NANCY
Leżałam w łóżku, czując w nozdrzach woń świeżo zmienionej pościeli i miękką poszewkę na policzku. Lawendowy płyn do płukania roztaczał swój aromat po całym pokoju. Powinnam wstać, ale ciepło, które mnie otaczało, było tak przyjemne, że nie mogłam się przemóc. Byłam tylko człowiekiem, który czasami pragnął odciąć się od codzienności. Przywykłam, że muszę robić to, co każą, wyrażać zdanie tylko wtedy, gdy mi pozwolą, stłamszona kroczyć przez życie, pozbawiona własnego „ja”.
Drzwi otworzyły się szeroko, a w ich progu ujrzałam mamę. Jasność dobiegająca z korytarza oświetliła jej szczupłą, niską sylwetkę. Krótko przystrzyżone miedziane włosy, nastroszone jak snop świeżo ściętego zboża, dodawały jej drapieżności. Zapaliła światło, które mnie oślepiło i wbiła we mnie swoje wielkie, zielone oczy. Zmarszczyła wydepilowane brwi, poruszając małym, zadartym nosem. Była zła. Instynktownie pożałowałam, że się wyłamałam. Skuliłam ciało, wbijając spojrzenie w misia leżącego na komodzie. Czułam się słaba, a przekonanie, że jest inaczej, to jedynie pragnienie i karmienie mózgu nadzieją.
– Nancy, budzik dzwonił już cztery razy. Jak można być tak głuchym? A może znowu kombinujesz, żeby zostać w domu? Rusz się, bo będziesz gonić autobus. Jeśli zadzwonią ze szkoły, informując o kolejnym spóźnieniu, pożałujesz. Musisz poprawić tę czwórkę z polskiego. Dałam ci trochę luzu, a ty zaczęłaś pokazywać rogi, a to u mnie nie przejdzie – oznajmiła stanowczym tonem. Nawet powieka jej nie drgnęła, kiedy podeszła do okna i mocnym szarpnięciem rozsunęła zasłony, wpuszczając w pogrążony w półmroku pokój ponurą rzeczywistość.
Jej słowa cięły jak brzytwa i za każdym razem głębiej.
– Już się podnoszę – odpowiedziałam, zmrużywszy oczy i zawiesiwszy wzrok na jej plecach, obserwowałam, jak gasi światło.
– Grzeczniej – spiorunowała mnie wzrokiem, po czym szybkim krokiem opuściła pomieszczenie.
Znów tkwiłam w szarości, która otaczała mnie na co dzień, nie chcąc zabarwić oczu kolorową tęczą. Miałam wrażenie, że nad moją głową wisi fatum, oplatające mnie siecią i okradające z resztek marzeń, które coraz rzadziej snuły się w mojej głowie.
W sierpniu skończę osiemnaście lat i poza sprowadzaniem mnie do parteru, przypominaniem, jaka jestem nijaka, los zapomniał wpleść w moje życie odrobinę ciepła. Kiedy żył ojciec, było inaczej, a teraz…
„Okres naście niedługo schowam do szuflady podpisanej porażka” – pomyślałam, ziewając.
Podniosłam się z łóżka do pozycji siedzącej, a potem znów opadłam, jakby niewidzialne siły ciągnęły mnie w dół.
– Nancy, do cholery! Mam ci przyspieszyć ruchy?! – ten ton sprawił, że aż mnie wzdrygnęło. W takich momentach wydawało mi się, że widzi przez ściany i tylko czeka, żeby wbić szpilę.
– Już jestem na nogach! Zaraz schodzę! – Wstałam i przeciągnęłam się leniwie, rozprostowując sztywne stawy.
Wyszłam z pokoju i udałam się pod prysznic, który zgoła rozbudził moje ciało poruszające się jak robot, machinalnie wykonujące codzienne czynności. Włożyłam czarny dres, związałam włosy w ciasny kucyk i weszłam do kuchni. Matka siedziała przy stole, obrysowując palcem wierzch kubka. Aromat palonej kawy podziałał na mnie jak afrodyzjak. Uwielbiałam ten zapach, smak, ale w domu nie miałam szans, aby delektować się nim tak jak ona. Nie pozwalała mi na tę przyjemność.
– Po południu zajadę do siostry, więc mogę wrócić późno. Zrób obiad i ogarnij mieszkanie. Mniej czasu na głupoty, przynajmniej będzie czysto – rzuciła, nawet na mnie nie patrząc.
– Dobrze – odpowiedziałam miękko. Wstawiłam wodę na herbatę i zaczęłam przeglądać zawartość lodówki.
– Nie grzeb jak świnia w korycie. Nic tam specjalnego nie ma, chyba że coś wsadziłaś, w co wątpię. Całe kieszonkowe i to, co dostaniesz od ciotki, wydajesz na ciastka, a i tak jesteś sucha. Koniec z tym! Lepiej zainwestuję te pieniądze w dom i poza tym, jak ty wyglądasz? Oczy podkrążone, ubranie na tobie wisi. Wywalę to do śmieci, to zaczniesz nosić to, co kupiłam. Normalnie zgroza patrzeć. Nie zapomnij o mundurku, bo twoja bezmyślność przechodzi ludzkie pojęcie. Gdyby telefon został w domu, ucieszyłabym się, bo ciągle tylko siedzisz z nosem w ekranie i masz pstro w głowie. Zresztą, wychodzę, szkoda na ciebie czasu.
– Do później – rzuciłam smętnym głosem.
Otwierała gabinet stomatologiczny punktualnie o ósmej rano. Była pracoholiczką i często zostawała po godzinach, co, nie ukrywam, bardzo mnie cieszyło, bo mogłam pooddychać. Gdy opuściła dom, wrzuciłam coś lekkostrawnego na ząb i szybko pobiegłam na przystanek.
Było pochmurno, a wiatr wiał dość mocno, więc wyjęłam czapkę z plecaka i naciągnęłam ją na głowę. Mimo usilnych starań kilka kosmyków włosów wystawało, delikatnie łaskocząc mnie po szyi. Na szczęście żadna z mijanych osób nie zwracała na mnie uwagi, bo spojrzenia zazwyczaj sprawiały, że zamierałam lub dukałam.
Bez problemu dotarłam na miejsce i wsiadłam do autobusu. Jak zwykle usiadłam na dole, skupiając się na widoku za szybą. Nawet gdy wszystkie miejsca były zajęte, nigdy nie wchodziłam na górę. Bałam się wysokości i po chwili robiło mi się słabo.
***
Po przekroczeniu progu szkoły od razu udałam się do klasy i usiadłam obok jedynej bratniej duszy. Bywały dni, kiedy gwar, ci wszyscy zadowoleni ludzie mi po prostu przeszkadzali. Podświadomie się na nich złościłam, zazdroszcząc luzu i radości z życia. Hannah uśmiechnęła się, a jej niesforna grzywka, zawsze przydługa przysłoniła ciekawskie spojrzenie, którym mnie obdarzyła. To nie był uśmiech szeroki ani radosny. Wyczuła, że mam doła i potrzebuję koła ratunkowego. Gdyby nie ona i jej kojąca dłoń na mojej dłoni, zapewne zadręczyłabym się, że to ze mnie się śmieją.
– Matka? – spytała, zaciskając palce na moim przedramieniu.
– Któż inny wyssałby ze mnie energię zaraz po przebudzeniu? Już nawet o jedzenie zaczęła się czepiać. Gdybym była pełnoletnia, dawno bym uciekła… Z drugiej strony, taka niedołęga jak ja w pojedynkę się nie odnajdzie. Ja nawet…
– Przestań. – Pacnęła mnie w głowę, grożąc palcem. – Twoja stara to potwór. Znęcanie się nad tobą sprawia jej przyjemność. Powtórzę po raz tysięczny: nie jesteś nikim, jesteś wielka i przestań się zadręczać, bo kiedy sobie przypomnę, jak ona się do ciebie odnosi, to mi się pięści zaciskają i najchętniej starłabym jej tę kpinę z twarzy.
– To nie jest takie proste. Wszystko mam tutaj. – Popukałam się kłykciem po czole.
Od ponad czterech lat słyszę, że ojciec zginął przeze mnie, i chyba ma rację. Od tamtej pory stałam się dla niej zawadą, kulą u nogi i codziennym przypomnieniem tragedii. Moje uczucia zostały stokrotnie zdeptane, a słowo „córka” nigdy nie padło z jej ust.
– Wiem, ale damy radę. Jestem z tobą i nie dopuszczę, aby twój stan się pogłębił. Nie chciałaś pomocy dorosłych, bo to wstyd. Okej, rozumiem. Nie znam się na psychologii, ale wyciągnę cię z tej matni, odblokuję, zapoznam z kimś wartym ciebie i od razu zobaczysz świat w kolorach.
– Ja i związek? Teraz to mnie rozbawiłaś.
– Zapomniałaś, na co mnie stać. – Oparła głowę na moim ramieniu i dała kuksańca, aż pisnęłam, przyciągając spojrzenia klasy.
– Co? Tablica jest tam – rzuciła, wybuchając śmiechem.
Wystarczyło, żebym się nieco rozpogodziła i odgoniła czarne myśli. Nie na długo, bo wracały jak bumerang i nie spotkało mnie nic, co by to przyćmiło.
Znajomość z dzieciństwa, która przetrwała do dziś, przemieniła się w przyjaźń i nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej zabraknąć u mojego boku. Hannah była bezpośrednia, wyszczekana i nie liczyła się ze zdaniem innych. Zawsze stawała w mojej obronie i nie wahała się użyć pięści.
Niektóre jej słowa raniły, jakby wypowiadała je z premedytacją, ale z drugiej strony zmuszały do myślenia i wyciągania wniosków. Potrzebowałam przy sobie silnej osoby, która mnie zmotywuje i wypchnie przed szereg. Dla niej białe kłamstwa nie istniały. Szczerość to jej motto przewodnie, niezależnie od tematu, którego dotyczyła wyrażona przez nią opinia.
– Jak samopoczucie po incydencie w parku? Powiedziałam Aidenowi Stevensonowi kilka słów do słuchu. Jak można zadawać się z takim idiotą?
Zwróciłam uwagę na jej dumną twarz i przeszywający wzrok, uciekający w jego stronę.
– Dobrze. Nie roztrząsałam tego, bo im więcej myślę…
– Dochodzisz do głupszych wniosków. Mądra dziewczyna – wtrąciła, klepiąc mnie po ramieniu.
Szczerze mówiąc, to wydarzenie zakotwiczyło się głęboko w mojej psychice. Pół nocy nie mogłam spać, przewracając się z boku na bok. On mnie wyśmiał i wcisnął w podłoże. Różnie mnie traktowali, ale to. Sam fakt, że mnie dotknął, a ja nic. Nie pojmowałam tego, bo przecież od paru lat niczego innego nie robiłam, tylko reagowałam obronnie na każde zbliżenie. Najczęściej odpychałam, bo w słowach byłam ograniczona.
– Wiem, że to nie jego wina, ale niech mu to powtórzy, może zacznie myśleć.
– Ty nadal o tym? Daj spokój. Nie chcę o tym rozmawiać, bo nie ma o czym. Było, minęło. Czy to pierwszy taki przypadek?
– Masz rację – zgodziła się ze mną, ale i tak posyłała Aidenowi złowrogie spojrzenia. Odgarnęła grzywkę, by zmarszczone brwi były widoczne w całej okazałości.
Podążyłam za jej przykładem i zawiesiłam wzrok na jego pełnych ustach oraz jasnobrązowych włosach o lekko pofalowanych końcówkach. Oparł brodę na nadgarstkach, wpatrując się w blat ławki. Po chwili uniósł głowę i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie zrobiłam tego, co zwykle w tak krępujących sytuacjach – nie spuściłam wzroku. Z ciekawością patrzyłam w jego oczy, dostrzegając, jak często przymyka powieki. Delikatnie uniósł kąciki ust, nie zmieniając pozycji.
Byłam w szoku, ponieważ po kilku latach wspólnej nauki po raz pierwszy spotkałam się z zainteresowaniem swoją osobą, nie wspominając już o uśmiechu. W parku powiedział coś więcej niż tylko „cześć” i może właśnie to mnie ośmieliło.
– Dlaczego tak późno przyjeżdżasz do szkoły? Omijają cię wszystkie nowinki sprzed lekcji – głos Hannach wyrwał mnie z zamyślenia.
– Mam blisko, to po pierwsze. Po drugie, jestem śpiochem i trudno mi opuścić ciepłe łóżko. – Uszczypnęłam ją w policzek, zostawiając na nim odcisk chudych palców.
– Aiden rozmawiał dzisiaj z Amber, ale nie słyszałam o czym, bo byłam za daleko. Dotknęła go parę razy niby przypadkowo. On jednak nie wykazywał zbytniego zainteresowania jej osobą. Wiesz, to dziwne. Niedawno się żarli, a teraz są jak papużki nierozłączki.
Ja byłam osobliwa, ale gdyby się głębiej zastanowić, on również. Porównałabym go do ślimaka – zamknął się w skorupie, a nikt o nim za wiele nie wiedział. Przywdział zbroję, nie pozwalając nikomu przeniknąć do jego wnętrza. Dziewczyny do niego lgnęły, ale żadna go nie interesowała.
– Widocznie się pogodzili, ale zobaczymy na jak długo. Ona jest nieobliczalna i tylko patrzeć, jak znów go zwyzywa na środku korytarza.
– Co racja, to racja. Poza tym Mickowi znów zabrali okulary i siedział w szatni dobre piętnaście minut, nim ktoś się nad nim zlitował i mu je oddał. Sarah spoliczkowała Casey. Ponoć zdradza jej brata! Mówię ci, dobry początek dnia.
Odwróciłam wzrok od przyjaciółki, natrafiając na szare oczy wlepione we mnie.
Mój oddech przyspieszył, serce tłukło się w piersi, a policzki płonęły. To nie z obawy przed panią od biologii, która niebawem wkroczy do klasy i na chybił trafił weźmie kogoś do odpowiedzi. To przez Aidena. Patrzył na mnie tak, jak w moich snach. Nie z politowaniem jak na co dzień, lecz ciepło i z czułością.
– Nancy? – Hannah zabrała głos, przewracając oczami.
– Co? Zamyśliłam się. – Zmusiłam się do uśmiechu, sunąc paznokciem po obrazku.
Była bystra i nie umknęło jej, kto przykuwa moją uwagę.
– Mówiłam ci sto razy, żebyś dała sobie spokój ze wzdychaniem do niego i rozejrzała się za kimś z twojej półki. Ten smutny wzrok błądzący za jego sylwetką, nadzieja, że na ciebie spojrzy, podejdzie i się przywita, codzienne wyczekiwanie cudu, który nie nastąpi, jedynie wpędzają cię w kompleksy. Tyle łez przez niego wylałaś. Gdyby pozbierać je wszystkie w jednym miejscu, powstałoby spore oczko wodne.
– […] „Serce nie sługa”. Może, gdybym nie widywała go codziennie, zdołałabym zapomnieć jego twarz i wszystkie najmniejsze zmarszczki, które dostrzegłam przez te lata.
– Przestań się katować! – Zamrugała i pokiwała głową, wykrzywiając usta z niesmakiem. – Aiden i jemu podobni to liga: „Nie podchodź, bo i tak nie masz u mnie szans”. W końcu trafisz na kogoś, kto wykorzeni z ciebie tę nieśmiałość i nauczy cieszyć się każdym dniem. Wiesz, że zależy mi na tym, jak mało komu, abyś znalazła miłość.
– Wolę marzyć i cierpieć. Mówisz tak, jakbyś nie wiedziała, że to mi jedynie pozostało. Nawet gdyby ktoś się mną zainteresował, to matka… Prędzej mnie zamknie i przejdę na nauczanie domowe, niż zezwoli, żebym miała chłopaka.
– Można zrobić tak, że się nie dowie. Skoro do mnie się przekonałaś, to może czas poszerzyć grono znajomych. Co ty na to? – Uniosła pytająco brew. To znak, że oczekuje konkretnej odpowiedź.
– Chyba nie jestem na to gotowa. Nie patrz tak i nie naciskaj, proszę.
– Nie każdy jest taki jak Aiden, Lucas czy ten burak z parku. U nas w szkole nawet wyboru nie ma, ale dobra, nie było tematu.
– Łatwo ci się rozwodzić, bo nie brakuje ci tchu, gdy ktoś cię zaczepi. Nie sztywniejesz, nie robisz z siebie ofiary losu, a język nie staje ci kołkiem. Kontratakujesz i zaraz zapominasz, a ja.
– Dobrze wiemy, przez kogo taka jesteś. Dopóki się jej nie postawisz…
– Tak i wyląduję pod mostem albo słowa przeistoczą się w czyny. Rozmawiałyśmy o tym i obiecałaś, że nie będziesz jątrzyć.
– Okej, przepraszam. – Przytuliła mnie i pogładziła po włosach, po czym obdarzyła współczującym spojrzeniem.
– Chciałabym być tobą. Udało ci się znaleźć naprawdę świetnego partnera. Może nie powala urodą, ale za to jest szczery i kocha cię całym sercem.
– Mam się do kogo przytulić i jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłam, więc: „Trafił mi się jak ślepej kurze ziarno” – przygryzła wargę, oblizując ją językiem.
– Dokładnie – przyznałam posępnym głosem.
Rozbrzmiał dzwonek. Uczniowie zajęli miejsca, a w klasie zapanowała cisza. Do sali weszła pani Smith jak co dzień, rzucając dziennikiem na biurko i spoglądając na wszystkich spod zsuniętych okularów. Szukała ofiary, którą przepyta i najlepiej, aby była nieprzygotowana, bo uwielbiała dawać słabe oceny.
– Johnson, do tablicy! Reszta niech otworzy podręczniki na stronie 124, przeczyta i odpowie na pytania ze strony 128. I nie chcę nikogo słyszeć poza odpowiadającym.
Wstał i poszedł, a reszta skupiła się na zadaniu. Już miałam odnaleźć tę stronę, gdy Hannah wyrwała mi książkę. Szybko przewertowała kartki i położyła ją na środku ławki. Jakoś nie śpieszyło mi się czytać o grzybach, więc obserwowałam, jak James duka przy odpowiedzi, a pani Smith kiwa głową. Biologia zleciała nam na słuchaniu, pisaniu i plotkowaniu podobnie jak pozostałe lekcje.
***
Wraz z Hannah wyszłyśmy z budynku szkoły, rozkoszując się delikatnymi podmuchami wiatru.
– Może skoczymy na coś słodkiego? Niedaleko otworzono nową cukiernię – odezwała się miękko, odrywając wzrok od ekranu telefonu.
– Chętnie, ale krucho u mnie z forsą. Matka zakręciła kurek.
– Nie po raz pierwszy i nie ostatni. Za tydzień jej przejdzie. Chodź, ja stawiam – oznajmiła, kończąc pisać SMS.
Po krótkim spacerze dotarłyśmy na miejsce i rozsiadłyśmy się wygodnie przy stoliku na samym końcu sali. Lokal był przytulny, jasny i wypełniony słodkimi zapachami. Prawie wszystkie miejsca były zajęte, a ludzie uśmiechali się, rozmawiali i pochłaniali to, co zamówili.
– Co podać? – zapytał beznamiętnie kelner, cierpliwie czekając na naszą decyzję.
Próbowałam zebrać myśli, wpatrując się w ulotkę, aby wybrać coś, co by mnie usatysfakcjonowało. Oferta była duża i trudno było mi się zdecydować. Najchętniej pochłonęłabym wszystko.
– Dwa brownie i dwie pepsi. – Przyjaciółka podjęła decyzję, uwalniając mnie od dylematu.
„Kiedy zdążyła zapoznać się z ofertą, skoro nie odrywała spojrzenia od komórki?” – zastanawiałam się.
Odłożyłam ulotkę, zatrzymując wzrok na wysokim chłopaku w czarnej bandamie na głowie. Ostra, zarysowana linia szczęki oraz piwne tęczówki o zaciętym wyrazie wywołały u mnie gęsią skórkę. Biała koszulka luźno wisiała na jego sylwetce. Był wytatuowany, co bardzo mi się podobało, choć sama nie zdecydowałabym się na taki krok. Wiem, że to niegrzecznie tak się w kogoś wpatrywać, ale te malowidła mnie hipnotyzowały. On zaś zmarszczył brwi, jakby sobie o czymś przypomniał albo nie był zadowolony, że tak mu się przyglądam.
– Za dwie minuty – odparł oschle, jakby był tutaj za karę, i odszedł.
„Widziałam już gdzieś te zimne oczy bez wyrazu” – stwierdziłam, rozglądając się dookoła.
– Proszę i smacznego. – Na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech, gdy stawiał zamówienie na stoliku. Jego wścibski wzrok prześwietlał mnie na wskroś, po czym zrobił zwrot i odszedł. Czułam, jak płonę, a wypieki na policzkach, przy mojej bladej cerze na pewno były widoczne z kilometra.
– Cholera! – krzyknęła Hannah, zrywając się z miejsca. – Całkiem zapomniałam o przyjeździe ciotki. Dobrze, że mama napisała i mi o tym przypomniała, inaczej obraziłaby się na amen. Ona bardzo nie lubi niepunktualności. Muszę lecieć. Przepraszam, że tak wyszło, ale sama rozumiesz – wyrzuciła z siebie jednym tchem, wcisnęła mi w dłoń pieniądze i zniknęła z pola widzenia.
Zaczęłam delektować się czekoladowym ciastem. Za każdym razem starannie oblizywałam łyżeczkę, aby zanurzyć ponownie w tej pyszności. Brownie zniknęło w okamgnieniu, więc podsunęłam ciastko przyjaciółki pod nos i przystąpiłam do jedzenia, popijając schłodzonym napojem.
– Znów to samo! Czy ty się nigdy nie nauczysz chować mleka do lodówki? – usłyszałam czyjś krzyk i trzaskanie szafkami. Po chwili rozległ się brzęk tłuczonego szkła.
Ten, który nas obsługiwał, wyskoczył zza drzwi, wymachując rękami. Zahaczył łydką o taboret i zaklął głośno, wykrzywiając usta, jakby odczuwał silny ból. Wszystkie oczy spoczęły na nim, a on jakby niby nic podszedł do mojego stolika i usiadł. Spuściłam wzrok i zaczęłam nerwowo stukać paznokciami o blat.
– Cześć, Nancy – jego głos był ciepły i zupełnie inny niż parę minut wcześniej.
– Cześć – tylko tyle zdołałam z siebie wydusić, nie patrząc na niego i nagle mnie olśniło. Wcześniejsza pewność siebie uleciała, ustępując miejsca lękowi.
To był on – ten chłopak z parku.
– Chociaż masz opuszczoną głowę, śmiem twierdzić, że mnie rozpoznałaś. W parku przesadziłem i chciałbym cię za to przeprosić. Byłem trochę pijany i pozwoliłem sobie na zbyt wiele – oznajmił kojącym głosem, jakby liczył na to, że zdołam wymazać z pamięci to, co powiedział i zrobił.
Przerwałam jedzenie, kładąc ręce na stole. Z zakłopotania zaczęłam naciągać bluzę, a spod rzęs zerkałam, jak Justin niecierpliwie poruszał palcami. Nagle położył dłoń na mojej. Odruchowo ją cofnęłam. Oddech mi przyspieszył, a serce biło szybciej, niż powinno. Był uparty i powtórzył ten gest. Próbowałam się oswobodzić, ale zablokował mnie, przyciskając mocno przedramiona do chłodnego blatu.
Chciałam zareagować, jednak w moim gardle rozgościł się intruz, który pożerał słowa, nie dopuszczając, by rozbrzmiały.
– Zawsze tak masz? Aiden określił cię jako outsiderkę.
Jego obecność mnie przytłaczała. Jedyne, o czym myślałam, to ucieczka, lecz nogi miałam jak z waty, a on… Gładził moją drżącą i spoconą dłoń bardzo delikatnie.
– Obserwowałem cię. Gdy przyjmowałem zamówienie, po pierwszym kontakcie wzrokowym, skupiłaś się na moich tatuażach. Lubisz?
– Puść mnie, proszę.
– Spokojnie, bo zaraz tutaj zemdlejesz. Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię. Twoja nieśmiałość jest taka słodka, że czuję się przy tobie spokojny – stwierdził, a ja drżałam jak liść na wietrze.
– Ja… – zaczęłam szukać słów, nie wiedząc, jak dopełnić jego trafne spostrzeżenie.
Przejechał palcem po mojej szyi, aż podskoczyłam. Zjechał niżej do obojczyka i delikatnie prześlizgnął się po całej długości ręki, zatrzymując się na dłoni. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Czułam się coraz bardziej skrępowana, ale i dziwnie podekscytowana.
– Jeszcze nikt cię nie dotykał w taki sposób. Reagujesz bardzo gwałtownie na to, co robię, nawet dotykając cię przez ubranie.
– Już tak mam. – Wzniosłam głowę i nieśmiało spojrzałam na jego twarz.
Oblizywał właśnie górną wargę i wplatał palce w moje. Czułam, jak zaciska przestrzeń między nimi. Bałam się, a jednocześnie pragnęłam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Taka okazja może mi się już więcej nie trafić. Zdawałam sobie sprawę, że jest miły, bo chce się wybielić. Czy myślałam o konsekwencjach? Czy w ogóle myślałam?
Zarumieniłam się, co nie umknęło jego uwadze.
– Masz piękne oczy. Kiedy w parku w nie spojrzałem, były zalęknione, dzisiaj są spłoszone, jednak widzę w nich coś jeszcze. Są ciekawe świata, chłoną każdy szczegół tego, co się dzieje, ale szybko gasną.
– Mógłbyś mnie puścić. Boli, kiedy tak mocno ściskasz.
– Jasne. – Powoli wyswobodził palce i zanim cofnął dłoń, przeciągnął leniwie opuszkami od moich paznokci do nadgarstka. Uśmiechał się, a jego oczy błyszczały.
– Ile płacę? – Zerwałam się z miejsca, zarzucając plecak na ramię, wyjęłam pieniądze i podałam mu.
Drzwi stanęły otworem. Do lokalu weszła kobieta z małym dzieckiem. Przeszli obok nas i usiedli przy stoliku dalej.
– Gratis w ramach przeprosin – rzucił zabawnym tonem, puszczając oczko.
– Ale…?
Pochwycił moją dłoń i skrzyżował palce, tym razem delikatnie. Namierzył drugą i zrobił to samo. Byłam tak zaabsorbowana, że zapomniałam o obronie.
– Muszę przyjąć zamówienie. Zostań. Nie chcę, żebyś odchodziła. Wysyłasz w moim kierunku nieznaną mi dotąd energię. Puszczam twoje dłonie, chociaż przyznaję, że robię to niechętnie. – Spojrzał na mnie ciepłym wzrokiem, po czym się wzdrygnął, jakby przez jego ciało przeszedł lodowaty podmuch.
Zaczęłam się zastanawiać, czy to jawa, czy sen? Uszczypnęłam się, zabolało. To działo się naprawdę i wiedziałam już, że muszę stąd jak najszybciej zniknąć. Nie dlatego, że było mi źle, lecz dlatego, że bałam się kompromitacji.
– Nancy, zaczekaj! – Zagrodził mi drogę i złapał za rękę.
– Muszę już iść. – Stanowczym ruchem pozbyłam się jego dłoni z przedramienia.
Nie nalegał, odstąpił, a ja szybkim krokiem udałam się w stronę wyjścia, czując, że schodzi ze mnie ciśnienie. „Za dużo jak dla mnie na jeden dzień” – pomyślałam, wzdychając głośno. Chwilę później, przez szybę autobusu wpatrywałam się w ludzi ścigających się z czasem.
2 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Marigold
Mam złe przeczucia. Amber wraz z Aidenem coś knują przeciwko Justinowi a Nancy znajdzie się w samym centrum tego spisku. Chociaż polubiłam i Aidena i Justina to chyba zaczynam kibicować Justinowi (chociaż zapewne jeszcze mocno nabroi). Jak zwykle czytało się z wielkim zainteresowaniem.
Shadow1893
@Marigold, i co ja mam ci odpisać? Chyba jedynie tyle, że dziękuję za przeczytanie i miłe słowo. Ach, masz to oko! Pozdrawiam i miłej niedzieli.
Jedrekmast1973
Bardzo podoba mi się to , jak opisujesz emocje Nancy.Justin z nią flirtuje a ona przerażona chowa się do skorupy , ale za chwilę z zaciekawieniem wystawia różki , bo jest w tym coś ekscytującego.Brawo!
Shadow1893
@Jedrekmast1973, bardzo podoba mi się twój komentarz i odbiór tekstu. Dzięki i pozdrawiam.