Abigal weszła do gabinetu i po włączeniu, sprawdziła komputer. Nic się nie zmieniło. Luz do południa i zero rozmów później. Gdyby coś doszło? Musiałaby podjąć decyzję. Wyjątkowo ważna sprawa musiałaby odsunąć wizytę u Tracy. Reszta grupy zbierała się z Jamesem o dziesiątej, ale ogłosił im, że Abigal Carter ma dzisiaj inne sprawy. Ponoć nie przyjęli tego ze zdziwieniem, bo czasem szef robił wyjątki. Dowiedziała się tego od Paula, który odwiedził ją o jedenastej.
Po zdaniu relacji z obrad przeszedł do rzeczy.
– Mam trudną sprawę. Jest mi naprawdę głupio, że po raz trzeci zabieram twój czas.
– Czy to paląca sprawa?
– Nie. Dopiero w poniedziałek muszę podjąć decyzję. Po wstępnym zapoznaniu, chcę ich odrzucić.
– Ty? Masz opinię Świętego Mikołaja. Skoro mają upaść, to pewnie masz rację.
– Jest coś, o czym mi ostatnio mówiłaś. Właściciel, Rafael Queensway jest dziwny. Moim zdaniem ma potencjał. Chce coś zmienić, bo twierdzi, że wówczas da radę wyjść z długów. Zasugerowałaś, kiedy ostatnio pomagałaś, że poza liczbami, liczy się człowiek. Może powinienem dać szanse Rafaelowi. Robi wrażenie człowieka, który wie, co powinien zmienić. Wszyscy robimy błędy...
– Dobrze. Pomogę ci jutro.
– Czy jest możliwe, żebyśmy zrobili to u mnie w domu? Nie chcę, aby inni wiedzieli. Rozumiesz...
– Oczywiście. Nigdy nie byłam u ciebie. Szósta będzie dobrze? Zawiadomię męża. Dzisiaj zaraz kończę.
– Tak, widzę, że jesteś podekscytowana.
– Podekscytowana? Naprawdę tak sądzisz?
– Oczy ci się śmieją. Wyglądasz jak dziewczyna, która idzie na pierwszą randkę.
– Zwariowałeś? – uśmiechnęła się miło. – Mam ważne spotkanie, chociaż bardzo mało związane z pracą.
– Przepraszam, może się pomyliłem. Bardzo ci dziękuję, że pomożesz.
Wyszedł, a Abigal podeszła do lustra i szukała tego, co dostrzegł Paul.
– Interesujące. Ja nic nie widzę. Może Paul ma jakieś własności, o których nic nie wiem – powedziała do odbicia.
W głębi duszy cieszyła się, ale w umiarkowany sposób, na wizytę u Tracy.
Wyszła za pięć dwunasta. Zatrzymała samochód na stacji benzynowej z obsługą i poprosiła o nalanie pełnego baku. W toalecie przebrała się we wszystko, co zostawiła w torbie. Zapłaciła i pojechała. Znalazła sporo miejsca na parkingu dla gości. Tracy mieszkała na ósmym pietrze.
– Otwieram – usłyszała przez intercom.
Po trzech minutach stała przed drzwiami.
– No witaj, Abi. Matko święta, jaka fajna sukienka – pocałowała policzek szatynki, jakby się znały od lat.
– Głodna? Zrobiłam kilka jedzonek.
Okna salonu wychodziły na jezioro.
– Dosyć ładny widok.
– Tak, ale nie ma dla mnie takiego znaczenia. Rodzice mi kupili, więc to ich zasługa. Pewnie myśleli przyszłościowo. Chata z takim widokiem jest w cenie.
– Rodzice mieszkają w mieście?
– Nie. Daleko na północy, jakieś pięć godzin jazdy. Mają farmę. Sprzedają byki. Oczywiście mają wszystko. Większość warzyw i owoców rośnie koło domu. Kilka krów daje mleko. Jajka prosto z kurnika.
– Czyli również opłacają ci studia? – Abigal chciała dokończyć kwestię pieniędzy.
– Tak. Trochę też dorabiam w sklepie. Starcza na personalne wydatki. Na koncie też zostawili pieniądze, żebym miała na wszystko. Jestem wdzięczna. Może z powodu, że jestem jedynaczką, tak postąpili.
– Rodzice są tacy. To, że mają cię jedną, chyba nie ma znaczenia – powiedziała, raczej z przekonania, niż z doświadczenia.
Teraz mogła się jej lepiej przyjrzeć. Dziewczyna była naprawdę ładna. Tym razem miała na sobie błękitne spodnie i ładną bluzeczkę w kolorze jasnego beżu. Dekoracje stanowiły srebrne cekiny. Nic specjalnego.
– To może zrobię kawę i podam jabłecznik?
– Jadłam śniadanie o ósmej, więc chyba zjem coś z tego, co przygotowałaś, a deser zjemy potem. Masz godzinkę?
– Godzinkę? Dzisiaj mam czas do nocy. W sumie nie znam cię wcale i czas to zmienić. Chciałabym cię poznać.
– Podobnie i ja ciebie.
– Jestem osobą szczerą. Nie dla wszystkich, ale czuję, że do ciebie mogę taka być. Od razu powiem, że moje stosunki z profesorem Spencerem, są czysto zawodowe, że tak powiem. Lubię przedmioty, które wykłada. Odczułam, że byłaś nieco zazdrosna.
Abi poczuła się rozbrojona. Nie zamierzała kłamać.
– To prawda.
– To już wiesz, że o mnie nie musisz.
Powiedziała to i zrobiła minę, którą się zdradziła.
– O ciebie nie, a jest ktoś inny, o kogo powinnam? – patrzyła jej prosto w oczy.
– Wyjdę na donosiciela, a tego nie planowałam. Chociaż pewnie i tak się dowiesz.
W normalnych warunkach szatynka dostałaby ataku paniki, może by nawet zaczęła płakać. Jednak widocznie ten czas już przeminął. Pewnie by zapytała o więcej, ale Tracy kontynuowała.
– Chciałam się z tobą zobaczyć z powodu – Tracy przygryzła wargę – bo mi się bardzo podobasz. Nie tylko zewnętrznie. Jestem młoda, ale od dawna odkryłam w sobie dar. Czuję ludzi. Niestety czasem się mylę. Źle oceniłam mojego byłego. Mark potrafił ukrywać swoje prawdziwe oblicze.
– Co takiego? – Abi potrafiła zagrać zdziwioną.
Nie zareagowała tak, na wieść o darze Tracy, jaki podobno posiadała, lecz na wiadomość, że podoba się blondynce. Cokolwiek miało to znaczyć.
– Od chwili jak cię tylko zobaczyłam. Nawet jeszcze nie doszłaś. Nie wiedziałam, że jesteś żoną profesora Spencera. Spodobałaś się mi bardzo z urody, ale wraz z tym przyszła fala informacji, że jesteś wyjątkowo interesująca w środku. Wiem, że brzmi to nierealnie, ale tak właśnie było.
– Poczekaj chwilkę. Miałaś chłopaka i z opowiadania męża wynikało, że jesteś z nim, w dość dobrych stosunkach... tych intymnych.
– On ci tak powiedział? – błękity Tracy stały się wielkie jak księżyc w pełni, lecz również ich temperatura gwałtownie spadła na tyle, że powiało chłodem.
– Tak mi przekazał. O ile pamiętasz, twoje – oczami wskazała centralną część piersi – były w erekcji.
Ja byłam wściekła, bo sobie zbudowałam od razu historię. Dopiero później w domu powiedział mi, że nie gustuje w sporych piersiach, a twój stan wynikał z faktu, że mu opowiedziałaś o intymnym kontakcie ze swoim chłopakiem.
Twarz blondynki stała się poważna a oczy zimne jak lód.
– Jedyna prawda z opowiadania twojego męża jest taka, że on nie gustuje w sporych cyckach. Wszystkie siksy, które wali na swoim biurku mają małe lub najwyżej takie jak twoje. – Abigal zobaczyła złe ogniki w błękitach.
To, co wypowiedziała i w jaki sposób przekazała, znaczyło wiele. W jednym momencie dla blondynki mąż Abi przestał być profesorem Spencerem. Jednak po sekundzie buzia blondynki przyjęła rumieniec zawstydzenia.
– Moje podniecenie wynikło z całkiem innych powodów.
Ostatnia rewelacja z ust Tracy oczywiście została zarejestrowana, ale poprzednia część jej wypowiedzi bardziej obchodziła panią Carter w tym właśnie momencie.
– Przypuszczałam, że mnie zdradza, ale nie miałam dowodów. Trochę się obawia, że zamkną wydział mechaniki i straci prace.
– Wierutny kłamca! Kurwa, a ja go lubiłam! Uniwersytet się dowiedział o jego nieetycznej działalności, bo nie wszystkie panienki potrafiły trzymać buzie na kłódkę. Mają go wywalić. Jeszcze to się nie stało, bo ktoś w radzie uczelni próbuje go bronić. Może też ma podobne upodobania, tylko wybierał osoby zachowujące tajemnice osoby, lub lepiej je traktował. Przykro mi, Abi.
– Mnie nie jest przykro – szatynka odczuła, że mąż stał się jej już całkiem obojętny. –. Zostawmy mojego męża, zresztą pewnie już wkrótce byłego. Powiedziałaś mi w dość interesujący sposób o powodzie erekcji twoich brodawek, ale wyjaśnij mi jedno. Miałaś chłopaka. Nie wiem, dlaczego zerwałaś, ale jednak go miałaś. Ludzie w wieku dwudziestu dwu lat nie łączą się w pary po to, żeby się trzymać za rękę i chodzić na spacery.
– Zgadza się. Nie jestem zwolenniczką kobiet, jeśli chodzi ci o to. Sama nie rozumiem – Tracy patrzyła na nią tak, że nawet Jaret zostałby daleko w tyle.
Może tylko to szczególne spojrzenie Jamesa było bliskie w ładunku emocjonalnym z tym, co emanowało z ładniutkiej twarzy Tracy.
– Czyli nadal podobają ci się mężczyźni – raczej stwierdziła niż zapytała.
– Nadal tak, chociaż w tej chwili o tym nie myślę. Widzisz, muszę ci coś powiedzieć. Pewnie masz to również. Kobieta jest innym stworzeniem niż mężczyzna. Ponoć jesteśmy z Wenus a oni z Marsa. To pewnie bzdury, ale mamy instynkt macierzyński i intuicję. Taką specjalną. Może nie każda to ma i nie zawsze. Byłaś wściekła, ale i tak odczułam, że ci się podobam. Przypuszczałam, że jesteś sto procent hetero, jednak mam szansę cię poderwać. Z moim byłym już mieliśmy różne sprzeczki i zerwałam. Zmęczyłam się krętactwami. I kiedy już właściwie ważyłam decyzję, pomyślałam o tobie. Że z tobą nie będę musiała udawać a co ważniejsze domyślać się i rozważać co miało znaczyć to słowo albo co miałaś na myśli, mówiąc inne zdanie. Potem to szybko zburzyłam. Uświadomiłam sobie, że nie mogę zostać twoją dziewczyną. Postawiłam na jedną kartę. Zapragnęłam zatem zaszaleć po czubek głowy. Rozumiem, że przegrałam i jest mi głupio.
Jeżeli myśli pędzą szybciej od światła, to pewnie się to odbywało w głowie szatynki. Chciała jej powiedzieć, że się nie myli i że dobrze odczuła, ale następna myśl wyprzedziła tę pierwszą i pomyślała, że trochę się z nią podroczy. Najpierw popatrzyła zdziwiona, by blondynka zrozumiała, że faktycznie się pomyliła.
– Przykro, mi Tracy. Nie jestem zainteresowana aż tak blisko się z tobą zapoznawać, jednak nadal możemy coś zjeść z sałatek, a potem deser. – Abi nie pomyślała oczywiście o jabłeczniku, ale zrobiła wszystko, żeby Tracy tego nie odkryła.
– Tak, możemy zjeść. Przepraszam, że nazwałam twojego męża kłamcą.
– Nie szkodzi. Nie jestem zła za słowa prawdy.
– Masz piękną sukienkę – stwierdziła sucho, ale Abi już od minut dostrzegła, że sukienka musi się podobać blondynce.
– Czasem mamy spotkania z ważnymi osobami i muszę wyglądać dobrze.
– Masz gust. Wiem, że skoro ci już wszystko powiedziałam, to nie będzie miała dla ciebie znaczenia następna sprawa.
– Czyli? – tym razem szatynka nie domyślała się, o czym śliczna blondynka chce jej oznajmić.
– Masz śliczne oczy i kolor włosów. Nie farbujesz, prawda?
– Tak. Podobają ci się trochę? Nic specjalnego, znaczy włosy. Brązowe, o odcieniu miedzi. Oczy? Wiesz, widzę ich kolor każdego dnia w lustrze, to mi spowszedniało.
Spencerowi się też podobały jej włosy i oczy przed ślubem i może jeszcze z pół roku potem. Raczej nie pamiętała późniejszych komplementów.
– Czy mi się podobają? Chyba wyraziłam się jasno. Są śliczne. Zarówno włosy, jak i oczy. Czy dziwnie to brzmi w ustach dziewczyny? – powiedziała to pewnie, ale głos niósł nutkę niepewności co do efektu, jak to odbierze Abigal.
Szatynka zastanawiała się nad Tracy. Dała jej wyraźnie do zrozumienia, że nie jest zainteresowana bliższym z nią kontaktem, a mimo to, dziewczyna nadal prawiła jej komplementy, chociaż z nieco mniejszą radością.
– Istotnie. Skoro powiedziałaś śliczne, to ci się podobają. Też jesteś ładna. Blondynka, która nie jest blondyną. Czy to dziwnie brzmi w twoich ustach? Nie jestem pewna, co mam o tym myśleć.
Abi zmuszała się, żeby jej słowa brzmiały sucho, aczkolwiek prawdziwie.
Tracy szybko się uśmiechnęła, ale uśmiech zniknął błyskawicznie.
Abigal zastanawiała się, jak długo to przeciągnie. Musiała uważać co mówi, żeby się nie wydać. Na szczęście ciało kontrolowała i nie wiedziała, jak jej się to udaje.
– To zjemy coś? Proponowałaś.
– No tak. Gapa ze mnie. Z facetami trzeba trochę poudawać, myślałam, że z tobą mogę wywalić z mostu. Głupia blondyna za mnie. Czemu powiedziałaś, że nie jestem blondynką. Jestem. I nie chodzi mi o włosy.
– Miałaś mnie czymś poczęstować. Będziesz płakać, kiedy pójdę? – Abigal powiedział to i od razu uznała, że tym razem przeciągnęła.
Tracy się trzymała, ale otarła łzę.
– Wybacz. To było idiotyczne. Dać tak dupy! Czyli intuicja nie zawsze podpowiada prawdę. Cholera! Tak się zbłaźnić i to nieomal w progu! Dobrze, idę przygotować. Chcesz czegoś posłuchać? Lubię różne rodzaje muzyki. Nie znoszę śmiertelnego rocka, poza tym jestem dość niewybredna. Diso–polo, muzyka techno, miękki rock, przytulanki, klasyka, jazz, folk.
– To faktycznie szeroki zakres – stwierdziła Abi, nadal cedziła słowa jak robot.
Tracy poszła do kuchni. Z uwagi, że nowe mieszkania miały taki sam styl, Abi nie traciła jej z oczu. Kuchnię od salonu oddzielała pół–ścianka. Idealne rozwiązanie do serwowania posiłków,
– Mogę pomóc? – zapytała gospodynię.
– Nie ma w czym, ale jak chcesz, to chodź.
Z pewnością blondynka była bardzo szczera i bezpośrednia.
Abi miała na nogach sandały. Już od początku maja nosiła. Nie znosiła wysokich obcasów, chociaż umiała w nich chodzić i z racji pracy czasem musiała zakładać.
Weszła do kuchni i usiadła na taborecie.
– Czyli wychowywałaś się na farmie? – zmieniła temat, uznała, że nie zdoła dalej torturować smutnej od minut blondynki.
– Tak. Pewnie byś nie wytrzymała w oborze. Rodzice zajmują się hodowlą byków zarodowych. Teraz poczyniono postępy, ale nadal czasami dopuszcza się samca. Mają też kury, świnki i spory ogród.
– Miałaś z kim się bawić w wieku szkolnym?
– Tak. Miałam koleżanki i kolegów. Jeśli chodzi o pierwsze kontakty, to długo nic nie było i pocałowałam się w wieku piętnastu lat, a poważniejsze sprawy przydarzyły się już tu, w mieście. Mark był moim drugim chłopakiem. Z pierwszym łączyłam nadzieje, ale okazał się samcem. Znudziłam mu się po trzech tygodniach i mnie zostawił. Taką niebrzydką i niegłupią dziewczynę – znowu otarła łzę.
– Wybacz, że pytam o takie intymne sprawy, ale stwierdziłaś, że ci się podobam. Nie próbowałaś...
– Nie. Wiem, co masz na myśli? Słyszałam od kilku dziewczyn, że eksperymentowały. To czasem robią młode dziewczyny. Moi rodzice byli dość zasadniczy. Ojciec ciężko pracował, ale był bardzo w porządku do mamy. I ona dla niego. Dali mi sporo uczucia. Wtedy jeszcze nie miałam pytań, ale z perspektywy czasu nie wiem, co bym usłyszała. Pewnie zapytałabym mamę, tylko sama wiesz, jak jest. Nad prawdę stawia się wiarę.
Abi wychwytywała wybrane słowa. Czyli nie usłyszała o mamie, cioci, pracownicy, starszej nauczycielce. Więc dlaczego wzbudziła zainteresowanie swoją osobą?
– Był?
– I jest. Żyją i mają się dobrze. Są dumni, że córka studiuje. Tylko czy dostanę potem prace?
– Dostaniesz – odpowiedziała od razu.
Abigal pomyślała znowu o dziecku. Jaką by była matką? Czy taką kochaną, jak mama Tracy?
Spojrzała na blondynkę.
– Rodzice są szczęśliwi, kiedy mogą być dumni z dziecka.
– Z pewnością, ale skąd taki optymizm w twoich słowach? Chodzi mi o pracę po studiach – Tracy już nie robiła wrażenia bardzo smutnej.
– Mam układy i mogę pomóc. Ile ci jeszcze brakuje?
– To ostatni rok, czyli w zasadzie dwa miesiące – teraz z kolei Tracy spojrzała na Abi.
– Skończyłam jedzonko. To taka kombinacja przepisów mojej mamy i moich własnych.
– Wygląda wyśmienicie.
– Tak, wątpię, czy taką jadłaś. Sałatkę można jeść ze świeżą bułeczką albo samą. Pieczywo tuczy.
– Nie masz nadwagi – szatynka popatrzyła na nią z uśmiechem.
– Chciałabym mieć taką figurę w twoim wieku.
Abi wstała i podeszła do niej blisko.
– Powiedz, że jestem stara i nie skosztujesz tej sałatki – powiedziała to, ale nie ze złością.
– Ile masz lat?
– A ile byś mi dała?
– Trzydzieści osiem – uśmiechnęła się niepewnie.
– Zaraz zginiesz!
– Mniej?
– Mam czterdzieści trzy.
– Wyglądasz, na tyle ile powiedziałam. Najwyżej na tyle. Ręce i łydki mają jędrną skórę. Reszty... nie zobaczę – ponownie posmutniała.
Abigal musiała uznać, że otwartość i szczerość blondynki przekraczała nawet granice naiwności.
– Chrzanisz! Nie widzisz zmarszczek?
– Owszem, na czole, ale niewielka. Nie powiedziałam tego w złej wierze, o tym, że chciałbym tak wyglądać w twoim wieku. To miał być komplement. Widocznie nie potrafię mówić takich rzeczy kobiecie, a facetom raczej się nie słodzi. Jest jedna rzecz, którą lubią słyszeć, ale akurat ani Mark, ani Randy nie mieli powodów do dumy.
Abi nie skomentowała usłyszanych słów, chociaż w sekundę przypomniała sobie Jareta.
– Dobrze, próbuję żartować. Mam ile mam. Przestałam się przejmować.
Zaczęły jeść. Abigal próbowała rozróżniać warzywa, ale czuła, że specjalność tej potrawy leży w sosie.
– Zdradzisz przepis? Smakuje świetnie.
– Tak, ale to nie wystarczy. Trzeba widzieć, jak się przyrządza.
– To mam powód, by cię drugi raz zobaczyć, mała.
– Nie różnimy się wzrostem, może jestem niższa o cal.
– Jeśli ci nie pasuje, że tak cię nazwałam, to przepraszam.
Skończyły pyszności i Tracy chciała zrobić kawę.
– Poczekaj, niech się ułoży. Mówiłaś, że masz czas.
– Mam, ale skoro zapytałaś, czy mam godzinkę, pomyślałam, że ty nie masz.
– Nie muszę zaraz iść. – Abi spojrzała na dziewczynę już bez udawania.
– Czemu tak patrzysz? – blondynka wyglądała uroczo, kiedy się wstydziła.
– Jak?
– Powiedziałaś jasno, że... – zaczęła się gubić.
– Trochę ci nakłamałam. Tak od kilku dni wszystkim kłamie.
– Nie ładnie kłamać – Tracy chyba ponownie nabrała nadziei.
– Dobrze, powiem ci prawdę. Całą prawdę i tylko prawdę, ale najpierw chcę wiedzieć kilka rzeczy.
– Pytaj – blond–bóstwo patrzyło ufnie.
– Czemu tego chcesz?
– Nie traktuję cię jak zabawki, jak również nie ma to być eksperyment. Nie wiem. Wiem, że chciałabym. Tylko że ty nie chcesz. Rozumiem, nie pociągają cię kobiety i czułabyś się strasznie.
– Wspominałaś, że ciebie też nie pociągają. Nie jesteś biseksualna tylko hetero.
– Może być wyjątek?
– Podobno zawsze są wyjątki. Mam męża, ale jak stwierdziłam, już niedługo. Można wybaczyć raz zdradę, ale wielu, nie.
– Też się z tym zgadzam, ale czemu tak powiedziłaś?
– Bo nawet jeśli to się stanie, to nie będziemy razem. Z wielu powodów. Ty wolisz mężczyzn, tylko nie spotkałaś odpowiedniego. Z pewnością miałaś inne powody, by z nim zerwać.
– To prawda, troszkę skłamałam. Nie spełniał oczekiwań. Wybrany musi być super, wtedy i my jesteśmy super.
– Mówisz rozsądnie, chociaż książę z bajki nie istnieje. Mówię czysto teoretycznie. To powinno być żywe i powstać z owoców wspólnej pracy. Jednak na start, musi być super. Z tym się zgadzam.
Tracy wyglądała, że pogodziła się z przegraną.
– Czy jeszcze chcesz o coś zapytać? – blondynka nadal patrzyła miło, ale jej spojrzenie straciło ten początkowy blask.
– Na razie nie.
– W takim razie teraz moja kolej. Powiedziałaś, że trochę nakłamałaś.
– Nawet sporo.
– Na przykład? – Abi ponownie dostrzegła w błękitach małą zmianę.
Czyżby zrozumiała?
– Założyłam to dla ciebie – wskazała sukienkę.
Nie chciała w tym miejscu mówić, że wszystko, z wyjątkiem sandałów, ma na sobie z powodu Tracy.
– Naprawdę! Ty kłamczucho – dziewczyna złapała ją za ramiona.
– Nie chce mi się dalej grać, więc powiem jedno...
– Grałaś sobie? Dlaczego? – błękity przypominały teraz Księżyc w pełni, podczas wschodu, tego znad zatoki Fundy*.
– Bo nie jestem taka święta, jak sądzisz. Jeśli cię zraniłam, poproszę o możliwość rekompensaty, czyli zrobię wszystko by odpokutować za smutek, który ci sprawiłam. Twoja intuicja cię nie omyliła.
Tracy otworzyła usta ze zdziwienia, ale też na jej twarzy rozkwitło zadowolenie.
– Czyli ci się podobam? Wiem, że to puste, ale chcę poszaleć z tobą. Czułam, że mogę i wiedziałam, że chcę. Chodziło tylko o to, jak dalece taki pomysł ci się spodoba.
– Bardzo mi się podoba. Jesteś miła, autentyczna i niegłupia. Musisz tylko znaleźć odpowiedniego faceta. Takiego na życie.
– Znajdę, ale mogę zacząć szukać... po tym?
– Po czym? – Abi udała głupa.
– No wiesz... – Tracy przygryzła wargę i zaczęła przestępować z nogi na nogę.
– Wiem i wyrażam zgodę, ale mam jeden warunek.
– Zrobię wszystko.
– Mówisz tak, nie wiedząc, czego zechcę?
– Ufam ci.
– To miłe. Ubierz się ładnie. Nie powiem ci jak. Chcę, żebyś sama założyła coś pobudzającego zmysły.
– Dobrze. Daj mi kilka minut. Posiedzisz w ciszy czy coś włączyć?
– Puść mi coś, co polubię.
Abigal spodziewała się pytań o gust muzyczny, ale się pomyliła. Dziewczyna podeszła do regału z systemem nagłaśniającym i chwilę patrzyła po dyskach. Z pewnością miała swoje utwory, które lubiła, ale Abigal słusznie wyczuła, że blondynka szuka coś dla niej, nie znając gustu. Po chwili zaczęła grać grupa ,,Procol harum” i usłyszała ,,Bielszy odcień szarości”. Utwór miał prawie sześćdziesiąt lat, ale Abigal go kiedyś usłyszała i bardzo się jej spodobał. Tracy poszła do swojej sypialni. Tymczasem muzyka grała dalej. Usłyszała Carlosa Santanę. Utwór ,,Europa" w wykonaniu na saksofon.
,,Same klasyki z ubiegłego wieku” – pomyślała.
W połowie trzeciego utworu Jean Francois Maurice: ,,Dwadzieścia osiem stopni w Monako”, blondynka weszła do salonu. Abigal nie mogła oderwać oczu od zjawiskowo wyglądającej dziewczyny. Ciało blondynki zdobiła koronkowa sukienka. Biała, pewnie z bawełny. Ta kreacja z pewnością została przerobiona, bo zwykle takie ubiory posiadają dodatkową podszewkę w dwóch miejscach, natomiast sukienka Tracy tego nie miała. Abi z miejsca stwierdziła, że blondynka nie założyła bielizny.
– Czy wyglądam dobrze?
– A jak myślisz?
– To najładniejsze co mam. Dwa tygodnie wcześniej odprułam podszewkę. Nikt mnie jeszcze w tym nie widział.
– Chcesz zobaczyć moją bieliznę, bo ty nie masz?
Blondynka nie odpowiedziała. Podeszła wolno do Abigal i powoli zaczęła rozpinać jasnoburaczkową kreację.
– Jesteś śliczna. – Powietrze z ust Tracy rozpłynęło się po szyi i wywołało gęsią skórkę.
Jakby tego mało, delikatnie ugryzła opuszek ucha Abi.
,,Uch, jeszcze mnie nie dotknęła, a już jestem wilgotna i gotowa” – równoległa myśl niosła w sobie prawie pewność, że jeśli tak dalej pójdzie, a wszystko na to wskazywało, Jaret może spaść na drugie miejsce w dawaniu rozkoszy.
– Tyś królowo piękna jak gwiazda na niebie, ale Śnieżka jest tysiąc razy piękniejsza od ciebie. Ty jesteś Śnieżką, Tracy.
– Śnieżka miała czarne włosy.
– Nie szkodzi, użyłam porównania.
– Myślę, że nasz osąd będzie bardziej prawdziwy, jeśli pozbędziemy się tego, co zostało. Co o tym myślisz, Abi?
– To dobry pomysł, ale co potem? Jestem kompletnie nieobeznana, co dwie dziewczynki mogą ze sobą robić.
– Ja też nie wiem, ale to chyba nie jest tak trudne i będzie miło, jeśli zaczniemy się siebie uczyć, prawda?
– Muszę się z tobą zgodzić. Oglądałaś filmy nie dla dzieci?
– Nigdy.
– Nie kłamiesz?
– Oglądałam raz faceta z babką. Dwóch kobiet nigdy.
Abi nie chciała dłużej czekać i zdjęła koronkową sukienkę z blondynki. Ta stała chwilę jak Wenus, która wyłoniła się z piany i spojrzała na Abigal.
– Szkoda, że mam większe piersi. Twój komplecik jest śliczny i chętnie bym przymierzyła.
Szatynka już miała na końcu języka, by zapytać, czy tak ma zostać, ale wiedziała, że Tracy ją rozbierze.
– No i dwie dziewczynki będą bawić się w tatusia i mamusię – powiedziała blondynka.
– Kto będzie tatusiem? – to wszystko wydawało się komiczne dla Abi, ale wciąż czuła efekt delikatnego dmuchnięcia w kark.
Wcześniej nie miała czasu rozważać, jak to odbierze. Raczej przypuszczała, że do tego dojdzie, ale całkowitej pewności nie miała.
– Nigdy tego nie robiłam ani mi do głowy nie przeszły, że bym mogła. Do chwili, kiedy cię zobaczyłam pierwszy raz, przed wejściem do budynku uniwersytetu.
– Już wówczas? – Abi nie dowierzała.
– Tak. Mam ogromną ochotę się z tobą kochać. Nie, źle powiedziałam. Chcę cię pieścić i dać ci rozkosz, o jakiej nie śniłaś.
Abigal nigdy nie śniła o takich sprawach. Przywykła do szarości i chłodu w małżeńskim pożyciu.
Godziny spędzone z Jaretem odczuła, jakby znalazła się w innym świecie. Pracowała z mężczyznami i nie miała przyjaciółki, przynajmniej takiej, od która by mogła się dowiedzieć, jak jest w jej małżeństwie. Słowa Tracy przyjęła raczej jak bajkę. Czy mogło być milej niż z brunetem?
W męskim świecie władcy dzielą się na kilka grup. Jeśli chodzi o zdolności dawania rozkoszy kobiecie.
Większość to samce. Samolubni, podniecają się szybko i równie szybko biorą. Nie obchodzi ich przyjemność drugiej strony.
Krzywa rośnie wolno w górę. Nie wszyscy są tacy. Czasem i nie koniecznie dla własnej przyjemności pieszczą kobietę. W tym miejscu zaczyna się dobry kochanek. Ten potrafi rozpalić. Nie jest dla niego tylko ważne, by sam osiągnął przyjemność. Potrafi stworzyć nastrój. Niestety i w tej grupie są tacy, którzy nieźle się sprawią, lecz po miłej zabawie, zasypiają. Krzywa dochodzi do super-kochanka. To rzadkie zjawisko. Taki ktoś nie dba o swoją rozkosz, tylko o osoby, z którą jest w intymnym związku. Ma wiedzę i doświadczenie. Najistotniejsze jest wyczucie. Ludzie są podobni a przecież inni. Super kochanek wie o tym i nigdy nie stosuje matrycy. Jego wielkość polega głównie na tym, że potrafi odkryć, czego potrzebuje właśnie ta kobieta, a nie kobieta jako taka. Obala mity braku orgazmu. Kobieta, która spędzi z nim taki czas, jest mu wdzięczna i prosi o jeszcze. W wypadku Jareta nie istniało wielkie doświadczenie, a wiedzę miał podstawową, jednak cudem trafiał w dziesiątkę oczekiwań Abigal.
Wielu wierzy, że seks jest rodzajem miłości, ale to nie prawda. Grecy włączyli eros do siedmiu innych rodzajów miłości, ale oni się mylili. Ludzie się kochają, inni nazywają to uprawianiem seksu. Przeważająca ilość kobiet jest heteroseksualna i wiele z nich nie wyobraża sobie, by kochać się z kobietą. Oczywiście religia ma znaczenie. Religia jest męska. Muzułmańska i chrześcijańska. Tam kobieta ma być podległa. W hinduizmie jest podobnie. Żadna poważna książka nie powie, prawdy. A jak ona brzmi? No własnie...
Tracy powiedziała to z wiarą, że tak się stanie. Abi przyjęła jej wyznanie jak zwykły slogan.
– Jestem już podniecona, ale chciałbym o coś zapytać.
– Możesz, skarbie. – Twarz Tracy się zmieniła i wyglądało, że naprawdę chce być stroną czynną.
Abi właśnie o to chodziło.
– Czyli mam odbierać co dajesz? Będę mogła się odwdzięczyć? Za kwadrans?
– Kwadrans! O nie, kochanie. Niczego nie planuję, bo barak mi doświadczenia, ale nie sądzę, że to się stanie prędzej niż za godzinę. Trafiłaś mi się ślicznotko i tak zaraz nie dam ci się rewanżować – oczy blondynki zapaliły się blaskiem, które zaczął emanować na całe ciało.
Abi rzuciła spojrzenie na fantastycznie trzymające się piersi, omiotła płaski, lekko umięśniony brzuszek i zakończyła wędrówkę wzrokiem na trójkąciku złotych loczków.
– Godzinę? Czyli przez ten czas nie będę mogła nic zrobić? – zrobiła większe oczy i nieco posmutniała.
– Nie jestem potworem. Może to zmieni się podczas kochania, ale chcę cię brać. Nie będę niczego zabraniać, ale jeśli mi pozwolisz, kiedy się zamienimy, ja będę grzeczną i posłuszną dziewczynką i będziesz robić ze mną, co chcesz.
– Co zechcę? Kurcze, to brzmi interesująco. Nigdy nie marzyłam o kochaniu się z kobietą, ale wierz mi, potrafię mieć pomysły. A potem? – Abi chyba zrozumiała co siedziało pod złotą czupryną.
– Potem już nie będzie ograniczeń. Będziemy dawać i brać. Chyba że powstaną jakieś specjalne życzenia.
– Brakuje nam jednej części ciała. – Abi powiedziała to w dość delikatny sposób.
– Nie mam zabawek, jeśli ci o to chodzi. To, co mamy wystarczy. Założysz się? – pokazała zadbane ząbki.
Szatynka pomyślała zupełnie niechcący o początku kochania się z Jaretem. Pocałował ją w usta, a potem niżej. Czy i Tracy tak zrobi? Intuicyjnie pomyślała, że będzie wiele pocałunków i dotykania palcami. Ta jedna myśl sprawiła, że poczuła się bardziej gotowa niż przed chwilą.
Po kilku chwilach już wiedziała, że to, co ma się stać, będzie zupełnie nowe. Tracy przez pierwsze minuty wcale jej nie dotykała. Abi czuła jej oddech lub specjalnie wydmuchiwane powietrze. Ciało reagowało i pragnęło więcej, ale nie dostawało. Młoda dziewczyna przesuwała głowę wszędzie. Patrzyła i nadal tylko oddychała. Starała się nawet nie dotykać Abi palcami. Szatynka kilka razy poprosiła o więcej, ale Tracy kazała być jej cicho. Obiecała, że nie pożałuje. Abi czuła się super. Kilka razy nie wytrzymała i próbowała dotykać się sama, czego nigdy jeszcze nie robiła.
– Proszę, wytrzymaj jeszcze troszeczkę. Miałaś być grzeczna. Czy mam cię skrępować?
– To by może było fajne, ale już naprawdę nie mogę.
– Dobrze, już przestaję. Chciałbym pocałować twoje usta, ale wówczas obie będziemy dawać, a nie miało być tak. Zacznę cię całować wszędzie, z wyjątkiem ust.
– Nie tylko gdzie jest miło?
– Wszędzie będzie miło, wierz mi.
Abigal zrozumiała jedno. Tracy z pewnością była podniecona, ale nastawiła się na dawanie rozkoszy. Rozciągała tą ich grę wstępną, jak najdłużej mogła.
Tracy miała rację. Abi sądziła, że Jaret całował ją wszędzie, ale nie miała racji. Czuła łaskotanie, kiedy wilgotny język blondynki dotykał jej pięt, a już naprawdę nie wiedziała, co ze sobą zrobić, kiedy wchodził między palce nóg. Tracy była precyzyjna. Zanim zaczęła całować szczególne miejsce, zapytała czy tam może.
– Bardzo się krepuję. Sądzisz, że polubisz? – szatynka zapytała z wypiekami na policzkach.
– Ja niczego nie robię dla siebie. Ty polubisz.
– Och sama nie wiem. Myłam się tam, ale...
– Bądź cicho, kochanie. Cały czas musisz gadać?
– Przepraszam.
Abi nie tylko, że to lubiła, ale miała trzy kolejne szczyty, kiedy język Tracy dotykał tam, gdzie nie sądziła, że można całować. Wcześniej blondynka dotarła do innych miłych obszarów. Bez przesady całowała jej ciało ponad dziewięćdziesiąt minut. Wsuwanie koniuszka języka do środka ucha także uznała za urocze.
– Czy teraz moja kolej? – Abi się przeciągnęła jak młoda kotka.
– Mam jeszcze paluszki. Dzięki nim poznasz, jak smakujemy.
– Czyli ty możesz się dotykać sama, a ja nie mogłam? To niesprawiedliwe.
– Dotknę się tylko w tym celu. Jak na razie sądzę, że sprawiam się dobrze.
Abi nie chciała mówić o swoim młodym kochanku, ale już wiedziała, że Tracy go wyprzedziła. Pomimo braku jednej istotnej części.
Tracy wiedziała, do czego służą palce. Oczywiście wiele razy nadal ją całowała. Masowała, gładziła, wsuwała palce w najbardziej własciwe miejsca płytko to znowu nieco głębiej. Kiedy zajmowała się twarzą szatynki, ta nie mogła się powstrzymać od prośby o pocałunek.
– Całowałaś i lizałaś mnie wszędzie oprócz ust. Pocałuj się ze mną, tak cię proszę.
– Może uznasz, że jestem zboczona, ale smakowało mi wnętrze twoich uszu i było miło całować ci brwi. Dobrze, nie mogę być taka okropna. Pięć minut wolności.
Zaczęły delikatnie, ale po chwili Abi przypomniała sobie, że wszystko może. Skierowała dłonie do środka ogrodu. Tracy jęknęła, bo Abi nie zachowywała się tak delikatnie, jak blondynka.
– Zostaw sobie coś na później, bo... aaa! Ile tam jest tych.... uuu!!!
Abigal od razu poczuła, że zmienia się w podnieconego samca.
– Abi... co ty... robisz... ze mną. Niedobra dziewczynka....aaa!!!. Z pewnością się zemszczę. Ach!!!
Długi jęk przeszył sypialnię, bo tu trafiły już godzinę temu.
– Jeszcze tylko chwilkę – dyszała miedzianowłosa.
– Nie chcesz chyba.... Aaaaa!!!!
Tracy przez chwilę czuła się jak ci, którzy dostali się w łapy Vlada Tapsa z Targowiste, ale tylko przez pierwsze sekundy, bo fale bólu przerodziły się w rozkosz, której nawet Abi nie miała z Jaretem. No cóż, ciało ma szersze części niż jego XXL, a Abi wcześniej nawet nie myślała, że tak można, natomiast Tracy mało nie zemdlała z rozkoszy, bo Abi uznała, że dynamika przewyższy doznania samej statyki.
– Definitywnie się zemszczę – powiedziała rozradowana blondynka, kiedy pięć minut minęło.
– Twoje usta smakują cudownie.
– To samo mogę powiedzieć o twoich. Co prawda inne części też mi smakowały.
– Nie mogę się doczekać aż i ja posmakuję cię tam – Abi czuła, że znowu się rumieni.
– Nie próbuj mnie zagadywać. Jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką. Jak wiesz, mamy fazę paluszków. W życiu bym nie wpadła, że tak można i bądź pewna, że za niedługo to ci zrobię.
– Nie wiem, czy dam radę – Abi przegryzła usta.
– A pytałaś mnie o zdanie? Mam nadzieję, że dasz. Jak widzisz, nie jestem despotą. Czytałaś gdzieś o tym?
– Coś mi się obiło o uszy i pozostało w głowie jako coś bardzo niemoralnego. Wręcz obrzydliwego.
– Interesujące.
Abi doczekała się swojej kolejności. Nie chciała powielać pieszczot Tracy, ale nie miała wyboru. Potem zgodnie z zapowiedzią dawały sobie wszystko i brały, ile mogły.
Wyglądało, że obie są niewyczerpane. Minęły dwie, trzy i w końcu cztery godziny. Abigal nie miała nic przeciwko, by jednak kochać się na łóżku. I tylko tam. To był poemat i uznała, że tak miło nie było nawet z jej młodym kochankiem. Niby pieszczono te same rejony, ale jak różne miała odczucia.
Podczas pieszczot Abigal kilka razy się zastanawiała, czy faktycznie po rozwodzie ze Spencerem nie być z blondynką. Wiedział jednak, że to subiektywny osąd wynikający z sytuacji. Rozkosz to nie wszystko. Życie składa się z wielu delikatnych aspektów i wszystko musi pasować jak układanka. Inaczej się sypie.
Już wybrała, z kim będzie i postanowiła przedstawić dziewczynie, kogoś odpowiedniego. Wiedziała kogo. Tylko miała dylemat, czy to wypali.
W końcu weszły po raz któryś do łazienki.
– To już koniec, czy wracamy do sypialni? – zapytała Tracy.
– Jeszcze byś chciała?
– Wiem, że ty też.
– Dobrze wiesz, ale wszystko się kończy.
Zobaczyła wielkie i przestraszone błękity.
– Nie zobaczysz się już ze mną?
– Nie powiedziałam tego. To nie był jeden raz.
– Dasz znać? Będę tęsknić. Sprawiłam się dobrze?
– Cudownie. Nie myślałam, że może być tak miło. A ja?
– Chyba wiesz, przecież mówiłam ci kilka razy.
Delikatnie się pocałowały.
* Zatoka Fundy znajduje się między Nowym Brunszwikiem a Nową Szkocją. Chociaż internet podaje, że Księżyc wygląda największy podczas wschodu w okolicy równiku, nie jest to prawda. W okolicy Nowego Brunszwiku Księżyc podczas pełni i podczas wchodu jest trzy razy większy niż w normalnych miejscach. Zatoka Fundy słynie z największych pływów na Ziemi, w niektórych miejscach dochodzi 21 metrów. Są oznakowania dla turystów. Niestety tylko w 2018 roku utopiło się 39 osób z powodu zlekceważenia ostrzeżeń.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.