło? Dlaczego uwierzyła w historię uszytą cienkimi nićmi, przecież ją znała i z pewnością wiedziała, dla kogo bije mocniej serce, jej adoptowanej córki i tylko Arnolda może pragnąć cieleśnie. To było dla brunetki tajemnicą. Jedyne wytłumaczenie upatrywała w swoich nieprawdziwych i niezbyt dosadnych słowach, bo tylko przyznała, że ojciec powiedział prawdę, a nie wiedziała co dokładnie przekazał matce. Chyba Laura w to nie uwierzyła, cokolwiek to było! Cóż mogły znaczyć jej słowa, że chciała go uwieść? Nie chciała o tym myśleć. Odgoniła myśli, które niczego dobrego nie wnosiły. Sama wiedział, że jest czysta. Czy znienawidziła matkę? Absolutnie nie! Już, zaraz po całej sytuacji poprzedzającej jej wygnanie wybaczyła Laurze w swoim sercu.  
     Niestety sytuacja upodobniła się do tej z bajki o Śnieżce. Dobre było to, że w tej chwili stała obok istoty, której sama obecność ją koiła, a zapach skóry blondyna powodował u niej małe zawroty głowy. Uwielbiała go i wszystko w nim. Jego wygląd, sposób, w jaki chodził, barwę jego głosu, jak na nią patrzył. Czy powie mu o tym wszystkim? Nie w tej chwili. Czuła, że blondyn darzy ją uczuciem, ale czy jej to objawi? Chyba ją pragnie, czyli nareszcie wyzbył się przeszkody, którą dla niego stanowiła różnica wieku. Co się dzisiaj wydarzy? Dojdzie do pocałunku i tylko do tego? Może jednak wspomniał o myciu zębów, bo coś jadł i miał tego zapach w ustach, a chciał, aby ich drugi pocałunek był wyjątkowy. Co do tego, że ich usta się złączą, nie miała wątpliwości.  
     Chociaż nawet to nie musiało się stać. Dla niej już rozkoszą było samo przebywanie w jego obecności. Podczas treningu większość uwagi skupiała, by mu nie okazać jak jego bliskość na nią działa. Same techniki i ich nauka przychodziły bardzo łatwo. Jakby zawsze to potrafiła, a tylko sobie przypominała. Stała blisko i wystarczyło przesunąć, ciało o kilka cali lub po prostu wygiąć biodro, by złączyć się z jego. Została jednak w miejscu.
     Poczuła, że on się poruszył i potracił łokciem i biodrem. Czy istnieje między nimi telepatyczna więź? Jak to możliwe, że w sekundę później, gdy o tym pomyślała, on spełnił jej małe pragnienie?
– Przepraszam – wydukał niezbyt dokładnie, bo miał szczotkę w ustach.
Wypluła wodę i spojrzała w jego stronę.
– Nie ma za co – podarowała mu uśmiech.
Kiedy i on wypłukał jamę ustną i wytarł twarz ręcznikiem, wzięła go delikatnie za ramiona na wysokości torsu i spojrzała w błękity.
– Czemu musiałeś umyć zęby? – starała się wyczytać prawdę i z oczu i twarzy.
     On starał się być zwykle szczery, ale z pewnością czasem kłamał. Jej zdarzyło się to pierwszy raz. Nie ważne, że zrobiła to, żeby ratować związek rodziców. Skłamała. A Arnold? Czy powie jej prawdę, czy raczej wywinie się od odpowiedzi?
– Czułem taką potrzebę. Jadłem coś i piłem piwo – odparł.

     Skłamał. Dlaczego? Miała bardzo dobry zmysł powonienia i nie poczuła piwa. Owszem zjadł coś z cebulą i chyba czuła czerwoną paprykę. Z powodzeniem mogłaby pracować na lotnisku jako pies szukający narkotyków. Wyczuwał ciężkie metale w jedzeniu nawet w śladowych wartościach.  
     Nie dała poznać wyrazem twarzy, że wie, iż jej ukochany kłamie. Czy będzie ją bujał w późniejszym życiu? Nie chciałaby tego. W jej słowniku kłamstwo było kłamstwem, nawet w najlepszej wierze. Czy to tak trudno powiedzieć: Chciałem mieć uczucie świeżości w ustach. Nie musiał mówić, że chce tego, bo zamierza się z nią pocałować.
     Wyszli z łazienki. Szedł przed nią. Złapała go za dłoń, pociągnęła, a kiedy się odwrócił, przywarła blisko, dotykając torsu piersiami. Miała cienki bawełniany staniczek bez fiszbin, ale w tej chwili daleka była od podniecenia, więc nie obawiała się, że może odczuć jej napięte brodawki. Popatrzyła prosto w oczy.

– Będziesz mnie oszukiwać w takich błahostkach? Umawiał się z kobietami, a po przyjściu do domu opowiadał, że miałeś więcej pracy? Co mi zmyślasz o piwie?
Ponieważ miała uśmiech na twarzy, wiedział, że to nie koniec świata.
– Z pewnością nie miałem na myśli tego, co ty wzięłaś pod uwagę.

     No tak! Czyli zrozumiał aluzję, mogła się tego spodziewać, bo głupi nie był.

– Mów prawdę i to już! – przycisnęła się mocniej.
     Świdrował ją tymi przepięknymi oczami. Które były piękniejsze? Jego czy Laury. Chciała ocenić obiektywnie i nie mogła podjąć jednoznacznej decyzji. Położył dłonie na jej plecach i zaczął delikatnie masować łopatki.

– Dobrze, masz rację. Zachowałem się jak szczeniak. Jadłem cebulę i z przypraw używałem papryki. Zrobiłem sobie kanapkę z łososiem, sałatą, pomidorem, cebulą. Poza czerwoną papryką dodałem też kajen i czarny pieprz. Lubię pikantne jedzenie.
     Pokazał mu po raz kolejny swoje równe i białe ząbki. Arnold też miał równy zgryz, chociaż jego zęby miały nieco perłowy kolor z delikatnym żółtym odcieniem. Nie wspominał czy kiedyś palił. Powinna to wyczuć, jeśli tak się zdarzyło.

– To po cholerę wstawiłeś wiadomość o piwie, wiesz, że wyczuwam zapachy i smaki jak pies.
– Nie wiem dlaczego. To było głupie, chociaż faktycznie chciałem się napić. Przepraszam.
– Nie jestem upierdliwa. Chciałam tylko wiedzieć, jaki był główny powód mycia zębów, ale nie musisz odpowiadać.
Popatrzył na brunetkę tak inaczej, że aż poczuła dreszcz przechodzący przez całe ciało.
– Bardzo chciałem cię pocałować. Znam cię na tyle, że sama drugi raz nie spróbujesz, a ja znowu nie jestem taki, żebym miał prosić.
Spojrzała tak ciepło i pogładziła umięśniony tors.
– Słowo chciałem, jest czasem przeszłym, czy nadal chcesz? – poczuła chwilowy zawrót głowy widząc szafiry na anielskiej twarzy, bo paliły się w tej chwili cudownym blaskiem.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użył 6046 słów i 33904 znaków, zaktualizował 1 lip o 9:05.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Pumciak

    Namieszłeś w tym opowiadaniu ale bez tego byłoby nudno pisz dalej czekam i pozdrawiam.

    8 godz. temu

  • Użytkownik Sapphire77

    @Pumciak Pamiętaj, że to opowiadanie jest wersją Królewny Śnieżki. Nie mogę się zgodzić z Twoją tezą. Uważam, że nic nie namieszałem. W oryginale Snieżka została oddalona z pałacu z zazdrości matki o jej urodę. W mojej wesji królowa nie jest tak zła. Śnieżka jest bardzo dobra, a pomogą jej w dobrej sprawie olbrzymy. Nie wiem czy zdecyduje się opublikować Jasia i Małgosię. Tamto opowiadanie jest tak pornograficzne, że aż za bardzo, chociaż fabuła opiera się o tajne slużby, utajone projekty wojskowe i współpracę z kartelami z Meksyku. I Jas to Jaśminka, więc sam rozumiesz o czym będzie.

    7 godz. temu

  • Użytkownik Pumciak

    @Sapphire77  masz racje

    1 godz. temu