
Kamienna bestia zostawiła mnie niebywale wychędożoną, absolutnie wyczerpaną, zalaną i drżącą… ale to nie był koniec. To było dopiero preludium.
Obudziłam się na zimnej powierzchni w jakiejś podziemnej komorze - kapsule. Ręce miałam luźno rozrzucone, nogi - nie wiedzieć czemu - szeroko rozłożone. Nadgarstki i kostki otaczały metalowe obręcze. Czułam się taka zniewolona! Znów zniewolona!
Do tego... Byłam prawie naga! – tylko czarny, podarty już biustonosz zsunął się na ramiona, odsłaniając moje ciężkie piersi.
A między moimi udami……było to. Coś niewiarygodnego! Nie kamień. Nie posąg. Coś żywego! Ciepłego. Pulsującego.
Oto... Segmentowany, mięsisty stwór o barwie bladej kości, z licznymi grubymi mackami, które oplatały moje biodra i uda jak żywe łańcuchy. Jego gruby, bulwiasty tułów bezczelnie wciskał się głęboko we mnie, rozchylając brutalnie moje wargi i wypełniając mnie bezlitośnie po brzegi.
– O Boże… co to jest… — wyszeptałam drżącym głosem, unosząc lekko głowę.
Stwór poruszał się powoli, leniwie, jakby smakował każdy centymetr mojego wnętrza. Czułam, jak jego segmenty naprzemiennie zaciskają się i rozluźniają, masując moje ścianki mojej pochwy od środka. Intensywnie... bardzo intensywnie masują...
Dwie grube macki owinęły się wokół moich piersi, ściskając je rytmicznie, podczas gdy pozostałe trzymały mnie mocno w miejscu.
Zamknęłam oczy i jęknęłam bezradnie. Moje biodra same drgnęły, wychodząc naprzeciw tym powolnym, głębokim pchnięciom.
„To nie może być prawda… Jeszcze kilka dni temu byłam w świątyni z kamienną bestią… a teraz leżę tutaj, jak jakaś inkubatorka dla… dla tego czegoś.”
Stwór jakby wyczuł moje myśli. Czyżby miał taką nieludzką, kosmiczną wręcz umiejetność czytania w umyśle?
Jego gruby tułów wbił się jeszcze głębiej, a pulsujące zakończenie zaczęło delikatnie, ale uporczywie masować mój najczulszy punkt. Jęknęłam głośno, wyginając plecy w łuk. Moje sutki stwardniały boleśnie, a cipka zaciskała się wokół niego zachłannie, zdradzając mnie z każdym ruchem.
– N-nie… proszę… — wyszeptałam, choć sama nie wiedziałam, do kogo mówię. — Nie wiem… co ty ze mną robisz… co we mnie wpompujesz…
Macka delikatnie pogłaskała mój brzuch, jakby już wyobrażała sobie, jak będzie rósł. Poczułam falę lodowatego strachu pomieszanego z perwersyjną rozkoszą.
Leżałam tam – doktor Marta Croft, szanowana badaczka, przepełniona bezsilnością. Piersi falowały mi przy każdym oddechu, usta były rozchylone w cichym, nieustannym i bezradnym jęku, a między nogami ten obrzydliwie żywy, ciepły stwór brał mnie powoli, metodycznie i głęboko.
Moje ciężkie piersi unosiły się i opadały w szybkim, płytkim oddechu. Nigdy w życiu nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek wypowiem w myślach te słowa…
Boże… nigdy by mi nie przyszło do głowy, że będę zerżnięta przez robaka…
A jednak właśnie to się działo.
Stwór był ogromny. Gruby, segmentowany, blado-kremowy tułów wpełzał we mnie centymetr po centymetrze, brutalnie rozchylając moje ścianki. Czułam każdy jego pierścień – twardy, nabrzmiały, pulsujący. Rozpychał mnie tak mocno, że aż bolało… a jednocześnie było mi tak przeraźliwie dobrze. Moja pochwa była rozciągnięta do granic możliwości, napięta jak nigdy wcześniej. Każdy ruch sprawiał, że czułam, jak moje wnętrze zaciska się wokół niego w bezradnym spazmie.
– Aaaah… jest… za gruby… — jęknęłam bez tchu.
Mackowate odnóża stwora oplatały moje biodra i uda, trzymając mnie w idealnej pozycji. Sutki miałam boleśnie twarde.
W głowie wirowały mi fragmenty starożytnych inskrypcji, które odczytałam w tamtej zapomnianej świątyni Majów… Legenda mówiła o „Żywym Korzeniu” – prastarym, organicznym strażniku płodności. Istocie, która spała przez tysiąclecia w głębi ziemi.I była tam przepowiednia.
„Przyjdzie kiedyś biała kobieta z dalekiego świata. Wykształcona. Dumna. O wielkich, ciężkich piersiach jak boginie dawnych czasów. Idealna do zbrzuchacenia.
Ona jedna będzie godna stać się Matką Nowego Pokolenia. Jej łono zostanie wybrane i zasiane przez Żywy Korzeń, a z jej ciała wyjdą nowi władcy.”
Kiedy to czytałam, śmiałam się w duchu. Teraz… teraz już się nie śmiałam.
Stwór wbił się jeszcze głębiej, aż poczułam, jak jego bulwiasta końcówka uderza w samą macicę. Jęknęłam głośno, wyginając plecy w łuk.
– Nie… proszę… nie we mnie… — wyszeptałam drżącym głosem. — Jeśli… jeśli we mnie spuścisz… mogę zajść… mogę zostać…
Ale stwór nie słuchał. Poruszał się coraz szybciej, coraz mocniej. Czułam, jak moje wnętrze jest dosłownie rozrywane i wypełniane na nowo.
Byłam tak mokra, że słychać było głośne, chlupanie przy każdym pchnięciu.
Łzy spływały mi po skroniach.
Ja… doktor Marta Croft… wykładowczyni historii i archeologii… leżę tu jak ostatnia suka i daję się pieprzyć jakiemuś robakowi…
W dodatki co, jeśli on wypełnia prastare posłannictwo? I być może właśnie zapładnia mnie swoim nasieniem…Ta myśl jednocześnie przerażała mnie i doprowadzała na skraj orgazmu.
Stwór nagle zesztywniał. Wszystkie jego macki zacisnęły się na moim ciele, a gruby tułów wbił się maksymalnie głęboko i zaczął pulsować.
Gorące, gęste, obce nasienie wlało się we mnie potężnymi strumieniami.
– Nnnngh… nieee… — jęknęłam rozpaczliwie, czując jak zalewa mi macicę.
A w głowie wciąż brzmiały słowa starożytnej przepowiedni:
„…i jej brzuch urośnie olbrzymi, do samej ziemi, niosąc nowe życie…”
Leżałam tam, dysząc ciężko, zalana, rozciągnięta i wypełniona po brzegi… i czułam, jak coś we mnie już zaczyna się dziać.
3 komentarze
Jakub
podoba mi się..
japanlover
Migrujesz w stronę bardzo perwersyjnych fantazji. Już trudno doczekać się co będzie dalej i co z tego (tej) wypełznie??
takisobie
Masz wyobraźnię, że pozazdrościć. Udana kontynuacja. Ciekawe co jeszcze się wydarzy.