Brunet dostał kawę za minutę, a ona czekała na swoje zamówienie jeszcze trzy. Okazał się dżentelmenem, bo poczekał, aż kobieta otrzyma swoje zamówienie i dopiero zaczął jeść i pić.
– Jestem Jaret – w końcu sobie przypomniał, że istnieje coś takiego jak imię.
– Susan – podała mu dłoń.
– Ładnie pachniesz – stwierdził.
Prądy w dole brzucha się natężyły i poczuła nie tylko to, ale i delikatną wilgoć we właściwym miejscu. Od razu przyszła konkluzja. Ma zdradzić Spencera ot tak! Po tym, jak się okazało, że jest wierny? Uznała, że ma jeszcze czas, żeby wszystko jeszcze raz przemyśleć. Fakt, że młody mężczyzna ją wyraźnie adorował, nie znaczyło, że zaraz będzie chciał ją zaciągnąć do łóżka. Pomyślała, że wcale by tego nie chciała w łóżku. Tak zawsze miała z mężem. Jest wiele innych miejsc, by uprawiać seks. Postanowiła poczekać i dać szanse by wyjawił swoje oczekiwania. Co do tego, że ją podrywa, nie miała wątpliwości.
– I co myślisz Susan o tej kawie?
– Dobra, rzeczywiście smaczna. Muszę zapytać, skąd zamawiają. Czasem zdradzą miejsce. Co prawda w domu trzeba mieć naprawdę drogą maszynę, bo poniżej te tysiąca dolarów nigdy nie wyprodukują odpowiedniej pianki z mleka.
– To trzeba być naprawdę bogatym, bo to dwieście kaw w kawiarni.
– Ludzie wydają czasem większe pieniądze na mniej istotne bzdury.
Brunet posłał jej dłuższe spojrzenie. Nie próbowała odgadnąć czy się z nią zgadza, czy nie. Bardziej zwracała uwagę, w jaki sposób patrzy na jej twarz i resztę sylwetki.
– A kremówka? Mało słodki krem i ciasto samo się rozpływa w ustach.
– Jest bardzo smaczna – odrzekła, strącając kawałek ciasta ze spódnicy.
– Jesteś zamężna?
Poczuła się dziwnie. On chyba naprawdę miał coś w zamyśle.
– Rozwiodłam się pięć lat temu. Zdradzał mnie, cham.
Brunet pokiwał głową.
– To samo miałem z Janet. A wyglądała na zadowoloną. Nie tylko w tych sprawach. Dawałem jej trzy orgazmy podczas jednego kochania – spojrzał na Abigail i nakrył usta dłonią.
– Przepraszam, nie powinienem tego powiedzieć.
– Drobiazg. Może szukała czegoś innego? Nie wszystkim kobietom chodzi o te sprawy, chociaż jak widzisz, niewierność rozwala najszybciej związek.
– Nie wiem. Znajomi mówili, że facet jest nauczycielem. Nie wiem, co w nim widzi.
– Widziałeś go? – naprawdę się zainteresowała.
– Wstyd się przyznać, ale ją śledziłem. Nie od razu, bo najpierw się mocno wkurzyłem. To plama, kiedy dziewczyna cię zdradza.
– Ludzie są dziwni i nie trafisz – stwierdziła szczerze.
– Tak. Ten facet... Szczupły, wręcz chudy, już zaczynał łysieć, a młodszy o rok ode mnie i jeszcze takie okulary. Okrągłe, ala John Lennon.
Nagle jego twarz się zmieniła. Może uświadomił sobie, że nie powinien robić z siebie męczennika.
– Chciałbyś do niej wrócić? – zapytała od niechcenia, ale odpowiedź miała dla niej znaczenie.
– Nie. W małżeństwie można zdradzić raz. W takim związku, jaki mieliśmy, to niedopuszczalne.
Odetchnęła. Odczuła, że jego wygląd zewnętrzny nie pasuje do ducha. Przypominał samca alfa, a prawdopodobnie siedziała w nim romantyczna dusza.
– Wybacz Susan za śmiałość, masz czas?
– Znaczy teraz? – spojrzała na niego inaczej.
– Tak. Pracuję na komputerze w domu. Odziedziczyłem trochę pieniędzy po rodzicach. Matka miała raka, a ojciec to bardzo przeżył i zaczął pić. Dwa miesiące potem zginął w wypadku samochodowym, tyle że badanie krwi nie wykazało alkoholu. Z nieznanych przyczyn wjechał na przeciwny pas ruchu tuż pod jadący wielki truck.
– Och, bardzo mi przykro. Moi rodzice jeszcze żyją, ale nie utrzymujemy kontaktów. Lubili Brenta i uważali, że to był moja wina.
– Nie rozumiem! Skoro cię zdradzał... Chyba nie byłaś typem mniszki.
– Nie. Sądzę, że jestem normalna.
– Na taką wyglądasz – dotknął jej dłoni.
Poczuła delikatne mrowienie i nie wycofała ręki. Po chwili on sam zabrał palce.
– Przepraszam – rzekł cicho – nie powinienem cię dotykać.
– Jest w porządku. Nie jesteś nachalny, raczej autentyczny i żywiołowy. Nie udajesz. Co innego, gdybyś dotknął bardziej prywatny rejon...
– No coś ty! W kawiarni?
– Dziwisz się? Kilka miesięcy temu, dokładne w styczniu, widziałam dwójkę. Facet wsunął kobiecie dłoń pod sukienkę. Oderwałam wzrok, bo nie planowałam ich podglądać. Siedziałam kilka metrów dalej i przypadkowo spojrzałam w tamtym kierunku. Co prawda wyglądali, że mają już ze sobą długą relację.
– Interesujące. Masz ochotę się przejść?
– Zależy gdzie.
– Tu jest zaraz jezioro, a obok, miejski park.
– Sama nie wiem.
– Jeżeli nie wiesz, to możemy napić się czegoś u ciebie lub u mnie.
Abigal uświadomiła sobie, że chyba za szybko się dzieje. O ile na początku odczuła, że mu się podoba, teraz już wiedziała, że on czegoś chce. Najgorsze było to, że ona chciała tego jeszcze bardziej.
Poczuła się znowu młoda. Dlaczego? Ponieważ Jaret na nią patrzył w określony sposób. Jakaś część jej jestestwa słusznie podszeptywała, że facet po prostu lubi kobiety w średnim wieku, ale to Abigail wcale nie przeszkadzało.
– Jeżeli już, to możemy pojechać do ciebie. Daleko mieszkasz?
– Piechotą by nam się trochę zeszło.
– Czyli czymś przyjechałeś.
– Tak, mam BMW.
– Rozumiem. Ja zrobiłam sobie spacer, mieszkam niedaleko.
– To dlatego już nie chciałaś się przejść – pokiwał nieznacznie głową ze zrozumieniem.
Zapłacił za nią i wyszli.
– O widzisz, to moje auto.
– Wygląda na szybkie – stwierdziła, chociaż faktycznie dokładnie nie wiedziała.
Pewnie chłopak Tracy by lepiej się orientował.
Otworzył jej drzwi. Znowu przeszła jej krótka myśl, że mąż dawno nie otwierał dla niej wejścia do auta, kiedy gdzieś jechali razem. To też działo się bardzo dawno temu.
Ruszył spokojnie, ale kiedy wjechali na trzypasmową drogę, dał kilka razy gazu.
– Widzę, że masz szybki wóz. Pasażer inaczej odczuwa przyspieszenie. Ty wiesz, kiedy to zrobisz i jesteś przygotowany.
– Przepraszam. Zwykle nie jeżdżę szybko, tylko chciałem ci pokazać, że maszyna ma niezłe przyspieszenie. Rozumiem, że wolisz wolno – spojrzał na nią krótko i chyba dokładnie zrozumiała jego wypowiedź.
– To kwestia dogadania – dostrzegła lekki uśmiech, czyli już się porozumieli.
,,Mogę jeszcze się z tego wywinąć” – widocznie jakaś część sumienia chciała protestować.
,,Spencer okazał się wierny i taką mu chcę dać nagrodę”?
Abi zerkała ukradkiem na bruneta, ale bardziej się koncentrowała na swoich myślach. Tych, które mają tylko kobiety. Jej szósty zmysł szeptał, że jednak mąż nie jest takim kryształem. Nie posiadała jednak żadnych atutów, poza przeczuciem. Nawet jeśli ją zdradza, czy to mam być rewanż? Chyba nie. Po prostu miało to namiastkę przygody, co się właśnie działo. Sama się dziwiła, że ją na to stać. Uważała się za bardzo porządną i wierną partnerkę. Prawdopodobnie powzięła tę decyzję zaraz, kiedy obok niego usiadła. Sposób, w jaki na nią patrzył, jak ją traktował, tylko to postanowienie wzmacniał. Czuła się z tym dobrze. Przyszła krótka myśl. Jaki będzie zaraz po i ile to coś będzie trwało? Nie miała pewności, jak u niej to przebiegnie. Czy raz wystarczy? Wczoraj z mężem początek trwał długo, a sam seks tylko pięć minut. Odczuła to i tak jako sukces. W końcu ostatnio robili to miesiąc temu. A poprzedni raz... trzy miesiące wstecz.
Dojechali na znajomą ulicę.
– Tu mieszkam – pokazał dom.
– Spokojna okolica.
– Tak można powiedzieć.
– Słychać pojazdy w nocy?
– Nie. Mam bardzo dobrze izolowane okna. Można hałasować w domu i nikt z zewnątrz nie usłyszy.
Nie była pewna, czy to też powinna odebrać jako aluzję. Do tej pory nie miała okazji krzyczeć. Uśmiechnęła się do swojej myśli. Gdzieś przeczytała, że dobra kłótnia kończy się, kiedy na początku on krzyczy na nią, a kończy się, kiedy ona krzyczy na nim. Nadal w ich życiu intymnym panowała męska dominacja. Wcześniej na to nie zwracała uwagi, później już krępowała się decydować. Dziwne, bo w pracy dyktowała mężczyznom, co mają robić. Nie tym z rady, ale innym.
Kiedy otwierał wejściowe drzwi, dyskretnie popatrzyła na boki, ale nie zauważyła nikogo. Szansa, że mogłaby być przez kogoś rozpoznana, oscylowała w okolicy zera. Weszli.
– Zanim się czegoś napijemy, chcę ci pokazać mieszkanie.
– Dobrze, skoro proponujesz.
Samotny mężczyzna nie zawsze ma porządek, chyba że jest pedantem lub wie, iż ktoś ma go odwiedzić. Ta druga opcja odpadała, bo nie mógł tego przewidzieć. Pedantem też nie był, bo to już zauważyła po wnętrzu samochodu. Poza tym, że ją podrywał, zachowywał się we wszystkim w granicach normy. Oglądała mieszkanie i robiła wrażenie, że jest zainteresowana, ale tak naprawdę nie obchodziła ją jego chata. Pomyślała w tej chwili o człowieku, któremu zawdzięczała stanowisko. To on ją wywindował. Szef ich małej grupy. James Northon. Przystojny brunet, z lekko posiwiałymi skroniami. Gdyby nie to, trudno by zgadnąć, że ma czterdzieści sześć lat. Od ośmiu lat rozwiedziony. Co ją dziwiło, nie oglądał się za młodszymi kobietami, co miała okazję sprawdzić podczas kilkunastu zawodowych party. Stanowczo nie preferował mężczyzn. Tak! Nagle przypomniała sobie kilka spojrzeń Jamesa.
,,Cholera, teraz dopiero dostrzegłam, że mu się podobam”?
Oczywiście miała na myśli Northona.
Ponownie, zaczęła myśleć o sobie. Oglądała kolejne pomieszczenia i kiwała głową, że jej się podobają, ale naprawdę rozważała, co ją skłoniło do tego, by po piętnastu minutach znajomości dać się zaprosić do domu. I to z wyraźnym zamiarem. Musiałoby się stać coś naprawdę wyjątkowego, żeby do niczego nie doszło. Oczywiście ryzykowała. Wcale nie znała Jareta. Nie wyglądał na seryjnego mordercę. A jeżeli chodzi o samo kochanie? Zwykle w takich sytuacjach stosowano proste zabezpieczenie, które zapobiegało nie tylko ciąży, ale i zarażeniu chorobą. Pierwsza sprawa nie wchodziła w rachubę, bo Abigal nie mogła mieć dzieci. Tak naprawdę nigdy nie robiła badań, ale Spencer mógł być ojcem, bo sam poddał się testom. Za usprawiedliwienie swojej decyzji miała dawną Abigal Carter. Kobietę sukcesu w pracy i żonę, która nie otrzymywała oczekiwanej miłości od męża. Może nie o samo uczucie chodziło, jak o to coś, co przyspiesza oddech i zwiększa temperaturę. Mąż rzadko dawał jej powód do śmiechu i radości. Ona czasem się starała, ale albo nie rozumiał jej dowcipu, lub miał sprawdzić czterdzieści prac swoich studentów. Kurwa!
Zostawiła rozmyślania o letnim, a raczej zimnym współżyciu ze Spencerem. Znajdowała się przecież w domu piętnaście lat młodszego faceta, który przywiózł ją tutaj w wiadomym dla nich celu.
– Wolisz wino, koniak czy whiskey?
– Chciałabym coś z bąbelkami, ale pewnie nie masz. Lubię coś tryskającego niby gejzer.
Dostrzegła krótki uśmiech. Ponownie załapał.
– Owszem, mam. Francuski. Nie jest super wytrawny, nawet słodkawy.
– Doskonale – podarowała mu uśmiech.
Pomyślała, czy nie zachowuje się zbyt lubieżnie. Co prawda posługiwała się aluzjami, ale on dzieckiem już dawno przestał być i doskonale rozumiał, co Abi ma na myśli.
– Rozgość się – wskazał kanapę – a ja przyniosę butelkę. Lubisz muzykę?
– To zależy do czego? – spojrzała dłużej, tym razem prosto w oczy.
Nie ubrała się widowiskowo. Sukienka z bawełny i sandałki. Nie mieli jeszcze upałów, ale majowe dni już nie potrzebowały rajstop. Co prawda, gdyby wiedziała, założyłaby bardziej seksowne figi. Odniosła jednak wrażenie, że Jaret jest bardziej zainteresowany prezentem, a nie opakowaniem.
– Pomyślałem, że moglibyśmy potańczyć kilka wolnych kawałków – przeleciał wzrokiem po salonie.
– Dobry pomysł.
Podszedł do regału z systemem audio, poszukał coś wzrokiem i włączył muzykę z lat osiemdziesiątych. Dokładnie pasującą, do wolnego tańca w parze.
– Będę za chwilkę – posłał miłe spojrzenie.
Kanapa miała jasnobrązowy kolor i dobrze się na niej siedziało. Czy robił to tutaj ze swoją byłą dziewczyną? Dlaczego go zostawiła? Czy faktycznie z niego taki macho jak niechcący wyznał? Czy to będzie jeden raz? Czy poczuje wstyd i wyrzuty sumienia, że zdradziła męża? Postanowiła się dowiedzieć tego później. Brunet przyszedł z tacką, na której stała butelka ,,Imperial nektar” i dwa wysokie kieliszki specjalne do tego trunku. Postawił tackę na stoliczku obok i wprawnie otworzył korek. Nalał płyn i podał kieliszek.
– Za nasze spotkanie – powiedział.
Po chwili wstali i zaczęli tańczyć.
– Nie jest dla ciebie za szybko? – zapytała.
– Nie. Obiecaj mi, że to nie będzie jeden raz, Susan.
– Nie będzie raz, ale też nie na życie.
– Pewnie tak – delikatnie ją pocałował.
Anabel ułożyła głowę na jego ramieniu i chwilę tańczyli przytuleni.
Kiedy utwór się skończył, a zaczął nowy, ujęła twarz bruneta w dłonie i tym razem mieli bardziej namiętny pocałunek. Zaczął powoli zdejmować z niej ubranie, a ponieważ nie protestowała, zdjął z niej wszystko.
– Jesteś bardzo piękna, Susan – przykucnął i pocałował intymność.
Cicho mruknęła z zadowolenia.
,,No nieźle się zaczyna, pierwsze buzi w usta a drugie tam” – pomyślała.
Odebrała to jako przesłanie.
,, Dobra, niech tak będzie" – pomyślała ponownie.
– Teraz moja kolej, prawda? Mam tylko prośbę. Nie zabieraj mnie do sypialni.
– Jasne. Kanapa może być?
– Kanapa, stół, pralka. Zostawiam ci możliwości. – Ściągnęła z niego bawełnianą koszulkę i przejechała paznokciami po dość dobrze umięśnionym torsie.
– Jesteś gorąca – jęknął.
– Dopiero się rozpalam, maleńki. – Poradziła sobie dość łatwo ze spodniami i po chwili z bielizną.
– To chyba będziemy mieli kłopoty – popatrzyła na dopiero co odkryte miejsce.
– Może nie.
Nigdy nie myślała o gabarytach. W sumie nie miała porównań, bo Spencer był do tej chwili jedynym. Nie oglądała fotek na internecie, ale w dobie informacji miała pojęcie, ile mierzy ta część u mężczyzny. Dziwne, że to podają źródła, a już trzeba poszperać o następnej liczbie, która jest nawet ważniejsza. O obwodzie. Kobiecy organ jest niezwykły. Przystosuje się do prawie krańcowych wartości. Dlatego większość mężczyzn niepotrzebnie ma kompleksy. Ta rzecz ogólnie zwana seksem ma mnóstwo niezwykle ważnych aspektów. Niestety nie uczą o tym w szkole, a filmy XXX pokazują kłamstwo. Abigal nie oglądała, ale był kobietą myślącą i słyszała to i owo. Jednak...
Człowiek jest wzrokowcem, chociaż podobno mężczyzna bardziej. Kobieta jest bardziej uczulona na dotyk. Nie mogła, jednak powstrzymać się od porównania. Spencer przy Jarecie wyglądał jak Dawid przy Goliacie.
– Czy dlatego ta twoja dziewczyna cię rzuciła? Byłeś dla niej za duży? – uznała, że może o to zapytać.
– Starałem się być delikatny. Nie mówmy o Janet, dobrze?
– Jasne, przepraszam.
Czuła się nieźle napalona, ale po jej zachowaniu brunet z pewnością nie mógł tego poznać. Uznał, że jest gorąca po pocałunku czy po tym, że dotknęła mu tors paznokciami? Nie zamierzała nad tym długo debatować, bo miała zadanie przed sobą. Nie myślała wcześniej jaką zabawką będzie się mogła nacieszyć. Uznała, że XXL jej się podoba. Tego też dawno nie robiła ze Spencerem. Nie rozmyślała nigdy nad tym, czemu faceci to lubią, ale wiedziała, że jej mąż za tym nie przepadał. Poczuła się zła. Na niego. Zwykle całowali się w usta, potem dotykał czy czasem całował część ciała stworzoną do karmienia dziecka, którego nie mogła mieć, następnie kładł dłoń niżej i zaczynali. Taki rytuał, nigdy inaczej. Wczoraj nieco to urozmaicił, za co była mu wdzięczna. Odrzuciła natychmiast wspomnienia. Nie może kochać się z prawie nieznajomym facetem, obdarowanym nieźle przez naturę i wciąż myśleć o tym, jak nie powinna być traktowana przez męża, praktycznie od momentu ślubu. Postanowiła skupić się na mężczyźnie, z którym zamierzała poszaleć. I to postanowienie z miejsca przyniosło dobre efekty. Pachniał ładnie.
On, kiedy to powiedział, pewnie miała na względzie perfumy. Pewnie tak. Nie wylewała na siebie pół butelki, raczej starała się używać w minimalnej ilości. Co do Jareta... Z pewnością był umyty i nie używał żadnych perfum, przynajmniej dzisiaj. Pachniał...mężczyzną. Pot, samą skórą w różnych miejscach. W tej chwili siedziała na kanapie, a brunet znajdował się na tyle blisko, że czuła tę właściwą okolicę. Nie próbował przyspieszyć i nie wypowiadał słów, których akurat nie chciała, żeby zostały wypowiedziane. Być może niektóre kobiety lubią słyszeć w takiej sytuacji, że są szmatami, kurwami i że mają ciągnąć. Abigal nigdy tak nie miała z mężem. Zwykle nic nie mówił. Co by zrobiła, gdyby Jaret nagle stał się zwierzęciem? Nie miała pojęcia. Natomiast jego pasywność w tym momencie jej odpowiadała. Podniosła wzrok i spojrzała po raz kolejny w orzechowe oczy, nowego kochanka.
– Mam być grzeczną dziewczynką, czy napaloną dziwką? – jednak zapytała.
– Bądź naturalna. Dlatego mi się podobasz, bo jesteś taka. Nie masz makijażu, śladu silikonu w sobie i prawie nie używałaś perfum. Oczywiście masz śliczną twarz i super ciało. – Delikatnie pogładził jej głowę i zatopił palce w miedzianych włosach. W żadnym stopniu nie wyczuwała, że ją ponagla.
Poczuła się rozluźniona jak po najlepszej terapii. Postanowiła mu podziękować za te słowa. To, co miała przed oczami, wzbudzało w niej daleko większe zainteresowanie niż cała jego chata. Oglądała, delikatnie odchylając na boki i próbowała wychwycić odrębny zapach. Gładziła bez pośpiechu swoje policzki tym wielkim maślaczkiem.
– Susan! Bez obrazy, ale twój były mąż był idiotą. Za chwilę oszaleję.
O! Czyli mu się to podoba, co robi? Interesujące. Nie mogła jednak przesadzać, bo sama chciała posmakować tego zjawiska, które cały czas bezczelnie oglądało sufit. Delikatne muśnięcia wilgotnym językiem też mu się podobały, sądząc po niskich pomrukach, które z siebie wydawał. Potem na przemian przypominała sobie pierwsze lody z rodzicami, kulistego lizaka, którego ssała jeszcze wcześniej, w końcu oczami wyobraźni jadła różne owoce, by na koniec zapchać się bułką. Wyglądało, że dobrze traktowała swoją nową zabawkę, bo do jej uszów docierały wszelakie dźwięki potwierdzające zadowolenie. Doczekała się deseru, na który czekała prawie kwadrans. Nawet w tej chwili czuła tylko jak gładzi jej włosy. Przez cały czas nie wyczuła, aby przyciągał jej głowę.
– Dziękuję – spojrzała z dołu.
– Och, ty dziękujesz!? Nie miałem aż takiego doświadczenia, ale jeśli można dać za to medal, to musiałabyś otrzymać złoty.
– Och, naprawdę? Starałam się tylko ci dać, co powinieneś otrzymać.
– Mogę się odwdzięczyć? – lekko się zarumienił.
Co ją bardzo zdziwiło, w tym pozytywnym stopniu, zabawka co prawda nie patrzyła już na sufit, ale obserwowała górę regału, gdzie znajdował się system audio.
– Koniecznie musisz mi powiedzieć później, o co tej Janet chodziło – uśmiechnęła się i wstała.
Przez dwie godziny Jaret się odwdzięczał. No może razem to robili. Z każdą upływającą minutą czuła się bardziej doceniana, uwielbiana, adorowana. Na końcu, kiedy zwiedzili po raz drugi pralnie, kuchnię i łazienkę, musiała przyznać, że nawet zanim wzięli ślub ze Spencerem, a także w okresie miodowego miesiąca, nawet w jednej czwartej nie było tak miło. Okazało się, że może mieć wiele orgazmów i faktycznie izolacja okien okazał się potrzebna. Wyglądał na zmęczonego, a ona przeciwnie. Nie chciała być niemiła i oznajmiać, że chciałby jeszcze. Obiecała sobie powiedzieć to następnym razem. W połowie wzajemnego odwdzięczania zabrakło gumek, ale przyznała się, że nie może mieć dzieci. Zanim zaczęli bez zabezpieczeń, zapytała, patrząc mu prosto w oczy, czy może mu ufać, iż nie zostawi jej niemiłej pamiątki. Musiał mówić prawdę albo był mistrzem kłamstwa, czego raczej się nie spodziewała.
– Odwieźć cię do domu? – zapytał, kiedy skończyli wspólną kąpiel.
– Wezmę taksówkę. Muszę wszystko jeszcze raz sobie przypomnieć. Mam twój numer i zobaczymy się, jeśli zechcesz.
– Możemy jutro? – dostrzegła prośbę w orzechowych oczach.
– Nie sądzę. Mam dość odpowiedzialną pracę, ale nie będziesz czekał długo, to mogę obiecać.
Pocałowała delikatnie usta i wyszła. Kiedy oddalała się od jego domu, wciąż czuła wzrok na plecach. No może nie tylko tam.
Tak jak się spodziewała, dosłała mandat, ale napisano, że jeśli zapłaci w ciągu trzech dni, miłe poznawanie ciała Jareta będzie ją kosztować tylko trzydzieści pięć dolarów. Nie chciała prosić znajomego porucznika, w końcu taka suma nie stanowiło dla niej najmniejszego obciążenia.
Kiedy wróciła, Spencera jeszcze nie było. Spodziewała się go przed ósmą. Uznała, że skoro jest tak zadowolona, to zadzwoni jeszcze do Tracy. Dochodziła szósta trzydzieści. Wystukała numer.
– Tracy Rainbow, kto mówi?
– Dobry wieczór, Tracy. Abigal Carter. Mąż pytał, czy mogę zadzwonić.
– Och to pani!
– Abigal będzie łatwiej.
– Dobrze... Abigal. Miło, że dzwonisz.
– Byłam zła, rozumiesz...
– Och nie ma sprawy. Profesor Spencer mówił, dlaczego chcesz zadzwonić i chyba się spodziewałaś, że powiem, iż nie ma sprawy, bo faktycznie to drobiazg, ale chciałam porozmawiać.
– To miło, bo ja też. Spencer będzie przed ósmą, więc mamy czas. To znaczy, ja mam, bo nie wiem jak u ciebie.
– Jestem do dyspozycji – Abigal nie bardzo miała pewność, jak ma to zrozumieć, ale oczywiście nie zapytała.
– Tak... to miło, że masz chwilkę dla mnie. Czyli jesteś najlepszą studentką męża?
– Dziwne, prawda? Blondynka z niezłymi cyckami i jeszcze niegłupia w kierunku, gdzie raczej dominuje męska rasa.
Szatynka musiała przyznać, że mała ma tupet. Tak naprawdę była tylko o cal niższa od pani Carter, ale z uwagi na wiek, Abigal tak ją określiła.
– Też sobie radzę.
– Mąż wspominał, czym się zajmujesz. To musi być ekscytujące, kiedy faceci, już z niezłą kasą, muszą drżeć przed twoją decyzją.
– Na początku tak odczuwałam, teraz robię, co należy. Jak widzę w kimś potencjał, to udzielam kredytu, a nawet pomaga, jeśli komuś trochę brakuje. Moja kobieca intuicja mnie jeszcze nie zawiodła. Zwykle jak jakaś firma idzie na dno z powodu głupoty szefa, to tylko dowiązuję cięższy kamień. Takie życie.
– Co myślisz o tym, żeby się spotkać na kawie? – głos blondynki świadczył, że jest pozytywnie nastawiona i już się cieszy.
– Dobry pomysł. Blisko parku miejskiego jest fajna kawiarnia z dobrą kawą – odparła Abi.
Powiedziała to i z miejsca pomyślała, co będzie, jeśli spotkają tam Jareta.
– Tam pójdziemy następnym razem. Sama potrafię zrobić bardzo dobrą kawę i upiekłam szarlotkę. Przepis mojej babci. Pycha, sama się przekonasz.
– Chcesz powiedzieć, że mamy się spotkać u ciebie w domu? – Abi owinęła kosmyk ciemnomiedzianych włosów na wskazujący palec i obserwowała czy zostanie loczek.
– Aha.
– A co będzie, jeśli twój chłopak wpadnie?
– Obawiam się, że to raczej niemożliwe – nuta radości wyraźnie zniknęła w głosie.
– Coś się stało?
– Zerwaliśmy. Właściwie ja zerwałam. Miał sporo za uszami. On chyba naprawdę sądził, że jestem blondynką.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
Zdrads z jakich kolwiek pobudek zawsze pozostanie zdradą
Sapphire77
@Pumciak Nie mowię, że nie. To jest fikcja. Możesz ją potępić, tylko pamiętaj, rzuć kamieniem jeśli nic złego nigdy nie zrobiłeś.Dziękuje za komentarz. Moja bohaterka jeszcze sporo namiesza.
Sapphire77
@Pumciak Wiem, że to niewłaściwe miejsce, dlatego jeśli chcesz odpowiedzieć, a nie uważasz, że komentarz jest złym rejonem na odpowiedź, możesz w wiadomościach. Co myślisz o przypadku eutanazji młodej kobiety w Hiszpanii?
Hart
Bardzo inspirujący tekst. To jest coś co w Tobie lubię rzeczowo z nutką romantyzmu. Takie naturalne dylematy. Geneza zdrady. Początek jest zawsze najbardziej inspirujących. A co przyniesie koniec? Bardzo ciekawa lektura. Brawo ty
Sapphire77
@Hart Postępowanie Abigal jest nieco dziwne. Co spowodowało zmienę? Każdy z czytających ma prawo ją ocenić jak chce. Gdyby samochód Spencera się nie popsuł, kto wie jak by jej życie się potoczyło. Dzieki za komentarz.