AMBER
Kończyłam suszenie włosów, gdy telefon leżący na łóżku nagle się zaświecił i wydał dźwięk powiadomienia. Wyłączyłam suszarkę, odkładając ją na biurko, po czym sięgnęłam po komórkę i wyświetliłam wiadomość.
JUSTIN: Mam auto i stęskniłem się za tobą. Masz czas i ochotę się spotkać?
Ciepło rozlało się po moim sercu i z ekscytacji, aż pisnęłam. Przed chwilą o nim myślałam, a tu taka niespodzianka.
JA: Pewnie, o której?
JUSTIN: Jak najszybciej, bo nie ukrywam, że bardzo cię pragnę.
Poczułam nagły przypływ ciepła między nogami. Zacisnęłam je, wkładając palec do buzi.
JA: Za pół godziny pod blokiem.
JUSTIN: Okej.
Odłożyłam telefon i podeszłam do szafy, tańcząc ze szczęścia. Otworzyłam ją, przeglądając zawartość w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Zmarszczyłam czoło, przesuwając dłonią po sukienkach, gdy nagle intensywna czerwień zahaczyła o mój paznokieć. Zdjęłam ją z wieszaka i położyłam na oparciu krzesła, buszując w komodzie w poszukiwaniu bielizny. Darowałam sobie stanik i stojąc przed lustrem w czerwonych stringach, oczami wyobraźni widziałam pożerający mnie wzrok Justina. Po chwili z zadowoleniem przyglądałam się swojemu odbiciu. Sukienka była obcisła i krótka, a głęboki dekolt z trudem utrzymywał pełne piersi w ryzach. Łatwo się ściągała i uwydatnia moje wdzięki. Zrobiłam delikatny makijaż i o ósmej przekręciłam klucz w zamku.
Zbiegłam po schodach i opuszczając klatkę, dostrzegłam samochód zaparkowany na końcu ulicy. Choć Justin nie miał prawa jazdy, ojciec często pozwalał mu korzystać ze swojego srebrnego Audi, ale pod jednym warunkiem; jazda po mieście odpadała. Auto było rzadko używane, ponieważ pan Green korzystał ze służbowego i cieszył się, gdy syn je od czasu do czasu przepalał. Kiedy byliśmy razem, zawsze zabierał mnie poza miasto, do fajnej miejscówki w starej ruderze, gdzie przeżyłam z nim swój pierwszy raz.
Szybkim krokiem podeszłam do auta i otworzyłam drzwi. Wspierając się o nie, zajrzałam do środka. Wygłodniałe spojrzenie Justina i zapach odświeżacza wymieszanego z męskimi perfumami zadziałał na moją wyobraźnię.
– Pięknie wyglądasz. Tylko na ciebie spojrzałem i sama zobacz – rzucił, zawieszając wzrok na moich piersiach, które były na pierwszym planie.
Zerknęłam na jego krocze. Przez dresowe spodnie było widać, że jest w stanie podniecenia. Przygryzłam wargę, pragnąc zobaczyć jego penisa w całej okazałości.
– Nie marnujmy czasu, wsiadaj. Obiecałem, że wrócę przed jedenastą. Tak bardzo cię pragnę, że zaraz zapłonę i nawet straż nie będzie w stanie ugasić pożaru, który mnie trawi. Szkoda, że twój brat wrócił, bo będziemy musieli kombinować i szukać miejsc do spotkań.
– Ken za parę dni będzie gościem w domu. Odnowi znajomości i wszystko wróci do normy.
– Oby.
Jego oczy lśniły, a wargi się rozchyliły. Wsiadłam, zatrzaskując drzwi. Justin się przechylił i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Westchnęłam, a fala pożądania przepłynęła przez moje ciało, gdy odwzajemniałam pocałunek i podążałam za jego językiem.
– Zapnij pasy i nie rozpraszaj mnie, bo inaczej nie dojedziemy, a co gorsza, rozbiję samochód, a wtedy ojciec mnie zabije.
– Będę grzeczna, spokojnie. – Posłałam mu zalotne spojrzenie i opierając głowę na zagłówku, przywołałam w pamięci, jak kiedyś podczas jazdy zajmowałam się jego męskością. Tak odpłynął, że omal nie wylądowaliśmy na drzewie. W ostatniej chwili skręcił i zatrzymał się z piskiem opon.
Justin jechał ostrożnie, skupiony na drodze, a ja przeglądałam zawartość telefonu, gdy dostałam dziwną wiadomość:
AIDEN: Justin wykazał zainteresowanie pewną dziewczyną, więc go nie blokuj. On ma się zakochać.
Otworzyłam szerzej oczy, czytając to raz jeszcze. Spodziewałam się, że to nastąpi, ale nie tak szybko.
JA: Kim?
AIDEN: Dowiesz się w swoim czasie i nie komplikuj, bo powiem mu, co zrobiłaś, a wtedy już nigdy cię nie dotknie.
Aż zatrzęsło mną ze złości i zacisnęłam palce na siedzeniu, odpisując.
JA: Nie groź mi, bo nie jesteś lepszy. Zasadziłeś się na niego, a on nawet nie pamięta, co zrobił.
AIDEN: To mu przypomnę.
JA: Nie wchodzę w to. Holly ledwo przeżyłam, a teraz kolejna.
Nigdy nie pogodziłam się z tym, że mnie zostawił. Był moją pierwszą miłością, a po rozstaniu się załamałam. Gdyby nie Dan, którego poznałam w klubie, kto wie, czy bym jeszcze żyła.
AIDEN: Schowaj zazdrość do kieszeni i nie denerwuj mnie, bo przestanę być miły. On i tak będzie twój. Ma się zakochać.
Z Aidenem się nie dyskutowało i dobrze o tym wiedziałam.
JA: Dobra.
Odklikałam i zaczerpnęłam głęboko powietrza, próbując opanować wzburzenie.
– Z kim tak piszesz? – zapytał, a ja, nie patrząc na niego, odparłam:
– Koleżanka zaprasza mnie w sobotę do klubu. Raczej nie pójdę. Ken przebąkiwał, że trzeba mieszkanie pomalować.
Zmyśliłam na poczekaniu, starając się ukryć, że to, co napisał Aiden, mocno mnie poruszyło. Justin potrafił wyłapać, że kłamię. Musiałam uważać na gesty, mimikę, wszystko, ale jak miałam to robić, skoro intensywnie rozmyślałam o tej, która mu wpadła w oko? Czy była ładna i warta go? Holly nie była, ale on miał dziwny gust. Jeśli znów zamieni mnie na jakiegoś płaskiego chuderlaka, to… Nie wiem, czy zdołam się powstrzymać i nie powyrywam jej włosów z głowy.
Podróż upływała nam w milczeniu, co mnie nawet cieszyło. Jakoś nie mogłam się wyciszyć. Uśmiechaliśmy się, zerkając na siebie. Cały czas byłam myślami gdzie indziej i umknęło mi, kiedy dotarliśmy na miejsce.
– Już myślałem, że ta droga nigdy się nie skończy. Odłóż to i chodź do mnie.
– Nie idziemy do środka? – Spojrzałam na pustostan bez szyb, pokryty tu i ówdzie graffiti.
– A jak myślisz?
Rzuciłam telefon na tylne siedzenie, przygryzając wargę. Nasze ręce rozpoczęły wędrówkę pod ubrania, muskając palcami rozgrzaną skórę. Nie było nam wygodnie. Kiedy Justin uderzył łokciem w kierownicę po raz drugi, wypalił:
– Wysiadaj.
Po chwili klapnęły drzwi. Obszedł samochód i pchnął mnie na niego, napierając na mnie niecierpliwie, z brakiem pohamowania. To mnie kręciło w nim najbardziej – taki zwierzak pragnący zaspokoić żądzę.
Jęknął, kiedy położyłam dłonie na jego torsie i kreśliłam kółka wokół sutków. Złapał mnie za pośladki i docisnął do pulsującego przyrodzenia, poruszając biodrami z tym swoim zawadiackim uśmiechem na ustach. Jego ręce powoli przeszły na plecy, objeżdżając kręgosłup i łopatki. Byłam jak z waty, oczy przymglone, a pomiędzy nogami powódź.
Jego dłonie sunęły po obojczykach, następnie wśliznęły się pomiędzy nasze ciała i objęły piersi. Wygięłam szyję, pozwalając, aby ją całował i drażnił, potęgując podniecenie. Zsunęłam dłoń i wsadziłam ją pod dresowe spodnie, głaszcząc wypukłość przez majtki. Była taka ciepła i żylasta. Przykucnęłam, zadarłam mu bluzę, składając pocałunek w okolicy pępka. Spiął mięśnie, a ja podążałam tam, gdzie palce kurczowo obejmowały napęczniałego fiuta.
Justin złapał za spodnie i je zsunął, odsłaniając moją dłoń na erekcji.
– Zajmij się nim – nakazał.
Chwyciłam mocno u podstawy i drażniłam językiem wilgotną główkę. Coraz intensywniej brałam go do buzi i obciągałam, wprawiając jego ciało w stan niekontrolowanych drżeń. Zjechałam ręką do cipki i odchylając majtki, wsadziłam do środka palec. Kwęknęłam, przyspieszając ruchy języka.
– Ja pierdolę! – wymsknęło się mu.
Poderwał mnie do góry. Wylądowałam plecami na aucie, z trudem łapiąc oddech. Justin uklęknął, ściągnął mi majtki i zadarł nogę, kładąc ją na sobie. Kiedy ciepłe usta dotknęły warg sromowych, wbiłam mu paznokcie w łopatki i przycisnęłam głowę do kobiecości. Prowadził mnie na szczyt. Wiłam się i jęczałam, pragnąc więcej i więcej. Wsadził mi palce do buzi, aby po chwili zatopić je w buzującej szparce. Mruczałam, rozkoszując się mocnymi pchnięciami. Jego język nie zwalniał, odbierając mi zmysły, a ciepły, męski oddech wywołał gęsią skórkę.
Czułam każdy ruch, nacisk i lekkość, z jaką wzleciałam do chmur, targana spazmami rozkoszy. Widziałam niewyraźnie i jak przez mgłę obserwowałam, jak zakładał prezerwatywę.
Wstał i złapał mnie za pośladki, unosząc. Opuszczał mnie powoli na twardego falusa, pojękując przy tym coraz dobitniej, aż wypełnił mnie całą. Objęłam go nogami, czekając w napięciu na jego ruch. Docisnął mnie do karoserii i powoli, rytmicznie pulsował w środku, dobijając do końca tunelu. Zarzuciłam mu ręce na szyję, oparłam głowę na ramieniu, drżąc i sapiąc wprost do ucha, kiedy on wchodził we mnie głębiej i głębiej.
Nagle wszystko ustało. Cycki znalazły oparcie na aucie, a pupa została wypięta przez silne dłonie zaciśnięte na biodrach.
– Obniż się. O tak, zajebiście – wycharczał.
Krzyknęłam, kiedy naparł po same jaja i gonił jak szalony, masakrując miękką wyściółkę pochwy. Położyłam dłonie na pośladkach, naciągając mocno. Chciałam go czuć jeszcze przenikliwiej. Ocierał się o mnie, biodra uderzały o dłonie. Byłam w siódmym niebie, sapiąc i prężąc nienasycone ciało. Czy kiedykolwiek będę miała dość? Wątpię!
Co on ze mną wyprawiał?! Tkwiłam poza ciałem.
Zwolnił, wyjął penisa i oddychając głośno, zrobił zwrot. Wsiadł do auta i rozsiadł się na tylnym siedzeniu, przywołując mnie palcem. Uśmiechnęłam się i po chwili zatapiałam sprężystą męskość w ciepłym wnętrzu, czując jego usta na plecach. Uniosłam ręce. Zdjął mi sukienkę i rzucił na przednie siedzenie. Pochwycił w pasie i narzucił mordercze tempo.
Współpracowaliśmy, dopasowując rytm do potrzeb. Połączyliśmy się w harmonii, przeżywając w tym samym czasie. Urywane oddechy, pot oblepiający rozgrzane ciała… Odczytywanie potrzeb i co najważniejsze. Niegasnąca ochota na więcej.
– Odwróć się – zażądał. Łapiąc mnie za biodra, pomógł zmienić pozycję.
Wsparłam się o niego, czując, jak szybko bije mu serce. Nasze usta nieustannie się poszukiwały, a klapsy potęgowały doznania. Podskakiwałam coraz szybciej, biorąc przyrodzenie z zachłannością wyposzczonej lwicy. Justin wrzucił szósty bieg, dysząc i śmiejąc się naprzemiennie.
Dochodziłam! Wszystko we mnie pulsowało. Oczekiwany orgazm spiął ciało, mocno zakleszczając przyrodzenie, które po chwili wzięłam do buzi.
Sekundy później z jego gardła wydobył się okrzyk zadowolenia. Zerknęłam w jego rozanielone oczy i spuściłam wzrok, obserwując, jak strzela pociskami do prezerwatywy, po czym ją zdejmuje i rzuca na podłogę. Przyciągnął mnie do siebie. Oparłam głowę na jego piersi, objęłam w pasie i zarzuciłam nogę na kolano. Zamknął mnie w ramionach, mrucząc z zadowolenia. Nie było słychać odgłosów natury, jedynie nasze zmieszane i wzburzone oddechy, a w powietrzu wisiał żar stygnących, splecionych ciał.
Poleżeliśmy chwilę, po czym przeszliśmy do przodu, odjeżdżając. Gdy skręcił w moją ulicę, nie wytrzymałam i zadałam pytanie, które nie dawało mi spokoju:
– Masz kogoś?
Spojrzał na mnie spod ściągniętych brwi, jakby zaskoczyło go to, co usłyszał.
– Jak kogoś znajdę, pierwsza się o tym dowiesz. Nie rozumiem, skąd to pytanie? Doskonale wiesz, że łączy nas jedynie seks, a to, co było, nie wróci. Wiesz, że nie mam wyjścia. Przegadaliśmy to. Poza tym zgodziłaś się na taki układ, więc?
– Tak tylko spytałam. Wiem, że nic do mnie nie czujesz, i to jedynie pożądanie. Nie było pytania, zapomnij o tym.
– Już zapomniałem. – Puścił oczko i mnie pocałował.
Pożegnaliśmy się czule i rozstaliśmy, malując w głowach przebieg kolejnego spotkania.
NANCY
Gdy dotarłam do szkoły, od razu udałam się do swojej ulubionej miejscówki, do której rzadko kto zaglądał. Większość uczniów zapewne nawet nie wie, że takie miejsce istnieje. Mały prostokąt tuż przy łączniku ze schodami prowadzącymi do kotłowni może i nie był najlepszą opcją na spędzanie czasu, ale ja czułam się tutaj jak ryba w wodzie. Nie docierał do mnie gwar, nikt nie zerkał na mnie z ironicznym uśmiechem, tak jak to bywało, gdy siedziałam obok klasowych drzwi.
Przyjęłam pozycję embrionalną, uniosłam głowę i wpatrywałam się przez okno w chmury leniwie płynące po niebie. Zbierało się na deszcz, a mnie na płacz. Nie miałam ochoty stąd wychodzić. Całe wczorajsze popołudnie, kawałek nocy snułam czarne scenariusze na temat swojego zachowania wobec Justina. Skompromitowałam się w jego oczach, uciekając z podkulonym ogonem. Po raz pierwszy doświadczyłam zainteresowania moją osobą i zachodziłam w głowę, czy to, że mnie zagadywał, nie miało drugiego dna. Wtedy w parku, gdy tak nieustępliwie starał się mnie ośmielić, dotąd sprawiało, że ogarniało mnie coś, czego nie umiałam wytłumaczyć, a oddech zanikał.
W tym, co robił, było coś naturalnego i delikatnego, a zarazem stanowczego i natarczywego. Bałam się, a jednocześnie pragnęłam, aby naciskał dalej, potrząsnął mną i domyślam się, że byłby do tego zdolny, abym wreszcie dała coś z siebie, a nie grzecznie przyjmowała ciosy.
Westchnęłam przeciągle, mając przed oczami jego twarz i objęłam się rękoma, czując chłód. Hannah nie pochwalała, gdy siadałam na zimnym podłożu i gdy tylko przychodziła, karciła mnie wzrokiem i kazała wstawać.
Telefon w plecaku zaczął wibrować, więc wyciągnęłam od niechcenia rękę, namacując go pośród książek. Hannah. Wahałam się, czy odebrać lewitując palcem nad ekranem. Nie miałam ochoty na rozmowę, nawet z nią. Wiedziałam jednak, jaka jest uparta, i że komórka nie zamilknie. Przeciągnęłam palcami po włosach, kręcąc szyją. Musiałam ją naciągnąć, kiedy uskoczyłam przed ręką matki, ponieważ zaczynała mi dokuczać. Gdy zawibrował po raz drugi, nacisnęłam zieloną słuchawkę, przykładając telefon do ucha.
– Jesteś w samotni, czy zrobiłaś sobie wagary? – spytała. Jej głos brzmiał z podekscytowaniem, co oznaczało, że ma jakieś ciekawe nowinki do przekazania.
– W samotni – odburknęłam.
– Zaraz tam będę.
– Czekam. – Wcisnęłam przycisk rozłączania i wepchnęłam komórkę do plecaka.
Po chwili dostrzegłam ją uśmiechniętą od ucha do ucha. Uniosłam brew, zastanawiając się, co wprawiło ją w tak dobry humor. Podeszła do mnie szybkim krokiem, przykucnęła, złapała za obojczyki i powiedziała:
– Aiden ma do ciebie sprawę.
Wbiłam w nią zaciekawione spojrzenie, jednak zgasło szybciej niż iskra.
– Jeśli to żart, wybrałaś najgorszy moment z możliwych. Jaką on może mieć do mnie sprawę?
– Nie wiem. Szukał cię, więc go przyprowadziłam.
– Cześć – odezwał się miękko, wspierając ciało o framugę, a na jego twarzy nie było widać żadnych emocji.
– Cześć – odpowiedziałam ściśniętym, ledwo słyszalnym głosem.
– Zostawię was samych, widzimy się na historii. – Puściła do mnie oczko, uśmiechając się szeroko, a ja błagałam wzrokiem, żeby została. Nie zamierzała mnie wesprzeć, znikając z pola widzenia w podskokach.
Podszedł i otaksował moje nogi, ręce i twarz. Uniósł delikatnie prawy kącik ust, wyciągając ręce z kieszeni spodni. Płonęłam ze wstydu. Byłam pewna, że słyszał to, co mówiłam. Usiadł obok mnie, nie pytając o pozwolenie. Oparł przedramiona na zgiętych kolanach i odwrócił głowę w moją stronę, nic nie mówiąc.
Gryzłam zębami wnętrze policzka, czując, jak stres opanowuje moje ciało. Kiedy na niego zerknęłam, bawił się czarnym brelokiem na łańcuszku. Zaczerpnęłam głębiej powietrza, napawając się zapachem, który go otaczał. Po raz pierwszy czułam go tak intensywnie.
– Nie wiedziałem, że w naszej szkole jest taki zakątek. Nigdy się w tę stronę nie zapuszczałem. Moja trasa przeważnie kończy się przy sali informatycznej – rzucił, wpatrując się w podłogę.
– Nie masz czego żałować.
Nie odważyłam się kolejny raz spojrzeć w jego kierunku. Nie spieszył się, żeby powiedzieć, co go do mnie sprowadza, a ja zaczęłam się pocić, słysząc jego równy, spokojny oddech.
– Mam ci coś do przekazania. – Wepchnął dłoń do kieszeni bluzy i wyjął z niej pomiętą kartkę. Podsunął mi ją blisko ręki i czekał, aż ją przejmę.
– Co to jest? – Nabrałam powietrza w płuca i wypuściłam je ze świstem, gdy nasze dłonie zetknęły się na ułamek sekundy.
– Numer telefonu do mojego kuzyna. Poznałaś go w parku, w nieciekawych okolicznościach. Prosił mnie, abym ci to dał, więc przekazuję do rąk własnych.
– Możesz to zabrać, nie potrzebuję tego. – Oddałam mu świstek papieru, czując, że zaczyna mi brakować powietrza.
Byli spokrewnieni i poza podobieństwem nic więcej ich nie łączyło. Tamten był dziwny, a ten nieosiągalny.
– Jak chcesz – oznajmił beznamiętnie, chowając kartkę do kieszeni bluzy.
Kątem oka obserwowałam, jak napinał mięśnie podczas wstawania. Odszedł z głupkowatym uśmiechem na ustach, a ja siedziałam dobrą chwilę z uchylonymi wargami, nie dowierzając, że Aiden Stevenson był tak blisko.
Po chwili przybiegła Hannah. Jej oczy błyszczały. Była tak ciekawa przebiegu rozmowy, że nie panowała nad własnym ciałem i siadając, uderzyła ręką o półkę. Zaklęła, wykrzywiając usta.
– Co chciał? Poprosił cię o chodzenie? Może zaprosił do kina lub na lody? – trajkotała, gładząc uderzone przedramię i wiercąc się, zaglądała mi głęboko w oczy.
– Nic z tych rzeczy. Pamiętasz kelnera z cukierni?
– Nie bardzo. Nie przyglądałam się, tylko złożyłam zamówienie. Co on ma wspólnego ze sprawą Aidena?
– On i ten chłopak z parku to ta sama osoba. Wczoraj, kiedy wyszłaś, przysiadł się do mnie i przeprosił za swoje zachowanie. Aiden przyniósł mi jego numer telefonu.
– Co? Mam nadzieję, że nie wzięłaś, bo to porąbany i agresywny idiota. Potraktował nas jak śmieci – stwierdziła rzeczowo, piorunując mnie wzrokiem. – Nancy?
– Spokojnie, nie wzięłam.
– Jak go przypadkiem zobaczysz, omijaj szerokim łukiem. Jak cię zaczepi, powiedz mu prosto w twarz. Nie spuszczaj głowy i nie dawaj się traktować jak manekin na wystawie.
– Postaram się, obiecuję.
Na samą myśl, że mogłabym mu się postawić, serce podeszło mi do gardła i głośno przełknęłam ślinę.
– Co ty taka markotna? Znów matka? – zapytała, a ostre rysy jej twarzy złagodniały.
– Nie obraź się, ale jest mi tak źle, że nie chcę o tym rozmawiać. Wiem, że mnie zrozumiesz. Pogadamy, jak dojdę do siebie. Nie chcę się rozkleić i iść na lekcję z czerwonymi oczami.
– Rozumiem. – Przytuliła mnie, a gdy się odsunęła, dodała: – I tak jestem dzisiaj tylko na dwóch pierwszych lekcjach. Siostra zabiera mnie do ginekologa, a później robimy sobie taki babski wyskok na miasto. Jakby co, to dzwoń, a teraz wstawaj z tych płytek i marsz na górę.
Lekcja, samotnia, lekcja, samotnia i jakoś przetrwałam do końcowego dzwonka. Gdy wybrzmiał, wystrzeliłam ze szkoły jak kula armatnia, nie oglądając się za siebie. Po przebiegnięciu pewnego dystansu przeszłam w tryb marszu, łapiąc łapczywie oddech.
Doszłam do parku i rozsiadłam się wygodnie na ławce, z dala od uczęszczanych ścieżek. Oparłam się i przymknęłam oczy, czując, jak schodzi ze mnie stres. Byłam lekka jak piórko, które spadało chaotycznie w dół, po oderwaniu się od właściciela.
JUSTIN
Szedłem przez park w niezbyt dobrym humorze. Od rana nic nie układało się po mojej myśli. Najpierw zaspałem i spóźniłem się na sprawdzian, a potem upuściłem telefon, który się potłukł. Mama też była niewyraźna. Niby uśmiechała się podczas obiadu, ale parę razy zauważyłem, że jest myślami gdzie indziej. Do tego wujek i jego marudzenie. Ganiał mnie jak psa i wszystko, co robiłem, było nie tak. Nie zwracał uwagi na klientów, krzyczał, co było nie do wytrzymania. Na szczęście dzisiaj byłem tam tylko dwie godziny. Siostra również rozkładała ręce, bo do tego uparciucha nic nie docierało. Zacząłem żałować, że zgodziłem się jemu pomagać. Marzyłem tylko o tym, by wrócić do domu, włączyć muzykę i okupować łóżko.
Kiedy oderwałem wzrok od szarości asfaltu rozciągającego się pode mną, dostrzegłem znajomą postać. Siedziała na uboczu, co nie było dla mnie zaskoczeniem. To, co przed chwilą zaprzątało moją głowę, przestało mieć znaczenie, ustępując miejsca zadowoleniu. Przyspieszyłem kroku i podszedłem, starając się nie zasłonić promieni słońca. Nie chciałem, aby Nancy mnie spostrzegła i pod byle pretekstem uciekła mi sprzed nosa. Jej rude włosy mieniły się, a ona delikatnie chwytała pasma opadające na twarz i wsadzała je za ucho. Miała zamknięte oczy i smutny wyraz twarzy. Doliczyłem się pięciu brązowych piegów na zadartym nosie i przytrzymałem dłużej wzrok na pełnych, różowych wargach.
Usiadłem obok niej. Nawet tego nie odczuła i wróciłem do obserwacji. Zauważyłem, że jej usta wyschły z braku wilgoci. Zapragnąłem się nad nimi pochylić i nawilżyć, nie omijając ani kawałka. Serce mi przyspieszyło i waliło w piersi.
Oddychała płytko, a ruchy jej klatki piersiowej były praktycznie niezauważalne. Korciło mnie, aby sięgnąć do szyi, którą wyeksponowała, jak gdyby czekała na dotyk. Chciałem na nowo poczuć to coś, co emanowało z jej ciała. Nie myśląc długo, wyciągnąłem rękę i skierowałem ją w to kuszące miejsce, dotykając samymi opuszkami najdelikatniej, jak potrafiłem.
Poznawanie aksamitnej skóry nie trwało długo. Po chwili jej miękka i pulsująca szyja napięła się i stwardniała jak masa szklana. Zaprzestałem pieszczot, ale nie cofnąłem dłoni. Nancy otworzyła oczy i przekręciła głowę w moją stronę. Nie ucieszyła się na mój widok.
– Co ty robisz? Zostaw mnie – oburzyła się, krzyżując obronnie ręce na piersi.
Czekałem na to, co już znałem, ale byłem miło zaskoczony. Nie uciekła do swojego świata. Nadal była, chociaż milczała. Odniosłem wrażenie, że miała ochotę powiedzieć, co tak naprawdę myśli, ale się nie odważyła.
– Cześć. Przyjęłaś taką pozycję, że nie mogłem się powstrzymać – powiedziałem, wyszczerzając zęby w szerokim uśmiechu.
– Nie rób tego więcej – oznajmiła, wstając. – Nie jestem królikiem doświadczalnym i nie życzę sobie, żebyś sprawdzał moje odruchy.
– Boisz się, że zrobi ci się mokro pomiędzy nogami? Jesteś dla mnie zagadką, a ręce same wyrywają się w twoją stronę. – Wbiłem w nią rozbiegane oczy, dostrzegając, że z nerwem przygryza wargę.
– Jedyne, co czuję, to to, że mam ciebie dość – przyznała, wstając, gotowa do odejścia.
„Wczoraj mi uciekła. Dzisiaj na to nie pozwolę i już chyba wiem, w jaki sposób rozwiązać jej język” – pomyślałem i znów byłem tym złym. Pochwyciłem ją w pasie, dociskając do siebie, jakbym miał do tego prawo. Tak już miałem, że bezpośredniość przejmowała nade mną kontrolę. Walczyłem z tym, ale to, co mnie do tego popychało, było trudne do opanowania. Robiłem, myślałem. Tego w sobie najbardziej nienawidziłem, jednak nie teraz.
– Puść mnie! Co ty sobie wyobrażasz?
To, jak się przede mną wzbraniała, kręciło lepiej niż kokaina. Chciałem więcej takiej Nancy. Była tak wzburzona, że zapomniała o swojej nieśmiałości. Jej ręce na moim torsie, nieudolnie walczące, aby się uwolnić, jedynie mnie nakręcały.
Nie potrafiłem przestać myśleć o niej inaczej, niż o osobie, która potrzebuje porządnego kopa w tyłek, aby wyjść ze skorupy.
– Czego ode mnie chcesz? Dotykasz mnie tak, jakbym była twoją własnością. Sprawia ci to przyjemność? – Zbladła i spuściła oczy.
– Nie znam się za bardzo na zdobywaniu dziewczyn. One po prostu się pojawiały i nie wymagały tyle zachodu, ile w twoim przypadku. Próbuję jakoś przełamać lody, ale ty mi tego nie ułatwiasz. Nie wiem dlaczego, ale pragnę cię poznawać i czuć twoje ciepło. Nigdy nie doświadczyłem takiego kontaktu. Szukam kogoś, kto jest do ciebie podobny i możesz mi wierzyć, to wcale nie jest proste.
– Puszczaj! – Szamotała się i jak na tak kruchą osobę, była silna.
– Zrobię to, jeśli obiecasz, że nie uciekniesz. Usiądziemy?
O dziwo posłuchała, ale przycupnęła na krańcu ławki. Przysunąłem się i chwyciłem ją za przedramię, przesuwając palcami w dół.
– Czy to, co robię, jest naprawdę aż tak straszne? Wzbraniałaś się, jakbyś bała się, że gdy cię dotknę, rozsypiesz się na milion kawałków. Coś mnie do ciebie ciągnie i nie potrafię się powstrzymać.
Odpowiedziało mi milczenie. Wiem, że nie powinienem, ale i tak to zrobiłem. Położyłem dłoń na jej karku i przejechałem palcami wzdłuż szyi, aż do policzka, który mocno pulsował. Musiałem być stanowczy, bo gdybym czekał na jej pozwolenie, mogłoby to trwać do zimy.
Przez jej ciało przeszedł dreszcz, a do moich nozdrzy doleciał słodki zapach perfum. Jeśli niewinność roztacza taką woń, przepadłem. Przesunąłem palcami po całej długości jej ręki, a ona siedziała, jakby ją ktoś zaczarował.
Gdy dotknąłem opuszkami jej dolnej wargi, wyrwała się z marazmu. Odskoczyła tak gwałtownie, że zabrakło ławki. Skrzywiła się i cicho jęknęła, łapiąc się za lewy bok.
– Uderzyłaś się? Daj rękę, pomogę ci wstać. – Zerwałem się z miejsca, a uśmiech zniknął w okamgnieniu, ustępując miejsca zatroskaniu.
– Obtarłam się i mocno piecze – oznajmiła stłumionym głosem. Miała spuszczoną głowę, ale przez prześwity pomiędzy kosmykami włosów widziałem, że poczerwieniała. Gdy ją uniosła, po jej policzku płynęła łza.
Odruchowo kucnąłem, chcąc ją zetrzeć, ale zablokowała moją dłoń, zaciskając palce na nadgarstku. Tego się nie spodziewałem.
– Sama wstanę. – Wsparła się na rękach i opadła na ławkę.
– Pokaż mi to. – Podwinąłem jej bluzę, natrafiając wzrokiem na dość duże otarcie i coś jeszcze. Dwa siniaki w okolicy pępka.
– Daj mi spokój i idź sobie – uniosła głos, obciągając materiał.
Jej reakcja dawała do myślenia. Czy nieśmiałość była jedynym powodem jej zachowania? Już otwierałem usta, aby poruszyć temat, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałem. Przecież i tak mi nic nie powie, a jedyne, co osiągnę, to widok jej pleców, gdy będzie odchodzić.
– Nie jest źle. Szybko się zagoi. – Targała mną bezsilność, bo chociaż prawie jej nie znałem, serce mi się ścisnęło na myśl, że mogę mieć rację albo po prostu szukam dziury w całym i najzwyczajniej zrobiło mi się jej szkoda.
– Chcę zostać sama, a ty ciągle mi przeszkadzasz. Bawisz się mną, jakbym była bezduszną i pozbawioną uczuć lalką. Przekazujesz przez kuzyna swój numer telefonu, jakbyś był pewien, że na ciebie polecę. Założyliście się, że nie zdołam ci odmówić, bo kto o zdrowych zmysłach odtrąciłby takiego przystojniaka? – wyrzuciła te słowa z takim zacięciem w głosie, że na chwilę się wyłączyłem, myśląc: czy to ta sama dziewczyna, która jeszcze pięć minut temu bała się oddychać?
Z sekundy na sekundę mnie czymś zaskakiwała. Ani groźbą, ani prośbą nie mogłem nic wskórać i nie wiedziałem, co dalej. Ręce mi opadały, ale nie zamierzałem odpuścić. To, co było pomiędzy nami, te wszystkie emocje dryfujące w powietrzu wręcz nakazywały, by nie dać jej odejść. Poza tym! Jej oczy skrywały coś więcej i chciałem wiedzieć co.
– To, że tutaj jestem i staram się, abyś troszkę wyluzowała i dała się poznać, nie oznacza, że zamierzam cię wykorzystać ani nabijać punkty u chłopaków, bo mam taki kaprys!
– Właśnie w tym kontekście o tobie pomyślałam. Niesłusznie? Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
Zabolało mnie, że postrzega mnie w taki sposób, jednak sam byłem sobie winny. Co ja sobie wyobrażałem? Nie myślałem i tu był pies pogrzebany. Kiedy skoczyło mi ciśnienie, już wiedziałem, że nie zapanuję nad bestią, która szykowała słowa, by wypchnąć mi je z gardła.
– Może i jesteś ładna, ale tak wycofana, że zaciągnięcie cię do łóżka zajęłoby wieki. Od razu widać, że nie masz doświadczenia i ostatnie, co chciałbym ci powiedzieć, to to, że jeśli nie potrafisz odczytywać intencji, to pozostań przy tym, co umiesz robić najlepiej. Uciekaj przed życiem i buduj coraz grubszy mur.
Ugryzłem się w język trochę za późno. Spojrzała na mnie takim wzrokiem, że pożałowałem swoich słów. Przymknęła powieki, a gdy je uniosła, z kącików zaczęły wypływać wilgotne kropelki, trzęsąc się tak samo, jak ona.
Nastała krępująca cisza. Nagle wstała, pochwyciła plecak i zaczęła iść w stronę przejścia dla pieszych.
– Kurwa mać – rzuciłem przez zaciśnięte zęby, zauważając, jak ociera łzy, które wywołałem swoimi zbyt daleko idącymi odzywkami. Pochyliłem się i wsparłem ręce na kolanach, patrząc na jej malejącą sylwetkę. Wpadła mi w oko, ale nie miałem zielonego pojęcia, jak do niej podejść, aby zaczęła traktować to, co mówię i robię poważnie. Miała o sobie tak niskie mniemanie, że…
Przerwałem gdybanie, wstając i kierując się w stronę domu.
5 komentarzy
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
LaszloFoka
Ja nie będę pisał , że Justin to a Nancy tamto.No i jeszcze Amber , Hannah i Aiden.Napiszę , że naprawdę fajnie się to czyta.Widać , że jesteś dojrzałą autorką.Mam wiele książek w swojej bibliotece i chciałbym wkrótce zobaczyć w niej Twoją."Joan Tiger.Podcięte skrzydła."Serdecznie pozdrawiam.
unstableimagination
Jestem pod wrażeniem Amber – bardzo ekscytujący kawałek z jej perspektywy. Namiętność aż kipi i udziela się czytelnikom. Dziewczyna kombinuje, ale mam wrażenie, że ją rozumiem.
Oczywiście wciąż najbardziej kibicuję płomiennowłosej.
Co do Justina, to nie nie podoba mi się, jak traktuje Nancy. On chce kopnąć ją w tyłek by wyszła ze skorupy, a może to jemu przydałoby mu się dać w ryj?
Doskonale przedstawiłaś jego porywczość i działanie przed myśleniem.
Shadow1893
@unstableimagination , dzięki za komentarz. Płomiennowłosa jest pomiędzy tym wszystkim jak piąte koło u wozu. Oj, nie lubisz ty Justina! Z czasem będziesz chciał go rozszarpać, a nawet udusić. Cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam.
Jedrekmast1973
Czasem jest potrzebny taki ktoś w życiu , kto pomoże wyjść ze skorupy i zacząć oddychać pełną piersią.Ile jest takich Nancy ...I ilu Justinów.Jednak znaleźć kogoś takiego nie jest łatwo.Czy dobrze , nie wiem. Chcę wierzyć , że coś z tego będzie.Że Justin i Nancy są sobie przeznaczeni...Bardzo fajnie się to czyta.Człowiek się wciąga i chce wiedzieć więcej ....A więc do roboty!😜Czekam na ciąg dalszy.
BRAWO!
Shadow1893
@Jedrekmast1973 , dzięki za komentarz. Ja również trzymam za nich kciuki. Zobaczymy, czy te dwa przeciwieństwa dadzą radę się dogadać. i pokonać przeszkody. Pozdrawiam.
Marigold
Ja się zaczynam bać! Gdyby to była książka, to teraz zerkałabym na ostatnie strony, żeby się dowiedzieć jak to się skończy! Mam cichą nadzieję, że jednak dobrze.
Justin i Nancy walczą ze swoimi demonami. Czasami tacy ludzie są w stanie sobie nawzajem pomóc, niestety, ale częściej jest to związek destrukcyjny. Zobaczymy jak ta relacja się rozwinie. No i jest jeszcze Amber i Aiden, którzy knują coś bardzo niedobrego.
Powoli robi się z tego nie dramat, a thriller! Oj wciągnęłam się i to jak!
Ode mnie masz sto łapek
Shadow1893
@Marigold, to nie horror, spokojnie. Zakończenie nie skończy się dobre dla każdego. Justin i Nancy... Dużo przed nimi wzlotów i upadków. Aiden z Amber już namieszali i jak to wyjdzie, będzie gorąco... A to dopiero początek. Cieszy mnie, że się podobało. Dzięki za fajny komentarz.
Pozdrawiam.
Jammer106
Dobre, nawet bardzo dobre. Sugeruję jednak zmienić kategorię na erotyczne, bo opisy są dość dosadne.
Interesuje mnie co to jest wyściółka pochwy, bo z takim pojęciem spotkałem się po raz pierwszy.
Pozdrawiam.
Shadow1893
@Jammer106, miło mi, że zajrzałeś. Nie spodziewałam się! Cieszy mnie, że tekst się spodobał i dzięki za komentarz. "Wyściółka pochwy" - zapewne odbiega od kontekstu, jednak jakoś mi to słowo po głowie krążyło, przywołując takie ciepło, komfort, otulenie, miękkość. Pojęcie jakowe nie istnieje. Od czasu do czasu zdarza mi się użyć dziwnego połączenia. Co do kategorii. Myślałam nad tym i zdecydowałam pominąć erotykę jako kategorię. Czy słusznie? Nie wiem.
Jeszcze raz dzięki. Pozdrawiam!
Jammer106
@Shadow1893
Dokopałem się i istnieje taka definicja, tylko zakopana dość głęboko. To dokładnie błona śluzowa pochwy, tylko to pojęcie jest ni medyczne ni.. ale istnieje i to ja wyszedłem na głupka. Sorki. Jak najbardziej jest to prawidłowe i zgodne. jak to czasami się człowiek uczy. Zapisuje sobie i kiedyś tam pewnie skorzystam.
Pominiecie erotyki uważam za błąd. Mamy odważne opisy stosunku, odważne słownictwo, to nie ciumki na leśnej polance, chwycenie za udo. posmyranie po piersiach lub ptaszku. Jest to EROTYKA, a nie PORNOGRAFIA, to musze stwierdzić jasno.
Pozdrawiam serdecznie.
Shadow1893
@Jammer106, dałeś mi do myślenia i masz rację. Jest erotyka, to trzeba ją uwzględnić. U mnie zawsze był horror i fantasy, więc te inne kategorie... dylemat!. Dzięki.