– Aha. Rozumiem. Pewnie miałaś powody.
– Oczywiście, że miałam. Chętnie ci o tym opowiem.
Abigal przełknęła ślinę. Znają się pięć minut i bóstwo chce jej o tym powiedzieć? Dziwne.
– Jeśli uważasz, że to istotne, powiesz. Jutro nie dam rady, ale pojutrze mam mniej pracy. Szef zarządu chyba jest mi przychylny i pójdzie na rękę. Do tej pory pracowałam jak mała mrówka.
– Pojutrze nie mam zajęć, to się świetnie składa. Wyślę wiadomość z adresem. Mieszkam w apartamencie i mamy duży parking dla odwiedzających. Bardzo się cieszę, że zadzwoniłaś, Abi. Miłego wieczoru i do zobaczenia.
– Do zobaczenia – chyba równo przerwały.
,,To interesujące” – szatynka nie bardzo wiedziała jak to wszystko pozbierać.
Abigal właściwie miała brązowe włosy, czasem w słońcu wpadały w mocno miedziany kolor.
Zaczęła robić kanapki, bo Spencer lubił je jeść na kolację. Otworzyła lodówkę i powyjmowała potrzebne produkty. Od powrotu do domu nie pomyślała nawet sekundy, o tym, co się dzisiaj wydarzyło. Podeszła do lustra w przedpokoju i patrzyła w swoje odbicie.
– Jesteś małą dziwką, ale warto było – zobaczyła swój uśmiech w lustrze.
Miała pewność, że Spencer niczego nie pozna. Skończyła z jedzonkiem dla męża i pomyślała, co będzie, jeśli zechce powtórki? Coś jej jednak szeptało, że dostanie dwa tuziny róż i będzie miły, ale raczej nie zechce być blisko.
Przybył za dziesięć ósma.
– Umieram z głodu – spojrzał na nią, dopiero później na stół. – Wezmę tylko prysznic i już jestem.
– Poczekaj. Co tam chowasz z tyłu? – uśmiechnęła się do swoich myśli.
Zobaczyła dwa tuziny czerwonych róż. Czyli kupił je w Costko. Nie ma znaczenia. Podeszła i pocałowała usta.
– Jak mąż przychodzi do domu, należy się buzi – szepnęła.
– Chciałem ci dać już umyty – odsunął się subtelnie.
– Rozumiem.
Zniknął w łazience.
Czuła, że jest cała spięta. Po chwili jednak się rozluźniła. Uznała, że jest hipokrytką. Jednak podejrzenia nabrały barw. Kiedy go przytuliła, poczuła zapach kobiecych perfum. To nie stanowiło ostatecznego dowodu, że miał romans. Podobno prowadził zajęcia do siódmej. I w tym momencie zaświeciła się czerwona lampka w głowie. Jej praca wymagała kilku zdolności, jedną z nich to pamięć. Dzisiaj była środa. O ile nic się nie zmieniło, Spencer miał w środę zajęcia do trzeciej. Odpuściła. Nie będzie robić dochodzenia. Tylko czy takie małżeństwo ma sens? Ona będzie to robiła z Jaretem a on z jakąś młodszą, o połowę, panienką? Musi znaleźć dowód, że ją zdradza. Już wiedziała, jak to zrobi.
Wrócił po kwadransie.
– Musisz być zmęczony po tylu godzinach – z pewnością nie rozpoznał chytrego spojrzenia w niedomkniętych całkiem powiekach.
– Tak. Lubię swoją pracę, ale czasem jestem padnięty.
– Dziękuję za róże – tylko się uśmiechnęła.
– Wpadłem do Costko.
– Tak sądziłam. Jakieś wiadomości z garażu?
– Nic poważnego. Kabelek się przetarł. Dealer zwróci wydatki. Rozumieli, że dałem gdzie indziej. Mam u nich sprawdzian w przyszłym tygodniu. Okazuje się, że jednak dbają o klienta. Nie można wszystkiego przewidzieć, ale chcą sprawdzić, by oszczędzić mi zdenerwowania na przyszłość.
– Coś policzą?
– Nie. Poczuli się odpowiedzialni.
Już miała ujawnić, że ma się spotkać z blondynką, ale powiedziała tylko półprawdę.
– Zadzwoniłam do Tracy i wszystko sobie wyjaśniłyśmy.
– O tak? To znakomicie. Nie widziałem jej dzisiaj. Robi wrażenie, że mnie unika.
– Może nie miała dzisiaj zajęć w tym samym budynku. Masz jeszcze kilku dobrych studentów? – posłała łagodny i uspokajający uśmiech.
– Carl Strong i Jonathan Willson. W kierunkach mechanicznych dominują mężczyźni. Tracy jest pod tym względem wyjątkowa. Już w szkole średniej była najlepsza z fizyki i matematyki.
– Czyli zrobi karierę normalnie.
– Ty też nie musiałaś używać atutów ciała. – Spencer przyjął wypowiedź, bez strojenia min.
– Niby masz rację. Źle ją oceniłam, bardzo miła dziewczyna.
– Możesz nie uwierzyć, ale ma do mnie stosunek bardzo profesjonalny. Dlatego mocno się zdziwiłem, twoją reakcją. Po prostu mnie ceni jako profesora. Rzadko ze mną rozmawia, a jeżeli to w sali wykładowej i w większości rozmowa dotyczy przedmiotów, które wykładam.
– Powiedziałeś, że mówiła ci o swoich sprawach osobistych. Dlatego wywnioskowałam niewłaściwie.
– Już ci wspomniałem, że nie byłem z tego powodu zadowolony. Wierz lub nie, poczułem się wówczas zaskoczony.
– Rozumiem. Jutro mam średnio ciężki dzień, ale pojutrze nie wiem, czy podołam. Ważne spotkanie.
– Dasz radę. Szkoda, że wasza firmy nie może pomóc uczelni. O tym decyduje rząd.
– Nadal się martwisz czy nie zamkną wydziału? Co na to studenci?
– Będą się musieli sami martwić – posmutniał.
Zaczął jeść, ale robił wrażenie, że myślami jest gdzieś indziej.
– Smakuje?
Przygotowywała herbatę i patrzyła w przeciwną stronę, dlatego nie widziała twarzy męża.
– Dziękuję. Ponieważ nie mogę zostać na lodzie, już szukam alternatywnego miejsca pracy.
– Najbliższy uniwersytet jest czterysta kilometrów!
– Tak. To raczej odpada. Istnieją inne firmy, gdzie mógłbym pracować, tylko nie będę miał tyle wakacji i zarobki spadną.
– Siła wyższa. Na szczęście moja pozycja jest mocna. To my decydujemy, kto zamknie zakład.
– Tak. Co czujesz, kiedy kogoś udupiasz? – spojrzał na nią w ten sposób po raz pierwszy.
– Jest mi przykro. Zwykle nie żałuję właściciela, bo przeważnie to z jego przyczyny ludzie stracą prace. Czasem na długo. Niestety człowiek musi zawsze liczyć na siebie.
Poczuła zimne spojrzenie.
– Czyli jeśli zamkną wydział, też będę musiał sam się o siebie martwić?
Nie dała mu czekać.
– Jesteś moim mężem. Jeśli zamkną wydział i stracisz z tego powodu pracę, pomogę zawodowo i jako żona.
Powinna dostrzec zadowolenie czy ulgę, lecz zobaczyła coś innego. Większy smutek. I nie wiedziała dlaczego.
Faktycznie gdzieś się pogubili i nie mogła sobie przypomnieć kiedy. Wyglądał na zmęczonego. Czy dałaby radę, gdyby chciał? Pewnie tak, chociaż nadal czuła miłe prądy w ciele, które ktoś inny wywołał. Chodziłoby jednak o coś innego. Dzisiejszego wieczoru, gdyby się to stało, uznałaby, że nie jest w porządku wobec Jareta. Tak naprawdę myślała. Zasłużył sobie i jej ciało chciało pamiętać nieco dłużej najlepsze zbliżenie życia.
Ranek okazał się nieco chłodniejszy. Tak odczuła, mimo że klimatyzacje mieli nastawioną cało rocznie na dwadzieścia dwa stopnie Celsjusza.
Rutynowe czynności. Siusiu, mycie rąk i zębów, krótki prysznic. Wiedziała, dlaczego go oszukała odnośnie jutra. Czuła, że z Tracy to będzie dłuższe spotkanie. Podobnie jak w przypadku potencjalnej zdrady Spencera, też nie miała i w tym żadnych przesłanek czy dowodów. Czysta kobieca intuicja.
Przyjechała do pracy pierwsza. To znaczy z pracowników. James Northon już przyjechał.
Z jednej strony praca to przesuwanie ciężaru na pewną odległość. Ich zajęcie polegało na rozmowach. Oczywiście musieli być zapoznani z liczbami, ale nie tylko. Oszacowanie dotyczyło również a może przede wszystkim danej osoby lub grupy. Ich potencjału umysłowego w kwestii podejmowania właściwych decyzji w przyszłości. Nie zawsze to wystarczało, ale jeśli ktoś chciał, to doprowadzał do tego, by to osiągać. Abigal potrafiła zobaczyć w ludziach determinacje i upór. W wyjątkowych wypadkach działały siły wyższe, ale przeważnie sam człowiek jest kowalem losu.
– Witaj, Abi. Jak zawsze pierwsza – widocznie usłyszał, że weszła, a ponieważ zostawiła szeroko otwarte drzwi, dlatego wszedł bez pukania.
– Bez przesady, James. Pierwszy to zawsze ty jesteś.
– Masz chwilkę, Abi?
Lubiła, kiedy tak ją nazywał.
– Oczywiście, szefie.
Zrobił nieokreśloną minę.
– Staram się być bardziej waszym koordynatorem, a nie szefem. Sądzę, że robimy dobrą robotę. Mam nadzieję, że nikt z reszty nie dał ci odczuć, że zrobiłeś karierę... no wiesz, co mam na myśli.
– Nie. Grupa jest lojalna i chyba dostrzegają mój wkład – przeszło jej przez głowę, że jej mąż wspomniał o identycznej sprawie.
Samce!
– Właśnie! – dotknął, a właściwie objął jej dłonie swoimi. – Lata temu zobaczyłem w tobie potencjał, tego dnia, kiedy przyszłaś z podaniem o pracę. Nie przyjąłem cię, bo jesteś piękna, tylko właśnie z tego powodu co dostrzegłem. I jak pokazuje czas, nie pomyliłem się wcale. Nigdy nie mówię takich rzeczy w obecności zarządu, ale jesteś najlepsza. Masz to, czego my mężczyźni nie posiadamy. Kobiecy zmysł.
Abi słuchała jego wypowiedzi, ale w głowie zostały tylko dwa słowa: Jesteś piękna.
Nie powiedział, byłaś. Użył niewłaściwego czasu, czy nadal tak uważa? Wczoraj Jaret a dzisiaj James! Powiedzieli dosłownie to samo!
– Staram się wykonywać dobrze pracę. Prawdą jest, że wkładam w to serce. Powiedziałeś coś, może przypadkiem, James.
Czarne mocne brwi bruneta zeszły się na chwilę.
– Nie zdarza mi się rzucać słów bez pokrycia. Co masz na myśli, mówiąc, że powiedziałem coś przypadkiem?
Szatynka poczuła, że policzki stają się ciepłe. Czy może to powiedzieć? Czy to profesjonalne?
Może nieco specjalnie otworzyła szeroko oczy. Skoro niby jest piękna, niech to dokładniej zobaczy.
– Powiedziałeś: Jesteś piękna. Może dwadzieścia lat temu byłam niebrzydka. Wiesz, brązowe, wpadające w miedziany kolor włosy, zielone oczy. Wówczas lepsza figura – nie zamierzała określać się bardziej.
– Och, o to chodzi. Wybacz...
Poczuła, jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Czyli jednak powiedział niechcący!
– To nie było profesjonalne. Jako szef powinienem uważać. Wybaczysz?
– Wybaczę co? – z wyrazu jego oczu widziała, że nawet Jaret na nią tak nie patrzył.
Znała Jamesa kilka dobrych lat i nigdy nie dostrzegła takiego spojrzenia.
– Wszedłem w twoją prywatność – powiedział cicho.
– James, zostaw na chwilę zasady i prawa Alpantrex CO. Co myślisz o mnie jako kobiecie, to jest dla mnie ważne. Teraz już nie wiem co myśleć, po usłyszeniu: Wybacz. Czy mam cię strzelić w twarz, czy pocałować?
– Abi! Nie zrozumiałaś mnie dobrze. Prosiłem o wybaczenie, bo złamałem regulamin ochrony osobistej pracownika. Tylko dlatego. Wiem, że masz męża, ale ty także wiesz, że nigdy nie próbowałem... Nie zachowałem się niewłaściwie wobec ciebie... jako kobiety. Chyba rozumiem twój niepokój, a może nawet gniew. Teraz proszę ponownie o wybaczenie, bo jeśli wyjaśnię, to może obrazić twoje zasady moralne. Jesteś mężatką.
– Wyduś to z siebie, James, na litość boską! – musiałby być idiotą, żeby nie pojąć, o co jej chodzi.
– Tak, oczywiście. Już mówię. Jesteś piękna. Dla mnie. Pewnie dla innych też. Widocznie dobrze się starałem przez te lata ukrywać.
– Ukrywać co? – wstała zza biurka i podeszła do niego bliżej
James stał cały czas pośrodku gabinetu.
Abigal pewnie by wcześniej tak nie postąpiła. To chyba zasługa Jareta. Szeptał jej tyle miłych słów. Obudził nie tylko kobiecość. Zapamiętała jedno wypowiedziane przez niego zdanie.
,,Diament nigdy nie powinien wstydzić się swojego piękna i blasku”.
Prawie dotknęła Jamesa piersiami, a najbardziej wrażliwa ich część nie wiadomo, dlaczego zaczęła być w alercie.
– Bardzo mi się zawsze podobałaś w tym fizycznym aspekcie. Oczywiście inne twoje cechy też dostrzegłem przez te lata. Nie przyjąłem cię jednak z powodu urody, chyba o tym wspomniałem.
– Nie obraziłeś mojej moralności. Jak wiesz, również nie rzucam słów na wiatr. Nie ma powodu, bym ci podarowała liścia, pozostaje więc spełnić resztę.
James nie specjalnie się bronił, kiedy poczuł wilgotne usta Abigal Carter, na swoich. Położył silną dłoń między łopatkami. Całowali się prawie minutę.
Odsunęła się z wyraźną trudnością.
– Teraz Spencer ma prawo mnie zabić – powiedział poważnie.
– Nie myśl o tym. Jeszcze kilka dni temu nigdy bym tego nie zrobiła. Dla równowagi, aczkolwiek nie myśl, że cię pocałowałam dlatego, powiem, że podejrzewam go o coś bardzo brzydkiego. Pewnie zaraz ktoś przyjdzie, więc się trochę pośpieszę. Odkryłam dzień wcześniej, że ci się podobam. W naszym wieku nie podejmuje się poważnych decyzji w sekundę. Powiedzmy, że dajmy temu trochę czasu.
– Jesteś rozsądną kobietą. Piękną i mądrą. Z pewnością powrócimy do tej rozmowy we właściwym czasie i miejscu.
– Z pewnością – posłała mu miły uśmiech, a on wyszedł i zamknął cicho drzwi.
Usiadła ciężko.
,,Właściwie co się z tobą dzieje, Abi? Jaret, Tracy i James” – ta myśl została dłużej w jej głowie.
Pozostawiła to bez odpowiedzi. Nie musiała się z tym śpieszyć. Mogą być wakacje nad morzem a drugie w górach, ale dom ma się jeden. Tylko pozostawał niewyjaśniony problem. Co, jeśli jednak się myli i Spencer jest czysty? Pokręciła głową. Intuicja jej jeszcze nigdy nie zawiodła.
Szybko doprowadziła swoje wnętrze do właściwego stanu. Przyszła tu, by pracować. Nie ogłoszono końca świata ani najazdu Marsjan. Sprawy sercowe i te leżące poniżej, poczekają.
Podczas dnia rozmawiała z dwoma członkami zarządu. Chad miał upodobania inne niż większość mężczyzn, ale nie zachowywał się tak, by to zostało zauważone. Wszyscy wiedzieli i tak, ale nikomu to nie przeszkadzało. James nie przyjął go, by sprostać nowym wymaganiom rządu. Facet potrafił, podobnie jak Abi, podejmować właściwe decyzje. Poza tym, miał układy, wynikające częściowo z tego powodu, kogo preferował. Taki świat.
Paul, pięćdziesięcioletni pan z brzuszkiem i z łysiną z przodu był duszą, a nie człowiekiem. Trójka dzieci. Żona z lekkim nadmiarem wagi pasowała do niego całkowicie. Miła, ciągle roześmiana kobieta. Abigal bardzo ją lubiła, szczególnie kiedy raz zobaczyła całą piątkę, nabrała do niej sympatii. Dzieci z pewnością zaznały dużo miłości i radości. Paul jako jedyny z pracujących mężczyzn, zdawała się nie widzieć w niej kobiety. Nie była o to zła, bo dla przeciwwagi jako jedyny traktował ją jako przyjaciółkę. Czasem jej opowiadał, czego może nie powinien, o sobie i rodzinie. James nie zawsze przychylał się do jego zawodowych decyzji. Dlatego już kilka razy wpadał, żeby zaciągnąć opinii osoby, tej niepopełniającej pomyłem, jak mawiał o niej. Dwa razy uratowała mu tyłek i dostała za to ogromne bukiety kwiatów. Nie z Costko. Oczywiście nadal nie miała za złe Spencerowi, że tam kupił kwiaty. Jej nieomylna intuicja szeptała, że nie kupił z powodu przedwczorajszego wieczory tylko by czuć się mniej winnym za wczorajsze popołudnie.
Niekończące się rozmowy telefoniczne, z różnymi osobami sprawiły, że nie czuła przepływu czasu. Prawie by zapomniała. Kilka minut przed piątą zapukała do Jamesa.
– Proszę wejść – usłyszała wyraźny baryton.
– Tylko zajmę chwilkę – powiedziała zaraz, kiedy zamknęła za sobą drzwi.
– Dla ciebie mam zawsze czas – uśmiechnął się szczerze.
Oboje rozmawiali w ten sposób, jakby ten pocałunek nie zaistniał.
– Chodzi o jutro. Nie mam wiele spotkań i żadnego po południu.
– Chcesz wyjść przed lunchem, tak?
– Właśnie. Poza tym będę musiała poprosić o kilka dni wolnego. W sprawach osobistych.
– Nie ma sprawy. Tylko po powrocie zastaniesz więcej pracy. Mam kilka miejsc i osób, które wyraziły pragnienie, by tylko z tobą negocjować. Ja to rozumiem i honoruje. Mówię całkiem uczciwie i mam dowody. Twój wkład w Alpantrex CO jest bardzo istotny. Nie twierdzę, że bez ciebie byśmy nie egzystowali, ale bezsprzecznie jesteś naszym najlepszym pracownikiem. Dziękuję.
Abi obdarowała Jamesa uśmiechem. W głębi duszy uważała, że przesadza, jakkolwiek on tak naprawdę uważał. Nie powiedział: moim. Powiedział: naszym. Przecież był właścicielem tej placówki!
– Czyli wyrażasz zgodę, szefie?
– Mam napisać na papierze? – teraz on odwzajemnił pytanie miłym wyrazem twarzy.
– Nie trzeba. Bardzo dziękuję.
Wyszła. Szybko znalazła się w garażu.
Wsiadła do swojego wozu i od razu napisała wiadomość do Tracy.
,,Mogę jutro. Jestem dostępna od dwunastej w południe”.
Wcześniej już sprawdziła, że potrzebuje dwadzieścia minut, by dojechać z pracy do jej mieszkania. Skoro ma takie lokum, musiała dostać to od rodziców. Mieszkanie za milion, bo tak kosztowały prywatne apartamenty w blokach, blisko jeziora. Dom w zależności od wielkości i wieku kosztował od czterystu tysięcy wzwyż. Przy brzegu nawet małe posesje kosztowały ponad milion. Blok, w którym mieszkała, Tracy znajdował się w prostej linii trzysta metrów od jeziora. Blisko kawiarni, gdzie Abi poznała Jareta.
Ruszyła spokojnie.
,,Pewnie Jaret trochę tęskni” – pomyślała.
Wiedziała, że na długą metę taka relacja nie ma sensu. Nie mogła być długo z facetem, który mógłby być jej synem. Chodziło tylko o wiek. O ile Abi tolerowała związki jednopłciowe, to już, jeśli chodziło o kazirodcze, miała dość ustalone zdanie. W jej wypadku, gdyby Jaret był synem, byłaby forma syn – matka. Wzdrygnęła się na samą myśl. Na szczęście nie był i z uwagi na wiek raczej nie miało to szans, musiałaby zajść w ciąże w wieku czternastu lat. W tej chwili nie myślała o tym, że zdradziła męża. Wiedziała jedno. Została doceniona jako kobieta i przeżyła najmilsze w całym życiu chwile. Z drugiej strony nie chciała rozmyślać o zakończeniu związku, który dopiero zaczęła.
W domu rozmawiała z mężem, jakby jej problemy się skończyły. Dostrzegła, że starał się być inny. Problem polegał na tym, że się starał, a ona to wyczuwała.
– Mam sporo prac do poprawy i muszę przygotować wykłady – powiedział zaraz po kolacji.
Nie ogłosił nic nowego. Słyszała to setki razy.
– Ja też muszę coś przygotować. Mam jutro ciężki dzień. Chyba ci mówiłam, prawda?
– Tak, wspominałaś.
Oddalił się do swojego gabinetu.
,,Z nas dwojga ja kłamię, a on pewnie mówił prawdę” – pomyślała.
Weszła do swojego pokoju i pomyślała, że mogłaby w zasadzie wpaść do Jareta na kilka godzin. Spencer łyknąłby każde kłamstwo. Pewnie dlatego, że do tej pory zawsze postępowała uczciwie i mówiła prawdę. Jednak ta myśl pozostała zarodku. Z powodu Tracy. Nie dopuszczała niektórych myśli, ale przecież miała ich świadomość. Dziewczyna jej się spodobała. W ten swoisty sposób. Nie z powodu piersi. I nawet nie, że była bardzo ładna. Dlaczego więc? Nie miała pojęcia. Co dziwniejsze nigdy by nie myślała, że kobieta może jej się spodobać. Weszła na całkowicie nowy teren. Pozytywne znaki od blondynki? Nie zwróciła uwagi. Z pewnością Tracy ją akceptowała. Być może Abigal przypominała jej matkę, siostrę matki, kogokolwiek starszego, tej samej płci, do kogo blond-bóstwo czuło coś specjalnego. Nie znała dziewczyny ani trochę, a wiedziała, że chce poznać i to dobrze. Czy blisko? O tym nie myślała, postanowiła zdać się na rozwój wypadków.
Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać sukienki. Czasem zakładała spodnie, głównie w zime. Z powodów temperatury. Nie miała nic przeciwko, że większość kobiet nosiła spodnie. Raczej tolerowała innych.
Kiedy już wybrała jasnoburaczkową kreację, pomyślała o bieliźnie. Nie chciała wyjść na kopciuszka. Do ładnej kiecki trzeba założyć gustowną bieliznę. Zobaczyła w szufladzie ciemnomalinowy komplecik. W zasadzie obrys miał kolor dojrzałej maliny, resztę stanowiła siateczka z drobnymi dekoracjami. Przypomniała sobie bajkę o kobiecie, która miała być ubrana, a jednocześnie naga. Wówczas chodziło o sieć rybacką. Kiedy wybrała co jutro założy, wzięła do ręki książkę. Dzieje drugiej wojny światowej. Londyn. ,,Sierota w śniegu” autorki Molly Green. Nie jakieś dzieło światowej klasy, ale dobrze się czytało. Czytała z godzinę. Potem poćwiczyła troszkę, bardziej skupiając się na mobilności ciała, niż na wzmocnieniu mięśni, a w końcu wzięła prysznic. Zanim położyła się spać, odwiedziła Spencera. Siedział przy biurku otoczony stosami prac.
– Pewnie skończę po pierwszej. Nie czekaj na mnie – powiedział, kiedy ją zobaczył.
– Tylko nie siedź dłużej – pocałowała go w czoło, a on nie zaprotestował.
Kiedy już znalazła się w łóżku, zastanawiała się po raz kolejny, dlaczego nie czuje wyrzutów sumienia z powodu zdrady.
Zasnęła szybko.
Wstała pierwsza. Po porannych czynnościach weszła do kuchni. Zaparzyła dobrą herbatę z Indii. Nie była typowym przedstawicielem północnej ameryki, który zaczynał dzień od kawy. Zwykle złej klasy i źle przyrządzonej. Spencer należał do tej większości.
– Zrobić ci espresso? – zapytała miło, kiedy się tam pojawił.
– Takie najmocniejsze. Znalazłem się w łóżku po drugiej.
Zwykle go żałowała, ale tym razem nic nie odpowiedziała.
– Chcesz kanapki do pracy, czy będziesz korzystał z uczelnianego bufetu?
– To drugie. Zjem tylko rogalika.
– Zrobiłam dla ciebie – spojrzała na trzy kanapki z indykiem, żółtym serem i pastą z tuńczyka.
– Włóż do lodówki. Pewnie z powodu niedostatecznej ilości snu, nie mam apetytu.
– Jasne, rozumiem – wyjęła z szafki zamykane torebki i schowała wszystko do lodówki.
– A ty coś jadłaś? – zapytał.
– To samo, co jest teraz w lodówce. Jestem w kuchni od trzydziestu minut.
W najmniejszym stopniu nie czuła się zła, że nie zjadł co przygotowała i nie chciał zabierać ze sobą. Spojrzała na niego.
,,Z jakiegoś powodu uczucie do niego zanika. Dziwne” – pomyślała, ale z pewnością nie mógł się niczego domyślić, bo na jej twarzy panował uśmiech.
Poszła do łazienki i położyła cienką warstwę kremu tylko w okolicy zmarszczek. Zwykle kładła na całej twarzy, ale uznała, że tak wystarczy. Dzisiaj rano nie ćwiczyła. Robiła to zwykle co drugi dzień. Nie miała brać udziału w zawodach. Szlifowała formę dla zdrowia i zachowania sylwetki.
Wyszedł z domu przed nią i tylko się uśmiechnął. Kiedyś by rozkładała na czynniki pierwsze, czemu jej nie pocałował, nie przytulił, nie powiedział, że ją kocha. Teraz spłynęło to po niej jak woda po kaczce.
Kiedy Jaguar odjechał, spakowała do torby sukienkę i bieliznę, którą wczoraj wybrała. Pozostała w bawełnianej sukience o kolorze zieleni. Upięła włosy do góry. Przejechał bezsmakowym błyszczkiem usta i weszła do garażu. Po drodze nic specjalnego się nie wydarzyło.
James już był. Dotknęła maski jego Bentleya GT. Ciepły więc przybył kilka minut wcześniej. Tym razem zauważyła, że i Paul dojechał przed nią. Jeździł Infinity QX 80. O ile pamiętała, auto miało już cztery lata i straciło sześćdziesiąt procent wartości. Paliło sporo, ale dawało komfort jazdy. Poza tym Paul miał trójkę dzieci. Znowu przypomniała sobie swoją kondycję.
Myśleli nawet o adopcji, ale ostatecznie sprawa upadła. Nie z powodu, że to koszty. Spencer nie był zachwycony i to zaważyło. Czyli naprawdę, ona myślała o adopcji. Ilekroć widziała rodziny z dziećmi, zawsze czuła dziwny stan. Smutek i tęsknotę.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
4 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
abigail
Atmosfera robi się coraz bardziej gęsta i ciekawa jestem jak to się skończy. Tylko dlaczego nie nazywasz prostych rzeczy po imieniu. jakieś maślaczki, nie wiem czy dobrze spamiętałam coś co dzieciom potrzebne do ssania? ani to romantyczne ani erotyczne
Sapphire77
@abigail Pewnie nie lubisz grzybków marynowanych, dlatego tak napisałaś. Maślak nie jest może erotyczny ani romantyczny, ale bardzo smaczny
Skończy się dobrze. Nie lubię złych zakończeń.
abigail
@Sapphire77 lubię grzybki pod każdą postacią, co prawda nie których szkoda by było marynować
po mogły by jako posiekane na drobno trafić do sosu tatarskiego
Pumciak
Jestem ciekawy dokąt ją te zdrady zaprowadzą
Sapphire77
@Pumciak Och, uwziąłeś się. Tylko zdradę widzisz?
Hart
Rozwijasz ciekawy wątek. Co prawda nie mam pojęcia w którym kierunku zmierza bohaterka ale aspekty moralności zawsze robią wrażenie. Poczekam na cześć czwartą, bo w niej pewnie dużo jaśniej będzie.
Sapphire77
@Hart Troszkę. Dziękuję
unstableimagination
Abigail robi się coraz bardziej otwarta na ludzi, co dobrze wróży dla czytelników, chętnych czytać o jej przygodach. Ciekawe ochłodzenie relacji z mężem.
Miałem nadzieje, że spodka się z Tracy już w tym odcinku. Czekam więc na kolejny!
Sapphire77
@unstableimagination Co nagle to po diable. Abi jest kobietą pracującą. Nie wszyscy mogą być księżniczkami
unstableimagination
@Sapphire77 Słuszne spostrzeżenie
Sapphire77
@unstableimagination Jest dla mnie zaszczytem, że czytasz moje opowiadnie i większym, że je komentujesz. Czy doczekamy się dalszej części Magii krawieckiej?