JUSTIN
Leżałem spocony w łóżku, łapiąc łapczywie oddech po stosunku, a palce lewej dłoni Amber gładziły mój tors. Przeciągnęła się leniwie, uniosła głowę z mojego brzucha i wstała, kierując się w stronę leżących na fotelu ubrań. Odprowadziłem wzrokiem jej idealne ciało, a w mojej pamięci nagle pojawił się obraz Nancy i jej małych piersi, które przylgnęły do mnie, gdy w parku wręcz ją w siebie wcisnąłem.
– Amber, idź do sklepu, bo wino się skończyło! – dobiegło z głębi mieszkania.
– Zaraz! – odkrzyknęła, zakładając podkoszulek i jeansy.
– Macie do niego anielską cierpliwość. Na waszym miejscu wywaliłbym go z domu. Twoja matka haruje, a on wygniata kanapę. Nigdy tego nie rozumiałem. Przecież nie musi. Ken spokojnie was utrzyma.
– Mama nie chce. Jak powiedziała: „Przywykłam do tego, jak jest. Nie zamierzam nic z tym robić”. Poza tym, lubi swoją pracę. Ojciec nie jest agresywny. Po paru łykach zasypia jak dziecko.
Pan Davies był alkoholikiem, który spędzał całe dnie przed telewizorem, opróżniając kolejne butelki. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział go poza domem, nie wspominając o trzeźwości.
– Wasz dom, wasze zasady. Nawet nie jest świadomy, kto przewija się po mieszkaniu.
– Nie musi. Nikt niepowołany tutaj się nie zapuści. Mówisz tak, jakbyś zapomniał, że nawet gdy Kena nie ma, ściany mają oczy i uszy – stwierdziła, zakładając skarpetki.
Co racja, to racja. To, że przez ostatnie pół roku siedział i oglądał świat przez kraty, nie oznaczało, że nie był na bieżąco. Był, i to jeszcze jak. Obracał się w nieciekawym towarzystwie i zdarzało mu się podnosić rękę na kobiety. Nienawidziłem damskich bokserów i kiedyś, gdy zamachnął się na matkę w kuchni, sprzedałem mu parę strzałów, aż upadł na podłogę. Też oberwałem, ale lekko. Kolejnego dnia, gdy szedłem do szkoły, dopadło mnie dwóch wyrostków, kulturalnie dając do zrozumienia, że jeśli zrobię to jeszcze raz, marnie skończę. Na przedramieniu pozostała mi pamiątka – długa szrama po nożu. Czy żałowałem? Nie i jeśli zajdzie potrzeba, nie omieszkam tego powtórzyć, chociaż wiem, że nie obędzie się bez odwetu.
Amber kończyła się ubierać. Chwilę poobserwowałem, jak zaplata warkocz, po czym włożyłem spodnie i usiadłem, szukając rękawa, który gdzieś się zaplątał, gdy drzwi do pokoju otworzyły się z impetem. Do środka wszedł wysoki brunet ścięty na jeżyka, z kolczykiem w brwi i wardze, patrząc na moje wpółnagie ciało spod zmarszczonych brwi.
– Cześć, Justin. Kopę lat! – powiedział, siadając na poręczy fotela, bo siedzisko było zawalone damskimi fatałaszkami.
– Cześć. Czas nie stoi w miejscu – odparłem, podając mu rękę.
– Musimy wyskoczyć na piwo i powspominać stare czasy. Siostra miała rację. Nieźle wyglądasz, ale to puste miejsce na sercu psuje efekt, jaki Aleck stworzył, aby cię upiększyć. Zrób coś z tym, i to jak najszybciej. Pogadałbym, ale wpadłem tylko po dokumenty. Amber, pozwól. – Skinął na nią.
Kiedy zniknęli mi z oczu, skończyłem się ubierać i sprawdziłem godzinę. Było po osiemnastej. Zasiedziałem się, a mama nie lubiła, kiedy kolacja stygła.
– Gotowy? – spytała, wciskając głowę do pokoju.
– Tak, ale ze spaceru nici. Nie wiedziałem, że jest tak późno.
– Okej. Poczekaj na mnie w korytarzu. Wezmę pieniądze i podkradnę ojcu parę fajek, bo ostatnio zaczął chować. Wkłada je do kozaków mamy, myśląc, że nie wiem.
Dołączyła do mnie, zapalając papierosa, którego trzymała w ustach i powiedziała: – Tego mi brakowało do dopełnienia udanego seksu. Ruszyliśmy przed siebie, opuszczając obdrapane ściany klatki schodowej. Od paru dni nosiłem się z zamiarem poinformowania jej o zmianach, jakie planuję wprowadzić w najbliższej przyszłości. Westchnąłem i zagadnąłem:
– Pamiętasz, jak mnie pytałaś, czy kogoś mam?
– Tak. – Zerknęła na mnie spod rzęs, wypuszczając smużkę dymu.
– Jest taka jedna, która zaprząta moje myśli. Całkowite przeciwieństwo ciebie. Nieśmiała, skromna… Ma w sobie coś, co przyciąga jak magnes. Postanowiłem zaryzykować, chociaż mam ograniczone pole działania. Żywię cichą nadzieję, że zrozumie, gdy będę gotów wydusić z siebie te dwa słowa, i że moje serce tym razem nie ucierpi. Z Holly się udało, więc może i z nią wypali, oczywiście, jeśli mnie zechce, bo na ten moment fajerwerków nie ma.
Była ciekawa, o kim mówię, ale, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, nie spytała.
– Justin, nie wiem, czy to dobry pomysł. Rozkochasz ją w sobie, a jeśli cię odrzuci, oboje będziecie cierpieć. Wiesz, jak szybko się zatracasz. Przypomnij sobie te wszystkie porażki, wyzwiska i kpiny. My i normalne życie? To graniczy z cudem. – Uśmiechnęła się sztucznie.
Wiem, jak bardzo była za mną, ale mi cholernie brakowało tych motyli w brzuchu, braku oddechu i serca łopoczącego w piersi na czyjś widok. Holly zawsze będzie przy mnie, na serca dnie i chociaż przepracowałem jej stratę, nadal to coś, co ściska w piersi, powracało, gdy o niej pomyślałem.
– Nie mogę ci zabronić. Wiesz, ile dla mnie znaczysz. Jednak jest coś, co sprawia, że się uśmiecham. Byłam, jestem i będę częścią twojego życia – stwierdziła, zaciągając się i wyrzucając kiepa.
– Jak wszystko się powiedzie, już nie będziesz – oznajmiłem łagodnie, zauważając, jak zacisnęła dłonie w pięści i nerwowo zadeptała niedopałek.
– Zobaczymy. I aby dorównywała mi urodą i seksapilem. Takiej cię oddam. – Zaczęła się śmiać, nieudolnie maskując smutek. To, co kryło się w jej oczach, było wymowniejsze niż słowa.
– Tego nie mogę obiecać. – Naciągnąłem kaptur na głowę, bo było trochę chłodno. Chwyciłem ją w pasie i przytuliłem.
Ulżyło mi, że miałem tę rozmowę za sobą. Z drugiej strony czułem się dziwnie niespokojny. Amber może i się usunie, ale czy mogłem mieć pewność, że nie zacznie się wyżywać na Nancy? Znaki zapytania się piętrzyły. Czy powinienem wkraczać do jej świata i wywracać wszystko do góry nogami? Nie byłem przekonany, jednak ta skromna istota zakotwiczyła się w mojej głowie i nie chciała jej opuścić. Wypatrywałem jej wszędzie. Nawet siedząc w domu, wyglądałem przez okno, poszukując rudych włosów.
– Muszę lecieć, bo mama będzie zła. Ty też idź po to wino. Jak coś, pisz lub dzwoń. Na razie pozostaje, jak jest… Hej, nie patrz na mnie, jakbyś chciała mnie rozszarpać.
– Przejdzie mi, przecież mnie znasz. – Objęła mnie mocno, opierając głowę o obojczyk.
– Jesteś świetną dziewczyną. Chodź do mnie!
Pocałunek był namiętny i zarazem brutalny. Poklepałem ją po pośladku i obrałem kierunek na dom, nie oglądając się.
***
Przechodziłem obok placu zabaw, gdzie dzieci bawiły się w najlepsze, a rodzice rozmawiali, zerkając na swoje pociechy. Słysząc piski i wrzaski, uśmiechnąłem się. Gdy byłem w podobnym wieku, razem z Aidenem i Bobem, który obecnie mieszkał w Szkocji, często ganialiśmy do późna, nie przejmując się upływem czasu. Nieraz, gdy miałem gorszy dzień, marzyłem, żeby znów być tym małym beztroskim chłopcem wolnym od problemów.
Westchnąłem i przyspieszyłem. Wiatr się wzmagał, a ciemne chmury przyniosły chłód. Kiedy wkroczyłem na ulicę prowadzącą do domu, migoczący blask uderzył w moje oczy. Potarłem powieki, a gdy spojrzałem ponownie, dostrzegłem karetkę pogotowia i samochód doktora przed bramą mojej posesji. Wokół schodów zgromadziła się pokaźna grupa gapiów komentujących sytuację. Wymachiwali rękami, wpatrując się w otwarte drzwi. Po chwili wyłonił się kierowca i sanitariusz z noszami, a za nimi lekarz i Nicole ocierająca łzy.
– Mama? – Zerwałem się i pobiegłem, ile sił w nogach. Czułem, jak schodzi ze mnie powietrze, a ramiona opadają, jakby ktoś umieścił na nich dwadzieścia kilogramów obciążenia. Umysł mi zamroczyło, a nozdrza z ogromnym trudem wciągały powietrze, które wydawało się zbyt gęste, by przecisnąć się przez drogi oddechowe.
– Justin! – Siostra rzuciła mi się w ramiona, wybuchając płaczem.
– Co się stało? Dlaczego nie zadzwoniłaś? Panie doktorze? – Patrzyłem na niego pytającym wzrokiem, przyciskając siostrę do siebie, ponieważ ledwo stała na nogach. Przechyliłem głowę, obserwując, jak nosze znikają w ambulansie. Na nich blada, nieprzytomna mama z maską tlenową na twarzy. Aż się wyrywałem, by znaleźć się obok niej i złapać za rękę, jednak nie mogłem zostawić siostry, która drżała w moich ramionach.
– Jak już powiedziałem, pacjentka przeszła zawał serca. Jej stan jest ciężki i na ten moment trudno mi cokolwiek powiedzieć. Ambulans zabierze ją do John Radcliffe Hospital, gdzie po szczegółowych badaniach dowiedzą się państwo więcej. Nic tu po mnie. Do widzenia. – Sędziwy mężczyzna przy kości wsiadł do samochodu i odjechał, a ja miałem mroczki przed oczami i odczuwałem taki ból w piersi, że aż mnie zatykało.
– Justin… Ona po prostu szła i upadła. Ja… to były sekundy. Jak wezwałam pogotowie, nie pamiętam. – Szlochała, a ja wzmocniłem uścisk, bo się osuwała.
– Już, wszystko będzie dobrze – pocieszałem ją, gładząc po głowie, jednocześnie odprowadzając wzrokiem ambulans, kiedy Nicole zemdlała.
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do domu. Sąsiadom nie spieszyło się, by opuścić podwórko, a ja nie miałem zamiaru dostarczać im kolejnych rewelacji. Położyłem siostrę na kanapie w salonie i wyszarpnąłem z kieszeni telefon. Pierwszy numer, jaki wybrałem, był do ojca, ale nie odebrał. Wyszukałem Sama, następnie Aidena, który miał powiadomić resztę.
Porozmawiałem z ojcem, bo oddzwonił i siedziałem jak na szpilkach, wpatrując się raz w leżącą bez życia Nicole, raz w wyłączony telewizor, a najczęściej zerkałem na drzwi, nasłuchując.
Kiedy się poruszyła i jęknęła, przykucnąłem obok niej.
– Czy mamę zabrało pogotowie, czy to był sen? – zapytała cicho, pocierając ręką czoło i nawilżając językiem spierzchnięte wargi. Jej wzrok był przymglony.
– To nie był sen – odpowiedziałem i odchrząknąłem, robiąc głęboki wdech. Złapałem butelkę wody stojącą na stole. Odkręciłem i podałem siostrze.
– Muszę do niej jechać. – Zerwała się na równe nogi i nagle usiadła, blada jak kreda.
– W takim stanie daleko nie zajedziesz. Mama jest w dobrych rękach. Postaraj wziąć się w garść, bo napędziłaś mi stracha. O wodzie zalewającej kanapę już nie wspomnę. – Odstawiłem butelkę, nie zakręcając jej, i usiadłem obok załamanej siostry, obejmując ją ramieniem. Ledwo wytrzymywałem napięcie, które we mnie wzbierało. Do tego ona, taka krucha i słaba. Oczekiwanie na przyjazd szwagra wydawało się wiecznością. Kogo jak kogo, ale mamy nie mogłem stracić. Była dla mnie wszystkim!
– Spokojnie. Niedługo będzie Sam. W szpitalu jest ciotka i na razie nic konkretnego nie wiadomo. Ojciec powiedział, że przyleci pierwszym samolotem, na jaki uda mu się kupić bilet. Aiden i wujek też przyjadą.
Byłem bezsilny, balansując pomiędzy płaczem, cisnącym się do oczu, a lotnością umysłu, by nie umknął mi żaden szczegół. Siostra zaraz znajdzie ukojenie w ramionach męża. Ja, jak zwykle samotnie przejdę przez to piekło, dusząc wszystko w sobie, aż nadejdzie chwila, gdy pęknę i wyładuję frustrację na… Gdybym wiedział, kto mi podpadnie, zawróciłbym i poszedł w przeciwną stronę.
– Oby dołączył do nas jak najszybciej.
– Nigdy go nie ma, gdy jest potrzebny! – wycedziłem, zaślepiony gniewem. – Nie mógł sobie znaleźć normalnej pracy, tylko zachciało mu się bawić w polityka? Siedzi na okrągło w tej Australii i zagląda do nas od święta?
Pytałem bardziej samego siebie, nie rozumiejąc jego pobudek i tej fascynacji władzą. Miałem ojca do ósmego roku życia, zanim awansował. Od tamtej pory zaczęły się delegacje, zanikał w moich oczach i tak naprawdę nie wiedziałam, jaki on naprawdę jest.
– Nie wieszaj na nim psów, bo to nie jego wina. Jest, jak jest, i nic na to nie poradzisz. Wiem, że czujesz się osamotniony, ale masz jeszcze wsparcie z innej części rodziny. – Zmarszczyła czoło i głośno przełknęła ślinę.
– Masz rację. Dzisiaj podczas śniadania mama mówiła, że jest jej duszno i boli ją głowa. Chciałem zostać w domu, ale machnęła ręką i zbagatelizowała problem, każąc mi iść do szkoły. – Przyciągnąłem ramiona do uszu i powoli je opuściłem, czując ogarniającą mnie niemoc.
– Często miewała takie objawy, a my po prostu nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Może zadzwoń po Amber. We dwoje zawsze raźniej – zaproponowała, wpatrując się we mnie ze współczuciem.
Była dla mnie drugą matką i bez słów dostrzegała jak ciężko mi w życiu pełnym kolców.
– Daj spokój. Dopiero niedawno opuściłem jej łóżko. Ona nie umie słuchać, nie mówiąc już o pocieszaniu. Zamiast mnie wspierać, będzie mi grzebała w majtkach. Ta jej obsesja na moim punkcie zaczyna mi wychodzić uszami. Gdyby nie to, że mam swoje potrzeby i muszę od czasu do czasu… Jestem na nią skazany i tyle!
– Życzę ci, abyś w najbliższym czasie trafił na kogoś, kto zmieni fantazje w jawę. – Ścisnęła moją dłoń.
– Marzę o tym, ale sama wiesz, jak jest – odpowiedziałem smutnym głosem. – Chciałbym się na nowo zakochać i oddać drugiej osobie wszystko, co mogę z siebie dać.
Pragnąłem tego bardziej niż powietrza. Moja dusza potrzebowała dopełnienia, a serce kogoś, kto wpasuje się w jego rytm. Samotność była męczarnią, a każdy oddech mnie wyniszczał.
Klapnęły drzwi. Poderwaliśmy się, szczęśliwi, że wreszcie jest. Sam wszedł do pokoju, bawiąc się kluczykami od samochodu. Starł pot z czoła, zatapiając wzrok w naszych bladych twarzach.
– Kochanie, jak się czujesz? A ty, Justinie?
– Bywało lepiej – przyznałem smętnym tonem bez wyrazu.
– Właśnie skończyłem rozmawiać z Catherine. Mama nadal jest badana – poinformował, biorąc żonę w ramiona.
– Niech ten koszmar się skończy – powiedziała, tuląc się do niego, a wstrzymywane łzy znalazły ujście, cieknąc po policzkach.
– Jedziemy? Może potrzebujecie jeszcze chwilę, aby ochłonąć?
– Jedźmy! – rzuciłem. – Dzisiaj piątek. Mam nadzieję, że szybko dotrzemy.
– Oby! – Nicole poszła do kuchni. Gdy wróciła, schowałem telefon do kieszeni spodni, a szwagier opuszczał salon.
– Nawet w takiej chwili myślisz o innych – zauważyłem, patrząc na reklamówkę wypełnioną plastikowymi butelkami i pakowanym jedzeniem, które mama kupowała hurtowo. Promocje były dla niej jak dobre wino.
– Przed nami długa noc – oświadczyła łamiącym się głosem i ruszyła w stronę wyjścia.
***
Kiedy skręciliśmy w korytarz prowadzący na A&E, dostrzegłem ciotkę Catherine, burczącą pod nosem i chodzącą od ściany do ściany sztywnym krokiem. Jej jasnobrązowe włosy, związane w ciasny kucyk połyskiwały w sztucznym świetle jarzeniówek, a gdy zwróciła twarz w naszą stronę, na pierwszy plan wyłoniły się jej szare oczy i pełne usta, wygięte w podkówkę.
– Nareszcie! – oznajmiła, ruszając w naszym kierunku. – Jak się trzymacie? Justinie? – Spojrzała na mnie zasmuconym wzrokiem, objęła ramieniem i poprowadziła w okolice krzeseł.
– Daję radę, ciociu. Co z mamą? Lekarze coś mówili? – Zacząłem trząść się jak galareta i nie potrafiłem tego opanować. Wargi drżały, a czekanie na odpowiedź było torturą.
– Pielęgniarka powiedziała, że robią jej badania i została podłączona do respiratora, ponieważ nie potrafiła samodzielnie oddychać. Kazała czekać, aż wyjdzie lekarz i powie, co udało się ustalić i jakie są rokowania.
– O Boże! – Nicole usiadła, pochylając się i chowając twarz w dłoniach. Sam przycupnął obok niej i przytulił, zabierając reklamówkę dotykającą podłogi i odłożył ją na siedzenie.
Zrobiło mi się duszno, więc oparłem się plecami o zimne płytki, czując lekkie zawroty głowy. W moją pierś godziły sztylety, które wbijały się w serce, utrudniając przepływ krwi. Odczuwałem mocne skurcze i kołatanie, aż musiałem przydusić tors dłońmi, bo ból stawał się nie do zniesienia.
Nie pamiętam, jak długo tkwiłem w tym stanie, kiedy nagłe, mocne szarpnięcie za ramię wyrwało mnie z drętwoty. Uniosłem głowę, napotykając niezdradzającą emocji twarz lekarki, która ściskała w dłoni fartuch ochronny i zdejmowała siatkę z blond włosów, po czym wcisnęła ją do kieszeni kitla.
– Dobry wieczór – przywitała się miękkim głosem. – Nie mam dla państwa dobrych wiadomości. Stan pacjentki jest krytyczny i oddycha z pomocą respiratora. Miała bardzo rozległy zawał, a jej serce jest wyniszczone. Została podłączona do kardiomonitora i na bieżąco sprawdzamy jej stan. Podaliśmy leki i nie pozostało nam nic, poza czekaniem, aż organizm poradzi sobie z zagrożeniem.
– Możemy ją zobaczyć i zostać na noc? – spytałem pełen nadziei, mimo przytłoczenia, które mnie wypełniało.
– Jeśli chodzi o odwiedziny, dzisiaj nie ma takiej możliwości. Z doświadczenia wiem, że lepiej nie widzieć pacjenta krótko po przywiezieniu. Co do pozostania na oddziale, to jak najbardziej. – Skinęła głową, wyminęła nas i poszła na koniec korytarza, po czym otworzyła drzwi i zniknęła.
Wyglądała na osobę, która traktuje swoją pracę poważnie, dlatego zrezygnowałem z naciskania na widzenie. Mógłbym powołać się na ojca, ale nie widziałem takiej potrzeby. Zapewne, gdy tylko się tutaj pojawi, pierwsze, co zrobi, to załatwi miejsce w prywatnej klinice. Z drugiej strony, lekarka miała rację. Już samo to, że obwiesili ją kablami i umieścili te wszystkie urządzenia w jej ciele, sprawiało, że miałem dreszcze. Do tego przywołałem w pamięci obraz Aidena po pobiciu. Omal wtedy nie zemdlałem. Wypuściłem powietrze ze świstem i usiadłem obok siostry, zerkając na nią kątem oka. Kiedy Sam sięgał po butelkę z wodą, usłyszałem kroki, a następnie głosy. Wujek Brian i Aiden niemal do nas biegli.
– Jak sytuacja? Wiadomo coś nowego? – zapytał kuzyn zatroskanym głosem. Nicole szybko zdała relację, po czym nastał czas pisania czarnych scenariuszy: co, jeśli umrze i jak to dalej będzie? Przyszłość rysowała się w nieciekawych barwach.
Aiden, wujek i ciotka stali blisko siebie, a nas troje siedziało z posępnymi minami. Nikt się nie odzywał. Ta cisza…
– Co robimy? – głos Sama był jak wybawienie z pochłaniającej nas otchłani.
– Tkwienie w takim składzie na tym korytarzu nie ma najmniejszego sensu – stwierdził Brian, przeciągając palcami po jasnej czuprynie. Jego wysoka i szczupła sylwetka emanowała dobrą, dającą nadzieję energią, której we mnie z każdym oddechem było coraz mniej.
– Ja, Sam i Justin zostaniemy, a wy wracajcie do domu. Rano się zmienimy – zaproponowała Nicole, wstając i tuląc ich na pożegnanie.
– Jeśli nie będzie opóźnień, Tom dotrze tutaj rano i wtedy pomyślimy, co dalej. To dobry szpital, więc zdajmy się na doświadczenie lekarzy. Gdyby coś się działo, dajcie znać. Trzymajcie się i do później. – Wujek wyjął kluczyki z kieszeni spodni i objął syna oraz żonę, po czym odeszli, zostawiając nas pośród jasnych, zimnych ścian. Widziałem po Catherine, że niechętnie przystała na propozycję. Były z mamą zżyte jak to siostry.
Przytuliłem się do Nicole i oparłem głowę o jej obojczyk. Szwagier zrobił to samo. Tkwiła pomiędzy nami, a jej spięte ciało powoli się rozluźniało. Siedzieliśmy tak, słysząc sporadyczne głosy, kroki i trzaski. Co jakiś czas któreś z nas wstawało, by rozruszać ciało. Wpatrywaliśmy się w płytki na korytarzu, przymykając od czasu do czasu oczy. Zjedliśmy to, co siostra zabrała z domu. Spaliłem sporo kalorii, a nie zdążyłem zjeść kolacji. Sam powybierał okruchy z worka, czym wprawił żonę w lepszy nastrój.
Wiem, że tkwienie tutaj było bez sensu, ale nie chciałem wracać do domu. Pragnąłem być blisko mamy, nawet jeśli oddzielała nas gruba ściana i zapewne niejedne drzwi. To był mój pierwszy raz w tym miejscu, więc nie orientowałem się, co i gdzie.
Przysnęło się mi. Podskoczyłem na dźwięk budzika w telefonie, który budził mnie do szkoły. Przetarłem piekące oczy i rozejrzałem się, poszukując siostry i szwagra. Na całej długości kręgosłupa czułem łamiący ból. Pokręciłem kilka razy szyją, słysząc, jak strzelają zastałe kości. Wstałem i porozciągałem się trochę, nie spuszczając wzroku z drzwi na końcu korytarza.
Wyjąłem komórkę z kieszeni spodni. Zegar wskazywał wpół do dziewiątej. Odnalazłem numer siostry i już miałem dzwonić, kiedy lewe skrzydło drzwi uchyliło się i zobaczyłem ją w towarzystwie męża, Aidena i ciotki.
– Byliśmy u lekarki. Sytuacja bez zmian – zaczęła Nicole. – Catherine i Brian, jak tylko znajdzie miejsce parkingowe, dołączy i przejmą wartę. My wracamy do domu. Justinie, jest taka sprawa. Bo widzisz, Sam ma cukiernię na głowie i…
Nie dałem jej dokończyć, wtrącając:
– Spokojnie, siostra. Wiem i też o tym myślałem. Jakoś się dogadamy. Sam, jedź i otwórz. Tobie lepiej pójdzie z przyjęciem towaru, ja się prześpię, ogarnę z grubsza i myślę, że około pierwszej cię zmienię. Co ty na to?
– Dobry pomysł.
– Pomogę wam! – wypalił Aiden, wprawiając wszystkich w osłupienie.
– Ty? – Sam stał z uchylonymi ustami, a siostra parsknęła śmiechem.
– Tak, ja! Nie bój się, nie puszczę twojego interesu z dymem. Potrafię przyjąć zamówienie, więc możesz odetchnąć.
– Okej – odpowiedział bez przekonania, robiąc wielkie oczy.
– Lećcie już, bo czas ucieka. Widzimy się wieczorem. – Ciotka usiadła, a my w czwórkę opuściliśmy oddział, mijając wujka. Po wyjściu ze szpitala napawaliśmy się świeżym powietrzem i silnymi podmuchami wiatru, który wywiewał z nas specyficzny zapach chemii.
***
Kolejna noc na niewygodnym krześle minęła szybciej niż poprzednia. Duży ruch w cukierni i nawał pracy wyssały ze mnie resztki sił. Prawie całą przespałem, pomijając chwilowe pobudki, spowodowane wierceniem się siostry. Chyba śniło się jej coś niedobrego, bo parę razy mocno ścisnęła moją rękę palcami. Sam tym razem nam nie towarzyszył. Ze względu na skoki ciśnienia zdecydowaliśmy, że zostanie w domu i odpocznie. Tusza była jego zmorą, a kolejny członek rodziny w szpitalu nie był nam potrzebny.
Nicole spała, gdy ostrożnie zdjąłem jej głowę z mojego ramienia i podłożyłem poduszkę, którą przyniosłem z domu. Zerknąłem na telefon – było pięć po ósmej. Lekarz, który właśnie się do nas zbliżał, poinformował, że zezwala na odwiedzenie pacjentki.
Obudziłem siostrę, dając jej chwilę na zebranie myśli, po czym powiedziałem, że mamy pozwolenie na wejście do środka. Jej oczy rozbłysły, a delikatny uśmiech rozpromienił twarz. Wstała, a gdy mieliśmy ruszać w stronę automatycznych drzwi, na korytarzu pojawił się ojciec, zamaszystym krokiem zmniejszając dzielący nas dystans. Jego wysoka, szczupła sylwetka, odziana w czarny garnitur i krawat ciasno zawiązany pod szyją, oraz jasne włosy zaczesane gładko do tyłu, wyróżniały się na tle jego nieopalonej cery. Odkąd pamiętam, unikał słońca z powodu uczulenia.
Nie byłem zbyt wylewny w okazywaniu mu uczuć, ale tym razem było inaczej. Gdy podszedł bliżej, rzuciłem się mu w ramiona, ściskając z całych sił. Zrobiło mi się lżej na duszy.
– Witaj, synu – powiedział, poklepując mnie po plecach. Odruchowo wypuścił aktówkę z dłoni. Nicole natychmiast ją podniosła i, odkładając na krzesło, dołączyła do naszego uścisku.
– Moja piękna córcia – dodał, cofając się nieznacznie, by przyjrzeć się nam, zachowując kamienny wyraz twarzy. Nie chciał pokazywać, jak bardzo choroba mamy nim wstrząsnęła. Jednak drżące dłonie i smutek w oczach zdradzały jego prawdziwe emocje. Mimo że widywali się rzadko, nadal ją kochał. Kiedy przyjeżdżał do domu, w powietrzu unosiło się szczęście, a ich uczucie rozkwitało na nowo. Nie liczyły się lata, które spędzili razem – wzloty i upadki. Nic nie mogło ich do siebie zrazić, co było piękne. Czar trwał, trwa i będzie trwał!
– Dobrze, że jesteś, ojcze. To, co się wydarzyło, nie mieści mi się w głowie. Dlaczego to musiało spotkać akurat mamę? Wiesz, że kocham ją nad życie i nie wyobrażam sobie naszej rodziny i ogniska domowego bez niej. A co, jeśli umrze? – Nicole wyraziła swoją bezsilność.
– Nie myśl o tym teraz. Mama jest silną kobietą i wyjdzie z tego. Zaraz przekażemy jej dobrą energię, zachęcając nasz skarb do walki. Rozmawiałem z lekarzem i wiem, że przed nami trudny okres. Chodźcie do mnie! – Rozłożył ramiona, a my ochoczo skorzystaliśmy z propozycji, by być blisko siebie jak jeden organizm. W grupie siła i to przetrwamy!
Długo nie mogliśmy się od siebie oderwać. Pojawiły się łzy, uśmiechy i to, czego mi najbardziej brakowało – rodzina w komplecie! Gdy pierwsze emocje opadły, zniknęliśmy za rozsuwanymi drzwiami, nastawieni pozytywnie na to, co nas czekało za nimi.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.