JUSTIN
Zaciskałem szczęki, odczuwając piekący ból w kostkach prawej dłoni. Chwilę wcześniej uderzyłem w ścianę, gdy lekarka oznajmiła, że stan zdrowia mamy się nie poprawił. Byłem taki mały i słaby jak nowo narodzone zwierzę. Ta bezradność mnie dobijała, a emocje kumulujące się we mnie od kilkunastu godzin nie miały ujścia. Rodzina dostrzegła, że sobie z tym wszystkim nie radzę, ale co mogli wskórać, skoro to ja musiałem znaleźć rozwiązanie.
Ojciec mnie nie zawiódł. Chciałbym mieć jego charyzmę i zacięcie, z jakim podchodzi do sytuacji. Nie dość, że sprowadził specjalistę, który kategorycznie wyperswadował mu przewożenie pacjentki, to jeszcze wykłócił się o łóżko, które, wbrew zasadom szpitala, zostało umieszczone obok mamy. Nie odstępował jej na krok, opuszczając salę bardzo rzadko. Ja zaś milczałem, wzbraniając się rękami i nogami, by nie musieć na nią patrzeć.
Musiałem stąd wyjść, bo inaczej oszaleję. Nie widziałem ścian, jarzeniówek, krzeseł, bliskich… jedynie mamę! Taką bladą, pogrążoną we śnie, a te wszystkie urządzenia wystukujące równy, hipnotyzujący rytm, jedynie pogłębiały stan bezsilności, w którego mackach tkwiłem. Do tego rozbolał mnie żołądek. Nie z głodu! Z nerwów, że tak niewiele potrzeba, aby gasnąć w oczach, a ty możesz jedynie patrzeć i modlić się o cud.
– Muszę zaczerpnąć powietrza. Idziesz ze mną? – Skinąłem na Aidena, który siedział z nosem w telefonie.
– Nie. Muszę przeczytać genezę wikingów na jutrzejszy sprawdzian – odpowiedział, nawet nie patrząc na mnie.
– Jak chcesz. Poszwendam się trochę po okolicy. – Zmarszczyłem nos i udałem się w stronę wyjścia, zachodząc w głowę: od kiedy Aiden przykładał taką wagę do nauki?
Osobiście chwalił się, że wystarczy dobre podejście do nauczyciela, uśmiech, czasami komplement i dobra taktyka, aby oceny poszły w górę, bez niepotrzebnego wkuwania zagadnień, które i tak mu się do niczego nie przydadzą. Urok osobisty miał i wykorzystywał ten atut wszędzie, gdzie się dało.
Gdy opuściłem szpital, naciągnąłem kaptur na głowę i objąłem się rękoma, odczuwając delikatny chłód. Zgarbiłem się i ruszyłem przed siebie, nie zwracając uwagi na to, gdzie. Widziałem stopy ludzi przechodzących obok mnie. Słyszałem rozmowy i śmiech dzieci, zadowolonych z dnia. Całe to szczebiotanie jeszcze bardziej potęgowało mój wisielczy humor. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, żeby zaznać ciszy i spokoju. Po chwili zdałem sobie sprawę, że robaki drążące tunele również by mi przeszkadzały.
To, co przeżywałem, utwierdziło mnie w przekonaniu, jak bardzo jestem samotny i nie mam wokół siebie nikogo, kto spojrzałby na to wszystko moimi oczyma. Rodzina to rodzina. Potrzebowałem wsparcia zupełnie odmiennego niż to, które otrzymywałem.
Nie wiem, gdzie się znajdowałem, ponieważ ani razu nie podniosłem głowy. Wiem, że cały czas szedłem chodnikiem, mijając kolejne metry.
– Widzimy się jutro w szkole. Aaronie, nie ściskaj jej tak mocno, bo ją udusisz. – Usłyszałem znajomy głos i przystanąłem, rozglądając się dokoła.
Zobaczyłem Nancy, która przebierała nogami, zwrócona do mnie plecami. W mojej piersi szalało teraz stado motyli, delikatnie łaskocząc serce. Przyspieszyłem kroku. Uśmiech powrócił na moją posępną twarz. Czułem się, jakbym dostał skrzydeł, które rozłożyły się, załopotały i uniosły ciało w jej kierunku.
Szedłem prosto na nią, widząc, jak macha do znajomych znikających za rogiem. Zsunąłem kaptur z głowy i odgarnąłem niesforne kosmyki włosów, które zahaczyły o rzęsy.
– Cześć, piękna. – Zderzyłem się z nią, obejmując w pasie i opierając brodę na barku.
Znów poczułem to podniecające wzdrygnięcie i napinające się mięśnie. Była taka drobniutka. Nie było jej widać, gdy mocniej do niej przylgnąłem. Wystarczyły sekundy, aby jej energia ukoiła moją zbolałą duszę i przywróciła wiarę. Przekierowałem myśli i przez tę krótką chwilę chciałem napawać się nią, przyćmiewając resztę.
– To znowu ty. Śledzisz mnie, czy co? – Stała spokojnie, co w jej przypadku mogło oznaczać, że podobało się jej to, co trwało albo zastygła. Ku mojemu rozczarowaniu, zaczęła się miotać i wyrywać, ale mój uścisk był dla niej nie do sforsowania.
– Nie. Przechodziłem i postanowiłem się przywitać – powiedziałem cicho, delektując się aromatem perfum, który mieszał się z jej naturalnym, jakże słodkim zapachem. Kiedy przekręciła głowę, jej włosy przyklejały się mi do policzka, roztaczając świeżość kwitnącej wiśni.
– Puść mnie!
Nie było to stanowcze, ani prawdziwe. „Mów sobie, co chcesz. Twoje ciało już dało odpowiedź. Gdzie ty się uchowałaś i jak z tobą postępować?” – zastanawiałem się, składając pocałunek na jej policzku. Jeden, drugi… Nie mogłem przestać rozkoszować się tym lekko słonawym smakiem. Jej przyspieszony oddech, mocno bijące serce… To, jak reagowała i jak ufnie pozwalała na bliskość, było dla mnie tak ekscytujące i nowe, że zaczynałem tracić grunt pod nogami. Zrobiło mi się gorąco, za gorąco, a wyobraźnia wkroczyła na ścieżkę, która długo pozostanie odgrodzona furtką, do której musiałem zdobyć klucz.
– Jesteś taka delikatna, że gdybym ścisnął cię mocniej, to przełamałbym cię w pół.
Wzmocniłem uścisk. Westchnęła i wypuściła nagromadzone powietrze, odzyskując oddech.
– Znając twoje możliwości, zrealizowałbyś to bez mrugnięcia powieką. Masz jeszcze sporo luzu, możesz przycisnąć – powiedziała, a w jej głosie nie było ani śladu ironii. Oznajmiła to tak, jakby właśnie tego pragnęła.
– Wolę, jak jest. No, chyba że chcesz, abym objął cię mocniej?
Dziś była jakaś inna. Nie opierała się zbytnio, a jej nastawienie do mnie wydawało się obojętne, jakby nie zależało jej na tym, co zrobię. Instynktownie przeczuwałem, że pogodziła się z tym, iż ją osaczam, a każda próba pozbycia się mnie kończyła się niepowodzeniem. Źle zacząłem tę znajomość, a los wytyczał parabolę, z której ciągle spadałem, próbując sięgnąć tam, gdzie jej skromna osoba znalazła ostoję. Nie było mi do śmiechu, nawet teraz, kiedy miałem ją tak blisko. Trybiki w moim mózgu przeskakiwały, niektóre trafiały na odpowiednie miejsca, jednak nadal było ich za mało, abym szybko znalazł wyjście z patowej sytuacji. Jeśli zacznę naciskać, sięgnę dna. Gdy odpuszczę, odejdzie i nigdy się nie dowiem, czy to, co obecnie czułem, nie było początkiem tego, czego pragnąłem jak kania dżdżu. Pokonała mnie jej niewinność. Stałem na rozdrożu, nie będąc pewien, którą drogę obrać.
Nadal tkwiła w bezruchu, nie ułatwiając mi zadania. Czekałem na jakiś gest, impuls, zachętę… Dawała mi nieme przyzwolenie, lecz czy była gotowa na to, co mężczyzna może dać kobiecie? Znów się wzdrygnęła, gdy mój ciepły oddech zderzył się z jej skórą i w tym momencie zatrzymało się moje kołaczące serce. Jej palce niepewnie zaczęły gładzić moje przedramiona, wywołując gęsią skórkę.
Dostałem to, na co czekałem. Już nie miałem oporów, aby po nią sięgnąć i wdrapywać się po trupach na szczyt prowadzący do jej świata. Nie czekałem, aż dobierze słowa i udzieli wymijającej odpowiedzi. Kierowałem się instynktem i chyba po raz pierwszy w życiu poczułem się potrzebny. Nie postrzegała mnie jako partnera do łóżka, co w całym jej jestestwie najbardziej mnie pociągało. Byłem Justinem, wariatem z porywczym temperamentem. Jednak w głębi byłem inny i chciałem ją o tym przekonać, obnażając prawdziwe oblicze, które obecnie smacznie spało, czekając na doładowanie.
– Tak – powiedziała nieśmiało, wprawiając mnie w osłupienie.
– Mogłabyś powtórzyć, a najlepiej rozwinąć te trzy litery.
– Możesz mnie objąć szczelniej, jeśli chcesz?
Nie trzeba tego było powtarzać. Prośbę spełniłem w okamgnieniu, posuwając się o krok dalej. Pocierałem czubkiem nosa okolice jej ucha, po czym je przygryzłem, uśmiechając się przy tym, mimo powagi, którą starałem się zachować. Nancy mruknęła, co ośmieliło mnie jeszcze bardziej. Odchyliła głowę, dając w ten sposób do zrozumienia, że chce więcej. Kiedy językiem znaczyłem obszar wokół najgrubszej żyły na jej smukłej szyi, jęknęła, zaciskając palce na moich przedramionach. Penis lekko nabrzmiał, wbijając się w jej plecy. Przymknąłem powieki, napawając się kobiecym ciepłem, smakiem, lękiem i niepewnością, mocniej zaciskając ręce na jej pasie.
– Czujesz, co się dzieje z moim ciałem, gdy jesteś blisko i pozwalasz się dotykać? Podoba ci się to, co robię?
Czar prysł jak bańka mydlana. Wykorzystała okazję, gdy straciłem czujność i sprytnie jak wąż wywinęła się z moich ramion, wpatrując się we mnie. Jej spojrzenie było zamglone, co oznaczało, że również się podnieciła.
– Jasne, że mi się podobało. Nie jestem robotem, więc czuję. – Uśmiechnęła się nieznacznie, nadal patrząc mi głęboko w oczy. – Nie jestem twoja i nie rozpędzaj się.
– Jesteś, tylko zapomniałem ci o tym powiedzieć. Ja jestem sam, ty też, więc po co te uszczypliwości? Wiem, że ci się podobam, więc pozwól mi spełnić twoje marzenia. Więc? – Wyszczerzyłem się, widząc każde drgnięcie mięśni na jej zmieszanej twarzy.
– Nie chcę! Chcę! Mówisz poważnie? – Otworzyła szeroko usta i zaczerpnęła powietrza.
– Tak. Skoro było przyjemnie, to dlaczego przerwałaś, zamiast napawać się tym dłużej? Zwariuję przez ciebie albo zostanę mnichem.
– Bo… – Wzięła głęboki oddech, zbierając się na odwagę. – To było takie cudowne. Przestraszyłam się, co możesz zrobić jeszcze. Co ja… Nie chcę się zbłaźnić, rozumiesz?
Włosy uniosły mi się u nasady, kiedy wyznała to tak po prostu, bez owijania w bawełnę. Jej twarz była bardziej różowa niż bluzka uwydatniająca jej wdzięki. Stała przede mną taka bezbronna jak łania, która spostrzegła panterę czającą się w krzakach, i myślała tylko o ucieczce.
„Ona też mi zaraz umknie, jeśli czegoś nie zrobię, aby poczuła się pewniej w moim towarzystwie. Nie wierzyła mi, a ja naprawdę chciałem z nią być”.
– Podaj mi dłoń – poprosiłem stanowczym głosem, cierpliwie czekając na jej reakcję.
Nie zrobiła nic, co wskazywałoby, że tego chce. Zagotowałem się. Nie wiedziałem, czy robi to specjalnie, czy rzeczywiście pochodzi z innej planety. Już było naprawdę pięknie i nie wiadomo czemu, znów okopała się murem. Tak bardzo zaabsorbowało mnie zrozumienie jej postępowania, że całkowicie zapomniałem o problemach, mając w głowie jedynie myśl, żeby do mnie podeszła. Ludzie mijający nas stali się niewyraźni, zanikali. Byłem tylko ja i ona.
– Nancy, zaufaj mi. – Wyciągnąłem rękę i przywołałem ją do siebie gestem palców.
Nic.
„Nie chcę, ale znów muszę zachowywać się jak bezduszna bestia i nią wstrząsnąć”.
– Kurwa! – Obejmij mnie w końcu i przestań wystawiać moją cierpliwość na próbę. Oddaję ci moje ciało we władanie. Dotknij mnie, nie gryzę. – Nie wytrzymałem dłużej napięcia między nami i mocno przyciągnąłem ją do siebie. Objąłem czule, zdając sobie sprawę, że właśnie tego potrzebowałem. Ona również miała na to ochotę, ale nigdy by mnie o to nie poprosiła.
– Ty jesteś nienormalny – powiedziała.
Jej ręce zwisające wzdłuż ciała, nie kwapiły się do spełnienia mojej prośby. Chwyciłem ją za nadgarstki i poprowadziłem dłonie na swój tors. Pragnąłem, aby zaczęła go gładzić, poznawać i czuć jej drobne, drżące dłonie na moim spiętym ciele.
– Co ci się stało? – spytała zatroskanym głosem, wpatrując się w moją opuchniętą i zaczerwienioną dłoń.
– Nic, nieważne. Nancy? – Chwyciłem ją za pośladki i przyciągnąłem jeszcze bliżej. – Ruszysz łaskawie dłonią, czy mam ci w tym pomóc?
– Bezczelny, zaborczy, a jednocześnie…
– Sama tego chciałaś, uparciuchu. – Wcisnąłem jej dłonie pod swoje ubranie, kładąc je na piersi, a następnie cofnąłem ręce. Westchnąłem, czując jej ciepły dotyk, a jednocześnie chłód na odsłoniętych partiach ciała.
– Ty… – Urwała, walcząc z pokusą. Jej rumiane policzki i ten nieokreślony wyraz twarzy, którego nie potrafiłem opisać, był tak kurewsko powalający, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi…
– Jesteś nienormalna albo brakuje ci piątej klepki. Nie domyślasz się, że to mi sprawia przyjemność? Zwierzęta mają lepiej rozwinięte potrzeby znajdowania partnera niż ty. Albo cię pokocham, albo znienawidzę – rzuciłem oschle, będąc na skraju wytrzymałości.
„Niemal na kolanach błagałem o odrobinę czułości. Miałem ochotę powyrywać jej wszystkie włosy z głowy. Co za beznadziejny przypadek!”
Po chwili nastało to, na co czekałem. Zaczęła dotykać mojego ciała, prześlizgując się palcami pomiędzy włoskami na klatce piersiowej.
– Zobacz, jeszcze żyjesz i masz całe ręce. – Uśmiechnąłem się szeroko, czując wzrastające podniecenie.
– Zamknij się wreszcie. Mówisz i mówisz jak nakręcony.
Złośliwie pociągnęła mnie za włosy, po czym puściła je i zaczęła odchylać palcami. Podobało mi się to, jak jej ruchy stawały się coraz odważniejsze i bardziej zdecydowane. Przesunęła dłonie na plecy, delikatnie drapiąc rozpaloną skórę paznokciami, podczas gdy ja pieściłem jej policzki, wargi, szyję i barki zewnętrznymi częściami dłoni.
„Byłem w raju i zastanawiałem się, czy zdaje sobie sprawę, jakie niegrzeczne myśli mam teraz w głowie”.
Nareszcie się rozluźniła, a jej ręce były wszędzie, gdzie miała dostęp. Gdy przeciągała opuszkami palców po mojej skórze, miałem wrażenie, że zamiast palców, ma języki ognia, które parzyły, i wiły się, tworząc niesymetryczne korytarze. Nigdy wcześniej nie miałem z czymś takim do czynienia. Skupienie, z jakim mnie obdarzała czułością, zapierało dech. Jej przyspieszony oddech, każde drgnięcie mięśni – to wszystko, co od niej emanowało… Była nieopierzonym aniołem, który szybko się uczył.
Chwyciłem ją za brodę i uniosłem twarz bliżej mojej. Spojrzałem głęboko w jej rozszerzone źrenice, widząc, jak zagryza dolną wargę i oblizuje koniuszkiem języka. Zatrzymała dłonie na sutkach, delikatnie je masując. Jęknąłem i mocniej zacisnąłem dłonie na jej pośladkach. Chciałem posmakować soczystych ust, ale stwierdziłem, że jeszcze przyjdzie na to czas.
– Widzisz, do czego doprowadziłaś? – Przycisnąłem biodra bliżej jej brzucha, aby poczuła męskość, która stała w całej okazałości.
Gdy się nim o nią otarłem, myślałem, że odskoczy i wbije wzrok w chodnik. Nie zrobiła tego. W skorupie pojawiły się pęknięcia, jednak to wciąż mało. Obiecałem sobie, że rozwalę ją w drobny mak, aby już nigdy się nie odnowiła. Moja nieśmiała Nancy otwierała się i nawet mówiła więcej, chociaż nadal ważyła każde słowo; ale i to z czasem odejdzie w zapomnienie.
– Chcesz go dotknąć?
– Nie. To, co mam tutaj w zupełności mi wystarczy – odpowiedziała szybko, bez namysłu.
– Żałujesz, że uporem zmusiłem cię, żebyś mnie popieściła? – spytałem miękko, odczuwając coraz mocniejszy pociąg seksualny.
Wstrzymałem oddech, ponieważ trochę obawiałem się odpowiedzi. Z jej twarzy nie udało mi się niczego wyczytać. Teraz nawet jej nie widziałem, bo oparła się głową o mój tors, gładząc plecy.
– Nie. Sama z siebie nigdy bym się na to nie odważyła. Pragnę tego, ale paraliżuje mnie strach.
– Ze strachem jestem za pan brat, więc jeśli poproszę, to odejdzie i już nie wróci.
– Hannah też tak mówi. Porównała mnie do pacynki, którą trzeba sterować, pociągając za odpowiednie sznurki. – Nasze spojrzenia się skrzyżowały i chociaż w tej mięcie czaiło się pożądanie, było słabo widoczne przez tłumiącą ją niską samoocenę.
– Nie zabieraj rąk, proszę.
Uśmiech rozpromienił jej twarz. Pierwszy skierowany do mnie i mam nadzieję, że nie ostatni. Zapewne nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ze sobą walczę, by nie zepsuć tego, co przepływało pomiędzy nami. Obudziła we mnie taką żądzę, że nieustanne powtarzanie w głowie: „połóż się do cholery”, nie pomagało. Członek to nie pies i nie reaguje na komendy.
– Masz ładnie wyrzeźbione ciało. Nie rozumiem cię i twojego kuzyna. Jakim cudem jesteście sami?
To nie był czas ani pora, by zwierzać się, gdzie byłem i co robiłem przez ostatnie pół roku.
– Od dłuższego czasu nie pojawił się na naszej drodze nikt wart uwagi. Ja wybrałem krótszą ścieżkę i stanęłaś na niej ty. Wypędzę z ciebie tę zalęknioną duszę, która niby szczerzy się i szykuje do ataku, ale nagle staje w pół drogi, bo dochodzi do wniosku, że nie da rady i zostanie odrzucona przez stado, gdy nie wstrzeli się w gusta. Nancy?
– Tak.
Znów ten uśmiech, który sprawiał, że nogi miękły.
– Chcesz być ze mną?
NANCY
„Czy on właśnie zaproponował mi związek? Nie, to się nie dzieje naprawdę! To się nie dzieje!” – powtarzałam w myślach, próbując rozpędzić fantazję o radykalnej zmianie w swoim życiu.
– Nancy? – Oparł czoło o moje, nie wypuszczając mnie z uścisku i uśmiechnął się zalotnie.
Tembr jego głosu, gdy wypowiedział moje imię, ponownie wywołał nierówny rytm serca i ścisk w klatce piersiowej. Jakaś niewidzialna siła zdawała się ją zasysać, co strasznie utrudniało oddychanie. Jednak czułam go, dotykałam, stał przede mną z krwi i kości, przystojny i cały mój. Trzymał mnie w ramionach, a moje serce biło tak mocno, że omal nie wyskoczyło z piersi. Płonęłam od nadmiaru wrażeń. Miał tak delikatną skórę, którą poznawałam z taką zachłannością, że sama nie dowierzałam, że to robię. Gdy spinał mięśnie, zamierałam. Moje palce natrafiały na niziny i wyżyny, odkrywając każdy szczegół jego ciała. Poza tym ten fenomenalny zapach, którym przesiąkłam, wywoływał zawrót głowy.
Ostatni raz tak mile zaskoczona byłam, gdy tata pod choinkę podarował mi wymarzony teleskop. Wewnętrznie skakałam ze szczęścia, ale nie mogłam tego okazać, bo po prostu się bałam. To, co działo się ze mną, kiedy był blisko, przeraziło mnie. Ja, Nancy Morgan, stałam pod sklepem, wokół kręciło się sporo ludzi, a pomiędzy nimi my, bezwstydnie poddający się chwili. Gdyby mama to zobaczyła…
Otrzeźwienie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Musiałam mu odmówić, chociaż pragnęłam doświadczać więcej i więcej.
– Wiesz, nie wiem, jak ci to powiedzieć.
– Wolisz Aidena, prawda? Dlatego pytałaś o jego status. Nie pośredniczę w znajdywaniu dziewczyn dla kuzyna, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek i szepnąć co nieco, jeśli chcesz?
– Jesteś bezczelny, wiesz? Hannah miała rację. To wszystko było zbyt piękne, aby było prawdziwe. – Uniosłam się honorem i zabrałam dłonie z jego torsu. Wyswobodziłam się z uścisku i usiadłam na murku.
Ten, który sprawił, że na chwilę nad moją głową zaświeciło słońce, okazał się dobrym aktorem. Najpierw mnie zachęcił, wyrywając podświadomość z matni, a po chwili zgasił ją, zamykając w czeluściach nicości. Popełniał błąd za błędem, nie zastanawiając się nad tym, co mówił, a ta uwaga o Aidenie! Był dobrze poinformowany i zapewne o moim nieodwzajemnionym uczuciu wiedział właśnie od niego. Zapłonęłam i zgasłam, a moje oczy idealnie odzwierciedlały stan ducha – pustkę, która była, jest i będzie.
„Ile razy jeszcze zostanę wdeptana w ziemię? Ile razy upadnę i wstanę słabsza? Ile razy uwierzę, że ktoś taki jak ja jest coś wart?” – myślałam gorączkowo, wpatrując się w chodnik.
– Przepraszam – powiedział łamiącym się głosem. Przykucnął naprzeciwko mnie i chwycił moją prawą dłoń. Byłam tak zła na siebie, że nie zareagowałam. Ogarnął mnie mrok. Nie potrafiłam wyrwać się z jego mocy i przestać karcić się w myślach za naiwność.
– Zostaw mnie i odejdź, proszę cię. – Uniosłam głowę, napotykając jego smutną twarz. Skruszona mina nie zrobiła na mnie wrażenia, bo już wiedziałam, że się mną bawi, a gdy odejdzie, będzie się ze mnie śmiał do rozpuku, zdając relację kuzynowi, a może i komuś jeszcze.
– Kiedy tylko zaczęłaś, od razu zapaliła mi się czerwona lampka i to samo mi się nasunęło. Znów zawaliłem, wiem, ale możesz mi wierzyć, nie chciałem cię zranić. Mogę jedynie domniemać, co sobie teraz o mnie myślisz, ale to nie jest tak. Niefortunnie się to potoczyło, ale ja naprawdę chcę, abyś była częścią mojego życia. Wpadłaś mi w oko tamtego wieczoru w parku. Wiedziałem już, że będę się bacznie rozglądał i szukał cię wzrokiem. Stawiłaś mi niemy opór. Wystarczyło spojrzenie, trwające zaledwie kilka sekund, i już przepadłem.
– Drugi raz nie dam się nabrać. – Wypuściłam wstrzymywany oddech, który mnie trawił od środka i wstałam, pragnąc uciec i nie musieć dłużej słuchać tych kłamstw.
– Nie odchodź, zostań. – Wstał z kucek, łapiąc mnie za rękę.
Miałam cichą nadzieję, że sobie pójdzie i odpuści, ale on nadal był i przeszywał mnie wzrokiem. Czyżby był aż tak wyrachowany, że porażka nie istniała w jego słowniku? Co sprawiło, że tak się na mnie zawziął i brnął w tę farsę bez opamiętania? Nie próbowałam tego zrozumieć, bo nie chciałam wiedzieć. I tak zmarnowałam czas, karmiąc mózg ułudą. Ktoś musiał odejść.
– Zostaw mnie! – Z irytacją oswobodziłam rękę i, nie patrząc na niego, zrobiłam zwrot, kierując się na wschód.
– Stój!
– Nie chcę.
– Po prostu bądź. To mi w zupełności wystarczy.
Znów tkwiłam w jego ramionach, lecz tym razem było inaczej. W jego uścisku nie było mocy, z oczu zniknął blask, a twarz kipiała desperacją. Dreszcz wstrząsnął nim, aż poczułam to w kościach. Nie było nachalności. Po prostu się we mnie wtulił i trzymał tak kurczowo, jakby bał się, że zniknę. Pogubiłam się i nie wiedziałam, czy posłuchać rozumu, który kazał mi brać nogi za pas, czy serca, które silnie reagowało na emanującą od niego bezsilność. Zwyciężyła logika.
– Muszę już iść – powiedziałam, nie podejmując żadnych działań, aby zamienić słowa w czyn.
– Znów uciekasz, co w sumie mnie nie dziwi, bo się wygłupiłem. Jednak zapomnij, że pozwolę ci odejść. Jak zdążyłaś zauważyć, jestem uparty i dopóki mi nie wybaczysz, będziemy tutaj stali…
Zamilkł, gdy usłyszał dźwięk powiadomienia w swojej komórce. Wyjął ją z kieszeni bluzy, a na jego twarzy pojawiła się skwaszona mina. Musiał otrzymać jakąś niemiłą wiadomość, bo broda mu drżała, a mięśnie policzków były napięte. Odpisał. Jakim cudem mu się to udało, skoro ręce mu drżały?
– W porządku? – Położyłam dłoń na jego ramieniu i obserwowałam, jak w napięciu czekał na odpowiedź. Jak do tego doszło, nie wiem, ale nie potrafiłam pozostać wobec niego obojętna.
– Tak. Masz szczęście, bo muszę iść. Gdyby nie to, nadal byłabyś skazana na moje towarzystwo. – Uniósł kąciki ust w wymuszonym uśmiechu, co nie umknęło mojej uwadze.
– Zapewne tak – przyznałam.
Z jednej strony poczułam ulgę, ponieważ myśl o tym, do czego jeszcze mógłby się posunąć, przytłaczała mnie. Z drugiej strony czułam niedosyt i instynktownie nasuwała mi się potrzeba, by go przytulić, bo ewidentnie coś go gryzło.
W jego spojrzeniu i sposobie, w jaki do mnie podchodził, było coś drapieżnego, a zarazem łagodnego. Odnosiłam wrażenie, że ma dwie osobowości i nigdy nie mogłam być pewna, którą mi zaprezentuje. Nawet teraz. Uderzył się dłonią w czoło, burknął pod nosem i uśmiechnął się, patrząc na mnie spod ściągniętych brwi jak zbój, po czym spytał:
– Dasz mi swój telefon?
Zaskoczył mnie, ale wyjęłam go z kieszeni i położyłam na jego wyciągniętej dłoni. „Może ma słabą baterię, a to, na co czeka, jest naprawdę ważne? Poza tym i tak by mi go odebrał, nie bacząc na sprzeciw”.
– Możesz go odblokować, nie jestem jasnowidzem.
– Po co ci on? Nic ciekawego w nim nie znajdziesz.
– Nie w tym celu o niego poprosiłem. Mam zaufanie do ludzi i nie szperam w ich prywatności. – Puścił do mnie oczko.
Wprowadził numer i nacisnął zieloną słuchawkę. Nie przyłożył aparatu do ucha, co mnie zaintrygowało. Po chwili z jego telefonu rozległ się dźwięk. Zrozumiałam, po co go potrzebował.
– Przypomniałem sobie, że nie chciałaś mojego numeru, więc wziąłem twój. Trzymaj. – Oddał, a swój schował do kieszeni.
„Jak dziecko” – pomyślałam, śmiejąc się w duchu.
– Najchętniej bym został i lepiej cię poznał, ale tak się złożyło, że nie mogę, co nie jest mi w smak, bo dobrze mi z tobą. Dziękuję za miłe towarzystwo i jeszcze raz przepraszam. A, zapomniałbym. Nadal czekam na odpowiedź. Jeśli będzie negatywna, przygotuj dobrą argumentację.
Przytulił mnie na pożegnanie i zniknął tak szybko, jak się pojawił, pozostawiając mnie z milionem pytań. Z mojej strony były odpowiedzi, których raczej nie zrozumie. Nawet jeśli, czy zaakceptuje je i nie będzie próbował ich zmienić?
Odprowadziłam go wzrokiem i ruszyłam w przeciwnym kierunku z mętlikiem w głowie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.