JUSTIN
Gdy zamknąłem za sobą drzwi, głęboko zaczerpnąłem powietrza, a kuzyn podał mi otwarte piwo. Zawahałem się, ale machnąłem ręką – to w końcu Aiden. Kiedyś napiłem się takiego trunku i wylądowałem na izbie przyjęć z silnym zatruciem. Od tamtej pory byłem ostrożny. Wziąłem łyk, obserwując, jak odpala papierosa i wzdycha z ulgą. Przy bliskich nie palił i starał się ograniczać, gdy wiedział, że ma kogoś odwiedzić. Bał się, że wyczują specyficzny zapach i będą mu suszyć głowę. Palił od piętnastego roku życia, a w październiku będę się bawił na jego osiemnastce.
Czerwcowy wieczór był nadzwyczaj ciepły, a co najważniejsze, nie padało – nie lubiłem chodzić w deszczu. Spojrzałem w niebo, wpatrując się w księżyc. Sierp majaczył w oddali.
– Jeszcze chwila, a wyszedłbym z siebie. Zaczynało mnie nosić – stwierdził, rozglądając się po okolicy. Gdy upewnił się, że nikogo nie ma, przechylił butelkę i wypił pół piwa naraz.
– Zauważyłem, dlatego się nie rozsiadałem i nie wchodziłem w dyskusję. Jak się rozgadają, to zdania nie wtrącisz, a wyjść tak po prostu nie wypada. Dobrze się maskujesz i wierzą, że rzuciłeś.
– Pij i idziemy. – Odgasił niedopałek i odpalił kolejną fajkę.
Dopiłem, wrzuciłem butelkę do kosza i ruszyłem za nim.
– Kiedy byłem się przebrać, zadzwoniła Amber i będzie dopiero o dziewiątej, więc mamy trochę czasu. Pomyślałem, że jest ciepło, to może skoczymy do parku.
– W godzinę zdołałeś się ubrudzić i gdzie je schowałeś? Były w torbie?
– Nie, zostawiłem na dole – przyznał.
– Mam nadzieję, że zabrałeś je z mojego pokoju. Jeśli nie, to twoja ulubiona bluza wyląduje w koszu razem z resztą.
Nie odpowiedział.
Dużo się zmieniło przez te kilka miesięcy. Aiden naprawił relację z Amber, a przecież kłócili się o byle co i przez jakiś czas ze sobą nie rozmawiali. Nie ukrywam, zdziwił mnie taki obrót sprawy. Gdyby jeszcze pogodził się z Kim, to byłby kosmos. Jedyne, co nie uległo zmianie, to Aiden przebierający się co najmniej dwa razy dziennie.
Przeszliśmy przez pasy i pięć kroków później byliśmy w parku. Nie w tym, w którym bujałem się z towarzystwem sprzed odwyku, ale byłem już na tyle podchmielony, że dałbym radę wejść i do tamtego. Było wyjątkowo dużo ludzi i minęło sporo czasu, zanim znaleźliśmy coś do siedzenia. Gwarno, tłoczno i duszno, chociaż przebywałem na świeżym powietrzu.
– Nic się tutaj nie zmieniło. Może drzewa trochę urosły. Te same ścieżki, poobdzierana farba. – Zaczynałem się czuć beztrosko. Alkohol spełniał swoje zadanie, coraz częściej się śmiałem i zapominałem o wcześniejszych obawach. Hamulec został zwolniony.
– Nie odnawiają, bo szkoda zachodu. Za tydzień będzie tak samo – powiedział, siadając na oparciu ławki.
– Przydałoby się skoczyć do sklepu. Będziemy tak siedzieć na sucho? Ten w bramie będzie otwarty?
– Już dawno go zamknęli. Teraz wszyscy z okolicy chodzą do Asda albo Tesco. Poza tym chyba wystarczająco się wyluzowałeś. W klubie sobie kupisz.
Miał rację. Dobrze wchodziły, lecz z każdym kolejnym… Upiję się, zanim tam dotrę. Odwróciłem wzrok od kuzyna grzebiącego w telefonie i zamarłem. Wybałuszyłem oczy na dziewczynę o tak intensywnym odcieniu rudych włosów, jakiego w życiu nie widziałem. Jaśniały w półmroku jak płomień i mogłem bez ogródek powiedzieć, że „raziły”.
– Widzisz to, co ja?
– Co? – Wzniósł oczy znad ekranu i rozejrzał się dokoła, drapiąc palcem po nosie.
– Tam. Muszę ją poznać. Wstawaj, idziemy.
– Justin, stój, gdzie cię niesie?! – Poczułem mocne szarpnięcie. Odruchowo strąciłem rękę kuzyna z ramienia i poszedłem dalej. Uśmiechnął się sztywno, jakby chciał dodać: „Dlaczego jesteś taki uparty?”
Te włosy mnie przyciągały i jedynie śmierć mogła mnie powstrzymać przed przyjrzeniem się ich właścicielce z bliska. Samozaparcie nagle spadło na mnie, a ja nie kontrolowałem tego, często plując sobie później w brodę. Najpierw robiłem, później myślałem, ale w tym przypadku coś kazało mi do niej podejść. Szybko zorientowałem się, że to typ dziewczyny, z którym rzadko miałem do czynienia. Otaczałem się osobami odważnymi, silnymi i niejednokrotnie bezczelnymi. Jeszcze byłem daleko, a ona już spuściła głowę.
– Cześć. Nie przeszkadzam? Jakieś plany na wieczór?
– Zapraszał cię ktoś? Odejdź i idź, gdzie miałeś iść! – Pulchna dziewczyna o dużych, niebieskich oczach i blond włosach do ramion nie była do mnie miło nastawiona.
– Chcę się przywitać, a ty traktujesz mnie jak wroga. To chyba nie jest zabronione? – Zmrużyłem oczy i przesunąłem się w prawo, by bez przeszkód móc patrzeć na tę stojącą nieruchomo istotę. Denerwowała się i chyba zarumieniła, ale włosy przysłaniały jej twarz.
– Zważaj na słowa. – Niski grubas ścięty na jeżyka stanął pomiędzy nami jak obrońca stada. – Nie obrażaj jej. Nic ci nie zrobiła.
– Wciska się w mój monolog, który jej nie dotyczy, do tego wyszczekana. – Zrobiłem groźną minę, przenosząc na nią wzrok.
– Justin, odpuść, ja ich znam. Chodź, idziemy.
– Nie i nie szarp mnie. Skoro ich znasz, to przedstaw mnie tej rudej. – Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
– To jest Nancy Morgan i chodzi ze mną do klasy. Wiesz już, więc rusz dupę, bo nie mam zamiaru świecić za ciebie oczami. Znów zachowujesz się jak gbur. Wiesz, że nienawidzę, gdy to robisz.
Nie słuchałem. Byłem tak pochłonięty taksowaniem, że wyłączyłem mózg na jego przytyki. Coś przyciągało mnie do niej, więc podszedłem bliżej, oblizując wargi. Cały czas wpatrywała się w ziemię, a ja pragnąłem zobaczyć jej twarz.
– Zostaw ją! Nie widzisz, że się ciebie boi! – zareagowała pulchna dziewczyna, łapiąc mnie za rękę, którą zamierzałem pogładzić Nancy po policzku, by dodać jej otuchy.
– Wyluzuj, przecież nic jej nie zrobię. Chcę tylko zobaczyć jej oczy. – Jej zachowanie zaczynało mnie irytować i podnosić ciśnienie.
Ponowiłem próbę, dotykając jej drobnego ramienia; podskoczyła. Po palcach przeszedł mi prąd. Stanowczym ruchem chwyciłem ją za brodę i uniosłem głowę. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz. To, co poczułem pod opuszkami palców, było nie do opisania. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego.
– Spojrzysz na mnie, czy mam cię do tego zmusić?
– Ja…
– Justin, do cholery, przestań! – wtrącił Aiden, nie mając już do mnie siły.
Po raz kolejny mnie szarpnął, co przestało być zabawne, a moja zła natura zaczynała się budzić. Do tego zabrał głos, kiedy Nancy zaczynała nabierać odwagi, co zbulwersowało mnie najbardziej. Byłem grzeczny, nic złego nie robiłem, a oni mnie stopowali.
– Jeszcze raz poczuje twoje łapska, to pożałujesz. A ty się uspokój, rozumiesz? Chcę, tylko by Nancy spojrzała mi w oczy, tyle. – Zazgrzytałem zębami.
– Zostaw ją i spadaj – rzuciła, częstując mnie grymasem rozdrażnienia. Zastanawiałem się, kto z tego towarzystwa ma jaja – ona czy on? Wychodziło na to, że ona.
– Aiden, wytłumacz panience, że nie lubię się dwa razy powtarzać. – Przechyliłem głowę, napotykając na jego twarzy wyraz zniesmaczenia przeplatający się z gniewem.
– Nancy, spójrz na niego, to da ci spokój. – Aiden stanął obok niej i, o dziwo, nie podważył mojej prośby, tylko mnie poparł.
Ani drgnęła, za to oddychała szybko i płytko.
– Nie, to nie. – Chwyciłem ją ponownie za podbródek, lecz tym razem, poza tym cudownym prądem i dreszczem, napotkałem przerażony wzrok wypełniający miętowe źrenice. Utonąłem w nich, chociaż nie dane mi było długo spoglądać. Mógłbym tu stać i nie robić nic innego.
Wzdrygnąłem się i cofnąłem rękę. Nancy spuściła głowę. Tego spanikowanego spojrzenia nie da się zapomnieć. Wręcz proszące, abym przestał. Bała się tak bardzo, że ledwo utrzymywała ciało w pionie. To było dziwne. Zrobiło mi się głupio i dotarło do mnie, że przesadziłem, jak zwykle po fakcie.
– Przepraszam. – Naciągnąłem kaptur na głowę, chcąc ukryć wstyd i fakt, że najchętniej zapadłbym się pod ziemię. Spuściłem wzrok, spiąłem mięśnie, odwróciłem się na pięcie i ruszyłem tam, skąd przyszedłem.
– Wybaczcie, on już tak ma. – Dolatywało do moich uszu, jak Aiden tłumaczył mój wyskok, a po chwili usłyszałem jego kroki za plecami.
– Wstyd z tobą gdziekolwiek chodzić. Nancy to skryta i płochliwa osoba, a ty jeszcze dolałeś oliwy do ognia. Z nikim nie rozmawia poza tą dwójką, waży każde słowo, a na przerwach po prostu znika – oznajmił, a ja zerknąłem przez ramię, widząc, jak pulchna tuli ją w ramionach.
– Wiesz, jaki jestem, więc nie wtykaj mi. Przesadziłem, ale przecież nie chciałem wiele. Popłacze i nic jej nie będzie.
Przed oczami cały czas miałem widok jej zlęknionej twarzy. Dlaczego musiałem odwalać takie krzywe akcje? Co jest ze mną nie tak?
– Tak, popłacze i już? – spytał, unosząc ręce, jakby miał ochotę dać mi w zęby.
– Tak.
– Teraz się dopiero zamknie w sobie, ale ciebie to gówno obchodzi. Osiągnąłeś cel, brawo! Postaw się na jej miejscu i wyobraź sobie, co ona przeżywa po spotkaniu z takim Neandertalczykiem.
– Koniec tematu, zrozumiałem przekaz.
– Wątpię.
Czułem się fatalnie, ale starałem się to ukryć. Kiedy spostrzegłem, do którego klubu zmierzamy, westchnąłem. Nie miałem z nim dobrych wspomnień, nawet mnie z niego wyrzucili, i to parokrotnie.
– Thirst Bar, naprawdę?
Odpowiedzią było milczenie i wymowne spojrzenie, którym mnie obdarzył.
***
Drogę umilała nam coraz głośniejsza, elektroniczna muzyka. Gdy weszliśmy do środka, zderzyłem się ze ścianą ludzi. Wszystkie loże, miejsca przy barze i na sali były zajęte, a DJ kiwał się za konsoletą, wymachując rękami.
Szedłem za Aidenem, uważając, aby od kogoś nie oberwać, bo tłum szalał na całego. Gdy przeszliśmy przez najgorsze, mogłem się w końcu rozejrzeć, a nuż wypatrzę Nancy, o której, pomimo usilnych prób, nie potrafiłem przestać myśleć.
Wsparłem się plecami o słup, odprowadzając kuzyna wzrokiem. Lawirował, próbując dotrzeć do baru. Temu przybił piątkę, tę przytulił, z tym pogadał, inny go ciągnął, by usiadł… Czułem się nieswojo, do tego żadnej znajomej twarzy. Ten klub nie był najlepszym pomysłem, jednak pocieszałem się myślą, że niebawem zobaczę Amber i wskoczę na odpowiednie tory… Gdzieś w życiu się pogubiłem, do tego rozzłościłem Aidena i stracił chęć do zabawy. Żyłem, ale…
Odwróciłem się, słysząc „Sto lat”. Grupa ludzi wznosiła toast za solenizanta, który stał na stole. Gdy zerknąłem przez ramię, sprawdzając, na jakim etapie z zakupem jest Aiden, ujrzałem zgrabną brunetkę z długimi nogami, przysłoniętymi małą czarną. Uśmiechnęła się do mnie, zarzucając włosami.
– Jak ja się za tobą stęskniłam, przystojniaku. – Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo wcisnęła mi język do ust, penetrując bardzo dogłębnie. Odwzajemniłem się i po upływie kilku sekund czułem jej ręce na plecach. Ocierała się o mnie i mruczała do ucha.
– Cześć, śliczna, dawno się nie widzieliśmy. – Odstąpiłem, podziwiając jej piękne ciało.
Na wspomnienie tych krągłości bez ubrania, aż mi bryknął. Byliśmy ze sobą przez jakiś czas, ale poznałem Holly i się zakochałem. Czy dobrze znałem Amber? Nie bardzo, ponieważ nasza relacja kręciła się wokół seksu, a na rozmowę zwyczajnie brakowało czasu.
– Świetnie wyglądasz. Mam ochotę cię schrupać, tutaj, teraz – rzuciła, patrząc zalotnie spod wytuszowanych rzęs, a jej brązowe oczy płonęły z pożądania.
Mała, kobieca dłoń ocierała się o moje krocze. Westchnąłem, bo już dawno nikt mnie tam nie dotykał. Gdy wyczuła, że objętość w slipach się powiększyła, jej ręka powędrowała pod spodnie. Bawiła się penisem, mając wszystkich i wszystko gdzieś.
– Nie będę pytała, jak było na odwyku. Aiden mówił, że tylko tortury skłonią cię do uchylenia rąbka tajemnicy. Zważywszy, że moje czary słabo na ciebie działają, no, może poza seksapilem, nie będę dopytywać. Czas cię otworzy, a ja, jakby ci się zapomniało, jestem dla ciebie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Aidenowi wreszcie udało się do nas dotrzeć. Podał mi piwo, tym razem zamknięte, i pokiwał głową.
– Musicie to robić akurat tutaj. Pewnego dnia zastanę was, jak się pukacie w loży, a gapie będą wam dopingować i nagrywać. Idźcie do kibla albo za klub.
– Co cię ugryzło? – zagadnęła, nieznacznie się cofając.
– Jego spytaj. Od paru godzin na wolności, a już nawywijał. Przeszła mi ochota na zabawę – przyznał posępnym głosem.
Opowiedziałem jej, co zaszło w parku. Kiedy padło imię Nancy i porozumiała się z Aidenem bez słów, zyskując potwierdzenie, że chodzi o Nancy z jej szkoły, wybuchnęła śmiechem.
– O to się boczysz? Od kiedy jesteś takim samarytaninem? Parę dni temu z rozbawieniem opowiadałeś, jak wpadła na lekcję spóźniona, potknęła się i upadła.
– To zupełnie co innego. Zresztą, nieważne. – Spiorunował ją wzrokiem i uśmiechnął się krzywo. – Nie przyszedłem tutaj, aby rozmawiać o Nancy. Jack ma urodziny, wynajął lożę i nas zaprasza. Idziemy?
Spojrzałem na Amber. Porozumiewaliśmy się wzrokiem. Przepłynęło pomiędzy nami mnóstwo emocji.
– Wszystko jasne. Piąta loża od strony drogi i nie każcie na siebie czekać do rana – zakomunikował.
Amber nie potrzebowała zachęty ani powtórzeń. Pociągnęła mnie za rękę. W locie wcisnąłem Aidenowi butelkę w dłoń. Sprawnie wyminęliśmy tancerzy, ale przed toaletą mina mi zrzedła. Kolejka, i to długa.
– Chodź. – Weszliśmy po schodach i idąc parę metrów wąskim korytarzem, natrafiliśmy na barczystego mężczyznę z papierosem w ustach. Wyglądał jak mafioso. Zacięte rysy twarzy i ostry wzrok. Jednak gdy podeszliśmy bliżej, uśmiechnął się, puszczając do Amber oczko.
– Hej, dasz nam klucz do toalety, bo na dole oblężenie?
– Cześć, piękna, przyparło? – zapytał z nutą zazdrości w głosie, wyjmując z kieszeni to, o co prosiła.
– Wiesz, jak to jest za młodu – zaszczebiotała i szybko otworzyła drzwi, wpychając mnie do środka.
– Kto to był?
– Ochroniarz, chociaż w garniturze, i dobry znajomy mojego brata. Znamy się od dawna i gdy tylko...
– Ilu tutaj przyprowadziłaś? – przerwałem jej, unosząc pytająco brwi.
– Jesteś drugi. Nie zapraszam tutaj byle kogo.
– A pierwszy?
– Dan. Zazdrosny? – Jej oczy rozbłysły.
– Nie, ciekawość.
Znałem go dobrze. Amber spotykała się z nim osiem miesięcy i była naprawdę szczęśliwa, aż do dnia, w którym z powodu awarii rury w szkole wróciła szybciej do domu. Umalowała się, wystroiła i postanowiła zrobić ukochanemu niespodziankę. Wyszło tak, że to na nią czekała niespodzianka. Dan z jej najlepszą przyjaciółką na kuchennym stole w miłosnym uścisku.
Kiedy oswajałem się z myślą, że ochroniarz może stać pod drzwiami i nasłuchiwać, Amber zdążyła rozpiąć mi spodnie, uwolnić męskość, wziąć do ust i postawić na baczność. Wiedziała, jak się to robi. Im intensywniej ssała, tym mocniej spinałem pośladki i napierałem. Gdy uznałem, że wystarczy, pomogłem jej wstać z kluczek i dałem klapsa.
Odwróciła się do mnie plecami, podwinęła miniówkę, spuściła majtki i wypięła tyłek. Przejechałem palcami po cipce, zderzając się ze sporą ilością śluzu, a ona wyszczerzyła się i ocierała tyłkiem o nabrzmiałą męskość. Włożyłem prezerwatywę, którą wyjąłem z tylnej kieszeni i wszedłem w nią mocnym pchnięciem, aż wsparła się o ścianki kabiny. Posunąłem ją paręnaście razy, dochodząc bardzo szybko.
– Później ci dogodzę. Teraz sama rozumiesz. Długo nikogo nie miałem. – Ogarnąłem się, poprawiłem ubranie i odwróciłem ją, kładąc dłonie na piersiach. Zajęczała z rozkoszy, ekscytując się pieszczotą. Pocałowałem ją jeszcze i dołączyliśmy do Aidena siedzącego w towarzystwie czterech mężczyzn i dwóch dziewczyn. Był w znacznie lepszym humorze.
– No, nareszcie. – Jack przywitał nas szerokim uśmiechem, odgarniając blond pasmo z czoła.
– Najlepszego – powiedziałem, wyciągając ku niemu rękę.
Wstał i przybiliśmy sobie piątkę, po czym przycupnąłem obok Aidena. Do Amber się przykleił, ale szybko przywołała go do porządku i siadła na moich kolanach. Jack wzruszył ramionami, jakby dotarło do niego, że nie ma u niej szans. Usadowił się obok, postawił przed nami butelki piwa i zaczął przesłuchanie. Rozmowa się nie kleiła. Na dziesięć jego pytań, odpowiadałem na jedno, i to jedynie wtedy, gdy nie miało związku z odwykiem. Szybko się ode mnie odczepił i skupił uwagę na reszcie towarzystwa.
Czas upływał nam na piciu alkoholu i mówieniu, co ślina na język przyniesie. Około jedenastej byłem już mocno znużony, więc pożegnaliśmy się i podeszliśmy do Aidena, który nie schodził z parkietu. Oznajmiłem mu, że wychodzimy i ruszyliśmy do Amber. Byłem z siebie dumny. Nikogo nie pobiłem ani nie zwyzywałem, ale może to dlatego, że wciąż rozmyślałem o tym, jak podle zachowałem się wobec Nancy.
***
Zamek w drzwiach zazgrzytał, a następnie otworzył się z cichym skrzypieniem. Amber weszła pierwsza, kierując się do salonu, by zbadać teren, a ja udałem się do jej pokoju.
– Pijany i raczej nie wstanie do rana, a nadymione. Musiałam otworzyć okno – oznajmiła, wchodząc do środka.
– Tutaj również nic się nie zmieniło. – Podszedłem do niej, porwałem w ramiona i zamknąłem usta pocałunkiem.
Serce biło mi jak oszalałe. Najchętniej wziąłbym ją od razu, jednak coś jej tam przecież obiecałem. Najbardziej ceniłem to, że działała, nie gadała, a w łóżku potrafiła zaskoczyć i przez całą drogę mnie prowokowała. Mało brakowało, a skończylibyśmy na ławce lub pod drzewem. Z trudem panowałem nad sobą.
– Zamknij na klucz – poprosiłem.
Nie zrobiła tego, więc wyręczyłem ją. Wróciłem niezwłocznie i zacząłem zsuwać z niej sukienkę. Nie miała stanika. Jędrne, pełne piersi wyjrzały spod materiału, falując kusząco. Oblizałem wargę, zachwycony tym, co miałem przed sobą, a po chwili już je ugniatałem.
– Jak mi tego brakowało…
– Tyle czasu na ręcznym, ja bym nie wytrzymała – przyznała, wzdrygając się pod dotykiem mojej ciepłej dłoni, która gładziła jej plecy.
Rzeczowo i na temat. Najdłuższa przerwa w moim życiu. Gdy poznałem Holly, skoki w bok odeszły w zapomnienie. Amber? Minęły już dwa lata, odkąd jej nie smakowałem.
Buziaki przestały mi wystarczać, więc poszerzyłem pole działania. Zacząłem od szyi. Sunąłem po niej językiem, a Amber prężyła się i wzdycha. Pochyliłem się i sięgnąłem cycków. Aż się prosiły, aby zdjąć z nich kropelki potu i podrażnić sutki. Amber pojękiwała, zachęcając mnie, abym dał z siebie więcej. Uwielbiała, gdy ją rozgrzewałem i stawiałem nad przepaścią, z której nie było odwrotu. Bywały dni, że pieściliśmy się godzinami, kochaliśmy, znów pieściliśmy, aż opadliśmy z sił.
Była już nieźle rozpalona, namierzyła męskość wbijającą się w jej miednicę i pocierała przez materiał. Odnalazłem jej kuszące usta i napierałem na nią ciałem. Nawet nie zauważyłem, że mam rozpięty rozporek, ale rozwijającą się na penisie prezerwatywę już tak.
– Doprowadzasz mnie do białej gorączki – sapnąłem jej wprost do ucha, czując palce na członku i dłoń sunącą po torsie. Zdjąłem stopami spodnie, o mało się nie wywracając i odkopnąłem.
– Ciii. – Jej oczy były mocno przymglone i trudno było dostrzec ich naturalny kolor. Gładziła penisa, który wzniósł się do pępka i podszczypywała twarde jądra. Całym sobą reagowałem na zmianę położenia jej palców.
– Zaraz eksploduję – mruknąłem, odzyskując na chwilę logiczne myślenie, by zapanować nad demonem, który mnie ponaglał. Uniosłem Amber i wziąłem na ręce, ruszając w stronę łóżka, które niezaścielone przyciągało jak magnes.
Wypuściłem drżące ciało z ramion, opadło delikatnie w jasną pościel. Zdjąłem jej majtki. Stęknęła, gdy sunąłem językiem w dół. Niecierpliwa ręka dotarła w końcu do pulsującego punktu, ocierając się o jego wilgotność. Amber wygięła się w łuk i pisnęła.
Zacząłem przypominać sobie jej myszkę, rozcierając lepki śluz pomiędzy palcami. Wszystko we mnie błagało, aby zakończyć tę zabawę i wejść w nią natychmiast.
Zapatrzyłem się na jej drżące uda, aby po chwili wcisnąć pomiędzy nie głowę, odnajdując źródło kobiecości, które przygryzłem delikatnie zębami. Jęknęła, gdy wargi dotknęły płatków, a kiedy dołączył zwinny język, zadrżała.
Zacząłem lizać i zasysać łechtaczkę. Amber pochwyciła mnie za włosy, przyciskając głowę mocniej. Była na skraju, wiercąc się na wszystkie możliwe sposoby. Zdjąłem górną część garderoby, bo zaczynało się robić gorąco. Jej podziw w oczach na widok mojej nagości był wymowniejszy niż tysiąc słów. Wyszczerzyłem zęby, pochwyciłem za pośladki i przyciągnąłem, wchodząc w nią bez pośpiechu. Była gorąca, ciasna, a poruszanie się w niej…
Szybko odnaleźliśmy wspólny rytm. Długie nogi skrzyżowane na plecach wbijały mnie w nią jeszcze głębiej. Musiałem zwolnić. Przekręciłem ją na siebie, aby poujeżdżała mnie trochę, a sam zająłem się jej krągłościami.
Skakała na mnie leniwie, a jej włosy łaskotały, gdy wznosiłem się, kradnąc pocałunki albo łapiąc za pośladki, dając klapsy.
– Chodź tutaj. – Znów byłem na niej, goniąc szybkim tempem, aż brakowało tchu, a pot ściekał po plecach.
– Mocniej – błagała.
Wcisnąłem dłoń pomiędzy splecione ciała i zacząłem pieścić łechtaczkę. Amber przemieniła się w lwicę i ślady po paznokciach na długo pozostaną na moich plecach. Chciałem, aby intensywnie czuła przyjemność, jaką starałem się jej dać.
Zamierzałem wypełniać ją jak najdłużej i pozwolić penisowi napawać się chwilą, jednak ona miała inny plan i wymuszała finisz. Pchnięcia były coraz szybsze, a odgłosy zbliżającego się apogeum głośniejsze. Sapałem i macałem jej ponętne ciało. Oderwała plecy od pościeli, opadła, zaciskając pięści na prześcieradle. Pod palcami czułem spazmy trwającej rozkoszy.
– Justin! – krzyknęła, spinając mięśnie i spojrzała mi głęboko w oczy. Zdążyłem z niej wyjść, ściągnąłem prezerwatywę, rzuciłem na podłogę, wystrzeliłem nasienie na jej brzuch i ległem obok. Nigdy nie kończyłem w środku. Oddychaliśmy głośno. Odnalazłem jej usta i przytuliłem, aby czuć tę bliskość jak najdłużej. Odwzajemniła się i spleceni w żelaznym uścisku, patrzyliśmy na siebie.
Policzek lepił się jej od potu, kiedy kładła mi głowę na torsie. Penis nadal stał, więc poprowadziłem na niego jej dłoń.
– Teraz czuję, że żyję.
–I vice versa. Zostaniesz?
– Wiesz, że bym chciał, ale muszę wracać. Mama będzie się martwić i znów zawali noc.
– Rozumiem. – Zrobiła skwaszoną minę.
Gdy oddech powrócił do normy, wstałem, ubrałem się i patrząc chwilę na jej ponętne ciało, pożegnałem moją Afrodytę pocałunkiem, znikając za drzwiami.
3 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Jedrekmast1973
Mówiłem, że Twoje opowiadania wciągają...
Jedrekmast1973
Marigold
Pojawienie się Nancy i Amber - dwóch jakże różnych dziewcząt - znacząco zagęszcza atmosferę. Jestem bardzo ciekawa, jak Justinowi uda się zbliżyć do Nancy. Super się czyta tę historię!