Abigail.
Kiedyś uważano, że Ziemia jest nieruchoma, a wszystko kręci się wkoło niej. Potem pewien facet, a może i nie facet wykazał, że nie jest zupełnie tak. Cóż, mamy komórki i inne cuda, które by zadziwił naszych dziadków, ale świat się nie zmienił. Jeśli nie przeżyłeś trochę, to nie wiesz, o czym mówię. Bo nie jest ważne czy Ziemia się kręci wkoło Słońca, czy odwrotnie. Z pewnością inne rzeczy są ważniejsze. Dla ludzi.
Abigal Carter, z domu Peterson, jest nieco po czterdziestce. Kiedyś bardzo atrakcyjna fizycznie, teraz uznała, że już jej uroda przeminęła. Ma bardzo dobrą pracę, pracuje w zarządzie CO. Wielu mężczyzn dla utrzymania swoich firm musi się przed nią płaszczyć i sądzi, że dając komplementy, tym zmieni jej decyzje. A może być to udzielenia kredytu czy spowodowanie bankructwa. Jednak w życiu prywatnym... chyba jej dobre dni przeminęły.
Już jako nastolatka wiedziała, skąd pochodzi jej imie. Czy tamtej Abigal podobał się król Dawid, a może chciała naprawdę powstrzymać niepotrzebny przelew krwi. Tego pewnie się nigdy nie dowie.
Wysiadła ze swojego Mercedesa. Okazało się, że nie jest tak dobry, jak mówiły reklamy. Dopiero jego luksusowa wersja spełniała naprawdę oczekiwania, lecz czasami, kiedy się coś popsuło, trzeba było zapłacić i to słono.
Nie zwracała uwagi na wydatki, ale o Maybachu mogła raczej pomarzyć. Tak naprawdę kupiła S550, bo rodzaj jej pracy wymagał dobrej prezentacji. Jedyna kobieta w radzie nadzorczej Alpantrex. CO. Decydowała, kto pójdzie na bruk, a inny pił drogie wina musujące. Jednak i pozycja zawodowa, drogi samochód i nawet dom nad jeziorem nie stanowił tego, co nie dawało jej spokoju. On. Czy kiedy się poznali, nie powinna pomyśleć, że wykładowca na uniwersytecie będzie miał kontakt z młodymi kobietami? W zasadzie jeszcze dziewczynami.
Do czasu kiedy piersi trzymały się wysoko, jak również następna część ciała, na którą mężczyźni zwracają uwagę, nie miała takiego stresu. Teraz kiedy doszła do połowy czwartej dekady przebywania na ziemskim padole, małe demony zaczęły wychodzić z cienia.
Zaczęło się od problemu z jego Jaguarem. Cóż, w jego pracy nie musiał uważać, czym jeździ i powinien kupić Lexusa, najmniej awaryjne auto, a nie samochód, który jako nowy jest dobry, ale kiedy gwarancja się skończy, potrafi nieźle wkurzyć widokiem rachunku za naprawę. Na szczęście Spencer Carter miał trzyletnie auto, ale po wykładzie, kiedy zamierzał wrócić do domu, nie zapaliło. Miał oczywiście opcję, by wziąć hol i wrócić samochodem tej samej firmy, ale zamiast to zrobić, zadzwonił do żony, a ona odebrała.
– Hej kochanie. To cud, że odebrałaś. Samochód nie zapalił.
– Co mówisz, Spenc! Jaguar ma dopiero trzy lata.
– Tak. Pojeżdżę rok i się go pozbędę.
– Gwarancja jest na cztery lata?
– Tak. Podobno na wszystko, ale o tym się przekonam, kiedy dostanę telefon od mechanika. Mój znajmy z pracy, ma auto z gwarancją na wszystko, a miesiąc temu popsuło się coś w układzie zawieszenia i musiał zapłacić półtora tysiąca. Masz czas mnie odebrać? Za kwadrans przyjedzie hol.
Abigal zamrugała, czego oczywiście Spencer nie mógł widzieć.
– W zasadzie tak. Wyjątkowo szybko skończyło się spotkanie zarządu. Nawet chciałam zadzwonić, że będę wcześniej w domu, ale nie znam twojego grafiku i nie chciałam przeszkadzać podczas wykładu.
– Nic by się nie stało, Abi, gdybyś zadzwoniła. Jestem liberalnym profesorem i nie robię studentom problemu, kiedy odbiorą rozmowę. To z ile będziesz?
Szatynka spojrzała na zegarek, chociaż mogła zobaczyć godzinę na ekranie smart–phona.
– Myślę, że trzydzieści pięć lub czterdzieści minut powinno mi wystarczyć.
– Dzięki. Będę przed wejściem do budynku naukowego. Wiesz który, prawda?
– Tak, pamiętam. Całuję.
Przerwał połączenie.
Po pięciu minutach już jechała. Stała na kolejnym czerwonym świetle i dopiero pomyślała, że mógł też powiedzieć coś miłego. Usłyszała klakson. No tak! Pewnie zielone już dawno się zapaliło, a nie ruszyła. Zanim dojechała do następnego skrzyżowania, czarne BMW minęło ją na lewym pasie. Gdyby miało przyciemnione szyby, pewnie by nie dostrzegła brzydkiego gestu. Facet młodszy od niej o dobre dziesięć lat. Ponieważ ją wyprzedził, zapamiętała numery.
,, XS2 85W” – zapamiętała.
Tak, że też tego wcześniej nie zauważyła. Coraz rzadziej dostawała kwiaty. Kiedy mówiła ,,Kocham cię” nie zawsze odpowiadał, że on również. To nie było najgorsze. Coraz rzadziej to robili. To było dla niej bolesne.
Zajęło pięćdziesiąt minut. Dostrzegła go z parkingu. Roześmiany, rozmawiał z jakąś blondynką, której kubki stanika zaczynały się na literę D.
Abigail wysiadła z wozu, zapłaciła, kopiując kod QR i zaczęła iść. Ponieważ już zmieniła swoje wysokie obcasy, jeszcze zanim ruszyła, na wygodniejsze sandałki, dlatego dostrzegł ją, kiedy brakowało dziesięć metrów. O nie! Nawet nie przestał rozmawiać. Dziewczyna miała połowę jej lat i co poczuła jak ostrze w sercu, jej spore piersi trzymały się wysoko bez stanika, co pewnie by nie zauważyła, gdyby brodawki nie chciały przebić cienkiej, jasnobłękitnej bluzeczki. Nie chciała się katować i spoglądać na górną część jego spodni z wełny. O czym rozmawiali, skoro wyglądała na wniebowziętą i lekko podnieconą.
– O już jesteś. Mówiłaś o czterdziestu minutach.
– Nie przedstawisz mnie Spencer? – błękit oczu blondynki świadczył, że miała dobry czas.
– A tak. To moja żona, Abigail, a to moja najlepsza studenta, Tracy. – wciąż roześmiany wskazał na długonogie bóstwo.
– Nie powiem, że mi miło – odezwała się szatynka, co spowodowało natychmiastowy spadek zadowolenia na jej twarzy.
– Do zobaczenia jutro, Spencerze – Tracy ominęła ją ze wzrokiem bazyliszka i zaczęła schodzić.
Postawny brunet spojrzał na żonę.
– Co to miało znaczyć, Abigail! Nie powiem, że mi miło!
– A co, miałam się cieszyć, że patrzyła na ciebie jak na ciastko i to ze sterczącymi brodawkami?
Zobaczyła, że żuchwy mu zaczęły się nerwowo poruszać.
– Jesteś zazdrosna! Niebywałe!
– Zazdrosna? O nią?
– Nie ważne. Tracy jest rozsądna i umie trzymać język za zębami i nie opowie, jak nieuprzejma okazała się żona profesora Spencera Cartera.
Ta nieszczęsna rozmowa odbyła się wczoraj. O ile pamiętała, dwie godziny się nie odzywał. Oczekiwała przeprosin, ale nadaremnie. Nie liczyła, że pogodzą się w łóżku. Te gorące godziny już chyba minęły bezpowrotnie. Ostatnimi czasy zmieniły się w tym względzie, na minuty. Zasnął, na szczęście powiedział, dobranoc. Jej się nie udało. Przekręcała się na łóżku, z boku na bok.
Czy już nie jest dla niego atrakcyjna? Przestał ją kochać? Sypia ze studentkami, które mogłyby być jego córkami? Chyba taki nikczemny nie jest? Wstała bezszelestnie i weszła do łazienki. Spojrzał krytycznie na odbicie. Czy tak źle wygląda? Dostrzegła kilka zmarszczek na twarzy. Niestety najlepsze kremy nie pomogły. Musiała się pogodzić z prawdą, że minęło jej dwadzieścia lat. I to już dawno. Stała przed sporym lustrem i widziała wciąż zgrabną szatynkę. To nie wystarczyło. Zamknęła drzwi. Wyglądał na zmęczonego, chociaż nie widziała powodu, ale gdyby wstał i także udał się do łazienki?
Zdjęła koszulkę. Teraz miała pełniejszy obraz. Według niej samej sylwetka i skóra wyglądała dobrze. Pamiętała jędrność piersi i jak wysoko trzymały pośladki, kiedy miała tyle lat co ta złotowłosa dziewczyna. Może była zbyt pobłażliwa, ale reszta ciała wyglądała bez zarzutu. Tylko te zmarszczki. Jedna po obu stronach ust i dwie na czole.
Kiedy się kochali ostatnio? Trzy tygodnie? Chyba cztery. Czy on nie wie, że kobieta, która ma czterdzieści cztery lata, też ma potrzeby? Dlaczego był zmęczony? Miał siedem godzin wykładów, to prawda. Przerwę na lunch. Jest znanym profesorem mechaniki i ma swój gabinet. Właściwie jak takie bóstwo może być jego najlepszą studentką. Blondynka? Chyba nie posunął się do prymitywnego kłamstwa?
Delikatnie uniosła piersi. Nie wyglądały na obwisłe. Fakt, dwadzieścia lat temu inaczej odczuwała. Przejechał delikatnie po brodawkach. Zareagowały od razu, dlatego delikatnie ujęła je w dwa palce i leciutko pokręciła. Poczuła prądy w dole brzucha. Już miała tam skierować dłoń, gdy zatrzymała palce poniżej pępka
,,O nie! Nie posunę się do tego, żeby się zaspokoić”.
Założyła koszulkę, obmyła twarz chodną wodą, wytarła i wyszła z łazienki.
Wstała bez budzika o siódmej. Maj był w tym roku ciepły, jednak zrezygnowała z joggingu. Po porannych czynnościach poszła do ich pomieszczenia rekreacyjnego. Weszła na bieżnię i przez pięć minut biegała średnią szybkością. Zaczęła robić ćwiczenia z jogi. Nie uważał, że kobieta powinna dźwigać ciężary, ale kilka funtów nie spowoduje silniejszego zarysowania żył. Zrobiła dwadzieścia pięć pompek i powróciła do ćwiczeń na rozciąganie. Zajęło jej to całościowo trzydzieści minut, o czym powiadomił timer. Pracę zaczynała o dziesiątej, więc musiała wyjść najpóźniej piętnaście po dziewiątej. Zobaczyła go w kuchni. Był już ubrany. On zaczynał zajęcia różnie. Najwcześniej o ósmej. To nie mogło mieć miejsca dzisiaj, bo już by jechał na uczelnię.
– Dzień dobry – burknął, przynajmniej takie odniosła wrażenie.
– Dzień dobry – odrzekła tylko i spojrzała na niego dłużej.
– Nie stać cię na słowo przeprosin?
Odłożył tost, który smarował masłem.
– Ja mam cię przeprosić? Za co? Za twoje nieodpowiednie zachowanie przy Tracy?
– Spisz z nią? – zastanowiła się za późno, że nie powinna o to zapytać.
Jeżeli nawet to jej powie?
– Czy ty zwariowałaś! Co się z tobą dzieje?
– Byłeś zmęczony. Od miesiąca ze mną nie sypiasz.
– Śpimy codziennie – odrzekł natychmiast.
– Nie udawaj idioty, bo nim nie jesteś, profesorze Spencer. Chodzi mi o seks. Czy już mnie nie kochasz? Przestałam dla ciebie być atrakcyjna, czy raczej chodzi o to, że nie mogę mieć dzieci?
Usiadł ciężko.
– Usiądź – poprosił łagodnie.
Zrobiła to, chociaż nie czuła, że to coś poprawi.
Wziął ją za rękę i spojrzał w oczy.
– Być może nie uwierzysz, ale mam nieco stresującą pracę. Chcą zamknąć wydział mechaniki i mawiam się czy nie stracę posady. Co do Tracy... Nie wiem do końca, jak reaguje ciało kobiety, ale zaczęliśmy rozmawiać o samochodowym silniku i wspomniała, że jej chłopak naprawia auta. Jak określiła, jest bardzo atrakcyjny i mają dużo fajnych chwil. Nie podobało mi się, że to wspomniała i chwilę, zanim podeszłaś, jej o tym powiedziałem. Być może wspomnienie udanego seksu tak na nią podziałało. O ile pamiętasz, a powinnaś, nigdy specjalnie nie lubiłem wielkich piersi. Podobają mi się takie jak twoje.
Abigal poczuła gorąco. A więc jest kompletną idiotką! Zazdrosną bez powodu idiotką!
– Możesz dzisiaj odwołać zajęcia – poprosiła cicho.
W tym zawsze była dobra. W szybkich decyzjach.
– Nie za bardzo. Wiem, co masz na myśli. Skoro teraz już wyjaśniliśmy sobie, czemu nie poczekamy do wieczora? – pogładził czule jej policzek.
– Dobrze – zgodziła się, ale to, co się już zaczęło w środku, nie tak łatwo dawało się zatrzymać.
Zjedli razem śniadanie. Musiała się zmusić, by nie zacząć go całować, a nawet starała się unikać przypadkowego dotknięcia rąk. Wyszła pierwsza, bo Spencer zaczynał zajęcia dopiero o dziesiątej trzydzieści.
Na szczęście nie mieli dziś narady, tylko wszyscy członkowie zarządu siedzieli w swoich pokojach i przeprowadzali rozmowy telefoniczne lub video. Abigail dostała kilka komplementów, konkretnie od trzech mężczyzn. Co dziwne jeden z nich nie miał trzydziestu. To ją bardzo podbudowało. Podczas lunchu zadzwoniła do męża, ale nie odebrał. Może odłożył komórkę, bo i to mogło się zdarzyć.
Nie mogła doczekać się wieczoru. Była podniecona, nie tylko w ten fizyczny sposób. Czuła się, jakby jakaś nadrzędna siła, odjęła jej piętnaście lat życia. Spencer przyszedł godzinę po niej, czyli o szóstej. Zobaczyła bukiet róż.
– Och, dziękuję – powiedziała. – Jesteś głody?
Naprawdę myślała o jedzeniu, jednak być może mąż nie tak to odebrał.
– Bardzo – podszedł do niej i zaczął całować jej szyję.
Tym razem delikatne prądy w dole brzucha mogły się rozwinąć. Nie widziała powodu, aby się hamować.
Po czterdziestu minutach leżeli obok w ich małżeńskim łóżku.
– To było cudowne. Jak za czasów młodości. Pamiętasz?
– Tak. Na początku kochaliśmy się codziennie a w weekendy nawet i dwa razy.
Może nie powinna tego powiedzieć.
– Wiem, że wszystko się zmienia. Hormony inaczej pracują, ale ostatnio byliśmy blisko miesiąc temu.
– Gdzieś się pogubiliśmy – odrzekł i pocałował delikatnie policzek.
Przekręciła się na bok i patrzyła prosto w jego oczy. Brązowe i duże.
– Spencer, tylko nie bądź zły.
Twarz bruneta nieco się zmieniła.
– Czy coś się stało, o czym powinienem wiedzieć – świdrował ją wzrokiem.
– Och, sądzisz, że miałam romans? Głuptasek. Gdzie bym znalazła takiego drugiego faceta?
– Tak to dziwnie zabrzmiało w twoich ustach. Co mi chcesz powiedzieć?
– Pragnę cię zapytać, ale nie powiedziałeś czy nie będziesz zły.
– Jeśli byłaś wierna, to nie będę – uśmiechnął się szeroko.
– Powiedziałeś, że nie lubisz dużych piersi. Zauważyłeś jednak, że brodawki Tracy stały mocno.
– Tak, zauważyłem i czułem się nieco dziwnie. Niekomfortowo. To chciałaś powiedzieć?
– Tak. Powiem ci coś jeszcze. Nie jestem zwolenniczką kobiet, wiesz, co mam na myśli, ale lubię, kiedy kobieta ma spore piersi. Jestem może złą wiedźmą. Lubię to u młodych kobiet, lecz wiem, że kiedy będą już w moim wieku, wówczas cycki zaczną dochodzić ich pępka.
Nie wiedziała, jak to przyjmie i dlatego lekko ją zaskoczył jego żywiołowy śmiech.
– Faktycznie jesteś wiedźmą. Czy są też i dobre?
– Może i są. Wróżki na pewno. Być może masz racje, wiedźmy są chyba zawsze złe, więc niepotrzebnie dodałam to określenie. Chyba powinnam przeprosić tą Tracy.
– Jest w porządku, z pewnością już zapomniała.
– Ja by długo pamiętała. Skoro jest twoją najlepszą studentką, może masz jej numer?
Spojrzał inaczej.
– Mam o niej informacje.
– Mógłbyś mi zdradzić numer komórki?
– Ty tak poważnie? Jeśli to ważne dla ciebie, przeproszę w twoim imieniu następnym razem, kiedy będzie na wykładzie.
– O nie! Muszę to zrobić osobiście. Nie rozumiesz kobiet.
– Może i nie. Wiem, że są czułe na punkcie wieku, urody i wagi. Wątpię, czy będzie pamiętać. Ma dwadzieścia dwa lata.
– To dokładnie połowę co ja. Chyba nie weźmie cię do sądu, jeżeli mi dasz jej numer.
– Chyba nie, ale będę musiał zapytać, czy mogę to zrobić. Uniwersytet ma swoje prawa. Jedno z nich to ochrona prywatności. Wszystkie miejsca pracy to mają.
– Dobrze, w takim razie zapytaj.
Porozmawiali jeszcze trochę i zasnęli.
Następny ranek zaczął się jak za dawnych, dobrych czasów.
Abigal miała dzisiaj dużo wolnego czasu. Tylko dwie rozmowy z klientami. Zadzwoniła do znajomego policjanta.
– Porucznik Starfish, słucham.
– Nie poznałeś, poruczniku? – powiedziała.
– Nie – odczuła, że jest nieco zaskoczony.
– Abigail Carter, naprawdę nie poznałeś.
– O, Abigail! Dawno nie rozmawialiśmy. Dobrych kilka miesięcy. Co tam u ciebie?
– Wszystko po staremu. Dzwonię z nietypową prośbą.
– Mów. Jestem ci winny przysługę, pamiętasz?
– Och to nie było warte świeczki. Naprawdę. Mam numery tablicy rejestracyjnej. Czarne BMW. Dałoby się zdobyć adres?
– Czy ktoś przekroczył prawo drogowe i chcesz zgłosić niewłaściwy sposób jazdy?
– Nie o to chodzi. Takie babskie sprawy, nie zrozumiałbyś.
– Dobrze dam ci namiary, ale jeśli to coś poważnego, będą kłopoty.
– Obiecuję, że go nie zabiję
Usłyszała śmiech. Stanley Starfish miał donośny głos i zawsze lubił jego śmiech. Podała mu numery, a on obiecał sprawdzić. Po trzydziestu minutach dostała wiadomość. Stanley podał nie tylko adres. Nazwisko, numer komórki i miejsce mieszkania i datę urodzenia. Szatynka poczuła delikatne mrowienie.
,,Oduczę cię pokazywania środkowego palca, kobiecie” – pomyślała.
Rozmawiała ze Spencerem podczas jego przerwy. Też miał dobre wieści. Tracy Flinch zgodziła się, aby podał jej numer. Oczywiście najpierw się chciała dowiedzieć, dlaczego żona chce zadzwonić. Kiedy otrzymała odpowiedź, nawet się ucieszyła. Co Spencerowi wydało się dziwne, nie mówiła, że to zbyteczne i że się nie gniewa. Uznał, iż faktycznie nie rozumie kobiet.
Dzisiejszego dnia jej mąż miał zajęcia do siódmej, a ona wyszła już o trzeciej, bo jej praca nie była liczona na zegarek. Postanowiła odwiedzić Jareta Hamiltona. Mieszkał na ulicy Harbor i po sprawdzeniu na Google map znalazła jak tam dojechać najszybciej. Od razu podjęła postępowanie. Jeśli chłopaka nie będzie, poczeka godzinę. Nie chciała dzwonić, bo faktycznie Starfish mógłby mieć kłopoty. Dojechała i zobaczyła, że samochód stoi na parkingu.
– I co dalej? – powiedziała cicho do siebie.
Od razu uznała, że pomysł z rozmową w jego domu jest idiotyczny, to nawet pachniało gorszymi konsekwencjami. I kiedy już znowu uznała, że jest idiotką, wpadł jej dobry pomysł. Ulica była mała i dodatkowo jednokierunkowa. Pomyślała, że jeśli miała tyle farta, że go zastała, to może jeszcze jej się poszczęści i wyjedzie gdzieś w ciągu najbliższej godziny. Zapaliła Mercedesa i wyjechała za zakręt. Teraz tylko dedukowała. Mógł pojechać w prawo lub lewo, tylko że do centrum prowadziło w prawo. Czekała trzy kwadranse i kiedy uznała, że jednak miała głupi pomysł, zobaczyło, że BMW pokazało się na zakręcie. Odczula dreszczyk emocji. Samochód skręcił w prawo i po kilku sekundach ją wyminął. Ruszyła. Na drodze znajdowało się kilka pojazdów. Być może skojarzy, że ktoś za nim jedzie, ale istniała na to mała szansa. Jechał z pięć kilometrów i zobaczyła, że Jaret zatrzymał wóz na ulicy, gdzie było mnóstwo restauracji i kawiarni. Wszedł do jednej. Zaparkowała niedaleko i ruszyła za nim. Weszła do kawiarni ,,West coffee", popularnej sieci kafejek.
Usiadł pod ścianą i oczekiwał na zamówienie lub kogoś. Jeret Hamilton okazał się przystojnym brunetem i troszkę przypominał Spencera z lat młodości. Miał pewnie dwa cale mniej niż jej mąż. Usiadła przy nim. Spojrzał. Z wyrazu twarzy odebrała, że z pewnością jej nie poznał. Od razu zmieniła plan. W pierwszym odruchu chciała mu wygarnąć. Gdyby się dopytywał, jak go znalazła, miała powiedzieć, że poznała po numerach, a stało się tak, bo ma bardzo dobra pamięć wzrokową. Młody mężczyzna miał dwadzieścia osiem lat, bo i to podał jej Starfish.
– Tak bez pytania? Może na kogoś czekam? – wydawał się zaskoczony i tylko trochę zły.
– A ja myślała, że na mnie – przesłała mu miły uśmiech.
– Hej, bez takich. Jest tyle wolnych miejsc.
– Czyli mam sobie iść?
Zmierzył ją dłuższym spojrzeniem i zrobił nieokreślony ruch głową.
– Możesz zostać.
Pomyślał, że jeśli zrobi uwagę z powodu jej wieku, wygarnie mu od chamów i sobie pójdzie. Odebrała jednak coś zupełnie innego. Nie miała pewności, ale wyglądało, że się mu... spodobała.
– Naprawdę na kogoś czekasz?
Zmierzył ją ponownie wzrokiem i odrzekł.
– Nie. Dają tu dobre cappuccino. Poza tym są pyszne kremówki jak we Francji. Zerwałem z moją dziewczyną dwa tygodnie temu.
– Nie przysiadłam się, żeby cię podrywać – poczuła, że się rumieni.
– Nie, a to szkoda. Podobają mi się nieco starsze kobiety, ale nie miałem jeszcze okazji żadnej poznać. Tak jak ciebie – dodał.
– Jestem sporo starsza od ciebie – poprawiła się na drewnianym taborecie.
– Eee! Niemożliwe! Mam dwadzieścia osiem, a ty możesz mieć najwyżej trzydzieści pięć.
Poczuła dziwne mrówki. Czyżby mówił prawdę? Prawie mu wybaczyła ten palec kilka dni temu.
– Skoro mówisz, że dają tu dobrą kawę, spróbuję.
– Wspominałem też o kremówce – uśmiechnął się, pokazując dobrze utrzymane uzębienie.
Chyba naprawdę mu się spodobała. Teraz już nawet nie chciała, by ją rozpoznał. Z pewnością tego nie zrobi, chyba że zobaczy samochód. Dlatego od razu coś postanowiła.
Podniosła rękę i kiedy kelnerka podeszła, zamówiła to, co i on.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
abigail
widzę że nieźle sie rozkręca ta historia
Sapphire77
@abigail Dziękuję za komentarz. Będę się starał unikać opisów przyrody, mając nadzieję, że czytelnik użyje wyobraźni.
Hart
Zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję że następna odsłona będzie równie wciągająca. Masz tu kilka literówek ale ogólnie całość jest bardzo ciekawa. Pozdrawiam
Sapphire77
@Hart Czy tak będzie, to sam ocenisz. Przyznam się bez bicia, że wrzuciłem bezpośrednio z systemu sprawdzającego. Postaram się wyłapać literówki i lepiej warsztatowo przygotować następny odcinek. To nie będzie długa historia. Dziękuję za komentarz.