AIDEN
Dopaliłem papierosa i powoli poszedłem na górę. Schody zdawały się nie mieć końca, a ciszę przerywał tylko mój wzburzony oddech. Nie lubiłem tu przychodzić, ale cóż poradzić, skoro Ken chciał się spotkać w domu. Pokonałem ostatni stopień, stanąłem pod drzwiami i zapukałem. Z wnętrza dobiegały dźwięki głośno włączonego telewizora.
„Nic dziwnego, że pan Davies ogłuchł” – pomyślałem, rozglądając się po obskurnej klatce schodowej. Ponowiłem pukanie, bo czekanie wydawało się wiecznością.
Nic.
Tym razem załomotałem odważniej, a echo rozniosło dźwięk. Nadal nic. Wyjąłem z kieszeni telefon, żeby zadzwonić do Kena, gdy nagle zamek zachrzęścił i drzwi stanęły otworem. Na pierwszym planie nie było osoby otwierającej, lecz smugi dymu wydobywające się z pomieszczenia oraz zapach alkoholu.
– Cześć, wchodź – powiedziała Amber.
Wyglądała jak milion dolarów, uśmiechając się promiennie. Gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Kiedy znalazłem się w przedpokoju, drzwi zatrzasnęły się z impetem, aż futryna zadrżała, a ona stanęła przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu.
– Brat jest u siebie – rzuciła, zarzucając torebkę na ramię.
– Wychodzisz?
„Zapewne idziesz do niego” – przemknęło mi przez myśl, a rozluźnione ciało nagle się spięło.
– Mam sprawę. A co? – Spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
– Ja też.
– Za pół godziny powinnam być z powrotem, jeśli nic się nie posypie. Mam do ciebie parę słów. Gdybym nie była spóźniona, powiedziałabym ci, co myślę. Aiden, nie wchodź w to bagno, bo tym razem brat ci nie pomoże. Strasznie się zmienił – oznajmiła.
Miałem na końcu języka, żeby jej powiedzieć, że nie po to tutaj przyszedłem, ale tak się zapatrzyłem na jej ciało w błękitnej sukience, że dopiero jej ciepłe usta na moim policzku i zatrzaskujące się drzwi wyrwały mnie z zadumy. Pozostał po niej jedynie słodki zapach perfum i świadomość, że niebawem znów ją zobaczę.
Zrobiłem zwrot i, bagatelizując hałas dobiegający z salonu, zapukałem do pokoju Kena. Otworzył w okamgnieniu. Wszedłem do środka i usiadłem na fotelu, zawieszając wzrok na stole, na którym stały opróżnione puszki po piwie, kilka pełnych, a pomiędzy nimi dwie idealnie rozsypane kreski białego proszku.
– Przygotowałem odruchowo – powiedział, widząc mój wzrok.
– Nie chcę, ale miło, że o mnie pomyślałeś – oświadczyłem grzecznie, gdy on się pochylił, wciągnął jeden pasek i pocierając nos, westchnął z zadowoleniem.
– Piwo? – zapytał, oblizując palec z resztek narkotyku, który wcześniej zgarnął.
– Daj.
Otworzyłem i zwilżyłem gardło, czując na sobie jego przenikliwe spojrzenie. Wiedziałem, co to oznaczało. Zanim stąd wyjdę, mocno się spocę i odpowiem na milion pytań.
– Nie ukrywam, że mnie zaskoczyłeś – zaczął, opierając się wygodnie i kładąc nogi na blacie. – Jakiś czas temu wziąłeś cztery, teraz poprosiłeś o osiem. Po co ci ten syf? Masz problem z agresją? Jeśli tak, to zapraszam do celi numer osiem. Szybko cię tego oduczą.
– Nic z tych rzeczy.
– Więc? – Przejechał dłonią po włosach.
Nadal mnie taksował, więc musiałem coś dopowiedzieć i być przekonujący. Postanowiłem poruszyć temat, którego unikałem jak ognia. Zebrałem się w sobie, nabrałem powietrza do płuc i, uderzając palcami o kolano dla rozluźnienia, zacząłem:
– Doskonale wiesz, że po śmierci Emilly rozsypałem się i zamknąłem w świecie, który nie jest ani ładny, ani łatwy. Cały czas zmagam się z jej odejściem. Ponieważ nie uzewnętrzniam emocji, często dopada mnie wściekłość. Potrzebuję tych prochów, by się wyciszyć. Jeszcze nie czas, aby uwolnić potwora domagającego się zemsty.
– Justin nadal o niczym nie wie? – spytał. Wstał, wyjął chipsy z barku i wrócił na poprzednią pozycję.
– Już niedługo – przyznałem, wlewając prawie całe piwo do gardła. Ogarniała mnie złość, a to teraz było mi najmniej potrzebne.
– Ja bym go zabił za to, gdybym się dowiedział, ale każdy ma swój rozum i inaczej rozwiązuje problemy. Jesteś pewien, że to on? Nagranie nie jest najlepszej jakości.
Spojrzał na mnie tak, że gęsia skórka i uczucie kurczenia się to za mało, aby opisać to, co emanowało z jego demonicznych oczu. Mieć go za wroga? Lepiej ze sobą skończyć, zanim on to zrobi.
– Mam pewność, jak to, że tutaj jestem i rozmawiamy.
– Według mnie to nie on. Mało osób nosi to imię i ma wytatuowaną kotwicę na przedramieniu. To mi do niego nie pasuje, a na ludziach się znam. Liam byłby do tego zdolny i nieraz go siłą odciągałem, ale Justin; nie.
Gdy to usłyszałem, aż się zagotowałem. Niemniej potrafiłem to opanować i byłem cierpliwy. Co by mi to dało, gdybym wygarnął wszystko Justinowi i zerwał z nim kontakt? To nie było w moim stylu. Poprzysiągłem, że pomszczę Emilly i zrobię to tak, aby zabolało go to mocniej niż słowa i pięści.
– O pobiciu też nie wie i nadal żyje w przekonaniu, że to przez niego wylądowałeś na A&E.
– Gdy się o tym dowiedziałem, puściłem to mimo uszu. Wybaczyłem mu, że to zlecił, jednak nie mam zamiaru go uświadamiać. Temat zamknięty. A ty, skąd wiesz?
Głupie pytanie! Ken wiedział dużo, ale rzadko dawał to po sobie poznać.
– Amber się wygadała. Ponoć, jak był na odwyku, często wspominał, że żałuje, iż nasłał na ciebie kumpli. Traf chciał, że go wyprzedziłem i nawet dobrze się stało, bo dzięki temu nie powiązano mnie z tą sprawą, a tobie się należało.
– Wiem.
Narkotyki, alkohol, bunt… Kiedy pewnego dnia poszedłem do klubu i nikt nie chciał mi sprzedać działki, wyszedłem grzecznie, myśląc, że narozrabiałem i nie pamiętam. Jednak, gdy osoby, od których brałem na ulicy, również mnie spławiły, zacząłem węszyć i po nitce doszedłem do Amber. Chciała dla mnie dobrze, ale wtedy tego nie rozumiałem. Porozmawiała z bratem, a on pozamykał wszystkie furtki, więc w odwecie doniosłem na niego, co było najgłupszą rzeczą, jaką do tej pory zrobiłem i dostałem za swoje. Dzięki temu wyszedłem z nałogu i mogę bez ogródek przyznać, że to zajście mnie uratowało. Jedynie dzięki Amber i jej bratu nadal żyję. Później poznałem Emilly i byłem szczęśliwy, do czasu.
– Było, minęło. Wracając do tematu. To silne psychotropy, które trudniej zdobyć niż czystą kokainę. Do tego uzależniają. Wiesz, co robisz?
– Tak, spokojnie. – Uśmiechnąłem się sztucznie. Paczka chipsów wylądowała przed moim nosem, więc się poczęstowałem. Włożyłem jednego do buzi, a resztę położyłem na stole.
– Załatwiłem więcej, aby za parę dni nie musieć uruchamiać karuzeli. Jak coś, dzwoń i uważaj z tym badziewiem, bo jak się wciągniesz, Amber nie da mi żyć.
Wstał i podszedł do obrazu przedstawiającego dwa rekiny. Dopiłem piwo, podekscytowany, że dziewczyna beznadziejnie zakochana w moim kuzynie martwi się o mnie. Ken wsunął rękę za malowidło i wyszarpnął woreczek z małymi tabletkami. Następnie podszedł, wyjął osiem i położył mi na dłoni. Od razu schowałem zdobycz pod etui telefonu, a zadowolenie nie opuszczało mojej twarzy.
– Oczy ci błyszczą jak głodnemu – stwierdził, umieszczając pozostały towar tam, skąd go wyjął, po czym usiadł, sięgając po piwo.
– Nie ukrywam, cieszę się, bo bardzo ich potrzebuję.
Zapłaciłem ustaloną wcześniej kwotę i otworzyłem kolejną puszkę. Wziąłem parę łyków i zagryzłem chipsami, wniebowzięty, że tak łatwo poszło, a Ken nie dociskał. Całkowicie zmienił wyraz twarzy. Jego spojrzenie nie mroziło krwi, żartował, a nawet śmiał się z samego siebie, co wcześniej się nie zdarzało i zazwyczaj kończyło się wybuchem złości albo bęckami. Nie musiałem ważyć słów i z sercem na ramieniu udzielać odpowiedzi. Był inny… więzienie go odmieniło.
– Prochy prochami. Mogłem ci je podrzucić przez byle kogo. Pamiętasz naszą rozmowę, zanim mnie zawinęli, o pieniądzach, które zniknęły z tego pokoju?
I się zaczęło! […] i umiejętnie brał mnie pod włos.
– Tak – odpowiedziałem, nie wiedząc, gdzie skierować wzrok i jak ukryć ogarniające mnie zdenerwowanie. Ręce zaczęły mi się pocić, a grdyka drżeć.
– Przeanalizowaliśmy wszystkie opcje, a wielu ludzi się tutaj przewinęło. Wytypowałeś Ethana, bo faktycznie, stał wtedy krucho z kasą. Liam go docisnął, a jak wiesz, gdy on się do czegoś zabiera, nawet niemy by przemówił, i to nie on ukradł.
– Nie?! – Odstawiłem piwo i, patrząc na kreskę, która nietknięta leżała na stole, modliłem się, aby nie zauważył, że coś ukrywam.
– Przemaglował wszystkich i nic. Mam swoje podejrzenia, ale jeszcze poczekam, może zguba sama wróci na miejsce. Kiedyś zrobiłbym to na wariata, teraz… Są osoby, których nie chcę skrzywdzić.
Płonąłem i zamarzałem. Serce biło w piersi jak oszalałe. Wiedziałem, kto to zrobił i kiedy to wyjdzie na jaw, nie będzie litości, czego się obawiałem.
– Dzwonić po doktora?
– Co? Nie! – Widziałem i słyszałem, jakby pokój wypełniała gęsta mgła.
– Wiem i rozumiem twoje pobudki. Porozmawiaj z tą osobą i powiedz, że jeśli nie ma z czego oddać, niech przyjdzie, przyzna się i wytłumaczy, bo jak zacznę węszyć, to będzie gorzej.
– Rozumiem – przytaknąłem, nawet nie próbując zaprzeczać.
– I to mi się podoba, a teraz…
Dźwięk jego telefonu był wybawieniem. Zacząłem się wyciszać, doprowadzając organizm do stanu spokoju.
– Wydam dyspozycje i wracam, więc się nie krępuj – jego głos nie był miły, lecz kpiący i cierpki.
Jeszcze ze mną nie skończył, czego byłem pewien na bank. Zawsze to goście opuszczali pokój, a nie on. Rozluźnienie, które osiągnąłem, ulotniło się jak kamfora. Nie wiedziałem, kto dzwoni, ani co Ken planuje. Jeśli wezwie Liama, to marny mój los. Niby dał mi czas na rozmowę ze złodziejem, ale czy na pewno? Czy machnie ręką na fakt, że wiem i nie powiedziałem? Przestawałem myśleć logicznie, a ciało niemal stopiło się z fotelem. Jedyne, na co wpadłem, to powiadomić Amber. Wyjąłem telefon.
JA: Wracaj jak najszybciej i wyciągnij mnie stąd pod byle pretekstem. Twój brat chyba się domyśla, kto zwinął pieniądze, bo dziwnie ze mną rozmawia.
Odpowiedź przyszła natychmiast.
AMBER: Kurwa, wytrzymaj pięć minut. Już się zrywam i wracam.
JA: Ruchy, bo robi się niewesoło.
AMBER: Trzy minuty.
Słysząc hałas, schowałem telefon i złapałem puszkę, nasłuchując. Jak na złość niczego nie słyszałem poza telewizorem. Kiedy Ken wrócił, starałem się odgadnąć jego nastrój, jednak twarz niezdradzająca emocji i luz, z jakim się poruszał, nie pomagały.
– Muszę wyjść, więc zbieraj się i pamiętaj, o czym rozmawialiśmy – rzucił z przekąsem, unosząc lewy kącik warg. Nim pochwycił kluczyki leżące na kredensie, ja już stałem, gotowy do opuszczenia pomieszczenia, gdzie powietrze było gęste od napięcia.
– Do następnego! – Przybiłem mu piątkę i wystrzeliłem z pokoju, nie oglądając się na nic. Sprawy przybierały zły obrót i jeśli Amber nie wymyśli przekonującej historii i nie urobi brata, ten nie odpuści. Przeskakując co trzeci schodek, szybko wydostałem się z klatki i zgięty wpół łapałem łapczywie powietrze. Kiedy poczułem ciepłą dłoń na ramieniu i zapach, który tak dobrze znałem, poczułem ulgę.
AMBER
– Lecę na złamanie karku, malując w głowie najgorsze scenariusze, a ty cały i zdrowy. No, może trochę blady. Co ci powiedział i o co pytał?
– Nie tutaj. On zaraz idzie na miasto. Chodźmy stąd i napisz do Oliviera, niech przyjeżdża jak najszybciej – poprosił, zapalając papierosa.
– Już go powiadomiłam, prosząc, aby przyszedł do parku. Mam nadzieję, że nic Kenowi nie powiedziałeś? – Spojrzałam na niego pytająco, a on, zamiast odpowiedzieć i przestać podnosić mi ciśnienie, które i tak było wysokie, zaczął mnie ciągnąć. Tak kurczowo trzymał mój nadgarstek, że zaczęłam odczuwać ból. Bałam się, że połamię nogi w tych szpilkach; do tego zza rogu wyłoniło się czarne BMW Liama, co nie umknęło uwadze Aidena, który przyspieszył.
– Nie oczekiwał odpowiedzi. Dał mi jasno do zrozumienia, że wie, kto ukradł forsę. Winny ma się przyznać, bo inaczej sam się do niego pofatyguje. Na razie się powstrzymuje, ale wiadomo, że tak tego nie zostawi, albo…
Jego niedopowiedzenia wpędzą mnie do grobu. W najgorszym wypadku to ja go tam umieszczę. Kiedy się stresował, zamiast się wysłowić, myślał i przewracał oczami, przez co mnie trafiał szlag. Zatrzymałam się, wyszarpnęłam rękę i rozmasowałam zaczerwienione miejsce.
– Mów wreszcie!
– A co, jeśli próbują nas zapędzić w kozi róg, zebrać do kupy, osaczyć i patrzeć, jak się miotamy? To wszystko przez ciebie i twoją obsesję na punkcie Justina!
– Przestań, do cholery! Nie musisz mi dogryzać, bo wcale nie jesteś lepszy! Ochoczo zgodziłeś się w tym uczestniczyć.
Kiedy coś szło nie tak, zawsze ja byłam winna. Jednak w tym przypadku miał rację. Chciałam skłócić Justina z Holly, aby z nią zerwał, i namieszałam, a cel i tak nie został osiągnięty.
– Co, jeśli Olivier sypnął? Pomyślałaś o tym?
Grunt osuwał mi się pod stopami, a stres utrudniał trzeźwe myślenie. Jeśli tak było i dotrą do laboranta, brat mnie zabije.
– Wychodzi na to, że zorientował się krótko po tym, jak pieniądze zniknęły. Dlaczego tak długo milczał i dopiero dzisiaj poruszył tę kwestię? Może już o wszystkim wie i dostałam szansę, żeby odkręcić to, co zrobiłam?
– Oby nie, bo przybędzie kwater na cmentarzu. Oświadczył, że czeka, aż zguba sama wróci na miejsce, poza tym nie spieszy mu się krzywdzić tych, którzy są dla niego ważni.
Nie każde słowo mojego brata oznaczało kłopoty, ale doskonale rozumiałam Aidena. Parę razy przekonał się, co Ken potrafi, raz na własnej skórze. Do tego pojawił się Liam, który go szczerze nienawidził. Tolerował go, ale samo to, że był blisko, sprawiało, że Aiden dostawał małpiego rozumu.
– Sprawę pieniędzy ogarnę. Nazbierałam prawie całą sumę. Dzisiaj miałam dostać przelew za sesję, ale przez ciebie musiałam ją przerwać, ale nieważne. Jutro, góra pojutrze, zamknę ten temat, a Olivier odzyska dobre imię. Wymyśliłam nawet przekonującą historię, którą brat kupi, ponieważ po części ugodzi w jego ego. A teraz mów, po co tutaj przyszedłeś i co kombinujesz?
– Nic! Wziąłem trochę amfetaminy, bo usypiam nad książkami. Jeśli myślisz, że chcę wrócić do dilowania, to się mylisz. Chodźmy wreszcie do tego parku, bo zejdę na zawał – przyznał, złapał mnie za rękę i szarpnął, zmuszając, abym ruszyła za nim. Ja jednak nie zamierzałam uciekać i musiałam się przebrać. Zaczynał mnie irytować, więc, zamiast zrobić to, czego oczekiwał, wyswobodziłam rękę i ruszyłam w stronę domu.
– Amber!
Udawałam, że nie słyszę, patrząc na czarne BMW, z którego właśnie wyszedł Liam i skierował się w moją stronę. Jego postawna sylwetka nawet z daleka sprawiała, że serce przyspieszało. Nie z podziwu, lecz ze strachu. Do tego był cały w czerni, idealnie przylegającej do jego umięśnionego ciała. Miał surową minę, a kiedy odgarniał brązowe kosmyki z twarzy, jego wzrok był wbity w Aidena.
– Co on cię tak szarpie? Mam go ustawić?
– Nie trzeba. Raz się bijemy, raz się śmiejemy. Taka toksyczna znajomość – wymyśliłam na poczekaniu, oddychając pewniej i spokojniej.
– Pogoń brata, bo zaraz przyrosnę do krawężnika.
– O wilku mowa – powiedziałam, patrząc, jak Ken pokonuje ostatnie stopnie schodów, wychodzi z klatki i macha kluczykami.
– Cześć – usłyszałam drżący głos Aidena, a po chwili poczułam jego rękę obejmującą mnie w pasie.
– Cześć – odburknął Liam, patrząc na niego groźnie. – Teraz z nim się zadajesz? A co z Justinem?
– To tylko przyjaciel, a Justin jest nadal aktualny.
Liam traktował mnie jak siostrę i dbał, żebym nie zaznała krzywdy. Kiedy stawiałam pierwsze kroki w fotomodelingu, chodził za mną jak cień i wszystkiego pilnował. Gdy poczułam się pewniej, wycofał się, lecz nadal trzymał rękę na pulsie. Zawsze mogłam na niego liczyć. Wystarczył telefon, a pojawiał się nawet w środku nocy. Po rozstaniu z Danem pożaliłam mu się, co było błędem. Zabawił się z moją eksprzyjaciółką na jego oczach, a jego samego pobił do nieprzytomności. Od tamtej pory przestałam korzystać z tego przywileju i ograniczyłam kontakt do minimum.
– Tak szybko wróciłaś. Sesja nie wypaliła? – spytał Ken, uśmiechając się w sposób sugerujący, że cokolwiek bym nie powiedziała, on już wie.
– Wypaliła, ale tak nastraszyłeś Aidena, że musiałam przyjechać. Nie mógłbyś być trochę milszy dla moich znajomych?
– Byłem bardzo miły, a będę jeszcze milszy, jak wreszcie się sprężycie i domkniecie to, o czym wiem. Liam, jedziemy – rzucił z ironią, wsiadając do samochodu. Po chwili odjechali z piskiem opon, a my staliśmy jak zahipnotyzowani, odprowadzając ich wzrokiem.
***
Teraz mógł mnie ciągnąć nawet na kraniec świata. Adidasy, legginsy i luźna bluza. To był mój ulubiony zestaw. Przebrałam się w pośpiechu, zapominając o papierosach. Na szczęście Aiden zawsze miał ich w nadmiarze. Co najmniej dwie paczki. Dlaczego? Nawet on sam nie potrafił tego wyjaśnić.
– Rozluźnij się i przestań zerkać przez ramię, bo mnie to denerwuje – rzuciłam, zaciągając się dymem i starając się nadążyć za jego szybkim tempem.
– Nic na to nie poradzę. To przychodzi naturalnie.
– Ken się z nami droczył i nic nie zrobi. Bawi go, że ludzie się go boją. Puścił oczko Liamowi, a ten ledwo powstrzymywał śmiech. Znam ich. Na chwilę ogarnęło mnie zwątpienie i naprawdę się przeraziłam, ale nie tędy droga. Nie dam się zaszczuć.
– Chciałbym mieć twój tok rozumowania i umieć tak szybko odganiać stres. Staram się trzymać w jednym kawałku i nie okazywać prawdziwego stanu ducha, ale sama wiesz, że marny ze mnie aktor.
– Lepszy, niż myślisz – przyznałam, przystając i zadeptując niedopałek. – Śmierć Emilly nas do siebie zbliżyła, a sposób, w jaki grasz dobrego kuzyna, zasługuje na Oscara.
Z Emilly byłam blisko, a po tragedii, która spadła na nas jak grom z jasnego nieba, Aiden otworzył się przede mną. Tylko ja wiedziałam, jak to przeżył i jakie jest jego prawdziwe nastawienie do Justina.
– Jesteś dobrą nauczycielką – stwierdził. – Nigdy się ci nie odpłacę za to, że byłaś przy mnie w najtrudniejszym okresie mojego życia. Amber, gdyby nie ty…
– Nie kończ, proszę. Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko i vice versa. Przyjaźń po grób, chociaż niewiele brakowało, a wszystko by się posypało. Chwila zapomnienia i oddaliliśmy się od siebie, nie potrafiąc wrócić do tego, co było. Na szczęście więź, która nas połączyła, przezwyciężyła również to.
Najgłupsza rzecz, jakiej się dopuściliśmy. Bliskość i potoki łez – wystarczyło, by wiszący pomiędzy nami smutek przeistoczył się w pożądanie. Od słowa do słowa, od pocieszania do… Zrozpaczeni i pogubieni, wylądowaliśmy w łóżku, odzyskując rozum zbyt późno. Zaczęły się uniki, wyrzuty sumienia i wrogość. Przez ponad trzy miesiące mijaliśmy się, tęskniąc za wsparciem i ciepłym słowem. Pogodzenie nastąpiło nad grobem Emilly, kiedy wyrzuciliśmy z siebie wszystko, co nas uwierało i przysięgliśmy, że nigdy więcej.
Największym zapalnikiem i gwoździem do trumny było to, że pragnęłam odzyskać Justina, czego Aiden nie pochwalał. Z czasem jednak odpuścił i przestał mnie umoralniać.
– Ale w jednym się zgadzamy. Było nam ze sobą dobrze – oświadczył, zerkając na mnie zza rzęs.
Nie odpowiedziałam, uderzając go w ramię i robiąc kwaśną minę. Nastała cisza, którą wypełniał śpiew ptaków, szum liści i głosy mijających nas ludzi. Doszliśmy do końca chodnika i skręciliśmy w prawo, dostrzegając Oliviera. Siedział na oparciu ławki z nosem w telefonie. Wiatr, który wiał dzisiaj wyjątkowo mocno, rozwiewał jego jasne włosy, a on zrzucał je z twarzy.
– Cześć – powiedziałam, siadając obok niego i wyciągnęłam szyję, ciekawa, co go tak pochłonęło, że nawet nas nie zauważył. Nic nie widziałam, ponieważ szybko zablokował komórkę i schował ją do kieszeni bluzy.
– Cześć, piękna – przywitał się, po czym wstał i uścisnął dłoń Aidena.
Uniosłam głowę, bo był wysoki, a jego sto czterdzieści kilogramów mięśni i tłuszczu, zwłaszcza na brzuchu, mocno się wyróżniało.
– Ken się wychylił i zaczął naciskać? – spytał, a mięśnie policzków zatańczyły, gdy mocno zacisnął szczękę.
– Dokładnie. Olivier, gdy brat pytał cię o pieniądze, nic cię nie zastanowiło? – zagadnęłam, biorąc od Aidena papierosa, bo właśnie mi go odpalił.
– Liam? Nie. Zapytał, dostał odpowiedź, i tyle. Nigdy więcej o tym nie wspominał, niczego nadzwyczajnego nie zauważyłem – oznajmił, przecinając powietrze rękami.
Miał swobodny styl bycia. Nie mógł ustać w miejscu i bardzo dużo gestykulował.
– Ale tak między nami, ta kradzież mi ciąży. Gdy widzę Kena, nogi mi się uginają, a serce wali jak oszalałe. Nigdy więcej takich akcji, nawet dla ciebie, Amber. Do tej pory się zastanawiam, skąd wziąłem tyle odwagi.
– To nie odwaga, tylko prochy. Amber zagadywała brata i nakręcała imprezę, ja stałem na czatach, a ty działałeś. Miałem takie ciśnienie, że nawet po wszystkim, kiedy mieliśmy forsę w ręce, nadal nie docierało do mnie, że to zrobiliśmy – przyznał Aiden, zacierając wspomnienia tamtej nocy, przeciągając dłonią po twarzy.
– Nasza bogini jest bardzo przekonująca i trudno jej odmówić – powiedział Olivier, puszczając mi oczko.
– Prawda – zgodził się Aiden, dodając: – Czasu nie cofniemy. Wspomnienia to jedno, ale czas zastanowić się, jak to rozegramy. Ken czeka na nasz ruch, a jak wiadomo, cierpliwość nie należy do jego mocnych stron.
Przedstawiłam w skrócie, co zamierzam i jaką bajkę sprzedam bratu, co zostało przyjęte skrajnie przez Aidena. Ja jednak wiedziałam, że to jedyne sensowne wytłumaczenie. Jeśli brat zna prawdę, nie wytrzyma i rzuci mi nią w twarz. Najgorsza kara, jakiej mogę się spodziewać, to to, że podniesie na mnie rękę.
– Zwariowałaś! – oburzył się Aiden, kiwając na Oliviera, by go wsparł. On zaś zastygł z szeroko otwartymi ustami, przenosząc wzrok, to na niego, to na mnie.
– Masz lepszy pomysł? Znasz Kena na tyle, aby wiedzieć, co go przekona, a co nie? Wątpię, więc siedź cicho i daj mi działać.
– Przestańcie! – krzyknął Olivier, odzyskując głos. – To dobre zagranie i ja się zgadzam. Kręciliśmy kiedyś, nawet przez miesiąc byliśmy razem, więc to może się udać.
– Ja pierdolę! Jesteście pokręceni, i to równo – rzucił to z taką pogardą, że miałam ochotę mu przywalić, aby wreszcie zamilkł.
– To nie ty ukradłeś, więc łatwo ci to negować. Amber, jak ogarniesz forsę, przećwiczymy wspólną wersję i pójdziemy do twojego brata. Co ma być, to będzie, ale nareszcie się to skończy i przestanie się za nami ciągnąć – zakomunikował Olivier spokojnym głosem.
Aiden machnął rękami i usiadł na ławce, spuszczając głowę. Wiedziałam, że się o mnie martwił, ale nie było wyjścia. Usiadłam obok i objęłam go ramieniem, czując, jak bardzo jest spięty. Wiszące w powietrzu napięcie gęstniało. Na szczęście zaczął się rozluźniać, co sprawiło, że mi ulżyło i zrobimy tak, jak powiedziałam.
– A sprawa laboranta? – zapytał Olivier, drapiąc się po brwi.
– O tym pomyślimy, jak ustalę, co Ken konkretnie wie – oświadczyłam, łapiąc Aidena za rękę.
– Próbowałem się z nim skontaktować, ale nie odbiera. Dziś już jest trochę późno, ale jutro do niego podjadę i wypytam, czy nie miał gości albo, czy ktoś o coś pytał.
– Myślę, że ta sprawa nie wypłynęła. To była gruba akcja, a Ken nie lubi brudnych zagrywek. Tę nowinę rozwiązałby na gorąco.
– Zgadzam się, dlatego wyjaśniamy sprawę forsy, a o tamtym zapominamy – zasugerował Olivier, odganiając muchę sprzed oczu.
Byliśmy zgodni jak jeden mąż. Nagle zadzwonił telefon Oliviera. Odszedł, a po chwili rozmowy wrócił, informując, że musi uciekać. Pożegnał się, mówiąc, że czeka na kontakt, i odszedł szybkim krokiem, zostawiając nas samych.
– Aiden, jesteś ze mną?
– Tak – odpowiedział, opierając głowę na moim ramieniu.
„Wiedziałam, że mnie nie zawiedziesz” – pomyślałam, gładząc go po głowie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.